września 25, 2022

"Wyspa zaginionych drzew" Elif Shafak

"Wyspa zaginionych drzew" Elif Shafak

Tytuł: Wyspa zaginionych drzew
Tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
Data premiery: 07.09.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura piękna
 
Każdy, kto choć trochę interesuje się światową literaturą piękną, nie mógł nie słyszeć o Elif Shafak. To angielska pisarka tureckiego pochodzenia, która publikuje w obydwu tych językach. Jej proza nagradzana jest na całym świecie, a autorka według jej rodaka Orhana Pamuka jest najlepszą turecką pisarką ostatniej dekady. W Polsce ukazało się kilkanaści jej powieści, wcześniej pod skrzydłami Wydawnictwa Literackiego, a od pięciu tytułów (zarówno nowości, jak i wznowienia) jej książkami zajęło się Wydawnictwo Poznańskie. I robi to w sposób bardzo spójny – okładki ładnie się ze sobą zgrywają, a także godnie prezentują to, co znajdziemy w ich wnętrzu.
Elif Shafak jest feministką, kobietą zaangażowaną społecznie, która ma wpływ na to, jak wygląda nasz świat. I takie też są jej książki, głębokie, mądre, z szeroką perspektywą.
 
„Wyspa zaginionych drzew” opowiada historii cypryjskiej rodziny mieszkającej od kilkunastu lat w Anglii. Rodziny, która aktualnie składa się z trzech postaci – ojca, Kostasa, botanika, naukowca, poświęcającemu się badaniu drzew; szesnastoletniej Ady, dziewczyny cichej i zagubionej, a także drzewa figowego, które mieszka w ich ogrodzie. Niecały rok temu była z nimi jeszcze Defne, żona i matka, artystka, jej życie jednak kilka miesięcy temu zgasło. Tej trójce towarzyszymy w okresie zimowym, w czasie przerwy świątecznej, kiedy to po raz pierwszy od ich przeprowadzki do Anglii odwiedza ich ciotka Meryem, siostra Defne. Ta wizyta staje się zapalnikiem do zajrzenia w przyszłość, do historii poznania Kostasa i Defne, których miłość rodziła się na tle mocno skomplikowanej politycznie i społecznie historii Cypru, domu ich wszystkich.
„Przyznaję, że to niezbyt rozsądne: zakochać się w kimś, kto nie należy do twojego gatunku, w kimś, kto tylko skomplikuje ci życie, zakłóci twój rytm oraz zaburzy poczucie stabilizacji i zakorzenienia. Ale z drugiej strony ten, kto oczekuje od miłości rozsądku, prawdopodobnie nigdy nie kochał.”
Książka składa się z prologu („Wyspa”) i sześciu części, których tytuły odnoszą się do drzewa i razem składają się w jedną całość. Rozdziały są krótkie, przedstawione z dwóch perspektyw – ludzi i drzewa, figi, zamieszkującej ogród Kazantzakisów, która przeniosła się do Anglii wraz z nimi, wcześniej jednak przez wiele dziesiątków lat żyła jako piękne i dorodne drzewo na Cyprze. Figa swoją historię opowiada w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, ludzie w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Fabuła rozdzielona jest na dwa czasy – współczesny, koniec drugiej dekady XXI wieku w Anglii, w czasie wspomnianej przerwy świątecznej oraz przeszłość, tę na Cyprze, skupiająca się przede wszystkim na dwóch czasach – roku 1974 oraz początku XXI wieku. Książka napisana jest pięknym językiem, prostym, ale nacechowanym poetycko, delikatnie, przyjemnie lirycznym. Pełna jest trafnych spostrzeżeń, często zawartych w ciekawych porównaniach.
„Ulice kończyły się gwałtownie, niczym urwane myśli albo nieprzepracowane uczucia.”
Mimo, że jest to fikcja literacka, to jednak niesie w sobie wiele prawd. Tych uniwersalnych, na temat życia na Ziemi, życia ludzi, ale także tych historycznych. I na tej drugiej skupmy się na początku, bo jest to baza całej historii tej powieści. „Wyspa zaginionych drzew” opowiada o skomplikowanej pod względem społeczno-politycznych historii Cypru. Wyspy, na której od dawien dawna obok siebie żyli Grecy i Turcy, a których konflikt mocno nasilił się w latach 70tych. To jedna z tych tragicznych historii, kiedy to z dnia na dzień sąsiedzi stają się wrogami, ulice, na których tętniło życie, zmieniają się w plac broni.
„Dawniej ludzie mawiali, że Grecy i Turcy są jak palec i paznokieć. Nie da się oddzielić paznokcia od palca. Ewidentnie nie mieli racji. Da się to zrobić. Wojny są potworne. W każdej postaci. Ale być może najgorsza z nich jest wojna domowa, kiedy sąsiedzi zamieniają się we wrogów.”
Na tle historii miłośnej Defne i Kostasa rozgrywa się tragedia mieszkańców Cypru, których życie z dnia na dzień stało się zagrożone tylko ze względu na to, do jakiej narodowości należeli. Autorka z wyczuciem opowiada tę tragiczną historię, dzięki której czytelnik uczy się o tym, o czym w szkołach się za wiele nie mówi.
 
Ta skomplikowana sytuacja polityczna przyczyniła się do wielu migracji, do ucieczki z wyspy ogarniętej wojną. I jest to pretekst, by pogadać ogólnie o losie imigrantów. Tych, którzy na nowo uczą się żyć w obcym dla siebie miejscu. Tak jak rodzina Kazantzakisów, tak jak figa, która od nowa musi dostosować się do całkowicie innych warunków życia. Uczy się, dopasowuje, ale proces asymilacji trwa długo. To temat mocno aktualny dla współczesnej Europy, jakże ważny pod względem tolerancji, a także tożsamości, przynależności.
„Ponieważ właśnie tak działają na nas migracje i relokacje: kiedy opuszczasz swój dom, udając się ku nieznanemu lądowi, nie zachowujesz się tak samo jak wcześniej; część ciebie umiera, żeby inna część mogła zacząć nowy rozdział.”
„Wyspa zaginionych drzew” to też historia miłosna, pewna wersja Romea i Julii, których uczucie łączy mimo tego, że pochodzą z rodów, które nie darzą się sympatią. On jest Grekiem, ona Turczynką, a ich miłość rosła na tle konfliktu pomiędzy tymi nacjami. Miłość zakazana, przez którą musieli uciekać z wyspy, która naraziła ich na wyklęcie i wygnanie.
„Ty jesteś moim krajem. Czy to brzmi dziwnie? Bez Ciebie nie mam domu na tym świecie; jestem przepiłowanym drzewem z od ciętymi korzeniami; można powalić mnie jednym palcem.”
Czy jednak miłość nie zwycięży wszystkiego? I tu historia ma swój tragiczny koniec, bo choć pozornie udało jej się pokonać przeciwności, to i tak doprowadziła do tragicznego finału… Ale może, mimo wszystko, było warto?
 
Książka porusza naprawdę wiele ważnych, aktualnych tematów, ja jednak wspomnę już tylko o jednym, tym, który spaja całą historię w jedno, a którego głównym narratorem, przewodnikiem jest figa. Jest to temat ekologiczny, naturalny, mówiący o tym, że wszystkie gatunki żyjące na Ziemi powinny żyć ze sobą w zgodzie. Każde jedno istnienie na Ziemi ma swoje miejsce, ma swoje znaczenie, ma swój czar. Człowiek jednak w tym wszystkim uznał się istotą nadrzędną, która decyduje o wszystkich pozostałych gatunkach. Ale dlaczego? Czy to, że mamy siebie za najmądrzejszych, najinteligentniejszych, znaczy, że faktycznie tacy jesteśmy? A może po prostu nie rozumiemy innych gatunków?
„(…) uważam, że wciąż jeszcze niewiele wiemy i dopiero zaczynamy poznawać język drzew. Możemy jednak być pewni, że słyszą, czują zapachy, komunikują się i z całą pewnością zapamiętują.”
Tylko człowiek jest gatunkiem zabijającym bez konieczności – wycinamy lasy, zabijamy zwierzęta, wywołujemy wojny.
„(…) popełnianie masowych morderstw dla własnych korzyści to specyfika naszego [ludzkiego] gatunku.”
 Czy nie powinniśmy żyć ze wszystkimi istotami na świecie w zgodzie? Przyroda to potrafi, dlaczego my nie? Temat rzeka, o którym można długo rozprawiać, ale ja na tym zakończę – Elif Shafak w swojej książce zrobiła to dużo lepiej ode mnie.
„(…) drzewo nigdy nie zapomina, że jest połączone z niezliczonymi formami życia (…) i że jego istnienie nie stanowi odrębnego bytu, ale nieodłączny element szerzej zakrojonej społeczności.”
Podsumowując, „Wyspa zaginionych drzew” to niesamowita książka. Mądra, bogata w tematy, zmuszająca do zastanowienia się nad swoim miejscem i znaczeniem w naszym świecie. Świecie, który dzielimy z ogromem innych istot, świecie, który na każdym kroku zachwyca swoim pięknem. Świecie skomplikowanym, pełnym smutku i tragizmu, a zarazem codziennych małych cudów. To jedna z tych książek, co do których wiem, że cokolwiek napiszę, to i tak będzie za mało. Więc po prostu: czytajcie! I Myślcie, analizujcie! Gorąco polecam.
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 24, 2022

Book tour z "To jeszcze nie koniec"!

Book tour z "To jeszcze nie koniec"!

Na moment po publikacji wywiadu z Michalem Sýkorą (klik!), pora na kolejną atrakcję! Tym razem mam Wam do zaproponowania book tour z tym tytułem! Komu książka się spodoba? Tym, co lubią kryminały oparte na rodzinnych tajemnicach, z dobrym, spokojnym i solidnym śledztwem policyjnym. Więcej o samej książce poczytacie tu - klik!, a teraz nie przedłużając - zapraszam do zgłoszeń!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Afera w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w poniedziałek.
Książka ruszy w podróż we wtorek, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


września 21, 2022

Kilka pytań do... Michala Sýkory, autora cyklu o Marie Výrovej

Kilka pytań do... Michala Sýkory, autora cyklu o Marie Výrovej
 
O czym dla autora jest książka "To jeszcze nie koniec" i skąd w ogóle pomysł na fabułę, jak literatura wpływa na postrzeganie świata i co do rodziny ma polityka oraz dlaczego części cyklu tak mocno się od siebie różnią i czego możemy spodziewać się w tomie kolejnym, który w Polsce zostanie wydany w przyszłym roku?
Zapraszam na króciutką rozmowę z autorem!

Michal Sýkora notka biograficzna:
ur. 1971, pisarz i teoretyk literatury, wykładowca Uniwersytetu Palackiego w Ołomuńcu. Autor wielu publikacji literaturoznawczych, m.in. monografii o twórczości Vladimira Nabokova oraz o kryminale brytyjskim. Naukowa fascynacja tym ostatnim jako gatunkiem zainspirowała go do napisania własnej powieści detektywistycznej. Wydany w roku 2012 Případ pro exorcistu zapoczątkował serię o ołomunieckich detektywach, którym przewodzi fanka Boba Dylana, śledcza Marie Výrová, zwana Wielką Sową. Ciesząca się popularnością w Czechach seria została także przeniesiona na szklany ekran (miniserial Detektivové od Nejsvětější Trojice, gdzie w rolę Wielkiej Sowy wcieliła się Klára Melíšková). W Polsce ukazały się dwie części serii: Człowiek pana ministra (2021) i To jeszcze nie koniec (2022).

Kryminał na talerzu: Na polskim rynku właśnie ukazała się Pana druga powieść, kolejny tom serii kryminalnej o Marie Výrovej. Z tym że ten tom mocno różni się od pierwszego pt. „Człowiek pana ministra”, więc nie mogę nie zapytać – skąd pomysł na fabułę „To jeszcze nie koniec”?

Michal Sýkora: Chciałem umiejscowić akcję powieści w scenerii mojego dzieciństwa. Dom Třebovickich, jego okolica, ołomuniecka dzielnica Letná nad rzeką Morawą, z barokowym klasztorem na jej drugim brzegu, leniwe, zalane słońcem lato: wszystko to składało się na moje wakacje u babci. Dla mnie ta historia to opowieść o końcu dzieciństwa, jego definitywnej utracie. O czymś, czego nie da się ani cofnąć, ani w żaden sposób naprawić. Pozostaje jakoś z tym żyć.


W książce ważną rolę odgrywają stare ballady, które są mocno zajmującą lekturą dla nastolatek w pamiętne wakacje 1987 roku. Tak mocno, że wydają się wpływać na wspomnienia dziewczynek, kształtować ich postrzeganie rzeczywistości. Czy jest to coś, co i Panu się zdarzyło? Postrzega Pan jakieś wydarzenia przez pryzmat książek? I dlaczego właśnie na te ballady się Pan zdecydował?

Kiedy byłem dzieckiem, zbiór ballad Kytice (Bukiet) czeskiego dziewiętnastowiecznego pisarza i etnografa, Karla Jaromíra Erbena, był jedną z moich ulubionych lektur. Podobnie jak bohaterki książki, czytaliśmy sobie te straszliwe opowieści niemal jak horrory i mieliśmy frajdę z tego strachu. Podobną rolę odegrała w moim dzieciństwie popularna wówczas w Czechach kultowa antologia amerykańskich opowiadań grozy, która ukazała się pod tytułem Tichá hrůza (Cicha groza), szczególnie zaś opowiadanie Raya Bradury’ego Mały skrytobójca. Wspominam o tych dziełach we własnej książce, ponieważ są częścią mojego dzieciństwa i zarazem moją inspiracją.
Nie ryzykowałbym stwierdzenia, że jakakolwiek książka zmieniła moje postrzeganie świata.  Ale kocham powieści i na pewno pomagają mi ten świat zrozumieć.


Jest Pan literaturoznawcą, nawiążę więc ponownie do pytania numer 1, ponieważ dwie książki z Pańskiej serii, które miał okazję poznać polski czytelnik, znacząco się do siebie różnią. Czy może być to spowodowane Pańskim wykształceniem? Czy fakt, że pisze Pan o gatunku i prowadzi wykłady na jego temat nie sprawia, że chce Pan sam spróbować różnych „podgatunków” kryminału?  Był już kryminał polityczno-akademicki, teraz mamy raczej opowieść z mroczną rodzinną tajemnicą...

Każda z moich książek jest inna przede wszystkim dlatego, że po prostu nie chcę się powtarzać. Poszczególne części mojej serii rozgrywają się w różnych środowiskach i rzeczywiście: w każdej bazuję na trochę innym podgatunku. Mój debiut, Případ pro exorcistu (Sprawa dla egzorcysty) rozgrywa się na wsi w pobliżu Ołomuńca (częściowo także w środowisku akademickim) i jest chyba najzabawniejszy z całej serii. Człowiek pana ministra to thriller polityczny. To jeszcze nie koniec ma w sobie element kryminału historycznego, bo policja bada tu sprawę z przeszłości a część akcji rozgrywa się w roku 1987. W Pięciu martwych psach poruszam temat przestępczości zorganizowanej, a akcję osadzam częściowo w ołomunieckim ZOO, częściowo w małej miejscowości na północ od Ołomuńca. W ostatniej jak na razie części cyklu, Nejhorší obávy (Najgorsze obawy) ruszam w góry, na północ, niemal pod granicę z Polską, i opisuję horrorowo wręcz przerażającą sprawę zaginionych dzieci. Za każdym chcę razem dać czytelnikom coś innego. 


W książce „To jeszcze nie koniec” mocno skupiamy się na relacjach rodzinnych jeszcze za czasów dawnego ustroju. Czy faktycznie ustrój może mieć wpływ na to, co dzieje się w rodzinie?

Tak, niestety tak. I to zawsze, nie tylko w okresie totalitaryzmu. Społeczeństwo czeskie jest w tej chwili bardzo spolaryzowane politycznie, a powodów jest kilka: dwa lata epidemii koronawirusa, wojna w Ukrainie, kryzys uchodźczy, drastyczne podwyżki cen energii, gazu, paliwa, słowem: wszystkiego. W Czechach, na nasze nieszczęście, istnieje wiele partii, których program opiera się na rozwścieczaniu narodu, szczuciu ludzi na ludzi. Bazują na tym prawicowi nacjonaliści, komuniści, lecz także populistyczna partia ANO naszego byłego premiera, Andreja Babiša, który ma na koncie oszustwa dotacyjne i współpracę z bezpieką. Ludzie nie są w stanie normalnie ze sobą rozmawiać a granica porozumienia nierzadko przebiega przez sam środek rodziny, szczególnie, kiedy na przykład seniorzy rodu wielbią Babiša niemal jak Zbawcę, tylko dlatego, że dołożył im do emerytury.  W rodzinie często dochodzi do sporów dotyczących postrzegania rzeczywistości, która nas otacza, lecz także przeszłości naszego narodu.


Na pewno widział Pan naszą polską okładkę tego tomu, jak i tomu pierwszego. Za obydwie odpowiedzialna jest Kasia Michałkiewicz-Hansen. Co Pan o nich myśli?

Uważam, że są atrakcyjne i gustowne. Bardzo mi się podobają. Zresztą, ze wszystkich zagranicznym wydań moich książek, uważam właśnie polskie za najlepsze pod względem oprawy graficznej.


Mimo, że nasz wywiad jest raczej miniwywiadem, nie mogę nie zadać obowiązkowego pytania na moim blogu. Co najbardziej lubi Pan jeść? 

Kaczkę. Pod każdą postacią, ale najchętniej pieczoną, z kapustą.

Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!
Tłumaczenie: Julia Różewicz

30 sierpnia z okazji premiery "To jeszcze nie koniec" Asia z bloga czytaska.pl przeprowadziła do Legimi wywiad online z autorem książki, do którego obejrzenia również serdecznie Was zapraszam!
Możecie go zobaczyć w filmie załączonym poniżej lub bezpośrednio na YouTube.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 20, 2022

"Ptaszek w klatce" Katarzyna Żwirełło - patronacka recenzja przedpremierowa

"Ptaszek w klatce" Katarzyna Żwirełło - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Katarzyna Żwirełło
Tytuł: Ptaszek w klatce
Cykl: Dwa Bieguny, tom 2
Data premiery: 22.09.2022
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
 
Z kryminałami Katarzyny Żwirełło zetknęłam się po raz pierwszy dwa i pół roku temu, kiedy to autorka działająca w ramach self-publishingu zaprosiła mnie do współpracy patronackiej przy jej czwartej powieści pt. „Póki żyjemy” (recenzja – klik!). Książka okazała się tak dobra, tak poruszająca emocjonalnie, że nie wahałam się ani chwili i z przyjemnością wzięłam udział w jej promocji. I od razu nadrobiłam trzy poprzednie tomy cyklu Między prawami – choć nie znajdziecie na blogu pozostałych recenzji, to mogę zapewnić, że całość jest naprawdę świetna, to jeden z moich ulubionych polskich cykli kryminalnych. I może właśnie dlatego nie umiałam w pełni zachwycić się dwoma kolejnymi książkami autorki – były po prostu inne niż ten cykl. Teraz jednak „Ptaszek w klatce” wraca do tego, za co pokochałam pióro autorki! Jest to tom drugi serii Dwa Bieguny (pierwszy „Bez przedawnienia” również ukazał się pod patronatem Kryminału na talerzu – recenzja klik!), jednak spokojnie można go czytać bez znajomości pierwszego, wydarzenia „Ptaszka…” są od niego całkowicie niezależne.
 
Fabuła toczy się w czasie pomiędzy przedostatnim a ostatnim rozdziałem w „Bez przedawnienia”. Historia skupia się na postaci Szymona Rafalskiego, syna gangstera, z którym czytelnik miał styczność w serii Między prawami. Szymon jest dziennikarzem, uparcie dążącym do prawdy, szukającym sensacji w każdej napotkanej informacji. To jednak nie zawsze odbywa się honorowo – to człowiek młody i pogubiony, który w dzieciństwie nie miał za wielu dobrych wzorców zachowania. Teraz wpada na trop dużej sprawy – kiedy na jego drodze pojawia się postać z przeszłości, chłopak naiwnie wpada w jej sidła, jednak to zdarzenie powoduje, że zaczyna tropić. Trafia na temat handlu ludźmi i seksbiznesu za sprawą młodej prostytutki Wiktorii. Szymon w pogoni za dobrym tematem wikła się w sieć przestępczą coraz mocniej. Czy uda mu się wyjść z niej cało?
„Ciesz się z tego, co osiągnąłeś (…) i nie wychylaj się za bardzo, bo droga ze szczytu do piwnicy jest zaskakująco krótka.”
Książka składa się z 53 rozdziałów tytułowanych cytatami z nich wyciągniętych. Rozdziały są krótkie, dają poczucie dynamizmu, a narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Szymona. Styl narracji jest prosty, ale w niepostrzeżenie mocno angażuje czytelnika – sama nie zauważyłam, kiedy tak mocno dałam się wciągnąć w fabułę i kiedy tak mocno zaczęłam kibicować i zżywać się z głównym bohaterem. Żwirełło już wcześniej udowodniła mi, że ma do tego naprawdę duży talent! Dialogi są poprowadzone bardzo realistycznie i dynamicznie, czytelnik czuje się tak, jakby w rozmowach bohaterów uczestniczył, co dowodzi niesamowitej lekkości pióra autorki.
„ – (…) W bagażniku mam książki: reportaże o krajach Bliskiego Wschodu.
- Gangusy nie czytają takich rzeczy – przyznał mężczyzna z powagą.
- No właśnie. Bez obrazy, oczywiście.”
Możliwe, że takie zaangażowanie emocjonalne czytelnika wynika z dobrej kreacji głównego bohatera, który walczy ze swoją mroczną i jasną stroną. Szymon właśnie taki jest – skomplikowany młody mężczyzna, który chce być dobry, ale czasem po prostu nie wie jak. Czasem daje się ponieść chwili lub pokusom, które zapewniają do celu szybszą drogę… Jednak czy warto?
„Za szerokim oknem rozciągał się imponujący widok na centrum Warszawy. Biurowce, hotele, pałac kultury. Na ten obrazek Szymon zasłużył ciężką pracą i kłamstwami.”
To postać mocno ludzka, bo przecież każdy z nas ma chwile, kiedy nie wie, jaki wybór będzie tym właściwym. A Szymon ma z tym problem tym większy, dlatego, że dobre wzorce w jego życiu pojawiły się bardzo późno, kiedy jego psychika była już ukształtowana. Dlatego jego zachowanie jest tak kontrowersyjne – racjonalnie wie, co jest dobre, jednak to, czego nauczył się w dzieciństwie, rozwiązania szybkie, siłowe czasami po prostu biorą górę w potrzebie chwili. Kreacja tej postaci w moim odbiorze jest doskonała – Szymona, mimo jego skomplikowanego i niełatwego charakteru, rozumie się w każdym jednym momencie. Dzięki temu czytelnik się z nim zżywa, życzy mu dobrze, a to sprawia, że do każdego kolejnego wydarzenia i jego decyzji podchodzi się emocjonalnie.
„(…) odkąd sięgał pamięcią, zawsze miał talent do trafiania pięścią w odpowiednie miejsce, w nie do końca odpowiednich okolicznościach.”
Jak Żwirełło nas już przyzwyczaiła, i w tym tomie pojawiają się bohaterowie, których znamy jest z jej wcześniejszych powieści. Stara gwardia – jest Proca i Tyszka, którzy chyba pojawiają się w każdej powieści autorki, ale i tym razem wraca Chaber – policjant z serii Między prawami, niesamowicie sympatyczny człowiek, który bierze Szymona pod swoje skrzydła. Oczywiście dla nowych czytelników nieznajomość losów tych postaci nie będzie żadnym problemem.
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest bardzo sprawnie. Wydarzenia raz po raz zaskakują, a akcja toczy się szybko, przez co czytelnik nie ma nawet kiedy książki odłożyć. Sama przeczytałam ją w tempie ekspresowym, nie zauważyłam, kiedy książka porwała mnie tak, że byłam w stanie w chwilach dużych emocji przysłowiowo obgryzać paznokcie, a chwilę później mocno zdziwiłam się, że już dotarłam do ostatniej strony. Naprawdę mocno porywająca historia!
„Myślę, że dotarła do granicy, za którą kończy się strach.”
Na koniec najważniejsze, czyli tematy, które są bazą tej historii. Z pewnością w każdej recenzji tej książki ukaże się nawiązanie do tytułu – ptaszek w klatce, ktoś, komu została odebrana wolność. I skojarzenie będzie prawidłowe, bo przede wszystkim właśnie o tym jest ta książka. O wolności, która odebrana została z bardzo różnych przyczyn, przez innych i przez nas samych, szybko, gwałtownie i zaskakująco, albo spokojnie i niepostrzeżenie. Finał jednak jest ten sam. Co to w ogóle jest to wolność, co to znaczy czuć się wolnym? Tu sprawdzi się powiedzenie, że docenia się to, co się ma, dopiero w momencie, gdy to zostaje utracone. I tak bohaterowie mają z wolnością – tylko nie wszyscy z nich zdają sobie już z tego sprawę.
 
Wolność i jej utrata to temat przewodni i mocno uniwersalny. Wróćmy jednak to tych bardziej przyziemnych. Świat, jaki kreuje Żwirełło, jest bardzo mroczny – zgłębiamy temat handlu żywym towarem, zmuszaniem do prostytucji, po raz kolejny pojawia się temat korupcji i pokrętnych politycznych wpływów. Nie da się jednak ukryć, że choć jest to fikcja literacka, to są to tematy, o których sami słyszymy nieraz w mediach.
„(…) seks na sprzedaż niewiele różni się od handlu narkotykami. Uzależnia klientów i obnaża najgorsze strony ludzkiej natury. Biznes rozkwita, bo jest na niego popyt.”
 Fikcja, mroczna i brutalna, ale jednak bliska rzeczywistości. Kto ma pieniądze, ten ma władzę? Na szczęście plejada pozytywnych postaci daje nam światełko w tunelu, opozycję do tego mroku, coś w co warto wierzyć.
„Ale nic nie dzieje się bez powodu. Sam zawsze to powtarzasz. Może uchroniłeś mnie przed odsiadką właśnie po to, żebym mógł zrobić coś dobrego?”
Podsumowując, „Ptaszek w klatce” to rewelacyjny kryminał. Mamy tu świetne, wielowymiarowe, a jednak w pełni zrozumiałe postacie, dużo zajmującej akcji, tematy warte rozważenia i styl prosty, ale lekki i angażujący. Książka w jakiś taki niesamowity sposób trafia w moje poczucie wrażliwości, sprawia, że czuję to, co bohaterowie. Mocno zaangażowała mnie emocjonalnie i właśnie za tym uczuciem u Żwirełło tęskniłam. W końcu jest! Polecam gorąco!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dreams.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 20, 2022

"Zaginione dziecko" Emily Gunnis

"Zaginione dziecko" Emily Gunnis

Autor: Emily Gunnis
Tytuł: Zaginione dziecko
Tłumaczenie: Anna Landowska
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 304
Gatunek: powieść obyczajowa / thriller
 
Emily Gunnis z tworzeniem powieści miała styczność od dziecka – jej mamą jest Penny Vincenzi, autorka wielu powieści obyczajowych. Sama Emily pisała już jako nastolatka, jednak na pokazanie światu swojej twórczości odważyła się dopiero w 2018 roku (u nas rok później) po kilku latach pracy w BBC i Daily Mirror, gdzie doskonaliła swój warsztat literacki. Aktualnie na swoim koncie ma trzy powieści, z czego dwie ukazały się na naszym rynku. I mimo, że kategoryzowane są jako thrillery, to jednak bliżej im do powieści obyczajowych z tajemnicą w tle – są mocno osadzone w historii, opowiadają o losie kobiet sprzed wielu lat w zderzeniu ze współczesnością. „Zaginione dziecko” to jej druga książka, na rynku rodzinnym autorki ukazała się w 2019, u nas trzy lata później.
 
Fabuła „Zaginionego dziecka” toczy się w przeciągu kilku dni. Jessie, trzydziestodziewięcioletnia kobieta zaczyna rodzić prze wyznaczonym terminem – jej partnera nie ma na miejscu, więc jej ojciec Harvey jedzie z nią do szpitala, gdzie kobieta rodzi dziewczynkę. Mała zarażona jest jakimś wirusem, potrzebuje antybiotyków. Niestety jej matka wpada w psychozę poporodową – przekonana jest, że lekarze chcą skrzywdzić jej córkę. Chwilę później więc ucieka. Nikt nie wie, gdzie kobieta jest, wiadomo jednak, że jeśli mała nie dostanie w przeciągu dwunastu godzin kolejnej dawki lekarstw, może się to dla niej skończyć tragicznie… Szukają jej wszyscy, jej ojciec odchodzi od zmysłów, a biologiczna matka, która nie uczestniczyła w wychowywaniu córki, wyrzuca sobie, że powinna bardziej o nią zadbać. Szuka jej też jej przyrodnia siostra Iris, dziennikarka, której chwilę temu zawalił się świat, który zna.
W tym samym czasie pewna kobieta stoi po kostki w wodzie na plaży przekonana, że tu powinna szukać swojej córki…
Gdzie jest Jessie? Czy uda się ją znaleźć na czas? I kim jest tajemnicza kobieta? Jaką przeszłość skrywa Rebecca, przez którą nie mogła uczestniczyć w wychowaniu Jessie?
 
Książka składa się z prologu, 38 rozdziałów i epilogu. Całość otwiera list od autorki, w którym dzieli się tym, co zainspirowało ją do powstania tej powieści. Rozdziały podzielone są na pięć postaci, określają czas i godzinę wydarzeń. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy czworga bohaterów: Harvey’a, Iris i Rebecci w czasie, gdy Jessie zaginęła, oraz Harriet w czasach powojennych – kobieta nosi nazwisko takie samo jak Rebecca, kobiety więc muszą być ze sobą spokrewnione. Piątym narratorem jest tajemnicza kobieta, przy której nic nie jest określone – ani jej imię, ani czas, w którym toczy się przedstawiana przez nią historia. Ona opisuje wydarzenia w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl powieści jest spokojny, przyjemny, skupiony przede wszystkim na rodzinnych tajemnicach. Rozdziały przedstawione z perspektywy Harriet bogate są w jej emocje, może przede wszystkim dlatego, że po części składają się z jej wpisów do pamiętnika.
 
W książce, jak wspomniałam już we wstępie, ważne jest zderzenie przeszłości ze współczesnością, przede wszystkim w perspektywie kobiet i ich życia rodzinnego. Dzięki narracji Harriet, której mąż właśnie wrócił do domu z II wojny światowej, pełen ran na psychice, które objawiały się w napadach zespołu stresu pourazowej (wtedy określanym jako stres bojowy) przyglądamy się jak społeczeństwo postrzegało rolę żon żołnierzy. Mimo, że to panowie ryzykowali własne życie i zdrowie w obronie ojczyzny, to dla pań zmiana po wojnie też była duża – mężowie wrócili jako obcy mężczyźni, którzy nie dostali od państwa właściwej opieki, przez co z traumą radzili sobie często w sposób mocno niewłaściwy – uciekali przede wszystkim w alkohol i przemoc. Harriet właśnie tego doświadczała, a jednak odejść nie mogła – rozwód to była rzecz ciężka do przeprowadzenia, a odejść od męża, który walczył za ojczyznę, zdecydowanie nie wypadało…
„Wiele kobiet przeżywało to samo, kiedy ich mężowie powrócili do domu. Wszystko się zmieniło. Podczas nieobecności mężczyzn musiały same sobie radzić, można powiedzieć, że to one rządziły krajem, a potem oczekiwano, że wrócą do roli uległych gospodyń domowych.”
W kontraście do Harriet mamy Rebeccę, która z Harvey’em rozstała się, gdy Jessie była mała. Kobieta poświęciła się karierze, ale ewidentnie żałuje, że jej drogi z Jessie się rozeszły… Dlaczego do tego doszło? Rebecca jako trzynastolatka też przeżyła traumę – jej ojciec pobił matkę na śmierć, po czym sam się zastrzelił. Jak te wydarzenia wpłynęły na jej psychikę i decyzje, która przez całe życie pod ich wpływem podejmowała?
„Nerwicę ojca spowodowała wojna, a do mojej nerwicy doprowadził ojciec.”
Książka jest naprawdę bogata w tematy. Ważną rolę w czterech przedstawionych pokoleniach kobiet odkrywa relacja matka-córka. To przecież od tego się zaczyna – Jessie przekonana, że musi chronić swoją nowonarodzoną córkę, ucieka ze szpitala. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że tą decyzją może skrzywdzić córkę – zamiast ją chronić, tak naprawdę działa na jej szkodę. I w tej rodzinie nie jest jedyną kobietą, która podejmuje tak krzywdzące swoje dziecko decyzje…
 
Warto też wspomnieć o psychozie poporodowej, na którą ewidentnie cierpią kobiety z tej rodziny. Autorka całkiem solidnie przedstawia emocje kobiet, ich lęki i to, jak odnosi się to faktycznie do rzeczywistości. Czy kiedy coś robi się w chorobie, za którą się nie odpowiada, to i tak ponosi się winę? Jak zapanować, jak zauważyć, że z kobietą w tym czasie dzieje się coś złego?
„Między innymi właśnie dlatego psychoza jest tak niebezpieczna; nie wiesz, że ją masz. Żyjesz w przekonaniu, że jesteś jedyną osobą przy zdrowych zmysłach, a wszyscy inni na ciebie czyhają, wszyscy chcą cię dopaść. To przerażające doświadczenie.”
Jest jeszcze temat szpitali psychiatrycznych, o których autorka wspomina na wstępie w liście do czytelnika. W tym temacie znowu cofamy się lata wstecz – trafia tam mąż Harriet i trafia tam ktoś jeszcze… Na tym przykładach obserwujemy jak i kiedy przyjmowano pacjentów i jak wyglądało ich leczenie.
 
A co z tym thrillerem? Intryga oparta jest na zaginięciu Jessie i tajemnicy, którą nosi w sobie Rebecca. I to właśnie buduje napięcie w powieści, choć nie jest ono specjalnie dojmujące – sekrety ciekawią na tyle, że czytelnik z ciekawością przewraca kolejne strony powieści, choć ciężko to mówić o jakichś przejmujących zwrotach akcji. Raczej skupiamy się na historii i przeżyciach bohaterów, ich emocjach i doświadczeniach.
 
Podsumowując, „Zaginione dziecko” przedstawia ciekawą historię, którą przede wszystkim poleciłabym kobietom i tym zainteresowanym rolą kobiety jako matki na przestrzeni ostatnich dwóch wieków. Tematy tu poruszane są ciekawe, choć dosyć smutne, jednak warte zaznajomienia – mamy sporo ważnych dylematów, na które kobiety w połowie XX wieku patrzyły całkiem inaczej niż w wieku XXI. A jednak, mimo tego kontrastu, są też punkty wspólne – nie bez kozery historia przedstawia cztery pokolenia w relacji matka-córka.
„Odkąd pamiętam, bałam się nie śmierci, lecz życia. Zawsze wydawało mi się, że nie mam nad nim kontroli, że przemyka gdzieś obok. Przeszłości nie zmienię, ale nie jest za późno na przejęcie kontroli nad teraźniejszością.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 19, 2022

Wygraj "Dzień popiołów"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Dzień popiołów"! Konkurs patronacki (rozwiązany)
Dokładnie dwa tygodnie temu miałam przyjemność opowiedzieć Wam trochę o świetnym francuskim kryminalne pt. "Dzień popiołów", który 7 września miał swoją premierę. Moją pełną recenzję tego tytułu znajdziecie tu - klik!, a dzisiaj chciałam zaprosić Was na konkurs z tym tytułem! Dla kogo to książka? Dla każdego fana kryminału, bo jestem pewna, że jakiekolwiek podgatunki lubicie, w tej książce znajdziecie coś dla siebie! Ja z pewnością długo będę miała ją w pamięci - kontrast pomiędzy sielskim życiem z tego co daje ziemia, spokojnych alzackich winnic a mrocznymi tajemnicami anabaptystów, które prawdopodobnie doprowadziły do zbrodni, robi wrażenie! Jeśli więc i Wy nazywacie się fanami kryminałów, to dzisiaj mam dla Was 3 egzemplarze tej powieści - zapraszam do zgłoszeń! 😊

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Skoro kryminał, to na pewno też zbrodnia. A skoro zbrodnia, to i...
Nie sugerując się okładką książki zaproponuj idealne narzędzie zbrodni. Swój wybór krótko uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 19 do 23 września do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG 24 września.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
24.09 aktualizacja - wyniki konkursu:
Przyznam, że pytanie konkursowe podsunęła mi moja patronka @zaczytana_panna, a ja uznałam, że jest ciekawe i chętnie z niego skorzystałam! Ale teraz czytając Wasze odpowiedzi jestem... trochę przerażona 😉 Nie da się ukryć, jesteście naprawdę pomysłowi! Tylko trochę boję się teraz wyłaniać z tych zgłoszeń zwycięzców, bo kto wie, czy ktoś nie zdenerwuje się na tyle, by swój niecny plan wprowadzić w życie na mojej biednej osobie 😜 Obiecuję jednak, że konkursy jeszcze będą, a i z tą książką będę miała dla Was jeszcze jedną aktywność, dzięki której będziecie mieli szansę się z nią zapoznać, więc może nie potraktujecie mnie tak ... ostatecznie?😉

Dobra, teraz już żarty na bok, pora wyłonić zwycięzców! Książka trafi do:

FB:
1) Magda Ka
Jad wałęsaka brazylijskiego. Trucizna pozyskana od tego pająka może z łatwością zabić człowieka, a że ukąszenie może być przypadkowe, nikt nie podejrzewałby morderstwa.
Swoją drogą, trochę przerażające zadanie konkursowe😁.

2) Edwin Vega Aquino
Idealnego narzędzia zbrodni (LOKÓWKI!) na szczęście nie mam w domu i mam wrażenie, że nie przez przypadek - w końcu życie mi miłe. 😃 Nie da się ukryć, że ta podłużna broń, w stanie rozżarzenia potrafiłaby zakończyć nie jeden żywot (a przynajmniej połamać język od słowa "rozżarzenia"). 😆 Także "na zimno" lokówka nie wydaje mi się bezpieczna - wystarczy choćby i krótki rozbieg z lokówką w dłoni + precyzyjne wymierzenie nią w oko i... na miejscu ofiary będziemy się modlić, żeby ktoś nas dobił.... 😉

IG:
3) @sultankagulfem
Myślę że takim narzędziem może być gruby i mocny naszyjnik. Niepozorny jako narzędzie zbrodni, można go mieć zawsze przy sobie, a kiedy nadejdzie odpowiedni moment "zawiesić" go na szyi ofiary 😵

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do wtorkowego wieczoru!
Wszystkim pozostałym uczestnikom dziękuję za poświęcony czas na zgłoszenia i jak zawsze zapraszam do aktywności na moich profilach, a ja już wkrótce powrócę do Was z nowymi konkursowymi propozycjami 😊

września 15, 2022

"Konwersja" Piotr Rogoża

"Konwersja" Piotr Rogoża

Autor: Piotr Rogoża
Tytuł: Konwersja
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 304
Gatunek: thriller
 
Mimo, że Piotr Rogoża na rynku książki pojawił się już w roku 2008, to sama o nim usłyszałam dopiero jedenaście lat później, w 2019 roku przy premierze jego pierwszej książki wydanej pod skrzydłami Wydawnictwa Marginesy pt. „Niszcz, powiedziała”. Niestety tej nie udało mi się przeczytać, choć cały czas grzecznie czeka na czytniku. Za to zaledwie kilka dni po premierze, udało mi się sięgnąć do jego najnowszą książkę pt. „Konwersja”.
Poza książkami w sensie stricte, Rogoża zajmuje się pisaniem scenariuszy audio, a także projektuje narracje w grach komputerowych. Z pisaniem powieści miał prawie dekadę przerwy, wcześniej jego proza kategoryzowana była jako fantastyka. Jego dwie najnowsze powieści zostały skategoryzowane jako thriller, choć mnie bardzo przypadło do gustu określenie na jakie trafiłam w jednym z wywiadów – powieść z sensacyjno-paranoiczną intrygą. Szczególny nacisk nałożyłabym na ten człon drugi 😊
 
Fabuła „Konwersji” opisana jest z perspektywy dwóch postaci. Helena to dziennikarka, freelancerka, która zainteresowała się samobójstwem instagramowej modelki, która od początku kreowała się na postać gotycką, mocno depresyjną. Jej śmierć chce osadzić w temacie samobójstw młodych influencerów, których ostatnio na światowym rynku jest zatrzęsienie. Pisząc artykuł odkrywa, że dziewczyna wykonywała na zdjęciach jakiś dziwny gest dłonią… Czy to coś znaczy? Adrian z kolei to pracownik agencji Theatro Umbra. Przed nim ważne zadanie – jest w trakcie wprowadzania na rynek nowej sformatowanej persony – piosenkarki Amal. Co to tak naprawdę znaczy? Czym jest Theatro Umbra i co to znaczy, że Amal została sformatowana? Jaki cel stoi za wykreowaniem popularności Amal?
„(…) nie da się tworzyć nowej rzeczywistości, nie podważając nieustannie tego, co wydaje się prawdą.”
Książka składa się z czterech części zatytułowanych: Życie, Męka, Cuda, Kult. Pierwsze trzy części składają się z 21 krótkich rozdziałów każdy przedstawionych w naprzemiennej narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego przez Helenę i Adriana. Czwarta to tak naprawdę po prostu epilog. Styl powieści jest bardzo interesujący. Już na tym poziomie budowane jest pewne zagmatwanie, są intrygujące porównania i dosyć brutalne spostrzeżenia dotyczące rzeczywistości. Język jest dosadny, ale nie wulgarny.
 
Muszę przyznać, że przez pierwszą połowę lektury tak naprawdę nie miałam o niej żadnego zdania. Wprowadzenie postaci jest skrupulatne, a rzeczywistość, w której żyją, odkrywana powoli – ciężko z początku odgadnąć na czym polega praca Adriana, a Helena… no cóż, żyje w lekkim zawieszeniu, zrezygnowała z pracy ze względu na zmianę warunków na mocno niekorzystne, a teraz niespecjalnie przykłada się, by samodzielnie popchnąć swoją karierę do przodu. I tak przyglądamy się ich poczynaniom, aż w końcu okazuje się, że to co obserwujemy nie jest tak naprawdę tym, czym się wydaje… Wtedy, w drugiej połowie lektury, fabuła mocno daje do myślenia, wymaga skupienia i ciągłego zastanawiania się co z tego, co się dzieje, jest prawdziwe, a co jest fikcją w fikcji…
„Po raz pierwszy Helena widzi w maleńkiej kawalerce ciasną celę i aż się krzywi – tak oczywista jest ta klisza. Ucieczka od biurowej pracy, która kończy się w paranoicznej klatce, bo choć można otworzyć drzwi, i tak całe dnie spędza się we własnej głowie.”
Nic więc dziwnego, że powieść mocno nasuwa skojarzenie ze znanym filmem „Incepcja”. Tutaj na warsztat Rogoża wziął rzeczywistość w jakiej żyjemy aktualnie na co dzień – w końcu nie da się ukryć, że nasze życie mocno kierowane jest teraz przez media zarówno te, które znane nam są od dawna, jak telewizja, gazety czy radio, ale przede wszystkim przez te, które działają dzięki rozpowszechnieniu internetu. Fake newsy, manipulowanie opinią publiczną to tak naprawdę błahostka w porównaniu z tym, co tutaj przedstawia nam autor. Pozornie jego wizja świata wydaje się mocno fantastyczna, bo przecież chyba w naszych mediach nikt aż tak mocno nie ingeruje w rzeczywistości, jak w powieści? A może jednak? Cóż, po dłuższym zastanowieniu wizja świat autora wydaje się przerażająco możliwa…
„Sądzisz, że coś musi się wydarzyć naprawdę, żeby zostać nagrane?”
„Konwersja” mocno zmusza do myślenia i to nie tylko w temacie analizy internetowej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, ale i w tematach bardziej ogólnych. Zmusza do refleksji nad mocno zagmatwanymi i trudnymi zagadnieniami np. czy dobre cele, do których się dąży, usprawiedliwiają drogę do ich osiągnięcia? Jak mocno można wpłynąć na zachowanie drugiego człowieka? Czy psychologiczne zaprogramowanie można kształtować? To tematy mocno niepokojące, ale mnie mocno zafascynowały i wiem, że jeszcze długo będę o nich myśleć.
 
Ach, jeszcze jeden ważny temat! Wolna wola. Istnieje czy nie? Żyjemy w świecie, którzy sami tworzymy czy jednak ktoś go tworzy za nas i jesteśmy tylko marionetkami w tym z góry zaplanowanym spektaklu? Temat znany od dziesięcioleci, ale cały czas aktualny. W naszym świecie, w którym postęp w każdej dziedzinie nauki jest tak zaawansowany, wydaje się aktualniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
 
Myślę, że zagadnienia i wątpliwości jakie książka ze sobą niesie, są ważniejsze niż kreacja postaci czy napięcie, które ma wywoływać podczas lektury. Oczywiście niczego jej i tutaj nie brakuje – postacie są całkiem wiarygodne (choć mam lekkie zastrzeżenia co do dziennikarki Heleny klikającej w każdy nadesłany link 😉), napięcie, jak już pojawia się w połowie książki, tak trzyma do samego końca. Jest tu też intryga kryminalna, podejrzenie morderstwa i starania bohaterów, by odkryć co tak naprawdę się stało. Niczego więc tutaj nie zabrakło.
„(…) jedno z pozoru niewinne słowo może wywołać pożar, który strawi świat. A skoro słowo było na początku – to niech konsekwentnie sprowadzi także koniec.”
(W książce jest taki fragment o pożarze i płonięciu, który od razu nasunął mi skojarzenie z tą piosenką. Chyba dobrze wpasowuje się w klimat powieści 😊)

„Konwersja” to książka zaskakująca. Z początku chyba byłam trochę rozczarowana, że od pierwszej strony nie powodowała mętliku w głowie. Jednak jak już zaczęła, to te założenie zrealizowała z nawiązką. Podczas lektury czułam się podobnie, jak podczas seansu z filmem „Incepcja”. Czy ten poziom jest już tym prawdziwym, czy incepcja sięga głębiej? To dobra, mocno oryginalna książka na naszym rynku. Zmuszająca do uwagi i refleksji, o której trudno będzie zapomnieć. Jestem pod wrażeniem!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 14, 2022

"Zastępy świadków" Dorothy L. Sayers

"Zastępy świadków" Dorothy L. Sayers
Autor: Dorothy L. Sayers
Tytuł: Zastępy świadków
Cykl: Lord Peter Wimsey na tropie, tom 2
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Znak Jednym Słowem
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść detektywistyczna / kryminał
 
„Zastępy świadków” to drugi tom serii kryminalnej o lordzie Wimsey’u pióra brytyjskiej pisarki Dorothy L. Sayers, który po raz pierwszy na rodzimym rynku autorki ukazał się 3 lata po jej debiucie pt. „Trup w wannie” (recenzja – klik!), czyli w roku 1926. U nas seria w całości nie jest znana, jednak Wydawnictwo Znak planuje to zmienić. Bardzo mnie to cieszy, bo po lekturze dwóch tomów mogę powiedzieć, że są to naprawdę wyborne powieści kryminalne!
 
Fabuła „Zastępów świadków” toczy się trzy miesiące po wydarzeniach z tomu pierwszego. Jest październik, a lord Wimsey wraz z lokajem Buntlerem właśnie wracają z Korsyki, gdzie oddawali się zasłużonemu po śledztwie wypoczynkowi. Jednak już w ich dniu powrotu, gdy tylko pojawili się w Paryżu, dochodzą do nich wieści niepokojące –starszy brat Wimsey’a, książę Denver został oskarżony o morderstwo narzeczonego ich siostry. Doszło do tego w nocy po ostatnim w tym roku polowaniu, na które towarzystwo udało się do domku w Roddlesdale. Wimsey jest pewny, że jego brat nie byłby zdolny do takiego czynu, więc razem z policjantem Parkerem muszą przyjrzeć się tej sprawie… Co uda im się odkryć? Wygląda na to, że każdy z przebywających wtedy w domku miał w rękawie ukrytą niejedną tajemnicę…
„Nie zastanawiało cię, że problemem tej sprawy jest nadmiar tropów?”
Książka składa się z 19 średniej długości rozdziałów. Już w samej budowie książki widać zmiany, jakie autorka wprowadziła na korzyść w stosunku do tomu pierwszego. Rozdziały są tytułowane i opatrzone cytatami z literatury dobrze znanej nie tylko nam, jako kanonu, ale i jej ówczesnym czytelnikom – dla nich była to dodatkowa zagadka ze strony autorki, która i w tym cytatach zawarła pewne tropy dotyczące zagadki. Sprytne posunięcie! W tym wydaniu wita nas tak samo jak w tomie pierwszym wstęp Elizabeth George z 2003 roku, które napisane zostało do wznowienia amerykańskiego wydania serii, a zamyka nie tylko fikcyjna biografia Wimsey’a, ale i dodatkowo kilka słów od tłumaczki fajnie wyjaśniające jak książki Sayers odbierane były w jej czasach i co wyróżnia te publikacje na tle innych. Warto to przeczytać!
Wróćmy jednak do samej powieści. Prowadzona jest w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, podąża przede wszystkim za lordem Wimsey’em, choć oczywiście nie tylko – są też fragmenty skupiające się na innych kluczowych postaciach powieści. Styl w jakim napisana jest książka dla współczesnego czytelnika jest uroczy ze względu na samo słownictwo i sposób w jaki wypowiadają się postacie – te wszystkie uprzejmości, zachowanie etykiety i reakcje na to, kiedy ta nie jest przestrzegana – dla mnie to była prawdziwa przyjemność. Dodatkowo książka, szczególnie w dialogach, zawiera elementy humorystyczne, Wimsey ma świetne, lekko uszczypliwe poczucie humoru, przez co jego komentarze (jak i jego lokaja!) nadają lekturze zabawnego tonu. Całość czyta się bardzo przyjemnie.
„Zainteresował się pracą śledczą tak, jak ktoś o innych poglądach lub konstrukcji mógłby zainteresować się konopiami indyjskimi, czyli z uwagi na jej pobudzające właściwości w okresie, w którym życie wydawało się jednym wielkim rozczarowaniem, niemniej nie miał temperamentu prawdziwego detektywa.”
Tym razem książkę podzieliłabym na dwie części – 2/3 książki jest całkiem dynamiczne, jak na klasykę kryminału, zaskoczeń jest tu masa! Ostatnie 1/3 to sprawa sądowa, w której dostajemy większość mów obrońców i oskarżenia, co może się lekko dłużyć. Nie można jednak odmówić książce rzetelności!
 
Intryga kryminalna opiera się na wariancie zamkniętego pokoju – mamy kilka postaci, zamknięte grono potencjalnych sprawców. Mamy nawet mapkę domku, żebyśmy widzieli, co kto i kiedy mógł słyszeć i gdzie coś mogło być schowane. Ponadto od początku wiemy, że przynajmniej kilka z zamieszanych w sprawę postaci ma jakieś tajemnice, których nawet policji nie zamierzają zdradzać. Wszystko tu jest podejrzane! Gdzie jest wśród tego prawdziwy sprawca i jaki miał motyw?
 
Fabuła tym razem zostaje przeniesiona z dala od miasta –jest to domek na odludziu, wśród wrzosowisk i mokradeł. Teren jakże inny niż tego, którego na co dzień doświadcza lord Wimsey. Obserwując te śledztwo czytelnik ma szansę zobaczyć jak wyglądało wtedy życie w małym miasteczku. Okrywamy zależności angielskiej elity, ale też i bolączki, z jakimi borykają się zwyczajni ludzie. Szeroki przekrój społeczeństwa i dobry wgląd w ich codzienność!
„ – I słusznie – powiedział lord Peter. – Kiedy słyszę, jak ludzie nocą kręcą się po domu, taktownie staram się o tym w ogóle nie myśleć.
- Naturalnie – wtrąciła księżna. – Zwłaszcza w Anglii, gdzie myślenie jest tak osobliwie niewłaściwe.”
Na pewno fascynujące jest też przyjrzenie się, jak w tamtych czasach działał wymiar sprawiedliwości, w końcu część fabuły rozgrywa się w sali sądowej. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że to zapowiedź thrillerów prawniczych 😉
„Zawsze twierdziłem (….) że nie ma na tej ziemi osobników bardziej niemoralnych niż zawodowi adwokaci. I właśnie zyskałem pewność.”
Oczywiście i kreacje postaci są tu genialne. W tym tomie bliżej przyglądamy się rodzinie Wimsey’a, o której w tomie pierwszym było niewiele. Jak ładnie napisała w posłowiu tłumaczka, jest to książka o lojalności i poczuciu odpowiedzialności, które w różny sposób odczuwa każdy członek tej rodziny. Nie zdradzam nic więcej, by niechcąco nie wspomnieć czegoś, co potrzebne jest do rozwiązania tej zagadki, bo każdy jej aspekt, który podczas lektury jest odkryty, jest naprawdę fascynujący i uczy o tamtych czasach czegoś nowego – na poważnie lub w formie satyrycznej.
„ – Bunter – powiedział lord Peter, gdy szli ulicami starówki – czy ja naprawdę zachowuję się w sposób mimowolnie obraźliwy?
- Wasza lordowska mość zechce mi wybaczyć tę uwagę, ale być może żywiołowe usposobienie waszej lordowskiej mości daje fałszywe wyobrażenia osobom o ograniczonej…
- Uważaj, Bunter!
- Ograniczonej wyobraźni, milordzie.
- Angielskie wyższe sfery nigdy nie miały wyobraźni, Bunter.”
Podsumowując, „Zastępy świadków” to uczta klasyki kryminału. Zagadka jest mocno intrygująca i wielowarstwowa, skrywa w sobie wiele wartych uwagi spostrzeżeń na temat ówczesnego stylu życia rodziny Wimsey’ów i osób z nimi związanych. Akcja toczy się dynamicznie i zaskakująco, by na końcu mocno wyhamować i dokładnie wytłumaczyć wszystkie kąty zbrodni. Napisana stylem zachwycającym współczesnego czytelnika, do tego pełna humoru – w tym tomie nie tylko pojawiającego się jak w tomie pierwszym w dialogach, ale i w sytuacjach. Pewna akcja na wrzosowisku naprawdę mocno mnie rozbawiła! No, do czasu kiedy nie zrobiło się przerażająco poważnie 😉 Nie pozostaje mi nic innego jak z niecierpliwością wyczekiwać tomu trzeciego!
„Żałuję z całego serca, że zamiast trzymać się książek, zainteresowałem się przestępczością.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Jednym Słowem.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!