kwietnia 15, 2021

"Histeria" Izabela Janiszewska

"Histeria" Izabela Janiszewska

 

Autor: Izabela Janiszewska
Tytuł: Histeria
Cykl: Larysa Luboń i Bruno Wilczyński, tom 2
Data premiery: 30.09.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Izabela Janiszewska na naszym rynku książki pojawiła się rok temu – w kwietniu 2020 roku debiutowała kryminałem pt. „Wrzask”, który był równocześnie pierwszym tomem trylogii o dziennikarce Larysie Luboń i komisarzu Brunonie Wilczyńskim. Aktualnie, od wczoraj, na rynku dostępna jest cała trylogia – tom drugi to „Histeria”, tom trzeci „Amok”. I właśnie ta ostatnia premiera zmotywowała mnie, by nadrobić lekturę „Histerii”, którą odkładałam w czasie na pewno nie dlatego, że „Wrzask” mi się nie podobał – nie, ten tytuł uznałam za rasowy kryminał, zdecydowanie wart uwagi (recenzja – klik!). Jak na jego tle wypadł tom drugi?
 
Historia rozpoczyna się od dosyć makabrycznej sceny: mały, około pięcioletni chłopczyk z zakrwawionymi rączkami błąka się po osiedlu. Spotyka go Wiktor Zakrzewski, który pyta o matkę – chłopczyk prowadzi go więc do miejsca, w którym jego mama ‘odpoczywa’. Okazuje się, że kobieta ma roztrzaskaną głowę, nie żyje. Na miejscu szybko zjawia się policja, sprawa trafia do Brunona. Kto mógł zrobić coś takiego? Czy chłopczyk coś widział? I dlaczego ktoś tak brutalnie zamordował tę kobietę?
W tym czasie Larysa prowadzi swoje dziennikarskie śledztwo – próbuje zyskać etat w znanym i poważanym magazynie „Newsweek”, musi napisać poważny, solidny artykuł. Na tapet bierze więc tajemniczego człowieka, Fantoma, który w masce pozbawiającej twarzy wyrazu, straszy ludzi w okolicznym parku. Kim jest i dlaczego to robi? Czy to niegroźny szaleniec czy może coś za jego działaniem stoi?
„Histeria nie oznacza, że straciłeś kontrolę, tylko że usiłowałeś kontrolować wszystko zbyt długo.”
Książka podzielona jest na ‘tamtą noc’ i ‘teraz’. To pierwsze jest jakby prologiem, drugie częścią właściwą. Całość podzielona jest na podrozdziały, scenki, które naprzemiennie przedstawiają wydarzenia powiązane z Larysą i Brunonem. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przedstawia zarówno wydarzenia, jak i odczucia i myśli postaci. Styl powieści jest wyważony, uważny, mocno skupiony na obydwu śledztwach. Język powieści jest solidny, dopracowany, widać, że autorka wie jak nim operować i ma w tym sporą wprawę, co oczywiście przekłada się na odbiór całości – nie jest to książka pisana na kolanie, a faktycznie dobrze przemyślana i dopracowana historia zarówno pod względem fabularnym, jak i językowym.
 
W tym tomie mam wrażenie, że dużo bardziej skupiamy się na głównych bohaterach trylogii, szczególnie mocno w przypadku Larysy. Z tomu pierwszego znamy ją jako buntowniczkę i wojowniczkę, tu dokładniej poznajemy skąd ta postawa się u niej wzięła. Na pewno duży wpływ na to ma też uwikłanie jego brata Bartka w sprawę, dzięki czemu poznajemy część historii z jego punktu widzenia. Obraz Larysy staje się więc pełniejszy, przez co czytelnik dużo lepiej ją rozumie.
Brunona w tym tomie wydaje się trochę mniej, choć oczywiście i ta postać została rozbudowana. Bohater dalej zasypuje nas ironicznymi komentarzami, dalej stoi za maską doskonałego komisarza, żartownisia, choć dobrze wiemy, że faktycznie jest to tylko maska, która ma go odgrodzić od świata i emocji. W tym tomie Brunona dręczy przede wszystkim nierozwiązana sprawa Jacka Lewickiego, który mocno komplikuje mu życie. Przyglądamy się też trochę bliżej jego relacji z ojcem, jak i poznajemy jego ludzką, miłą twarz w stosunku do osoby, która takiego wsparcia potrzebuje. Jestem ciekawa jak to postać rozwinie się w tomie trzecim.
Ciekawym bohaterem prócz pierwszoplanowej dwójki na pewno jest też profilerka Justyna Dembska, która również pokazuje nam dwie twarze – w pracy jest skupiona, zaangażowana, pewna siebie, w domu, prywatnie zmienia się w całkowite przeciwieństwo. Sporo miejsca w historii poświęcone jest też na postać dawnego szefa Larysy, Pawła Wiśniewskiego, który po śmierci żony stoczył się na samo dno. Ogólnie podoba mi się sposób w jaki Janiszewska buduje swoje postacie – nikt nie jest tu jednostronny, każdy ciągnie za sobą jakąś przeszłość, powód, który stworzył z niego człowieka, takim jakim jest.
 
Akcja powieści, tak jak w tomie pierwszym, nie jest bardzo dynamiczna, choć nie można zaprzeczyć, że dużo się dzieje. Śledztwa prowadzone są solidnie, tu każda rzecz wynika z poprzedniej. Tym razem książki słuchałam w formie audiobooka i muszę przyznać, że lektura minęła mi dziwnie szybko, co na pewno można uznać za plus powieści – historia wciąga na tyle, że czas zaczyna płynąć inaczej 😊 Intryga kryminalna jest dosyć prosta, skupiona raczej nie na namieszaniu czytelnikowi w głowie, a na solidnym przedstawieniu problematycznego tematu.
„(…) kiedy nikt nie widzi twojego cierpienia, na ratunek przychodzi szaleństwo.”
A jest nim krzywda jaką dorośli wyrządzają dzieciom. O przemocy fizycznej i niewłaściwych zrachowaniach w stosunku do najmłodszych mówi się sporo i są to sprawy, które łatwiej zauważyć, w przeciwieństwie do przemocy psychicznej. A przecież taka krzywda, choć niewidzialna, naznacza dzieci, później osoby dorosłe na całe ich życie. Najgorsze jest jednak to, że takiej krzywdy dopuszczają się pozornie normalni rodzice – może jest to wynik ich własnych traum, może braku instynktu rodzicielskiego a może po prostu za dużo frustracji? Przenoszenie tego na dziecko jest jednak czymś, czego robić nie wolno. To główny temat, który w książce jest poruszany, jest bardzo dobrze i solidnie omówiony, więc zamiast sama pisać więcej, zachęcam Was by po prostu po książkę sięgnąć.
 
Podsumowując, „Histeria” to dobry kryminał, który jako kontynuacja „Wrzasku” ładnie rozszerza obraz postaci, ich wzajemnych relacji i historii z przeszłości. Książkę jednak spokojnie da się też czytać bez znajomości „Wrzasku” – opowiada osobną historię kryminalną, przedstawia osobny, ważny problem, o którym trzeba mówić dużo i głośno, by zmienić jego świadomość w społeczeństwie. Językowo i stylistycznie książka jest świetnie dopracowana, nie mam jej nic do zarzucenia, czytało mi się ją z przyjemnością.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 15, 2021

Kilka pytań do ... Jeffa Cohena i E.J. Coppermana, autorów cyklu "Tajemnica Aspergera"

Kilka pytań do ... Jeffa Cohena i E.J. Coppermana, autorów cyklu "Tajemnica Aspergera"

 

Dlaczego na okładce "Tajemnicy brakującej głowy" widnieją dwa nazwiska? Skąd pomysł na głównego bohatera serii i ten na osadzenie akcji w Instytucie Krioniki? Jak wygląda praca nad książką i czego autor w niej nie cierpi? I jak wygląda życie w Stanach w czasie pandemii? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie poniżej!

Zapraszam na rozmowę z autorem (autorami? 😉)!



E.J. Copperman notka biograficzna 
to tajemnicza postać, człowiek o tajemniczej sylwetce i tajemnicza sylwetka literacka. Wiadomo o nim, że pochodzi z New Jersey i pisywał dla "New York Timesa", "Entertainment Weekly", "American Baby" i "USA Weekend". Jego pierwsza powieść nosiła tytuł "Night of the Living Deed". W 2011 roku do pierwszego tomu dołączył kolejny, "The Univited Ghost", i w ten sposób seria "Haunted Guesthouse" składała się już z dwóch część.
E.J. pracuje jako reporter, nauczyciel, redaktor prasowy i scenarzysta. Pisze humorystyczne opowieści z zagadką w tle, przyprawione nutką zdarzeń nadprzyrodzony i okraszone sowicie klimatem Jersey.
Niewiele z tego wynika? To zapewne dlatego, że E.J. Copperman to pseudonim znanego pisarza kryminałów, który postanowił wypłynąć na nowe wody i tworzyć zabawne opowieści z wątkami nadprzyrodzonymi. E.J. Copperman zamierza podchodzić do swojego pisarstwa inaczej. Będzie tworzyć inne opowieści i zupełnie nowe postaci. Można więc śmiało powiedzieć, że to nowy pisarz.



Jeff Cohen notka biograficzna
od 2001 roku zajmuje się dziennikarstwem. Ostatnio pracuje jako reporter miejski w "Hartford Courant". Wraz z żoną, dwiema córkami i domowymi kotami mieszka w Middletown, w stanie Connecticut. Jeff, a właściwie Jeffrey Cohene pisze celowo dowcipne kryminały. Wraz ze swoimi alter ego, E.J. Coppermanem, stworzył też serię opowieści aspergerowskich, których bohaterem jest Samuel Hoenig. Zawodowo zajmuje się pisaniem, odkąd bardzo dawno temu skończył studia. Jego teksty ukazywały się między innymi w "New York Timesie" (były wśród nich wskazówki dotyczące pielęgnacji trawy, uzyskane od człowieka odpowiadającego za stan murawy na Yankee Stadium - i to tym prawdziwym, z dawnych czasów), "USA Weekend", "TV Guide", "Premiere", "Writer’s Digest", "American Baby" czy "Hollywood Scriptwriter".


Kryminał na talerzu: Niecały miesiąc temu w Polsce ukazała się Pana pierwsza książka otwierająca cykl lekkich kryminałów „Tajemnica Aspergera” pt. „Tajemnica brakującej głowy”, która na rynku amerykańskim ukazała się już siedem lat temu. To też pierwsza Pana książka w ogóle, która została przetłumaczona na polski. Jakie uczucia temu towarzyszą? Denerwuje się Pan jak przyjmą ją polscy czytelnicy? Cieszy się Pan, że akurat właśnie ten tytuł otwiera Panu nowy rynek zbytu? 

Jeff Cohen: Jestem zachwycony, że w końcu moja książka została przetłumaczona na język polski i mam szczerą nadzieję, że polskim czytelnikom przypadnie do gustu moje poczucie humoru z New Jersey oraz opis życia i myśli Samuela Hoeninga. Samuel może być nowym rodzajem bohatera dla wielu czytelników i jestem dumny, że to właśnie ja mogę go wprowadzić. Nie powiedziałbym, że jestem zdenerwowany, a raczej ciekawy ich reakcji. Mam nadzieję na odzew polskich czytelników, szczególnie tych, którzy są w stanie skontaktować się ze mną po angielsku.


To na początek porozmawiajmy trochę o samym cyklu. Na ten moment na rynku amerykańskim dostępne jest pięć tomów, na polskim jeden. Wiem, że u nas szykowane są tłumaczenia kolejnych tomów, a jak z Pana planami? Zamierza Pan kontynuować serię? Jak wiele tomów jej Pan planuje?

Niestety amerykański wydawca w poprzednim roku zdecydował o zakończeniu serii, więc nie mam żadnych planów na dalsze tomy cyklu. W Alfred Hitchcock’s Mystery Magazine w maju poprzedniego roku pojawiło się dosyć obszerne opowiadanie zatytułowane w Ameryce (i z tego co wiem wszędzie indziej) „The Question of the Befuddled Judge” (Tajemnica Oszołomionego Sędziego), które zostało nominowane do Derringer Award.


Książki z tej serii wydawane są pod dwoma nazwiskami – polscy czytelnicy od początku wiedzą, że pod obydwoma kryje się jedna osoba. Dlaczego więc na okładce są dwa nazwiska?

To ciekawe pytanie. Najpierw zacząłem publikować książki pod moim prawdziwym nazwiskiem, później zacząłem serie pod nazwiskiem E.J. Copperman. Kiedy zaczynaliśmy serię Tajemnica Aspergera, wydawca chciał nazwisko Coppermana na okładce, ale ja czułem, że jest to bardziej osobisty projekt, więc chciałem podpisać się prawdziwym nazwiskiem. W ramach kompromisu na okładce pojawiły się obydwa, jako współpraca moich dwóch pisarskich oblicz.


Cały cykl skupia się na postaci detektywa Samuela Hoeninga z zespołem Aspergera, który jest narratorem powieści. Muszę przyznać, że to naprawdę intrygująca postać, dzięki której powieść nabiera naprawdę oryginalnego stylu. Jak powstał Samuel? Co skłoniło Pana, by właśnie on był tym spajającym ogniwem serii?

Samuel byłby przeciwny, by nazywać go detektywem. Jego firma zajmuje się szukaniem i odpowiadaniem na pytania (dlatego firma nazywa się „Odpowiedzi na pytania”). Samuel został powołany do życia, ponieważ sam dowiedziałem się o zespole Aspergera (teraz zwanym jako zaburzenie ze spectrum autyzmu) w 1995 roku, kiedy mój syn został na to zdiagnozowany. (Teraz ma 31 lat i magistra z informacji naukowej i bibliotekoznawstwa.) Postać Samuela w żadnym wypadku nie jest oparta na moim synu, ale w tym czasie poznałem tylu ludzi z zespołem Aspergera, że czułem, że Samuel opowie swoją własną, inną i wartą poznania historię. Wielu ludzi z zespołem Aspergera potwierdziło, że Samuel jest dobrym przykładem. Nie jest jednak przedstawicielem wszystkich osób z tym zaburzeniem, gdyż u każdego przejawia się ono inaczej.


A skąd pomysł na osadzenie miejsca akcji tomu pierwszego w Instytucie Krioniki?

Zacząłem tę serię z założeniem, że Samuel będzie współczesnym Sherlockiem Holmesem (zwróćcie uwagę na inicjały) i dotarło do mnie, że byłoby ciekawie dla czytelników, gdyby Holmes zmierzył się z problemem zaginionej zamrożonej głowy. Nie pytaj mnie skąd pisarze biorą swoje dziwne pomysły; rzadko to wiemy.


Oprócz Hoeninga i pani Washburn, którzy są bohaterami całej serii, w „Tajemnicy brakującej głowy” dostajemy też cały pakiet postaci, które pojawiają się tylko w tym tomie. I jest to naprawdę szeroki wachlarz osobowości! Którego z tych bohaterów lubi Pan najbardziej i dlaczego?

Oh, dlaczego by nie zapytać, które z moich dzieci kocham najbardziej? One wszystkie są moimi ulubionymi. Lubię detektywa Lapidesa, który potrzebuje pomocy, ale nie wie jak o nią poprosić. Lubię też matkę Samuela, która ma tak duży wpływ na jego życie i traktuje go z respektem, na jaki zasługuje. Lubię szefa ochrony Johnsona za to, że potrafi być nieugięty i honorowy w tym samym czasie. Jestem fanem wszystkich swoich bohaterów.


To teraz trochę o pracy pisarza w ogóle. Który aspekt powstawania książki lubi Pan najbardziej, a który najmniej?

Najbardziej lubię, kiedy książka jest gotowa. Jestem zwolennikiem stereotypu „Nienawidzę pisać; kocham, kiedy jest już napisane”. Pisanie to ciężka psychicznie praca, która nie istnieje w sensie fizycznym. Więc ja jak Samuel staram się cyklicznie wstawać i spacerować, chociaż nie jestem aż tak rygorystyczny jak on. Nie cierpię nazywania bohaterów, a kocham wymyślanie dobrego zakończenie rozdziału.


Jak powstają Pana książki? Skąd czerpie Pan pomysły?

Nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie. Pomysły pochodzą z tej części umysłu, która daje o sobie znać tylko raz na jakiś czas. Nie da się wymusić pomysłu, bo taki będzie zły. Piszę około tysiąca słów codziennie, bez dni wolnych, weekendów czy wakacji. Jedyny taki czas, kiedy nie piszę tego tysiąca słów dziennie zdarza się wtedy, kiedy nie pracuję nad żadną książką, co nie zdarza się często. Piszę na wakacjach. Pisałem podczas czwartej serii chemioterapii (którą już zakończyłem). Piszę przez średnio 60-90 minut dziennie, a na myśleniu o tym spędzam resztę czasu. Pisanie nie zajmuje tak przerażająco dużo czasu, przejrzenie i korekta tego co napisałem, zajmuje dużo więcej. Staram się pisać późnym popołudniem, ale jeśli jest to konieczne, to mogę to robić o każdej porze dnia.


Jak długo zajmuje Pan napisania jednej powieści?

Biorąc pod uwagę mój pisarski rygor, napisanie i poprawienie powieści zajmuję około trzech miesięcy. Mniej więcej. Raz pisałem jedną dłużej, ale nie polubił jej nikt inny prócz mnie, więc nie została wydana.


Na koniec jeszcze kilka pytań ogólniejszych już niezwiązanych z karierą pisarską 😊 Od roku na świecie szaleje pandemia, w Polsce życie wygląda teraz znacznie inaczej niż wcześniej – każdy musi nosi maseczkę, mamy ograniczenia dotyczące funkcjonowania w społeczeństwie i w pracy. Jak wygląda sytuacja w Ameryce? Odczuwa Pan różnicę na co dzień?

Odczuwam ją mniej, od kiedy moja cała rodzina została zaszczepiona. Ale w Ameryce mieliśmy to nieszczęście, że nasza głowa państwa niespecjalnie była zainteresowana dbaniem o zdrowie obywateli, więc zajęło nam dużo czasu, by dogonić resztę świata, jednak na szczęście to się zmieniło. W New Jersey, w mieście, w którym żyję, nadal nosimy maseczki zawsze gdy wychodzi na zewnątrz i też w pomieszczeniach, w których są ludzie nieszczepieni. Kina zaczynają się otwierać. Restauracje są otwarte, ale w mniejszej ilości. Nie mogę się doczekać, kiedy będzie można znowu normalnie zjeść w restauracji, mam nadzieję, że i teatry zostaną otwarte w tym roku. Ja jednak pracuję w domu, więc dla mnie nie była to tak naprawdę bardzo duża zmiana.


Jakie jest Pana największe marzenie podróżnicze? Oczywiście, kiedy świat nie będzie już ograniczany pandemią 😊

Jest tyle świetnych miejsc na Ziemi, do których chciałbym się udać. Wszystko zależy oczywiście od tego, kiedy będzie można znowu bezpiecznie podróżować. Jedyne europejskie kraje, które miałem szczęście odwiedzić to Wielka Brytania i Włochy. Byłoby świetnie pozwiedzać ich więcej, chciałbym też zobaczyć więcej swojego kraju. Jestem beznadziejny w uczeniu się nowych języków, więc to zawsze jest pewien problem.


Ulubione miejsce na Ziemi?

Wow. Trzy lata temu z żoną wzięliśmy urlop i przejechaliśmy Pacific Coast Hoghway z Los Angeles aż na południe od San Francisco w Kalifornii. I wtedy zakochałem się w Big Sur. Nigdy tam nie mieszkaliśmy, ale myślę, że kiedyś tam wrócimy. Ale jest też wiele innych miejsc, które kocham. I tak, miasto, w którym mieszkam jest bardzo wysoko na tej liście. Lubię New Jersey za ludzi, którzy tu mieszkają, mamy tu wszystko, czego moglibyśmy zapragnąć. Zła reputacja tego miejsca bierze się od ludzi, którzy nie znają tego miejsca dobrze.


Jak wygląda Pana biblioteczka? Jakich książek, autorów znajdziemy tam najwięcej?

Niestety, w moim domu jest bardzo mało miejsca na biblioteczkę, co jest jego główną wadą. Staram się unikać (na czym często polegam) innych kryminałów, gdy pracuję, czyli przeważającą liczbę czasu. Nie czytam nic, w czym nie ma choć trochę humoru. Tak więc czytam książki Roberta B. Parker i Christophera Moore. I moich przyjaciół Julię Spencer-Fleming, Chrisa Grabenstein, Lisę Lutz and Catrionę McPherson.


I na koniec pytanie związane z pierwszym członem podtytułu mojego bloga – co najbardziej lubi Pan jeść?

Wszystko co jest dla mnie naprawdę niezdrowe. Chleb. Kocham chleb. Kiedy słyszę o więźniach, którzy mają dietę ograniczoną do chleba i wody, myślę „Jaki rodzaj chleba? Mógłbym sobie poradzić. Dobry polski żytni chleb mógłby być naprawdę dobry…”



Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w pisarskiej karierze!

Tłumaczenie: Kryminał na talerzu

kwietnia 14, 2021

"Chodź za mną" Joanna Opiat - Bojarska

"Chodź za mną" Joanna Opiat - Bojarska

 

Autor: Joanna Opiat - Bojarska
Tytuł: Chodź za mną
Data premiery: 14.10.2020
Wydawnictwo: Burda Książki
Liczba stron: 392
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Joanna Opiat – Bojarska po raz pierwszy na rynku książki pojawiła się w 2011 roku, dwa lata później, po jednej autobiograficznej powieści i dwóch obyczajowych, wzięła się za pisanie kryminałów i widać, że jest to gatunek, w którym w pełni się odnalazła. Teraz na swoim koncie ma już cztery cykle kryminalne, kilka opowiadań zamieszczonych w polskich antologiach, a od dzisiaj także dwa thrillery psychologiczne.
 
„Chodź za mną” to historia Ewy, która od pewnego czasu wplątana jest w romans z żonatym mężczyzną – Jackiem. Podczas jednej z ich hotelowych schadzek, w czasie samochodowej wycieczki dochodzi do wypadku – zajęci sobą nie zauważyli mężczyzny na drodze. Spanikowani zostawiają go na miejscu i przyrzekają, że zapomną o tym zdarzeniu. Ewa jednak nie potrafi, więc kiedy do mediów trafia informacja o znalezionym poszkodowanym, zaczyna się jej lekka obsesja – ma wrażenie, że ktoś ją śledzi, obserwuje. Czy to może być partnerka poszkodowanego?  Skąd wiedziałaby, że to oni? To jednak nie jedyne problemy Ewy, choć o tym drugim jeszcze nie wie – Artur, sąsiad z dołu, jest w niej zakochany na zabój i zrobi wszystko, by i Ewa coś do niego poczuła. Tak naprawdę wszystko? Do czego byłby w stanie się posunąć?
 
Książka składa się z krótkich, nienumerowanych rozdziałów, rozdzielonych naprzemiennie na Ewę, Artura i Szpital. Narracja prowadzona jest przez trzy postacie – Ewę w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, Artura w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, który swoją drogą zwraca się bezpośrednio do Ewy, jakby wszystkie wydarzenia to właśnie jej opowiadał, oraz nieznanego, anonimowego mężczyznę w szpitalu w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest uważny, mocno skupiony na otoczeniu i myślach bohaterów. Książkę czyta się świetnie, zdania są krótkie, pełne dialogów, co nadaje lekturze dynamizmu.
 
Bohaterowie powieści są przedstawieni rewelacyjnie – z biegiem lektury powoli odsłaniają się przed czytelnikiem, z początku jednak są dosyć tajemniczy – szczególnie Artur i ten nieznajomy ze szpitala, który przez całą lekturę nieźle miesza w fabule. Ewa wydaje się prostą postacią, przynajmniej na pierwszy rzut oka. To kobieta, która sama daje sobie radę – ma własny salon fryzjerski i popularny profil na Instagramie, który powoli zaczyna przynosić jej tak pożądane współprace z firmami modowymi i kosmetycznymi. Ewidentnie zakochana jest w Jacku, choć cały czas twierdzi, że ich aktualny układ jej pasuje. Czy na pewno? Jak zmieni się jej życie po wypadku? Czytelnik obserwuje jak ta pewna siebie postać powoli zaczyna staczać się w paranoiczne majaki. Ale czy faktycznie nic się nie dzieje? Może ma do tego podstawy? I czy na pewno wiemy wszystko o Ewie, by móc ją tak szybko oceniać?
Artur, jak wspomniałam, jest bardziej tajemniczy. Wiemy, że jest od Ewy młodszy i że mieszka w tej samej kamienicy co Ewa, na punkcie której ma małą obsesję. Dobrze się jednak z nią kryje, choć zadanie ma utrudnione – mianowicie Artur jest niewidzący. I przez to sposób przedstawienia tej postaci robi takie wrażenie! Autorka rewelacyjnie oddała świat z punktu widzenia osoby niewidomej, przedstawiła nam jak wygląda codzienne życie w mieście, funkcjonowanie, studia i praca, a nawet i imprezy, kiedy ten jeden zmysł zostaje człowiekowi odebrany. Naprawdę jestem pod wrażeniem tej postaci, autorka musiała przeprowadzić naprawdę bogaty reaserch, żeby tak dobrze to wszystko opisać.
Wspomniałam jeszcze o postaci ze szpitala, która wzbudza największą niewiadomą. Czy to potrącony mężczyzna? Im dalej w lekturę tym bardziej odsłaniają się wydarzenia dookoła tej postaci – kiedy i jak tam trafiła, czy i co jej dolega. Nigdzie nie jest powiedziane czy te wydarzenia toczą się równolegle do tych przedstawianych przez Ewę i Artura i jak są z nimi powiązane. To wzbudza nie lada mętlik w głowie czytelnika, to taka zagwozdka, która uwiera przez całą lekturę.
 
Wspomniana wyżej postać niesie na sobie duży ciężar fabularny, jednak nie tylko ona wzbudza w czytelniku emocje. Intryga kryminalna jest rewelacyjnie zbudowana, kolejne zwroty akcji ciągle zmieniają postrzeganie wcześniejszych wydarzeń, przez co atmosfera jest bardzo zagęszczona, zaplątana, niejasna. Do tego jeszcze dochodzi niepokój, strach Ewy, jej uczucie osaczenia, a także obsesji Artura. To wszystko mocno wpływa na emocje czytelnika, cały czas odczuwa się ciekawość i napięcie związane z przebiegiem fabuły. Pod tym względem to jeden z lepszych thrillerów jakie czytałam!
 
Książka porusza też wiele istotnych tematów, z którymi spotykamy się na co dzień. Prócz krótko omówionego już funkcjonowania osób niewidomych w społeczeństwie, wiele miejsca autorka poświęca też na bardzo współczesny temat – mianowicie Instagram i prowadzenie popularnego profilu. Dobrze przedstawione jest zderzenie tych dwóch żyć – prawdziwego i zza ekranu telefonu. Autorka dobrze przedstawia jak dużo czasu, jak dużo myśli zajmują media społecznościowe, jak ważne jest dla ich użytkowników to co dzieje się czysto wirtualnie. I jak wpływa to na życie prawdziwe. Masz miliony obserwatorów, a prawdziwych przyjaciół brak? Czy to, że udało ci się osiągnąć wirtualną popularność w jakikolwiek sposób ułatwia prawdziwe życie? Co tak naprawdę jest ważne?
Oczywiście tematów w powieści jest więcej, w ogóle zdziwiona jestem jak dużo różnych kwestii autorce udało się złożyć w naprawdę zgrabną całość. Jest jeszcze jeden kluczowy temat, jednak pojawia się on na tyle późno w książce i jest takim zaskoczeniem, że nie zamierzam Wam go zdradzać 😊
 
Ogólnie jestem bardzo pozytywnie tą książką zaskoczona. To świetnie utrzymujący w napięciu thriller z naprawdę dopracowanymi i przekonywującymi postaciami poruszający wiele istotnych współcześnie tematów. Do tego wydarzenia powieści oddane są bardzo plastycznie, opisane z wyczuciem i tak uważnie, że czytelnik ma wrażenie, że stoi obok postaci i widzi, słyszy i czuje dokładnie to co ona. Naprawdę jestem pod wrażeniem i tylko trochę żałuję, że autorkę odkryłam tam późno!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Burda Książki!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 14, 2021

Book tour z "Południcą"!

Book tour z "Południcą"!

 

W poprzednim tygodniu ruszaliśmy z BT z jednym z dwóch moich patronatów z lutego, dzisiaj pora na drugi! "Południca" Jiříego Březiny to drugi tom cyklu kryminalnego o Tomášu Volfie, jednak pierwszy w kolejności wydarzeń toczących się w książce, nie musicie więc się przejmować, jeśli nie czytaliście "Przedawnienia". Jest to lekki, przyjemny, a zarazem poruszający dosyć mroczne tematy kryminał pisany oryginalnym, zachwycającym stylem! Liczy około 250 stron i czyta się go naprawdę szybko, to lektura na jedno popołudnie, więc i na BT myślę, że nadaje się doskonale! O samej książce więcej poczytacie tu - recenzja klik!, a teraz zapraszam na BT!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Afera w swoim pościeBędzie mi też bardzo miło jeśli wykorzystacie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż w czwartek wieczorem 15 kwietnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Lista uczestników:
1. @z_ksiazka_mi_po_drodze
2. @maniaczka_ksiazek
3. @mamazaczytana
4. @layla88xoxo
5. @jaktonieczytasz
6. @zainspirowani94
7. @miedzyksiazkami
8. @ksiazka.pod.nosem
9. @pasjola_ksiazkowa
10. @kaaluusjaa
11. @books_coffee.cats
12. @adziktworzy

kwietnia 13, 2021

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

 

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Nocny powrót
Tłumaczenie: Rafał Sarna
Data premiery: 18.02.2021
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 368
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Sebastian Fitzek to jeden z najpopularniejszych współczesnych niemieckich pisarzy. Pisze w gatunku thriller psychologiczny, którego został okrzyknięty mistrzem. Debiutował w 2006 roku książką pt. „Terapia” i od tego czasu każdy jego tytuł wskakuje na listy bestsellerów. Teraz na swoim koncie ma około dwudziestu powieści, w samych Niemczech jego książki sprzedały się już w ponad 10 milionach egzemplarzy. Tłumaczony jest na ponad 20 języków, kilka tytułów doczekało się też ekranizacji. Autor został niedawno nagrodzony Ripper Award, a sam ufundował nagrodę Victor Crime Award, która co dwa lata ma być przyznawana nowym głosom w niemieckiej literaturze kryminalnej i sensacyjnej.
 
Historia „Nocnego powrotu” toczy się w ciągu jednej nocy. Jules w zastępstwie swojego przyjaciela pełni dyżur w tytułowym telefonie Nocny Powrót, który ma za zadanie zapewnienie towarzystwa i poczucia bezpieczeństwa osobom wracającym w nocy do domu. Tej nocy rozmawia z Klarą, wydaje się, że kobieta zadzwoniła na linię przez przypadek, choć Jules od razu wyczuwa, że mogło to być raczej zrządzenie losu – Klara ewidentnie jest w jakimś niebezpieczeństwie. Jules, który jeszcze niedawno pracował w 112, ma doświadczenie w rozmowach z ludźmi w wielkim stresie, więc i z Klarą, która ewidentnie nie chce rozmawiać, jakoś sobie radzi. Kobieta wie, że zaraz zginie i ostrzega Julesa, że sama rozmowa z nią nie jest bezpieczna – bardzo prawdopodobne, że przez samą rozmowę i mężczyzna stawia się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czy naprawdę Julesowi coś grozi czy może kobieta jest tak zastraszona, że wszędzie widzi niebezpieczeństwo? Kim jest i co jej grozi? Przed czym, a może kim ucieka?
 
Książka składa się z prologu i 69 rozdziałów, których narratorami naprzemienne są Jules i Klara. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, skupia się nie tylko na wydarzeniach, ale i odczuciach postaci. Akcja toczy się w ciągu jednej jesiennej nocy, w większości jest rozmową pomiędzy dwójką bohaterów, którzy opowiadają trochę o swojej przeszłości, przez co od czasu do czasu lektura sięga kilka miesięcy wstecz. Styl powieści jest prosty, skupiony na tu i teraz, przedstawiający wszystko tak jak jest, bez żadnych ozdobników, przez co uwaga czytelnika nie rozprasza się, cały czas skupiona jest na wydarzeniach, które składają się na rewelacyjną zagadkę kryminalną. Książkę czyta się dobrze, to, że w większości jest to niejako zapis jednej telefonicznej rozmowy, fascynuje, dodaje smaczku, przez co ciężko się od książki oderwać.
„Ile już razy przechodziła przez to wszystko w myślach i za każdym razem dochodziła do wniosku, że jej życie minęło już dawno temu i nie ma niczego, co by mogła ‘odzyskać’.”
Fitzek jest mistrzem w tworzeniu bardzo mieszających w głowach fabuł, i tak też jest teraz. Z początku wydaje się, że sytuacja jest jasna – Jules jest wolontariuszem Nocnego Powrotu, a Klara potrzebuje rozmowy, pomocy, gdyż od lat jest ofiarą przemocy domowej. Jednak im dalej w lekturę, tym sytuacja coraz mocniej się gmatwa, a w głowie czytelnika powstaje spore zamieszanie, bo jak to wszystko poskładać do kupy? Wiemy, że Fitzek zaskakuje, ale co wymyślił tym razem? Ja nie dałam rady sama rozwiązać zagadki, podczas lektury czułam się dosyć skołowana, ale w pozytywnym sensie tego słowa, tylko fitzkowa pokręcona fabuła może tak w głowie namieszać 😊
„Wiele osób ma skłonność do wyrzekania się samych siebie, byle tylko dogodzić wszystkim wokoło.”
Bohaterowie powieści to dwie tajemnicze postacie – od początku wiemy, że Jules ma za sobą kilka ciężkich miesięcy, nie wiemy jednak co takiego złego w jego życiu się wydarzyło. O Klarze wiemy tyle, że jest ofiarą przemocy domowej i coś jej grozi, nic więcej. Powoli jednak bohaterowie opowiadają nam o swoich życiach, lecz robią to w sposób pokrętny, tak że długo nie wiemy co tak naprawdę mamy o nich myśleć.
„Jeśli Bóg nie był psychopatą, który stworzył tę dziwną orgię przemocy o nazwie Wszechświat, by służyła mu jako reality show, które mógłby dla odprężenia i perwersyjnej przyjemności oglądać sobie z daleka, musiał ich tu wszystkich już dawno temu opuścić. Klara była tego pewna.”
Nie mogę przed Wami ukryć tego, że książka momentami jest bardzo brutalna. Klara opowiada o swoich przeżyciach, o krzywdach, jakie wyrządził jej własny mąż. To po prostu morze przemocy, poniżania i miażdżenia pewności siebie. Dla mnie chwilami było za brutalnie, opisy budziły mój stanowczy sprzeciw. Wiem jednak, że temat, który autor w ten sposób porusza, jest ważny, i nawet kiedy jego opis jest gdzieś tam wyolbrzymiony czy przedstawia skrajny przypadek, to jednak problem jest prawdziwy. Tyle kobiet na świecie jest ofiarą własnych mężów, partnerów, a autor całą psychologię takiej relacji, takiego uzależniania przedstawia naprawdę znakomicie. Zwraca też uwagę na to, że dzieci wychowywane w takich rodzinach, nawet kiedy rodzicom wydaje się, że są dyskretni, są dużo bardziej podatne na to, żeby tę przemoc przyswoić i w przyszłości stać się albo ofiarą albo katem.
„A gdy ją bił, tłumaczyła nam, dzieciom, że to jej własna wina. (…) Wielu jest ludzi takich jak moja matka. Naginają się do innych tak bardzo, że na koniec gotowi są raczej zaakceptować własną śmierć niż podjąć aktywne działanie.”
Jestem pod wrażeniem psychologicznej warstwy tej książki, przedstawia nie tylko mechanizmy jak taka zależność przemocowa działa, ale i niesie wiele ważnych słów, istotnych porad, które może nawet są w stanie coś zmienić? Coś komuś uświadomić? Może dać siłę?
 
Podsumowując, „Nocny powrót” to kawał dobrego thrillera psychologicznego. Fabuła zbudowana jest tak, że od początku trzyma w napięciu i nie puszcza do samego końca. Zwroty akcji tak mieszają w fabule, że im dalej w lekturę, tym większy zawrót głowy. No i temat ważny, o którym trzeba mówić, tłumaczyć i uświadamiać jak najwięcej. Jestem całkowicie lekturą usatysfakcjonowana i na pewno sięgnę po więcej książek tego autora.
 
PS. A podziękowania autora, zamieszczone na samym końcu książki, rozbawiły mnie do łez! Dlaczego Fitzek jeszcze nie napisał jakiejś komedii kryminalnej? 😉
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Amber!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

kwietnia 13, 2021

Kilka pytań do... Radosława Kłosa, twórcy gry interaktywnej "Kryminalne akta"

Kilka pytań do... Radosława Kłosa, twórcy gry interaktywnej "Kryminalne akta"
W marcu miałam przyjemność zapoznać się z nową interaktywną grą, która będzie nie lada gratką dla fanów kryminałów! W grze "Kryminalne akta" gracz wciela się w rolę detektywa, który prowadzi kryminalne śledztwo. Na razie dostępna jest tylko jedna sprawa pt. "Zguba", jednak gra zaplanowana jest tak, że będzie ich więcej, a gracz będzie mógł piąć się po szczeblach kariery. Co ważne, jest to gra dla osób, które cierpią na ciągły niedoczas - jako prowadzący śledztwo gracz odpowiedzialny jest za analizowanie dowodów i raportów oraz zlecenie dalszych działań współpracownikom, istotne jednak jest to, że wydarzenia dzieją się jakby w czasie rzeczywistym, czyli każde kolejne zlecone zdanie zajmuje określoną ilość czasu, a na wyniki trzeba czekać. Dlatego też sama gra w ciągu dnia zajmuje bardzo mało czasu, jednak pozbyć się z jej głowy nie jest tak łatwo - we mnie obudził się detektyw i cały czas na nowo w głowie analizowałam wszystkie ślady. Ogólnie rozwiązanie sprawy zajęło mi tydzień. Więcej o grze pisałam kilka tygodni temu w poście - IG klik!, Fb klik!, a teraz zapraszam Was na rozmowę z twórcą gry!

A w niej między innymi dowiecie się: jak wiele osób i jak długo pracowało nad powstaniem tej gry,  skąd w ogóle pomysł na jej powstanie i jak wyglądają plany na przyszłość? A także trochę prywaty, czyli ulubiony pisarz, serial kryminalny, a także i oczywiście jedzenie przepytywanego twórcy gry "Kryminalnych akt" Radka Kłosa!


Kryminał na talerzu: Na początku marca swoją premierę miała gra interaktywna Kryminalne Akta i pierwsza sprawa stworzona w jej ramach pt. „Zguba”. Jak się Pan czuje oddając w ręce graczy owoc swojej pracy?

Radosław Kłos: Przede wszystkim miałem tremę i obawy. Jak odbiorą ludzie, to co dla nich przygotowałem: czy się spodoba, czy nie ma gdzieś jakiegoś błędu / nieścisłości, czy nie wyleje się na mnie hejt i miałem wiele innych większych lub mniejszych obaw. Po premierze zaczęły pojawiać się pozytywne komentarze i opinie, co na pewno było miłe i trochę mnie uspokoiło, że jednak chyba wyszło dobrze.


To Pana pierwsza gra, jaka pojawiała się na rynku?

Tak. Pierwsza gra, nigdy w życiu nic nie wydałem.


Skąd pomysł na tego typu interaktywne zagadki kryminalne?

To był pomysł, który siedział w mojej głowie od dawna, jak i cała masa innych głupich pomysłów 😉 Chyba każdy z nas ma jakieś pomysły, których boimy się realizować, bo nie wiemy, co z tego wyjdzie. Któregoś letniego dnia (to był chyba lipiec 2019) opowiedziałem mój pomysł mojemu przyjacielowi, który powiedział: świetny pomysł, zrób to, nigdy się nie dowiesz, jak tego nie zrobisz. Więc jakoś wtedy rozpocząłem pracę nad grą.


Jak wyglądała praca nad nią? Stworzył Pan ją całkiem sam od podstaw czy miał Pan jakąś pomoc?

Na początku zacząłem spisywać pomysł na kartkach, robić szkice i notatki, w ten sposób powstawał projekt. Trwało to ponad miesiąc. W międzyczasie założyłem konta na social mediach, aby zbierać fanów mojego projektu. Później przyszedł żmudny proces programowania strony, tak aby śledztwo dało się prowadzić przez przeglądarkę. To była lwia część pracy, jaką trzeba było wykonać, proces ten trwał do samego końca projektu. Zawsze znajdowało się coś, co można było poprawić, usunąć błąd, dodać nową funkcję, poprawić wygląd itp. Przy początkowych wstępnych obliczeniach miało to potrwać kilka miesięcy, a tak naprawdę od momentu rozpoczęcia przeze mnie prac do premiery pierwszej sprawy minęło półtora roku! Tak, trwało to bardzo długo, dlatego że każdym aspektem zajmowałem się sam: projekt, programowanie strony, social media, filmy, grafika itp. i dodam, że nigdy zawodowo nie pracowałem na żadnym podobnym stanowisku (kiedyś stworzyłem kilka stron internetowych). Dlatego zdaję sobie sprawę, że w wielu aspektach to, co stworzyłem, można by było zrobić o wiele lepiej.

Z powodu braku budżetu, nie było mnie stać, aby zatrudnić kogoś do pomocy. Gdy zaczynałem, miałem skromne oszczędności, które po prostu pozwoliły mi kilka miesięcy skupić się na pracy nad projektem. Później, gdy oszczędności się skończyły, byłem zmuszony trochę się zadłużyć, aby móc dokończyć, to co zacząłem. Stwierdziłem, że projekt powstawałby zbyt długo, gdybym miał go tworzyć po godzinach, wracając zmęczony z pracy. Dodatkowo obawiałem się, że im dłużej to będzie trwało, tym szanse na porzucenie projektu będzie wzrastało. Cały ten proces tworzenia Kryminalnych Akt nie był usłany różami. Na początku oczywiście była pasja i fajnie się nad projektem pracowało. Później, przyszło wypalenie, zmęczenie i cały czas wiszący nad głową kat w postaci finansowych problemów i obaw co z tego tak naprawdę będzie.

Całą wiedzę kryminalistyczną czerpałem z książek i internetu. W końcowej fazie projektu pojawiło się dwóch konsultantów, technik kryminalistyki (który chciał pozostać anonimowy) i Pani Jagoda Dzida z Laboratorium Kryminalistyki, którym projekt bardzo się spodobał i którzy pomogli swoją wiedzą w dziedzinie kryminalistyki, którzy nanosili swoje uwagi, aby projekt był bardziej realistyczny. Chciałem im bardzo podziękować za ich pomoc i wsparcie.

W grze świetnym elementem są fabularne wstawki, w których współpracownicy opowiadają graczowi o nowo zdobytych informacjach. Czytając je, ma się wrażenie, że czyta się po prostu krótkie formy w gatunku kryminału. Też sam je Pan pisał? Ma Pan aspiracje pisarskie? 😊

Właśnie taki był plan, aby chociaż trochę zbliżyć się do dobrego kryminału. Chciałem, aby gracz / czytelnik wczuł się w swoją rolę i było to dla niego ciekawe doświadczenie. Teksty do tej sprawy pisałem sam. Pierwszy raz w życiu coś napisałem, chyba nie wyszło aż tak źle ? 😉       


No i intryga też niczego sobie! Jak wyglądała praca nad nią? Jak wiele dróg prowadzi do rozwiązania tej zagadki?

Cieszy mnie, że sprawa się podobała. Sprawa nie jest skomplikowana, bo taka nie miała być. W pierwszej sprawie nie chciałem rzucać ludzi na głęboką wodę, żeby nie mieli trudności i nie zniechęcili się do projektu, ale i tak nie wyszła znowu taka prosta, że sama się rozwiązuje, trzeba się trochę wkręcić / zaangażować. Jest w niej kilka pobocznych wątków, które można odkryć, i kilka fałszywych tropów. Pracę nad sprawą zajęły mi prawie 3 miesiące. Najpierw wymyśliłem z grubsza całą historię. Która po drodze tak naprawdę parę razy ewoluowała i się zmieniała. Później dodawałem postaci, wątki, teksty, zdjęcia, zdarzenia, testy i voilà sprawa gotowa 😉


Co w tej grze podoba się Pan najbardziej? Z czego jest Pan najbardziej dumny?

Najważniejszą rzeczą, z której jestem dumny to, że udało mi się to dokończyć i wydać pierwszą sprawę. A ogólnie cały czas widzę wiele rzeczy do poprawy i usprawnienia. 

       
Jak wyglądają plany na przyszłość? Cały system opracowany jest tak, że gracz za rozwiązaną sprawę otrzymuje punkty, a po kilku może dostać awans. Czyli gra zaplanowana jest na wiele różnych spraw. Pracuje Pan już nad kolejnymi? Kiedy możemy się spodziewać kolejnej premiery? Jak długie planuje Pan przerwy pomiędzy kolejnymi sprawami?

Oczywiście plan jest taki, aby spraw było dużo i aby pojawiały się regularnie i możliwie jak najczęściej. Następne sprawy prawdopodobnie pojawią się we współpracy z pisarzem - detektywem, który już dawno przygotował mi kilka spraw i całą masę protokołów do tych spraw, więc jest tylko kwestią czasu, jak je wszystkie dopracuję do końca. Daty nie chcę podawać, bo z doświadczenia wiem, że termin, który sobie zaplanuję i tak nie uda się dotrzymać 😉 Czasu jest zawsze za mało.


Już na pierwszy rzut oka widać, że gra przypomina swoją formą kryminał. Zakładam zatem, że lubi Pan również czytać książki w tym gatunku? Czy może woli Pan formę wizualną, czyli filmy i seriale?

Oczywiście lubię przeczytać dobry kryminał i właściwie głównie takie książki leżą u mnie na półce. Dobry film kryminalny również lubię obejrzeć, ale jeśli chodzi o film, w tych czasach gdzie powstaje tego naprawdę dużo (filmów i seriali) ciężko trafić coś naprawdę dobrego, coś z klasy filmów Siedem lub Zodiak, według mnie naprawdę genialnych filmów. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się stworzyć sprawę w takim stylu.         


Ulubiony pisarz?

Ostatnio przeczytałem sporo książek Jo Nesbo, więc uznam, że to mój ulubiony ;) Długo leżały u mnie na półce jego książki, parę razy się odbijałem od jego twórczości, ale w końcu zaskoczyło i przeczytałem całą serię z Harrym Hole. Wcześniej był to Simon Beckett.


Ulubiony serial kryminalny?

Seriali jest cała masa i prawie wszystkie są takie - nijakie, ale tych, które dobrze wspominam to "Mindhunter", "Unabomber" i "American Crime Story", które są ciekawe - oczywiście wszystkie na najbardziej popularnej platformie 😉 Jeśli chodzi o coś oldschoolowego to Columbo serial, który ma 50 lat i zdarza mi się czasami obejrzeć odcinek.
            

I obowiązkowe pytanie na moim kulinarno-kryminalnym blogu – ulubione jedzenie?

Dzik nadziewany kaczką 😉 Żartuję. Chyba nie mam jakiejś ulubionej potrawy, chyba jest tak, że mamy ochotę na to, co dawno nie jedliśmy, więc niech będzie zupa węgierska 😊
Bardzo dziękuję za zaproszenie. 



Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w dziedzinie interaktywnych gier kryminalnych!

Więcej o projekcie poczytacie tu - klik!

Tu kupicie kod, dzięki którego zyskacie dostęp do pierwszej kryminalnej sprawy pt. "Zguba" - klik!

A tu możecie wesprzeć finansowa autora, jeśli spodobał Wam się pomysł i tak jak ja chcecie, żeby powstało więcej tego typu interaktywnych spraw kryminalnych - klik!

kwietnia 12, 2021

"Serca twego chłód" Przemek Corso

"Serca twego chłód" Przemek Corso

 

Autor: Przemek Corso
Tytuł: Serca twego chłód
Data premiery: 09.03.2021
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 456
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Przemek Corso to człowiek działający w wielu dziedzinach związanych ze sztuką, mediami i szeroko pojętą rozrywką. Na rynku książki pojawił się w roku 2012 z krótką powieścią kryminalną, później była jeszcze jedna, nieco dłuższa, seria przygodowo-sensacyjna o awanturniku Robercie Karczu, która liczy cztery tomu oraz dwie biografie – GrubSona i Rahima. Teraz po latach wrócił do gatunku kryminalnego, tego który go ukształtował, i zrobił to w naprawdę wielkim stylu!
Poza działalnością pisarską Corso jest autorem tekstów piosenek i bajek dla dzieci, scenarzystą teledysków, konferansjerem, lektorem i konsultantem artystycznym.
 
Historia powieści „Serca twego chłód” skupia się na postaci Jakuba Jazowieckiego. To mężczyzna idealny, który ma wszystko – świetną, satysfakcjonującą i dającą duże pieniądze pracę, przepiękną, zarabiającej na swojej urodzie żonę i duży, gustowny dom. Jego żona, Justyna, jest właśnie w ciąży, więc i za chwilę będzie miał pełną rodzinę. Kuba ma też pewne niespotykane hobby – po godzinach jest seryjnym mordercą. Swój psychopatyczny, chłodny, analityczny umysł i całkowity brak jakichkolwiek uczuć wykorzystuje do popełniania morderstw doskonałych. Oczywiście nikt nie wie, kim tak naprawdę jest Kuba, z zewnątrz jest idealnie dostosowany. Tylko jego szwagier, policjant, detektyw z szóstym zmysłem do tropienia przestępców coś podejrzewa, jednak on nie jest groźny – od trzech lat, od pewnego traumatycznego przeżycia stacza się powoli na samo dno… Kuba więc wiedzie idealne, ułożone życie, które toczy się według jego idealnie wypracowanego planu. Jednak przychodzi moment, kiedy okazuje się, że nie wszystko jest takie faktycznie idealne, jego rodzina wygląda i postrzega go inaczej niż myślał, a do tego w Warszawie grasuje inny seryjny morderca, który zabija młode blondynki…  Czy uda się Kubie dostosować do nowej, ciągle płynnej sytuacji? Co się stanie z jego rodziną? I kiedy i w jaki sposób przetnie się jego droga z drugim mordercą?
„Tak wyglądał koniec świata.
Nie trzeba było prawdziwej katastrofy, kosmicznego meteorytu ani bomby jądrowej.
Świat się skończył, tak po prostu. Kiedyś radosny i pełen życia, teraz już nie istniał.
Jego świat.”
Książka składa się z prologu, dwóch części i epilogu. Obydwie części podzielone są na rozdziały, w całości jest ich 12, z tym że określane są w książce nie jako ‘rozdział’, a ‘utwór’ z playlisty i noszą nazwę wybranych piosenek. Dlaczego tak? Ponieważ Kuba jest ogromnym fanem muzyki, głównie zagranicznej. W swojej piwnicy ma gramofon i wielką kolekcję płyt winylowych. Swoje życie i to co mu się przydarza często kojarzy z ulubionymi piosenkami, przez co przez całe czas towarzyszy mu specjalny podkład muzyczny. Do każdej sytuacji jest w stanie dopasować odpowiednią piosenkę, a teraz jego ulubione poprzez te nieplanowane zdarzenia nabierają innego sensu.

Jedna z ulubionych piosenek bohatera

Każdy z rozdziałów składa się ze scenek przedstawiających wydarzenia z życia Kuby i osób mu bliskich. Kuba wypowiada się w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, wszyscy inni jak np. jego żona Justyna, szwagier Andrzej, czy policjantka Wera w trzeciej osobie czasu przeszłego.
Styl powieści jest jednym z tych elementów, które wyróżniają tę książkę na tle innych dostępnych na rynku. Każda scenka to po części jakby monolog wewnętrzny postaci, który jest niesamowicie dynamiczny – dużo jest tu wykrzykników, krótkich zdań, wykrzyczeń pisanych wielkimi literami i zdań zaczynanych od nowej linijki. Dawno nie czytałam napisanej w taki sposób książki i muszę przyznać, że był to spory powiew świeżości. Żeby jednak nie było za idealnie, mam tu też coś, co lekko mi nie pasowało, choć prawdopodobnie miało to jakiś cel, bo jestem przekonana, że autor zrobił to świadomie – słowo ‘mrok’ i jego pochodne pojawiają się w tej książce naprawdę dużo razy, tak że nieraz trzy zdania pod rząd zawierają w sobie ten sam wyraz. Tym mocniej widoczny, że jest pisany lekkim pogrubieniem, które z początku zastanawiałam się czy nie jest błędem druku 😉 Przy tych powtórzeniach trochę moja wrażliwa strona stylistyczna delikatnie cierpiała 😊
„Czasami naprawdę go nienawidziła! Jedynie Bóg wiedział jak bardzo. Tylko że to nie było takie proste! Bo zaczynała go nienawidzić w chwilach, w których on nie kochał jej tak bardzo, jak ona by tego oczekiwała.”
Książka opowiada historię seryjnego mordercy i idealnie dostosowanego do życia wśród ludzi psychopaty. Nikt nie widzi, jaki Kuba jest naprawdę, nikt nie widzi jego mroku, który cały czas mu towarzyszy, który oplata go i jego ofiary mackami. Przez tak przedstawione zło jego duszy miałam trochę skojarzenia z fantastyką – tu świat dzieli się na czarne, mroczne potwory z mackami czy pajęczymi odnóżami i ich przeciwieństwa – ludzi dobrych, którzy stają się albo ich ofiarami albo tropicielami.

Jedno z moich muzyczno-teledyskowych skojarzeń wywołanych lekturą

Ta powieść fantasy jednak przedstawiona jest bardziej realnie – potwory przebrane są za ludzi, tak wygląda nasz świat. Mroczny, zły, pełny ukrytych demonów, z których obecności większość z nas nie zdaje sobie sprawy. W książce wiele miejsca poświęcone jest też na opis działania i funkcjonowania psychopatów we współczesnym świecie, których Kuba jest tutaj doskonałym przykładem.
„Ile razy można powiedzieć ‘dzięki’, zanim stanie się to niesłyszalne? Zanim zamieni się w szept? Ile razy można powiedzieć ‘przepraszam’, zanim całkowicie zniknie?”
Prócz mrocznej strony świata, w książce znajdziemy też wiele dobrej psychologicznej analizy związków i ogólnie relacji międzyludzkich, uczuć i tego, co tak naprawdę robi z nas ludzi. Dobrze przedstawiona jest tu też różnica pomiędzy tym, co pokazujemy innym, a tym, co jest naprawdę.
„Nie zawsze jest tak pięknie, jak się wydaje, Sylwia. Każdy z nas ma własne piekło.”
 Sporo jest tu też o uzależnieniach, które są niczym innym jak kolejnymi demonami, które albo nas zdominują, albo je pokonamy. Pod względem analizy psychologicznej postaci i świata rzeczywistego, książka jest naprawdę, naprawdę bardzo dobra!
„Za każdym razem obiecujesz sobie, że to ostatni raz, NA BOGA, TYM RAZEM NAPRAWDĘ OSTATNI, a później z niedowierzaniem patrzysz na to, co zostało z twojego życia. Festiwal samookłamywania może dotyczyć każdego toksycznego, wyniszczającego elementu życia. Związku, używek, zakupów.
To jak choroba tocząca twój umysł.”
A co o samej fabule? Wydaje mi się, że można ją określić jako połączenie thrillera i kryminału. Obserwujemy tu przecież i poczynania mordercy (dwóch!), ich rewelacyjną analizę psychologiczną oraz śledztwo prowadzone w ich sprawie, te oficjalnie i nieoficjalne. Fabuła dziwnie wciąga, główny bohater budzi sprzeczne uczucia – przedstawiony jest na tyle solidnie, że czytelnik wydaje się go rozumieć, a z drugiej strony przecież cały czas mamy świadomość, że przecież Kuba jest zły, zabija! Manipuluje i zwodzi niczego nieświadomych ludzi! To najgorszy rodzaj mordercy, bo całkowicie bezkarny! Na tym polu odbywa się też niejako gra z tematami pojawiającymi się w popkulturze – przecież seryjny mordercy od zawsze budzą jakąś dziwną fascynację u szerokiego grona zwyczajnych ludzi. Dlaczego tak fascynuje nas zło?
„– Czyli unikać osób, które mogą mieć na nas zły wpływ albo nas wykorzystują…
– Albo krzywdzą. Tak. Ale tak jak wspomniałem wcześniej, może to być trudne, bo uczłowieczamy innych, nawet jeżeli oni samo są nieludzcy. To leży w naszej ludzkiej naturze. Chcemy widzieć w ludziach dobro. Chcemy wierzyć, że się zmieniają na lepsze. Chcemy wierzyć, że system resocjalizacyjny działa. Chcemy wierzyć, że wszystko da się naprawić.”
O książce prawdopodobnie mogłabym jeszcze długo pisać, mam jeszcze w głowie wiele tematów, które na pewno warte byłyby przeanalizowania. Nie chcę jednak przedłużać, więc mam nadzieję, że moje zapewnienie, że książka jest bardzo intrygująca, pisana mocno dynamicznym stylem i pełna ciekawych nawiązań do kultury i popkultury, jak i zawiera świetną analizą psychologiczną psychopatów i nie tylko, zachęci Was na tyle, by samodzielnie sięgnąć po tę historię. Moim zdaniem naprawdę warto i z ogromną niecierpliwością będę wypatrywać kolejnej książki tego autora!

Piosenka GrubSona, której powstanie zainspirowała książka Corso

Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Rebis!