maja 21, 2026

"Landsberg. Miasto z mgły" Maciej J. Dudziak

"Landsberg. Miasto z mgły" Maciej J. Dudziak

Autor: Maciej J. Dudziak
Tytuł: Landsberg. Miasto z mgły
Data premiery: 13.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna / kryminał retro
 
Maciej J. Dudziak to antropolog i kulturoznawca, który swoją karierę zawodową związał z działalnością akademicką. Na rynku literackim pojawia się okazyjnie - debiutował w 2019 roku kryminałem wydanym w niewielkim nakładzie (może nawet własnym nakładem autora?), który miał być początkiem trylogii. Po dwóch latach jego nazwisko pojawiło się na nowym tomie przygód Tomka Wilmowskiego, by powrócić dopiero teraz z powieścią, która jest kryminałem tylko pozornym. Bo w “Landsbergu. Mieście z mgły” autor wykorzystuje zbrodnię, by opowiedzieć o czasach, gdy zło na świecie wyraźnie zaczynało rosnąć w siłę.
 
Czasy współczesne, Gorzów Wielkopolski. Młoda dziennikarka pomaga starszej pani, która zasłabła na ulicy - odprowadza ją do domu, a ta w podzięce za jej dobroć, oferuje jej historię z dawnych lat. To opowieść z roku 1933, z czasów, gdy Gorzów był Landsbergiem. Czasów niespokojnych, w których wybrzmiewały już pierwsze nuty mrocznej przyszłości. To wtedy naziści rośli w siłę, choć świat jeszcze nie dowierzał, że taka ideologia może przejąć kontrolę nad światem. To właśnie wtedy wraz z rozpoczęciem Wielkiego Tygodnia stało się coś, za co od razu zostali obwinieni Żydzi. Doszło do makabrycznej zbrodni na dziecku, chłopcu, którego ciało zainscenizowane zostało na ukrzyżowanie. Na miasto spadł blady strach potęgowany rozciągającą się znad Warty mgłą, która stała się stałą towarzyszką zbrodni. Zbrodni, którą rozwiązać miał Carl Faber. Śledczy, który do tej pory nie poradził sobie z demonami poprzedniej wojny…
“Każde miasto ma swoje ciemne strony.”
Książka ma coś na kształt dwóch prologów i dwóch epilogów - prolog pierwszy wraz z epilogami tworzą klamrę zamykającą opowieść we współczesności, prolog drugi z kolei cofa się do wydarzeń wcześniejszych, tragicznego zdarzenia z życia zegarmistrza, który swój żal wlał w stworzone przez siebie pozytywki. Pomiędzy zapisana została historia, która jest esencją tej powieści - w trzydziestu rozdziałach, w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Carla, ale nie tylko. Raz po raz pojawia się również perspektywa rodzin ofiar, jak i przez chwilę lekarki Anny, która angażuje się w tę sprawę. Styl powieści jest jednym z jej najważniejszych elementów. Narrator mocno skupia się na oddaniu chwili, nie liczy się dla niego akcja, a to co dookoła - zapachy, dźwięki, nastrój, fasady i wnętrza budynków. To opisami, porównaniami, metaforami stara się budować klimat opowieści, którego mgła ma być odbiciem.
“Wieczór zjawił się szybciej niż zazwyczaj, wciskając się w ciasne uliczki i wąskie zaułki.”
Słowa zdają się nadawać podniosłości chwili, jednak przyznaję, że w mojej ocenie nie do końca sprawnie to wychodzi - autor nie operuje słowem na tyle dobrze, by osiągnąć podniosły efekt, stale powtarzana maniera sprawia, że w tekst wkrada się poczucie sztucznej pompatyczności. Zdania mające oddać emocje, klimat, nieustannie budowane są na zaprzeczeniach - zamiast opisywać właściwe emocje, zapachy, czy cokolwiek na co w danym momencie narrator zwraca uwagę, najpierw zawsze pojawia się zaprzeczenie, a później dopiero to, co właściwe. To motyw powtarzalny przy każdym dłuższym opisie. Zresztą to nie jedyne powtórki, które zdają się w powieść wpisane na siłę - stałą przewijającą się jest też wątek uśpienia czegoś, co właśnie się budzi, czy czegoś, co wisi w powietrzu. To wszystko wskazuje na duszny klimat, jaki autor chce tej historii nadać, jednak przez brak szerszego zakresu przekazu językowego, bardzo trudno w niego się wczuć. A że cała powieść mocno właśnie o klimat się opiera, to styl, sposób przekazu jest jednym z najważniejszych czynników.
“Przez długą chwilę nie był w stanie odwrócić wzroku. Patrzył - nie ma obiekt, ale na jego znaczenie, które rozlewało się wokół, lepkie i ciężkie.”
Cała powieść zdaje się podporządkowana jednemu - ma ukazać miasto osnute duszną mgłą (którą z pewnością można traktować również jako metaforę zła, które z Niemiec nadciąga), które coraz mocniej osiada w mroku, w którym coraz mocniej panoszy się ideologia dla zwyczajnych mieszkańców szkodliwa, która zamiast radości, piękna codzienności, propaguje nienawiść. Wątek historyczny powieści jest wyraźny - autor mocno bazuje na dawnym nazewnictwie, miejscach charakterystycznych, wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce. Jednak to same obrazy są tym, co wiedzie prym - duszne kluby, brudne, śmierdzące klatki schodowe, bogato zdobione kościoły duszące zapachem kadzidła, góra, która roztacza nad miastem mroczną aurę. Landsberg jako miasto zdaje się rozpadać, rozpływać w mgle. Raz po raz ukazują się pęknięcia, na wierzch wychodzi brud i beznadzieja codzienności.
“Mgła rozmywała kontury rzeczywistości. Wszystko wydawało się zawieszone między jawą a snem.”
Brud dosłowny ma też odwzorowanie w społeczności, która przez ówczesną politykę skupia się na jednym wrogu - to Żydzi, których obarcza się winą za wszystko, niezależnie od przewiny. Zbrodnie mają tu na celu podburzenie społeczności, przekształcenie strachu na nienawiść do kogoś, kogo tak łatwo można nienawidzić. Sam autor podkreśla, że zależało mu na podkreśleniu tej kultury zbiorowej nienawiści, która właśnie rośnie w siłę i jest to w powieści wyraźnie wyczuwalne.
“(...) prawdziwy lęk został zastąpiony wygodną nienawiścią, a miasto stało się polem bitwy. Prawda nie miała już żadnego znaczenia.”
Historia jednak lubi się powtarzać i stąd opowieść o przeszłości ubrana jest w klamrę teraźniejszości. To ostrzeżenie, by już nie dać się wpędzić w ślepe podążanie za większością, by dostrzec rzeczywiste zagrożenie w chwili, gdy jeszcze jest szansa, by rosnącemu złu się przeciwstawić.
“Strach potrzebował twarzy, więc stała się nią maska antysemickiej nienawiści.”
Pod wagą tych obrazów, tego przekazu, wszystko inne w powieści traci na znaczeniu i też z mniejszą uwagą jest potraktowane. Intryga jest bardzo prosta i nie jest traktowana jak w typowym kryminale - niewiele w niej faktycznego śledztwa, a wykrycie sprawcy mocno bazuje na przypadkowości i ingerencji z zewnątrz, bez której ani Carl, ani czytelnik nie są w stanie dojść do sedna zagadki. Same zbrodnie są makabryczne, wydają się wręcz przerysowane i niewłaściwe przez to, że ofiarami są dzieci. I tu jednak można dopatrzeć się symboliki niewinnych ofiar, pierwszym, którym dzieje się nieludzka krzywda w zderzeniu ze złem. Żałuję jednak, że autor lepiej nie wykorzystał swoich kryminalnych pomysłów: zarówno czas Wielkiego Postu, pozytywka, która odgrywa w sprawie pewną rolę, jak i przewijające się wspomnienie góry są raczej tylko zasygnalizowane, lekko napoczęte, kiedy mogłyby być tak dobrą bazą dla świetnie skrojonej i ciekawej zagadki kryminalnej. Szkoda, że ten potencjał nie został wykorzystany.
“Coś się działo. I to nie mieściło się już w granicach logiki. Ideologia, którą do niedawna uznawał za brednie fanatyków, rozprzestrzeniała się z przerażającą skutecznością. Przenikała szkoły, redakcje, kawiarnie. Słowa, które jeszcze rok wcześniej uznałby za niedorzeczne, teraz stawały się normą. Nienawiść przybierała formę prawa.”
Postacie pojedynczych bohaterów również giną pod warstwą obrazów miasta i zbiorowej nienawiści. Carl jest mężczyzną obarczonym wojenną przeszłością i traumą, jak z tego powodu w nim narosła, jednak krótkie przebłyski tylko sygnalizują jego problem, nie oddają w pełni stopnia psychologicznego zagmatwania. Anna, lekarka, Żydówka, która szybko się w powieści pojawia i awansuje na towarzyszkę Carla, równie szybko traci na znaczeniu, a jej własne wspomnienia równie łatwo rozmywają się we mgle. Najciekawsze postacie to tylko fragmenty - obrazy ofiar i ich rodzin, urywki codzienności, które przez zaszłe zmiany subtelnie niepokoją.
“(...) w ich świecie moralność nie była już wartością - była luksusem.”
W “Landsbergu. Miascie z mgły” wszystkie elementy fabularne zdają się podporządkowane próbie wykreowania klimatu dusznego, osnutego mgłą nienawiści miasta, które rozpada się pod wpływem zbliżającego się zła. Warstwa symboliczna, jaką autor stara się w powieści zawrzeć (o czym mówi w bardzo fajnie skrojonym posłowiu) dominuje nad historią, zagrabia uwagę narratora, przez to cała fabuła, akcja i postacie potraktowane są mocno powierzchownie. Historia, która ma tendencję do powtarzania się, głośno wybrzmiewa i ostrzega, by człowiek już nigdy nie poszedł tą drogą. Szkoda tylko, że pozostałe elementy fabularne nie zostały rozwinięte na miarę potencjału, jaki sobą niosą, bo choć wtedy powieść zyskałaby na objętości, to mogłaby stać się dobrze rezonującą w emocje czytelnika całością. Dla mnie, osoby wrażliwej na słowo, język, jakim książka jest pisana, właśnie warstwa stylistyczna była największą przeszkodą w odbiorze lektury - stała maniera i sztuczna próba nadania podniosłości chwili sprawiły, że nie mogłam w historię się wczuć, a długie, statyczne opisy szybko rozwiewały mają koncentrację. Żałuję, bo książka ma w sobie elementy, które mogłyby mnie zachwycić.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 21, 2026

"Jeszcze nie teraz" Artur Żurek - zapowiedź patronacka

"Jeszcze nie teraz" Artur Żurek - zapowiedź patronacka
Wygląda na to, że na początku czerwca czeka nas prawdziwy wysyp perełek kryminalnych! Wśród nich znajdziecie aż dwa patronaty Kryminału na talerzu - jednym z nich jest najnowsza książka Artura Żurka pt. "Jeszcze nie teraz". To pierwszy tytuł autora wydany w Wydawnictwie Dolnośląskim, a na jego okładce znajdziecie nie tylko moje logo, ale też kilka słów polecajki! 

NAJTRUDNIEJ UCIEC NIE PRZED POŚCIGIEM, ALE PRZED SAMYM SOBĄ
Roman Zawada postanawia zakończyć swoje życie. I nagle wszystko wymyka się spod kontroli.
Niespodziewane pukanie do drzwi uruchamia lawinę zdarzeń. W jednej chwili szanowany wrocławski psycholog staje się uciekinierem podejrzewanym o zamordowanie żony.
Zawadzie udaje się ukryć. Zamknięty w czterech ścianach próbuje zrozumieć sytuację, w której się znalazł, ale każdy kolejny dzień przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Tylko jedna osoba wierzy w jego niewinność. Jednak to nie ona zna całą prawdę.
Prowadzone przez policję poszukiwania nie przynoszą efektów. Psycholog wydaje się nieuchwytny. Wówczas do gry wkracza były śledczy, Bronis, a dochodzenie przybiera zaskakujący obrót.
„Jeszcze nie teraz” to psychologiczny kryminał o winie, strachu i niebezpiecznych granicach, które łatwo przekroczyć. Gdy pościg za prawdą biegnie wśród kłamstw, sekretów i zdrad, wybranie właściwej ścieżki okazuje się ogromnym wyzwaniem.
"Jeszcze nie teraz" to pierwszy tom serii kryminalnej Koło śmierci autora, który bardzo lubi stawiać swoje postacie przed takimi dylematami moralnymi, że właściwe wyjście z sytuacji praktycznie jest niemożliwe. W tym tytule jednak nie tylko sama psychologia postaci jest ważna, ale również śledztwo kryminalne, które przybiera inne kształty niż w typowych powieściach tego gatunku. Śledztwo, w które angażuje się emeryt, a tuż przy jego nodze nierozerwalnie kroczy pies! Pies, który jest najukochańszą postacią tej powieści - nie ukrywam, skradł moje serce! Mimo tego, że psiarą nie jestem 😉 Mam nadzieję, że zwrócicie na ten tytuł uwagę - myślę, że bardzo na nią zasługuje. 

Autor: Artur Żurek
Tytuł: Jeszcze nie teraz
Cykl: Koło śmierci, tom 1
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść kryminalna


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim. 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 19, 2026

"Ostatni pacjent" Patricia G. Bertényi - recenzja przedpremierowa

"Ostatni pacjent" Patricia G. Bertényi - recenzja przedpremierowa

Autorka: Patricia G. Bertényi
Tytuł: Ostatni pacjent
Cykl: Janka Vitéz, tom 1
Tłumaczenie: Bożena Kojro
Data premiery: 20.05.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 560
Gatunek: kryminał / thriller medyczny
 
Patricia G. Bertényi to fińska autorka węgierskiego pochodzenia, od lat pracująca jako pielęgniarka na oddziale intensywnej terapii. Na swoim koncie ma sześć powieści, składające się na dwie serie kryminalne, z których nowsza jest ta z Janką Vitéz. “Ostatni pacjent” na jej rodzimym rynku wydany został w 2024 roku, a Polska jest jednym z pierwszych obcojęzycznych krajów, w których ukazało się jego tłumaczenie. Autorka, poza pisaniem powieści i pracą zawodową pasjonuje się też fotografią, którą studiowała przed przyjazdem do Finlandii w Nowym Jorku. Ewidentnie wszystkie swoje doświadczenia chętnie wykorzystuje w tworzonych przez siebie powieściach, co mocno wyczuwalne jest w “Ostatnim pacjencie”.
 
Fińskie nadmorskie miasteczko Aboa, późny listopad. Pewnej deszczowej nocy niedaleko opery dochodzi do śmiertelnego potrącenia - ktoś z premedytacją zabił światowej sławy śpiewaczkę, której śmierć wstrząsa całą społecznością. Wieści o jej śmierci szybko docierają również do szpitala, w którym oddział intensywnej terapii jest najlepszym w całym kraju, jednak tam życie toczy się tak szybko, że nikt nie ma czasu poświęcić tej informacji więcej uwagi. Do czasu aż policja nie zjawia się w szpitalu.
W tym samym czasie sześćdziesięcioletnia salowa Janka Vitéz jest świadkiem śmierci pacjenta, który właśnie przeszedł operację serca. Nikt nie dopatruje się w tym zdarzeniu nieprawidłowości, takie rzeczy się przecież zdarzają. Inaczej myśli Janka, która kilkadziesiąt lat temu, jeszcze w Węgrzech, zdobywała doświadczenie, o którym w Finlandii nikt nie wie. Janka zauważa coś, czego nikt inny nie dostrzega - wysypkę i dziwny zapach, jaki unosi się znad ciała zmarłego. Kiedy wkrótce w podobny sposób umiera drugi pacjent, salowa zaczyna węszyć - czy faktycznie ktoś w tym szpitalu mógłby zabijać pacjentów? Ale dlaczego miałby to robić?
“Śmierć stanowiła nieodłączna część ich pracy i nie zawsze traktowali ją jak wroga. Niekiedy dawała ulgę zarówno bliskim, jak i personelowi, choć nigdy nie była łatwa. Poznanie przyczyny odejścia człowieka za każdym razem pomagało.”
Książka rozpisana jest na prolog, 78 kilkustronicowych rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, w której główne perspektywy są dwie: Janki i pielęgniarki Dani, jednak od czasu do czasu pojawia się ktoś trzeci. Język, jakim narrator się posługuje, jest prosty, choć zdania nie należą do najkrótszych, czasami potrzeba nieco więcej skupienia podczas lektury, by nie stracić wątku. Autorka jednak dba, by czytelnik miał jasność sytuacji, nawet mocno medyczne fragmenty są pisane w taki sposób, by czytelnik nieorientujący się w zawiłościach tego zawodu nie czuł się zagubiony. Przez tak dokładne tłumaczenie dialogi momentami dają wrażenie sztuczności, choć widoczny jest wysiłek Bertényi, by wszystkie rozmowy uwiarygodnić.  W polskim tłumaczeniu czasami pojawiają się nie do końca trafnie dobrane słowa, jak i nie zostały poszanowane prawa jednej z postaci w formie odmiany czasowników. Mimo tych potknięć, książkę czyta się całkiem płynnie.
 
Bezsprzecznym atutem tej powieści jest jej główna bohaterka Janka, kobieta przez status imigrantki i zawód salowej dla pracowników szpitala w dużej mierze niewidoczna. Sceny, w których jest lekceważona, traktowana jak ktoś gorszego sortu wzbudzają oburzenie, a równocześnie uwrażliwiają czytelnika, by nigdy nie traktował kogoś z góry, nigdy nie podchodził do innych z obranymi już założeniami. Bo Janka, mimo że jest starszą, pulchniutką panią o opadających powiekach, doświadczenie naukowe ma bogate - autorka niewiele w tym tomie z jej przeszłości zdradza, jasne jest jednak, że na tematy medyczne Janka wie naprawdę dużo. To bardzo sympatyczna postać, która w literaturę kryminalną wnosi ciekawy powiew świeżości, jej troska o bliskich, ciągłe karmienie ich dobrym jedzeniem i miłość do książek wzbudzają rozczulenie. Jednak i Janka ma swoje uprzedzenia, wynikające z jej doświadczeń w przeszłości, które dobrze tłumaczą, dlaczego tak długo w sprawie węszy sama, nie angażując w nią policji.
Wiedza i umiejętność łączenia faktów bohaterki jest ubrana w lekko abstrakcyjny wątek, który w kryminale może wydać się dziwny, jednak jest w pewien sposób podobny do tego, co przewija się przez różne tego typu seriale. Można go traktować jako minus, ale równie dobrze jako po prostu cechę charakterystyczną cyklu.
 
Otoczenie Janki, wszyscy pracownicy szpitala wprowadzają w powieść klimat zażyłości, zamkniętego miejsca, w którym wszyscy się znają, a plotki przenikają szybciej niż alarmy osób wymagających interwencji zespołu medycznego. Autorka dobrze oddaje ten specyficzny klimat, który mnie samej skojarzył się z atmosferą panującą w szpitalu z serialu “Facet na święta”, choć oczywiście poza tym te tytuły nie mają ze sobą nic wspólnego. Jak zawsze w małych społecznościach, plotki plotkami, ale trudne doświadczenia, jakie skrywają postacie każdy trzyma blisko siebie, zatem jest w tym towarzystwie sporo zagadek do odkrycia. Momentami jednak postacie zdają się przedstawione na tyle powierzchownie, że ich reakcje dają wrażenie sztuczności. To wynik małej uwagi poświęconej wątkom psychologicznym, co będzie uwierać tylko tych czytelników zwracających uwagę na psychologiczne portrety postaci innych niż główne. Obcobrzmiące imiona i nazwiska będą też wymagać od polskich czytelników pewnego wysiłku, by zapamiętać kto jest kim – mnie samej nawet przy drugiej lekturze kilka postaci ciągle się ze sobą mieszało.
“Myślałaś kiedyś o tym, jak dziwną pracę wykonujemy? (...) Wgryzamy się w bebechy żywych ludzi, podłączamy urządzenia i przewody do wszelkich ludzkich otworów, a czasami robimy im dodatkowe dziury. Dokonujemy strasznych rzeczy w imię dobra. Gdybyś zrobiła komuś to samo w swojej piwnicy, uznano by cię za potwora.”
Poza Janką, imigrantką, w powieści przewija się wątek innych mniejszości, wśród których jasno zarysowują się dwie: wątek związków jednopłciowych oraz postaci zmieniającej płeć. Przede wszystkim z tym drugim autorka dobrze sobie radzi oddając perspektywę bliskich takiej postaci, dylematów, z jakimi przychodzi im się mierzyć. W wątku mniejszości przewija się również motyw romansowy, który jednak na tle pozostałych wypada nienaturalnie, a jego uzasadnienie fabularne jest bardzo nikłe. Jedynie samo zakończenie może sugerować, że to punkt zaczepienia do fabuły kolejnych tomów serii.
 
Akcja powieści prowadzona jest tempem umiarkowanym, jednak kolejne twisty fabularne rozłożone są tak, by czytelnik był stale w lekturę zaangażowany. Autorka stosuje dobre zmyłki, a każdy twist, każdy kolejny krok w śledztwie bardzo dokładnie tłumaczy nie pozostawiając już miejsca na nieścisłości czy domysły. Sam pomysł na intrygę kryminalną jest bardzo ciekawy, widać w nim dużą wiedzę medyczną, jednak stopień przypadkowości zdarzeń i zrządzenia losu wydaje się momentami podejrzanie wysoki. Niemniej zagadka prowadzona jest z wyczuciem, jest bardzo rozległa, przez co niełatwo jest złożyć jej wszystkie elementy w całość, wyjaśnienie jednak jest satysfakcjonujące.
 
Nie bez znaczenia dla fabuły jest samo miejsce akcji. Na oddziale intensywnej terapii dzieje się dużo, a życie pacjentów stale jest zagrożone, co autorka opisuje doskonale - wszystkie akcje medyczne opisane są ze znawstwem, ale i świadomością czytelnika, który musi się w nie zaangażować nie znając właściwych określeń medycznych. Fachowe nazwy są więc jasno tłumaczone, dzięki czemu można podczas lektury poszerzyć swoją wiedzę.
Idźmy jednak dalej, bo miejscem akcji jest nie tylko szpital, ale i po prostu Finlandia, ujęta w perspektywę osoby długo tam mieszkającej, a jednak kulturalnie obcej. Dla polskiego czytelnika nieczęsto spotykającego się z literaturą z tego rejonu świata, obraz społeczno-kulturowy miejsca będzie nie lada gratką.
 
“Ostatni pacjent” na pewno jest powieścią wyróżniającą się wśród innych kryminałów dostępnych na polskim rynku książki, nie tylko ze względu na miejsce akcji, ale i na sposób prowadzenia fabuły. Mimo ilości wątków i objętości książki nie jest też specjalnie wymagający, gdyż autorka dba, by każdy fabularny twist został czytelnikowi jasno wytłumaczony i uzasadniony. Dynamiczny klimat oddziału intensywnej terapii, której załoga traktuje się jak rodzinę, wprowadza w historię pewną zażyłość, z której wykluczona jest główna bohaterka. To gwiazda tej powieści, postać, która zwraca uwagę na wiele problemów społecznych, przenikliwa, sympatyczna, a mimo wszystko enigmatyczna, dzięki czemu nie wykluczam, że po kolejny tom jej przygód sięgnę. “Ostatniego pacjenta” polecam tym, dla których szpital wydaje się ciekawym miejscem akcji, jak i tym, którzy otwarci są na śledztwa prowadzone w sposób niekonwencjonalny. Dobrze prowadzona akcja, mimo objętości książki, nie pozwala na nudę!
 
Moja ocena: optymistyczne 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 19, 2026

"Zazdrościsz mi?" Agnieszka Peszek - zapowiedź patronacka

"Zazdrościsz mi?" Agnieszka Peszek - zapowiedź patronacka
 W maju pokusiłam się o krótką przerwę od patronatów, ale wraz z czerwcem powracają! I to już od pierwszych dni, bo 3 czerwca będziemy świętować oficjalną premierę nowego kryminału Agnieszki Peszek pt. "Zazdrościsz mi?", a Kryminał na talerzu po raz pierwszy ma przyjemność gościć z logo na okładce książki tej autorki. 


Artura Wieczorka mało kto darzy sympatią.
Wspólnik matki. Przyrodnia siostra. Była żona.
To tylko kilka osób z długiej listy tych, którzy mu zazdroszczą.
Starsza aspirant Zuzanna Kruk wyjeżdża na przymusowy urlop. Sielankowy klimat szybko zostaje zakłócony przez nietypowe znalezisko, na które trafia przypadkowa turystka.
Nieopodal nadmorskich wydm ciągnących się wzdłuż wybrzeża kobieta odkrywa… męską nogę.
Policjantka jak zwykle nie potrafi odpuścić. Wszystko wskazuje na to, że to noga Artura Wieczorka. Tylko czy na pewno?
A może to, co widzą policjanci, to dobrze wyreżyserowane przedstawienie?
Kto nim kieruje?
Kto jest ofiarą, a kto sprawcą?
„Zazdrościsz mi?” to kryminał, w którym zagadka goni zagadkę, a gdy wydaje się, że wszystko jest już jasne, sytuacja zmienia się diametralnie.
Czy jesteś gotowy na wciągającą grę w towarzystwie nietuzinkowych bohaterów i nadmorskiego klimatu, który niesie ze sobą nie tylko bryzę, ale i spustoszenie?

"Zazdrościsz mi?" to drugi tom serii z Zuzanną Kruk, jednak przedstawia osobną, zamkniętą zagadkę kryminalną, więc i kolejność chronologiczna lektury serii nie jest absolutnie konieczna. A jednak Zuzanna Kruk to na tyle ciekawa bohaterka, że warto poznać ją w całej okazałości - to policjantka z zespołem Aspergera, a zatem jej sposób postrzegania świata wymyka się zwyczajnym standardom. Oczywiście mocno wpływa to na śledztwa, które prowadzi, zauważa to, czego nie widzą inni. Zachęcam zatem również do lektury tomu pierwszego pt. "Zabijesz mnie?" (recenzja - klik!, wywiad z autorką - klik!).
A co przyniesie tom drugi? Klimatyczne nadmorskie śledztwo, w którym nic nie jest takie, jak się z początku wydaje... Dobra psychologiczno-kryminalna rozgrywka gwarantowana! 

Autorka: Agnieszka Peszek
Tytuł: Zazdrościsz mi?
Cykl: Zuzanna Kruk, tom 2
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: 110 procent
Liczba stron: 403
Gatunek: kryminał

Książka już teraz dostępna jest w przedsprzedaży na stronie peszek.pl (możecie kupić serię w zestawie!) oraz:

Już teraz PRZEDPREMIEROWO zarówno w ebooku, jak i audiobooku dostępna jest w abonamencie 


We współpracy patronackiej z Agnieszką Peszek.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 18, 2026

"Ostatnia żona" Jenny Blackhurst

"Ostatnia żona" Jenny Blackhurst
Autorka: Jenny Blackhurst
Tytuł: Ostatnia żona
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skargård
Data premiery: 06.05.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller kryminalny / psychologiczny
 
Jenny Blackhurst to jedna z czołowych autorek serii wydawniczej Kreatorki Mocnych Wrażeń, pod hasłem której zebrane są wszystkie przyjemnie rozrywkowe thrillery psychologiczne, jakie Wydawnictwo Albatros ma w swojej ofercie. Jej pierwsze książki na rynku polskim pojawiły się w 2018 roku, cztery lata to debiucie na rynku rodzimym, brytyjskim, a teraz, osiem lat później, mamy komplet tego, co dostępne jest w oryginale - jedenaście powieści, z czego dwie to kryminały z serii Niemożliwe zbrodnie (klik!), pozostałe dziewięć to thrillery psychologiczne, w większości wpisujące się w nurt domestic noir. “Ostatnia żona” to najnowsza powieść autorki, która w Polsce wydana została rok po wydaniu anglojęzycznym. Nie jest to typowy thriller psychologiczny, spora część fabuły oparta jest o śledztwo policyjne, choć zakorzenienie w nurcie domestic noir nadal jest bardzo wyraźne.
 
W położonym godzinę drogi od Londynu wiejskim domku Cotswolds doszło do morderstwa. Ofiarą jest czterdziestokilkuletni chirurg plastyczny Luke Whitney, osobą zgłaszającą, a zarazem podejrzaną jego druga żona Anna. Na miejscu zjawia się ekipa śledczych wraz z detektywką Rebeccą Dance, która znana jest z tego, że potrafi wyczuć kłamstwo na kilometr. Na razie jednak jej myśli zaprzątają oględziny miejsca zbrodni, w którym coś nie składa się w całość - kilka detali sugeruje, że może prawda wygląda inaczej niż twierdzi Anna. Tylko dlaczego kobieta miałaby przyznać się do zbrodni, której nie popełniła?
 
Książka rozpisana jest na 55 kilkustronicowych rozdziałów pisanych naprzemiennie z perspektywy kilku kobiet, z których narracje wiodące pełnią Anna, Rebecca i pierwsza żona Luke’a Rose - rozdziały są podpisane, czytelnik nie będzie więc musiał głowić się z perspektywy której bohaterki oddany jest dany fragment. Każda z nich wypowiada się w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, kiedy relacjonuje to, co dzieje się aktualnie, Rose i Anna, jako bohaterki, które równocześnie opowiadają historię swojej znajomości z Lukiem równie często, a może i częściej, posługują się czasem przeszłym - logiczne następstwo sygnalizowania zdarzeń przeszłych. Styl powieści jest charakterystyczny dla thrillera psychologicznego, w którym narracja skupia się na emocjach, przeżyciach i dylematach wewnętrznych postaci, obrazuje świat w sposób subiektywny, w którym czytelnik nie do końca wie, co jest prawdą, a co formą manipulacji, którą stosuje narratorka, by opisać zdarzenia na swoją korzyść. Język powieści jest prosty, codzienny, raczej pozbawiony przekleństw. Krótkie zdania, proste słowa składają się na powieść, którą czyta się bez najmniejszego wysiłku, dokładnie tak, jak powinno się czytać lekki thriller niosący rozrywkę.
“Świat bogactwa i splendoru zasysa nas i jeśli nie będziemy czujni, to nas wypluje.”
Postacią centralną powieści, wokół której tłoczą się wszystkie bohaterki, która spaja całą historię w jedną jest Luke, w chwili poznania już zmarły, a przez to czytelnik poznaje go tylko i wyłącznie oczami innych, głównie kobiet w relacje z nim uwikłane. Nie jest to jednak obraz pozytywny. Luke był mężczyzną pewnym siebie, atrakcyjnym i charyzmatycznym, który swoim urokiem osobistym potrafił oczarować każdą kobietę. Potrafił być cudowny, opiekuńczy, wprost idealny, jednak pod tym płaszczykiem krył się człowiek niesamowicie toksyczny. Dlaczego obydwie jego żony tak bardzo do niego lgnęły, że nabawiły się na jego punkcie wręcz obsesji? Autorka doskonale oddaje charakter takiego człowieka pod względem psychologicznym jasno rozrysowuje wszystkie mechanizmy, jakie wiążą się z życiem z tego typu osobą, a równocześnie wytyka swoim bohaterkom naiwność w związku, które z Lukiem tworzyły, zaślepione przez wykoślawioną miłość, fascynację i pożądanie. Dlaczego za każdym razem kobiety właśnie takim mężczyznom ulegają? Dlaczego zawsze myślimy, że jesteśmy tą, która może sprawić, że taki ktoś będzie chciał zmienić się na lepsze?
“Czasem życie nie układa się tak, jak człowiek zaplanował, ale to nie znaczy, że jest lepsze czy gorsze, niż się spodziewał.”
Obydwie bohaterki Anna i Rose obrazują się jako kobiety silne, sprytne, a jednak nie da się nie wyczuć, że obydwie są od Luke’a uzależnione, ogarnięte obsesją na jego punkcie. Każda z nich pokazuje, jak łatwo i niepostrzeżenie osobowość w styczności z silniejszymi, bardziej dominującymi charakterami, jest w stanie się zmienić w imię szeroko i często niewłaściwie pojmowanej miłości, jak granice tego, co można zrobić dla zatrzymania drugiej osoby niepostrzeżenie się przesuwają, mimo iż same bohaterki tego na czas nie zauważają i nie czują się ofiarami - przynajmniej nie Anna, która wydaje się stale pewna przywiązania Luke’a do niej. A jaka stała się Rose w chwili, gdy poczuła się odrzucona?
“Życie, które dotychczas prowadziłam, zostało mi nagle odebrane i w zamian dostałam jego odbicie w krzywym zwierciadle.”
Obok dwóch żon Luke’a, trzecią najważniejszą bohaterką jest Rebecca Dance, policjantka, która szczyci się tym, że potrafi wyczuć kłamstwo na kilometr. To przyjemna postać, której autorka nadała lekkie rysy, dzięki którym wyraźnie czuć, że nie jest idealna, a jej moralność wyraźnie rozróżniona jest na życie zawodowe i prywatne. I w jej wątku, choć w całkowicie inny sposób, pojawia się coś na kształt zauroczenia, dla którego jest w stanie przymknąć oko na drobne grzeszki. Czy naprawdę w imię czegoś, co oscyluje pomiędzy miłością, fascynacją a pożądaniem tak łatwo przymykamy oko na własne zasady moralne?
“(...) zmiana nie jest natychmiastowa. Zaczyna się powoli, niezauważalnie, chyba że masz tyle doświadczenia, żeby ją zauważyć.”
Intryga kryminalna prowadzona jest tempem spokojnym, w dużej mierze opiera się na przeszłości, w której odkrywamy historię obydwu znajomości Luke’a z Anną i Rose. Dzięki temu fabuła nabiera zabarwienia obyczajowego, momentami lekko romansowego, w którym można wyczuć subtelną nutę, zapowiedź przyszłej tragedii. Równolegle do historii obydwu żon toczy się śledztwo kryminalne, które obserwujemy z perspektywy Rebecci. To te fragmenty są swego rodzaju kompasem, który sprowadza opowieść Anny i Rose w odpowiedni gatunek literacki, to dzięki temu ciekawość czytelnika co do rozwiązania zagadki zbrodni jest subtelnie, ale nieustannie pobudzana, a im bliżej końca historii, tym większe oczekiwania na zaskakujący koniec. I mogę przyznać, że z tego zadania autorka bardzo dobrze się wywiązała.
“Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że obsesja wsiąkała we mnie jak woda i wypełniała pustkę po rozpaczy.”
“Ostatnia żona” to powieść, która przede wszystkim ma na celu dostarczenie dobrej, lekkiej rozrywki, która pozwoli czytelnikowi lubującemu się w gatunkach z dreszczykiem na chwilę wytchnienia, niezobowiązującej lektury. Historia skrojona jest umiejętnie, dobrze łączy wątki kryminalne, obyczajowe i romansowe dając intrygę, w której granica między miłością, obsesją a chorobliwą wręcz fascynacją jest nieustannie zacierana. Jasne jest, że od początku tej historii wplecione w nią jest kłamstwo, jednak kto i dlaczego kłamie? Bohaterki z łatwością relacjonują swoje zdarzenia prezentując mechanizmy zachowań osób uzależnionych, a może po prostu szaleńczo zakochanych? W końcu granica pomiędzy miłością a szaleństwem zawsze była bardzo cienka… Lekki thriller gruntownie osadzony w nurcie domestic noir dobrze sprawdzi się na weekendową, jak i wakacyjną lekturę.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 15, 2026

"Lázár" Nelio Biedermann

"Lázár" Nelio Biedermann

Autor: Nelio Biedermann
Tytuł: Lázár
Tłumaczenie: Danuta Fryzowska
Data premiery: 06.05.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 328
Gatunek: literatura piękna
 
“Lázár” szturmem podbił światowy rynek książki! W oryginale wydany w 2025 roku, do teraz wydany został już w ponad 25 krajach, a autor przemierza państwa i kontynenty w trasie promocyjnej spełniając swoje wielkie marzenie. Zaskakujący jest z pewnością jego wiek - Nelio Biedermann aktualnie ma zaledwie 23 lata, a “Lázára”, swoją drugą książkę!, rozpoczął pisać w wieku lat 16. Inspiracją do jej powstania były opowieści, jakim raczyli go jego dziadkowi pochodzący z węgierskiej arystokratycznej rodziny, emigranci, którzy w latach 50. XX wieku przybyli z Węgier do Szwajcarii. Biedermann już teraz okrzyknięty został wielkim pisarzem nowego pokolenia, a to przecież dopiero początek (miejmy nadzieję!) jego literackiej drogi.
 
Węgry, początek XX wieku. Niedaleko miasta Pecz, pośrodku głębokiego lasu stoi zamek rodu Lázárów, którzy żyją tam od wieków. Właśnie na świat przyszedł kolejny męski potomek - najstarszy syn, drugie dziecko Sándora i Márii, chłopczyk o przezroczystej skórze. Wraz z siostrą Iloną wychowywani są w zimnym, arystokratycznym chowie, pomiędzy starymi portretami przodków, którzy bacznie przyglądają się ich dojrzewaniu. W mroku węgierskiego lasu, który skrywa niejedną przerażającą tajemnice… I tak płyną lata, a świat zaczyna się zmieniać - nadchodzi I wojna światowa, upadek monarchii, II wojna światowa, a ród Lázárów trwa.
"On też nic nie robi, nic nie mówi, tylko myśli o tym, jak wydostać się z tej pułapki, którą sam na siebie zastawił. Z tego obcego życia, w które zanurkował, kiedy jego własne wymknęło mu się z rąk."
Książka rozpisana jest na sześć tytułowanych części i 59 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu mieszanego - w większości przeszłego, który w specyficznych, kluczowych momentach zmienia się na teraźniejszy. Narrator bacznie obserwuje kolejne pokolenia rodu Lázárów, oddaje ich poczynania i wewnętrzne emocje, choć nie towarzyszy im bez ustanku - w końcu na trzystu stronach zawarta została opowieść rozciągnięta na niecałe sześćdziesiąt lat, więc relacja z życia każdego pokolenia jest raczej epizodyczna, wybiórczo skupiona na poszczególnych fragmentach. Styl powieści jest ciekawy - subtelnie poetycki, czasami samymi słowami nadaje powieści mroczny, gotycki klimat baśniowości, w której nie brakuje fragmentów pisanych wierszem, choć przede wszystkim wyraźnie zauważalne jest to w pierwszej połowie powieści. Później już doświadczenia wojenne przynoszą inną powagę, w której nadal poetyckość jest wyczuwalna, jednak nie przybiera już tak eksperymentalnej formy. Sposób przedstawienia historii jest przede wszystkim opisowy, dialogi pojawiają się bardzo rzadko, jednak sama uświadomiłam sobie to dopiero po zakończonej lekturze, nie można więc mówić, że typowego stylu narracji powieści tutaj brakuje. Słowa dobrane są z dużym wyczuciem, to one w dużej mierze odpowiadają za nastrojowość powieści, a równocześnie są tak dopasowane, że cała historia jest bardzo płynna. Zaskakująco dojrzały, ciekawy i przyjemny styl dla tak młodego autora, w którym nie znalazłam tak naprawdę żadnych potknięć.
“Sierpniowe wieczory były niebieskie. Kładły się na polach niczym znużeni włóczędzy, osiadały w zamkowym parku, pod wierzbą płaczącą na brzegu małego jeziora, wypoczywały na łóżkach, sofach, grubych dywanach i w fotelach, jakby miały za sobą długą podróż. Jakby przybyły z daleko, z odległego, samotnego królestwa. Bardziej samotnego niż upadająca monarchia.”
Mam wrażenie, że książkę można podzielić na trzy osobne opowieści, każdą o kolejnym pokoleniu Lázárów. Każda z nich ma swój oddzielny klimat, oscyluje wokół innych wydarzeń. Pierwsza przybiera mroczny wydźwięk baśni, w której oniryczna fantazja miesza się z realnością. Stary zamek pełen duchów przodków położony pośrodku lasu, wokół którego narosły różne legendy, który skrywa w sobie sekrety niedostępne dla ludzkiego oka. To w takim otoczeniu dorastają Lajos i jego siostra Iwona, którzy błąkają się po tych zimnych korytarzach pozostawieni sami sobie.
Życie jednak ulega ciągłej zmianie i tak też dzieje się ze stylem narracji i światem, na tle którego historia rodu Lázárów się rozgrywa. Przychodzi I i II wojna światowa, która odbiera magię postrzegania rzeczywistości, która staje się tak dramatyczna, że nie ma w niej już miejsca na baśniowość.
"Lajos myślał nawet, że stary dawno już zmarł i nikt się nie zorientował, tyle że nie potrafi ł się rozstać z pracą, więc po prostu dalej robił swoje jako duch. Lilly uważała, że to bzdura, ale ona nie była z urodzenia jedną z Lázárów, więc nie wiedziała, jak zawzięte potrafią być duchy w tej rodzinie."
Rys historyczny tej powieści jest bardzo wyraźny, poprzez losy rodu Lázárów, autor dokładnie obrazuje dramat XX wieku, jakiego doświadczyły Węgry, jakiego doświadczył tak naprawdę cały świat. Jednak mimo tego, że wojenne czasy często są w literaturze poruszane, to przyznam, że z taką perspektywą jeszcze się nie spotkałam. Zdarzenia historyczne są obrazem upadku arystokracji, która z początku XX wieku dawała poczucie, że jest ciągle w rozkwicie, by za kilkanaście lat pokazać, jak niewiele jakiekolwiek tytuły w nowym świecie znaczą. Autor uważnie przygląda się przemianie postaci, które od zawsze uważane były za wielkich panów, nagle stają się ludźmi jak każdy inny. Jak taka nagła zmiana wpłynie na poszczególne pokolenia? Ich reakcja, próba dostosowania się do nowej rzeczywistości oddana jest z zaskakującą czułością.
“(...) a przecież w przeciwieństwie do niego jego ojciec wskutek wywłaszczenia stracił nie tylko przyszłość, ale i też wszystko, czym był -
Przez całe życie był kimś i nie musiał w tym celu nic robić, przez całe życie ludzie brali z niego przykład, szanowali go i podziwiali - a potem, ni stąd, ni zowąd, stał się wrakiem człowieka(...).”
Jednak nie tylko czułość jest sposobem na wyrażenie przemiany postaci. Są momenty, w których narrator dla postaci jest bezlitosny, zimnym okiem oddaje ich prywatne, małe dramaty. Bo choć wiek XX dla całego świata był naprawdę traumatyczny, to nie zabrakło w nim uniwersalnych przeżyć. I tak na tle historii kolejne pokolenia Lázárów przeżywają swoje pierwsze miłości, pierwsze rozczarowania, wielkie nadzieje i zderzenia z twardą rzeczywistością, z którą bez dobrego zaplecza psychologicznego tak trudno sobie poradzić. I tu dobrze oddana jest różnica pokoleń, w której poczynamy od naprawdę zimnego wychowania, by wraz z kolejnymi latami i potomkami ten wizerunek rodziny powoli zaczął się ocieplać.
“Może człowiek jednak nie jest tą samą osobą przez całe życie, pomyślała. Może jest się różnymi osobami, które myślą inaczej, czują inaczej i wyglądają inaczej, i łączy je tylko to samo nazwisko.”
Poza uniwersalnymi życiowymi przystankami, dużo refleksji przynoszą też fragmenty toczące się na tle II wojny światowej, która wikła Lázárów w odmętach faszyzmu, a choć wcale go nie wyznają, to jednak żyją w kraju, który do nazistów się przyłączył. Dylematy moralne, odwaga i tchórzostwo po raz kolejny obrazują różnicę pokoleń, inne podejścia, dla których tytuł arystokratyczny miał bardzo różne znaczenie.
“Ci ludzie (..) mieli własne życie, które mimo wszystko nie różniło się zbytnio od jego życia. A jednak zawsze liczyło się to, które było jego własne.”
Jest jednak w tej powieści coś, co nadaje jej innego wydźwięku. To coś jest ukryte między wierszami, sygnalizowane krótkimi stwierdzeniami. Mianowicie autor nadaje swoim postaciom świadomość, że są tylko tworem literackim zdanym na łaskę pisarza, który musi ich ciężko doświadczać, by wyciągnąć z nich emocjonalną głębię. To bardzo subtelny, acz intrygujący smaczek.
“Co robi pisarz, (...) jeśli nie pozbawia swoich postaci prawa do samostanowienia? Stawia im na drodze wojny, przyprawia je o depresję albo wyrywa im z objęć ich pierwszą miłość. Toż to jawna dysproporcja sił, jak między sprawcą a ofiarą, nawet jeśli w zmyślonym świecie. Postacie nie mogą się bronić, pisarz robi z nimi, co chce, każde im cierpieć i żywić daremną nadzieję, by upewnić się co do swojej wyższości.”
Bez najmniejszych wątpliwości mogę stwierdzić, że “Lázár” to dobrze skrojona, zaskakująco dojrzała i doskonale zbudowana powieść, która na tle wydarzeń światowych oddaje emocje uniwersalne. Subtelnie podlana nutą mrocznej baśniowości jest opowieścią o rodzie, który poprzez urodzenie miał wyższą pozycję społeczną niż pozostali mieszkańcy Węgier, a przez to przez kolejne wojny i zmiany ustrojów zaliczył tym głośniejszy upadek. Jak ważna jest historia przodków, tradycja w zmieniającym się świecie? Nelio Biedermann nie ukrywa, że dobrze czuje się oddając perspektywę młodych, a tu ma do dyspozycji trzy pokolenia, które doskonale obrazują upływ czasu, zmieniające się nastroje społeczne i postrzeganie świata. Początkowa obawa, że przez osadzenie aż sześćdziesięciu lat na zaledwie trzystu stronach powieści da wrażenie historii powierzchownej, rozmywa się bezpowrotnie w chwili, gdy Lajos z siostrą wkraczają w wiek dorosły - to oni wraz z późniejszym potomstwem mocno zostają w pamięci, może dlatego, że przez doświadczenia historyczne musieli porzucić swój baśniowy las? Ciekawa, oryginalna i momentami mocno poruszająca proza, która mam nadzieję, nie okaże się tylko jednym złotym strzałem - oby Nelio Biedermann faktycznie okazał się wielkim pisarzem młodego pokolenia.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 15, 2026

Wygraj "Truciznę"! Konkurs patronacki

Wygraj "Truciznę"! Konkurs patronacki

A gdyby tak do wątku medycznego podejść nie od tej strony, od której robią to wszyscy? Takie zabiegi w swoich książkach stosuje Klaudia Muniak, która korzystając ze swojego zawodowego doświadczenia, akcje powieści chętnie osadza w środowisku biotechnologicznym, w świecie laboratoriów medycznych. Tak właśnie jest w „Truciźnie”, pierwszym tomie nowej serii z Julią Przybysz, na którego okładce znajdziecie moją polecajkę. To o tym tytule opowiadała też sama autorka w ten wtorek – jeśli jeszcze nie widzieliście naszego mini wywiadu, to serdecznie do tego zachęcam! Znajdziecie go na Instagramie (klik!), Facebooku (klik!) i TikToku (klik!). Więcej o pisałam też w mojej recenzji (klik!), a to wszystko przyda Wam się do odpowiedzi na dzisiejsze konkursowe pytanie. Bo z pewnością mamy tu spore grono czytelników, które "Truciznę" chce przeczytać, prawda? 


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Dlaczego chcesz przeczytać „Truciznę”?
Swoją odpowiedź krótko uzasadnij i nie bój się poruszyć przy tym pokładów swojej kreatywności!


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 15 do 19 maja, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 26 maja.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze kierować się będę również stałą aktywnością uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 14, 2026

"Dziewczyna z jeziora" Joanna Parasiewicz

"Dziewczyna z jeziora" Joanna Parasiewicz

Autorka: Joanna Parasiewicz
Tytuł: Dziewczyna z jeziora
Data premiery: 06.05.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 480
Gatunek: powieść grozy / thriller obyczajowy
 
“Dziewczyna z jeziora” to szósta powieść Joanny Parasiewicz, autorki, która najlepiej czuje się w historiach osadzonych w XX wieku wymykającym się schematom i określeniom gatunkowym. Tak też jest i z tym tytułem, który przez wydawcę określony został thrillerem, według mnie jednak jest mu zdecydowanie bliżej do nastrojowej powieści grozy. Swoją karierę literacką Parasiewicz rozpoczęła w 2020 roku powieścią o pierwszych lotnikach, w której dała upust kilku swoim pasjom: do literatury, historii i awiacji. Na co dzień przewrotnie do tego, czym zajmuje się literacko, pracuje w branży nowych technologii.
 
Mazury, małe wioski w okolicach Giżycka. To miejsce, które widziało wiele, przesiąknięte historią ludzkich dramatów, które na przestrzeni ostatnich dwóch wojen się tam rozegrały. Teraz, latem 1965 roku trójka studentów na zlecenie wykładowcy jednego z nich przyjeżdża nad Jezioro Tęskne - będą w nim nurkować i szukać śladów pradawnych ludów. Jednak niekoniecznie znajdują to, po co tam się zjawili… Jeden z nich już drugiej nocy znika bez śladu. A to tylko jedna z historii, jakich w tym miejscu wiele.
“Świat byłby spokojniejszy i zdrowszy, gdyby ludzie byli dobrzy dla samych siebie.”
Książkę rozpisana jest na otwierającą ją legendę o pannie z mokradeł i 35 tytułowanych, kilkustronicowych, czasem dzielonych na krótsze scenki rozdziałów. Każdy z nich opatrzony jest określeniem miejsca i czasu akcji, która toczy się dwutorowo: w drugim półroczu 1965 oraz wcześniej, poczynając od roku 1943. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku różnych perspektyw, które tworzą coś na kształt osobnych historii. Styl powieści jest subtelnie stylizowany na czasy, w których akcja jest osadzona, język użyty jest umiejętnie, a sprawnie prowadzone dialogi przenikają się z nastrojowymi opisami. Raz czy dwa pojawiły się zbędne powtórzenia faktów, poza tym jednak warstwa stylistyczna prowadzona jest bez zastrzeżeń, a książkę czyta się płynnie.
“(...) śmierć i okrucieństwo sprzedają się znakomicie (...). Miejskie pręgierze i szafoty, miejsca tortur czy kaźni - ludzi od zawsze ciągnęło tam, gdzie działo się zło.”
Fabuła powieści oscyluje wokół historii miejsca. To ono jest najważniejsze, a postacie, które się przez nie przewijają, pełnią funkcje epizodyczne - jedni pojawiają się tylko na chwilę, inni zostają na dłużej. Stałe jest Jezioro Tęskne i otaczający je las, a upływający czas daje nam możliwość zaobserwowania jak wokół niego narastają legendy. Skąd się biorą, jakie niewytłumaczalne zjawiska mają wytłumaczyć? Część historii zyskuje racjonalne wytłumaczenie, część pozostaje w warstwie wyobraźni, osuwając całą opowieść onirycznym, sennym klimatem.

Miejscem akcji autorka obrała sobie Mazury, wioski, które w czasie wojen przechodziły z rąk do rąk. Obserwując historię z przeszłości czytelnik jasno może poczuć, jak mocno tamtejsza ludność przesiąknęła lękiem, jak bardzo przywiązani do ziemi woleli stracić swoją narodowość niż to miejsce. Dobry rys historyczny zarówno czasów wojennych, jak i PRL-u jest wyraźnie wyczuwalny, mocno osadza powieść w miejscu, które kojarzy się ze spokojem, z dziką naturą, a które przez ludzką chciwość widziało więcej niż można sobie wyobrazić… Czy miejsca zapamiętują wydarzenia, czy emocje wsiąkają w ziemię?
“Są takie historie, w których nie wiadomo, gdzie kończy się prawda, a ludzka krzywda wsiąka w ściany, w ziemię i wodę. Wybierz się kiedyś do Sobiboru czy Auschwitz, przyjrzyj się, jak wyglądają tamtejsze drzewa, tam nawet powietrze jest gęstsze.”
Mimo że to miejsce jest stałą, to jednak jego historia nie mogłaby zostać przedstawiona bez postaci, z których każda zdaje się naznaczona wojną, bez względu na to, czy żyje w roku 1943 czy w 1965. Każdy z nich, czy to w teraźniejszości, czy w przeszłości, odczuł jej skutki, kierunek życia każdego z nich został przez nią wskazany. Niektórzy po prostu ukrywają to lepiej od innych, bo żadna z tych opisanych codzienności nie jest tak prosta, jak widzą to inni. Nawet ci, którzy niewiele z czasów wojny pamiętają, są jej konsekwencjami obarczeni. Autorka nad jednymi kreacjami postaci pochyla się bardziej, nad innymi mniej, jedni dostają cechy charakterystyczne, inni nie wyróżniają się z tłumu, ale każdy z nich podlega własnym pragnieniom. Jaka tak naprawdę jest ludzka natura? Czy można ją ujednolicić? Czy w pewnej sytuacji każdy człowiek zamienia się w potwora? Czego tak naprawdę pragniemy i ile jesteśmy w stanie dla zyskania tego zrobić? W rzeczywistości, w której od wspomnień przeszłości uwolnić się trudno, pragnienia bywają różne…
“(...) wyobraźnia i chęć bycia bogatym nigdy się nie starzeją.”
Akcja powieści prowadzona jest tempem bardzo spokojnym, skupia się w dużej mierze na warstwie obyczajowej, w której zwyczajna codzienność (pojmowana inaczej w czasie wojny, inaczej po) wybija się na plan pierwszy. Rozmowy, jedzenie, sposób przemieszczania się, komunikowania dobrze oddają historyczny wątek powieści, a równocześnie wprowadzają w nią letnią beztroskę, która wkrótce zaczyna przekształcać się w subtelny niepokój kierujący narrację w nastrojową powieść grozy. Klimat budowany jest niespiesznie, a przenikające się warstwy legend i realności dają poczucie mrocznej baśniowości. Poprzez taką konstrukcję trudno mówić o jednej intrydze, która w finale znajdzie jasne rozwiązanie. To nie ten rodzaj opowieści, tutaj do samego końca pozostajemy balansując na tej granicy, na której powstają legendy.
 
“Dziewczyna z jeziora” jest powieścią nietypową. Osadzona na dawnych wierzeniach, na tej cienkiej granicy łączącej świat realny z duchowym, buduje klimat senny, niepokojący, momentami dramatyczny. Dobrze sklejone wątki historyczne, w których czuć klimat opisywanych lat, przeplatają się z wątkami obyczajowymi, w których przyglądamy się ludzkim pragnieniom i skazom ciągnącym się nie tylko za miejscem, ale też i postaciami. Dzika natura, ciemny las i oniryczne motywy nadają lekturze subtelnego mroku, swoistej baśniowości, w której wszystko jest możliwe. Tylko czy to nie jedna z tych bajek, które tak łatwo potrafią zamienić się w koszmar?
 
Moja ocena: 7/10
 

W środę 30 maja zapraszam na live z Joanną Parasiewicz!
Odbędzie się on na Instagramie na moim profilu @kryminalnatalerzu o godzinie 19:00.



Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!