października 06, 2026

"Wielka woda pod Babią Górą" Irena Małysa

"Wielka woda pod Babią Górą" Irena Małysa

Autorka: Irena Małysa
Tytuł: Wielka woda pod Babią Górą
Cykl: Baśka Zajda, tom 6
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Irena Małysa na polskim rynku książki debiutowała zaledwie przed pięcioma laty - w 2021 roku ukazał się pierwszym tom serii kryminalnej z Baśką Zajdą pt. “W cieniu Babiej Góry”. Książka szybko zyskała swoich fanów (sama się do nich zaliczam!), a autorka rozpoczęła cykl, który kontynuuje do tej pory - aktualnie liczy sześć tomów i każdy cieszy się dużą popularnością wśród polskich czytelników.
To jednak nie jedyne książki w dorobku Ireny Małysy - w 2024 roku wydała powieść kryminalną od serii niezależną pt. “Mosty na Wiśle” (recenzja - klik!), a w tym roku rozszerzyła swoją twórczość o pozycje dla dzieci, w których jej własny dom tymczasowy dla bezdomnych i potrzebujących psów Psia Chatka doczekał się książkowego odpowiednika ucząc najmłodszych opieki nad zwierzętami i temat ich adopcji. Znakiem rozpoznawczym autorki są góry - od dwóch dekad mieszka w Makowie Podhalańskim, a Beskid Żywiecki i jego okolice to jej wielka miłość, którą przekazuje czytelnikom w swoich powieściach.
 
Wrzesień 2025 rok, Jezioro Mucharskie. Małgorzata jak co dzień pływa żaglówką po jeziorze. Pod ręką ma aparat, z zapałem uwiecznia tak bogatą w tym miejscu naturę. Po powrocie do domu jej spokój znika - w ich ślicznym nowoczesnym domku, który dzieli z mężem Erykiem, pojawili się dawno niewidziani znajomi. Po wspólnym wieczorem kolejnego dnia wydarza się coś dziwnego - Eryk przez dobrych kilka godzin nie wraca ze swojego biegu wokół jeziora. Czy coś mu się stało? Zaczynają szukać.
W tym samym miejscu piętnaście lat temu również doszło do zaginięcia. Poszukiwaną była młoda dziewczyna, Agnieszka, której tragedią nikt nie zdążył zająć się poważnie - dzień po wszczęciu poszukiwań nad Skawce nadciągnęła wielka woda… Ale czy tam należy szukać początku tej historii? A może jeszcze wcześniej? Może w latach 40. XX wieku, kiedy to na tych terenach urzędowali naziści, którzy przywłaszczyli sobie Pałac w Jaszczurowej i wysiedlili sporo lokalnej ludności? To przez nich nastoletnia Nastka straciła dom, a przecież jako sierota nic więcej nie miała. Teraz liczy się tylko przetrwanie.
„Za oknem robiło się jasno, zwyczajnie. Ktoś przeszedł drogą, gdzieś zaszczekał pies. Świat trwał dalej, jakby nic się nie wydarzyło.
A przecież wszystko się zmieniło.”
Książka rozpisana jest na kilku- i kilkunastostronicowe rozdziały, które nie są numerowane, ale tytułowane miejscem i czasem zdarzenia. Akcja powieści toczy się w trzech czasach naprzemiennie, jednak naprzemienność nie jest usystematyzowana - zdarza się kilka z rzędu rozdziałów pisanych w jednym czasie, a historia z lat 40. XX wieku miejsca zajmuje najmniej. Narracja prowadzona jest zawsze w trzeciej osobie czasu przeszłego, a każdy opisywane okres zyskuje co najmniej dwie perspektywy. Styl powieści jest spokojny, uważny, skupiony na detalach i przeżyciach postaci. Język opisów, których jest w tekście sporo, jest subtelnie literacki, plastyczny, początkowo daje onomatopeiczne wrażenia, które z biegiem lektury znikają zmieniając punkt skupienia z przyrody na akcję. Mam jednak wrażenie, że stylistyka opisów w tym tomie uległa zmianie - zdania budowane są na stałej zasadzie, określeniem przez zaprzeczenie. Ta powtarzalność niestety wypada na niekorzyść, sprawia, że po czasie opisy zaczynają brzmieć mało naturalnie. Na szczęście w dialogach nie pojawił się taki problem - gdy akcja przyspiesza, albo pojawiają się rozmowy postaci, wraca naturalność języka, dzięki czemu książkę czyta się sprawnie i płynnie. Momentami może w dialogach brakuje lokalnej gwary, pojawiło się też kilka literówek, ale nie przeszkadzało to na tyle, by miało wpływ na ogólne wrażenia z lektury.
 
Mam wrażenie, że w tym tomie autorka szczególnie dużą uwagę przywiązała do miejsca. Jezioro Mucharskie, które do użytku zostało oddane zaledwie kilka lat temu, jest punktem centralnym dla dwóch czasów akcji - roku 2025 i 2010. To za jego sprawą przyroda w tych czasach ożywa - jest mroczna, niepokojąca, niebezpieczna, człowiek w zetknięciu z nią zdaje się nie mieć żadnych szans. To prawdziwy żywioł, który swoją moc objawia wraz z nadejściem wielkiej powodzi. Trudne decyzje, jakie wtedy trzeba było podjąć autorka opisuje z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, to wtedy serce zaczyna bić szybciej.
„Patrzyła na ciemną, lśniącą taflę, w której odbijały się poruszone chmury. To samo jezioro, które jeszcze wczoraj wydawało jej się spokojne i piękne, teraz wyglądało obco, niemal wrogo. Fale poruszały się niespokojnie, mimo że wiatr ucichł.
Przeszył ją dreszcz. Miała wrażenie, że to miejsce patrzy, że woda oddycha ciężko, z gniewem.
Wtedy po raz pierwszy Małgorzata pomyślała, że jezioro nie oddaje. Ono połyka.”
Ale miejsce akcji to nie tylko Jezioro Mucharskie. To też Pałac w Jaszczurowej z całą swoją skomplikowaną historią. Autorka oddaje mu blask przeszłego wieku, przeprowadza nas przez kolejne transformacje, z którymi zmieniało się jego przeznaczenie. Poprzez historię pałacu i jeziora czytelnik otrzymuje sporą dawkę informacji o tym, jak w poszczególnych latach w tych miejscach się żyło, z czym, z jakimi decyzjami i dramatami borykali się ich mieszkańcy. Fascynujące obrazy!
 
Ale miejsce mimo wszystko w powieści kryminalnej pozostaje tłem - bardzo wyraźnym, ale przecież tym, co przewodzi, jest zagadka kryminalna. A ta zbudowana jest tak, jak autorka lubi - spokojnie, z uwzględnieniem emocji ludzi takich jak my. W jej powieściach nie ma groźnych, seryjnych morderców, zbrodnie popełnia zwyczajny człowiek. Tutaj, ze względu na podział czasowy, typowo kryminalne zagadki są dwie: dwa zaginięcia z roku 2025 i 2010. W 2025 roku w sprawę angażuje się Baśka Zajda ze swoją towarzyszką psicą Chytrą, przez rok 2010 prowadzi nas policjant. Lata 40. XX wieku przybierają formę powieści historyczno-obyczajowej, nie ma w nich typowej zagadki kryminalnej, ale jest coś, co ma znaczenie dla przyszłości. Mimo tego podziału, żadna z trzech historii nie daje wrażenia fragmentaryczności, są odpowiednio poprowadzone jak na ilość miejsca, jakie autorka miała do dyspozycji. Rozwiązanie intrygi balansuje na granicy zaskoczenia i niedosytu - w teorii wszystkie elementy układanki są do dyspozycji czytelnika, w praktyce jednak autorka tak mocno zaciemnia obraz, że samodzielne rozwiązanie wydaje się po prostu niemożliwe (a przynajmniej takie jest w moim odczuciu). Niemniej jednak dochodzenie do finału sprawiło mi dużo frajdy, potęgowanej przez klimat otoczenia.
„Potem nastąpił rytuał, który Karl-Heinz znał lepiej niż modlitwę: meldunek, odpowiedź, uniesione ramiona, chóralne pozdrowienie dla Hitlera. W takich chwilach jednostka przestawała istnieć - zostawała organizacja. O to właśnie chodziło. By nikt nie należał już całkiem do siebie.”
Mimo że historia osadzona jest w uniwersum Baśki Zajdy, to nie tylko jej kreacja jest tutaj ważna. Mam wrażenie, że większość pojawiających się postaci ma dla autorki jakieś znaczenie, każda, nawet jeśli pojawia się na chwilę, coś w tę historię swoją osobą wnosi. Może to dlatego, że poznajemy ich myśli, marzenia, nadzieje? Nie mogę też obojętnie przejść obok Chytrej - to dopiero charakter! Bardzo spodobała mi się ta psia, uparta bohaterka.
 
Pochylając się nad intrygą, która oscyluje wokół ludzkich dramatów i zbrodni autorka porusza temat przynależności - do rodziny, społeczności, miejsca. Tego jak wiele te określenia mogą znaczyć i jak szybko na znaczeniu tracić. Jak ważne są nadzieje i jak boli ich brak, kiedy pozornie zwyczajne oczekiwania zaczynają zderzać się z rozczarowującą rzeczywistością.
„Przez całe życie słyszał o jeziorze, które kiedyś wypełni pustą nieckę i zmieni wszystko: krajobraz, ludzi, losy tej ziemi.”
“Wielka woda pod Babią Górą” robi wrażenie! Autorka z ogromnym wyczuciem operuje miejsce akcji, jego historią prawdziwą, jego piękną naturą, która przeplata nabierającą dynamizmu fikcją literacką. Niepokojące opisy przyrody wywołują ciarki na plecach, a intryga od początku frapuje punktem styku - bo przecież wszystkie trzy czasy muszą w jakiś sposób połączyć się w jedno, prawda? Choć książka ma swoje mankamenty, przede wszystkim te, które uwierały mnie w jej warstwie językowej, to nadal pozostaje wartą uwagi lekturą - ze względu na ten miks prawdy i fikcji i na ludzkie dramaty, które wcale nie są tak odległe, jak nam się wydaje. To smutna, poruszająca historia, która sprawia, że po skończonej lekturze pozostaje tylko spakować walizkę i ruszyć śladami książki nad Jezioro Mucharskie.
„Zdążyła już zrozumieć, że świat lubi zmieniać nazwy, ale dużo rzadziej zmienia własną naturę.”
Moja ocena: 7/10
 
PS. Każdy tom serii można czytać od pozostałych niezależnie.
 
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 06, 2026

Book tour z "Dobrodziejką"!

Book tour z "Dobrodziejką"!

W te coraz chłodniejsze, coraz dłuższe wieczory, dobrze zgłębić się w lekturę klimatyczną, pochłaniającą, mocno angażującą wyobraźnię. Takim tytułem dla mnie jest właśnie "Dobrodziejka" Sabiny Waszut! 

To nie tylko intrygująca, oparta na prawdziwych zdarzeniach zagadka kryminalna, ale też bardzo klimatyczne tło, w którym autorka kładzie nacisk na wątki historyczno-społeczne. Przyglądamy się wraz z nią, jak wtedy, w czasach międzywojennych, żyło się na Śląsku, teoretycznie jednym obszarze, który został podzielony granicami, ale też coraz mocniej niepokojącymi nastrojami płynącymi ze strony niemieckiej. Mocno doceniam trud, jaki autorka włożyła, by Śląsk lat 30. stały się dla nas miejscem żywym – momentami mrocznym, w końcu to kryminał, ale taki, który kładzie nacisk na emocji ludzi takich jak my, którzy po prostu muszą sobie jakoś radzić z tym, co przynosi im kolejny dzień. 
Jeśli chcecie o książce dowiedzieć się więcej, to zapraszam na recenzję (klik!) i do wysłuchania, co sama autorka ma na temat swojej książki do powiedzenia - tutaj znajdziecie zapis naszego półgodzinnego live'a (klik!). 

Choć od jej premiery już na dniach minie miesiąc, to podejrzewam, że jeszcze wielu z Was nie zdążyło się z nią zapoznać. Dlatego dzisiaj proponuję ułatwienie i dodatkową motywację do sięgnięcia właśnie o ten tytuł - zapraszam na book tour z "Dobrodziejką"!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz Wydawnictwa Mando w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 05, 2026

"Cienie przeszłości" Tess Gerritsen - recenzja patronacka

"Cienie przeszłości" Tess Gerritsen - recenzja patronacka

Autorka: Tess Gerritsen
Tytuł: Cienie przeszłości
Cykl: Klub Martini, tom 3
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna / thriller szpiegowski
 
Tess Gerritsen to światowej sławy amerykańska autorka znana przede wszystkim z thrillerów medycznych. Jej kariera pisarska sięga już prawie czterech dekad, ilość napisanych książek przekroczyła liczbę czterdzieści, a sprzedanych egzemplarzy -czterdziestu milionów. Jej proza jest nagradzana i ekranizowana i nie inaczej jest z najnowszą serią, która gatunkowo nieco odbiega od poprzednich jej dzieł. Klub Martini to swoiste połączenie thrillera szpiegowskiego z kryminałem cosy crime, w których główną rolę odgrywa paczka przyjaciół, emerytowanych szpiegów. Co ciekawe, pomysł na tę serię autorka zaczerpnęła z własnego miasteczka, w którym żyje od 36 lat, a które, jak powieściowe Purity, pełni rolę dobrego miejsca na spędzenie starości dawnych tajnych agentów. Pierwszy tom serii pt. “Wybrzeże szpiegów” (recenzja - klik!), który ukazał się pod koniec 2023 roku na rynku anglojęzycznym (u nas w styczniu 2024), skupiał się mocno na przeszłości postaci z czasów, gdy jeszcze aktywnie w swoim zawodzie działali, był więc najbardziej zbliżony do typowego thrillera szpiegowskiego. Tom drugi pt. “Lato tajemnic” (recenzja - klik!) z marca 2025 przybrał formę małomiasteczkowej powieści kryminalnej, a tom trzeci, najnowszy pt. “Cienie przeszłości” łączy w sobie te dwa gatunki dodając do nich szczyptę uroczego humoru tak rozpoznawalnego dla cosy crime. Już teraz w zapowiedziach pojawił się tom czwarty, jednak przyjdzie nam na niego jeszcze długo poczekać - na ten moment zapowiedziany jest na pierwszą połowę 2028 roku. Na szczęście czas oczekiwania powinna umilić nam ekranizacja - już trwają prace nad serialem, do którego prawa kupiło Amazon Studios.
 
W październiku życie niewielkiego miasteczka Purity w stanie Maine każdego roku wraca do spokojnego rytmu - turyści już wyjeżdżają, stali mieszkańcy powoli przygotowują się na nadejście zimy. Tego roku jednak czeka ich jeszcze jeden weekend, podczas którego przyjezdnych będzie więcej - właśnie zaczyna się konferencja Stone Coast poświęcona globalnych zagrożeniom, w organizacji której bierze udział jedna z pięciu członków Klubu Martini - Ingrid Slocum, która przerażona chaosem, jaki wywołują naukowcy, obiecuje sobie, że to angaż jednorazowy. Na razie jednak musi sprostać zadaniu - pełnić rolę mówczyni zapowiadającej, więc to jej przyjaciołom przypada zaszczyt odnalezienia jednego z naukowców, doktora Masłowa, który przyleciał to prosto z Ugandy. Kiedy jej przyjaciółka Maggie Bird wchodzi wraz z pokojówką do jego pokoju, znajdują go na skraju życia – i tak zaczyna się szybka reanimacja, karetka, podejrzenie eboli, przez co Maggie również zostaje poddana kwarantannie. W tym czasie Ingrid boryka się ze starym znajomym, który właśnie zjawił się w miasteczku i próbuje ją nakłonić do powrotu do zawodu, a lokalna policjantka Jo przyjmuje zgłoszenie o zaginięciu kelnerki hotelu. Problem w tym, że wraz z Ingrid znajdują ją martwą w bagażniku jej samochodu, a Ingrid ewidentnie poznała sposób i przedmiot, jakim kto tej zbrodni się dopuścił… Co to wszystko znaczy? Czy Purity po raz kolejny stanie się sceną zbrodni, w której przeszłość członków Klubu Martini odegra znaczącą rolę?
„Wszystkie te lata spędzone w terenie, wszystkie te sekrety. Wchodzi wam to w krew, prawda? Zatajanie różnych spraw, zamykanie ich na cztery spusty w mentalnych szafach.”
Książka rozpisana jest na “wtedy” i “teraz”. “Wtedy” to zaledwie pierwszy rozdział, który pisany z perspektywy Ingrid przedstawia pewną tragiczną w skutkach szpiegowską akcję sprzed trzydziestu lat. Pozostałe czterdzieści trzy rozdziały toczą się już w czasach współczesnych. Każdy z nich jest numerowany, a zmiana dnia lub perspektywy jest od razu na początku rozdziału zaznaczona. Czas akcji obejmuje niecały miesiąc, a perspektywy są cztery: Maggie, Ingrid, Jo oraz sprzątaczki Hannah, z czego ta ostatnia pojawia się najrzadziej. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a styl powieści, jak na thriller szpiegowski, jest zaskakująco lekki - w dialogach postaci często przewija się subtelny humor, w atmosferze, mimo zagadki kryminalnej, czuć ciepło, przez co tak łatwo gatunkowo przypisać tę powieść to cosy crime. Książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością i to taką, że przez większą część lektury uśmiech nie schodził mi z twarzy.
„– Może powinieneś coś zjeść, Lloyd – powiedział Declan, zerkając na pustą szklankę w jego dłoni. – To twój trzeci drink. Nie przeżyjesz na samym martini.
– Czy ktoś to kiedykolwiek naukowo potwierdził?”
Akcja jednak jest jak najbardziej poważna, to ona kieruje książkę w stronę thrillera szpiegowskiego, który mocno osadza ją w relacjach amerykańsko-rosyjskich odbijających jeszcze echa zimnej wojny. A jednak czytelnicy stroniący od tematyki politycznej, szpiegowskiej, tej lektury obawiać się nie muszą - autorka poza wtrącaniem w rozmowy dość uszczypliwych spostrzeżeń dotyczących zmian, jakie zachodzą w Agencji przez nową krajową politykę, swoją historię kieruje w osobiste tony. Choć w tle toczą się rozgrywki państw, to nas interesują ludzie, ich relacje, emocje, tęsknoty i pragnienia. Intryga powieści prowadzona jest z dużym wyczuciem - już na pierwszych stronach budzi ciekawość, by za chwilę ciśnienie podskoczyło, a choć akcja nie toczy się tempem typowo zawrotnym, do jakiego przyzwyczaiły na thrillery szpiegowskie, to jednak kolejne twisty fabularne rozmieszczone są tak, że trudno się od lektury oderwać. Patrząc na intrygę już po zakończeniu lektury, nie wydaje się ona mocno rozbudowana, ale to niczemu nie szkodzi - dzięki naprzemiennej perspektywie, dzięki dobremu rozmieszczeniu twistów i dzięki czystej sympatii do członków Klubu Martini nie ma w niej ani chwili na nudę.
„– To nie nasz problem, Maggie. Jesteśmy na emeryturze, pamiętasz?
– Jakbyśmy potrafili się powstrzymać przed przyjrzeniem się bliżej tej sprawie.”
Tym, na co warto zwrócić uwagę, to sposób, w jakim autorka spogląda na postać szpiega. U niej to nie tylko dynamiczne misje, które uzależniają od adrenaliny, a przede wszystkim poczucie samotności i życia w sieci kłamstw, które chyba nie do końca są w stanie wynagrodzić pieniądze czy wyższe wartości. I tak Klub Martini staje ponownie przed dylematem - czy ten do niczego niepodobny zastrzyk adrenaliny jest warty narażania życia i kolejnych przemilczeń? Autorka skupia się na tym, jak to jest żyć pośród szpiegów, na relacji Klubu Martini - choć wszyscy znają się jak przysłowiowe łyse konie, to jednak zawsze ta wątpliwość zostaje, te pytanie: a co, jeśli prawda jest inna niż się wydaje? Niemniej jednak to, co ich łączy, to ewidentnie prawdziwa przyjaźń - ich skłonność do poświęceń dla przyjaciół, akceptacja zamiast ciągłych pytań, zaufanie mimo niepewności nadaje lekturze ciepły ton, ten świetnie kontrastujący z motywem szpiegowskim pozytywny akcent, który w połączeniu z dialogami tak skutecznie kieruje książkę w kierunku cosy crime.
„Tego właśnie wymagała ich profesja: dyskrecji. Mieli tyle historii do opowiedzenia i tyle sekretów do ujawnienia, ale wszystkie zabiorą ze sobą do grobu.”
Ale w tym tomie nie tylko przyjaźń dochodzi do głosu. Autorka pochyla się też nad zagadnieniem małżeństwa z wieloletnim stażem. Na przykładzie Ingrid i Loyda dostrzegamy piękno tej relacji. Tego, jak po latach taki związek nadal może rozczulać młodzieńczym zapałem, mimo że wiek ciała już dawno młodość przekroczył. Jak ważne jest miejsce na przestrzeń osobistą, akceptacja i zwyczajne dostrzeganie potrzeb drugiej osoby. A jednak w “Cieniach przeszłości” po dwudziestu ośmiu latach razem autorka wystawia ich małżeństwo na próbę - co wybiorą, co okaże się dla nich tak naprawdę ważne?
„Dwadzieścia osiem lat to wcale nie jest tak dużo. Mijają w mgnieniu oka. Zaczynasz, kiedy masz na głowie wszystkie włosy i niecałe dziewięćdziesiąt centymetrów w talii, i nagle spoglądasz w lustro i zastanawiasz się, kim jest ten staruszek.”
Wygląda na to, że “Cienie przeszłości” to jedna z tych powieści, o których mogłabym pisać i pisać. A to dowodzi, jak bogata jest to historia, mimo pozornie prostej (a jednak niełatwej do przewidzenia!) intrygi. Bo choć zagadka morderstwa i przeszłość szpiegów mocno oddziałują na akcję, to tym, co liczy się w niej najbardziej, jest sam człowiek i relacje, które z biegiem lat buduje. Świetne kreacje postaci pozwalają zastanowić się nad tym, co dla nas samych jest w życiu ważne i gdzie tak naprawdę te życie nas prowadzi. Spokój Purity i bliskość, jaka jest wyraźnie wyczuwalna wśród członków Klubu Martini wprowadzają w historię uroczo pozytywny akcent, dzięki czemu tak łatwo podczas lektury tej książki się uśmiechać.
„Pozostawanie w cieniu to dla nas stan domyślny.”
PS. Każdy tom serii Klubu Martini bez problemu da się czytać oddzielnie.
 

Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 02, 2026

"Przed burzą" Michael Katz Krefeld

"Przed burzą" Michael Katz Krefeld

Autor: Michael Katz Krefeld
Tytuł: Przed burzą
Cykl: Maja Holm, tom 1
Tłumaczenie: Saga Egmont
Data premiery: 21.09.2026
Wydawnictwo: Saga Egmont
Liczba stron: 417
Audiobook: 14 godzin 19 minut, czyta Maciej Więckowski
Gatunek: kryminał
 
Zanim Michael Katz Krefeld stał się twórcą powieści kryminalnych, pracował dla telewizji - tworzył krótkometrażowe filmy i pisał scenariusze do seriali telewizyjnych, z których trzy nagrodzone zostały Emmy. Po ośmiu latach takiej pracy zdecydował się spróbować swoich sił w powieści - w końcu tworzenie miał we krwi, odziedziczył ten gen po swoim dziadku, który również pisał powieści kryminalne i swoją wiedzę przekazał wnukowi. “Przed burzą”, czyli pierwsza książka Michaela Katza Krefelda, światło dzienne ujrzała w 2007 roku i została ciepło przyjęta przez czytelników i krytyków, którzy przyznali jej duńską nagrodę literatury kryminalnej w kategorii debiutu. Od tego czasu minęło dziewiętnaście lat - Michael Katz Krefeld na swoim koncie ma osiemnaście powieści, z czego aż jedenaście należy do jednej serii ze śledczym Ravnem. Pozostałe siedem to również serie, jednak te już nie są tak rozbudowane - dwie serie, w tym ta zapoczątkowana “Przed burzą”, liczą zaledwie po dwa tomy, trzecia z Cecilie Mars na ten moment składa się z tomów trzech („Bestie nocy” recenzja – klik!). Książki Katz Krefelda wydawane są w dwudziestu krajach, w tym w Polsce: w latach 2014-2016 trzy pierwsze tomy z Ravnem wydało Wydawnictwo Literackie, a od 2024 roku jego twórczością zajmuje się wydawca książek cyfrowych Saga Egmont, który do tej pory wydało siedem jego powieści, a ósma jest już w grudniowych zapowiedziach.
 
Zima, małe nadmorskie norweskie miasteczko. Maja Holm, duńska lekarka, która dopiero niedawno zatrudniła się na zastępstwo w lokalnej przychodni i szpitalu, podczas nocnej zmiany na Oddziale Ratunkowym zostaje wezwana do nagłego przypadku przedawkowania. Niestety, to jeden z tych, których nie da się już odratować - po szybkiej akcji reanimacyjnej mężczyzna trafia do kostnicy. Kolejnego dnia po zmianie w przychodni, gdy Maja już jest po swoim domem, przypomina sobie o fakturach, które musi pilnie rozliczyć tego wieczoru. Problem w tym, że zostawiła je w swoim tymczasowym gabinecie w przychodni, w której nikogo już nie ma. Kiedy po ciemku wchodzi ponownie do swojego gabinetu, coś jest nie tak - ktoś tam jest, o czym Maja przekonuje się, gdy dostaje czymś w głowę. Czy to chłopak, który tego dnia tak mocno zabiegał o nową dawkę silnych leków przeciwbólowych? Po sprawdzeniu gabinetu okazuje się jednak, że to nie szafka z lekami była obiektem zainteresowania, a dokumenty pacjentów, wśród których znajduje się karta mężczyzny, który zmarł na jej zmianie poprzedniej nocy. Problem w tym, że z jego dokumentacji jasno wynika, że od kilku lat mężczyzna nie tknął narkotyków, a teraz nagle zabił się metadonem, który bierze się na początku odwyku. Coś w tym nie gra… Maja zaczyna grzebać w sprawie - musi dowiedzieć się, czy jej przeczucia są słuszne.
„(...) to, co budzi największy wstyd, chowa się najgłębiej. W tym samym zakamarku duszy, co żale i pogrzebane nadzieje.”
Książka rozpisana jest na prolog i 41 rozdziałów pisanych z perspektywy Mai w trzeciej osobie czasu przeszłego (z wyłączeniem prologu, który pisany jest z perspektywy umierającego mężczyzny). Akcja powieści ułożona jest w porządku chronologicznym, choć poprzez komentarze Mai powoli składamy również w całość jej własną przeszłość. Styl powieści jest prosty, momentami autor kusi się o nieco bardziej literackie porównania, mam jednak wrażenie, że polska wersja jest nie całkiem płynna - widać to szczególnie w dłuższych opisach emocji postaci, gdzie tekst traci swój rytm, a słowa nieraz bywają niefortunnie dobrane. Kiedy akcja przyspiesza, pojawiają się dialogi, te wrażenie znika.
„Bez względu na to, jak daleko podróżowała, wszystko nadal wydawało się kręcić w kółko, drogi i zmiany. Być może taka była prawdziwa anatomia piekła.”
Akcja powieści rozgrywa się w niewielkim norweskim nadmorskim miasteczku z ciekawą historią. Maja, jako że nie dba gdzie mieszka, bo i tak przebywa tam tylko chwilę, by przespać się i ruszać dalej do pracy, dom wynajęty ma w biednej Dzielnicy Śledziowej - jej nazwa wzięła się od poławiaczy śledzi, z których lata temu zasłynęło te miasteczko. To jednak nie jedyny rys lokalnego kolorytu, jaki można znaleźć w tej powieści - autor poświęca też trochę miejsca, by omówić historię poławiaczy, jak i pochylić się nad tak popularnymi tam polowaniami na dużego zwierza. Sama bliskość morza, jak i pora roku, zima, kiedy to co chwilę pada śnieg, dodają lekturze surowości, przenikającego klimatu chłodu.
 
Główna bohaterka też raczej nie ociepla atmosfery. Autor wprowadzając Dunkę w niewielkie norweskie miasteczko gra znanym motywem obcego, który dzięki swojej bezstronności widzi więcej. Problem w tym, że czytelnik nie jest pewny, czy może dedukcji Mai ufać - to kobieta uzależniona od leków, która czas poza szpitalem i przychodnią spędza najczęściej na piciu wina. A choć sama twierdzi, że dobrze nad swoją kondycją panuje, to kolejne łykane tabletki i kolejne kieliszki każą czytelnikowi w to powątpiewać. Więc kiedy całe otoczenie jej nie wierzy, to czy my wierzyć powinniśmy?
Widać, że autor chciał z Mai stworzyć postać ciekawą, skomplikowaną, która doskonale spełnia się jako lekarka, jest uczciwa i pomocna, a która równocześnie jest w życiu prywatnym kompletnie pogubiona - niełatwa relacja z matką, niejasny powód szybkiego wyjazdu z Danii, jej uzależnienia - to wszystko stawia duże znaki zapytania o jej własną przeszłość. Problem w tym, że mimo dobrze opracowanej historii postaci, autor nie zdołał jej uwiarygodnić pod kątem psychologicznym, a zatem jej los pozostaje dla czytelnika obojętny, a sama kreacja jest po prostu emocjonalnie płaska.
„- (...) Nie widzisz, że tylko siejesz chaos? Że niszczysz więcej, niż robisz dobrego.”
W sposobie prowadzenia intrygi również widać, że to debiut autora, że jeszcze nie do końca wyczuwa granice, za którymi czai się przesada. Krwawe sceny, dziwne doświadczenia bohaterki, który są lub nie jej majakami czy romansowe wstawki wydają się w tej historii bezpodstawne, przez co zamiast uatrakcyjnić fabułę, działają na jej niekorzyść - zwyczajnie nie pasują do głównej osi fabularnej. Intryga powieści ma ciekawy punkt wyjścia i ciekawe uzasadnienie, autor dobrze zagrał profesją głównej bohaterki, która mimo tego, że nie ma zasobów takich jak policja czy dziennikarze, cieszy się w społeczności jakąś pozycją - w końcu człowiek jest bardziej skłonny udzielić informacji swojemu lekarzowi niż całkowicie obcej osobie. Zatem i w tym punkcie autor miał dobry pomysł, zabrakło jednak tego wyczucia, dzięki któremu historia staje się angażująca i wiarygodna. Akcja toczy się tempem od umiarkowanego po dynamiczne, autor dobrze serwuje czytelnikowi kolejne tropy i informacje, dzięki czemu powstaje wrażenie, że cały czas coś się dzieje.
„(...) marzenia wcale nie są mniej osiągalne dla samotnych, ale być może ich pogoń za szczęściem jest bardziej intensywna.”
W “Przed burzą” widać już to, co autor zaprezentuje w przyszłości - dynamizm akcji, ciekawe tematy, które poprzez kryminalną opowieść porusza (tu jest to koloryt lokalny oraz problem uzależnienia). Jednak mimo wcześniejszego doświadczenia w tworzeniu scenariuszy, zabrakło mu wyczucia fabuły powieści kryminalnej i samej postaci, co jest przecież tak ważne, by czytelnik poczuł się w historię zaangażowany. Ciekawe tło, ewidentnie przemyślana burzliwa przeszłość bohaterki i skomplikowana zagadka kryminalna pozostają płaskie i obojętne bez wyczucia i wiarygodności psychologicznej. Może gdybyśmy czytali tę powieść dziewiętnaście lat temu odbiór byłby inny? Tego już nie sprawdzimy, teraz “Przed burzą” możemy traktować jako ciekawostkę, dzięki której docenimy kolejne powieści autora.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Saga Egmont.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 01, 2026

"Niepokonane" William Faulkner, tłum. Jacek Dehnel

"Niepokonane" William Faulkner, tłum. Jacek Dehnel

Autor: William Faulkner
Tytuł: Niepokonane
Tłumaczenie: Jacek Dehnel
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura piękna
 
William Faulkner uznawany jest za jednego z najważniejszych pisarzy amerykańskich. Żył w latach 1897-1962 w stanie Missisipi na południu Stanów Zjednoczonych, co miało wyraźny wpływ na jego twórczość. Choć nie ukończył szkoły średniej, a po I wojnie światowej przez chwilę uczył się na Uniwersytecie, to jednak przede wszystkim kształcił się sam. Po raz pierwszy na rynku literackim pojawił się w 1924 roku ze zbiorem wierszy, które wydał na własny koszt. Dwa lata później ukazała się jego pierwsza powieść i od tego czasu tworzył regularnie: powieści, opowiadania, wiersze, współpracował również z Hollywood jako scenarzysta. Jego życie prywatne przebiegało dosyć burzliwie, co miało wpływ na to, jak odbierany był przez ówczesnych czytelników - krótko po II wojnie światowej z powodu własnego alkoholizmu popadł w niełaskę, by już wkrótce odżyć ponownie i to zarówno na scenie amerykańskiej, jak i europejskiej. W 1949 roku otrzymał Nagrodę Nobla, dwukrotnie zdobył Nagrodę Pulitzera i National Book Award. Większość z jego powieści toczy się w jednym uniwersum w mitycznym hrabstwie Yoknapatawpha w Missisipi, a część postaci to mitologizowana wersja jego własnej wielopokoleniowej rodziny.
 
Dzieła Williama Faulknera pojawiły się w Polsce już we wczesnym okresie PRL-u, w późnych latach 50. i miały duży wpływ na polskich twórców, jak i czytelników, którzy dobrze czuli się w świecie przez niego stworzonym - burzliwe dzieje Południa Ameryki dobrze współgrały z tym, co po powstaniu styczniowym aż po czasy powojenne działo się w Polsce. A choć jego proza nigdy nie zniknęła z naszego rynku, to jednak w ostatnich latach Wydawnictwo Znak podjęło się czegoś, na co warto zwrócić wyjątkową uwagę. Mianowicie od roku 2023 proza Faulknera jest tłumaczona na nowo! Do tej pory ukazały się cztery książki w przekładzie Jacka Dehnela, Piotra Tarczyńskiego i Michała Tabaczyńskiego, a zaplanowane są już kolejne dwie na rok 2027 i 2028. Właśnie w tej serii ukazały się “Niepokonane” w tłumaczeniu Jacka Dehnela, który zadbał o dobre zakorzenienie prozy w historii Południa Stanów Zjednoczonych oraz nadał stylowi formę zbliżoną do oryginału. Zresztą już za samą książką i sposobem, w jaki powstała, kryje się ciekawa historia…
 
 Południe Stanów Zjednoczonych, hrabstwo Yoknapatawpha, rok 1862. Trwa wojna secesyjna, ojciec Bayarda John Sartoris walczy ze swoim oddziałem na froncie. Dwunastoletni Bayard i Ringo z niecierpliwością wypatrują jego ponownej wizyty w domu, podczas której na pewno uraczy ich kolejnymi opowieściami z wojennej codzienności. Życie chłopców, mimo wojny toczy się stałym, spokojnym rytmem, a ich dobrobytu pilnuje Babcia, pani Rose, która gotowa jest ich chronić pod własną suknią i kłamać Jankesom w twarz. A mimo to nawet ich dosięgają konsekwencje wojny - widzą marsze czarnoskórych, którzy liczą na wyzwolenie, a ich każda wyprawa poza granice domu wiąże się z dużym niebezpieczeństwem. Jak w przeciągu najbliższej dekady zmieni się ich życie? Co przyniesie im wojna tuż za progiem, jak szybko każe im dorosnąć? Kto okaże się wart ich wiary, a kto srogo rozczaruje?
„Są granice tego co dziecko może przyjąć, przyswoić; nie tego w co może uwierzyć bo dziecko uwierzyć może w cokolwiek, jeśli dać mu czas, ale w tym co może przyjąć, istnieją granice czasowe, granice czasu który syci wiarę w niewiarygodne.”
Książka składa się z siedmiu rozdziałów, z czego sześć z nich początkowo powstały jako osobne opowiadania, które ukazywały się w The Saturday Evening Post w latach 1934-1936. Po kilku przeróbkach (które przybrały bardzo ciekawą formę, o czym pisze Jacek Dehnel w posłowiu) i dopisaniu ostatniego rozdziału, książka wydana została jako powieść w 1938 (w Polsce w 1964 roku w tłumaczeniu Ewy Życieńskiej). Każdy z rozdziałów jest tytułowany i każdy dzielony jest na numerowane podrozdziały (jest ich kilka, a zatem i tak każdy podrozdział liczy dość konkretną liczbę stron). Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Bayarda, któremu zdarza się wspomnieniami załamywać chronologię zdarzeń. Jego narracja mimo wszystko przybiera sprawną formę - są sceny dynamiczne, są sceny zabawne, są i takie, które mocno emocjonalnie poruszają.
„Bo dziwne to były czasy. Przez cztery lata żyliśmy tylko dla jednej sprawy, nawet kobiety i dzieci które nie mogły walczyć: żeby wypędzić jankeskie oddziały z kraju; myśleliśmy że jak to się stanie to będzie już po wszystkim.”
Styl, w jakim książka jest pisana, zasługuje na osobną uwagę. Faulkner uznawany jest za przedstawiciela prozy modernistycznej, dla której najważniejszy był przekaz emocjonalny, a język i jego gramatyka były narzędziem, który ten przekaz umożliwiał. U Faulknera widać to mocno w interpunkcji, przede wszystkim w braku przecinków w miejscach, w których nakazuje to gramatyka - dzięki temu zdania nie są przerywane. A zdania, jakie autor tworzy, bywają bardzo długie - Faulkner lubuje się w strumieniach świadomości, w których nie tylko znacząca jest interpunkcja (lub raczej jej brak) ale też zamiłowanie do słowotwórstwa - często pojawiają się wyrazy, które powstają z dwóch innych. Przez to nie tylko jedno zdanie może ciągnąć się nawet i przez pół strony, ale tworzy tak zawiły konstrukt, że potrzeba maksymalnego skupienia, by zrozumieć jego przekaz - przyznam, że momentami na tym poległam. Tekst jednak nie składa się tylko i wyłącznie z tego typu zdań, więc mimo kilku chwil zagubienia, przy całej lekturze bawiłam się zaskakująco dobrze.
„– Tak – odparł Wujaszek Buck – każdy popełnia błędy. Twój kłopot w tym, że popełniłeś ich zbyt wiele. Bo błędy są złe. Patrz na Rosę Millard. Popełniła tylko jeden i patrz na nią. A ty popełniłeś dwa.
(...)
– Jakie niby?
– Że urodziłeś się za wcześnie i umierasz za późno – odparł Wujaszek Buck.”
Słowotwórstwo, swobodna interpunkcja i długie zdania to nie jednym punkty charakterystyczne dla prozy Faulknera, którą przybliża nam Jacek Dehnel. To też dopasowanie językowe do każdej z postaci - tu biały zamożny człowiek wypowiada się inaczej niż ubogi, inaczej miastowy i pochodzący z terenów wiejskich, ale najbardziej wyróżnia się mowa czarnoskórych niewolników, którzy wypowiadają się w bardzo specyficzny sposób połykając niektóre głoski. Jacek Dehnel starając się, by polskie twory językowe były jak najbliższe oryginałowi, stawia na pisownię fonetyczną z pominięciem niektórych liter - z pewnością było to spore wyzwanie translatorskie, efekt jednak jest niesamowity!
„Poszło szybko, ot tak, jak za każdym razem kiedy ktokolwiek o nazwisku Sartoris czy Millard znajdował się w zasięgu wzroku słuchu czy smrodu Jankesów, jakby Jankesi nie byli ani ludźmi ani światopoglądem ani nawet formą zachowania, ale raczej jakimś wąwozem, przepaścią, w którą Babcia i Ringo i ja byliśmy na łapu‑capu zasysani ilekroć się do nich zbliżyliśmy.”
To jednak nie jedyny translatorski wkład Jacka Dehnela w tę powieść. Książka opatrzona jest ogromną ilością przypisów, które mają za zadanie dobrze osadzić czytelników w tamtym świecie. Chodzi o to, że Faulkner mocno bazuje na faktycznych wydarzeniach historycznych z czasów wojny secesyjnej, wplata w to ówczesną tradycję, kondycję życia mieszkańców Południa i historię swoich postaci z wydanych już powieści. To tworzy mieszankę, która bez dodatkowego wytłumaczenia byłaby po prostu dla polskiego czytelnika o połowę uboższą wersją niż dla czytelników rodzimych czasów życia autora. Wiedza, jaką Jacek Dehnel w przypisach przekazuje, jest ogromna, a dodatkowo uzupełniona jest posłowiem.
„Bo wojny to wojny: ten sam wybuchający proch odkąd jest proch, te same pchnięcia i parowania żelazem kiedy prochu jeszcze nie było – jedna baśń, jedna opowieść, taka sama jak następna i jak poprzednia. Wiedzieliśmy więc że wojna istnieje; musieliśmy w to wierzyć, podobnie jak musieliśmy wierzyć że życie jakie prowadziliśmy przez ostatnie trzy lata zowie się mordęgą i cierpieniem. Ale nie mieliśmy na to żadnego dowodu.”
No dobrze, a co z samą powieścią? Jako że Faulkner wielkim pisarzem był, to z pewnością książka doczekała się ogromnej liczby opracowań. Dla mnie, czytelniczki, która po raz pierwszy sięgnęła po twórczość autora, jest to przede wszystkim opowieść o dojrzewaniu na tle świata, którego wartości w czasie wojny stają na głowie. Bayard, gdy poznajemy go po raz pierwszy, jest dwunastoletnim chłopcem, który wcześnie pozbawiony matki, stawia swojego ojca na piedestale, a na co dzień żyje pod rządami religijnej i pilnującej dobrego wychowania babci i czarnoskórej gosposi. Co ciekawe, całe swoje życie wychowywany jest z Ringiem, czarnoskórym chłopcem w jego wieku, który teoretycznie jest niewolnikiem jego ojca, Johna Sartorisa, a w praktyce rodzinie traktowany jest w rodzinie na równi z nim, a on traktuje go jak bliskiego przyjaciela, może nawet brata. W chwili ich poznania mamy do czynienia z dzieciakami, które mają w głowach wyidealizowany obraz wojny i żołnierzy, którzy biorą w niej udział (scena ze strzelaniem do Jankesów jest po prostu mistrzowska!). Wraz z kolejnymi rozdziałami, gdy chłopcy dorastają (w ostatnim rozdziale mają po 23 lata) i zdobywają nowe, najczęściej za poważne w stosunku do wieku doświadczenia, obserwują, co wojna robi z ich sąsiadami i rodziną ten obraz ulega znaczącej zmianie, by w ostatnim rozdziale wprowadzić ich w prawdziwą, ostateczną dorosłość. Przygody, jakie spotykają ich w międzyczasie, mają często klimat filmowy - raz humorystyczne, raz bardzo emocjonalne - i mocno oddziałują na wyobraźnię.
„(...) musieliśmy zrobić znacznie więcej niż można wymagać od dzieci bo powinna być jakaś granica wieku, przynajmniej młodego wieku poniżej której nie musi się nikogo zabijać.”
Cała ta historia dorastających chłopców toczy się na tle wielkiej historii Ameryki. Zaciekawił mnie sposób, w jakim autor oddał relacje pomiędzy białymi a czarnoskórymi postaciami, czego przykładem jest wspomniany wcześniej Ringo. Co ciekawe, kolor skóry nie jest przez autora mocno podkreślony, gdyby nie imiona, nie zawsze byłabym w stanie określić rasę postaci. Warta zauważenia jest też rola kobiet w powieści - to przecież babcia chłopców w pewnym momencie przejmuje stery, swoim sprytem i uporem zapewnia nie tylko im środki do życia, ale i całej okolicy niezależnie od kolory skóry. Jest też i kuzynka Bayarda, kobieta wyzwolona, która staje naprzeciw konwenansom.
„(...) może dla kobiet nigdy nie ma dziwnych czasów: jest tylko to stałe monotonne coś pełne kolejnych szaleństw ich mężczyzn.”
“Niepokonane” to powieść, która zaskakuje. Na pierwszy rzut oka jest to proza niełatwa, przez sposób formułowania długich zdań, słowotwórstwa i znanych nam zasad interpunkcyjnych wymaga od czytelnika ciszy i skupienia. Nawet gdy już złapie się rytm lektury, są fragmenty, które nieco z tego rytmu wypadają, których zagmatwanie jest tak duże, że nie zawsze przekaz autora jest jasny. Ale warto dać jej szansę. Kiedy już wniknie się w ten świat, pozna postacie i całe tło historyczne, zaczyna się narracja, która ma tendencję do porywania czytelnika w dynamiczne, zaskakujące fabularnie akcje. Sceny opisane są w sposób bardzo obrazowy, mocno nasycony emocjami, dzięki czemu są barwne i żywe – faktycznie, jak głosi okładka książki, mocno filmowe. Całe tło historyczne (choć, jak tłumacz wskazuje, momentami nie całkiem spójne, czego, gdyby Faulkner żył współcześnie, czytelnicy by mu nie wybaczyli!) i społeczne, podejście do kobiet i do czarnoskórych, jak i do obowiązków białego dziedzica rysują przed czytelnikiem świat skomplikowany, świat ogarnięty gorączką wojny i mocno zmieniających się czasów. Komentarze tłumacza niesamowicie dokładnie cały ten obraz pogłębiły, dzięki czemu lektura “Niepokonanych” była nie tylko ciekawym literackim doświadczeniem, ale też ogromną dawką wiedzy o ówczesnych czasach. Choć momentami czułam się w tych zawiłych zdaniach Faulknera zagubiona, to jednak jest w tej prozie coś takiego, że mam nadzieję, że na tej jednej książce moja przygoda z jego prozą się nie skończy.
„(...) i wtedy uświadomiłem sobie niezasypywalną przepaść pomiędzy całym życiem i całą literaturą – że ci którzy mogą, robią swoje, a ci którzy nie mogą oraz wystarczająco cierpią z tego powodu że nie mogą, piszą o tym.”
Moja ocena: 7,5/10 (tłumaczenie 8/10!)
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 01, 2026

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - zapowiedź patronacka

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - zapowiedź patronacka
Mistrz najbardziej pokręconych thrillerów świata powraca! Już 14 października polską premierę będzie miała jedna z najnowszych powieści Sebastiana Fitzka pt. "Zaproszenie", która ukaże się pod patronatem medialnym Kryminału na talerzu! 

Wspomnienia Marli Lindberg są krystalicznie czyste: pamięta wyraźnie zagadkową wiadomość, która zwabiła ją do nieczynnej kliniki położniczej, przerażającą postać, która próbowała ją zabić i świszczący kaszel psychopatycznego mordercy podczas walki na śmierć i życie. Po latach psychoterapii okazuje się jednak, że wszystkie te wspomnienia są fałszywe. A ponieważ Marla cierpi na „ślepotę na twarze”, jej mózg nieustannie ją oszukuje.
Kiedy Marla otrzymuje zaproszenie na zjazd klasowy w Alpach, ma nadzieję, że będzie mogła powspominać szkolne lata z dawnymi przyjaciółmi. Gdy przybywa do zaśnieżonego górskiego hotelu, wszystkie pokoje są już zajęte. Na stole pozostały brudne naczynia, w kominku płonie ogień. Marla zaczyna szukać pozostałych uczestników spotkania. I wtedy znowu to słyszy. Ktoś gwiżdże i kaszle, na zewnątrz, w lodowatej ciemności...

Jeśli choć raz mieliście do czynienia z prozą tego autora, to z pewnością wiecie, jak doskonale żongluje twistami fabularnymi nieustannie obracając całą historię o sto osiemdziesiąt stopni. To jego znak szczególny, który w "Zaproszeniu" podbity jest czymś jeszcze - genialnie zbudowaną atmosferą lęku, niepewności, grozy i zamknięcia, dzięki czemu doskonale pokręcony thriller zaczyna przeplatać się z napięciem, jakie tylko powieści grozy potrafią zaserwować... Zatem zaopatrzcie się w obszerny koc, pod którym można się schować, jeśli będziecie czytać nocą, miejcie ciężką latarkę pod ręką i wtedy jesteście gotowi, by przyjąć te "Zaproszenie"! Idealnie niepokojąca lektura na tę jesień! 


 Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Zaproszenie
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: psychothriller

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 30, 2026

"Rzeka kłamstw" Lisa Regan - zapowiedź patronacka

"Rzeka kłamstw" Lisa Regan - zapowiedź patronacka
Wydawnictwo Dolnośląskie nie mogło zostawić nas bez nowego tomu przygód Josie Quinn na jesienno-zimowe długie wieczory, prawda? Już 14 października na polskim rynku ukaże się "Rzeka kłamstw", trzynasty tom serii z tą detektywką, a Kryminał na talerzu ma przyjemność gościć na nim podwójnie - na tylnej okładce znajdziecie moje logo, a na skrzydełku kilka słów polecenia! 

Niełatwo prowadzić dochodzenie, gdy dotyczy ono ludzi z bliskiego otoczenia. Josie Quinn przekonuje się o tym po raz kolejny, kiedy w jej domu zjawia się policjant Finn Mattner, szalejący z niepokoju o los swojej życiowej partnerki Amber Watts. Rzeczniczka prasowa policji zniknęła bez śladu.
Zaginiona nie ma przy sobie telefonu ani dokumentów. Na oszronionej szybie jej auta Josie znajduje tajemniczą wiadomość, która prowadzi do tamy na obrzeżach Denton. Tam odkrywa ciało rudowłosej kobiety łudząco podobnej do Amber.
Z czasem wychodzi na jaw, że rzeczniczka i jej bliscy skrywają wiele tajemnic, a Josie zaczyna się zastanawiać, czy powinna ufać ludziom, z którymi pracuje. Może w jej otoczeniu jest ktoś gotów zabić, by chronić swoje mroczne sekrety? A może zło czai się zupełnie gdzie indziej – poza zasięgiem podejrzeń?

Tak się zastanawiam - czy to pierwszy tom z Josie w zimowej odsłonie? Tak mi się wydaje, na pewno pierwszy, w którym zima jest tak wyraźnie odczuwalna - stale pada śnieg, temperatura panuje taka, że bez rękawiczek ręce zamarzają. A jednak i w tych warunkach śledczym z Denton przychodzi prowadzić śledztwo - śledztwo, które po raz kolejne dotyczy jednego z nich, a więc w kontraście do temperatury na zewnątrz, emocje postaci sięgają zenitu! Ciekawe miejsce zbrodni, klimatyczna aura i zagadka kryminalna, która frapuje, jak każda, którą do tej pory przygotowała dla nas Lisa Regan - "Rzeka kłamstw" sprawdzi się doskonale zarówno jako lektura dla tych, co serię dobrze już znają, jak i dla nowych czytelników. 

Autorka: Lisa Regan
Tytuł: Rzeka kłamstw
Cykl: Josie Quinn, tom 13
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim. 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 29, 2026

"Niecodzienne przypadki Denny'ego Vossa" Holly Kennedy

"Niecodzienne przypadki Denny'ego Vossa" Holly Kennedy

Autorka: Holly Kennedy
Tytuł: Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
 
“Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa” to pierwsza powieść kanadyjskiej pisarki Holly Kennedy, jaka została przetłumaczona na polski, a zarazem jej powrót na rodzimy rynek literacki po kilkunastu latach milczenia. I to powrót w wielkim stylu, gdyż książka zachwyca czytelników każdego kraju, w jakim zostaje wydana! Jak sama autorka w posłowiu przyznaje - pomysł, a nawet pierwsze rozdziały powieści powstały już w okolicy 2010 roku, a Denny nie chciał dać jej spokoju, póki jego historii nie opowiedziała. Równocześnie postawił przed nią spore wyzwanie, które zajęło jej lata przygotowań i pracy nad książką, by powstała w formie najlepszej, na jaką było ją stać. To docenili nie tylko czytelnicy, ale też i krytycy - znalazła się na liście finałowej Edgar Award 2026 i nominowanych do Giller Prize 2025. Autorka nie ukrywa, że zawarła w niej sporo motywów autobiograficznych, które ubrała w fikcję literacką, a sam Denny jest wytworem jej wyobraźni.
Przed “Niecodziennymi przypadkami Denny’ego Vossa” w latach 2005-2008 wydała trzy inne powieści obyczajowe, które również cieszyły się sporą popularnością, doczekały się też tłumaczeń na języki obce.
 
Zima, niewielkie miasteczko Woodmont w stanie Minnesota. Trzydziestoletni Denny Voss został zatrzymany przez policję pod zarzutem zabójstwa lokalnego biznesmena Henry’ego Tesky’ego, kiedy zderzył się z drzewem jadąc sankami pełnymi broni na lokalny komisariat. Zatrzymanie w areszcie to dla niego wyjątkowo trudne przeżycie - Denny jest neuroatypowy, a jego iloraz inteligencji jest tylko nieznacznie wyższy od granicy, za którą prawnie ustanowiona jest niepełnosprawność. Teraz, kilka dni po usłyszeniu zarzutów, Denny codziennie opowiada swoją historię terapeucie wynajętemu przez prawniczkę, z pomocą którego mają dojść do sedna sprawy i udowodnić niewinność Denny’ego. A żeby to zrobić, historia musi cofnąć się o rok, kiedy to po raz pierwszy usłyszał od swojej matki, że powinien samodzielnie zająć się rozwiązywaniem własnych problemów. I tak doszło do porwania Toma Hanksa. Wyjątkowo niesympatycznej gęsi kanadyjskiej.
 
Książka rozpisana jest kilkustronicowe rozdziały opatrzone tytułem i uroczą, dedykowaną dla każdego rozdziału oddzielnie grafiką. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Denny’ego, który od czasu do czasu zwraca się bezpośrednio do swojego odbiorcy. To właśnie nad stylem powieści autorka tak długo pracowała - jak oddać głos osobie neuroatypowej, by nie brzmiała banalnie czy prześmiewczo? Holly Kennedy znalazła doskonały balans, narracja Denny’ego brzmi prosto i naturalnie, a zarazem podkreśla na jakie elementy świata go otaczającego bohater zwraca uwagę. W jego narracji jest dużo dźwięków - nieraz pisanych dużymi literami mającymi podkreślić ich wagę. Słowa i idiomy, których znaczenia Denny się dopiero uczy mają swoje wytłumaczenia zapisane w nawiasie, a zdania są krótkie, ich człony prowadzone logicznie - coś wynika z czegoś. Nie ma tu miejsca na literackie ubarwienia, metafory, jest świat dokładnie taki, jakim widzi go Denny i jego własne na ten temat refleksje - bardzo logiczne, jeśli weźmie się pod uwagę zasób wiedzy i zasad Denny’ego. Przez prostotę stylu początkowo lektura może wydać się nieco dziwna, wystarczy jednak chwila, by do niego przywyknąć i w pełni cieszyć się możliwością spojrzenia na życie bez filtrów, dokładnie tak, jak Denny.
„Podłoga w recepcji skrzypi, kiedy ludzie po niej chodzą, a piec zaraz po uruchomieniu jest BARDZO GŁOŚNY, ale żadna z tych rzeczy już mi tak nie przeszkadzała jak wtedy, kiedy mnie tu zamknęli, przyzwyczaiłem się do nich i chyba nawet lepiej mi się przy tym śpi.
Bo mogę liczyć na te odgłosy.
A kiedy możesz na coś liczyć, czujesz się bezpiecznie.”
W ostatnich latach coraz częściej w filmach, serialach i książkach pojawiają się neuroatypowi bohaterowie, ale na pewno nie może być jeszcze mowy o przesycie. W przypadku Denny’ego szczególnie ważna jest jego relacja z otoczeniem - czytelnik może zaobserwować jak obcy na niego reagują (przeważnie są to reakcje negatywne) i porównać je z tym, co w tym momencie myśli Denny. To bardzo cenna lekcja, która poszerza perspektywy - uczy tego, co ciągle sobie powtarzamy, a co nadal w stresujących sytuacjach nam nie wychodzi: by nie oceniać z góry, a tak jak Denny obserwować i próbować zrozumieć powody.
 
Bez wątpienia Denny to świetna i do perfekcji dopracowana postać. Został wychowany w miłości, otoczony opieką Babci-Jo, która przewrotnie jest jego mamą, i wsparciem kuzyna Angusa, który mieszka tuż obok, w drugiej części bliźniaka. To głównie dzięki nim i zmarłemu już Tacie-Jo, Denny jest pewny siebie, wie, że to, jakim jest, jest wystarczające. Jest dobrym człowiekiem, który nie chce nikogo krzywdzić, choć jak każdy z nas, czasami się złości i ma swoje antypatie, ale jego zasady zdają się bardziej żelazne od tych, którym my się na co dzień porządkujemy. Wraz z biegiem lektury czytelnik obserwuje Denny’ego w różnych sytuacjach, uczy się, jak bohater radzi sobie w przeróżnymi emocjami i docenia jego prostolinijność relacji - dla niego każdy człowiek z natury jest dobry, każdy ma szansę o sobie opowiedzieć. To oczywiście naraża go często na niebezpieczne sytuacje, to - można powiedzieć - pewna naiwność w dzisiejszych czasach, ale jednocześnie to naiwność odświeżająca, która pozwala mu doświadczyć czegoś, czego my, zamknięci w swoich klatkach postrzegania, możemy nigdy nie doświadczyć. Tylko czy właśnie przez to Denny nie wplątał się w zbrodnię?
„Nie chcę, żeby się bał, bo nie ma nic gorszego, niż być przerażonym.”
Początek historii, jak i jej opis, mogą sugerować, że powieść gatunkowo kręci się wokół kryminału. Nie do końca tak jest, kryminalne akcenty pojawiają się dopiero pod koniec, a mimo to intryga, jaką autorka zbudowała, robi wrażenie. Rozwiązanie zagadki zbrodni mnie zaskoczyło, a równocześnie zwróciło uwagę na zagadnienia dotyczące manipulacji i przemocy. Sposób, w jaki Denny wplątał się w tę zbrodnię, mocno podkreśla problem, a raczej plagę przestępstw z użyciem broni, z którą od lat zmagają się Stany Zjednoczone. Zatem mimo tego ciepłego, dobrego wydźwięku, jaki powstaje dzięki pięknej kreacji Denny’ego, w książce nadal jest miejsce na tematy trudne, zbrodnie i czarne charaktery, które mają przerażająco ludzką twarz.
„– Cóż, czas chyba, żebyśmy spojrzeli na jaśniejszą stronę sprawy.
– A jest taka? – spytał Angus.
Bridget schowała dokumenty do skórzanej torby.
– Jest – odpowiedziała. – Stan Minnesota w tysiąc dziewięćset jedenastym roku zniósł karę śmierci, więc jeśli Denny zostanie uznany za winnego, na pewno nie zostanie skazany na śmierć.
Wydawało mi się, że to rzeczywiście dobra wiadomość, więc powiedziałem „Alleluja”, bo jak zawsze mówi Babcia‑Jo, ważne jest, żeby kończyć każdą rozmowę pozytywnym akcentem.”
Czy jest zatem ta powieść? To przede wszystkim historia obyczajowa pełna bezinteresownej troski i prostolinijności w postrzeganiu świata. To powieść, w której ludzie i zwierzęta traktowane są na równych zasadach, a świat, w którym żyją, jest pełen miejsca dla każdej “inności”. To ciepła opowieść, która czasem wywołuje uśmiech na ustach, czasem ściskająca gdzieś w środku wzruszeniem. Mimo niełatwych tematów pogodna i podnosząca na duchu, a zarazem ucząca tego, co już dobrze powinniśmy mieć w sobie zakodowane - by nigdy nikogo nie oceniać, a już na pewno nie robić tego przy pierwszym spotkaniu. Najczęściej to troska, czy zwyczajne zainteresowanie otwierają nas na to, co naprawdę dobre. Holly Kennedy w “Niecodziennych przypadkach Denny’ego Vossa” stworzyła niesamowicie prosty świat, a pozornie to właśnie ta prostota jest zawsze najtrudniejsza do oddania - jej udało się to znakomicie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!