marca 13, 2026

"Skąd wyleciało to ciało?" Małgorzata Starosta - zapowiedź ambasadorska

"Skąd wyleciało to ciało?" Małgorzata Starosta - zapowiedź ambasadorska
W ostatnich miesiącach Małgorzata Starosta prezentowała nam się od mocno poważnej strony, ale wcale nie znaczy to, że o komediach zapomniała! Ten rok jej twórczości rozpoczynamy zatem na wesoło - już 25 marca na naszym rynku ukaże się "Skąd wleciało to ciało?", a Kryminał na talerzu ma przyjemność zostać ambasadorem tej powieści! 


Jakie jest prawdopodobieństwo, że weekendowa konferencja historyczna zamieni się w poszukiwanie mordercy, a nawet dwóch morderców? A jeśli w tym równaniu pojawi się duet Miller–Organek?
Linda Miller i Jeremi Organek oddalają się od rodzimego Dolnego Śląska, pewni, że nie grożą im żadne trupy, denaty i zwłoki. Ani żaden zaprzyjaźniony policjant. Tymczasem podwarszawski Teresin, skrywający ponadstuletnią tajemnicę, ma wobec nich swoje plany. Lecząc złamane serce, Jeremi znów znajdzie się w prosektorium, gdzie przyjdzie mu odkryć niejeden sekret, a Linda – jak to Linda – wbrew wszystkim nadepnie komuś na odcisk.
Zapraszamy do poznania zawiłości najgłośniejszego i do dziś nierozwiązanego morderstwa Kongresówki oraz sprawdzenia, skąd wyleciało pewne ciało i kto pomógł mu wylecieć.

"Skąd wyleciało to ciało?" to czwarty tom serii z lekarzem medycyny sądowej Jeremim Organkiem i Lindą Miller, jednak jeśli macie chęć, możecie po niego sięgnąć od pozostałych tomów niezależnie. A co ten tytuł nam oferuje? Oczywiście dobry, inteligentny humor, świetny styl, dzięki któremu książka czyta się praktycznie sama i jak najbardziej poważną zagadkę kryminalną, która sprawi, że lektura okaże się po prostu nieodkładalna. To Małgorzata Starosta w najlepszym, komediowym wydaniu! 

Autorka: Małgorzata Starosta
Tytuł: Skąd wyleciało to ciało?
Cykl: Jeremi Organek, tom 4
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Mięta
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna

Zaproszenie!
Już w dniu premiery tj. 25 marca o godzinie 19:00 odbędzie się live z Małgorzatą Starostą, który będę miała przyjemność poprowadzić. Miejsce spotkania: mój profil na Instagramie - klik! 

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


Dostępna jest już teraz, przedpremierowo!, w abonamencie 


We współpracy z Wydawnictwem Mięta. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 12, 2026

"Morderstwa w Marble Hall" Anthony Horowitz

"Morderstwa w Marble Hall" Anthony Horowitz

Autor: Anthony Horowitz
Tytuł: Morderstwa w Marble Hall
Cykl: Susan Ryeland, tom 3
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Data premiery: 10.03.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 592
Gatunek: powieść kryminalna
 
Anthony Horowitz to brytyjski autor, którego popularność w kraju porównywana jest do J.K. Rowling. Napisał ponad 50 książek, a sprzedaż egzemplarzy podpisanych jego nazwiskiem przekroczyła 21 milionów. To zaskakujące, że tak kochany na rynku angielskim autor, na polskim ukazuje się tylko do czasu do czasu i przechodzi bez większego echa. A niezasłusznie, bo sama jestem właśnie po pierwszym spotkaniu z jego piórem i muszę od razu powiedzieć: jakie to jest dobre!
Anthony Horowitz nie miał szczęśliwego dzieciństwa, więc to właśnie w literaturze szukał ucieczki od niesprzyjającej mu rzeczywistości - pierwszą swoją sztukę napisał w wieku lat dziesięciu, a dwanaście lat później debiutował na rynku prozy. Od tego czasu zyskał sobie sławę jako autor niezwykle poczytnego cyklu dla młodzieży, tworzył powieści ze znanych na cały świat cykli z Sherlockiem Holmesem i Jamesem Bondem. Oczywiście i jego autorskich historii dla dorosłych w dorobku nie brakuje, a seria z Susan Ryeland jest jedną najnowszych. Jej pierwszy tom pt. “Morderstwa w Somerset” pojawił się na rynku w 2016 roku (w Polsce rok później), drugi “Morderstwa w Suffolk” w 2020 (pol. 2022), trzeci, najnowszy pt. “Morderstwa w Marble Hall” w roku poprzednim (w Polsce teraz). Oczywiście każdy tom opisuje zamkniętą, oddzielną zagadkę kryminalną, więc można czytać je od siebie niezależnie.  Jak wiele książek tego autora, tak i ten doczekał się ekranizacji w formie serialu, a tom trzeci autor pisał równocześnie - jako książkę i scenariusz ekranizacji.
 
Redaktorka Susan Ryeland wraca do Londynu. Znudziło jej się życie na Krecie i zdalna praca redaktorki, a że związek, który był jednym z powodów jej wyjazdu, powoli się wypalał, to już nic jej tam tak naprawdę nie trzymać. Teraz pora zacząć życie na nowa - kupić nowe mieszkanie, rybki, kota, może w końcu zacząć na stałe pracę w jednym wydawnictwie. I może faktycznie ma na to szansę - jej aktualny pracodawca zaprasza ją na rozmowę. Jednak nie o stałym etacie chce mówić, a o projekcie specjalnym: ma powstać nowa książka o słynnym detektywie Atticusie Pündzie, przy których poprzednich tomach pracowała właśnie Susan. Problem w tym, że jej pierwotny autor nie żyje, a ostatni tom kosztował Susan wszystko… Czy na pewno powinna do tego wracać? Jednak wizja stałego etatu i zarobku zwyciężają i Susan zgadza się wziąć ze sobą pierwszą połowę powieści. Jej autorem jest mężczyzna, którego znała lata temu - wnuk znanej na cały świat autorki powieści dla dzieci, który od zawsze sprawiał rodzinie kłopoty, a jego pisarskie próby skończyły się na dwóch kompletnie niesprzedających się książkach. Czy zatem teraz jest szansa, że będzie inaczej? Gdy Susan zaczyna czytać, zdaje sobie sprawę, że tak… historia wciąga, a ona sama czuje się dokładnie tak, jak przy poprzednich tomach, jakby wraz z postaciami powieści znalazła się w Londynie roku 1955…
“Pisarze nie są podobni do innych ludzi. Wszystkie te godziny spędzone w samotności, obsesyjne dumanie nad każdym słowem - to sprawia, że stają się neurotyczni, nerwowi, kapryśni albo (...) zwyczajnie podli.”
Budowa powieści oparta jest na zasadzie książki w książce. Każda z nich składa się z kilkustronicowych, tytułowanych rozdziałów, a ich ułożenie jest narzucone przez fabułę historii współczesnej: po pierwszych kilku rozdziałach współczesnych, Susan siada do czytania powieści i wtedy na kilka kolejnych rozdziałów przenosimy się w powieść o Pündzie. Książki są jasno rozdzielone - rozdziały o Pündzie są numerowane, rozdziały współczesne noszą tytuły hasłowe. Początek książki o Pündzie otwiera spis postaci, początek powieści współczesnej drzewo genealogiczne rodziny Crace’ów, do których należy nowy autor, z którym Susan rozpoczyna pracę. Narracja powieści współczesnej prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Susan, powieści o Pündzie pisane są klasycznie w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl obydwu też oczywiście się od siebie różni, choć każdą czyta się równie dobrze - współczesny jest nieco bardziej podszyty ironią, która jest jedną z cech narratorki, a ten drugi jest stylizowany na klasyczny. W każdym można zauważyć dość długie wstawki, wypowiedzi, postacie mają tendencje do długich monologów czy snucia wewnętrznych przemyśleń, jednak w większości przypadków, o dziwo, to nie nuży - zaledwie kilka razy wyłapałam zbędne powtórzenia. Język, w jakim obydwie powieści są pisane, jest subtelnie literacki, uniwersalny, nie ma w nim wulgarności, przekleństw czy językowych zgrzytów - to się po prostu doskonale czyta!
“Największa zaletą prozy jest to, że bez względu na trudy przeprawy jej finał zawsze jest nieunikniony. Nawet gdy umiera główny bohater (...) to nietrudno zauważyć, że inne rozwiązanie nie istniało i w tym trzeba znaleźć pocieszenie.”
Tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie, jest sam pomysł na intrygę - to w fikcyjnej powieści mamy szukać wskazówek do rozwiązania zagadki z historii współczesnej. Ta pierwsza pełna jest ukrytych nawiązań, łamigłówek, zabawy słowem, czyli zagadki doskonale dopasowanej do głównej bohaterki – w końcu redaktorka musi powieść prześwietlić z każdej strony. To doskonały zabieg, bo nie dosyć, że czytelnik w jednej książce dostaje dwie ciekawe historie, to dodatkowo musi szukać w nich ukrytych powiązań. Co więcej, powieść fikcyjna to nie urywki - to druga prawie że cała pełnoprawna powieść, która mogłaby bez problemu zostać wydana oddzielnie. To bardzo klasycznie osadzona historia - duża rezydencja, zamknięte grono podejrzanych, a każdy z nich skrywa jakieś potencjalne motywy zbrodni. To w tej powieści pojawiają się ciekawe wątki - wątek sztuki, malarstwa, a nawet historyczne konsekwencje II wojny światowej, której echa w tamtym czasie cały czas były słyszalne. Ta powieść jest tak samo dopracowana, przemyślana, jako historia tworząca wokół niej klamrę, a to daje przyjemność podwójną.
“Czy na tym polega uniwersalna wartość kryminalnych opowieści, że ujawniają nie tylko detale konkretnych zbrodni, ale i prawdę o całej ludzkości: cywilizacja i przyzwoitość to tylko cieniutka maska, pod którą drzemią potwory?”
Historia współczesna mocno osadzona jest w środowisku wydawniczym - w końcu Susan to redaktorka, więc czytelnik ma okazję zajrzeć jej przez ramię, zobaczyć jak taka praca wygląda. Oczywiście w wersji wygładzonej, bo i tekst książki, którą Susan redaguje, jest raczej pozbawiony błędów, jakie normalnie w pierwszym rękopisie można znaleźć. Niemniej jednak sam jej sposób patrzenia na powieść i uwagi, jakie przy okazji rzuca, mocno osadzają nas w tym świecie literackim, świecie twórczym i jego blaskach, ale też i cieniach.
“Wcześniej o tym nie myślałam, ale zbrodnie i kara - choć każda na swój sposób - idą ramię w ramię, jeśli chodzi o dehumanizowanie człowieka.”
Bo choć czytelnik doskonale bawi się przy tych obydwu dość klasycznych zagadkach, to wyłuskać może z nich też sporo ciekawych zagadnień. Przede wszystkim autor porusza temat wizerunku pisarza - tego, że niekoniecznie to, na kogo się w mediach kreuje, musi oddawać jakim faktycznie jest człowiekiem. W czasach współczesnych z jednej strony te dwie kreacje mocniej się ze sobą zlewają, z drugiej dużo łatwiej jest odkryć, jaki dany autor jest naprawdę - to znak naszych czasów, życie w sieci dwadzieścia cztery godziny na dobę, bycie pod ciągłą obserwacją. Czy zatem nasze postrzeganie książek, literatury też uległo zmianie w porównaniu do jej odbioru sprzed wieku?
“Nic nie wyrządziło współczesnej literaturze detektywistycznej większej krzywdy niż wynalezienie Internetu. Zapomnijcie o dedukcji Sherlocka Holmesa i małych szarych komórkach Herkulesa Poirota! Dziś pod opuszkami palców mamy całą wiedzę świata i niczego już nie musimy dedukować.”
Ważnym tematem jest również życie z osobą sławną. Tego, jak sława podporządkowuje sobie życie nie tylko samego autora, ale i wszystkich, którzy są wokół niego. Jak tworzy się z niej mit, który nawet po świeci się utrzymuje - bo przecież twórczość żyje dalej. I tu znowu pojawiają się kolejne ciekawe wątki - autor umiera, ale nie jego postacie. Czy kontynuowanie serii przez innych jest właściwe? Tak przecież jest z Bondem, tak jest z Sherlockiem i jeszcze wieloma postaciami, z których stworzono całe uniwersum.
“Ale nie wiesz, jak to jest, gdy każą ci być cząstką czyjegoś literackiego dziedzictwa. Jak możesz nienawidzić kogoś, kto jest kochany przez wszystkich ludzi na świecie? Jak możesz wieść samodzielne życie, gdy nosisz nazwisko zdefiniowane przez jej geniusz i wiesz, że cokolwiek zrobisz, czeka cię porównywanie do jej osiągnięć?”
“Morderstwa w Marble Hall” to rozbudowana powieść ze skrzętnie stworzoną intrygą, która robi tym większe wrażenie, że przecież ma podwójne dno - motyw książki w książce dopracowany został do perfekcji, a każdy detal, choć początkowo wydaje się zbędny, ma znaczenie. To taka zabawa z główną bohaterką Susan, ale i czytelnikiem - naszym zadaniem jest dokładna obserwacja i szukanie powiązań, dedukcja, której umiejętność według narratora w czasach Internetu zwyczajnie zanika. Jednak sama intryga i przyjemny, acz spokojny styl autora, to nie wszystko - w tle pojawiają się ciekawe tematy związane z branżą literacką i wydawniczą, które z pewnością zainteresują każdego miłośnika literatury, a także zmuszą do refleksji na temat wizerunku pisarzy i tego, jak inaczej współcześnie na to wszystko spoglądamy. Bardzo ciekawa powieść, a choć i w niej wyłapałam kilka niewielkich potknięć, to i tak dawno nie bawiłam się tak dobrze, jak podczas jej lektury! I myślę, że niekoniecznie jest to wrażenie pierwszej książki, bo choć sama budowa powieści mnie zachwyciła, to jednak tym, co zrobiło największe wrażenie, była ta doskonale przemyślana intryga. Dlatego cieszę się, że na półce mam dwa poprzednie tomy z tej serii do nadrobienia!
“Być może na tym polega różnica między redaktorem a autorem. Autor żyje swoim dziełem, redaktor musi zerkać jednym okiem na świat zewnętrzny.”
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 11, 2026

"Historie łajdackie" Jacek Dehnel

"Historie łajdackie" Jacek Dehnel

Autor: Jacek Dehnel
Tytuł: Historie łajdackie
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 176
Gatunek: opowiadania / literatura piękna
 
Jacek Dehnel to polski pisarz, który już w wieku szkolnym oddawał się tworzeniu - wtedy wygrywał konkursy poetyckie, by kilka lat później stanąć wśród kandydatów do najważniejszych polskich nagród literackich. Debiutował na przełomie wieków zarówno w prozie, jak i poezji, a choć na swoim koncie ma wiele tytułów, to i na tym nie poprzestaje - zajmuje się też tłumaczeniami prozy i poezji. Ponadto tworzy pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa wraz ze swoim mężem Piotrem Tarczyńskim serię retro kryminałów z profesorową Szczupaczyńską - i właśnie dzięki najnowszemu tomowi pt. “Szaleństwo i śmierć spłyną z gór” (recenzja - klik!) jego prozą się bliżej zainteresowałam. Zresztą wątki kryminalne przewijają się również w jego solowej twórczości - może nie aż tak wyraźnie, na pierwszym miejscu stoi po prostu literatura piękna, jednak nie da się ukryć, że jest to temat autora interesujący. Kilka lat temu prowadził nawet blog poświęcony zbrodniom międzywojennych, z którego powstała książka non-fiction “Tajna Warszawa”.
 
A wspominam o zbrodni, bo zbiór opowiadań zatytułowany “Historie łajdackie” właśnie na tym motywie się opiera. Wydawca nazwał go literacką odpowiedzią na rosnącą popularność true crime w wersji głębokiej i psychologicznej. I faktycznie, jest w tym sporo racji, bo w każdej z ośmiu opowieści granice tego, co prawe, co moralne, zostają w jakiś sposób przekroczone. W każdym z nich można znaleźć tytułowe łajdactwo - czasami to ono gra pierwsze skrzypce, czasami przyjmuje rolę drugoplanową. To wycinki z różnych żyć, różnych czasów i różnych miejsc, które można interpretować szeroko.
“Ja nie wiem, czy ja się wypowiadam w sposób jasny w tej całej ciemności? Jestem zrozumiała? Sala mnie rozumie, pani w trzecim rzędzie z boku mnie rozumie? To nie są łatwe rzeczy, ale też nikt nie obiecywał, że będzie łatwo być nieżywą.” (“Nieznajoma z Sekwany”)
Książka składa się z ośmiu opowiadań różnej długości, z czego sześć było publikowane już wcześniej - w magazynach, antologiach czy specjalnych projektach. Każde z opowiadań opatrzone jest datą powstania, każde ma swój tytuł i na tym ich podobieństwa w budowie się kończą. Narracje, jakie autor w nich obiera, są bardzo różne - raz jest to alter ego autora i narracja pierwszoosobowa, raz kilka postaci sprzed wieku w narracji trzecioosobowej. Niektóre opowiadania kierowane są bezpośrednio do kogoś - w “Nieznajomej z Sekwany” narratorka zwraca się do widowni (pierwotnie był to monodram wystawiony w 2024), w “Wicekrólowej Rugii” bezpośrednim odbiorcą jest sąd. Podobnie jest również z samym stylem, który przybiera formę odpowiednią do treści i czasu opowieści. Znaleźć można tu stylizacje na język, jakim wiek temu posługiwały się niższe i wyższe klasy, pojawiają się lekko poetyckie wstawki czy zapiski przypominające pamiętnik. Niemniej jednak to w języku pod warstwą stylizacji można znaleźć wspólne mianowniki - to inteligentny humor, który ma moc zmieniania dramatów w komedie. W każdym z opowiadań czuć, że język jest autorowi posłuszny, plastyczny, dopasowuje się do potrzeb, a narracja płynie w sposób elokwentny, nawet kiedy stylizowana jest na niespecjalnie bystre postacie. Tu słowo jest tak samo ważne, jak treść, bo już samo niesie jakieś znaczenie. Czasami wymaga skupienia, czasami chwili zastanowienia, a czasami rezonuje w głowie na długo po przeczytaniu.
“(...) każdy z nich ze swoimi meblami, swoimi życiami, melodiami, z opowieściami do opowiadania i takimi, których nigdy nie opowiedzą, i kamienice, które nie istnieją, w a nich nieistniejący ludzie i opowieści, które powinny były zostać opowiedziane, ale nie było im to dane - i czuję, jak przez całe miasto biegną nitki tych historii, od kamienicy do kamienicy, i świecą: tak, że niebo robi się zupełnie różowe.” (“Bieg okoliczności”)
Każde z opowiadań ma swoje miejsce akcji, jest Warszawa i Paryż, Hiszpania i Kraków. Czasami miejsca oddane są dokładnie, jak na przykład w opowiadaniu pierwszym “Biegu okoliczności”, w którym tłem do refleksji narratora jest trasa jego biegu po Warszawie oddana w żywych, barwnych kolorach. Czasami z kolei pełnią rolę tła jak to jest w “Ćwiartce papieru”, gdzie miejsce usuwa się w cień, a postacie i okoliczności przejmują plan pierwszy. Zresztą w każdym z nich to właśnie postacie, ich refleksje, ich uczynki są tym, co faktycznie ważne. Każda historia w jakiś sposób przekracza granice społeczne, granice moralne - często przez opowieść przewija się temat zbrodni wojennych, są morderstwa i samobójstwa. Jest fascynacja zbrodniarzem, jego poczuciem wolności psychicznej mimo uwięzienia fizycznego. Nie brak i wątku wielkiej, acz nieszczęśliwej miłości czy prawości, której granice są przesuwane odpowiednio do potrzeb. Ale to nie sam czyn zbrodniczy stoi na pierwszym miejsce - te zajmują powody, motywacje i okoliczności.
“Człowiek póki żyje, to nie wie, że ciągle patrzy na rzeczy, a powinien może na ludzi.” (“Nieznajoma z Sekwany”)
Autor poprzez swoje opowieści zadaje wiele bardzo ciekawych pytań, zwraca uwagę na zagadnienia, które w codzienności umykają. Pyta o sprawiedliwości i sądy, pyta o prawa i ich egzekwowanie, o społeczną obojętność na ludzką krzywdę, ale dziwną fascynację tym, gdy krzywda wyrządzona zostaje. Te pytania, forma opowieści, która narzuca ich zadanie, zostają w głowie, poruszają i odbijają się echem na długo po zakończeniu lektury. Aż chciałabym przytoczyć przykłady, jednak robiąc to, mogłabym pozbawić Was elementu zaskoczenia - bo każde z opowiadań ma naprawdę mocny koniec. Autor nie obiera banalnych kierunków, dobrze odwraca uwagę czytelnika, który nie jest w stanie przewidzieć, do jakich wniosków dojdzie wraz z zakończeniem opowieści.
“Tak, proszę wysokiego sądu, wszystko to jest ważne dla sprawy. Przenajważniejsze nawet. Stąd to wszystko, proszę wysokiego sądu, stąd to całe… jak to powiedziano… wejście na drogę przestępstwa. Stąd to, z gazet, z książek. Naczytał się, a potem powtarza.” (“Wicekrólowa Rugii”)
Przyznam, że trudno opowiada się o krótkich formach zamkniętych w jednej książce, gdy każda z nich tak mocno różni się od pozostałych, a równocześnie każda jest tak zaskakująca, że nie chce się tej przyjemności zaskoczenia czytelnikowi odbierać. Autor doskonale w każdym jednym opowiadaniu gra słowem, raz kieruje się w liryczną stronę, raz w sarkastyczną, jedne opowiadania są melancholijne, inne żywe, dynamiczne. Jedne łapie się wprost, inne na długi czas jeszcze po lekturze pozostają zagadką, ale bez wątpliwości mają wspólny mianownik - to opowieści, w których zbrodnia, przekraczanie granic oddziałuje na postacie, ale to one, ich decyzje bardziej czy mniej świadome, ich motywacji i historie interesują nas najbardziej. Miejsca, czasy, płeć, klasy społeczne - to wszystkie jest zmienne, płynne, ale myśli, refleksje, jakie sobą niosą, pozostają stałe.
“Wydaje się wam, że sprawujecie tu sprawiedliwość. Ale wy sprawujecie tylko sądy, ludzie i ułomne.” (“Wicekrólowa Rugii”)
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 11, 2026

"Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon - zapowiedź patonacka

"Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon - zapowiedź patonacka
Młodziutka hotelarka Kitty Underhay powraca! Już 25 marca polską premierę świętować będzie tom drugi jej przygód pt. "Zbrodnia w rezydencji", a Kryminał na talerzu ma przyjemność objąć ją patronatem medialnym. 

Pokój z widokiem na… rodzinne sekrety.
Kitty Underhay jedzie odwiedzić krewnych ze strony ojca, o których istnieniu do niedawna nie miała pojęcia. Wizyta w majestatycznej rezydencji jest intrygująca, jednak pod pozorną życzliwością gospodarzy wyczuwa się narastające napięcie.
Gdy dziewczyna przypadkiem odkrywa, że przed laty przebywała tutaj jej zaginiona matka, pytania z przeszłości natrętnie domagają się odpowiedzi. Wkrótce znikają poufne dokumenty należące do wuja, a przy schodach dla służby zostaje znalezione ciało niani, która znała rodzinne tajemnice…
Kitty zwraca się o pomoc do kapitana Matthew Bryanta. Czy uda im się wspólnie odnaleźć mordercę? Kto skorzysta na kradzieży dokumentów? A kto wkrótce może stracić życie?

Cała seria z Kitty Underhay rozgrywa się w latach 30. XX wieku, które nadają jej niepowtarzalny klimat - to czas, w którym stare tradycje mieszały się z nowoczesnością, a angielska arystokracja stawała przed nowymi wyzwaniami. I właśnie do takiej rodziny Kitty w "Zbrodni w rezydencji" się udaje. Rodziny, której do tej pory nie znała... Teraz, tydzień spędzony w ich otoczeniu z dala od swoich najbliższym przyniesie jej nowe wyzwania - rozwój swoich umiejętności detektywistycznych!  Wąskie grono podejrzanych i zagadka, która odpowiednio ciekawi na tle ówczesnych relacji społecznych podane w przyjemnym, lekkim stylu - to połączenie powieści retro z cosy crime, które sprawdza się doskonale! Oczywiście nie trzeba znać tomu pierwszego pt. "Zbrodnia i rubin" (recenzja - klik!), by sięgnąć po drugi, ale skoro do jego premiery mamy jeszcze dwa tygodnie, to czemu by nie? 😊

Autorka: Helena Dixon
Tytuł: Zbrodnia w rezydencji
Cykl: Tajemnice panny Underhay, tom 2
Tłumaczenie: Emilia Niedzieska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał retro / cosy crime


Książka dostępna jest w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Mando.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 10, 2026

"Czarne ptaki" Bartosz Szczygielski

"Czarne ptaki" Bartosz Szczygielski

Autor: Bartosz Szczygielski
Tytuł: Czarne ptaki
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść kryminalna
 
Bartosz Szczygielski w tym roku świętuje dekadę na polskim rynku książki - debiutował w 2016 roku pierwszym tomem doskonale skonstruowanej trylogii pt. “Aorta” (recenzja – klik!). Przez kilka pierwszych lat autor tworzył pod skrzydłami Wydawnictwa W.A.B., później przeszedł do Czwartej Strony Kryminału, a teraz, przy piętnastej pozycji znowu nadeszła pora na zmianę - “Czarne ptaki” ukazały się pod szyldem Wydawnictwa Muza.
Piętnaście powieści przyniosło autorowi ugruntowaną pozycję na polskim rynku książki jako twórcy gatunkowego, który nie powiela schematów, szuka w fabułach zaskoczeń i refleksji, co mocno sama sobie cenię. U niego powieść kryminalna to nie tylko dobra rozrywka, ale i coś więcej, coś, co zmusza do własnych przemyśleń.
 
Lata 90. XX wieku. Arek i Kamil, przyjaciele ze szkolnej ławki, którzy już za kilka miesięcy mają rozpocząć te wielkie, dorosłe życie, właśnie budzą się nad ranem po imprezie na wolnym powietrzu. Wokół nikt niewiele pamięta, ale ślady mocno zakrapianej nocy leżą tu i ówdzie. Na nowiutkich trampkach Kamila także, co wprowadza go w stan bliski paniki. Na szczęście jeden z kolegów ratuje podpowiedzią, że tuż obok płynie strumyk, więc wraz z Arkiem ruszają na poszukiwania. Droga prowadzi przez las, a tam... coś widzą, coś słyszą. Na Arka pada blady strach - podobno w tej okolicy kręci się Śruba, gangster, którego boi się nawet policja… Kamil wykazuje się większym brakiem roztropności - wychodzi z krzaków i znajduje zwłoki. Czy byli przypadkiem morderstwa?
Lata współczesne. Małgorzata to kobieta, która lubi przybierać różne tożsamości. Jej zawód jest niejasny, realizuje jakieś zlecenia, dobrze też zna się na technologii, którą lubi wykorzystywać, by dopiec mężczyznom traktującym kobiety jak rzeczy. Jedno jest pewne - do czegoś dąży, ma jakiś od dawna przygotowywany plan, który właśnie zamierza zrealizować. W jaki sposób powiązany jest z Amelią, kobietą w podobnym wieku, choć zdecydowanie mniej wyrachowaną? To asystentka biznesmena, która prowadzi pozornie zwyczajne, choć nie do końca szczęśliwe życie. Kiedy i dlaczego ich losy muszą się przeciąć?
 
Tym, co na początku w powieści zaskakuje, to jej budowa. Jest to książka tetbeszka, czyli dwustronna, z dwoma okładkami i dwoma historiami odwróconymi względem siebie o sto osiemdziesiąt stopni. Ta nazwa zresztą zarezerwowana jest nie tylko dla książek, z czego korzysta sam autor wpisując wątek pewnego przedmiotu w jedną z historii. Dwie opowieści są ze sobą w pewien sposób powiązane, jednak każda z nich tworzy jedną, zamkniętą całość. To od czytelnika zależy kolejność lektury, może zdecydować od której z historii zacznie, może też czytać rozdziały każdej z nich naprzemiennie - może właśnie ten sposób byłoby dla powieści jako całości najciekawszy? Taka budowa nie jest czymś nowym na rynku światowym, ale już zawężając go do polskich autorów – tak, współcześnie chyba jeszcze nie spotkałam się, by polski autor taką formę budowy powieści przyjął. A co ważne, Bartosz Szczygielski robi to z głową!
 
Każda z opowieści liczy 19 rozdziałów, obydwie prowadzone są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, ta osadzona w latach 90. z perspektywy Arka, historia współczesna naprzemiennie przez Małgorzatę i Amelię. Styl autora w obydwu jest przyjemny, niby codzienny, a jednak czuć w nim swobodę i taką zadziorność, zabawę wyrażeniami i samym językiem, czuć, że autor dobrze posługuje się słowem pisanym, zdania przechodzą płynnie z akcji w refleksję, dialogi wypadają realistycznie. To się po prostu dobrze czyta.
 
Na tym jednak podobieństwa się kończą, tempo i ukierunkowanie uwagi czytelnika w obydwu opowieściach jest całkiem inne. Zacznijmy chronologicznie od historii osadzonej w latach 90. Autor doskonale oddaje w niej tło tamtych lat, czuć tę Polskę, która dopiero co otwarła się na Zachód, która rozdźwięk społeczny ma coraz wyraźniejszy. Tu obok siebie pojawiają się wielkie pieniądze i margines społeczny, na rynku pojawiają się zachodnie nowinki technologiczne, ale i zachodnie narkotyki. To czas, kiedy przez życie można przejść cwaniakując albo wręcz odwrotnie, spokojnie i uczciwie. Po której stronie stoją bohaterowie? Kamila tak naprawdę widzimy tylko oczami Arka, wiernego, lojalnego przyjaciela, który czuje, że ma wobec niego dług. Zawsze, gdy Arek nie miał pieniędzy, śniadania w szkole, czy zaczepiały go inne dzieciaki, Kamil stawał w jego obronie. Teraz Arek, choć nie do końca rozumie, co się z jego przyjacielem dzieje, musi mu pomóc, nawet gdyby to oznaczało zaprzepaszczenie własnych szans na dobrą przyszłość. Czy na pewno to dobry wybór? Co jest ważniejsze, moralność czy lojalność? To opowieść snuta jest tempem spokojnym, w którym warstwa obyczajowa i historyczna wysuwają się na plan pierwszy - zbrodnia i intryga, która wokół niej się obudowuje, jest zaledwie tłem, które znaczenia nabiera dopiero po jej zakończeniu.
 
Opowieść osadzona w czasach współczesnych mocniej kieruje się w stronę sensacyjną, w stronę historii o przekrętach i oszustwach. Małgorzata ewidentnie w coś takiego jest wplątana, to kobieta o wielu twarzach i imionach nastawiona na jeden cel. Cel, do którego zmierzać będzie bez względu na koszty. Skąd ta determinacja? Jak daleko sięga jej plan, który ewidentnie realizuje już od jakiegoś czasu?
Druga postać kobieca stworzona jest na zasadzie kontrastu. Amelia podobnie jak w pierwszej historii Arek, jest człowiekiem dobrym, wierzącym w innych ludzi. Chce zarabiać przyzwoite pieniądze, chce mieć swobodę i dobry związek z chłopakiem, który czeka na nią w domu. Tylko czy na pewno da się to wszystko pogodzić, gdy ludzie wokół zdają się mieć swoje prywatne, niekoniecznie zbieżne z jej własnymi cele?
Historia tych dwóch kobiet jest bardziej enigmatyczna, bardziej ukierunkowana na zagadkę. Od początku akcja prowadzona jest tempem dynamicznym, a każda kolejna scena zdaje się od reszty oderwana - czytelnik wie, że w jakimś momencie połączą się w jedno, każdy element kompozycji wskoczy na swoje miejsce, a cała przyjemność w tym, by spróbować odkryć całość, zanim zrobi to za nas autor powieści. Czy się da? Częściowo na pewno, jednak dopiero przy połączeniu wszystkich nitek intrygi powieść daje pełną satysfakcję.
 
We wstępie wspomniałam, że Bartosz Szczygielski poza rozrywką daje w swoich powieściach coś jeszcze. Jakie tematy przywodzi w tej historii? Przede wszystkim wagę decyzji, których wydaje się, że nawet nie podejmujemy sami - takie rzeczy po prostu się dzieją, człowiek czasami znajduje się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, a spirala, jaką jedno wydarzenie może nakręcić, sprawia, że życie pojedynczej jednostki całkowicie zmienia kierunek. Czy ci, którzy przejmują dowodzenie, którzy nie patrzą na innych, tylko na własne cele, lepiej na tym wychodzą? Czy jednak mimo wszystko gdzieś ta karma, sprawiedliwość jest? Jakim człowiekiem warto być?
 
Podsumowując, “Czarne ptaki” to ciekawe doświadczenie literackie. Powieść zbudowana w formie dwustronnej, dwie powieści w jednej, dwie intrygi w pewien sposób ze sobą połączone. A choć same połączenie nie jest najtrudniejsze do odkrycia, autor pozostawia wyraźne tropy, to jednak dopiero, gdy wszystkie detale wskakują na swoje miejsce, gdy obydwie historie tworzą jedną całość, książka zaskakuje stopniem przemyślenia i wydźwiękiem. To solidna powieść, w której nie liczy się tylko i wyłącznie napięcie, a historia i całe tło obyczajowe, jakie sobą niesie.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 10, 2026

Book tour z "Tajemniczym kluczem" z serii z Agatą Szajbą!

Book tour z "Tajemniczym kluczem" z serii z Agatą Szajbą!

Seria z Agatą Szajbą to nie tylko ciekawe zagadki detektywistyczne, ale też i odświeżenie klasyki - główna bohaterka to nastoletnia detektywka, która jest psychofanką twórczości Agathy Christie! Powiedzcie sami - czy to nie doskonały sposób, by zachęcić młode pokolenia do odkrywania tego, od czego wszystko się zaczęło? Jestem przekonana, że ci czytelnicy, którzy Agatę poznają i tak jak ja ją pokochają, będą chcieli dowiedzieć się, co to za książki tak ją fascynują... A ci już wiekiem mocniej zaawansowani (jak ja 😉), będą uśmiechać się pod nosem na wszystkie wspominki i nawiązania do tej autorki! 

Wydawnictwo Kropka kilka dni temu już zapowiedziało premierę tomu drugiego serii z Agatą, zatem teraz jest dobry moment, by sięgnąć po początek, tom pierwszy pt. "Tajemniczy klucz". A ja jako patronka serii mogę Wam to jeszcze raz ułatwić - zapraszam na book tour z tym tytułem! Możecie czytać go sami, razem ze swoimi pociechami, albo wręczyć im i to o ich wrażeniach później napisać! Seria przeznaczona jest dla czytelnika 9+, a więcej o tomie pierwszym znajdziecie w mojej recenzji - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Kropka w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 09, 2026

"Matki" Carmen Mola

"Matki" Carmen Mola

Autorka: Carmen Mola
Tytuł: Matki
Cykl: Elena Blanco, tom 4
Tłumaczenie: Magdalena Olejnik
Data premiery: 18.02.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał
 
Carmen Mola na hiszpańskim rynku książki pojawiała się w 2018 roku z pierwszym tomem serii mrocznych kryminałów noir z inspektor Eleną Blanco pt. “Cygańska narzeczona”. Przez cztery pierwsze lata kariery literackiej nie udzielała wywiadów, nie pojawiała się na żadnych wydarzeniach kulturowych, co tłumaczone było potrzebą zachowania anonimowości. W 2021 roku sytuacja jednak uległa zmianie, Carmen Mola otrzymała nagrodę literacką Premio Planeta, jedną z najważniejszych nagród na rynku hiszpańskim za powieść “Bestia” (nieprzetłumaczona do tej pory na polski). Przyszła zatem pora ujawnienia, a świat literacki mocno się zdziwił - zamiast jednej kobiety, na scenie pojawiło się trzech mężczyzn: Jorge Díaz, Agustín Martínez i Antonio Mercero, scenarzystów telewizyjnych. Ta informacja wywołała coś na kształt skandalu i obiegła cały świat, bez względu jednak na odzew, na pewno nie podziałało to dla powieści podpisanych Carmen Mola negatywnie. Teraz, po ośmiu latach od debiutu, na wspólnym koncie tych autorów jest sześć powieści: “Bestia” i pięć tomów zamkniętej już serii z Eleną Blanco.
W Polsce seria Carmen Moli debiutowała we wrześniu 2022 roku i w niewiele ponad rok urosła do trzech tomów (recenzje – klik!), za to na czwarty, najnowszy na naszym rynku, musieliśmy czekać prawie trzy lata! Kiedy zatem doczekamy się tomu kończącego serię?
 
Madryt, październik. Od wydarzeń z “Małej” minęło kilka dobrych miesięcy, jednak nikt z zespołu BAC, czyli Specjalnej Brygady Śledczej, o tamtych tragicznych wydarzeniach nie zapomniał. Zárate i Elena oddalili się od siebie, sama Elena myśli o adopcji dziecka, które wtedy udało im się ocalić, co choć daje jej nowy cel, wcale nie zmniejsza wyczerpania, jakie czuje codziennie będąc szefową BAC. Wychodząc z ośrodka opieki, który odwiedza, by zacieśnić relacje z potencjalnie wkrótce adoptowanym dzieckiem, odbiera telefon - to wezwanie na nowe miejsce zbrodni. Zbrodni prawdziwie makabrycznej… Na jednym z madryckich parkingów w szemranej dzielnicy zamknięty w dużym dostawczym samochodzie był mężczyzna. Mężczyzna, któremu ktoś wyciął narządy wewnętrzne, a w ich miejsce włożył płód dziecka. Co to wszystko ma znaczyć, kto dopuściłby się takiego bestialstwa? Gangi przecież w taki sposób nie działają, ta zbrodnia pozostaje bez podpisu. Ale dlaczego została popełniona i kim są ofiary - bo przecież to nie tylko mężczyzna, ale i nienarodzone dziecko…
“Czy człowiek może przezwyciężyć swoje błędy i powrócić do punktu, w którym zboczył z drogi?”
Książka rozpisana jest na cztery części, z czego każda składa się z cytatu, czegoś na kształt prologu, w którym przytaczana jest historia Violety oraz kilkunastu rozdziałów - każdy jest numerowany, w sumie jest już 68. Same rozdziały bywają dzielone również na krótsze scenki, jednak ich długość nie jest przytłaczająca - każdy liczy dosłownie kilka stron. Narracja pisana jest z kilku perspektyw postaci stających po dobrej stronie prawa w trzeciej osobie czasu teraźniejszego. Zdania, z których powieść jest zbudowana, są krótkie, treściwe, ale również i bogate w lokalne szczegóły - autorzy zabierają nas w dzielnice Madrytu (i nie tylko), do których samemu strach się zapuszczać. Poprzez połączenie czasu teraźniejszego z krótkimi zdaniami lektura może wymagać przyzwyczajenia - przyznam, że trudno było mi początkowo złapać jej rytm, co trochę mnie nużyło, dopiero w okolicach połowy książki, gdy akcja przyspieszyła, styl narracji przestał odciągać moją uwagę. Warto też zaznaczyć, że tłumaczka dba o to, by polski czytelnik nie miał trudności ze zrozumieniem o czym w tekście mowa - wszystkie nazwy własne, skróty itp. tłumaczone są przypisem.
“Nagle Elenie strasznie chce się płakać, sama nie wie czemu. Robi jej się wstyd. Wie, że byłoby to jak szlochanie na filmie o nieskomplikowanej fabule, nakręconym specjalnie po to, żeby wyciskać łzy, ale to normalne życie, które ją otacza, obojętne wobec tragedii, która na pewno rozgrywa się teraz w rodzinie Beira, sprawia, że rośnie jej gula w gardle. Myśli o życiu, które ucieka niezauważone, aż potem nagle jest za późno. Nagle już nie ma szansy na śmiech i pocałunki.”
“Matki” to czwarty tom serii, jednak sprawa kryminalna, jaką opisuje, to osobna historia, można więc czytać go od pozostałych tomów niezależnie. Oczywiście trzeba mieć wtedy świadomość, że książka lekko spoileruje wydarzenia z tomów poprzednich, szczególnie z “Małej”, która czasowo w linii chronologii powieści jest najbliższa. Ci jednak, którzy serię znają, nawet po tak długiej przerwie, dostrzegą jak dużą zmianę przeszła główna bohaterka. Jeszcze niedawno Elena swój ból chowała za butelkami grappy, karaoke i seksem z nieznajomymi, teraz w końcu się z nim oswoiła, zaakceptowała, wchłonęła. Już nie szuka przygód i szaleństw, teraz chce po prostu kochać i być kochaną, móc się kimś opiekować, mieć za kogo walczyć, kogo bronić. Może brzmi to górnolotnie, niemniej przemiana jest prawdziwa - czytelnik podczas lektury czuje tę smutną rzeczywistość Eleny, którą jest zwyczajnie zmęczona, którą rozjaśnić chce oferując pomoc i samą siebie małej istocie niemającej poza nią nikogo. I tak Elena po latach tęsknoty za swoim synem, na nowo przygotowuje się do zostania matką…
“Czuje się bezmiernie znużona. Nie dlatego, że ma za sobą ponad trzydzieści godzin bez snu, po prostu jej odporność jest na wyczerpaniu. Zbyt wiele koszmarów. Czuje, że czara się przepełniła, że nie pomieści już w pamięci więcej obrazów (...).”
Bo właśnie to matki są w centrum tej powieści. Ich więź z dzieckiem bez względu na sposób i powód poczęcia, bez względu na to, czy dzieci są z nich zrodzone czy przygarnięte, są siłą a zarazem słabością, która może zostać wykorzystana w najbardziej brutalny sposób. Nie brak też i rodzicielstwa, a wręcz rodziny w innej formie: każda taka więź jest rozpatrzona, przeanalizowana. Carmen Mola wychodzi poza ramy normalności, wykrzywia relacje, wynosi je daleko poza granice prawa, przedstawiając jest ekstremalnie wynaturzone - czy to pokręcony sposób, by czytelnik zaczął dostrzegać szczęście, jakim otacza się na co dzień?
“- Chciałabym pokładać równie wielkie zaufanie w rodzinie jak ty.
- To dlatego, że sama nie mam rodziny. - Hakerka się śmieje. - Nie miałam okazji się do niej rozczarować.”
Drugim ważnym tematem powieści stojącym na równie z więziami rodzinnymi są ludzi u władzy, którzy zaczynają wierzyć, że mogą wszystko. Wątek korupcji w policji, tajnych akcji i podwójnych agentów stoi na równi z wątkiem rodziny, a dzięki temu, że ich historie się przeplatają, czytelnik przez cały czas czuje wewnętrzny niepokój, lekkie zdenerwowanie.
 “Przypominają się jej słowa, które wypowiedział w swoim gabinecie Beltrán: “Nie uważam ich za złych policjantów, ale nie uświadamiają sobie, że to nie do nich należy wymierzanie sprawiedliwości”. Czy przekroczyli już tę granicę? Musiałaby być hipokrytką, by się tego wypierać. (...) To tylko jeden mały kroczek poza granicę, ale gdy już się go robi, coraz łatwiej będzie robić następne.”
Równocześnie w powieści nie brak społecznego tła Madrytu, autorzy przeganiają nas po drabinie klasowej, odwiedzamy najbogatsze domy Hiszpanów u władzy, by za chwilę dać się pochłonąć biedzie, brudowi i mrokowi. Gangi i ich nielegalna działalność, ludzie pozornie dobrzy, którzy przez brak godnych warunków popełniają naprawdę złe czyny, ludzie popchnięci do ostateczności - raz za razem Mola czytelnikiem wstrząsa, coraz mocniej wsysa w miejsca, w których brud, czy to dosłowny, czy metaforyczny przesłania najmniejszy promyk słońca.
“Ma już dosyć okrucieństwa, które zalewa świat przez egoizm, przez niezdolność do postawienie się w cudzej sytuacji, przez obojętność mężczyzn chodzących na dziwki, bezduszny wyzysk ze strony pracodawców, tych wszystkich, którzy domagają się swoich rzekomych praw, nie zważając na środki konieczne do ich zapewnienia.”
Poza Madrytem przedstawionym pod kątem zasobu portfela i władzy, do głosu dochodzi tu jeszcze jeden wyznacznik - religia. Hiszpania mimo tego, że z założenia jest krajem katolickim, to jednak teraz pełna jest emigrantów - czy to z Ameryki Południowej, czy Afryki, gdzie wierzenia są całkiem różne od tych, które sami w Polsce dobrze znamy. Najmocniej w tej historii autorzy czerpią z wierzeń Joruby, a boginią, która najczęściej się tu przewija jest Iyami Osoronga - to ciekawostka, coś, co może pobudzić czytelnika, by na własną rękę odkrywał więcej, bo choć imię bogini jest nam (prawdopodobnie) nieznane, to już jej atrybuty czy samo znaczenie są tożsame z tym, co możemy znaleźć w innych religiach. A skoro wierzenia podobne, choć inaczej nazwane, to czy fanatyzm również może przybierać znajomą formę?
“Nie proszę, abyście to zrozumieli, ale uszanujcie nasze tradycje. Wydają się wam dziwne, lecz zapewniam was, że kiedy przyjechałem do tego kraju, też dziwiło mnie to, co robicie z Matką Boską i świętymi…”
Sama intryga powieści początkowo toczy się tempem umiarkowanym - fragmenty Violety są dla czytelnika bardzo enigmatyczne, nie wiadomo, jak łączą się z resztą, a akcja zamiast przyspieszać, każe nam snuć się ciemnymi uliczkami Madrytu. Jednak to potrzebne zawiązanie akcji, które wkrótce przeradza się w coś więcej, akcja przyspiesza, twisty zaczynają zaskakiwać, a poszczególne kropki, które do tej pory wydawały się nieznaczące, zaczynają się łączyć. Napięcie wyraźnie wzrasta, a zaciekawienie okazuje się tak duże, że książkę trudno jest odłożyć. Choć autorzy korzystają ze znanych zagrań, to jednak nie tworzą kalkowego kryminału - nurt intrygi wyszukuje sobie swój własny korytarz, korytarz metaforycznie głęboki, bo motywujący do rozważenia wielu różnych zagadnień. Nie jestem jedynie pewna jak odnieść się do zakończenia, które zdaje się kierować historię znowu w znajome rejony - to jednak wyjaśni się w tomie piątym i mam nadzieję, że i w nim autorom uda się uniknąć powielania schematów!
“Odwaga i podejmowanie pewnego ryzyka są w porządku, ale trzeba też wiedzieć, kiedy odwaga staje się brakiem odpowiedzialności. Widziałem wielu, którzy zginęli, bo nie umieli wycofać się w porę (...).”
“Matki” to powieść kryminalna, szokująca brutalnością zbrodni, jednak nie taplająca się z radością w tej makabrze. Tutaj ogrom przemocy jest fabularnie i tematycznie uzasadniony, a opisy, choć mogą szokować, to nie szokują makabrą samą w sobie, a po prostu makabrycznym pomysłem na zbrodnię. Choć sama nadmiernie brutalnych kryminałów nie lubię, to po raz czwarty przy tej serii mówię, że w jej wypadku ma to sens, wstrząsa, ale we właściwy celu. Carmen Mola snuje opowieść na wielu poziomach, wychodzi poza ramy klasycznego kryminału, znajduje też miejsce na rozbudowane wątki obyczajowe, psychologiczne, społeczne. A choć tym razem nie od początku byłam w stanie wgryźć się w rytm lektury, to ostatecznie nie narzekam - intryga mnie porwała i trzymała długo w satysfakcjonującym napięciu. Mam nadzieję, że tom piąty pojawi się na polskim rynku wkrótce, chciałabym też bardzo, by i powieść osobna pt.  “Bestia” trafiła na nasz rynek. Proza Carmen Moli wydaje się trudna do podrobienia, autorzy wypracowali dla siebie bardzo oryginalny styl.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 06, 2026

"Prostytutka" Maciej Klimarczyk

"Prostytutka" Maciej Klimarczyk

Autor: Maciej Klimarczyk
Tytuł: Prostytutka
Data premiery: 18.02.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 296
Gatunek: powieść kryminalna
 
“Prostytutka” jest trzecią powieścią kryminalną wydaną na przestrzeni pięciu lat autorstwa Macieja Klimarczyka, na co dzień psychiatry, psychoterapeuty i seksuologa, który prowadzi swoją praktykę w Bydgoszczy i Mogilnie. Jeszcze przed pojawieniem się na rynku książki był postacią medialnie rozpoznawalną - nieraz występował (i nadal to robi) w telewizji i internecie jako ekspert, brał też udział w programach rozrywkowych, do których zaprowadziła go jego pasja do muzyki - sam hobbystycznie gra na fortepianie. Wśród jego talentów nie brakuje również zacięcia pisarskiego, które po raz pierwszy zaprezentował czytelnikom w roku 2021 w debiucie pt. “Śpiewaczka” (recenzja - klik!). Trzy lata później ukazała się “Prokuratorka”, kolejne dwa “Prostytutka”, a choć nie mówi się o tym książkach jako o serii, to jednak w pewien sposób są ze sobą powiązane - samym miejscem akcji, Bydgoszczą, ale też przewijającymi się w tle bohaterami np. w “Prostytutce” śledztwo prowadzi prokuratorka Alicja Zakliczyńska, która w “Prokuratorce” była jedną z prowadzących postaci.
 
Bydgoszcz, początek listopada. Dzień Doroty Dreckiej, psychiatry pracującej w przychodni swojego ojca, toczy się jak każdy inny - sesje, pacjenci, ich problemy. Jednak ta rutyna zostaje przerwana telefonem. Dzwoni jakaś kobieta, starsza pani, która wygraża się Dorocie - mówi, że jej syn odebrał sobie życie przez nią, przez jej terapię i leki. Lekarka jest w szoku - Patryk, ten wychodzący na prostą młody człowiek, odebrał sobie życie? Nie miał przecież myśli samobójczych, wszystko szło ku dobremu… Prawda? Z takimi wątpliwościami nie poradzi sobie sama, dzieli się więc nimi ze swoim ojcem, który jak zawsze ją zbywa umniejszając jej wiedzy, oraz z przyjaciółką, prokuratorką Alicją Zakliczyńską równocześnie prosząc ją, by tej sprawie się przyjrzała. Jest prawie pewna, że to nie mogło być samobójstwo. Zatem trzeba szukać winnego?
 
Książka rozpisana jest na 43 krótkie rozdziały i jednostronicowy epilog. Rozdziały bywają dzielone na krótsze fragmenty, przewijają się w nich też wiadomości internetowe, smsy, jakimi wymienia się Patryk z klientami. Akcja powieści prowadzona jest w dwóch liniach czasowych: współcześnie, po śmierci chłopaka z perspektywy Doroty i Alicji, oraz w przeszłości z perspektywy Patryka, przeszłości, którą poznajemy na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Narracja we wszystkich trzech perspektywach prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który równie sprawnie oddaje myśli postaci, co same wydarzenia. Styl jest dopracowany, nawet, kiedy autor ucieka się do stylizacji rozmów, jakie wymieniają z Patrykiem klienci, nie jest w tym zbędnie wulgarny - tu język jest środkiem wyrazu emocji, nie celem samym w sobie, by czytelnika szokować. Jasne, nie brakuje tu przekleństw czy innych dosadnych słów, opisów, ale mają one na celu tylko dokładne oddanie realiów życia chłopaka, nie są używane bezpodstawnie, a z dużym wyczuciem (również w scenach zbliżeń). Dialogi wypadają naturalnie, a nawet, gdy sytuacja i relacja na to pozwala, pojawia się w nich subtelny humor. Pod kątem stylistycznym powieść przygotowana jest solidnie.
"Nie zmieni pan świata ani postrzegania ludzi. A pana reakcja na moje pytanie świadczy o tym, że to pan ma problem z postrzeganiem siebie i tego, co robi."
Nie inaczej jest z warstwą psychologiczną - nie może być inaczej, gdy autorem powieści jest psychiatra. Najważniejszą postacią jest Patryk, 23-letni mężczyzna, którego koniec znamy - to on skończył martwy na osiedlowym chodniku. Co jednak do tego doprowadziło? Kim był, jakie życie prowadził? Najlepiej oddają to retrospekcje, dzięki którym możemy doskonale poznać jego charakter, dostrzec problemy, z jakimi się mierzył, zajrzeć za kotarę jego życia. Kreacja, jaką Klimarczyk oddaje, jest perfekcyjnie dopracowana – młodziutki, śliczny chłopak, który swoje uzależnienie od seksu przeistoczył w biznes. Pozornie roztrzepany, impulsywny, może nawet i beztroski, powoli odsłania przed czytelnikiem drugie dno, powody, dla których jest, jaki jest. Zaglądamy głębiej, szukamy początku, szukamy emocji i potrzeb, które nie miały szansy zostać spełnione w normalny sposób, a teraz się powykrzywiały, wykoleiły. Na którym etapie można było mu pomóc? Na którym etapie życia miał jeszcze szansę na powrót do społeczeństwa? Tak naprawdę w każdym, jednak jego życie potoczyło się inaczej. A teraz zdaje się wyrzucać to sobie tylko jego psychiatra… ale czy na pewno tylko ona?
"Nigdy nie próbowała nikogo powstrzymywać przed realizacją żadnych, nawet najgłupszych pomysłów. Była lekarką, nie policjantką. Tak ją nauczono. Teraz to podejście wydało jej się niewłaściwe, nieodpowiedzialne. Teraz. A wtedy?"
Bez wątpliwości to Patryk jest postacią najważniejszą, ale pozostali są dopracowani równie dobrze. Sporo uwagi przyciąga psychiatra, Dorota Drecka, która w wyniku śmierci chłopaka staje przed dylematem, zaczyna walczyć z wątpliwościami - była przecież przekonana, że dobrze jego terapię prowadziła, ale co, jeśli to były tylko wrażenia? Czy może jednak przegapiła jakiś sygnał, znak, że chłopak może targnąć się na swoje życie? To dylematy, z jakimi muszą radzić sobie ludzie w tym zawodzie, ale jednak można też potraktować je bardziej ogólnie - bo czy nie każda tragedia wywołuje w ludziach empatycznych będących jej blisko pytań: czy można było zrobić coś, by temu zapobiec?
"(…) co to znaczy, że ktoś jest najlepszym lekarzem? Czym to zmierzyć? Liczbą wyleczeń? Właściwych diagnoz? Miłą aparycją? Sympatią pacjentów? Wielkością dochodu? Odsetkiem zgonów? Każdy lekarz ma swój prywatny cmentarz, wiedzą o tym wszyscy w tym fachu (…)."
Mimo głębi psychologicznej, w warstwie fabularnej autor się nie patyczkuje – opisuje najgorsze ludzkie zachowania, upodlenia, odbieranie godności. A choć są to tematy szokujące, to jednak opisuje je z dużym wyczuciem, nie czerpie z nich przyjemności, a w akcji umieszcza, by oddać zawiłość i podłość świata, w którym znalazł się Patryk. Autor nie przekracza tej cienkiej granicy, kiedy z mroku ludzkiej duszy robi się po prostu rozrywkę.
"Kiedyś na jakiejś imprezie ktoś z branży powiedział mu, że eskort musi być trochę jak kelner — wycofany, ale stanowczy. Jeśli klient przekracza granice, trzeba natychmiast reagować, inaczej prawie zawsze kończy się to źle. Gwiazdą można być tylko wtedy, gdy się idzie w show-biznes."
Ale nie da się ukryć, że przez postać Patryka zabiera nas w środowisko niewygodne - to ludzie, całkiem bogaci, którzy z jakichś powodów płacą za seks, zastępują potrzebę bliskości jej atrapą. Ale nawet atrapa, jeśli spojrzeć na nią pod właściwym kątem, da poczucie realności, a to prowadzi do skomplikowania pozornie bardzo prostych relacji - ktoś płaci, ktoś wykonuje usługę. Proste tylko w teorii, bo kiedy produkt wiąże się z bliskością drugiego człowieka, nawet tylko tą cielesną, uczucia zaczynają przejmować kontrolę. I to niezależnie od ich nacechowania - nie tylko miłość, ale również złość, odraza, wstyd. To emocje skomplikowane, z jakimi trudno poradzić sobie z nimi dorosłej osobie, a Patryka nie do końca można tak traktować - to ciągle niedojrzały nastolatek, który postrzeganie świata zmienia co kilka chwil. Jak więc on, osoba w żaden sposób nieprzygotowana do znoszenia takiego natężenia emocji, może sobie z nimi radzić tak, by prowadzić życie stabilnie? Choć stara się, wydaje się od początku skazany na niepowodzenie, co nie znaczy, że czytelnik podczas lektury nie trzyma kciuków za jego powodzenie - choć przecież od początku wiemy, że te historia nie skończy się dobrze.
"Monetyzował potrzeby — swoje i innych."
Mimo bogatego tła psychologicznego, obyczajowego, tym, co historię scala, jest wątek kryminalny, śledztwo w sprawie śmierci Patryka. W przeszłości szukamy motywów, w teraźniejszości sprawców, a choć nie jest to klasyczny kryminał, w którym czytelnik może postawić na dedukcję, to mimo wszystko jest satysfakcjonujący - autor ze spokojem odkrywa przed nami jedną kartę po drugiej powoli budując domek, który runie w momencie śmierci Patryka, a teraz śledczy muszą go odbudować bez danych, które dzięki retrospekcjom dostaje czytelnik. Intryga poprowadzona jest sprawnie, z dbałością o realizm w detalach, a kolejne etapy śledztwa przynoszą nie tylko specjalistyczną wiedzę, ale i pytania. I smutek, żal spowodowany ilością zniszczonych żyć, coś na kształt efektu motyla.
 
Podsumowując, Maciej Klimarczyk w “Prostytutce” zabiera czytelnika w mroczny świat ludzkich namiętności, potrzeb, które pogrzebane głęboko, wypełnione zostają nie tym, czego potrzeba naprawdę, a substytutami. We współczesnej codzienności przecież tak łatwo się pomylić, dać się oszukać złudzeniu bez dostrzegania tego, jak jest naprawdę. Kto może pomóc? Leki, psychiatra? Ale czy potrzeba zmiany, pomocy, nie musi wyjść od człowieka tej pomocy potrzebującego? Historia Patryka, jaką prezentuje w tej powieści autor, porusza, a zarazem wymyka się jednoznacznej ocenie - bo choć na pierwszy rzut oka Patryk to piękny lekkoduch, to pod spodem jest to człowiek niesamowicie mocno w życiu, emocjach i potrzebach pogubiony. Intryga kryminalna, w którą zostaje uwikłany, jest zaskakująca, jest smutna, jest nieprzewidywalna i gorzka, ale dla tej powieści odpowiednia - tak jak cała jej warstwa psychologiczna, nie zostawia czytelnika z łatwymi odpowiedziami.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!