maja 29, 2024

"Morderstwo o poranku" Merryn Allingham

"Morderstwo o poranku" Merryn Allingham
Autor: Merryn Allingham
Tytuł: Morderstwo o poranku
Cykl: Flora Steele, tom 3
Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk
Data premiery: 15.05.2024
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Merryn Allingham to brytyjska autorka powieści kryminalnych, historycznych i romansów, która na rynku pojawiła się nie tak dawno temu - na swoim rodzimym debiutowała w 2015 i do teraz zdążyła napisać i wydać około trzydziestu powieści! Na rynku polskim jednak sytuacja wygląda całkiem inaczej - po raz pierwszy usłyszeliśmy o niej dopiero w roku poprzednim, w 2023, kiedy to w nasze ręce trafił pierwszy tom najnowszej serii autorki - kryminalny, którego akcja toczy się niedługo po II wojnie światowej w małej angielskiej wiosce, z młodą ksiegarką Florą Steele w roli głównej (recenzje– klik!). Seria ta na rynku angielskim liczy już osiem tomów, na lato tego roku zapowiedziany jest kolejny, a my jesteśmy trochę do tyłu - u nas właśnie pojawił się tom trzeci pt. “Morderstwo o poranku”. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - przynajmniej wiemy, że rozstania z Florą bać się nie musimy, bo jeszcze przed nami co najmniej sześć tomów! To pocieszające, prawda? Dla tych, którzy serię pokochali od tomu pierwszego - na pewno! Jednak nie tylko tacy czytelnicy mogą sięgnąć po tom trzeci, historia przedstawia osobną zagadkę kryminalną, a więc i da się ją czytać jak powieść osobną.
 
Maj rok 1956, mała angielska wioska Abbeymead. Flora Steele właśnie przygotowuje się do przekazania księgarni pewnej młodej kobiecie, która właśnie wróciła do rodzinnej wioski po chwili w wielkim świecie. Przekazania oczywiście na zastępstwo, tak by w czasie swojego urlopu, księgarnia nie musiała być zamknięta. Bo Flora w końcu wybiera się na wakacje! Co prawda to ciągle nie te dalekie podróże, które marzą jej się od dawna, ale miejsce destynacji i tak jest przyjemne - to mała wioska w Kornwalii, gdzie na jakiś czas ma się zatrzymać z Jackiem, kiedy ten pracował będzie nad swoją nową powieścią kryminalną. Jednak, gdy już wszystko jego gotowe, Jack przychodzi do niej zaniepokojony - właśnie dostał pocztą list z pogróżką, w której ktoś przestrzega go przed przyjazdem do Kornwalii. Jack jechać musi, musi przecież zrobić research do książki, ale radzi Florze, by się zastanowiła, bo kto wie, może faktycznie grozić im na miejscu niebezpieczeństwo. Flora jednak nie zastanawia się długo - oznajmia, że jedzie. Kolejnego dnia, nieco później niż zakładali, są już w Kornwalii, wita ich właściciel domku, który chętnie wynajmuje go turystom, ale gdy tych nie ma, sam w nim pomieszkuje traktując go jako swoją pracownię. Teraz jednak przekazuje klucze i znika… Jak się okazuje, wcale nie daleko, bo kolejnego dnia Flora znajduje go martwego w ogrodzie. I to na pewno nie była śmierć naturalna! Dlaczego ktoś zamordował tego człowieka i zrobił to praktycznie pod ich nosem? I czy to przed tym ostrzegał ich list?
 
Książka rozpisana jest na 30 rozdziałów różnej długości, część z nich podzielona jest na krótsze scenki, część nie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator wszechwiedzący podąża przede wszystkim za Florą. Styl powieści jest spokojny, przyjemny, język pozbawiony przekleństw, lekko stylizowany na dawne czasy. A to daje naprawdę urocze wrażenia z lektury!
 
Akcja powieści toczy się tempem niespiesznym, a my skupiamy się na zagadce kryminalnej, odkrywaniu historii Kornwalii i relacji pomiędzy Jackiem a Florą, która z tomu na tom zdaje się być coraz głębsza. W tym obydwie postacie pokazują nam więcej - wiemy już, że Jack ma za sobą złe doświadczenia w obszarze związków i raczej nie jest skory, by ponownie się z kimś wiązać. Teraz pracuje nad książką, ale jest to książka pisana na zamówienie, co przynosi mu więcej frustracji niż mógłby przypuszczać. A to wpływa na jego nastrój, który mocno odczuwa i Flora - to dla niej nowość, bo przecież żyjąc w Abbeymead mieszkali osobno i każdy zajmował się swoimi sprawami, a teraz Kornwalia wymusza na nich sporą bliskość. Poznajemy też dalszą historię Jacka z przeszłości, tym razem związaną z jego ojcem. Flora za to nadal jest radosna i pełna energii tak samo, jak była dotychczas. Otwarta na ludzi łatwo nawiązuje znajomości, dzięki czemu zaspokaja swoją często wręcz chorobliwą ciekawość. I to ta ciekawość po raz kolejny nie pozwala jej nie angażować się w zbrodnię, choć przecież większość po prostu w takiej sytuacji zostawia miejsce do działania policji. Nie Flora, która twierdzi, że lokalna policja nic nie robi! Zatem coś musi zrobić ona!
Sama ofiara to postać pojawiająca się tylko w tym tomie, ale to również dosyć ciekawa kreacja. Oczywiście my poznajemy go oczami innych, w chwilach, gdy Flora zbiera na jego temat informacje, a jego skomplikowane relacje ze światem poznajemy powoli. Mogę zdradzić tylko tyle, że był to człowiek, o którym wszyscy się dobrze wypowiadali, dlaczego więc zginął?
 
I tak zagadka kryminalna toczy się przyjemnie niespiesznym rytmem, skupiona na rozmowach z innych i odkrywaniu historii miejsc. Intryga zbudowana jest solidnie i choć nie ma w niej brutalności, to i tak wzbudza duże emocje, lekko przyspiesza i zaskakuje na końcu. Zbudowana jest na poczuciu niepewności, tajemniczości. Mam wrażenie jednak, że w tym tomie, tomie trzecim, zagadka oparta jest na naprawdę poważnych tematach - podążając za nią Flora musi się zgłębić w wydarzenia z Kornwalii z czasów II wojny światowej…
 
I właśnie historia Kornwalii z tego okresu zajmuje sporo miejsca w powieści. Oczywiście część wydarzeń jest fikcyjnych, część prawdziwa, jednak nie da się ukryć, że autorka w tym tomie mocno wykorzystała wiedzę, którą wyniosła z dzieciństwa, z rodziny wojskowej, a więc temat wojny od strony walczących obcy jej z pewnością nie był. Nie wiem jak dla Anglików, ale dla Polaków to na pewno ciekawa opowieść, której raczej na lekcjach historii nie usłyszeliśmy…
 
Autorka równie ciekawie oddaje folklor małego kornwalijskiego miasteczka i jego wierzenia. Pojawia się postać szeptuchy, którą wszyscy w wiosce mają za wiedźmę, jest też postać kobiety-plotkary, który dostarcza Florze morze niepotwierdzonych informacji. Przyglądamy się jak to było żyć w małym kornwalijskim miasteczku w drugiej połowie lat 50tych, jak toczyło się w im życie i kto jakie role pełnił. Bardzo ciekawie oddane tło zdarzeń!
 
Mimo tego, co można by sądzić, wyjazd Flory na wakacje nie wiąże się tylko z przyjemnościami. Jest zbrodnia, jest ponura historia z czasów II wojny światowej w tle, a w miasteczku obgadywanie i zawiść. Tajemnice i pomówienia cały czas utrzymują się na powierzchni, a Flora i Jack jako przyjezdni nie do końca są w stanie oddzielić prawdę od fałszu. Zwiedzają i szukają na własną rękę, choć ich relacja prywatna w tym czasie nabiera nieco bardziej skomplikowanych odcieni. Do tego jeszcze dochodzi tęsknota za miejscem, za księgarnią, którą Flora na chwilę porzuciła, a teraz w oddaleniu może przemyśleć po raz pierwszy od śmierci ciotki, co tak naprawdę jest dla niej ważne. To taka słodko-gorzka historia pisana lekki stylem, w którym czasami padają hasła czy spostrzeżenia, które faktycznie śmieszą. Jednak nie to jest najważniejsze, chodzi tu przede wszystkim o urocze kreacje postaci i taką przyjazną, uroczą atmosferę, którą - nie da się ukryć - pogłębia tylko spokój naturalnej Kornwalii. Po raz trzeci przy tej serii bawiłam się naprawdę dobrze i nie mogę się już doczekać tomu czwartego!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando. 


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 28, 2024

Wygraj karkonoską serię kryminalną! Konkurs patronacki

Wygraj karkonoską serię kryminalną! Konkurs patronacki
W maju dwa lata temu o Sławku Gortychu słyszało niewielu - w tym czasie był to student stomatologii, turysta górski rozmiłowany w historii Karkonoszy na tyle, że swoją wiedzą dzielił się na blogu Zagubiony w Karkonoszach. Później przyszło lato, a na polskim rynku pojawił się jego debiut - "Schronisko, które przestało istnieć". I był to debiut niesamowity, przy którym sama napisałam, że Sławek Gortych to wkrótce będzie autor, o którym będzie na polskim rynku naprawdę głośno. I moja przepowiednia się spełniła - teraz ma na koncie dwie nagrody w plebiscycie portalu lubimyczytac.pl oraz wiele innych wyróżnień związanych z promowaniem Karkonoszy w polskiej świadomości. Prawa do jego książek zostały ostatnio sprzedane na rynku zagranicznym, a od spotkań z czytelnikami autorowi kalendarz pęka w szwach! Sama bardzo się z tego cieszę, bo jego proza to coś niezwykłego - bardzo klimatyczna i bogata w wiedzę historyczną i ciekawostki na temat Karkonoszy, napisana tak, że nie chce się od nich odrywać... Mimo tej popularności wiem, że są wśród nas jeszcze czytelnicy, którzy nie mieli przyjemności poznać się z tą serią, zatem dzisiaj spieszę na ratunek - mam dla Was konkurs na 3 pełne pakiety serii!

A jeśli nie jesteście pewni, czy to lektura dla Was, to najpierw zapraszam do poczytania o książkach nieco więcej tu - klik!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Czy kryminał łączący fikcję literacką z prawdą historyczną jest dla ciebie bardziej atrakcyjny niż ten w pełni fikcyjny?
Swoją odpowiedź krótko uzasadnij, możesz posiłkować się znanymi ci przykładami z literatury.


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej! 
Konkurs organizuję równocześnie na trzech platformach: blogu, IG i FB, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać w każdym z tych trzech miejsc w komentarzu pod postem konkursowym - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 28 do 31 maja do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 4 czerwca.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!
Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autora (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 27, 2024

"Demony Babiej Góry" Irena Małysa - patronacka recenzja przedpremierowa

"Demony Babiej Góry" Irena Małysa - patronacka recenzja przedpremierowa
Autor: Irena Małysa
Tytuł: Demony Babiej Góry
Cykl: Baśka Zajda, tom 4
Data premiery: 29.05.2024
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 376
Gatunek: powieść kryminalna
 
Irena Małysa to góralka, matka dwójki dzieci i kobieta, która prowadzi własną firmę. Zakochana w folklorze, czemu daje wyraz w swoich powieściach! Od roku 2021 dostarcza polskim czytelnikom jedną książkę rocznie. Debiutowała kryminałem “W cieniu Babiej Góry”, który we mnie wzbudził ogromne emocje - nie tylko ze względu na intrygę kryminalną, ale też na sam pomysł osadzenia fabuły w dwóch planach czasowych, z czego ta z przeszłości odnosiła się do pewnego wydarzenia prawdziwego…Historia ze współczesności z kolei kręciła się wokół policjantki Baśki Zajdy, która stała się postacią główną całej serii. Przez dwa kolejne tomy („Więcej niż jedno życie” i „Daleko od Babiej Góry” recenzja – klik!) utrzymywałam, że to właśnie ten pierwszy jest moim ulubionym, choć nie znaczy to, że te dwa nie były dobre - bo naprawdę były, a co ciekawsze - każdy wyróżniał się czymś innym! Ale jednak dopiero teraz “Demony Babiej Góry” wzbudziły we mnie tak ogromne emocje, że debiut ma w moim rankingu zdecydowaną konkurencję! I to nie dlatego, że na ich okładce znajdziecie moją polecajkę i logo, choć ten fakt naprawdę napawa mnie dumą – książki Małysy to jednak z moich ulubionych polskich serii kryminalnych ostatnich lat.
 
Historia “Demonów Babiej Góry” rozpoczyna się w momencie, gdy Baśka ze swoją mamą wybierają się nad morze, do małej wioski Marucice. Mama Basi jedzie do sanatorium, a Basia chce ten czas wykorzystać na odpoczynek i zabiegi w okolicznej lecznicy, w której mają pomóc jej pozbyć się blizn z twarzy, które zostały jej po wydarzeniach z Mysłowic, a które sprawią, że sama nie lubi na siebie patrzeć. Jednak natura śledczego bierze nad nią górę - szykując się do wyjazdu znalazła dosyć atrakcyjne miejsce noclegowe, jednak po wpłaceniu zaliczki właścicielka przestała reagować na próby kontaktu. Teraz na miejscu okazuje się, że kobieta zaginęła… a Baśka wynajmuje domek zaraz obok i zaczyna tropić.
W to samo miejsce, ponad 50 lat wcześniej trafiła inna góralka, Jadzia, która uciekła spod Babiej Góry od swojego męża zabierając ze sobą nastoletniego syna. Przyjechali tutaj do gospodarstwa rolnego, w którym podobno jest dużo pracy. I faktycznie, szybko dostają zatrudnienia, Jadzia ma pomagać przy krowach, na czym podobno się zna. Co przyniesie jej ta zmiana miejsca? Dlaczego i przed czym uciekła? I czy na pewno w PGR-ze znajdzie odpowiednie schronienie?
A przede wszystkim - co łączy te dwie historie? I gdzie skrywają się demony?
 
Książka składa się z 13 rozdziałów i epilogu, a każdy podzielony jest na krótsze podrozdziały, których akcja toczy się naprzemiennie współcześnie i w przeszłości. To oczywiście jest w tekście zaznaczone, każdy podrozdział otwiera określenie miejsca wydarzeń i data, najczęściej dzienna. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który przedstawia czytelnikowi zdarzenia z punktu widzenia obydwu bohaterek - Basi i Jadzi - szczodrze okraszając je emocjami, odczuciami i przeżyciami tych postaci. Styl powieści jest spokojny, uważny, słowa dobierane z łatwością i płynnością, pojawia się też trochę wtrąceń z gwary, ale to, co mogłoby być niezrozumiałe, jest opatrzone przypisami. Książkę czyta się doskonale!
„Zdało się jej, że niebo płacze. Przez to całe nieszczęście, przez to zło, które jest w tym domu (…).”
Jednak styl historii jest tylko dodatkiem, bo to co najważniejsze, to kreacje dwóch głównych bohaterek i tematy, jakie ich historie poruszają. A te są niezwykle przejmujące, poruszające do głębi. Basia aktualnie wydaje się znajdować w całkiem dobrym miejscu w życiu - w stałym związku, w którym widzi dla siebie przyszłość, z pracą, którą lubi, ze swoim miejscem na Ziemi. A jednak zdarzenia z przeszłości cały czas dają o sobie znać, cały czas są widoczne nie tylko w jej psychice, ale i wizualnie, i to ją naprawdę mocno męczy. W czasie jej pobytu nad morzem jednak wydarza się coś, co zmienia jej priorytety, każe na życie spojrzeć inaczej, dostrzec to, co naprawdę ważne. Fragmenty Basi, poza tym, że opowiadają zajmującą historię kryminalną, są bardzo bogate w przemyślenia i dylematy wewnętrzne, bardzo ludzkie, bardzo prawdziwe, przez co sami mocno związujemy się z bohaterką.
Jadzia z kolei jest dla nas bardziej tajemnicza, ciężko ją rozgryźć - może dlatego, że jest tak bardzo w sobie zamknięta? Przypuszczamy, że stało się jej pod Babią Górą coś złego, coś, przez co musiała porzucić swoje ukochane miejsce na Ziemi, by chronić siebie i swojego syna. Tylko czy zmiana miejsca zagwarantuje im bezpieczeństwo? Czy demony tam ich nie dopadną? Mimo tej tajemnicy osnuwającej bohaterkę, jej kreacja poprowadzona jest tak, że i do niej szybko czujemy sympatię, trzymamy kciuki, by w końcu jej się w życiu ułożyło, ciekawi jednak co doprowadziło ją do tego miejsca, w którym się znalazła. Jadzia nie jest tak wylewna ze swoimi emocjami, jednak opowiada o nich na tyle wyraźnie, że czujemy jak oddziałują na nią aktualne wydarzenia.
„Musi się poddać życiu. Musi wziąć to, co ono daje.”
Te kreacje postaci poruszają wiele ważnych i ciekawych tematów do rozmyślań. Po pierwsze - macierzyństwo. Małysa już o tym pisała dużo w tomie drugim, jednak tutaj wydaje mi się, że temat został ujęty inaczej, może dlatego, że dotyczy nieco innej grupy wiekowej i innych zagrożeń, jakie na dzieci czekają. Oczywiście poza tym pojawia się też, a może przede wszystkim, przeszłość obydwu bohaterek, ta, która nie chce im odpuścić, ta, która każdą przyjemność minimalizuje. Mimo że uciekły z gór, to od wspomnień uwolnić się nie mogą - czy to się kiedyś skończy? Jak pogodzić się z tym, co było, z tym, co się stało niekoniecznie przecież z naszej winy? Jak żyć dalej wiedząc, że nasz los niekoniecznie tylko od nas jest zależny? Obydwie kobiety poruszają też problem postrzegania - Jadzie zostaje uznana głupią góralką, Basia postrzega siebie przez pryzmat blizn, twierdzi, że inni widzą w niej potwora. Jak bardzo to na nie wpływa? Jak uwolnić się z takiego postrzegania?
„Nie można całkiem odrzucić przeszłości. Można z nią pracować, oswoić jak dzikie zwierzę, ale nie sposób o niej w pełni zapomnieć.”
Irena Małysa doskonale oddaje dawne czasy, realia życia i pracy w gospodarstwie rolnym w czasach PRL-u. Świetnie obrazuje też miejsce akcji - nadmorską miejscowość, która w czasie wakacji staje się miejscem mocno turystycznym, jednak poza tym okresem zamiera, staje się typową wiejską, zamkniętą społecznością, w której racjonalność miesza się z dawnymi wierzeniami. Tu ziołolecznictwo, wiara w zabobony, wiara w czary są na porządku dziennym, nie są dziwne dla lokalnych mieszkańców.
„(…) teraz w sezonie tu jest zupełnie inaczej. Wszyscy udajemy. Ale gdy wczasowicze wracają do domów, ta wieś znów żyje jak pięćdziesiąt lat temu. Całkiem jak w czasach PGR-ów.”
Sama intryga kryminalna prowadzona jest bardzo spokojnym tempem, przez osobiste problemy bohaterek, momentami schodzi na drugi plan, ale to nie szkodzi - w odpowiednim miejscu akcja przyspiesza, a historia jakoś tak dziwnie i niewytłumaczalnie wciąga - może dlatego, że jesteśmy związani z głównymi bohaterkami? A może po prostu intryga prowadzona jest tak subtelnie, że nawet nie zauważamy, jak historia zaczyna na nas oddziaływać? Nie wiem, ważne, że działa, a od książki nie chce się odrywać. Zagadka mimo to jest nad wyraz mroczna, przerażająca momentami, może dlatego właśnie, że nie jest wydumana, jest bardzo bliska normalnemu człowiekowi. I oczywiście finalnie mocno zaskakuje!
 
Sama intryga porusza też inny ciekawy temat - temat myślistwa, zabijania zwierząt w imię zachowania zdrowego balansu w gospodarce pomiędzy ludźmi a zwierzętami. To w te rejony Baśka wędruje podążając za tropami w śledztwie, a autorka wykorzystuje to, by trochę zmusić nas do rozważań nad wagą i istotnością polowań. Bardzo mądrze, bardzo spokojnie przedstawiony temat, który myślę, że wielu czytelnikom da do myślenia!
„Polowanie zbiorowe i pokot (…). Myśliwi będą paradować wśród nich, prezentując medale króla polowania. Jak ona tego nienawidziła. Tej całej obłudy. Wmawiali ludziom, jak bardzo są potrzebni, strasząc, że bez ich działalności rozszarpią nas dzikie zwierzęta. Tymczasem sami przez swoje dokarmianie, które miało na celu tylko przywiedzenie zwierzyny pod łatwy strzał, powodowali nadprodukcję dzików. Była przekonana, że zarówno zwierzęta, jak i ludzie doskonale poradzą sobie bez nich. Mydlili społeczeństwu oczy, używając zgrabnych eufemizmów, aby przypudrować mordowanie zwierząt.”
Irena Małysa w “Demonach Babiej Góry” stworzyła przejmującą, mocno poruszającą i przerażającą historię kryminalną, która na każdym swoim poziomie wywołuje w czytelniku zadumę, zmusza do chwili zastanowienia. Oddaje emocje tak, że czytelnik nawet kiedy sam czegoś podobnego nie przeżył, czuje to całym sobą. Fabuła powieści jest solidnie przemyślana, bardzo realna i rozpisana tak, że nie sposób się od niej oderwać. Mała nadmorska miejscowość czaruje nie tylko dwie góralki, które się w niej pojawiły, ale i czytelnika, który wsiąka w lokalny klimat, ale też ciągle ogląda się przez ramię czując za plecami oddech tytułowych demonów… Rewelacyjna historia kryminalna, niosąca nie tylko rozrywkę, ale i wnosząca wiele we wrażliwość czytelnika. Polecam z całego serducha!
 
PS. “Demony Babiej Góry” to tom czwarty serii z Baśką Zajdą, ale spokojnie można go też czytać jak powieść osobną - wszystkie kluczowe wspomnienia Basi są tutaj przypomniane, więc czytelnik na pewno w jej prywatnej historii się nie pogubi.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Mova. 

Dostępna jest też w abonamencie 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 27, 2024

Book tour z "Agathą Christie. Nieuchwytną kobietą"!

Book tour z "Agathą Christie. Nieuchwytną kobietą"!
Nowy tydzień zacznijmy book tourem, jakiego tutaj jeszcze nie było! Dlaczego? Bo chodzi o biografię. Jednak biografię, która jest ściśle związana z gatunkiem kryminału, gdyż tyczy się Królowej tego gatunku, kobiety, która rozsławiła i zmieniła podejście świata do tego rodzaju literatury. Fenomen, ikona, pisarka, która nadal żyje dzięki swoim dziełom. Ale nie tylko pisarka, o czym mocno przypomina nam Lucy Worsley w swojej publikacji "Agatha Christie. Nieuchwytna kobieta". Dla mnie była to książka taka trochę otwierająca oczy na tę jakże znaną pisarkę, która przyniosła mi bardzo szerokie spojrzenie, sprawiła, że teraz Christie jest mi dużo bliższa i podziwiam ją jeszcze bardziej niż wcześniej! I bardzo chcę, żebyście i Wy tak na nią spojrzeli, zatem nie pozostaje nam nic innego jak ogłosić book tour z tym tytułem!

A jeśli wcześniej nie słyszeliście o tej książce, to zapraszam na moją recenzję tego tytułu - klik!zapraszam na moją recenzję tego tytułu - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Świat Książki w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w czwartek przed południem, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @z_ksiazka_mi_po_drodze
2. @jpryczek
3. @zaczytana_panna
4. @mamazaczytana
5. @kobiecym.okiem
6. @poczytane_zapisane
7. @books.injuly
8. @agnieszka_ines83
9. @mirkowo3
10. @kulturolajki
11. @zafascynowana.ksiazkami_
12. @zaczytanaksiegowa
13. Anna Mucha (FB)
14. @izabelawatola

maja 24, 2024

"Wszyscy jesteśmy mordercami" Max Czornyj

"Wszyscy jesteśmy mordercami" Max Czornyj
Autor: Max Czornyj
Tytuł: Wszyscy jesteśmy mordercami
Data premiery: 15.05.2024
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Max Czornyj to jeden z najpłodniejszych autorów powieści kryminalnych na polskim rynku ostatnich lat. Debiutował w 2017 roku pierwszym tomem serii z komisarzem Deryło, który teraz liczy już kilkanaście tomów. Poza nią na koncie ma jeszcze dwie inne serie dla dorosłych, sporą liczbę thrillerów, powieści true crime i tych historycznych, opartych na faktach. Od pewnego czasu pisze też książki dla dzieci. Nie policzę raczej ile tych tytułów w sumie jest, ale z pewnością liczba jest imponująca, a sam Czornyy już dwa razy trafił na listę najbogatszych polskich autorów. Znany jest z tego, że jego powieści są bardzo drastyczne, brutalne, epatują przemocą i makabrą - nie wiem czy wszystkie, raczej “Wszyscy jesteśmy mordercami” dowodzi, że jednak nie, ale na pewno większość - sama właśnie ze względu przestałam go czytać trzy lata po jego debiucie. Teraz, po czterech latach przerwy, dałam się nakłonić na powrót, a przynajmniej na nowe otwarcie thrillerem “Wszyscy jesteśmy mordercami”. Jak zapewnia wydawnictwo - tu przemocy fizycznej nie ma, nie ma makabry, a problem skupia się na zagadnieniach mocno psychologicznych. I faktycznie tak jest!
 
Historia kręci się wokół postaci Klausa Martina, zbliżającego się do 40-stki profesora etyki. Klaus wiedzie w miarę szczęśliwe życie, choć nie jest ono pozbawione problemów - przede wszystkim ma chorego syna i ojca, jednak tak na co dzień spogląda na rzeczywistość okiem przyjaznym - ba! na świat patrzy przez różowe okulary i to dosłownie - różowe lenonki to jego znak rozpoznawczy. Jednak pewnego wieczoru zmienia się wszystko. Dwójka nafaszerowanych alkoholem i narkotykami nastolatków brutalnie napada na Klausa i jego żonę - on traci przytomność, ona obrywa dużo mocniej… Kolejnego dnia budzą się w szpitalu - już w innej rzeczywistości, w świecie, w którym nieuzasadniona przemoc może dopaść każdego. A to dopiero początek ich koszmaru - koszmaru, który doprowadzi Klausa do morderstwa, popełnionego w sali wykładowej na oczach jego studentów… Bo tak naprawdę ile człowiek może znieść? W którym momencie wyznawane wartości przestają mieć znaczenie?
“Jaki wpływ ma człowiek na swoje życie, gdy wokół wali się cały świat?”
Książka rozpisana jest na 13 części - dziewięć z nich nazwana jest odcinkami - które składają się w sumie na 95 krótkich rozdziałów. Czas akcji w większości toczy się chronologicznie, jednak startujemy właśnie w chwili morderstwa na sali wykładowej, dopiero po chwili cofamy się o dwa miesiące, do czasu, gdy życie Klausa było jeszcze proste i w miarę szczęśliwe. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Klausa i Polę Ordo, policjantkę, detektywkę przed 50-tką - ich narracja jest naprzemienna, kilka rozdziałów obserwujemy z perspektywy Klausa, za chwilę kilka Poli, co jest w tekście odpowiednio zaznaczone. Styl powieści jest prosty, kojarzy się raczej z językiem mówionym niż pisanym - zdania są krótkie, często nawet i skrótowe - to znaczy, że wiadomo o co chodzi, faktycznie w takim sposób mówimy, jednak język pisany kieruje się nieco innymi zasadami. Wydaje mi się jednak, że może to być zabieg specjalny, mający na celu oddanie gorących emocji i dylematów postaci. Może było kilka miejsc, w których podczas lektury się zatrzymałam, by dokładniej przyjrzeć się składni, jednak ogólnie książkę czyta się płynnie i bardzo szybko.
 
Wydaje się. że przy tym tytule autor zrobił wszystko, by to ta warstwa psychologiczna była najważniejsza, warstwa, która zmusza do refleksji, zastanowienia się nad tym, jak my do danych zagadnień się odnosimy. Ma to na celu styl, ale i kreacje postaci, które powiedziałabym, że same w sobie ważne nie są, są ważne jako nośnik historii. Nie zamierzam więc specjalnie uważnie w tej recenzji nad głównymi bohaterami się pochylać, powiem tylko, że ta historia nie tylko dla Klausa jest wyzwaniem - on jako profesor etyki w końcu zagadnienia moralności, prawości i sumienia rozważa nie tylko teoretycznie, ale doświadcza ich na własnej skórze, ona, Pola, nie tylko boryka się ze sprawą, w której liczy się nie tylko sprawiedliwość i prawo, ale i do głosu dochodzą wpływy polityczne, ale także przechodzi przez wyzwania prywatne, jako żona i jako matka. Więcej nie zdradzę, bo odkrywanie tego, co autor dla tych postaci przygotował, to duża zaleta tej lektury.
“Zemsta nigdy nie przynosi ulgi. To jedynie wściekłość na moment zabija gnębiące nas przerażenie i rozpacz.”
Sama intryga oczywiście oparta jest na zbrodni, ale zbrodni rozpatrywanej z perspektywy ofiary. Ofiary przypadkowej, której przez czyjś potworny czyn wali się cały świat. To jest punkt wyjścia, po czym następuje dosyć duża liczba zdarzeń losowych, które prowadzą bohatera coraz mocniej na skraj, na granicę, za którą nie liczy się już tak naprawdę nic. Sama intryga jest zatem dosyć prosta, ale wystarczająca, bo zmusić czytelnika do refleksji, by podjąć pytania moralne, pytania o sens i istotę życia i śmieci. Dlatego też nawet nie sprawdzam tej historii od strony zagadnień prawnych - pewnie jedne są bardziej bliskie realności, inne mniej, ale przecież i one są tylko środkiem do celu, zatem są po prostu wystarczająco dobre.
 
To teraz o tym, co faktycznie w tej książce ważne - o tematach, zagadnieniach psychologicznych. Cała historia rozpoczyna się od opisu dylematu wagonika - wszyscy ten dylemat znamy, ale jednak autor, poprzez narratora Klausa, nauczyciela etyki, opisuje go niezwykle obrazowo. I już tutaj pojawiają się pierwsze pytania - nie tylko o to, czy wybralibyśmy przyglądanie się zbrodni czy działanie, by zbrodnia miała mniejsze ofiary, ale dzięki naszej interwencji, a zatem ciężar odpowiedzialności przeniosłaby na nas. Od razu pojawiają się tu pytania o postrzeganie świata, o to czy człowiek faktycznie może być empatyczny, czy jeśli sam czegoś nie przeżył, to jest w stanie postawić się w czyjejś sytuacji. Później pojawiają się pytania o wytrzymałość psychiczną człowieka, o los i tego, jak czasami bez powodu nas doświadcza. Ile przeciwności, ile jakiegoś całkiem losowego bólu można znieść? Jak długo człowiek jest w stanie pozostać wierny własnym wartościom? I co one tak naprawdę znaczą? Kiedy życie układa się normalnie jest to dosyć proste - łatwo żyć codziennie tak samo, łatwo doradzać innym twierdząc, że tak by się postąpiło w danej sytuacji. A jednak, gdy taka sytuacja przychodzi, okazuje się, że wtedy nie jest to takie proste. Czy więc są sytuacje, kiedy każdy z nas może porzucić własne wartości, własne zasady i priorytety, choć wcześniej nigdy byśmy się o to nie podejrzewali? I tak przechodzimy do pytań o sens życia, o jego znaczenie i znaczenie śmierci. Nie są to rozważania specjalne wesołe, w końcu postacie są mocno tragiczne, ale na pewno ciekawe, warte zastanowienia. Bo czy samo stawianie pytań nie jest już wartością dodaną, czy to pytania nie wnoszą w nasze życie więcej? Jako że to właśnie na tej warstwie psychologicznej, warstwie stawiania pytań się skupiamy, to oczywiście tematu w tym krótkim akapicie nie wykorzystałam w pełni, myślę jednak, że wystraczająco, by oddać Wam rodzaj refleksji, jakie ta lektura przynosi.
“Ludzie nie odwlekają złych wydarzeń, odwlekają jedynie przyjęcie ich do swojej wiadomości. To jedno z zagadnień etycznych świadczących o człowieku jak najgorzej. Według niektórych badaczy pokazuje, że tak naprawdę w ogóle nie interesuje nas drugi człowiek ani otaczający świat. Ważne jest tylko nasze postrzeganie.”
Podsumowując, “Wszyscy jesteśmy mordercami” to historia taka, jakie lubię - skupiona na psychologii, zmusza do myślenia, zmusza do refleksji, a tym samym sprawia, że sami stajemy się ludźmi bardziej świadomymi. Ubrana w gatunek thrillera, z postaciami z ciekawą perspektywą i historią tragiczną, która dziwnie nas przyciąga - może właśnie dlatego, że próbujemy cały czas zastanowić się, tak bez oszukiwania, co sami w sytuacji postaci bylibyśmy zdolni zrobić. Ale czy możemy się tego dowiedzieć tylko z teorii? Czy teoria ma w ogóle jakieś przełożenie na praktykę? Czy jest szansa, że mimo doświadczeń, na zawsze zachowamy swoje wartości? Czy naginamy je w zależności od sytuacji? Ciekawa historia, która zmusza do jeszcze ciekawszych, choć momentami dosyć przygnębiających refleksji. Podoba mi się kierunek, w który Czornyj w tej książce poszedł, oby takich więcej pojawiło się w jego twórczości!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia Mroczna Strona. 

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 24, 2024

Wygraj "Nie zawiedź mnie, tato"! Konkurs ambasadorski

Wygraj "Nie zawiedź mnie, tato"! Konkurs ambasadorski
W poprzednim tygodniu, dokładnie w dniu premiery, dostarczyłam Wam recenzję nowej powieści kryminalnej Stefana Dardy pt. "Nie zawiedź mnie, tato. cz.I", która mimo że jest tomem drugim serii ze Zdzisławem Mokryną, była moją pierwszą stycznością z piórem tego autora. I była to styczność bardzo udana, odsłona autora, której po twórcy powieści grozy chyba bym się nie spodziewała. Sama powoli już szykuję się na przyszły wtorek, kiedy to będę miała przyjemność porozmawiać na żywo ze Stefanem Dardą (zapraszam na mój Facebook!), ale w międzyczasie mam dla Was niespodziankę - konkurs na 5 egzemplarzy tego tytułu! A przypadnie on do gustu tym, lubującym się w powieściach kryminalnych spokojnych, w których przeżycia wewnętrzne postaci są równie ważne, co sama zagadka zbrodni... 

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji o tym tytule więcej poczytać, to przez udziałem w konkursie zachęcam do zapoznania się z moją recenzją - klik!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Co cenisz sobie najmocniej w małomiasteczkowych, niespiesznych kryminałach?
Swój wybór krótko uzasadnij – zachęcam do skorzystania ze swojej kreatywności, forma odpowiedzi nie ma żadnych ograniczeń! 😊 


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 24 do 27 maja, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 30 maja.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autora (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 23, 2024

"444" Maciej Siembieda

"444" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: 444
Cykl: Jakub Kania, tom 1
Data premiery: 15.05.2024
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 496
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Twórczość Macieja Siembiedy towarzyszyła mi jeszcze zanim powstał ten blog, od roku 2018, momentu, w którym sięgnęłam po lekturę “444”, jego debiutu beletrystycznego, który wtedy na rynku dostępny był już od roku. Książka ta rozpoczyna cykl powieści sensacyjnych, w których główny bohater Jakub Kania, prokurator IPN-u, grzebie w przeszłości i w każdym tomie prowadzi inne pasjonujące śledztwo. Aktualnie tomów serii mamy już sześć, poza tym jest także seria polsko-grecka licząca dwa tomy oraz powieść osobna “Gambit”. I recenzje wszystkich książek, które ukazały się pod szyldem Wydawnictwa Agora (czyli bez dwóch pierwszych) możecie znaleźć na tym blogu (klik!). Dzisiaj jednak następuje zmiana, gdyż debiut autora, po siedmiu latach od pierwszego wydania, wydany został ponownie. W zmienionej, lekko odchudzonej wersji, oczywiście z nową oprawą graficzną i pod szyldem Wydawnictwa Agora. Sama zatem miałam okazję uzupełnić kolekcję w swojej biblioteczce, przypomnieć sobie tę lekturę oraz zamieścić tę recenzję na blogu. Teraz więc brakuje już tylko jednego tytułu, tomu drugiego serii “Miejsce i imię” - choć chyba możemy mieć nadzieję, że i ten tytuł wydany zostanie ponownie? Bardzo bym chciała!
Maciej Siembieda to aktualnie bardzo rozpoznawalny pisarz na polskim rynku powieści kryminalnej, który w mistrzowski sposób łączy prawdę historyczną z fikcją literacką.
 
Jakub Kania to czterdziestoletni prokurator IPN-u, mocno ceniony, który swego czasu został okrzyknięty polskim Sherlockiem Holmesem. Teraz znowu działa - na chwilę przed ekshumacją zwłok zdobywa informację, która stawia proceder pod znakiem zapytania. Jednak jego przełożony go nie słucha, przez co naraża cały IPN na pośmiewisko. By z tego wybrnąć pilnie szuka tematu, którym można by zająć media i polską społeczność, wciska więc Kubie pewnego dziennikarza, który od dawna zabiega u nich, by przyjrzeli się tajemnicy obrazu Jana Matejki pt. “Chrzest Warneńczyka”. Twierdzi, że z obrazem związana jest pewna przepowiednia, Arba, to znaczy cztery, która głosi, że ludzkość będzie miała cztery próby pogodzenia chrześcijan z islamem - co 444 lata na świecie pojawi się wybraniec, który miałby tego dokonać, a prób takich będzie cztery. Kuba raczej jest świadomy, że zajęcie się tą sprawą to będzie tylko wabik dla przychylności dziennikarza, ale może dzięki temu od czasów wojny zaginiony obraz się odnajdzie? Szybko jednak okazuje się, że sprawa może być poważniejsza niż się wydawała, gdyż na chwilę przed pierwszym spotkaniem z Kubą dziennikarz ginie w wypadku samochodowym… Czy to zbieg okoliczności czy jednak coś jest na rzeczy? Gdzie jest obraz i jeśli przepowiednia jest prawdziwa, to dlaczego trzy próby pojednania poniosły klęskę?
 
Książka rozpisana jest na 11 tytułowanych części i epilog. Części podzielone są na rozdziały, jest ich w sumie 74, a akcja powieści toczy się naprzemiennie - rozpoczynamy od czasów współczesnych, by w drugiej części przenieść się do roku 998, na dwa lata przed pierwszą próbą pojednania. I tak każde kolejne parzyste części to spojrzenie wstecz, historia kolejnych prób i samego obrazu. Książkę zamyka posłowie autora, w którym tłumaczy co jest prawdą, a co fikcją literacką i czym różni się nowe wydanie od tego pierwszego, debiutanckiego. Narracja książki prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, czasy współczesne to przede wszystkim podążanie śladami Kuby, czasy przeszłe to postacie bardzo różne z obydwu grup wyznaniowych. Styl powieści jest mocno charakterystyczny dla Macieja Siembiedy - czuć tutaj miłość do języka polskiego, czuć dbałość o to, by słowa układały się w spójne, płynne zdania, a te tworzyły jedność. Jest też trochę delikatnej zabawy - autor lubi nadawać rzeczom ludzkie cechy, nie szczędzi też humoru w dialogach, które są lekko zabawne, lekko uszczypliwe w odpowiednich momentach, co nadaje lekturze przyjemnie niezobowiązującego charakteru. Całość czyta się z prawdziwą przyjemnością, każde zdanie, każde słowo naprawdę dobrze tutaj pasuje.
“- Szukam pana Dzwonnika. Wiesz może, w którym pokoju pracuje?
Kobieta parsknęła śmiechem.
- Tutaj - ruchem głowy wskazała drzwi, przed którymi stali. - Tylko się tak do niego nie zwracaj, bo niczego nie załatwisz. Facet ma pseudonim “Dzwonnik”, bo potrafi wszystkiego się dowiedzieć, nie wychodząc z tego pokoju. - A widząc, że Kania nadal niczego nie rozumie, dodała: - On po prostu dzwoni. Rozumiesz? Bierze telefon i dzwoni.”
“444” to tom pierwszy serii z Jakubem Kanią, a więc jego początki, pierwszy główny zarys tej postaci, która będzie czytelnikom towarzyszyć przez kolejnych kilka lat. Sama z przyjemnością przypomniałam sobie te podstawy - w tym tomie poznajemy jego nadmorskie korzenie i historię ojca, jak i obserwujemy początek znajomości z Kasią, którą te śledztwo stawia na jego drodze. Kuba to bohater bardzo sympatyczny, uparty i dociekliwy, ale w zdrowych proporcjach - wie, że praca się kiedyś kończy, wie, że czasem zwyczajnie trzeba odpuścić, choć nie przychodzi mu to z łatwością. Jest inteligentny, bywa uszczypliwy, ale tylko w stosunku do ludzi, którzy nie budzą jego, a zarazem i naszego szacunku. Ceni sobie dobre jedzenie, dobre wino i możliwość poszerzenia swojej wiedzy. Nie sposób go nie lubić! Tym samym jest to idealnie skrojona postać, by czytelnik chciał poznawać jego dalsze losy.
“Przebłysk lata działał zbawiennie na zbiorową osobowość narodu, który - choć był przekonany, że Pan Bóg jest Polakiem - nie został nagrodzony przez Stwórcę zbyt przyjaznym klimatem.”
Akcja powieści, jak już wspomniałam, podzielona jest na dwa czasy - teraźniejszość i przeszłość. I tak, jak teraźniejszość jest sensacyjna, lekko spiskowa, dosyć dynamiczna, opiera się na jednym śledztwie, tak przeszłość wzbudza podziw - z tego względu, że obejmuje trzy milenia, a w każdym autor oddał wycinek rzeczywistości z dokładnością, stylizując lekko sposób mówienia postaci, okraszając historie przepowiedni i obrazu wydarzeniami i postaciami prawdziwymi. I tak poczynamy od walk z Maurami, poprzez czasy polskiego króla Warneńczyka aż po lata PRL-u, ba! nawet wychodzimy lekko w przyszłość, jednak tutaj to przewidywania, a nie prawda historyczna 😉 Jednak pozostałe czasy oddane są z dbałością o detale, budzą podziw wiedzą autora, jaką czuć, że posiada tak swobodnie opisując dane czasy.
“Jesteśmy ludźmi obdarzonymi rozumem, a mordujemy się bez opamiętania, zamiast handlować, podziwiać nasze kultury i wymieniać pożytki z wiedzy.”
Sama intryga, zagadka, która jest szkieletem tej historii musiała stanowić duże wyzwanie - bo nie tylko sięga dawnych czasów i łączy je ze współczesnymi, ale też opowiada o dwóch całkiem różnych religiach, o których pisząc autor musiał się naprawdę dużo dowiedzieć. I tak przyglądamy się wierzeniom islamu, różnych grupom, jakie się w nich tworzą, różnym podejściom do świata, do wyznających inne wartości i religie. To temat niestety współcześnie mocno aktualny, w końcu od kilkunastu lat słyszymy o dżihadystach, ISIS i innych tego typu terrorystach, którzy w imię religii odbierają życie nie tylko sobie, ale i innym. I przyznam, że jestem pełna podziwu, że taki temat autor wybrał sobie na debiut, gdyż zwyczajnie jest trudny, by przedstawić go tak, by czytelnika faktycznie wciągnął, ale nie oburzył. I Siembiedzie się to udało, zamienił go w rozrywkowo-sensacyjną historię, która jednak niesie sobą przesłanie, refleksję na temat walki o ideały, rozsądku w ich dobieraniu i zaślepieniu, jakie niektóre idee są w stanie spowodować… Mamy tu przecież nie tylko terrorystyczne islamskie ugrupowania, ale i czasy nazizmu, II wojnę światową, czasy komunizmu i wpływów rosyjskich. Wiem, że brzmi to groźnie i przytłaczająco, ale właśnie autor podaje to w takiej formie, że choć zmusza do refleksji, to nie przytłacza - a to naprawdę sztuka!
“Idea potrafi zawładnąć umysłami, a najbardziej niebezpiecznym miejscem na ziemi jest ludzki mózg.”
A jak już jesteśmy przy sztuce, to warto też zaznaczyć, że cała historia kręci się wokół jednego obrazu. Obrazu, który nawet w którymś momencie historii zostaje nazwany nudnym czy przeciętnym, ale na pewno nie najwybitniejszym dziełem Matejki. A jednak to on nas przyciąga, fascynuje. Poznajemy historię jego powstania, śledzimy jego dalsze losy. Jest to obraz, który z polskich dzieł malarskich był najczęściej kradziony… dlaczego? Co w nim takiego jest? To naprawdę fascynująca, zagadkowa, pasjonująca historia! Oczywiście oparta na hipotezach, ale i a prawdzie historycznej!
“Płótno Matejki w tamtych czasach było jak film dokumentalny nakręcony przez ekipę BBC. Było nośnikiem prawdy, w którą nikt nie ośmieliłby się wątpić.”
Z perspektywy lat, muszę przyznać, że “444” to był debiut naprawdę odważny. Historia osadzona na przestrzeni trzech tysiącleci, przenosząca czytelnika przez przeróżne kraje, choć oczywiście Polska jest tą bazą wypadową, tą, w której wszystko się łączy. Bogata w prawdę historyczną, w wiedzę o różnych epokach, w ciekawostki dotyczące malarstwa i jego funkcji w czasach, gdy aparatów fotograficznych nie było. Historia przemierzająca królewskie dwory, islamskie pałace i pola bitwy. Historia sensacyjna, mocno zajmująca, z przyjemnie sympatycznym głównym bohaterem i śledztwem, które z uwagą śledzimy. Sprawiająca tak dobre wrażenia, że nie sposób nie zostać fanem autora i Jakuba Kani, zmuszająca do tego, by sięgnąć zaraz po jego dalsze losy. Dla mnie taka trochę nostalgiczna historia, od której moja miłość do książek Macieja Siembiedy się zaczęła….
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 22, 2024

"Taniec piżmowych szczurów" Krzysztof A. Zajas

"Taniec piżmowych szczurów" Krzysztof A. Zajas

Autor: Krzysztof A. Zajas
Tytuł: Taniec piżmowych szczurów
Data premiery: 15.05.2024
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść grozy
 
W tym roku Krzysztof A. Zajas świętuje dekadę na polskim rynku książki! Kulturoznawca, literaturoznawca i profesor polonistyki, który wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, swoją przygodę pisarską z literaturą rozrywkową zaczął w 2014 roku pierwszym tomem trylogii grobiańskiej “Ludzie w nienawiści”, która gatunkowo zalicza się do kryminału. Aktualnie na swoim koncie ma dwa kryminalne trylogie i powieść grozy - “Oszpicyn”, która wydana została w 2017. Teraz do tej ostatniej dołącza “Taniec piżmowych szczurów”, który, jak autor wyznaje w posłowiu, jest domknięciem tematu, który męczył go od czasu wydania “Oszpicyna”. Do lektury tej książki jednak nie jest konieczna jego znajomość - sama nie miałam okazji jej czytać, choć podejrzewam, że gdyby było inaczej, to z “Tańca piżmowych szczurów” wyłapałabym jeszcze więcej smaczków! Których jednak i tak jest tu naprawdę dużo 😊
 
Historia “Tańca piżmowych szczurów” zaczyna się jesienią na targach książki w Krakowie. Pisarz Wiktor Szczęsny stoi na stoisku swojego wydawcy, by podpisywać dla czytelników swoją najnowszą książkę pt. “Gertruda”. Pod koniec ’warty’ podchodzi do niego pewien człowiek, dla którego uzyskanie autografu jest tylko pretekstem - tak naprawdę tej książki nawet nie przeczytał, zafascynowany jest jego wcześniejszą “Wróżdą”, którą uważa za własną historię. Próbuje się z nim umówić na kawę, chce o czymś porozmawiać, ale Wiktor go zbywa. Jakiś czas później sam kieruje się do kawiarni, a tam czeka na niego ten mężczyzna… Mówi coś o domu na wsi Podborze, który chciałby mu sprezentować… Wiktor trochę nie dowierza, trochę się z tego śmieje i w końcu wykorzystuje okazję i ucieka ze spotkania. Jednak wracając do domu dochodzi do pewnego szokującego zdarzenia, które sprawia, że w sumie nie ma dokąd wracać… Wtedy przypomina sobie o tej propozycji i impulsywnie decyduje się z niej skorzystać. Na miejscu szybko podpisuje akt notarialny i zostaje z poleceniem, że ma pisać - nieważne co, byle by pisać. I zostaje sam. W obcym domu, bez samochodu i telefonu, bez telewizji i internetu, całkowicie od świata odcięty… Nastaje noc i wtedy się zaczyna - impulsywna decyzja, by tu zamieszkać, chyba nie była trafiona… Co straszy Wiktora po nocach? Kogo szuka policja? I co do tego mają małe dzieci z okolicznej wioski? Kiedy realność zaczyna mieszać się z fikcją literacką robi się naprawdę niebezpiecznie…
“Nawiedzone domy czasem są trudne do wytrzymania, nawet dla autorów horrorów. Strach jest w nich zbyt prawdziwy.”
Książka podzielona jest na dziesięć tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział podzielony jest na osobne, kilkustronicowe numerowane podrozdziały. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Wiktora, który jest ciekawym narratorem, a jego spojrzenie na świat nadaje styl całej powieści. A ten jest bardzo dosadny i ironicznie-zabawny. Narrator, jak to pisarz, ma bujną wyobraźnię i dziwne skojarzenia, lubi bawić się słowem i temu wszystkiemu daje wyraz w swoim przedstawieniu świata tej historii. Nie stroni od mocniejszych słów, nawet od przekleństw, nie kryje swoich myśli przed nami nieraz dopowiadając (w nawiasie) co naprawdę myśli, czy co w międzyczasie przechodzi mu przez głowę. Nie ma przed nami tajemnic, czytelnik ma wrażenie jakby siedział w jego głowie, obserwował, co on sam widzi, w czym uczestniczy i jak to odczuwa. Stylistycznie książka jest naprawdę błyskotliwa, już same te zabawy słowem (nie są częste, ale są) wzbudzają respekt czytelnika - są pomysłowe, inteligentne i logiczne, a do tego zabawne, więc nie sposób się przy nich nie zaśmiać. Całość czyta się wyśmienicie, ma lekko gawędziarsko-uszczypliwy styl.
“Stąd groza. Rodzi się, gdy niemożliwe staje się możliwe.”
Gatunkowo historia zaliczana jest do literatury grozy i ta klasyfikacja wcale nie widzi - już z początku, chwilę po zawitaniu Wiktora do domu w Podborze orientujemy się, że to miejsce jest nawiedzone przez duchy. Poprzez lekki i uszczypliwy styl autora powieść jednak nie wydaje się specjalnie straszna do czasu… aż nie siądzie się do lektury w nocy. Wtedy fragmenty, w których fabuła toczy się nocą nabierają innego wymiaru, gdzieś tam na poziomie podświadomości wywołują ciarki na plecach. Autor sprawnie korzysta tu ze znanych motywów gatunku, ale dzięki stylowi narracji, jak i zawodowi narratora, cała historia nabiera ciekawego wydźwięku, staje się raczej grą z konwencją niż zwyczajnym powielaniem dobrze ogranych już motywów. Intryga, która spaja historię w jedno jest powiązana ze wspomnianym już “Oszpicynem”, ale jest tu odpowiednio wyjaśniona, więc czytelnik nie musi się obawiać, że czegoś nie zrozumie. Zagadka jest rozbudowana i dobrze przedstawiona, gdyż czytelnik raczej długo nie będzie w stanie poskładać wszystkiego w jedną całość, mimo tego, że tak naprawdę historia skomplikowana nie jest. Ale ten styl, te komentarze pełne różnych literackich czy ogólnie artystycznych nawiązań sprawiają, że podczas lektury tego nie zauważamy, bo raz po raz coś odciąga naszą uwagę. Bardzo sprytny zabieg.
“Sam znajdowałem się w środku, między tymi dwoma planami. Na granicy dwóch światów. Jak na pisarza, pozycja całkiem niezła, powiedziałbym nawet: inspirująca. Przeszkadzało mi, że nie była moim wyborem. Ktoś mnie na tej pozycji ustawił i prowadził rozgrywkę, w której odgrywałem rolę jednego z pionków. Wciąż nie wiedziałem, o co ta gra się toczy.”
Tym jednak, co mnie najmocniej w tej powieści zachwyciło, jest gra autora z czytelnikiem, mam wrażenie, że cała ta lektura to jedno wielkie puszczanie oka do czytelnika. Narrator jako pisarz, który znalazł się w nawiedzonym domu, cały czas balansuje na granicy fikcji literackiej a realności - oczywiście jego realności, która dla nas jest fikcją, zatem jego fikcja jest dla nas fikcją w fikcji. Tak, to malutki przedsmak jak gmatwają się w tej historii rozważania narratora, jak łatwo wyobraźnia miesza się z tym, co mogłoby się wydarzyć naprawdę. Przez to nic nie jest w tej powieści oczywiste, bo narrator na przykład zaczyna sobie rozmawiać obrazkiem albo wytwór wyobraźni podsuwa mu pomysł na wyjście z sytuacji. To jest zaskakujące i przyjemnie nieszablonowe. A jednak to nie wszystko. Autor jeszcze mocniej miesza w fabule, wplatając w nią jakby własne alter ego - nawet w pewnym momencie pojawia się Krzysztof Zajas, autor “Oszpicyna”, a sam Wiktor Szczęsny z kolei jest autorem “Gertrudy”, która w opisie jest łudząco podobna do “Gerdy” (recenzja - klik!). Zatem świat z “Tańca piżmowych szczurów” zdaje się przenikać trochę do tego naszego prawdziwego, a może raczej odwrotnie? To sprawia, że historia się gmatwa, kręci, daje poczucie mocnego poplątania, splątania znowu na kolejnym poziomie fikcji literackiej z życiem prawdziwym. Zresztą same doświadczenia narratora, który dzieli się swoimi przemyśleniami i bolączkami pisarskimi też pewnie mają jakieś osadzenie w doświadczeniach prawdziwego autora tej książki. I tak czytelnik próbuje rozwikłać co jest prawdą, a co fikcją, a co jeszcze fikcją w fikcji, co jest naprawdę dobrą zabawą.
“Pisarz siedzi okrakiem na dwóch rzeczywistościach i ciągnie wątki raz z jednej, raz z drugiej.”
A co z tym narratorem? Przede wszystkim to pisarz, z mocno uszczypliwym poczuciem humoru, który mimo wszystko chyba ma serce we właściwym miejscu. W tej historii zostaje trochę ofiarą, spada na niego kula śnieżna, która zaczyna się coraz szybciej toczyć, a on nie jest w stanie jej zatrzymać. Impulsywny, czasami podejmuje dziwne decyzje, ale to też nic nadzwyczajnego - co chwilę zostaje wystawiony na zaskakujący wydarzenia, a każdy z nas z pewnością ma na sumieniu jakąś głupią decyzję podjętą pod wpływem chwili. Mimo swojej wybujałej wyobraźni emocje odczuwa tak jak każdy inny, nic więc dziwnego, że są momenty kiedy się boi, mimo że powtarza sobie, że to przecież nie może dziać się naprawdę…
“Rozum tak długo działa w człowieku, jak długo nie włączą się emocje. Gdy to nastąpi, kamień puszczony ze szczytu nabiera rozpędu i nic go nie zatrzyma. W drugą stronę - do emocji do rozumu - ta zasada nie działa.”
A co z tymi tytułowymi szczurami? Są, w stawach za domem i też mają swoje miejsce w fabule, nie tylko funkcję dekoracyjną. Trochę nawiązują do starych legend i nie są w tym w tej fabule same.
“Historie, które nam się przydarzają mogą być bardzo różne, ale są podobne. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy stawiamy sobie pytania o sens życia i znaczenie zdarzeń, które nas dotykają. Nikt nie zna odpowiedzi, ale pisarz udaje, że ją zna. Im lepiej udaje, tym lepsza książka.”
“Taniec piżmowych szczurów” to historia wielowymiarowa. Na tym najprostszym poziomie jest to klasyczna powieść grozy - jest dobry nastrój, dom, w którym straszy, w którym zalega w kątach stara historia. Na wyższym poziomie jest to powieść o niedokończonych sprawach, o wyrzutach sumienia, które mogą męczyć całe społeczności. Historia o traumach, o chciwości, o układach i układzikach podejmowanych czasem nawet, gdy motyw nie do końca jest jasny. Jest to też po prostu zabawa formą, gra z czytelnikiem, testowanie plastyczności języka i świata fikcyjnego przedstawionego, który nawet w gatunkach fantastycznych jest przecież ciągle bardzo bliski naszego. Bardzo podobał mi się styl autora, sposób narracji i ta lekkość przekazu, lekkość wtrąceń, które zmuszają do chwili refleksji. Dla pióra tego autora sięgnęłam po gatunek, do którego ostatnio nie sięgam, i na pewno tego nie żałuję!
 
Moja ocena: 7,5/10


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Harde.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!