września 29, 2026

"Niecodzienne przypadki Denny'ego Vossa" Holly Kennedy

"Niecodzienne przypadki Denny'ego Vossa" Holly Kennedy

Autorka: Holly Kennedy
Tytuł: Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
 
“Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa” to pierwsza powieść kanadyjskiej pisarki Holly Kennedy, jaka została przetłumaczona na polski, a zarazem jej powrót na rodzimy rynek literacki po kilkunastu latach milczenia. I to powrót w wielkim stylu, gdyż książka zachwyca czytelników każdego kraju, w jakim zostaje wydana! Jak sama autorka w posłowiu przyznaje - pomysł, a nawet pierwsze rozdziały powieści powstały już w okolicy 2010 roku, a Denny nie chciał dać jej spokoju, póki jego historii nie opowiedziała. Równocześnie postawił przed nią spore wyzwanie, które zajęło jej lata przygotowań i pracy nad książką, by powstała w formie najlepszej, na jaką było ją stać. To docenili nie tylko czytelnicy, ale też i krytycy - znalazła się na liście finałowej Edgar Award 2026 i nominowanych do Giller Prize 2025. Autorka nie ukrywa, że zawarła w niej sporo motywów autobiograficznych, które ubrała w fikcję literacką, a sam Denny jest wytworem jej wyobraźni.
Przed “Niecodziennymi przypadkami Denny’ego Vossa” w latach 2005-2008 wydała trzy inne powieści obyczajowe, które również cieszyły się sporą popularnością, doczekały się też tłumaczeń na języki obce.
 
Zima, niewielkie miasteczko Woodmont w stanie Minnesota. Trzydziestoletni Denny Voss został zatrzymany przez policję pod zarzutem zabójstwa lokalnego biznesmena Henry’ego Tesky’ego, kiedy zderzył się z drzewem jadąc sankami pełnymi broni na lokalny komisariat. Zatrzymanie w areszcie to dla niego wyjątkowo trudne przeżycie - Denny jest neuroatypowy, a jego iloraz inteligencji jest tylko nieznacznie wyższy od granicy, za którą prawnie ustanowiona jest niepełnosprawność. Teraz, kilka dni po usłyszeniu zarzutów, Denny codziennie opowiada swoją historię terapeucie wynajętemu przez prawniczkę, z pomocą którego mają dojść do sedna sprawy i udowodnić niewinność Denny’ego. A żeby to zrobić, historia musi cofnąć się o rok, kiedy to po raz pierwszy usłyszał od swojej matki, że powinien samodzielnie zająć się rozwiązywaniem własnych problemów. I tak doszło do porwania Toma Hanksa. Wyjątkowo niesympatycznej gęsi kanadyjskiej.
 
Książka rozpisana jest kilkustronicowe rozdziały opatrzone tytułem i uroczą, dedykowaną dla każdego rozdziału oddzielnie grafiką. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Denny’ego, który od czasu do czasu zwraca się bezpośrednio do swojego odbiorcy. To właśnie nad stylem powieści autorka tak długo pracowała - jak oddać głos osobie neuroatypowej, by nie brzmiała banalnie czy prześmiewczo? Holly Kennedy znalazła doskonały balans, narracja Denny’ego brzmi prosto i naturalnie, a zarazem podkreśla na jakie elementy świata go otaczającego bohater zwraca uwagę. W jego narracji jest dużo dźwięków - nieraz pisanych dużymi literami mającymi podkreślić ich wagę. Słowa i idiomy, których znaczenia Denny się dopiero uczy mają swoje wytłumaczenia zapisane w nawiasie, a zdania są krótkie, ich człony prowadzone logicznie - coś wynika z czegoś. Nie ma tu miejsca na literackie ubarwienia, metafory, jest świat dokładnie taki, jakim widzi go Denny i jego własne na ten temat refleksje - bardzo logiczne, jeśli weźmie się pod uwagę zasób wiedzy i zasad Denny’ego. Przez prostotę stylu początkowo lektura może wydać się nieco dziwna, wystarczy jednak chwila, by do niego przywyknąć i w pełni cieszyć się możliwością spojrzenia na życie bez filtrów, dokładnie tak, jak Denny.
„Podłoga w recepcji skrzypi, kiedy ludzie po niej chodzą, a piec zaraz po uruchomieniu jest BARDZO GŁOŚNY, ale żadna z tych rzeczy już mi tak nie przeszkadzała jak wtedy, kiedy mnie tu zamknęli, przyzwyczaiłem się do nich i chyba nawet lepiej mi się przy tym śpi.
Bo mogę liczyć na te odgłosy.
A kiedy możesz na coś liczyć, czujesz się bezpiecznie.”
W ostatnich latach coraz częściej w filmach, serialach i książkach pojawiają się neuroatypowi bohaterowie, ale na pewno nie może być jeszcze mowy o przesycie. W przypadku Denny’ego szczególnie ważna jest jego relacja z otoczeniem - czytelnik może zaobserwować jak obcy na niego reagują (przeważnie są to reakcje negatywne) i porównać je z tym, co w tym momencie myśli Denny. To bardzo cenna lekcja, która poszerza perspektywy - uczy tego, co ciągle sobie powtarzamy, a co nadal w stresujących sytuacjach nam nie wychodzi: by nie oceniać z góry, a tak jak Denny obserwować i próbować zrozumieć powody.
 
Bez wątpienia Denny to świetna i do perfekcji dopracowana postać. Został wychowany w miłości, otoczony opieką Babci-Jo, która przewrotnie jest jego mamą, i wsparciem kuzyna Angusa, który mieszka tuż obok, w drugiej części bliźniaka. To głównie dzięki nim i zmarłemu już Tacie-Jo, Denny jest pewny siebie, wie, że to, jakim jest, jest wystarczające. Jest dobrym człowiekiem, który nie chce nikogo krzywdzić, choć jak każdy z nas, czasami się złości i ma swoje antypatie, ale jego zasady zdają się bardziej żelazne od tych, którym my się na co dzień porządkujemy. Wraz z biegiem lektury czytelnik obserwuje Denny’ego w różnych sytuacjach, uczy się, jak bohater radzi sobie w przeróżnymi emocjami i docenia jego prostolinijność relacji - dla niego każdy człowiek z natury jest dobry, każdy ma szansę o sobie opowiedzieć. To oczywiście naraża go często na niebezpieczne sytuacje, to - można powiedzieć - pewna naiwność w dzisiejszych czasach, ale jednocześnie to naiwność odświeżająca, która pozwala mu doświadczyć czegoś, czego my, zamknięci w swoich klatkach postrzegania, możemy nigdy nie doświadczyć. Tylko czy właśnie przez to Denny nie wplątał się w zbrodnię?
„Nie chcę, żeby się bał, bo nie ma nic gorszego, niż być przerażonym.”
Początek historii, jak i jej opis, mogą sugerować, że powieść gatunkowo kręci się wokół kryminału. Nie do końca tak jest, kryminalne akcenty pojawiają się dopiero pod koniec, a mimo to intryga, jaką autorka zbudowała, robi wrażenie. Rozwiązanie zagadki zbrodni mnie zaskoczyło, a równocześnie zwróciło uwagę na zagadnienia dotyczące manipulacji i przemocy. Sposób, w jaki Denny wplątał się w tę zbrodnię, mocno podkreśla problem, a raczej plagę przestępstw z użyciem broni, z którą od lat zmagają się Stany Zjednoczone. Zatem mimo tego ciepłego, dobrego wydźwięku, jaki powstaje dzięki pięknej kreacji Denny’ego, w książce nadal jest miejsce na tematy trudne, zbrodnie i czarne charaktery, które mają przerażająco ludzką twarz.
„– Cóż, czas chyba, żebyśmy spojrzeli na jaśniejszą stronę sprawy.
– A jest taka? – spytał Angus.
Bridget schowała dokumenty do skórzanej torby.
– Jest – odpowiedziała. – Stan Minnesota w tysiąc dziewięćset jedenastym roku zniósł karę śmierci, więc jeśli Denny zostanie uznany za winnego, na pewno nie zostanie skazany na śmierć.
Wydawało mi się, że to rzeczywiście dobra wiadomość, więc powiedziałem „Alleluja”, bo jak zawsze mówi Babcia‑Jo, ważne jest, żeby kończyć każdą rozmowę pozytywnym akcentem.”
Czy jest zatem ta powieść? To przede wszystkim historia obyczajowa pełna bezinteresownej troski i prostolinijności w postrzeganiu świata. To powieść, w której ludzie i zwierzęta traktowane są na równych zasadach, a świat, w którym żyją, jest pełen miejsca dla każdej “inności”. To ciepła opowieść, która czasem wywołuje uśmiech na ustach, czasem ściskająca gdzieś w środku wzruszeniem. Mimo niełatwych tematów pogodna i podnosząca na duchu, a zarazem ucząca tego, co już dobrze powinniśmy mieć w sobie zakodowane - by nigdy nikogo nie oceniać, a już na pewno nie robić tego przy pierwszym spotkaniu. Najczęściej to troska, czy zwyczajne zainteresowanie otwierają nas na to, co naprawdę dobre. Holly Kennedy w “Niecodziennych przypadkach Denny’ego Vossa” stworzyła niesamowicie prosty świat, a pozornie to właśnie ta prostota jest zawsze najtrudniejsza do oddania - jej udało się to znakomicie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 28, 2026

"Sztab" Moa Berglöf, Joakim Zander

"Sztab" Moa Berglöf, Joakim Zander

Autorzy: Moa Berglöf, Joakim Zander
Tytuł: Sztab
Tłumaczenie: Maciej Muszalski
Data premiery: 16.09.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller polityczny
 
“Sztab” to pierwsza wspólna książka Moi Berglöf i Joakima Zandera, która w Szwecji ukazała się w marcu 2025 roku. Obydwoje wykorzystują w niej własne doświadczenia z przeszłości - Joakim Zander z czasów, gdy pracował w Parlamencie Europejskim, Moa Berglöf dziesięciolecie spędzone przy boku Fredrika Reinfeldta i Partii Moderaterna. Dla niej jest to debiut literacki, choć wcześniej napisała już książkę non-fiction. Dla niego to piąty tytuł w dorobku literackim, ale pierwszy pisany w duecie. Książki Zandera są tłumaczone na języki obce, w tym również na polski, jedna z nich pt. “Uczciwe życie” (recenzja - klik!) już została zekranizowana, druga, jego debiut pt. “Pływak” właśnie jest w fazie produkcji.
 
Czasy współczesne, grudzień, Sztokholm. Julia Popović i Alfred Swärd tworzą zgraną parę, od kilkunastu lat wychowują razem dwójkę dzieci. Przez większą część tego czasu Julia skupiała się na swojej karierze dziennikarki politycznej, teraz jednak wdepnęła tam, gdzie nie powinna, przez co została zdegradowana do roli zwyczajnej dziennikarki, choć powód zmiany zataiła przed swoim partnerem. Zatem to dla niego przyszedł teraz czas na rozwój, do którego doszło zaskakująco szybko - jako konsultant PR udzielił wywiadu w telewizji, który zelektryzował media i nie tylko, zainteresował się nim również dział polityki. Został zaproszony na rozmowę do sztabu premiera, podczas której zaoferowano mu rolę rzecznika prasowego. Choć Alfred nigdy nie był tak mocno zaangażowany w politykę jak jego żona, przystaje na propozycję - dzięki temu jego nazwisko stanie się znane w całym kraju, a zatem ofert pracy do końca życia mu nie zabraknie. Od razu jednak zostaje wypchnięty na szeroką wodę - już w Nowy Rok przychodzi mu gasić pierwszy wizerunkowy pożar. W tym czasie Julia dostaje anonimowe zaproszenie na treningi koszykówki - czy to właśnie zwolniona rzeczniczka prasowa, a zarazem powód jej własnej degradacji, która po godzinach trenuje drużynę koszykarską swojego syna, w ten sposób chce dać jej do zrozumienia, że wie coś, co popchnie jej zawieszone śledztwo w sprawie tajemniczych pobytów premiera w Brukseli do przodu? Czyżby jednak szła dobrym tropem przed degradacją? Na razie nic nie jest pewne, musi więc trzymać Alfreda w niewiedzy, gdy on sam stawia pierwsze, naiwne kroki w środowisku, którego brudne gierki są jej od lat dobrze znane…
„- (...) jeśli masz wiedzę, trudniej zaprzeczać (...).
- Już się nad tym zastanawiałem. - odparł Alfred. - To znaczy, że istnieje coś, czemu trzeba będzie zaprzeczać? (...)
- A czy nie zawsze tak jest?”
Książka podzielona jest na sześć części i sześćdziesiąt siedem rozdziałów, które często rozpisane są na krótsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w naprzemiennej perspektywie Julii i Alfreda, którzy już po samym sposobie reakcji na zdarzenia, jak i toku myślenia są w stanie pokazać jakimi są ludźmi. Język, jakim narrator się posługuje, jest jasny i przejrzysty, czytelnik nie musi orientować się w tematach politycznych, by w historii się nie pogubić. Książkę czyta się dobrze, jest sporo dialogów, a styl prowadzenia narracji jest swobodny i lekko zadziorny, w odpowiednich momentach podbity małymi uszczypliwościami, dzięki czemu nawet tematy polityczne nie sprawiają przytłaczającego wrażenia.
 
Świat polityki poznajemy równocześnie z dwóch stron: z zewnątrz oczami dziennikarki, która dobrze te środowisko zna, jednak teraz zmuszona jest działać bez zaplecza, jakie oferowała jej zawsze redakcja, i nowicjusza, który zna się na public relations, jednak nigdy jeszcze nie poruszał się wśród polityków. I właśnie dzięki Alfredowi czytelnik nie czuje się zagubiony - możemy wchodzić i odkrywać ten świat razem z nim, może nawet go wyprzedzać, bo Alfred początkowo bardzo łatwo wierzy w przychylność swoich współpracowników. A jednak mimo że w teorii wszyscy grają do jednej bramki, to wcale nie znaczy, że faktycznie ze sobą szczerze współpracują - nawet w jednym sztabie panują układy i układziki, a intrygi i knowania ścielą się zaskakująco gęsto…
„Każdy musi zdecydować, ile jest w stanie udźwignąć. W jakie plotki chce wierzyć, kiedy sprawdzać, ile w nich prawdy, a kiedy zamknąć oczy.”
Historia jednak nie toczy się tempem specjalnie zawrotnym - jest w niej miejsce na wątki prywatne postaci, zwyczajną codzienność Julii i Alfreda, którzy jakoś w tym chaosie próbują wychować dwójkę dzieci i nie stracić siebie samych z oczu. Ich związek przez zmiany zawodowe zaczyna się chwiać, a sekrety, które obydwoje zaczynają gromadzić, coraz mocniej wpływają na sposób ich komunikacji. Gniew, żal, niewypowiedziane pretensje, dziwne godziny pracy Alfreda i zmiana zawodowa Julii mocno oddziałują na ich relację.
 
Ze względu na dwie perspektywy punkty napędzające intrygę są dwa - prywatne śledztwo Julii i strzępy informacji, jakie zaczynają budzić w Alfredzie wątpliwości. Od początku da się wyczuć subtelne fabularne napięcie, które przez sporą część powieści pozostaje na stałym poziomie - coś uwiera, nie jesteśmy jednak pewni co. Intryga zbudowana jest sprawnie, wprowadza istotne, acz niedominujące nad intrygą wątki dotyczące niepokojów współczesnej polityki, a tym, co elektryzuje najmocniej, jest chwiejna relacja Julii i Alfreda. Dopiero z czasem szala zaczyna przeważać na stronę sekretów, jakie skrywa sztab, a akcja znacząco przyspiesza dopiero pod koniec powieści. Kilka dobrych twistów (które najczęściej zachodzą pod koniec każdej z części) angażuje czytelnika na tyle, że chce czytać dalej, a zakończenie, które pozostawia kilka furtek szeroko otwartych sugeruje, że to chyba nie koniec historii Julii i Alfreda.
„To nie paranoja, jeśli czuje się strach przed czymś, co się dzieje naprawdę (...).”
Kreacje głównych postaci są mocną stroną powieści. Alfred jest ujmująco dobry, a Julia wzbudza nieco mniej pozytywne emocje, jej podejście do życia wydaje się bardziej egoistyczne, skupione na karierze, która daje jej poczucie misji, dla której zdaje się, jest gotowa poświęcić wszystko (a zatem czasem pakuje się w sytuacje mocno ryzykowne, takie, w których czytelnik krzyczy: nie idź tam!). Dzięki temu przez sporą część powieści to na jej barkach leży zainteresowanie czytelnika intrygą, jej prywatnym, tajnym śledztwem, a Alfred to po prostu ktoś, komu kibicujemy. Choć to prosta charakterystyka, to jednak obydwoje są w swojej psychologii wiarygodni, przez co ich prywatne i zawodowe zmagania nie pozostawiają czytelnika obojętnym.
 
Akcja powieści rozgrywa się w Szwecji i Belgii, a choć nie miejsca są w niej najważniejsze, to jednak nie przechodzą niezauważone. Autorzy sprytnie wplatają porównanie życia w tych państwach, a wędrówki uliczkami Sztokholmu i Brukseli w zimowej scenerii wypadają bardzo klimatycznie. Mimo typowo miejskiej aury znajdzie się też kilka fragmentów, które zapraszają nas w nieco mniej uczęszczane skandynawskie rejony.
„Jeśli miesiące spędzone w sztabie premiera czegoś mnie nauczyły, to właśnie tego, że nic nie jest takie, jak się wydaje. I nikt nic nie robi z normalnego powodu.”
Po lekturze “Sztabu” nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to tylko część historii, jaką zaplanowali Moa Berglöf i Joakim Zander - jest w niej po prostu za dużo pobocznych postaci o pewnej fabularnej niewykorzystanej wadze, pewnych otwartych wątków, by książka miała stanowić jedną, zamkniętą powieść. To byłby po prostu potencjał niewykorzystany! Jako początek serii “Sztab” sprawdzi się dobrze - spokojnie wprowadza czytelnika w świat wielkiej polityki, w której potrzeby społeczne mieszają się z prywatnymi ambicjami polityków. Intryga powieści rozwija się powoli, ale od samego początku w pewien sposób frapuje, a prywatna relacja Alfreda i Julii nadają thrillerowi politycznemu bardzo ludzkie, zwyczajne oblicze. Spodobał mi się też styl, w jakim książka jest pisana - czasami uwaga autorów kieruje się w nieoczywistą stronę, dzięki czemu powaga sytuacji nie zawsze zostaje zachowana. I dobrze, to nadaje historii lekkości!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 25, 2026

"Gdyby książki mogły zabijać" Kate Eberle - recenzja ambasadorska

"Gdyby książki mogły zabijać" Kate Eberle - recenzja ambasadorska

Autorka: Kate Eberle
Tytuł: Gdyby książki mogły zabijać
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron:464
Gatunek: komedia romantyczno-kryminalna
 
“Gdyby książki mogły zabijać” to debiut literacki Kate Eberle, która po studiach dziennikarskich na Uniwersytecie Bostońskim odkryła, że jednak tym, co chce pisać, jest fikcja. I to fikcja nie byle jaka! W jej fikcyjnej powieści powstaje druga fikcyjna historia - książka w książce? Nie do końca, to powieść, jakiej jeszcze na rynku nie było! Tylko że problem teraz jest taki - skoro autorka zaczęła swoją przygodę literacką tak niebanalnym pomysłem, to jak dorówna mu w swojej dalszej karierze pisarskiej?
 
Znana angielska autorka powieści romantycznych Anna Matthews, na której nową książkę czeka wielu czytelników na świecie już od dobrych kilku lat, postanawia, że pora coś zmienić. Decyduje się na radykalną zmianę gatunku, czym mocno zaskoczy swoich fanów. Dla jednej z nich, mieszkającej w Bostonie Roxie Mitchell, jest to szczególnie zła wiadomość - właśnie spełniło się jej nie do końca na poważnie wypowiedziane życzenie, by stać się następną bohaterką powieści tej autorki... Problem w tym, że Roxie nie mogła przewidzieć, że zamiast do komedii romantycznej, trafi do iście morderczego thrillera!
„W głowie mi się kręci; rzeczy niemożliwe, realne i absurdalne zderzają się ze sobą. Gdzieś w tym bałaganie kołacze się irytacja, że skoro jestem bohaterką aktualnie pisanej powieści Anny Matthews, to stracę przyjemność z jej czytania.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści sześć rozdziałów (większość z nich dzielona na kilka fragmentów) i epilog prowadzonych w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Roxie, która dzielnie relacjonuje wszystkie swoje mniej lub bardziej fikcyjne przygody z zaskakującym poczuciem humoru - momentami autoironicznym, momentami prześmiewczym, ale cały czas wypadającym bardzo naturalnie. Przyznaję, że sama dobrych kilka razy zaśmiewałam się w głos!
„Biegnę w stronę kosza na śmieci na rogu i przed osiągnięciem celu osuwam się na moje nowe dno: puszczam wielkiego pawia na chodnik, podczas gdy moje życie wisi na włosku.
Ale co tam, przynajmniej zostanie to uwiecznione na stronach powieści.”
Oczywiście narracja pierwszoosobowa narzuca automatycznie wgląd w emocje narratorki, która mimo uzależnienia od solidnej dawki adrenaliny jakoś niespecjalnie ma ochotę stawiać czoła własnym lękom. Ale czy między innymi nie po to właśnie książki czytamy? By w bezbolesny sposób oswoić to, co tak naprawdę nas przeraża? Styl, w jakim ta powieść jest pisana, jest zaskakująco dobry - dobrze pasuje do absurdalnych sytuacji, na jakie narażona jest narratorka. Ale hej!, kto powiedział, że zmiana gatunku będzie łatwa, prawda?
„Życzenie typu „Chcę być w książce” to dla mnie nie pierwszyzna. Chociaż... większość ludzi ma dość rozumu, by wybrać coś już opublikowanego, coś znanego. Kiedy nie znasz fabuły, to dość ryzykowne.”
Rozpatrując tę historię pod kątem gatunku literackiego, może w niej wyłuskać wiele. Pozornie oparta o schemat budowy komedii romantycznych i kryminału z wątkiem seryjnego mordercy, tak naprawdę zawiera w sobie też sporą dawkę satyry, która w komediowy sposób wyolbrzymia elementy fabularne tych dwóch gatunków literackich. Pomiędzy tym jednak jest to, co wszyscy czujemy - miłość do książek i świadomość, że nawet fikcja może mieć bardzo duży wpływ na naszą faktyczną rzeczywistość.
„(…) fikcja i rzeczywistość są nocą i dniem – nie przeciwieństwami, ale tym samym światem w różnych barwach.”
Oczywiście w przypadku Roxie dzieje się to dosłownie - jej rzeczywistość zmienia się w fikcję literacką, a zatem wszystkie chwyty dozwolone, a jej własny los, jak i postaci, które na swojej drodze spotyka, zależy od wyobraźni angielskiej pisarki, która po raz pierwszy pisze powieść kryminalną! Od początku więc pomysł na intrygę jest przejaskrawiony, jest w nim miejsce na szaloną fantazję, ale w tym szaleństwie jest metoda - może i dzieją się tam rzeczy mocno abstrakcyjne, ale całe ich podłoże jest potraktowane z zaskakującą powagą. Wątek kryminalny nadaje historii szybki rytm i kilka razy nieźle zaskakuje, wątek romantyczny rozczula (ale nie jest przesłodzony! Prawdopodobnie dzięki dobremu poczuciu humoru narratorki), a to, co pomiędzy wierszami, zmusza do ciekawych refleksji!
„Jest (...) pewna różnica między pragnieniem czegoś a dążeniem do tego.”
Głównym pytaniem wpisanym w założenia tej powieści jest: czy naprawdę fikcja pozostaje w granicach fikcji? A może jednak jej wpływ sięga naszej rzeczywistości? Wszyscy miłośnicy książek dobrze to zrozumieją - to, że postacie powieściowe potrafią podczas lektury faktycznie ożyć i wytworzyć z czytelnikiem więź, której utrata po zakończeniu powieści zwyczajne boli. To, że historie, bez względu na to jak banalne, zawsze są po coś - czasami jest to po prostu zwyczajna rozrywka, czasami, by pomóc czytelnikowi nabrać odwagi do życia, do zmian, do walki o swoje. Czasami po prostu po to, by mieć poczucie, że dobro może zatriumfować, a szczęśliwe zakończenia są możliwe. Czy nie każdy z nas tego potrzebuje? Czy nie każdy z nas kiedyś płakał po skończonej powieści? Czy nie każdy z nas przeżył kaca czytelniczego? Jak więc mówić o fikcji literackiej, kiedy fikcja wcale dla czytelnika fikcyjna nie jest? Ta miłość do książek, które pozwalają nam żyć tysiącem żyć, jest w tej historii wszechobecna.
„Czym właściwie jest rzeczywistość? Może Lesley i ja nie istniejemy w tej samej rzeczywistości, ale na razie cieszę się, że żyję w jego świecie.”
Ale bez względu na wydźwięk, powieść nie byłaby dobra, gdyby nie świetnie wykreowany świat, przez który prowadzi nas przebojowa postać - Roxie. To trzydziestolatka całe życie bojąca się zobowiązań. Pozornie można uznać ją za lekkoducha - co chwilę zmienia pracę, nie ma nic na stałe, żyje po to, by robić ryzykowne rzeczy. Ale warto ją poznać bliżej, bo pod tarczą stworzoną z humoru i odwagi, znajduje się dziewczyna, która ciągle boi się prawdziwego życia, a przede wszystkim samotności. Roxie, mimo swoich wad i nieraz niepasujących do wieku odzywek (ale hej! kto w swoim życiu nie miał ochoty komuś głupio odpowiedzieć?!), od początku budzi sympatię, rozczula tą swoją niefrasobliwością. To dobra postać, która nie tylko rozbawia do łez, ale jest też po to, by dzięki swoim szalonym przygodom zrozumieć, co jest dla niej ważne.
„Bohaterowie czasami są zabawni. Mają własne zdanie.”
Obok niej, jak to w komedii romantycznej bywa, pojawia się mężczyzna kompletnie do niej niepasujący, który dobrze jej “szaloną” stronę osobowości równoważy. Ba! Dobrze uzupełnia ją gatunkowo - ona jest miłośniczką powieści romantycznych, on kryminałów!
Postacie drugoplanowe są dokładnie takie, jakie w takiej pokręconej historii być powinny - kolorowe, rysowane grubą kreską, albo złe do szpiku kości, ale radosne jak skowronki. Ale czy na pewno?
„Powtarzam w głowie, że Heather jest tylko drugoplanową postacią, obmyśloną jako idiotka, i dlatego niewartą mojego gniewu. To jednak nie działa – i tak jej nienawidzę.”
Kate Eberle w swoim debiucie pt. “Gdyby książki mogły zabijać” zbudowała niesamowity świat. Z jednej strony bazuje na schematach znanych z dwóch gatunków literackich, okrasza je soczystym humorem i rzuca tym wszystkim w czytelnika krzycząc wesoło “ŁAP!”. Z drugiej, poprzez nieoczywiste połączenie wychodzi coś, co ma zaskakującą głębię - porusza tematy, które tylko miłośnicy książek potrafią zrozumieć, które uświadamiają, że nic nie jest tak naprawdę na niby, a wszystko, z czego zbudowane jest nasze życie, nawet te najbardziej wstydliwe pasje, które realizujemy w sekrecie w zaciszu swoich domów, składają się na nas samych. A to coś, czego nie powinniśmy się wstydzić. Urocza, mądra, ciepła powieść, która w niesamowicie zabawny sposób mówi o tym, co dla nas ważne, a przy tym daje ogromną czytelniczą frajdę!
„Nie ma już fabuły, za którą mogłabym się schować. Żadnych schematów, na których mogłabym się oprzeć. Są tylko nasze nieporadne decyzje z całym ich niebezpiecznym potencjałem.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy ambasadorskiej z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 22, 2026

"W zasięgu śmierci" Aldona Kucner - patronacka recenzja przedpremierowa

"W zasięgu śmierci" Aldona Kucner - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Aldona Kucner
Tytuł: W zasięgu śmierci
Cykl: komisarz Gizela Sikora, tom 1
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał
 
Na co dzień zajmuje się innowacjami, marketingiem i zarządzaniem, uczy innych, jak skutecznie prowadzić biznes, pomaga dobrym pomysłom zaistnieć w świecie rzeczywistym. Pisze artykuły i książki branżowe, ale zawsze miała też inne marzenie - marzenie o beletrystyce, które właśnie teraz spełnia. “W zasięgu śmierci” to debiut literacki wrocławskiej wykładowczyni z wieloletnim stażem Aldony Kucner. Debiut, w którym czuć, jak wiele serca i pracy autorka włożyła w jego przygotowanie! Jej warsztat kształtował się pod okiem polskich specjalistów podczas kolejnych kursów pisania, a jej twórczość kryminalna, na razie w krótkiej formie, została już dwa razy wyróżniona podczas MFK we Wrocławiu. “W zasięgu śmierci” czyli pierwsza próbka długiej formy literackiej zaprezentowana szerokiej publiczności, jest zarazem początkiem nowej serii kryminalnej z komisarz Gizelą Sikorą.
 
Od kilku miesięcy świat internetowy opanowało nowe wyzwanie, wskutek którego dużo młodych ludzi odbiera sobie życie. Dlatego tej gorącej letniej nocy, gdy dzwoni telefon Gizeli Sikory z informacją o nowym młodocianym skoczku, Izka zastyga - a co, jeśli wyzwanie podjął jej piętnastoletni siostrzeniec? Jednak odpowiedź funkcjonariusza rozwiewa jej lęki - chłopiec, który się zabił, jest blondynem, co wyklucza Tomka z roli ofiary. Na miejscu jednak okazuje się, że sprawa będzie dużo trudniejsza niż początkowo zakładała - z dachu skoczył nastoletni influencer znany w sieci jako Kaszisz. Problem w tym, że sekcja nie wykazuje żadnego znaku na ciele, który wskazywałby, że chłopak przyłączył się do wyzwania. Zatem co go skłoniło do odebrania sobie życia? A może on sam wcale tego nie zrobił?
 
Książka rozpisana jest na dni tygodnia, w czasie których toczy się śledztwo - jego zakres obejmuje dwa tygodnie. Każdy dzień dzielony jest na krótsze fragmenty różnej długości - niektóre to zaledwie kilka zdań, inne zajmują kilka stron. Narracja prowadzona jest z perspektywy głównej bohaterki w trzeciej osobie czasu przeszłego z jednym wyjątkiem - mniej więcej w połowie książki jeden dzień pisany jest w czasie teraźniejszym. To ciekawy zabieg, który w połączeniu z subtelnie innym stylem przenosi bohaterkę w inny wymiar nadając temu jednemu zdarzeniu ram baśniowości - oczywiście to nadal zdarzenie jak najbardziej trzymające się realistycznych założeń gatunku, ale poprzez zmianę stylu zmienia się też jego odbiór. Ogólnie styl, w jakim autorka snuje całą opowieść, warty jest docenienia. To nie proste, ostre zdania, które mają na celu po prostu przekazanie historii. To język, w którym literackie wyczucie jest namacalne, w którym zaskakujące porównania nadają lekturze swoistej lekkości. Autorka dobrze wie, jak posługiwać się słowem, jak prowadzić czytelnika przez historię, by zaangażować go emocjonalnie, choć dzieje się to bardzo niepozornie - pierwsze ruchy śledczych wcale nie wyróżniają historii z morza innych, a przynajmniej tak się wydaje, by już za chwilę czytelnik zorientował się, że wcale nie, to nie jest historia taka, jak wszystkie - nie można się od niej oderwać nie tylko ze względu na samą akcję, ale przede wszystkim na przywiązanie, zrozumienie emocjonalne, jakie w czytelniku budzi. Choć ciągle zdarzają się w tekście malutkie potknięcia - jedna czy dwie literówki czy zaimek zwrotny nie w tym miejscu, w którym pasuje najlepiej, to jednak całościowo, już pod samym kątem językowym, jest to jeden z najlepszych polskich debiutów roku 2026.
„– (…) Rozejrzyjcie się i popatrzcie na nich wszystkich. Przecież oni się w ogóle nie znają! (...)
– Nooo – odparł Paweł, drążąc, o co chodzi koledze. – Nie znają się. I co?
– To co to za społeczność?! Przecież to media społecznościowe, tak? Wchodzisz na Facebooka czy YouTube’a, żeby być częścią jakiejś grupy, no nie? No i widzicie, co to za społeczność. Czysta bzdura. Żadnych relacji!”
Na uwagę zasługują też kreacje postaci, przede wszystkim główna bohaterka, zbliżająca się do czterdziestki Gizela zwana Izką. Choć jej przeszłość kryje w sobie wiele krzywd, to jednak nie porównywałabym jej do tej powtarzalnej kreacji detektywa z trudną przeszłością. Izka ma wokół siebie ciepło, ma ludzi, którzy nie są jej obojętni i którym ona sama obojętna nie jest. Te relacje, których głębię poznajemy z biegiem lektury, dają wrażenie prawdziwych, dojrzałych, a zarazem poruszających tym, jak bardzo są altruistyczne, jak mocno otwarte na drugiego człowieka, a nie korzyść. własną A mimo to w życiu Izki kryje się tajemnica - coś, detale, prawie niedostrzegalne gesty, które sprawiają, że ciekawość tego, co próbuje przed światem ukryć, bierze nad czytelnikiem górę. Bardzo podoba mi się ta kreacja, dopracowana w każdym calu, pełna, czasami bardzo emocjonalna, ale w tym wszystkim cały czas prawdziwa, naturalna. Przywiązałam się do niej, do jej rodziny prywatnej i zawodowej!
„Facet! Dorastający facet!
Z tą całą grubiańskością i potencjałem do krzywdzenia innych! Przecież większość tych, których ciotka Izka zamknęła albo próbowała zamknąć w pudle, to faceci. Często młodzi, nieco tylko starsi od Tomka. Aż ją zatykało, kiedy myślała, do czego mógłby być zdolny, gdyby okoliczności mu na to pozwoliły.”
Ale to przecież kryminał, nie historia obyczajowa o policjantce. Intryga kryminalna prowadzona jest w spokojnym tempie, w którym jest miejsce, by dokładnie się zastanowić, rozważyć drogi, którymi śledczy powinni iść. Zagadka porusza się pomiędzy rodziną Kaszisza, jego bliskimi, a agencją talentów, z którą od lat łączyła go umowa prawna. Dzięki temu autorka otwiera przed czytelnikiem nowy świat: świat życia w sieci, świat osób młodych, dla których to, co dzieje się w świecie wirtualnym, nieraz zdaje się ważniejsze od tego, co rzeczywiste. Tę rzeczywistość poznajemy od podszewki - jej cienie i blaski, okazje, ale i zagrożenia, jakie stwarza, a które przybierają formę technologiczną, ale też i emocjonalną. Samotność młodych jest więc tu punktem wyjścia, punktem, z którego takie osoby jak Kaszisz próbują się wybić, a inne pogrążają się przytłoczone ich idealnym życiem ukazanym przez filtry. To trudny temat, ale autorce uda się poruszyć go w sposób niewymuszony, a zarazem całościowy.
„W oczach Damiana widać było nie tylko smutek, ale też głębokie rozczarowanie. Tak patrzą dzieci skrzywdzone przez dorosłych. Takie, które straciły do nich zaufanie.”
A co z samą zagadką? Muszę przyznać, że została bardzo dobrze skonstruowana. Autorka bawi się z czytelnikiem, podsuwa tropy, podsuwa zmyłki, które mają zaciemnić obraz i faktycznie skutecznie to robią, a równocześnie nie sprawiają, że czytelnik czuje się oszukany. Śledztwo, jakie prowadzi Izka ze swoimi współpracownikami, wypada bardzo ludzko, ukazując postacie śledczych jako zwykłych ludzi - może i z dobrą intuicją, ale przecież nadal narażonych na emocje, nadal potencjalnie omylnych. Warto też podkreślić rytm lektury, którzy przez całą historię jest stały - autorka nie musi łapać się tanich chwytów z przyspieszeniem czy spowolnieniem akcji, na emocjach, na ciekawości gra zwyczajną rozmową i dedukcją, a zakończenie rozwija się przed czytelnikiem powoli, nieraz zaskakując niuansami. Jestem pod wielkim wrażeniem, jak wszystkie elementy fabularne spięły się w jedną, spójną całość!
„Wszystko w ostatnich dniach kręciło się wokół pieniędzy. Blichtr, sława, nazwisko, zaczynała rozumieć tę logikę.”
Nie bez znaczenia jest też czas i miejsce akcji. Dzięki spokojnej narracji, w tekście jest miejsce na oddanie uroków Wrocławia, na wskazanie plusów i minusów życia w poszczególnych dzielnicach, na dokładnie przyjrzenie się bardziej i mniej znanym miejscom na mapie miasta. To jednak nie tylko obrazy, ale i dźwięki, i zapachy - to gorące lato, które zwyczajne czuć w wydychanym powietrzu.
„(...) doszła do wniosku, że świat ma swój rytm. I czy ona za nim nadąża, czy nie, nic się nie zmieni. Nawet jeśli zatrzyma się na moment, jak gałąź zahaczona o wystającą z rzeki skałę, wszystko wokół nadal będzie płynąć. Może przez sekundę komuś będzie jej żal, ktoś się nad nią pochyli, ale za chwilę i tak popłynie. I dobrze. Tak ma być. Inaczej świat dawno by zwariował.”
“W zasięgu śmierci” to bogata, wielowątkowa opowieść kryminalna, która z jednej strony toczy się klasycznym rytmem śledztwa, z drugiej zaskakuje nieoczywistymi zdarzeniami i trudnymi do przewidzenia twistami. Przede wszystkim jest to jednak powieść, która oddziałuje emocjonalnie - tu walka dobra ze złem nie jest taka oczywista, jak się z początku może wydawać, a większość postaci okazuje się zaskakująco mocno złożona. To nadaje im cech realności, a zarazem świetnie sprawdza się w kryminale - bo ktoś z nich przecież musi kryć się za zbrodnią, której ofiarą padł znany na całą Polskę nastolatek. Poprzez osadzenie historii częściowo w sieci autorka porusza tematy współcześnie bardzo ważne nie tylko dla młodych ludzi, ale też i tych starszych, dzięki czemu jasno można rozpoznać zalety i zagrożenia z życia w sieci płynące. Mimo kilku ryzykownych zagrań, Aldona Kucner wychodzi z pierwszej kryminalnej potyczki zwycięska - teraz pozostaje trzymać kciuki, by tom drugi z Gizelą sprostał wysokiej poprzeczce, jaką ustawił debiut.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskie.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 18, 2026

"Klan" Carmen Mola

"Klan" Carmen Mola

Autor/ka: Carmen Mola
Tytuł: Klan
Cykl: Elena Blanco, tom 5
Tłumaczenie: Magdalena Olejnik
Data premiery: 09.09.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 480
Gatunek: kryminał
 
Carmen Mola przez pierwsze cztery lata od swojego debiutu na literackiej scenie hiszpańskiej była wykładowczynią akademicką, która chciała zachować anonimowość. Dopiero w 2021 roku, podczas gali, na której wręczano jej nagrodę literacką Wydawnictwa Planeta przerodziła się w… trzech hiszpańskich scenarzystów telewizyjnych, którzy skryli się pod jednym pseudonimem, co wywołało burzę medialną na skalę światową, mimo że wtedy Carmen Mola znana była tylko w Hiszpanii. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło: debiutancka seria kryminalna z Eleną Blanco (recenzje - klik!) została przetłumaczona na kilkanaście języków, doczekała się także serialowej ekranizacji składające się z trzech sezonów. Sama seria liczy pięć tomów i “Klan” jest ostatnim z nich - tomem finałowym, który ostatecznie domyka losy Eleny Blanco i grupy policyjnej BAC. To jednak nie jedyne pozycje w dorobku Carmen Moli - na przestrzeni ostatnich lat autorzy pokusili się także o trzy powieści oddzielne, więc polski czytelnik może odetchnąć! Mimo tego, że “Klan” zwiastuje koniec przygód Eleny, nie oznacza całkowitego rozstania z jej twórcami! Nadzieja na pozostałe tłumaczenia pozostaje!
 
Hiszpania, grudzień. Funkcjonariusz BAC Ángel Zárate w swoim prywatnym śledztwie, które ma na celu ustalenie kto odpowiada za śmierć jego ojca sprzed lat, dociera do Almerii. Czuje, że jest blisko, znalazł kogoś, kto kiedyś współpracował, a może należał do Klanu, organizacji, z ramienia której jego ojciec stracił życie. Niestety wpada w pułapkę, a próba ucieczki kończy się postarzałem na środku ulicy.
Zdjęcia zakrwawionego Záratego trafiają do Eleny Blanco, która mimo burzliwej przeszłości, nadal nie wyzbyła się do niego głębszych uczuć. To jasne, że ten widok wywołuje w niej panikę, a telefon wysłanniczki Klanu, która zdołała wniknąć w szeregi BAC przynosi nadzieję - podobno Zárate przeżył, stał się ich zakładnikiem, o którego obawa ma zmusić Elenę do podjęcia nakazanych przez nich działań … To powoduje lawinę zdarzeń, w której ona zostaje oskarżona o morderstwo, a kierownictwo BAC przejmuje Miriam Vaquero, nikomu do tej pory nieznana funkcjonariuszka policji. Czy to znowu Klan miesza w ich szykach, by uniemożliwić im ujawnienie, jak daleko sięga wpływ tej organizacji i kto za nią stoi?
„Normalne życie dostępne jest tylko dla tych, którzy nie wiedzą, co się dzieje za ich plecami.”
Książka rozpisana jest na cztery części, z których każda opatrzona jest cytatem oraz swego rodzaju prologiem - to cztery fragmenty z przeszłości pisane kursywą, które mają doprowadzić czytelnika do odkrycia, w jaki sposób powstał Klan. Po nich akcja toczy się już w czasach współczesnych, linearnie i rozpisana jest na numerowane sześćdziesiąt osiem kilkustronicowych rozdziałów dodatkowo dzielonych jeszcze na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z kilku perspektyw, które zmieniają się nawet i w trakcie trwania jednej sceny - narrator z łatwością może przemieszczać się pomiędzy jedną postacią i a drugą zdradzając jej emocje i przemyślenia. Styl powieści jest dla Carmen Moli bardzo charakterystyczny - autorzy bardzo często stosują długie zdania, które z początku lektury wymagają chwili przyzwyczajenia, by wkrótce nadać lekturze odpowiednio dynamiczny rytm. Język, jakim autorzy się posługują, jest w pełni zrozumiały, a gdy pojawiają się jakieś hiszpańskie nazwy własne, polska tłumaczka od razu przychodzi na pomoc zamieszczając odpowiednie wytłumaczenie na dole strony w przypisie. Książkę już po pierwszych kilkudziesięciu stronach czyta się bardzo płynnie i szybko.
„Klan przenika do twojego wnętrza tak, że tego nie widzisz, a kiedy chcesz się go pozbyć, jest już za późno: masz przerzuty w całym ciele.”
Mimo że jest to piąty, zamykający serię tom, to mam wrażenie, że autorzy nadal dbają o to, by książkę dało się czytać jak powieść niezależną od pozostałych. Relacje postaci są przypomniane, straty, jakie ponieśli w przeszłości wspomniane są tak, by czytelnik zdawał sobie z nich sprawę, ale równocześnie są na tyle enigmatyczne, by ciekawość poprzednich tomów pobudzić, a nie zaspokoić. Intryga tego tomu mimo tego, że dzieli funkcjonariuszy BAC mocniej niż wszystkie pozostałe, równocześnie daje poczucie wspólnoty - może to te nostalgiczne nastawienie niektórych postaci, ich świadomość, że BAC właśnie kończy swój żywot, daje czytelnikowi dosadnie odczuć, jak wiele ta formacja dla nich znaczyła. Przez to emocje w książce są żywe jak nigdy wcześniej - cały czas drżymy o los postaci, które teraz bez wsparcia całego zespołu, pod wpływem własnej straty czy poczucia zdrady zaczynają swoje decyzje powierzać nie rozumowi, a sercu, co powoduje, że ich los jest jeszcze bardziej niepewny niż do tej pory. Autorzy wystawiają wiarę postaci i czytelnika na próbę, testują lojalność, podrzucając tropy tak, żeby każdy staje się nieobliczalny, każdy staje się podejrzanym.
„BAC się rozpada, to oczywiste, ma wrażenie, że patrzy na gnijący ochłap mięsa. Jeżeli kiedyś byli rodziną, ten czas już minął.”
Intryga od samego początku toczy się tempem dynamicznym, funkcjonariusze BAC walczą o pierwszeństwo z wysłannikami Klanu - która strona lepiej przewidzi działania drugiej, która będzie sprytniejsza, bardziej bezwzględna, która straci za wiele?  Co ciekawe, w “Klanie” zagadka kryminalna nie jest już tak mocno uwikłana w szokującą przemoc, nie ocieka makabrą i brutalnością jak w tomach poprzednich. Oczywiście bywają momenty, w których obrazy przekraczają ludzkie pojęcie, jednak nie są one wyssane z palca, do takich praktyk, jakie są tu opisywane, faktycznie dochodziło, a sama ilość tych obrazów znacząco się zmniejszyła. Tym razem zbrodnia nie szokuje tak często dosadnym obrazem, a przede wszystkim bezwzględnością siatki Klanu, która tak dobrze od lat się maskuje. Fabuła powieści usiana jest większymi i mniejszymi zaskoczeniami, które faktycznie działają, a samo jej zakończenie daje poczucie właściwego, doskonale wyważonego zamknięcia - emocje, jakie wywołuje, nie są przesadzone, autorzy też nie roztkliwiają się nad losem postaci, przez co finał jest taki, jak cała seria - dynamiczny, konkretny, a zarazem satysfakcjonujący.
„Moralność jest jak domek z kart: wyciągniesz jeden element, a wszystko się wali.”
Od pierwszego tomu podobało mi się w tej serii to, że autorzy nie boją się poruszać tematów niewygodnych. W “Klanie” sporo miejsca poświęcają na problem nielegalnych imigrantów z Afryki przedstawiony zarówno do strony tych, którzy wykupują sobie miejsca w nielegalnym transporcie i ryzykują życie, by dostać się do Hiszpanii, jak i tych, którzy te sytuacje wykorzystują dla własnych korzyści. A to wiąże się z obrazem szerszym - autorzy pytają o to, jak funkcjonuje współczesny świat, czy ta równość, która jest nam wpajana, na pewno istnieje? Czy wydaje nam się dlatego, że po prostu patrzymy w inną stronę? Autorzy zwracają uwagę na zasięg władzy tych, którzy mają pieniądze i kontakty, pytają o granice prawa, które tak łatwo przesuwają się dla tych drugich. Czy tak naprawdę każde ze współczesnych państw, a nawet cały świat nie jest w pewien sposób rządzony przez tytułowy Klan?
„Najokrutniejszym i pociągającym za sobą najwięcej ofiar zabójcą jest ten chory i egoistyczny system, nierówność, z której korzystają łowcy fortun i dzięki której grasują dzikie bestie pozbawione skrupułów i litości, bezkarne, bo wszyscy wolą żyć dalej w swoim złotym pałacu, bo w głębi duszy wierzą, że ci zabójcy ich chronią.”
Mimo uniwersalnego wydźwięku w warstwie refleksyjnej, książka doskonale osadzona jest w Hiszpanii. Pomiędzy dynamiczną akcją a niewygodnymi tematami jest miejsce na dobre, hiszpańskie jedzenie, na hiszpańską tradycję i święta. Rodzimym czytelnikom te elementy z pewnością dawały poczucie swojskości, polskim dają wgląd o inną od naszej kulturę. Każdy taki detal witałam z przyjemnością!
„- Czułeś kiedyś, że poniosłeś życiową porażkę?
- Od razu widać, że nie masz dzieci (...).”
“Klan” okazał się zaskakująco trafnym zakończeniem serii z Eleną Blanco, który mniejszym natężeniem makabry odbiega od poprzednich tomów, a mimo to bomba emocjonalna, jaką na czytelnika zrzuca, nie mogła być większa! Idealnie oddane poczucie końca BAC, którego lojalność okazuje się mieć swoje granice, poruszające ludzką bezwzględnością tematy w kontraście z raz po raz pojawiającym się, zaskakującym przejawem dobra i postacie, które poruszają się w granicach moralnej szarości - niektóre nie zauważają nawet, kiedy przychodzą na złą stronę, inne do końca wierzą w sprawiedliwość, tworzą mieszankę fabularną, która pochłania już po przeczytaniu kilkunastu stron i nie chce odpuścić aż do samego, nieoczywistego, a jednak bardzo satysfakcjonującego końca. To świetny finał i tak naprawdę w mojej ocenie najlepszy z tomów serii z Eleną Blanco!
„Jesteśmy po stronie sprawiedliwości, nawet jeśli nie ma ona nic wspólnego z prawem.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 16, 2026

Book tour ze "Srebrnym Wężem" z serii z Agatą Szajbą!

Book tour ze "Srebrnym Wężem" z serii z Agatą Szajbą!

Wczoraj obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Kropki! To nie tylko święto kreatywności, odwagi i odkrywania talentów, ale też święto naszego polskiego Wydawnictwa Kropka skierowanego do młodszych czytelników, które przeciąga świętowanie na cały ten tydzień (kropkowa promocja - klik!)! A ja z tej okazji zapraszam Was na book tour z ich najnowszym kryminalnym tytułem, na okładce którego znalazło się logo Kryminału na talerzu!

"Srebrny Wąż", bo o tej książce mowa, to trzeci, ostatni tom serii z nastoletnią detektywką z Agatą Szajbą. Z jednej strony jest to historia nieco inna niż w poprzednich dwóch , bo i Agata nie jest już zwykłą uczennicą (choć tak naprawdę zwykła nigdy nie była i za te pozytywne nastawienie do "inności", indywidualizmu ją uwielbiam!) - z tego względu możliwa jest lektura oddzielna, bez zachowania kolejności chronologicznej serii. Z drugiej strony, jako tom kończący serię, książka domyka wszystkie wątki (oczywiście w tym tomie odpowiednio przypominane, tak, by żaden czytelnik się nie pogubił) rozwinięte w dwóch wcześniejszych tomach. Nic to jednak nie szkodzi - jeśli nie czytaliście ze swoimi pociechami dwóch poprzednich tomów, to ciągle jeszcze możecie nadrobić je w book tourach, obydwa mamy nadal aktywne (z tomem pierwszym - klik!, z tomem drugim - klik!), albo możecie też po prostu sięgnąć po "Srebrnego Węża" jako powieść oddzielną. Ten tom, poza bardziej dorosłą już Agatą (choć ciągle 14-letnią!) przynosi zagadkę pewnego zaginięcia, która pozwoli nam odkryć smaczki sztuki malarskiej i zwiedzić londyńskie muzea! To tytuł przeznaczony dla czytelników 9+, a ja górnych granic wiekowych w tym przypadku nie uznaję! 


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Kropka w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Lista uczestników:
1. @mamazaczytana (książka jest tu od 24.09)
2. @danutabobrowicz
3. @nightbo.okworm
4. @olciagamesmol
5. @agulaczytula
6. @izabelawatola
7. @mirkowo3
8. @zaczytana_panna
9. @cacko.od.reki

września 15, 2026

"Kruchość" Marcin Silwanow

"Kruchość" Marcin Silwanow

Autor: Marcin Silwanow
Tytuł: Kruchość
Cykl: Mirosław Grocki, tom 3
Data premiery: 09.09.2026
Wydawnictwo: Mova
Seria: Mroczne Podlasie
Liczba stron: 456
Gatunek: powieść kryminalna
 
Marcin Silwanow to jeden z tych autorów, którzy nie ulegli presji czasu - pisze pomiędzy codziennymi obowiązkami prywatnymi i zawodowymi pozwalając historiom dojrzeć, nabrać kształtów, co wyróżnia je na tle pozostałych powieści kryminalnych polskiego rynku, a co więcej, wyróżnia je między sobą. Dzięki temu każda jego książka jest inna od poprzedniej, mimo że w większości należą do jednej serii z Mirosławem Grockim. Swoją karierę literacką rozpoczął w 2022 roku od “Warstw podskórnych” (recenzja - klik!), w których prywatny detektyw Rajski podzielił jego własny zawód - detektywa zajmującego się śledztwami genealogicznymi. W 2024 w jego drugiej powieści “Wiatr” (recenzja - klik!) po raz pierwszy pojawił się komisarz Grocki, stała postać przewijająca się przez kolejne dwie książki autora (i mam nadzieję, że te, które dopiero powstaną, też!): “Motyw osobisty” (recenzja - klik!) i “Kruchość”, choć nie w każdej z nich odgrywa typowo pierwszoplanową rolę, dzięki czemu czytelnik nie musi zachowywać kolejności chronologicznej lektury.
“Kruchość” to pierwszy kryminał Marcina Silwanowa, który wydany został pod opieką Wydawnictwa Mova i pierwszy, który należy do nowej serii wydawniczej tego wydawcy zatytułowanej Mroczne Podlasie.
 
Listopad, mała wioska Góra położona nieopodal Białegostoku. Ten dzień od samego początku nie zapowiadał się dobrze: mechanik samochodowy Marek Kosicki pokłócił się z żoną, leśniczy Bogdan Majewski ledwo uniknął wjechania do rowu w drodze na ważne dla niego spotkanie, a bezrobotny Ryszard Łobacz przytrzasnął sobie dłoń w zastawianych w lesie wnykach. Pech nie ominął też kobiet: nauczycielka polskiego Katarzyna Drobysz została przyłapana przez szwagra w dwuznacznej sytuacji, a żona Marka, Elżbieta wyszła z domu i … już nie wróciła. Mimo że oni jeszcze tego nie wiedzą, każdy uczynek i przypadek tego dnia będzie miał dla mieszkańców Góry znaczenie.
Dzień później Kosicki zgłasza sprawę zaginięcia żony w białostockim komisariacie, a już wkrótce zajmie się nią lokalny wydział zabójstw w postaci komisarza Mirka Grockiego z nową partnerką Agatą Lipską. Oni też jeszcze nie wiedzą, że przyjdzie im szukać kogoś, kto morderstwo planował od dawna…
„(...) to twoja sprawa, co robisz, ale przestaje ona być tylko twoja, gdy od twoich decyzji zależy życie innych osób.”
Książka rozpisana jest na trzynaście tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział otwiera fragment pisany z perspektywy mordercy, po czym uwaga narratora przenosi się na poszczególnych bohaterów powieści, których poczynania oglądamy w relacji naprzemiennej. Narrator powieści opisuje ich losy w trzeciej osobie czasu przeszłego przyglądając się nie tylko ich poczynaniom, ale przede wszystkim temu, co dzieje się w ich wnętrzach. Język, jakim przy tym się posługuje, jest w pełni zrozumiały, nie jest jednak zwyczajny, prosty - narrator często kusi się o zabiegi literackie, swoistą poetyckość tekstu: stosuje porównania, metafory, ciekawe, nieoczywiste skojarzenia, które pozwalają spojrzeć na omawiane zagadnienia z innej niż dotychczas strony. Widać więc, że autor przywiązuje dużą wagę do samego słowa, do języka, choć nie do końca ustrzegło go to, przed kilkoma niepotrzebnymi powtórzeniami zwrotów czy faktów - będzie to jednak dostrzegalne tylko podczas lektury ciągłej dla czytelnika mocno zwracającego na język uwagę. Przez całą lekturę idzie się płynnie, bez stylistycznych potknięć, a dialogi postaci wypadają przyjemnie naturalnie, choć często poruszają tematy niełatwe.
„(...) ze słowami jest jak z zapachem. Wypowiedziane raz, rozchodzą się wokół i nie da się ich złapać ani nadać im kierunku czy wtłoczyć z powrotem tam, skąd wyszły. Można tylko próbować zagłuszyć je innymi.”
Bo choć historia osadzona jest na kanwie kryminału, to jednak najważniejsze są w niej postacie i pytania, jakie w jej trakcie zadają. Pytania o sens życia, o rolę przypadku, o to, czy istnieje coś takiego, jak przeczucia czy przeznaczenie. Zastanawiają się nad tym, jaką tak naprawdę mają kontrolę, czy może wszystko, co je spotyka jest od nich niezależnie. To jestestwa przepełnione znajomymi nam dylematami, ale też ogromnym bólem, z którym próbują sobie poradzić na różne sposoby. Tylko co, kiedy każdy, bez względu na to, czy ma życiowych partnerów, dzieci, bliskich czy nie, tak naprawdę jest w swoim życiu naprawdę samotny? Samotność, pustka, które powstają przez nieprzemyślane, podejmowane pod wpływem chwili małe decyzje, są w tej historii wszechogarniające, tylko sposób radzenia sobie z nimi w niektórych przypadkach jest różny. A mimo to nigdy właściwy.
„(...) w jego małżeństwie właściwie nie działo się nic złego. Żadnych zdrad czy awantur. Tylko cisza.”
Marcin Silwanow wikła swoich bohaterów w pozornie zwyczajną codzienność, tematy, z którymi bliżej czy dalej spotkał się każdy z nas. Poczynając od ciszy, która wybrzmiewa w domu głośniej niż krzyk, poprzez wytłumaczenia, które nigdy nie padły, aż po próbę radzenia sobie z rzeczywistością za pomocą używek. Nałogi pojawiają się tu staje w różnych formach, ale ich cel, jest zawsze ten sam - złagodzić ból istnienia. I tu pojawiają się kolejne pytania: co faktycznie trzyma te postacie przy życiu?
„(...) z nałogiem można wygrać jedynie milczeniem, nie wchodząc z nim w jakiekolwiek negocjacje. Nie było takich argumentów, na które nałóg nie znalazłby lepszych.”
Każda z występujących w “Kruchości” postaci się z czymś boryka - a choć ich problemy momentami mogą wydawać się powtarzalne, to jednak nie ulega wątpliwości, że są to kreacje dopracowane i psychologicznie dobrze przemyślane, pełne, a równocześnie naturalne. To ważny punkt w tej powieści, bo to on sprawia, że ich dylematy, refleksje o podłożu filozoficznym przyjmujemy jako prawdziwe, jako takie, które dotyczą nas samych. Przyznam, że w ostatnim czasie nieczęsto zdarza się, żebym przy zakończeniu powieści czuła tę przemożną potrzebę dowiedzenia się co dalej - tutaj nie mogę się pogodzić z myślą, że nie wiem, co stanie się z Mirkiem i Agatą. To świadczy o dopracowaniu postaci, o ich urealnieniu, dzięki czemu ich los staje się czytelnikowi bliski.
„Wiesz, co mnie w tej chwili najbardziej przeraża? (...) Świadomość, że poza samym życiem nic nie jest ważne. Przychodzimy i odchodzimy z niczym. Tak, zupełnie z niczym. Nie mamy nic, czym moglibyśmy się wykupić, a zachowujemy się tak, jakbyśmy mogli wszystko.”
Warstwa kryminalna powieści też wyróżnia się spośród innych książek tego gatunku literackiego. To nie jest zwyczajny kryminał z zamkniętym gronem podejrzanych - tak naprawdę nawet nie o zagadkę kryminalną w nim chodzi, a o to, do czego widmo śmierci zmusza postacie. Niemniej jednak i pod kątem kryminalnym ta historia ciekawi - zabieg z rozpoczynającymi rozdziały fragmentami pisanymi jako wskazówki od mordercy skutecznie pobudza ciekawość, skutecznie niepokoi nie pozwalając odpędzić od siebie pytania - kim ten ktoś jest i jaki ma w tym wszystkim cel? To kolejny punkt fabularny, który ma za zadanie zmusić czytelnika do własnych refleksji na temat ludzkiej psychiki i tego, jak bardzo jest podatna na wpływy.
„Tak jest z tym cholernym życiem, że ono nie jest na próbę. Nie da się popróbować, że można tak, a później inaczej. Wszystko, co robisz, ma swoje konsekwencje. Zły wybór dziś może ci uniemożliwić zrobienie czegoś innego w przyszłości.”
Nie zapomnijmy też o miejscu akcji. Mała wioska jest oddana dokładnie tak, jak w kryminale oddana być powinna, a bliskość lasu, który w tych listopadowych warunkach nie gwarantuje schronienia, a sam w sobie staje się pułapką, tylko ten małomiasteczkowy klimat zaciskającej się pętli podkreśla. Nie jest to jednak powieść całkowicie osadzona w głuszy - wraz ze śledczymi podróżujemy do większego miasta, do Białegostoku, w którym czeka nas cywilizacja ze wszystkimi swoimi atutami i wadami.
„We wsi najszybszy światłowód nie ma szans w wyścigu z plotką.”
Bezsprzecznie “Kruchość” jest powieścią podchodzącą do gatunku kryminału inaczej niż wszystkie. W niej nie sam czyn zbrodniczy jest ważny, a to, jak na innych oddziałuje. Jak sumienia nie do końca czyste reagują postawione przed dylematem powiedzenia prawdy i potencjalnym przyczynieniem się do rozwiązania zagadki zbrodni czy jednak chronienia przede wszystkim samego siebie. Ale czy życie w ogóle jest na tyle przewidywalne, że uchronić się da? To opowieść prowadzona w spokojnym rytmie, w której ważne są pytania natury życiowej, filozoficznej, a nie proste odpowiedzi. Kruchość życia i relacji, pokora wobec losu, który jest czymś ciągle niepojętym, i ból, który rodzi się z niezgody na to, czego niezależnie od siebie doświadczamy, stanowią jej człon, który doskonale współgra z małomiasteczkowym, przejmująco chłodnym listopadowym klimatem.
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!