marca 05, 2026

"Zabiłaś?" Zbyszek Nowak

"Zabiłaś?" Zbyszek Nowak

Autor: Zbyszek Nowak
Tytuł: Zabiłaś? Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 480
Gatunek: reportaż / true crime
 
Zbyszek Nowak jeszcze do niedawna znany był raczej w kręgach naukowych, specjalistycznych, eksperckich - jest doktorem nauk społecznych i prawnikiem, wykładowcą akademickim mocno interesującym się tematem zbrodni i kary, kryminologią w ogóle i bezpieczeństwem narodowym, od niedawno również pełni funkcję prorektora ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Podczas pisania jednej ze swoim prac naukowych udał się do więzienia, by porozmawiać na żywo ze skazanym na dożywocie. I wtedy narodził się pomysł przeprowadzenia rozmów z szerszym gronem tego typu skazańców, by przybliżyć tę tematykę już nie tylko środowisku naukowemu, ale szerszemu gronu odbiorcy. I tak pod koniec 2024 roku po raz pierwszy jego nazwisko pojawiło się na okładce reportażu “24 razy dożywocie” (recenzja - klik!), a on szybko przerodził się w dylogię, którą tworzy wraz z wydaną niewiele później “Cela numer 24” (recenzja - klik!). Pamiętam, że wtedy miałam przyjemność chwilę z autorem porozmawiać (wywiad, który powstał w tym czasie - klik!) i to wtedy mówił, że zastanawia się nad nowym pomysłem. Teraz, po niecałym roku, pomysł przerodził się w książkę, która jest już w naszych rękach - to reportaż “Zabiłaś? Rozmowy z kobietami skazanymi za zabójstwo.”
 
23 rozmówczynie, każda z wyrokiem na koncie. Każda w trakcie odsiadywania kary związanej z zabójstwem - od tych, które tylko próbowały, ale ostatecznie nie zabiły, po te, które zrobiły to kilka razy. Kobiety, które w więzieniu siedzą już od lat i te, które jeszcze ciągle mają wyrok nieprawomocny. Sprawy, które zna cała Polska i takie, o których nikt nie pisał. Zabójstwa popełnione w Polsce i zagranicą, na dorosłych i dzieciach, obcych i najbliższych. 23 rozmowy, 23 kobiety - łączy je kara, dzieli je wszystko inne. Jak z nimi rozmawiać? Po co? Czy mają coś istotnego do przekazania światu? Zbyszek Nowak swoim reportażem próbuje na te pytania odpowiedzieć.
"Dla mnie ten wyrok to nauczka i nauka, to nie jest zmarnowany czas. Uczę się, jak budować własne poczucie wartości. Pracuję nad sobą, nad zrozumieniem tego, co robiłam źle, nad budowaniem relacji z siostrami, z mamą." (Klaudia)
Publikację otwiera definicja kary kryminalnej i jednostronicowy wstęp jednej z osadzonych zatytułowany “Oczami zza krat” oraz kolejna kartka pióra Agnieszki Kubiak, dyrektorki programowej i kreatywnej Telewizji Crime+ Investigation Polsat. Po nich głos zabiera autor krótko przedstawiając każdą ze swoich rozmówczyń, zapowiadając czego się po tej publikacji możemy spodziewać. Ton przyjmuje swobodny, zwraca się bezpośrednio do czytelnika, któremu każe się zatrzymać, pomyśleć nad tym, co w tej książce znajdzie. I dopiero wtedy przechodzimy do części właściwej, do rozmów z osadzonymi, a każda ułożona jest podobnie: ma swój tytuł i przedmowę autora, w której przytacza kodeksy prawne, definicje, fragmenty z prasy i swoje odczucia, a czasami też i wspomnienia, refleksje, jakie wywołały w nim opisywane osadzone. Potem przechodzimy do meritum - do rozmów, które poprzedza imię i nazwisko, samo imię bądź inicjały czy pseudonim rozmówczyni i dosłownie kilka słów dotyczących wieku, wykształcenia, bliskich. Rozmowy są różnej długość, jedne to kilka stron, inne kilkanaście, ale głos autor oddaje kobietom - on tylko rzuca hasła, czasem krótkie pytania, które jego rozmówczynie rozwijają wykorzystując czas, by przedstawić swoją winę i opisać to, jak teraz, w więzieniu wygląda ich życie. Czasami rozdział dalej rozmówczyni zamknięty jest notkami prasowymi czy artykułami znalezionymi w sieci, czasami na samej rozmowie się kończy. Po 23 takich wpisach, na zakończenie autor kusi się o posłowie, w którym zastanawia się co teraz, czy temat rozmów z osadzonymi to już dla niego skończony rozdział, i w którym wystosowuje podziękowania. Publikację zamykają krótkie opinie ekspertów - od osób związanych zawodowo z prawem, po psychologów i dziennikarzy.
"(...) nikt nie jest w stanie udowodnić, że jest niewinny. Udowodnić można – i to też nie zawsze – winę, ponieważ jest ślad, odcisk, jest plama, jest nagranie, ale takie, gdzie faktycznie widać, co się dzieje." (Matylda B.)
Sam styl wypowiedzi autora tej publikacji wydaje mi się bardziej swobodny niż w poprzednich dwóch - łatwiej przekazuje czytelnikom własne odczucia, niepewności, może i lęki, traktuje nas jako osoby równe sobie, znajomych, którzy chcą z nim pogadać o projekcie, który właśnie prezentuje. Z kolei wypowiedzi jego rozmówczyń jeszcze mocniej różnią się od tego, co w poprzednich dwóch publikacjach prezentowali przede wszystkim męscy rozmówcy - tam czasami rozmowy były urywane, zdania nie całkiem składne, tu z kolei wszystko odbywa się płynniej. Czy ta różnica wynika z płci rozmówców? Bo raczej nie z wykształcenia, we wszystkich trzech publikacjach były one na bardzo różnym poziomie. Może różnica wynika z tego, że kobietom łatwiej mówić o emocjach? O tym, co czują? Tutaj żadna z nich nie jest rozmowie niechętna, choć niektóre tematy są dla nich niewygodne, są tabu. Samo słownictwo rozmówczyń też jakoś specjalnie nie razi w oczy - raczej nie ma tu wulgarności, czasami pojawia się po prostu więzienny slang, jednak na tyle oczywisty, że czytelnik nie będzie miał problemów ze zrozumieniem całości. Pod kątem językowym publikacja wypada naprawdę dobrze, jest łatwa do przyswojenia.
"Zobaczyły we mnie człowieka, a nie czyn. Poznajcie mnie, a potem oceńcie." (Poetka M.)
Ale na tym łatwość się kończy, bo przecież historie, jakie tu poznajemy, zdarzyły się naprawdę. Historie, w których skala okrucieństwa czasami sprawia, że gardło podczas lektury mocno się zaciska. Autor oddaje głos każdego rodzaju osadzonym: są tutaj kobiety, które czyn popełniły z niewiedzy, dla których zabójstwo było jedynym sposobem na ucieczkę od przemocy. Zabiły partnera, ale też i niektóre zabiły swoje dzieci, albo przynajmniej się do ich śmierci przyczyniły. Tak, te sprawy dotyczące dzieci są naprawdę niewyobrażalnie poruszające, a jednak każda tak od siebie różna. Są kobiety, które zabiły kogoś pozornie przypadkowego, niespokrewnionego, są takie, które do czyjej śmierci się tylko przyczyniły, a może do niej namawiały. Niektóre przyjmują swoją karę, choć większość zdaje się oceniać wyrok jako zawyżony. Jedne są pełne pokory, przyjmują czas kary jako lata, które mają poświęcić na doskonalenie siebie, są i takie, które uważają, że lata kary to czas stracony, a po wyjściu będą jeszcze gorszymi ludźmi od tego, jakie są teraz. Trudno w ich podejściach znaleźć podobne głosy, trudno je uogólniać, wrzucić do przysłowiowego jednego worka.
"Wyciąganie na nowo z powrotem wszystkiego, co się wydarzyło 15 lat temu, to tak, jakby odkopać na cmentarzu trumnę z grobu po odległym pogrzebie." (Marta)
Ale choć wszystkie w jakimś stopniu mówią o swojej zbrodni, o motywach, o śledztwie i sprawie w sądzie, to jednak nie są to jedyne tematy rozmowy. Autor pyta je o to, jak odnajdują się w więzieniu, a to porusza temat resocjalizacji - czy jest skuteczna? I na to pytanie nie znajdziemy tu jednoznacznej odpowiedzi, bo sytuacja każdej z osadzonych jest różna: jedna pracują, inne nie, jedne zarabiają swoją pracą, inne robią to nieodpłatnie. Są prace w więzieniu i poza więzieniem, są konsultacje psychologiczne, które jednak większość z osadzonych uważa za żart. Jak dużo z nich faktycznie zmieni się podczas pobytu w więzieniu? Ile z nich wykorzysta tę chwilę, by przemyśleć życie na nowo? Tak naprawdę chyba nie ma ani jednej rozmówczyni, która deklaruje powrót do starego życia czy szukania zemsty - każda chce po prostu spokojnego życia, powrotu do rodziny, dzieci, jeśli takie ma. Różnią się tylko ilością nadziei, wiarą w swoje możliwości.
"Co państwo polskie może zaproponować takiej osobie? Pięcioosobową celę przez kolejnych 35 lat? Zbieranie plastikowych nakrętek i sklejanie karmnika z zapałek, aby nauczyć cierpliwości? Państwo chce przymknąć oko – tego chce, bo w dzisiejszych warunkach i dysponując nikłą kasą, tylko tyle może. Rzeczpospolita Polska."
Podczas takich rozmów nie da się uniknąć pytań o to, ile z tego, co kobiety mówią, jest prawdą, a ile odpowiednio przygotowaną wersją pod publiczkę. Czy możemy im wierzyć? Autor czasami kusi się o swoją ocenę, choć mam wrażenie, że do każdej z osadzonych podchodzi z pozytywnym nastawieniem i dobrymi życzeniami. To nie potwory, to ludzie, to kobiety, które z różnych powodów popełniły czyn straszliwy. Czy poznanie motywów i aktualnego spojrzenia na nie może coś w społeczeństwie zmienić? Powstrzymać nas od szybkich osądów, do jakich jesteśmy tak skorzy? A może idźmy dalej - może pomoże zmienić coś w prawie, w kondycji więziennej codzienności? Nie wiem, ale na pewno to dobry początek do debaty, refleksji na ten temat.
"(…) tak łatwo jest ulec pokusie oceny – to wygodne."
Mnie samą najbardziej uderzyło to, jak wiele zbrodni popełnionych zostało z bezsilności, z braku wiedzy, z braku pewności siebie, z braku próby poszukania na czas pomocy. Czy gdyby część z tych kobiet była lepiej wykształcona, bardziej doinformowana, nie czuła się sama, to część tych zbrodni by się nie wydarzyła? Czy jako społeczeństwo jesteśmy w stanie w przyszłości przynajmniej jakiemuś odsetkowi z nich zapobiec?
"Kobiety są tchórzami, nie potrafią odejść, bo się boją czegoś. Nie potrafią zmienić swojego życia. Ja nie potrafiłam odejść." (Aśka)
Reportaż Zbyszka Nowaka “Zabiłaś?” choć oparty jest na podobnych zasadach co poprzednie dwie publikacje, to jednak jest od nich całkiem inny. Bardziej swobodny, bardziej otwarty, w jakiś sposób bardziej też poruszający. Mimo okropnych zbrodni nie szokuje brutalnością, bo przecież nie o sensację w nim chodzi. To próba zrozumienia tych, co siedzą za kratkami, próba zrozumienia czynu i tego, z czym odsiadywanie kary się wiąże. Czy ma sens, czy kara coś zmienia? Czy zrozumienie motywów, oddanie głosu skazanym coś zmienia? Zbyszek Nowak w postaciach, które nieraz media oddawały jako potworów, wynaturzone jednostki, szuka tego, co we wszystkich pozostałych - człowieka. Emocji. Bólu, skruchy i nadziei. Nie wiem czy jest to publikacja, która ma skłonić czytelników do oceny, a może właśnie od oceny powstrzymać. Na pewno zmusza do myślenia, do próby wyciągnięcia jakiś ogólnych wniosków i do większej wrażliwości społecznej, dzięki której w przyszłości jakaś część podobnych spraw mogłaby zwyczajnie nie mieć miejsca. To kawał dobrej roboty, coś nad czym warto się pochylić, by uświadomić sobie jak bardzo skomplikowane psychologicznie naprawdę są zbrodnie - tego fikcja nam nie odda.
"Czy o emocje tu chodzi, czy o rozrywkę? A może o naukę?"
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 03, 2026

"Detektywka w podróży. Afera w Paryżu" Nicki Greenberg - patronacka recenzja przedpremierowa

"Detektywka w podróży. Afera w Paryżu" Nicki Greenberg - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Nicki Greenberg
Tytuł: Afera w Paryżu
Cykl: Detektywka w podróży, tom 3
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Data premiery: 04.03.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść detektywistyczna / kryminał retro
Wiek: 9+
 
Nicki Greenberg to australijska autorka powieści dla młodszych czytelników i ilustratorka, która tworzy już od dobrych ponad trzydziestu lat! Swoją karierę rozpoczęła bardzo wcześnie, bo już w wieku lat piętnastu, kiedy to stworzyła serię książek, które sprzedały się w prawie 400 tysiącach egzemplarzy! Od tego czasu zdobyła wiele nagród w obydwu swoich artystycznych profesjach, a pomiędzy rysowaniem i pisaniem znajdowała też czas, żeby przez chwilę być prawniczką. W Polsce ze swoją twórczością pojawiała się dopiero teraz z serią retro powieści detektywistycznych Detektywka w podróży, która w oryginale ukazywała się w 2021-2023. U nas częstotliwość wydania była szybsza, czytelnicy co pół roku dostawali nowy tom, dzięki czemu już od jutra trylogia Detektywka w podróży w polskim tłumaczeniu będzie w komplecie.
 
Zima, rok 1928. 14-letni Sol odbywający praktyki cukiernicze w Nowym Jorku donosi Pepper w liście, że na wiosnę został zaproszony na dwutygodniowy pobyt we Francji, w Paryżu, gdzie będzie mógł pobierać lekcje od najznakomitszego cukiernika świata. A że Pepper wraz z Elliottem, który teraz jest już jej przybranym bratem, mieszkają w Anglii leżącej bardzo blisko Francji, Sol proponuje wspólną wyprawę. Matka Elliotta, Emma chętnie na to przystaje, dołącza do nich również Nora, wschodząca gwiazda teatralna Nowego Jorku. Wszyscy razem mają spotkać się w wynajętym hoteliku w Paryżu w Wielką Sobotę. Tam poznają ciekawe towarzystwo, wśród którego między innymi znajduje się rosyjska hrabina. I to ona staje się sprawczynią zamieszania nad ranem dnia kolejnego - ktoś w nocy wykradł z jej pokoju jajo Fabergé… Hrabina jednak mocno wzbrania się przed powiadomieniem policji, co Pepper uznaje ze swoją szansę - teraz w końcu będzie miała okazję dowieść, że nie tylko jej przyjaciele spełniają się w dorosłych zawodach, ona też ma swoje powołanie: jest prawdziwą detektywkę!
“Wybacz, Nowy Jorku, ale dla osoby, która żyje i oddycha wypiekami, Paryż to najwspanialsze miejsce na świecie!”
Książka rozpisana jest na 33 kilkustronicowe rozdziały, które poprzedzone są czterema listami, w których czwórka przyjaciół uzgadnia ze sobą szczegóły przyjazdu do Paryża, a zamknięcie stanowi notka historyczna, w której autorka oddziela prawdę historyczną o Francji ówczesnych lat od stworzonej przez siebie fikcji. Poza listami pisanymi w narracji pierwszoosobowej, cała historia przedstawiona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator relacjonuje ją z perspektywy Pepper. Styl powieści jest subtelnie stylizowany na dawne czasy i dopasowany do nastoletniego czytelnika, takiego prawdopodobnie w wieku w jakim jest Pepper - autorka nie unika sformułowań, które dla młodszych dzieci mogą być niezrozumiałe. Wizualnie tekst również jest dopasowany do odbiorcy - interlinia i wyśrodkowanie tekstu są nieco większe niż w powieściach dla dorosłych. W tekście przewijają się od czasu do czasu francuskie słówka, jednak i to nie będzie stanowiło problemu - na samym końcu publikacji dołączony jest dwustronicowy słowniczek wyrażeń francuskich.
“Taki był właśnie problem z byciem jeune dètective: dorośli wiecznie stawali na drodze śledztwa. Uniki przed nimi były niemal równie trudne i wymagające co samo śledztwo.”
Mimo tego, że seria Detektywka w podróży stanowi trylogię, dla której wspólne są losy głównych nastoletnich bohaterów, to jednak każdy tom to oddzielna, zamknięta historia kryminalna rozgrywająca się na tle opowieści o miejscu osadzonym w czasie przeszłym, sprzed stu lat. W tomie pierwszym doświadczyliśmy wyprawy parostatkiem (“Wyprawa przez Atlantyk - klik!), w tomie drugim zwiedzaliśmy Nowy Jork (“Powrót do Nowego Jorku” - klik!), teraz udajemy się do Paryża. I ach, ależ to jest Paryż! Autorka wyciska z niego wszystko, co tylko możliwe. Mamy tu zabytki, mszę wielkanocną w Notre Dame, mamy sztukę starą i nową, socrealizm, mamy kluby i kabarety, w których panuje francuska swoboda, mamy arystokratycznych Rosjan, którzy jeszcze przed dziesięcioma laty byli najbogatszą grupą odwiedzającą Francję, a teraz usługują już kolejnym, którzy przejęli to miejsce - napływającym Amerykanom. Ważną rolę odgrywa też moda, ale jest i sporo miejsca na dobre jedzenie: bagietki, croissanty, tarty, eklerki, ach! Jakie to wszystko pyszne! Paryż, jaki odrysowuje Nicki Greenberg w tej powieści jest kompletny, jest pełny, a równocześnie tak kontrastowy, tak ciekawy, że młodsi czytelnicy znajdą w nim wiele kwestii, które mogą dalej samodzielnie rozwijać - czy to będą zagadnienia typowo historyczne, czy historia mody, a może kina, to już zależy od własnych preferencji czytelnika. Na pewno jest tutaj w czym wybierać!
“Pepper, Nora i nawet Elliott zachichotali. W lokalu pełnym fascynujących postaci jedyne, na co Sol miał ochotę patrzeć, to ich talerze!”
Oczywiście mimo tego paryskiego bogactwa, to jednak zagadka kryminalna jest tym, co wiedzie prym, co skleja całą powieść w całość, co pobudza największe zaciekawienie w czytelniku podczas lektury. Zagadka również osadzona jest na zagadnieniu historycznym - z jajkami Fabergé wiąże się przecież spory fragment historii rosyjskiej, jest też pretekstem do odwiedzania przez nastoletnich bohaterów bardzo ciekawych miejsc, do których nie dotarliby, gdyby w Paryżu byli tylko po to, by zwiedzać. Sposób budowy intrygi nie różni się znacząco od powieści detektywistycznych dla dorosłego czytelnika, tych pisanych w klasycznym stylu - nie ma tu przemocy i niepotrzebnego rozlewu krwi, jest dobra dedukcja, obserwacja i po prostu zagadka. Historia oparta jest o zaginięcie Jaja Koronacyjnego, ale też i o wątek zniknięcia z hotelu pewnego Amerykanina, do którego doszło tej samej nocy, co do kradzieży. Przypadek? Akcja prowadzona jest sprawnie, tempem umiarkowanym, a finał naprawdę zaskakuje. Nie jestem pewna czy ktoś byłby w stanie odgadnąć sposób, w jaki doszło do kradzieży, ale podejrzanych na pewno mamy w zasięgu ręki.
 
W “Aferze w Paryżu” nastoletni bohaterowie już powoli dojrzewają. To nadal nie są dorośli, choć już za takich się uważają, ale to też już nie dzieci. Pojawiają się więc wśród nich bardzo skomplikowane emocje. Chęć udowodnienia swojej wartości za wszelką cenę, upartość w dążeniu do upatrzonego chwilę wcześniej celu nie do końca zwracając uwagi na otoczenie, na to, czy na pewno własne chęci współgrają z tym, co dobre moralnie. To dylematy, przed którymi staje przede wszystkim Pepper, 14-letnia dziewczyna, która czuje dużą presję - jej przyjaciele przecież już teraz udowadniają, że potrafią prowadzić dorosłe życie, normalnie pracować, pora przecież by i ona dowiodła, że jej życie nie jest pozbawione powołania, że też ma talenty inne niż wszyscy, że może je wykorzystać i stać się sławna. Problem w tym, że ze względu na swój młody wiek, jeszcze nie do końca wie, gdzie powinna się zatrzymać. To świetnie oddana nastoletnia kreacja, z którą myślę, że sporo czytelników w podobnym jej wieku może się utożsamiać niezależnie od tego, czy też chcieliby kiedyś zostać detektywami czy całkiem kimś innym.
“Pojawienie się jej nazwiska w gazetach stanowiło jedyny sposób na to, aby Pepper została uznana za prawdziwą detektywkę. Pragnęła tego dowieść całemu światu. I samej sobie.”
Pepper jednak to nie tylko dylematy natury detektywistycznej, ale i bardziej złożonej. To bohaterka, która przez 13 lat żyła tylko z ojcem, którego więcej w domu nie było niż był. Teraz nagle zjawił się ktoś, kto roztacza nad nią opiekę - matka Elliotta, nowa żona jej ojca. I choć Pepper z jednej strony z tej zmiany się cieszy, kobieta przecież jest bardzo sympatyczna i chętna, by odbyć z nimi przygody, to jednak z drugiej czuje, że miejsce jej matki zostało zajęte. A to uczucie nie do końca miłe… Przyjaźń w tym tomie też jest wymagająca, bo każdy z nastoletnich bohaterów zdaje się chcieć czegoś innego. Jak pogodzić sprzeczne potrzeby, sprzeczne pragnienia, by przyjaźni nie stracić?
“Taki był problem z myśleniem zawsze jak detektywka. Czasami odkrycie prawdy niosło ze sobą smutek.“
“Afera w Paryżu” to najbardziej dojrzała powieść z serii z Detektywką w podróży. To w niej nastoletnie postacie zaczynają już przyjmować cele skierowane na dorosłość, to w niej zależy im, by pokazać światu, że są jego pełnoprawnymi członkami. Tak jak to z nastolatkami bywa, tak i oni czasami w tej potrzebie przesadzają, chcą osiągnąć cel za wszelką cenę, a to sprowadza sytuacje, które młodszych czytelników mogą czegoś nauczyć bez popełniania błędów takich jak postacie powieści. Emocje i przeżycia z pewnością są nastoletnim czytelnikom bliskie, a wątek kryminalny, jak i historyczny powieści przyniesie frajdę każdemu, niezależnie od wieku - tyle ciekawostek, tyle zagadnień i intryga oparta o jajo Fabergé prowadzona tak, że nawet przy drugim czytaniu po trzymiesięcznej przerwie znowu sama dałam jej się zaskoczyć! Cała seria Detektywka w podróży to prawdziwa literacka perełka, mądra i napakowaną taką ilością ciekawej wiedzy, że w każdym z czytelników może obudzić ciekawość świata!
 
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 03, 2026

Book tour z "Awanturą na morzu"!

Book tour z "Awanturą na morzu"!

Wszystkie ręce na pokład, ruszamy na obchody Nocy Kapitana Grimma! Oczywiście jest wśród nas detektyw, choć na razie się swoją obecnością nie zdradza - wygląda po prostu jak 10-letnia dziewczynka… ale wystarczą sztuczne wąsy i płaszcz – i proszę bardzo, oto detektyw Montgomery Bonbon! Macie chęć ruszyć wraz ze swoimi dzieciakami w ostatnią przygodę, jaką oferuje nam komik Alasdair Beckett-King i genialna ilustratorka Claire Powell za pośrednictwem Wydawnictwa Kropka? Zapraszam na book tour z „Awanturą na morzu”! Wrażenia niezapomniane wraz z niekontrolowanymi wybuchami śmiechu gwarantowane!

Choć jest to tom czwarty serii komedii detektywistycznych z detektywem Bonbonem skierowanej do czytelnika w wieku 8-12 lat, to bez problemu można po niego sięgnąć bez zachowania kolejności chronologicznej lektury, to osobna zagadka, a relacje pomiędzy postaciami oddane są tak, że nawet ci sięgający po Bonbona teraz po raz pierwszy nie będą poszkodowani! A mogą tylko zyskać - nową dobrą serię do odkrycia! 

Więcej o "Awanturze na morzu" znajdziecie w mojej recenzji - klik!, zapraszam również na wywiad z autorem książki, jaki miałam przyjemność przeprowadzić w roku poprzednim, przy premierze tomu drugiego pt. "Śmierć w latarni morskiej" - klik! 

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Kropka w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w środę/czwartek, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @malgorzatanocon
2. @zaczytana_panna
3. @olap3474
4. @mirkowo3
5. @mom_the_reader
6. @olciagamesmol
7. @kociaramroczka

marca 02, 2026

"Nieudane doręczenie" Żaneta Górecka

"Nieudane doręczenie" Żaneta Górecka

Autorka: Żaneta Górecka
Tytuł: Nieudane doręczenie
Cykl: Maja Lewandowska, tom 1
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał
 
Żaneta Górecka to nowe nazwisko na rynku polskiej literatury kryminalnej. Na co dzień księgowa w firmie prawniczej i studentka ostatniego roku prawa, miłośniczka literatury kryminalnej i górskich wędrówek, teraz już również autorka, na razie jednej powieści pt. “Nieudane doręczenie”, która jednak jasno sugeruje, że to nie koniec przygód komisarz Mai Lewandowskiej!
 
Początek wiosny, mała miejscowość Malanów. Do drzwi jednego z mieszkańców puka dwójka pracowników kancelarii prawniczej, przyjechali doręczyć pozew. Jednak nikt im nie otwiera, a że drzwi nie są zamknięte na klucz, wchodzą do środka. I tam odkrywają makabryczne znalezisko - zwłoki mężczyzny, który na miejscu głowy ma miazgę… Zanim zdążą jakkolwiek zareagować, na podwórku domu zjawia się policja - ktoś musiał ich chwilę temu wezwać. Wkrótce po pierwszym patrolu na miejsce przyjeżdża komisarz Maja Lewandowska i Antek Szymański - to oni będą prowadzić śledztwo w tej sprawie. Czy to będzie najgorsza z wszystkich, jakie do tej pory prowadzili? Na pewno nie pozostawi ich życia prywatnego bez zmian - po niej już nic nie będzie takie samo.
“Śmierć daje nam większą ważność niż życie (...). Dopiero wtedy nagle ludzie przypominają sobie, że istnieliśmy.”
Książka rozpisana jest na prolog, 43 rozdziały i epilog. Rozdziały dzielone są często na krótsze fragmenty, większość z nich toczy się w porządku chronologicznym - to te bez żadnych dodatkowych oznaczeń. Pojawiają się jednak też od czasu do czasu retrospekcje, krótkie wpisy z wydarzeniami z przeszłości zarówno na dzień czy dwa przed odnalezieniem ciała, jak i sprzed kilkunastu lat - te zawsze są podpisane określeniem czasowym w stosunku do chwili aktualnej. Natężenie retrospekcji odczuwalne jest na samym początku powieści, gdzie czytelnik jeszcze nie do końca wie do czego określenie czasu się odnosi, a każdy fragment opisuje inną postać - to może wprowadzić wrażenie chaosu, wzbudzić dyskomfort. Na szczęście to tylko pierwsze wrażenia, później akcja toczy się już przede wszystkim w czasach współczesnych, a kiedy okazyjnie dochodzi do retrospekcji, odniesienia w czasie wydają się już bardziej zrozumiałe.
“‘Dokąd my wszyscy tak biegniemy?’ - pomyślała, czując, jak w sercu ściska ją żal pomieszany z rezygnacją. Wszyscy w ciągłym pośpiechu, jakby każda sekunda była walką o przetrwanie, jakby pędząc naprzód, dało się uciec przed nieuchronnym końcem. Lęk ludzi przed życiem wydawał się jej paradoksalny - tak bardzo boją się nie zdążyć, że zapominają żyć naprawdę.”
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci - najczęściej są to postacie zaangażowane w sprawę: Maja, Antoni, lekarka medycyny sądowej Katarzyna i Aurelia. Styl, w jakim pisana jest powieść, w przeważającej mierze jest refleksyjny, czuć, że autorka chce nadać jej lekkiej poetyckości, kusi się o porównania i metafory, w których można dopatrzeć się stałych tendencji, stałego sposobu budowania zdań - bardzo często określenia przychodzą dwójkami (coś jak takie, a zarazem takie, coś nie jest takie, a takie). Ta powtarzalność z czasem daje wrażenie sztuczności, jednak mimo to warto styl narracji zaznaczyć - widać w nim, że autorka nie chce powielać tego, czego na rynku mamy już tak dużo, próbuje znaleźć coś dla siebie, środek wyrazu, który będzie dla niej charakterystyczny. To godne pochwały starania, choć pod kątem poprawności gramatycznej wymagające jeszcze udoskonalenia. Warto też zaznaczyć, że kiedy w drugiej połowie powieści akcja dochodzi do głosu, refleksyjność na chwilę znika, by czytelnik mógł w pełni odczuć dynamizm sytuacji. Dialogi w powieści budowane są w większości przyjemnie, choć i tu bywają momenty, gdy wkrada się poczucie sztuczności (jak np. rozmowa medyków sądowych podczas sekcji zwłok usiana filozoficznymi refleksjami).
“Byli młodzi, naiwni, jeszcze nie zbrukani przez świat. Wierzyli, że można uciec przed przeznaczeniem, że życie to coś, co się wybiera, a nie coś, co się dźwiga jak przeklęty krzyż.”
Sama intryga zawiązywana jest powoli - najpierw skupiamy się na zapoznaniu z postaciami, które w historii będą kluczowe, dopiero później pojawia się miejsce na posuwanie do przodu sprawy kryminalnej, która i tak nie znajduje się w centrum - to miejsce cały czas zarezerwowane dla Mai i Antka, jest to więc powieść, w której przewodzą postacie, nie sama zagadka. Ta, kiedy już akcja zaczyna się rozkręcać, jest prowadzona z dużym obeznaniem w sposobie budowania intryg kryminalnych, które można podpatrzeć u innych autorów - raz po raz serwowane są czytelnikowi twisty (żeby nie pozbawić się frajdy z ich odkrywania nie polecam zapoznania z opisem proponowanym przez wydawcę przed samą lekturą) i rozwiązania fabularne, które akcję odpowiednio zagęszczają. Sama intryga, choć do skomplikowanych nie należy, zbudowana jest z fajnym pomysłem, jednak i ona budzi uczucia dwojakie: choć można ją przewidzieć, to jednak motywacje, detale fabularne są w stanie zaskoczyć, z drugiej jednak strony w pogoni za próbą zaskoczenia czytelnika pod sam koniec autorka traci balans w tym, jak bardzo intrygę może naciągnąć, by dało się w nią uwierzyć. Manipulacja czytelnikiem to więc kolejny punkt, którego autorka musi się jeszcze nieco nauczyć.
“- Znał ksiądz denata? (...)
- Każdy, kto przychodzi do kościoła, jest mi znany. (...)
- Nie jest księdzu z tym dziwnie? (...)
- Śmierć nigdy nie jest dziwna - odparł poważnie. - Jest nieunikniona.”
A co z postaciami? Każdy należący do ekipy śledczych ma tutaj swoją historię, jednak tą, która ostatecznie zdaje się przewodzić, jest Maja. To kobieta uparta i wybuchowa, która do każdej nowo poznanej osoby podchodzi z negatywnym nastawieniem, jednak dość szybko zmienia zdanie. Kobieta, która jak już się do kogoś przywiąże, jest w stanie wskoczyć za tym kimś w ogień. Z cieniami przeszłości, nieudanym związkiem z mężczyzną, więc teraz szuka wśród płci żeńskiej. Z charakterem, który potrafi blokować to, o czym myśleć nie chce. I z kotem, który z początkiem historii przypadkiem zjawia się w jej życiu.
“Zastanawiała się nad czymś, co powracało do niej nieustannie (...): ile razy mogła minąć na ulicy mordercę, gwałciciela, przestępcę, potwora o twarzy zwykłego przechodnia, który wciąż pozostawał nieuchwytny? Ile razy zło mogło przemknąć tuż obok niej, a na nawet by tego nie zauważyła? Może stał kiedyś obok niej w kolejce w sklepie, może mijała go na zatłoczonym chodniku, pochłonięta codziennymi sprawami, nieświadoma, że tuż obok przechodzi ktoś, na czyich rękach dawno zastygła krew niewinnych.”
Obok Mai występuje Antek, jej partner w pracy i prywatnie przyjaciel, bez którego nie wyobraża sobie egzystencji. On z kolei kilka lat temu doświadczył okropnej tragedii, stracił żonę i nienarodzoną córkę, teraz powoli buduje swój świat na nowo. Ich życiorysy autorka ma dokładnie przemyślane, czasami to one przejmują dowodzenie nad fabułą powieści. Same kreacje postaci też nadal wymagają dopracowania - czasami ich zachowania wydają się przesadzone, niespójne z tym, do czego jako funkcjonariusze policji powinni być już po latach pracy nauczeni i przyzwyczajeni.
“Każda prowadzona przez nią sprawa zostawiała w niej ślad. Każda ofiara odbierała kawałek jej duszy. Ile jeszcze takich kawałków jej zostało?”
Podsumowując, “Nieudane doręczenie” to powieść, w której widać dobre chęci autorki, widać, że chce zrobić dla siebie miejsce na polskiej scenie kryminalnej i chce, by było to miejsce charakterystyczne. Pomysł na fabułę powieści jest ciekawy, przemyślany i całkiem dobrze umotywowany, jednak zabrakło w nim wyczucia granicy pomiędzy tym, co w gatunku kryminalnym pozostaje realistyczne, a co naciągane i podchodzące pod banał. Podoba mi się, że autorka szuka w kryminale miejsca na refleksje, chce, by książka nie tylko dawała rozrywkę, ale i skłaniała do przemyśleń, choć sposób ich podania wymaga jeszcze pracy. Pozytywny odbiór lektury zakłócają detale - poczucie chaosu na początku historii, małe nieścisłości fabularne, chronologiczne i charakterologiczne. Szkoda, że to nie zostało wypracowane już przy debiucie, ale nie powinno też podkreślić przyszłości autorki w tym gatunku literackim. Przy odpowiedniej ilości pracy i dobrej redakcyjnej pomocy autorka może faktycznie znaleźć własne miejsce na polskim rynku książki.
 
Moja ocena: 6/10
 

Już w najbliższą środę będę miała przyjemność poprowadzić 
SPOTKANIE ONLINE z autorką tej powieści, z Żanetą Górecką! 
Zapraszam na mój profil na Facebooku 4 marca o godzinie 19:00. 


We współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 28, 2026

"Przemienienie" Szczepan Twardoch

"Przemienienie" Szczepan Twardoch
 

Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: Przemienienie
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Od dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat Szczepan Twardoch uznawany jest za ważny głos literatury polskiej - wielokrotnie nagradzany, tłumaczony na inne języki, ekranizowany zarówno na małym ekranie, jak i w teatrze, z ponad milionowym nakładem książek sprzedanych na koncie. W jego literackiej biografii znaleźć można kilkanaście powieści i kilka zbiorów opowiadań, a każdy kolejny tytuł odbija się głośnym echem na polskim rynku, jak choćby “Null” z 2025, który właśnie zdobył statuetkę Bestsellerów Empiku. Ale nie zawsze tak było, kiedyś przecież i Twardoch nie był aż tak znany. Teraz, dzięki Wydawnictwu Marginesy, możemy wrócić do jego początków - w poprzednim roku wydana ponownie została jego czwarta powieść pt. “Zimne wybrzeża” (recenzja - klik!) z roku 2009, a ten rok zaczynamy od powieści jeszcze wcześniejszej, trzeciej w dorobku pisarza z 2008 roku pt. “Przemienienie”.
 
Pierwsza dekada drugiego tysiąclecia. Komisarz Świetlik zjawia się na miejscu potencjalnej zbrodni. Ofiarą padł ksiądz Poniński, człowiek postępowy, znany z artykułów, jakie pisał do “Tygodnika”. Nie jest jednak jasne, czy ksiądz popełnił samobójstwo czy jednak ktoś mu w odejściu z tego świata pomógł - pistolet leży tak, jakby wypadł mi z ręki, jednak dziura po kuli znajduje się na samym środku czoła. Po oględzinach Świetlik coś znajduje - to rozładowany dyktafon. Czyżby ksiądz nagrał swoje ostatnie spotkanie, czy to taśma z zapisem jego morderstwa? Po powrocie do komendy Świetlik przesłuchuje nagranie - to zapis spotkania z Antonim Szarzyńskim, który spotkał się z księdzem, by opowiedzieć mu historię sprzed dwudziestu lat... Zaczyna się ona pierwszego sierpnia 1985 roku, kiedy Antoni, dwudziestokilkulatek, właśnie rozpoczął swój pierwszy dzień służby w IV Wydziale Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach. Co takiego wydarzyło się w tamtym roku, że w konsekwencji dwadzieścia lat później dobry ksiądz stracił życie?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 7 rozdziałów i epilog, a nowe wydanie z 2026 zamyka trzydziestostronicowe posłowie, którego autorem jest historyk Sebastian Rosenbaum (to tekst mocno akademicki, pełen analizy historycznej porównującej ówczesną rzeczywistość z prozą Twardocha, który uświadamia, jak bardzo “Przemienienie” było zaangażowane w tematykę poruszaną w czasie jej pierwszego wydania). Rozdziały książki są długie i nie są dzielone na krótsze fragmenty, pisane jednym ciągiem mogą dać wrażenie, że tekst czyta się dłużej niż inne powieści tych samych rozmiarów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, prolog i epilog osadzone są w pierwszej dekadzie XXI wieku, a wszechwiedzący narrator oddaje historię z perspektywy komisarza Świetlika. Wszystkie siedem rozdział to rok 1985 i historia pisana z perspektywy Antoniego Szarzyńskiego. Styl powieści jest specyficzny dla autora - sposób budowy zdań może przypominać strumień świadomości, to długie opisy i analizy emocji oraz zdarzeń pisane z zacięciem przyjemnie literackim, które z jednej strony zachwyca poetyckimi porównaniami, metaforami, by za chwilę przywrócić do rzeczywistości dialogami, w których słowa do wyszukanych nie należą, a przekleństwa i dosadne opisy mocno osadzają w szarości śląskiego życia. To styl pełen spostrzeżeń, może nawet dygresji, które mocno wpływają na mniejszą dynamikę akcji od tej, jaką nadają faktycznie zdarzenia. Z pewnością ten rodzaj narracji trzeba po prostu poczuć, wyczuć jej rytm - dla jednych czytelników może to być nużące, dla innych (w tym mnie) zachwycające. Niemniej jednak nawet nowe wydanie książki Twardocha nie jest pozbawione niewielkich potknięć - pojedyncze literówki, powtórzenie refleksji czy niewielka nieścisłość fabularna sprawiły, że nie mogę powiedzieć, że jest to powieść doskonała, ale mimo to nadal temu bliska.
Na koniec analizy językowej wróćmy jeszcze do dialogów, bo tak kryją się ciekawe stylizacje. Największą uwagę przyciągają wypowiedzi pisane gwarą śląską (która wraz z wtrąceniami obcojęzycznymi nie jest tłumaczona, co może stanowić mały problem dla tych, którzy jej nie znają) czy grasejowanie (wymawianie “r” w sposób gardłowy) pewnego hrabi, jednak stylizacji tak naprawdę jest więcej. Autor doskonale oddaje mowę poszczególnych grup społecznych, wieków i zawodów - rozmowy pomiędzy funkcjonariuszami prawa państwowego czy kościelnego są całkowicie inne. To kolejny element stylu autora, dzięki czemu całość wypada tak dobrze.
“Nie rozumiał, jakim cudem ludzie mogą się skarżyć na samotność, nie rozumiał, po co szukają permanentnego towarzystwa. Przecież i tak każdy człowiek zawsze jest sam ze swoim bólem i ze swoim orgazmem - chociażby leżał właśnie na kobiecie, to jednak ona nie czuje tych samych spazmów. A ludzie, zamiast się tą samotnością delektować, próbują ja zagłuszyć, siedzą razem w domach i paplają, a przecież każdy ma w głowie taki mur, którego nie da się sforsować. Ludzie nie mogą zrosnąć się mózgami, nie mogą połączyć swoich myśli, swojej świadomości, samotność jest więc naturalnym stanem człowieka.”
Jednak styl, niezależnie od tego, jak dobry by nie był, potrzebuje odpowiedniej historii. Fabuła tej powieści oparta jest o postać młodego Antoniego Szarzyńskiego, jednostkę według niego samego wyjątkową. I faktycznie tę wyjątkowość czuć, choć z biegiem lektury zmienia się skala, w jakiej się ją postrzega. Antoni to rozbudowana kreacja - początkowo poznajemy go jako ambitnego młodego mężczyznę, który składa się z kontrastów: służy komunistycznej Polsce, a nosi się w stylu amerykańskim, do tego słucha zagranicznej punkowej i rockowej muzyki, a i z biegiem lektury okazuje się, że niekoniecznie ustrój w jakim żyje, jest tym, co sam wyznaje. To człowiek, który do tego, kim jest, doszedł dzięki sobie samemu i swego rodzaju szczęściu, a przynajmniej tak uważa - wychowany w domu dziecka w wieku nastoletnim znalazł się pod opieką milicjanta, który pokierował jego dalszym życiem, pełniąc rolę jego mentora. Teraz ma swoje mieszkanie, szybkie, zagraniczne auto, pieniędzy ile tylko chce i urodę, dzięki którego każda kobieta może być jego. Początkowo jest to postać, do której można zapałać sympatią, jednak z czasem poznajemy jego prawdziwe oblicze… Oblicze, które sporo wyjaśnia, a równocześnie jest motorem napędowym całej intrygi. Jego indywidualizm, brak moralnych zasad, a równocześnie późniejszy moment tytułowego przemienienia wpisują go w formę pewnego rodzaju mściciela. Jest to więc postać odpowiednia dla gatunku thrillera szpiegowskiego, samotny wilk, który działa tylko z sobie znanych pobudek, ale przełożony na realia Polski końca czasów PRL-u.
“(...) przemyślał na nowo to przekonanie, które wcześniej traktował jak aksjomat, i zdziwił się, jak mógł tak długo wyobrażać sobie, że w świecie jest jakaś równowaga sprawiedliwości. Byli przecież tacy, którym w dzieciństwie wydarzyło się takie samo nieszczęście jak jemu, a reszta ich życia nie była serią sukcesów, lecz dalszych pogłębianiem porażki (...). Dopiero wtedy, również na studiach, przestał myśleć, że może być ktoś lub coś, co decyduje, komu jak się wiedzie; teraz był pewien, że nie ma niczego poza przypadkiem.”
Intryga powieści oparta jest o wątek pracy SB, a mówiąc dokładnie, o inwigilację duchownych. Już pierwszego dnia Antek ma za zadanie opracować plan nakłonienia gliwickiego księdza do współpracy z ich wydziałem - mamy więc tajne służby, tajniaków, donosicieli i grę na dwa fronty, a to daje kolejne składniki potrzebne do stworzenia powieści szpiegowskiej. Od samego początku intryga prowadzona jest sprytnie, choć wtedy jeszcze tego tak się nie dostrzega, wprowadzenie jest jednak koniecznie, by z czasem docenić jej wielowymiarowość, każdy najmniejszy element fabularny, który razem daje poczucie roboty koronkowej. W powieści nie brak scen akcji, wielkich pościgów i tajnych operacji, które powodują szybsze bicie serca.
“(...) opinie innych na jego temat nie miały dlań znaczenia. To nie była poza, nie musiał dusić w sobie wściekłości, kiedy słyszał, że ktoś mówi o nim coś złego. Rozważał i analizował – (...) ogólnie rzecz biorąc, to, czego wymagał od niego ten ktoś, od kogo coś zależało. Jeśli zaś źle mówił o nim chłopak albo dziewczyna, kolega ze szkoły albo z bidula, to dla Antka było to tak samo obojętne, jakby ktoś powiedział, że nie lubi pomidorówki. Nie chował nawet urazy, bo za co?”
Jednak i intryga nie robiłaby aż takiego wrażenia, gdyby nie to, że osadzona jest w prawdziwych realiach ówczesnych czasów. Powtarzając za Rosenbaumem: autor doskonale zna realia pracy SB, zarówno operacyjnej, jak i papierkowej. Bo choć to fikcja literacka, to całe jej tło oddane jest jak najbardziej realistycznie. Sposób działania SB, metody inwigilacji i pozyskiwania nowych źródeł, relacje władzy świeckiej i duchownej, a cała śląska codzienność mimo tego, że jest tłem historii fikcyjnej, to tak naprawdę jest bardzo realna. Co więcej, pierwsze wydanie książki miało miejsce, kiedy w Polsce głośno mówiło się o działaniach SB i ich “współpracy” z duchowieństwem. Książka zatem w dwójnasób wpisuje się w to, co dla Polski było, a może nadal jest ważne.
 
Mówiąc o tle, nie sposób nie wspomnieć o Katowicach i jego okolicach. Myślę, że książkę można by potraktować jak mapę, jak przewodnik po Katowicach późnych lat 80. - autor z dokładnością opisuje trasy, którymi porusza się Antoni, oddaje klimat odwiedzanych miejsc i ludzi po drodze spotykanych. Ważny jest też rozgłos pomiędzy mieszkańcami Górnego Śląska, tymi, którzy mieszkali na tych ziemiach od dawna, a tymi, którzy sprawdzili się tam dopiero w czasach powojennych. Co więcej rozgłos ten wyjątkowo mocno podkreślony jest pomiędzy zwyczajnymi mieszkańcami, obywatelami Polski, a służbami SB, z których nikt tak naprawdę nie był faktycznym Ślązakiem, co tym bardziej zaostrzało obopólną nienawiść.
“(...) chociaż spacer zajmował prawie godzinę, a wahająca się wcześniej między słońcem a deszczem aura podjęła wreszcie decyzję i przez cały czas lało, jakby Bóg miał już dosyć lat osiemdziesiątych i postawił uraczyć je potopem. Już gdzieś tam, w Kędzierzynie i Opolu, Odra wzbierała i podtapiała domy. Antek bawił się myślą o potopie, nie miałby nic przeciwko wyginięciu całej ludzkości, kiedy ostałby się jeno jakiś jeden Noe, na przykład rolnik spod Kolna albo z Chin czy jakiś Indianin z Boliwii.”
Podsumowując, “Przemienienie” to ambitny thriller szpiegowski przeniesiony w realia Polski końca czasów PRL-u. To tajne operacje i wielkie pościgi rozgrywające się na ulicach Górnego Śląska pogrążone w dymie z kopalnianych kominów, smogu i szarości komunistycznej codzienności, z której chce się zwyczajnie uciec. Historia oparta jest o wielowątkową intrygę, w której nie brakuje miejsca na motywy lekko kryminalne i romansowe, a choć autor lubi czasem napisać coś dosadnie, to jednak nie przekracza granic dobrego smaku. Kreacja głównego bohatera jest świetnie dopracowana, kontrast, jaki skrywa się w tej postaci, daje do myślenia - czy to nie przez sprzeczne emocje, jakich czytelnik doświadcza obserwując jego poczynania? To powieść, w której widać pasję i wiedzę, wyczucie w jej przekazywaniu w fikcyjnej formie i stylu, który choć niektórym może wydać się rozwlekły, ma swój rytm, ma swoją logikę, w której zawarte są ciekawe, czasami kontrowersyjne spostrzeżenia. Mimo wszystko, nie jest to powieść bez wad, jednak patrzę na nią przez pryzmat Twardocha jakiego znamy teraz - poważanego, nagradzanego, od którego oczekuje się więcej od innych. Jednak “Przemienienie” to książka sprzed osiemnastu lat, trzecia pozycja w jego karierze, a jeśli tak na nią spojrzeć, to naprawdę robi duże wrażenie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 27, 2026

Wygraj "Tajemniczy klucz" z serii z Agatą Szajbą! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Tajemniczy klucz" z serii z Agatą Szajbą! Konkurs patronacki (rozwiązany)
 

Kiedy w powietrzu zaczynają być wyczuwalne pierwsze zapowiedzi wiosny, w ludziach budzi się powoli zew przygody... Ale przecież codzienność wymaga chodzenia do pracy, do szkoły i wykonywania wszystkich tych zwyczajnych obowiązków... Jak to wszystko pogodzić? Dobrze dobraną lekturą! A "Agata Szajba. Tajemniczy klucz" doskonale się w te potrzeby wpisuje!

To pierwszy tom serii detektywistycznej dla młodszego czytelnika (9+), która nie tylko intryguje fajną, dobrze skrojoną pod wiek odbiorcy intrygą kryminalną, ale też zapewnia krajoznawczą wycieczkę po Londynie i podsuwa sposób na radzenie sobie z problemami, jakie mogą pojawić się w wieku zarówno głównej bohaterki, jak i docelowego czytelnika. Choć nie ukrywam, że według mnie ta seria nie ma górnych ograniczeń wiekowych, sama poznając pierwszy tom przygód Agaty też bawiłam się świetnie, a bohaterkę pokochałam przeogromnie! Dzisiaj tym dobrem chcę się z Wami podzielić, zapraszam na konkurs z tym tytułem! 

A jeśli o książce chcecie dowiedzieć się czegoś więcej, to zapraszam na recenzję - klik!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Najważniejsza cecha, jaką powinien przejawiać nastoletni książkowy detektyw to…? Swoją odpowiedź krótko uzasadnij. 



Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!
Oczywiście w odpowiedzi możecie również zaangażować swoje dzieci, w końcu seria z Agatą Szajbą, którą „Tajemniczy klucz” początkuje, przeznaczona jest dla czytelników w wieku 9+!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 27 lutego do 3 marca, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 10 marca.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę cztery, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa  na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

4.03 aktualizacja - wyniki konkursu:
Przebiegłość, spryt, spostrzegawczość - to chyba najczęściej pojawiające się cechy, w które koniecznie w Waszej ocenie powinni być zaopatrzeni nastoletni detektywi! I jak dowiedzie się z książki, o którą w tym konkursie walczyliście, Agata jak najbardziej je posiada! A przekonać się o tym będą mogły już wkrótce:

Instagram:
1) @kabaretka_30
Wezmę udział, bo czuję że wygrana mogłaby spodobać się mojej chrześnicy. Myślę, że takiego młodego detektywa powinna cechować przede wszystkim ciekawość i dążenie do wyznaczonego celu bo wtedy rzeczywiście jest w stanie wiele osiągnąć i tak łatwo się nie podda w swych działaniach 😉


2) @black_red_witch
Najważniejszą cechą jaką powinien mieć nastoletni detektyw to ciekawość świata, powinien zadawać dużo pytań i szukać na nie z zaangażowaniem odpowiedzi. Chęć poznawania, szukania szczegółów, które mogą być kluczowe i zainteresowanie daną sprawą niewątpliwie pomoże młodemu detektywowi w rozwiązywaniu zagadek i pozwoli zdobywać wiedzę 😊

3) @ahywka_p
Nastoletni detektyw powinien mieć pod dostatkiem… brawury! Tą cechą można pokryć braki w innych dziedzinach 🙈 można też się wpakować w niezłe tarapaty, ale… czy nie od tego właśnie są młodociani detektywi?

Facebook
4) Joanna Kubatek
Myślę, ze spryt 🙂 Detektyw powinien oczywiście mieć tez wiele innych cech, ale myślę, ze taki nastoletni ma wiele ograniczeń dotyczących wieku wiec spryt i przebiegłości przyda się na pewno.

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

lutego 26, 2026

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith
 

Autorka: Patricia Highsmith
Tytuł: Drżąca ręka fałszerza
Tłumaczenie: Robert Sudół
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść psychologiczna
 
Patricia Highsmith uznawana jest za jedną z prekursorek współczesnego thrillera psychologicznego. Jej powieści najczęściej oparte są na motywie zbrodni, przestępstwa, jednak to nie sam czyn, a jego psychologiczne konsekwencje są tym, co interesowało ją najmocniej. Jej postacie są przeważnie amoralne, pod wpływem zbrodni ich kompas akceptowalnych społeczne wartości zaczyna się zacierać, co oddziałuje na samego czytelnika, który musi stawiać sobie podczas lektury niewygodne pytania. Nie inaczej jest z “Drżącą ręką fałszerza”, która w oryginale wydana została po raz pierwszy w 1969 roku, do Polski jednak trafiła dużo później - dopiero w 2004 roku, a teraz, 22 lata później wydana została ponownie. Jest to dwunasta powieść w karierze autorki, która przez całe swoje życie wydała ich ponad dwadzieścia.
“Ciekawi mnie nie tyle sama historia, co osąd moralny. Jak ludzie osądzą głównego bohatera.”
Końcówka lat 60. XX wieku, początek czerwca. 34-letni nowojorski pisarz Howard Ingham przylatuje do Tunezji na zlecenie swojego znajomego, reżysera filmowego, z którym na miejscu ma zająć tworzeniem scenariusza do kolejnej produkcji. Postępując zgodnie z jego instrukcjami wynajmuje pokój w hotelu, chadza do wskazanych przez niego restauracji i chłonie dziwną, całkiem inną od amerykańskiej atmosferę przesyconą ospałością żaru płynącego z nieba. Oczekiwanie na przylot znajomego zaczyna się jednak przedłużać, choć początkowo Ingham się tym nie przejmuje - w tym czasie rozpoczyna pracę nad swoją nową powieścią, roboczo zatytułowaną “Drżąca ręka fałszerza”. Z czasem jednak brak listów i depesz od znajomego, jak i jego własnej dziewczyny, mimo wielokrotnych prób kontaktu z jego strony, zaczyna go niepokoić, wprowadzać w dziwny stan samotności. Rozglądając się za towarzystwem przekonuje się, że Arabowie zamieszkujący te miasteczko kierują się całkowicie innymi wartościami w życiu, co wywołuje u niego dyskomfort. Zaczyna dostrzegać coraz więcej podobieństw swojej sytuacji do tego, z czym mierzy się bohater jego książki, i tak jak on, w końcu dociera do zdarzenia granicznego, które sprawi, że sam zaczyna wątpić w to, kim jest… Czy to chwilowa wątpliwość podyktowana samotnością, czy prawdziwe objawienie, które zmieni jego życie?
“(..) czy to uczucie wywołanie zostało jakąś dziwną siłą sprawczą Tunezji, która zniekształca rzeczy niczym pofalowane lustro albo soczewka odwracający obraz, czy też jest głęboko autentyczne?”
Książka rozpisana jest na 27 rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Inghama, którego spojrzenie na świat narzuca czytelnikowi wartości samego bohatera - zatem mimo wyboru narracyjnego i tak dostajemy tu budowę świata przedstawionego podobną do współczesnego thrillera psychologicznego. Styl opowieści jednak jest znacząco inny - największa waga powieści położona jest na aspekty psychologiczne postaci i sytuacji, a zatem tym, co w dominuje są opisy czynów, gestów, przemyśleń i refleksji postaci. Oczywiście nie brak i dialogów sprawnie prowadzonych, choć nie oddawanych w pełni - czasami narrator po prostu streszcza to, o czym rozmawiały postacie. W historię wplecione są listy Inghama, które on pisze i dostaje, a także francuskie i arabskie zwroty, które, mimo iż nie są tłumaczone, są stosowane tak, by czytelnik nie miał problemów zrozumieć o co chodzi. Język jest subtelnie literacki, w pełni zrozumiały, bez wulgarności i przekleństw. Książkę czyta się w podobnym tempie, w jakim płynie akcja - powoli, spokojnie, w tunezyjskim upale nie ma się gdzie spieszyć.
“Myśli mu się mąciły, przypiekane od góry przez prażące słońce, a wyobraźnię przerastał wysiłek przeniesienia niepisanych nowojorskich reguł na grunt tej spalonej arabskiej krainy.”
Bo choć sam bohater powieści stoi na pierwszym miejscu, to nie bez znaczenia jest samo miejsce akcji. Miejsce całkowicie inne od tego, w którym na co dzień żyje Ingham, miejsce, które dla każdego Amerykanina kojarzy się z urlopem, odpoczynkiem, oderwaniem od swojego normalnego trybu życia. Jest gorące lato, żar i blask leją się z nieba i przed obydwoma naprawdę trudno się ukryć. Można wskoczyć do morza, można schronić się w kawiarni, ale to tylko chwilowa ulga od bezbronności i swego rodzaju obnażenia, jakie czuje się w tak jasnym słońcu. Co więcej, nie tylko pogoda i przyroda są tutaj inne. Inne są również wartości społeczeństwa, inna religia, inny sposób życia. I właśnie ta sceneria jest bazą do najważniejszego pytania tej powieści.
Zdaniem Inghama absurdalność tego wnętrza wyrażała Kafkowską nadaremność wszelkich ludzkich poczynań.”
Pytanie oczywiście zadaje główny bohater, Ingham. Jego kreacja budowana jest powoli, autorka nie przedstawia nam od razu jego pełnego charakteru, choć krótko wspomina o jego życiu, jakie prowadzi w Stanach. Tak naprawdę mam wrażenie, że Ingham nie pokazuje czytelnikowi w pełni tego, kim był, a skupia się na tym, kim się staje w miejscu tak innym od tego, w którym żył dotychczas. Samotność, poczucie lekkiego oszołomienia, tęsknota i niepewność co do bliskich mu osób, mocno wpływają na jego pewność siebie, na odbiór rzeczywistości. W takim stanie człowiek zdaje się bardziej podatny na sugestie - a Ingham poznaje dwóch skrajnie różnych bohaterów: starszego Amerykanina, który wyznaje Słusznie Obrane Wartości Amerykańskie oraz artystę, nie przejmującego się niczym Duńczyka. Ich relacje, jak wszystko w tej powieści, budowane są powoli, mocno ze sobą kontrastują wprowadzając tym większy mętlik w głowę bohatera, jak i samego czytelnika.
“Zamierzał zasiać w czytelniku moralną wątpliwość co do jednoznacznej winy Dennisona. Gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele dobra wyświadczył główny bohater - uchronił rodziny od rozpadu, rozkręcał lub pomagał rozkręcić interesy, wysyłał ludzi na studia na własny koszt, nie wspominając już o darowiznach na cele charytatywne - czy ktokolwiek śmiałby nazwać go oszustem i złodziejem?”
Fabuła oparta jest o dwa epizody kryminalne, jednak całej powieści nie postrzegałam przez pryzmat tego gatunku - tu wątki obyczajowe skupione na codzienności postaci z czasem zaczynają przeradzać się w psychologiczne dylematy dotyczące tożsamości i tego, jak duży wpływ na to kim jesteśmy i co uznajemy za dobre i złe ma otoczenie, miejsce w którym przebywamy. Czy moralność jest więc zależna od miejsca? Czy to, co jednoznacznie złe w Ameryce, w Tunezji okaże się czymś błahym, nad czym można zwyczajnie przejść do porządku dziennego? Autorka w bardzo ciekawy sposób wykorzystuje powieść, jaką pisze Ingham, coraz mocniej zacierając granicę pomiędzy tworzonym przez niego bohaterem Dennisonem, a nim samym. A skoro granica się zaciera, to kiedy Ingham staje się fałszerzem? Które jego życie jest kłamstwem - te wcześniejsze, w Ameryce, czy te w Tunezji? Kim on sam tak naprawdę jest? To bardzo ciekawe zagadnienia, które powodują w czytelniku dyskomfort, bo odpowiedź na pytania wcale nie jest taka jednoznaczna. Autorka świetnie manipuluje emocjami i wątpliwościami postaci równocześnie wpływając na postrzeganie moralności bohatera, jaką ma czytelnik.
“Ingham nie słyszał ani słowa po francusku; nic nie rozumiał z dobiegających do rozmów.
To otoczenie jest w sam raz, pomyślał, bo główny bohater jego książki połowę życia spędzał w świecie zupełnie obcym jego krewnym i wspólnikom, w świecie, który znał tylko on, gdyż nie mógł nikomu wyznać prawdy - że kilka razy w miesiącu przywłaszcza sobie pieniądze i podrabia czeki, składając trzy fałszywe podpisy.”
Podsumowując, “Drżąca ręka fałszerza” to powieść, którą smakuje się powoli. Akcja, która momentami zdaje się stać w miejscu, jest tylko bazą do analizy psychologicznej przemiany, jaką pod wpływem miejsca i swojej twórczości doświadcza główny bohater. Przemiany, która wzbudza dyskomfort dlatego, że wnioski, do których bohater dochodzi, nie wzbudzają w nas od razu sprzeciwu, a wręcz odwrotnie - momentami wydaje się, że ma rację. Świetnie oddany bezlitosny klimat pustynnego kraju, w którym kultura jest tak inna, że dla człowieka lat 60. XX wieku mogła się wydawać wręcz wroga - i tak właśnie w większości przyjezdni postrzegają mieszkańców Tunezji. W tle toczy się historia - wojna w Wietnamie, zimna wojna z Rosją - to wszystko wpływa na nastroje, jakie oddziałują na postacie. Jednak to przede wszystkim człowiek jako jednostka stoi w centrum i pytanie o to, czy jednostka sama w sobie ma w ogóle jakieś podstawowe wartości, czy jednak wszystko to, kim nam się wydaje, że jesteśmy, zależy od otoczenia, okoliczności i postrzegania. Historia prowadzi do bardzo ciekawych refleksji, choć czasami, jak na współczesne standardy, robi to w sposób aż za wolny. Myślę jednak, że podejście do lektury z nastawieniem na niespieszność, powinno ten problem rozwiązać.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!