stycznia 16, 2020

"Złe spojrzenia" Daria Orlicz

"Złe spojrzenia" Daria Orlicz

Autor: Daria Orlicz
Tytuł: Złe spojrzenia
Cykl: Stracone dusze, tom 5
Data premiery: 05.11.2019
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 304

Daria Orlicz to pseudonim kryminalny polskiej pisarki Katarzyny Misiołek, znanej autorki powieści obyczajowych. W przeciągu 13 miesięcy na polskim rynku wydawniczym ukazało się 5 tomów cyklu „Stracone dusze”, w którym autorka odkrywa swoje mroczniejsze oblicze. Każdy tom cyklu jest ze sobą powiązany, bohaterowie znani już od pierwszej książki pt. „Diabelski młyn”, pomimo niewielkich zmian, w każdym tomie odgrywają naprawdę dużą rolę, więc nie radzę akurat w tym przypadku zaczynać cyklu od środka. Na blogu opublikowałam recenzje dotyczące trzeciego tomu pt. „Drapieżcy” (klik!) oraz czwartego pt. „Cudze grzechy” (klik!). Autorka zapowiada, że teraz musi sobie zrobić przerwę od tego cyklu, nie wyklucza jednak, że kolejne tomy powstaną.
Ja, po przeczytaniu tego tomu, zgadzam się co do tego, że przerwa autorce się przyda 😊

W drugi dzień Bożego Narodzenia na cmentarzu zamordowany zostaje jedenastoletni chłopiec, ministrant. Ktoś poderżnął mu gardło. Okoliczni mieszkańcy oskarżają o to młodego księdza, wikarego, który od niedawna sprawuje posługę w ich kościele, a który, jak wszystkim wiadomo, był z chłopcem dosyć blisko. Policja jednak nie ma dowodów na winę księdza, w ogóle poszlak w tym temacie nie ma za wiele... Śledztwo praktycznie stoi w miejscu, kiedy dochodzi do kolejnego zdarzenia – szesnastoletni chłopiec ucieka z poprawczaka, a lekko upośledzona trzydziestoletnia dziewczyna pracująca w kuchni uznana zostaje za zaginioną... Czy sprawy się ze sobą łączą? Kto zabił chłopca? Czy okoliczna ludność ma rację?

Książka składa się z 33 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, zawiera sporo zgrabnych dialogów. Książkę czyta się szybko, jest napisana w przejrzystym i przyjemnym stylu. Nie mogę się jednak nie przyczepić do kilku spraw: miałam wrażenie, że w tym tomie bohaterowie zdecydowanie za często sięgają po wulgaryzmy, co mocno kłuło mnie w oczy. Wiem, że od początku cyklu bohaterowie nie byli święci i używali rynsztokowego języka, jednak chyba nie w aż takim natężeniu. W tomie 5. bardzo rzuca się to w oczy. Druga sprawa, która trochę mnie irytowała, to jedno określenie na pogodę – ‘zadymka’. Szkoda, że autorka nie pokusiła się o jakieś synonimy, bo przy którymś już pojawieniu się tego słowa w tekście zaczyna się mieć na nie lekkie uczulenie...

Miło było spotkać znane postacie, w fabule pewną rolę odgrywają znowu Kiciuś, jego Gosia, Hanka, Ola i Jeremi oraz jak zawsze wspomnienie Bugaja. Pomiędzy postaciami nie dzieje się jednak dobrze i tutaj miałam wrażenie, że konflikty były stworzone trochę na siłę, a późniejsze ich rozwiązanie za błahe. Jednym słowem trochę takie nieżyciowe.
Oczywiście, jak w każdym cyklu, zagadka kryminalna opiera się na nowych postaciach, które na pewno mają potencjał. Niestety, wydaje mi się, że mocno niewykorzystany. Już w poprzednim tomie dostrzegłam, że autorka mnoży w jednej krótkiej książce wątki kryminalne, jednak tam jeszcze to było jakoś uzasadnione i poskładane w całość. Tutaj niestety miałam wrażenie, że autorka ma za dużo pomysłów, ale nie umie ich ciekawie rozwinąć. W jednym krótkim tomie mamy zagadkę z morderstwem chłopca, ucieczką z poprawczaka, morderczynią noworodków plus osobiste problemy przynajmniej dwóch par. Dużo jak na 300 stron, prawda? Szkoda, że autorka nie zdecydowała się po prostu na jeden temat, nie pociągnęła tak zajmującego tematu jak podejście ludzi do wiary, i kościoła, szybkie osądzanie, pozornie szczęśliwe rodziny. Myślę, że gdyby ten tom opierał się tylko na tym jednym temacie, ale bardziej rozwiniętym, plus wątki osobiste znanych bohaterów (też bardziej ograniczone), to historia tylko na tym by zyskała. Tu jednak na każdej stronie niby coś się działo, ale było to bardzo wymieszane i potraktowane po łebkach, na czym ucierpiała całość.

W każdym z tomów autorka poruszała jakiś ważny i aktualny temat. Tutaj podejrzewam, że właśnie tym tematem miał być stosunek do księży, to że teraz wszyscy postrzegani są za pedofilów i innych zwyrodnialców i zapowiadał się naprawdę dobrze i ciekawie. Szkoda, że nie został przeanalizowany głębiej, a problem, który ostatecznie stał za zabójstwem nie został zasygnalizowany wcześniej i nie opisany dokładniej.

Nie będę dzisiaj przedłużać, ze względu na sentyment do serii i jak zawsze przyjemny styl nie oceniam książki najniżej, jednak przez ilość tematów potraktowanych po łebkach, nagromadzenie nieuzasadnionych wulgaryzmów i duże epatowanie seksualnością (na co mam ogromne uczulenie w kryminałach!!!) nie mogę uznać tego tomu za udany. Mam nadzieję, że przerwę w tworzeniu kryminałów autorka poświęci na odpoczynek od mrocznych tematów, a po czasie wróci do nas z ciekawymi, dopracowanymi i przemyślanymi tematami. Cyklu na pewno jeszcze z listy nie skreślam i trzymam kciuki, by autorka wróciła do formy z pierwszych tomów.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

stycznia 15, 2020

"Zmuszona, by zabić" Rachel Abbott - recenzja przedpremierowa

"Zmuszona, by zabić" Rachel Abbott - recenzja przedpremierowa

Autor: Rachel Abbott
Tytuł: Zmuszona, by zabić
Cykl: Stephanie King, tom 1
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 29.01.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 424

Rachel Abbott to jedno z najpopularniejszych nazwisk brytyjskich autorek thrillerów psychologicznych ostatnich lat. W 2010 roku jej firma, w której zajmowała się mediami interaktywnymi, została sprzedana i od tego czasu autorka poświęciła się pisaniu. W 2011 roku ukazał się pierwszy tom serii o Tomie Douglasie, która na ten moment liczy sobie 9 części. We wrześniu 2018 roku na angielskim rynku ukazał się pierwszy tom nowej serii, której tym razem przewodzić będzie kobieta. U nas w Polsce premiera tego cyklu zapowiedziana jest na 29 stycznia. Ja, dzięki uprzejmości Wydawnictwa, miała okazję przeczytać ją jeszcze przed premierą, z czego bardzo się cieszę, bo od lat chciałam się zapoznać z książkami tej autorki, jednak zawsze wypadało coś pilniejszego. Tym razem jednak ten tytuł miał pierwszeństwo i jedne czego mogę żałować, to to, że nie udało mi się poznać z twórczością Abbott wcześniej.
Tom drugi cyklu o Stephanie King w Anglii planowany jest na kwiecień tego roku i ma nosić tytuł „Zabójcza gra”. Mam nadzieję, że Filia nie karze nam długo na niego czekać!

„... niezależnie od tego, jak blisko kogoś żyjemy, nigdy tak naprawdę nie wiemy do końca, co ma w sercu.”

Anglia, miasteczko kurortowe nad morzem. Przy samym brzegu stoi okazały dom wydrążony w skale. Z jednej strony ma mur bez okien, z drugiej, od strony morza, same okna. Siedząc w przestronnym salonie ma się wrażenie, że siedzi się na plaży. Poniżej parteru dom ma jeszcze dwa piętra wykute w skale, z równe rewelacyjnymi widokami na wodę. Otoczony jest wysokim płotem, przez który nie sposób zajrzeć do środka. To dom pewnej amerykanki, która zginęła w nieszczęśliwym wypadku 3 lata temu. Teraz zamieszkuje go jej mąż, znany i ceniony fotograf, razem ze swoją nową partnerką i matką swojego dziecka – Evie.  Pewnej nocy dochodzi tam do tragedii, na miejsce której zostaje wezwana sierżant Stephanie King. Już samo miejsce zbrodni wygląda przerażająco, a Steph ma ciągle jeszcze w pamięci śmierć amerykanki sprzed lat, do której to właśnie ona również została wezwana... Co się wydarzyło tej nocy?

Książka składa się z prologu, trzech części i epilogu. Część pierwsza i trzecia są mniej rozbudowane, to jakby wstęp i zakończenie, część druga to trzon historii. W części pierwszej dowiadujemy się co działo się przed zbrodnią, w drugiej śledzimy przebieg sprawy na sali sądowej, w trzeciej następuje rozwiązania historii. Całość składa się na 72 krótkie rozdziały, narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wyjątkiem jest postaci Evie, która wypowiada się w pierwszej osobie. Styl powieści jest przyjemny, książkę czyta się bardzo szybko, do czego na pewno przyczynia się rewelacyjnie rozłożone napięcie, które zapewnia nam autorka. Przez całą lekturę czytelnik wie, że coś jest nie tak, ale historia tak się miesza i zbacza z tropów, że im dalej w lekturę, tym mniej jest się pewnym własnych odczuć. Od razu powiem, że dawno żadna książka nie trzymała mnie w ciągłym napięciu, więc już za to należą się autorce ukłony.

O bohaterce serii, Stephanie King dowiadujemy się niewiele. Nie ona odgrywa tu główną rolę, jednak pojawia się i reaguje w kluczowych dla historii momentach. Na pewno jest wytrwała i uparta, trochę dowiadujemy się też o jej życiu prywatnym, jednak by lepiej ją poznać, trzeba poczekać na kolejne tomy.
Cała historia opiera się tu na trzech postaciach – znanym fotografie Marku, jego siostrze, a zarazem menadżerce Cloe oraz jego partnerce Evie. Ta ostatnia pojawiła się w ich życiu przed rokiem i stopniowa wplotła się w ich życie. Cloe jest od Marka trochę starsza, nie ma własnej rodziny, Mark to jej całe życie, to jego karierze się poświęciła.
 O Marku nie dowiadujemy się bezpośrednio za wiele – znamy go głownie ze zwierzeń Cloe i Evie, które przedstawiają go w skrajnie różnym świetle, przez co czytelnik nie wie, co jest prawdą, a co nie.
Evie z kolei to też trochę tajemnicza postać. Wiemy, że kocha swoją małą córeczkę nad życie, to jej opiece się teraz poświęca. To postać trochę podejrzana, pojawiła się znikąd, namieszała w życiu pozostałych bohaterów, dla otoczenia wydaje się przyjemna i uczciwa, jednak kiedy to właśnie ona dochodzi do głosu, to daje znać czytelnikowi, że ma jakieś tajemnice... O co chodzi? Kim ona jest? Jaką faktycznie rolę w tym wszystkim odegrała? Przez całą powieść przyjdzie nam się nad tym zastanawiać.

Akcja powieści jest ciekawa. Jak pisałam, główny jej trzon toczy się na sali sądowej, co dla mnie jest dużym atutem. Bohaterowie często uciekają się do wspomnień i uczuć z nimi związanych, próbują uzasadnić to co dzieje się aktualnie. Akcja, jak to bywa w thrillerach z gatunku domestic noir, toczy się na niewielkiej przestrzeni i główny nacisk kładzie na zachowanie i psychologię postaci. Dla mnie historia poprowadzona została mistrzowsko, ciągłe napięcie i mieszanie w odczuciach i przeczuciach czytelników naprawdę robi wrażenie.

Całość opiera się na znanych już tematach jak zaufanie do drugiej osoby, z którą dzieli się życie, miłość matczyna i przemoc domowa. Nie ma w nich nic innowacyjnego, jednak przedstawione są ciekawie i zajmująco. Do tego na pewno przyczynia się też narracja, dzięki której czytelnik poznaje wydarzenia z różnych punktów widzenia.

Ogólnie powieść zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Podziwiam autorkę za to jak potrafi zwodzić czytelnika, ja w połowie lektury już naprawdę zaczęłam wątpić w moją intuicję, co nieczęsto mi się zdarza 😊 Jakby nie było rozwiązania zagadki się nie domyśliłam, więc końcówka też mnie zaskoczyła. Lubię, kiedy thriller psychologiczny okazuję się naprawdę wciągającą lekturą, co tutaj bezsprzecznie miało miejsce. Z niecierpliwością czekam na tom drugi i trochę zazdroszczę tym, którzy lekturę tej książki mają jeszcze przed sobą – czeka was kilka godzin naprawdę zajmującej i angażującej lektury!

Moja ocena: 8/10

Ze egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!


stycznia 13, 2020

"Człowiek, który był Czwartkiem" Gilbert K. Chesterton

"Człowiek, który był Czwartkiem" Gilbert K. Chesterton

Autor: Gilbert K. Chesterton
Tytuł: Człowiek, który był Czwartkiem
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Data premiery: 28.11.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 232

Gilbert K. Chesterton to znany brytyjski pisarz z początku XX wieku. Autor debiutował na łamach jednego z popularnych wtedy czasopism w 1900 roku. Od tego czasu aż do swojej śmierci napisał około stu książek, przyczynił się do powstania 200 kolejnych, setki wierszy, 5 sztuk teatralnych i około dwustu opowiadań, w tym jego chyba najsłynniejszy cykl o ojcu Brownie (księdzu – detektywie), co uczyniło go najpłodniejszym pisarzem wszech czasów. Nie zważając na te osiągnięcia, autor uważał się przede wszystkim za dziennikarza – napisał i opublikował ponad 4 tysiące artykułów. Był biegły nie tylko z literatury, ale także z historii, polityki, ekonomii i teologii. Te ostatnie odbiło się dużym echem – Chesterton zaczynał swoją karierę jako agnostyk, później przeszedł na anglikanizm, by w końcu w 1922 roku zdecydować się na katolicyzm, który miał spory wpływ na kształt jego twórczości.
Książka pt. „Człowiek, który został Czwartkiem” światło dzienne ujrzała w 1908 roku. Łączy w sobie wiele tematów, które były bliskie autorowi.

Tytułowy Czwartek tak naprawdę nazywa się Gabriel Syme i jest śledczym policyjnym, który zasila szeregi tajniaków próbujących rozbić ruch anarchistyczny. Gabriel podszywa się pod jednego z anarchistów i dzięki swojej inteligencji i sprytowi zostaje wybrany na członka Najwyższej Rady Anarchistów – rady, która składa się z 7 osób, a każda z nich nosi imię innego dnia tygodnia. Przewodniczy im wielki człowiek, urodzony lider – Niedziela. Gabriel musi zapobiec planowanemu zamachowi na cara i prezydenta Republiki Francuskiej, tak by sam zdołał ujść z życiem, a najlepiej by ostatecznie unicestwił cały anarchistyczny ruch. Czy mu się powiedzie? Jak sam w pojedynkę da radę pokrzyżować plany całego ruchu i Najwyższej Rady?

Książka składa się z 15 rozdziałów, z których każdy nosi tytuł krótki, ale znaczący. Wydana jest bardzo starannie, w twardej oprawie, z obwolutą oraz ciekawą grafiką na okładce.  Mimo niewielu stron niesie ze sobą wiele zajmujących tematów. To taka książka, której nie da się przeczytać jednym ciągiem. Trzeba zrobić przerwę, pomyśleć, odpocząć, by po kilku chwilkach wrócić do niej ze świeżym umysłem i chłonąć dalej każde słowo i każdą scenę.

Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, styl, mimo iż dawny, jest bardzo przyjemny. Książkę wbrew pozorom czyta się szybko i bez problemów.
„Dynamit niszczy dlatego, że się rozszerza, tak samo jak myśl! Mózg człowieka jest bombą!”
Każda scena powieści to istny majstersztyk! Mistrzostwem dla mnie jest scena otwierająca, albo może nawet dwie pierwsze sceny. To co tam się dzieje, te dialogi, wywody oratorskie, ironia, błyskotliwość wypowiedzi naprawdę robią ogromne wrażenie! Na pewno długo tej książki i tych scen nie zapomnę!

„Człowiek, który był Czwartek” to taka opowieść, o której można by napisać prawdopodobnie drugą książkę. Autor, mimo że powieść liczy niewiele stron, wykorzystał każdą z nich maksymalnie. Znajdziemy tutaj świetne, intrygujące postacie, które mocno mieszają w głowie. Sytuacje tak absurdalne i groteskowe, na jakie stać tylko Anglików. To trochę taki Monty Python 😉
„- (...)Nie! Ja może zwariowałem, ale ludzkość na pewno nie.- Wspaniały z ciebie człowiek – powiedział. – Ludzie na ogół uważają, że to inni zwariowali, a u ciebie jest na odwrót.”
W każdym jednym bohaterze i w każdej sytuacji autor zdołał przemycić jakieś większe znaczenie – wiele znajdziemy tu o ruchach i nierównościach społecznych, o stosunku do władzy, arystokratów i bogaczy. Najwięcej jednak jest tu nawiązań do religii, chociaż to znajdziemy chyba głównie w drugiej połowie książki. Z tego też powodu może nie jestem tą lekturą tak zachwycona jak mogłaby być wnioskując po pierwszej połowie, chociaż pomijając już te chrześcijańskie wywody i metafory pod koniec podziało się tam tyle, że dla mnie to było trochę za dużo. Ja jednak też nie jestem wielką fanką Monty Pythona, może po prostu nie do końca wszystko zrozumiałam.

Piszę tyle o absurdzie i Monty Pythonie, że chyba nie muszę dodatkowo podkreślać jak wiele humoru zawartego jest w tej powieści. Bardzo często parskałam śmiechem, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy przez całą historię.
„- (...) My nienawidzimy praw, tak samo jak nienawidzimy bezprawia. Zlikwidowaliśmy prawo i bezprawie.- Mam nadzieję, że zlikwidujecie również prawo i lewo (...). Znacznie bardziej mi przeszkadzają.”
Nie przedłużając, ogólnie powiem, że z książką spędziłam naprawdę dobre kilka godzin rewelacyjnej zabawy. Biorąc pod uwagę, że powieść liczy sobie już ponad 110 lat, myślę, że to bardzo dużo znaczy. Styl powieści jest rewelacyjny, tak inteligentny, tak bystry, że po prostu aż brakuje mi słów, by to opisać. To książka, która nie tylko bawi, ale i zmusza do myślenia, a nawet działania. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać, a osoby lubujące się w grotesce i absurdzie myślę, że docenią ją jeszcze bardziej!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

stycznia 12, 2020

Book tour z "Anonimową dziewczyną"!

Book tour z "Anonimową dziewczyną"!

Pamiętacie jeszcze o „Anonimowej dziewczynie” Pekkanen i Hendricks? To niebanalny thriller psychologiczny z końcówki roku 2019, na okładce którego możecie znaleźć moją rekomendację. Z kolei moją recenzję książki możecie naleźć tutaj (klik!), a dzisiaj przygotowałam dla Was book tour z tym tytułem. Zachęcam do udziału, bo nie dosyć, że książka jest warta przeczytania (zbiera naprawdę dużo entuzjastycznych opinii!), to i taki sposób dzielenia się lekturą i wrażeniami z niej jest całkiem ciekawym przeżyciem! 😊


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB w swoim poście. Będzie mi też bardzo miło jeśli wykorzystacie ktoryś z hastagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by sie nie zgubiła!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecienia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika!😊 Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło 😊


Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com

Listę uczestników zapiszę w tym poście w okolicy wtorku, środy.

Książka ruszy w podróż prawdopodobnie właśnie w środę 15 stycznia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.

Myślę, że to wszystko co trzeba było ogłosić, w razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!



Aktualizacja godzina 21:00

Mamy już (jeśli dobrze liczę😉) w sumie 32 uczestników, wiec zgodnie z zapowiedzią zamykam listę! Dzięki za szybką reakcję i dużą liczbę zgłoszeń! Zapraszam też na moje pozostałe 3 bt, do których odnośniki znajdziecie w zakładce na blogu😊



Lista uczestników:
1. @brunettebooks
2. @mamajagny
3. @szalona_bibliotekarka
4. @napisane_slowa
5. @zebookiempodreke
6. @agataczytaksiazki
7. @czyzewskamalwina
8. @weronisiaa07
9. @izuu_9_kwpt
10. @effka.be
11. @love_ksiazkowe_lusi
12. @justus228
13. @zaczytana_panna
14. @czerwonakaja
15. @annadyczko
16. @onaczytanoca
17. @moniaczytairecenzuje
18. @mojemalezycie
19. @pazurowy_mol_ksiazkowy
20. @revelacyjna
21. @zaczytana_kasiaa
22. @allbooksinmylife
23. @anniapk
24. @em_czyta
25. @sivvva85
26. @niefikcyjna
27. @bookarnia
28. @romanwroc
29. @dzuliareads
30. @justabooks
31. @ksiazka.w.pigulce
32. @kulkikuleczki

stycznia 11, 2020

"Zatrutka" Ewa Przydryga

"Zatrutka" Ewa Przydryga

Autor: Ewa Przydryga
Tytuł: Zatrutka
Data premiery: 20.09.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 360

„Zatrutka” to druga powieść Ewy Przydrygi. Autorka debiutowała w roku 2016 książką „Motyle i Ćmy”. Prywatnie jest nauczycielką i tłumaczką języka angielskiego, lubi podróże. Jej książki określane są jako thrillery psychologiczne, a „Zatrutka” zbiera wiele pozytywnych opinii. Czy i mnie ten tytuł zadowolił?

Historia „Zatrutki” dotyczy Piotra i Ani, młodego małżeństwa, któremu kilka miesięcy temu powiększyła się rodzina – urodziła im się córeczka, Basia. Piotr i Ania znają się od trzech lat, obydwoje są mocno doświadczeni przez życie. Teraz też nie jest im łatwo. Ania cierpi na depresję poporodową. Pewnego ranka Piotr budzi się i nie zastaje jej w domu. Jest karteczka - Ania poszła nad morze. Jej powrót jednak mocno się opóźnia. W końcu Piotr nie wytrzymuje i dzwoni na jej komórkę. Odbiera obca osoba, Ania zniknęła. Po dotarciu na miejsce Piotr znajduje porzucone ubrania, a po jego żonie nie ma śladu. Policja jest przekonana, że kobieta popełniła samobójstwo, jednak Piotr nie dopuszcza do siebie takiej możliwości. Czy ma rację? A może ślepo łudzi się bojąc sprostać prawdzie? Piotr decyduje się na samodzielne podjęcie śledztwa – musi dowiedzieć się co się stało i gdzie jest jego żona.

Książka od strony kompozycji złożona jest z prologu, 24 rozdziałów i epilogu. Wydana została starannie, w środku okładki znajdziemy całkiem przyjemnie wyglądającą mapkę wydarzeń. Mnie okładka do gustu nie przypadła, ale za to grzbiet ma bardzo ładny.



Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównym bohaterem jest Piotr. Styl, w jakim napisana jest książka, niestety kompletnie nie przypadł mi do gustu. Jest częściowo przesadnie bogaty w epitety, bardzo rozwlekły i za bardzo szczegółowy, a częściowo, jak dla mnie, za bardzo potoczny. Czytając książkę miałam wrażenie, że autorka jest ode mnie sporo młodsza i bardzo chce przenieść swój codzienny potoczny język na karty powieści. Dla mnie to duży minus, przez całą powieść się męczyłam, bardzo ciężko mi się tę książkę czytało. Zderzenie potoczności i prób nadania językowi ‘poetyckości’ w efekcie spowodowało dosyć karykaturalny wydźwięk.

A jak wypadli bohaterowie? Według mnie niestety też niekorzystnie. Miałam wrażenie, że obydwie główne postacie zebrały wszystkie nieszczęścia świata – ojciec Piotra był hazardzistą i alkoholikiem po czym popełnił samobójstwo zostawiając żonę i dwójkę małych dzieci. Po kilku latach matka i siostra zginęły pod kołami tira na wspólnej wycieczce rowerowej. Z kolei Anię przez całe życie obwinął jej ojciec za śmierć matki, która podczas ciąży zachorowała na raka. Ojciec utonął w żałobie, Anią opiekowała się starsza siostra, ale ta też ją zostawiła, bo uznała Anię za winną innego wypadku... i tak dalej, i tak dalej. Dziwne, prawda? A w chwili gdy się poznali nagle wszystko się zmieniło, Anna stała się całkowicie inną osobą. Według mnie jest to mocno naciągane.
Zachowanie każdego z bohaterów w powieści było mocno przesadne. Cały czas szarpani są dużymi emocjami, które tak jak szybko i bezzasadnie wybuchają, tak szybko się kończą, czy przechodzą w skrajnie drugie. Osoby, który poznały się chwilę temu, już zachowują się jak najbliżsi przyjaciele. Nie będę się już może rozpisywać o ich naiwności...

Teraz akcja. Tutaj też rozczarowanie. Spowalniana przez rozwlekły styl jest w sumie od początku do przewidzenia. Każdego ‘zwrotu akcji’ domyśliłam się dużo wcześniej, nic mnie tu nie zaskoczyło, nic nie zaciekawiło. To po prostu bardzo przewidywalna historia.

Wychodzi na to, że to tyle. Mimo że się starałam, tłumaczyłam sobie, że może sama się źle nastawiam, nie umiałam z książki czerpać przyjemności, a wręcz przez większą część lektury byłam mocno poirytowana. Nie wiem też co w niej tak naprawdę może się podobać, a tym samym  nie rozumiem tych pozytywnych ocen, z którymi się zetknęłam. Dla mnie to była kompletna strata nerwów i czasu, przeczytałam do końca tylko dlatego, że dostałam tą książkę do recenzji, więc musiałam być w stanie coś konkretnego o niej powiedzieć.

Moja ocena: 2/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res!

stycznia 10, 2020

"I żyli długo i szczęśliwie" C. C. MacDonald - zapowiedź

"I żyli długo i szczęśliwie" C. C. MacDonald - zapowiedź

Pora na pierwszą ważną dla mnie zapowiedź w tym roku! 12 lutego nakładem Wydawnictwa Otwarte ukaże się thriller obyczajowy autorstwa C.C. MacDonald pt. "I żyli długo i szczęśliwie". Jest to debiut autora, który do tej pory zajmował się aktorstwem i scenografią. Jak poradzi sobie w roli pisarza?

Sobota 09:19 Tamto wczoraj nie powinno się wydarzyć.To była pomyłka. Przepraszam.
Sobota 23:14 Dostałeś moją wiadomość?
Niedziela 03:47 Rozumiem. Nie będę Ci utrudniał życia. Nie bój się xx  

Naomi to nie do końca szczęśliwa mężatka: ma ukochaną córeczkę Prue, ale jej mąż Chris stał się ostatnio irytujący i nieobecny, a do tego od dłuższego czasu nie mogą począć drugiego dziecka, którego Naomi pragnie. Gdy kobieta poznaje Seana, ojca innego dziecka ze żłobka Prue, zaczyna z nim niewinny flirt. Nie umie jednak oprzeć się urokowi mężczyzny, kiedy słyszy: „Powiedz mi, żebym sobie poszedł…”Natychmiast żałuje swojej decyzji.Wyrzuty sumienia męczą ją jeszcze bardziej, gdy odkrywa, że jest w ciąży. Nie wie, kto jest ojcem dziecka, ale zrobi wszystko, by chwila słabości nie zrujnowała jej dotychczasowego życia.Naomi nie przeczuwa jednak, że stała się pionkiem w grze, w której stawką jest szczęście jej rodziny. Czy mimo to uda jej się zapobiec tragedii?


Brzmi ciekawie? Dla mnie tak! Ja już tak naprawdę jestem po lekturze i mogę Wam powiedzieć, że faktycznie jest interesująco. To dobra i przyjemna lektura na kilka relaksujących wieczorów. Więcej o niej napiszę Wam bliżej premiery. Dajcie znać czy jesteście zainteresowani!


Autor: C.C. MacDonald
Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 406

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.



stycznia 09, 2020

"Co mówią zwłoki" Sue Black

"Co mówią zwłoki" Sue Black

Autor: Sue Black
Tytuł: Co mówią zwłoki
Tłumaczenie: Adam Wawrzyński
Data premiery: 02.10.2019
Wydawnictwo: Feeria Science
Liczba stron: 416

Autorka książki „Co mówią zwłoki” Sue Black jest jednym z wiodących antropologów sądowych na świecie. Czym dokładnie zajmuje się antropolog sądowy? W skrócie badaniem kości. Na ich podstawie może wywnioskować wiele cech, którymi charakteryzował się żyjący człowiek, a co ważniejsze, dzięki ich zbadaniu często jest w stanie określić jak zginął. Sue Black wywodzi się ze Szkocji, liczy sobie niecałe 60 wiosen i na swoim koncie ma naprawdę pokaźną sumę osiągnięć. Wydała wiele publikacji naukowych, a teraz skusiła się, by napisać książkę o sobie, o swoim zawodzie, swoich doświadczeniach ze śmiercią. Dlaczego ją napisała? Jak sama przyznaje w posłowiu, głównie dla swoich córek, by pozostawić dla nich po sobie ślad, by mogły ją lepiej zrozumieć.

Książka składa się z wstępu, 13 rozdziałów oraz epilogu. Sue Black snuje swoją opowieść stylem bardzo przyjemnym w odbiorze, nawet gdy ucieka się do naukowych zagadnień, tłumaczy je w sposób bardzo przystępny dla laika. Autorka ma bardzo lekkie pióro, nie szczędzi czytelnikowi humoru, czym często udaje jej się rozładować naprawdę ciężkie tematy. Książka we mnie wzbudziła masę emocji, prócz wspomnianego parskania śmiechem, były też łzy, złość i niedowierzanie.



W tych trzynastu rozdziałach autorka porusza bardzo różne tematy. Ja sięgając po lekturę spodziewałam się dokładnych opisów dotyczących jej dnia pracy, może też kilku ciekawszych zagadnień z policyjnych śledztw. Dostałam jednak całkiem co innego. Z początku byłam zdziwiona i, nie będę ukrywać, lekko rozczarowana, jednak z biegiem lektury trochę oczekiwanych zagadnień prześlizgnęło się do tekstu, a dodatek personalny, prywatne wspomnienia i przemyślenia autorki na pewno dodały lekturze głębi. Teraz przy pisaniu recenzji, sprawdziłam jednak jak brzmi oryginalny tytuł i wydaje mi się, że tej rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami co do lektury a samymi wrażeniami z niej można było uniknąć. Po angielsku książka zatytułowana jest „All that remains: a life in death”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Wszystko co zostaje: życie w śmierci”. Myślę, że ten tytuł dużo lepiej oddaje ducha całej książki, od razu sugeruje rozważania na temat życia i śmierci oraz innych zbliżonych tematów.

Co faktycznie dostajemy w tej książce? Wiele prywatnych doświadczeń autorki – Sue Black opisuje jak została antropologiem, wspomina swoje pierwsze sekcje, a głównie podkreśla jak wiele nauczył ją dawca, który zdecydował się na przekazanie swojego ciała na cele naukowe, a na którym ciele razem z partnerem laboratoryjnym uczyli się ludzkiej budowy przez rok. W ciągu całej lektury Black kilka razy powraca do tematu ofiarowania ciała na cele naukowe, podkreśla jak ważne jest, by lekarze i przyszli antropolodzy na początku swojej kariery mieli styczność z prawdziwym ludzkim ciałem – tylko tak są w stanie nauczyć się dokładnie zawodu, a tym samym mogą w przyszłości nie tylko pomóc innym, ale i zmienić oblicze medycyny. Co ważne, autorka cały czas podkreśla, że wszystkie te darowizny traktują z ogromnym szacunkiem, a po skończonej pracy szczątki spalają i organizują im nabożeństwo żałobne.



Sue opowiada też sporo o własnych doświadczeniach śmieci – o swoim dziadku, ojcu, matce, co wtedy czuła, czego  żałuje i jakie te sytuacje wywołały przemyślenia.

Muszę powiedzieć, że autorka przez połowę książki ukrywa jak wiele zrobiła dla rozwoju antropologii oraz w jak wielu przypadkach po prostu pomogła bliskim odnaleźć ciała ich zmarłych. Dopiero w drugiej połowie przyznaje się, że była w Kosowie po wojnie o tej ziemie pomiędzy Turkami a Serbami z końca XX wieku. Pomagała w identyfikacji ofiar tsunami w Tajlandii z 2004 roku. Napisała przełomową książkę dotyczącą rozwoju kości dziecka. Pomogła w ogromnej liczbie spraw policyjnych dotyczących morderstw. Zmusiła rząd brytyjski do wprowadzenia procedur DVI (identyfikacja ofiar katastrofy) oraz jako pierwsza w Anglii i Szkocji zmieniła sposób trwałego przechowywania zwłok – już nie napełnia się ich formaliną, a specjalnym związkiem ‘solankowym’, dzięki czemu zwłoki są bardziej podobne do prawdziwych żywych ciał. Opracowała nowy sposób na identyfikacje pedofilów wykorzystując do tego rozkład żył w dłoniach, co jak się okazuje, jest równie indywidualną cechą co odcisk palca czy wygląd małżowiny usznej. Oczywiście prócz tych wszystkich i pewnie jeszcze większej liczby zasług, o których nie wspomniała, autorka ciągle naucza na szkockim uniwersytecie, a nauczanie ewidentnie ma we krwi. Ci, którzy mogą się od niej uczyć, myślę że dostępują naprawdę wielkiego zaszczytu.

Dodatkowo autorka wzbogaca tą lekturę własnymi przemyśleniami na temat życia i śmierci, z którymi jak najbardziej się zgadzam. Podkreśla, że strach przed śmiercią jest niepotrzebny, w końcu nie ma na świecie nic pewniejszego niż śmierć. Ważne by wykorzystać czas życia najlepiej jak potrafimy, a śmierć potraktować po prostu jako ten ostatni, zwieńczający wszystko etap.

Szczerze jestem z lektury zadowolona. Sporo się dowiedziałam o budowie ciała człowieka, o pracy antropologa sądowego, o postępowaniu w sytuacji katastrofy. Rozmyślałam razem z autorką o znaczeniu życia i śmierci, śmiałam się i płakałam nad jej opisami własnych doświadczeń. Myślę, że wszyscy, których choć trochę interesuje natura, człowiek i kryminologia oraz nie stronią od rozmyślań na określające nasze życie tematy, będą zadowoleni.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Feeria Science!

stycznia 06, 2020

"Morderstwo na święta" Francis Duncan

"Morderstwo na święta" Francis Duncan

Autor: Francis Duncan
Tytuł: Morderstwo na święta
Cykl: Mordecai Tremaine, tom 2
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Data premiery: 26.11.2018
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 312

Z książką „Morderstwo na święta” wiąże się całkiem ciekawa historia, którą dokładniej opisałam już w maju 2019, przy premierze pierwszego tomu cyklu o detektywie Mordecai Tremaine pt. „Morderstwo ma motyw” – klik! Tutaj przypomnę tyle, iż książka pierwotnie ukazała się w 1949, a w 2015 została odkryta na nowo, jednak poszukiwania jej prawdziwego autora sprawiły wydawcom nie lada wyzwanie. Autor cyklu o Tremaine żył do 1988 roku, jednak pisał tylko do lat 50. Na swoim koncie ma ponad 20 tytułów, z czego w Wielkiej Brytanii wznowionych zostało jak na razie tylko 5. Mam nadzieję, że ta liczba szybko się powiększy oraz, że polski wydawca szybko przetłumaczy pozostałe 3 dostępne na ten moment tytuły. Mnie ten cykl oczarował już przy pierwszym tytule, teraz, podczas lektury drugiego, moja miłość się tylko utrwaliła 😊

Akcja „Morderstwa na święta” toczy się w starym szlacheckim dworku na odległej angielskiej prowincji. Właściciel, Benedict Grame niedawno odkupił posiadłość od prawowitego właściciela, który nie był w stanie odrestaurować posiadłości. Grame, starszy pan ze sporym majątkiem, nie miał z tym problemu i teraz zaprosił do swojej posiadłości kilku gości, by razem spędzić święta Bożego Narodzenia w ‘starym’ stylu. Jest duża choinka, gospodarz dba o aktywności dla gości, a sam w noc Wigilii przebiera się za świętego Mikołaja i rozwiesza na choince prezenty. Brzmi baśniowo, prawda? Jednak mieszkańcy dworku tak się nie czują. Sekretarz Grame’a Blaise jest przekonany, że Grame’owi grozi jakieś niebezpieczeństwo. Tak samo dziwny niepokój odczuwa mieszkanka dworku, wychowanka przyjaciela, piękna i młoda Denys Arden. Z tego powodu zaproszenie na święta dostaje Mordecai Tremaine. Blaise w tajemnicy prosi go o rozwiązania zagadki, zanim będzie za późno... Czy Mordecai zdąży zanim morderca wprowadzi w życie swój plan? Kto jest zagrożony, a kto grożącym?

Kompozycyjnie książka składa się z prologu i 18 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest czarujący. Spokojny, klimatyczny, starodawny. Pierwsze kilka stron z tego powodu może czytać się trochę dziwnie, jednak szybko te wrażenie znika i czytelnik może się delektować cudowną atmosferą starego klasycznego brytyjskiego kryminału.

Akcja powieści toczy się w czasie świąt, więc i atmosfera jest bardzo świąteczna. Za oknami śnieg, w środku, w dużym reprezentacyjnym pokoju stoi ogromna choinka, a bohaterowie nastawieni są na świętowanie. Ta atmosfera oddana jest tak szczegółowo, że czytając czułam się jakbym tam była. Właściciel lubi przepych, lubi świętować hucznie i chce święta w, jak narrator to określa, ‘dickensowskim’ stylu.

Gości, a zarazem bohaterów mamy trzynastu. Główną postacią jest oczywiście detektyw amator Mordecai Tremaine. To starszy pan na emeryturze, który przez cały życie fascynował się kryminologią, a teraz w końcu może ze swojej wiedzy zrobić użytek. Jego nazwisko jest już trochę znane, w wakacje rozwiązał jedną sprawę morderstwa (z pierwszego tomu), o czym pisały gazety. To dobry, uczuciowy, wierzący w miłość i dobroć człowiek, który, mimo że sam nie założył rodziny, uważa, że największy dar, to miłość pomiędzy dwojgiem ludzi. Mordecai jest też wyśmienitym obserwatorem, dostrzega małe niuanse w zachowaniu innych, które dla pozostałych są niewidoczne. Jest mistrzem dedukcji, a ze swojej wiedzy potrafi zrobić pożytek.
Poza detektywem, świętować razem z Grame’m ma małżeństwo w średnim wieku, które na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Dwie piękne kobiety, o urodzie skrajnie odmiennej. Najbliższy przyjaciel Benedicta, a zarazem opiekun Denys. Jest też wspomniany już sekretarz, siostra Grame’a oraz pewien naukowiec, który ewidentnie świąt nie lubi. Znany polityk oraz samotny mężczyzna, który jak się szybko okazuje, również jest na utrzymaniu Grame’a. Do towarzystwa dołącza też młody człowiek, który w Danys jest szaleńczo zakochany. Wszyscy wymienieni są obecni w kluczową noc dla dalszych wydarzeń powieści, przez co z zagadka nosi znamiona tak zwanego ‘zamkniętego pokoju’.

Akcja powieści jest poprowadzona spokojnie ale ciekawie. Autor dokładnie wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika i utrzymać delikatne, przyjemne napięcie przez całą lekturę. Zakończenie jest mocno zaskakujące, sama nigdy bym na takie rozwiązanie nie wpadła.

Ogólnie jestem lekturą oczarowana. Świetny, dawny styl (ukłony dla tłumacza!), uroczy starszy detektyw i ciekawa, wciągająca zagadka gwarantują przyjemne kilka godzin lektury. Przyznam się, że podczas czytania było mi tak miło i przyjemnie, że cały czas się uśmiechałam 😊 Duncan zdecydowanie trafia na listę moich ulubionych autorów, a Tremaine bohaterów. Uwielbiam tego starszego pana! Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kolejną część!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

stycznia 04, 2020

Likier piernikowy

Likier piernikowy

Co może być lepsze niż własnoręcznie przygotowane prezenty? Likier piernikowy to idealna propozycja dla dorosłych! A i po świętach dobrze się ugościć takim smakołykiem :) Kremowy, gęsty i po prostu przepyszny! Świetny zamiennik ciasteczka do kawy ;)

Składniki (na 700ml):
  • 200ml złotego rumu
  • 2 duże łyżki nutelli
  • 400ml śmietanki 36%
  • 2/5 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika (u mnie firma prymat)


Przygotowanie:
Przygotowujemy mikser i miskę. Do miski wkładamy nutellę i stopniowo dolewamy rum mieszając mikserem na niskich obrotach tak by nie było grudek. Dolewamy śmietankę, mieszamy. Dodajemy cukier puder i przyprawę i mieszamy ponownie. Przelewamy do butelki i gotowe!

Likier przechowujemy w lodówce, przed podaniem wstrząsnąć.

Źródło przepisu: kurkanielotka.pl

stycznia 03, 2020

"Dom tajemnic" Alek Rogoziński

"Dom tajemnic" Alek Rogoziński

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Dom tajemnic
Data premiery: 18.09.2019
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Liczba stron: 328

Alek Rogoziński to jeden z moich ulubionych autorów komedii kryminalnej, zaliczam go to tej najlepszej trójki razem z Chmielewską i Rudnicką. Na jego książki zawsze mogę liczyć, a te wydane w poprzednim roku zasługują na szczególne wyróżnienie – każda z nich trzyma dobry poziom, bawi, śmieszy i intryguje. „Dom tajemnic” to trzecia solowa książka autora wydana w roku 2019, poza nimi ukazały się jeszcze dwa opowiadania w dwóch różnych zbiorach. Na ten rok zapowiedziana już została kolejna książka pt. „Miłość ci nic nie wybaczy”. Jej premiera ma się odbyć 12 lutego, więc jest na co czekać!

„Dom tajemnic” to coś pomiędzy wielkim domem a bunkrem gdzieś na Podlasiu, w którym zamkniętych zostaje 12 celebrytów – w tym Mario i Miśka, właściciele agencji eventowej  „360 stopni”, znani już z wcześniejszych książek autora. Każdego z nich obserwują kamery, a każdego wieczoru bohaterowie dostają zagadkę do rozwiązania, co obserwują widzowie przed telewizorami. Dom pełen jest dziwnych zapadni, pułapek, klatek, nikt z uczestników nie wie co ich czeka. To coś jak Big Brother w Escape roomie. Jednak szybko się ukazuje, że dom nie jest tak bezpieczny jak wszyscy myśleli – komisarz Darski dostaje anonim, w którym szantażysta grozi śmiercią uczestnikom o ile nie dostanie 12 milionów złotych. Czy groźba jest prawdziwa? Czy szantażysta zwany „Poetą” zacznie zabijać? Jak poradzą sobie Mario i Miśka? I co w tym wszystkim znowu robią Iwka i Stefania?!

Książka od strony kompozycji podzielona jest na wstęp, spis postaci, prolog, 26 rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, akcja toczy się dwu a nawet trójtorowo – obserwujemy gwiazdy w Domu Tajemnic na czele z Mario i Miśką, Darskiego na komendzie jak walczy na słowa z Poetą oraz Iwkę razem ze Stefanią, które ruszają na ratunek. Styl powieści jest jak zawsze u Rogozińskiego lekki, przyjemny i zabawny. Autor wykorzystuje każdy sposób na przemycenie dobrego humoru do powieści – jest ten humor sytuacyjny, postaci oraz słowny.

Postaci w powieści mamy sporo. Wielu celebrytów uczestniczących w reality show znanych jest już z wcześniejszych książek autora. Na czele ich mamy Klaudię Hutnik, która jest równie irytująca co zawsze 😊 Jest też Pamela Sas czy Tomek Ciachorowski, który prowadzi całe show. Mario jak zawsze skupiony na własnym wyglądzie czasami zaskakuje swoją inteligencją. Iwka, jego asystentka pokazuje się trochę z innej strony – jest ciut bardziej normalniejsza niż w poprzednich książkach, chociaż ciągle jest wyróżniającym się kolorowym ptakiem. Pani Stefania, matka Miśki jak zawsze kradnie show, to rewelacyjna, zabawna postać. Nie będę może wszystkich wymieniać, wspomnę tylko jeszcze, że mamy też córkę właściciela stacji i pisarza kryminałów, więc towarzystwo jest zróżnicowane i całkiem zacne. Każdy z bohaterów nosi jakąś cechę charakterystyczną, każdy jest na swój sposób zabawny.

Co do samej zagadki to muszę przyznać, że jest intrygująca i ciekawa. Mamy trochę zwrotów akcji, a zakończenie zaskakuje. Autor we wstępie przyznał się, że zapożyczył sobie pomysł z magazynu „Detektyw”, jednak ja tej zagadki nie znam, więc też ciężko mi powiedzieć co było zapożyczone a co oryginalne. W każdym razie podobały mi się opisy wystrojów pokoi, w których bohaterowie rozwiązywali zagadki – w jednej z takich biblioteczek mogłabym zamieszkać, jeśli oczywiście pominąć morderstwo 😊 Cały Dom Tajemnic jest bardzo zgrabnie i ciekawie opisany, jestem ciekawa czy autor pisząc książkę rozrysował sobie mapkę 😊

Oprócz zabawnej i inteligentnie napisanej historii Rogoziński przemycił tu też trochę krytyki na polską rzeczywistość. Oberwało się trochę służbie zdrowia, mocno telewizji i jej prawdomówności oraz oczywiście masowej rozrywce. Podziwiam autora jak zgrabnie potrafi to wszystko wpleść w akcję i dialogi bohaterów. Nie dosyć, że uwagi są słuszne, to jeszcze bardzo zabawne.



Ogólnie jestem zadowolona z lektury. Książkę czyta się przyjemnie i bardzo szybko (za szybko!), poprawa humoru gwarantowana. Ja jestem na tak i odliczam dni do kolejnej premiery!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki!

stycznia 02, 2020

"Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne" wydanie zbiorowe

"Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne" wydanie zbiorowe

Autor: wydanie zbiorowe, 15 klasycznych brytyjskich autorów kryminałów
Tytuł: Cicha noc. Świąteczne opowiadania kryminalne
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń, Jerzy Łoziński
Data premiery: 26.11.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 328

„Cicha noc” to zbiór 15 opowiadań z gatunku brytyjskiego klasycznego kryminału. Znajdziemy tu znanych autorów tj. Doyle i Chesterton oraz kilka nazwisk, które już dawno zostały zapomniane. Opowiadania oryginalnie ukazywały się najczęściej w czasopismach pod koniec XIX i na początku XX wieku, ale niektóre z nich dopiero teraz pierwszy raz ukazały się w wydaniu książkowym. Zbiór ten złożył Martin Edwards, znany angielski badacz literatury klasyki kryminału. Każde z tych opowiadań toczy się w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, w niektórych czas nie odgrywa większej roli, a w innych wręcz przeciwnie....

Jak wspomniałam, zbiór składa się z 15 opowiadań. Każde z nich poprzedzone jest krótką notką o autorze oraz o samym utworze. Muszę od razu przyznać, że zabrakło mi tutaj ogólnego wstępu – szkoda, że Edwards się o niego nie pokusił, byłoby to świetne połączenie utworów w jedną całość.
Opowiadania są różnej długości, każde ma swój własny styl i klimat. Oczywiście jak zawsze w takich zbiorach jedne opowiadania są lepsze, innego gorsze. Koniecznie trzeba też zaznaczyć, że wszystkie te historie pochodzą z końca XIX i pierwszej połowie XX wieku – po niektórych widać upływ czasu, w jednym opowiadaniu styl był dosyć przestarzały, ale w większości książkę czyta się bardzo przyjemnie. Myślę, że tłumacze Tomasz Bieroń i Jerzy Łoziński zrobili kawał dobrej roboty. Od razu też zaznaczę – nie zrażajcie się początkiem, po trzech średnich opowiadaniach, dostajemy kilka dużo lepszych.

Jako że jest to antologia klasycznych opowiadań kryminalnych to fani rozlewu krwi i wypływających wnętrzności, pościgów i akcji nie mają tutaj na co liczyć. Historie są spokojne, zgrabne, są morderstwa, ale największy nacisk kładzie się na dedukcję i zmysł obserwacji.
Takim zmysłem obserwacji na pewno może poszczycić się Holmes, chyba najbardziej znany detektyw na świecie, a zarazem główny bohater opowiadania A. C. Doyle’a pt. „Niebieski karbunkuł”, które otwiera antologię. Zagadka jest ciekawa, chociaż niestety muszę przyznać, że jakoś szczególnie mnie nie porwała. Jak wspomniałam kolejne dwa opowiadania też nie – „Salonowe sztuczki” R. Plummera w aktualnych czasach są już raczej ciut za naiwne, a „Szczęśliwe rozwiązanie” R. Allen będzie w pełni zrozumiałe tylko dla fanów szachów. Dalej jest już lepiej. „Latające gwiazdy” G.K. Chestertona opierają się na zagadce zamkniętego pokoju i są naprawdę wciągające i mocno klimatyczne. „Farsz” E. Wallace to historia o złodzieju, całkiem ciekawa, choć żałuję, że taka krótka. „Nieznany morderca” H. C. Bailey to jedno z najlepszych opowiadań zbioru. To historia trzech morderstw, które rozwiązuje Reginald Fortune, lekarz, chirurg, patolog i doradca do spraw przestępczości. Znajdziemy tu wszystko co w klasyce kryminału najlepsze – klimat, spokój, dużo obserwacji i dedukcji, świetną, intrygującą zagadkę, której nie sposób samodzielne rozwiązać. „Czujny skarbnik” J. J. Farjeon to kolejna dobra historia dotycząca kradzieży, podobnie jak i „Perłowy naszyjnik” D. L. Sayers, który znowu opiera się na motywie zamkniętego pokoju. „Nieoczekiwany zwrot w sprawie” M. Allingham to całkiem ciekawa historia tocząca się w starym klimatyczny dworku, w którym urządzane jest świąteczne przyjęcie. Postać detektywa tutaj jest bardzo intrygująca. Kolejne opowiadanie pt. „Figury woskowe” E. L. White to kolejne z tych najlepszych z całego zbioru. Jak sam tytuł wskazuje toczy się w muzeum figur woskowych w wigilijną noc. Dziennikarka porywa się na artykuł, który ma wytłumaczyć trzy śmierci, które wydarzyły się niedawno w tym miejscu... Świetna narracja, napięcie i dobra puenta to coś, co zadowoli każdego fana kryminału. „Herbata z mlekiem” M. Bowen jest ciekawa, chociaż chyba trochę przekombinowana, „Chińskie jabłko” J. Shearing byłoby świetne, gdyby nie styl pisarki, przez co całość czytało się po prostu ciężko. „Śnieżna zagadka” N. Blake z kolei może przywodzić na myśl „Morderstwo w Orient Expressie” A. Christie – tu też dochodzi do morderstwa, a podejrzani to osoby podróżujące w jednym przedziale pociągu. Niestety ta historia nie porywa tak jak powieści Christie. „Imię na szybie” E. Crispin nosi znamiona dobrej historii kryminalnej, ale jakoś nie wzbudziło we mnie emocji, chociaż ciężko mi powiedzieć dlaczego. Za to ostatnie opowiadanie „Świąteczny prezent” L. Bruce jest czwartym z najlepszych. Tu znowu historia toczy się podczas przyjęcia świątecznego, a całość oparta jest na zasadzie Homlesa i Watsona – tu mamy sierżanta Beefa i jego ‘kronikarza’ a zarazem narratora historii Lionela Townsend, a całość dotyczy listów z pogróżkami. Główny bohater jest rewelacyjny, aż chciałoby się poczytać więcej historii z nim w roli głównej!

Podsumowując, zbiór 15 opowiadań na pewno nie jest równy. Opowiadania są lepsze i gorsze, ale myślę, że taki urok takich zbiorów. Niemniej jednak ja znalazłam tutaj cztery perełki, a większość historii była zadowalająca i przyjemna w odbiorze. Myślę, że to dobra książka na świąteczny czas – łatwiej w święta przeczytać jedno opowiadanie niż jeden cały kryminał.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!