lipca 14, 2026

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

Autor: Tommaso Pagano
Tytuł: W gąszczu kłamstw
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Data premiery: 24.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna
 
Kiedy sycylijski prokurator bierze się za pisanie powieści kryminalnych, czytelnicy mogą być spokojni - dostaną coś nietuzinkowego! Tommaso Pagano, Włoch mieszkający od kilkunastu lat na Sycylii, pracuje jako zastępca prokuratora w Syrakuzach. Od sześciu lat może też nazywać się pisarzem - debiutował w 2020 roku powieścią “Il bambino che disegnava le anime” (na pol. Dziecko, które rysowało dusze), która została ciepło przyjęta nie tylko przez czytelników, ale też i krytykę - zdobyła kilka ciekawych nominacji do literackich nagród. A mimo to autor czekał pięć lat ze swoim drugim tytułem. Dopiero w 2025 roku na rynku włoskim wydana została powieść “W gąszczu kłamstw”, która właśnie teraz ukazała się w Polsce. To tym tytułem autor u nas debiutuje i robi to w doskonałym stylu!
 
Dziesięć lat temu zmarła policjantka Anna Musumeci - znalazł ją jej własny ojciec, powieszoną, ubraną w samą halkę, co sprawiło, że od razu zaczął wątpić, że zrobiła to sama sobie. Policja była jednak nieugięta - w jej kieszonce znaleziono kilka słów, list pożegnalny, śledztwo zostało więc zaraz zamknięte. Mimo to nikt z jej bliskich się z tą śmiercią nie pogodził: ani jej ojciec, ani mąż, ani przyjaciel, który wtedy był jej podwładnym. Nawet syn, który w chwili jej śmierci miał trzy lata. Teraz mija dekada od tego zdarzenia, na Sycylii oznacza to, że, jak określa to 13-letni Tommaso, kości zostaną wymieszane z ziemią. To ostatni moment na to, by ponownie zbadać ciało jego matki, przekonuje więc dziadka, by spróbowali samodzielnie przeprowadzić śledztwo. W końcu podstawowe informacje mają, prawda? Wiedzą, że Anna pracowała wtedy nad sprawą, która mogła przysporzyć jej kłopotów… Muszą wykonać pracę policji, która, mimo iż nękana przez Tommasa anonimami, ewidentnie nie zamierza przyjrzeć się sprawie ponownie.
A jednak pod tym względem nie ma racji - policjant Vito też nie może o Annie i swoich wątpliwościach w stosunku do jej śmierci zapomnieć. Ma pewien punkt zaczepienia, mało obiecujący, ale jednak - zamierza nim podążać z pomocą swoich podwładnych.
Zastanawia się, który z nich ma gorzej. Czy bardziej bolą wspomnienia, które się ma, czy tej, których się nie ma.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści jeden kilkustronicowych, tytułowanych rozdziałów, które dzielone są zapisem nagrań z dyktafonu Tommasa - te fragmenty zatytułowane są po prostu “Klik”, w sumie jest ich pięć. Narracja prowadzona jest z perspektywy Tommasa i Vita w trzeciej osobie czasu teraźniejszego (oczywiście poza nagraniami, które pisane są w osobie pierwszej), od czasu do czasu pojawia się i trzecia perspektywa kogoś z postaci drugoplanowych. Co ciekawe, dłuższe rozmowy zamknięte są w rozdziały - pisane bez komentarzy, bez didaskaliów, bo skoro rozmówców jest dwóch, to więcej komentować nie trzeba. W tych rozdziałach emocje zamykają się w słowach i wielokropkach, które oznaczają ciszę. Język w powieści użyty jest z rozmysłem, a jednak nie brakuje w nich mocniejszych słów, przekleństw, które według Vita są nieodłączną częścią sycylijskiej mentalności.
Styl jest bardzo lekki, momentami zabawny na tyle, że kilka razy zaśmiałam się w głos, a jednak stylistycznie mocno dopracowany, momentami, szczególnie w krótkich opisach, na tyle subtelnie metaforyczny, liryczny, że brzmi pięknie, ale nie odciąga uwagi od tego, co naprawdę ważne - od postaci, ich relacji, ich przeżyć.
Niektóre myśli są cierpliwe jak jaguary. Potrafią czai się w cieniu przez wiele godzin, miesięcy, lat, w ciszy za lianami, żeby obserwować ofiarę i poznawać jej zwyczaje.
Sądził, że myśli dotyczące śmierci jego córki, wątpliwości w kwestii jej samobójstwa odeszły w dal, że się zmęczyły, że zrezygnowały z polowania. Ale nie, były tam, gdzie zawsze, ukryte w listowiu, dzień po dniu coraz bardziej głodne, i czekały na właściwy moment, a teraz, kiedy od nadszedł, znowu wyskakują z mroku, są wszędzie, na ulicach Ortygii, w domu, w pytającym spojrzeniu wnuka. Znowu wyskakują, żeby zanurzyć w nim swe zębiska.”
Bo jest to historia o żałobie, próbie uporania się ze stratą po kimś, kto zajmował w życiu drugiej osoby bardzo ważne miejsce. To codzienna walka z poczuciem pustki, której nie da się zapełnić, walka o to, by mieć siłę, by żyć samodzielnie. To też refleksja na temat tego, czy łatwiej jest pamiętać, czy nie - na przykładzie dziadka, ojca zmarłej i wnuka, który, gdy kobieta zmarła, miał 3 latka, a zatem w ogóle jej nie pamięta. O jednak taka strata i tak odcisnęła się na jego życiu - on zna matkę tylko z opowieści, a dziadek i jego ojciec mogli ją poznać naprawdę. Mimo że o tym się nie mówi, taka pustka też jest okrutna, trudna do pogodzenia, choć odbiera się ją całkiem inaczej niż tą, którą czują jego bliscy. Ważnym zagadnieniem jest też życie z poczuciem winy, które czuje rodzina osoby popełniającej samobójstwo. Dlaczego nie dostrzegli czegoś wcześniej? Dlaczego nie uchronili tej osoby przez krokiem ostatecznym? Czy nie podobali odpowiedzialności, jak wiąże się z tak bliskimi relacjami, odpowiedzialności za drugiego człowieka? A co z kłamstwami? Czy nie każdy w jakiś sposób nimi się otacza, by codzienność była łatwiejsza do zniesienia? Czy są kłamstwa wybaczalne, czy bez względu na motywacje, wszystkie są tak samo haniebne?
„- Czy według Kościoła ktoś, kto okłamuje własnego tatę, popełnia grzech śmiertelny?
- Nie, raczej nie.
- A nie jest to straszne kombo “nie mów fałszywego świadectwa”, ósme, i “czcij ojca swego i matkę swoją”, czwarte?
- No wiesz…
- No może chodzi o podwójny grzech? Taki superśmiertelny?
- Ja bym tego tak nie traktował. Powiedzmy, że to zależy.
- Od czego?
- Cóż. Moim zdaniem od tego, w jakim celu się kłamie, z jakim zamiarem.
- A moim zdaniem albo coś jest grzechem, albo nie. To są przykazania, a nie sugestie.”
Wątek kryminalny podzielony jest na dwa śledztwa: wnuka i dziadka oraz policji. A choć mocno się od siebie nastrojem różnią, to jednak mają punkt wspólny - w każdym z nich w centrum stoi człowiek, jego emocje, uczucia. Mimo tego, że wątek policyjny oscyluje wokół tematyki przekrętów gospodarczych, nielegalnych transakcji, wręcz gangsterki, to jednak nie przybiera on formy sensacji, bo głowę zaprzątniętą mamy dylematami Vita, wątpliwościami dotyczącymi śmierci Anny, które nadal go napędzają, ale też i aktualnymi zmaganiami, jakie funduje mu rola męża Alice. Obok niego pojawiają się trzy inne ciekawe kreacje - każda wyrazista, mimo tego, że drugoplanowa.
Ale nie czuje złości.
Czuje jedynie ból identyczny do tego, który widzi przed sobą po drugiej stronie biurka.
Ból niewytłumaczalny, nieuleczalny, dziesięcioletni, przekazywany z pokolenia na pokolenie.”
Śledztwo prowadzone przez dziadka i wnuka mocno osadzone jest na ich bliskiej relacji. Swoboda, z jaką się porozumiewają, w jaki sposób żartują, łapie za sercu, ich bliskość jest wręcz namacalna. Dziadek Tommasa to postać mocno ekscentryczna, człowiek, który stracił już wiele z tych, do których się przywiązał. Został mu tylko wnuk i wspomnienia z przeszłości, które czasami wygrywają, przejmują kontrolę, a smutek nie pozwala normalnie funkcjonować. To poruszająca postać, nie inaczej jest też z jego wnukiem. Autor wybrał mu bardzo odpowiedni wiek - trzynaście lat to czas pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, przez co niektóre wypowiedzi postaci wydają się bardzo dojrzałe, inne pytania z kolei dziecinne. Ale to dobrze, dzięki tej prostocie na pewne sprawy możemy spojrzeć inaczej.
- I zwracam ci uwagę, że twoja wycieraczka leży na odwrót.
- A ja ci zwracam uwagę, że to świat ma mnie witać za każdym razem, gdy wychodzę, a nie na odwrót.”
Sama akcja powieści toczy się spokojnym rytmem, w którym jest miejsce na codzienność postaci, ich własne, prywatne dylematy, jasno zasygnalizowane, ale opisane w sposób bardzo skondensowany, dzięki czemu nie tracimy z oczu rdzenia fabuły. Dzięki dwóm różnym perspektywom ciekawość czytelnika utrzymana jest na stałym poziomie, a równocześnie nie przytłacza typowo kryminalnym, dusznym klimatem - zabawne wstawki dziadka i wnuka dobrze rozluźniają te nieznośne napięcie. A jednak w jakiś sposób autor przemyca powagę sytuacji, której przez większą część lektury się nie czuje, ale która jest cały czas obecna i która przejmuje kontrolę pod koniec historii - zakończenie po prostu ogłusza, zostałam po nim bez słów.
Vito patrzy na niego, na jego sztywną białą koloratkę w kołnierzyku koszuli i myśli, że kapłan ma za zadanie coś całkiem przeciwnego: musi zawsze myśleć dobrze, z całych sił, i szerzyć dobro.
Dochodzi do wniosku, że to gorszy los niż jego.”
“W gąszczu kłamstw” to niesamowita lektura. Przez większą część bawi doborem postaci, ich ekscentrycznych, a zarazem tak wzruszająco bliskich relacji, by w momencie, kiedy czytelnik się tego nie spodziewa, przypomnieć, co jest bazą tej historii - strata, cierpienie, lęk przed utratą najbliższych, który, gdy przybiera fizyczną formę, kiedy w końcu się spełnia, przejmuje nad życiem kontrolę. Mimo zabawnych sytuacji to gorzka opowieść o zaufaniu, obezwładniającej miłości, która jest silniejsza niż śmierć. To powieść o nadziejach i rozczarowaniach przedstawionych oczami nie tylko dorosłych, ale i dziecka. Podana w pięknym stylu, dopracowanym do perfekcji, ale tak swobodnie, że tego ciężaru słów w ogóle się nie odczuwa. Jestem pod ogromnym wrażeniem! I teraz pozostaje już tylko mieć nadzieję, że Oficyna Literacka Noir sur Blanc ma w planach wydanie debiutu autora, jak i że sam autor już coś dalej pisze - nie mogę się doczekać, by ponownie spotkać się z jego prozą!
Ale w pewnym momencie wszystko i tak się skończy.
Ludzie, medale, koty, olimpiady, misje.
Są tylko dwa wyjścia.
Albo ty się skończysz razem z nimi, albo będziesz żyć dalej. Zależy od ciebie.”
Moja ocena: 8,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 14, 2026

Book tour z "Jeszcze nie teraz"!

Book tour z "Jeszcze nie teraz"!

Po niedzieli spędzonej pod szyldem wywiadu z Arturem Żurkiem, autorem powieści "Jeszcze nie teraz" (znajdziecie go na Facebooku: cz.1, cz.2; na Instagramie: cz.1, cz.2 ; TikToku: cz.1, cz.2) czuję, że moja ciekawość kulis powstania tej historii została zaspokojona. Podejrzewam jednak, że na czytelników, którzy jeszcze jej nie poznali, wywiad zadziałał odwrotnie - pobudził Waszą ciekawość? Tym mocniej chcecie po ten tytuł sięgnąć? Mam taką nadzieję, bo dzisiaj wychodzę tej potrzebie naprzeciw - zapraszam na book tour z "Jeszcze nie teraz"!

Dla kogo jest to książka? Dla miłośników powieści kryminalnych, w których najważniejsza jest warstwa psychologiczna – zarówno chodzi o zachowanie postaci, jak i sam proces podejmowania przez nich decyzji. Oczywiście i akcji nie brakuje, autor serwuje nam podwójne śledztwo i kilka dobrych zaskoczeń. Znajdzie się też wątek dla miłośników czworonogów – pies Cywil to jedyny bohater, który swoimi intencjami nie budzi wątpliwości. Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam na moją recenzję, którą znajdziecie tu - klik! Nie zwlekajcie też z przesłuchaniem wywiad - dzięki niemu odbiór tej historii może być jeszcze pełniejszy!  

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora oraz Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autora książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 13, 2026

"Rajska wyspa" Marta Bielawska

"Rajska wyspa" Marta Bielawska

Autorka: Marta Bielawska
Tytuł: Rajska wyspa
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 306
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Marta Bielawska to autorka dziewięciu powieści oscylujących wokół szeroko pojętej literatury obyczajowej i romansu. Na co dzień zajmuje się zwierzętami jako techniczka weterynarii, wcześniej przez wiele lat pracowała w przedszkolu. W swoich powieściach wykorzystuje doświadczenie nabyte jeszcze wcześniej - poza pedagogiką, studiowała również psychologię. I to w jej najnowszej powieści widać - choć kreacje postaci w “Rajskiej wyspie” są lekko uproszczone, to jednak zaskakują spójnością i naturalnością. To jeden z największych atutów tej powieści!
 
Emilia i Natalia przyjaźnią się od zawsze. Teraz, gdy obydwie doświadczyły straty, zakończyły pewien etap swojego życia, udają się razem na wakacje - lecą na Zanzibar, by trochę odpocząć, opróżnić głowy z toksycznych, niepożądanych emocji, odreagować. A choć wyspa wita ich inaczej niż oczekiwały (upał przy tak wysokiej wilgotności jest nieznośny!), to jednak są pełne nadziei na zmianę. Emilia nadal nie potrafi pisać, wrócić do tworzenia powieści, co tak ją absorbowało przez ostatnie lata, ale powoli zaczyna się odblokowywać - na razie tylko przez rysunki, ale to zawsze jakiś krok w twórczą stronę. Natalia z kolei żądna jest przygód - dla siebie, ale też i swojej przyjaciółki, którą bardzo chce wyrwać z miłosnego dołka, w którym Emilia kilka miesięcy temu się znalazła. W oko wpada jej menadżer hotelu, Danny - czyż to nie idealna odskocznia dla jej przyjaciółki? Zaprzątnięte swoimi sprawami bagatelizują doniesienia z zewnątrz - ktoś wspomina o problemach finansowych właściciela hotelu, ktoś o dziwnych zaginięciach lokalnych chłopców. Czy na pewno są to tematy, które powinny ignorować?
„(…) tu, na tej tropikalnej wyspie, czułam się chwilowo zwolniona z podejmowania jakichkolwiek życiowych decyzji. Tu, dla odmiany, czekały na mnie problemy możliwe do rozwiązania. Biorąc pod uwagę bilans minionego roku, jawiło się to niemal jak wybawienie.”
Książka rozpisana jest na prolog, 15 rozdziałów i epilog. Każdy rozdział dzielony jest na kilkustronicowe podrozdziały (które od czasu do czasu dzielone są na jeszcze krótsze scenki) zatytułowane imieniem bohaterki, z perspektywy której historię poznajemy - Natalia i Emilia relacjonują ją czytelnikowi naprzemiennie, dzięki czemu akcja nie wydaje się mocno statyczna. Narracja obydwu bohaterek prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, co sprawia, że to wewnętrzna strona postaci jest tym, co najmocniej nas absorbuje. W rozdziałach pisanych z perspektywy Emilii autorka stosuje zabieg książki w książce - czytelnik ma wgląd we fragmenty powieści, jaką w czasie pobytu na Zanzibarze tworzy bohaterka. Nie jest to pełnoprawna powieść, raczej kilka scen, kilka fragmentów. Styl powieści jest lekki, spójny i płynny, książkę czyta (a raczej w moim przypadku słucha) się bez problemów, choć sam język nie jest celem samym w sobie - to po prostu nośnik historii. Dialogi prowadzone są naturalnie, od czasu do czasu pojawia się jakieś wtrącenie w suahili, co nadaje powieści lokalnego kolorytu, ale też jasno pokazuje barierę językową i potencjalne próby jej przełamania. Moje wątpliwości jednak wzbudziło słowo “tubylcy”, które autorka namiętnie stosuje, a to wydaje się nacechowywać je negatywnie. W dzisiejszych czasach, w których przywiązujemy tak dużą wagę do słów i ich znaczeń, sama wybrałabym bardziej neutralne odpowiedniki, więc podczas lektury te określenie lekko mnie uwierało.
„Chyba na tym polega cała trudność, że człowiek nigdy nie wie, kiedy robi coś po raz ostatni. Nie może należycie tego przeżyć, zapamiętać ze szczegółami.”
Jako powieść obyczajowa książka dobrze sprawdzi się w formie wakacyjnej, lekkiej lektury, w której wątki typowo obyczajowe przeplatają się z bardzo subtelnym wątkiem romantycznym. Tym, co w powieści najlepsze, to dwie główne bohaterki, kontrast, jaki razem tworzą. Dzięki temu możemy dostrzec jak wiele w życiu zmienia postrzeganie, nastawienie i po prostu charakter. Emilia to ta poważniejsza połówka, kobieta twardo stąpająca po ziemi. Natalia jest lekkoduchem, szybko się do swoich bardziej lub mniej ekstremalnych pomysłów zapala. Otwarta, rządna przygody, zdaje się nie dostrzegać potencjalnego niebezpieczeństwa. Emilia z kolei do wszystkiego podchodzi z nadmierną rozwagą, a zmiana otoczenia jest dla niej dużym wyzwaniem. Jak tak dwie różne kobiety pozostały w bliskiej przyjaźni przez dwadzieścia lat? W końcu przeciwieństwa się przyciągają, podejrzewam jednak, że nie bez znaczenia jest fakt, że ich przyjaźń narodziła się jeszcze w czasach nastoletnich, a więc dzięki dobrej znajomości własnych charakterów w życiu dorosłym wiedzą, czego mogą od siebie nawzajem oczekiwać.
Teraz obydwie znalazły się w dość trudnym momencie życia, obydwie właśnie zakończyły wieloletnie związki. I zgodnie z mocno odmiennymi charakterami, różnie na to reagują - Natalia nie ma oporów przed wakacyjnym flirtem, Emilia ma jakąś blokadę. Jednak wyspa wraz z Natalią mają jednak dla niej swój plan, dzięki czemu (jak i swojej na nowo odkrywanej twórczości) kobieta podczas tej historii przechodzi ciekawą przemianę. Natalia zresztą też poznaje siebie od innej strony, bardziej troskliwej, opiekuńczej. Ich relacja, ich reakcje i sposób, w jaki same je sobie tłumaczą, oddane są w sposób przekonujący, ich charaktery są spójne, choć oczywiście lekko uproszczone - w tego typu literaturze obyczajowej jest to jednak jak najbardziej dopuszczalne.
„Ta godzinka z rana to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mogę pobyć ze sobą sam na sam. Ludzie zbyt często zapominają, jakie to ważne.”
Dzięki postaci Emilii dostałam też wątek, który bardzo lubię - wątek tworzenia, pisania, wątek snucia opowieści, kreowania świata fikcyjnego w fikcyjnym przecież już świecie powieści. Emilia zmaga się z blokadą twórczą, wykorzystuje też twórczość, by odreagować, przemielić swoje emocje - tego właśnie z nią tu doświadczamy. I znowu - nie jest to mocno pogłębiony psychologicznie wątek, ale wystarczająco na lekką powieść obyczajową.
 
Akcja toczy się leniwie - uwaga czytelnika raczej skupia się na wnętrzu postaci. Niemniej jednak coś w tej historii musi się dziać, a poza subtelnym wątkiem romantycznym, pojawia się też kryminalny, który jest swoistą klamrą - otwiera i zamyka powieść, jednocześnie pozostawiając otwartą furtkę dla kontynuacji. Wątek kryminalny nie jest zakończony, a zdarzenia, które zostały pod tym kątem opisane, na razie nie są specjalnie umotywowane. Ciekawe jest w nim to, że autorka łączy go z lokalnymi wierzeniami, za to rozczarowało mnie zakończenie, które w tym wątku tak naprawdę nic nie wyjaśnia.
 
Uwagę przyciąga też miejsce akcji, które zbudowane jest na zasadzie kontrastów: ośrodek, w którym mieszkają bohaterki, jest typowo turystyczny - pokazy lokalnych tradycji, jedzenie, kontakt z mieszkańcami wyspy ewidentnie tworzone są od turystów, z których spora część to właśnie Polacy mieszkający w hotelu prowadzonym przez rodaka. To turystyczna bańka, bo życie na Zanzibarze wygląda inaczej - nieopodal położona jest niewielka wioska, którą wraz z postaciami odwiedzamy. I tu doświadczamy lokalności, poznajemy jak wygląda prawdziwe życie na wyspie - jakie są podziały ról, z czego mieszkańcy tej wioski się utrzymują, jak wyglądają ich relacje. Nie mnie oceniać ile w tym prawdy, obraz jednak jest spójny i pasuje do ogólnego obrazka, jaki autorka w tej powieści rysuje.
Oczywiście Zanzibar to nie tylko jego mieszkańcy, ale też i przyroda - piękne, białe plaże, tropikalna roślinność, inne temperatury i ich odczuwanie tak różne od tego, czego doświadczamy w Polsce. To wszystko tworzy przyjemny, wakacyjny klimat, który można poczuć nie ruszając się z domu.
„– Przecież to jeden z nich! A co, jeśli potrzebuje pomocy? Naprawdę nie mają…
– Nie próbuj oceniać ludzi, których nie znasz. (…) Przyjezdni mają do tego zadziwiającą tendencję. Włażą do świata, którego nie rozumieją, i usiłują urządzać go po swojemu.”
“Rajska wyspa” to niezobowiązująca, lekka powieść obyczajowa, której akcja nie jest specjalnie dynamiczna czy usiana wielkimi fabularnymi twistami. Ba! Niektóre jej wątki nawet nie zostają rozwiązane, co przyznam, że przez chwilę mnie zasmuciło. Niemniej jednak w chwili, kiedy potrzebowałam momentu przerwy od kryminału i ciemnych stron ludzkiego umysłu, ten tytuł okazał się dla mnie dobrym wyborem - słuchając refleksji obydwu bohaterek, towarzysząc im w tak różnym, kontrastowym odkrywaniu wyspy, doświadczając ich przyjaźni, w której zrozumienie i akceptacja jest podstawą, bawiłam się dobrze. Co samą mnie zaskoczyło, bo do tej powieści podchodziłam bardzo ostrożnie.
 
Moja ocena: 7/10


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Chmury.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 10, 2026

"Martwy świadek" Robert Bryndza

"Martwy świadek" Robert Bryndza

Autor: Robert Bryndza
Tytuł: Martwy świadek
Cykl: Erika Foster, tom 7
Tłumaczenie: Łukasz Hajdrych
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
O angielskim autorze Robercie Bryndzie cały świat usłyszał dzięki serii kryminalnej z inspektorką policji Eriką Foster. Pierwszy tom jej przygód, a zarazem pierwsza próba autora w gatunku kryminalnym, wydany został w roku 2016 zarówno na rynkach anglojęzycznych, jak i w Polsce, i okazał się sukcesem międzynarodowym - w przeciągu kilku pierwszych miesięcy sprzedaż książki przekroczyła milion egzemplarzy. Teraz seria liczy już dziewięć tomów w języku angielskim, w polskim właśnie ukazał się tom siódmy, a przy okazji wznowienie wszystkich poprzednich sześciu części.
To jednak nie jedyne tytuły tego autora. Debiutował w 2012 roku komedią romantyczną wydaną w ramach self-publishingu i przez kilka pierwszych lat właśnie w tym gatunku tworzył. Po nastaniu ery kryminałów i Eriki Foster, pojawiły się też inne serie: z Kate Marshall (dwa pierwsze tomy w tym roku zostały wydane również w języku polskim) i z Jamiem Day oraz kilka powieści pojedynczych. Aktualnie nakład sprzedaży jego książek przekroczył już siedem milionów, tłumaczony jest na ponad 30 języków, a ostatnio wrócił do korzeni - założył swoje własne wydawnictwo, które prowadzi ze Słowacji wraz z mężem.
 
Londyn, druga połowa października 2018 roku. Erika Foster właśnie wprowadziła się do swojego nowego domu w dzielnicy Blackheath. Brak mebli i ogrzewania, wszędzie kartony i uporczywa siostra domagającej się telefonicznie rozmowy wideo to trochę dla niej za dużo - by chwilę odetchnąć rusza do baru na rybę z frytkami. Pokrzepiona posiłkiem w drodze powrotnej słyszy krzyk. To kobieta, która właśnie w mieszkaniu odkryła zwłoki swojej zamordowanej siostry. Erika działa szybko - wzywa policję i karetkę, a po przekazaniu kobiety w ręce sanitariuszy rusza sprawdzić z czym mają do czynienia. To brutalne morderstwo popełnione ewidentnie w dużym emocjach, a ofiara to zbliżająca się do trzydziestki kobieta, aspirująca aktorka, która w wolnych chwilach pracowała w restauracji u siostry i nagrywała podcast. Śledczy na klatce schodowej natykają się na jej sąsiada - mężczyzna zachowuje się dziwnie, w ręce trzyma worek na śmierci, ale maniakalnie odmawia przekazania go policji. Czyżby tak łatwo udało im wpaść na pierwszy trop prowadzący do rozwiązania zagadki tej zbrodni?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 63 rozdziały i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przede wszystkim z perspektywy Eriki, jednak od czasu do czasu uwagę narratora przejmują inne, drugoplanowe postacie. Język, w jakim pisana jest powieść, jest bardzo prosty, zdania krótkie, są po prostu nośnikiem, a nie elementem historii samym w sobie. Pozornie stylistyka jest poprawna, a jednak miałam wrażenie, że nie czyta mi się tej książki tak do końca płynnie, choć nie jestem w stanie stwierdzić z czego tak naprawdę to wynikało. Może chodzi o skoncentrowanie uwagi po prostu na zdarzeniach bez głębszego zajrzenia w aspekty psychologiczne postaci i ich zachowań?
„– Pralnia, z której korzystałam, gdy mieszkałam jeszcze w Forest Hill, zawsze była zamykana, gdy umierała któraś z pracujących tam starszych pań.
– Może po prostu chodzi o to, że starsze pokolenie bardziej szanuje i ceni życie.”
Choć to nie postacie są na planie pierwszym, to jednak w ich kreacjach jest duża siła powieści. Książkę rozpatruję w kategoriach czystej rozrywki, a więc uproszczenia w budowie charakterów mi nie przeszkadzają, wystarczy, że wywołują odpowiednie emocje. Erika to postać sympatyczna, jak na tom siódmy przystało, jest już po niezłych przejściach. Teraz zdaje się zaczynać swoje prywatne życie na nowo, nowy dom przynosi jej dużo wyzwań, na które nie ma czasu przez absorbujące śledztwo. A mimo to okruchy prywatności przez historię się przebijają, dzięki czemu bohaterka staje się czytelnikowi bliższa. Jej zażyłość ze współpracownikami również wywołuje pozytywne emocje, a bezkompromisowość w pracy zapewnia, że czytelnik może jej ufać. Oczywiście nie byłaby człowiekiem, gdyby nie popełniała błędów, a te częściowo napędzają fabułę powieści.
 
A fabuła oparta jest o ciekawe tematy - aktorstwo, podcast true crime i zbrodnie z przeszłości. Historia zaczyna się mocną sceną brutalnego zabójstwa, w trakcie powieści pojawia się jeszcze kilka niesmacznych opisów, a jednak samo śledztwo prowadzone jest fajnym, umiarkowanym rytmem ze skupieniem na tym, co nakazuje klasyka powieści detektywistycznej - na rozmowach ze świadkami, na przegrzebywaniu się przez dokumenty i dedukcję. Nie wydaje mi się jednak, by możliwe było znalezienia rozwiązania bez pomocy autora, za mało tropów podrzuca, by czytelnik miał szansę z zagadką samodzielnie się zmierzyć. Zakończenie zatem, chcąc nie chcąc, jest zaskakujące. Napięcie w czasie lektury nie jest mocno wyczuwalne, ale utrzymane jest na stałym poziomie.
„I to jest właśnie problem z ucieczką na koniec świata. Nie ma już gdzie uciekać (…)."
Tym, co przyciąga uwagę, jest samo miejsce akcji. Historia toczy się w Londynie, którego jesienny klimat dobrze da się wyczuć. Angielskie puby, restauracje, ciemne uliczki, nieopodal wrzosowiska - to wszystko dobrze buduje lekko zamglony nastrój.
„– Wspominała może o jakichś podejrzanych osobach kręcących się w okolicy? – zapytała Moss.
– To Londyn. Dziwnych ludzi jest tu tak samo dużo jak miłych, trzeba przywyknąć.”
Robert Bryndza wie, jak czytelnika zabawić. Bierze garść rysowanych mocną, momentami lekko komiksową kreską postaci, wikła je w brutalną zbrodnię, w której użycie przemocy szokuje (może dlatego, że psychologiczne aspekty czynów i decyzji postaci nie do końca autora zaprzątają), ale rozwiązuje ją bez dzikich pościgów, czy innych rodem z filmów akcji scen, a spokojnie, po cichu, poprzez rozmowy i dedukcję. Przyjemne angielskie tło zdarzeń z dobrze zaznaczoną wielokulturowością, szczypta prywatności głównej bohaterki, wystarczająca, by czytelnika przywiązać, trochę mocnych kolorów, zaskoczeń może i nie do końca prawdopodobnych, a jednak do całego tonu powieści pasujących, i proszę bardzo - mamy powieść kryminalną, którą można traktować jako czystą, niezobowiązującą rozrywkę. I tak właśnie odebrałam “Martwego świadka” - to po prostu dobre, kryminalne czytadło.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Chmury.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 09, 2026

"Kwestia winy" Bruce Holsinger

"Kwestia winy" Bruce Holsinger

Autor: Bruce Holsinger
Tytuł: Kwestia winy
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller psychologiczny / obyczajowy
 
Bruce Holsinger jest cenionym amerykańskim profesorem specjalizującym się w średniowiecznej literaturze angielskiej, który równocześnie wykłada współczesną teorię krytyczną. Zdobywca wielu stypendiów, pisze zarówno beletrystykę, jak i dzieła non-fiction. W dziedzinie literatury rozrywkowej debiutował w 2014 roku powieścią historyczną, która rok później doczekała się kontynuacji. Po nich autor skierował swoją twórczość w bardziej współczesną stronę, trudne do jednoznacznego przypisania gatunkowego powieści, których bazą stają się tematy go frapujące. Jak na przykład sztuczna inteligencja i jej koegzystowanie w świecie zwyczajnego człowieka, nad którą pochyla się w swojej najnowszej, piątej książce pt. “Kwestia winy”. W Polsce to dopiero druga powieść z jego nazwiskiem na okładce, która doczekała się tłumaczenia, pierwsza “Szkoła geniuszy” wydana została w 2020 roku.
 
Czasy współczesne, początek wakacji. Pięcioosobowa rodzina Cassidy-Shawów jedzie na ostatni turniej lacrosse’a w tym sezonie. Za kierownicą sterowanego przez AI samochodu siedzi siedemnastoletni Charlie, tuż obok jego ojciec Noah z laptopem na kolanach dopracowuje ostatnie pismo dla klienta przez rozpoczęciem rodzinnego weekendu. Z tyłu siedzą trzy przedstawicielki płci pięknej tej rodziny: Lorelei pracująca nad swoimi kolejnymi projektami dotyczących etyki AI i dwie nastolatki Izzy i Alice. To czas, który każdy poświęca sobie, oczywiście poza Charliem, który powinien pilnować trasy samochodu. Jednak dzieje się inaczej i nagły krzyk jego siostry sprawia, że wykonuje ostry skręt kierownicą, co kończy się wypadkiem, w którym to, że nikt z ich rodziny nie zginął jest prawdziwym cudem. Niestety szczęście nie dopisało drugiemu samochodowi - starsze małżeństwo zginęło na miejscu.
Miesiąc po tym zdarzeniu rodzina Cassidy-Shawów nadal nie doszła do siebie. By złagodzić nastroje, może przepracować to, czego nie udało im się wyjaśnić do tej pory, wybierają się na tydzień nad zatokę Chesapeake. Jednak i to nie idzie zgodnie z ich oczekiwaniami - właśnie rozpoczynają się najgorętsze dni lata, a po przeciwnej stronie zatoki klimatyczne stare zabudowania kupił miliarder, który zrobić z tego miejsca nie tylko betonozę, ale też wszędzie lata helikopterem, który trzęsie im wynajętym domem w posadach. Jak w takich warunkach dojść ze sobą do ładu, jak sprawić, że rodzina pogodzi się z konsekwencjami wypadku i odzyska spokój? Szybko okazuje się jednak, że to nie uciążliwy sąsiad jest największym problemem, a ich własne małe tajemnice.
Regresja „gdyby tylko”: przygnębiająca, nieskończona, bezowocna, a jednak niemożliwa do uniknięcia – ponure pytania o to, co wszyscy mogliśmy zrobić inaczej.”
Książka rozpisana jest na prolog, pięć tytułowanych części i epilog. Części podzielone są na sześćdziesiąt rozdziałów, które składają się na narrację Noah w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, fragmenty książki Lorelei “Silikonowe dusze. Kwestia winy sztucznych umysłów”, internetowe rozmowy Alice z kimś o imieniu Blair oraz artykuły prasowe czy inne dokumenty oddziałujące na to, jak toczy się akcja. W tym wszystkim to narracja Naoh jest podstawą, pozostałe elementy uzupełniają obraz przez niego przedstawiony. Styl powieści jest płynny, przyjemny w lekturze, dialogi prowadzone są z lekkością, a ciągłość myśli narratora spójna i bardzo w emocjach ludzka. W samej warstwie językowej czuć, że napisał ją ktoś, kto ma szeroki zakres słów, autor jednak trudnymi słówkami się nie popisuje, wszystko wypada bardzo naturalnie.
Ludzie, którzy zginęli.
Dziwne sformułowanie: rzeczowe, bez moralnego ciężaru i bez wskazania sprawcy. Jeszcze wczoraj mówiła: „Zabiliśmy dwoje ludzi”. Jeszcze wczoraj Drummondowie byli nierozerwalnie z nami związani samą strukturą gramatyczną jej zdania. Teraz to już tylko „ludzie, którzy zginęli”.”
Główny bohater, a zarazem narrator powieści Noah przedstawia nam się jako ta mniej inteligentna połowa w jego związku małżeńskim. Ożenił się z kobietą, która przez światowych specjalistów etyki i AI uznawana jest za geniuszkę, która w tym środowisku przez niektórych traktowana jest jak bożyszcze. A choć ich małżeństwo zdaje się działać jak dobrze naoliwiona maszyna, to czuć też, że Noah jest trochę tą sytuacją zmęczony, sfrustrowany - stara się nieustannie “iść na rękę” żonie, co ostatnio bardzo często obraca się przeciwko niemu. To skomplikowana i niejednoznaczna postać, która tymi ciągłymi próbami “ułatwiania” życia, czyli zwyczajnymi przemilczeniami, na pewno nie wzbudza zaskarbia sympatii czytelnika. Ale to nie o sympatię przecież w tej powieści chodzi, a o dobrą historię i tematy, jak dzięki niej porusza.
(...) chciałem gwarancji, pewności już na starcie, że wszystko mu się uda. Że nie będzie musiał liczyć na szczęście ani wygrać na loterii, tak jak ja. Że nigdy nie znajdzie się w sytuacji, w której to wszystko mogłoby po prostu wyślizgnąć mu się z rąk.”
Akcja powieści prowadzona jest tempem spokojnym, początkowo historia kieruje się w stronę obyczajową, rodziny próbującej pogodzić się z konsekwencjami zdrowia fizycznego i psychicznego po wypadku, za który nie wiadomo kto ponosi odpowiedzialność. Dopiero gdzieś w okolicy połowy powieści tempo akcji przyspiesza, pojawiają się znaczące twisty fabularne, które są charakterystyczne dla gatunku thrillera i które sprawiają, że mimo wakacyjnego klimatu (w końcu rzecz dzieje się latem nad zatoką, po której w tę i z powrotem śmigają na deskach i w kajakach bohaterowie), napięcie odczuwalnie wzrasta. Im dalej w fabułę tym bardziej wikłamy się w sieć kłamstw, których ujawnienie może mieć nieprzewidywalne konsekwencje. Finał powieści jest ciekawy, kieruje myśli w całkowicie inną stronę - pochyla się mocno na zagadnieniami AI.
Ta cała sztuczna inteligencja jest jak karta „wyjdź z więzienia na wolność”.”
Bo choć przez całą powieść sztuczna inteligencja jest w rzeczywistości postaci obecna, to jednak przez większą jej część pozostaje w tle. Dopiero pod koniec jasno wybrzmiewa kwestia odpowiedzialności, kwestia tego, czy w ogóle jest możliwe, by mieć pewność, że stworzona przez człowieka, ale podejmująca własne decyzje AI, będzie czynić dobro, kiedy nieraz człowiek sam dobra wybrać nie potrafi. Autor bardzo dobrze przedstawia zagadnienia, z jakimi teraz globalnie się mierzymy - przedstawia świat, w którym rozwój AI wydaje się nieunikniony, na który jednak ludzie nie są gotowi. Poprzez swoją nieświadomość, niezrozumienie funkcjonowania AI, poprzez brak odpowiedniego prawa regulującego życie ze sztuczną inteligencją. Choć dylematy moralne pozostają, autor jasno obrazuje jedno - AI będzie nam w życiu towarzyszyło, więc bez względu na to, jak bardzo będziemy temu przeciwni, jak bardzo będziemy chcieli się od tematu trzymać z dala, to i tak się będzie dziać. A czy odwracając wzrok nie szkodzimy przyszłości? Czy pozwalając, by temat AI pozostawał w rękach tych, którzy działają z pobudek technologicznych czy finansowych, nie przyzwalamy na to, by zapominano o wartościach? Żebyśmy tylko nie obudzili się, kiedy będzie już na to za późno.
Programujemy system, dajemy mu prawo do tłumaczenia naszych dylematów moralnych, a następnie uruchamiamy przyciskiem. A potem ufamy.”
Przez większą część lektury jest to jednak opowieść o rodzinie, o relacjach, o tych cienkich połączeniach pomiędzy jej członkami, którzy lawirują pomiędzy prawdą a kłamstwem. Każdy z nich skrywa więcej sekretów niż można przypuszczać, każdy stawia czytelnika przed pytaniem o swoje własne relacje rodzinne, przemilczenia i ustępstwa. Przyglądamy się dynamice związku partnerskiego, w którym jedna strona emocjonalnie czuje się od drugiej gorsza, a może po prostu niepewna, relacjom rodzeństwa i dzieci z rodzicami, lękom rodziców, którzy tak bardzo chcą dla swoich dzieci dobrze, że nie dostrzegają, że ich troska może przynieść skutek odwrotny, spowodować, że dziecko wkraczające w dorosłość, zamiast wejść w nią gładko, zachłyśnie się możliwością decydowania o sobie. Autor mocno bazuje na rodzicielskich wysiłkach zapewnienia dzieciom lepszego startu w życie niż mieli oni sami, jednak robiących to za pomocą pieniędzy, nie rozmowy. Ale czy lepsza szkoła, większa liczba zajęć, czy dobry sprzęt mogą nauczyć, jak radzić sobie z problemami, dylematami moralnymi?
(...) czas się pogodzić ze straszną prawdą. Nie zdołamy kontrolować naszych dzieci, a tym bardziej chronić. Skutecznie. W pełni. (...) Bo nikt nie zdoła zapewnić dzieciom bezpieczeństwa na zawsze, nawet ty, Danielu. Nie pomogą żadne pieniądze, żadna liczba ochroniarzy ani aplikacji śledzących w smartfonach. Nieważne, jak dobry jest twój algorytm, nie ochronimy ich przed wszystkim. Po prostu się nie da.”
Tytułowa kwestia winy rozpatrywana jest więc na dwóch głównych poziomach: kto ponosi winę za przewinienie wchodzącego w nastoletniość dziecka - ono czy rodzic? I kto ponosi winę, gdy w konsekwencji działań maszyny sterowanej przez AI dochodzi do katastrofy? W jaki sposób w kategorii AI mówić o winie?
Możemy być wszyscy ubezpieczeni od aresztowań, pozwów, upokorzenia czy publicznego uznania winy. Ale ciężar odpowiedzialności pozostaje i ściska gardło.”
Bruce Holsinger stworzył powieść na miarę naszych czasów, która dosadnie uświadamia, że choć nie zdajemy sobie jeszcze z tego sprawy, żyjemy w całkiem innej rzeczywistości niż jeszcze dekadę temu. W rzeczywistości, w której część funkcji, część decyzji (!) oddajemy maszynom uczącym się samodzielnie, a więc takim, które w jakiś sposób same podejmują decyzje. Autor pyta o wszystko, co w ten świecie ważne: moralność, odpowiedzialność, decyzyjność. To jednak dzieje się na tle historii uniwersalnej, historii o rodzinie, w której dzieci są dziećmi, a rodzice próbują się zatroszczyć o dobro rodziny i siebie nawzajem tak, jak potrafią najlepiej. Tylko czy czasami chęć uchronienia drugiej osoby przed bólem na dłuższą metę może podziałać krzywdząco? To zmuszająca do wielu ciekawych refleksji powieść prowadzona spokojnym tempem i mimo wszystko z przyjemnie wakacyjnym klimatem. Poproszę o więcej książek Holsingera w polskim tłumaczeniu!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 07, 2026

"Ostatnie przyjęcie" A.R. Torre

"Ostatnie przyjęcie" A.R. Torre

Autorka: A.R. Torre
Tytuł: Ostatnie przyjęcie
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
A.R.Torre to mroczna odsłona amerykańskiej pisarki Alessandry Torre. Swoją karierę literacką rozpoczynała od powieści ukierunkowanych na wątki erotyczne, które publikowała przez dekadę pod swoim pełnym imieniem. Inicjały A.R. powstały zatem, by dwa gatunki jej twórczości oddzielić. Po raz pierwszy książki tak podpisane na rynku angielskim pojawiły się w 2013 roku i z czasem w jej dorobku zaczęły dominować. Teraz, od trzech lat, autorka tworzy już tylko w tym gatunku, a “Ostatnie przyjęcie” to jedna z jej najnowszych powieści - w oryginale wydana w 2024 roku, w Polsce pojawiała się jako drugi tytuł wydany w 2026 pod szyldem Wydawnictwa Muza (pierwszy to "Dobre kłamstwo", recenzja - klik!). A choć polski czytelnik ma jeszcze dużo z jej twórczości do nadrobienia, jedno jest pewne: z wszystkich jej książek, jakie ukazały się do 2024 na rynku anglojęzycznym, “Ostatnie przyjęcie” jest historią najmroczniejszą – sama przyznaje to w posłowiu tej książki. Warto też już na wstępie zaznaczyć, że w tej historii nie przyplątał się wątek romansowy, nie czuć w niej napięcia seksualnego, co oddziałuje na fabułę bardzo korzystnie - możemy się skupić na mrocznych odmętach pokręconej ludzkiej psychiki…
 
Bogata dzielnica w Kalifornii. To tam żyje rodzina Wultz - Perla, Grant i ich jedenastoletnia córka Sophie. Z boku wygląda na to, że żyją jak w bajce: są bardzo bogaci, a mimo to obydwoje spełniają się zawodowo, a ich córka jest bardzo poukładana i dobrze radzi sobie w szkole. Jednak ten doskonały obraz załamuje się przy dłuższym spojrzeniu - Perla jest nałogową kłamczuchą, a jej córka ewidentnie zaczyna to podłapywać. Co więcej, wspomnienie zbrodni sprzed dwudziestu trzech lat budzi w Perli nową obsesję, a nawet coś więcej - mroczny plan, za sprawą którego chce zbliżyć się sprawcy. Mordercy dwunastoletnich dziewczynek, który odsiaduje wyrok też nieopodal…
To Leewood Folcrum, mężczyzna, który nigdy nie przyznał się do winy. Zbrodnia, za którą został skazany, wstrząsnęła całą Ameryką nie tylko przez młody wiek ofiar, ale również dlatego, że jedną z nich była jego własna córka. Mimo dużego szumu medialnego, stałego zainteresowania, jakie nawet po upływie dwudziestu trzech lat jest mu okazywane, nigdy nie zdradził, co tak naprawdę stało się tej nocy, podczas dwunastych urodzin Jenny. Nie powiedział tego nawet bratu jednej z ofiar, który do teraz przysyła mu listy. Ale może ten gość, który właśnie teraz po raz pierwszy go odwiedził, to zmieni?
 
Książka rozpisana jest na 96 króciutkich rozdziałów pisanych z kilku perspektyw. Spora część z nich rozpoczyna się cytatem krótkiej wypowiedzi kogoś z otoczenia Wultzów bądź Folcruma udzielonej już po zdarzeniu, finale tej historii - dzięki temu czytelnik od początku wie, że zakończenie będzie medialne dokładnie tak, jak życzyła sobie tego Perla, choć niekoniecznie równoznaczne z jej własnym planem. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Perlę i Folcruma. Pomiędzy ich opowieścią od czasu do czasu pojawiają się zapiski z dziennika Sophie, a pod koniec historii dochodzi również czwarty głos narracyjny. Styl powieści jest charakterystyczny dla thrillera psychologicznego, skupiony na oddaniu myśli i refleksji postaci, a język, jakim autorka się posługuje, jest prosty, ale nie wulgarny. Zdania układają się płynnie, książkę czyta się łatwo i sprawnie.
 
Tym, co wybija się na plan pierwszy, to doskonałe kreacje postaci, w których przoduje Perla. To postać, w której od początku coś uwiera, coś jest nie tak, a im dłużej się jej przyglądamy, tym więcej skaz widzimy. To postać, która nie wzbudza sympatii, wzbudza wręcz skrajne emocje, a mimo to nie da się przestać jej obserwować. Nie bez znaczenia jest też Leewood, człowiek odseparowany od społeczeństwa, skrywający prawdę za zimną maską. Tylko czy na pewno chcemy tę maskę odsłonić? W końcu od początku znamy jego grzechy, więc jasne jest, że to, co się pod nią skrywa, przyjemne nie będzie...
Poprzez ukazanie detali w zachowaniach, autorka oddaje rewelacyjny portret osobowości psychopatycznej, który mocno niepokoi. Nie tylko dlatego, że nie obowiązuje tej postaci żaden kodeks moralny, ale przede wszystkim dlatego, że poznajemy ją z jej własnej perspektywy, a zatem wszystkie zachowania, które w naszych oczach są anormalne, według niej są normalne. Dzięki temu czytelnik może zgłębić się w chory umysł takiego człowieka, może sprawdzić, jakimi argumentami się posługuje, jak uzasadnia swoje decyzje. To przerażające, a równocześnie w tej pokrętnej logice fascynujące i autorce udaje się oddać to z niesamowitą starannością!
"Może wszyscy jesteśmy psychopatami czekającymi tylko, aż pojawi się wyzwalacz."
Sama intryga jest dobrze prowadzona. Akcja nie toczy się tempem zawrotnym, w końcu to, co nas interesuje, dzieje się wewnątrz postaci, to ich myśli i postanowienia najmocniej nas absorbują i robią to na stałym poziomie - przyznam, że od tej historii trudno było mi się oderwać, narastająca manipulacja, coraz mocniej zarysowujące się sekrety, dobrze utrzymują przez całą historię napięcie. Zakończenie również jest satysfakcjonujące, dobrze daje do myślenia na temat tego, jak postrzegamy swojego zachowanie i rzeczywistość. A jednak historia zawiera w sobie małe skazy, pewne tropy dałoby się podsunąć subtelniej, wystarczyło inaczej dobrać słowa, by czytelnik czuł się zmanipulowany, a nie oszukany, by z dobrej fabuły, zrobić perfekcyjną. I tutaj mam problem - czy jest to przeoczenie autorki czy jednak polskiego tłumacza i redakcji? Trudno z perspektywy czytelnika to stwierdzić.
"Początkowo ta przewidywalność doprowadzała mnie do szału. Obecnie ją doceniam. Koniec końców w małżeństwie przewagę ma ten, kto dzięki wiedzy o drugiej połówce – o jej czynach i reakcjach – jest w stanie nią manipulować."
Poza fascynującym od strony psychologicznej portretem psychopaty, autorka pochyla się również nad drugim zagadnieniem, które jest wykoślawioną wersją relacji międzyludzkich. Chodzi o relację rodzic - dziecko, które przecież z założenia są pełne miłości i troski, tu jednak oddane są w krzywym zwierciadle. Rodzic, który jest w stanie zabić swoje dziecko, rodzic, który nie czuje żadnych emocji w stosunku do swojego potomka, traktuje go jak pionek w grze. Kontrast pomiędzy codzienną opieką, która pozornie wyraża jakieś emocje, zainteresowanie, a całkowitą wewnętrzną znieczulicą jest szokujący. A jak na to wszystko reaguje dziecko? Czego uczy się przy takim rodzicu, jakie zachowania, wzorce przejmuje? Czy za wykoślawiony umysł odpowiedzialne są geny czy wychowanie? Czy z dziecka wyrośnie dokładnie taki sam, pozbawiony emocji dorosły? Czy ma szansę na normalne życie, na zmianę? To trudne psychologicznie pytania, a choć przedstawione w thrillerze rozrywkowym, to jednak robią tak duże wrażenie, że nie sposób się na chwilę nad nimi nie zastanowić.
"(…) ale teraz wreszcie mogę przestać szukać odpowiedzi. Muszę nauczyć się żyć ze świadomością, że czasem rzeczy dzieją się bez powodu. Że niektórych szaleństw nie da się wyjaśnić."
A.R. Torre w “Ostatnim przyjęciu” zdołała zbudować mocno niepokojący klimat. Obserwujemy postacie zaburzone, dla których sekrety i manipulacja otoczeniem to chleb powszedni. Które robią to tak sprawnie, że nawet ci znajdujący się najbliżej nie zdają sobie z tego sprawy. To mocno daje do myślenia nad kwestią postrzegania, nad tym, jak różnie odbierana może być ta sama rzeczywistość. Fabuła powieści jest wielowątkowa, a równocześnie dobrze złożona, dzięki czemu finalnie każdy kawałek układanki wskakuje na swoje miejsce, choć niektóre robią to z wyraźnym oporem wynikającym nie z naciąganego pomysłu, a nie do końca trafnego doboru słów. Niemniej jednak i rozrywka, jaką ta historia daje i refleksje, jakie pojawiają się już po lekturze, są satysfakcjonujące. Jeśli zatem szukacie mocno pokręconego psychologicznie thrillera na lato, to to jest to!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 06, 2026

"Morderstwo w bibliotece" Merryn Allingham

"Morderstwo w bibliotece" Merryn Allingham

Autorka: Merryn Allingham
Tytuł: Morderstwo w bibliotece
Cykl: Flora Steele, tom 8
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Flora Steele to główna bohaterka cyklu kryminałów cosy crime, która na rynku polskim po raz pierwszy pojawia się w 2023 roku, na angielskim dwa lata wcześniej. To nie był jednak debiut Merryn Allingham, która wtedy tworzyła już od prawie dekady, choć na swoim koncie miałam powieści innego rodzaju - przede wszystkim trzymała się literatury historycznej z nutą romansu. W kilku jej wcześniejszych powieści przewijał się już też kryminalny motyw, jednak to seria z Florą okazała się tym, co zarówno autorce, jak i czytelnikom przypadło do gustu najbardziej (recenzje - klik!). Teraz, w Anglii dostępnych jest już piętnaście tomów tej serii i wcale na tym autorka nie poprzestaje! Na polskim rynku nadal jesteśmy dokładnie dwa lata do tyłu, właśnie ukazała się u nas część ósma, ale to dobrze - mamy pewność, że żadnej dłuższej przerwy od Flory mieć nie będziemy. Każdy tom trzyma się stałych ram gatunkowych, ale jest w nich ten urok, któremu nie da się oprzeć bez względu na to, ile się tych książek przeczyta! A równocześnie kolejność chronologiczna lektury nie jest konieczna, każdą książkę da się czytać oddzielnie, więc i dołączyć do serii można w każdym momencie.
 
W tym roku lato w Abbeymead będzie wyjątkowe! Szczególnie dla fanów kryminałów, bo to właśnie w tym niewielkim miasteczku położonym w hrabstwie Sussex w południowo-wschodniej Anglii ma odbyć się pierwszy zjazd wielbicieli tego gatunku organizowany przez stowarzyszenie “Sztylet i scyzoryk”! Chcąc nie chcąc zaangażowani są w niego Flora i Jack - ona jako właścicielka lokalnej księgarni ma odpowiadać za zaopatrzenie uczestników zjazdu w odpowiednie tytuły, on jako znany autor kryminałów wspomaga wydarzenie organizacyjnie, choć szczerze powiedziawszy, wolałby ten czas spędzić w swoim domu pracując nad kolejną książką, na którą ciągle brakuje mu czasu! I teraz też niewiele go zostanie, bo już pierwszego dnia zjazdu okazuje się, że wydarzenie będzie bardziej dosłowne kryminalnie niż było to w planie - w przewoźnej bibliotece, która znajdowała się na miejscu wydarzenia, Flora znalazła martwą bibliotekarkę… To starsza pani, znajoma jej zmarłej cioci, kobieta urocza, która właśnie miała przejść na emeryturze. Dlaczego zatem musiała zginąć? I czyż to nie ironia, że stało się to w chwili, gdy z jej sejfu zniknęło pierwszy wydanie Dickensa, a narzędziem zbrodni była trylogia Tolkiena? Kto dopuścił się tak haniebnego czynu?
 
Książka rozpisana jest na trzydzieści dwa kilkustronicowe rozdziały pisane z perspektywy Flory i Jacka w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest spokojny i lekki, z dialogami podszytymi subtelnym humorem typowym dla cosy crime. Język, jakim autorka się posługuje, jest uniwersalny, przyjemny, lekko stylizowany na sposób wypowiedzi czasów powojennych, w których toczy się akcja powieści. Tekst nie zawiera przekleństw czy wulgaryzmów, jest więc odpowiedni dla każdego rodzaju czytelnika - dokładnie tak, jak w klasycznych powieściach detektywistycznych.
 
Choć to już ósmy tom serii, za każdym razem zachwyca mnie dbałość autorki o detale, która objawia się nie tylko w samej intrydze kryminalnej, ale i w tle społeczno-historycznym. Intryga jest bardzo dobrze rozpisana, już na samym jej początku dostajemy kilka tropów, którymi Flora podąża, a każdy zaangażowany jest w historię człowieka, dzięki czemu możemy poznać realia życia tamtych czasów - np. poruszany jest wątek rozwodów. Zagadka toczy się przyjemnym tempem, w klasycznym stylu, ale jest dopracowana w każdym szczególe, który w odpowiedniej chwili wskakuje na swoje miejsce. Dużą atrakcją tego tomu jest to, że mocno związana jest z ówczesnym rynkiem kryminalnym - co prawda autorzy kryminałów, którzy faktycznie biorą udział w zjeździe, są postaciami fikcyjnymi, a jednak autorka dba, by oddać rynek kryminalny lat ówczesnych z zaskakującą dokładnością. To rynek zdominowany przez mężczyzn, ale już wtedy w rodzajach jednego gatunku różnorodny. Rynek, w którym ci bardziej przedsiębiorczy widzą dobrą okazję do zarobku, nawet jeśli to nie o samych autorach mowa. Autorka mocno osadza nas w tym literackim świecie dylematów pisarskich i czytelniczych, w których osobne miejsce dostają wydania kolekcjonerskie - jak zagubiony egzemplarz książki Dickensa, który mógłby uczynić kogoś bardzo bogatym. Otoczenie miłośników książek, pisarzy i wszystkich, którzy są z tą branżą związani dodaje historii niepowtarzalnego klimatu, który odpowiada za to, że “Morderstwo w bibliotece” jest jednym z najlepszych tomów tej serii!
“Pisanie najwyraźniej było opłacalne, choć być może nie dla pisarzy.”
Jednak nie tylko scena kryminalna dawnych lat oddana jest z dokładnością, a cały przedstawiony w tej historii świat. Czuć, że autorka dobrze zbadała temat, kiedy pisze o białych krukach, ale też i funkcjonowaniu biblioteki od strony technicznej, biurokratycznej. Każda postać też w jakiś sposób odpowiedzialna jest za oddanie tła - dowiadujemy się na przykład w jakim wieku dzieci kończyły wtedy szkołę, jakie były możliwości i ile funtów oznaczało małą fortunę. To wszystko detale tła, ale jeśli im się przyjrzeć dokładniej, każdy jeden jest oddany z dużą precyzją!
 
Tym, co serię spaja w całość, są oczywiście postacie, przede wszystkim Flory i Jacka. Ich relacja oddana jest z wyczuciem, ale też swoistą czułością, jest bardzo nowoczesna, jak na ówczesne lata, bazuje na równości, na partnerstwie, w którym potrzeby drugiej osoby są zawsze równie ważne co swoje. Flora i Jack będąc w związku to nadal dwie oddzielne osoby, dwie indywidualności, co w tamtych latach wymykało się konwenansom - wtedy jeszcze kobiety nie miały równych praw, a ich rola najczęściej sprowadzała się do opiekowania się mężem i domem. Na szczęście są takie bohaterki jak Flora i jej przyjaciółki, które pokazują innym, że życie nie tylko na tym musi polegać, a kobieta, tak samo jak mężczyzna, ma prawo realizować swoje pasje, ale też przyjmować odpowiedzialność za własną rzeczywistość.
“Stawianie kogoś na piedestale może się okazać równie niebezpieczne, jak darzenie go nienawiścią.”
Oczywiście mimo jasnych zasad związek Flory i Jacka nie jest idealny, w tym tomie przychodzi im zmierzyć się z kolejnymi dylematami dotyczącymi np. transparentności życia w związku. W tym tomie wraca też przeszłość Flory - już w nie tak niepokojącej, uwierającej formie jak kiedyś, ale jednak nadal nie pozwalająca zostawić się za sobą. Jest też i przyszłość, nie tylko ta wspólna, ale i jednostkowa - Jack zajmuje się swoją karierą, a Flora staje przed pytaniami o to, jak jej księgarnia, ciągle jeszcze traktowana jako świętość po zmarłej ciotce, powinna teraz wyglądać.
“Flora całym sercem kochała Abbeymead, ale opinie mieszkańców miasteczka bywały nieprzyjemne, a każde wydarzenie pamiętano długo i bezlitośnie.”
W “Morderstwie w bibliotece” otoczenie książek, dobrego jedzenia i przyjaciół znajdujących się wokół budują bardzo przyjemny klimat, choć nie brakuje też i szarych stron życia - taka mała społeczność jak Abbeymead skora jest przecież do plotek i szybkich osądów, co już wtedy, bez dostępu do internetu, mogło komuś zniszczyć życie. A że postaci ze skrzętnie skrywanymi tajemnicami i w tym tomie nie brakuje, to jest o czym plotkować! Świetnie oddane tło społeczno-historyczne, te wszystkie sztywne konwenanse stają się otoczką dla zbrodni, którą rozwikłać musimy przez dociekliwość i uważne obserwowanie, jak i rozmowy z otaczającymi zmarłą ludźmi. Tym razem tak się składa, że większość z nich, to miłośnicy kryminałów… Przyznam, że stopień dopracowania zagadki kryminalnej, te wszystkie mylne tropy, zrobiły na mnie w tym tomie spore wrażenie! I jak zawsze - czekam na tom kolejny!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!