kwietnia 17, 2026

"Złe decyzje" Yrsa Sigurðardóttir

"Złe decyzje" Yrsa Sigurðardóttir

Autorka: Yrsa Sigurðardóttir
Tytuł: Złe decyzje
Cykl: Czarny lód, tom 2
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 376
Gatunek: thriller kryminalny
 
Yrsa Sigurðardóttir to najpopularniejsza współczesna islandzka pisarka, której nagradzane, bestsellerowe powieści kryminalne tłumaczone są na ponad trzydzieści języków. Debiutowała pod koniec lat dziewięćdziesiątych książką dla dzieci, na rynku literatury kryminalnej pojawiła się kilka lat później - w 2005 roku ukazał się “Trzeci znak”, pierwszy tom cyklu z prawniczką Thorą, który szybko został przetłumaczony na inne języki zyskując sobie światową sławę. Do Polski twórczość Sigurðardóttir trafiła praktycznie od razu, bo już rok później i przez kolejne osiem lat wydawana była przez Wydawnictwo Muza, pod szyldem którego ukazała się cała debiutancka seria autorki i powieść jednotomowa. Od 2018 roku autorką na polskim rynku opiekuje się Wydawnictwo Sonia Draga, które właśnie teraz wydaje jej trzecią serię kryminalną - Czarny lód zapoczątkowany genialnym thrillerem “Znikąd pomocy” (recenzja - klik!). “Złe decyzje” to tom drugi, który na rodzimym rynku autorki ukazał się w 2022 roku, polski czytelnik musiał więc na tłumaczenie trochę poczekać. Dobra informacja jest taka, że jeszcze trzy najnowsze książki Sigurðardóttir czekają na tłumaczenie - kolejne dwie z cyklu oraz jednotomówka. Już teraz czekam na nie z niecierpliwością!
 
Południowe wybrzeże Islandii, Heimaey wchodząca w skład Wysp Westmana. To tam 23 stycznia przypływa piątka trzydziestoletnich przyjaciół, których przygnały tam wyrzuty sumienia - właśnie zmarła ich znajoma, która należała do ich studenckiej paczki. W ostatnich latach jednak kontakt z nią im się urwał, nie odpowiadali na jej wiadomości, nie zareagowali nawet, gdy pisała, że leży w szpitalu śmiertelnie chora… Czy przyjazd na jej pogrzeb choć trochę odkupi ich winy? Taką mają nadzieję, jednak już od samego początku ich spotkania wszystko idzie nie tak, jak powinno…
Cztery dni później na wyspę wezwany zostaje islandzki wydział kryminalny - policjanci Týr i Karó wraz z patolożką Idunn, dla której ze względów prywatnych powrót na wyspę łatwy nie jest. Nie ma jednak wyjścia - Idunn jest jedyną patolożką w kraju, a na Heimaey czekają na nią aż dwa ciała: jedno spalone, drugie nienoszące żadnych ran, które miałyby okazać się śmiertelne. Kim są, w jaki sposób doszło do ich śmierci i jak łączą się z wyprawą piątki przyjaciół sprzed kilku dni?
 
Książka rozpisana jest na 31 rozdziałów i epilog. Akcja powieści toczy się naprzemiennie w dwóch czasach - przed morderstwem i po, rozpoczynając od dnia pierwszego tj. 23 stycznia, a kończąc na dniu dziewiątym 31 stycznia. Każdy rozdział podpisany jest dniem i datą, ale nie każdy dzielony jest już na krótsze fragmenty - nie ma to wpływu na odbiór lektury, rozdziały i tak liczą po kilka stron, a każdy absorbuje tak, że nie chce się go przerywać w połowie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z dwóch perspektyw: zdarzenia przed morderstwem opisuje Trausti, młody lekarz, który na pogrzeb Guggi przyleciał aż ze Stanów, a zdarzenia po morderstwie przedstawione są przez patolożkę Idunn. Akcja prowadzona jest tempem umiarkowanym, mocno skupia się na samych postaciach, przez co sporo w niej opisów, dialogi nie dominują, choć tekst układa się tak gładko, że sama zauważyłam to dopiero teraz, przeglądając książkę na potrzeby recenzji. Język, jakim posługuje się autorka, jest uniwersalny, raczej pozbawiony przekleństw, dobrze stonowany. W prostych słowach buduje odpowiedni nastrój.
 
Bo nastrój to jeden z najważniejszych punktów powieści, a zarazem konsekwencja miejsca, w którym toczy się akcja. Tym razem to nie niewielka Islandia, ale jeszcze mniejsza wyspa, miejsce, w którym dosłownie wszyscy się znają. Miejsce, w którym policja nawet nie ma dwóch namiotów dla techników, a ostatnie morderstwo popełniono tam lata temu. Małomiasteczkowy klimat jest mocno wyczuwalny, a dzięki zamknięciu wyspy przez pogorszenie się warunków atmosferycznych, klimat robi się klaustrofobiczny. Każdy element otoczenie odpowiada za pogłębianie dusznego nastroju - fale uderzające o brzeg, nieustanna szaruga, pole wulkaniczne, urwiska doskonale oddają surowość tego miejsca, które w chwili, gdy zostaje popełniona zbrodnia, przemienia się w coś na kształt pułapki.
“(...) im mniej się dzieje w czyimś życiu, tym większą ten ktoś ma potrzebę omawiania go w szczegółach.”
Niemniej jednak intryga powieści zbudowana jest inaczej niż w tomie pierwszym, gdzie pułapka była potraktowana bardziej dosłownie, choć pod kątem samej budowy wygląda podobnie - i tam, i tutaj, akcja toczy się przed i po morderstwie. Tutaj jednak autorka nie skupia się tak mocno na budowaniu napięcia, które sprawia, że czytelnik aż trzęsie się z emocji. Tutaj liczy się przede wszystkim ciężar decyzji, które zarówno przed, jak i po morderstwie postacie muszą podjąć. Ciężar, który przytłacza z każdą kolejną decyzją coraz mocniej. Zamiast typowego dla thrillera napięcia, jest uczucie smutku, który wynika z tego, że poprzez tę powieść zadajemy sobie pytanie - czy autorka doszła do tego kim naprawdę jest człowiek?
 
Bo jej powieść pełna jest pytań, które musimy sobie zadać. Pytań o to, w którą stronę kierują się nasze decyzje - czy zawsze, nawet kiedy twierdzimy, że postępujemy uwzględniając dobro innych, są podszyte egoizmem? Czy wystarczy, by ktoś pozwolił nam na usprawiedliwienie, by wybrać to, co dobre dla nas, a nie właściwe, czy dobre dla innych? I czy tak naprawdę zawsze pozwalamy sobie na wybór? Przecież ile w życiu jest takich decyzji, które podjęły się same, które wynikają z zaniedbania, tego, że pozwoliliśmy, by los toczył się po swojemu, a decyzje podejmowali inni? To przecież łatwiejsze rozwiązanie, z którego na pewno każdy z nas w życiu nieraz korzystał. Czy jednak to nie doprowadza do przesuwania granic tego, co jest według nas akceptowalne, a co nie?
“Są chwile, kiedy najgorszym wyjściem jest nie podjąć żadnej decyzji. Taka chwila właśnie nadeszła.”
Historia przed morderstwem toczy się w grupie przyjaciół, a to przenosi kolejne ciekawe refleksje na temat tego, jak inaczej postępujemy, gdy jesteśmy wśród innych, w sytuacji, gdy decyzja musi zostać podjęta nie przez jedną osobę, a kilka. Autorka dobrze wybrała swoje postacie, bo mimo pięciu bohaterów, każdy z nich prezentuje nieco inny typ człowieka, a to sprawia, że możemy dobrze przyjrzeć się mechanizmom podejmowania takich wspólnych decyzji. Dla czytelników jednak najbliższy jest Trausti, który od zawsze pełnił w grupie rolę tego wycofanego, tego nie zawsze zauważalnego, który po cichu, na samym tyle grupy pilnuje porządku. Ta kreacja mocno wpływa na odbiór powieści, bo jest to człowiek mocno przeciętny - z dobrym kodeksem moralnym, ale nie na tyle silny, by nie ulec napięciom w grupie. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek jest na tyle silny?
“Co jest lepsze - wieść wymarzone życie, będąc dręczonym wyrzutami sumienia, czy przeżyć je z czystym sumieniem, przypłaciwszy to rezygnacją z ambicji i zawodowej satysfakcji?”
Historia po morderstwie ma wyraźnie kryminalny charakter, w przeciwieństwie jednak do tomu pierwszego nie jest przedstawiona z punktu widzenia policji, a patolożki, która jest postacią mocno w sobie zamkniętą, co z kolei mocno wpływa na to, jak rozdziały pisane z jej perspektywy wyglądają. Nie są dynamiczne, nie są porywające w sensacyjnej formie, a wręcz odwrotnie - prowadzone są spokojnie, po cichu, ale wydźwięk emocjonalny mają podobnie głośny co te, prowadzone z perspektywy Traustiego. Idunn to ciekawa kreacja kobiety, które nie może wyzbyć się emocji, jakie podyktowało się dzieciństwo, przyzwyczajenia i urazy są nadal w niej żywe. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek z nas zdolny jest odciąć się od tego, co nas w młodości ukształtowało?
“Groza ma swój urok dla tych, którzy nie zdążyli się jeszcze do niej przyzwyczaić i nie muszą się mierzyć z jej skutkami.”
Sama intryga powieści budowana jest spokojnie i skrupulatnie. Długo wydaje się niepozorna, jednak to tylko wrażenie - tak naprawdę jest perfekcyjnie przemyślana, a ścieżki, jakie prowadzą do finału, obrane są niebanalnie, co prowadzi do rozwiązania nieczęsto spotykanego w kryminałach. Szkoda, że nie mogę na ten temat powiedzieć nic więcej!
 
Podsumowując, “Złe decyzje” to duszny thriller kryminalny, w którego centrum stoi zwyczajny, szary człowiek. Autorka skrupulatnie przygląda się procesowi, w jaki podejmujemy decyzje sami i w grupie, obrazuje, jak łatwo jeden nierozważny krok może się zamienić w lawinę złych decyzji, spod której nie sposób się wygrzebać. Podział akcji na dwa czasy jest dobrym zabiegiem, który nadaje powieści dwa kierunki - zdarzenia przed morderstwem to coś na kształt thrillera psychologicznego, w którym wiemy, że finał będzie katastrofalny, nie wiemy tylko co do niego doprowadzi; a to, co dzieje się już po morderstwie nosi znamiona spokojnego kryminału, przedstawionego nie całkiem szablonowo, bo przecież oczami patolożki obciążonej własnymi prywatnymi problemami. Co ważne, to że każda z postaci prowadzona jest naturalnie, z dużym wyczuciem psychologii, tych wszystkich detali, do których sami przed sobą nie chcemy się przyznać - bo czy nie każdy z nas nie woli myśleć, że postawiony w sytuacji bohaterów, postąpiłby inaczej? Autorka dobrze wie, jak bardzo nieprzewidywalne jest życie, jak w mgnieniu oka może stoczyć się w przepaść… I to napawa ogromnym smutkiem, a równocześnie sprawia, że tak powieść jest tak dobra!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2026

Wygraj "Świadka numer 8"! Konkurs patronacki

Wygraj "Świadka numer 8"! Konkurs patronacki

Są takie serie, w których wystarczy lektura jednego tomu, by przepaść w nich całkowicie... Seria z Eddim Flynnem pióra Steve'a Cavanagha właśnie do nich się zalicza! Do teraz pamiętam moje pierwsze spotkanie z tym bohaterem - to był rok 2020, a ja sięgnęłam po czwarty tom pt. "Trzynaście". Ach, cóż to były za emocje! Wtedy wydawało mi się, że Steve Cavanagh już lepiej napisać nie może, ale przy późniejszym zapoznaniu się z całą serię, jeszcze nieraz mnie zaskoczył. 

Tymi emocjami chcę się dzisiaj z Wami podzielić - nieznależnie czy serię znacie, czy nie, po "Świadka numer 8" możecie sięgnąć bez wahania. To historia osadzona w małej społeczności nowojorskich bogaczy, w których służbę traktuje się jak powietrze... a przynajmniej robią tak niektórzy, z czego Ruby, bohaterka o nie do końca jasnych zamiarach, sprytnie korzysta. Oczywiście cała opowieść kręci się wokół procesu o morderstwo, a jej wielki finał rozgrywa się na sali sądowej, choć emocje buzują nie tylko wtedy, ale od samego początku! 

Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam na konkurs!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Thriller prawniczy - co według Ciebie jest w nim takiego pociągającego?

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 17 do 21 kwietnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 28 kwietnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę cztery, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 16, 2026

"Dolina czarownic" Michał Zgajewski

"Dolina czarownic" Michał Zgajewski

Autor: Michał Zgajewski
Tytuł: Dolina czarownic
Cykl: Norbert Krzyż, tom 4
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał noir
 
Michał Zgajewski to autor, który z powodzeniem łączy czarny, duszny kryminał z lokalnym folklorem okolic Żywca. Debiutował w roku 2024 powieścią “Strażnik jeziora”, pierwszym tomem serii z prywatnym detektywem Norbertem Krzyżem (recenzje – klik!), a zarazem jej narratorem, który z czytelnikiem się nie patyczkuje, a sam nieustannie ładuje się w kolejne kłopoty. Teraz, od zaledwie tygodnia, seria liczy już cztery tomy, pomiędzy nimi ukazała się też powieść osobna - “Czarnobogi” (recenzja - klik!), która ma zapoczątkować drugą serię autora. Wszystkie te książki zostały dobrze przyjęte przez czytelników, a debiut otrzymał statuetką Kryminalnego Debiutu Roku 2024 przyznawaną na Gwiazdozbiorze Kryminalnym.
 
Październik, Dolina Zimnika. Prywatny detektyw Norbert Krzyż po telefonie podkomisarz Zuzy Madejskiej zjawia się na miejscu zbrodni - ofiarą jest młoda dziewczyna, studentka psychologii, która niedawno rozpoczęła z nim współpracę jako testerka wierności mężczyzny podejrzewanego o związki z Czarnym Domem, szemranym miejscem, w którym dochodzi do najgorszych zbrodni… Czy to przez ich współpracę Klaudia straciła życie? Naga, z podciętym gardłem, przywiązana do drzewa od razu wzbudza w Norbercie poczucie winy. Nic więc dziwnego, że detektyw angażuje się w tę sprawę, dobrze jednak idzie, bo nowy policjant aspirant Szczepan Bryś bardzo chętnie z nim współpracuje. Czy uda im się wspólnie dojść do prawdy: kto stoi za śmiercią dziewczyny i o co tak naprawdę chodzi z tym Czarnym Domem?
 
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane części, które w sumie składają się na dwadzieścia pięć rozdziałów, a te dzielone są na jeszcze krótsze fragmenty - niektóre scenki to zaledwie pół strony, inne liczą ich dosłownie kilka, co potęguje wrażenie dynamizmu akcji. Warto też wspomnieć o wydaniu książki, grafikach, które podsycają mroczny klimat - każda część oznaczona jest dużą grafiką gołych konarów drzew, a numery stron malutkimi pochylającymi się do siebie bezlistnymi drzewami. Detale, które oddziałują na odbiór!
Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Norberta Krzyża, a zatem świat, który czytelnik widzi, jest światem prezentowanym subiektywnie, nacechowany emocjami głównego bohatera. Styl powieści jest jednym z elementów budujących jego charakter, a równocześnie doskonale wpisuje się w podgatunek czarnego kryminału. Krzyż nie przebiera w słowach, przekleństw używa dla podkreślenia swoich gęstych emocji, nie nadużywa ich jednak na tyle, by miały tracić sens. Zdania są krótkie, konkretne, co dobrze wpisuje się w dynamiczną fabułę, a dialogi prowadzone sprawnie, momentami doprawione są nutą uszczypliwości. Kilka razy pojawiają się też fragmenty tekstu, który Krzyż znalazł w lokalnej bibliotece na temat zbrodni, jakie wieki temu popełniono na kobietach podejrzanych o czary…
“Jak jesteś w czymś dobry, ktoś zrobi z tego użytek.”
Bo jak sam tytuł wskazuje, czarownice mają solidne miejsce w tej fabule. Autor korzysta z historii miejsca - Skrzyczne uważane było za punkt, w którym odbywały się sabaty czarownic. Tam też w XVI wieku dochodziło do polowań, których zapisy wplecione są w fabułę powieści. W tym wątku jednak nie chodzi tylko o grzechy przeszłości - czarownice w nieco innej formie pojawiają się też we współczesności nadając powieści lekko oniryczny charakter. Nietoperze, eliksiry, zioła używane do własnych celów, ale też siła, jaka płynie z tych wierzeń, raz po raz wplatają się w fabułę.
“(...) religia i władza nigdy nie zaspokoją duchowych rozterek. Człowiek zawsze będzie szukał czegoś, z czym będzie mógł się podskórnie identyfikować. Dziś przecież też tak jest. Ludzie szukają autorytetów wśród oszołomów na YouTubie i innych kaznodziejów czy bioenergoterapeutów (...).”
A wraz z nimi tematy do refleksji, w których szukamy źródła lęku, ludzkiej niepewności i granic, których przekraczać się boimy - a ten strach czasami posuwa ludzi do okropnych czynów, czynów, które poparte są tylko i wyłącznie niezrozumieniem. Zresztą granice to przewodni temat tej powieści - te granice, które oddzielają zwyczajne, normalne życie, od tego, z którego trudno zawrócić. Czy to chodzi o nałogi, fanatyzm, brutalność, przestępstwa, odbieranie życia czy popadanie w szaleństwo - nie ma to znaczenia, po przekroczeniu tej jednej, czasami tak mocno zatartej granicy, powrót do normalności wydaje się już niemożliwy…
“Miałem wrażenie, że dziś ludzie wszystko robią na pokaz. Dbają wyłącznie o swój wizerunek w mediach. Reszta się nie liczy. A już na pewno nie liczy się sprawiedliwość. A może nigdy się nie liczyła?”
Już samo to zagadnienie wprowadza w powieść duszny, przytłaczający mrokiem kryjącym się w człowieku klimat. Ale autor idzie jeszcze dalej, potęguje go poprzez samą pogodę, miejsce, w którym zamknięte społeczności trzymają sekrety blisko i ten Czarny Dom, coś naprawdę złego, coś, co do tej pory jest dla Norberta nie do końca określone, mimo że z tym tematem spotyka się od pierwszego tomu swoich przygód… To wszystko doskonale wpisuje książkę w podgatunek czarnego kryminału, ten zaduch, mrok, beznadzieja wręcz wylewają się z kart powieści.
 
I Norbert w ten klimat doskonale się wpisuje - to bohater, któremu na drugie imię kłopoty. Ale w tym swoim pakowaniu się w problemy jest bardzo ludzki - on chce poprawy, próbuje od bodajże drugiego tomu, jednak zawsze pojawia się coś, przez co ze swojej ścieżki ku poprawie schodzi. Najczęściej jest to praca, dążenie do poznania prawdy w mocno zakłamanym świecie, któremu nie potrafi odmówić nawet, kiedy na szali staje dobro jego dziewięcioletniej córki. Bo tak, to nie tylko detektyw, ale i ojciec, który choć mocno nieudolnie, nieustannie pracuje nad relacjami z dziewczynką. Norbert, mimo pozytywnych cech swojego charakteru, jest też typowym samotnym wilkiem - w sytuacjach, w których powinien iść na policję, działa sam, co nieustannie kończy się dla niego źle. Och Norbert, czy ty się kiedyś nauczysz?
“- U mnie zawsze jest kiepsko. - Uśmiechnąłem się sztucznie. - Gorzej jest tylko, gdy to “kiepsko” się spotęguje. Wtedy nie ogarniam.”
Fabuła powieść prowadzona jest tempem przyjemnie dynamicznym, a przeplatają się w niej wątki solidnie gangsterskie z małomiasteczkowymi. Tu szemrane typy, które nie cofną się przed niczym krążą wokół zwyczajnych ludzi zamieszkujących odludne, górsko-leśne tereny - a pomiędzy nich ładuje się oczywiście Norbert. Autor sprawnie łączy brutalne wątki i tajemnicami małej społeczności, prywatność z organizacją przestępczą, której macki rozciągają się we wszystkie kierunki… Intryga powieści jest zatem wielowątkowa, wymaga od czytelnika skupienia - co chwilę pojawiają się nowe informacje, nowe zależności, wychodzą na wierzch fakty z przeszłości, które w chwili ujawnienia zdają się bez znaczenia, wkrótce jednak okazują się dla fabuły istotne. Warto zachować czujność, by móc samodzielnie złożyć historię w odpowiednim momencie w całość.
“Nieoczywiste skojarzenia plus niewyparzony język to moja specjalność.”
“Dolina czarownic” to ciekawy miks gatunkowy - małomiasteczkowy kryminał przeplata się z gangsterską sensacją, lokalne wierzenia z niechlubną historią miejsca. Bez wątpliwości jednak jest to kryminał noir - mroczny, duszny, brudny, w którym czasami trzeba zakląć, czasami trzeba sięgnąć po butelkę. Klasyka odtworzona sprawnie, ale wpisana w polską mentalność. Michał Zgajewski potrafi zaciekawić, potrafi poplątać fabułę tak, że na najłatwiejsze rozwiązanie czytelnik nie wpadnie. Historia, która wymaga skupienia, uwagi, a w zamian daje od siebie lekko gangsterką rozrywkę z dobrymi, uniwersalnymi tematami do refleksji.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 15, 2026

"Malorie" Josh Malerman

"Malorie" Josh Malerman

Autor: Josh Malerman
Tytuł: Malorie
Cykl: Bird Box, tom 2
Tłumaczenie: Filip Sporczyk
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść grozy / postapo
 
Josh Malerman to autor powieści grozy, który na rynku amerykańskim znany jest już od ponad dekady, dokładnie od roku 2014, kiedy to ukazał się jego debiut pt. “Nie otwieraj oczu” (recenzja - klik!). Książka bardzo szybko przyciągnęła uwagę czytelników i krytyków, a nawet filmowców - Netflix wykupił prawa do jej ekranizacji i cztery lata po jej wydaniu ukazał się film. Jednak to nie zamknęło historii, jaką autor w niej opowiedział - jak sam przyznaje, pewien wątek przy pracy nad wersją finalną musiał wyciąć, by kilka lat później do niego powrócić. I tak w 2020 roku ukazała się kontynuacja “Nie otwieraj oczu” pt. “Malorie”. Oczywiście to nie jedyne książki, jakie autor napisał, teraz na koncie ma kilkanaście wydanych tytułów, udziela się też w innych obszarach sztuki - jest muzykiem, producentem i reżyserem filmowym.  
W Polsce jednak jedno nazwisko długo pozostało anonimowe. Chwilę po ekranizacji “Nie otwieraj oczu” wydany został jej pierwowzór i na tym się skończyło. Dopiero w 2025 roku, gdy Wydawnictwa Muza i Akurat rozpoczęły swoją nową serię grozy, jego nazwisko powróciło - i tak niecały rok później możemy się delektować już jego trzema tytułami: “Coś się dzieje w naszym domu” (klik), nowym wydaniem “Nie otwieraj oczu” i od tygodnia również “Malorie”.
 
Stan Michigan, od zagnieżdżenia się dziwnych stworów na Ziemi minęło siedemnaście lat, a jednak nadal ludzkość nie wynalazła sposobu, jak sobie z nimi radzić - ludzie nadal muszą żyć z zamkniętymi oczami, w strachu przed morderczym szaleństwem, do którego doprowadza za każdym razem jeden rzut oka na stwora. Malorie od dziesięciu lat zamieszkuje opuszczoną bazę wraz z dwójką swoich dzieci, szesnastolatków Olimpią i Tomem. Ich życiem rządzą ścisłe zasady, ciągłe “nie”, “nie wolno”, “to niebezpieczne”. Każdy dźwięk nadal w Malorie wywołuje strach, który stara się przenieść na dzieci - jeśli się nie boją, to mogą popełnić błąd, który będzie kosztować ich życie. I tak, gdy pewnego dnia na progu ich domu zjawia się mężczyzna, który twierdzi, że chodzi po kraju, spisuje ludzi, nazwiska i ich historię, Malorie krzykiem go przegania. A jednak za namową jej dzieci coś im zostawił - to kopia jego dzieła. Kiedy Malorie rusza na obchód, by sprawdzić, czy są już bezpieczni, czy mężczyzna na pewno sobie poszedł, jej dzieci siadają do lektury - a tam znajdują nie tylko informacje, jak radzą sobie inni ludzie, ale też nazwisko, które nie powinno się tam znaleźć. To coś, o czym Malorie musi wiedzieć, coś, co stanie się powodem, dla którego po tylu latach zacznie zastanawiać się nad ponownym ruszeniem w drogę…
“Pod opaską nie ma przeszłości i teraźniejszości. Linearność czasu gdzieś się zagubiła.”
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane części, które składają się na trzydzieści jeden rozdziałów pisanych z kilku perspektyw: wiodąca nadal jest Malorie, jednak towarzyszą jej w tym również Tom i Olimpia. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, jednak i tak jest to narracja wychodząca z wewnątrz - świat przedstawiony jest subiektywnie z perspektywy wspomnianych osób, tym, co czytelnika zaprząta, są ich myśli i reakcje na otoczenie i zdarzenia, jakie ich spotykają. Narracja prowadzona jest z ogromnym wyczuciem, w taki sposób, że najmniejszy gest wywołuje napięcie - autor tak buduje nastrój grozy, że strach jest na każdej ze stron powieści wręcz namacalny. Jak to robi? Na pewno spora w tym zasługa języka, budowy zdań - w odpowiednich momentach krótkie, urwane wypowiedzi dobrze podsycają nastrój. Język jest bardzo plastyczny, doskonale oddaje emocje - czasami padają mocne słowa, czasami pisane są dużymi literami, czasami przeszłość miesza się z teraźniejszością, a wspomnienia nie chcą zamknąć się we właściwej szkatułce pamięci. Ten napływ, wszystko to, co dzieje się w głowach postaci, doskonale, w perfekcyjnym rytmie oddają słowa.
“Ale czym jest szaleństwo (...) jeśli nie przeciwieństwem tego, co zwykłe?”
A z językiem, z narracją opowieści, nierozerwalnie związane są postacie, które swoimi zmysłami oddają nam to, czego same doświadczają. I te kreacje robią w powieści wrażenie największe - autor doskonale oddaje nie tylko charakter człowieka, który od dawna żyje w ciągłym napięciu, ciągłym strachu, pod dyktando obcych sobie zasad, ale też oddaje różnice pokoleniowe, które są nieodłączną częścią świata, tu jednak potraktowaną bardzo dosłownie - każde młode pokolenie ma wrażenie, że żyje w innym świecie niż rodzice, w tym wypadku autor przełożył to jeden do jednego, Tom i Olimpia faktycznie żyją w całkowicie innej rzeczywistości niż ich matka, gdy była w tym samym wieku. Każda myśl postaci, każda emocja, jaką czytelnikowi przekazuje wydaje się bardzo realna, podczas lektury ani na moment nie miałam wrażenia sztuczności - a oddać emocje są tak żywe, a czasami wręcz paraliżujące, jak tu, to nie lada sztuka.
“Wszyscy opierają swoje bezpieczeństwo na czyjejś teorii na temat tego, co jest bezpieczne, a co nie.”
Różnice pokoleniowe to tak naprawdę baza tej powieści. To na jej kartach zderza się doświadczenie Malorie z żywiołowością, z naturalnym buntem młodzieńczym, który wyraźnie przejawia Tom. Olimpia jest dużo bardziej racjonalna, ostrożna, mniej entuzjastyczna, wydaje się ostoją, a może mostem, który nieraz na powrót łączy jej lekko paranoiczną matkę z wyrywającym się do działania i wprowadzania zmian Tomem. Tom, jak wiele młodych ludzi, czuje potrzebę zmiany, chce być samowystarczalny, chce decydować o swoim życiu. W końcu zbliża się już do pełnoletności, może już sam wyciągać wnioski, prawda? Jego wyrywność stoi w kontraście do Malorie, która do teraz walczy z koszmarem wspomnień, która jest panicznie ostrożna - w końcu na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za życie nie tylko swoje, ale też dwójki młodych ludzi, to ona musi im przekazać wszystko, co wie, jak żyć bezpiecznie. Dla niej to niezbędne środki ostrożności, dla Toma paranoja. Wydaje mi się, że ten świat, jaki Malerman tu przedstawia, może być zwyczajną metaforą relacji rodzic - dorastające dziecko. Rodzic stara się przecież zawsze uchronić swoje dziecko przed niebezpieczeństwami świata - w tej powieści po prostu robi to dosłownie.
“Czy urodziłeś się w tym świecie, czy nie, ciągle słyszysz, jak było przedtem. A wtedy? Chcesz tego doświadczyć na własnej skórze.
Chcesz to zobaczyć.”
Poprzez tę opowieść autor zdaje się zadawać pytanie, co jest istotą życia - samo przetrwanie czy jednak doświadczenie tego życia w pełni? To mocno frasuje Toma, który całe swoje szesnastoletnie życie spędza pod dyktando surowych zasad, w których nie ma miejsca na przyjemności, jest tylko i wyłącznie ciągła czujność. Czy takie życie jest warte życia? Szczególnie kiedy nie wiadomo, czy przyszłość może przynieść coś innego?
“Na świecie są inni, którzy myślą tak jak on. Wiedzą, że szesnaście lat szybko przerodzi się w trzydzieści dwa, a trzydzieści dwa w sześćdziesiąt cztery, a… a potem… a potem całe życie przemknie zmarnowane, wyssane przez bezduszne, paranoiczne zasady narzucone przez te cholerne stwory!”
Fabuła powieści tak naprawdę do skomplikowanych nie należy, jednak to emocje postaci, ich dylematy sprawiają, że robi się w pełni absorbująca. Historia dobrze zgrana jest z “Nie otwieraj oczu”, a równocześnie bazuje na innych założeniach emocjonalnych, przez które nie wydaje się jej kalką. Czytelnik przez całą powieść utrzymywany jest w napięciu, autor perfekcyjnie ocenił, w których momentach potrzebne są twisty fabularne, by czytelnik ani na moment nie tracił uwagi. Sam finał może wywołać różne emocje, niemniej jednak w porównaniu do tempa całej powieści wydaje się dość szybki, jak zadanie, które autor po prostu chce odhaczyć. Niemniej jednak nie da się zaprzeczyć - pasuje on do całości i dobrze historię Malorie i jej dzieci zamyka. To całkiem satysfakcjonujące zakończenie.
“Jak daleko trzeba iść, by dotrzeć do spokoju ducha? Zawsze “jeszcze trochę dalej”.”
“Malorie” to powieść, która, jak mi się wydawało, nie mogła się udać - przecież pomysł na “Nie otwieraj oczu” był tak oryginalny, że trudno byłoby zbudować autorowi coś podobnego, a równocześnie nadal absorbującego. A jednak mu się udało. Historia jest świetnym dopełnieniem losów postaci poznanych w jego debiucie, a mimo osadzenia w tym samym świecie, wydaje się inna - lęk pozostał ten sam, jednak środek ciężkości położony jest gdzie indziej. Teraz ciężar emocjonalny to nie odpowiedzialność młodej kobiety za dwójkę małych dzieci w nowym dla niej świecie, a kobiety mocno przez życie doświadczonej, która próbuje znaleźć sposób, by dotrzeć do dwójki młodych ludzi, którzy z natury są w wieku, w jakim muszą się buntować. Tu lęki wszystkich rodziców stają się realne - niebezpieczny świat naprawdę jest morderczy, więc jak pozwolić tym młodym ludziom żyć po swojemu? Josh Malerman po raz trzeci zaskoczył mnie tym, jak z abstrakcyjnego pomysłu może zrobić fabułę pochłaniającą, trzymającą w napięciu tak, że kartki podczas lektury przewracały mi się same, serce biło w tempie szaleńczym, by za chwilę wzruszyć mnie do łez. Tak, Josh Malerman to mistrz budowania napięcia poprzez genialne kreacje psychologiczne postaci! Kiedy następna jego książka na polskim rynku i dlaczego tak późno? ;)
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Akurat.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 15, 2026

"Agata Szajba. Spisek w metrze" Lena Jones - zapowiedź patronacka

"Agata Szajba. Spisek w metrze" Lena Jones - zapowiedź patronacka

 

Od naszego zapoznania minęły dopiero dwa miesiące, a już teraz szykujemy się na spotkanie ponowne - Agata Sheibley zwana Agatą Szajbą powraca! Już 29 kwietnia polską premierę świętować będzie drugi tom jej przygód pt. "Spisek w metrze", na którego okładce znajdziecie nie tylko logo Kryminału na talerzu, ale też kilka słów mojego polecenia na jej skrzydełku! 


Agata niedługo ma zostać najmłodszym członkiem Gildii Strażników, gdy niespodziewanie staje przed nowym zagrożeniem. W British Museum doszło do morderstwa i chociaż policja prowadzi sprawę, Agata podejrzewa, że śledczy nie dostrzegają spisku. Spisku, który ma związek z nieczynną stacją metra, ogromnym pokazem sztucznych ogni i pięcioma tysiącami ton złota. Szajba z pomocą swoich najlepszych przyjaciół, Liama i Brianny, musi wyjaśnić tę sprawę, zanim będzie za późno. Jednocześnie musi zdać niezwykle trudny egzamin, by dołączyć do Gildii!


Seria z Agatą przeznaczona jest dla czytelników 9+, ale od razu zaznaczam - dla mnie nie ma w niej górnych ograniczeń wiekowych, bo Agata, jako psychofanka Agathy Christie, zachowuje w swoich śledztwach klasyczny charakter, w którym dedukcja pełni rolę nadrzędną, a to przecież spodoba się każdemu, nie tylko nastolatkom! "Spisek w metrze" można czytać od tomu pierwszego pt. "Tajemniczy klucz" niezależnie, to oddzielna zagadka kryminalna, choć myślę, że jeśli raz poznacie Agatę, to i tak sięgniecie po więcej - to bohaterka, której nie da się nie polubić! Tak samo jak klimatu całej serii, która zaprasza czytelnika w rejonu normalnie dla londyńczyków niedostępne - z Agatą zwiedzamy świat, o którym niewiele osób wie, co nadaje całej historii tajemniczości i wrażenia ekskluzywności. Trochę jak w Harrym Potterze! 

Autorka: Lena Jones
Tytuł: Spisek w metrze
Cykl: Agata Szajba, tom 2
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Data premiery: 29.04.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+

Książka dostępna jest w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 14, 2026

"Upiór" Maciej Siembieda

"Upiór" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Upiór
Cykl: Jakub Kania, tom 8
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna / sensacyjna
 
Od kilku dobrych lat powieści Macieja Siembiedy cieszą się ogromną popularnością, co jego samego stawia w czołówce polskich autorów tworzących w gatunku powieści kryminalnych. Co ciekawe, na rynku beletrystycznym pojawił się zaledwie dziewięć lat temu - w 2017 debiutował powieścią “444” (recenzja - klik!), która rozpoczęła cykl z Jakubem Kanią, wtedy jeszcze przedstawianym jako prokurator IPN-u. Nie było to jednak jego pierwsze spotkanie z piórem i tajemnicami, które oddziałują na wyobraźnię - wcześniej przez ponad trzydzieści lat był dziennikarzem, prowadził śledztwa historyczne, za które był nagradzany i do teraz jest ceniony. I to w jego powieściach czuć - nie tylko pod względem literackim, który dopracowany jest do perfekcji, ale też pod kątem fabuły, która usiana jest ciekawostkami, na jakie w przeszłości się natknął. “Upiór” jest tego perfekcyjnym przykładem - opiera się o historie i ludzi, z jakimi jego ścieżka skrzyżowała się dwadzieścia lat temu. To trzynasta powieść w karierze beletrystycznej Macieja Siembiedy, ósma z cyklu z Jakubem Kanią - pisana jest jednak tak, że można czytać ją bez zachowania kolejności chronologicznej serii.
 
Grudzień 2018 roku dla Beaty Kopczyńskiej jest prawdziwym dopełnieniem klęsk, jakie spadły na nią w przeciągu ostatniej dekady. Do tej pory poważany w środowisku Dom Pogrzebowy Kopczyńskich w wyniku pomyłki pracownika zmuszony jest zamknąć swoją działalność - biznes przechodzi w ręce innego właściciela, by zarządzająca nim Beata mogła pokryć wysokie odszkodowanie, jakie musi zapłacić za przypadkową zamianę ciał… Kiedy więc okazuje się, że sama jest beneficjentką polisy na dwa miliony staje przed poważnym dylematem - co jest ważniejsze: prawda czy pieniądze? To jednak nie tylko od niej zależy. W sprawę ingeruje firma ubezpieczeniowa, która decyduje się przeprowadzić śledztwo, niepewna czy taka wypłata na pewno się należy. A żeby to zrobić, trzeba zgłębić się w historię ojca Beaty, Marka, który jeszcze jako nastolatek dziwnie mocno interesował się tematem śmierci… Jaka tajemnica kryje się w jego historii? I co jego opowieść ma wspólnego z Władysławem Reymontem? To zadanie dla Jakuba Kani, jednak czy na pewno będzie w stanie się go podjąć?
“W mojej branży nie można tracić człowieczeństwa, ale trzeba umieć wyłączyć emocje.”
Książka rozpisana jest na cztery części i epilog. Każda część dzielona jest kilkustronicowe rozdziały, które otwiera określenie czasu - akcja powieści rozpoczyna się w grudniu 2018 roku, kończy kilka miesięcy później, ale nie toczy się całkowicie linearnie, bo sięga aż trzydziestu lat wstecz. Umiejscowienie akcji dyktowane jest samą opowieścią - początkowo czas teraźniejszy przeplata się z przeszłością, później to w przeszłości zostajemy na dłużej, by ostatecznie wrócić i zostać już w szeroko pojmowanej teraźniejszości. Początkowe zmiany czasu i narracji mogą wymagać od czytelnika większego skupienia, konieczne jednak są, by oddać historię w pełni.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator obserwuje naprzemiennie kilka postaci: jest oczywiście Kuba, ale i Beata Kopczyńska, a w przeszłości jej ojciec i kilka innych postaci w całą sprawę uwikłanych. Stylistycznie książka jest znakomita - lekkość pióra autora, jego swoboda w posługiwaniu się językiem literackim, który z jednej strony jest elegancki, z drugiej bardzo plastyczny, sprawia, że przez powieść się płynie, nie ma w niej żadnego zawahania, żadnego momentu, w którym ze względu na budowę zdania musiałabym wracać, by na pewno zrozumieć, co autor chciał przekazać, co zdarza mi się często u innych autorów - u Siembiedy nigdy. Ten autor z dużym wyczuciem prowadzi narrację, w odpowiednich miejscach przyspiesza, by za chwilę pokusić się o stwierdzenia uniwersalne, a czasami o lekką ironię, co sprawia, że powieść jest po prostu równa i pełna. Niewiele autorów dba o język tak, jak ten!
“Milczenie to najlepsze lekarstwo na wszystko, co nas prześladuje. Udawajmy, że czegoś nie ma, to może to coś rzeczywiście zniknie. Tuszujmy niewygodne tematy, ukrywajmy prawdę, zamiatajmy ją pod dywan. Albo lekceważmy. Wmawiajmy sobie, że to nic takiego. Aż dobierze się do nas tak, że nie będziemy mogli nad tym zapanować. A wtedy pozostaną już tylko leki, terapia, szpital psychiatryczny albo samobójstwo.”
Oczywiście nie umniejsza to dbałości o samą fabułę. W “Upiorze” przede wszystkim zaskakuje pomysł, w którym autor łączy biznes funeralny z ludzkim, znanym od wieków lękiem przed śmiercią, a w szczególności przed… pogrzebaniem za życia, co ma nawet specjalną nazwę - to tafefobia. To jeden z wręcz pierwotnych lęków ludzkości, którego historia jest makabryczna, acz ciekawa, z czego tutaj Siembieda korzysta w pełni. Nie byłby jednak sobą, gdyby intrygi nie rozbudował mocniej - poruszamy się więc w tematach dawnych legend, nowoczesnych wynalazków, a także wspomnianego i widocznego na okładce Władysława Reymonta, którego krótką biografię wraz z jednym w jego utworów w powieści poznajemy. Jak zawsze budując intrygę, autor opiera się częściowo na prawdzie historycznej, którą dzięki fikcji literackiej składa w jedną, skomplikowaną, wielowątkową i budzącą podziw całość.
 
Książka poprzez swoją tematykę osadza się na wąskiej granicy pomiędzy życiem a śmiercią - czy jest coś pomiędzy? Czy można żyć i nie żyć równocześnie? Jak doświadczenia śmierci czy śmierci pozornej wpływają na człowieka i jego bliskich? To ważne pytania, jakie fabularnie musimy sobie postawić.
“- Czy my od teraz jesteśmy na ty? (...)
- Zawsze byliśmy. Tylko brakowało nam emocji, żeby to wprowadzić w życie.”
Intryga prowadzona jest w tempie umiarkowanie spokojnym - początkowo częste zmiany czasu sprawiają, że historia daje wrażenie bardziej dramatu rodzinnego niż sensacji. Później proporcje się zmieniają, intryga się zagęszcza, jednak nadal nie jest prowadzona jak w typowej sensacji - bo tu nie rządzi gatunek, tu pierwszeństwo ma po prostu historia, która dobrze przemyślana, cały czas podsyca ciekawość czytelnika. Sama zagadka w pewnym punkcie fabuły nie jest trudna do rozwiązania, przynajmniej częściowo, mimo to autor i tak porządnie czytelnika zaskakuje.
“Podczas egzaminu przed wydaniem broni więcej uwagi poświęcano przepisom niż praktyce.
Przepisy. Potrafiły wykończyć więcej policjantów niż bandyci.”
A postacie? Jak zawsze u Siembiedy, są nośnikiem historii, a mimo to są dobrze dopracowane pod kątem psychologicznym. Każda z nich, niezależnie od stopnia uwikłania w fabułę, jest bardzo ludzka, ich zachowanie jest naturalnie, nie razi sztucznością. Czarne charaktery długo zachowują ziarno tajemniczości, nie brak też postaci dziwnych, zaskakujących, których pasje i fobie wychodzą poza to, z czym spotykamy się na co dzień. Stałe postacie serii są stabilne, sympatyczne, zachowują zgodność charakterów z tym, co już o nich z wcześniejszych tomów wiemy.
“Nie wolno przerywać ludziom, których coś trapi i chcą się zwierzyć.”
“Upiór” Macieja Siembiedy to powieść, w której historia prawdziwa przecina się z fikcją literacką, w której pobrzmiewają echa ludzkich dramatów, ale też i historii sensacyjnych, gangsterskich, a nawet szpiegowskich. Śledztwo prowadzi fabułę w ciekawe rejony, przez kilka różnych miejsc po Polsce, które związane są z główną tematyką powieści - upiorami, zmarłymi powracającymi z grobów, czy po prostu śmierci, które śmiercią nie były. Autor zaprasza nas do świata, w którym realizm zaciera się ze spirytualizmem, a znane historie ukazywane są w całkiem innym świetle. To powieść nasączona ciekawostkami podana w spójnej, doskonale dopracowanej językowo formie - czytanie jej to czysta przyjemność!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 14, 2026

Book tour z "Aferą w Paryżu" z serii Detektywka w podróży!

Book tour z "Aferą w Paryżu" z serii Detektywka w podróży!

Ponad rok temu pierwszy tom serii Detektywka w podróży na Kryminale na talerzu zapoczątkował propozycje literatury kryminalnej dla młodszego czytelnika, więc teraz, gdy przychodzi mi pisać o jej tomie trzecim, ostatnim, przyznaję, że jest mi trochę smutno. Ale mam sposób na pocieszenie - jesteście nim Wy! Bo choć ja mam lekturę tej serii za sobą, to mogę przeżywać związane z nią emocje ponownie, gdy Wy dzielicie się ze mną swoimi wrażeniami. Dlatego bardzo się cieszę, że mogę zaprosić Was na kolejną wspólną akcję czytelniczą - na book tour z "Aferą w Paryżu"!

Jest to trzeci, ostatni tom serii retro powieści detektywistycznych Nicki Greenberg, jednak jak każdy tom, tak i ten da się czytać od pozostałych niezależnie. Przeznaczony jest dla czytelników 9+, a ja w tym przypadku nie uznaję żadnych górnych wiekowych ograniczeń - myślę, że wystarczy miłość do klasycznych powieści detektywistycznych, by się przy nim dobrze bawić. Poza samą zagadką tym, co w powieści zachwyca, jest rozmach, z jakim autorka oddaje Paryż końca lat 20. XX wieku - u niej kultura, sztuka, zabytki, jedzenie, choć pozostają ciągle tłem historii, są przedstawione tak żywo, barwnie i ciekawie, że nie da się tym nie zachwycić - dorośli będą mieli z tego po prostu frajdę, ale dzieci? Może właśnie dzięki tej powieści odkryją w sobie ciekawość świata i historii? 

Więcej o tej powieści znajdziecie w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam do zgłoszeń!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Kropka w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w środę lub czwartek, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @malgorzatanocon (książka jest tu od 17.04)
2. @mamazaczytana
3. @zaczytana_panna
4. @mirkowo3
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze
6. @sandrula2008
7. @danutabobrowicz
8. @marczanka

kwietnia 13, 2026

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Dlaczego po dwóch publikacjach ze skazanymi na dożywocie Zbyszek Nowak podjął się tematu nowego, ale nadal równie trudnego - rozmów z kobietami skazanymi za zabójstwo? Czym różnią się od poprzednich? Jak naprawdę wyglądały te spotkania, które czytelnik dostaje w książce skrócone do kilku, kilkunastu stron? Co sam autor myśli o tej publikacji i co radzi w temacie dysonansu emocjonalnego jaki wywołują? No i oczywiście - co planuje dalej?

Zapraszam na rozmowę ze Zbyszkiem Nowakiem!

fot. Szymon Wykrota

Zbyszek Nowak notka biograficzna:
doktor nauk społecznych, prawnik, adiunkt Wydziału Prawa i Administracji oraz prorektor ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Autor kilkudziesięciu publikacji z zakresu prawa, kryminologii oraz bezpieczeństwa narodowego, m.in. "Kara śmierci. Wybór czy konieczność?",  "Zbrodnia a kara", "24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz." czy "Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi". Były oficer Sił Zbrojnych RP.


I część wywiadu - opublikowany został również na onet.pl

Kryminał na talerzu: Kiedy rozmawialiśmy ze sobą przy okazji premiery twojej poprzedniej książki, drugiej z serii rozmów z dożywotnimi pt. "Cela numer 24" (klik!), wspominałeś już o swoim kolejnym projekcie, o rozmowie z kobietami, które usłyszały wyrok za zabójstwo. Wtedy mówiłeś, że ciągle się wahasz, czy ten pomysł realizować. Co skłoniło cię do podjęcia pozytywnej decyzji?

Zbyszek Nowak: Presja ze strony wydawnictwa. A tak na poważnie, ciekawość. Czym kobiety, ich zbrodnie będą różniły się od moich poprzednich rozmówców - skazanych dożywotnio - i ich zbrodni. Tego, co mówią, jak zachowują się w izolacji. Kobiety są inne, ich sytuacja jest inna - bo praktycznie każda z moich rozmówczyń już dziś wie, że wyjdzie na wolność. W ostatniej książce miałem sposobność rozmowy z dwoma kobietami skazanymi dożywotnio. Pozostałe to wyroki od kilku do 25 lat pozbawienia wolności.


Zacznijmy od strony technicznej publikacji. Z tego, co piszesz w "Zabiłaś?", każda z tych rozmów trwała po kilka godzin, najczęściej około trzech. To trzy godziny rozmowy z kobietą skazaną, i tak dwadzieścia trzy razy. W książce z kolei każda z rozmów to kilka, kilkanaście stron - opracowanych pod wydanie, po solidnej redakcji. Jak zatem wyglądały te rozmowy w praktyce - czy dużo było milczenia? Dużo padało z twojej strony pytań pomocniczych, prób wyciągnięcia z tych kobiet jak najwięcej szczerych odpowiedzi?

Najważniejsze jest zbudowanie szczerej relacji, w której rozmówczyni i ja czujemy się dobrze. Inna jest rozmowa z kobietą skazaną w wieku lat 50, inna ze skazaną dwudziestokilkulatką. Inna ze skazaną na 8 lat, a inna ze skazaną na najwyższe wymiary kary. W tych rozmowach było zawsze dużo emocji po ich stronie, choć nie ukrywam, że również mnie te emocje się udzielały. W książce "Zabiłaś?" znajdziesz 23 rozmowy ze skazanymi. Pięć z tych, które zdecydowały się na rozmowę to kobiety skazane za zabójstwo własnych dzieci. To potężna dawka emocji, łez, wzruszeń, powrotu do wydarzeń traumatycznych dla rodzin, ale i samych sprawczyń.
Nie mówimy o "technikaliach" - ile ciosów padło - młotkiem, kamieniem, nożem. To nie jest książka sensacyjna. Rozmawiamy o przyczynach, okolicznościach, o życiu. O tym, co spowodowało, że doszło do niewyobrażalnej tragedii, czego skutkiem jest miejsce, w którym spotykam się z rozmówczyniami.


Dwadzieścia trzy rozmowy w przeciągu kilku miesięcy to dużo. Zresztą nawet we wstępie do jednej z nich przyznajesz się do zmęczenia, do wątpliwości. Czy w ogóle ilość pracy i zaangażowania, podejrzewam, że również emocjonalnego obciążenia, jest tej publikacji warta? Co myślisz o tym teraz, było warto?

Było warto. I będzie warto, bo powstanie jeszcze jedna, ostatnia, czwarta książka z mojej serii rozmów z polskimi skazanymi za zbrodnię zabójstwa. Mój licznik stanie na ponad setce takich osób. Ale tu nie o zaszczyty i bicie rekordów chodzi. A o wiedzę i doświadczenie. To, co dzięki prowadzeniu tego typu prac, badań, rozmów udało mi się zdobyć. Choć - jak wskazałem we wstępie - to ciężka, żmudna, wyczerpująca psychicznie praca. Ale ciekawość badawcza zwyciężyła, a efekty mamy na półkach księgarń i w artykułach naukowych, które sukcesywnie będą się ukazywały.


W twoich publikacjach czuć, że do swoich rozmówców podchodzisz po prostu jak do człowieka. Nawet w "Zabiłaś?" piszesz, że ocenę swoich rozmówczyń zostawiasz nam, czytelnikom. Ale czy faktycznie ta książka powstała po to, by społeczeństwo mogło ocenić?

Pewnie, że tak. To nie jest kryminał i czytelnicy piszą, że łatwiej byłoby im przeczytać właśnie solidny kryminał, gdzie wiedzą, że jest on oparty na jakiejś fikcji literackiej, aniżeli moją książkę - tę czy te wcześniejsze. Bo oni czują, widzą, dotykają. Staram się być jak najbardziej obrazowy w tekście. Dawać czytelnikowi ten dyskomfort przebywania w pomieszczeniu ze skazanym za zabójstwo. Dyskomfort, gdyż czym innym jest kanapa i koc, a czym innym metrowa odległość od skazanego w zakładzie karnym w środku niczego.
W publikacji daję odniesienia do konkretnych artykułów prasowych, gdzie moje rozmówczynie nazywane były diablicami, wampirami, potworami, demonami. Jeżeli ktoś poszukuje takiej sensacji, pośrednio może też skonfrontować to, co w mojej książce, z tym, co ukazało się w prasie. I ocenić po swojemu, dostając de facto komplet.
Kobieta, która zakopała swoje dziecko na cmentarzu - proszę bardzo, oceń. Kobieta, która poleciła zabić i rozczłonkować ciało - oceń, proszę bardzo. Kobieta, która zabiła dwukrotnie w odstępie kilku lat - proszę bardzo. Dziewczyna, która śmiertelnie potrąciła w brawurze i - jak wskazuje - głupocie swojego chłopaka, zabijając go na miejscu - czytelnik może ocenić po swojemu. Matka, która miała udział w śmierci trójki swoich dzieci - zrozum lub spal ją na stosie.


Przed jedną z rozmów w książce przyznajesz się do coraz większego zobojętnienia — taki był koszt ich przeprowadzenia? A może w jeszcze jakiś inny sposób zmieniły ciebie jako człowieka?

Nie zbawię świata. Nie naprawię zła. Pokazuję człowieka i jego otoczenie. Człowieka charakterystycznego, bo budzącego zainteresowanie, wstręt, odrazę. Zabójcę, często z czynem, który jest poza marginesem społecznego zrozumienia. Kara śmierci - oko za oko. Przeczytaj, zrozum. Nie jestem misjonarzem. Nie tworzę - z drugiej strony - patocelebrytów. Nie ekscytuję się zabójstwem, zabójczyniami. Nie romantyzuję zbrodni, jak niektórzy autorzy i bohaterowie ich książek czy programów. Podaję ci pewien obraz. Staram się, żeby był jak najbardziej czytelny. Obrazowy. 


Poruszmy jeszcze temat resocjalizacji. Z rozmów, które zawarte są w "Zabiłaś?", nie pada żadne jednoznaczne stwierdzenie - jedne z rozmówczyń uważają więzienie za czas kompletnie zmarnowany, inne mówią, że pracują nad sobą. A ty co o tym myślisz - czy pobyt w więzieniu, w polskim więzieniu, w takich warunkach, jakie panują tam teraz, jest wartościowy?

Resocjalizacja działa. Jest. Nie jest Yeti, którego nikt nie widział. Ale potrzebna jest wola skazanej czy skazanego na udział w procesie. To takie gładkie słowa. Jeżeli rozmawiam z osobą z wyższym wykształceniem, osobą znającą języki, żyjącą na wysokim poziomie, a jednak zabójcą, to czy trafi do niej program profilaktyczny, resocjalizacyjny układania rabatek czy zbierania plastikowych korków.
Są kobiety, które pochodzą z patologii. Żyły w niej, nie potrafiły uciec. Znęcanie się, bicie, alkohol. Brudne, zaniedbane dzieci. Zapach przetrawionego alkoholu. A w więzieniu się uczą, nie tyle resocjalizują, co często socjalizują. Wychodzą na spacery, do kina, do teatru. Rozmawiają. Czytają.
Dla mnie resocjalizacja - jeśli już to programy: tak. Ale zawsze na pierwszym miejscu jest praca. Praca skazanych, dająca im poczucie oczyszczenia głowy, nie życia cały czas problemami więzienia i innych skazanych.
Ale każdy musi chcieć. Zrozumieć. Przepracować w sobie.


Po trzech publikacjach masz za sobą jakieś osiemdziesiąt rozmów z osobami skazanymi za odebranie komuś życia, nadal w tym rozliczeniu dominują mężczyźni, ale już w całkiem innych proporcjach niż rok temu. Dlatego teraz już chyba jesteś w stanie powiedzieć — czym przeprowadzenie rozmów ze skazanymi kobietami a mężczyznami się różni?

Sami oceńcie, czytając moje trzy dotychczasowe książki. Różnic jest co niemiara. Ta zasadnicza jest związana z charakterem kary. Jak wskazałem, czy jacyś dożywotni wyjdą ewentualnie kiedyś na wolność… tego dziś nie wiemy. Natomiast moje rozmówczynie, zabójczynie wyjdą. I będą pracowały, żyły wśród nas. Będą nam robiły kanapki w cateringu, podawały towar ze sklepowej półki czy sprzątały szkołę, z której odbierasz dziecko. One czekają na wyjście i nowe życie. Ale wiedzą, że brzemię zostanie z nimi do końca. Niektóre deklarują, że 12 czy 15-letni wyrok dla nich to niesprawiedliwość. Nie że powinny dostać mniej. Nie. Powinny oddać swoje życie, tak jak zabrały życie innej osobie. Mężowi, dziecku, matce czy ojcu.


Na koniec tak czysto teoretycznie - czy taka książka jak "Zabiłaś?" była na naszym rynku potrzebna?

Zarówno ta publikacja, jak i dwie pozostałe: "24 razy dożywocie" oraz "Cela numer 24" są jedynymi takimi, które powstały w Polsce. Więc chyba tak? Zainteresowanie nimi jest duże, czego wyrazem jest m.in. moja aktywność medialna, o którą specjalnie nie zabiegam. Ludzie są ciekawi. Choć ta ciekawość powoduje u nich często bezsenność po lekturze. Czują, widzą. Zrozumieli, że to nie true crime, ani science fiction.


II część wywiadu - dodatek dla Kryminału na talerzu

W „Zabiłaś?” przyznajesz, że wymyślenie tytułu książki sprawiło ci wiele trudności, zresztą każdy wstęp, każdy wybór przedstawionych faktów, mimo ich pozornej obiektywności, to jednak jakieś ukierunkowanie czytelnika. Sam nawet piszesz, że ta książka to gra emocji. Emocji jakich?

Każdego rodzaju emocji. Mam setki komentarzy w social mediach. Że ta książka wkurza, bo skróciła dystans. Że jest rewelacyjna. Że to tak ogromnie dużo pracy. Że nie czytam reportaży, ale po ten sięgnę. 
Napisałem w książce, że nazwanie tych wszystkich skazanych np. morderczyniami dałoby już jakiś obraz. Pejoratywny, z góry. Tak, jak kiedyś pewną ustawę nazwano ustawą o bestiach. Ja tego nie potrzebuję. Te książki powstawały, czasem sam się temu dziwię. Nie żyję z nich w sensie finansowym. Bez ich napisania też miałbym się dobrze. Powstały spontanicznie, a ta atmosfera mnie wciągnęła. Są prawdziwe. To nie są kopie informacji z amerykańskiej Wikipedii przetłumaczone przez Google Translator czy powielane wielokrotnie te same newsy i reportaże. 
Weź do ręki akta sprawy, surowe zdjęcia. Albo poczytaj o „romantycznym” zabójcy.
W zabójstwie nie ma nic romantycznego, fajnego, wytłumaczalnego. Jest krew, ból, cierpienie ofiary. Lęk, samotność. Jest więzienie. I sprzątanie chodnika przed kryminałem, zamiast kawy i ciastka z dzieckiem w centrum miasta.  
To nie są bajki.


Przyznam, że sama, myśląc o tej książce, o twoich rozmówczyniach, czuję dysonans. Z jednej strony, czyn, który każda z nich popełniła, to czyn zasługujący na karę, na swego rodzaju napiętnowanie, a mimo to budzi się we mnie do tych kobiet współczucie. Ale to współczucie jest przecież krzywdzące dla rodziny ofiary, bo dlaczego mam współczuć osobie, która ich bliskiego pozbawiła życia? Masz jakąś radę, jak ty do tego podchodzisz?

Mam. Musisz to wyśrodkować. Musisz zdawać sobie sprawę, z kim i gdzie rozmawiasz. Musisz zbudować sobie ten balans w głowie. Że była zbrodnia i była śmierć. Że jest to okrutne. Ale może czasem w jakiś sposób choć trochę wytłumaczalne. Choć nigdy do końca, bo zabójstwo nie jest wytłumaczalne i akceptowalne jako rozwiązanie. 
Kiedy na rozmowę wchodzi kobieta, która zabiła 12 lat temu, to czy mam prawo porozmawiać z nią o tym, co ją interesuje, jak widzi swoją przyszłość – czy też zawsze od wejścia muszę ją biczować, oskarżać. To byłoby bardziej wiarygodne? Społecznie akceptowalne? Piszę wyraźnie - sami oceńcie. Skazaną. Zbrodnię i jej okoliczności. To, kim ta osoba jest teraz, kim była, a kim chce się stać.


A co w ogóle ze szczerością twoich rozmówczyń? Też się nad tym sama głowię: jak wielu z nich zwyczajnie wierzyć w to, co mówią? Bo przecież mówić mogą to, co ty, co my chcemy usłyszeć, co postawi je w bardziej korzystnym świetle.

To one mówią, a ja słucham. To jest mnóstwo elementów, które kształtują rozmowę. Nieszczerość jest wyczuwalna. Może ona też jest wprowadzona do tej książki, żebyś i ty mógł ją wyczuć i zadać sobie pytanie - dlaczego pojawiła się fałszywa nuta? Co ta kobieta ukrywa, a o czym mówi inaczej, niż powinna. Zabiłam dziecko. Wiem, w prasie napisali, że zakopałaś je za domem, w krzakach. Była zima. Chcesz o tym porozmawiać? Nie chcę.


Czy przy „Zabiłaś?”, patrząc teraz już na ten tytuł z pewnego dystansu, możesz powiedzieć, że osiągnąłeś dokładnie to, co chciałeś?

Tak, ta książka jest dobra. Włożyłem w nią dużo pracy. Precyzji. Spojrzeń w oczy. Trzymania za rękę. Podawania chusteczek. Ich łez za straconym życiem. Za krzywdą, którą one wyrządziły. Czasu nie cofną. Jak to jest zabić matkę? Jak to jest pozwolić partnerowi na katowanie twojego malutkiego syna? Dlaczego odwracałaś głowę. 
Nie piszę, żeby się komuś przypodobać. Ja jestem zadowolony.


I co teraz? Czy zamierzasz kontynuować swoją karierę autora reportaży? 

Nie wiem. Zbieram dziś materiał do ostatniej książki z tej serii. Czwartej. Wystarczy już tego. A co będzie za rok, tego nie wiem. Mam mnóstwo propozycji i wydawniczych, i medialnych. Mam swoje plany naukowe. Mam swoje ADHD, które nakazuje mi zajmować się 4 rzeczami w jednym czasie. W perfekcyjny sposób, który wyczerpuje. Może tego potrzebuję. 


Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych przedsięwzięciach!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!