listopada 04, 2026

"Skwar" Klaudia Winko - patronacka recenzja premierowa

"Skwar" Klaudia Winko - patronacka recenzja premierowa

Autorka: Klaudia Winko
Tytuł: Skwar
Cykl: Natan Szyszka, tom 1
Data premiery: 04.11.2026
Wydawnictwo: Magia Słów
Liczba stron: 258
Gatunek: kryminał
 
Klaudia Winko dwa lata temu po raz pierwszy pomyślała o tym, że mogłaby spróbować swoich sił w literaturze. Wtedy powstała książka z gatunku fantastyki, ale nie nią autorka debiutuje na polskim rynku książki - tą powieścią jest “Skwar”, małomiasteczkowa powieść kryminalna rozpoczynająca serię z komisarzem Natanem Szyszką. Klaudia Winko nie ukrywa, że w kryminale nie interesuje jej makabra, a emocje i relacje, na których buduje zagadkę. Już teraz na wiosnę przyszłego roku został zapowiedziany tom drugi pt. “Zawieja”, a autorka właśnie pracuje nad tomem trzecim pt. “Słota”. Czy wnioskując po tytułach, możemy spodziewać się, że seria, jak pory roku, składać się będzie z czterech tomów? Z pewnością będzie jeszcze okazja, by o to autorkę zapytać!
 
Niewielkie miasteczko Żaromsk położone jest godzinę drogi od Warszawy. Czasy świetności ma już dawno za sobą, teraz mieszka tam niewiele więcej niż tysiąc osób - jeden sklep, jeden przystanek, mały komisariat policji, niewielka szkoła, przychodnia i poczta. Przecież nie trzeba na miejscu nic więcej. Pod koniec lipca, gdy skwar leje się z nieba, o tym miejscu robi się głośno - za śmietnikami sklepu Okruszek znalezione zostało ciało wójta. Bez najmniejszych wątpliwości to nie była śmierć przypadkowa - na pierwszy rzut oka widać, że mężczyzna został zaatakowany nożem. Na miejscu jeszcze przed przyjazdem policji zjawia się cała wioska, szybko też media dowiadują się o sprawie. Czy komisarz Natan Szyszka wraz z techniczką Martą Heszko zdołają dojść do tego, kto jest winny tego morderstwa? W miejscu, gdzie nic nigdy się nie dzieje, ludzie mają dużo więcej tajemnic i grzechów zamiecionych pod dywan, niż można by przypuszczać… Tylko czyj grzech jest najcięższy?
„Niech się pakują i wracają do siebie. Żaromsk zawsze sam sobie radził. Radzić sobie sam będzie.”
Książka rozpisana jest na piętnaście kilkustronicowych rozdziałów, które otwiera data i godzina opisywanej akcji oraz cytat. Od razu warto wspomnieć o wizualnej stronie książki - jeszcze przed pierwszym rozdziałem znajdziemy wizerunki kilku ważnych postaci występujących w powieści, a każdy rozdział ozdobiony jest okładkową grafiką w czarno-białym odcieniu. Rozdziały dzielone są na krótsze fragmenty, oddzielają je grafiki odcisków trzech palców. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który jednak nie zgłębia się specjalnie w emocje postaci - raczej relacjonuje gesty i słowa. Styl powieści jest prosty, codzienny, postacie wypowiadają się naturalnie, przekleństwa pojawiają się okazjonalnie, a zdania są krótkie, bez ozdobników. W tekst wplecione są protokoły, raporty i wymiany wiadomości SMS bądź internetowych, co nadaje powieści ciekawego paradokumentalnego wrażenia.
„– Komisarz Natan Szyszka. Przydałby mi się briefing.
– Posterunkowy Mirek Barka. Starszy posterunkowy – zasapał starszy mężczyzna, prostując się. – Co… co by się przydało?! – Mirek spojrzał na niego, jakby ten był z innej planety. – U nas to się mówi po polsku…”
Klimat powieści narzucony został przez miejsce, w którym rozgrywa się akcja. Małe miasteczko, którego tak naprawdę nie można znaleźć na mapie Polski, choć autorka lokalizuje je w okolicach Warszawy, jest miniaturą społeczeństwa, w którym, gdy dochodzi do zbrodni, wszyscy nagle są zainteresowani, jednak na co dzień, gdy komuś dzieje się krzywda, każdy odwraca wzrok. To miejsce, w którym przegląd społeczny jest duży - od osób wpływowych i zamożnych, po prawdziwą patologię. Mimo tego, Żaromsk zachowuje cechy małomiasteczkowe - kiedy ktoś z zewnątrz zaczyna interesować się relacjami społeczności, spora część mieszkańców tworzy zamknięty krąg. Oczywiście są i tacy, którzy dla chwili sławy w mediach powiedzą więcej, niż faktycznie się dzieje…
„Miała wrażenie, że sprawiedliwość to wysoko wiszący owoc. Nie dla ludzi takich jak ich rodzina. Nie dla ludzi takich, jacy są w Żaromsku.”
Postacie powieści dzielą się na dwie grupy: mieszkańców Żaromska i zespół śledczych z Warszawy, którzy prowadzą te śledztwo. Bez wątpliwości dużą uwagę przyciąga Maria, młoda dziewczyna, która wychowuje się w trudnym domu, a jednak robiąca wszystko, by rozwijać swoją pasję do kryminologii i psychologii kryminalistycznej. Jej los, niesprawiedliwość, jakiej jest poddawana, mimo skromnego opisu, mocno porusza.
Zespół śledczych składa się z kilku postaci, a każda z nich uzbrojona jest w kilka charakterystycznych cech wizualnych i nawyków. To tak naprawdę zarys, a jednak wystarczający, by czytelnik nie miał wrażenia sztuczności. Bardzo podoba mi się to, że mimo niewielkiego nacisku na wewnętrzne emocje postaci, każda z nich wypada przyjemnie naturalnie, co wcale nie jest tak łatwym efektem do osiągnięcia, jak może się wydawać, szczególnie przy takiej formie kreowania bohaterów.
„(...) odczuwała pustkę. A pustka była o wiele gorsza niż gniew.”
Najważniejsze w tej powieści jednak jest to, że “Skwar” nie udaje czegoś, czym nie jest. To po prostu skondensowana powieść kryminalna, w której najważniejsze jest to, co w tym gatunku najistotniejsze - zagadka. A zagadka prowadzona jest w klasycznym stylu - chodzi o to, by przeniknąć przez relacje społeczności, by odnaleźć bolączki i tajemnice, które zostały ukryte przed światem. To nie jest kryminał z gatunku tych szokujących makabrą czy dynamiczną akcją, ale wcale tego w “Skwarze” nie potrzeba, by czytelnika zainteresować - autorka solidnie zbudowała tę opowieść, podsuwa tropy tak, że z biegiem lektury wszyscy okazują się podejrzani, a rozwiązanie zaskakuje pomysłowością i przesłaniem.
„(...) pomimo tego, że w Żaromsku morderstwa nie zdarzają się często, nie miały one aż takiego priorytetu nad zwykłymi sprawami.”
Bez wątpliwości “Skwar” to dobry początek Klaudii Winko w gatunku kryminału - widać, że autorka ma swoją wizję, swój pomysł, by nieco gatunek odświeżyć, ale nie szuka innych dróg na siłę, a historię buduje na klasycznej zasadzie “morderca jest wśród nas”. Bardzo podoba mi się to, że nie sili się na wielkie gesty, nie wymyśla, nie udziwnia na siłę - przez to jej powieść pisana jest bardzo prostym stylu, krótkimi zdaniami i mocno skondensowana do zagadki kryminalnej. A mimo tej oszczędności wszystkie elementy świata przedstawionego ładnie się ze sobą zgrywają i dają naturalne wrażenie - podczas lektury praktycznie nie miałam poczucia sztuczności czy oderwania od rzeczywistości. A o to przecież niełatwo przy debiucie! “Skwar” to powieść dla tych, którzy lubią spokojne, skupione na zwyczajnych ludziach kryminały, do przeczytania w jeden czy dwa wieczory.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Klaudią Winko.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 03, 2026

"Waldkauz" Szczepan Twardoch

"Waldkauz" Szczepan Twardoch

Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: Waldkauz
Cykl: Wilhelm Pisulla, tom 1
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 456
Gatunek: literatura piękna
 
Szczepan Twardoch jest jednym z najmocniej cenionych polskich twórców literatury pięknej. Na koncie ma już trzynaście powieści, kilka zbiorów opowiadań i innych form literackich, a jego książki dobrych kilka lat temu przekroczyły milion sprzedanych egzemplarzy. Tłumaczone na obce języki, jedna pt. “Król” doczekała się ekranizacji, inne są w fazie przygotowania. Przez wiele lat związany był z Wydawnictwem Literackim, w roku poprzednim przeniósł się do Wydawnictwa Marginesy, które wydało jeden z jego najgłośniejszych tytułów “Null”, wznowiło dwie powieści z początków jego twórczości (“Zimne wybrzeża” - klik!, “Przemienienie” - klik!), a teraz zapoczątkowało serię, którą rozpoczyna “Waldkauz”. Od początku swojej literackiej ścieżki Twardoch jest nagradzany, w tym roku w końcu zdobył tę nagrodę, do której nominowany był już kilkukrotnie - Nagrodę Literacką Nike. Jego twórczość wyróżnia się dbałością o język, często stylizowany, a akcja nieraz osadzona jest na Śląsku, w rejonie, w którym autor mieszka od urodzenia.
 
Sierpień roku 1920, Górny Śląsk. Choć od zakończenia wojny minęły już dwa lata, sytuacja polityczno-społeczna nadal się nie uspokoiła. Bo jakże by mogła, po tak tragicznych zdarzeniach, które rozdzieliły świat na pół? Mocno zauważalne jest to właśnie na Górnym Śląsku, ziemi przesiąkniętej wierzeniami ludowymi, wielokulturowością, której mieszkańcy już sami tak do końca nie wiedzą do jakiej narodowości należą - teraz w obrzeżach jednej metropolii mieszkają Niemcy, Polacy, Ślązacy, gdzieś tam przewijają się nawet Francuzi i Anglicy. W tej społeczności żyje też Wilhelm Pisulla, mężczyzna po czterdziestce, o dwóch duszach, jeszcze niedawno policjant, mąż i ojciec dwóch synów. Teraz te określenia już go nie definiują - wojna odebrała mu wszystko. Choć nadal związany jest z lokalną policją, działa teraz na własną ręką, za jedyne wsparcie mając przyjaciela z dzieciństwa. Czy tyle do życia mu wystarczy? Czy na pewno porzucił już nadzieję? A może zgłoszenie zaginięcia niemowlęcia, z jakim przychodzi do niego pewna kobieta, będzie początkiem zdarzeń, które zasługują na opisanie ich w powieści?
„Dlaczego wszystko musi być dziś takie trudne? Dlaczego wszędzie musi być broń, dlaczego każdy jest tak prędki, aby jej dobyć?”
Książka rozpisana jest na 45 numerowanych rozdziałów, które otwiera skrót tego, co każdy z nich będzie opisywał - to nawiązanie do klasyki literatury, często spotykane w powieściach detektywistycznych. Rozdziały są różnej długości, od kilku do kilkunastu stron. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z przeważającym stopniu przez Wilhelma, dosłownie jeden rozdział pisany jest z innego perspektywy, jego przyjaciela Wendelina. Styl powieści jest mocno dopasowany do narratora i jego rozmówców - narracja Wilhelma stylizowana jest na język sprzed wieku, jakim posługiwali się mieszkańcy Śląska jego pokroju - zamiast końcówki -ym, jest -em, często obok czasownika występuje dodatkowe rozszerzenie “był”. Zarówno w dialogach z fizycznymi rozmówcami, jak i z jego własną drugą duszą, bohater posługuje się gwarą śląską - i w tym wypadku nie jest to stylizacja, a gwara oddana 1:1 zarówno w samym zapisie słów, jak i sposobie budowy zdań, form, jakimi zwraca się do określonych rozmówców. Zapis tych fragmentów jest więc wyjątkowo wymagający, bo poza stylizacją sprzed wieku dochodzi coś na kształt drugiego języka - gwara śląska, jak i okazyjne wstawki po niemiecku czy angielsku są opatrzone przypisami, więc czytelnik nieznający tej gwary i języków nie powinien czuć się podczas lektury zagubiony. We fragmentach pisanych po śląsku pojawiają się przekleństwa, mają one jednak inną formę niż w języku polskim, tam po prostu nie są wulgaryzmami, co warte jest zaznaczenia, bo z tego część odbiorców może nie zdawać sobie sprawy. Zatem już w warstwie językowej książka jest niepowtarzalnym doznaniem - początkowo wzbudziła we mnie zachwyt, nieustająco budzi podziw, choć muszę przyznać, że nie jest to proza do czytania jednym ciągiem przez kilka godzin - w taki sposób ta mocna forma stylizacji może po czasie męczyć.
„Poznać i zrozumieć coś jesteśmy w stanie tylko przez coś innego, przynajmniej jeśli mówimy o poznaniu za pośrednictwem języka, a więc całe nasze poznanie i myślenie, ekscelencjo, jest wielką metaforą, niczem innem.”
Poza doznaniami językowymi, w powieści uwagę przyciąga także postać głównego bohatera Wilhelma Pisulli, który ma dwie dusze. Jedna z nich, ta nazwana, została ochrzczona, wychowana i wyedukowana, druga to twór dziki - bez imienia, bez chrztu, bardzo surowa, bezlitośnie krytyczna w stosunku do zachowań Wilhelma, która w nocy potrafi przenosić się z jego ciała do ciała puszczyka (stąd tytuł powieści, w języku niemieckim puszczyk to waldkauz). Początkowo ich relacja fascynuje, czasami śmieszy sposobem, w jaki się ze sobą komunikują, z czasem jednak przybiera poważne tony, a czytelnik zaczyna się zastanawiać nad znaczeniem - czy każdy człowiek ma dwie dusze, czy tylko Pisulla? Może ta druga dusza jest jego połączeniem ze światem, który zniszczyła wojna - światem nadprzyrodzonym, światem, w którym utopce, beboki i mamuny żyją tuż obok człowieka? A może to coś, co jednak ma każdy z nas, może symbolizuje podział na rozum i serce, racjonalizm i intuicję, która po prostu widzi więcej? Interpretacje drugiej duszy wraz z biegiem lektury się mnożą, każdy z czytelników może więc odebrać ten zabieg inaczej.
„Taki już mi los przypadł, że moja dusza nieochrzczona przyciąga wszystko spod powierzchni, czarnych bożków, których nie przegnali ksiądz z pastorem, bo nie mają takiej władzy, nikt nie ma, tylko ta dziwna siła w świecie, z której wyrastają w górę kominy hut, koksowni i morskich parowców i w dół drążą się szachty, i to od tej siły się tracą, jak i ja się tracę, z moją drugą duszą.”
Poprzez formę narracji Wilhelm wiele zdradza nam o sobie. Jego styl jest gawędziarski, zdania długie, często zaczyna o czymś wspominać, ale od razu ucieka od tematu - woli powiedzieć, że o tym, opowie później, choć w przeważającej mierze tego nie robi.
„To bardzo długie zdanie, tylko powieściopisarz może sobie na takie pozwolić, czyż nie?”
Jego opowieść nie jest zatem ułożona w porządku linearnym - raz opowiada o tym, co dzieje się teraz, by po chwili przerwać i zacząć inny wątek, i tak jego opowieść zaczyna składać się z wielu opowieści, wielu anegdotek, z których część posuwa akcję do przodu, a część skupia się na scharakteryzowaniu świata, w jakim przyszło Wilhelmowi żyć. Jego sytuacja rodzinna mocno ciąży mu na sercu, a obowiązek ojcostwa, miłość, jaką do swoich synów czuje jest tak potężna, że chyba nie do końca potrafi ją znieść… Bohater w swojej rozpaczy momentami przypomina bohaterów literatury starożytnej - takie skojarzenia najmocniej budzi sam finał powieści.
„Dwie dusze, jedno imię – jednej jest Wilhelm, druga nie ma imienia, a bez imienia nie ma też chrztu, a więc ciąży na niej zmaza grzechu pierworodnego i stąd biorą się wszystkie moje kłopoty.”
Zatem akcja nie toczy się w zawrotnym tempie, powiedziałabym nawet, że przez większą część lektury jest dość statyczna. Dopiero pod koniec, ostatnie sto pięćdziesiąt stron przebiera nieco bardziej sensacyjno-awanturniczą formę opowieści, autor korzysta z motywów drużyny, która tylko wspólnie może poradzić sobie z zadaniem. Wcześniej powieść skupia się na charakterystyce świata, jaki przyszedł po wojnie. Świata podzielonego na pół, świata za kurtyną dzielącą czas na człowieczy, w którym rządzi siła, broń i przenikająca przez wszystko wrogość, i na pradawny, czas dawnych wierzeń w zjawiska nadprzyrodzone, w poczucie, że jest na świecie coś więcej niż tylko dosłowność.
„Świat nie jest ciągiem przyczyn i skutków, świat jest zupełnie czemś innem, czego nie rozumiemy, ale w niemądrem pozornie przekonaniu o wewnętrznej wolności człowieka mamy intuicję, która sięga głębiej niż rozum, tam gdzie wolności jako konceptu obronić się nie da. Nasz rozum pojmuje nie świat, tylko jego powłokę, zwykle nie sięga głębiej, a gdy najmędrszem głębiej sięgnąć rozumem się udaje, pozostają, jak my wszyscy, bezradni wobec tego, co ujrzeli, bezradni wobec matematyki, która ich tam prowadzi, zostaje tylko poezja, należąca już nie do rozumu, tylko do królestwa drugiej duszy.”
Bardzo wyraźne jest też miejsce akcji, aglomeracja Górnego Śląska, którą Pisulla przemierza na rowerze i samochodem. Doskonale oddane zostały realia tamtych lat, tego narodowościowego zamieszania, podziałów klasowych i politycznych, wrogości, w której jedno niewłaściwe spojrzenie może spowodować strzał prosto w głowę. Śląskość jednak przewija się nie tylko w sytuacji politycznej, ale też w języku, w ubiorze, w przyzwyczajeniach postaci, w jedzeniu, religii.
„Nikt jej tego wieczoru już nie wróci, to jest czas człowieczy, czas dla młodych chłopaków, ich ognia, czas noża, pistoletu i pałki, nie jej miłości.”
“Waldkauz” to powieść, w której czuć ogromną ilość pracy, jaką autor musiał w nią włożyć - sama stylizacja językowa musiała pochłonąć ogromną ilość energii, jest kompletna, dopracowana w każdym calu, po prostu perfekcyjna, a to budzi ogromny podziw, mimo że na dłuższą metę lektura w tej formie okazuje się bardzo wymagająca. To nie jest minus, to po prostu wskazówka, by pozwolić sobie na delektowanie się lekturą, na wchodzenie w ten świat po kawałku, zamiast pochłaniać go naraz w całości. Oryginalna kreacja postaci, mocno zakorzeniona na śląskiej ziemi, a równocześnie przywodząca na myśl starożytnych literackich bohaterów nadaje lekturze ton - narzuca takie tematy jak życie w cieniu wojny, nawet tej już zakończonej, jak poczucie tożsamości czy ojcostwo. Mimo statyczności akcji historia nie nuży - w każdym rozdziale jest coś nowego do odkrycia na temat postaci, miejsca, wierzeń lub po prostu języka, a realizm miesza się z wątkiem magicznym. Choć “Waldkauz” nie przeskoczył w mojej prywatnej skali “Chołodu” (recenzja - klik!), to i tak zrobił na mnie wrażenie - ciężarem tematycznym, stylem i niebanalnym pomysłem.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 02, 2026

"Instynkt" Bartosz Szczygielski

"Instynkt" Bartosz Szczygielski

Autor: Bartosz Szczygielski
Tytuł: Instynkt
Cykl: komisarz Wiktor Kroll, tom 1
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał
 
Bartosz Szczygielski w tym roku obchodzi dziesięciolecie swojej twórczości. Pierwszy raz jego nazwisko pojawiło się na powieści kryminalnej pt. “Aorta” we wrześniu 2016 roku, która otworzyła rewelacyjną trylogię z Gabrielem Bysiem (recenzja - klik!). Autor już wtedy przyciągnął uwagę czytelników i krytyków, zdobył kilka nominacji do najważniejszych nagród gatunkowych. Teraz na koncie ma siedemnaście powieści dla dorosłego czytelnika, z których siedem należy do trzech różnych serii - najnowszy tytuł “Instynkt” otwiera nową z Wiktorem Krollem. Poza tymi pozycjami, w jego dorobku można znaleźć też ogromną liczbę opowiadań (to od nich zaczynał pisarską przygodę!), a nawet dwie książki dla młodszego czytelnika. W swojej twórczości zawsze mocno skupia się na aspektach psychologicznych postaci, widać też, że nie chce powielać schematu - eksperymentuje z formą i treścią, w której nieraz przejawiają się motywy bądź wstawki z popkultury.
 
Pruszków, chłodny kwiecień, wczesny poranek. Trzydziestokilkuletnia Agnieszka wybrała się wraz z psem do Parku Potulickich - od jakiegoś czasu co poniedziałek umawia się tam z Adamem, mężczyzną poznanym na Tinderze, na szybki seks. Tego dnia jednak zastrzyk adrenaliny znajdzie gdzie indziej - w drodze na miejsce spotkania w jednym ze stawów widzi człowiek leżącego twarzą do wody. Nie zastanawiając się długo, rzuca się do biegu, by tego kogoś ratować. Niestety mimo szybkiej interwencji i wyciągnięciu mężczyzny z wody, nic już nie można dla niego zrobić – bez wątpliwości padł ofiarą morderstwa. Czy dopuściła się tego ta kobieta z rozwalonym nosem, którą Agnieszka mijała po drodze? Na miejscu szybko prokurator i śledczy Wiktor Kroll z podkomisarz Marzeną Lis. Pierwszy trop prowadzi ich na parking, gdzie stoi samochód ofiary, a gdy bagażnik zostaje otwarty, ich postrzeganie mężczyzny się zmienia - znalezisko pozwala im przypuszczać, że był to człowiek, który dopuszczał się ekstremalnej przemocy. Dlaczego i z czyich rąk tak naprawdę zginął?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały rozpisane postaciami: czytelnik dostaje naprzemiennie historię Wiktora i Oliwii - Wiktor relacjonuje bieżące wydarzenia, Oliwia z kolei wymaga od czytelnika więcej: jej chronologia zdarzeń nie jest linearna, raz opisuje to, co dzieje się już po morderstwie, by za chwilę przeskoczyć w przeszłość i ujawnić kolejny fragment układanki, który pozwoli złożyć obraz tego, jak i dlaczego do tej zbrodni doszło. Wyjątkiem narracyjnym jest sam początek, który pisany jest z perspektywy Agnieszki, jednak jej imię z początkiem rozdziału zaznaczone nie zostało - ta relacja zatem stanowi coś na kształt prologu. Każdy rozdział dzielony jest na krótkie, jedno bądź kilkustronicowe podrozdziały, każdy pisany od nowej strony, dzięki czemu wizualnie powieść jest przejrzysta. Narracja, bez względu na perspektywę, pisana jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a język, jaki narrator się posługuje, jest swobodny, a równocześnie raczej pozbawiony przekleństw. Styl autora jest uważny i błyskotliwy - porównania, jakie stosuje, skojarzenia i komentarze są niebanalne, a równocześnie nasycone ironią, dzięki czemu powieść, mimo poważnej zagadki kryminalnej, nie należy do powieści przytłaczających - humor zawarty w tekście dobrze równoważny mroki intrygi. Ze względu na duże przywiązanie do detali otoczenia i zachowania, akcja powieści nie toczy się szybkim tempem, raczej rysuje przed czytelnikiem pełne szczegółów obrazy.
„– Nie powie mu pan? – spytała łamiącym się głosem. – Proszę mu nie mówić. On nie wie. Nie może wiedzieć.
– Jeżeli zajdzie taka konieczność, to będę musiał z nim porozmawiać.
Kłamanie nie przyniosłoby żadnych korzyści. Kroll nie składał obietnic bez pokrycia. Wierzył za to, że każdy powinien ponosić konsekwencje swoich działań. Gdyby miał inne przekonania, pracowałby na poczcie.”
We wstępie wspomniałam o eksperymentowaniu formą - w tym przypadku dotyczy to rozdziałów Oliwii, która wymaga od czytelnika skupienia, pewnego wysiłku, byśmy mogli złożyć jej historię w chronologiczną całość. To ona, jej droga do morderstwa jest tutaj ważna, a pytanie, gdzie to wszystko się zaczęło, nie opuszcza nas aż do samego końca powieści - to ono w dużej mierze odpowiada za pobudzanie ciekawości czytelnika, subtelnego napięcia, przez które czytelnik musi doczytać powieść do końca. To ciekawy i całkiem skuteczny zabieg, który przenosi ciężar kryminału - bo przecież bardzo szybko okazuje się, że ciężko o zmarłym mówić w kategorii ofiary, kiedy to on innych krzywdził. Czy zatem jego śmierć podlega innym prawom, a Oliwia nie powinna zostać ukarana? Te pytanie obija się w głowie coraz mocniej - im lepiej poznajemy wyboistą ścieżkę, jaką przeszła bohaterka.
„Wydawało jej się, że dobrzy ludzie potrafią wybaczać. Stać się kimś lepszym. Nadstawić drugi policzek. Ona kiedyś była kimś takim i ucierpiały na tym nie tylko oba jej policzki.”
Historia Oliwii bezsprzecznie odpowiada za dramatyzm historii, Kroll za to wprowadza moralnie jasny aspekt powieści. To bardzo przyjemna kreacja postaci, człowiek, w którego moralność nie wątpimy aż przez moment, który pozwala swojej intuicji się prowadzić (a może to po prostu wrażliwość na drugiego człowieka?) nawet w sytuacjach, kiedy musi nieco nagiąć zasady prawa, które powinny służyć mu w pracy za biblię. Jego relacja z żoną dopełnia obrazu dobrego faceta, który jest w stanie wyjść naprzeciw własnym lękom, by wspomóc drugą, bliską mu osobę. Równocześnie też jest w tym wszystkim zwyczajnie ludzki - popełnia błędy, podejmuje pod wpływem chwili złe decyzje, przez co zdarza mu się lądować w mocno kłopotliwych sytuacjach - sytuacjach zagrożenia życia. Czy to nie naiwne? Może trochę, choć mnie najmocniej uwiera to, jak autor zakończył w tym tomie jego opowieść - pewna decyzja podjęta pod wpływem chwili zostawia więcej pytań niż odpowiedzi.
„Wiktora przerażała ta wizja. Świata bez miłości, gdzie został sam brud, którego nie dało się doczyścić.”
Intryga powieści nie skupia się więc na klasycznym pytaniu kto zabił, a raczej zmusza nas do prześledzenia ścieżki, jaką sprawca dotarł do miejsca, w którym zabić w swojej ocenie musiał. To ścieżka wymagająca, ale warta wysiłku - finalny zwrot akcji, a więc punkt, w którym wszystko się zaczęło, ma dużą moc fabularną i emocjonalną. Nieco gorzej wypada samo śledztwo - niektóre decyzje fabularne mogą wywołać w czytelniku mieszane odczucia, niektóre z nich ostatecznie mają swoje logiczne uzasadnienie, inne nie, a są i wątki nie do końca domknięte. Czy możemy liczyć, że w kolejnym tomie będą kontynuowane, czy autor pozostawia raczej czytelnika z pewnymi niewiadomymi, by lepiej naśladować rzeczywistość, w której przecież nie zawsze na wszystkie pytania można znaleźć odpowiedź? Dowiemy się tego dopiero w tomie kolejnym.
 
Nie mogę też pominąć miejsca akcji - historia toczy się w Pruszkowie, czyli mieście, w którym rozpoczęła się przygoda autora z literaturą - trylogia z Bysiem mocno z tym miejscem jest powiązana. W “Instynkcie” może sam Pruszków nie odgrywa bardzo wyrazistej roli, ale jednak też nie jest obojętny, nie jest niewidoczny - park, stawy, położony nieopodal szpital psychiatryczny, stare, opuszczone fabryki, to wszystko tworzy swoisty klimat, który wydaje się jedną z cech dla tego autora charakterystycznych.
„– (…) Jak to szło? Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia?
– Raczej będziesz całe życie w robocie – odparła.”
Podsumowując, “Instynkt” przyjmuje ciekawą formę narracji, która wyróżnia tą powieść na tle innych dostępnych na rynku. To historia, w której dobro i zło nie są oczywiste, w której trudno o proste osądy. To świetnie imituje problematyczność prawdziwego życia, w którym dobre intencje i przypadek nieraz prowadzą do katastrofy. Kto w takich sytuacjach cierpi najbardziej, kogo można uratować, a kto już się z kolan nie podniesie? Ciężar psychologiczny Bartosz Szczygielski równoważy swoim specyficznym, podszytym ironią stylem i uważnością w budowaniu zwyczajnych scenek z życia. To nie jest brutalny pod kątem fizycznym kryminał, a historia niosąca niełatwe emocjonalnie pytania. Aż chciałoby się teraz o Krollu powiedzieć coś więcej w kontekście oczekiwania na tom drugi, ale się powstrzymam - niech kierunek jego losów i Was zaskoczy.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 02, 2026

Book tour z "Gdyby książki mogły zabijać"!

Book tour z "Gdyby książki mogły zabijać"!

Kryminał na talerzu to dla mnie samej miejsce magiczne - to nie tylko przestrzeń, gdzie w przyjaznych warunkach gadamy sobie o książkach, ale także daje mi możliwość fizycznego podsuwania Wam ciekawych czytelniczych pozycji. I przyznam, że dawno tam mocno nie cieszyłam się na wysłanie książki w świat, jak cieszę się teraz - może to dlatego, że to powieść tak oryginalna, tak inna od tego, co każdego tygodnia zalewa nasz rynek? Po prostu nie mogę się doczekać, kiedy pojawią się pierwsze opinie z book touru z "Gdyby książki mogły zabijać", który startuje właśnie teraz! 

A dla kogo jest to książka? Dla tych, co lubią się podczas lektury solidnie pośmiać! Autorka wpadła na rewelacyjny pomysł połączenia dwóch gatunków: komedii romantycznej z kryminalną i zrobiła to w taki sposób, że wyciągnęła z obydwu gatunków najczęściej powtarzane motywy i schematy i cóż... dobrze się z nich śmieje! A jednocześnie otula fajnym przesłaniem i wszechobecną miłością do książek, w której jest miejsce na akceptację każdego gustu literackiego - nie ważne, co czytasz, ważne, co z tych lektur dla siebie wynosisz. Uwielbiam tę książkę! I mam nadzieję, że Wy też ją pokochacie :)

Więcej o niej możecie poczytać w mojej recenzji - klik!, a tu możecie zobaczyć, jak fajnie została wydana: rolka IG - klik!, rolka FB - klik! 

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz Wydawnictwa Albatros w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w przeciągu najbliższego tygodnia, wtedy też książka ruszy w podróż, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zaczytana_daria
2. @mirkowo3
3. @mamazaczytana
4. @handmadebygrazkam
5. @alexa.miedzy.stronami
6. @ksiazko_centryczna
7. @cacko.od.reki
8. @zaczytana_panna
9. @nightbo.okworm
10. @danutabobrowicz
11. @czytelniczkamagda87
12. @malgorzatanocon
13. @magiaa_stron
14. @mayamchh
15. @ahywka_p
16. @po_prostu_o_ksiazkach
17. @zaczytanamatkapolka 
18. @aga_zaczytana

października 30, 2026

"Gra w chowanego" Chris Carter

"Gra w chowanego" Chris Carter

Autor: Chris Carter
Tytuł: Gra w chowanego
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller
 
Przez siedemnaście lat Chris Carter był autorem tylko i wyłącznie serii kryminalnej z Robertem Hunterem - w tym czasie napisał i wydał trzynaście tomów, dzięki którym zyskał ogromną rzeszę fanów na całym świecie (wydawany jest w ponad 30 krajach, ilość sprzedanych egzemplarzy przekroczyła 4 miliony, jest też częstym gościem szczytów list bestsellerów). A jednak w końcu przyszedł ten moment, kiedy Hunter dostał chwilę wytchnienia - autor zdecydował się przerwać swoją rutynę pierwszą osobną powieścią z serią niezwiązaną – to właśnie thriller „Gra w chowanego”. Jak sam zdradza podczas spotkań autorskich - ten pomysł przyszedł do niego … we śnie. A w jego przypadku o sen jest trudno, autor nie ukrywa, że od lat zmaga się z bezsennością, której nabawił się jeszcze w Stanach Zjednoczonych, pod koniec XX wieku, kiedy pracował jako psycholog kryminalny. Podczas swojego niedawnego pobytu w Polsce Carter zdradził też, że tom czternasty z Robertem Hunterem jest już napisany, więc jego wydania możemy spodziewać się w przyszłym roku, nie wyklucza też, że jeszcze kiedyś napisze coś od serii niezależnego, choć na razie nie ma nic konkretnego w planach. Na ten moment wszystkie jego książki, które ukazały się na rynku anglojęzycznym, wydane zostały również w Polsce.
 
Stany Zjednoczone, sąd w stanie Massachusetts. Właśnie trwa rozprawa Nelsona Stewarta, którego żona Samantha oskarżyła o przemoc domową i znęcanie. Po ostatnim, wezwanym w trybie pilnym świadku, Nelson nie ma wątpliwości - jego szanse na wygranie sprawy zmalały do zera. Problem w tym, że sam uważa, że jest niewinny.
Jednak Sam wcale się tak nie zachowuje. Jej łzy, jej strach wyglądają na jak najbardziej prawdziwe, zdjęcia jej siniaków też. Groźby, jakie pod jej adresem Nelson wykrzykuje po skazaniu, przekonują ją ostatecznie - to nie koniec, musi uciekać, musi zmienić tożsamość, bo choć mąż trafi za kratki, to nie jest jednoznaczne z zapewnieniem jej bezpieczeństwa. Nelson ma przecież gruby portfel i znajomości, dzięki którym faktycznie może ją znaleźć, skrzywdzić, zemścić się za to, co właśnie ośmieliła mu zrobić. Jego reputacja legła w gruzach, jego majątek przeszedł na nią. To nie jest coś, co mógłby puścić płazem i Samantha dobrze o tym wie - rusza więc w trasę, by zgubić tego, kto ją szuka… Kto okaże się w tej grze lepszy? Ten kto szuka, czy ten kto się chowa?
 
Książka rozpisana jest na 109 krótkich rozdziałów, które w większości pisane są z perspektywy Sam w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Akcja powieści rozgrywa się w przeciągu kilku lat, w większości toczy się linearnie, tylko kilka rozdziałów to retrospekcje, które pozwalają poznać czytelnikowi przeszłość głównej bohaterki. Styl powieści jest prosty, język użytku codziennego, bywa, że pojawiają się w tekście przekleństwa, nie są one jednak nadużywane, raczej zawsze są stosowne do sytuacji. Dialogi prowadzone są sprawnie, choć z dwie rozmowy z początku powieści wydają się niepotrzebnie szczegółowe, pisane ewidentnie po to, by czytelnik mógł dostać pełną potrzebną wiedzę, która pozwoli mu gładko wejść w opisywane sytuacje, co trochę odbiera im wrażenie realności. Ogólnie jednak książkę czyta się niesamowicie lekko, szybko, czytelnik nie musi się wysilać, by tekst zrozumieć i nie pogubić się w tej opowieści.
„(...) nienawiść potrafi zbliżyć ludzi i stworzyć o wiele silniejszą więź niż jakakolwiek miłość, to smutna prawda o człowieku.”
Intryga powieści zaskakuje. Z jednej strony to książka kompletnie różna od tego, co Carter dostarczał nam w serii z Hunterem - nie jest to kryminał, a thriller, nie ma więc śledztwa i brutalnych, krwawych zbrodni, a raczej gra psychologiczna, manipulacja czytelnikiem, który szybko zaczyna mieć wątpliwości czy to, co rozegrało się na sali sądowej faktycznie oddało to, co działo się w małżeństwie Sam. Z drugiej jednak strony, z biegiem lektury da się wyczuć dokładnie tę samą przebiegłość, jaką autor ujawnia w serii z Hunterem, są pewne twisty, które doskonale do tego, co do tej pory napisał, pasują. A jednak, choć może się momentami wydawać czytelnikowi, że przejrzał autora, jego intrygę i pomysł na powieść, to gwarantuję, że wcale tak nie jest, a stopień skomplikowania zagadki i zwrotów akcji, jakie się pod koniec pojawiają, wzbudzają duży podziw! W tym momencie nie przeszkadzało mi kilka romansowych scen, nie przeszkadzał twist łatwy do przewidzenia, bo cała powieść okazała się naprawdę sprytnie zbudowaną intrygą, która sprawnie manipuluje uwagą czytelnika, a co więcej, wpleciony jest w nią dość gorzki, choć prawdziwy obraz świata współczesnego, który tak łatwo mami, tak łatwo odciąga uwagę od tego, co naprawdę ważne.
„(...) ludzie potrafią dostrzec tylko decyzje, które podjąłeś, a nie wybory, jakie ci dano.”
No właśnie, jednym z najważniejszych zagadnień powieści, jest manipulacja. Tytułowa gra, w której wygrywa ten, kto okaże się sprytniejszy, kto potrafi lepiej przewidzieć ruch przeciwnika. Autor świetnie rozpisał postacie, których krzywdy przeszłości uwiarygodniają ich aktualne postępowanie. Zemsta, czyli to, o co w pewnej mierze toczy się gra, wywodzi się z niezasłużonej krzywdy, więc z biegiem lektury pojawia się pytanie: kto tak naprawdę jest tym złym, a kto jest ofiarą? Czy w ogóle w świecie pełnym skrzywdzonych ludzi możliwy jest tak czarno-biały podział?
„(...) dostrzegła w nim autoportret Betsy, która ze wszystkich sił próbowała uchodzić za silną i szczęśliwą, choć los zdążył ją już tak mocno doświadczyć. Mówiąc najprościej, ten jasny, zewnętrzny pancerz nie zdradzał rozdzierającego ją od środka bólu, lęki ani mroku. Najbardziej niesamowite okazało się jednak to, że płótno Betsy nie opowiadało wyłącznie o niej samej. Pokazywało cały świat takich jak ona (...).”
Problem z tą powieścią jest tak, że tak naprawdę nie można o niej powiedzieć prawie nic, by nie naprowadzić na któryś z twistów, a więc nie pozbawić czytelnika frajdy z odkrywania tej skrupulatnie usnutej intrygi i emocji, jakie się z tym wiążą. Może jeszcze tylko wspomnę o tle - skoro Sam rusza w trasę, to czytelnik razem z nią może zwiedzić co najmniej kilka różnych miast Stanów Zjednoczonych i dość charakterystyczne punkty na mapie. Gdzieś po drodze przewija się muzyka, sztuka, gdzieś łączy się świat osób żyjących skromnie i tych obrzydliwie bogatych, gdzieś przewijają filmy i seriale. Każdy taki detal nie tylko dopełnia powieść, ale i w pewien sposób oddziałuje na czytelnika, sprawia, że postacie stają się bliższe, a więc późniejsze twisty szokują tym bardziej - mnie na przykład z jednym było naprawdę trudno się pogodzić, było mi smutno, że prawda okazała się inna niż myślałam.
„Metropolia jest jak zderzenie równoległych światów, generuje chaos, ale też pozwala niesamowicie się odprężyć. Na jednym końcu uderza snobizmem z najwyższej półki i astronomicznymi cenami, na drugim zaś oferuje coś przeciwnego za niewielkie pieniądze.”
I na tym zakończmy recenzję “Gry w chowanego”. To powieść, w której autor mocno bazuje na psychologii świata i postaci, na pojęciu manipulacji i tego, jaką rolę odgrywa w życiu tak naprawdę każdego z nas. Fabuła wynosi ją na skrajnie wysoki poziom, który dostarcza czytelnikowi świetnej, łatwo przyswajalnej rozrywki, a równocześnie nie jest ona prosta i tak zwyczajnie rozrywkowa, jak może się wydawać. Mimo że dopatrzyłam się w historii pewnych ułatwień dla czytelnika, przysłowiowego wyłożenia kawę na ławę, mimo że było w niej kilka scen romansowych, czego nie lubię, to jednak ostatecznie uchylam przed autorem ronda kapelusza - to solidny thriller pełen zwrotów akcji i gorących emocji, który zwiódł mnie co najmniej kilka razy, a finał przyniósł dużą satysfakcję. Tak, Carter jak najbardziej powinien pisać nie tylko serię z Hunterem, ale i osobny thrillery! Czekam na więcej!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 29, 2026

"Rytuał" Adam Nevill

"Rytuał" Adam Nevill

Autor: Adam Nevill
Tytuł: Rytuał
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller / horror
 
Polski czytelnik długo się naczekał na prozę tego autora! Brytyjski twórca horrorów Adam Nevill dopiero dwadzieścia dwa lata po swoim debiucie pojawił się na naszym rynku książki. Jego pierwszym tytułem przetłumaczonym na polski jest “Rytuał” w oryginale wydany w 2011 roku, który sześć lat później doczekał się ekranizacji na Netflixie. To trzecia jego powieść z trzynastu, jakie na ten moment wydał, pierwsza z dwóch, które doczekały się filmowej ekranizacji, choć już teraz wiadomo, że w przygotowaniu są kolejne. To też jeden z jego głośniejszych tytułów, za które został w swojej karierze nagrodzony.
Wiele lat wcześniej, zanim zajął się pisaniem powieści zawodowo, uczestniczył w procesie wydawniczym - był redaktorem, co z pewnością pomaga mu teraz w zarządzaniu własnym wydawnictwem, gdzie w ramach selfpublishingu od 2019 roku wydaje własne książki.
 
Wrzesień, północ Szwecji. Choć od zakończenia studiów minęło już piętnaście lat, to Luke, Dome, Hutch i Phil nadal utrzymują z sobą kontakt - nie na tyle bliski, by rozmawiać codziennie, ale wystarczający, by razem wybrać się na krótki, tygodniowy urlop. I tak z Londynu przylecieli do Parku Narodowego Muddus, przez który zamierzają wędrować kilka dni. Problem w tym, że już po pierwszym dniu dwóch z nich niespecjalnie do dalszej wędrówki się nadaje - Phil ma stopy całe w pęcherzach, Dome nadwyrężył coraz mocniej puchnące kolano. Te fizyczne przeszkody zmuszają ich do zmiany planów - decydują się pójść skrótem, przez las, by jak najszybciej dotrzeć ponownie do cywilizacji. Gdyby tylko wiedzieli, co spotka ich po drodze… Makabryczne szczątki na wpół zjedzonego zwierzęcia powieszone na drzewie to dopiero początek horroru, który na nich w głębi lasu czeka. Horroru, z którego nie wszyscy wyjdą żywi.
„— To może niedźwiedź?
— Niewykluczone. Choć te, które występują tutaj, są za małe, aby być groźne. Jak się jakiś pojawi, zaklaszcz w dłonie.
Luke wysilił wyobraźnię, ale nadal miał pod powiekami obraz zwalistego misia — żaden mały nie chciał mu się objawić.”
Książka podzielona jest na dwie części: Pod szczątkami i Na południe od Edenu i jest to podział znaczący, gdyż jasno wprowadza granicę pomiędzy dwoma rodzajami grozy. Części rozpisane są na prolog i numerowane rozdziały (jest ich w sumie sześćdziesiąt dziewięć), które liczą po kilka stron - rozdziały w pierwszej części są nieco krótsze niż te w drugiej. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, początkowo narrator obserwuje na równi czworo bohaterów, by z biegiem czasu skupić się na perspektywie Luke’a. Styl powieści jest lekko stylizowany - autor (bo zakładam, że to za nim poszedł tłumacz) posługuje się zwrotami, których nie używa się na porządku dziennym (np. świeczki stanęły w oczach, współspacz), co z początku może wprowadzać czytelnika w poczucie konsternacji, kiedy jednak jasne staje się, że to zabieg specjalny, zaczyna nadawać powieści starodawnego klimatu. Jako że od początku jest jasne, że nie jest to horror bezkrwawy, to i niektóre opisy bywają dosadne, przerażające bądź makabryczne - narrator czytelników nie oszczędza, bezwzględnie relacjonuje najgorszą obrzydliwość i robi to w sposób dosadny często nie przebierając w słowach. Jako że jest to powieść, w której postacie postawione zostają w sytuacji ekstremalnej, to naturalne wydają się przekleństwa w dialogach - choć sama jestem na to wyczulona, tu nie miałam wrażenia, że są zbędne, wykorzystywane niepotrzebne. Szkoda tylko, że w polskiej wersji wkradło się tyle literówek, momentami miałam wrażenie, że do druku poszedł tekst bez ostatniej korekty.
„Czuł, jak przestaje być sobą; z człowieka, którym był, pozostał tylko instynkt i strach.”
Wspomniałam o dwóch rodzajach grozy, jakie autor zawarł w jednej powieści. To bardzo ciekawy zabieg! W pierwszej części lęk narasta z poczucia niesprecyzowanego zagrożenia - czworo bohaterów czuje, że coś za nimi chodzi, coś ich obserwuje, coś wydaje dziwne dźwięki, ale co? Czy na pewno to się dzieje, czy może ich zmęczenie wędrówką, coraz większe rozdrażnienie i frustracja wpływają na ich zmysły i projektują na otoczenie, do którego żyjąc w mieście przecież nie przywykli? W końcu wędrując po głębokim lesie, który pamięta czasy sprzed kilkuset lat, w który ludzka ręka nie ingeruje, łatwo jest dostrzec pomiędzy drzewami coś, czego naprawdę nie ma… Tu każda złamana gałązka, każdy szelest może wywołać strach, zmylić zmysły. Autor świetnie z tego korzysta od początku wzbudzając w czytelniku niepewność, lęk i strach. Wraz z biegiem lektury te emocje się zagęszczają, zagrożenie robi się coraz poważniejsze, a postacie coraz mocniej wyczerpane…
„Chyba na podstawowym poziomie mamy zaprogramowane, gdzieś w głębi gadziego mózgu, żeby bać się lasu. Ale chodzi o coś więcej. Od chwili, gdy do niego wkroczyliśmy, czuję, że ten strach jest uzasadniony.”
Ta część jest też bogata w refleksje na temat życia, ścieżek jakie obieramy, rozczarowań, jakie kolejne lata nam przynoszą. Trzech z czterech bohaterów ruszyło na wędrówkę po to, by zapomnieć o problemach, jednak nie tak łatwo zostawić je za sobą - przez to emocje w postaciach buzują, a każde kolejne niepowodzenie po drodze sprawia, że konflikt w grupie narasta. Z czasem jednak zmienia się perspektywa - te okropne życie, jakie wiodą na co dzień, zaczyna wydawać im się dobre i bezpieczne, zaczynają dostrzegać to, co mieli, w dużo cieplejszych barwach. Bo czy punkt widzenia nie zależy od punktu siedzenia? To warte podkreślenia refleksje, bo niosą emocje, jakie z pewnością od czasu do czasu czuje każdy z nas.
„— To wszystko, od czego chciałem uciec na tydzień? Z radością bym do tego wrócił. Wariactwo. (...)
— Też doszedłem do ściany. Całe moje życie… Od dawna… — Z trudem rozciągnął w uśmiechu drżące wargi. — Rozczarowanie to dla mnie stan permanentny. Tylko dlaczego dostrzegam dobre strony właśnie teraz?”
Druga część powieści to już całkiem inny horror. Tu zagrożenie to nie dzikie bestie i gęsty, mroczny las, a drugi człowiek. Człowiek, który pod wpływem własnych ideologii, własnych marzeń, skrajnych pragnień czy potrzeb może okazać się śmiercionośnym narzędziem. W tej części autor korzysta ze skandynawskich, dawnych wierzeń i mocno popuszcza wodze wyobraźni (w moim odczuciu może i było momenty, w których popuszcza je trochę za mocno) - pojawiają się wątki nadnaturalne, a akcja z refleksyjnej i spokojnej nagle robi się nieobliczalna, abstrakcyjna i dynamiczna. W tej części nie ma granic, a obrazy czasami przypominają sceny z makabrycznych, folkowych horrorów. A jednak i w tej części dopatrzeć można się tematów do refleksji - pojawia się choćby ciekawa rozmowa o religii, a czytelnik może zaobserwować jak łatwo można się w swoich niskich potrzebach zatracić. Cała intryga w tej części doczekuje się rozwiązania, a moment, w którym historia się urywa jest satysfakcjonujący - nie przynosi pełnego zamknięcia, ale to dobrze, bo dzięki temu finał nie jest tak schematyczny, oczywisty.
„Nic nie jest w stanie przygotować człowieka na szaleństwo innych.”
“Rytuał” okazał się horrorem, w którym każdy czytelnik lubujący się w tym gatunku niezależnie od preferencji podgatunkowych znajdzie coś dla siebie. To opowieść złożona z kameralnej, klaustrofobicznej grozy, która dzięki wstawkom refleksyjnym ociera się o thriller psychologiczny, opowieść survivalowa z psychologicznym twistem, która przeradza się w horror folkowy, nadnaturalny, krwawy i swoją dziwnością przerażający. Autor sprawnie korzysta ze stereotypów i dawnych wierzeń ludowych, jak i ciekawego miejsca, jakim jest szwedzki park narodowy, w którym wędrując przez kilka dni można nikogo nie spotkać. To powieść o zmiennym tempie, zmiennym punkcie ciężkości, w którym czuć nieskrępowaną wyobraźnię niosącą autora w dziwnych kierunkach. Nie dziwię się, że zdobył za nią nagrody, nie dziwię się, że ktoś zapragnął przełożyć ją na duży ekran, choć podejrzewam, że tak budowane napięcie największą frajdę przynieść może właśnie w wersji literackiej. Mam nadzieję, że to pierwsza z wielu książek Adama Nevilla, jakie polskiemu czytelnikowi będzie dane czytać!
„Nie ma czegoś takiego jak bezpieczeństwo. Prawda? Żaden z nas nie wiedział, co przyniesie życie. Wszyscy jesteśmy popaprani, Luke. Wszyscy nosimy w sobie traumy. Jesteśmy pokiereszowani tam, w środku. To, w jakim domu się mieszka, nie ma najmniejszego znaczenia.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 28, 2026

"H" Bernard Minier

"H" Bernard Minier

Autor: Bernard Minier
Tytuł: H
Cykl: Martin Servaz, tom 9
Tłumaczenie: Elżbieta Derelkowska
Data premiery: 13.10.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał
 
Choć Bernard Minier już w dzieciństwie zdecydował, że chce pisać, to jednak ścieżka do debiutu literackiego była długa - po raz pierwszy książka z jego nazwiskiem na okładce na francuskich półkach księgarskich stanęła w 2011 roku, gdy sam autor miał już 51 lat. Od tego czasu jego życie się zmieniło - jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych francuskich twórców powieści kryminalnych, ze sporą liczbą nagród literackich na koncie, tłumaczeniami na 28 języków i kilkoma milionami sprzedanych egzemplarzy, a nawet i ekranizacją debiutu, która w 2017 roku pod tytułem “Lód” zagościła na Netflixie. Seria z Martinem Servazem towarzyszy mu od samego początku kariery, to tomem pierwszym z tym bohaterem pt. „Bielszy odcień śmierci” wkroczył na rynek i podbił serca czytelników. Pomiędzy kolejnymi tomami wydał też kilka osobnych powieści, a od 2022 roku rozpoczął nową serię - tym razem z kobiecą bohaterką Lucią Geurrero (recenzje - klik!).
Bernard Minier jest w Polsce znany i lubiany, kilka razy odwiedził nasz kraj, a w 2019 roku podczas pobytu został nagrodzony Honorową Nagrodą Wielkiego Kalibru. Wątek polski przewija się też przez jego najnowszą powieść pt. “H”, dziewiąty tom z Servazem, który można czytać bez zachowania chronologii serii.
 
Druga połowa grudnia 2022 roku, okolice Tuluzy. Kilka miesięcy temu po raz drugi spod opieki służb uciekł groźny seryjny morderca Julian Hirtmann, z którym los komendanta Martina Servaza już nieraz skrzyżował ścieżki. Z powodu ich skomplikowanej historii Servaz wraz z rodziną został przeniesiony w inne miejsce, które nieustannie pilnowane jest przez policję. Powinien się nie wtrącać, jednak po otrzymanym mailu nie może siedzieć w miejscu - napisał do niego francuski pisarz, który zamierza wydać książkę true crime o ucieczce i poszukiwaniu Hirtmanna, nad czym pracuje z grupą internetowych detektywów-amatorów. Czy naprawdę mogli zdobyć jakieś przydatne tropy? Wygląda na to, że to z Hirtmannem wiążą falę zaginięć młodych kobiet, które znikały przed lat i teraz zaczęły znikać znowu. Zanim Servazowi uda się dokładnie przyjrzeć tej teorii, musi wracać do pracy - ktoś zamordował znanego dziennikarza, a na miejscu zdarzenia odkryto ślady, które mogą wskazywać na powiązania z poszukiwanym… Tylko dlaczego przy tak dużej aktywności Hirtmann pozostaje ciągle tak mocno nieuchwytny?
 
Książkę otwiera kilka artykułów prasowych dotyczących ucieczki Hirtmanna i podejrzanych zbrodni, które są mu przypisywane, po czym historia dzieli się na części: cztery, a każda z nich opatrzona jest cytatem bądź dwoma. Części rozpisane są na 76 rozdziałów, numerowanych i tytułowanych, o różnej długości - od niecałej strony po kilka. Pisane są z perspektywy naprzemiennej w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest dojrzały, elokwentny - autor tak samo dobrze radzi sobie z filozoficznymi wstawkami, co z dynamicznymi, napakowanymi emocjami dialogami. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, w którym zawsze jest miejsce na psychologię postaci i refleksje na temat czasów współczesnych, nie brakuje też klimatycznych opisów przyrody.
“Powinien był wyczuwać uspokajającą obecność gór za plecami, ale czuł raczej atmosferę nowoczesnego piekła, gehennę pożerającą wnętrze gór i wypluwającą je w postaci betonu, kruszywa i innych materiałów przeznaczonych do zasypania planety.”
Bo w serii z Martinem Servazem Pireneje, gdzie toczy się akcja, zawsze odgrywają ważną rolę. I w tym tomie nie jest inaczej - wraz z bohaterem przedzieramy się przez ośnieżone góry, małe wioski i lasy. Autor bardzo plastycznie oddaje krajobraz - raz w cieple płynącego z kominka dając poczucie bezpieczeństwa, by za chwilę w ciemnym domu otoczonym lasem pobudzić klimatem grozy. Zima przedstawiona w tej książce wydaje dźwięki, skrzypi i mrozi.
“To miejsce mogłoby przypominać baśniową krainę, gdyby Servaz nie wiedział, jakich strasznych wydarzeń było świadkiem.
Ale, z drugiej strony, czy baśnie nie były pierwotnie opowieściami o okropnościach? W każdym razie zanim Walt Disney starannie je ocenzurował, usuwając z nich całą krew, kazirodztwo, morderstwa i aluzje seksualne, by tego oszczędzić delikatnym nowym pokoleniom.”
Intryga kryminalna, choć oparta jest o dawne losy Servaza, prowadzona jest tak, by czytelnik sięgający po “H” bez znajomości wcześniejszych tomów nie czuł się poszkodowany. Co ciekawe, mimo ucieczki Hirtmanna jako bazy, tak naprawdę to zdarzenie pozostaje w tle, a od samego Hirtmanna więcej uwagi przyciągają postacie, które na historii tego mordercy chcą się wybić. Fabuła zatem zbudowana jest z kilku tak naprawdę oddzielnych od siebie historii, a każda jest różna od poprzedniej. Zagadka kryminalna nie idzie klasyczną ścieżką, a choć przez całą powieść śledztwo kryminalne jest prowadzone, to jednak dopiero pod koniec powieści skutecznie przejmuje uwagę czytelnika. Kilka scen akcji przeplata się z bardziej statycznymi obrazami, by na koniec kilkakrotnie zaskoczyć - szczególnie jeden zwrot akcji stawia całą opowieść do góry nogami, a ogromem konsekwencji, jakie niesie, sprawia, że pozostałe na jego tle bledną. W początkowych tomach serii Minier przyzwyczaił czytelnika do mocnych scen zbrodni - w tym tomie nie ma ich za wiele, choć nie mogę powiedzieć, że nie ma ich wcale.
“(...) zdjęcia stały się kolejną formą gwałtu.”
Historia złożona jest z trzech męskich perspektyw: Servaza, prezentera telewizyjnego i pisarza. Perspektywa Servaza jest najbardziej osobista - czytelnik szybko jest w stanie wyczuć, że Servaz jest już zmęczony. Ogrom spraw, jakie przez ostatnie piętnaście lat prowadził, straty, z jakimi w tym czasie musiał się pogodzić, w tym ta najświeższa ciągle jeszcze niezabliźniona, mocno wpływają na jego zapał i sposób postrzegania świata. Podczas lektury kilka razy miałam wrażenie, że to postać, której już specjalnie nie zależy, która mimo tego, że gdzieś tam nadal próbuje oczyścić świat z mroku, już nie wierzy, że faktycznie może coś zmienić. Postać Servaza porusza wątki rodziny, związku, rodzicielstwa, a jego zamiłowanie do muzyki klasycznej i równie klasycznych powieści wnoszą ją na bardziej wysublimowany poziom od większości jego kolegów po fachu.
“Pomyślał o żałobie, o tych, którzy nas opuszczają, a których cienie towarzyszą nam do samego końca - cienie rzucane na ścianę naszych krótkich żywotów. Pomyślał o upływającym czasie, o wszystkich tych cennych wysepkach radości w oceanie udręk i wątpliwości. Zastanawiał się, jak niektórzy mogą wciąż wierzyć w to, co wierzą. Zazdrościł im. Na tym świecie było tyle znaków, które wołały do nas, że nikogo nie ma, że jesteśmy sami.”
Drugą perspektywę przedstawia pisarz true crime, dzięki któremu możemy przyjrzeć się, jak ludzka tragedia jest beletryzowana. To on zaciera granicę pomiędzy dramatem jednostki, a fikcją, która ma za zadanie dostarczyć odbiorcy rozrywki. To on odpowiada w powieści z kilka scen balansujących na granicy grozy, a jego udział w intrydze długo pozostaje niejasny.
“Wiem, o czym pan myśli: o książce, którą pan napisze, o sukcesie. Ale to nie są tylko historyjki do opisania, Sachs, i pan powinien lepiej niż ktokolwiek wiedzieć, że to dramaty prawdziwych ludzi.”
Prezenter telewizyjny, który przyjmuje trzecią perspektywę, z kolei prezentuje największe zdeprawowanie - dla niego dramat jednostki to nie fikcja, a dobra zabawa, którą może przed innymi grać, tak by zwiększyć swoją popularność. To postać, która w paskudny sposób wykorzystuje władzę, zdeprawowana i zła, która każdą z relacji potrafi wypatrzyć.
“Postman pisał o tym, co on już wiedział, zanim zaczął stawiać pierwsze kroki w telewizji, a mianowicie, że polityka, wiadomości, sport, kultura i religia zamieniają się w rozrywkę, gdy tylko przejdą przez filtr telewizji (...). Tyle, że ta książka została napisana dawno temu, na długo przed tym, zanim Internet i portale społecznościowe całkowicie zmieniły sytuację. Nie chodziło już o rozrywkę, tylko o wojnę ideologiczną, która szalała na wszystkich frontach - zarówno w telewizji, jak i w sieci - wojnę bezlitosną, w której każdy, kto myślał inaczej, stawał się wrogiem do pokonania, śmiertelnym wrogiem.”
W serii z Servazem jest jeszcze jeden punkt obowiązkowy, którego nie mogło zabraknąć i w tym tomie. Chodzi o refleksje na temat przemocy i współczesności, krytykę świata, w którym coraz mniej jest miejsca na empatię i drugiego człowieka, a coraz więcej na własne uciechy. W którym tragedia drugiej osoby staje się rozrywką dla mas przynoszącą korzyść finansową tym, którzy krzyczą i dramatyzują najgłośniej. To świat, w którym coraz mniej miejsca na prawdę, bo ta wypierana jest przez kolorową fikcję. Czy naprawdę w takim świecie chcemy żyć? Sporo tu gorzkich refleksji, a jednak nie da się uciec od ich trafności…
“(...) takie pojęcia jak edukacja, wiedza i prawda zniknęły z większości programów. A normą stały się niespójność, trywialność, powierzchowność i nijakość.”
“H” Bernarda Miniera to z pewnością nie jest szablonowy kryminał. To powieść świetnie oddająca klimat surowej, pirenejskiej zimy, historia kryminalna, która ma uczulić czytelnika na tę dziwną potrzebę przemienienia zbrodni w rozrywkę. Tu świat odbity jest w ciemnych, acz prawdziwych barwach, a wizja ma siłę zmiany perspektywy. Z drugiej strony jednak zagadka kryminalna jest duszna, momentami makabryczna, napawająca grozą czy obrzydzeniem, która przez spokojne tempo i lekkie rozmycie na tle innych wątków chwilami pozwala, by uwaga czytelnika zawędrowała gdzie indziej. Najciekawszym jej momentem jest tak naprawdę finalny twist, którego w żadnym razie się nie spodziewałam! Choć “H” ma swoje słabsze momenty, to i tak bezsprzecznie wyróżnia się na tle tego, co dostarcza nam współczesny rynek kryminalny.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!