Autorka: Darcy Coates
Tytuł: Martwy sezon
Tłumaczenie: Ewa Ziembińska
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: horror / thriller kryminalny
Darcy Coates to australijska autorka szeroko
pojętych horrorów - w swojej twórczości sięga zarówno po wątki gotyckie, jak i
kryminalne, część jej powieści zahacza o fantastykę, część osadzona jest w
naszym całkowicie realnym świecie. Od lat anglojęzyczne wersje jej powieści
zdobywają listy bestsellerów, na koncie ma dobrze ponad trzydzieści pozycji, a
jednak dopiero teraz po raz pierwszy pojawiła się na rynku polskim! I robi to
powieścią z roku 2023, “Martwym sezonem”, który równie dobrze wpasowuje się w
ramy podgatunku horror slasher, jak i w dość krwawą wersję thrillera
kryminalnego.
To miały być piękne wakacje. Dwa tygodnie w
luksusowym hotelu położonym wysoko w Górach Skalistych, teraz pokrytych białym
puchem, spędzone w towarzystwie kochającego chłopaka, a kto wie, może już
narzeczonego? W końcu Kiernan zaproponował Christy wyprawę w miejsce, które
jest dla niego szczególnie ważne, to w tych rejonach spędził swoje dzieciństwo.
To chyba coś znaczy, prawda? Niestety nic nie idzie po ich myśli - w drodze do
hotelu, którą odbywają z innymi dziewięcioma osobami, najpierw napotykają
powalone drzewo na drodze, potem łapie ich śnieżyca, w wyniku której Christa
rozdziela się z Kiernanem. Kiedy zdaje sobie sprawę, że w tych warunkach się
nie odnajdą, kieruje się w dół, gdzie trafia do chaty, niewielkiego domku, w
którym znajdują się pozostali uczestnicy wyprawy - to tam schronili się przed
zamiecią. Oczywiście zaraz rusza ponownie szukać Kiernana, niestety na niewiele
się to zdaje. Czy jej chłopak naprawdę mógł zginąć w tej śnieżycy? Niemożliwe,
Kiernan jest silny, na pewno się nie podda... Ale szybko okazuje się, że to nie
jedyny problem Christy - po nocy w chacie, że jednego z jej współtowarzyszy brakuje.
Znajdują go niedaleko, ktoś go brutalnie zamordował i wystawił im na pokaz. Gra
się rozpoczęła, a Christa czuje w kościach, że nikt z nich nie wróci z tej
wyprawy żywy.
Książka rozpisana jest na 78 kilkustronicowych
rozdziałów pisanych z perspektywy Christy w narracji pierwszoosobowej czasu
teraźniejszego, co przywodzi na myśl thrillery psychologiczne - i trochę tak
jest, w końcu przez taką formę narracji czytelnik widzi świat subiektywnie,
zabarwiony emocjami i myślami głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się w
miarę linearnie, przede wszystkim jesteśmy tu i teraz, w niewielkiej chatce w
górach, narratorka zaledwie kilka razy cofa się we wspomnieniach do zdarzeń przeszłych,
tych, które w jakiś sposób wpłynęły na to, kim jest teraz. Styl powieści jest
podyktowany sposobem narracji - jest sporo opisów, przemyśleń i dedukcji
głównej bohaterki, ale nie brakuje i dialogów, które prowadzone są sprawnie.
Język powieści jest codzienny, ale nie jest wulgarny, autorka nie ucieka się do
przekleństw, a opisy zbrodni, choć są dość krwawe, to jednak nie są tak mocne,
jak najczęściej ma to miejsce w slasherach - autorka nie rozsmakowuje się w
makabrycznych opisach, a po prostu oddaje je na tyle dokładnie, by czytelnik
był w stanie poczuć grozę sytuacji.
A ta budowana jest naprawdę dobrze. Autorka
korzysta z naturalnych warunków, jakie dają Góry Skaliste, czy jakiekolwiek
wysokie góry w czasie tak zwanego martwego sezonu - miejsce oddalone od
cywilizacji podczas górskiej zamieci zostaje całkowicie odcięte od świata.
Swoje postacie zamyka w bardzo małej przestrzeni - jednopokojowym domku, który
stoi w dolinie pośrodku niczego. Postacie zatem mają schronienie, mają gdzie
się ogrzać i schować przed zacinającym śniegiem, nie mają jednak za wiele
sprzętu do dyspozycji. Już samo odcięcie od świata, które nie wiadomo jak długo
może potrwać, jest sytuacją lekkiej grozy, bo z jednej strony w chatce nie ma
żadnych zapasów, z drugiej każde wyjść w zamieć jest sytuacją niebezpieczną dla
życia - można się przecież zgubić w tej bieli i po prostu zamarznąć lub spaść w
górską przepaść.
“Takie góry mogą pochłonąć samotnego człowieka. Wciągnąć go tak głęboko, że nikt nie znajdzie nawet kości.”
Ten strach przed morderczymi warunkami
pogodowymi jest dobrze wyczuwalny, gdy narratorka wędruje samotnie, jednak nie
on budzi największą grozę - ta zaczyna się, gdy ktoś rozpoczyna mordować.
Autorka dobrze kieruje poczuciem zagrożenia, które może nadejść z każdej
strony, sytuacji, w której nie wiadomo komu można ufać, a kogo się wystrzegać -
w końcu wszyscy są obcy, wszyscy są podejrzani. A może w ogóle zagrożenie czai
się na zewnątrz? Przecież nikt nie powiedział, że morderca na pewno znajduje
się wśród nich. Ale gdzie mógłby się schować?
“Wszystkie ślady zniknęły. To przerażające, jak szybko i sprawnie śnieżyca jest w stanie wymazać nasze istnienie.”
Intryga powieści zbudowana jest na dwóch
pytaniach: kto? i dlaczego? Z początkiem fabuły uwaga czytelnika jest
podzielona na kilka punktów, a to, co czujemy, to przede wszystkim
dezorientację bohaterki. Kiedy dochodzi do pierwszych morderstw nadal czujemy
się podobnie, dopiero gdzieś w okolicach połowy książki intryga zaczyna się
zagęszczać, a my dostrzegamy jak dokładnie jest zbudowana, jak dobrze
posplatane są wszystkie nitki. Tu twisty fabularne pojawiają się w odpowiednim
momencie, raz po raz zmieniając kolejne pojawiające się w naszej głowie
hipotezy. Historia zaskakuje i nie można jej odmówić przemyślanej budowy, a
jednak nie da się nie zauważyć kilku naciągnięć fabularnych, które wypadają
nieco naiwnie, nieco nierealistycznie - to detale, niemniej jednak to one
sprawiają, że historię uznaję za dobrą, ale nie doskonałą.
“(...) okolica wydaje mi się niewymownie, straszliwie wręcz obca. Nie tylko obca - agresywna. Jakby otaczały nas wilki, tuż poza zasięgiem wzroku, szczerząc kły za naszymi plecami. Jakby sama ziemie szykowała się do rozstąpienia, żeby wessać nas w przepaść, która zamknie się pod naszymi wykrzywionymi krzykiem twarzami.”
Nie jest to jednak też typowa tylko i
wyłącznie rozrywka. To powieść o sile natury, ale też o odpowiedzialności, o
codziennych małych decyzjach, które w pewnych sytuacjach mogą przybrać wagę
życia i śmierci. Jak odróżnić te nieznaczące, od tych, które będą miały poważne
konsekwencje? Małe gesty, które w momencie ich wykonania, zdają się nic nie
znaczyć, w odpowiednim świetle mogą przecież mieć katastrofalne skutki. Czy
jesteśmy to w stanie przewidzieć?
“Na nadziei nie wolno polegać.Ale czasem potrzebujemy jej, żeby przetrwać.”
Na koniec muszę wspomnieć również o postaciach
powieści. Jedenaście osób, z których już na starcie robi się dziesięć, za
chwilę dziewięć… Grono bardzo różnorodne, a jednak równie mocno podejrzane. Bo
czy nie ci, którzy wydają się najłagodniejsi, nie powinni się okazać tymi
najgroźniejszymi? Autorka umiejętnie przeprowadza nas przez kolejne sceny tak
naprawdę niewiele o postaciach zdradzając, przez co czytelnik ciągle nie jest
pewny na którego z nich postawić, kto może za tym wszystkim stać. Chciałoby się
napisać, że przynajmniej Christę poznajemy dobrze, ale też nie - ta bohaterka
dość długo skrywa pewien sekret przeszłości, a o sobie mówi nam tylko to, co
chce. Niemniej jednak trzeba jej przyznać, że do zadania wytypowania mordercy
podchodzi całkiem racjonalnie, słucha, obserwuje, jest tak czujna, jak tylko
głód i niewyspanie jej na to pozwalają. To dobra kreacja, odpowiednia do
opowiedzenia tej historii.
“Można powiedzieć, że zawdzięczam ojcu wiele rzeczy. Niesamowicie rozwiniętą umiejętność odczytywania języka ciała innych ludzi, nienawiść do mocnych trunków oraz nieufność wobec osób, które po nie sięgają.”
“Martwy sezon” to klaustrofobiczna powieść, w
której zagrożenie płynie z dwóch stron - tej trudnej do okiełznania,
nieprzewidywalnej natury, w której śmierć może przynieść mróz i śnieg oraz
ludzkiej, jeszcze bardziej brutalnej, morderczej. Autorka sprawnie buduje
napięcie powoli wprowadzając nas w tej biało-szary świat, by za chwilę chlapnąć
nam czerwienią i utrzymać już te trzy kolory w różnej konfiguracji do końca.
Dobre, zaskakujące twisty fabularne i postacie, które wykreowane są tak, że
trudno samodzielnie wytypować mordercę sprawiają, że jest to lektura
satysfakcjonująca, a stopniowo zagęszczająca się akcja sprawia, że z czasem
trudno jest się od niej oderwać. Przyznam, że mnie przez większą część powieści
ciekawiło przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? i to co
dostałam, mnie nie rozczarowało. Mam nadzieję, że teraz Darcy Coates zagości na
polskim rynku na stałe! Takie slashery mogę czytać 🙂
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Muza.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!









