lutego 19, 2026

"Martwy sezon" Darcy Coates

"Martwy sezon" Darcy Coates

Autorka: Darcy Coates
Tytuł: Martwy sezon
Tłumaczenie: Ewa Ziembińska
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: horror / thriller kryminalny
 
Darcy Coates to australijska autorka szeroko pojętych horrorów - w swojej twórczości sięga zarówno po wątki gotyckie, jak i kryminalne, część jej powieści zahacza o fantastykę, część osadzona jest w naszym całkowicie realnym świecie. Od lat anglojęzyczne wersje jej powieści zdobywają listy bestsellerów, na koncie ma dobrze ponad trzydzieści pozycji, a jednak dopiero teraz po raz pierwszy pojawiła się na rynku polskim! I robi to powieścią z roku 2023, “Martwym sezonem”, który równie dobrze wpasowuje się w ramy podgatunku horror slasher, jak i w dość krwawą wersję thrillera kryminalnego. 
 
To miały być piękne wakacje. Dwa tygodnie w luksusowym hotelu położonym wysoko w Górach Skalistych, teraz pokrytych białym puchem, spędzone w towarzystwie kochającego chłopaka, a kto wie, może już narzeczonego? W końcu Kiernan zaproponował Christy wyprawę w miejsce, które jest dla niego szczególnie ważne, to w tych rejonach spędził swoje dzieciństwo. To chyba coś znaczy, prawda? Niestety nic nie idzie po ich myśli - w drodze do hotelu, którą odbywają z innymi dziewięcioma osobami, najpierw napotykają powalone drzewo na drodze, potem łapie ich śnieżyca, w wyniku której Christa rozdziela się z Kiernanem. Kiedy zdaje sobie sprawę, że w tych warunkach się nie odnajdą, kieruje się w dół, gdzie trafia do chaty, niewielkiego domku, w którym znajdują się pozostali uczestnicy wyprawy - to tam schronili się przed zamiecią. Oczywiście zaraz rusza ponownie szukać Kiernana, niestety na niewiele się to zdaje. Czy jej chłopak naprawdę mógł zginąć w tej śnieżycy? Niemożliwe, Kiernan jest silny, na pewno się nie podda... Ale szybko okazuje się, że to nie jedyny problem Christy - po nocy w chacie, że jednego z jej współtowarzyszy brakuje. Znajdują go niedaleko, ktoś go brutalnie zamordował i wystawił im na pokaz. Gra się rozpoczęła, a Christa czuje w kościach, że nikt z nich nie wróci z tej wyprawy żywy.
 
Książka rozpisana jest na 78 kilkustronicowych rozdziałów pisanych z perspektywy Christy w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, co przywodzi na myśl thrillery psychologiczne - i trochę tak jest, w końcu przez taką formę narracji czytelnik widzi świat subiektywnie, zabarwiony emocjami i myślami głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się w miarę linearnie, przede wszystkim jesteśmy tu i teraz, w niewielkiej chatce w górach, narratorka zaledwie kilka razy cofa się we wspomnieniach do zdarzeń przeszłych, tych, które w jakiś sposób wpłynęły na to, kim jest teraz. Styl powieści jest podyktowany sposobem narracji - jest sporo opisów, przemyśleń i dedukcji głównej bohaterki, ale nie brakuje i dialogów, które prowadzone są sprawnie. Język powieści jest codzienny, ale nie jest wulgarny, autorka nie ucieka się do przekleństw, a opisy zbrodni, choć są dość krwawe, to jednak nie są tak mocne, jak najczęściej ma to miejsce w slasherach - autorka nie rozsmakowuje się w makabrycznych opisach, a po prostu oddaje je na tyle dokładnie, by czytelnik był w stanie poczuć grozę sytuacji.
 
A ta budowana jest naprawdę dobrze. Autorka korzysta z naturalnych warunków, jakie dają Góry Skaliste, czy jakiekolwiek wysokie góry w czasie tak zwanego martwego sezonu - miejsce oddalone od cywilizacji podczas górskiej zamieci zostaje całkowicie odcięte od świata. Swoje postacie zamyka w bardzo małej przestrzeni - jednopokojowym domku, który stoi w dolinie pośrodku niczego. Postacie zatem mają schronienie, mają gdzie się ogrzać i schować przed zacinającym śniegiem, nie mają jednak za wiele sprzętu do dyspozycji. Już samo odcięcie od świata, które nie wiadomo jak długo może potrwać, jest sytuacją lekkiej grozy, bo z jednej strony w chatce nie ma żadnych zapasów, z drugiej każde wyjść w zamieć jest sytuacją niebezpieczną dla życia - można się przecież zgubić w tej bieli i po prostu zamarznąć lub spaść w górską przepaść.
“Takie góry mogą pochłonąć samotnego człowieka. Wciągnąć go tak głęboko, że nikt nie znajdzie nawet kości.”
Ten strach przed morderczymi warunkami pogodowymi jest dobrze wyczuwalny, gdy narratorka wędruje samotnie, jednak nie on budzi największą grozę - ta zaczyna się, gdy ktoś rozpoczyna mordować. Autorka dobrze kieruje poczuciem zagrożenia, które może nadejść z każdej strony, sytuacji, w której nie wiadomo komu można ufać, a kogo się wystrzegać - w końcu wszyscy są obcy, wszyscy są podejrzani. A może w ogóle zagrożenie czai się na zewnątrz? Przecież nikt nie powiedział, że morderca na pewno znajduje się wśród nich. Ale gdzie mógłby się schować?
“Wszystkie ślady zniknęły. To przerażające, jak szybko i sprawnie śnieżyca jest w stanie wymazać nasze istnienie.”
Intryga powieści zbudowana jest na dwóch pytaniach: kto? i dlaczego? Z początkiem fabuły uwaga czytelnika jest podzielona na kilka punktów, a to, co czujemy, to przede wszystkim dezorientację bohaterki. Kiedy dochodzi do pierwszych morderstw nadal czujemy się podobnie, dopiero gdzieś w okolicach połowy książki intryga zaczyna się zagęszczać, a my dostrzegamy jak dokładnie jest zbudowana, jak dobrze posplatane są wszystkie nitki. Tu twisty fabularne pojawiają się w odpowiednim momencie, raz po raz zmieniając kolejne pojawiające się w naszej głowie hipotezy. Historia zaskakuje i nie można jej odmówić przemyślanej budowy, a jednak nie da się nie zauważyć kilku naciągnięć fabularnych, które wypadają nieco naiwnie, nieco nierealistycznie - to detale, niemniej jednak to one sprawiają, że historię uznaję za dobrą, ale nie doskonałą.
“(...) okolica wydaje mi się niewymownie, straszliwie wręcz obca. Nie tylko obca - agresywna. Jakby otaczały nas wilki, tuż poza zasięgiem wzroku, szczerząc kły za naszymi plecami. Jakby sama ziemie szykowała się do rozstąpienia, żeby wessać nas w przepaść, która zamknie się pod naszymi wykrzywionymi krzykiem twarzami.”
Nie jest to jednak też typowa tylko i wyłącznie rozrywka. To powieść o sile natury, ale też o odpowiedzialności, o codziennych małych decyzjach, które w pewnych sytuacjach mogą przybrać wagę życia i śmierci. Jak odróżnić te nieznaczące, od tych, które będą miały poważne konsekwencje? Małe gesty, które w momencie ich wykonania, zdają się nic nie znaczyć, w odpowiednim świetle mogą przecież mieć katastrofalne skutki. Czy jesteśmy to w stanie przewidzieć?
“Na nadziei nie wolno polegać.
Ale czasem potrzebujemy jej, żeby przetrwać.”
Na koniec muszę wspomnieć również o postaciach powieści. Jedenaście osób, z których już na starcie robi się dziesięć, za chwilę dziewięć… Grono bardzo różnorodne, a jednak równie mocno podejrzane. Bo czy nie ci, którzy wydają się najłagodniejsi, nie powinni się okazać tymi najgroźniejszymi? Autorka umiejętnie przeprowadza nas przez kolejne sceny tak naprawdę niewiele o postaciach zdradzając, przez co czytelnik ciągle nie jest pewny na którego z nich postawić, kto może za tym wszystkim stać. Chciałoby się napisać, że przynajmniej Christę poznajemy dobrze, ale też nie - ta bohaterka dość długo skrywa pewien sekret przeszłości, a o sobie mówi nam tylko to, co chce. Niemniej jednak trzeba jej przyznać, że do zadania wytypowania mordercy podchodzi całkiem racjonalnie, słucha, obserwuje, jest tak czujna, jak tylko głód i niewyspanie jej na to pozwalają. To dobra kreacja, odpowiednia do opowiedzenia tej historii.
“Można powiedzieć, że zawdzięczam ojcu wiele rzeczy. Niesamowicie rozwiniętą umiejętność odczytywania języka ciała innych ludzi, nienawiść do mocnych trunków oraz nieufność wobec osób, które po nie sięgają.”
“Martwy sezon” to klaustrofobiczna powieść, w której zagrożenie płynie z dwóch stron - tej trudnej do okiełznania, nieprzewidywalnej natury, w której śmierć może przynieść mróz i śnieg oraz ludzkiej, jeszcze bardziej brutalnej, morderczej. Autorka sprawnie buduje napięcie powoli wprowadzając nas w tej biało-szary świat, by za chwilę chlapnąć nam czerwienią i utrzymać już te trzy kolory w różnej konfiguracji do końca. Dobre, zaskakujące twisty fabularne i postacie, które wykreowane są tak, że trudno samodzielnie wytypować mordercę sprawiają, że jest to lektura satysfakcjonująca, a stopniowo zagęszczająca się akcja sprawia, że z czasem trudno jest się od niej oderwać. Przyznam, że mnie przez większą część powieści ciekawiło przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? i to co dostałam, mnie nie rozczarowało. Mam nadzieję, że teraz Darcy Coates zagości na polskim rynku na stałe! Takie slashery mogę czytać 🙂
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 19, 2026

"Detektywka w podróży: Afera w Paryżu" Nicki Greenberg - zapowiedź patronacka

"Detektywka w podróży: Afera w Paryżu" Nicki Greenberg - zapowiedź patronacka
Marzec już za pasem, powoli nasze myśli kierują się ku wiośnie... I właśnie taką wiosenną książkę chcę Wam dzisiaj zaprezentować - już 4 marca na naszym rynku pojawi się trzeci tom serii dla młodszego czytelnika (9+) Detektywka w podróży pt. "Afera w Paryżu" Nicki Greenberg, a Kryminał na talerzu ma przyjemność objąć ją swoim patronatem medialnym!

Pepper Stark i jej przyjaciele przyjechali do Paryża podziwiać miasto, smakować lokalne dania i dobrze się bawić. Jednak intrygi zdają się podążać za nimi, dokądkolwiek się udadzą. Kiedy z hotelu znikają amerykański turysta i jedno z bezcennych rosyjskich jaj Fabergé, Pepper jest pewna, że tajemnice są ze sobą powiązane. Tym razem jednak nie tylko ona podejmuje sprawę: do akcji włącza się także Georges Rème, były złodziej, a obecnie detektyw amator.
Jak daleko posunie się Pepper, by wyprzedzić konkurencję i udowodnić, że jest prawdziwą detektywką? Czy będzie mogła liczyć na przyjaciół, którzy wydają się bardziej zainteresowani croissantami niż poszukiwaniem prawdy? I komu zdecyduje się zaufać w mieście, które jest wielką grą pozorów?
Tom trzeci, ale jak każdy z tej serii, można czytać go od reszty niezależnie, choć jeśli tylko Wasze nastoletnie dzieci są choć trochę ciekawe świata, to gwarantuję, że będą chciały przeczytać wszystkie trzy tomy! Autorka ma doskonałe wyczucie, dzięki któremu jej historia ani na moment nie nudzi, a naładowana jest ciekawostkami historycznymi (akcja toczy się w końcówce lat 20. XX wieku!), podobnymi emocjami i problemami, z jakimi mogą mierzyć się dzieci w tym wieku, dobrym humorem i dobrym jedzeniem, a także i intrygującą zagadką kryminalną! W tomie trzecim to zagadka wielkanocna - w czasie pobytu Pepper w Paryżu, w hoteliku, w którym się zatrzymuje ze swoją macochą i przyjaciółmi, znika jajo Fabergé. Pepper nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała go odnaleźć! Czy to znaczy, że jest prawdziwą detektywką? Tak sądzę! Sama bawiłam się przy tej powieści świetnie i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła opowiedzieć Wam o niej więcej! A tymczasem to prostu gorąco polecam!

Autorka: Nicki Greenberg
Tytuł: Afera w Paryżu
Cykl: Detektywka w podróży, tom 3
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Sylvia Morris
Data premiery: 04.03.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 17, 2026

"Mrok i światło" Pierre Lemaitre

"Mrok i światło" Pierre Lemaitre

Autor: Pierre Lemaitre
Tytuł: Mrok i światło
Cykl: Lata chwały
Tłumaczenie: Joanna Polachowska
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 576
Gatunek: saga rodzinna / powieść historyczna
 
Pierre Lemaitre to jeden z tych twórców literackich, którzy debiutowali w późnym wieku - sporą część swojego życia spędził zajmując się czymś innym, kształcił zawodowo dorosłych, a choć w tym czasie też już podejmował próby literackie, to jednak tylko do szuflady. Dopiero po przekroczeniu pięćdziesiątki zdecydował się wysłać powieść do wydawnictwa i tak w 2006 roku pojawiła się jego pierwszy kryminał pt. “Koronkowa robota”, który zapoczątkował cykl z komisarzem Camille’em Verhoevenem. To on przyniósł mu pierwszego gatunkowe nagrody literackie i rozpoznawalność nie tylko w kraju, ale i zagranicą. Siedem lat później nastąpił kolejny przełom w jego karierze - ukazała się powieść “Do zobaczenia w zaświatach”, która wychodzi poza ramy gatunku kryminalnego, balansując pomiędzy nim, literaturą piękną a powieścią historyczną. Teraz autor tworzy wielkie sagi historyczne, z których Lata Chwały jest najnowszą z nich. Na rynku francuskim cykl liczy już cztery części, w Polsce właśnie ukazał się trzeci z nich pt. “Mrok i światło”. Poprzednie dwa: “Wielki świat” (recenzja - klik!) i “Cisza i gniew” (recenzja - klik!) ukazały się u nas w 2024-2025. To jedna z tych serii, które warto czytać w kolejności chronologicznej, choć autor dopuszcza inną możliwość zamieszczając w treści tomu trzeciego krótkie wytłumaczenia wcześniejszych losów postaci.
 
Wiosna 1959 rok. Głowa rodziny Pelletierów, Louis wraz ze swoją żoną Angèle po trzech dekadach prowadzenia fabryki mydła w Bejrucie, decyduje się na powrót do Francji i zamieszkanie w starej willi niedaleko Paryża. Czy to dla nich nowy etap czy może już sam schyłek życia? Nie brakuje im jednak jeszcze energii, by cieszyć się obecnością 10-letniej Colette, wnuczki, która od kilku lat rozkwita pod ich opieką. Jednak nawet oni nie są w stanie ochronić jej przed wszystkimi zagrożeniami tego świata…
Tymczasem w Paryżu trójka ich dzieci robi karierę. Najstarszy syn Jean z sukcesem otwiera kolejne filie sklepów odzieżowych, choć w domu dalej poddaje się pod władanie swojej apodyktycznej żony Geneviève, pod rządami której gnuśnieje też jego młodszy syn Philippe. Jego młodszy brat François nadal pracuje w paryskiej gazecie, ale teraz jego życie prywatne płynie już prostymi torami - jest szczęśliwym ojcem i mężem. Ich najmłodsza siostra Hélène właśnie spodziewa się dziecka, ale to nie powstrzymuje jąejprzed aktywnościami zawodowymi - teraz prowadzi nocne audycje w radiu. Czy to znaczy, że ich życie w końcu zaczęło się układać? A może znowu czekają ich kolejne wielkie wyboje na drodze? Wyboje, które wpłyną nie tylko na ich życie, ale i także ich własnego kraju…
“Prawdą jest to, co panu powiedziano (…). Rzeczywistością jest to, co się stanie. A w naszym fachu prawda i rzeczywistość rzadko bywają tym samym.”
Książka rozpisana jest na trzy części, które podpisane są dokładną datą zdarzeń, choć tak naprawdę historia w nich opisana niekoniecznie toczy się w ciągu jednego dnia. Akcja rozgrywa się od marca do maja roku 1959 i podzielona jest na 76 kilkustronicowych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział jest zatytułowany, a tytułem są słowa, które w opisywanym rozdziale się pojawiają. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku naprzemiennych perspektyw, a narrator zachowuje do postaci dystans, równocześnie od czasu do czasu zwracając się bezpośrednio do czytelnika w taki sposób, jakby przemawiało do nas alter ego pisarza zdające sobie sprawę, że to, co opisuje, to fikcja literacka, a życia, które nam przedstawia to tylko wymyślone postacie. To jednak bardzo okazyjne wtrącenia, większa część narracji toczy się bardziej tradycyjnym rytmem, choć nie brak w niej błyskotliwego, niezwykle barwnego humoru, który przejawia się na wielu płaszczyznach. Dialogi, wymiany zdań pomiędzy bohaterami, to prawdziwe perełki, w których szczególne miejsce zajmują wszystkie te, w których pojawia się Geneviève. Książka już pod względem samej warstwy stylistycznej, językowej wypada niesamowicie dobrze zarówno w klasycznej formie, jak i w audiobooku.
“Uważał, że mówi to, co myśli, ale czasami odkrywał, że myśli coś, bo właśnie to powiedział.”
W “Mroku i świetle” choć czytelnik obserwuje nadal każdego członka rodziny Pelletierów, to mam wrażenie, że blask reflektorów szczególnie mocno pada na część rodziny tworzoną przez Jeana i Geneviève - ona nadal jest najbardziej irytującą postacią świata, ale sposób jej działania, jej manipulacji otoczeniem oddany jest tak perfekcyjnie, że podczas lektury przy każdej scenie z jej udziałem chce się wstać i bić brawo. Jean z kolei w końcu się przed czytelnikiem otwiera, tłumaczy to, dlaczego jest, jaki jest tak na co dzień, choć nadal jego frustracja eskalująca aż do morderczych czynów szokuje. Ich dzieci też odgrywają w fabule niemałą rolę, Colette to prawdziwie mądra dziewczynka, której kolejne krzywdy, jakie zostają jej w tej historii wyrządzone, łamią serce, a jej brat… cóż, to postać, która pokazuje dużo więcej niż się z początku wydaje! Oczywiście wszystkie pozostałe postacie rodziny Pelletierów budowane są z dużą dokładnością, choć ich życie zdaje się płynąć bardziej przewidywalnym rytmem - rodzinie Jeana to Geneviève nadaje cech nieobliczalności.
“Jean i Geneviève – postacie bardzo balzakowskie – głowę do interesów zawdzięczali swojej głupocie i szczęściu, które czasami wspiera losy przeciętniaków.”
Sama fabuła powieści tym razem osadzona jest w dużej mierze na motywach szpiegowskich, dość bezwzględnych pod kątem ukazania władzy. François zostaje poproszony o udział w pewnej tajnej akcji, dzięki której czytelnik może przyjrzeć się temu, co dzieje się na politycznej scenie nie tylko krajowej, ale i światowej. Trwa przecież Zimna Wojna, świat z jednej strony odradza się po II wojnie światowej, trwa czas prosperity, z drugiej pół świata rządzone jest przez komunistów, którzy zafałszowują obraz rzeczywistości w krajach przez nich rządzonych. Do jednego z nich udajemy się właśnie z misją, która jest hołdem w stronę twórczości Johna le Carrè’a. Te miasto oddaje jest z dużą uwagą, dużą dokładnością, a równocześnie jasno obrazuje relacje, jakie istniały wtedy pomiędzy krajami Europy. To wielka polityka, a jednak w powieści zajmuje tyle miejsca, by oddać dobrze tło historyczne, ale nie odciągnąć uwagi czytelnika od losów znajomych postaci.
 
Bo to one i ich relacje stoją w świetle reflektorów. Tu rodzina z wszystkimi swoimi następstwami jest tym, co naprawdę ważne. Miłość, przyjaźń, rodzicielstwo, zaufanie, ale i krzywdy jakie najbliżsi sobie wyrządzają, tajemnice jakie przed sobą skrywają – na wszystko to jest tutaj miejsce. Mimo tego, że to jedna rodzina, to ich dynamika jest tak zróżnicowana, że czytelnik dostaje tu pełny przegląd tego, co może kryć się pod tym słowem, zarówno dobrego, jak i złego.
“Zwierzęta mówią nam różne rzeczy. Za mało ich słuchamy.”
“Mrok i światło” to powieść wielowątkowa, która doskonale łączy w sobie elementy obyczajowe, historyczne, kryminalne, a także szpiegowskie. Jej siłą są przede wszystkim doskonałe kreacje postaci, które są tak żywe, tak charakterne i tak różne, że nie sposób pozostać wobec nich obojętnym - części z nich kibicujemy, wzruszamy się nad ich pięknymi relacjami, część budzi złość, irytację, ale nie dlatego, że postaci nie rozumiemy, a dlatego, że doskonale oddaje charaktery, jakie sami w życiu dobrze znamy. Autor z lekkością rozwija ich kreacje zapoczątkowane już kilka powieści wcześniej, a choć wprowadza tutaj kilka nowych postaci związanych głównie z wątkiem szpiegowskim, to jednak nasza uwaga i tak pozostaje przez Pelletierach. Radio, telewizja, gazeta, książki, szkoły, biznesy - to pełny świat końca lat 50., który zachwyca w swoich szczegółach. Doskonale spędziłam z tą powieścią czas, a choć ten tom kończy pewną erę w życiu tej rodziny, to ja już i tak nie mogą się doczekać kolejnego spotkania z nimi!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 16, 2026

"Niepokorna" Elizabeth Fremantle

"Niepokorna" Elizabeth Fremantle

Autorka: Elizabeth Fremantle
Tytuł: Niepokorna
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść historyczna
 
Elizabeth Fremantle na rynku powieści historycznej pojawiła się w roku 2012 ze swoim debiutem “Rozgrywka królowej” skupiającym się na postaci ostatniej żony Henryka VIII, Katarzyny Parr, który wraz z kolejnymi trzema książkami opublikowanymi do roku 2016 tworzy tetralogię Tudorów. To sprawiło, że Fremantle została okrzyknięta jedną z najwspanialszych współczesnych autorek prozy historycznej, która oddaje głos kobietom z początku epoki nowożytnej do tej pory przez historię pomijanym. Jej proza cieszy się dużą popularnością zarówno w Anglii, jak i zagranicą, nie jest pomijana także przy przyznawaniu nagród literackich. Między innymi to właśnie “Niepokorna”, jej siódma powieść, została wyróżniona HWA Gold Crown 2024, a sama autorka we współpracy z Danielem Dreifussem zaadaptowała ją na potrzeby filmu. Wydana została na rynku anglojęzycznym w 2023, który dwa lata później mógł już cieszyć się jej kolejną powieścią osadzoną w tym samym czasie co “Niepokorna” - “Sinners” to historia kobiety, której egzekucję w pierwszej scenie “Niepokornej” ogląda mała Artemisia Gentileschi.
W Polsce autorka pojawiła się dość późno - w 2024-2025 Wydawnictwo Albatros wydało jej trzy pierwsze powieści osadzone w czasach Tudorów, “Niepokorna” to czwarty tytuł jej autorstwa przetłumaczony na język polski.
 
Wiosna, rok 1611, Rzym. 17-letnia Artemisia Gentileschi wraz z ojcem i młodszymi braćmi przenieśli się do innej części miasta, do mniejszego domu - w ostatnim czasie jej ojciec, malarz, kiedyś przyjaciel Caravaggia, dostaje coraz mniej zleceń. Może dlatego, że coraz więcej pije? To tak naprawdę Artemisia pomaga mu w jego karierze, to ona wykańcza jego dzieła, tchnie w postacie życie. Dla niej nie istnieje nic poza sztuką, chce tworzyć, malować, oddawać się swojej pasji. Ale w Rzymie początku XVII wieku to przecież niemożliwe - kobieta nie może żyć sama, nie może żyć dla swoich pasji - ma mieć męża, który przejmie od ojca władzę nad nią. I właśnie do tego jej ojciec się szykuje, pełen nadziei, że jej małżeństwo pomoże ich rodzinie stanąć finansowo na nogi. Ale w jaki sposób wydać za mąż tak krnąbrną dziewczynę, która nie zamierza zajmować się obowiązkami kobiecymi, a talentem przewyższa większość mężczyzn? Kiedy jej ojciec snuje swoją intrygę, Artemisia jeszcze nie wie, jak wiele będzie musiała przejść, by w końcu świat o niej usłyszał.
“Ten drogocenny skarb pozwolił jej zrozumieć coś, co Merisi powiedział jakiś czas później: “Malarze upierają się, żeby zalewać wszystko światłem, gdy tymczasem to ciemność sprawia, że wyłania się forma rzeczy i obdarza je życiem”.”
Książka podzielona jest na trzy części, a każda opatrzona jest cytatem, którego autorką jest główna bohaterka. W sumie składają się na 39 tytułowanych rozdziałów i kilku wtrąconych pomiędzy nie fragmentów o świętych, kobietach męczennicach, które pochodzą z anonimowych źródeł z okolic XVI wieku. Większa część historii toczy się w roku 1611, a fabuła, choć beletryzowana, oparta jest o bogate źródła historyczne, jak np. listy samej Artemisii czy zapiski z sądu, przed którym Artemisia musiała dowodzić swojej niewinności. Każdy rozdział liczy kilka, kilkanaście stron, niektóre dzielone są na mniejsze fragmenty - ich długość jednak nie ma znaczenia, książkę czyta się tak dobrze, że czytelnik nie zwraca na to najmniejszej uwagi. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego przez narratora wszechwiedzącego, który bez problemu oddaje emocje wszystkich postaci. Historia opowiedziana jest z kilku perspektyw, przede wszystkim Artemisii, ale też jej ojca, jak i Zity, kobiety zamężnej, która po przeprowadzce rodziny Gentileschich była dla Artemisii przyzwoitką. Język, jakim autorka się posługuje, jest stylizowany tak, że czytelnik już po samej warstwie językowej jest w stanie ocenić, że historia toczy się w czasach mocno przeszłych - autorka używa słów, jakie wyszły już z użytku, ale robi to umiejętnie, tak, że czytelnik nie potrzebuje przypisów, by wiedzieć o co chodzi, a płynność i swoboda lektury nie została zakłócona - to się po prostu doskonale czyta! Dialogi, opisy, emocje postaci są świetnie wyważone, tak, by czytelnik mógł wczuć się w historię ani na moment nie tracąc zainteresowania. Już na poziomie opisów czuć te poetyckie, malarskie zacięcie, jakie przedstawia główna bohaterka.
“- Spójrz. - Artemisia wskazuje niebo pokryte srebrzystoróżowymi smugami. Znad horyzontu wygląda ostatni jasny kawałek słońca. - Czyż to nie wspaniałe? - Rozpościera ramiona, jakby chciała objąć ten widok (...).”
Bo dla Artemisii malarstwo to nie po prostu zajęcie, nie coś, w czym może pomagać swojemu ojcu w utrzymaniu rodziny. Dla nie to życie, to ona sama, poprzez barwy i obrazy widzi świat. To czuć w powieści, kolory, cienie, barwy, sceny, które mogą stać się natchnieniem do powstania czegoś wielkiego. Autorka tę pasję, tę potrzebę tworzenia oddaje doskonale, czytelnik ani na moment nie wątpi w to, jak wielki talent przejawia ta kobieta. A jednak to czasy, gdy kobiety miały inne przeznaczenie - nie mogły decydować o sobie, to było domeną mężczyzn. I z tym autorka sobie radzi, bo nawet, gdy sprawstwo Artemisii zostaje na chwilę odebrane, to bohaterka znajduje w sobie siłę, by je odzyskać. To mocna, dosadna, momentami kipiąc gniewem proza, w której siła głównej bohaterki, jej dążenie do spełniania swojego przeznaczenia, są napędem całej powieści.
“Wspomnienie ulatuje, a ona zastanawia się, jak mogłaby odtworzyć ten kolor: smalt jako baza, gęsta czerń ze spalonej pestki brzoskwini oraz szczypta karmazynu, żeby nadać ciepły odcień. Barwa dwudniowego sińca. Jeśli sprowadzi świat do kolorów, to da sobie radę.”
Jednak nie sama Artemisia budzi tu emocje. Obok niej pojawia się kilka innych kobiet, wśród których Zita, jej towarzyszka zaznacza się najmocniej, a równocześnie jest jej największym kontrastem. Zita to kobieta, której mąż popłynął do Ameryki, a ona została z trójką małych dzieci. Jednak nie skarży się na swój los, a w roli ówczesnej kobiety czuje się szczęśliwa i spełniona. Poprzez wprowadzenie tej bohaterki autorka nie tylko podkreśla kontrast z główną bohaterką, ale równocześnie sprawia, że jej powieść nie jest feministyczno-moralizatorska - dzięki tym dwóm postaciom przekaz jest jasny: tu nie chodzi o wyłamywanie się kobiet z ról społecznych, nie chodzi o bunt, a o wolność. Wolność wyboru, wolność decydowania o sobie, której ówczesne kobiety w żadnym razie nie miały.
“-Muszę wybrać między jednym piekłem a drugim - odzywa się w końcu dziewczyna. - Czy nie doprowadza cię do szału, że kobiety mają taki niewielki wybór?
Zita nigdy nie zastanawiała się nad złymi stronami tego, że jest kobietą, o czym Artemisia tak często opowiada. Ona myślała tylko o korzyściach: o braku odpowiedzialności, o darze od Boga, jakim jest rodzenie dzieci. Gdyby miała się mierzyć z decyzjami, które muszą podejmować mężczyźni, chyba by oszalała.”
Postacie męskie również są różne. Jest Piero, młody chłopak, który w pracowni ojca Artemisii zajmuje się przygotowywaniem farb. To bardzo pozytywna postać, która rozumie ambicje Artemisii i mocno im przyklaskuje. Poza nim jednak przeważają postacie o zabarwieniu negatywnym. Ojciec Artemisii to pijak, który czerpie zyski z przywłaszczania sobie zasług córki. To człowiek zagubiony w życiu i we własnym egoizmie, ambicji artystycznej, która po śmierci jego żony wymyka się spod kontroli. Jest słaby i chwiejny, a jego kreacja oddana jest bardzo przekonywująco. Jest też inny malarz, przez którego Artemisia staje przed sądem. To postać nikczemna, okropna, a autorka doskonale oddaje jej fałsz i umiejętność manipulacji otoczeniem, które zachwyca się jego pewnością siebie i urodą, nie zwracając uwagi na brzydotę, która kryje się pod tym.
“Tak naprawdę nie chce, żeby umarł, tylko żeby się zmienił. Lecz może gdyby on się zmienił, ona też nie byłaby sobą.”
Fabuła powieści oparta jest o jedno tragiczne wydarzenie z życia Artemisii, które jest dla niej doświadczeniem granicznym. Czytelnik poznaje zatem wszystko, co dzieje się wokół tego punktu - zdarzenia, które do niego doprowadziły i konsekwencje, jakie z niego wynikły. Mimo tego, że fabuła jest więc dość prosta, to autorka obudowała ją zarówno w emocje, jak i czułość historyczną, tak, że te czterysta stron mija w mgnieniu oka, a czytelnik po skończonej lekturze pyta: ale to już koniec?
“Słyszy głosy swoich braci rozmawiających swobodnie w kuchni. Zazdrości im. Ich życie jest takie proste. Pewnego dnia każdy spotka młodą kobietę, która mu się spodoba, i ożeni się z nią. Będą szczęśliwi albo nieszczęśliwi, ale przynajmniej sami podejmą decyzję.”
Warte zaznaczenia jest też samo osadzenie historyczne powieści w XVII -wiecznym Rzymie i temacie malarstwa. To przecież miasto, w którym sztukę spotyka się na każdym kroku, w którym pełno jest artystów i mecenasów sztuki. To czas powstawania wielkich dzieł, ale też bardzo rygorystycznych norm społecznych, za których złamanie, albo samo podejrzenie złamania jest się brutalnie karanym. Kradzież, pomówienia, oszczerstwa to coś, co może odebrać cześć całej rodzinie, sprawić, że wyląduje na bruku. To też czas władzy nierównej - tych bogatszych traktuje się inaczej niż biednych, mężczyzn inaczej niż kobiety. To czasy, kiedy wierzy się tym pierwszym, ci drudzy muszą bronić się sami.
Za to same opisy tworzenia, mieszania barw, ożywiania postaci na płótnie, pozowania są niezwykle barwne i poetyckie. To w nich czuć tę pasję, ale i ogromną wiedzę, jaką autorka musiała nabyć, by tak doskonale opisach twórczość i pasję Artemisii.
“- Na ścianach i sklepieniach Rzymu można zobaczyć tysiące takich obrazów. (...)
- Ale żadnego z nich nie namalowała kobieta.”
“Niepokorna” to powieść, którą trudno opisać w kilku zdaniach. Pozornie to krótki wycinek z życia włoskiej malarki, fabuła oparta o jedno zdarzenie. A mimo to historia jest bogata, jest przejmująca, jest pełna barw i emocji, ale też tego, co najważniejsze - bez ozdobników oddaje ówczesne normy społeczne, które nie pozwalały połowy ludzkości decydować o sobie. Autorka jednak nie przedstawia tego jednostronnie, dzięki dwóm kobiecym bohaterkom, mocno do siebie przeciwstawnym, zwraca uwagę na potrzebę wolności wyboru i decydowania o sobie. Bezbronność, jaką jej bohaterki nieraz pokazują, jest pełna mocnych emocji - rozpacz, złość, bezsilność staje się motorem napędowym do zmiany. To świetna powieść historyczna buzująca od emocji, o krzywdach, które są znane tak długo, jak istnieje świat, a jednak dopiero niedawno zaczęły być zauważane, dostrzegane. To też opowieść o pasji silniejszej niż jakiekolwiek inne uczucie, pasji, która dodaje siły, by o jej spełnienie walczyć.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 13, 2026

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Wyspa
Cykl: Szczepan Turski, tom 2
Data premiery 28.01.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść kryminalna
 
Jędrzej Pasierski swoją karierę literacką rozpoczął kilka miesięcy przed powstaniem tego bloga, a jego debiut pt. “Dom bez klamek” był jedną z pierwszych powieści, które tutaj zrecenzowałam. Jego karierę śledziłam uważnie towarzysząc głównej bohaterce serii z Niną Warwiłow przez kilka pierwszym tomów (recenzje - klik!), z których tom drugi otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru. Wtedy też pojawiła się jak na razie jedyna osobna powieść tego autora pt. “W imię natury” (recenzja - klik!). Później jednak nasze drogi na kilka lat się rozeszły - w tym czasie seria z Niną rozrosła się na 8 tomów, powstały też dwa tomy superprodukcji audio przygotowane dla Audioteki z psychologiem dziecięcym Szczepanem Turskim. Te historie doczekały się również wydania w papierze, pierwsza z nich to “Wodnik” wydany w 2023 jeszcze pod szyldem Wydawnictwa Czarnego, pierwszego z jakim Jędrzej Pasierski współpracował, druga to “Wyspa”, która ukazała się już pod opieką Wydawnictwa Literackiego, podobnie jak zeszłoroczny pierwszy tom nowej serii pt. “Bogowie małego morza” (recenzja- klik!) - i ten zeszłoroczny tytuł był dla mnie ponownym spotkaniem z piórem autora po kilkuletniej przerwie.
 
Historia “Wyspy” toczy się w grudniu 2022 roku, we Wrocławiu. Jest wieczór, kurier rozwożący przesyłki na Wielkiej Wyspie myśli już tylko o powrocie do domu, o hot-dogu, który kupi sobie po drodze. A jednak dzieje się coś, co odciąga od tych marzeń jego uwagę - w jednym z domów, do których ma dostarczyć paczki, jest wybita szybka w drzwiach, a same drzwi są uchylone. Zaraz orientuje się dlaczego - w salonie na podłodze leży zadźgana kobieta. Ale chyba nie jest sama? Po domu kręci się sprawca, czy może ktoś, kto potrzebuje pomocy? Idzie to sprawdzić - na piętrze w swoim pokoju ze słuchawkami na uszach siedzi nastolatek, gra w grę. Czy naprawdę robił to przez cały czas, gdy na dole jego matka była mordowana? To pierwsze pytanie, jakie zadaje sobie nadkomisarz Rafał Horecki zajmujący się tą sprawą. Może w uzyskaniu odpowiedzi pomoże mu jego przyjaciel, były psycholog dziecięcy Szczepan Turski, który przecież mieszka zaledwie kilka domów od miejsca, w którym doszło do zbrodni?
 
Książka rozpisana jest na 46 kilkustronicowych rozdziałów, które okazyjnie bywają dzielone jeszcze na mniejsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Szczepana Turskiego oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Rafała Horeckiego i Pauliny Gontarskiej (sąsiadki ofiary) przez narratora mającego dostęp nie tylko do zdarzeń, ale i emocji i myśli tych postaci. Akcja prowadzona jest spokojnie, w skupieniu na gestach i refleksjach, dość często powtarzając niewielkie fakty i informacje, które są już czytelnikowi znane (w kilku przypadkach powtarzane są w sprzeczności do tego, co wcześniej). Styl powieści jest specyficzny, ma inny rytm niż większość literatury. Jest sporo krótkich zdań, a dialogi prowadzone są tak, że nieraz miałam wrażenie, że w czasie powieściowych rozmów czas płynie szybciej niż w rzeczywistości - ot, padły cztery zdania, a już upłynęło dwadzieścia minut. Autor używa języka subtelnie literackiego, jednak niektóre sformułowania wypadają dziwnie, ułożone są w innym szyku zdania niż ten, który powszechnie uważa się za poprawny, co mnie samej zakłócało płynność lektury (np. “Przerażające było, gdy zobaczyłem, że gra.”, “Zamknęła gaz”). Zresztą bywały też i dialogi, nad którymi się zatrzymywałam, analizując co mi w nich nie pasuje - po prostu nie wypadały naturalnie (np. str 305). Autor nie stosuje wulgaryzmów, za to bardzo konsekwentnie korzysta z feminatywów.
“Podał mi kolejną wizytówkę.(...)
- Kojarzysz? - zapytał.
- Tak, Robercie. - Wróciłem do wołacza z przyczyn nieznanych nawet Jungowi. Odwoływałem się zaś tylko do wizytówki.”
Cała opowieść oparta jest o cztery rodziny: rodzinę ofiary, czyli Marczyńskich, Gontarskich, Turskich i Horeckich. Każda z nich boryka się z problemami wynikającymi z upływu czasu, z nabywania różnych doświadczeń, popełniania błędów, za które płaci się do teraz. Czy to właśnie w wyniku takiego błędu swoje życie straciła Róża Marczyńska? I to te relacje, te zniszczone życia, których nawet nie chce się już odbudowywać, są osią powieści, tym, co faktycznie tutaj ważne - bo choć zbrodnia jest punktem zapalnym, czymś, co wywołuje reakcję, to właśnie jej konsekwencje, te czyny dokonane po niej są tym, co faktycznie zaprząta w powieści uwagę. Każda z postaci, której perspektywę obserwujemy, przechodzi pewną przemianę, nie tylko zastanawia się, co z jej życiem jest nie tak, ale pod wpływem zdarzeń w jakiś sposób rusza do przodu.
“(...) zawsze stałem po stronie dzieci, to było dla mnie najważniejsze. Wobec jednego dziecka już kiedyś zawiniłem. I ten raz wystarczy.”
Zapalnikiem jednak jest zbrodnia. Zbrodnia, w sprawie której śledztwo prowadzone jest przez całą powieść dwutorowo - przez nadkomisarza oficjalnym torem i przez Szczepana, który na prośbę nadinspektora się w to angażuje, choć chyba nie robi tego, jak jego przyjaciel by sobie życzył. Punkty zaczepienia śledztwa są dwa: temat nad wyraz rozwiniętego pod kątem wiedzy i inteligencji Kostka, nastoletniego syna zamordowanej oraz nie do końca wyjaśniona sprawa z przeszłości - i to wokół nich kręci się cała intryga kryminalna, która, mimo że nie jest nadmiernie rozbudowana, to finalnie zaskakuje. Muszę przyznać, że rozwiązanie jest sprytnie przeprowadzone, sprawca nie wyskakuje jak królik z kapelusza, a równocześnie niełatwo na nie wpaść.
“Zawładnął mną niezrozumiały instynkt, silniejszy od woli. Może fakt, że ktoś ucieka, daje mózgowi wrażenie, że trzeba go gonić?”
Bardzo ważną rolę w powieści pełni też samo miejsce akcji. Wrocław, a już w szczególności jego wyspy, oddane są z dużą dokładnością i uwagą - podejrzewam, że książkę da się traktować jako mapę i przewodnik po ciekawostkach miejsca, w których dużą wagę przywiązuje się do przeszłości. Dodatkowo zbrodnia zamknięta na Wielkiej Wyspie jest sprytnym posunięciem - teoretycznie znajdujemy się w dużym mieście, w praktyce zwyczaje panują tam bardzo małomiasteczkowe.
“Jeśli w czymkolwiek okazałem się dobry w swoim marnym życiu, to w tym. Uważnym słuchaniu.”
Muszę jednak przyznać, że nie dałam rady się w tę historię zaangażować i cały czas szukam, jaki był tego powód. Na pewno częściowo odpowiedzialny jest za to sam styl powieści, gdyż czasami mocniej zastanawiałam się nad składnią zdań niż nad tym, co faktycznie mają przekazać. Co zaskakujące, mimo mocnego skupienia na problemach osobistych postaci, na ich codzienności, nie wczułam się też w ich psychologię, mam wrażenie, że cały czas stałam tylko obok nich, obserwując to, co chcą pokazać, a nie to, co dzieje się z nimi naprawdę. Tym razem więc skupienie na wątkach obyczajowych zamiast kryminalnych, nie okazało się korzystne dla finalnego efektu.  
“Westchnąłem - może zbyt głośno - na myśl o tych wszystkich destrukcyjnych procesach przechodzących z pokolenia na pokolenie. Jak choroby genetyczne. Jak coś, przed czym nie ma ucieczki, jak predestynacja.”
Podsumowując, “Wyspa” to powieść oparta na kanwie kryminału, w której sama zbrodnia staje się bazą do refleksji na temat relacji w dorosłym życiu, na temat zależności, jakich uczymy się jeszcze jako dzieci, a które dalej przenosimy nieświadomie na kolejne pokolenia. Powieść mocno osadzona w miejscu, które nie tylko jest bogatym nośnikiem własnej historii, ale też dzięki bliskości rzeki, dzięki wyspom, wprowadza małomiasteczkowy klimat zamkniętej społeczności. Powieść prowadzona rytmem, który się polubi lub nie - a ja bardzo żałuję, że tym razem znalazłam się w tej drugiej grupie, bo choć dostrzegam teoretycznie pozytywne punkty powieści, to po prostu nie poczułam niczego w warstwie emocjonalnej.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 11, 2026

"Miss Bee i zimowy książę" Alessia Gazzola

"Miss Bee i zimowy książę" Alessia Gazzola
 

Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i zimowy książę
Cykl: Miss Bee, tom 2
Tłumaczenie: Aneta Banasik
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 288
Gatunek: powieść obyczajowo-romansowa / retro / cosy crime
 
Alessia Gazzola to włoska autorka lekkich powieści z literatury kobiecej z domieszką kryminału. Debiutowała w 2011 roku pierwszym tomem cyklu z lekarką sądową Alice Allevi, która przyniosła jej dużą krajową popularność, jedną z ważniejszych włoskich nagród Premio Bancarella oraz ekranizację w postaci serialu telewizyjnego, który doczekał się trzech sezonów. W Polsce właśnie tą serią debiutowała, jednak nie zagościła u nas na długo - Wydawnictwa Jaguar w 2014 roku wydało zaledwie dwa pierwsze tomy.
Od czasu debiutu autorka wydała już około dwudziestu powieści, większość przynależna jest do kilku cykli. Najnowszym z nich są przygody Miss Bee, Włoszki żyjącej w Londynie zaraz po II wojnie światowej. Jest to więc miks nie tylko powieści obyczajowej, kryminału i romansu, ale też powieści historycznej, która toczy się w czasie ważnym dla Włoch - to wtedy coraz wyraźniej do głosu dochodziły poglądy faszystowskie, to wtedy Mussolini rósł w siłę. Na ten moment seria na rynku włoskim liczy cztery tomy, piąty jest w przygotowaniu, a w Polsce to wraz z nią autorka na nasz rynek wróciła. “Miss Bee i zimowy książę”, czyli tom drugi, jest u nas tomem najnowszym (o pierwszym przeczytasz tutaj - klik!).
 
Rok 1924, hrabstwo Derbyshire, Alconbury Hall. To tam na święta Bożego Narodzenia zjeżdża się śmietanka towarzyska Londynu, a wraz z nią młoda, dwudziestokilkuletnia Beatrice Bernabò, Włoszka, która od kilku lat wraz z ojcem i siostrami mieszka w Londynie. Teraz, by uniknąć pracy we włoskiej ambasadzie, zatrudniła się u jednej z arystokratek, u ciotka lorda Juliana Lennoxa, z którym niedawno połączyły ją ciepłe uczucia. To on polecił ją jako odpowiednią osobę do spisania wspomnień ciotki i to do niego należy posiadłość, w której teraz wszyscy przebywają. To też do niego Bee ciągnie, choć mężczyzna powinien zaraz oświadczyć się innej… Ciepłe spojrzenia i potajemne czułości przerywa im zdarzenie, o charakterze kryminalnym, co sprawia, że w rezydencji pojawia się funkcjonariusz Scotland Yardu, a wzrok innych ukradkowo kieruje się na Bee - w końcu to jedna obca w tym towarzystwie, w dodatku o niższym statusie społecznym. Czy uda jej się wyjść z kolejnych tarapatów cało? Czy nadinspektor Scotland Yardu dojdzie do prawdy, zanim jeszcze ktoś ucierpi?
 
Książkę otwiera spis postaci w powieści występujących, a cała historia podzielona jest na 23 tytułowane rozdziały, które dodatkowo dzielone są na krótsze fragmenty przedstawiane najczęściej z naprzemiennej perspektywy kilku postaci: Bee i jej rodziny, Juliana i nadinspektora Blackburna. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a język jest subtelnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co szczególnie wyczuwalne jest w dialogach i przedstawionych myślach postaci. Czasami jednak zwroty użyte w książce wypadają nie całkiem naturalnie, nie jestem jednak pewna, kto za to odpowiada - sama autorka książki czy raczej tłumaczka. Na pewno po stronie polskiego wydawcy leży kilka literówek. Muszę jednak zaznaczyć, że w tomie drugim niefortunne sformułowania pojawiają się rzadziej niż w pierwszym, przez co książkę czyta się wyczuwalnie płynniej. Mimo moich uwag przyznaję, że przez większą część lektury, czytało mi się ją całkiem przyjemnie.
“Już dawno zrozumiałam, że słowa są czasami najskuteczniejszą bronią, by wyrównać rachunki. Za ich pomocą można zmienić to, co się w życiu nie udało.”
Mam wrażenie, że Alessia Gazzola nie przywiązuje dużej wagi do kreacji psychologicznych swoich postaci - sama po dwóch tomach z Miss Bee dalej nie do końca wiem, co mam o głównej bohaterce myśleć. Momentami ten brak rozbudowanej warstwy psychologicznej może utrudniać odbiór powieści, mimo tego, że myśli postaci często są cytowane, to nie wynika z nich konsekwencja w zachowaniu. Niemniej jednak mam wrażenie, że taki wybór budowy świata powieści, a zatem i postaci jest wynikiem gatunku, jaki autorka obrała za podstawę tej serii, mianowicie powieści obyczajowo-romantycznej. Przede wszystkim fabuła ma być lekka, przyjemna, subtelnie zabawna, mają się w niej liczyć społeczne konwenanse tamtych lat i przyjemność z ich łamania. Bohaterów nieraz przyłapujemy w dwuznacznych sytuacjach, których już za chwilę zdają się przed nami wypierać.
 
Mimo tego w fabule jest miejsca na tematy poważne, na tło historyczne, które poprzez narodowość głównej bohaterki dobrze obrazuje czytelnikowi jak bardzo niespokojne były to czasy. Bee żyje w rodzinie, która w Anglii znalazła się dzięki pracy jej ojca - wykładowcy, który przez swój kraj został wysłany niejako w delegację. Teraz sytuacja Włoch coraz bardziej się radykalizuje, a Bee wraz z rodziną truchleje - boją się, że zaraz każą im wracać do świata, który jest dużo bardziej niespokojny i niezgodny z ich przekonaniami niż ten angielski, w którym żyją teraz. Ten niepokój może nie jest w powieści stale odczuwalny, przewija się podczas rozmów przy stole czy w scenach, w których pojawia się ojciec Bee, a mimo to sprawia, że książka nie jest nic nieznaczącą rozrywką - to coś dobrze osadzonego w czasie.
“Upadek zachodniej cywilizacji jest nieunikniony, skoro dziesięcioro Anglików nie jest w stanie skutecznie polować i strzela do siebie nawzajem (...).”
W tle tej historii obyczajowo-romantycznej jest zalążek kryminału. Jest zagadka, a nawet dwie, jest intryga, która spina początek i koniec w jedną całość. I choć przez większą część powieści śledztwo nadinspektora toczy się gdzieś w tle, niespecjalnie zaprząta naszą uwagę, to jednak pod koniec wysuwa się na plan pierwszy i przynosi satysfakcjonujące rozwiązanie.
“(...) nigdy nie dostarczajcie waszym przyjaciołom broni, którą będą mogli wykorzystać przeciw wam. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy pewnego dnia nie zmienią się we wrogów.”
Nie mogę na koniec nie wspomnieć o miejscu akcji i czasie, w którym się rozgrywa. Zima na angielskiej prowincji, duża rezydencja, w której znajduje się w jednym czasie sporo obcych dla siebie osób. Wszyscy spotkają się w jednym miejscu wieczorem, na kieliszek przed kolacją, na wspólny posiłek i dyskusje po, podczas gdy obok nich w kominku wesoło trzaska ogień. Autorka bardzo przyjemnie oddała ten klimat dawnych lat, ale też i zimy za oknem, która unieruchamia postacie w jednym miejscu. Postacie, z których każda skrywa przed innymi jakąś własną tajemnicę.
“Nigdy nie należy bagatelizować urazy. Niejednokrotnie jest długotrwała.”
Mimo tego, że “Miss Bee i zimowy książę” to drugi tom serii z Miss Bee, to jednak składa się on na historię na tyle odrębną, że czytelnik nie powinien mieć trudności, by czytać ją od tomu pierwszego niezależnie. Sama znając obydwa tomy widzę bazę, na której autorka buduje te opowieści - lekki obyczaj z romansem w wyższych sferach, a jednak podszyty poważnymi tematami takimi jak coraz bardziej niespokojne tło społeczno-historyczne czy różnice klasowe, jakie prezentuj tam wiele postaci. Widzę jednak też różnice, które wypadają na korzyść tomu drugiego - wydaje się on bardziej spójny, bardziej dopracowany, uwaga czytelnika nie jest już tak przerzucana z jednego tematu na drugi jak w tomie pierwszym, dzięki czemu łatwiej wczuć się w rytm lektury. A choć nadal nie można historii traktować jako kryminału, typowego cosy crime, to jednak i tu intryga wypada całkiem fajnie - może nie jest nadmiernie skomplikowana czy nowatorska, ale na pewno dobrze wpasowuje się w ogólny charakter powieści, która po prostu ma czytelnika relaksować i cieszyć. Tak sobie myślę, że ta historia mogłaby nawet lepiej wypaść na ekranie - tam można by podkreślić subtelny humor, a te mankamenty, które w powieści są widoczne, na ekranie straciłyby na znaczeniu. Tak, chętnie zobaczyłabym taki serial!
“- (...) Mam nadzieję, że spotkamy się w przyjemniejszych okolicznościach… Bez kradzieży i morderstw dookoła.
- Komu pan to mówi? Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że jestem bohaterką jakiejś kryminalnej powieści.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 10, 2026

"Tak blisko" Agnieszka Olejnik - patronacka recenzja przedpremierowa

"Tak blisko" Agnieszka Olejnik - patronacka recenzja przedpremierowa
 

Autorka: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Tak blisko
Cykl: Miasteczko, tom 2
Data premiery: 11.02.2025
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
 
Agnieszka Olejnik na polskim rynku książki znana jest przede wszystkim jako autorka powieści obyczajowych - nic dziwnego, na swoim koncie ma ich już ponad trzydzieści! A jednak od czasu do czasu zdarza się jej sięgać po inny gatunek, najczęściej mieszając powieść obyczajową z czymś innym. Tak było z “Nieobecną” (recenzja - klik!), która w 2023 została wznowiona przez Wydawnictwo Książnica, tak też jest z serią Miasteczko, której tom pierwszy pt. “Tuż obok” przed długi czas był powieścią osobną, aż w końcu po jedenastu latach od premiery doczekał się kontynuacji! Choć może “kontynuacja” to złe określenie, bo tym, co książki ze sobą łączy, jest przede wszystkim miejsce - niewielka miejscowość położona przy granicy z Niemcami o nazwie Czarne. W “Tuż obok”, które po raz pierwszy wydane zostało w 2015 roku pod tytułem “Dante na tropie”, a latem 2025 zostało na nowo przeredagowane i wydane pod szyldem Wydawnictwa Książnica już jako tom pierwszy cyklu Miasteczko, główną bohaterką jest bibliotekarka Anna, która wikła się w historię romantyczno-kryminalną z udziałem komisarza Wiktora Gryki. To powieść, w której kryminał pozostaje przez większą jej część w tle, a na przód wysuwa się opowieść obyczajowo-romansowa. W “Tak blisko” jest inaczej. Przede wszystkim Anna i Wiktor oraz towarzyszący im pies Dante są postaciami drugoplanowymi, a historię snuje Cezary… I choć w trakcie jego opowieści pojawia się też niewielki wątek romansowy, to jednak na plan pierwszy faktycznie wysuwa się dobra historia obyczajowa w miksie z kryminałem. Z “Tuż obok” ma wspólny zamysł na powieść - narrator spisuje zdarzenia podszyte zagadką kryminalną, w których w Czarnem uczestniczy. Historie są zatem od siebie niezależne, to bardziej jedno uniwersum niż seria.
 
Jest lato. Do Czarnego po dwudziestu latach nieobecności wraca Cezary Osiński. W tym miejscu się wychował, tu spędził swoje lata młodzieńcze, jednak niewiele z jego wspomnień faktycznie teraz ma odbicie w rzeczywistości. Przede wszystkim musi szukać nowego domu, bo ten po mamie sprzedał przekonany, że nigdy do miasteczka nie wróci… A jednak wyszło inaczej i po latach emigracji spędzonych w Anglii i po jednym zakończonym małżeństwie wraca. I dziwnym trafem właśnie tego dnia w lokalnej rzeczce znalezione zostaje ciało. Okaleczone, anonimowe, nikt nie wie o co w tej sprawie chodzi. A choć taka zbrodnia mocno wstrząsa Czarnem, to jednak z czasem ludzie tracą zainteresowanie… Czarek na pewno, w końcu musi zająć się swoim nowym zajęciem - zatrudnił się jako nauczyciel angielskiego w dwóch lokalnych szkołach. Już po chwili okazuje się, że musi też przyjąć rolę zastępczego wychowawcy w klasie, do której chodzi 18-letnia Stina, dziewczyna z palcami pogryzionymi do krwi, z dziwnym tikiem nerwowym, ukrywająca się w za dużych ubraniach. Jaka jest jej historia? Czy przypadkiem poprzez gesty i ubiór nie woła o pomoc? Czarek zaczyna się interesować, a choć sama Stina go zbywa, nie zamierza tego tematu odpuszczać. Coś go do dziewczyny przyciąga, coś w jej sposobie bycia jest mocno nie tak…
“Bywają ofiary tak przypadkowe i zabójstwa tak durne, że trudno w to uwierzyć. Tylko że o nich nie kręci się seriali.”
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały, najczęściej kilkustronicowe fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Czarka, który, jak sam przyznaje, ma tendencje do gadulstwa, choć nie przejawia się to raczej w dygresjach, które są typowe dla stylu gawędziarskiego, a raczej po prostu w tempie akcji, które jest spokojne, mocno obyczajowe, z miejscem na zauważanie emocji, gestów, otoczenia. Dziwne, gdy narratorem jest mężczyzna? Niekoniecznie, Czarek to po prostu postać refleksyjna, początkujący pisarz, który mając już jakieś doświadczenie życiowe stara się postępować rozważniej niż jeszcze kilka lat temu. Język, jakim się posługuje, jest przyjemny, ale codzienny, nie stara się aspirować do literatury pięknej, a zwyczajnie opisuje, jak jest. Słownictwo dopasowane jest do szerokiej grupy odbiorców - choć jest codzienne, to jednak nie ma w nim przekleństw, a jeśli już sytuacja tego wymaga, to zastosowane są najczęściej subtelniejsze zamienniki, choć są od tego wyjątki np. w dialogu z postacią będącą pod wpływem procentów, co zresztą w warstwie językowej zostało dobrze oddane. Zdania, zgodnie z charakterem Czarka, zdarzają się dłuższe, w użyciu nieraz jest średnik, ale nie wpływa to na odbiór powieści, narrator przeprowadza nas przez historię bardzo płynnie. Dialogi wypadają całkiem realistycznie, raczej nie miałam podczas ich lektury wrażenia sztuczności.
“Tkwiłeś w samym centrum tych paskudnych wydarzeń, po prostu opisz po kolei, co ci się przytrafiło. Czy wyjdzie z tego kryminał, czy raczej powieść obyczajowa, to inna sprawa, ale w sumie komu potrzebne etykietki?”
Choć powieść zaczyna się od znalezienia w parku zwłok, to jednak dość długo pozostaje w ramach powieści obyczajowej. Tak naprawdę to gatunkowa sinusoida - zaczyna się obyczajowo, by po dłuższej chwili lekko skręcić w stronę thrillera psychologicznego, a gdy jedna zagadka zostaje odkryta, wraca na spokojne, obyczajowe, podszyte subtelnym dodatkiem wątku romansowego tory. Przed samym końcem ponownie wracamy w kryminalne rejonu, by tu faktycznie doświadczyć już rasowego wątku kryminalnego, który wyjaśnia wszystko. Nie jest to więc powieść, którą można rozpatrywać poprzez jeden gatunek, a mimo wszystko przez całą historię czuć subtelny niepokój, który każe nam lekturę kontynuować, by dowiedzieć co ostatecznie nas w tym uwierało. Zagadka kryminalna podzielona jest na dwie części i może nie będzie ona dużym zaskoczeniem dla gatunkowych wyjadaczy, niemniej jednak prowadzona jest spójnie, z głową - przy drugim czytaniu od początku zaczęłam zauważać subtelne wzmianki, które prowadzą do rozwiązania i jego uzasadnienia, jest więc to zagadka z tych, co lubię, można jej rozwiązanie wydedukować samodzielnie. Mnie się udało, choć z argumentacją musiałam poczekać na tłumaczenia autorki. Niemniej jednak nie wydaje mi się, by to, czy się zagadkę rozwiąże samodzielnie, czy nie, było w przypadku tej lektury ważne, bo ważne jest co innego: to emocje, to ludzkie zachowania, ludzkie błędy w ocenie, które popełniają postacie, a które sami dobrze z życia znamy…
“Nie mogłem jednak nic poradzić na to, że gdzieś na dnie duszy kiełkowała mi zupełnie nowa, nieznana dotąd ambicja - by stać się tym, który pchnie do przodu sprawę zabójstwa (...). Nie wiedziałem, czy stoi za tym realna chęć pomocy, czy raczej próżność, chęć zaimponowania.”
Jak już sam tytuł wskazuje, opowieść skupia się na potrzebie i poczuciu bliskości. Bliskości, którą bez względu na to, jak bardzo się wypieramy, każdy z nas chce czuć. Każdy z nas jest w stanie zrobić dużo, by ją zdobyć, czasami może nawet za dużo, czasami wolimy nie widzieć tego, co niewygodne, by tę bliskość zyskać. Tylko czy na pewno zawsze to dobry wybór? Przyglądamy się więc różnym związkom, nowym, starym, szczęśliwym i tym kompletnie nie, związkom, które się wypalają i tym, które powstają, bo w sumie nie ma widoków na nic innego. Obserwując postępowanie postaci możemy przeanalizować swoje wybory, zastanowić się nad początkami i końcami, tym, kiedy faktycznie warto się angażować w bliskość, a kiedy jednak mądrze byłoby stanąć z boku, spojrzeć na sytuację na chłodno. Pod kątem tego zagadnienia książka oddana jest szeroko, wymusza sporo ciekawych refleksji.
“(...) gapiłem się w niebo, żeby uchwycić spadającą gwiazdę, choć już nie miałem marzeń, które mógłbym wypowiedzieć, ilekroć mi się udało.”
A co z postaciami? Najważniejszy jest Cezary, bo to on przedstawia nam cały ten świat. A jest to postać bardzo sympatyczna, która mimo że w intrygę kryminalną wkręca się momentami za bardzo, to jednak jakoś czytelnika do siebie nie zraża. To czuły, dobry facet, który jak każdy, popełnia błędy. Autorka zresztą już na start stawia go w ciekawej sytuacji - w końcu Czarek wraca teoretycznie do siebie, praktycznie jednak do miejsca, które przez dwadzieścia lat jego nieobecności mocno się zmieniło.
“- Nie myśl, że jestem zimna, nieczuła, pozbawiona uczuć… Ja tylko…
- Sparzyłaś się - podpowiedziałem, bo zamilkła na długo.
- Tak.
- Bardzo?
- Tak bardzo, że cała jestem w bliznach.”
No właśnie, samo miejsce też jest istotne. Mała miejscowość, w której wszyscy się znają, w której plotka ma moc szczególną, a jednak duża na tyle, by w chwili, gdy trzeba, nagle okazywało się, że wszyscy są zajęci, pochłonięci samym sobą. Tu dużą rolę odgrywa też natura - są zarośnięte parki, jest jeziorko, wokół którego biega Cezary, jest piękna stara willa, w której mieszka Anna z Dantem. Wizualna bajka, w której czuć historię lat minionych.
“Trzeba się gdzieś zestarzeć w spokoju. Znaleźć sobie jakąś społeczność, swoich ludzi, rozumiesz? Należeć do nich, być częścią większej całości. Inaczej po prostu zwariujesz, zdziwaczejesz (...).”
Podsumowując, “Tak blisko” to spokojna historia obyczajowo-kryminalna, która może nie angażuje czytelnika swoją zagadką aż tak mocno, by nie dało się jej odłożyć, a jednak buduje poczucie niepokoju na tyle wyraźnie, że historia nie chce wyjść z głowy, póki nie przeczyta się jej całej. Autorka korzysta ze znanych wątków i motywów, nie stara się na siłę zrobić z nich czegoś nowego, a po prostu opowiada nimi historię o ludzkiej potrzebie bliskości. Z człowiekiem, ze zwierzęciem (jest przecież pies Dante!), z naturą. Wątek romansowy w fanach kryminałów może wywołać przewracanie oczami, na szczęście jednak autorka nie poświęca mu dużo uwagi - jest po to, by akcja mogła iść swoją drogą, która doprowadzić ma nas do ciekawych refleksji. Przyznam, że cieszę się, że od tego tomu zaczęłam przygodę z Miasteczkiem, a dopiero teraz nadrabiam pierwszy - to dobry wybór dla tych, którzy wolą spokojny kryminał nad pikantny romans.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Książnica.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!