września 18, 2020

"Odmęt" Jacek Łukawski

"Odmęt" Jacek Łukawski

Autor: Jacek Łukawski
Tytuł: Odmęt
Cykl: Krąg Painera, tom 1
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał

„Odmęt” to debiut Jacka Łukawskiego w gatunku kryminał. Wcześniej pisał fantastykę, wydał kilka książek w tym gatunku, publikował też opowiadania w różnych magazynach fantastycznych i motocyklowych. Mieszka niedaleko zamku w Chęcinach, czyta książki w tych gatunkach co pisze, lubi też jeździć na motocyklu.

„Odmęt” zaczyna się dniem, który dla dziennikarza Damiana Wolczuka można określić jako jeden wielki pech. Przegrał w sądzie proces o zniesławienie, wyleciał z pracy, a po powrocie do domu znalazł we własnym łóżku swoją dziewczynę z jej szefem… Nie pozostało mu nic innego jak ruszyć do Krakowa, gdzie prawdopodobnie będzie mógł znaleźć pracę. Jednak w drodze pech go nie opuszcza – w okolicy Chęcin ma wypadek samochodowy – jakiś większy SUV zahacza o jego auto spychając go z drogi i przy okazji wbijając w słupek. Na szczęście chwilę po wypadku drogą przejeżdża Alicja, która oferuje Damianowi pomoc – zawodzi go do okolicznego zakonu połączonego z ośrodkiem leczenia uzależnień – pracuje tam jej znajomy, mają tam pokój dla gości. Damian chętnie korzysta z oferty, rano ma w planach zajęcie się samochodem i ruszeniem w dalszą drogę. Niestety sytuacja się komplikuje –nad okolicznym jeziorem znalezione zostają cztery ciała. Policja szybko odkrywa, że to właśnie oni mieli wcześniej stłuczkę z Damianem. Mężczyzna zatem musi trochę tu zostać, co w sumie nie jest specjalnie problemem – wcale mu się nie spieszy, a poczwórne morderstwo to dobry temat do rozpoczęcia nowej pracy. Postanawia zatem przeprowadzić własne dziennikarskie śledztwo. Równocześnie policja i prokurator Painer prowadzą własne dochodzenie. Kto zamordował tą czwórkę? I kto szybciej odkryje sprawcę – policja czy dziennikarz?

Książka składa się z 13 rozdziałów podzielonych na dni śledztwa. Te składają się na 128 krótkich podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża za Damianem, prokuratorem Painerem i policjantem Kryńskim. Styl jest niespieszny, duża uwaga poświęcona jest na szczegóły otoczenia, sporo jest też dialogów. Książkę czyta się dobrze, fabuła wciąga.

Tradycyjnie zacznijmy od postaci, które tutaj są naprawdę dużym plusem tej książki. Każda z nich oddana jest bardzo dokładnie, nikt nie jest kryształowo czysty, ale każdy wzbudza w czytelniku sympatię. Damian, mimo wielu niepowodzeń, nastawiony jest cały czas na sukces, nie zniechęca się, a dziennikarz śledczy jest z niego faktycznie dobry – wie gdzie szukać, wie kogo pytać, przez co jego śledztwo jest ciekawe i zajmujące. Prokurator Painer to też ciekawa osobowość – ubiera się rodem z PRLu, w wolnych chwilach ściga się na motorze, a swoją pracę traktuje bardzo serio – utworzył tak zwany Krąg Painera, gdzie dwie grupy sprawdzają własne hipotezy, przez co wnioski przez nie wyciągnięte są pewniejsze. Do drugiej grupy tego kręgu należy, a raczej został zaproszony, policjant Dariusz Kryński i technik Dorota, z którą Kryński prywatnie ma romans. W trójkę razem z Painerem spotykają się w jego domu i podejmują znaczące kroki w sprawie morderstw. Ich narady są naprawdę zajmujące!

Oczywiście, jak to w małym miasteczku bywa, wszyscy się tam znają, jedynym obcym jest Damian, do którego większość z nich podchodzi nieufnie. Małe miasteczka zawsze mają swoje tajemnice, szczególnie te pokroju Chęcin, w którym znajduje się nie tylko zakon i zamek, ale też ośrodek leczenia uzależnień… Ta okolica też kryje w sobie dosyć niepokojące wydarzenia z przeszłości, z wojny, a nawet jeszcze dalej… To naprawdę dobry wybór na osadzenie akcji kryminału.

Co do zagadki kryminalnej to jest faktycznie ciekawa. Mamy to jakieś powiązania z kościołem, jakieś nawiązania do dawnych, strasznych legend. Mamy też niejasną, tragiczną przeszłość Damiana, przez którą ma duży uraz do policji i prokuratury. Zło gdzieś tam czai się w Chęcinach, od dawien dawna… W kim teraz się osadziło? Czy można wierzyć w dawne legendy? Jak te historie mają się do tego, co dzieje się teraz? Na pewno podobało mi się też rozdzielenie akcji na śledztwo dziennikarskie i policyjne – w książce dużo się dzieje, bohaterowie nie mają czasu na oddech. Co do zakończenia to z początku może nie było do przewidzenia, domyślałam się raczej dopiero pod koniec, ale nie było ono specjalnie odkrywcze – szczerze w tym miesiącu to była już trzecia książka z tym motywem - wszystkie są z tego roku. Nie wiem skąd ta nagła popularność tego motywu, nie mogę też tego uznać za minus książki, bo historia jest naprawdę dobrze i rzetelnie zbudowana, a sięganie do znanym motywów jest przecież dozwolone. Jednak przez to zabrakło mi tu tego mocnego zakończenia, oryginalności, która wyróżniałaby ten tytuł na tle innych. Szkoda, ale to raczej wina przypadku – wszystkie te trzy książki zostały wydane w podobnym czasie, więc raczej nie ma mowy o zgapianiu 😊

Podsumowując, „Odmęt” to dobry debiut kryminalny. To taki rasowy kryminał – główna uwaga skierowana jest na śledztwo, nie zabraknie też prywatnych wypadów w życie i romanse bohaterów. Intryga zbudowana jest ciekawie, fabuła wciąga, dużo się dzieje, od książki ciężko się oderwać. Zakończenie może nie jest specjalnie oryginalne, ale dobrze spina wszystko w całość. Na pewno będę chciała sięgnąć po jej kontynuację.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 17, 2020

"To nie jest mój mąż" Olga Rudnicka

"To nie jest mój mąż" Olga Rudnicka

Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: To nie jest mój mąż
Cykl: Matylda Dominiczak, tom 2
Data premiery: 01.09.2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 408
Gatunek: komedia kryminalna

Olga Rudnicka to jedno z najważniejszych nazwisk w polskiej komedii kryminalnej. Powtarzając za Alkiem Rogozińskim, to właśnie ona, po śmierci Joanny Chmielewskiej, utrzymywała ten gatunek przy życiu. I robiła to naprawdę dobrze! Teraz ma już dużo kolegów po fachu, jednak jak dla mnie, nadal nikt nie robi tego tak dobrze jak ona! Jej komedie są specyficzne i odróżniają się od wszystkich pozostałych dostępnych na rynku. Olga nie robi dygresji w kierunku wytknięcia wad ludzi, systemu czy innych organizacji – dla niej ważna jest przede wszystkim intryga kryminalna i tylko i wyłącznie na niej skupia się cała fabuła powieści.
„To nie jest mój mąż” to druga książka w całości poświęcona detektyw Matyldzie Dominiczak. Pierwszy raz z tą postacią spotkaliśmy się w „Byle do przodu” z 2018 roku, ale tam grała ona postać poboczną. Jej debiut jako bohatera pierwszoplanowego był wiosną tego roku w powieści „Oddaj albo giń!”, gdzie poznaliśmy co przyczyniło się do podjęcia decyzji Matyldy o zmianie zawodu z bibliotekarki na detektywa – recenzja – klik! W „To nie jest mój mąż” dostajemy pierwszą poważna sprawę Matyldy w nowym zawodzie, a już teraz, zapowiedziana jest kolejna książka z serii pt. „Mój sssskarb” – już nie mogę się doczekać!

Matylda Dominiczak pracuje dorywczo w agencji detektywistycznej. Jej szefowa, Salomea Gwint służy jej codziennie irytującymi pogadankami o roli kobiety w tym zawodzie oraz zleca jakieś mało znaczące, drobne kawałki spraw. Teraz jednak sytuacja się zmienia – Matylda dostaje prawdziwe zlecenie! I to ona jest prowadzi! Towarzyszy jej Mareczek, technik pełniący funkcję asystenta – jako ten bardziej doświadczony ma służyć pomocą. Matylda ma za zadanie zdobyć dowody na niewierności męża klientki. I ma to zrobić tego wieczoru! Zadanie dosyć skomplikowane, o ile mąż nie jest nałogowym seksoholikiem, komplikuje się jeszcze bardziej gdy do akcji wkracza Matylda! Kolejnego dnia policja znajduje nad rzeką trupa… Kim on jest? Jak zginął? I jak te odkrycie wiąże się ze sprawą Matyldy?

Książka podzielona jest na dni śledztwa – zaczyna się 22 września 2010 roku, kończy 1 października. Całość zamyka epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się na Matyldzie, komisarzu Mareckim i podkomisarzu Tomczyku. Narrator, mimo że trzecioosobowy, wkrada się w głów bohaterów i dokładnie przedstawia nam ich myśli, co przy postaci Matyldy daje często komiczne efekty. Język powieści jest przyjemny, bardzo pozytywny, unikający wulgaryzmów. I to, między innymi, u Olgi bardzo cenię – nie ucieka się do negatywnie nacechowanych słów, z jej książki tchnie bardzo pozytywna energia, są, w porównaniu do pozostałych współczesnych komedii kryminalnych, bardzo niewinne, choć przecież opowiadają o tym samym. To zdecydowanie zasługa języka, jakim posługuje się w swoich powieściach Rudnicka.

Jeśli chodzi o postacie to oczywiście prym wiedzie tu Matylda. Z pozoru stateczna żona Romana, matka 10letniej Moniki, pani bibliotekarka, tak naprawdę pokłada w sobie masę niespożytej energii. Najlepiej jej się myśli prowadząc dialog z samą sobą, co z boku wygląda naprawdę komicznie. Gdy się nakręci, zaaferuje, jej wypowiedź zlewa się w ogromny potok słów, które łączą się szybko i dosyć niezrozumiale dla innych osób. Swoją drogę jej monologi to naprawdę pisarskie mistrzostwo! Matylda jednak ma coś, czego inni nie mają – niesamowitą intuicję! Jakoś tak sama z siebie łączy fakty, z pozoru pokrętnie, jednak zawsze gdzieś tam dochodzi do wniosków, które okazują się zgodne z prawdą… Naprawdę świetny z niej detektyw! No i nie można nie wspomnieć, że jest to osoba tak pozytywna, że nikt nie ma oporów, by się przed nią otworzyć, co na pewno jest dużym plusem w tego typu zawodzie.

O Matyldzie można by jeszcze długo pisać, jednak zostawię Wam tę przyjemność, by odkryć ją samodzielnie. Teraz wspomnę jeszcze tylko na szybko o postaciach policjantów – zarówno Tomczak, jak i Marecki znani już nam są z tomu poprzedniego. Tomczak to leniwy, stary gbur, który został jedną nogą w PRLu. Ciągle miesza w sprawach, do tego cały czas marudzi. Ogólnie dosyć denerwująca postać, ciężko mi było się z niego śmiać. Niemniej jednak w tym tomie pokazuje się nam z innej strony, a i w końcu podejmuje pewną ważną decyzję – na pewno jeszcze go spotkamy w kolejnym tomie, ale już w nieco innej formie.
Co do Mareckiego to zdecydowanie jest to pozytywna postać. Skupiony na swojej pracy, dobry detektyw, który wie, że gdzie Matylda, tam kłopoty. Jednak ewidentnie i on polubił naszą główną bohaterkę. Jestem bardzo ciekawa jak ich relacja się rozwinie.

Co do intrygi kryminalnej, to jak wspomniałam, historia skupia się wyłącznie na niej. Nie ma tu żadnych dygresji, wątków pobocznych (no, prócz małych wstawek z życia rodzinnego Matyldy) czy innych przerywników. Historia jest rozbudowana i poprowadzona dosyć klasycznie, na tyle zagmatwana, że naprawdę podczas lektury sama nie miałam prawie żadnych hipotez. Naprawdę dobrze wymyślony i poprowadzony wątek. Oczywiście finalnie mocno zaskakuje!

Na koniec trochę o humorze – w końcu jest to komedia kryminalna! Muszę przyznać, że najwięcej znajdziemy go gdzieś w drugiej połowie książki – miałam tam zdecydowanie kilka groźnych napadów śmiechu! Głównie jest to humor sytuacyjny, zawarty w dialogach i monologach. Po lekturze tej książki na pewno pytanie „Opowiesz mi bajkę?” na pewno już nigdy nie będzie takie samo jak przedtem 😉 Dawno nie miałam tak, że przy książce naprawdę niekontrolowanie śmiałam się w głos, co najwyżej zdarzały mi się parsknięcia, ale takie napady prócz Olgi potrafi wzbudzić we mnie tylko Chmielewska.

Nie będę już więcej przedłużać – przejdźmy do podsumowania. „To nie jest mój mąż” to po pierwsze dobry kryminał w starym stylu, powiedziałabym nawet, że to dobra powieść detektywistyczna. Język też jakby do niego nawiązuje – jest przyjemny i łagodny, nie znajdziemy tu agresji czy przesadnych wulgaryzmów. Nie ma tu wątków pobocznych – cała uwaga skupiona jest tylko i wyłącznie na intrydze kryminalnej. Postacie są pozytywne, pełne humoru. Książkę czyta się świetnie, mocno wciąga i zostawia czytelnika z naprawdę dobrym humorem. Nikt nie pisze tak jak Olga, a ja już teraz z niecierpliwością czekam na jej kolejną książkę!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

września 16, 2020

"Precedens" Remigiusz Mróz - recenzja premierowa

"Precedens" Remigiusz Mróz - recenzja premierowa

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Precedens
Cykl: Joanna Chyłka, tom 12
Data premiery: 16.09.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller prawniczy

Remigiusz Mróz, polski autor kryminałów i thrillerów piszący w tempie ekspresowym, z wykształcenia jest prawnikiem. Ma doktorat z prawa konstytucyjnego, a wiedzę z niego wyniesioną skrzętnie wykorzystuje w swoim najpopularniejszym cyklu – cyklu o prawniczce Joannie Chyłce i jej partnerze Kordianie Oryńskim. „Precedens” to już 12 tom tej serii i wcale nie zapowiada się, by przygody tej pary zbliżały się do końca – wręcz przeciwnie, w posłowiu autor roztacza przed nami wizję jeszcze wielu, wielu lat w towarzystwie tej dwójki. Cykl ten jako pierwszy z wszystkich powieści Mroza doczekał się ekranizacji – właśnie teraz na małych ekranach można oglądać drugi sezon serialu, który powstał na podstawie tej serii.

Akcja „Precedensu” rozpoczyna się, gdy Chyłka zostaje wyrwana ze swojego urlopu rekonwalescencyjnego – odzywa się do niej znana polska aktorka, Alina Karaś, która twierdzi, że odkryła pewnie kruczek w polskim prawie karnym, który pozwoli jej popełnić zbrodnię doskonałą. Prosi Chyłkę o to, by ta podjęła się jej obrony prawnej, po czym publikuje filmik na Facebooku, na którym na żywo kogoś brutalnie morduje. Chwilę później zostaje aresztowała, a Chyłka czuje się na tyle zaintrygowana, że sprawę przyjmuje. Nie wie tylko jak poważne konsekwencje niesie ta decyzja. Konsekwencje, które wpłyną na całe jej dotychczasowe życie…

Książka składa się z trzech tytułowanych rozdziałów i epilogu. Każdy z rozdziałów podzielony jest na numerowane krótkie podrozdziały opatrzone miejscem wydarzeń. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się na postaci Chyłki i Kordiana. Styl powieści jest specyficzny, zdominowany przez postać głównej bohaterki, która nie stroni od ironii, sarkazmu i słów potocznych. Książkę, jak zawsze u Mroza, czyta się w tempie ekspresowym, historia dziwnie mocno wciąga.

Tym razem mam wrażenie, że autor skupił się głównie na zagadnieniu natury prawnej – przez całą powieść zastanawiamy się o co chodzi z tą zbrodnią doskonałą, sama Chyłka nie jest w stanie się domyśleć o co aktorce może chodzić, a ta ciągle nie zdradza swoim prawnikom na czym jej obrona ma polegać. Przez to zastanawiamy się nad istotną prawa, czym jest, kto je ustanowił i czy faktycznie należy go bezwzględnie przestrzegać. To ciekawe zagadnienie i mam wrażenie, że dawno tak mocno Mróz nie skupiał się po prostu na prawie, zasadach obowiązujących i spinających nasze społeczeństwo.

Oczywiście prócz tego jest też sprawa, która nadaje książce wątek niejako sensacyjny – Chyłka z Kordianem odkrywają, że istnieje takie coś jak Konsorcjum – zbiór najbogatszych, najpotężniejszych w kraju ludzi, którzy gdzieś poza wymiarem sprawiedliwości robią co chcą i rządzą krajem, jego prawem i wydarzeniami z ukrycia. To tajne stowarzyszenie, które nie życzy sobie, by ktokolwiek o nim wiedział, a już na pewno nie całe społeczeństwo… Jak zawsze Chyłka i Zordon mają potężnych przeciwników, tym razem jednak nie mają pojęcia komu tak naprawdę mogą ufać – w końcu i policja i wymiar sprawiedliwości mogą być w tę sprawę zamieszani…
„ – Czy oni się zajmują? – zapytał.- A jak myślisz?- Bogaceniem się?Podkomisarz znów cicho się zaśmiał.- Mają w dupie kasę, chodzi im o władzę i poczucie wyższości nad szarymi masami. Chcą być ponad wszystko. Robić, co im się żywnie podoba. Czuć, że prawo ich nie obowiązuje, i…”
Książka lekko zahacza też o wątek #metoo. Alina w pewnym momencie głośno mówi o wyzyskiwaniu i wykorzystywaniu kobiet w branży rozrywkowej, czym nakręca całą medialną machinę. Do jej wyznań dołączają się inne kobiety, aktorki równie, a i czasem bardziej poszkodowane przez wysoko postawionych mężczyzn, zmieniając niejako podejście społeczeństwa do aktorki podejrzanej o morderstwo.

Co do samych naszych głównych bohaterów z radością muszę przyznać, że Mróz w końcu przestał sięgać po przesadny melodramatyzm. Jasne, tu też jest pewna wielka scena, ale nie jest ona porównywalna do tych z wcześniejszych tomów. Mam wrażenie, że w końcu ta dwójka na stopie prywatnej może trochę odpocząć i nabrać stabilizacji, co w końcu sprawia, że stają się normalniejsi, bliżsi czytelnikowi.

Podsumowując, „Paradoks” to naprawdę dobry tom tej serii. Książka porusza ciekawe zagadnienia władzy i systemu sprawiedliwości, istoty prawa, która przecież doskonała nie jest. Znajdziemy tu też to, za co lubimy tę serię – czyli cięty język Chyłki, dużo zabawnych dialogów, trochę szybkiej akcji i rozgrywkę na sali sądowej. Ja jestem usatysfakcjonowana i czekam na tom kolejny – oby był tak dobry jak ten!
„ – Będą nas zawalać beznadziejnymi sprawami, Zordon.- Przywykniemy – odparł spokojnie. – Będzie jak z kroplami.- Z czym niby?- Kiedy jedna po drugiej kapie z kranu, doprowadza cię do wściekłości. Jak pada deszcz, tworzą razem kojący dźwięk.”
Parasol "Z deszczu pod Chyłkę" można kupić tu - klik!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!



Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 15, 2020

"Zagubieni w Neapolu" Heddi Goodrich

"Zagubieni w Neapolu" Heddi Goodrich

Autor: Heddi Goodrich
Tytuł: Zagubieni w Neapolu
Tłumaczenie: Iwona Banach
Data premiery: 07.07.2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura piękna / obyczajowa

„Zagubieni w Neapolu” Heddi Goodrich to debiut literacki autorki, amerykanki, która w czasach licealnych przeniosła się do Włoch, po kilku latach wyjechała do Nowej Zelandii. Książka porównywana jest do prozy Eleny Ferrante – ja tego porównania uniknę, gdyż tej drugiej jeszcze nie udało mi się przeczytać.

„Zagubieni w Neapolu” to opowieść głównej bohaterki – Heddi, studentki języków wschodnich, która od kilka lat mieszka w Neapolu. Na jednej z imprez poznaje Pietro – chłopak przygotował dla niej kasetę z miksem piosenek – dziewczyna go w ogóle nie kojarzy. Kasetę jednak przyjmuje i przesłuchuje i od tego momentu jej sympatia do nieznajomego rośnie. Niedługo później spotykają się znowu, później on zaprasza na kawę i tak rozpoczyna się ich romans, pierwsza miłość i szaleńcze zakochanie. Jednak czy taki związek, tak różnych od siebie ludzi, ma szansę przetrwać? Wszystko to rozgrywa się gdzieś pod koniec lat 90tych XX wieku w słonecznym, gęsto zaludnionym Neapolu…

Książka składa się z 33 rozdziałów poprzetykanych wiadomościami mailowymi Heddi i Pietro. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Heddi. Styl powieści jest ciekawy, warty uwagi – powiedziałabym, że jest dosyć poetycki – autorka często sięga po wymyślne porównania, posługuje się metaforami, przenośniami i innymi środkami literackimi. Przez to opowieść płynie dosyć powoli – z początku nie odczuwałam specjalnego zainteresowania książką, jednak diametralnie zmieniło się to po 100-150 stronach – język stosowany przez autorkę w końcu do mnie przemówił, przyzwyczaiłam się do stylu narracji, a historia oczarowała, by później wywołać masę innych emocji.

„Zagubieni w Neapolu” to historia pierwszej poważnej miłości. Na przykładzie związku Heddi i Pietro możemy obserwować wszystkie jego fazy – od początkowego nienasycenia cielesnego, fascynacji ciałem i psychiką drugiego człowieka, po wyciszenie, przyzwyczajenie, aż po wygaszenie, a raczej wybuch niezgodności charakterów i niemożliwość dopasowania swoich priorytetów. Nie wiem czy nie przesadzę, ale miałam wrażenie, że ich związek okazał się tak naprawdę toksyczny – Heddi kochała na tyle mocno, że chciała walczyć o ten związek, kiedy Pietro raczej pozostawał bierny, a może i wręcz w cichej opozycji. W każdym razie obraz tego związku jest oddany bardzo realnie, opis ich wszystkich uczuć, emocji nimi targającymi jest niesamowicie trafny, myślę, że każdy z czytelników w pewnym momencie powie – tak, ja też to przeżyłem. Uroku i finezji całej tej opowieści dodaje na pewno piękny język, którym całość zgrabnie opisuje autorka.

Oprócz głównego tematu związku, warto też zwrócić uwagę na życie studentów w Neapolu – w książce jest ono bardzo szczegółowo opisane i nierozerwalnie wiąże się z kolejnym bohaterem powieści za jakiego można uznać sam Neapol. Miasto w tej powieści odgrywa ogromną rolę – wpływa na nastrój bohaterki, górujący nad nim Wezuwiusz nawiedza ją w snach zapowiadając wybuch. Czy to metafora jej związku? Neapol jest ciasny, brudny, pełny ludzi i nielegalnych dobudówek. Pełen dźwięków, zapachów i słońca. Bohaterka prowadzi nas przez tradycyjne zachowania mieszkańców miasta, zabiera nas na wycieczki po kilku atrakcjach okolicy, a także, razem z Pietro na wieś – która kontrastowo od miasta się różni. Tam też zaznajamiamy się ze zwyczajami tam panującymi, z mentalnością starszych Sycylijczyków, którzy świetnie oddani są przez postacie rodziców Pietro. Okolica zarówno miasta jak i wsi oddana jest z wielką starannością, wciąga nas w wąskie uliczki Neapolu, w upał, ale i osobliwe piękno. Ja niestety Neapolu nie znam, ale podejrzewam, że dla osób, które kiedyś te tereny odwiedziły, książka będzie wręcz ponowną wizytą w tym miejscu. Naprawdę całość oddana jest z niesamowitą uwagą.

Ciekawym zabiegiem jest też rozdzielenie rozdziałów przez wiadomości mailowe – to wymiana Heddi i Pietro po latach, przez co od początku wiemy, że w pewnym momencie ich związek się rozpadł. Wymiana mailowa jednak uświadamia, że miłość w tej czy innej formie nigdy nie wygasa, zawsze coś z niej zostaje. Heddi na nowo wydaje się wciągać w wir tej znajomości, Pietro nadal pozostał ten sam – niby kocha, ale jednak nie jest skory do poświęceń. Na tym przykładzie jeszcze mocniej widzimy różnicę pomiędzy światopoglądem tych dwojga – ich światy, ich podejście do życia nie może różnić się bardziej. Heddi jest skłonna by pójść na kompromis, Pietro już takich chęci nie okazuje…

Podsumowując, „Zagubieni w Neapolu” to pięknie przedstawiona historia. Język jest bardzo poetycki, zaskakuje ciekawymi porównaniami i przenośniami. Nim opowiedziana jest historia miłości dwóch bardzo różnych od siebie ludzi – Heddi, amerykanki, trochę nomadki, wolnego ducha i Pietro, który został wychowany przez tradycyjną sycylijską rodzinę, przywiązany do ziemi i swojej rodziny. To bardzo życiowy obraz związku, przechodzimy przez wszystkie jego fazy, a autorka oddaje je z niesamowitym wyczuciem – tak że czujemy wszystkie emocje targające bohaterką, razem z nią wszystko przeżywamy. To była naprawdę dobra lektura – momentami niełatwa, ale na pewno warta uwagi.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 13, 2020

"Głodnemu trup na myśli" Iwona Banach

"Głodnemu trup na myśli" Iwona Banach

Autor: Iwona Banach
Tytuł: Głodnemu trup na myśli
Cykl: Magda i Emilia, tom 2
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 352
Gatunek: komedia kryminalna

Książki Iwony Banach na mojej półce pojawiły się niedawno, po prawdzie to „Głodnemu trup na myśli” to dopiero moja druga styczność z piórem autorki, ale muszę przyznać, że komedie kryminalne jej zdecydowanie wychodzą! Na swoim koncie ma już 10 książek, nie wszystkie w tym samym gatunku literackim, więc i raczej nie będę deklarować, że zamierzam je nadrabiać, ale spokojnie mogę się ogłosić fanką cyklu o przygodach Magdy i Emilii Gałązki! Recenzję pierwszego tomu znajdziecie tu – klik!, a dzisiaj zapraszam Was na szybkie omówienie tomu drugiego!

Magda marzy o własnej agencji detektywistycznej. Nie zamierza jednak wracać do Warszawy, do czego namawia ją matka i jej były chłopak – Paweł. Woli mieszkać z ciotką na wsi, razem z nowym chłopakiem Mikołajem, tutejszym policjantem. Kiedy przy okazji wizyty u znajomych programistów - pogromców chomików natyka się na zwłoki nieznajomej kobiety od razu uznaje, że jest to rewelacyjny zbieg okoliczności – Magda sama rozwiąże zagadkę, a przynajmniej przyczyni się do złapania mordercy, za co komendant tutejszego posterunku wystawi jej pozytywną opinię, co będzie pierwszym krokiem do otworzenia agencji! Tak, to jest plan! Tylko kim jest denatka? I dlaczego jest tak kolorowo ubrana i… gruba?! Nowo otwarty ośrodek dla pragnących pozbyć się zbędnych kilogramów zaczyna bić rekordy popularności… Pewnie denatka była właśnie jedną z tamtych kuracjuszy… Co zatem robiła na klatce schodowej w środku miasta?

Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów, a może nawet ‘scenka’ to będzie ich lepsze określenie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje bohaterów powieści w miarę po równo. Styl powieści, jak na komedię przystało, jest dosyć przesadzony, pełny wyolbrzymień i przekoloryzowania, które jednak mają w sobie ziarnko (a nawet i więcej) celnych spostrzeżeń i, bądź co bądź, prawdy. Humor autorki jest bardzo cięty, mocno ironiczny, skory do krytyki, ale w sposób bardzo zabawny – tu prawda jest, ale w oczy nie kole 😉 Ja przy tej książce bawiłam się doskonale, absurd goni absurd, a sytuacji do parskania śmiechem jest naprawdę sporo!

Warto zwrócić uwagę na bohaterów – tych znanych z pierwszego tomu i tych całkiem nowych. Po pierwsze jak zawsze Emilia Gałązka, starsza pani, preppers, gotowa na kolejne apokalipsy. Jej siostra bliźniaczka, Amelia, matka Magdy jest jej kompletnym przeciwieństwem, mimo że wygląda tak samo, co w tym tomie jest punktem zapalnym kilku ciekawych sytuacji.
Ze znanych postaci warto tu też wspomnieć o Pawle, byłym chłopaku Magdy, który w tym tomie pokazuje się z nieco innej strony… Więcej nie zdradzę! 😉

Co do bohaterów nowych to po pierwsze Myszka – dziewczynka w wieku wczesnonastolatkowym, która wbrew zainteresowaniom swoich rówieśniczek, nie fascynuje się księżniczkami i jednorożcami, a kryminalistyką i komputerami. A także duchami, których w tym tomie nie zabraknie! 😊 Myszka w ramach rozwoju swoich zainteresowań odkrywa, że łazienka w jej mieszkaniu kiedyś cała była zlana krwią, przez co przypadkowo trafia pod opiekę Magdy i chwilowo zatrzymuje się w domu Emilii. To raj dla tego dziecka, pełen wynalazków i dziwnych osób!
Świetnymi postaciami są też Amerykanki o polskich korzeniach, które wracają do Polski w ramach programu odchudzającego – są bardzo zabawne i przedstawiają sobą Amerykanów w bardzo krzywym zwierciadle 😊
Na koniec och i achów w kierunku postaci wspomnę tylko o programistach, właścicielach firmy deratyzacyjnej, którzy zajmują się ubijaniem chomików… To świetna pretekst, by nawiązać do problemu, o którym ostatnio w mediach jest dosyć głośno, czyli poszanowaniu własności literackiej i nielegalnym pobieraniu plików.

Co do kryminalnej fabuły to, mimo iż można by powiedzieć, że jest na nieco dalszym planie, znowu według mnie jest nie do odgadnięcia! Wiemy że na pewno wiąże się z Amerykankami i z którymś z mieszkańców bloku, ale to w sumie tyle. Bohaterowie, szczególnie Magda, starają się odkryć o co chodzi, głównie pakując się w problematyczne i zabawne sytuacje. Koniec mocno zaskakuje i spina wszystko w zgrabną całość.

Ogólnie książka bardzo mi się podobała. Mamy tu dużo celnych uwag o polskiej mentalności, polskich Amerykanach i internecie. Oczywiście po demonach z tomu pierwszego tutaj dostajemy duchy, jest fajny pomysł z eterycznym ośrodkiem odchudzania, który w okolicy ma pełno restauracji z tłustym jedzeniem, na czym zyskują taksówkarze i właściciele biznesów gastronomicznych 😊 Są kolejne apokalipsy, dużo śmiechu, absurdów i ironii. Ja książki słuchałam tym razem w formie audiobooka z rewelacyjną lektorką Magdaleną Szybińską, która swoją interpretacją w punkt uchwyciła wszystkie plusy i całą esencję książki. Czekam na tom trzeci, bo z zakończenia wnioskuję, że możemy się go spodziewać 😉

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 12, 2020

"Kształt nocy" Tess Gerritsen

"Kształt nocy" Tess Gerritsen

Autor: Tess Gerritsen
Tytuł: Kształt nocy
Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Data premiery: 16.10.2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller

Nazwiska Tess Gerritsen chyba nie trzeba nikomu przedstawiać – to jedna z najbardziej znanych amerykańskich pisarek thrillerów medycznych na świecie. Jej książki tłumaczone są na 35 języków, a światowy ich nakład przekroczył już 30 milionów. Nie wszyscy jednak wiedzą, że Tess zaczynała od nieco innego gatunku – pierwsze jej osiem książek to romanse kryminalne. Teraz znowu postanowiła nieco zboczyć z jej najbardziej rozpoznawalnego gatunku – tym razem napisała thriller o duchach… Tylko czy na pewno było to thriller?

Ava jest autorką książek kulinarnych, na co dzień żyje w Bostonie. W te wakacje jednak postanawia uciec z miasta – musi dokończyć książkę, a nie umie tego zrobić w mieście – ściągają ją demony tragedii, która wydarzyła się w Sylwestra. Wynajmuje zatem dom, dużą rezydencję w Maine przy samej plaży – miała ogromne szczęście, gdyż czynsz jest śmiesznie niski z powodu remontu wieżyczki rezydencji, a poprzednia lokatorka wymówiła lokum przed ustalonym terminem. Wygląda na to, że tym razem wszechświat Avie sprzyja. Jednak czy na pewno? Po przekroczeniu progu domu kobieta wyczuwa jakąś wrogą siłę, która zmienia się po jakimś czasie… Czy możliwe by w domu ciągle mieszkał duch jego prawowitego, pierwszego właściciela - kapitana Brodiego, który zginął 150 lat temu na morzu? Kiedy Ava próbuje się skontaktować z poprzednią lokatorką, okazuje się to niemożliwe. Niedługo później z morza wyłowione zostają zwłoki… Czy to przypadek? A może coś jest na rzeczy? Czy kobiety, których wygląd jest zadziwiająco podobny, są bezpieczne w Strażnicy Brodiego?

Książka składa się z prologu i 31 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Avie. Co za tym idzie mocno skupiamy się na jej postaci, poznajemy jej uczucia, emocje, wspomnienia i skojarzenia, widzimy świat tak jak ona. Jednak czy można jej ufać? Styl powieści jest poprawny, lektura nie stwarza problemów.

Nie mogę jednak powiedzieć, że przy książce dobrze się bawiłam. Mam wrażenie, że została ona źle skategoryzowana – gdyby była reklamowana jak paranormalny romans z wątkami kryminalnymi myślę, że wtedy trafiłaby do innego odbiorców i mogłaby zostać oceniona lepiej. Ja, jako przeciwniczka banalnych wątków romansowych w thrillerach i kryminałach, nie mogę powiedzieć, że to była lektura dla mnie. Dlaczego?

Po pierwsze bohaterka – Ava od początku nosi w sobie jakąś tajemnicę. Jakieś wydarzenia z przeszłości, dokładnie z nocy sylwestrowej, ją męczą, wręcz miażdżą. Odczuwa ogromne poczucie winy, coś bardzo złego przez nią się wydarzyło. Dlatego też musi uciec z miasta, chowa się przed swoją siostrą. Przez tamte wydarzenia stała się alkoholiczką, wygląda na to, że od dawna była też seksoholiczką, teraz kompletnie niezaspokojoną, gdyż od nocy sylwestrowej nie odważyła się na podrywki. Co więcej, kręci ją seksualna przemoc. Dużo się w niej przez te pół roku nagromadziło i teraz, na wakacjach daje temu ujście. Alkohol przełamuje jej granice i Ava dąży do zaspokojenia, zarówno fizycznego jak i psychicznego, związanego z poczuciem winy. No cóż, musicie przyznać, że nie brzmi to jak thriller, prawda? Dużo jest tu scen seksu sado-maso, wiązania, bicia i poniżania. Rozumiem, że jest to wyraz poczucia Avy, która wierzy, że zasługuje na karę, ale kompletnie ten sposób do mnie nie trafia.

Po drugie – wątek ducha. I to nie tylko ducha, ale przenoszenia się w przeszłość. Cała ta część książki dotycząca tych tematów jest dla mnie nieco absurdalna. Może byłabym ją w stanie zaakceptować, gdyby okazało się, że było na to jakieś logiczne wyjaśnienie – niestety tak się nie stało. Mamy tu łowczynię duchów, co jest ciekawym nawiązaniem do popkultury, jednak dla mnie to nie wystarcza, ten wątek w thrillerze się nie broni.

Po trzecie – wątek kryminalny. Niestety jest mocno przewidywalny, ja, co nie zdarza mi się często, zagadkę rozwiązałam już na wstępie i, gdy bohaterka powoli dochodziła do prawdy, kompletnie nie kojarząc ze sobą faktów, miałam ochotę nią potrząsnąć – no przepraszam, ale ogólnie kreowała się na osobę inteligentną, a to jak próbowała rozwiązać tę zagadkę kompletnie na to nie wskazywało.

Czy książka to same minusy? Nie, oczywiście, że nie. Podobał mi się sam pomysł na mroczny, owiany tajemnicą, stary dom. Maine, jak mała nadmorska miejscowość, prywatna plaża, przy której mieszka bohaterka na pewno dodają lekturze uroku. Zagadka ma potencjał, który, gdyby tylko nie zostało wszystko od razu wyłożone czytelnikowi na tacy, mogłaby być naprawdę ciekawa. Oczywiście wątek jedzenia, przygotowywania posiłków przez główną bohaterkę, które testuje do swojej nowej książki, również zyskał moją aprobatę.

Wydaje mi się, że gdyby książkę potraktować jako, tak jak wspomniałam na początku, paranormalny romans z wątkami kryminalnymi, miała by szansę na ciepłe przyjęcie. Podejrzewam, że dla fanów serialu Outlander będzie to nie lada gratka. Podejrzewam, bo serialu nie oglądałam, jako że od początku założyłam, że nie jest to rozrywka dla mnie. Z książką powinno być tak samo, ja po prostu nie powinnam na nią trafić, bo kompletnie nie trafia w moje gusta czytelnicze. Nie mam jednak uwag co do stylu, pomysł jestem w stanie docenić – gatunek romansu kojarzy mi się właśnie z pewnymi uproszczeniami i czasami banalnymi wątkami, więc „Kształt nocy” idealnie się w niego wpisuje, przez co zakładam, że książka innym odbiorcom może się spodobać.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 11, 2020

"Wielbiciel" Max Czornyj

"Wielbiciel" Max Czornyj

Autor: Max Czornyj
Tytuł: Wielbiciel
Data premiery: 17.06.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller / kryminał

Maxa Czornyja chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To autor, który ostatnio wydaje książki w tempie podobnym do Remigiusza Mroza, a może nawet szybciej. W samym roku 2020 na polskim rynku ukazało się już 5 jego powieści! Czornyj najczęściej sięga po taki gatunek jak kryminał i thriller, a „Wielbiciel” jest zgrabnym połączeniem obydwu.

W trakcie kampanii politycznej na prezydenta Warszawy jedna z kandydatów umiera. Z początku wszystko wskazuje na samobójstwo, jednak policja drąży sprawę. W tym czasie córka Bernarda Szajera zostaje porwana. Sprawca szybko odzywa się do rodziny, rozkazuje, by Bernard robił to co mówi, inaczej córka umrze. Jeśli jednak polityk zrobi wszystko, czego porywacz żąda, mała wróci bezpiecznie do domu. Szkopuł w tym, że żądania porywacza są coraz śmielsze, coraz dziwniejsze i kontrowersyjne… Co zrobi Bernard i jego żona Maria by odzyskać córeczkę? Jak wpłynie to na ich przyszłość polityczną? Do czego posunie się psychopata by zaspokoić swój chory plan?

Książka podzielona jest na prolog, cztery części i epilog. Każda z trzech części podzielona jest na dni, wszystkie cztery składają się z krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, każda z pierwszych trzech części dotyczy innego bohatera, dopiero w czwartej rozdziały prowadzone są naprzemiennie. Styl jest dobry, przyjemny, książka ciekawi i mocno wciąga.

Część pierwsza powieści zaczyna się mocno. Z początku skojarzyła mi się z książkami typu political fiction jak cykl Mroza „W kręgu władzy”. Później przeszła w raczej przerażający thriller, który wzbudził moje skojarzenia z filmem Hanekego „Funny games” – to trochę odległe skojarzenie, ale główny punkt założenia ten sam – rodzina jest szantażowana bezpieczeństwem dzieci dla uciechy psychopaty, który wymyśla szantażowanym coraz to nowe, brutalniejsze zadania do wykonania. Na ile może sobie pozwolić? Co rodzice zrobią by ochronić swoje dziecko? Czy będą walczyć, sprzeciwiać się, czy poddają się woli prześladowcy? Ta część była naprawdę świetna, moje zainteresowanie, ciekawość sięgały zenitu.

W drugiej części akcja nabiera innego tempa – przechodzimy do śledztwa policyjnego w sprawie zamordowanej kandydatki. Bo tak, policja po cichu od razu stwierdza, że ktoś kobiecie pomógł zejść z tego świata. Główną postacią jest tu policjant Glazur, stary wyga, alkoholik. Ta postać może nie jest specjalnie oryginalna, ale jest całkiem dobrze oddana pod względem psychologicznym. Policjant z problemami, po przejściach, który za punkt honoru stawia sobie rozwiązanie zagadki, nawet wbrew przełożonym.

Trzecia część to znowu całkiem co innego – śledztwo dziennikarskie prowadzone przez Dianę Elert. To młoda dziewczyna bez stałego zatrudnienia, tak zwana freelancerka. Niedawno napisała cykl artykułów o przekrętach gospodarczych w polityce miasta, teraz szuka nowego tematu. I szybko znajduje – śmierć polityczki. Szybko jednak docierają do niej pogróżki – powinna dla swojego dobra porzucić to śledztwo. Jak łatwo można się domyśleć Diana jednak nie daje się zastraszyć. Co odkryje? Czy dotrze do prawdy przed policją?

Podział na trzy z pozoru osobne sprawy to naprawdę dobry zabieg. Po pierwsze nie spodziewałam się takiego przeskoku na początku, myślałam, że całość dotyczyć będzie Bernarda, więc gdy zaczęła się część druga byłam faktycznie zaskoczona. I od razu w głowie powstało pytanie, który nie odpuszczało do końca: jak te trzy sprawy się łączą? Przecież są tak od siebie różne! I muszę przyznać, że nigdy bym na to nie wpadła, zaskoczenie naprawdę zaskakuje. Każda z części toczy się w innym tempie, każda jest inna, ale zgodna z gatunkiem literackim jaki przedstawia. Może każda z osobna nie zrobiłaby takiego wrażenia, jednak połączone w całość naprawdę fascynują i dają powiew świeżości. Jestem zaskoczona, to naprawdę wciągająca i zajmująca lektura!

Książki Maxa Czornyja traktuje głównie jako czystą rozrywkę. I to też tutaj dostałam. Pierwsza część wzbudziła we mnie wiele emocji, dwie kolejne to rzetelne i ciekawe śledztwa. Pomysł na powieść jest złożony z kilku znanych motywów, ale połączony w całość daje całkiem zaskakujący rezultat. Podoba mi się ten eksperyment!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!



 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 10, 2020

"Upadek gigantów" Ken Follett - audiobook

"Upadek gigantów" Ken Follett - audiobook

Autor: Ken Follett
Tytuł: Upadek gigantów
Cykl: Stulecie, tom 1
Tłumaczenie: Grzegorz Kołodziejczyk, Zbigniew A. Królicki
Data premiery: 05.09.2018
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 1072
Gatunek: powieść historyczna
Audiobook zrealizowany przez Audiotekę i Wydawnictwo Albatros

Dzisiaj recenzja będzie nieco inna, gdyż dotyczy nie tylko książki, ale i niesamowitego słuchowiska, jakie powstało na jej podstawie w ramach współpracy Wydawnictwa Albatros i Audioteki. Podstawą do jego stworzenia była powieść Kena Folletta pt. „Upadek gigantów”, monumentalne dzieło liczące ponad tysiąc stron, które rozpoczyna cykl „Stulecie”. Jest to powieść historyczna obejmująca okres ponad dziesięciu lat od 1911 roku przez całą I wojnę światową, aż do światowego kryzysu. Słuchowiska słuchałam od kwietnia do sierpnia w formie serialu – co piątek w aplikacji pojawiał się nowy odcinek liczący średnio 2-3 godziny. Odcinków finalne było szesnaście, a cały audiobook został też wydany w tradycyjnej wersji trzyczęściowej, który można zakupić na stronie Audioteki (link na końcu recenzji).

Ken Follett to brytyjski autor thrillerów I powieści historycznych, które wydawane są w ponad 80 krajach i tłumaczone na 33 języki. Napisał ponad 30 powieści, które sprzedały się w zawrotnej liczbie 165 milionów egzemplarzy! Już teraz we wrześniu polską premierę będzie miała jego kolejna powieść, prequel „Filarów ziemi” pt. „Niech stanie się światłość”.

Fabuła powieści „Upadek gigantów” rozpoczyna się w roku 1911 w Walii, w małej górniczej wiosce. Tam nastoletni Billy rozpoczyna swój pierwszy dzień pracy w kopalni węgla. Jego starsza siostra Ethel pracuje jako służąca u arystokratycznej rodziny Fitzherbert, gdzie nawiązuje romans z hrabią. W Niemczech zaczyna się już odczuwać niepokoje, Walter von Urlich bardzo dyplomatycznie próbuje wpłynąć na bieg historii i decyzje rządzących. Po drugiej stronie kuli ziemskiej, w rodzinnej miejscowości księżniczki Bei, żony hrabii Fitzherberta, Lew i Grigorij Peszkowie pracują w fabryce i próbują jakoś poukładać sobie życie. Grigorij marzy o wyjeździe do Ameryki, jednak gdy w końcu udaje mu się nazbierać pieniądze na bilet, jego brat wplątuje się w pewną aferę, przez co to on ucieka z kraju…. A to wszystko toczy się na tle coraz mocniej szalejących nastrojów politycznych, gdy początek wojny wisi na włosku…

Książka podzielona jest na prolog i trzy części – wydarzenia sprzed wojny, w czasie wojny i po jej zakończeniu. Całość składa się z 42 rozdziałów i w tytule określa okres, w którym każdy z nich się toczy. Przed tekstem głównym dostajemy też spis postaci z rozdzieleniem na kraje i postacie fikcyjne i historyczne. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, rozłożona jest na wszystkich głównych bohaterów powieści.

„Upadek gigantów” zalicza się do tych powieści, o których nie da się opowiedzieć krótko. Jednak, jako że ja mam do opisania nie tylko książkę, ale i audiobook, który powstał na jej podstawie, postaram się to zrobić możliwie jak najsprawniej. Będzie więc może trochę po łebkach, tylko tak, by zarysować Wam część tego, co w tej historii znajdziemy.

A znajdziemy ogromnie dużo! Po pierwsze tło historyczne – poznajemy historię z punktu widzenia czterech krajów – Anglii, Niemiec, Rosji i Ameryki. Jako że część z bohaterów uwikłana jest w wysokie polityczne partie możemy szczegółowo obserwować decyzje jakie zostały w ciągu tych 13 lat podjęte. Przyglądamy się angielskiemu parlamentowi, prezydentowi Stanów, rodzinie carów w Rosji. Bierzemy udział w rewolucji rosyjskiej, w walce o równe prawa kobiece w Anglii – ruch sufrażystek i działania wojenne na skalę światową. Poprzez bohaterów z rodzin robotniczych widzimy jak wyglądała wojna od ich strony, jak arystokraci stawali na czele armii tylko dlatego, że mieli wysoki tytuł szlachecki, mimo że nie mieli umiejętności wojskowych czy przywódczych. Widzimy jak arystokraci poczynając od Rosji zostają pozbawiani władzy i tytułów, jak wpływy państw, nastroje polityczne się ścierają. To naprawdę fascynująca lektura, przedstawiona tak, jak żadna z polskich szkół was nie nauczy.

Warto też zwrócić uwagę na bohaterów – każda z postaci jest bogato przedstawiona, losy każdej z nich wciągają czytelnika ogromnie. Ja najmocniej kibicowałam tym z nizin – Ethel, która sama w Londynie wychowuje dziecko, pracuje i aktywnie walczy o prawa kobiet, udowadniając, że nie liczy się pochodzenie, a inteligencja i wiedza. Jej bratu Billiemu, którego znamy od czasów nastoletnich – widzimy jego rozwój, jak z dziecka staje się mężczyzną, ciężko doświadczonym najpierw przez tragedie w kopalni, później przez wojnę – jednak nigdy nie traci woli walki i własnej uczciwości. Grigorij, starszy brat Lewa bierze na siebie jego rodzinne obowiązki, cierpi tez z powodu niespełnionej miłości. To naprawdę świetne postacie z krwi i kości, najchętniej opowiedziałabym Wam o każdym z nich! Niemniej jednak nie mamy na to miejsca, więc podkreślę, że postacie, historia i świetna fabuła dotycząca życia wszystkich tych rodzin jest przedstawiona naprawdę rzetelnie i w sposób ciekawy.

Przejdźmy teraz do audiobooka, który określany jest jako superprodukcja. I prawidłowo – ogólnie przypomina stare słuchowiska radiowe, gdzie był podział na role, jednak jest to zrobione na poziomie XXI wieku. Nie dosyć, że aktorzy naprawdę świetnie oddali swoje postacie, podkład muzyczny w wykonaniu Wojciecha Błażejczyka jest bardzo klimatyczny, to jeszcze wszystko to, co się w powieści dzieje, ma swoje tło dźwiękowe. Więc jeśli bohaterowie znajdują się na rynku w mieście, to w tle w słuchawkach słuchać głosy życia miasta. Na proszonej kolacji w tle ciche rozmowy. Wiecie o co chodzi? Nie ma ciszy, aktorzy nie mówią w próżnię. Wszystko to zrobione jest z ogromnym wyczuciem, naprawdę robi ogromne wrażenie! Nigdy niczego takiego jeszcze nie słuchałam!

Cały audiobook przygotowywany był przez ponad 7 miesięcy, to ponad 40 godzin gotowego słuchowiska. W jego przygotowaniu wzięło udział ponad 120 polskich aktorów. Usłyszymy tu głosy należące do między innymi Krzysztofa Gosztyły, Agnieszki Więdłochy, Roberta Więckiewicza, Marty Seweryn czy Antoniego Pawlickiego – wszyscy z nich dają tej produkcji to, co najlepsze. Reżyserem tej produkcji jest Waldemar Raźniak. W wersji serialowej, która dostępna była dla Klubowiczów Audioteki, audiobook liczył 16 odcinków – każdy jeden otwierało przypomnienie z poprzednich odcinków, zakończone było zwiastunem kolejnego. Muszę przyznać, że przez te 4 miesiące słuchania naprawdę przyzwyczaiłam się do tych piątkowych sesji, więc gdy serial się skończył mocno nad tym ubolewałam. Mam nadzieję, że Albatros i Audioteka zdecydują się na szybkie jego powtórzenie przy drugiej części trylogii Stulecie.

Podsumowując, słuchanie tej superprodukcji to było dla mnie niezwykłe przeżycie. Nie dosyć, że sama książka Kena Folletta zasługuje na uwagę – to z jaką skrupulatnością oddał wszystkie niuanse społeczno-polityczne, jak realnie przedstawił i walki pracowników, i kobiet i samą wojnę, zasługuje na pewno na pochwałę. Audiobook wszystkie te plusy książki podkreśla, a podział na role i świetne tło dźwiękowe robią z lektury coś, od czego nie sposób się oderwać. Czekam na tom drugi w takim samym wykonaniu!

Moja ocena:
Książka 8/10
Audiobook 10/10

Za możliwość wysłuchania całego audiobooka w odcinkach dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Audiobook można kupić tu - klik!

Książka

 Dostępna jest też w abonamencie 

września 09, 2020

"Tajemnica mordercy" Rachel Caine

"Tajemnica mordercy" Rachel Caine

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Tajemnica mordercy
Cykl: Stillhouse Lake, tom 4
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 11.03.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller psychologiczny

Rachel Caine to amerykańska pisarka, która na swoim koncie ma już ponad 50 książek. Część z nich ukazała się w Polsce. Autorka pisze pod różnymi pseudonimami - tego co udało mi się znaleźć, ma ich aż pięć! Co więcej jej rozrzut gatunkowy też jest całkiem spory – od książek dla nastolatek, przez young adult, urban fanatasy aż po thriller. Seria Stillhouse Lake to jej pierwsza próba w tym gatunku. Za pierwszą część pt. „Żona mordercy”, która w Stanach ukazała się w 2017 roku, a w Polsce rok później, była nominowana do kilku nagród literackich. Do tej pory seria składa się z czterech części, na rok przyszły planowana jest amerykańska premiera tomu piątego. Mam szczerą nadzieję, że i nam nasz polski wydawca nie da długo na nią czekać, co więcej, jako że „Tajemnica mordercy” była moim pierwszym zetknięciem się z tą serią, zamierzam do tego czasu nadrobić wcześniejsze trzy tomy! Chyba już oczywiste jest, że książka bardzo mi się spodobała? 😊

Gwen Proctor była kiedyś żoną seryjnego mordercy. Kobieta żyła w nieświadomości, póki przez przypadek świat nie dokonał makabrycznego odkrycia. To już na szczęście jej przeszłość. Teraz z dwójką nastoletnich dzieci i z nowym partnerem starają się wieść normalne życie na południu Stanów. Niestety po ich doświadczeniach, a i wiedzy ludzi o ich przeszłości jest to naprawdę trudne. Gwen pracuje w firmie detektywistycznej – właśnie dostała zlecenie rozwikłania sprawy zaginięcia studenta. Co dziwne, nie zleciła tego rodzina chłopaka, a jakaś dziwna organizacja, a do samego zaginięcia doszło już trzy lata temu… W sprawie nie ma praktycznie żadnych tropów, więc Gwen postanawia rozpocząć od rozmowy z rodzicami chłopaka. Może akurat podsuną jej jakiś pomysł, w którą stronę dalej się udać? W międzyczasie życie rodziny Proctor mocno się komplikuje – zarówno córka jak i syn pakują się w kłopoty, a ich sąsiad – boss narkotykowy domaga się, by wyprowadzili się z tej okolicy…

Książka składa się z prologu i 29 rozdziałów. Rozdzielone są one na cztery postacie: Gwen, jej partnera Sama, 16letnią córkę Lenny i 13letniego syna Connora. Każdy z nich prowadzony jest w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, do każdego bohatera styl jest delikatnie dopasowany. Może rozdziały Connora mogą się czasem wydać za dorosłe, ale z drugiej strony chłopiec w swoim życiu przeszedł już naprawdę sporo, więc na pewno jest bardziej dojrzały niż jego rówieśnicy. Ogólnie styl powieści jest przyjemny, przez narrację pierwszoosobową mocno skupia się na przeżyciach postaci. Nie znaczy to, że w powieści mało się dzieje – o nie, akcja toczy się w naprawdę zawrotnym tempie!

Tym razem zacznijmy tradycyjnie – od bohaterów, gdyż przez ich doświadczenia z przeszłości są to postacie niezwykle ciekawe. Nie znam tomów poprzednich, ale już w tym udało mi się poznać całkiem nieźle całą rodzinę Proctor. Gwen to kobieta, która już w miarę pogodziła się z przeszłością – nie ukrywa, że wiele ją to kosztowało, że cały czas chodzi na terapię, ale zwyczajne funkcjonowanie już nie jest tak trudne jak kiedyś. Jednak przede wszystkim Gwen to matka – zrobi wszystko, by jej dzieci były bezpieczne. Przez to ile przeżyła, wie też, że stać ją na wiele, nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, a swoje doświadczenia jako ofiary potrafi dobrze wykorzystać w swoje aktualnej pracy. To naprawdę twarda babka.

Warto też wspomnieć o Connorze i Lenny. Wygląda na to, że dziewczyna radzi sobie całkiem nieźle. Jasne, dokuczają jej w szkole, ale Lenny już się na to uodporniła, nie bierze tego specjalnie do siebie. Inaczej jest z Connorem – on jest w szkole dręczony, jest cichy i nieśmiały, jednak nosi w sobie głęboką traumę, jakiej nabawił się przez ojca – mordercę. Jest w powieści pewien fragment, który wstrząsnął mną mocniej niż inne – gdy w szkole Connora odbywają się ćwiczenia ze strzelcem, na wypadek, gdyby kiedyś ktoś taki się tam pojawił. Nigdy o tym specjalnie nie myślałam, chociaż jest to temat, który w ostatnich latach często przewija się przez całą popkulturę. Dopiero jednak ta scena uświadomiła mi jak okropne jest to przeżycie, co te dzieciaki wtedy mogą czuć, jak coś, co powinno ich przygotować na straszną sytuację, już samo w sobie jest przeżyciem mocno traumatycznym. Naprawdę ten fragment mocno daje do myślenia – zwróćcie na niego uwagę.

W powieści pojawia się sporo postaci znanych z tomów poprzednich, jednak nie sprawia to najmniejszego problemu dla tych, którzy zaczynają właśnie od tej części – każda postać przedstawiona jest tak, że nie sposób się pogubić.

Podobało mi się osadzenia akcji na południu Ameryki. Teksas, Tennessee i tym podobne stany są całkiem inne niż te największe znany amerykańskie miasta, w których toczy się większość powieści. Tu tożsamość, mentalność ludzi jest inna, gdyż żyje się tu w całkiem inny sposób – jest sucho i gorąco, a ogromne obszary są niezamieszkane. Sąsiad do sąsiada czasami ma naprawdę daleko. Specyfika ludzi też jest nieco inna, są bardziej porywczy, głośni, co autorka rewelacyjnie w swojej powieści przedstawia.

Nie zdradzę chyba za wiele, gdy powiem, że sprawa zaginięcia powiązana jest z pewną sektą. To temat, który mocno mnie interesuje, zastanawia co popycha ludzi do ślepego podążania za innym człowiekiem. Tu sekta przedstawiona jest bardzo szczegółowo jak na thriller pełen akcji. Zgłębiamy się w strukturę jej funkcjonowania i obserwujemy z boku jej członków.

Kilka razy wspomniałam już, że w książce sporo się dzieje. Autorka nie daje czytelnikowi wytchnienia, tu ktoś strzela, to ktoś kogoś śledzi, goni, grozi… Naprawdę jestem zaskoczona jak sprawnie autorce udało się połączyć dobre i dosyć szczegółowe przedstawienie postaci pod względem psychologicznym z tą ciągle pędzącą akcją. Naprawdę jest to kawał dobrej roboty, tym bardziej, że ciągle trzyma czytelnika w napięciu, ciągle czujemy tą potrzebę dowiedzenia się co się wydarzy dalej. Czy od thrillera powinno się wymagać czegoś więcej? Wydaje mi się, że nie. Dostajemy tu wszystko to, czego do tego gatunku można wymagać, a nawet więcej.

Podsumowując, sięgając po tę książkę naprawdę nie spodziewałam się aż tak intensywnego thrillera. Nie mam się tu do czego przyczepić, jestem w pełni usatysfakcjonowana z tej lektury i na pewno muszę jak najszybciej poznać wcześniejsze losy rodziny Proctor. Jestem zafascynowana tą historią!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!



 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 08, 2020

"Zastraszeni" Joanna Dulewicz

"Zastraszeni" Joanna Dulewicz

Autor: Joanna Dulewicz
Tytuł: Zastraszeni
Cykl: Eryka Olbracht, tom 2
Data premiery: 29.07.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 504
Gatunek: kryminał

Joanna Dulewicz na polskim rynku książki pojawiła się wiosną tego roku. Jej debiut literacki otwierający cykl o Eryce Olbracht pt. „Zakłamani” wygrał Konkurs Kryminalny organizowany przez Wydawnictwo Czwarta Strona. Pokonał około dwustu kandydatów, na okładkę dostał polecajkę od tak znanych pisarzy jak Robert Małecki, Magda Stachula i Marta Guzowska. Ja jednak miałam do niego trochę uwag. Widziałam też potencjał, ale nie ukrywam, że gdybym książkę czytała od razu po jej premierze, to raczej po tom drugi bym nie sięgnęła. Stało się jednak inaczej – przy okazji premiery tomu drugiego pt. „Zastraszeni” dostałam obydwa tytuły, więc automatycznie dałam autorce drugą szansę. Recenzję tomu pierwszego znajdziecie tu – klik! 

Od wydarzeń z tomu pierwszego minęło kilka miesięcy. Mąż Eryki, Marcin, mimo nakazu aresztowania, nie został jeszcze złapany. Matka Eryki ciągle uważa go za wzorowego męża, chce mu pomóc, więc wybiera się w podróż do Niemiec, gdzie pozostawił po sobie jakiś ślad. Szybko okazuje się, że kobieta wpada w ręce przestępców, którzy współpracują z Marcinem, przez co Eryka pada ofiarą szantażu – ma przyjechać do Niemiec i spełnić żądania przestępców, by zapewnić matce bezpieczeństwo. Nikomu nic nie mówić, kobieta rusza w drogę.
W tym samym czasie Patryk Wroński, młody policjant zostaje przydzielony do dziwnej sprawy z małej wioski pod Kielcami. Jakiś czas temu na polu znalezione zostały noga i ręka, teraz, bodajże dwa miesiące później, w lesie została porzucona druga dłoń. W stanie całkiem dobrym, więc ewidentnie nie leżała tam dwóch miesięcy… DNA jedynie potwierdza, że części ciała należą do tej samej osoby, niestety nie da się na tej podstawie jej zidentyfikować. Co dziwne, podobna sprawa miała już miejsce w tamtych rejonach – w 1989 roku brat inspektor Leny Chmiel popełnił samobójstwo, a jego ciało zostało potraktowane w taki sam sposób… Tamta sprawa została wyciszona, a Lena nigdy nie zdołała odkryć prawdy…. Czy uda się to Patrykowi? Czy powtórka wydarzeń sprzed 30 lat naprowadzi go na nowe tropy?

Książka składa się z prologu i trzech części. Każda z nich podzielona jest na kilka rozdziałów i kilka podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, rozdzielona jest pomiędzy trzech bohaterów: Patryka, Erykę i Sylwię Doll, młodą dziewczynę, córkę komendanta posterunku policji z wioski, w której doszło do zbrodni. Styl powieści jest lepszy niż w tomie pierwszym, powtórzeń wyrazów w sąsiadujących zdaniach jest zdecydowanie dużo mniej, przez co książkę czyta się płynniej.

Jeśli chodzi o watek kryminalny, to muszę przyznać, że jest całkiem ciekawy. Małe miasteczko, chatka w środku lasu, okoliczna poetka z obsesją na punkt modrzewiu i młoda uparta dziewczyna, która jest zdeterminowana, by odkryć sprawców i powód pobicia jej chłopaka, to zdecydowanie elementy, które wzbudzają mój czytelniczy entuzjazm. Do tego dochodzą jakieś prawdopodobne machlojki w okolicznej fundacji i firmie budowlanej oraz powiązanie sprawy ze zbrodnią sprzed 30 lat. Tym ciekawszą, że prywatnie łączy się z Leną Chmiel, przełożoną Patryka. Ten wątek zdecydowanie mocniej mnie zaciekawił niż ten dotyczący handlu ludźmi w tomie pierwszym.

Jeśli chodzi o drugi wątek, szantaż, któremu poddawana jest Eryka, to jeśli wykluczyć głupotę jej matki, która wydaje się wręcz nieprawdopodobna, to i on jest całkiem ciekawy. Eryka zostaje przegoniona przez wiele niemieckich miast, a to co po drodze odkrywa jest dosyć zaskakujące. Kobieta zostaje zagoniona w przysłowiowy róg, jest posłuszna szantażystom i spełnia ich życzenia. Jak jest ich plan? Do czego ma im się przydać Eryka?

Akcja tym razem też została lepiej rozłożona i na szczęście wątek romansowy odszedł na dalszy plan, co na pewno przyczyniło się do mojego lepszego odbioru tej powieści. Niemniej jednak dalej mam kilka ‘ale’. Nadal nie przekonały mnie do siebie postacie, Eryka dalej jest naiwna i głupiutka, a Patryk z kolei jest kreowany na najmądrzejszego detektywa w całej kieleckiej policji, który, gdy tylko się uśmiechnie, u swoich stóp ma wszystkie kobiety. Odbiór postaci ratuje nieco Sylwia Doll, która przez większą część powieści przedstawiona jest bez dziwnych skrajności, jest postacią wyważoną, może nie całkiem oryginalną, ale przyjemną.
Poza tym denerwowały mnie też dosyć naiwne zachowania, które ewidentnie były naciągane po to, by fabuła mogła zastać popchnięta naprzód, jak np. Eryka wchodząca po raz drugi do tego samego ciemnego pomieszczenia, w którym została wcześniej napadnięta czy Sylwia, która zamiast uciekać w las, wspina się na stos drewnianych belek (!!!). Dziwne, że jej się spod nóg usunęły, prawda? Trochę takich sytuacji w powieści było.

Autorka w posłowiu zwraca uwagę na temat, który chciała w tej historii przedstawić – jest nim strach. Zarówno Eryka jak i kilka postaci żyje pod jego wpływem, co mocno odbija się na ich poczynaniach. Aż chciałoby się napisać więcej, ale nie mogę, by nie zdradzić Wam częściowego rozwiązania zagadki. Zwróćcie na to uwagę podczas lektury, bo dla mnie temat był nieco w tle historii przez co zaczęłam go analizować dopiero po tym, gdy autorka zwróciła mi na niego uwagę.

Warto też przywołać ważny temat, który w tym tomie jest kontynuowany – nielegalne przewożenie ludzi za granicę, handel żywym towarem i wyzysk nielegalnych pracowników. Nie zajmują one może specjalnie dużo miejsca, są gdzieś tam cały czas na dalszym planie, ale widać, że autorka chciała o nich opowiedzieć.

Ogólnie na pewno „Zastraszeni” są lepsi od „Zakłamanych”. Wydaje mi się jednak, że styl autorki nie jest moim stylem – po prostu do mnie nie przemawia. Wiem, że książka na pewno jest w stanie zadowolić, widziałam, że wzbudziła wiele pozytywnych opinii, dla mnie jednak było tu za dużo sytuacji, w których bohaterowie zachowują się głupio czy naiwne, bym mogła książkę potraktować jako poważny kryminał. Postacie i ich zachowania mnie w większości nie przekonały, a to na nich opiera się ciężar powieści. Na ten moment nie wiem czy sięgnę po kolejną książkę autorki – nie jestem w pełni zadowolona, ale widzę postęp jaki Dulewicz zrobiła w ciągu jedynie czterech miesięcy, więc jakaś cicha nadzieja, że może być jeszcze lepiej, ciągle gdzieś tam we mnie tkwi 😊

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 07, 2020

"Fabryka lalek" Elizabeth Macneal

"Fabryka lalek" Elizabeth Macneal

Autor: Elizabeth Macneal
Tytuł: Fabryka lalek
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 400
Gatunek: literatura piękna / obyczajowa / historyczna

„Fabryka lalek” to debiut literacki brytyjskiej autorki Elizabeth Macneal. Powstała zainspirowana historią bractwa malarzy, tak zwanych prerafealitów i kobiet w niego zaangażowanych. Główna bohaterka powieści wzorowana jest na postaci modelki tego ruchu Lizzie Siddal. Książka zyskała spory entuzjazm czytelników i recenzentów, zdobyła nagrodę Caledonia Novel Award 2018. Przetłumaczona została na 28 języków, a prawa do jej ekranizacji są już wykupione.

Londyn 1850 rok. Iris Whittle, razem ze swoją siostrą bliźniaczką pracują w sklepie z porcelanowymi lalkami – całymi dniami malują im uśmiechy i ubierają się w miniaturowe sukienki. Iris jednak to do życia nie wystarcza – jej pasją jest malowanie, zafascynowana jest obrazami, sama chciałaby zostać malarką i w ten sposób zarabiać na życie.
Tajemną miłością darzy ją Silas, nieco dziwny mężczyzna, właściciel sklepu z różnościami, zajmującymi się głównie wypychaniem i obrabianiem martwych zwierząt. Pewnego razu, gdy przychodzi do niego jeden z malarzy nurtu prerafaelitów, podsuwa mu pomysł poproszenia Iris, by pełniła funkcję modelki – artysta właśnie szuka kogoś, kto mógłby zostać królową Minewrą jego obrazu – Iris nadaje się do tego doskonale. Dziewczyna, mimo groźby odrzucenia ze strony rodziców, ofertę przyjmuje pod warunkiem, że malarz nauczy ją malować. I tak rozpoczyna się przygoda życia Iris, w tle której czai się ogarnięty obsesją i chorą miłością Silas… Czy jest szansa na szczęśliwe zakończenie, gdy w głowie Silasa pojawia się coraz bardziej urojony obraz jego relacji z dziewczyną?

Książka podzielona jest na trzy części – każdą z nich otwiera kilka cytatów. Całość podzielona jest na krótkie, nienumerowane, za to tytułowane rozdziały okazyjnie poprzetykane fragmentami listów czy artykułami z gazet. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, obserwuje Iris, Silasa i Albiego, kilkuletniego chłopca, sierotę, który łączy dwie wcześniejsze postacie. Styl jest przyjemny, lekko stylizowany na dawny. Ciekawe jest tu podejście do piękna i brzydoty – stąd podejrzewam częste porównywanie „Fabryki lalek” z „Pachnidłem” Suskinda – Silas zafascynowany jest śmiercią i cielesnością, stąd opisy zwłok zwierząt, ich preparowanie są dosyć dokładnie opisane – wyłania się z nich fascynacja bohatera, co budzi tym większy niepokój, gdyż czytelnik odczuwa obrzydzenie. Szczególnie dużo jest tego z początku lektury, później szczegółowe opisy dotyczą raczej łapania chwil na obrazach podczas pracy malarzy.

Jak zwróciłam uwagę już na wstępie, autorka zafascynowana jest rolą kobiety w tamtych czasach. Tu główna bohaterka, Iris, to nieco buntowniczka – sprzeciwia się społecznie przyjętej, akceptowanej roli, że kobieta ma się wstydzić swojego ciała, zakrywać je, znaleźć dobrego, poczciwego męża, z którym nie muszą ją łączyć szczególne uczucia. Iris chce od życia więcej. Chce się spełniać jako artystka, chce poczuć ogromne uczucie jakim jest miłość, chce odkrywać uroki cielesności i dostrzegać jego piękno. Za takie podejście spotyka ją kara – rodzina nie chce jej znać, uważa ją za kurtyzanę. Jej siostra ma do niej za to żal szczególny, gdyż ona nie ma możliwości normalnego życia, a skażona reputacja siostry pozbawia ją już całkowicie jakichkolwiek szans na lepszą przyszłość.

Równie ciekawie przedstawiony jest sam XIXwieczny Londyn. Jest to czas, gdy w Hyde Parku powstaje Wielka Wystawa – to wielki plac budowy, gdzie codziennie zbiera się masa ludzi. To też czas podziału miasta na te dosyć bogate rejony i biedne, brudne uliczki. To też kontrast w społeczności – wielu z nich żyje na ulicach, szczególnie mocno dotyczy to dzieci – Albie ze swoją siostrą mieszkają w jakiejś małej, brudnej, mokrej norze i to tylko dzięki temu, że jego siostra oddaje swoje ciało za pieniądze. Obraz tych dzieci jest naprawdę wstrząsający, Albie, biedny chłopiec wychowany na ulicy, jako swoje największe pragnienie przedstawia komplet sztucznych zębów, na które przy takim sposobie życia naprawdę nigdy go nie będzie stać. To chyba najbardziej poruszająca postać w całej tej historii.

Powieść ta, prócz miłości do sztuki i ciekawego tła historycznego, to też opowieść o obsesji, psychozie, manii, która powoduje, że wytwór wyobraźni zlewa się z rzeczywistością. Im dalej w fabułę, tym Silas bardziej odrywa się od tego co realne, coraz mocniej żyje w swojej głowie, a to co mu się roi, przenosi na zewnątrz. To fatalna historia człowieka owładniętego chorą obsesją. To także historia siły i determinacji w dążeniu do celu kobiety – Iris.

Ogólnie książka mi się podobała. Zrobiła na mnie wrażenie, podobało mi się połączenie malarstwa, brudnego dawnego Londynu z chorymi wizjami psychopaty. Chętnie pogłębiłabym rysy psychologiczne dotyczące głównych postaci, miałam trochę wrażenie, że nie są one specjalnie wielowymiarowe, jednak na tyle satysfakcjonujące, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była to dobra lektura. Jestem ciekawa co autorka zaserwuje nam w przyszłości.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!