▼

czwartek, 1 października 2026

"Niepokonane" William Faulkner, tłum. Jacek Dehnel

Autor: William Faulkner
Tytuł: Niepokonane
Tłumaczenie: Jacek Dehnel
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura piękna
 
William Faulkner uznawany jest za jednego z najważniejszych pisarzy amerykańskich. Żył w latach 1897-1962 w stanie Missisipi na południu Stanów Zjednoczonych, co miało wyraźny wpływ na jego twórczość. Choć nie ukończył szkoły średniej, a po I wojnie światowej przez chwilę uczył się na Uniwersytecie, to jednak przede wszystkim kształcił się sam. Po raz pierwszy na rynku literackim pojawił się w 1924 roku ze zbiorem wierszy, które wydał na własny koszt. Dwa lata później ukazała się jego pierwsza powieść i od tego czasu tworzył regularnie: powieści, opowiadania, wiersze, współpracował również z Hollywood jako scenarzysta. Jego życie prywatne przebiegało dosyć burzliwie, co miało wpływ na to, jak odbierany był przez ówczesnych czytelników - krótko po II wojnie światowej z powodu własnego alkoholizmu popadł w niełaskę, by już wkrótce odżyć ponownie i to zarówno na scenie amerykańskiej, jak i europejskiej. W 1949 roku otrzymał Nagrodę Nobla, dwukrotnie zdobył Nagrodę Pulitzera i National Book Award. Większość z jego powieści toczy się w jednym uniwersum w mitycznym hrabstwie Yoknapatawpha w Missisipi, a część postaci to mitologizowana wersja jego własnej wielopokoleniowej rodziny.
 
Dzieła Williama Faulknera pojawiły się w Polsce już we wczesnym okresie PRL-u, w późnych latach 50. i miały duży wpływ na polskich twórców, jak i czytelników, którzy dobrze czuli się w świecie przez niego stworzonym - burzliwe dzieje Południa Ameryki dobrze współgrały z tym, co po powstaniu styczniowym aż po czasy powojenne działo się w Polsce. A choć jego proza nigdy nie zniknęła z naszego rynku, to jednak w ostatnich latach Wydawnictwo Znak podjęło się czegoś, na co warto zwrócić wyjątkową uwagę. Mianowicie od roku 2023 proza Faulknera jest tłumaczona na nowo! Do tej pory ukazały się cztery książki w przekładzie Jacka Dehnela, Piotra Tarczyńskiego i Michała Tabaczyńskiego, a zaplanowane są już kolejne dwie na rok 2027 i 2028. Właśnie w tej serii ukazały się “Niepokonane” w tłumaczeniu Jacka Dehnela, który zadbał o dobre zakorzenienie prozy w historii Południa Stanów Zjednoczonych oraz nadał stylowi formę zbliżoną do oryginału. Zresztą już za samą książką i sposobem, w jaki powstała, kryje się ciekawa historia…
 
 Południe Stanów Zjednoczonych, hrabstwo Yoknapatawpha, rok 1862. Trwa wojna secesyjna, ojciec Bayarda John Sartoris walczy ze swoim oddziałem na froncie. Dwunastoletni Bayard i Ringo z niecierpliwością wypatrują jego ponownej wizyty w domu, podczas której na pewno uraczy ich kolejnymi opowieściami z wojennej codzienności. Życie chłopców, mimo wojny toczy się stałym, spokojnym rytmem, a ich dobrobytu pilnuje Babcia, pani Rose, która gotowa jest ich chronić pod własną suknią i kłamać Jankesom w twarz. A mimo to nawet ich dosięgają konsekwencje wojny - widzą marsze czarnoskórych, którzy liczą na wyzwolenie, a ich każda wyprawa poza granice domu wiąże się z dużym niebezpieczeństwem. Jak w przeciągu najbliższej dekady zmieni się ich życie? Co przyniesie im wojna tuż za progiem, jak szybko każe im dorosnąć? Kto okaże się wart ich wiary, a kto srogo rozczaruje?
„Są granice tego co dziecko może przyjąć, przyswoić; nie tego w co może uwierzyć bo dziecko uwierzyć może w cokolwiek, jeśli dać mu czas, ale w tym co może przyjąć, istnieją granice czasowe, granice czasu który syci wiarę w niewiarygodne.”
Książka składa się z siedmiu rozdziałów, z czego sześć z nich początkowo powstały jako osobne opowiadania, które ukazywały się w The Saturday Evening Post w latach 1934-1936. Po kilku przeróbkach (które przybrały bardzo ciekawą formę, o czym pisze Jacek Dehnel w posłowiu) i dopisaniu ostatniego rozdziału, książka wydana została jako powieść w 1938 (w Polsce w 1964 roku w tłumaczeniu Ewy Życieńskiej). Każdy z rozdziałów jest tytułowany i każdy dzielony jest na numerowane podrozdziały (jest ich kilka, a zatem i tak każdy podrozdział liczy dość konkretną liczbę stron). Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Bayarda, któremu zdarza się wspomnieniami załamywać chronologię zdarzeń. Jego narracja mimo wszystko przybiera sprawną formę - są sceny dynamiczne, są sceny zabawne, są i takie, które mocno emocjonalnie poruszają.
„Bo dziwne to były czasy. Przez cztery lata żyliśmy tylko dla jednej sprawy, nawet kobiety i dzieci które nie mogły walczyć: żeby wypędzić jankeskie oddziały z kraju; myśleliśmy że jak to się stanie to będzie już po wszystkim.”
Styl, w jakim książka jest pisana, zasługuje na osobną uwagę. Faulkner uznawany jest za przedstawiciela prozy modernistycznej, dla której najważniejszy był przekaz emocjonalny, a język i jego gramatyka były narzędziem, który ten przekaz umożliwiał. U Faulknera widać to mocno w interpunkcji, przede wszystkim w braku przecinków w miejscach, w których nakazuje to gramatyka - dzięki temu zdania nie są przerywane. A zdania, jakie autor tworzy, bywają bardzo długie - Faulkner lubuje się w strumieniach świadomości, w których nie tylko znacząca jest interpunkcja (lub raczej jej brak) ale też zamiłowanie do słowotwórstwa - często pojawiają się wyrazy, które powstają z dwóch innych. Przez to nie tylko jedno zdanie może ciągnąć się nawet i przez pół strony, ale tworzy tak zawiły konstrukt, że potrzeba maksymalnego skupienia, by zrozumieć jego przekaz - przyznam, że momentami na tym poległam. Tekst jednak nie składa się tylko i wyłącznie z tego typu zdań, więc mimo kilku chwil zagubienia, przy całej lekturze bawiłam się zaskakująco dobrze.
„– Tak – odparł Wujaszek Buck – każdy popełnia błędy. Twój kłopot w tym, że popełniłeś ich zbyt wiele. Bo błędy są złe. Patrz na Rosę Millard. Popełniła tylko jeden i patrz na nią. A ty popełniłeś dwa.
(...)
– Jakie niby?
– Że urodziłeś się za wcześnie i umierasz za późno – odparł Wujaszek Buck.”
Słowotwórstwo, swobodna interpunkcja i długie zdania to nie jednym punkty charakterystyczne dla prozy Faulknera, którą przybliża nam Jacek Dehnel. To też dopasowanie językowe do każdej z postaci - tu biały zamożny człowiek wypowiada się inaczej niż ubogi, inaczej miastowy i pochodzący z terenów wiejskich, ale najbardziej wyróżnia się mowa czarnoskórych niewolników, którzy wypowiadają się w bardzo specyficzny sposób połykając niektóre głoski. Jacek Dehnel starając się, by polskie twory językowe były jak najbliższe oryginałowi, stawia na pisownię fonetyczną z pominięciem niektórych liter - z pewnością było to spore wyzwanie translatorskie, efekt jednak jest niesamowity!
„Poszło szybko, ot tak, jak za każdym razem kiedy ktokolwiek o nazwisku Sartoris czy Millard znajdował się w zasięgu wzroku słuchu czy smrodu Jankesów, jakby Jankesi nie byli ani ludźmi ani światopoglądem ani nawet formą zachowania, ale raczej jakimś wąwozem, przepaścią, w którą Babcia i Ringo i ja byliśmy na łapu‑capu zasysani ilekroć się do nich zbliżyliśmy.”
To jednak nie jedyny translatorski wkład Jacka Dehnela w tę powieść. Książka opatrzona jest ogromną ilością przypisów, które mają za zadanie dobrze osadzić czytelników w tamtym świecie. Chodzi o to, że Faulkner mocno bazuje na faktycznych wydarzeniach historycznych z czasów wojny secesyjnej, wplata w to ówczesną tradycję, kondycję życia mieszkańców Południa i historię swoich postaci z wydanych już powieści. To tworzy mieszankę, która bez dodatkowego wytłumaczenia byłaby po prostu dla polskiego czytelnika o połowę uboższą wersją niż dla czytelników rodzimych czasów życia autora. Wiedza, jaką Jacek Dehnel w przypisach przekazuje, jest ogromna, a dodatkowo uzupełniona jest posłowiem.
„Bo wojny to wojny: ten sam wybuchający proch odkąd jest proch, te same pchnięcia i parowania żelazem kiedy prochu jeszcze nie było – jedna baśń, jedna opowieść, taka sama jak następna i jak poprzednia. Wiedzieliśmy więc że wojna istnieje; musieliśmy w to wierzyć, podobnie jak musieliśmy wierzyć że życie jakie prowadziliśmy przez ostatnie trzy lata zowie się mordęgą i cierpieniem. Ale nie mieliśmy na to żadnego dowodu.”
No dobrze, a co z samą powieścią? Jako że Faulkner wielkim pisarzem był, to z pewnością książka doczekała się ogromnej liczby opracowań. Dla mnie, czytelniczki, która po raz pierwszy sięgnęła po twórczość autora, jest to przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu na tle świata, którego wartości w czasie wojny stają na głowie. Bayard, gdy poznajemy go po raz pierwszy, jest dwunastoletnim chłopcem, który wcześnie pozbawiony matki, stawia swojego ojca na piedestale, a na co dzień żyje pod rządami religijnej i pilnującej dobrego wychowania babci i czarnoskórej gosposi. Co ciekawe, całe swoje życie wychowywany jest z Ringiem, czarnoskórym chłopcem w jego wieku, który teoretycznie jest niewolnikiem jego ojca, Johna Sartorisa, a w praktyce rodzinie traktowany jest w rodzinie na równi z nim, a on traktuje go jak bliskiego przyjaciela, może nawet brata. W chwili ich poznania mamy do czynienia z dzieciakami, które mają w głowach wyidealizowany obraz wojny i żołnierzy, którzy biorą w niej udział (scena ze strzelaniem do Jankesów jest po prostu mistrzowska!). Wraz z kolejnymi rozdziałami, gdy chłopcy dorastają (w ostatnim rozdziale mają po 23 lata) i zdobywają nowe, najczęściej za poważne w stosunku do wieku doświadczenia, obserwują, co wojna robi z ich sąsiadami i rodziną ten obraz ulega znaczącej zmianie, by w ostatnim rozdziale wprowadzić ich w prawdziwą, ostateczną dorosłość. Przygody, jakie spotykają ich w międzyczasie, mają często klimat filmowy - raz humorystyczne, raz bardzo emocjonalne - i mocno oddziałują na wyobraźnię.
„(...) musieliśmy zrobić znacznie więcej niż można wymagać od dzieci bo powinna być jakaś granica wieku, przynajmniej młodego wieku poniżej której nie musi się nikogo zabijać.”
Cała ta historia dorastających chłopców toczy się na tle wielkiej historii Ameryki. Zaciekawił mnie sposób, w jakim autor oddał relacje pomiędzy białymi a czarnoskórymi postaciami, czego przykładem jest wspomniany wcześniej Ringo. Co ciekawe, kolor skóry nie jest przez autora mocno podkreślony, gdyby nie imiona, nie zawsze byłabym w stanie określić rasę postaci. Warta zauważenia jest też rola kobiet w powieści - to przecież babcia chłopców w pewnym momencie przejmuje stery, swoim sprytem i uporem zapewnia nie tylko im środki do życia, ale i całej okolicy niezależnie od kolory skóry. Jest też i kuzynka Bayarda, kobieta wyzwolona, która staje naprzeciw konwenansom.
„(...) może dla kobiet nigdy nie ma dziwnych czasów: jest tylko to stałe monotonne coś pełne kolejnych szaleństw ich mężczyzn.”
“Niepokonane” to powieść, która zaskakuje. Na pierwszy rzut oka jest to proza niełatwa, przez sposób formułowania długich zdań, słowotwórstwa i znanych nam zasad interpunkcyjnych wymaga od czytelnika ciszy i skupienia. Nawet gdy już złapie się rytm lektury, są fragmenty, które nieco z tego rytmu wypadają, których zagmatwanie jest tak duże, że nie zawsze przekaz autora jest jasny. Ale warto dać jej szansę. Kiedy już wniknie się w ten świat, pozna postacie i całe tło historyczne, zaczyna się narracja, która ma tendencję do porywania czytelnika w dynamiczne, zaskakujące fabularnie akcje. Sceny opisane są w sposób bardzo obrazowy, mocno nasycony emocjami, dzięki czemu są barwne i żywe – faktycznie, jak głosi okładka książki, mocno filmowe. Całe tło historyczne (choć, jak tłumacz wskazuje, momentami nie całkiem spójne, czego, gdyby Faulkner żył współcześnie, czytelnicy by mu nie wybaczyli!) i społeczne, podejście do kobiet i do czarnoskórych, jak i do obowiązków białego dziedzica rysują przed czytelnikiem świat skomplikowany, świat ogarnięty gorączką wojny i mocno zmieniających się czasów. Komentarze tłumacza niesamowicie dokładnie cały ten obraz pogłębiły, dzięki czemu lektura “Niepokonanych” była nie tylko ciekawym literackim doświadczeniem, ale też ogromną dawką wiedzy o ówczesnych czasach. Choć momentami czułam się w tych zawiłych zdaniach Faulknera zagubiona, to jednak jest w tej prozie coś takiego, że mam nadzieję, że na tej jednej książce moja przygoda z jego prozą się nie skończy.
„(...) i wtedy uświadomiłem sobie niezasypywalną przepaść pomiędzy całym życiem i całą literaturą – że ci którzy mogą, robią swoje, a ci którzy nie mogą oraz wystarczająco cierpią z tego powodu że nie mogą, piszą o tym.”
Moja ocena: 7,5/10 (tłumaczenie 8/10!)
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - zapowiedź patronacka

Mistrz najbardziej pokręconych thrillerów świata powraca! Już 14 października polską premierę będzie miała jedna z najnowszych powieści Sebastiana Fitzka pt. "Zaproszenie", która ukaże się pod patronatem medialnym Kryminału na talerzu! 

Wspomnienia Marli Lindberg są krystalicznie czyste: pamięta wyraźnie zagadkową wiadomość, która zwabiła ją do nieczynnej kliniki położniczej, przerażającą postać, która próbowała ją zabić i świszczący kaszel psychopatycznego mordercy podczas walki na śmierć i życie. Po latach psychoterapii okazuje się jednak, że wszystkie te wspomnienia są fałszywe. A ponieważ Marla cierpi na „ślepotę na twarze”, jej mózg nieustannie ją oszukuje.
Kiedy Marla otrzymuje zaproszenie na zjazd klasowy w Alpach, ma nadzieję, że będzie mogła powspominać szkolne lata z dawnymi przyjaciółmi. Gdy przybywa do zaśnieżonego górskiego hotelu, wszystkie pokoje są już zajęte. Na stole pozostały brudne naczynia, w kominku płonie ogień. Marla zaczyna szukać pozostałych uczestników spotkania. I wtedy znowu to słyszy. Ktoś gwiżdże i kaszle, na zewnątrz, w lodowatej ciemności...

Jeśli choć raz mieliście do czynienia z prozą tego autora, to z pewnością wiecie, jak doskonale żongluje twistami fabularnymi nieustannie obracając całą historię o sto osiemdziesiąt stopni. To jego znak szczególny, który w "Zaproszeniu" podbity jest czymś jeszcze - genialnie zbudowaną atmosferą lęku, niepewności, grozy i zamknięcia, dzięki czemu doskonale pokręcony thriller zaczyna przeplatać się z napięciem, jakie tylko powieści grozy potrafią zaserwować... Zatem zaopatrzcie się w obszerny koc, pod którym można się schować, jeśli będziecie czytać nocą, miejcie ciężką latarkę pod ręką i wtedy jesteście gotowi, by przyjąć te "Zaproszenie"! Idealnie niepokojąca lektura na tę jesień! 


 Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Zaproszenie
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: psychothriller

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!