lutego 20, 2026

"Drzewa" Percival Everett

"Drzewa" Percival Everett

Autor: Percival Everett
Tytuł: Drzewa
Tłumaczenie: Tomasz Macios
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura piękna
 
Percival Everett to zeszłoroczny zdobywca Nagrody Pulitzera, dzięki której w końcu doczekał się tłumaczenia na język polski. Oczywiście jego pierwszym tytułem na naszym rynku była książka nagrodzona pt. “James”, która nadal pozostaje najnowszą jego powieścią. Teraz na polskim rynku pojawił się po raz drugi, tym razem z książką z 2021 pt. “Drzewa”, która znalazła się na krótkiej liście nominowanych do Nagrody Bookera, jak i zdobyła dwa inne nagrody literackie.
Na rynku anglojęzycznym Percival Everett obecny jest od lat 80. XX wieku i choć podobnie jak S.A. Cosby większość swoich historii osadza na południu Stanów Zjednoczonych, porusza tematy rasy i tożsamości, to jednak robi to w całkowicie innym stylu. Sam o sobie mówi, że jest patologicznym ironistą, często ucieka się w swoich powieściach do satyry, a równocześnie eksploruje różne gatunki, takie jak: thriller, kryminał czy western. I to wszystko czuć w “Drzewach”.
 
Czasy współczesne, niewielkie miasteczko na Południu Stanów Zjednoczonych, Money w Missisipi. W dzielnicy białej hołoty dochodzi do bestialskiego morderstwa: zginął biały mężczyzna, niespecjalnie społeczeństwu przydatny, krętacz i miłośnik piwa, ale jednak mąż i ojciec. Na miejscu zbrodni to nie jedyne znalezione ciało - obok niego leżał czarnoskóry mężczyzna, nieco mniejszy, niższy, ale potraktowany również bardzo brutalnie. Na miejscu zjawia się lokalna policja, która nigdy z czymś takim nie miała do czynienia. Oczywiście, jak to na Południu, jest nieco do czarnoskórej ofiary uprzedzona - to chyba sprawca, prawda? Ale dlaczego wygląda znajomo? Po oględzinach miejsca zbrodni obydwa ciała zostają zabrane do kostnicy, a tam… jedno z nich znika, by za chwilę pojawić się na drugim miejscu podobnej zbrodni. Takiej sprawie na pewno lokalna, uprzedzona rasowo policja nie podoła! Na miejsce zjawiają się funkcjonariusze z Biura Śledczego Missisipi, Ed i Jim, obydwoje czarnoskórzy, którzy mają rozwikłać o co w tej sprawie chodzi. Jak się szybko okazuje, to dopiero początek - zarówno morderstw, jak i ludzi ściągających do Money.
“- Agentka specjalna FBI Herberta Hind.
- Panie, zmiłujże się, wszędzie agenci. Strach otworzyć lodówkę.”
Książkę otwiera cytat Ulyssesa Simpsona Granta, prezydenta USA i dowódcy Armii Unii podczas wojny secesyjnej oraz hasło “Powstańcie” - czy można je traktować jako podtytuł powieści? Rozpisana jest na 108 króciutkich rozdziałów, niektóre liczą kilka stron, inne jedną, a najkrótszy to zaledwie zdanie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator oddaje historię z kilku perspektyw, zarówno mieszkańców Money, jak i przyjezdnych. W tekście pojawiają się też wtrącenia jak np. relacje z dzienników telewizyjnych, wypowiedzi polityków czy konferencji prasowych, jest też spis nazwisk osób czarnoskórych, które straciły życie z powodu swojej rasy, a później również odwrotnie. Przede wszystkim jednak autor opiera swoją historię na dialogach, które w ironiczny sposób naśladują mowę regionalną - mówiąc bezpośrednio, wypowiedzi większości mieszkańców Money stylizowane są na mowę wieśniaków, szyk zdań i same słowa są poprzekręcane. Oczywiście, gdy akcja przenosi się gdzie indziej, wtedy zmienia się też mowa na zwyczajną, codzienną, kiedy indziej znowu na mocno naszpikowaną przekleństwami. Język jest żywy, użyty karykaturalnie (co często wprowadza wydźwięk humorystyczny), ale z dużą konsekwencją i wyczuciem. Zdania budowane są szybko, są krótkie, dobrze oddają dynamizm akcji powieści.
“- (...) Jak to jest napisane w dobrej książce, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.
- Co to za dobra książka? - zapytała Charlene. - “Broń i amunicja”?
- Nie, Biblia, bezbożnico.”
Fabuła jest nieźle pokręcona, to tak naprawdę gotowy scenariusz na film z gatunku starych czarnych komedii kryminalnych - zbrodnie są brutalne, nikt nie wie o co chodzi, wydaje się, że w intrygę wplatane są wręcz paranormalne elementy. Nagle wszyscy zjeżdżają się do Money, później wszyscy rozpierzchają się po kraju, dzieje się dużo i szybko, a poziom zakręcenia intrygi sięga zenitu, a może nawet czasem go przebija - czy to dobrze? To zależy od czytelnika, jedno jest pewne - do intrygi zagadki kryminalnej na pewno nie można podchodzić całkiem serio.
“(...) pełno tam tępych białych wieśniaków, którzy utknęli w epoce sprzed wojny secesyjnej i są żywym dowodem na to, że chów wsobny nie prowadzi do wyginięcia (...).”
A czemu ona tak naprawdę służy? Rozliczeniu się z problemem rasowym, z tematem, który kilka lat temu ponownie wzburzył nie tylko Amerykę, ale i cały świat. Chodzi o zabójstwa osób czarnoskórych ze względu na rasę. To problem, który ciągnie się w Ameryce od wieków, a jednak ciągle nie został zażegnany. Zbrodnie, które nie zostały rozliczone, w których winni nie zostali ukarani - to je tutaj jedna z postaci porównuje do ludobójstwa.
“Wszyscy mówią o ludobójstwach na całym świecie, ale kiedy ludzie są zabijani powoli przez sto lat, nikt tego nie zauważa. Tam, gdzie nie ma masowych grobów, nikt nie widzi ludobójstwa. Amerykańskie oburzenie jest zawsze na pokaz. Ma datę ważności.”
Przede wszystkim temat podziałów rasowych ciągle żywy jest na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie autor osadza akcję swojej powieści. A choć charakter tego obszaru oddaje w krzywym zwierciadle, a zatem przerysowuje i ujednolica, ale jednak opiera na nastrojach, jakie można w społeczeństwie wyczuć.
Niemniej jednak jego karykaturalna kreska jest ostra, ale też i zabawna - obraz białych wieśniaków oddany na początku powieści wzbudza w czytelniku wesołość, o ile oczywiście ten ma świadomość, że nie powinien traktować warstwy fabularnej ze śmiertelną powagą.
“- Zastanawiam się, dlaczego teraz - powiedziała Gertruda.
- Ten biedny chłopiec został zlinczowany sześćdziesiąt pięć lat temu. Może duchy miały już dość - stwierdziła Mama Z.
- Dopiero co powiedziała pani, że nie wierzy w duchy - zdziwił się Ed.
- Nigdy nie mówiłam, że się nie mylę.”
Autor jednak nie tylko problem rasizmu zarysowuje, ale też się z nim rozprawia. W końcu jest to też historia o wymierzeniu zemsty, o oddaniu pięknym za nadobne. I to mnie w tej powieści zastanawia - czy faktycznie chodzi w niej o zemstę, o te tytułowe hasło “powstańcie”? Czy może jednak przewrotnie ukazuje, że pragnienie zemsty konflikt tylko zaostrza, że przemoc nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem? To warte refleksji, a każdy czytelnik z pewnością dojdzie do własnych wniosków.
“-Myślisz, że biali po prostu boją się czarnych mężczyzn?
-Myślę, że to sport.”
Na koniec zwróćmy uwagę na tytułowe drzewa i samą okładkę polskiego wydania, która wydaje mi się bardzo znacząca. Drzewa są tu symbolem krzywdy, gołe gałęzie w tytule budzą smutek i grozę, ale jednak nie są całkiem martwe - wydały owoce, nowe życie. Czy to alegoria losu czarnoskórych prześladowanych przez białych? A może relacji pomiędzy rasami? Kolory okładki też wydają się ważne: czarny to kolor skóry, zielony kolor nadziei, czerwony przelanej krwi… Choć nie mam w zwyczaju analizować okładek, ta jest tak wymowna, że narzuca to sama!
“- Nieznany mężczyzna to imię i nazwisko - powiedziała stara kobieta. - W pewnym sensie bardziej niż jakiekolwiek inne. Odebrany im trochę więcej niż życie.”
Podsumowując, “Drzewa” Percivala Everetta to ciekawe doświadczenie literackie. Powieść, którą można połknąć na raz, ze względu na dużą ilość dialogu, jak i sam prosty, mimo że stylizowany język, czyta się ją po prostu bardzo szybko - tu pewnie też należy się pochwała dla tłumacza i redakcji, dzięki którym tekst tak doskonale wpasował się w polskie standardy językowe. Fabularnie mocno zahacza o czarny, prześmiewczy kryminał, który kieruje się wręcz w stronę groteski - akcja jest dziwna, z jednej strony prosta, z drugiej ilość udziwnień zaskakuje, co może być przez czytelników odebrane różnie, ważne jednak, by pamiętać, że tej warstwy powieści nie należy brać całkiem serio. Na serio są tematy, które intryga porusza - kwestia rasizmu tak dobrze w społeczności Stanów Zjednoczonych zakorzeniona, która nawet teraz ma się całkiem dobrze, niestety w smutnym tego słowa znaczeniu. A samo zakończenie? Jest dziwne, w mojej ocenie, nacechowanym pacyfistycznym podejściem, można je odbierać dwojako. Czy skuszę się na kolejne książki autora, jeśli zostaną po polski przetłumaczone? Prawdopodobnie tak.
“Jeśli chcesz poznać miejsce, rozmawiasz z jego historią (...).”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 20, 2026

Wygraj "Tak blisko"! Konkurs patronacki

Wygraj "Tak blisko"! Konkurs patronacki

Małe miasteczka i ich tajemnice, powroty po latach w znajome, ale teraz zmienione już miejsca, budowanie życia na nowo - to zagadnienia, które porusza najnowsza powieść Agnieszki Olejnik pt. "Tak blisko". Gatunkowo osadzona gdzieś pomiędzy powieścią obyczajową a kryminałem po raz drugi zaprasza czytelników do Czarnego, małego miasteczka położonego tuż przy niemieckiej granicy, ale choć ponownie możemy spotkać w nim postacie znane już z "Tuż obok", to jednak książka jest na tyle od niej różna (nawet pod względem samego gatunku!), że potraktowanie jej jako powieści oddzielnej nie będzie stanowić problemu. Jest jednak postać, dla której te dwie książki to swego rodzaju hołd, wspomnienie - to Dante, wyżeł weimarski, który wzorowany jest na psie, który istniał naprawdę, psie, który zajął specjalne miejsce w sercu autorki. I dlatego w zapytaniu konkursowym właśnie w tę stronę się dzisiaj skierujemy... 
A jeśli o książce chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, to zapraszam na recenzję - klik!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Czy obecność zwierząt w fabule powieści ma dla Ciebie znaczenie? Swoją odpowiedź uzasadnij. 

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 20 do 24 lutego, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 3 marca.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 19, 2026

"Martwy sezon" Darcy Coates

"Martwy sezon" Darcy Coates

Autorka: Darcy Coates
Tytuł: Martwy sezon
Tłumaczenie: Ewa Ziembińska
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: horror / thriller kryminalny
 
Darcy Coates to australijska autorka szeroko pojętych horrorów - w swojej twórczości sięga zarówno po wątki gotyckie, jak i kryminalne, część jej powieści zahacza o fantastykę, część osadzona jest w naszym całkowicie realnym świecie. Od lat anglojęzyczne wersje jej powieści zdobywają listy bestsellerów, na koncie ma dobrze ponad trzydzieści pozycji, a jednak dopiero teraz po raz pierwszy pojawiła się na rynku polskim! I robi to powieścią z roku 2023, “Martwym sezonem”, który równie dobrze wpasowuje się w ramy podgatunku horror slasher, jak i w dość krwawą wersję thrillera kryminalnego. 
 
To miały być piękne wakacje. Dwa tygodnie w luksusowym hotelu położonym wysoko w Górach Skalistych, teraz pokrytych białym puchem, spędzone w towarzystwie kochającego chłopaka, a kto wie, może już narzeczonego? W końcu Kiernan zaproponował Christy wyprawę w miejsce, które jest dla niego szczególnie ważne, to w tych rejonach spędził swoje dzieciństwo. To chyba coś znaczy, prawda? Niestety nic nie idzie po ich myśli - w drodze do hotelu, którą odbywają z innymi dziewięcioma osobami, najpierw napotykają powalone drzewo na drodze, potem łapie ich śnieżyca, w wyniku której Christa rozdziela się z Kiernanem. Kiedy zdaje sobie sprawę, że w tych warunkach się nie odnajdą, kieruje się w dół, gdzie trafia do chaty, niewielkiego domku, w którym znajdują się pozostali uczestnicy wyprawy - to tam schronili się przed zamiecią. Oczywiście zaraz rusza ponownie szukać Kiernana, niestety na niewiele się to zdaje. Czy jej chłopak naprawdę mógł zginąć w tej śnieżycy? Niemożliwe, Kiernan jest silny, na pewno się nie podda... Ale szybko okazuje się, że to nie jedyny problem Christy - po nocy w chacie, że jednego z jej współtowarzyszy brakuje. Znajdują go niedaleko, ktoś go brutalnie zamordował i wystawił im na pokaz. Gra się rozpoczęła, a Christa czuje w kościach, że nikt z nich nie wróci z tej wyprawy żywy.
 
Książka rozpisana jest na 78 kilkustronicowych rozdziałów pisanych z perspektywy Christy w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, co przywodzi na myśl thrillery psychologiczne - i trochę tak jest, w końcu przez taką formę narracji czytelnik widzi świat subiektywnie, zabarwiony emocjami i myślami głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się w miarę linearnie, przede wszystkim jesteśmy tu i teraz, w niewielkiej chatce w górach, narratorka zaledwie kilka razy cofa się we wspomnieniach do zdarzeń przeszłych, tych, które w jakiś sposób wpłynęły na to, kim jest teraz. Styl powieści jest podyktowany sposobem narracji - jest sporo opisów, przemyśleń i dedukcji głównej bohaterki, ale nie brakuje i dialogów, które prowadzone są sprawnie. Język powieści jest codzienny, ale nie jest wulgarny, autorka nie ucieka się do przekleństw, a opisy zbrodni, choć są dość krwawe, to jednak nie są tak mocne, jak najczęściej ma to miejsce w slasherach - autorka nie rozsmakowuje się w makabrycznych opisach, a po prostu oddaje je na tyle dokładnie, by czytelnik był w stanie poczuć grozę sytuacji.
 
A ta budowana jest naprawdę dobrze. Autorka korzysta z naturalnych warunków, jakie dają Góry Skaliste, czy jakiekolwiek wysokie góry w czasie tak zwanego martwego sezonu - miejsce oddalone od cywilizacji podczas górskiej zamieci zostaje całkowicie odcięte od świata. Swoje postacie zamyka w bardzo małej przestrzeni - jednopokojowym domku, który stoi w dolinie pośrodku niczego. Postacie zatem mają schronienie, mają gdzie się ogrzać i schować przed zacinającym śniegiem, nie mają jednak za wiele sprzętu do dyspozycji. Już samo odcięcie od świata, które nie wiadomo jak długo może potrwać, jest sytuacją lekkiej grozy, bo z jednej strony w chatce nie ma żadnych zapasów, z drugiej każde wyjść w zamieć jest sytuacją niebezpieczną dla życia - można się przecież zgubić w tej bieli i po prostu zamarznąć lub spaść w górską przepaść.
“Takie góry mogą pochłonąć samotnego człowieka. Wciągnąć go tak głęboko, że nikt nie znajdzie nawet kości.”
Ten strach przed morderczymi warunkami pogodowymi jest dobrze wyczuwalny, gdy narratorka wędruje samotnie, jednak nie on budzi największą grozę - ta zaczyna się, gdy ktoś rozpoczyna mordować. Autorka dobrze kieruje poczuciem zagrożenia, które może nadejść z każdej strony, sytuacji, w której nie wiadomo komu można ufać, a kogo się wystrzegać - w końcu wszyscy są obcy, wszyscy są podejrzani. A może w ogóle zagrożenie czai się na zewnątrz? Przecież nikt nie powiedział, że morderca na pewno znajduje się wśród nich. Ale gdzie mógłby się schować?
“Wszystkie ślady zniknęły. To przerażające, jak szybko i sprawnie śnieżyca jest w stanie wymazać nasze istnienie.”
Intryga powieści zbudowana jest na dwóch pytaniach: kto? i dlaczego? Z początkiem fabuły uwaga czytelnika jest podzielona na kilka punktów, a to, co czujemy, to przede wszystkim dezorientację bohaterki. Kiedy dochodzi do pierwszych morderstw nadal czujemy się podobnie, dopiero gdzieś w okolicach połowy książki intryga zaczyna się zagęszczać, a my dostrzegamy jak dokładnie jest zbudowana, jak dobrze posplatane są wszystkie nitki. Tu twisty fabularne pojawiają się w odpowiednim momencie, raz po raz zmieniając kolejne pojawiające się w naszej głowie hipotezy. Historia zaskakuje i nie można jej odmówić przemyślanej budowy, a jednak nie da się nie zauważyć kilku naciągnięć fabularnych, które wypadają nieco naiwnie, nieco nierealistycznie - to detale, niemniej jednak to one sprawiają, że historię uznaję za dobrą, ale nie doskonałą.
“(...) okolica wydaje mi się niewymownie, straszliwie wręcz obca. Nie tylko obca - agresywna. Jakby otaczały nas wilki, tuż poza zasięgiem wzroku, szczerząc kły za naszymi plecami. Jakby sama ziemie szykowała się do rozstąpienia, żeby wessać nas w przepaść, która zamknie się pod naszymi wykrzywionymi krzykiem twarzami.”
Nie jest to jednak też typowa tylko i wyłącznie rozrywka. To powieść o sile natury, ale też o odpowiedzialności, o codziennych małych decyzjach, które w pewnych sytuacjach mogą przybrać wagę życia i śmierci. Jak odróżnić te nieznaczące, od tych, które będą miały poważne konsekwencje? Małe gesty, które w momencie ich wykonania, zdają się nic nie znaczyć, w odpowiednim świetle mogą przecież mieć katastrofalne skutki. Czy jesteśmy to w stanie przewidzieć?
“Na nadziei nie wolno polegać.
Ale czasem potrzebujemy jej, żeby przetrwać.”
Na koniec muszę wspomnieć również o postaciach powieści. Jedenaście osób, z których już na starcie robi się dziesięć, za chwilę dziewięć… Grono bardzo różnorodne, a jednak równie mocno podejrzane. Bo czy nie ci, którzy wydają się najłagodniejsi, nie powinni się okazać tymi najgroźniejszymi? Autorka umiejętnie przeprowadza nas przez kolejne sceny tak naprawdę niewiele o postaciach zdradzając, przez co czytelnik ciągle nie jest pewny na którego z nich postawić, kto może za tym wszystkim stać. Chciałoby się napisać, że przynajmniej Christę poznajemy dobrze, ale też nie - ta bohaterka dość długo skrywa pewien sekret przeszłości, a o sobie mówi nam tylko to, co chce. Niemniej jednak trzeba jej przyznać, że do zadania wytypowania mordercy podchodzi całkiem racjonalnie, słucha, obserwuje, jest tak czujna, jak tylko głód i niewyspanie jej na to pozwalają. To dobra kreacja, odpowiednia do opowiedzenia tej historii.
“Można powiedzieć, że zawdzięczam ojcu wiele rzeczy. Niesamowicie rozwiniętą umiejętność odczytywania języka ciała innych ludzi, nienawiść do mocnych trunków oraz nieufność wobec osób, które po nie sięgają.”
“Martwy sezon” to klaustrofobiczna powieść, w której zagrożenie płynie z dwóch stron - tej trudnej do okiełznania, nieprzewidywalnej natury, w której śmierć może przynieść mróz i śnieg oraz ludzkiej, jeszcze bardziej brutalnej, morderczej. Autorka sprawnie buduje napięcie powoli wprowadzając nas w tej biało-szary świat, by za chwilę chlapnąć nam czerwienią i utrzymać już te trzy kolory w różnej konfiguracji do końca. Dobre, zaskakujące twisty fabularne i postacie, które wykreowane są tak, że trudno samodzielnie wytypować mordercę sprawiają, że jest to lektura satysfakcjonująca, a stopniowo zagęszczająca się akcja sprawia, że z czasem trudno jest się od niej oderwać. Przyznam, że mnie przez większą część powieści ciekawiło przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? i to co dostałam, mnie nie rozczarowało. Mam nadzieję, że teraz Darcy Coates zagości na polskim rynku na stałe! Takie slashery mogę czytać 🙂
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 19, 2026

"Detektywka w podróży: Afera w Paryżu" Nicki Greenberg - zapowiedź patronacka

"Detektywka w podróży: Afera w Paryżu" Nicki Greenberg - zapowiedź patronacka
Marzec już za pasem, powoli nasze myśli kierują się ku wiośnie... I właśnie taką wiosenną książkę chcę Wam dzisiaj zaprezentować - już 4 marca na naszym rynku pojawi się trzeci tom serii dla młodszego czytelnika (9+) Detektywka w podróży pt. "Afera w Paryżu" Nicki Greenberg, a Kryminał na talerzu ma przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym!

Pepper Stark i jej przyjaciele przyjechali do Paryża podziwiać miasto, smakować lokalne dania i dobrze się bawić. Jednak intrygi zdają się podążać za nimi, dokądkolwiek się udadzą. Kiedy z hotelu znikają amerykański turysta i jedno z bezcennych rosyjskich jaj Fabergé, Pepper jest pewna, że tajemnice są ze sobą powiązane. Tym razem jednak nie tylko ona podejmuje sprawę: do akcji włącza się także Georges Rème, były złodziej, a obecnie detektyw amator.
Jak daleko posunie się Pepper, by wyprzedzić konkurencję i udowodnić, że jest prawdziwą detektywką? Czy będzie mogła liczyć na przyjaciół, którzy wydają się bardziej zainteresowani croissantami niż poszukiwaniem prawdy? I komu zdecyduje się zaufać w mieście, które jest wielką grą pozorów?
Tom trzeci, ale jak każdy z tej serii, można czytać go od reszty niezależnie, choć jeśli tylko Wasze nastoletnie dzieci są choć trochę ciekawe świata, to gwarantuję, że będą chciały przeczytać wszystkie trzy tomy! Autorka ma doskonałe wyczucie, dzięki któremu jej historia ani na moment nie nudzi, a naładowana jest ciekawostkami historycznymi (akcja toczy się w końcówce lat 20. XX wieku!), podobnymi emocjami i problemami, z jakimi mogą mierzyć się dzieci w tym wieku, dobrym humorem i dobrym jedzeniem, a także i intrygującą zagadką kryminalną! W tomie trzecim to zagadka wielkanocna - w czasie pobytu Pepper w Paryżu, w hoteliku, w którym się zatrzymuje ze swoją macochą i przyjaciółmi, znika jajo Fabergé. Pepper nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała go odnaleźć! Czy to znaczy, że jest prawdziwą detektywką? Tak sądzę! Sama bawiłam się przy tej powieści świetnie i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła opowiedzieć Wam o niej więcej! A tymczasem to prostu gorąco polecam!

Autorka: Nicki Greenberg
Tytuł: Afera w Paryżu
Cykl: Detektywka w podróży, tom 3
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Sylvia Morris
Data premiery: 04.03.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 17, 2026

"Mrok i światło" Pierre Lemaitre

"Mrok i światło" Pierre Lemaitre

Autor: Pierre Lemaitre
Tytuł: Mrok i światło
Cykl: Lata chwały
Tłumaczenie: Joanna Polachowska
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 576
Gatunek: saga rodzinna / powieść historyczna
 
Pierre Lemaitre to jeden z tych twórców literackich, którzy debiutowali w późnym wieku - sporą część swojego życia spędził zajmując się czymś innym, kształcił zawodowo dorosłych, a choć w tym czasie też już podejmował próby literackie, to jednak tylko do szuflady. Dopiero po przekroczeniu pięćdziesiątki zdecydował się wysłać powieść do wydawnictwa i tak w 2006 roku pojawiła się jego pierwszy kryminał pt. “Koronkowa robota”, który zapoczątkował cykl z komisarzem Camille’em Verhoevenem. To on przyniósł mu pierwszego gatunkowe nagrody literackie i rozpoznawalność nie tylko w kraju, ale i zagranicą. Siedem lat później nastąpił kolejny przełom w jego karierze - ukazała się powieść “Do zobaczenia w zaświatach”, która wychodzi poza ramy gatunku kryminalnego, balansując pomiędzy nim, literaturą piękną a powieścią historyczną. Teraz autor tworzy wielkie sagi historyczne, z których Lata Chwały jest najnowszą z nich. Na rynku francuskim cykl liczy już cztery części, w Polsce właśnie ukazał się trzeci z nich pt. “Mrok i światło”. Poprzednie dwa: “Wielki świat” (recenzja - klik!) i “Cisza i gniew” (recenzja - klik!) ukazały się u nas w 2024-2025. To jedna z tych serii, które warto czytać w kolejności chronologicznej, choć autor dopuszcza inną możliwość zamieszczając w treści tomu trzeciego krótkie wytłumaczenia wcześniejszych losów postaci.
 
Wiosna 1959 rok. Głowa rodziny Pelletierów, Louis wraz ze swoją żoną Angèle po trzech dekadach prowadzenia fabryki mydła w Bejrucie, decyduje się na powrót do Francji i zamieszkanie w starej willi niedaleko Paryża. Czy to dla nich nowy etap czy może już sam schyłek życia? Nie brakuje im jednak jeszcze energii, by cieszyć się obecnością 10-letniej Colette, wnuczki, która od kilku lat rozkwita pod ich opieką. Jednak nawet oni nie są w stanie ochronić jej przed wszystkimi zagrożeniami tego świata…
Tymczasem w Paryżu trójka ich dzieci robi karierę. Najstarszy syn Jean z sukcesem otwiera kolejne filie sklepów odzieżowych, choć w domu dalej poddaje się pod władanie swojej apodyktycznej żony Geneviève, pod rządami której gnuśnieje też jego młodszy syn Philippe. Jego młodszy brat François nadal pracuje w paryskiej gazecie, ale teraz jego życie prywatne płynie już prostymi torami - jest szczęśliwym ojcem i mężem. Ich najmłodsza siostra Hélène właśnie spodziewa się dziecka, ale to nie powstrzymuje jąejprzed aktywnościami zawodowymi - teraz prowadzi nocne audycje w radiu. Czy to znaczy, że ich życie w końcu zaczęło się układać? A może znowu czekają ich kolejne wielkie wyboje na drodze? Wyboje, które wpłyną nie tylko na ich życie, ale i także ich własnego kraju…
“Prawdą jest to, co panu powiedziano (…). Rzeczywistością jest to, co się stanie. A w naszym fachu prawda i rzeczywistość rzadko bywają tym samym.”
Książka rozpisana jest na trzy części, które podpisane są dokładną datą zdarzeń, choć tak naprawdę historia w nich opisana niekoniecznie toczy się w ciągu jednego dnia. Akcja rozgrywa się od marca do maja roku 1959 i podzielona jest na 76 kilkustronicowych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział jest zatytułowany, a tytułem są słowa, które w opisywanym rozdziale się pojawiają. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku naprzemiennych perspektyw, a narrator zachowuje do postaci dystans, równocześnie od czasu do czasu zwracając się bezpośrednio do czytelnika w taki sposób, jakby przemawiało do nas alter ego pisarza zdające sobie sprawę, że to, co opisuje, to fikcja literacka, a życia, które nam przedstawia to tylko wymyślone postacie. To jednak bardzo okazyjne wtrącenia, większa część narracji toczy się bardziej tradycyjnym rytmem, choć nie brak w niej błyskotliwego, niezwykle barwnego humoru, który przejawia się na wielu płaszczyznach. Dialogi, wymiany zdań pomiędzy bohaterami, to prawdziwe perełki, w których szczególne miejsce zajmują wszystkie te, w których pojawia się Geneviève. Książka już pod względem samej warstwy stylistycznej, językowej wypada niesamowicie dobrze zarówno w klasycznej formie, jak i w audiobooku.
“Uważał, że mówi to, co myśli, ale czasami odkrywał, że myśli coś, bo właśnie to powiedział.”
W “Mroku i świetle” choć czytelnik obserwuje nadal każdego członka rodziny Pelletierów, to mam wrażenie, że blask reflektorów szczególnie mocno pada na część rodziny tworzoną przez Jeana i Geneviève - ona nadal jest najbardziej irytującą postacią świata, ale sposób jej działania, jej manipulacji otoczeniem oddany jest tak perfekcyjnie, że podczas lektury przy każdej scenie z jej udziałem chce się wstać i bić brawo. Jean z kolei w końcu się przed czytelnikiem otwiera, tłumaczy to, dlaczego jest, jaki jest tak na co dzień, choć nadal jego frustracja eskalująca aż do morderczych czynów szokuje. Ich dzieci też odgrywają w fabule niemałą rolę, Colette to prawdziwie mądra dziewczynka, której kolejne krzywdy, jakie zostają jej w tej historii wyrządzone, łamią serce, a jej brat… cóż, to postać, która pokazuje dużo więcej niż się z początku wydaje! Oczywiście wszystkie pozostałe postacie rodziny Pelletierów budowane są z dużą dokładnością, choć ich życie zdaje się płynąć bardziej przewidywalnym rytmem - rodzinie Jeana to Geneviève nadaje cech nieobliczalności.
“Jean i Geneviève – postacie bardzo balzakowskie – głowę do interesów zawdzięczali swojej głupocie i szczęściu, które czasami wspiera losy przeciętniaków.”
Sama fabuła powieści tym razem osadzona jest w dużej mierze na motywach szpiegowskich, dość bezwzględnych pod kątem ukazania władzy. François zostaje poproszony o udział w pewnej tajnej akcji, dzięki której czytelnik może przyjrzeć się temu, co dzieje się na politycznej scenie nie tylko krajowej, ale i światowej. Trwa przecież Zimna Wojna, świat z jednej strony odradza się po II wojnie światowej, trwa czas prosperity, z drugiej pół świata rządzone jest przez komunistów, którzy zafałszowują obraz rzeczywistości w krajach przez nich rządzonych. Do jednego z nich udajemy się właśnie z misją, która jest hołdem w stronę twórczości Johna le Carrè’a. Te miasto oddaje jest z dużą uwagą, dużą dokładnością, a równocześnie jasno obrazuje relacje, jakie istniały wtedy pomiędzy krajami Europy. To wielka polityka, a jednak w powieści zajmuje tyle miejsca, by oddać dobrze tło historyczne, ale nie odciągnąć uwagi czytelnika od losów znajomych postaci.
 
Bo to one i ich relacje stoją w świetle reflektorów. Tu rodzina z wszystkimi swoimi następstwami jest tym, co naprawdę ważne. Miłość, przyjaźń, rodzicielstwo, zaufanie, ale i krzywdy jakie najbliżsi sobie wyrządzają, tajemnice jakie przed sobą skrywają – na wszystko to jest tutaj miejsce. Mimo tego, że to jedna rodzina, to ich dynamika jest tak zróżnicowana, że czytelnik dostaje tu pełny przegląd tego, co może kryć się pod tym słowem, zarówno dobrego, jak i złego.
“Zwierzęta mówią nam różne rzeczy. Za mało ich słuchamy.”
“Mrok i światło” to powieść wielowątkowa, która doskonale łączy w sobie elementy obyczajowe, historyczne, kryminalne, a także szpiegowskie. Jej siłą są przede wszystkim doskonałe kreacje postaci, które są tak żywe, tak charakterne i tak różne, że nie sposób pozostać wobec nich obojętnym - części z nich kibicujemy, wzruszamy się nad ich pięknymi relacjami, część budzi złość, irytację, ale nie dlatego, że postaci nie rozumiemy, a dlatego, że doskonale oddaje charaktery, jakie sami w życiu dobrze znamy. Autor z lekkością rozwija ich kreacje zapoczątkowane już kilka powieści wcześniej, a choć wprowadza tutaj kilka nowych postaci związanych głównie z wątkiem szpiegowskim, to jednak nasza uwaga i tak pozostaje przez Pelletierach. Radio, telewizja, gazeta, książki, szkoły, biznesy - to pełny świat końca lat 50., który zachwyca w swoich szczegółach. Doskonale spędziłam z tą powieścią czas, a choć ten tom kończy pewną erę w życiu tej rodziny, to ja już i tak nie mogą się doczekać kolejnego spotkania z nimi!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 16, 2026

"Niepokorna" Elizabeth Fremantle

"Niepokorna" Elizabeth Fremantle

Autorka: Elizabeth Fremantle
Tytuł: Niepokorna
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść historyczna
 
Elizabeth Fremantle na rynku powieści historycznej pojawiła się w roku 2012 ze swoim debiutem “Rozgrywka królowej” skupiającym się na postaci ostatniej żony Henryka VIII, Katarzyny Parr, który wraz z kolejnymi trzema książkami opublikowanymi do roku 2016 tworzy tetralogię Tudorów. To sprawiło, że Fremantle została okrzyknięta jedną z najwspanialszych współczesnych autorek prozy historycznej, która oddaje głos kobietom z początku epoki nowożytnej do tej pory przez historię pomijanym. Jej proza cieszy się dużą popularnością zarówno w Anglii, jak i zagranicą, nie jest pomijana także przy przyznawaniu nagród literackich. Między innymi to właśnie “Niepokorna”, jej siódma powieść, została wyróżniona HWA Gold Crown 2024, a sama autorka we współpracy z Danielem Dreifussem zaadaptowała ją na potrzeby filmu. Wydana została na rynku anglojęzycznym w 2023, który dwa lata później mógł już cieszyć się jej kolejną powieścią osadzoną w tym samym czasie co “Niepokorna” - “Sinners” to historia kobiety, której egzekucję w pierwszej scenie “Niepokornej” ogląda mała Artemisia Gentileschi.
W Polsce autorka pojawiła się dość późno - w 2024-2025 Wydawnictwo Albatros wydało jej trzy pierwsze powieści osadzone w czasach Tudorów, “Niepokorna” to czwarty tytuł jej autorstwa przetłumaczony na język polski.
 
Wiosna, rok 1611, Rzym. 17-letnia Artemisia Gentileschi wraz z ojcem i młodszymi braćmi przenieśli się do innej części miasta, do mniejszego domu - w ostatnim czasie jej ojciec, malarz, kiedyś przyjaciel Caravaggia, dostaje coraz mniej zleceń. Może dlatego, że coraz więcej pije? To tak naprawdę Artemisia pomaga mu w jego karierze, to ona wykańcza jego dzieła, tchnie w postacie życie. Dla niej nie istnieje nic poza sztuką, chce tworzyć, malować, oddawać się swojej pasji. Ale w Rzymie początku XVII wieku to przecież niemożliwe - kobieta nie może żyć sama, nie może żyć dla swoich pasji - ma mieć męża, który przejmie od ojca władzę nad nią. I właśnie do tego jej ojciec się szykuje, pełen nadziei, że jej małżeństwo pomoże ich rodzinie stanąć finansowo na nogi. Ale w jaki sposób wydać za mąż tak krnąbrną dziewczynę, która nie zamierza zajmować się obowiązkami kobiecymi, a talentem przewyższa większość mężczyzn? Kiedy jej ojciec snuje swoją intrygę, Artemisia jeszcze nie wie, jak wiele będzie musiała przejść, by w końcu świat o niej usłyszał.
“Ten drogocenny skarb pozwolił jej zrozumieć coś, co Merisi powiedział jakiś czas później: “Malarze upierają się, żeby zalewać wszystko światłem, gdy tymczasem to ciemność sprawia, że wyłania się forma rzeczy i obdarza je życiem”.”
Książka podzielona jest na trzy części, a każda opatrzona jest cytatem, którego autorką jest główna bohaterka. W sumie składają się na 39 tytułowanych rozdziałów i kilku wtrąconych pomiędzy nie fragmentów o świętych, kobietach męczennicach, które pochodzą z anonimowych źródeł z okolic XVI wieku. Większa część historii toczy się w roku 1611, a fabuła, choć beletryzowana, oparta jest o bogate źródła historyczne, jak np. listy samej Artemisii czy zapiski z sądu, przed którym Artemisia musiała dowodzić swojej niewinności. Każdy rozdział liczy kilka, kilkanaście stron, niektóre dzielone są na mniejsze fragmenty - ich długość jednak nie ma znaczenia, książkę czyta się tak dobrze, że czytelnik nie zwraca na to najmniejszej uwagi. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego przez narratora wszechwiedzącego, który bez problemu oddaje emocje wszystkich postaci. Historia opowiedziana jest z kilku perspektyw, przede wszystkim Artemisii, ale też jej ojca, jak i Zity, kobiety zamężnej, która po przeprowadzce rodziny Gentileschich była dla Artemisii przyzwoitką. Język, jakim autorka się posługuje, jest stylizowany tak, że czytelnik już po samej warstwie językowej jest w stanie ocenić, że historia toczy się w czasach mocno przeszłych - autorka używa słów, jakie wyszły już z użytku, ale robi to umiejętnie, tak, że czytelnik nie potrzebuje przypisów, by wiedzieć o co chodzi, a płynność i swoboda lektury nie została zakłócona - to się po prostu doskonale czyta! Dialogi, opisy, emocje postaci są świetnie wyważone, tak, by czytelnik mógł wczuć się w historię ani na moment nie tracąc zainteresowania. Już na poziomie opisów czuć te poetyckie, malarskie zacięcie, jakie przedstawia główna bohaterka.
“- Spójrz. - Artemisia wskazuje niebo pokryte srebrzystoróżowymi smugami. Znad horyzontu wygląda ostatni jasny kawałek słońca. - Czyż to nie wspaniałe? - Rozpościera ramiona, jakby chciała objąć ten widok (...).”
Bo dla Artemisii malarstwo to nie po prostu zajęcie, nie coś, w czym może pomagać swojemu ojcu w utrzymaniu rodziny. Dla nie to życie, to ona sama, poprzez barwy i obrazy widzi świat. To czuć w powieści, kolory, cienie, barwy, sceny, które mogą stać się natchnieniem do powstania czegoś wielkiego. Autorka tę pasję, tę potrzebę tworzenia oddaje doskonale, czytelnik ani na moment nie wątpi w to, jak wielki talent przejawia ta kobieta. A jednak to czasy, gdy kobiety miały inne przeznaczenie - nie mogły decydować o sobie, to było domeną mężczyzn. I z tym autorka sobie radzi, bo nawet, gdy sprawstwo Artemisii zostaje na chwilę odebrane, to bohaterka znajduje w sobie siłę, by je odzyskać. To mocna, dosadna, momentami kipiąc gniewem proza, w której siła głównej bohaterki, jej dążenie do spełniania swojego przeznaczenia, są napędem całej powieści.
“Wspomnienie ulatuje, a ona zastanawia się, jak mogłaby odtworzyć ten kolor: smalt jako baza, gęsta czerń ze spalonej pestki brzoskwini oraz szczypta karmazynu, żeby nadać ciepły odcień. Barwa dwudniowego sińca. Jeśli sprowadzi świat do kolorów, to da sobie radę.”
Jednak nie sama Artemisia budzi tu emocje. Obok niej pojawia się kilka innych kobiet, wśród których Zita, jej towarzyszka zaznacza się najmocniej, a równocześnie jest jej największym kontrastem. Zita to kobieta, której mąż popłynął do Ameryki, a ona została z trójką małych dzieci. Jednak nie skarży się na swój los, a w roli ówczesnej kobiety czuje się szczęśliwa i spełniona. Poprzez wprowadzenie tej bohaterki autorka nie tylko podkreśla kontrast z główną bohaterką, ale równocześnie sprawia, że jej powieść nie jest feministyczno-moralizatorska - dzięki tym dwóm postaciom przekaz jest jasny: tu nie chodzi o wyłamywanie się kobiet z ról społecznych, nie chodzi o bunt, a o wolność. Wolność wyboru, wolność decydowania o sobie, której ówczesne kobiety w żadnym razie nie miały.
“-Muszę wybrać między jednym piekłem a drugim - odzywa się w końcu dziewczyna. - Czy nie doprowadza cię do szału, że kobiety mają taki niewielki wybór?
Zita nigdy nie zastanawiała się nad złymi stronami tego, że jest kobietą, o czym Artemisia tak często opowiada. Ona myślała tylko o korzyściach: o braku odpowiedzialności, o darze od Boga, jakim jest rodzenie dzieci. Gdyby miała się mierzyć z decyzjami, które muszą podejmować mężczyźni, chyba by oszalała.”
Postacie męskie również są różne. Jest Piero, młody chłopak, który w pracowni ojca Artemisii zajmuje się przygotowywaniem farb. To bardzo pozytywna postać, która rozumie ambicje Artemisii i mocno im przyklaskuje. Poza nim jednak przeważają postacie o zabarwieniu negatywnym. Ojciec Artemisii to pijak, który czerpie zyski z przywłaszczania sobie zasług córki. To człowiek zagubiony w życiu i we własnym egoizmie, ambicji artystycznej, która po śmierci jego żony wymyka się spod kontroli. Jest słaby i chwiejny, a jego kreacja oddana jest bardzo przekonywująco. Jest też inny malarz, przez którego Artemisia staje przed sądem. To postać nikczemna, okropna, a autorka doskonale oddaje jej fałsz i umiejętność manipulacji otoczeniem, które zachwyca się jego pewnością siebie i urodą, nie zwracając uwagi na brzydotę, która kryje się pod tym.
“Tak naprawdę nie chce, żeby umarł, tylko żeby się zmienił. Lecz może gdyby on się zmienił, ona też nie byłaby sobą.”
Fabuła powieści oparta jest o jedno tragiczne wydarzenie z życia Artemisii, które jest dla niej doświadczeniem granicznym. Czytelnik poznaje zatem wszystko, co dzieje się wokół tego punktu - zdarzenia, które do niego doprowadziły i konsekwencje, jakie z niego wynikły. Mimo tego, że fabuła jest więc dość prosta, to autorka obudowała ją zarówno w emocje, jak i czułość historyczną, tak, że te czterysta stron mija w mgnieniu oka, a czytelnik po skończonej lekturze pyta: ale to już koniec?
“Słyszy głosy swoich braci rozmawiających swobodnie w kuchni. Zazdrości im. Ich życie jest takie proste. Pewnego dnia każdy spotka młodą kobietę, która mu się spodoba, i ożeni się z nią. Będą szczęśliwi albo nieszczęśliwi, ale przynajmniej sami podejmą decyzję.”
Warte zaznaczenia jest też samo osadzenie historyczne powieści w XVII -wiecznym Rzymie i temacie malarstwa. To przecież miasto, w którym sztukę spotyka się na każdym kroku, w którym pełno jest artystów i mecenasów sztuki. To czas powstawania wielkich dzieł, ale też bardzo rygorystycznych norm społecznych, za których złamanie, albo samo podejrzenie złamania jest się brutalnie karanym. Kradzież, pomówienia, oszczerstwa to coś, co może odebrać cześć całej rodzinie, sprawić, że wyląduje na bruku. To też czas władzy nierównej - tych bogatszych traktuje się inaczej niż biednych, mężczyzn inaczej niż kobiety. To czasy, kiedy wierzy się tym pierwszym, ci drudzy muszą bronić się sami.
Za to same opisy tworzenia, mieszania barw, ożywiania postaci na płótnie, pozowania są niezwykle barwne i poetyckie. To w nich czuć tę pasję, ale i ogromną wiedzę, jaką autorka musiała nabyć, by tak doskonale opisach twórczość i pasję Artemisii.
“- Na ścianach i sklepieniach Rzymu można zobaczyć tysiące takich obrazów. (...)
- Ale żadnego z nich nie namalowała kobieta.”
“Niepokorna” to powieść, którą trudno opisać w kilku zdaniach. Pozornie to krótki wycinek z życia włoskiej malarki, fabuła oparta o jedno zdarzenie. A mimo to historia jest bogata, jest przejmująca, jest pełna barw i emocji, ale też tego, co najważniejsze - bez ozdobników oddaje ówczesne normy społeczne, które nie pozwalały połowy ludzkości decydować o sobie. Autorka jednak nie przedstawia tego jednostronnie, dzięki dwóm kobiecym bohaterkom, mocno do siebie przeciwstawnym, zwraca uwagę na potrzebę wolności wyboru i decydowania o sobie. Bezbronność, jaką jej bohaterki nieraz pokazują, jest pełna mocnych emocji - rozpacz, złość, bezsilność staje się motorem napędowym do zmiany. To świetna powieść historyczna buzująca od emocji, o krzywdach, które są znane tak długo, jak istnieje świat, a jednak dopiero niedawno zaczęły być zauważane, dostrzegane. To też opowieść o pasji silniejszej niż jakiekolwiek inne uczucie, pasji, która dodaje siły, by o jej spełnienie walczyć.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 13, 2026

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Wyspa
Cykl: Szczepan Turski, tom 2
Data premiery 28.01.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść kryminalna
 
Jędrzej Pasierski swoją karierę literacką rozpoczął kilka miesięcy przed powstaniem tego bloga, a jego debiut pt. “Dom bez klamek” był jedną z pierwszych powieści, które tutaj zrecenzowałam. Jego karierę śledziłam uważnie towarzysząc głównej bohaterce serii z Niną Warwiłow przez kilka pierwszym tomów (recenzje - klik!), z których tom drugi otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru. Wtedy też pojawiła się jak na razie jedyna osobna powieść tego autora pt. “W imię natury” (recenzja - klik!). Później jednak nasze drogi na kilka lat się rozeszły - w tym czasie seria z Niną rozrosła się na 8 tomów, powstały też dwa tomy superprodukcji audio przygotowane dla Audioteki z psychologiem dziecięcym Szczepanem Turskim. Te historie doczekały się również wydania w papierze, pierwsza z nich to “Wodnik” wydany w 2023 jeszcze pod szyldem Wydawnictwa Czarnego, pierwszego z jakim Jędrzej Pasierski współpracował, druga to “Wyspa”, która ukazała się już pod opieką Wydawnictwa Literackiego, podobnie jak zeszłoroczny pierwszy tom nowej serii pt. “Bogowie małego morza” (recenzja- klik!) - i ten zeszłoroczny tytuł był dla mnie ponownym spotkaniem z piórem autora po kilkuletniej przerwie.
 
Historia “Wyspy” toczy się w grudniu 2022 roku, we Wrocławiu. Jest wieczór, kurier rozwożący przesyłki na Wielkiej Wyspie myśli już tylko o powrocie do domu, o hot-dogu, który kupi sobie po drodze. A jednak dzieje się coś, co odciąga od tych marzeń jego uwagę - w jednym z domów, do których ma dostarczyć paczki, jest wybita szybka w drzwiach, a same drzwi są uchylone. Zaraz orientuje się dlaczego - w salonie na podłodze leży zadźgana kobieta. Ale chyba nie jest sama? Po domu kręci się sprawca, czy może ktoś, kto potrzebuje pomocy? Idzie to sprawdzić - na piętrze w swoim pokoju ze słuchawkami na uszach siedzi nastolatek, gra w grę. Czy naprawdę robił to przez cały czas, gdy na dole jego matka była mordowana? To pierwsze pytanie, jakie zadaje sobie nadkomisarz Rafał Horecki zajmujący się tą sprawą. Może w uzyskaniu odpowiedzi pomoże mu jego przyjaciel, były psycholog dziecięcy Szczepan Turski, który przecież mieszka zaledwie kilka domów od miejsca, w którym doszło do zbrodni?
 
Książka rozpisana jest na 46 kilkustronicowych rozdziałów, które okazyjnie bywają dzielone jeszcze na mniejsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Szczepana Turskiego oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Rafała Horeckiego i Pauliny Gontarskiej (sąsiadki ofiary) przez narratora mającego dostęp nie tylko do zdarzeń, ale i emocji i myśli tych postaci. Akcja prowadzona jest spokojnie, w skupieniu na gestach i refleksjach, dość często powtarzając niewielkie fakty i informacje, które są już czytelnikowi znane (w kilku przypadkach powtarzane są w sprzeczności do tego, co wcześniej). Styl powieści jest specyficzny, ma inny rytm niż większość literatury. Jest sporo krótkich zdań, a dialogi prowadzone są tak, że nieraz miałam wrażenie, że w czasie powieściowych rozmów czas płynie szybciej niż w rzeczywistości - ot, padły cztery zdania, a już upłynęło dwadzieścia minut. Autor używa języka subtelnie literackiego, jednak niektóre sformułowania wypadają dziwnie, ułożone są w innym szyku zdania niż ten, który powszechnie uważa się za poprawny, co mnie samej zakłócało płynność lektury (np. “Przerażające było, gdy zobaczyłem, że gra.”, “Zamknęła gaz”). Zresztą bywały też i dialogi, nad którymi się zatrzymywałam, analizując co mi w nich nie pasuje - po prostu nie wypadały naturalnie (np. str 305). Autor nie stosuje wulgaryzmów, za to bardzo konsekwentnie korzysta z feminatywów.
“Podał mi kolejną wizytówkę.(...)
- Kojarzysz? - zapytał.
- Tak, Robercie. - Wróciłem do wołacza z przyczyn nieznanych nawet Jungowi. Odwoływałem się zaś tylko do wizytówki.”
Cała opowieść oparta jest o cztery rodziny: rodzinę ofiary, czyli Marczyńskich, Gontarskich, Turskich i Horeckich. Każda z nich boryka się z problemami wynikającymi z upływu czasu, z nabywania różnych doświadczeń, popełniania błędów, za które płaci się do teraz. Czy to właśnie w wyniku takiego błędu swoje życie straciła Róża Marczyńska? I to te relacje, te zniszczone życia, których nawet nie chce się już odbudowywać, są osią powieści, tym, co faktycznie tutaj ważne - bo choć zbrodnia jest punktem zapalnym, czymś, co wywołuje reakcję, to właśnie jej konsekwencje, te czyny dokonane po niej są tym, co faktycznie zaprząta w powieści uwagę. Każda z postaci, której perspektywę obserwujemy, przechodzi pewną przemianę, nie tylko zastanawia się, co z jej życiem jest nie tak, ale pod wpływem zdarzeń w jakiś sposób rusza do przodu.
“(...) zawsze stałem po stronie dzieci, to było dla mnie najważniejsze. Wobec jednego dziecka już kiedyś zawiniłem. I ten raz wystarczy.”
Zapalnikiem jednak jest zbrodnia. Zbrodnia, w sprawie której śledztwo prowadzone jest przez całą powieść dwutorowo - przez nadkomisarza oficjalnym torem i przez Szczepana, który na prośbę nadinspektora się w to angażuje, choć chyba nie robi tego, jak jego przyjaciel by sobie życzył. Punkty zaczepienia śledztwa są dwa: temat nad wyraz rozwiniętego pod kątem wiedzy i inteligencji Kostka, nastoletniego syna zamordowanej oraz nie do końca wyjaśniona sprawa z przeszłości - i to wokół nich kręci się cała intryga kryminalna, która, mimo że nie jest nadmiernie rozbudowana, to finalnie zaskakuje. Muszę przyznać, że rozwiązanie jest sprytnie przeprowadzone, sprawca nie wyskakuje jak królik z kapelusza, a równocześnie niełatwo na nie wpaść.
“Zawładnął mną niezrozumiały instynkt, silniejszy od woli. Może fakt, że ktoś ucieka, daje mózgowi wrażenie, że trzeba go gonić?”
Bardzo ważną rolę w powieści pełni też samo miejsce akcji. Wrocław, a już w szczególności jego wyspy, oddane są z dużą dokładnością i uwagą - podejrzewam, że książkę da się traktować jako mapę i przewodnik po ciekawostkach miejsca, w których dużą wagę przywiązuje się do przeszłości. Dodatkowo zbrodnia zamknięta na Wielkiej Wyspie jest sprytnym posunięciem - teoretycznie znajdujemy się w dużym mieście, w praktyce zwyczaje panują tam bardzo małomiasteczkowe.
“Jeśli w czymkolwiek okazałem się dobry w swoim marnym życiu, to w tym. Uważnym słuchaniu.”
Muszę jednak przyznać, że nie dałam rady się w tę historię zaangażować i cały czas szukam, jaki był tego powód. Na pewno częściowo odpowiedzialny jest za to sam styl powieści, gdyż czasami mocniej zastanawiałam się nad składnią zdań niż nad tym, co faktycznie mają przekazać. Co zaskakujące, mimo mocnego skupienia na problemach osobistych postaci, na ich codzienności, nie wczułam się też w ich psychologię, mam wrażenie, że cały czas stałam tylko obok nich, obserwując to, co chcą pokazać, a nie to, co dzieje się z nimi naprawdę. Tym razem więc skupienie na wątkach obyczajowych zamiast kryminalnych, nie okazało się korzystne dla finalnego efektu.  
“Westchnąłem - może zbyt głośno - na myśl o tych wszystkich destrukcyjnych procesach przechodzących z pokolenia na pokolenie. Jak choroby genetyczne. Jak coś, przed czym nie ma ucieczki, jak predestynacja.”
Podsumowując, “Wyspa” to powieść oparta na kanwie kryminału, w której sama zbrodnia staje się bazą do refleksji na temat relacji w dorosłym życiu, na temat zależności, jakich uczymy się jeszcze jako dzieci, a które dalej przenosimy nieświadomie na kolejne pokolenia. Powieść mocno osadzona w miejscu, które nie tylko jest bogatym nośnikiem własnej historii, ale też dzięki bliskości rzeki, dzięki wyspom, wprowadza małomiasteczkowy klimat zamkniętej społeczności. Powieść prowadzona rytmem, który się polubi lub nie - a ja bardzo żałuję, że tym razem znalazłam się w tej drugiej grupie, bo choć dostrzegam teoretycznie pozytywne punkty powieści, to po prostu nie poczułam niczego w warstwie emocjonalnej.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!