kwietnia 08, 2026

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - patronacka recenzja premierowa

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - patronacka recenzja premierowa

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Świadek numer 8
Cykl: Eddie Flynn, tom 8
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller prawniczy
 
Steve Cavanagh to nazwisko, które warto zapamiętać - jego książki polecają najgłośniejsi i najbardziej cenieni autorzy powieści kryminalnych i sensacyjnych, a o nim samym mówi się jako o następcy Johna Grishama. Z zawodu jest prawnikiem, który to jeszcze kilka lat temu praktykował, jednak rosnąca popularność jego książek pozwoliła mu poświęcić się już tylko pisaniu. Na swoim koncie ma jedenaście powieści, które ukazały się na przestrzeni jedenastu lat i sprzedały się w ponad milionowym nakładzie w samej Anglii. Tłumaczony jest na blisko dwadzieścia pięć języków, a każda z jego powieści zdobyła bądź była nominowana do ważnych nagród gatunkowych.
Seria z Eddiem Flynnem zapewniła mu światową rozpoznawalność, to od niej rozpoczynał swoją karierę literacką w 2015 roku. Na ten moment liczy dziewięć tomów, z czego osiem ukazało się już w Polsce. Na jego rynku rodzimym na ten rok zapowiedziany jest tom kolejny. Warto też zaznaczyć, że na polskim rynku dopiero od roku poprzedniego seria jest w komplecie - to wtedy Wydawnictwo Albatros uzupełniło ją o trzeci brakujący tom pt. “Kłamca”, a my z tej okazji czytaliśmy całość w ramach maratonu czytelniczego #eddieflynnmaraton (klik!).
 
Nowy Jork. W bogatej dzielnicy, na Upper West Side przy Zachodniej Siedemdziesiątej Czwartej doszło do morderstwa. Zginęła kobieta, która choć była zamężna, nie miała wśród mieszkańców tej społeczności dobrej opinii - po cichu szeptano o jej romansach i rozwiązłości. Tej nocy, gdy wszyscy sąsiedzi byli tuż obok na prywatce, ktoś przyszedł do niej i trzema strzałami pozbawił ją życia. Świadkiem tego była Ruby Johnson, młoda dziewczyna, która urodziła się jako dziecko bogaczy tę ulicę zamieszkujących, jednak w skutek błędów ojca, została tych przywilejów pozbawiona - teraz sprząta i pilnuje dzieci jej mieszkańców. Jako osoba, z którą od zawsze było coś nie tak, nie reaguje jak każdy inny - nie dzwoni na policję, a sytuację postanawia wykorzystać inaczej…
Jakiś czas później policja dostaje anonimowy cynk o broni schowanej u znanego neurochirurga dziecięcego mieszkającej na tej ulicy, u Johna Jacksona, dobrego męża i ojca rodziny, u której Ruby pracuje. Dlaczego to właśnie on został w tę zbrodnię zamieszany, skoro twierdzi, że jest niewinny? To zadanie dla Eddiego Flynna, który wraz ze swoim zespołem będzie bronił go w sądzie.
“Sale sądowe to miejsce, gdzie trauma, ból i śmierć zderzają się ze sobą w wojnie na słowa.”
Książka rozpisana jest na prolog, trzy części i epilog. Każda z części rozdzielona jest na króciutkie, najwyżej kilkustronicowe rozdziały, których w sumie jest siedemdziesiąt, a każdy podpisany jest imieniem postaci, z perspektywy której jest pisany - ich rozkład jest naprzemienny, jednak to Eddie bezsprzecznie wiedzie prym. To jedyny bohater, który swoją relację zdaje czytelnikowi w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, pozostałe postacie pisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego i zaliczają się nie tylko do grona współpracowników Eddiego, ale i osób w jakiś sposób w sprawę wplątanych jak np. Ruby i zabójcy na zlecenie pana Christmasa. Styl powieści jest dobrze wyważony, autor zachowuje odpowiednie proporcje pomiędzy dialogami, opisami przeżyć wewnętrznych postaci, a uniwersalnymi spostrzeżeniami. Dialogi, szczególnie te prowadzone na sali sądowej, są błyskotliwe, a język codzienny, ale użyty tak, że książkę czyta się płynnie i z prawdziwą przyjemnością.
“Tony był dobrym człowiekiem. Jasne, był też kierowcą specjalizującym się w ucieczkach i płatnym zabójcą mafii (...), ale każdy ma swoje słabostki i dziwactwa.”
Akcja powieści toczy się tempem umiarkowanie dynamicznym, jednak dzięki naprzemiennej narracji czytelnik czuje, że cały czas coś się dzieje, coś, nad czym niekoniecznie jest w stanie zapanować - pojawia się sporo postaci o niejasnych motywach i celach, każdy stanowi osobną zagadkę do odkrycia, choć szczególną ciekawość podsycają dwie: to właśnie Ruby, dziewczyna z planem, którą im mocniej poznajemy, tym bardziej nas niepokoi; oraz pan Christmas, zabójca, którego kreacja dopracowana jest równie solidnie jak w podobnych postaciach w poprzednich tomach cyklu - wygląda na to, że autor lubi tworzyć enigmatyczne, acz piekielnie absorbujące czarne charaktery. Jednak mimo tego, że te dwie postacie ciekawość pobudzają najmocniej, to nie są jedyne warte uwagi – ją przyciąga też oskarżony i jego rodzina, którzy im dalej w fabułę, tym gorzej znoszą wszystkie oszczerstwa, jakich doświadczają, jak i ich sąsiedzi, bogacze, którzy lubują się w wystawnych przyjęciach i plotkach…
“W czasach wielkich zmartwień ludzi bolą mało ważne drobiazgi. Zapachy, jedzenie, pamiątkowe magnesiki na drzwiach lodówki (...). Małe mini lądowe, których czepia się umysł i które nagle wybuchają, rozrzucając po realnym świecie od dawna tłumione egzystencjalne emocje.”
Bo choć bazą powieści jest dobra intryga kryminalna, która wciąga i zaskakuje, to jednak nie tylko ona jest w tej powieści ważna. Poprzez kreacje postaci, ich relacje z otoczeniem, autor zwraca uwagę na różne oblicza rodziny. Jest rodzina Jacksonów, jest też i Ruby, która opiekuje się swoją schorowaną matką, jest też i Eddie i jego przybrana rodzina w postaci współpracowników, za którymi jest w stanie wskoczyć w ogień. Jak każda z nich radzi sobie w obliczu kryzysu? Jak funkcjonować dalej, gdy nad jednym z jej członków wisi śmiertelne niebezpieczeństwo? I jak wiele jesteśmy w stanie zrobić, by je swoim bliskim zapewnić? Autor doskonale gra fabułą, manipuluje czytelnikiem i swoimi postaciami prowadzi z nami grę, w której zyskanie przewagi nad przeciwnikiem to prawdziwa sztuka.
“Wszystko sprowadza się do ludzi. A dużo łatwiej jest zmanipulować grupę niż jednego człowieka.”
Jednak w powieści nie brakuje też tematów mniej uniwersalnych, a bardziej osadzonych w lokalnym społeczeństwie. W tej powieści autor skupia się na nowojorskiej policji, której działania czasami mocno przypominają wątki mafijne... A od policji już bardzo blisko do pytań o wymiar sprawiedliwości, o to, czy faktycznie chodzi w nim o prawdę, a może jednak o coś innego?
“(...) ten trwały system potrafi być niesłychanie plastyczny. Napędza go bowiem nie nasz konstytucja i nie prawa obowiązujące w poszczególnych stanach, lecz ludzie w władzy.”
Steve Cavanagh znany jest z zagmatwanych, poplątanych fabuł, które raz po raz czytelnika zaskakują. W tym tomie wprowadza sporo wątków pozornie ze sobą niezwiązanych, które oddziałują na czytelnika nieco inaczej, poruszają inne emocjonalne struny niż w tomach poprzednich. Za ciekawość odpowiada wątek Ruby i rodziny Jacksonów, to na nich oparta jest typowo prawnicza intryga kryminalna, która finał ma na sali sądowej. Jednak nie brakuje też i wątków prywatnych - Steve Cavanagh nieraz udowadniał, że nie zamierza oszczędzać swoich bohaterów i tym razem również tego nie robi. Tu Eddiemu grozi śmiertelnie niebezpieczeństwo, które wplątuje w fabułę wątki zabójcy na zlecenie. W tym tomie mamy więc tak naprawdę dwie sprawy, które zachodzą na siebie, przez które główny bohater jest obciążony jeszcze bardziej niż zwykle. A czytelnik bywa przebiegiem historii poruszany - nie będę ukrywać, że to kolejny tom, nad którym z oczu leciały mi łzy.
“Był to lament pełen bólu, żalu i rozpaczy, zawodzenie człowieka kompletnie załamanego. Ból jest czasem jak młyn do mielenia kości.”
“Świadek numer 8” to powieść prowadzona nieco spokojniejszym tempem w porównaniu do poprzednich tomów serii z Eddiem Flynnem, jednak nie wpływa to nie nią niekorzystnie - po prostu autor stawia na inne punkty fabularne powieści, które tutaj są szczególnie ważne. Napięcie budowane jest od środka - czytelnik zakłada, ale pewny nie jest, że oskarżony jest niewinny, a Ruby w swoich subtelnych gierkach, wykorzystującej pozycję niewidzialną w domach bogatych, długo stanowi zagadkę. Nie bez znaczenia jest też stała ekipa serii - to, jaką więź zbudował Eddie ze swoimi współpracownikami, jest naprawdę wzruszające, a jego stosunek do bliskości, która naraża innych na niebezpieczeństwo, utwierdza w przekonaniu, że to postać o właściwym kompasie moralnym, ale mimo to bardzo racjonalnym, a zatem akceptującym fakt, że Nowy Jork nigdy nie będzie miastem bez podejrzanych machlojek osób u władzy. To powieść, którą czyta się jednym tchem, której intryga wciąga, a zagrywki słowne bawią i zaskakują. Dobra porcja Eddiego, ale jako fanka serii nieustannie chcę więcej!

Moja ocena: 8/10
 
PS. Każdy tom serii z Eddiem Flynnem można czytać od pozostałych niezależnie.
 

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 08, 2026

"Trucizna" Klaudia Muniak - zapowiedź patronacka

"Trucizna" Klaudia Muniak - zapowiedź patronacka
 Już za dwa tygodnie czołowa autorka thrillera medycznego w Polsce po raz pierwszy wyda swoją powieść w Wydawnictwie Dolnośląskim! "Trucizna" ukaże się na półkach księgarskich 22 kwietnia, a na jej okładce znajdziecie nie tylko logo Kryminału na talerzu, ale także kilka słów polecajki! 


W świecie wielkich pieniędzy i jeszcze większych ambicji każdy ma coś do ukrycia, a najbardziej niebezpieczne reakcje zachodzą nie w probówkach, lecz w ludzkich umysłach i sercach.
Na katowickim osiedlu znaleziono martwą młodą kobietę. Początkowo policja sądzi, że biotechnolożka Malwina Orłowska mogła paść ofiarą seryjnego mordercy. Jednak wyniki sekcji zwłok zdają się wykluczać tę teorię.
Śledztwo wiedzie do miejsca zatrudnienia Orłowskiej – nowoczesnej firmy biotechnologicznej, która prowadzi prace nad przełomowym produktem. Niestety, zebrane tam tropy okazują się niewystarczające, by wykryć sprawcę. Sprawa utyka w miejscu.
Dopiero gdy do akcji wkracza dociekliwa laborantka kryminalistyczna Julia Przybysz, pojawia się nadzieja na przełom. Kobieta łączy wątki i dostrzega szczegóły niewidoczne na pierwszy rzut oka. Mimo jej wysiłków wkrótce ginie kolejna osoba powiązana z projektem.
To pierwszy tom nowej serii z laborantką kryminalistyczną Julią Przybysz, kobiety ze skomplikowaną przeszłością, która odbija się mocnym echem na jej relacjach ze współpracownikami... Jednak to nie ona stoi w centrum, a intryga kryminalna, która zaprasza czytelnika w mroczne zakątki niewielkiego, ale tworzącego przełomowy produkt laboratorium. Już na start dostajemy mocny akcent - to od perspektywy mordercy zaczyna się cała opowieść... A choć z biegiem lektury jego relacja pojawia się zaledwie kilka razy, to jednak nadaje lekturze złowrogi wydźwięk! Zaintrygowani? Polecam wpisać "Truciznę" na listę książek, które muszą zagościć w Waszej biblioteczce! 


Autorka: Klaudia Muniak
Tytuł: Trucizna
Cykl: Julia Przybysz, tom 1
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść kryminalna / thriller medyczny

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 07, 2026

"Don Cavelli i sycylijska modlitwa" David Conti

"Don Cavelli i sycylijska modlitwa" David Conti

Autor: David Conti
Tytuł: Don Cavelli i sycylijska modlitwa
Cykl: Don Cavelli, tom 2
Tłumaczenie: Saga Egmont
Data premiery: 18.03.2026
Wydawnictwo: Saga Egmont
Liczba stron: ok. 180
Audiobook: ok. 7h audio, czyta Piotr Grabowski
Gatunek: thriller / powieść sensacyjna
 
David Conti to włoski autor serii z Donem Cavellim, profesorem historii mieszkającym w Watykanie. Aktualnie na rynku zagranicznym dostępne jest dziewięć tomów, na polskim ukazały się dwa - w 2025 roku “Don Cavelli i ostatni papież” i teraz “Don Cavelli i sycylijska modlitwa”. Obydwie książki można czytać od siebie niezależnie, obydwie dostępne są tylko w wersji cyfrowej.
Autor serii, który tworzy ją w języku niemieckim, spędził w Rzymie większość swojego życia. Przed rozpoczęciem kariery pisarskiej przez kilka dekad pracował w międzynarodowej instytucji z placówką właśnie w tym mieście.
 
Jeden z czterech bossów sycylijskiej mafii właśnie zmarł. Niedługo po jego pogrzebie do DIA (włoskiego antymafijnego wydziału śledczego) odezwała się jego żona oferując własne zeznania w zamian za zapewnienie jej bezpieczeństwa, a jej zdaniem jedynym miejscem, które na ten moment ten warunek spełnia, jest Ziemia Święta w Watykanie. Po konsultacji ze Stolicą Apostolską, Theresa Canova dostaje azyl w upragnionym Watykanie, ale choć początkowo wyglądało na to, że nikt jej przejazdu nie śledził, szybko okazuje się, że pozostałe trzy głowy mafijnej rodziny tak łatwo nie odpuszczą - już jej śladem wysłali zabójców na zlecenie. Jak jednak uda im się dostać do Watykanu? I w jaki sposób profesor historii Don Cavelli wplącze się w tę sprawę?
 
Książka rozpisana jest na prolog, trzy księgi i epilog, a na samym jej końcu autor dodatkowo zamieścił krótkie posłowie wyjaśniające co w jego powieści jest prawdą, a co fikcją. Księgi rozpisane są na krótkie rozdziały, w sumie jest ich 56. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku naprzemiennych perspektyw: Dona Cavelliego, funkcjonariusza DIA oraz zbirów wysłanych z ramienia mafii. Język, jakim autor się posługuje jest łatwo przyswajalny, dialogów jest sporo, a opisy często zawierają dużą dawkę ciekawostek i historii. Dla polskiego czytelnika wyzwaniem mogą okazać się włoskie nazwiska, które szczególnie w audiobooku mogą się mylić, wystarczy jednak odpowiednie skupienie, by tego uniknąć. Niestety uniknąć nie da się błędów, jakie zostały popełnione w polskim tłumaczeniu - nie tylko są momenty, w których tekst wypada koślawo, a wręcz czasami jest po prostu błędny (np. pojawia się odmiana przez przypadki, jakiej w języku polskim nie ma).
 
Intryga powieści ułożona została typowo sensacyjnie, a zatem jest ktoś, kto ucieka, jest ktoś, kto goni, jest trochę pościgów, chowania się i prób przechytrzenia jednych przez drugich. Akcja zawiązuje się na pierwszych stronach w tempie spokojnym, jednak, gdy do Watykanu przejeżdżają zabójcy na zlecenie, zaczyna gnać do przodu i stałe tempo utrzymuje do samego końca. Mimo tej typowości fabularnej, autor akcję prowadzi na tyle sprawnie, że subtelne napięcie jest momentami wyczuwalne, a twisty, szczególnie finalny, nieźle zaskakują.
“Większość ludzi nigdy w życiu nie zetknęła się z mafią i w zasadzie żyła tak, jakby jej nie było. A jednak istniał ten równoległy świat, w którym w każdej chwili działy się przerażające rzeczy. Ten świat nie był nawet szczególnie odległy, jak na przykład Korea Północna, był wszędzie, tuż za rogiem, gdzie jakiś biedny właściciel pubu musiał zapłacić za ochronę. A jednak przeciętny człowiek żył w kompletnej nieświadomości.”
Tym jednak, co najlepsze w całej powieści jest to, jak autor dobrze wplata fabułę w miejsce akcji. Watykańskie uliczki i zakamarki budynków, tajne przejścia dostępne tylko dla wtajemniczonych, a nawet rzymski park, który zaskakuje dziwnymi rzeźbami są wykorzystane w stu procentach, by skutecznie uatrakcyjnić fabułę. Widać, że Rzym i Watykan to miejsca, które autor zna, z którymi praktykami jest całkowicie obeznany, bo w powieści co krok natknąć można się na kolejne ciekawostki związane z dwoma przewodnimi tematami powieści: Watykanem i mafią.
“Trzeba zdać sobie sprawę, że Kościół katolicki jest jedyną instytucją, która istnieje od ponad dwóch tysięcy lat. Proszę wejść na stronę Watykanu. Czy znają państwo jakąkolwiek inną organizację, która ma funkcję wyszukiwania umożliwiającą sortowanie według wieków? Kościół nie tylko zachował wszystko, ale także zadbał o to, by nic nie zginęło w przyszłości.”
A choć te dwa tematy mogą wydawać się na pierwszy rzut oka całkowicie od siebie różne, to jednak autor znajduje w nich wspólny mianownik - jest nim religijność mafiosów. Całą swoją intrygę opiera na tym oksymoronie, wyjaśniając zasady jego wieloletniego funkcjonowania i zasad, według których udaje im się to wszystko pogodzić. A skoro można pogodzić mordowanie ludzi z głęboką katolicką wiarą, to czy nie można pogodzić tak naprawdę wszystkiego?
“(...) człowiek wślizguje się w to kawałek po kawałku, robi ustępstwo tutaj, jakoś usprawiedliwi coś tam lub zamyka oczy na coś innego. Tacy są ludzie. Wszyscy.”
W podobnie usiany ciekawostkami sposób zbudowana jest postać Dona Cavelliego, który ze względu na rodzinne korzenie jest jedną z niewielu osób na Ziemi, które mogą mieszkać w Watykanie. Podoba mi się to, że ten bohater nie jest opatrzony nie wiadomo jakimi zdolnościami, a jego udział w intrydze zdaje się mocno przypadkowy - ot, przez swoją rzetelność i spostrzegawczość wplątuje się w mafijną aferę. Same kreacje postaci, czy to Dona Cavelliego czy innych nie są specjalnie mocno dopracowane, ale ramy powieści sensacyjnej tego przecież nie wymagają - najważniejsze, by czytelnik wiedział kto jest dobry, a kto zły, a to jest dobrze zaznaczone.
“W takich chwilach zdawał sobie sprawę, jak bardzo był pod wpływem Watykanu. Tam również ludzie unikali radykalnych zmian i woleli wprowadzać małe modyfikacje - wystarczająco duże, by tymczasowo rozwiązać problem.”
Podsumowując, “Don Cavelli i sycylijska modlitwa” to z jednej strony typowo rozrywkowa pozycja sensacyjna, z drugiej jednak powieść, w której autor zgromadził sporą ilość ciekawostek na temat dwóch głównych organizacji łączących się w tej powieści w jedną intrygę: sposobu funkcjonowania mafii z tajemnicami i zasadami Watykanu. Co więcej te ciekawostki wymuszają kilka refleksji - na temat tego, jak łatwo dopasować religię do własnych celów, jak łatwo zasady interpretować tak, by sumienie było czyste, mimo przemocy, do jakiej dochodzi na co dzień. Choć intryga nie jest mocno zagmatwana (w końcu niewielkie rozmiary powieści na to nie pozwalają), to jednak autor tak dobrze uwzględnia miejsce akcji, że całość wypada przyjemnie i ciekawie. Szkoda tylko, że polskie wydanie nie zostało dopracowane pod kątem językowym, co niestety nieznacznie zakłóca odbiór całości.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawcą Saga Egmont.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 03, 2026

"Wilcza jagoda" Michael Connelly

"Wilcza jagoda" Michael Connelly

Autor: Michael Connelly
Tytuł: Wilcza jagoda
Cykl: Catalina, tom 1
Tłumaczenie: Przemysław Hejmej
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
Michael Connelly to jeden z najbardziej utytułowanych pisarzy tworzących współcześnie. Debiutował w latach 90. XX wieku pierwszym tomem cyklu, który kontynuuje do tej pory - było to “Czarne echo” z detektywem Harrym Boschem. Od tej pory jego książki stale goszczą na listach bestsellerów, a też szybko doczekały się ekranizacji w gwiazdorskich obsadach. Teraz autor na koncie ma ponad czterdzieści tytułów, z czego znacząca część wpisuje się w kilka serii kryminalnych - czołowe to ta z Harrym Boschem, z prawnikiem z Lincolna i detektywką Ballard. Teraz do ich grona dołącza seria Catalina z detektywem Stilwellem. Popularność jego powieści rozciąga się na cały świat, tłumaczone są na czterdzieści pięć języków, a nakład sprzedanych egzemplarzy przekroczył już 90 milionów. W ostatnich latach jego najpopularniejsze serie doczekały się własnych seriali, które Connelly współtworzy jako producent wykonawczy.
Do Polski jednak jego twórczość zawitała dość późno - w 2015-2016 Wydawnictwo Albatros wydało dwie powieści z Harrym Boschem, od 2017 roku zajmuje się nim Wydawnictwo Sonia Draga.
 
Maj, rok 2025, mała wyspa Catalina położona w hrabstwie Los Angeles. To tam trafiają funkcjonariusze, którzy muszą za coś odpokutować, to tam od roku żyje detektyw Stilwell, który przejął funkcję komendanta tamtejszego malutkiego posterunku. Jednak on i kilku funkcjonariuszy tak naprawdę nie mają za wiele do roboty, na Catalinie przecież nic się nie dzieje - ot czasami turyści przesadzą z alkoholem, ale to też nie duży problem, na wyspie nie ma przecież samochodów, porusza się po niej jak nie drogą morską, to wózkami golfowymi. Jednak teraz, przed oficjalnym otwarciem sezonu turystycznego, dochodzi do dwóch niepokojących zdarzeń - najpierw ktoś zarzyna bizona pod ochroną, a kiedy Stillwell już ma swojego podejrzanego, w marinie znalezione zostaje ciało. To młoda kobieta z fioletowym pasemkiem we włosach, które staje się jej znakiem rozpoznawczym - stopień rozkładu, a może po prostu napuchnięcia ciała jest tak duży, że niewiele poza nim da się dostrzec. Śledztwo szybko przejmuje biuro szeryfa z lądu, na Catalinie tak poważnych spraw się nie rozwiązuje, choć Stillwell ewidentnie nie zamierza odpuszczać - znajduje punkt zaczepienia, przez który ma pretekst, by w sprawie pogrzebać. To ważne, bo na lądzie zajmować się ma nią detektyw, który w oczach Stillwella nie cieszy się sympatią - to przez zatarg z nim wylądował na wyspie.
 
Książka rozpisana jest na 50 króciutkich, liczących od niecałej do kilku stron rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Stillwella, a narrator dba, by czytelnik pomiędzy kolejnymi wydarzeniami dobrze zrozumiał zasady na wyspie panujące, nie skupia się więc tylko na postaciach i akcji, ale również na miejscu. Język, jakim się posługuje, jest dobrze wyważony - w dialogach, najczęściej pomiędzy wrogimi sobie rozmówcami, nieraz padają dosadniejsze słowa, przekleństwa, jednak potrzebne są w takich sytuacjach, by nadać powieści ten szorstki realizm. Niemniej jednak cała powieść pisana jest językiem przyjemnie uniwersalnym, który doceni czytelnik w każdym wieku. Sam język jest nośnikiem historii, niczym więcej, a swoją rolę spełnia tak, że nie odciąga uwagi do samej fabuły. Książkę czyta się łatwo i płynnie.
“(...) policjanci delegowani na Catalinę przychodzili i odchodzili; znikali, gdy tylko udało im się zrehabilitować w oczach dowództwa na stałym lądzie. Wyspa słynęła jako miejsce kwarantanny policyjnych świrów oraz nieudaczników, dlatego jej mieszkańcy nie mieli ochoty inwestować cennego czasu w utrzymywanie bliższych kontaktów z personelem posterunku.”
Najważniejszym elementem świata przedstawionego jest tak naprawdę sama wyspa. Wraz z biegiem lektury dowiadujemy się o niej sporo ciekawostek związanych zarówno z samym jej położeniem i zaludnieniem, jak i z wyspiarzami, którzy ją zamieszkują. Mimo swoich niewielkich rozmiarów, to jednak ciągle miejsce, w którym ściera się wpływ lokalnych gangsterów z tymi dbającymi o interesy wyspy - burmistrzem czy bogatszemi mieszkańcami. A dzięki temu, że Stillwell stoi z boku, jest kimś przyjezdnym, dostrzega te relacje wyraźnie. Te wpływy są ważne, bo i pieniądze niezłe - wyspa, choć mała, jest celem podróży wielu bogatych osób, którzy mają tu prywatny klub, do którego przypływają wielkimi jachtami. W te rejony Stillwell też się zapuszcza, to tam prowadzi go te “przykrywkowe” śledztwo.
 
Dzięki skupieniu na miejscu i relacji mieszkańców z turystami, w powieści czuć bardzo wakacyjny, ale równocześnie bardzo małomiasteczkowy klimat. To przecież miejsce z zaledwie dwoma miasteczkami, tu wszyscy się znają, wszyscy wiedzą o sobie wiele, ale też umiejętnie skrywają sekrety - swoje i innych. A to w śledztwie nie pomaga…
 
Bo jak rozpocząć śledztwo, kiedy nikt nie wie, kim utopiona dziewczyna jest? Intryga powieści prowadzona jest w zgodzie z miejscem akcji - toczy się niespiesznie, a przynajmniej takie daje wrażenie, bo gdy skupić się na linii zdarzeń, to nie da się zaprzeczyć, że nie ma tu bezruchu, a detektyw systematycznie prze do przodu. Co ciekawe, autor nie skupia się tylko na jednym wątku - obok sprawy śmierci dziewczyny ukazuje też inne, pomniejsze zgłoszenia i sprawy, które wymagają interwencji wyspiarskiej policji. To kolejny element dodający powieści realności. A choć sama intryga w pewnych momentach zahacza o motyw władzy, to jednak nie skupia się na nim całkowicie, dzięki czemu nie daje wrażenia surowej, typowo amerykańsko-policyjnej, a raczej dobrze wpisuje się w małomiasteczkowy charakter miejsca, w jakim się rozgrywa.
 
W intrydze nie brakuje też prywatnych wątków Stillwella, jednak mimo pewnej banalności tego zagrania, jest na nie dobre fabularnie wytłumaczenie. Na pewno jeszcze mocniej podkreśla charakter głównego bohatera, samotnego wilka, który bez względu na wszystko dąży do odkrycia prawdy. Jego kodeks moralny jest solidny, a gdy widzi, że ktoś tuż obok idzie na skróty, wyraża głośny sprzeciw. To klasycznie zbudowana postać samotnego detektywa, ale też wzbogacona o detale nadające mu bardziej otwarty na ludzi charakter - już sam fakt, że stworzył na wyspie nowy związek, że aktywnie dba o dobro swojej partnerki sprawia, że staje się bardziej empatyczny, a zatem w oczach czytelnika sympatyczny.
“Bez względu na to, jaką była osobą, nie zasłużyła na swój los. Usiłuję znaleźć jej mordercę, a w tym celu potrzebna jest każda informacja. Nie zależy mi na śliczniutkim wizerunku ofiary, nie o to chodzi. Szukam prawdy (...).”
Michael Connelly w “Wilczej jagodzie” dba o każdy element świata przedstawionego, o ciągłość i skuteczność linii fabularnej, która zabiera czytelnika w nieoczekiwane rejony, która łączy klimat Los Angeles i malutkiej, ledwie co zamieszkałej wyspy. W tej powieści autor nie skupia się tylko na dobrych i złych gliniarzach, a choć i na ich potyczki miejsca nie brakuje, tu prym wiedzie społeczność Cataliny, która oddana jest znakomicie. Jeśli więc macie ochotę na solidnie zbudowany małomiasteczkowy kryminał, w którym zwyczajność mieszkańców ściera się z interesami szemranych typów i lokalnych polityków, to ten tytuł nada się idealnie! Zresztą nie obawiajcie się tych polityków i gangusów - oni choć są, nie wiodą prymu w powieści, bo przede wszystkim liczą się zwyczajniejsze relacje. Podoba mi się ta Catalina, czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 02, 2026

"Szukając Jane" Heather Marshall

"Szukając Jane" Heather Marshall
Autorka: Heather Marshall
Tytuł: Szukając Jane
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura piękna / powieść historyczna
 
Heather Marshall to autorka, która po raz pierwszy wstrząsnęła kanadyjskim rynkiem książki w roku 2022. To wtedy debiutowała powieścią “Szukając Jane”, która przez pół roku nie schodziła z list bestsellerów i zdobyła ogromną liczbę nominacji i wyróżnień literackich. Ta popularność sprawiła, że książka poniosła się dalej, na ten moment ukazała się w 21 krajach, przetłumaczona została na 17 języków - w tym cztery lata po swojej rodzimej premierze również w Polsce. W tym czasie autorka wydała kolejne dwie powieści, w których tak samo jak w pierwszej, zabiera głos w ważnych feministycznych kwestiach.
 
Toronto, zima 2017 rok. Angela Creighton, która od wielu lat wraz ze swoją żoną poddaje się do tej pory nieskutecznym zabiegom in vitro, podczas porządkowania wyposażenia sklepu Antykwariat i Antyki Thompsona, w szufladzie zabytkowej komody znajduje list. To list do Nancy od jej matki, która przyznaje, że nie jest jej biologiczną matką, jednak nigdy nie miała odwagi tego wyznać. Załącza też list od biologicznej matki, który był ukryty w żółtych bucikach w zawiniątku, w jakim Nancy do niej trafiła. A w tym liście jej biologiczna matka przyznaje, że nie oddała jej po dobroci, a została do tego zmuszona… Angela jest wstrząśnięta tym odkryciem, zabiera list do domu i dyskutuje ze swoją żoną, historyczką, co powinna z tym zrobić. Jak znaleźć Nancy? Jak dowiedzieć się dlaczego jej biologiczna matka musiała oddać własne dziecko, mimo że tego nie chciała? To wszystko prowadzi do tajnej organizacji, jaka działała w latach 70. i 80. w Kanadzie, w czasie, gdy aborcja była nielegalna… Ta organizacja nosiła nazwę Siatka Jane.
"Wszystko sprowadza się do posiadania prawa wyboru."
Książka rozpisana jest na prolog i cztery części oraz posłowie autorki, w którym pisze o tym, co w jej książce pochodzi z prawdziwej historii Kanady. Każda z części dzielona jest na rozdziały, w sumie jest ich trzydzieści jeden i pisane są naprzemiennie przez trzy kobiety: Angelę, Nancy i Evelyn. Każdy rozdział jest opatrzony nie tylko imieniem bohaterki, z perspektywy której jest pisany, ale także datą zdarzeń, bo jest to historia rozpisana na lata, poczynając od roku 1960 na 2017 kończąc. Narracja powieści prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, a styl, w jakim jest pisana, jest subtelnie literacki - od czasu do czasu pojawiają się ciekawe określenia, porównania, które bez brutalnej dosadności oddają te rozdzierające emocje, jakie czują bohaterki. Dialogi w powieści wypadają bardzo naturalnie, a autorka zachowuje doskonałe proporcje ilości pomiędzy nimi a opisami wewnętrznych przeżyć, przemyśleń i historii postaci.
"Perspektywa śmierci sprawia, że ludzie zapalają światła w najciemniejszych zakamarkach swoich historii i zaglądają pod omszałe kamienie wspomnień, które leżały tam od lat. Może nietknięte, ale z pewnością nie zapomniane."
Trzy czasy, trzy bohaterki, trzy spojrzenia na pojęcie macierzyństwa. Angela jest zapalnikiem tej historii, dzięki jej odkryciu możemy sięgnąć wstecz, poznać losy dwóch minionych pokoleń, które w walkę o prawa kobiet, prawa do wyboru, w pewien sposób się zaangażowały. Jednak i Angela nie jest tu tylko pretekstem, łącznikiem - ona też boryka się z tematem macierzyństwa. Sama wychowana w rodzinie, która ją adoptowała, teraz pragnie mieć swoje, pochodzące z jej własnych komórek dziecko. Ale nie może. Kolejne próby in vitro kończą się niepowodzeniem, a jak już się uda, to i tak kończy się poronieniem. Jej walka o zostanie matką jest jednym z praw wyboru, jakie mają wszystkie kobiety na świecie.
Drugie prawo do wyboru ma Nancy, którą poznajemy w 1979 roku, w chwili, gdy w wieku 18 lat odkrywa, że jest w ciąży. W tym czasie w Kanadzie aborcja była nielegalna, ale nie niemożliwa. I tak za pomocą tej bohaterki poznajemy losy kobiet, które postawione w sytuacjach kryzysowych decydowały się na nielegalną aborcję… Jednak nie tylko do tej jednej decyzji jej opowieść się sprowadza.
Prawa do wyboru nie ma trzecia z bohaterek, Evelyn, której historia rozpoczyna się w 1960 roku. Evelyn zaszła w ciążę, a jej rodzice wysłali ją do Domu Świętej Agnieszki, domu dla samotnych latek prowadzonych przez zakonnice. Domu, w którym ma pozostać do końca ciąży, a po rozwiązaniu jej dziecko ma zostać oddane do adopcji. Evelyn, młodziutka dziewczyna, nie wie nic o przebiegu ciąży, o tym, jak to wszystko wygląda, jakie ma prawa. Zostaje rzucona w wir machiny, w której na jej własne pragnienia nie ma miejsca.
"(…) ten dom i ten system to dobrze naoliwiona wielka maszyna. Każdy element, każde kółko zębate ma tylko jedno zadanie: sprzedawać dzieci parom, które rozpaczliwie ich pragną. Dziewczyny się nie liczą. To nic innego jak fabryka dzieci, która udaje dom misyjny (…)."
Każda z tych bohaterek przedstawiona jest z dużym wyczuciem, ze zrozumieniem, z jakich autorka podchodzi do ich dylematów, problemów. Ich emocje są żywe i oddane tak, że czuje się je całym sobą. Ale to nie tylko zwyczajne kreacje literackie, to też feministyczna lekcja historii Kanady. Autorka przeprowadza nas przez lata, w których kobiety nie miały nic do powiedzenia o swoich ciałach, przez lata, w których o możliwość posiadania wyboru walczyły, aż do momentu, w którym w końcu udało im się osiągnąć cel. Dokładnie opisuje to, jak droga do niego wyglądała, w jaki sposób bohaterki wpływały na prawo, jak z prawem walczyły. Ważne było w tym wsparcie, jeden front, któremu trudno się przeciwstawić. I wytrwałość, bo przecież zmiany nie następują od razu...
"– Hm. Myślałam… sama nie wiem. Chyba myślałam, że wszystkie jesteście zwolenniczkami aborcji. (…)
– Jesteśmy zwolenniczkami wyboru."
Jednak to nie tylko lekcja historii, a może nawet jest to mniej ważne niż refleksje, niż emocje, jakie cała opowieść budzi. Bo jest to historia o marzeniach, o pragnieniach, a możliwości układania życia tak, jak się chce, tak, by czuć się człowiekiem spełnionym. Autorka mówi o tym, że każda z kobiet ma prawo do planowania swojej rodziny, do starania się o potomstwo wtedy, kiedy jest na to gotowa i z kim jest na to gotowa. Że zmuszanie kobiet do rodzenia dzieci, które nie pochodzą z szczęśliwych związków, z racjonalnie podjętych decyzji, jest czymś niesamowicie okrutnym, czymś, co może zrujnować życie, a nawet życia. Porusza temat adopcji, tym przedstawionych w wątku historycznym, ale też i współczesnym, przede wszystkim z perspektywy córek, tego, jak świadomość posiadania dwóch matek - biologicznej i adopcyjnej - na nie wpływa. Wszystko to opisane jest szeroko, z kilku punktów widzenia, ale jednoznacznie wiąże się z prawem wyboru, którego brak może prowadzić do tragedii.
"Jeśli ta historia czegoś mnie nauczyła, to tego, że nie można mieć sekretów. Są jak jątrzące się rany, które nie chcą się zagoić. Zostawiają blizny i wyniszczają człowieka (…)."
Poprzez naprzemienną narrację historia od samego początku wzbudza w czytelniku ciekawość. Połączeniem pomiędzy Angelą i Nancy szybko staje się oczywiste, ale Evelyn? To ona jest bazą, to ona obrazuje to, jak ruch aborcyjny, walka o prawa kobiet na przestrzeni lat wyglądała. Początkowo jej opowieść nasuwała mi na myśl „Opowieść podręcznej”, gdzie przecież też odbiera się kobietom prawo do własnych ciał, gdzie wątek macierzyństwa jest motywem przewodnim. Później przyszły skojarzenia z literaturą szpiegowską - tajne operacje, konspiracyjne spotkania wzbudzają w czytelniku dreszczyk emocji, ale po chwili przecież uświadamiamy sobie, że to opowieść oparta o historię prawdziwą - właśnie tak w Kanadzie kobiety walczyły o prawa, o prawa, których do tej pory polskie kobiety nie mają. A to sprawia, że lektura jest bardzo emocjonalna, bardzo mocno oddziałuje na psychikę, a może nawet pobudza siłę do walki?
"Czas, żeby głosy kobiet zostały usłyszane. Czas uświadomić tym zadowolonym z siebie mężczyznom, jak to jest, kiedy czyny innych burzą twoje życie. Jak to jest, kiedy człowiek czuje się bezradny, wystraszony i zły i nie może powstrzymać tego, co się z nim dzieje."
“Szukając Jane” to opowieść, która niesie ogromny bagaż emocjonalny, a przez to tak trudno o niej pisać, wyrazić dokładnie to, co sobie niesie, bo są to emocje bardzo złożone, skomplikowane. To spora dawka haniebnej historii Kanady (ale i też całego świata), historii dodającej siły, zagrzewającej do walki o podstawowe prawa, jakie kobietom są odbierane. Prawa, które wcale nie znaczą, że nagle kobiety będą grupowo poddawać się aborcjom, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o racjonalny wybór, wybór, jaki w Kanadzie był kobietom odbierany, w Polsce odbierany jest nadal. Autorka na podstawie historii trzech kobiet pokazuje trzy oblicze macierzyństwa, tej potrzeby, którą rozumieją tylko kobiety. Tragizm sytuacji każdej z nich chwyta za serce i daje do myślenia, pokazuje sytuacje dramatyczne, do których nie doszłoby, gdyby świadomość ciała i swoich praw była im znana od początku. Nie potrafię przenieść emocji, jakie przyniosła mi ta lektura, mogę tylko powiedzieć, że dawno nie czułam się tak poruszona. “Szukając Jane” to książka, która może otworzyć oczy, pozwolić spojrzeć na prawo aborcyjne od strony, o której może zagorzali przeciwnicy nie pomyśleli. To mocna pozycja literacka, która nie powinna przejść na polskim rynku bez dźwięcznego echa, bo mówi o walce o to, o co w Polsce cały czas musimy walczyć.
"Każde dziecko chcianym dzieckiem! Każda matka chętną matką. Oto co dziś osiągnęły. Oto co mogą pozostawić swoim córkom."
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 01, 2026

"Dobre kłamstwo" A.R. Torre

"Dobre kłamstwo" A.R. Torre
Autorka: A.R. Torre
Tytuł: Dobre kłamstwo
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller kryminalny / psychologiczny
 
A.R. Torre i Alessandra Torre to tak sama osoba, która w ten sposób rozdziela dwa gatunki literackie, w jakich tworzy. A.R. Torre pisze thrillery, Alessandra romanse i właśnie od tych drugich swoją pisarską karierę w 2012 roku rozpoczynała. Teraz na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, które gatunkowo dzielą się mniej więcej po równo - w początkowych latach swojej działalności wydawała przede wszystkim romanse, teraz skupia się głównie na thrillerach, w których jednak też można się natknąć na wątki romansowe. Jej książki cieszą się popularnością w kraju i za granicą, dostępne są w 30 krajach, tłumaczone na 18 języków, a jeden z romansów doczekał się prawie dekadę temu ekranizacji („Hollywood dirt”). Jednak jej wkład w branżę literacką na tym się nie kończy - kilka lat temu założyła społeczność i szkołę online wspierającą początkujących, jak i tworzących już autorów, w ostatnich latach również zaangażowała się w temat AI, którą autorzy mogą wykorzystywać jako wsparcie w procesie tworzenia i edycji swoich książek.
W Polsce do tej pory autorka obecna była jako Alessandra Torre, w 2019-2021 ukazały się jej trzy książki przetłumaczone na polski: dwa romanse i jeden thriller. Teraz, po pięciu latach przerwy autorka wraca do polskiego czytelnika z jednym z nowszych thrillerów - z “Dobrym kłamstwem” w oryginale wydanym w 2021, który ukazał się u nas podpisany tak, jak na jej własnym rynku książki: A.R. Torre, co jasno umiejscawia tę powieść w gatunku thrillera.
 
Los Angeles od pewnego czasu żyje w strachu - na ulicach miasta grasuje seryjny morderca zwany Krwawym Rzeźnikiem, który porywa nastoletnich, bliskich dorosłości chłopców, przez kilka tygodni ich przetrzymuje, torturuje, wykorzystuje, a potem zabija. Właśnie mija siódmy tydzień od porwania szóstej ofiary Scotta Hardena, kiedy chłopak zjawia się w swoim domu. Twierdzi, że udało mi się uwolnić i uciec, a jako swojego oprawcę wskazuje nauczyciela z ekskluzywnego liceum Beverly Hills, do którego sam chodzi. Kiedy jednak emocje opadają, matka Scotta przygląda mi się uważniej - czy jego relacja na pewno się zgadza? W tym czasie oskarżony Randall Thompson siedzi w areszcie, a jego obrony podejmuje się renomowany prawnik Robert Kavin. To kolejny temat, który burzy media - Robert jest przecież ojcem szóstej ofiary Krwawego Rzeźnika, twierdzi jednak, że Randall jest niewinny, a on broni go po to, by niewinny człowiek nie poszedł siedzieć. Zanim jednak cała wrzawa z obroną Randalla wybuchnie, Robert wpada w podrzędnym pubie na Gwen Moore, psychoterapeutkę specjalizującą się w leczeniu osób przejawiających mordercze zapędy. Właśnie umarł jeden z jej pacjentów, którego podejrzewa o to, że przed samobójstwem zamordował swoją żonę, choć policja jej śmierć uznała za naturalną. Ale może się myli? Gwen nikomu nie powiedziała, że jej klient miał natrętne myśli na temat zabójstwa żony… I to te poczucie winy zalewa w podrzędnym barze, gdy poznaje się z Robertem, który od razu wpada jej w oko. Po zacieśnieniu znajomości Robert prosi ją o pomoc w sprawie Randalla - chce, by stworzyła profil sprawcy. Gdzie ich ta sprawa zaprowadzi? Czy faktycznie uda im się postawić przed sądem tego, kto stoi za tymi bestialskimi zbrodniami?
"Zginęło sześciu młodych, dobrze się zapowiadających chłopców. Sześć rodzin doświadczyło niewyobrażalnej tragedii, która przez resztę życia nie przestanie wpływać na ich członków – rodziców, dziadków, rodzeństwo. I wszystko to po to? Dla spaczonej przyjemności jakiegoś chorego osobnika?"
Książka rozpisana jest na 44 rozdziały, z których część dzielona jest na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Roberta i Nity (matki Scotta) oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Gwen. Ich relacje ułożone są naprzemiennie, jednak bez wątpliwości to Gwen jest tą, której perspektywa pojawia się najczęściej. Narrator prócz zdarzeń bierze również pod uwagę emocje postaci, co widać przede wszystkim w postaciach kobiecych, Robert jest w porównaniu do nich dużo bardziej enigmatyczny. Język, jaki powieść jest pisana, jest codzienny, momentami potoczny, czasami pojawiają się bardziej dosadne, czasami wręcz brutalne opisy czy wyrażenia. Mimo tego, cała książka pod kątem stylu wypada nieźle - czyta się sprawnie i płynnie, bez wysiłku.
 
Akcja powieści rozpisana jest na trzy wątki kryminalne: jeden z nich skupia się na kliencie Gwen, wokół którego, mimo odprawionego pogrzebu, nadal węszy policja. To przez tę śmierć i dociekania, Gwen zaczyna wątpić w swoje umiejętności, waha się, czy jako psycholożka nie przeoczyła czegoś, co podczas sesji zdradził jej John Abbott. Bo może mogła tej śmierci zapobiec? W takim momencie słabości poznaje ją Robert, jednak mimo iż obydwoje zaczynają się zajmować sprawą Krwawego Rzeźnika, wątek Abbotta nie znika.
"Prawda bowiem jest taka, że życzenie bliźnim śmierci albo fantazjowanie o skrzywdzeniu ich należy do standardowego repertuaru mentalnego człowieka. Może żyją na ziemi święci, co to nigdy nikomu źle nie życzyli, ale dwadzieścia procent ludzi na jakimś etapie swojego życia roztrząsało kwestię morderstwa."
Drugim wątkiem kryminalnym jest ich współpraca - Roberta z Gwen, każdy w swoim gabinecie pochyla się nad aktami sprawy tego brutalnego, bezwzględnego mordercy. Dzięki Gwen czytelnik ma wgląd w psychologiczne informacje o seryjnych mordercach, a choć nie są one szczególnie mocno rozwinięte, to jednak trochę ciekawostek fani kryminałów i true crime z tego wyciągną. W tym wątku podejścia ciekawe są dwa: Gwen podchodzi do sprawy czysto zawodowo, jak psycholożka, która ma możliwość zbadania seryjnego mordercy, jednego z najgroźniejszych, który grasował po ulicach Los Angeles, Robert z kolei ujęty jest jako ojciec ofiary uparcie wierzący w niewinność oskarżonego. Poprzez niego na zbrodnię spoglądamy okiem ofiary, jej bliskich, którzy po dokonanej zbrodni nie pragną niczego innego, jak tylko sprawiedliwości. Tylko jaka sprawiedliwość może być dla wielokrotnego gwałciciela i mordercy młodych chłopców?
"Prowadziłam terapię kilkorga rodziców po stracie dziecka. Wiedziałam, że żałoba Roberta nie minie. Że tylko rozcieńczy się w jego spojrzeniu. On sam nabierze wprawy w jej ukrywaniu, maskowaniu, lecz ona nigdy nie zniknie. Stratę dziecka można porównać do utraty kończyny. Pamięta się o niej przy każdym ruchu, dopóki przyzwyczajenie nie stanie się częścią człowieka."
Trzeci wątek jest równie ciekawy, może nawet pod kątem psychologicznym najciekawszy. To wątek Scotta, który uciekł sprawcy. Spoglądamy na niego oczami jego matki, która przejawia ambiwalentne uczucia - ulga po odzyskaniu syna jest oszałamiająca, a jej obsesja zapewnienia mu bezpieczeństwa wypiera z jej życia wszystkie inne potrzeby. A jednak jako matka jak nikt inny zna swojego syna, wie kiedy kłamie i widzi to, gdy chłopak opowiada o swojej ucieczce. Trzeba przyjrzeć się jeszcze baczniej, może wtedy wpadnie na to, co tak mocno jej się nie zgadza?
"Tak naprawdę najgroźniejsi są ci najmilsi. (…) W przypadku wielu morderców część zabawy stanowi udawanie niewiniątka, ukrywanie swojej potwornej natury, wodzenie za nos reszty, co ich zdaniem tylko dowodzi, że są mądrzejsi od współobywateli."
Te trzy nakładające się i przenikające się ze sobą wątki sprawiają, że ciekawość czytelnika nieustannie jest podsycana, a czujność wzmożona, co zapewnia mocne zaangażowanie w akcję, która od początku nie stoi w miejscu, a gdzieś za połową wyraźnie przyspiesza raz po raz zarzucając czytelnika twistami. Jednak mam też wrażenie, że przez rozdzielenie uwagi na trzy wątki, każdy z nich potraktowany jest dość powierzchownie - jasne, każdy jest ciekawy, ale brakuje miejsca, by w każdy z nich faktycznie solidnie psychologicznie się zagłębić. Szczególnie mocno odczuwalne jest to w drugiej połowie powieści, gdzie autorka bardziej stawia na zaskakiwania czytelnika niż na solidne uzasadnienie i motywowanie zdarzeń. Choć nie znaczy to, że finał wyssany jest z palca - wręcz przeciwnie, intryga zaskakująco dobrze spina się w całość.
"Drudzy zaliczają się do socjopatów, w których oczach inni ludzie się nie liczą. Morderstwo nie przynosi im radości, lecz stanowi rozwiązanie. Kiedy ktoś staje im na drodze albo ich denerwuje, rozprawiają się z nim w ten sam sposób, w jaki większość z nas traktuje komary – celny strzał, strzepnięcie trupka i jedziemy dalej. Tacy mordercy nie mają wyrzutów sumienia, nie czują żalu – ani satysfakcji – nie wracają do swego czynu w myślach, chyba że przyniósł konsekwencje lub wymaga uprzątnięcia śladów."
Poza wątkami kryminalnymi, nie brakuje też wstawek z życia Gwen, które nie do końca mają z nimi związek. Czytelnik obserwuje jej relacje z przyjaciółmi, z pacjentami, które momentami mogą wydać się podkoloryzowane na potrzeby zwiększenia poczucia podskórnego lęku czytelnika. Nie do końca jest to zabieg trafiony, mam wrażenie, że chwilami autorka przesadziła, przez co niektóre sceny wypadły dość karykaturalnie. Poza tym przez powieść przewija się też wątek romansowy, w historii przez sporą część czasu czuć napięcie seksualne - odbiór tych fragmentów będzie zależeć od preferencji czytelnika, sama takich wstawek nie lubię, a te prowadzone są dość standardowo, więc nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Zastanawiam się też, czy na pewno były potrzebne, czy nie podziałały na historię odwrotnie niż powinny - zamiast podsycać napięcie, przytępiały odbiór wątków kryminalnych.
 
“Dobre kłamstwo” to historia złożona, w której przewija się sporo ciekawych psychologicznie tematów. Przyglądamy się rodzicom, którzy stracili swoje dziecko na zawsze i rodzicom, którzy je odzyskali, a sprawę brutalnego mordercy traktujemy dwojako - przede wszystkim jako opowieść o wstrząsającej zbrodni, ale też i od strony technicznej - co powoduje sprawcą, że dopuszcza się takich czynów? Czy da się jego ciemną stronę dostrzec, jeśli wie się, gdzie patrzeć? A może wszystko to, to tak naprawdę jedno wielkie kłamstwo? Niemniej jednak mam wrażenie, że to nie aspekt psychologiczny jest w tej powieści najważniejszy, a prym wiedzie fabuła, która ma na celu zaskakiwać. Dlatego myślę, że książkę najlepiej potraktować jako rozrywkowy thriller kryminalny - nie nastawiać się na głębokie psychologicznie analizy, a po prostu na dobrą rozrywkę, która gdzieś tam pod spodem sygnalizuje kilka ciekawych refleksji.
 
Moja ocena: 7/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza. 

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 31, 2026

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch

Autorka: Anna Kańtoch
Tytuł: Zima pożegnanych
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść kryminalna
 
Anna Kańtoch to autorka, która na polskim rynku książki działa już od ponad dwudziestu lat. Początkowo przez pierwszą dekadę tworzyła w jednym gatunku literackim, pisała powieści i opowiadania fantastyczne. Po kryminał sięgnęła później - dokładnie dekadę temu, w 2016 roku ukazał się jej debiut w tym gatunku pt. “Łaska”. Od tego czasu w jej twórczości fantastyka przeplata się z kryminałem, a obydwie odsłony autorki cieszą się dużą popularnością, co widać nie tylko w ilości czytelników, chętnych, by czytać jej prozę, ale również w nagrodach literackich, jakie na przestrzeni lat zdobyła. Jedną z powieści, jakie zostały w ten sposób wyróżnione, jest “Wiosna zaginionych”, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru, pierwszy tom serii z Krystyną Lesińską, która na przestrzeni 2020-2022 roku przybrała formę trylogii. I istniała duża możliwość, że na trzech tomach przygody Krystyny się zakończą, czego autorka przed czytelnikami nie kryła, choć pozostawiała ich z iskierką nadziei twierdząc, że nie planuje więcej tomów, ale też nie wyklucza… Dopiero po czterech latach od premiery tomu trzeciego pt. “Jesień zapomnianych” seria z Krystyną Lesińską, której tytuły noszą nazwy kolejnych pór roku, w końcu doczekała się zakończenia, na które tak czekaliśmy. “Zima pożegnanych” jednak odbiega formą budowy powieści od wcześniejszych trzech, co jasno wskazuje, że jest dopowiedzeniem, ale też można ją traktować jak historię oddzielną.
 
Połowa grudnia, czasy współczesne, Katowice. Dni zbliżającej się do 80-tki Krystyny Lesińskiej, emerytowanej policjantki, płyną spokojnym rytmem, który zakłóca jej młody sąsiad, Miłosz Najder. To dziwny człowiek, bardzo nachalny, pozornie niesympatyczny, jednak, gdy przyjrzeć mi się bliżej, widać, że to po prostu społeczna nieporadność. Miłosz ma dla niej zagwozdkę - kilka dni temu dostał mail bez tekstu, tylko z nagraniem, na którym ktoś filmuje kobietę idąc za nią przez las, a ona raczej nie jest tego świadoma. Choć wygląda to niepokojąco, to Krystyna nie jest w stanie nic z tym zrobić - nie wiedzą przecież gdzie ten film został nagrany, ani nawet jak nagrana kobieta wygląda, bo w żadnym kadrze nie widać jej twarzy. Jednak gdy kolejnego dnia przychodzi drugie nagranie, na którym w tle widać coś więcej, Krystyna zaczyna działać - z pomocą wnuczka zawęża miejsce nagrania, a Miłoszowi każe na mail odpisać. Zanim jednak sprawa posunie się do przodu, nadchodzą święta, a z nimi choroba Krystyny, która zlekceważyła swoje przeziębienie, przez co trafiła do szpitala…
Dwa miesiące później odzywa się do niej siostra Miłosza. Informuje, że chłopak nie żyje, w Wigilię zjawił się u jakiejś obcej dziewczyny i pozabijali się nawzajem. Krystyna łączy to z nagraniami i SMSem, jaki Miłosz wysłał jej w Wigilię, w którym pisał, że chyba wie, jak może tę kobietę uratować. Decyduje się więc przyjrzeć się tej sprawie, bo i ona nie jest przekonana o winie Miłosza.
“Jest coś podniecającego w takim czajeniu się w mroku, kiedy ludzie nie mają pojęcie, że ich obserwujesz. To poczucie władzy może uzależniać (...).”
Książka rozpisana jest na prolog, osiem tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział bardziej przybiera formę części, każdy dzielony jest na krótsze, kilkustronicowe, a czasami nawet kilkuzdaniowe scenki. Akcja powieści w całości toczy się współcześnie i linearnie (prócz prologu, który opisuje zdarzenie z Wigilii, by w rozdziale pierwszym ruszyć od połowy grudnia), co wyróżnia ten tom z pozostałych trzech tej serii. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z dwóch perspektyw (trzech, jeśli liczyć prolog), a sam narrator jest wszechwiedzący - wie, jak opowieść się potoczy i jak się zakończy, choć swoją wiedzą się nie popisuje. Styl powieści można potraktować jako cechę charakterystyczną dla Anny Kańtoch - w bardzo spokojny, wyważony sposób autorka buduje klimat niepewności, subtelnego niepokoju, w którym granica między fikcją literacką a naszą realnością zdaje się zacierać. Język powieści jest przyjemny, uniwersalny, bez przekleństw, a choć słowa nie są wydumane, to autorka składa je z literackim zacięciem - trafne porównania, zaskakujące skojarzenie, nieoczywiste metafory sprawiają, że już sama warstwa językowa daje czytelnikowi dużo przyjemności. W dialogach i spostrzeżeniach można też dopatrzeć się subtelnego humoru, lekko ironicznych spostrzeżeń, które są przenikliwe w swojej prawdziwości, a zarazem ujęte tak, że przyznaję się do kilkukrotnego parskania śmiechem.
“Na czubku jej głowy chwiał się niedbale zawiązany kucyk, który jeszcze bardziej wyciągał jej sylwetkę w górę, tak że Małgorzata Kerc, spowita w czerwoną indyjską suknię, wyglądała jak postawiony z wściekłością wykrzyknik.”
Mimo tego, sama zagadka kryminalna jest jak najbardziej poważna. Już po zawiązaniu akcji można się domyśleć, że motyw obserwowania, stalkingu będzie odgrywał w powieści pewną rolę. Anna Kańtoch, tak jak lubi najbardziej, zaprasza nas po raz kolejny do niewielkiej społeczności, do rodziny i przyjaciół zamordowanej Doroty, która wydaje się kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jej i Miłosza. Wraz z biegiem lektury poznajemy kolejne fakty z życia dziewczyny, a poprzez rozmowy z całym jej otoczeniem obraz robi się pełny, ale jednak kanciasty na brzegach - coś nie pasuje, tylko co? Akcja powieści toczy się spokojnie, w klasycznym stylu, w pełnym skupieniu na zagadce, choć nie brakuje w niej motywów współczesnych - Krystyna chętnie korzysta z internetowych umiejętności wnuka, sama również przeszukuje internet, media społecznościowe. Jednak tę współczesność łączy z klasyką - z chodzeniem i rozpytywaniem, z uruchamianiem kontaktów, by dowiedzieć się jak najwięcej. I choć długo nie wiadomo w jakim kierunku opowieść zmierza, to już od początku czuć, że jest to coś, czemu warto poświęcić uwagę - ten klimat powieści, pytania, jakie podsuwa fabuła sprawiają, że trudno jest się od tej historii oderwać.
“(...) wszystko to w pierwszej chwili wydawało się nie takie, jakie powinno być, choć gdyby ktoś ją zapytał, nie potrafiłaby wyjaśnić, na czym polega różnica. Znajoma przestrzeń przypominała obrażonego kota, któremu po powrocie trzeba dać chwilę, nim znów zacznie się łasić do nóg.”
Autorka jednak nie stosuje literackich trików, nie pozwala swojej wyobraźni popłynąć w kierunkach nierealnych - ta powieść jest tak mocno zakorzeniona w naszej realności, jak tylko się da. A to znaczy, że zbrodnia jest nie rozrywką, a dramatem osób, które były ofiarom najbliższe. Tu na każdym kroku spotykamy się ze smutkiem i żałobą, z niedowierzaniem i niezgodą na pogodzenie się ze śmiercią Doroty. Ale gdzie w tym wszystkim jest Miłosz? Autorka bardzo mocno skupia się na postaciach, na ich emocjach, które oddane są perfekcyjnie.
“- (...)Po czyjej pani właściwie jest stronie? Bo chyba nie kobiet.
- Jeśli już jestem po czyjejś stronie, to tylko ofiar.”
W tej historii są dwie postacie wiodące - Krystyna i przyłączający się do jej śledztwa początkujący pisarz Olgierd. Każdy z nich ma swoje życie prywatne, każdy jest postacią budzącą sympatię, choć w całkiem inny sposób. Olgierd rozczula swoją zagmatwaną relacją z kotami ciotki, której mieszkaniem zajmuje się podczas jej pobytu w szpitalu. Krystyna z kolei jest sobą – ci, co znają ją z poprzednich tomów, znają też jej profesjonalizm, jej przenikliwość i upartość w dążeniu do prawdy. Jednak autorka nie ignoruje jej wieku - choć Krystyna dobrze radzi sobie ze sprzętem, to jednak fizycznie czuć już jej starzejące się ciało, które nie chce jej pozwalać na tak wiele, jak kiedyś. Jej duch jest żywy, jest ciekawy, ale ciało zaczyna momentami niedomagać.
“- Zdaje sobie pani sprawę, że tak naprawdę to wszystko może prowadzić donikąd? Że w gruncie rzeczy ta sprawa może być dokładnie tak prosta, na jaką wygląda? Czasem rzeczy są po prostu tym, czym się wydają.
- Wiem. Zdaję też sobie sprawę z tego, że jestem starą kobietą, która przywitałaby z chęcią odrobinę ekscytacji w swoim nudnym życiu i może dlatego jest skłonna dopatrywać się tajemnic tam, gdzie ich nie ma.”
“Zima pożegnanych” to historia, w której nic nie jest tym, co wydaje się na pierwszy rzut oka. To pierwsze założenia, te najprostsze, te, które nieraz przyjmujemy przeglądając artykuły w sieci czy media społecznościowe pokazują, jak bardzo człowiek może się mylić, a tym samym krzywdzić innych. Autorka pokazuje, że każdy tak naprawdę jest w stanie przejść od słowa do czynów, a słowa często maskują coś innego niż faktycznie znaczą. Anna Kańtoch po raz kolejny pokazuje, że zakamarki ludzkich dusz nie mają przed nią tajemnic, a jej talent literacki doskonale jej spostrzeżenia oddaje - z lekkością, a zarazem ciężarem trafności. Przyznam jednak, że tym razem sama zagadka kryminalna budzi we mnie mieszane odczucia - jest świetnie prowadzona, ale nie czuję po jej rozwiązaniu satysfakcji. Ale może nie powinnam? Bo Anna Kańtoch mocno trzyma się w tej powieści realności, a przecież w prawdziwym życiu rzadko kiedy finał jest dokładnie taki, jakiego sobie życzymy…
“Jeśli już czytam kryminały, to wolę te w staroświeckim stylu. Bywają naiwne, ale jako rozrywka nieźle się sprawdzają. Poza tym podoba mi się, powiedzmy, ich moralna prostota. Sprawca zostaje złapany i stosownie ukarany, zakłócona zbrodnią równowaga zostaje przywrócona i wszystko kończy się dobrze. Miło byłoby, gdyby tak samo funkcjonował prawdziwy świat.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!