Autor: Bernard Minier
Tytuł: H
Cykl: Martin Servaz, tom 9
Tłumaczenie: Elżbieta Derelkowska
Data premiery: 13.10.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał
Choć Bernard Minier już w dzieciństwie
zdecydował, że chce pisać, to jednak ścieżka do debiutu literackiego była długa
- po raz pierwszy książka z jego nazwiskiem na okładce na francuskich półkach
księgarskich stanęła w 2011 roku, gdy sam autor miał już 51 lat. Od tego czasu
jego życie się zmieniło - jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych francuskich
twórców powieści kryminalnych, ze sporą liczbą nagród literackich na koncie,
tłumaczeniami na 28 języków i kilkoma milionami sprzedanych egzemplarzy, a
nawet i ekranizacją debiutu, która w 2017 roku pod tytułem “Lód” zagościła na
Netflixie. Seria z Martinem Servazem towarzyszy mu od samego początku kariery,
to tomem pierwszym z tym bohaterem pt. „Bielszy odcień śmierci” wkroczył na
rynek i podbił serca czytelników. Pomiędzy kolejnymi tomami wydał też kilka
osobnych powieści, a od 2022 roku rozpoczął nową serię - tym razem z kobiecą
bohaterką Lucią Geurrero (recenzje - klik!).
Bernard Minier jest w Polsce znany i lubiany,
kilka razy odwiedził nasz kraj, a w 2019 roku podczas pobytu został nagrodzony
Honorową Nagrodą Wielkiego Kalibru. Wątek polski przewija się też przez jego
najnowszą powieść pt. “H”, dziewiąty tom z Servazem, który można czytać bez
zachowania chronologii serii.
Druga połowa grudnia 2022 roku, okolice
Tuluzy. Kilka miesięcy temu po raz drugi spod opieki służb uciekł groźny
seryjny morderca Julian Hirtmann, z którym los komendanta Martina Servaza już
nieraz skrzyżował ścieżki. Z powodu ich skomplikowanej historii Servaz wraz z
rodziną został przeniesiony w inne miejsce, które nieustannie pilnowane jest
przez policję. Powinien się nie wtrącać, jednak po otrzymanym mailu nie może
siedzieć w miejscu - napisał do niego francuski pisarz, który zamierza wydać
książkę true crime o ucieczce i poszukiwaniu Hirtmanna, nad czym pracuje z grupą
internetowych detektywów-amatorów. Czy naprawdę mogli zdobyć jakieś przydatne
tropy? Wygląda na to, że to z Hirtmannem wiążą falę zaginięć młodych kobiet,
które znikały przed lat i teraz zaczęły znikać znowu. Zanim Servazowi uda się
dokładnie przyjrzeć tej teorii, musi wracać do pracy - ktoś zamordował znanego
dziennikarza, a na miejscu zdarzenia odkryto ślady, które mogą wskazywać na
powiązania z poszukiwanym… Tylko dlaczego przy tak dużej aktywności Hirtmann
pozostaje ciągle tak mocno nieuchwytny?
Książkę otwiera kilka artykułów prasowych
dotyczących ucieczki Hirtmanna i podejrzanych zbrodni, które są mu
przypisywane, po czym historia dzieli się na części: cztery, a każda z nich
opatrzona jest cytatem bądź dwoma. Części rozpisane są na 76 rozdziałów,
numerowanych i tytułowanych, o różnej długości - od niecałej strony po kilka.
Pisane są z perspektywy naprzemiennej w narracji trzecioosobowej czasu
przeszłego. Styl powieści jest dojrzały, elokwentny - autor tak samo dobrze
radzi sobie z filozoficznymi wstawkami, co z dynamicznymi, napakowanymi
emocjami dialogami. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, w którym zawsze jest
miejsce na psychologię postaci i refleksje na temat czasów współczesnych, nie
brakuje też klimatycznych opisów przyrody.
“Powinien był wyczuwać uspokajającą obecność gór za plecami, ale czuł raczej atmosferę nowoczesnego piekła, gehennę pożerającą wnętrze gór i wypluwającą je w postaci betonu, kruszywa i innych materiałów przeznaczonych do zasypania planety.”
Bo w serii z Martinem Servazem Pireneje, gdzie
toczy się akcja, zawsze odgrywają ważną rolę. I w tym tomie nie jest inaczej -
wraz z bohaterem przedzieramy się przez ośnieżone góry, małe wioski i lasy.
Autor bardzo plastycznie oddaje krajobraz - raz w cieple płynącego z kominka
dając poczucie bezpieczeństwa, by za chwilę w ciemnym domu otoczonym lasem
pobudzić klimatem grozy. Zima przedstawiona w tej książce wydaje dźwięki,
skrzypi i mrozi.
“To miejsce mogłoby przypominać baśniową krainę, gdyby Servaz nie wiedział, jakich strasznych wydarzeń było świadkiem.Ale, z drugiej strony, czy baśnie nie były pierwotnie opowieściami o okropnościach? W każdym razie zanim Walt Disney starannie je ocenzurował, usuwając z nich całą krew, kazirodztwo, morderstwa i aluzje seksualne, by tego oszczędzić delikatnym nowym pokoleniom.”
Intryga kryminalna, choć oparta jest o dawne
losy Servaza, prowadzona jest tak, by czytelnik sięgający po “H” bez znajomości
wcześniejszych tomów nie czuł się poszkodowany. Co ciekawe, mimo ucieczki
Hirtmanna jako bazy, tak naprawdę to zdarzenie pozostaje w tle, a od samego
Hirtmanna więcej uwagi przyciągają postacie, które na historii tego mordercy
chcą się wybić. Fabuła zatem zbudowana jest z kilku tak naprawdę oddzielnych od
siebie historii, a każda jest różna od poprzedniej. Zagadka kryminalna nie
idzie klasyczną ścieżką, a choć przez całą powieść śledztwo kryminalne jest
prowadzone, to jednak dopiero pod koniec powieści skutecznie przejmuje uwagę
czytelnika. Kilka scen akcji przeplata się z bardziej statycznymi obrazami, by
na koniec kilkakrotnie zaskoczyć - szczególnie jeden zwrot akcji stawia całą
opowieść do góry nogami, a ogromem konsekwencji, jakie niesie, sprawia, że
pozostałe na jego tle bledną. W początkowych tomach serii Minier przyzwyczaił
czytelnika do mocnych scen zbrodni - w tym tomie nie ma ich za wiele, choć nie
mogę powiedzieć, że nie ma ich wcale.
“(...) zdjęcia stały się kolejną formą gwałtu.”
Historia złożona jest z trzech męskich
perspektyw: Servaza, prezentera telewizyjnego i pisarza. Perspektywa Servaza
jest najbardziej osobista - czytelnik szybko jest w stanie wyczuć, że Servaz
jest już zmęczony. Ogrom spraw, jakie przez ostatnie piętnaście lat prowadził,
straty, z jakimi w tym czasie musiał się pogodzić, w tym ta najświeższa ciągle
jeszcze niezabliźniona, mocno wpływają na jego zapał i sposób postrzegania
świata. Podczas lektury kilka razy miałam wrażenie, że to postać, której już
specjalnie nie zależy, która mimo tego, że gdzieś tam nadal próbuje oczyścić
świat z mroku, już nie wierzy, że faktycznie może coś zmienić. Postać Servaza
porusza wątki rodziny, związku, rodzicielstwa, a jego zamiłowanie do muzyki
klasycznej i równie klasycznych powieści wnoszą ją na bardziej wysublimowany
poziom od większości jego kolegów po fachu.
“Pomyślał o żałobie, o tych, którzy nas opuszczają, a których cienie towarzyszą nam do samego końca - cienie rzucane na ścianę naszych krótkich żywotów. Pomyślał o upływającym czasie, o wszystkich tych cennych wysepkach radości w oceanie udręk i wątpliwości. Zastanawiał się, jak niektórzy mogą wciąż wierzyć w to, co wierzą. Zazdrościł im. Na tym świecie było tyle znaków, które wołały do nas, że nikogo nie ma, że jesteśmy sami.”
Drugą perspektywę przedstawia pisarz true
crime, dzięki któremu możemy przyjrzeć się, jak ludzka tragedia jest
beletryzowana. To on zaciera granicę pomiędzy dramatem jednostki, a fikcją,
która ma za zadanie dostarczyć odbiorcy rozrywki. To on odpowiada w powieści z
kilka scen balansujących na granicy grozy, a jego udział w intrydze długo
pozostaje niejasny.
“Wiem, o czym pan myśli: o książce, którą pan napisze, o sukcesie. Ale to nie są tylko historyjki do opisania, Sachs, i pan powinien lepiej niż ktokolwiek wiedzieć, że to dramaty prawdziwych ludzi.”
Prezenter telewizyjny, który przyjmuje trzecią
perspektywę, z kolei prezentuje największe zdeprawowanie - dla niego dramat
jednostki to nie fikcja, a dobra zabawa, którą może przed innymi grać, tak by
zwiększyć swoją popularność. To postać, która w paskudny sposób wykorzystuje
władzę, zdeprawowana i zła, która każdą z relacji potrafi wypatrzyć.
“Postman pisał o tym, co on już wiedział, zanim zaczął stawiać pierwsze kroki w telewizji, a mianowicie, że polityka, wiadomości, sport, kultura i religia zamieniają się w rozrywkę, gdy tylko przejdą przez filtr telewizji (...). Tyle, że ta książka została napisana dawno temu, na długo przed tym, zanim Internet i portale społecznościowe całkowicie zmieniły sytuację. Nie chodziło już o rozrywkę, tylko o wojnę ideologiczną, która szalała na wszystkich frontach - zarówno w telewizji, jak i w sieci - wojnę bezlitosną, w której każdy, kto myślał inaczej, stawał się wrogiem do pokonania, śmiertelnym wrogiem.”
W serii z Servazem jest jeszcze jeden punkt
obowiązkowy, którego nie mogło zabraknąć i w tym tomie. Chodzi o refleksje na
temat przemocy i współczesności, krytykę świata, w którym coraz mniej jest
miejsca na empatię i drugiego człowieka, a coraz więcej na własne uciechy. W
którym tragedia drugiej osoby staje się rozrywką dla mas przynoszącą korzyść
finansową tym, którzy krzyczą i dramatyzują najgłośniej. To świat, w którym
coraz mniej miejsca na prawdę, bo ta wypierana jest przez kolorową fikcję. Czy
naprawdę w takim świecie chcemy żyć? Sporo tu gorzkich refleksji, a jednak nie
da się uciec od ich trafności…
“(...) takie pojęcia jak edukacja, wiedza i prawda zniknęły z większości programów. A normą stały się niespójność, trywialność, powierzchowność i nijakość.”
“H” Bernarda Miniera to z pewnością nie jest
szablonowy kryminał. To powieść świetnie oddająca klimat surowej, pirenejskiej
zimy, historia kryminalna, która ma uczulić czytelnika na tę dziwną potrzebę
przemienienia zbrodni w rozrywkę. Tu świat odbity jest w ciemnych, acz prawdziwych
barwach, a wizja ma siłę zmiany perspektywy. Z drugiej strony jednak zagadka
kryminalna jest duszna, momentami makabryczna, napawająca grozą czy
obrzydzeniem, która przez spokojne tempo i lekkie rozmycie na tle innych wątków
chwilami pozwala, by uwaga czytelnika zawędrowała gdzie indziej. Najciekawszym
jej momentem jest tak naprawdę finalny twist, którego w żadnym razie się nie
spodziewałam! Choć “H” ma swoje słabsze momenty, to i tak bezsprzecznie
wyróżnia się na tle tego, co dostarcza nam współczesny rynek kryminalny.
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem
Wydawniczym Rebis.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


.jpg)





