lipca 01, 2026

"Artefakt" W.P. Rdzanek

"Artefakt" W.P. Rdzanek

Autor: W.P. Rdzanek
Tytuł: Artefakt
Cykl: AI-gent. Mroczne kody, tom 3
Data premiery: 16.06.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść sensacyjna / thriller szpiegowski
 
W.P. Rdzanek tyle co w marcu na rynku książki debiutował, a już trzy miesiące później na koncie ma trzy powieści! “Algorytm” (recenzja – klik!), “Akord” (recenzja – klik!) i “Artefakt” należą do jednej zamkniętej serii, którą powstała w całości zanim autor zaczął szukać wydawcy. Pisanie powieści to nowy etap w jego życiu, wcześniej przez ponad trzydzieści lat zajmował się zarządzaniem w międzynarodowym biznesie technologicznym. Podczas Targów Książki w Warszawie w czasie naszej krótkiej rozmowy autor przyznał, że bardzo podoba mi się ta zmiana, a pisarskie natchnienie go nie opuszcza.
 
Drugiego dnia wiosny podkomisarz Ewa Dzik otrzymuje zgłoszenie o wyłowionym z Wisły ciele młodej kobiety. Okoliczności śmierci nie są jasne, wątpliwości budzi nagość zmarłej i dziwne symbole wyrysowane na jej ciele. Po zbadaniu okolicy śledczy odkrywają domek w lesie, w który znajduje się więcej ciał… czy doszło tam do mordu rytualnego?
W tym samym czasie na policję wpływa zgłoszenie o kradzieży starej gockiej bransolety, cennego artefaktu, który właśnie miał zostać wystawiony w elbląskim muzeum. To najcenniejszy okaz z całej kolekcji bransolet, które ozdobione są dziwnymi runami.
W siedzibie ABW, gdzie znajdują się właśnie programista Karol i hakerka Kristina, trwają prace nad kolejnym programem AI mającym rozprawiać się z przestępczością. Co prawda małe postępy są czynione, ale nie na tyle, by zapobiec atakowi, w którym w przeciągu minuty kilka banków traci ogromne pieniądze swoich klientów. Jak do tego doszło i czy uda się na tyle rozpisać Karolowi i Kristinie kod, by dalszym atakom zapobiec?
“- (...) Twoja nieufność stanie się hamulcem. A Karol? On da temu język. Intuicję.
- Czy zbudujemy maszynę opartą na nieufności i intuicji? - rzuciła z przekąsem.
- A znasz lepsze zabezpieczenie niż równowaga między paranoją a geniuszem?”
Książka rozpisana jest prolog i 46 kilkustronicowych rozdziałów, w którym zaznaczone są czas i miejsce akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w naprzemiennej perspektywie kilku postaci, które pojawiały się już w tomach poprzednich. Język powieści jest prosty, nawet nowinki technologiczne opisywane są w jasny sposób, zatem żaden z czytelników bez względu na swoją wiedzę w tym temacie nie będzie czuł się zagubiony. Te wątki zdecydowanie lepiej autorowi wychodzą niż opisy reakcji postaci - tam często wkrada się zbędny patos, co nadaje danym fragmentom poczucia sztuczności. Tekst rozkłada się w miarę równo pomiędzy opisy a dialogi.
“(...) gdy oddajesz maszynie możliwość podejmowania decyzji, nikt już nie ponosi za nie odpowiedzialności. Nie można ukarać maszyny. A im bardziej skomplikowany system, tym trudniej przewidzieć skutki.”
Tym, co najmocniej w tym tomie przyciąga uwagę, jest sam pomysł - starożytne runy przeanalizowane zostają jako pradawny kod źródłowy, uniwersalny szyfr, który traktowany był z religijną wiarą, a teraz zamienia się w technologię. Autor dobrze zakorzenił go w obydwu tematykach: zarówno w starożytnej kulturze wielbarskiej (o której sama wcześniej nie słyszałam!), jak i we współczesnych technologiach, a poza tym przynosi też ciekawą refleksję na temat cienkiej granicy pomiędzy legendami a prawdą. Bo czy nie często jest tak, że zjawiska, których kiedyś nie dało się wytłumaczyć, wokół których narosły legendy, teraz okazują się czymś, co dzięki nauce można bardzo racjonalnie wyjaśnić? 
“Ewa przypomniała sobie słowa Chram-Zarubieckiej o wiedzy ukrytej w gockich bransoletach i o tym, że po ich połączeniu w nieznanym rytuale otwierało się przejście do innego świata. Do tej pory traktowała to jak baśń, piękną legendę, lecz teraz zaczęła się zastanawiać, czy nie tkwi w niej więcej niż ziarno prawdy.”
To na tym motywie opiera się cała intryga powieści, która składa się z kilku części: jest zagadka kryminalna związana z dziwnym, nie do końca jasnym rytuałem oraz wątek szpiegowski, który jest dalszym ciągiem historii z tomów poprzednich - oddzielnym rozdziałem, problem technologiczny, z którym walczą Karol i Kristina, jest zamkniętą całością tego tomu, a jednak znajomość wcześniejszych postępowań ich przeciwników sprawia, że historia staje się pełniejsza. Powieść toczy się rytmem sensacyjnym, naprzemienna narracja i przyjemnie dynamiczna akcja dobrze budują napięcie, utrzymują zaciekawienie czytelnika, który jednak, by dobrze się przy niej bawić, musi nastawić się po prostu na typową rozrywkę, w której realność zdarzeń nie jest traktowana jako absolutny priorytet. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich tomów, w tym autor zdaje się posuwać za daleko - gdzieś za połową historii wkrada się w nią już za dużo nierealistycznych detali, za dużo naiwności i dziwnych zbiegów okoliczności, by dało się na to przymknąć oko, a przynajmniej ja nie potrafię.
“(...) w wojnie informacyjnej nie chodzi o zgodę. Liczy się skuteczność.”
Niemniej jednak pod kątem wątków technologicznych (patrząc okiem laika) związanych ze sztuczną inteligencją, jak i internetowych oszustw książka nadal jest ciekawa. W tym tomie etyczne zagadnienia związane z AI pozostają mocno w tle, choć nadal rozpatrywana jest różnica między przydatnością a szkodą, jakie te narzędzie może poczynić. Ważną przestrogą jest też wątek dotyczący wyłudzeń internetowych - nie jest to może przestroga nowa, ale jednak ludzie nadal na oszustwa typu “kliknij w link, by…” się nabierają, tracąc przy tym majątek, nie zaszkodzi więc, by ponownie uświadomić skalę problemu.
„Człowiek reaguje emocją, a system reaguje strukturą (...).”
Kreacje postaci są dość typowe dla powieści sensacyjnej, to nie one, a na pewno nie ich warstwa psychologiczna, są tutaj najważniejsze. W chwilach, gdy skupiają się na zadaniu, wplątane są w jedną z dwóch intryg tej powieści wypadają całkiem przekonująco, jednak te wrażenie rozmywa się, gdy wkraczają w strefę uczuć prywatnych - w relacje z drugim człowiekiem, w gesty, reakcje, słowa wkrada się wtedy sporo zachowań stereotypowych, a z czasem również i melodramatyzmu. Autor stara się to ratować stawiając przed postaciami pewne dylematy i przyznam, że ich próby podjęcia decyzji właściwej lekko sytuację poprawiają.
“Smak gorzkiej czekolady i słodkiego nadzienia stanowił niemal bolesny kontrast z obrazami, które nosiła w głowie, ale właśnie tego potrzebowała. Chwili normalności. Czegoś, co przypominałoby jej, że poza światem zbrodni, run i rytualnych morderstw istnieje jeszcze inny świat.”
Podsumowując, “Artefakt” został zbudowany na ciekawych założeniach i pomyśle, z którym wcześniej się nie spotkałam - by starożytne runy potraktować jako nośnik uniwersalnych informacji, dzięki czemu autor w jednej książce mógł połączyć dwie potencjalnie niezwiązane ze sobą dziedziny. Stałym, ważnym aspektem trylogii jest dyskusja o zagrożeniach i korzyściach płynących z AI, tematu, który kiedyś był czystym science fiction, a teraz wkracza w naszą rzeczywistość. Wszystko to ubrane jest w sensacyjno-szpiegowskie tony - raz udane bardziej, raz mniej. Szkoda, że w zamknięciu trylogii akurat wyszło to trochę mniej. Niemniej jednak znając poprzednie dwa tomy szkoda byłoby po ten trzeci nie sięgnąć - fajnie zamyka wszystkie wątki trylogii, jednocześnie pozostawiając furtkę na kontynuację losów niektórych postaci.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 30, 2026

"Pojedynek" Krzysztof Domaradzki

"Pojedynek" Krzysztof Domaradzki

Autor: Krzysztof Domaradzki
Tytuł: Pojedynek
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 456
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Krzysztof Domaradzki pytany o to, czym się zajmuje, odpowiada “piszę, piszę i jeszcze raz piszę”. I wcale tym stwierdzeniem nie przesadza, choć swoje pisanie uprawia na wielu różnych poletkach. Jest autorem powieści kryminalnych i sensacyjnych, książek biznesowych, artykułów prasowych (od ponad dekady związany z Forbesem) i audioseriali. Nie może więc narzekać na brak różnorodności! Czytelnicy, który znają jego twórczość beletrystyczną też nie - bo choć autor debiutował kryminalną trylogią, to jednak od tego czasu z każdą kolejną książką skutecznie nas zaskakuje. W ostatnich latach jego powieści coraz mocniej skłaniają się w sensacyjną, ale nie całkiem typową stronę - raczej nawiązują do starych filmów/komedii gangsterskich, w których ton historii dyktuje sposób jej opowiedzenia. “Pojedynek” to najnowsza z nich.
 
Nigdy nie wiesz, kogo wpuszczasz do swojego domu… Może to właśnie Johnny? Oficjalnie zajmuje się stolarką, przychodzi do domu, robi meble czy inne przedmioty użytkowe na wymiar - nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, a co najważniejsze, jest naprawdę dobry w swoim fachu. W drugim też, tym, dla którego stolarstwo jest tylko przykrywką - bo Johnny, czyli Jan Zarwa wykorzystuje swój oficjalny fach, by okradać klientów. I robi to tak, że podejrzenia nigdy nie padają na niego… Może jednak przecenia swój spryt? W końcu trafia na klienta, który tak jak on, bardzo lubi zachowywać pozory. Tyle że Stefan para się czymś jeszcze gorszy - on zabija ludzi. Na zlecenie. Ale też i takich, którzy przypadkiem dowiadują się za wiele - dokładnie tak, jak Johnny.
“Mówi się, że jeśli jesteś w czymś dobry, nie powinieneś robić tego za darmo. Ja byłem dobry we wchodzeniu ludziom do głów. Problem w tym, że nikt nie chciał mi za to zapłacić.
Dlatego zacząłem wchodzić ludziom do domów.”
Książka rozpisana jest na prolog, siedem tytułowanych części składających się na dwadzieścia siedem rozdziałów i epilog. Każdy rozdział dzielony jest na krótsze scenki, każda zmiana narracji zaznaczona, a częstotliwość zmiany dopasowana jest do tempa akcji - im tempo szybsze, tym częstsze zmiany. Narratorów jest trzech (Johnny, Stefan i policjantka Ryfka) i każdy z nich wypowiada się w pierwszej osobie czasu przeszłego. Każdy jednak ma swój własny styl wypowiedzi, który sporo o nim mówi. Fragmenty pisane z perspektywy Johnny’ego pisane są językiem potocznym, w którym dość często pojawiają się dosadne sformułowania (nie tylko przekleństwa), choć ta potoczność wynika tylko z doboru słów, to nie mowa rynsztokowa, a wypowiedzi bystrego, inteligentnego, niegłupiego faceta, który w doborze słów się nie patyczkuje. Stefan z kolei posługuje się nieco bardziej rozmyślnym słownictwem, a cechą charakterystyczną jego narracji jest to, że dość często przewijają się przez nią fragmenty fikcyjnych podcastów o seryjnym brytyjskich mordercach. Ryfka z kolei lubi zmiękczenia, przez co wizerunek dobrej cioci, który przypisał jej Johnny, dobrze do niej pasuje. Bez względu jednak na spersonalizowany styl narracji, całość wypada spójnie, czuć, że słowo jest autorowi posłuszne, bardzo plastyczne, a zarazem posługuje się nim naturalnie, swobodnie. To jedna z tych książek, w których wyczuwa się, że autor z pisania miał dużą frajdę. Widać też, że dużą uwagę przywiązuje do każdego otwarcia narracyjnego każdego kolejnego fragmentu – są zaskakujące, często w wydźwięku uniwersalne i znaczące. Mocno wyczuwalne jest też to, że autor dobrze rozpoznaje się w popkulturze, sposób narracji mocno kojarzył mi się z filmami gangsterskimi sprzed lat, komedii pomyłek typu dawny Guy Ritchie.
“Nic nie zmienia się równie spektakularnie jak nasze oczekiwania względem dzieci.
Na początku chcemy, żeby były zdrowe, żeby jadły, żeby spały, żeby srały. Nic nadzwyczajnego. Ale mija kilka lat i zaczynamy komplikować im życie. Chcemy, żeby były roztropne. Wykształcone. Odpowiedzialne. Chcemy, żeby były zadbane. Żeby się nas słuchały. Żeby nie spotykały się z tą czy tamtym. Żeby poszły do roboty. Żeby odeszły z roboty. Żeby przynosiły pieniądze do domu. Żeby pieniędzy z domu nie wynosiły. Żeby nie ćpały. Żeby w końcu nie ćpały za dużo.
Można od tego ocipieć.
I wiele dzieci cipieje.”
Na pierwszy rzut oka, powieść to po prostu dobra, sensacyjna, napisana z domieszką czarnego humoru rozrywka. To dynamiczna akcja za to odpowiada, jednak historia nie byłaby tak dobra, gdyby nie dokładnie dopracowane kreacje postaci, przede wszystkim dwóch męskich bohaterów. Pozornie są do siebie podobni - w końcu obydwaj łamią prawo i krzywdzą przy tym ludzi. A jednak bardziej od siebie różnić się nie mogą. Johnny to sprytny “dobry” przestępca - w swoich oczach działa w dobrej wierze, a swoje ofiary wybiera skrupulatnie nigdy nie celując w ludzi bez winy. Jest bardzo ludzki w swoich wyborach, w swoich emocjach, w postrzeganiu samego siebie, dzięki czemu, mimo swojej profesji, wydaje się czytelnikowi bliski, zrozumiały. Nie brakuje mu jednak rysu zbawcy świata, ale ograniczającego się do pojęcia jego własnej rodziny.
“Od początku zbierałem kasę z myślą o tym, aby któregoś dnia część zostawić Frankowi i Karolinie, a część wydać na swoją ucieczkę. Zakładałem, że mogę zostać do tego zmuszony. Że noga może mi się powinąć. Że wszystko może się kiedyś spierdolić. Ale nie zakładałem, że może się spierdolić tak bardzo.”
Za to Stefan to jednoznaczny czarny charakter. Zimny, wyrachowany, podejmujący decyzje zgodne ze swoją pozbawioną emocji logiką. Jest uważny, a skoro obrazu nie zaciemniają mu emocje, bardzo łatwo jest mu “czytać” ludzi. Początkowo wydaje się, że jego wizerunek ociepla poszukiwanie miłości, jednak szybko okazuje się, że te wątki są tylko po to, by pokazać czytelnikowi w pełni jego charakter. Wplątując takie postacie w intrygę powieści autor analizuje ciekawy temat, rozrysowuje ich mechanizmy podejmowania decyzji, które działają w całkowicie inny sposób. Warstwa psychologiczna tych postaci dopracowana jest więc na najwyższym poziomie!
“Niektórych drażnią ludzie, którym jadaczka się nie zamyka, ale ja mam dokładnie odwrotnie. Uwielbiam słuchać tych, którym się wydaje, że mają coś do powiedzenia, że są tacy ciekawi. Podobają mi się ich pewność siebie, wiara we własny intelekt, przekonanie o wyjątkowości. Odkąd pamiętam, miałem słabość do jednostek nierozumiejących swojego miejsca na świecie.”
Mniej uwagi przyciąga Ryfka - pojawia się późno, zajmuje mniej miejsca w fabule, a jej historia nie jest tak dramatyczna jak obydwu panów. Mimo tej swojej zwyczajności jednak też potrafi zaskoczyć! 
“Ludzie wierzą, bo chcą wierzyć. Bo wygodnie jest wierzyć. Bo wiara dodaje otuchy. Zdejmuje z nas odpowiedzialność. Zwalnia z obowiązku samodzielnego myślenia.”
Wśród postaci pojawia się też dziecko. To Franek, kilkuletni syn Johnny’ego, który pełni kilka ciekawych funkcji. To nie tylko pewne uzasadnienie jego działań, ale też i kontrast w postrzeganiu świata. Franek do życia podchodzi prosto, widzi je takim, jakie jest, choć interpretuje je z dziecięcą naiwnością jeszcze nienapiętnowaną przykrymi doświadczeniami, jakich nabieramy z życiem. Ale czy właśnie kontrastowo do Franka, dorośli nie mają tendencji do nadmiernego komplikowania spraw? Czy przez swoje oczekiwania i wyobrażenia, nie zaciemniają sobie celu, tego, co naprawdę ważne?
“Świat zbyt często robił mnie w chuja, żebym mógł uwierzyć w czyjekolwiek dobro.”
Sama intryga powieści, jak wskazuje tytuł, opiera się na zasadzie pojedynku - raz jeden bohater odbija atak, drugi atakuje, by za chwilę zamienić się miejscami. Akcja toczy się szybko, dzieje się dużo, jak w sensacyjnym filmie, a dodatek czarnej komedii sprawia, że i rozlew krwi jest konkretny. Autor nie ma litości do swoich postaci, ich kolejne “dobre” decyzje okazują się czymś całkowicie odwrotnym. Każda scena daje wrażenie dobrze przemyślanej, choć przyznam, że po pewnym czasie tempo akcji i kolejne przepychanki bohaterów (choć logicznie prowadzą do finału i są do niego potrzebne) zaczynają działać odwrotnie i zamiast tempo nakręcać, zaczynają się lekko dłużyć. Mimo dużego dopracowania fabularnego miałam też wrażenie malutkiej nieścisłości w jednej scenie - nic wielkiego, nawet nie można mówić o merytorycznym błędzie, a jednak coś nie do końca mi w pełni zagrało.
“Czas to złośliwy skurwiel. Kiedy go potrzebujesz, potrafi sprawić, że godziny mijają w mniej niż sześćdziesiąt minut, minuty w mniej niż sześćdziesiąt sekund, a pojedyncze sekundy pędzą zbyt szybko, żeby w ogóle dało się je zarejestrować. A kiedy go nie potrzebujesz, kiedy chcesz, aby się skończył, aby minuta upłynęła w góra trzydzieści sekund, to zaczyna się wlec jak skazaniec na szubienicę.”
Pod szybką akcją zapewniającą dobrą rozrywkę kryje się jednak też coś więcej. Historia o wyborach, których konsekwencji nie jesteśmy w stanie przewidzieć, o losie, który tak lubi śmiać się z naszych planów, udowadniając swoją wyższość tym mocniej, im mocniej staramy się mu przeciwstawić i przejąć kontrolę. Czym jednak jest los jak nie kumulacją decyzji naszych, decyzji innych i po prostu zbiegów okoliczności? Decyzji, które bez względu na to, jak mocno staramy się to sami przed sobą zamaskować, są niestety zawsze mocno egoistyczne…
 
W “Pojedynku” Krzysztof Domaradzki serwuje czytelnikowi to, co w jego twórczości najlepsze - świetny, swobodny i plastyczny styl, niebanalny pomysł na intrygę rodem z dawnych komedii gangsterskich, dynamiczną, sensacyjną, a równocześnie dobrze opracowaną, logiczną i momentami całkiem nieźle zaskakującą fabułę, jak i bardzo interesujące kreacje postaci, w których mocną stroną jest warstwa psychologiczna, motywacje i mechanizmy ich zachowań. To historia, przy której można się trochę pośmiać, która w odpowiednich chwilach trzyma w napięciu lub zmusza do szybkich refleksji - a raczej zasygnalizuje temat do przemyślenia po lekturze, bo tempo akcji nie pozostawia miejsca, by zatrzymać się na dłużej. Niewielkie uwagi, jakie zebrałam podczas lektury na pewno nie wypłynęły na to, że bawiłam się przy tym tytule naprawdę dobrze, a filmowy styl sprawił, że przypomniały mi się stare, dobre czasy, kiedy jeszcze można było trafić na naprawdę błyskotliwe filmy!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 29, 2026

"Wilczy bilet" Kacper Młyńczak

"Wilczy bilet" Kacper Młyńczak

Autor: Kacper Młyńczak
Tytuł: Wilczy bilet
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Na co dzień zajmuje się automatyką przemysłową i międzynarodową relokacją linii produkcyjnych, po godzinach pisze - scenariusze i koncepcje seriali, a ostatnio również książki… “Wilczy bilet” to debiut wrocławianina Kacpra Młyńczaka, który ma dużą szansę, by zagościć na polskim rynku powieści sensacyjno-szpiegowskiej na stałe!
 
Jesień 2017 rok, Warszawa. Leopold Kryński od czterech lat tuła się po swoim życiu bez większego celu - jego kariera w ABW zakończyła się wraz z fiaskiem ostatniej misji w Ukrainie, w której kluczowy świadek został pozbawiony życia, nie obyło się też i ofiar postronnych. Choć nikt wtedy zarzutów mu nie postawił, a on wierzy, że zrobił wszystko, jak należy, firma, dla której poświęcił dwadzieścia lat i swoje relacje z rodziną, podziękowała mu za usługi i do tego zakazała wstępu do kraju, w którym tak narozrabiał. Konieczność porzucenia tego życia mocno go zabolała, dopiero teraz zaczyna czuć potrzebę zebrania się w sobie - po czterech latach, kiedy jego alkoholizm ma się dobrze, a wokół zostało niewiele przychylnych mu osób. Po kolejnej mocno zakrapianej nocy pod jego blokiem pojawia się Rolls Royce. W nim jeden z najbogatszych ludzi w kraju - biznesmen Kornel Lipiński, który uznał, że właśnie Kryński będzie odpowiednim człowiekiem do tego zadania. Mianowicie zaginął jego syn, młody dziennikarz, który prowadzi własną niezależną gazetę, dziennikarstwo w starym stylu - rzetelnie i bez ubarwiania rzeczywiści. A co za tym idzie, bardzo łatwo jest mu nadepnąć na czyjś odcisk… Czy to dlatego zniknął? Sam, a może ktoś mu w tym pomógł? Kryński zamierza szybko zamknąć sprawę i zgarnąć ładną sumkę na swoje konto, jednak historia wcale nie potoczy się tak łatwo, jak początkowo się wydaje… Trop wiedzie do Ukrainy, a choć Leopold nie ma tam wstępu, to gdy dowiaduje się, że jego umowa z ABW właśnie traci ważność, nie waha się ani moment - zamierza zakończyć podjęte wyzwanie i znaleźć Mikołaja.
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog, a każdy rozdział dzielony jest na krótsze, najczęściej kilkustronicowe fragmenty pisane z naprzemiennej perspektywy Kryńskiego, jego przyjaciela nadal pracującego w ABW i kilku drugoplanowych postaci. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a styl powieści, jak na obrany gatunek, jest lekki, przystępny dla laika. Jeśli pojawiają się jakieś trudniejsze zagadnienia, autor tłumaczy je w przypisach, jednak nie ma ich na tyle dużo, by lektura wymagała nadmiernego skupienia. Spora część historii toczy się w dialogach, które wypadają bardzo naturalnie, czasami okraszone są ironicznym humorem.
"– Mówiłem ci już kilka razy, Grzesiu, że jak ktoś z zewnątrz odkryje, że pułkownik ABW czerpie wiedzę o świecie z telewizji, nie będzie to dla nas najlepsza reklama – rzucił Bienias zamiast powitania.
– Źle to odbierasz, synku. Nie oglądam informacji, tylko pionki na szachownicy."
Jednym z największych atutów powieści są kreacje postaci, przede wszystkim głównego bohatera, który teoretycznie nie powinien budzić sympatii (jest egocentryczny i niełatwy w relacjach społecznych, ma problem z alkoholem, za to bardzo lekko podchodzi do życia osób, które stoją po przeciwnej stronie niż on), a jednak w jakiś sposób czytelnika do siebie przywiązuje. Czy to przez zasady, których się nie wyrzeka nawet w chwili rozgoryczenia, czy może przez to, że nie stracił nadziei na lepsze jutro, na powrót do społeczeństwa i zbudowanie godnej przyszłości? To postać pozornie statyczna, a jednak w niewielkim stopniu poddająca się przemianie, dopasowująca nie tylko do tego, co się dzieje wokół niego, ale też własnych (i innych) refleksji.
"Traktowałem swoją pracę poważnie i zawsze będę. Aż do śmierci. Bo nikt nie zwolnił mnie z przysięgi."
Zresztą nie tylko Kryński wzbudza w czytelniku emocje. Żadna z pojawiających się postaci nie jest płaska, każda ma jakiś swój charakter, swoją przeszłość, swoje już dawno zbudowane relacje, co od czasu do czasu jest w tekście wspomniane. Są postacie dobre i złe, jak to w tym gatunku bywa, ale każdy w jakiś sposób frapuje, każdy pozwala na własne interpretacje - po której stronie stoi i jakie ma intencje.
"Jednostka zawsze przegra w naszym kraju z pieprzoną dumą i poczuciem dziejowej godności."
Intryga powieści prowadzona tempem umiarkowanym naprzemiennie z dynamicznym. Dzieje się sporo, czasami są to sceny mocno filmowe, czasami nieco bardziej kameralne. Zagadka, choć nie jest zbudowana z dużej ilości elementów, co dobrze świadczy o umiejętnościach autora (nie musi mocno gmatwać fabuły, by zaciekawić), prowadzona jest z dużym wyczuciem i intrygującymi twistami. Oczywiście jest kilka scen sensacyjnej akcji, która toczy się znajomym rytmem, a jednak autor nie idzie w schemat - jak choćby za brak wątków typowych romansowych należą mu się gratulacje! Wątki polityczne i szpiegowskie są wyraźne, a jednak przedstawione na tyle zwięźle i przejrzyście, że nawet czytelnik sięgający po ten gatunek po raz pierwszy nie powinien czuć się zagubiony czy znudzony. Autor dobrze bawi się gatunkiem powieści szpiegowskiej, wyciąga z niej wszystko, co może mu się przydać, ale w taki sposób, by historia była przyjemnie świeża, choć cały czas nawiązująca do klasyki. Dbałość o detale (marki alkoholi, papierosów, zegarki, samochody czy muzyka) robi wrażenie i nadaje historii filmowego klimatu.
"Każdy z nas jest tylko trybikiem, Wadim. Mniej czy bardziej istotnym, bez znaczenia. Zabraknie któregokolwiek i cała maszyneria pójdzie w pizdu."
Poza machlojkami służb, w których trudno ocenić kto po której stronie stoi, wartym uwagi jest również wątek dziennikarstwa. Teoretycznie poboczny, stanowiący pretekst dla historii, ale jednak też nie bez znaczenia i to na kilku poziomach. Przyglądając się gazecie, którą prowadzi Mikołaj Lipski, przyglądamy się aktualnej kondycji mediów, które teraz, zamiast dostarczać nam faktyczne bezstronne informacje, gonią za klikalnością i tym, kto da więcej. Ale jest też druga strona tego tematu, w powiązaniu ze służbami - w końcu nie zawsze to, co słyszy opinia publiczna, jest prawdą, czasami to tylko maska mająca zatuszować, co wydarzyło się naprawdę. Komu o tym decydować i jak to rozróżnić?
"– Wiesz, że jesteś nieoceniony?
– Ale wycenialny. Może być na fakturę."
“Wilczy bilet” to bardzo przystępnie napisany debiut Kacpra Młyńczaka w gatunku thrillera szpiegowskiego, z którego czerpie to, co najlepsze, jednocześnie nie dając się wpisać w tak łatwy do podążania schemat. Przyjemne dialogi, dbałość o detale i język, który mimo nierozbudowanych opisów, daje bardzo filmowe wrażenie - mogłabym tę powieść zobaczyć na ekranie! Dobre tempo akcji, ciekawa zagadka, której finał sugeruje, że w przyszłości może ukazać się coś więcej… I na to liczę, z chęcią przeczytam kolejną powieść tego autora!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 26, 2026

"Zimna krew" Ryszard Ćwirlej

"Zimna krew" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Zimna krew
Cykl: Aneta Nowak, tom 7
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej to jeden z pierwszych współczesnych pisarzy, którzy sięgnęli po kryminał zanim stał się jednym z najchętniej czytanych gatunków w naszym kraju, a teraz jest jedynym, który przeprowadza nas przez wszystkie ustroje Polski od początku XX wieku. Na koncie ma ponad trzydzieści powieści, wszystkie przypisane są do sześciu różnych cykli, które jednak w jakiś sposób się ze sobą zazębiają, tworząc jedno uniwersum. Swoją karierę literacką rozpoczynał od serii osadzonej w czasach PRL-u, która przyniosła mu tytuł twórcy nowego gatunku: kryminału neomilicyjnego - debiutował w 2007 roku i przez pierwsze lata ograniczał się do pisania kolejnych tomów tego jednego cyklu. Pierwsza zmiana nastąpiła w 2015 roku - latem ukazało się “Jedyne wyjście”, czyli pierwszy tom serii z Anetą Nowak, kryminał z akcją osadzoną współcześnie, a jesienią “Tam ci będzie lepiej”, czyli pierwszy tom serii międzywojennej z Antonim Fischerem. Teraz zarówno cykl z milicjantami z Poznania, jak i międzywojenny z Antonim Fischerem są już zamknięte, ale Aneta nadal pobudza wyobraźnię autora - właśnie ukazał się tom siódmy jej przygód. Akcja kolejnych tomów cyklu nie jest ułożona chronologicznie, “Zimna krew” cofa się do początków kariery Anety (pod kątem chronologii zdarzeń cyklu ten tom opowiada o zdarzeniach od razu po tomie pierwszym), więc bez problemów i czytelnik kolejności chronologicznej lektury nie musi zachowywać.
 
Sierpień 2012, okolice Szamotuł. Policjant Szymon Kania jest zadowolony - kilka miesięcy temu dogadał się z rosyjskim gangsterem Lońką, który przy okolicznych drogach wystawia przywiezione ze Wschodu dziewczyny. Kania dzięki obiecanej ochronie gangsterskich interesów zarabia teraz dwa, a może nawet trzy razy więcej, może więc w końcu zacząć planować: wakacje, remonty, wygodne życie. Jednak coś idzie nie tak, a jego ciało znajdują w okolicznym lesie policyjni koledzy. Pierwsze podejrzenie - samobójstwo, jednak Anecie Nowak coś w tej spawie nie gra. Nie ma jednak czasu się temu długo przyglądać, właśnie przenosi się do Poznania, do nowej komendy.
Pół roku później po jej entuzjazmie nową pracę nie ma śladu. Jej głównym zadaniem jest przerzucanie papierów, co nudzi ją niemożliwie. Aneta chce działać! Więc kiedy przychodzi zgłoszenie o zaginięciu właściciela agencji nieruchomości, którym nikt się nie chce zająć, zwierzchnik Anety zleca jej przyjrzenie się tej sprawie. Szybko okazuje się, że afera może być z tego niezła - mężczyzna zniknął z dziesięcioma milionami złotych...
“(...) jakby chciał nam powiedzieć: przepraszam, chłopaki, że się zastrzeliłem, ale przynajmniej zadbałem o to, żeby mój mózg nie rozprysł się w środku i nie macie radiowozu upapranego zimną krwią, więc jutro można nim jechać na służbę.
- A co tu ma zimna krew…
- Zimną, zaschniętą krew trudniej zmyć.”
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów dzielony jest na podrozdziały oddzielone określeniem czasu (godziny) i miejsca akcji, a co za tym idzie, historia rozpisana jest na kilka perspektyw oddanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla tego autora, który bardzo lubi bawić się słowem, dopasowywać stylistykę do poziomu intelektualnego danej postaci, do jej korzeni, przez co nieraz w dialogach pojawiają się regionalizmy, nie brakuje też przekleństw. Niemniej jednak one tutaj nie bolą, bo dzięki sposobowi wypowiedzi autor oddaje charakter postaci - to, jak prowadzą rozmowy, jaki mają zakres słów, bardzo dobrze obrazuje z jakim człowiekiem mamy do czynienia. Oczywiście nie tylko same dialogi robią wrażenie - autor doskonale posługuje się słowem w każdym momencie, a już samo to gwarantuje, że czytelnik nudzić się nie będzie. Warto też zaznaczyć, że choć sprawa kryminalna jest jak najbardziej poważna, to już styl narracji nie do końca taki jest - wyczuwam w nim nutki karykaturalne, lekkie przesycenie cech postaci, dzięki czemu podkreślone są ich przywary, a my możemy się podczas lektury trochę pośmiać. To zapewnia wyśmienitą rozrywkę!
 
Zagadka kryminalna rozdzielona jest na dwie sprawy i kilka osobnych śledztw. Zaginięcie przedsiębiorcy interesuje kilka różnych osób, nie tylko żonę zaginionego i policję - w końcu chodzi o grube miliony, a wiadomo, że takie pieniądze przyciągają różne osobliwości. Jest i wątek gangsterski zapoczątkowany teoretycznym samobójstwem policjanta, który mocno opiera się na motywie nieraz już w kryminale granym - na sutenerstwie młodziutkich dziewczyn zza wschodniej granicy. Akcja, choć przez sporą część powieści nie posuwa się za szybko do przodu, to jednak dzięki naprzemiennej narracji i krótkim rozdziałom dobrze utrzymuje zainteresowanie czytelnika. Im bliżej finału, tym tempo wydarzeń wzrasta, a choć może cała intryga nie jest specjalnie innowacyjna, to nie da się ukryć, że perypetie, jakie autor swoim postaciom funduje, są pomysłowe.
 
Poza karykaturalnie rysowanymi gangsterami, przez powieść przewija się spore grono postaci znanych nie tylko z cyklu z Anetą. Dla tych czytelników, którzy znają inne serie autora, spotkanie postaci z serii Milicjanci z Poznani, czy serii z Blachą będzie dodatkowym atutem tej historii - w końcu zawsze miło jest spotkać znajomych bohaterów, poznać, jak potoczyły się ich dalsze losy, ale też nie będzie to stanowić problemów dla tych, co po książkę autora sięgnęli po raz pierwszy, bo relacje postaci i ich przeszłość są odpowiednio zaznaczone. Podziwiam jednak swobodę, z jaką autor splata kilka cykli, jak łatwo wszystko się u niego przenika.
 
A skoro już o postaciach mowa, to na oddzielną uwagę zasługują postacie kobiece. Kiedyś miałam wrażenie, że autor traktuje je mocno schematycznie, teraz widzę, że to te kobiety grają na społecznych schematach - bawią się oczekiwaniami, jakie mają w stosunku do nich mężczyźni, wykorzystują to, jak postrzega je społeczeństwo. Całkiem zgrabnie to autorowi wychodzi!
 
Nie bez znaczenia jest też samo miejsce akcji. Poznań i okolice w zimowej scenerii oddane są na tyle sugestywnie, że momentami aż słychać jak roztopiony śnieg chlupie pod nogami. Choć czuć w tej historii miłość do miejsca, to nie brakuje też i krytyki, jak choćby infrastruktury miasta i leniwych urzędników. A skoro już mowa o miejscu, to warto też wspomnieć o czasie, który choć może nie jest bardzo odległy, a jednak technologicznie bardzo się od aktualnych czasów różni. I ten temat został dobrze opracowany - widać, że autor dobrze zbadał wszystkie ówczesne nowinki technologiczne i nie odmówił sobie, by trochę się z nich pośmiać.
 
“Zimną krew” docenią czytelnicy, którzy lubią się przy powieściach kryminalnych dobrze bawić - Ryszard Ćwirlej nie ucieka się do makabry, brutalności czy seryjnych morderców. U niego postacie są proste, ale zapewniają całkiem pokaźny przegląd społeczności, co wyczytać można już w samych dialogach. Zagadka kryminalna do skomplikowanych nie należy, bo też nie ona wydaje się tu najważniejsza - stanowi raczej klamrę, która spina wszystkie postacie w całość, która wymusza na nich pewne zachowania, choć przyznaję, że trochę żałowałam, że autor nie pokusił się o jakieś ciekawe, mniej spotykane w powieściach kryminalnych wątki. Niemniej jednak podoba mi się to, że miałam przyjemność po raz kolejny spotkać bohaterów uniwersum Ćwirleja, a i zapełnić pewną małą lukę, która powstała w losach Anety. Jak zawsze czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 25, 2026

"Tajemnica Serra Venerdì" Mariolina Venezia

"Tajemnica Serra Venerdì" Mariolina Venezia

Autorka: Mariolina Venezia
Tytuł: Tajemnica Serra Venerdì
Cykl: Śledztwa Immy Tataranni, tom 3
Tłumaczenie: Maciej A. Brzozowski
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna

Mariolina Venezia choć urodziła się w Materze, to po długim pobycie we Francji zamieszkała w Rzymie. Swoje życie zawodowe poświęciła pisaniu - tworzy powieści i poezję, ale też wszelkiego typu scenariusze: filmowe, telewizyjne, teatralne. Na rynku książki debiutowała w 2007 roku, powieścią, która zdobyła nagrodę Campiello, a dwa lata później została wydana też w Polsce. Od samego początku swojej twórczości nie zalicza się do autorów piszących w tempie kilku książek rocznie - u niej dzieje się odwrotnie, najczęściej musi minąć kilka lat zanim kolejny tytuł się pojawi. I tak jej kryminalna przygoda z ekstrawagancką prokuratorką Immą Tataranni, która we Włoszech cieszy się sporą popularnością (znana jest nie tylko z książek, ale i z serialu, jaki powstał na ich podstawie), zapoczątkowana w 2009 roku na ten moment liczy cztery tomy. Polski czytelnik musiał długo czekać na tłumaczenie jej przygód - Oficyna Literacka Noir sur Blanc wydaje jeden tom rocznie poczynając od 2024 roku, a zatem teraz ukazał się u nas tom trzeci pt. “Tajemnica Serra Venerdì” . Każdy z tomów można czytać oddzielnie, bez zachowania kolejności chronologicznej serii (recenzje - klik!).
 
Matera, styczeń 2006 rok. Na zgłoszenie sąsiadki policja w mieszkaniu w dzielnicy Serra Venerdì odkrywa zwłoki czterdziestokilkuletniej kobiety. Ubrana tylko w koronkową czarną bieliznę, z siniakami na nadgarstkach została uduszona we własnym łóżku, a drzwi jej mieszkania były zamknięte od środka. W jaki sposób popełniono zatem morderstwo? Lokalna społeczność już huczy od plotek, choć prawdziwych świadków brak - nikt nie przyznaje się, by coś widział… Imma Tataranni, zastępczyni prokuratora generalnego Bazylikaty, znana ze swojej nieustępliwości zmusza cały zespół śledczych do działania - muszą coś znaleźć, muszą wyjaśnić zagadkę śmierci tej kobiety, która jeszcze nie zdążyła zacząć żyć naprawdę… Bo choć ich drogi dawno temu się rozeszły, zamordowana nie jest dla Immy obca. To jej koleżanka z klasy, w której tylko one dwie tak bardzo nie pasowały. Jak więc życie jednej z nich mogło się już teraz, tak wcześnie, zakończyć?
“Jakby szczęście było ubraniem szytym na miarę, które wystarczy założyć - a jeśli trochę uciska, to wciągnąć brzuch i nie robić gwałtownych ruchów, żeby nie strzeliły guziki.”
Książka rozpisana jest na 55 kilkustronicowe rozdziały - jedne są krótsze, inne trochę dłuższe, często dzielone na krótsze fragmenty, dzięki czemu komfort lektury jest zachowany. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Immy i obejmuje zarówno wydarzenia, jak i przepływ myśli tej bohaterki. Jednak od czasu do czasu, raz czy dwa, pojawia się inna perspektywa mocno pobocznych postaci. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny - momentami przypomina strumień świadomości, choć w tym tomie autorka ewidentnie swoją wybujałą wyobraźnię trzyma już mocno na wodzy, dzięki czemu książka otrzymuje zabawny, lekko ironiczny, ekscentryczny wydźwięk, nie nuży jednak długimi dygresjami. Porównania, metafory, jakie przy tym się pojawiają, są niespotykane, zaskakujące, a jednak całkiem trafne, dzięki czemu książka zachowuje świeżość i lekkość. Zdania poddają się pod okoliczności - czasami krótkie, czasami długie, ale to przy tych drugich szczególnie mocno docenić można ich naturalność, która subtelnie imituje przepływ myśli. Sam język również dostosowany jest do okoliczności - czasami lekko poetycki, za chwilę zaskakuje swoją dosadnością. Bo skoro narrator oddaje perspektywę Immy, to jasne jest, że i w warstwie językowej nikt nie będzie się patyczkował!
“Immacolata Tataranni, matka tolerancyjna, ale wszystko ma przecież swoje granice, gotowa znosić wiele dla domowego spokoju, no jasne, ale do czasu, nie można przeginać, przepraszam, ale to już przesada - w końcu nie wytrzymała i dała upust emocjom. Bo tak nie można. No po prostu tak nie można. Człowiek się poświęca, przymyka oczy, cierpliwie czeka, a potem co? Okazja, młodzież, niewdzięczność.”
Imma, a precyzyjniej Immacolata, to postać niesamowita: prokuratorka, żona i matka, która każdej tej roli oddaje się z taką samą zaciętością. Charakter ma ostry jak jej szpilki, które nosi niezależnie od konieczności wykonywania zadań. Buraczkowe włosy i dziwnie dobrym strój to jej znak firmowy, pod którym skrywa się prawdziwy wulkan energii. Choć jej charakter w zetknięciu z opieszałością włoskich współpracowników nieraz mocno zgrzyta, to jednak nie da się nie odnieść wrażenia, że to kobieta z właściwym kompasem moralnym - za wszelką cenę szuka prawdy, równocześnie potykając się o prozaiczne wzloty i upadki macierzyństwa i małżeństwa. Nie da się ukryć - Imma kompletnie przyćmiewa całe towarzystwo, ale jej kreacja jest tak ciekawa i silna, że bez problemu jest w stanie unieść całą serię.
“Odkąd Imma nauczyła się łączyć słowa “zachowaj” i “spokój”, gdy tylko je słyszała, zamieniała się w furię, wrzeszczała do ochrypnięcia, nadymała się jak ropucha.”
W tym tomie intryga kryminalna wydaje się bardziej osobista, bo wiąże się ze wspomnieniami z młodości samej Immy. Zamordowana to kobieta, która większość życia spędziła przy rodzicach, dopiero po ich śmierci zaczęła z jego dobrodziejstw korzystać. To spowodowało wszelakie plotki na jej temat, ale w samej Immie budzi refleksje na temat ulotności życia i okazji, które przepuszcza przez palce wierząc, że przecież ma jeszcze wiele lat i możliwości przed sobą. A co jeśli nie? Sama intryga prowadzona jest w starym stylu z naciskiem na zagadkę mocno nawiązującą do klasyki gatunku - w końcu do morderstwa doszło w zamkniętym od środka pokoju. Tempo prowadzenia akcji jest umiarkowane, kolejne twisty i tropy ciekawe, z dużym wyczuciem przeplatają się ze wstawkami z prywatnego życia Immy, przez co zainteresowanie czytelnika utrzymuje się na stałym, satysfakcjonującym poziomie.
“Życie kierowniczki kancelarii przypominało jeden z tych budynków, które na pierwszy rzut oka wydają się nienaruszone, ale od środka są przeżarte przez termity i wystarczy jeden podmuch, by rozsypały się w proch.”
Jednak nie byłoby tej intrygi, gdyby nie miejsce akcji. Matera, jej dzielnice i małe wioski wokoło są ważnym punktem fabularnym całej powieści. Autorka z dużą wprawą wplata w zagadkę historię miejsca, przeróżne ciekawostki, jak i społeczność wraz ze wszystkimi jej nawykami, przywarami, jakie je cechują. Momentami społeczną pamięcią sięgamy aż do czasów zjednoczenia Włoch, podczas których nie wszystkie działania były powodem do chluby. W jaki sposób tak dawne dzieje nadal mogą oddziaływać na teraźniejszość?
“Imma od zawsze wierzyła w porządek. Szanowała zasady już jako dziewczynka, która nigdy nie dawała ściągać na klasówkach, ale teraz, gdy patrzyła na tych ludzi, przyszło jej do głowy coś innego. Że prawo bywa tylko zasłoną. Zasłoną, która ukrywa to, czego nikt nie chce widzieć.”
Poza dobrą dawką rozrywki lekko podlanej historią gdzieś pomiędzy wierszami można wyczytać trochę gorzkich spostrzeżeń na temat natury ludzkiej, tendencji do plotkowania zamiast szukania sprawiedliwości, stawianie swojego dobra przed dobrem innych i pozorów, które wydają się ważniejsze od faktycznego życia. Smak goryczy pozostaje po spotkaniach z kilkoma postaciami, których lekko karykaturalne rysy dobrze odsłaniają bardzo realistycznie uchwycone charaktery.
“Seks, sado-maso, perwersje, zdrady, cycki i tyłki, zoofilia - no pewnie, czemu nie - kogo to jeszcze ruszało? Prawdziwe tabu było gdzie indziej. Czystość, bieda, bezrobocie. Menopauza. Samotność, starość. Włosy pod pachami. To dopiero należało ukrywać.”
Wygląda na to, że Mariolina Venezia z tomu na tom wyciąga wnioski, doskonali sposób tworzenia opowieści tak, by czytelnika zadowolić, jednocześnie nie tracąc tego, co dla niej charakterystyczne. Niebanalny, ekscentryczny styl dobrze pasuje do głównej bohaterki Immy Tataranni, która nie jest niedościgłym ideałem, a kobietą z charakterem pełnym atutów i wad. Zagadka kryminalna, z którą przychodzi się jej zmierzyć w “Tajemnicy Serra Venerdì”, mocno ukorzeniona jest w miejscu akcji, dzięki czemu czytelnik nie tylko dostaje solidną dawkę klasycznie detektywistycznej rozrywki, ale też może oczami wyobraźni pozwiedzać i czegoś nowego o Materze się dowiedzieć. Bardzo polubiłam ten lekko humorystyczny, uszczypliwy styl autorki i już teraz czekam na tom czwarty, jednocześnie wznosząc modły o to, by w oryginale wkrótce ukazał się tom piąty!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 24, 2026

"Pocałunek na pożegnanie" Lisa Gardner

"Pocałunek na pożegnanie" Lisa Gardner

Autorka: Lisa Gardner
Tytuł: Pocałunek na pożegnanie
Cykl: Frankie Elkin, tom 4
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Lisa Gardner w przyszłym roku świętować będzie trzydziestolecie swojej twórczości kryminalnej, choć nie twórczości w ogóle - tę świętowała już kilka lat temu. Na rynku książki po raz pierwszy pojawiła się w 1992 roku z romansem i pod pseudonimem, co usatysfakcjonowało ją na tyle, że praktykowała to przez najbliższą dekadę. Teraz, na koncie ma ponad czterdzieści powieści rozpisanych na kilka cykli, cztery książki doczekały się ekranizacji, a większość statusu bestsellerów i tłumaczeń na inne języki. Ostatnie kilka lat spędziła na tworzeniu serii z nową postacią - Frankie Elkin, osobą prywatną zajmującą się nieodpłatnie poszukiwaniem zaginionych. W Polsce Frankie po raz pierwszy pojawiła się w 2022 roku (rok później niż w rynku anglojęzycznym) w “Zanim zniknęła”, teraz doczekaliśmy się tłumaczenia tomu najnowszego, czwartego pt. “Pocałunek na pożegnanie”, który, jak każdą książkę autorki, można od pozostałych części czytać niezależnie.
 
Wystarczy jeden telefon, by Frankie Elkin porzuciła postanowienie o odpoczynku i ruszyła w drogę - tym razem jej celem jest Tucson w Arizonie, gdzie trzy tygodnie temu rozpłynęła się w powietrzu młoda Afganka Sabera Ahmadi. A choć Frankie normalnie nie przyjmuje tak świeżych spraw, w końcu od czego jest policja? To jednak tym razem decyduje się na odstępstwo od normy - wydaje się, że wszyscy, z policją na czele, tę sprawę lekceważą. Przyjaciółka Sabery jest jednak przekonana, że kobieta nigdy nie zostawiłaby swojej czteroletniej córeczki, bez względu na to, jak faktycznie po przylocie do kraju wyglądało jej życie i relacje z dużo starszym mężem. Jak jednak dojść do sedna problemu, kiedy cała historia życia tej kobiety znajduje się tysiące kilometrów stąd? Na szczęście tym razem Frankie będzie miała wsparcie nie tylko w przyjaciółce zaginionej, ale i osobach, które prywatnie spotka na swojej drodze, a które, choć ekscentryczne, okażą się empatyczne i dobre jak mało kto.
“Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że zdecydowanie za dużo ludzi jest gotowych zabić dla kogoś innego. Może potrzeba nam więcej takich, którzy desperacko chcą dla kogoś żyć.”
Książka rozpisana jest na prolog, 47 rozdziałów i epilog, a każdy z nich dodatkowo dzielony jest na krótsze fragmenty. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Frankie i Saberę - ta pierwsza dominuje, ta druga pojawia się od czasu do czasu i dla rozróżnienia teksta pisana jest kursywą. Co ciekawe, relacja Sabery również pisana jest w czasie teraźniejszym, mimo iż opisuje zdarzenia sprzed kilku lat, z czasów, gdy jeszcze znajdowała się w Afganistanie. Język, jakim autorka się posługuje, jest prosty, codzienny, elegancki, nie ma w nim miejsca na przekleństwa czy inne formy dosadnej stylistyki. To jedna z tych autorek, które udowadniają, że nie trzeba mocnych słów, by wywołać mocny emocjonalnie efekt. Zdania są krótkie, dialogi prowadzone z dużym wyczuciem, w odpowiednich momentach podszyte nawet subtelnym humorem. Mimo narracji pierwszoosobowej, to nadal historia sprawy kryminalnej jest najważniejsza, Frankie pozostaje w tle.
“(...) dla większości Amerykanów Afganistan to zacofany kraj i naród. Nie chcecie słyszeć o tym, że większość z nas chodziła do kawiarni, korzystała z komórek i pracowała w biurach typu open space, które wyglądają dokładnie tak samo jak u was. Nie chcecie wiedzieć, że pewnej niedzieli poszłam do biura o ósmej rano, żeby nadrobić zaległości w papierach, a o ósmej wieczorem do miasta weszli talibowie i skończył się kraj, jaki znałam.”
Jej postać prowadzona jest z dobrym wyczuciem - jest obecna, jej pokiereszowana psychika w pewien sposób wpływa na wydarzenia, jednak nie na tyle, by powieść zdominowała. A choć teoretycznie przyzwyczajona jest do tego, że działa sama, z nikim nie zaprzyjaźnia się bliżej, to i pod tym kątem jej pobyt w Tucson odbiega od normy - poznaje kilkoro ludzi, którzy pomagają jej się ze sprawą uporać, a sami nie chcą nic w zamian. Są to postacie kolorowe, bardzo przyjemne, zwracające uwagę na to, że inne wcale nie jest złe. To dzięki nim powieść, mimo trudnego wątku uchodźctwa, nie przytłacza, a daje wrażenie lekkości lektury - nieraz podczas ich rozmów wkrada się subtelny wątek humorystyczny. Nie brakuje też oryginalnych zwierzątek, które początkowo mogą budzić lęk, a jednak również okazują się równie przyjemne co cała ludzka ekipa. Bardzo polubiłam ich wszystkich!
“Witamy w świecie kryzysu migracyjnego. Wojny, głód, klęski żywiołowe. Czytasz poranne wiadomości i myślisz: o, jakie to smutne. Ja czytam wiadomości i myślę: gdzie mogę ich upchnąć?”
Sama intryga kryminalna jest skomplikowana, dobrze wpleciona w problemy uchodźców, ale równocześnie trzyma się fikcji literackiej, dzięki czemu ta część powieści nadal pozostaje w strefie mocno rozrywkowej. Akcja toczy się umiarkowanie szybko aż do dynamicznego, lekko sensacyjnego finału o słodko-gorzkim posmaku. Zagadka jest zagmatwana, a choć w teorii da się wpaść na właściwy trop (ja nie wpadłam), to całość wydaje się trudna do samodzielnego złożenia. Autorka choć podsuwa tropy z dwóch stron - w końcu obserwujemy perspektywę Frankie i wspomnienia Sabery, to jednak manipuluje nimi tak, że nie sposób domyśleć się o co może w nich chodzić, jak połączyć je w jedno.
“Więcej obserwuj, mnie oceniaj.”
Jednak najważniejszy jest temat, na którym autorka zbudowała tę całą opowieść - motyw uchodźctwa przedstawiony tak szeroko, jak w fikcyjnej powieści kryminalnej jest to tylko możliwe. To poruszający obraz kobiety, całych rodzin, których życie w przeciągu jednego dnia legło w gruzach i nie stało się to z ich własnej winy. Dzięki narracji Sabery możemy poznać okres przed i po wkroczeniu talibów do Kabulu, poznać ją jako dziewczynkę żyjącą w szczęśliwej rodzinie i sierotę, która mimo ogromnego szoku nagle musi uciekać. Autorka krótko, ale bardzo dosadnie i równie mocno emocjonalnie opisuje jej historię życia w Afganistanie i próbę ucieczki, co daje czytelnikowi jasny, przejmujący obraz tego, z jakim ogromem nieszczęść ci ludzie musieli się zmierzyć, jak mocno musiało to oddziałać na ich psychikę. Można też z tego wyciągnąć uniwersalne przesłanie - ceń to, co masz, nigdy nie wiesz, kiedy te bezpieczne, dobre życie, jakie prowadzisz, może się nagle zakończyć.
“Chwile przychodzą i odchodzą, a nawet te najokropniejsze, jak na przykład to, czego doświadczyła Sabera Ahmadi, zostają wypalone w naszych duszach na resztę drogi. Utknęliśmy w jakimś kosmicznym tosterze; wszechświat już dawno o wszystkim zapomniał, a my nadal zmagamy się z poparzeniami psychiki.”
Jednak to nie na przylocie rodziny Sabery do Stanów ta historia się kończy. Lisa Gardner równie dosadnie przedstawia los uchodźców nie tylko w obozach, ale też, a może przede wszystkim, w krajach, które obiecały zapewnić im bezpieczeństwo, które zgadzają się na azyl i teoretycznie oferują nowy początek. Jednak ich rzeczywistość nie jest tak kolorowa - przychodzi im zmierzyć z tragicznymi warunkami, bezczynnością państwa, które obiecuje dużo, a tak naprawdę jest przeciążone i niezorganizowane. To obraz, w którym pojedyncze jednostki próbujące im pomóc, są skazane na porażkę przez ogromną skalę uchodźctwa. Bo jak jeden człowiek może uratować tysiące?
“Na tym polega problem z próbami zbawienia świata: to zadania znacznie przekracza możliwości jednej osoby.”
Autorka się nie patyczkuje, nie wygładza rzeczywistości, dzięki czemu stali mieszkańcy kraju borykającego się z napływem uchodźców, mogą spojrzeć na zagadnienie od innej strony - nie swojej, a ich, tych, którzy stracili wszystko, a teraz muszą nie tylko odnaleźć się w całkowicie innym kraju, innej kulturze, ale też zbudować samodzielnie życie od nowa nie mając nic - nawet wykształcenia, bo przecież dyplomy afgańskie nie są uznawane w ich nowym kraju zamieszkania.
“Nigdy nie ufaj ludziom, którzy napychają sobie brzuchy cudzą krzywdą.”
No właśnie, jest jeszcze zagadnienie różnicy kultur. Bardzo podobała mi się dokładność, z jaką autorka zarysowała konwencję życia w społeczeństwie afgańskim. To w końcu inne podejście do ról społecznych, inne niepisane prawa, inna religia i inna kuchnia, do której również przywiązana została duża uwaga - opis potraw, smakołyków, deserów zrobiły na mnie duże wrażenie!
“Bez względu na kraj, kulturę, religię, wszyscy w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami: chcemy kochać i być kochani, chcemy wierzyć, że takie uczucia mogą trwać wiecznie.”
W “Pocałunku na pożegnanie” Lisa Gardner poruszyła jeden z kontrowersyjnych tematów ostatnich lat, który burzy krew nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w Europie, o którym i w Polsce w chwili wybuchu wojny w Ukrainie było bardzo głośno. Robi to z dużą wiedzą, zrozumieniem i empatią - opisuje dokładnie sytuację uchodźców, dzięki czemu czytelnik jest w stanie zrozumieć z jaką skalą tragedii się mierzy. Ta baza staje się zaczątkiem intrygi kryminalnej, która pozostaje w strefie rozrywkowej, angażuje i ciekawi, a towarzystwo, jakie się przez tę historię przewija, dobrze ze sobą współgra - los uchodźców budzi smutek, współczucie, a historia postaci, które zaczynają Frankie towarzyszyć, podbudowuje morale, daje poczucie, że mimo przeciwności losu, cały czas warto próbować. To było moje drugie spotkanie z Frankie, nieporównywalnie bardziej udane niż pierwsze - myślę, że “Pocałunek na pożegnanie” może być jednym z najlepszych tytułów tej autorki, jakie miałam okazję czytać!
“Czasem największym darem, jaki można ofiarować innej wojowniczce, jest wiara w jej odwagę.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 22, 2026

"Ideburga. Pod Trzema Cyrklami" Leszek Herman

"Ideburga. Pod Trzema Cyrklami" Leszek Herman

Autor: Leszek Herman
Tytuł: Ideburga. Pod Trzema Cyrklami
Cykl: Ideburga von Flemming, tom 2
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść historyczna / kryminalna
 
Twórczość Leszka Hermana jest bardzo mocno związana z jego miejscem zamieszkania - ze Szczecinem, w którym żyje, pracuje, którego historią o dawien dawna mocno się interesuje. I temu właśnie daje wyraz w swoich powieściach - najpierw w książkach zaliczanych do uniwersum firmy ekspedycyjnej Sedinum, a teraz, jeszcze wyraźniej w serii z Ideburgą von Flemming, w której skupia się na końcówce XIX wieku, czyli czasie kluczowym dla tego miasta, w chwili, gdy rozpoczął się jego wielki rozkwit. Ideburga światło dzienne ujrzała rok temu i była oznaką zmiany, jakiej po dekadzie tworzenia uniwersum Sedinum autor potrzebował. Inne czasy, inna bohaterka, inna konwencja fabularna, która jest połączeniem powieści historycznej z detektywistyczną ubarwioną nutką sensacji. Pełny tytuł tomu pierwszego brzmi “Ideburga. Igrając z ogniem” (recenzja - klik!), drugi, na ten moment najnowszy, to “Ideburga. Pod Trzema Cyrklami”.
 
Połowa czerwca 1890 rok. Z soboty na niedzielę ze szczecińskiego hotelu porwany został dwudziestoletni książę Lambert von Tasso-Lunzenau. Po pierwszych przepytaniach świadków, policja zaczyna podejrzewać, że Heini von Flemming mógł być w jakiś sposób w sprawę zamieszany - zniknął dokładnie tej samej nocy. Na wieść o tym Ideburga, jego siostra, zjawia się w Szczecinie - przecież nie może siedzieć u ciotki, gdy jej bratu może grozić niebezpieczeństwo. Ida jest pewna, że Heini nie może być ze sprawą porwania powiązany, to po prostu przypadek, że zniknął tej samej nocy… A może nawet nie? Przecież Ida dokładnie pamięta, że z księciem spotkała się tydzień przed oficjalną datą porwania, kiedy uciekała przebrana za chłopaka z teatru i bardzo zaintrygowało ją jego dziwne zachowanie - może już wtedy działo się coś złego? Po co jednak ktoś miałby się dopuszczać porwania? I gdzie zniknął Heini?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 21 rozdziałów, epilog i posłowie od autora, w którym wyjaśnia, co w jego powieści jest prawdą historyczną, a co fikcją literacką. Każdy z rozdziałów dzielony jest na krótsze fragmenty, często w jednym rozdziale dochodzi do zmiany perspektywy - im szybciej toczy się akcja, tym dynamiczniej zastosowana jest jej naprzemienność. Początki rozdziałów opatrzone są również datą w chwili, gdy do zmiany czasów dochodzi - większa część opowieści toczy się w 1890 roku, jednak kilka rozdziałów osadzonych jest jeszcze wcześniej, w 1850 rok i dotyczy dziadka Idy i Heiniego. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy dziadka Idy w 1850 roku oraz z perspektywy Idy, Martina i dziennikarza Maksa, jak i od czasu do czasu kilku drugoplanowych postaci w 1890. Styl powieści jest subtelnie stylizowany na ówczesne lata, co wyraźnie widoczne jest przede wszystkim w dialogach. Język dobrany jest z rozwagą, a to, czego czytelnik mógłby nie zrozumieć, tłumaczone jest w przypisach. Książkę czyta się płynnie, jednak przy dłuższych opisach, które czasami się w tym tytule zdarzają, trzeba się nieco skupić.
 
Tak jak w tomie pierwszym, tak i w drugim Ideburga wiedzie prym. To młoda dziewczyna, buntowniczka, którą niespecjalnie obchodzą nakazy etykiety - raczej tym, czego się boi, jest kara, jaką może dla niej zarządzić jej ojciec czy brat. W końcu są to czasy, gdy kobiety, szczególnie te z dobrych domów, były całkowicie zależne od męskich przedstawicieli rodziny. Dlatego też Ideburga przy swoim boku ma pokojówkę Almę - razem tworzą dobry duet, Alma dużo bardziej bojaźliwa i równocześnie ciągle dbająca o dobre imię swojej pani, nieraz przywraca Idę na ziemię i ratuje ją z potencjalnych tarapatów. Niemniej jednak poprzez ten duet autor doskonale oddaje realia życia ówczesnych lat z perspektywy kobiety - tego, jak niewiele mogły, tego, jak bardzo zachowawczo musiały się poruszać w towarzystwie.
“To temperamentna dzierlatka, myślał. Za jego czasów panienki z dobrych domów to same nawet nosa nie mogły wyściubić poza salon i bawialnię, a dzisiaj proszę, do czego doprowadziło takie bezstresowe wychowanie i ta cała emancypacja. W głowach się takim trzpiotkom przewraca.”
Tym razem jednak intryga powieści nie kręci się wokół Idy, a jej brata, Heiniego, który do tej pory stanowił jej podporę, młodego biznesmena, który bardzo sprawnie porusza się w świecie finansów. Przynajmniej robił tak do tej pory, bo właśnie teraz okazuje się, że umowa zakupu pewnej firmy związanej z żeglugą morską może okazać się dla niego wielką klapą… I tak historia wplata się w męskie kręgi, przybliża nieco kontrastowo powinności i akceptowane społecznie zachowania tej płci w porównaniu do tego, czego mogły dopuszczać się kobiety, ale też przynosi pytania, które chętnie zadają thrillery psychologiczne - o to, jak dobrze zna się najbliższych i w jakich okolicznościach bardzo łatwo o zwątpienie.
 
W oderwaniu od rodziny Idy warto też wspomnieć o postaci dziennikarza Maksa, który na wieść po porwaniu przyjeżdża z Berlina do Szczecina. Choć jego perspektywa pojawia się nieco rzadziej niż Idy i Martina, to jednak jest znacząca - to czarny bohater, który w pogoni za sensacją, jest w stanie zrobić dużo niekoniecznie dobrych rzeczy. Jak sam autor zwraca uwagę w posłowiu, to zachowanie dobrze nam współcześnie znane, a postać, na której wzorowany był ten bohater, była jedną z pierwszych, które tak jawnie nie trzymały się żadnego kodeksu.
 
Intryga powieści zapoczątkowana została już w tomie pierwszym (w formie epizodu), jednak w tym autor odpowiednio daną sytuację przypomina, by czytelnik nie czuł się w historii zagubiony. Ten zaczątek jest jednak znaczący, bo przez niego Ida zostaje w intrygę wplątana mocniej niż tylko poprzez postać swojego brata. Początkowe tempo akcji nie jest szybkie, autor poświęca dużo miejsca na opisy historii, miejsc, obyczajów, dopiero pod koniec znacząco przyspiesza - to wtedy narracja oddana jest w krótkich naprzemiennych perspektywach. Zagadka jest dobrze wymyślona, mocno wikła się w realia ówczesnych czasów, a twisty fabularne rozmieszczone są w odpowiednich miejscach, by utrzymać uwagę czytelnika na stałym poziomie. Jedynie rozdziały z roku 1850 trochę z rytmu lektury wytrącają, niemniej konieczne są nie tylko dla samej intrygi, ale także dla dwóch innych wątków: historycznej przemiany Szczecina i motywu masonów, który może i zalicza się do tych drugoplanowych, jednak jest dla całej fabuły ważny.
“A może był wobec niej niesprawiedliwy? Łatwo oskarżać innych o miłość do pieniędzy, kiedy samemu nigdy się ich nie potrzebowało, bo zawsze były w nadmiarze.”
Obok postaci i zagadki kryminalnej ważne jest też całe tło historyczne powieści. Autor oddaje każdy detal z dbałością - poczynając od mapy miasta, przez budynki i biznesy, jakie w ówczesnym Szczecinie się rozwijały, poprzez różne organizacje i społeczne mody na np. seanse spirytystyczne. Etykieta, środki transportu, forma publikowania prasy - wydaje się, że do oddania każdego jednego szczegółu tego świata przedstawionego autor przygotował się z najwyższą starannością. W tym tomie pojawia się też motyw, który czytelnicy znają z Sedinum - w końcu firma, jaką Heini kupił, związana jest z żeglugą morską i ze szczecińskim portem, który właśnie w tamtych czasach (jak wszystko wtedy w Szczecinie) mocno się rozwijał.
 
Leszek Herman serią Ideburga zapełnia dziurę, jaką mieliśmy w polskiej literaturze kryminalnej - nie tylko przenosi nas w końcówkę XIX wieku, ale i historię gatunkową opisuje z perspektywy młodej, charyzmatycznej kobiety, która dzięki swojej pozycji, jak i pieniądzom rodziny, może pozwalać sobie na więcej niż inne panny w jej wieku. Nie jest to więc mroczny kryminał, a raczej powieść detektywistyczna z domieszką awanturniczą. W tomie drugim wkraczamy w męski świat - biznesy, rozrywki, tajne organizacje i przeróżne spiski przejmują naszą uwagę, przez co wrażenie klasycznej powieści detektywistycznej z tomu pierwszego się rozmywa, ale za to ukorzenienie intrygi w historii, w ówczesnych zasadach, prawie i etykiecie robi duże wrażenie. Teraz pozostaje tylko pytanie - co przyniesie nam tom trzeci?
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!