października 28, 2026

"H" Bernard Minier

"H" Bernard Minier

Autor: Bernard Minier
Tytuł: H
Cykl: Martin Servaz, tom 9
Tłumaczenie: Elżbieta Derelkowska
Data premiery: 13.10.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał
 
Choć Bernard Minier już w dzieciństwie zdecydował, że chce pisać, to jednak ścieżka do debiutu literackiego była długa - po raz pierwszy książka z jego nazwiskiem na okładce na francuskich półkach księgarskich stanęła w 2011 roku, gdy sam autor miał już 51 lat. Od tego czasu jego życie się zmieniło - jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych francuskich twórców powieści kryminalnych, ze sporą liczbą nagród literackich na koncie, tłumaczeniami na 28 języków i kilkoma milionami sprzedanych egzemplarzy, a nawet i ekranizacją debiutu, która w 2017 roku pod tytułem “Lód” zagościła na Netflixie. Seria z Martinem Servazem towarzyszy mu od samego początku kariery, to tomem pierwszym z tym bohaterem pt. „Bielszy odcień śmierci” wkroczył na rynek i podbił serca czytelników. Pomiędzy kolejnymi tomami wydał też kilka osobnych powieści, a od 2022 roku rozpoczął nową serię - tym razem z kobiecą bohaterką Lucią Geurrero (recenzje - klik!).
Bernard Minier jest w Polsce znany i lubiany, kilka razy odwiedził nasz kraj, a w 2019 roku podczas pobytu został nagrodzony Honorową Nagrodą Wielkiego Kalibru. Wątek polski przewija się też przez jego najnowszą powieść pt. “H”, dziewiąty tom z Servazem, który można czytać bez zachowania chronologii serii.
 
Druga połowa grudnia 2022 roku, okolice Tuluzy. Kilka miesięcy temu po raz drugi spod opieki służb uciekł groźny seryjny morderca Julian Hirtmann, z którym los komendanta Martina Servaza już nieraz skrzyżował ścieżki. Z powodu ich skomplikowanej historii Servaz wraz z rodziną został przeniesiony w inne miejsce, które nieustannie pilnowane jest przez policję. Powinien się nie wtrącać, jednak po otrzymanym mailu nie może siedzieć w miejscu - napisał do niego francuski pisarz, który zamierza wydać książkę true crime o ucieczce i poszukiwaniu Hirtmanna, nad czym pracuje z grupą internetowych detektywów-amatorów. Czy naprawdę mogli zdobyć jakieś przydatne tropy? Wygląda na to, że to z Hirtmannem wiążą falę zaginięć młodych kobiet, które znikały przed lat i teraz zaczęły znikać znowu. Zanim Servazowi uda się dokładnie przyjrzeć tej teorii, musi wracać do pracy - ktoś zamordował znanego dziennikarza, a na miejscu zdarzenia odkryto ślady, które mogą wskazywać na powiązania z poszukiwanym… Tylko dlaczego przy tak dużej aktywności Hirtmann pozostaje ciągle tak mocno nieuchwytny?
 
Książkę otwiera kilka artykułów prasowych dotyczących ucieczki Hirtmanna i podejrzanych zbrodni, które są mu przypisywane, po czym historia dzieli się na części: cztery, a każda z nich opatrzona jest cytatem bądź dwoma. Części rozpisane są na 76 rozdziałów, numerowanych i tytułowanych, o różnej długości - od niecałej strony po kilka. Pisane są z perspektywy naprzemiennej w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest dojrzały, elokwentny - autor tak samo dobrze radzi sobie z filozoficznymi wstawkami, co z dynamicznymi, napakowanymi emocjami dialogami. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, w którym zawsze jest miejsce na psychologię postaci i refleksje na temat czasów współczesnych, nie brakuje też klimatycznych opisów przyrody.
“Powinien był wyczuwać uspokajającą obecność gór za plecami, ale czuł raczej atmosferę nowoczesnego piekła, gehennę pożerającą wnętrze gór i wypluwającą je w postaci betonu, kruszywa i innych materiałów przeznaczonych do zasypania planety.”
Bo w serii z Martinem Servazem Pireneje, gdzie toczy się akcja, zawsze odgrywają ważną rolę. I w tym tomie nie jest inaczej - wraz z bohaterem przedzieramy się przez ośnieżone góry, małe wioski i lasy. Autor bardzo plastycznie oddaje krajobraz - raz w cieple płynącego z kominka dając poczucie bezpieczeństwa, by za chwilę w ciemnym domu otoczonym lasem pobudzić klimatem grozy. Zima przedstawiona w tej książce wydaje dźwięki, skrzypi i mrozi.
“To miejsce mogłoby przypominać baśniową krainę, gdyby Servaz nie wiedział, jakich strasznych wydarzeń było świadkiem.
Ale, z drugiej strony, czy baśnie nie były pierwotnie opowieściami o okropnościach? W każdym razie zanim Walt Disney starannie je ocenzurował, usuwając z nich całą krew, kazirodztwo, morderstwa i aluzje seksualne, by tego oszczędzić delikatnym nowym pokoleniom.”
Intryga kryminalna, choć oparta jest o dawne losy Servaza, prowadzona jest tak, by czytelnik sięgający po “H” bez znajomości wcześniejszych tomów nie czuł się poszkodowany. Co ciekawe, mimo ucieczki Hirtmanna jako bazy, tak naprawdę to zdarzenie pozostaje w tle, a od samego Hirtmanna więcej uwagi przyciągają postacie, które na historii tego mordercy chcą się wybić. Fabuła zatem zbudowana jest z kilku tak naprawdę oddzielnych od siebie historii, a każda jest różna od poprzedniej. Zagadka kryminalna nie idzie klasyczną ścieżką, a choć przez całą powieść śledztwo kryminalne jest prowadzone, to jednak dopiero pod koniec powieści skutecznie przejmuje uwagę czytelnika. Kilka scen akcji przeplata się z bardziej statycznymi obrazami, by na koniec kilkakrotnie zaskoczyć - szczególnie jeden zwrot akcji stawia całą opowieść do góry nogami, a ogromem konsekwencji, jakie niesie, sprawia, że pozostałe na jego tle bledną. W początkowych tomach serii Minier przyzwyczaił czytelnika do mocnych scen zbrodni - w tym tomie nie ma ich za wiele, choć nie mogę powiedzieć, że nie ma ich wcale.
“(...) zdjęcia stały się kolejną formą gwałtu.”
Historia złożona jest z trzech męskich perspektyw: Servaza, prezentera telewizyjnego i pisarza. Perspektywa Servaza jest najbardziej osobista - czytelnik szybko jest w stanie wyczuć, że Servaz jest już zmęczony. Ogrom spraw, jakie przez ostatnie piętnaście lat prowadził, straty, z jakimi w tym czasie musiał się pogodzić, w tym ta najświeższa ciągle jeszcze niezabliźniona, mocno wpływają na jego zapał i sposób postrzegania świata. Podczas lektury kilka razy miałam wrażenie, że to postać, której już specjalnie nie zależy, która mimo tego, że gdzieś tam nadal próbuje oczyścić świat z mroku, już nie wierzy, że faktycznie może coś zmienić. Postać Servaza porusza wątki rodziny, związku, rodzicielstwa, a jego zamiłowanie do muzyki klasycznej i równie klasycznych powieści wnoszą ją na bardziej wysublimowany poziom od większości jego kolegów po fachu.
“Pomyślał o żałobie, o tych, którzy nas opuszczają, a których cienie towarzyszą nam do samego końca - cienie rzucane na ścianę naszych krótkich żywotów. Pomyślał o upływającym czasie, o wszystkich tych cennych wysepkach radości w oceanie udręk i wątpliwości. Zastanawiał się, jak niektórzy mogą wciąż wierzyć w to, co wierzą. Zazdrościł im. Na tym świecie było tyle znaków, które wołały do nas, że nikogo nie ma, że jesteśmy sami.”
Drugą perspektywę przedstawia pisarz true crime, dzięki któremu możemy przyjrzeć się, jak ludzka tragedia jest beletryzowana. To on zaciera granicę pomiędzy dramatem jednostki, a fikcją, która ma za zadanie dostarczyć odbiorcy rozrywki. To on odpowiada w powieści z kilka scen balansujących na granicy grozy, a jego udział w intrydze długo pozostaje niejasny.
“Wiem, o czym pan myśli: o książce, którą pan napisze, o sukcesie. Ale to nie są tylko historyjki do opisania, Sachs, i pan powinien lepiej niż ktokolwiek wiedzieć, że to dramaty prawdziwych ludzi.”
Prezenter telewizyjny, który przyjmuje trzecią perspektywę, z kolei prezentuje największe zdeprawowanie - dla niego dramat jednostki to nie fikcja, a dobra zabawa, którą może przed innymi grać, tak by zwiększyć swoją popularność. To postać, która w paskudny sposób wykorzystuje władzę, zdeprawowana i zła, która każdą z relacji potrafi wypatrzyć.
“Postman pisał o tym, co on już wiedział, zanim zaczął stawiać pierwsze kroki w telewizji, a mianowicie, że polityka, wiadomości, sport, kultura i religia zamieniają się w rozrywkę, gdy tylko przejdą przez filtr telewizji (...). Tyle, że ta książka została napisana dawno temu, na długo przed tym, zanim Internet i portale społecznościowe całkowicie zmieniły sytuację. Nie chodziło już o rozrywkę, tylko o wojnę ideologiczną, która szalała na wszystkich frontach - zarówno w telewizji, jak i w sieci - wojnę bezlitosną, w której każdy, kto myślał inaczej, stawał się wrogiem do pokonania, śmiertelnym wrogiem.”
W serii z Servazem jest jeszcze jeden punkt obowiązkowy, którego nie mogło zabraknąć i w tym tomie. Chodzi o refleksje na temat przemocy i współczesności, krytykę świata, w którym coraz mniej jest miejsca na empatię i drugiego człowieka, a coraz więcej na własne uciechy. W którym tragedia drugiej osoby staje się rozrywką dla mas przynoszącą korzyść finansową tym, którzy krzyczą i dramatyzują najgłośniej. To świat, w którym coraz mniej miejsca na prawdę, bo ta wypierana jest przez kolorową fikcję. Czy naprawdę w takim świecie chcemy żyć? Sporo tu gorzkich refleksji, a jednak nie da się uciec od ich trafności…
“(...) takie pojęcia jak edukacja, wiedza i prawda zniknęły z większości programów. A normą stały się niespójność, trywialność, powierzchowność i nijakość.”
“H” Bernarda Miniera to z pewnością nie jest szablonowy kryminał. To powieść świetnie oddająca klimat surowej, pirenejskiej zimy, historia kryminalna, która ma uczulić czytelnika na tę dziwną potrzebę przemienienia zbrodni w rozrywkę. Tu świat odbity jest w ciemnych, acz prawdziwych barwach, a wizja ma siłę zmiany perspektywy. Z drugiej strony jednak zagadka kryminalna jest duszna, momentami makabryczna, napawająca grozą czy obrzydzeniem, która przez spokojne tempo i lekkie rozmycie na tle innych wątków chwilami pozwala, by uwaga czytelnika zawędrowała gdzie indziej. Najciekawszym jej momentem jest tak naprawdę finalny twist, którego w żadnym razie się nie spodziewałam! Choć “H” ma swoje słabsze momenty, to i tak bezsprzecznie wyróżnia się na tle tego, co dostarcza nam współczesny rynek kryminalny.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 27, 2026

"Rostoły. Klątwa Wilczego Boru" Jacek Chlewicki

"Rostoły. Klątwa Wilczego Boru" Jacek Chlewicki

Autor: Jacek Chlewicki
Tytuł: Rostoły. Klątwa Wilczego Boru
Cykl: Rostoły, tom 2
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Mova
Seria wydawnicza: Mroczne Podlasie
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść grozy / kryminał
 
Tej jesieni Wydawnictwo Mova stawia na polskich autorów i mroczne opowieści! “Rostoły. Klątwa Wilczego Boru” to druga książka wydana w serii wydawniczej Mroczne Podlasie, tym razem jednak to nie kryminał jest bazą opowieści jak było w “Kruchości” Marcina Silwanowa - klik!, a powieść grozy. Autor tej książki Jacek Chlewicki w poprzednim roku debiutował pierwszym tomem serii z detektywem Adamem Magusem pt. „Rostoły”, który wydał w ramach selfpublishingu i za który zdobył główną nagrodę w konkursie Empik Selfpublishing w kategorii Powieść z dreszczykiem. Ze słowem pisanym do czynienia ma jednak dłużej - od 2007 roku prowadzi działalność dziennikarską w sieci i prasie, pisze m.in. dla SuperExpressu. Z wykształcenia jest historykiem, który rozkochany jest w literaturze klasycznej.
 
Czasy współczesne, Podlasie, mała wioska Kruki. Adam Magus, detektyw do spraw niezwykłych na prośbę swojej przyjaciółki policjantki Marii Wasilewskiej Wigilię Bożego Narodzenia spędza wraz z nią na interwencji - muszą powstrzymać mieszkańców Kruków przed popełnieniem morderstwa. Problem w tym, że oni tego tak nie postrzegają - według nich ich ofiara, 13-letnia Wiktoria jest wampirem, którego po prostu chcą przegonić z ciała dziewczyny. Konflikt, mimo starań przyjezdnych narasta, zatem nie pozostaje im nic innego jak uciec przed przyszłymi oprawcami - na polecenie matki Wiktorii mają kierować się do sąsiedniej wioski. Niestety zamieć śnieżna im to uniemożliwia, a jedynym miejscem, w jakim teraz mogą się schronić, jest owiany legendą dworek szlachecki Wilczy Bór, który stoi pośrodku lasu. Czy to dobry wybór? Po przekroczeniu progu posiadłości, zaczynają tego żałować - to stare, pełne mrocznych zakamarków miejsce, w których tak łatwo znaleźć na ścianach ślady pazurów… Właściciel tego dworu, Dragomir Rakoszycki przytłacza stanowczością i ogromną sylwetką, a jego służącej Nadii bliżej jest do wiedźmy niż gospodyni. Niestety nie mają innego wyjścia - rozładowane telefony i zamieć utrudniająca poruszanie się sprawiają, że nie mają jak wezwać pomocy. Czy uda im się przetrwać tę noc? Jakie duchy nawiedzają te miejsce i czy Wiktoria faktycznie może być wampirem?
 
Książka rozpisana jest na trzynaście numerowanych rozdziałów (warto zwrócić uwagę na detale wydania papierowego - grafika rozdziałów ozdobiona jest czymś na kształt korzeni, które dobrze współgrają z klimatem grozy) i epilog. Akcja powieści toczy się w dużej mierze linearnie (choć narrator ma tendencję do wspominek), odstępstwem od tego są dwa fragmenty opowiadające o śledztwie sprzed kilku lat, które Adam prowadził z Marią w czasie, gdy sam jeszcze służył w policji oraz fragmenty, w których pojawia się pamiętnik pochodzący z przełomu XIX/XX wieku. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Adama, którego kreacja świetnie nawiązuje do detektywów z kryminałów noir. Styl, w jakim jest pisana, jest więc konsekwencją tej kreacji - jest uszczypliwie, ironicznie, z humorem mającym na celu przekoloryzowane sytuacji. W książce jest sporo dialogów, w których autor sprawdza się świetnie.
“Spaliłem ten list i wszystkie inne, które kiedykolwiek od niej dostałem. Tak sobie pomyślałem, że ogień to wspaniała rzecz. Pozwala łatwo zapomnieć i pomaga zacząć od nowa.”
Poprzez formę narracji główny bohater stoi w centrum opowieści. Adam to człowiek, który przez całe życie od swojego otoczenia odstawał, z czego w końcu uczynił swój znak rozpoznawczy. Kiedyś próbował żyć tak, jak inni - w końcu wstąpił do policji, pracował w zespole. Od kilku lat jednak idzie swoją własną drogą, jest sam sobie szefem, przyjmuje zlecenia, które innych detektywów nie interesują, a jemu dostarczają dobry przypływ gotówki, którą chętnie przeznacza na dobre ubrania, zegarki, kosmetyki i inne luksusy. To ciekawa postać, którą łączy w sobie wspomnianego już detektywa kryminałów noir z pogromcą duchów i megalomanem, a jednak poprzez ironiczną formę narracji dająca się lubić. Warto też zaznaczyć, że choć Adam tropi duchy, to do zajęcia podchodzi racjonalnie - nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone, dzięki czemu czytelnik może z góry założyć, że rozwiązanie historii powinno być w pełni racjonalne.
“Na początku założyłem, że problemy z duchami dotyczą wyłącznie ludzi bogatych, bo tylko tacy się do mnie zgłaszali. Szybko jednak pojąłem, że to nieprawda. Każdy ma swojego ducha, którego się boi, tyle tylko, że nie każdego stać było na moje usługi.”
Obok Adama “zwyczajną” postacią jest Maria, policjantka, z którą kiedyś pracował, a z którą od tego czasu łączy go przyjaźń. Jej postać zbudowana jest na zasadzie kontrastu - dla niej wygląd nie jest ważny, jest cicha i dobra, a równocześnie ciągle jeszcze dość naiwna, przez co nie jest specjalnie wyrazista.
Tego jednak nie można powiedzieć o pozostałych postaciach - Dragomirze, Nadii, Wiktorii, którzy balansują na pograniczu postaci ludzkich i zjawisk nadprzyrodzonych. W ich tle przewijają się takie zagadnienia jak wampiryzm, nieśmiertelność i czary.
“- Uważasz, że jestem potworem - oświadczył.
- Mordercą. Nie dodawaj do tego żadnej filozofii - odparłem.
- Mężczyzna, który nie widzi sensu życia, przypomina psa żyjącego na łańcuchu. Najpierw rozpaczliwie próbuje się uwolnić, potem godzi się ze swoim losem, a na końcu staje się otępiały. Nie godzę się z takim losem. Chcę pokonać śmierć i uczynię wszystko, żeby to zrobić.”
Intryga powieści opiera się o wątek grozy, w którego centrum stoi dworek i jego właściciel - czy to nawiązanie do klasycznego wątku nawiedzonego domu? Autor bawi się obrazami znanymi z tego gatunku literackiego, jak i fantastyki, nie brakuje też miejsca na wątek historyczny, dzięki któremu wraz z narratorem czytelnik może poznać historię tego miejsca. Nie zapominajmy też o kryminale noir, przez co wraz z biegiem lektury nieustannie zmienia się klimat powieści. Mam wrażenie, że z każdego z tych gatunków i wątków autor wyciąga coś dla siebie i przekształca to w formę, która nie jest ani powieścią w pełni na poważnie, ani też faktyczną satyrą, choć bez wątpienia historia mocno bazuje na przekoloryzowaniach. Może właśnie przez po miałam problem z wczuciem się w historię w warstwie emocjonalnej - sceny w teorii straszne wcale nie wywoływały dreszczy, a akcja nie przyniosła adrenaliny. Nie pomogło też kilka naciąganych w prawdopodobieństwie scen.
 
Autor przez całą powieść stara się trzymać czytelnika w niepewności czy to, co narrator opisuje, dzieje się naprawdę. Rzeczywistość miesza się ze snem, a co ważniejsze - Adam dostaje gorączki, więc kto wie, może część jego relacji to po prostu majaki? To dobry zabieg, choć i on nie został w pełni wykorzystany - ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że nie potrafię oddzielić prawdy od wyobrażeń. Co więcej, świetna sceneria mrocznego, zatrzymanego w poprzednim wieku dworku pełnego tajnych schowków i przejść odciętego od świata śniegiem i głębokim lasem też zdaje się nie do końca wykorzystana - mogłaby przecież już sama w sobie stworzyć niepokojący klimat, który dodatkowo rozmywałby granicę pomiędzy realnością a baśnią.
“Świat dzieli się na ten, który widzimy, oraz na ten, który istnieje tylko w naszych głowach. Pokazuję moim zleceniodawcom, jak odróżnić obie te rzeczywistości.”
“Rostoły. Klątwa Wilczego Boru” to powieść, której założenia są naprawdę ciekawe. Autor pochyla się nad zagadnieniami i motywami, które od dawna przewijają się w powieściach grozy: pragnienie nieśmiertelności, nadzwyczajnych mocy, klątw, zjawiska nadprzyrodzone stają się bazą historii, która zakorzeniona jest w podejściu racjonalnym, jakie prezentuje główny bohater, a zarazem narrator powieści. Autor wyciąga z kilku gatunków literackich to, co znajome i łączy to na swój sposób dając historię, która może być naprawdę klimatyczna, raz straszna, raz zabawna przez to, że jest tak mocno przekoloryzowana. A jednak coś mi tutaj nie zagrało tak jak powinno, przez co nie wyczułam żadnego klimatu powieści - w żaden sposób nie wpłynęła na moje emocje, za co, mam wrażenie, odpowiadają zbyt częste przeskoki gatunkowe, bo przez nie zabrakło miejsca, by ten klimat zbudować. Potencjał powieści jest duży, szkoda tylko, że nie został wykorzystany na tyle, bym była w stanie nią się jednoznacznie zachwycić.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 27, 2026

Book tour z "W zasięgu śmierci"!

Book tour z "W zasięgu śmierci"!
Debiut Aldony Kucner w miniony piątek świętował swoją pierwszą miesięcznicę na naszym rynku książki! Dokładnie tego dnia miałam przyjemność poznać się z autorką na żywo na Targach Książki w Krakowie i trochę o ten niezwykły miesiąc z jej życia wypytać. Ale w poprzednim tygodniu nie zabrakło też atrakcji dla Was - na Instagramie i Facebooku przygotowałam dwuczęściowy wywiad, w którym Aldona Kucner opowiedziała o swojej drodze do debiutu literackiego, o tym, co było dla niej w tej historii naprawdę ważne, jak i o tym, co dalej... (cz.1: IG - klik!, FB - klik!, cz.2: IG - klik!, FB - klik!). W tym wypadku pozostaje już teraz tylko jedno - ogłosić book tour z "W zasięgu śmierci"! 

Dla kogo jest to książka? Dla fanów kryminałów, w których nie tylko sama zagadka kryminalna jest ważna, ale liczą się też i postacie - kreacja głównej bohaterki Gizeli Sikory jest świetną kombinacją śledczej ze skomplikowanym życiem prywatnym z powiewem świeżości. Zresztą jej współpracownicy, zwierzchnicy i ich wspólne relacje też budzą dużo emocji! Zagadka kryminalna z kolei mocno osadza nas w tematach współcześnie ważnych, opowiada między innymi o tym, jak mocno nasze życie powiązane jest z tym, co dzieje się w sieci... Blaski i cienie, duże pieniądze kontra wielkie marzenia, a w tle piękny Wrocław. Brzmi dobrze? Zapraszam do zgłoszeń na book tour, a jeśli chcecie dowiedzieć się o książce jeszcze więcej, to wpadnijcie na recenzję - klik! 


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście do jutrzejszego wieczoru.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 22, 2026

"Moja" Małgorzata Węglarz

"Moja" Małgorzata Węglarz

Autorka: Małgorzata Węglarz
Tytuł: Moja
Cykl: Moja, tom 1
Data premiery: 10.09.2025
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Małgorzata Węglarz to polska autorka, która swego czasu wprowadziła małą rewolucję w gatunku reportażu - w 2021 roku debiutowała na rynku książką „Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej”, która jako pierwsza w Polsce odsłoniła realia branży pogrzebowej “od kuchni”. Ten tytuł zaprowadził ją na konferencję TEDx Warsaw Women, gdzie wygłosiła krótką prelekcję. Od tego czasu autorka dzieli swoją twórczość na literaturę faktu i beletrystykę - na swoim koncie ma już cztery solowe reportaże oraz jeden napisany w duecie, a także siedem powieści, z czego dwie ukazały się kilka lat przed pierwszym reportażem: w 2013 i 2016 i wydane zostały pod pseudonimem Maggie Moon. Twórczość beletrystyczną autorki można także podzielić na dwie kategorie: zaczynała od powieści gotyckich osadzonych w XIX-wiecznej Anglii inspirowanych twórczością Edgara Allana Poego (jak np. “Sznurki starej marionetki” - klik!), po czym przerzuciła się na historie współczesne osadzone w środowisku polskim, czego wyrazem jest trylogia thrillerów psychologicznych rozpoczynająca się powieścią “Moja”. Już teraz na rynku dostępny jest tom drugi pt. “Nasza”, a trzeci, ostatni, jest w fazie przygotowania - niedawno autorka informowała w mediach społecznościowych, że postawiła w dokumencie tekstowym ostatnią kropkę.
 
Czerwiec 2015 rok, niewielka wioska Czarci Jar położona w północno-wschodniej części Polski. W głębokim lesie turyści zobaczyli smugi dymu - ukryta między drzewami chatka położona na niewielkiej polanie stanęła w ogniu. W progu domu stoi dziewczyna, która z jakichś powodów nie ucieka, dopiero interwencja turystów ratuje ją przed śmiercią. Nieprzytomna trafia do szpitala, a tamtejszy personel powiadamia lokalną psycholożkę Barbarę Langman, której wystarczy jedna rozmowa, by nabrała pewności, że to ofiara długotrwałej przemocy z głęboką psychiczną traumą - tak głęboką, że nie pamięta nawet swojego imienia. Wygląda na to, że cały jej umysł zajmuje On, który według niej z pewnością za chwilę ją znajdzie i ukarze za nieposłuszeństwo. Kim jest ta dziewczyna, którą ktoś przez lata nie nazywał jej imieniem, tylko Moją? Czy dręczące ją poczucie zagrożenia, czającego się obok niej niebezpieczeństwa jest zasadne? Barbara naznaczona swoją traumą z przeszłości jest zdeterminowana, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie pojawiające się wokół historii Mojej pytania.
 
Książka rozpisana jest na prolog osadzony w 1995 roku i trzydzieści dwa rozdziały, których akcja rozciąga się pomiędzy 1997-2015. Do każdego rozdziału przypisana jest postać, z perspektywy której dany fragment jest opisany. Głównymi narratorkami są Moja i Barbara, pojawiają się też i drugoplanowi narratorzy m.in. On, ten, którego Moja się tak boi. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl, w jakim powieść jest pisana, jest codzienny, autorka nieraz posługuje się potocznym słownictwem, nieraz padają też mocniejsze słowa, czasami przekleństwa, jednak ich użycie ma swoje uzasadnienie, wypada naturalnie. Język narracji subtelnie przypisany jest do postaci np. rozdziały Barbary podszyte są sporą dawką ironii i autoironii, a te pisane z perspektywy Mojej bywają rwane - dokładnie tak, jak jej wspomnienia.
„Nauczyłam się, że agresja jest bezpieczniejsza niż ten pozorny niż ten pozorny spokój, bo to on skrywa mrok.”
Każda z postaci, która jest w jakiś sposób uwikłana w fabułę, niesie sobą własną, skomplikowaną, często traumatyczną historię. Moja przeżyła w swoim niedługim jeszcze życiu najwięcej z nich, a autorka całkiem nieźle oddaje jej poczucie wyobcowania, poczucie, że świat, do którego teraz trafiła, nie jest jej światem. Przez sporą część fabuły tajemnica jej uwięzienia i niewoli pozostaje tajemnicą, a tym, co przyciąga uwagę, jest sposób funkcjonowania jej umysłu - wspomnienia pojawiają się w snach, a w chwilach świadomość tym, co siedzi w jej głowie, to przez lata wpajane zasady. Czy po czymś takim dziewczyna ma szansę wrócić do normalności, żyć tak jak każdym inny żyje na tym świecie? Czy jej umysł ma jeszcze szansę wrócić na właściwe tory, odzyskać proporcje, pozwolić jej myśleć o tym, czego ona potrzebuje?
“„Ofiara” powtarzam w głowie. Ofiara, ofiara. Czy to teraz moje imię?”
Czytelnik dzięki naprzemiennej narracji otrzymuje szerszy obraz tego, co dzieje się z Moją po uwolnieniu. Przyglądamy się problemowi odnalezienia tożsamości osoby, która nie wie jak się nazywa - jak reaguje na to policja, psycholog, społeczeństwo. Jak szybko czyjaś osobista tragedia może stać się sensacją, jak mocno współczesny świat nastawiony jest na monetyzację nieszczęścia i jak szybko o pojedynczych tragediach się zapomina.
 
Prawdziwie zainteresowana losami Mojej wydaje się jedynie Barbara. To ciekawa postać ujęta poprzez ironiczny humor. Dwadzieścia lat temu jej nastoletnia córka została porwana i nigdy nie wyjaśniło się, co się tak naprawdę stało. Barbara jednak zdołała wrócić do życia - poobijana, niedbająca o samą siebie, a jednak zdeterminowana, by pomagać innym. Specjalizuje się w ofiarach przemocy, dzięki czemu może Mojej zapewnić odpowiednią opiekę i uwrażliwić otoczenie na to, co dziewczyna teraz przeżywa (scena z pewnym lekarzem mocno dalej do myślenia).
„Przemoc może spotkać każdego. To niepokojące, kiedy doświadczamy jej z ręki osób, które powinny o nas dbać i nas chronić.”
Przez pierwszą połowę powieści skupiamy się głównie na tym, jak Moja wraca do świata, do rzeczywistości. Dopiero z czasem zagadka kryminalna wysuwa się na plan pierwszy - jej główna oś fabularna nie jest mocno skomplikowana, części rozwiązania czytelnik może się domyśleć, jednak istotniejsze są powody: dlaczego do porwania Mojej doszło, dlaczego On czuł taką potrzebę. Autorka przez całą opowieść rozrzuca pewne tropy, wskazówki, które długo wydają się albo błędem albo czymś kompletnie niezwiązanym z zagadką, a jednak warto zachować czujność - tu wszystko spina się w całość.
 
A choć w teorii wszystko brzmi pięknie, to jednak nie czułam głębokich emocji podczas lektury. Bo choć historia jest dobrze przemyślana i umotywowana (no, poza jedną dość wątpliwą sceną), to nie została mocno odwzorowana pod kątem psychologicznym - ani postać Barbary ani Mojej nie poruszyła moich emocji na tyle, bym mogła zapłakać nad ich losem. Może stało się tak dlatego, że narracja podzielona na kilka postaci i skupiona na wydarzeniach, na kolejnych aktach przemocy (które w większości przypadków nie są opisywane wprost, ale jednak bardzo jasno zasugerowane) po prostu nie miała tyle miejsca, bo przedstawić umysły postaci krok po kroku? Przemiany, jakie w ich głowach zachodzą dały mi wrażenie fragmentarycznych, niedostatecznie pogłębionych, mechanizmy działania umysłu zostały raczej tylko zasygnalizowane, niż w pełni omówione. Może taki był cel autorki? Może ja po prostu przeczytałam już w swoich życiu za dużo książek o psychicznym uzależnieniu od drugiej osoby? Wszystkie mechanizmy, o jakich pisze tu autorka, były mi już dobrze znane zarówno pod kątem fikcji, jak i literatury faktu, książek i seriali, a to w połączeniu ze średnio pogłębioną warstwą psychologiczną sprawiło, że po prostu nie miałam na czym na dłużej zakorzenić się emocjonalnie.
„Lata dziewięćdziesiąte jedni wspominają z nostalgią, a dla mnie to czasy krzywdzenia takich jak ja. (...) Bez problemu wierzono wtedy, że sataniści mordują dzieci, ale kiedy te znikały, znajdowano setki wymówek, dlaczego mogły odejść same.”
“Moją” Małgorzaty Węglarz polecam zatem osobom, które z tematyką psychologicznej przemocy, psychologicznego uzależnienia nie miały do tej pory za wiele do czynienia - autorka dobrze opisuje podstawowe mechanizmy ofiary, która po latach więzienia wraca do życia. To punkt wyjścia do zgłębiania tego skomplikowanego zagadnienia, w którym mózg ludzki działa zarówno jako obrońca, jak i wróg samego siebie. Ciekawe mechanizmy psychologiczne ubrane zostały w fabułę pełną trudnych historii - różny rodzaj przemocy, jaką są w stanie zadawać najbliżsi, różnie pojmowane pojęcie uzależnienia od drugiej osoby stają się dopełnieniem, które wzbogacą intrygę opartą o zagadkę zaginięcia i braku poszukiwań Mojej. Warto zwrócić też uwagę na tło, zmieniające się czasy - dobrze zarysowana jest perspektywa zarówno w latach 90. XX wieku, jak i czasów aktualnych. Dla czytelników z dużym doświadczeniem w tym rodzaju thrillerów może jednak to wszystko okazać się niewystraczające - sama mam poczucie “liźnięcia” tematu niż faktycznego zgłębienia. To sprawiło, że w historię nie mogłam się w pełni zaangażować i czerpać z niej bezsprzeczną przyjemność, a to odbiło się na subiektywnej ocenie. Czy z tomem drugim będzie inaczej? Mam taką nadzieję, “Nasza” mam już przecież pod ręką.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Małgorzatą Węglarz.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 21, 2026

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - recenzja patronacka

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - recenzja patronacka

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Zaproszenie
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: psychothriller
 
Sebastian Fitzek w tym roku świętował dwudziestolecie swojej twórczości! To jedyny taki autor, który w Niemczech, swoim rodzinnym kraju, zapełnia czytelnikami stadiony - premiery jego książek to nie zwyczajne spotkania, to prawdziwe show. Zresztą wystarczy zajrzeć na jego stronę internetową, by przekonać się, jak wiele pracy wkłada nie tylko w swoje książki, ale również w prezencję - przyznam, że u żadnego innego pisarza bez względu na miejsce pochodzenia nie widziałam tak atrakcyjnej, bogatej w treści strony.
Ale to tylko dodatek. Sebastian Fitzek na rynku książki zaistniał w 2006 roku i już jego debiut pt. “Terapia” zyskał miano bestsellera. Od tego czasu napisał około czterdziestu książek - w przeważającej liczbie są to thrillery psychologiczne, niektóre z domieszką grozy (jak w przypadku “Zaproszenia”), ale zdarzyło mu się też kilka książek dla dzieci, powieść graficzna czy nawet powieści humorystyczne (a o to, czy autor ma dobre poczucie humoru nie musimy się martwić - swoją komediową stronę zawsze chętnie prezentuje w podziękowaniach swoich thrillerów). Tłumaczony jest na blisko 40 języków, a liczba sprzedanych egzemplarzy już dawno przekroczyła 20 milionów. W Polsce przez wiele lat wydawany był przez Wydawnictwo Amber, od roku 2025 prawa do publikacji przejęło Wydawnictwo Albatros. “Zaproszenie” to trzecia powieść wydana pod ich szyldem. W oryginale ukazała się w 2023 roku.
 
Marla Lindberg mimo młodego wieku przeżyła już w swoim życiu wiele niewyobrażalnie mrocznych chwil: samobójczą śmierć ojca, który darzył ją niewłaściwym uczuciem, wypadek, którego doznała na skutek zastawionej na nią pułapki w nieczynnym szpitalu, a który pozostawił jej pamiątkę w postaci traumy i blizny na twarzy oraz pracę polegającą na przeglądaniu najokrutniejszych nagrań w sieci. Nie zapominajmy jeszcze o szoku, który przeżyła dowiedziawszy się, że ma prozopagnozję, czyli zaburzenie percepcji wzrokowej polegające na nierozpoznawaniu twarzy… Teraz, w wieku dwudziestu trzech lat Marla pracuje jako pokojówka - byle z dala od ludzi. A jednak jej doświadczenia nadal mocno w niej rezonują: w sprzątanych pokojach doszukuje się wskazówek, czy przypadkiem nie mieszka w nich zwyrodnialec… By ostatecznie odciąć się od przeszłości i pogodzić swoje dawne i aktualne ja, decyduje się przyjąć zaproszenie na zjazd klasowy, który odbyć ma się w ten weekend w Chacie Mgieł w Alpach. Ale nawet to nie idzie zgodnie z planem - w czasie jej podróży jakiś dziwny mężczyzna każe jej zawracać, a ona sama dociera na miejsce za późno i musi wspinać się w zapadającym zmroku na ośnieżoną górę. Po dotarciu na miejsce wcale nie jest lepiej - wygląda na to, że jej dawni znajomi ze szkoły już tam dotarli: w kuchni stoik kubek z ciepłą herbatą, na blacie leży jedzenie, w kominku pali się ogień… a jednak nikogo tam nie ma. Czy to jakaś gra? Gdzie wszyscy się podziali? I czy na pewno w ten weekend uda się Marli zażegnać własne traumy, czy może wręcz przeciwnie - tylko je pogłębi? Nie wie jeszcze, że ten wyjazd okaże się kolejnym koszmarem, z którego nie da się obudzić…
„– (…) tutaj nikogo nie ma. Jestem w Chacie Mgieł całkiem sama.
– No, w takim razie nikt nie może ci zrobić krzywdy (...).”
Książka rozpisana jest na prolog i 84 kilkustronicowe rozdziały. Większa część akcji toczy się w przeciągu jednej doby spędzonej w Chacie Mgieł, a historię poznajemy w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Marli. Jednak są od tego wyjątki - część rozdziałów toczy się w tym samym czasie, ale z perspektywy byłej szefowej Marli, część toczy się później, podczas czegoś nazwanego “wysłuchaniem”, a część wcześniej, by dokładnie przedstawić przeżycia Marli, które doprowadziły jej psychikę na skraj wytrzymałości (są ułożone chronologicznie, czyli te fragmenty znalazły się na początku powieści, pozostałe ułożone są w kolejności naprzemiennej). Język, jakim autor się posługuje, jest prosty, esencjonalny, zdania są krótkie. Dialogi prowadzone są dynamicznie, a opisy mocno oddziałują na nastrój powieści - autor lubi grać obrazem, raz doskonale buduje napięcie rodem z powieści grozy, by za chwilę zszokować makabrycznym obrazem z krwawego horroru. Mimo skrajnych scen, jest w tym wszystkim jakiś umiar, autor nie przekracza granicy, za którą pomyślałabym “o nie, to dla mnie za dużo!”.
„Co waszym zdaniem jest gorsze? Zaszkodzić komuś czynem czy nie zapobiec krzywdzie?”
Już pierwsze sceny powieści niosą w sobie sporą dawkę sadyzmu, brutalności. Wszystko jednak ma swój cel - autor tą powieścią pyta o to, kim stajemy się pod wpływem przemocy. Czy przemoc ukazuje kim faktycznie jesteśmy, obnaża nasz rdzeń osobowości, a może odwrotnie - to w takich sytuacjach tracimy swoje “ja”, rolę przejmują geny zwierzęce? Cała fabuła to swego rodzaju gra z postaciami powieści - autor testuje ich wytrzymałość zmuszając do przeżywania kolejnych poziomów. Kto z nich nie przetrwa do końca?
„Przemoc obnaża człowieka. Stając się celem przemocy, człowiek ukazuje swoje prawdziwe ja. Gdy nic nam nie zagraża, możemy wygłaszać ładnie brzmiące, dobroduszne frazesy o tym, że każdy konflikt da się rozwiązać w demokratyczny sposób.”
Dylemat dotyczący tożsamości nie odnosi się jednak tylko do samej przemocy jako czynnego aktu dotyczącego nas samych. Pochylamy się w nim też po prostu nad poszukiwaniem własnego ja. Szuka go Marla, szukają go inni z jej otoczenia - kim w świecie pełnym przemocy, ciągłego napływu nowych kryminałów i true crime jesteśmy? Jak zachować zdrowy balans w świecie, w którym złe informacje rozprzestrzeniają się dużo lepiej i szybciej niż te dobre? Autor uważnie przygląda się temu zagadnieniu, choć więcej na ten temat zdradzić nie mogę.
„A może (...) się myliły? Może przemoc nie obnaża człowieka? Może po prostu niszczy jego duszę i sprawia, że robi się nieuleczalnie chory?”
Intryga powieści, a przynajmniej kluczowa jej część rozgrywająca się w Chacie Mgieł, oparta jest o stary, dobry motyw odcięcia od świata, zamkniętego grona podejrzanych. Ile już było tego typu powieści: grupka ludzi uwięziona w chacie w górach! A jednak Fitzek zdołał zrobić z tego coś absolutnie swojego: grę pełną twistów tak zaskakujących i tak częstych, że co kilka stron nasz domek z kart musimy budować na nowo. Mimo stopnia skomplikowania intrygi autor jednak prowadzi czytelnika tak logicznie i precyzyjnie, że przy każdym kolejnym przewróceniu perspektywy zdarzeń, nie mamy żadnym problemów, by uwierzyć w wersję, w którą chce, żebyśmy wierzyli. Fitzek po raz kolejny dowodzi, że jego wyobraźnia nie ma granic, a umiejętność manipulowania faktami i uwagą czytelnika stoi na najwyższym poziomie.
„Do jakich absurdalnych czynów nakłania człowieka strach!”
We wstępie wspomniałam, że “Zaproszenie” to thriller z domieszką horroru. Napięcie, jakie autor przez większą część powieści buduje, wynika z niepewności, a zarazem coraz większej podejrzliwości - nie wiemy przecież kto jest dobrym, a kto złym, wiemy tylko, że ktoś taki w gronie postaci jest. Kłótnie i kolejne zarzuty, jakie wymierzają w siebie nawzajem postacie, rozpalają atmosferę, a szalejąca za oknem śnieżyca pogłębia poczucie odcięcia od świata. Akcja toczy się odpowiednio dynamicznym tempem, by była w niej chwila na wewnętrzne refleksje postaci, a równocześnie, by czytelnika cały czas miał wrażenie, że dzieje się dużo. Finał, rozwiązanie całej intrygi, jak to u Fitzka, zwala z nóg - przyznam, że nawet przy drugim czytaniu dałam się na samym końcu zaskoczyć!
„– (…) Przecież piszesz o takich psycholach. Co ich motywuje? (…)
– Wszystko zaczyna się i kończy na motywie (…). Jeśli znasz motyw, znajdziesz sprawcę. (...) Znam to z prawa karnego. Mało co dzieje się bez powodu. Nawet u ludzi chorych psychicznie, nawet jeśli zdrowy umysł nie jest w stanie zrozumieć motywu.”
Znowu się rozpisałam, ale przy tak bogatej powieści jak “Zaproszenie” nie da się inaczej! Tu wszystko warte jest uwagi: kreacje postaci, nastrój, cała oprawa “wizualna”, sposób prowadzenia akcji, sposób budowy i odsłaniania intrygi. Przyznam, że jest to jedna z najbardziej pokręconych historii, jakie miałam okazję w swoim życiu czytać i nawet podczas pierwszej lektury zastanawiałam się, czy nie jest pokręcona aż za bardzo. Przy drugim czytaniu doszłam do wniosku, że nie - jest bogata, ale logiczna, jest prowadzona na granicy makabry, tego, co znośne, ale nigdy jej nie przekracza, a wykorzystuje to, by pogadać o tym, co w aktualnym świecie jest dla nas ważne, a z czego możemy nie zdawać sobie sprawy - o otaczającej nas przemocy i o tym, co ta jej ciągła obecność z nami robi. To powieść dla czytelników odważnych, którzy nie skrytykują od razu mocnych obrazów, tylko zastanowią się nad ich zasadnością w powieści.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 21, 2026

Wygraj "Gdyby książki mogły zabijać"! Konkurs ambasadorski

Wygraj "Gdyby książki mogły zabijać"! Konkurs ambasadorski
Jakich książek mocno potrzebujemy w okresie jesienno-zimowym? Na pewno tych, co skutecznie poprawiają humor! A przy jakiej książce śmiałam się w tym roku najgłośniej i najczęściej? Coś mi mówi, że to właśnie był debiut literacki Kate Eberle pt. "Gdyby książki mogły zabijać"... 

Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z możliwością zdobycia tej powieści! To historia oparta na skrzyżowaniu dwóch gatunków literackich: komedii kryminalnej z... romantyczną! Oryginalny pomysł, prawda? A wykonanie jest jeszcze lepsze niż może się wydawać, bo tym, co łączy te gatunki, jest głęboka miłość do książek i zrozumienie, że świat zawarty w powieści nie ogranicza się tylko do stron, na których jest zapisany - to coś, co żyje w nas! Te uczucie zna każdy miłośnik literatury, a autorka w bardzo błyskotliwy sposób buduje na nim swoją powieść. Więcej o tym tytule możecie przeczytać w recenzji - klik!, a poniżej znajdziecie wszystko, czego potrzebujecie do udziału w konkursie. 

Co zrobić, by wziąć udział w konkursie? Może pobawimy się tytułem? Dokończ zdanie: 
Gdyby książki mogły zabijać, to…


Nie bójcie się dać się ponieść swojej kreatywności! Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im bardziej oryginalnie, tym lepiej.

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 25 października, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 1 listopada.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


października 20, 2026

"Dosiad" Katarzyna Gołda

"Dosiad" Katarzyna Gołda

Autorka: Katarzyna Gołda
Tytuł: Dosiad
Cykl: Bogna Bohr, tom 2
Data premiery: 30.09.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Zaledwie kilka miesięcy temu Katarzyna Gołda rozszerzyła polską literaturę szpiegowską o kobiecy głos, a już teraz powraca ze swoją drugą powieścią. Zarówno “Złoty spadochron” (recenzja - klik!), jak i “Dosiad” opisują losy tej samej grupy postaci, na czele których stoi funkcjonariuszka ABW Bogna Bohr, więc czytelnikom, którzy lubią dobrze znać i dogłębnie rozumieć postacie, zalecam kolejność chronologiczną serii. Jednak każdy z tomów opiera się na oddzielnej intrydze kryminalnej, dzięki czemu lektura bez zachowania kolejności chronologicznej również jest możliwa.
A dlaczego głos Katarzyny Gołdy w literaturze szpiegowskiej jest tak ważny? Bo to ona jest pierwszą polską autorką thrillerów szpiegowskich, która w swojej biografii ma wieloletnie doświadczenie pracy w służbach wywiadowczych. Przez blisko dwadzieścia lat służyła w ABW i SKW (Służbie Kontrwywiadu Wojskowego), i jak sama przyznaje - pisząc powieści szpiegowskie musi bardzo uważać na to, co o pracy operacyjnej zdradza szerszej publiczności… Jej debiut pt. “Złoty spadochron” to jednak nie była jej pierwsza próba literacka - o zostaniu pisarką marzyła od lat dziecięcych, a wcześniej przez ponad dekadę pisała opowiadania fantastyczne pod pseudonimem Katja Tomczyk.
 
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Na ulicach Warszawy tłoczno od ludzi szukających prezentów i robiących świąteczne zakupy, przygotowujących się do tego wyjątkowego czasu w roku. Bogna Bohr wraz z grupą jej współpracowników jednak nie czuje tego radosnego oczekiwania - właśnie przychodzi im stanąć nad grobem przyjaciela, współpracownika, którego zawał serca zabrał zdecydowanie za wcześnie. Ale czy na pewno podana przyczyna zgonu jest tym, co wydarzyło się naprawdę? Gdy po pogrzebie w bramie cmentarza staje były szef Bogny, jej wątpliwości, ale i wyrzuty sumienia narastają - Drobina twierdzi, że Jogi zginął przez nią. Czy faktycznie to pendrive, który pół roku temu znalazła w rzeczach zmarłego dyrektora Departamentu Kontrwywiadu ABW, mógł stać się powodem, dla którego zginął jej przyjaciel? Pendrive, którego do tej pory uważnie nie zbadała, o którym nikomu nie powiedziała? Coś jednak musi być na rzeczy, bo gdy wraca do domu orientuje się, że ktoś w nim był - ktoś zrobił jej dosiad, niejawne przeszukanie, a nawet zostawił po sobie ślady, których musiał być pewny, że ona na przeoczy. Problem w tym, że Bogna w tym momencie nie może ufać temu, co wydaje jej się, że widzi - stres i przemęczenie mocno w ostatnim czasie osiadły jej na psychice, przez co doznaje halucynacji. Jak więc odróżnić prawdę od wytworów umysłu?
 
Książka rozpisana jest na sześć rozdziałów - każdy z nich to osobny (podpisany) dzień tygodnia. Akcja rozpoczyna się 19 grudnia 2019 i kończy w Nowy Rok, choć większa część historii zamyka się w czterech przedświątecznych dniach. Każdy rozdział dzielony jest na numerowane, kilkustronicowe podrozdziały, z których większość pisana jest z perspektywy Bogny w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Obok niej równie ważną perspektywę oddaje jej aktualny przełożony i jedyna osoba w ABW, której ufa - O’Hara, który wraz z nią próbuje rozgryźć to, co wokół niej się dzieje. Akcja powieści rozgrywa się linearnie, z jednym wyjątkiem, kiedy akcja cofa się o kilkanaście lat wstecz. Naprzemienna perspektywa postaci i kilkustronicowe podrozdziały nadają lekturze dynamizmu, a choć wielość przewijających się przez powieść postaci, jak i czasem pojawiające się charakterystyczne dla środowiska służb wywiadowczych słownictwo wymagają od czytelnika skupienia, to jednak warto im je od siebie dać - wtedy książka odwdzięcza się pasjonującą historią. Zresztą użycie charakterystycznych nazw czy zwrotów to dobry zabieg, nadający lekturze realizmu. Autorka pisze w swobodnym stylu, często korzysta ze zwrotów potocznych, a choć z początku w niektóre zdania wkrada się szyk przestawny zdań, to jednak z biegiem lektury te stylistyczne wyboje się wyciszają, a lektura staje się płynna. Dialogi prowadzone są z dobrym wyczuciem, wypadają naturalnie.
„Zrozumiała wtedy, że bycie matką — podobnie jak bycie córką — nie oznacza dla niej radości ani spełnienia, lecz powrót do stanu nieustannego napięcia, lęku i bezradności. Dzieci stały się w jej oczach symbolem zagrożenia, niekończącego się strachu.”
Sam początek powieści najłatwiejszy będzie dla tych czytelników, którzy są świeżo po lekturze “Spadochronu”. Ci, którzy tej książki nie znają lub dzieli ich od lektury dłuższy okres czasu, powinni uzbroić się w cierpliwość - początek może lekko przytłoczyć ilością wątków i postaci, ciężko tak od razu zrozumieć ten zagmatwany świat funkcjonariuszy ABW, który poznajemy zarówno do strony zawodowej, jak i prywatnej postaci. Przyznam, że w tym momencie bardzo brakowało mi rozpiski, jaka znalazła się na pierwszych stronach “Złotego spadochronu” z pełnym spisem postaci i ich funkcji. Na szczęście te wrażenie nie trwało długo - po kilkudziesięciu stronach przychodzi zrozumienie tego świata, przez co czytelnik może już w pełni skupić się na akcji i losach postaci.
„Jeśli złapią cię za rękę, mów, że to cudza ręka. Nigdy nie przyznawaj się do winy.”
A losy postaci, szczególnie Bogny, są mocno zagmatwane. Autorka już przy pierwszym tomie podkreślała, że w literaturze szpiegowskiej nie interesuje jej tylko dynamiczna akcja, ale także postać szpiega jako człowieka, który mierzy się z ogromnym stresem, z ciągłą pracą pod presją, ciągłymi skokami adrenaliny i poczuciem dużej odpowiedzialności. I w “Dosiadzie” widać to bardzo mocno - psychika Bogny jest w ruinie. Momentami granica pomiędzy tym, co dzieje się naprawdę, a co podsuwa jej własna wyobraźnia, jest zatarta nie do rozróżnienia, co znowu powoduje uczucie dyskomfortu - czy faktycznie wyobrażenia mogą być tak różne od rzeczywistości, tak częste, tak realne? Wierzę, że autorka oddała takie stany wiernie, choć przyznaję, że momentami się nad tym zastanawiałam - szczególnie w chwili, gdy wizje na chwilę ustąpiły.
To ważny element fabuły, ale nie dominujący - to tylko jeden z elementów kreacji postaci, który ma uwrażliwić czytelnika na zdrowie psychiczne. Poza tym Bogna mierzy się z innymi problemami - wątpliwościami w związku, które wynikają z jej profesji, niepewnością związaną z tym, komu tak naprawdę może ufać. Bo czy poczucie, że wokół niej mogą czaić się wrogowie są kolejnym wytworem jej umysłu czy może dobrą intuicją?
„Z tej lekcji nauczyła się jednego: nikomu nie zdradzaj swoich sekretów. Nigdy. Bo przyjaciel z dziś może być wrogiem jutro i bez skrupułów rzuci cię na pożarcie wygłodniałym hienom.”
Choć Bogna prezentuje przed czytelnikiem największe dylematy moralne i duże rozchwianie emocjonalne, to nie tylko ona zmaga się z trudami codzienności życia funkcjonariusza wywiadu. Podobną ilość uwagi poświęcamy jej przełożonemu i przyjacielowi O’Harze, którego małżeństwo jest w ostatniej fazie wypalenia… O’Hara nie zgłębia się aż tak we własne wnętrze, jednak i on nie jest pozbawiony własnych koszmarów - dręczą go decyzje, które musiał podjąć, zatajanie prawdy przez współpracownikami, a przede wszystkim przed Bogną…
„Zadziwiające, że w sztuce oddalania się od siebie zdobyli mistrzostwo bez żadnego treningu.”
Intryga fabularna skupiona jest wokół postaci Bogny, w pewien sposób wynika z tomu pierwszego, choć autorka w “Dosiadzie” przypomina kluczowe fakty, dzięki czemu czytelnik mający z tymi postaciami do czynienia po raz pierwszy również się w fabule nie pogubi. Tak naprawdę zagadka nie jest rozbudowana, na pewno nie jest też tak dynamiczna, jak literatura szpiegowska nas do tego przyzwyczaiła, ale w mojej ocenie to duży plus tej powieści - w końcu możemy zajrzeć za kotarę pracy służby wywiadowczych, które do tej pory były dla nas mocno koloryzowane. Oczywiście nie znaczy to też, że historia nie jest porywająca - autorka doskonale łączy intrygę z psychologiczną stroną postaci sprawiając, że ich losy mocno angażują, a rozwiązanie akcji ciekawi tak mocno, że trudno z czasem od lektury się oderwać. Rozwiązanie zagadki jest satysfakcjonujące, a równocześnie pozostawia otwartą furtkę dla tomu trzeciego, jak udało mi się dowiedzieć - ostatniego.
„Ostatnie dni uświadomiły jej, że obraz świata zależy wyłącznie od perspektywy. To, co jednego dnia wydaje się pewne, następnego może okazać się iluzją.”
Mam wrażenie, że w “Dosiadzie” Katarzyna Gołda jeszcze mocniej skupiła się na codziennych zmaganiach funkcjonariuszy ABW niż w “Złotym spadochronie”. Zmaganiach, które nie polegają tylko na tajnych akcjach szpiegowskich, ale też na walce z samym sobą, ze swoim organizmem, ze swoim życiem prywatnym i rolą społeczną. Bardzo wyraźnie widać to w kontraście Bogna kontra młodsza funkcjonariuszka z króciutkim stażem - Bogna doprowadziła się na skraj wyczerpania, a jej młodsza stażem koleżanka ciągle jest naładowana pozytywną energią do działania, ciągle czeka na jakąś typowo szpiegowską akcję. To ogromny atut tej powieści, z którego autorka korzysta umiejętnie. Sprawnie prowadzona akcja, dobre wyważenie akcji i przeżyć wewnętrznych postaci, a do tego zimowa, przedświąteczna Warszawa w tle, tworzą powieść inną niż wszystkie, jakie miałam okazję czytać w tym gatunku literackim. Bardzo podoba mi się to, co już teraz prezentuje Katarzyna Gołda, a choć drobne elementy powieści wymagają jeszcze lekkiej korekty, to już widać, jak dużo ta autorka może wnieść w polską literaturę szpiegowską (a może i nie tylko!).
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!