października 13, 2026

"Grobla" Paweł Jaszczuk

"Grobla" Paweł Jaszczuk

Autor: Paweł Jaszczuk
Tytuł: Grobla
Data premiery: 25.09.2026
Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 360
Gatunek: powieść kryminalna
 
Paweł Jaszczuk to polski prozaik, dramaturg i autor słuchowisk. Swoją karierę twórczą rozpoczął od opowiadań, które publikowane były na łamach czasopism w latach 80. XX wieku, w latach 90. zaistniał jako autor pierwszej opowieści. Ale to nowy wiek przyniósł mu jedno z największych osiągnięć literackich - w roku 2005 jego powieść historyczno-kryminalna pt. “Forest Umra” otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru, przyznawaną zaledwie od roku. Ten tytuł również jako jedyny z twórczości autora doczekał się zagranicznego tłumaczenia.
Teraz, dwie dekady później, cykl zapoczątkowany “Forest Umbra” liczy pięć książek, a pozostałe to nie tylko powieści kryminalne, ale i obyczajowe. “Grobla” to jego najnowsze dzieło kryminalne, z którym powraca na rynek po trzech latach przerwy.
 
Olsztyn, czasy współczesne. W Biurze Detektywistycznym MOZA, w końcu zapanował spokój - od dwóch dni przed galerią handlową, która sąsiaduje z biurem, nie pojawił się jej stały bywalec, akordeonista Martin Kris. Właściciel Biura Edward Moza jest wdzięczny niebiosom za ten dar, choć wkrótce okazuje się, że mógł cieszyć się z cudzego nieszczęścia - próg jego firmy przekracza matka Martina, która zleca mu odnalezienie syna. Cena nie gra roli, chodzi o dyskrecję - Martin to w końcu światowy sławy muzyk, który mocno podupadł na zdrowiu po potrąceniu samochodowym, którego jakiś czas temu stał się ofiarą. Edward, choć niechętnie, zlecenie przyjmuje, jednak nie zamierza odpuszczać rozpoczętych już tematów - jak na przykład zagadki śmierci dwóch licealistek, które ktoś w brutalny i dość dziwny sposób pozbawił życia na grobli. Jego pracownik Adam Wrona był świadkiem, który odnalazł pierwszą ofiarę, więc ich biuro zaangażowane jest w sprawę od początku. Nikt jednak nie przypuszcza, że wkrótce te dwie zagadki się połączą…
 
Książka rozpisana jest na prolog, część właściwą, która jest dzielona na nienumerowane i nietytułowane fragmenty, i epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Edwarda z pominięciem prologu, który pisany jest w trzeciej osobie z perspektywy mordercy. Styl powieści jest więc nacechowany tym, jak rzeczywistość odbiera nieco zgorzkniały główny bohater, zdania są krótkie, słownictwo codzienne, bez przekleństw. Dialogi nie zawsze wypadają naturalnie, a opisy skupiają się raczej na oddaniu kolejności codziennych czynności bohatera niż na detalach otoczenia. Co ciekawe, przez korektę przeszło kilka błędów, jednak nie są to literówki, a po prostu… brak kropek. Mimo kilku potknięć pod kątem językowym książka tworzy zgrabną, poprawną, płynną całość.
„Ten film był jak odbicie mojego stanu. Pociąg, który pędzi przez ciemność, pełen obcych ludzi, z których każdy coś ukrywa. Każdy ma swój bagaż, swoją tajemnicę.”
Poprzez wybór narracji pierwszoosobowej autor mocno skupia uwagę na głównym bohaterze powieści. To były policjant z dekadą doświadczenia pracy w wydziale kryminalnym, który ze względu na kiepski stan kondycji psychicznej, kilka lat temu porzucił ten zawód na rzecz założenia agencji detektywistycznej. Wygląda jednak na to, że zmiana profesji dobrze mu zrobiła, fizycznie i psychicznie nic mu nie dolega, jednak jego podejście do życia jest dość zgorzkniałe. Może dlatego nie wydaje się, by na pracy mu specjalnie zależało? Dużo większą uwagę poświęca swojemu psu i codziennie zjadanym na obiad w okolicznym barze kopytkom. Jego zespół detektywistyczny składa się z trzech pracowników: mocno nadużywającego alkoholu Adama Wrony, utalentowanego fotografa przejawiającego miłość do leśnej natury, psycholożki Natalii Białej i młodego specjalisty od technologii Patryka Adamka. Każda z postaci ma zbudowaną wokół siebie historię, a początkowa niechęć wzbudzana przez dość opryskliwe zachowanie postaci zostaje uzasadniona ich prywatnymi problemami i doświadczeniami z przeszłości. Mimo tego, że autor ewidentnie poświęcił dużo czasu na skonstruowanie historii postaci, które ukazują ogrom problemów rodzinnych i pokoleniowych, to jednak nie zdołał zbudować przekonującego psychologicznie portretu - zachowanie postaci zdaje się fragmentaryczne i słabo uzasadnione, co daje poczucie sztuczności.
 
Mimo tego, że fabuła powieści spleciona jest motywem kryminalnym, to jednak większą uwagę poświęcamy codzienności postaci niż samemu śledztwu. Dzięki temu autor tworzy sobie miejsce, by oddać klimat tętniącego życiem Olsztyna, raczy nas bogactwem tego miasta - zarówno miejscami, w których cały czas jest głośno i tłoczno, a korki w godzinach szczytu utrudniają poruszanie się, jak i miejscami, w których dominuje piękno natury. Jest las, który skrywa mroczne ludzkie sekrety, ale też piękno życia zwierząt, jest jezioro, które Edward tak chętnie codziennie odwiedza z psem. Co ciekawe, mimo dokładności w odrysowaniu mapy terenu ani razu nie pada oficjalnie nazwa miasta, wskazówką do lokalizacji są więc poszczególne przystanki postaci, jak i wzmianka o lokalnym, olsztyńskim pisarzu.
„Moje miasto żyło własnym rytmem. Sprawy, spraweczki, brudy zamiatane pod dywan. A dywan coraz bardziej przypominał kopiec. Przywykłem. Tu każdy ma coś za uszami. Nawet ci, którzy udają, że słuchają jazzu i czytają Dostojewskiego.”
Dzięki skupieniu na codzienności głównego bohatera, autor pozwala czytelnikowi na wgląd we wszystkie jego sprawy - prywatne, których ma niewiele (choć pojawia się krótki motyw romansowy), oraz na sprawy zawodowe, które przez większą część czasu Edward zdaje się po prostu delegować swoim pracownikom. Mnogość spraw, którymi przychodzi im się zająć, ma ciekawy potencjał, który jednak nie zostaje w pełni wykorzystany - Edward rzadko uczestniczy w śledztwach, raczej skupia się tylko na wynikach, które dostarczają mu jego pracownicy, a zatem i czytelnik nie obserwuje prowadzonych spraw krok po kroku. Niedosyt pozostawia też główna kryminalna linia fabularna - nie ma tu ciągłości dowodów, tropów, poszlak, logicznej dedukcji, a nowe fakty zdają się po prostu magicznie pojawiać - stąd wrażenie nieudolności śledczych, zarówno Edwarda, jak i policji. Szczerze przyznam, że często miałam wrażenie, że żaden z tych organów nie wie, jak powinno wyglądać faktyczne śledztwo w sprawie zaginięcia czy morderstwa. Nie do końca zgadza się też linia zdarzeń pod kątem prawdopodobieństwa - w końcu do pierwszego morderstwa na grobli doszło rok wcześniej, a postacie badają sprawę tak, jakby dotychczas nic w niej jeszcze nie odkryto. Samo rozwiązanie zagadki też nie przynosi jednoznacznej satysfakcji - choć dowiadujemy się kto, to jednak motywy wydają się nie całkiem przekonujące. Może są życiowe, może faktycznie w życiu prawdziwym nie zawsze każda decyzja jest logiczna, a jednak rozpatrując tę opowieść jako historię zbudowaną na kryminale, to wydaje się po prostu za mało.
 
Ważne jest za to przesłanie powieści. Autor kreując swoje postacie mocno zwraca uwagę na to, by pierwotny obraz wydawał się inny niż ostatecznie się okazuje. A to przynosi znaną, ale ciągle wartą przypomnienia konkluzję, by nie oceniać zachowania innych na pierwszy rzut oka, bo przecież za każdym zachowaniem i decyzją kryją się przebyte doświadczenia i prywatne motywy. Przez chwilę autor skupia się też na pokazaniu tego, jak zmienia się życie na przestrzeni pokoleń mocno podkreślając problem życia wirtualnego młodych ludzi.
„(...) mimo całego nabożnego szacunku dla psychologii wciąż nie potrafimy rozgryźć człowieka siedzącego naprzeciwko. Mówi, pije kawę, kiwa głową, a my uparcie wierzymy, że go znamy… (…) A potem życie pokazuje, jak bardzo się myliliśmy.”
“Grobla” Pawła Jaszczuka okazała się powieścią, w której bardziej liczy się codzienność postaci niż faktyczna zagadka kryminalna. Buzujący życiem Olsztyn, w którym żywiołowe miasto styka się ze spokojem natury staje się świetnym tłem do ukazania skomplikowanych doświadczeń postaci, które mocno wpływają na ich codzienne, początkowo wydawałby się odrzucające zachowania. Widać, że jest to powieść, którą autor chce coś przekazać, widać też w niej jakiś pomysł, brakuje jednak właściwej formy przekazu - jako kryminał historia wypada za fragmentarycznie, za mało prawdopodobnie zarówno pod kątem procedur śledztwa, jak i pojawiających się tropów, bym mogła z niej czerpać satysfakcję.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Szara Godzina.



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 13, 2026

Wygraj "W zasięgu śmierci"! Konkurs patronacki

Wygraj "W zasięgu śmierci"! Konkurs patronacki

Jeśli debiutować, to w wielkim stylu? Nie wiem czy takie było założenie, ale bezsprzecznie Aldonie Kucner się to udało! "W zasięgu śmierci", jej pierwsza wydana książka, a zarazem pierwszy tom serii z Gizelą Sikorą podbił nie tylko moje serce - właśnie sprawdziłam, że po trzech tygodniach od premiery książka nadal utrzymuje na lubimyczytac.pl piękną ocenę 8/10! Cieszę się, że czytelnicy widzą w niej to, co ja - niesamowicie dobre przygotowanie i to zarówno pod względem językowym, jak i w każdym detalu fabularnym (pełną recenzję znajdziecie tu - klik!). W tej powieści po prostu czuć ilość pracy, jaką autorką w nią włożyła i nie sposób jej nie docenić, nie wspominając już o tym, jak łatwo dzięki temu zaangażować się w nią emocjonalnie! A dzisiaj chcę, żeby książka dotarła do kolejnych czytelników - zapraszam na konkurs z tym tytułem! 


Co zrobić, by wziąć udział w konkursie,? Odpowiedz na pytanie:
Hasło "debiut literacki" - to dla Ciebie wabik czy odstraszacz? Swoje zdanie krótko uzasadnij!


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 13 do 17 października, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 24 października.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze kierować się będę również stałą aktywnością uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profili wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki książki (IG klik!, FB klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 09, 2026

"Łowcy bólu" Bora Chung

"Łowcy bólu" Bora Chung

Autorka: Bora Chung
Tytuł: Łowcy bólu
Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Seria: Kairos
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura piękna
 
“Łowcy bólu” to szósta książka południowokoreańskiej pisarki i tłumaczki Bory Chung, a zarazem pierwsza, jaka ukazała się w Wydawnictwie Znak Literanova. Jej poprzednie dwie powieści, jak i zbiory opowiadań ukazały się w Polsce w latach 2022-2025 w Wydawnictwie Tajfuny oraz w Wydawnictwie Kwiaty Orientu. W Korei Południowej znana jest już od późnych lat 90., kiedy to jej debiutanckie opowiadania zostało nagrodzone, szeroko na rynku międzynarodowym zaistniała jednak dwie dekady później - gdy w 2022 zdobyła nominację do Nagrody Bookera. Jej twórczość charakteryzuje się łączeniem elementów fantastyki, horroru i satyry społecznej, często skupia się na prawach, o które jako aktywistka walczy.
Pomysł na “Łowców bólu” narodził się w 2018 roku podczas wydarzenia związanego z fantastyką naukową w San Jose, podczas którego autorka mocno zainteresowała się amerykańskim problemem uzależnień od opioidowych leków przeciwbólowych. Na rynku koreańskim „Łowcy bólu” wydani zostali w 2023 roku, a ich polskie tłumaczenie jest pierwszym, jakie ukazało się w Europie.
 
W odpowiedzi na potrzeby społeczeństwa naukowcy stworzyli lek przeciwbólowy, który nie ma żadnych skutków ubocznych - jego działanie jest totalne i natychmiastowe, dzięki czemu utopijna wizja świata bez bólu stała się możliwa. Jednak, gdy lek zaczął być wszędzie dostępny, powstała wspólnota, która sprzeciwiła się takiej wizji świata - według nich ból jest potrzebny do zbawienia. To z ich ramienia jedenaście lat temu doszło do zamachu na twórców tego leku - rodziców Gyeong, którzy właśnie wtedy stracili życie. Śledczy szybko ujęli sprawcę, który został skazany na dożywotnie więzienie. A jednak teraz coś znowu zaczyna się dziać. Ktoś morduje wysokich rangą członków wspólnoty używając do tego leku, przed którym tak się wzbraniali. Niestety policja nie potrafi złapać żadnego tropu, więc w akcie desperacji zaprasza do pomocy skazanego, córkę ofiar i jej małżonkę, która teraz stoi na czele firmy farmaceutycznej. Ich skomplikowane losy przeplatają się teraz i w przeszłości, a tym, co łączy ich wszystkich jest różnie pojmowany ból…
 
Książka rozpisana jest na sześć części, które tytułowane są nazwami struktur mózgu, a w końcu i całego ciała wraz z określeniem funkcji, jaką w ciele pełnią. Części dzielone są na rozdziały, w sumie jest ich 26, jednak i one dzielone są na jeszcze krótsze, już nienazwane i nienumerowane fragmenty. Książkę otwiera spis postaci z określeniem ich roli i znaczenia ich imienia, a zamyka posłowie autorki, w którym wyjaśnia co chciała tą powieścią przekazać. Jej narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw, co w pierwszym rozdziale daje mocno chaotyczne wrażenie nie tylko ze względu na zmianę perspektyw, ale i czasu, choć powód wydaje się jasny – szybkie wprowadzenia czytelnika w zastany świat. Styl powieści jest prosty, esencjonalny, niektóre rozmowy postaci przybierają formę dysput filozoficznych. Dzięki prostemu językowi, częstym dialogom, książkę czyta się bardzo szybko i łatwo, choć ze względu na skondensowanie tematów i wątków zdarzało mi się czytać dane fragmenty ponownie, by poprawnie uchwycić ich znaczenie.
„Ludzie mogą co prawda przekazać innym swoje odczucia i myśli, chociażby za pomocą języka, dlatego od dawna starają się komunikować i dzielić doświadczeniami, ale koniec końców żaden środek wyrazu nie jest wystarczający. Idealna forma komunikacji nie istnieje. Dlatego że człowiek od narodzin aż do śmierci pozostaje odizolowany od innych we własnym ciele.”
Mimo prostoty języka, warstwa fabularna powieści zdaje się zawiła. Odpowiada za to fragmentaryczność historii - mimo że cały czas tkwimy w jednej rzeczywistości, to co chwilę przyglądamy się jej z innej strony, skaczemy w czasie i wątkach, które zdają się mieć ukryte znaczenie, jednak nie zawsze da się rozwikłać jakie. Na pewno punktem wspólnym wszystkich jest różnie pojmowany ból poczynając od tego fizycznego, na który naraża nas nasze własne ciało, ale i tego, który zadajemy sobie sami, po ból metafizyczny - cierpienie, ból istnienia. Autorka tekstem zadaje ważne pytania o to, czy odczuwanie bólu jest przejawem człowieczeństwa, czy możliwe jest życie całkowicie bez tego pojęcia i czy każdy, nawet najmniejszy przejaw dobroci, może ukazać się czynem interesownym.
„Ludzie idą przez życie, przypisując cierpieniu sens. Rzecz w tym, że ból nie ma transcendentalnego znaczenia i nie jest w stanie nikogo zbawić. Człowiek nie potrafi jednak znieść bezcelowego cierpienia. Nadał mu więc znaczenie i wymyślił zbawienie, by jakoś przetrwać i żyć dalej.”
Poza wątkiem bólu bardzo ważnym tematem jest wiara. Czy człowiek potrzebuje wiary, by przez życie przejść? Czy w każdym bólu trzeba doszukiwać się większego znaczenia? A może tylko nadając mu wyższą wartość jesteśmy w stanie go znieść? Poprzez osadzenie historii we wspólnocie autorka oddaje sposób funkcjonowania sekt, które w Korei Południowej faktycznie są dużym problemem. Pokazuje mechanizm działania takich grup, formy manipulacji i przymusu, jakie stosują, by przyciągnąć nowych wiernych i jak najwięcej z nich utrzymać przy sobie.
„Nie trzeba pokładać całej nadziei w czymś konkretnym, można dokonywać jak najlepszych osądów na bieżąco, w zależności od sytuacji, a dopiero później odnajdywać w nich jakieś głębsze znaczenie. Większość ludzi tak żyje. Można sobie poradzić bez wiary absolutnej.”
Każda z postaci powieści w jakiś sposób powiązana jest z firmą farmaceutyczną bądź wspólnotą, większość z nich w swojej przeszłości kryje ból: to ból, który zdają najbliżsi i ból rozstania, tęsknoty i straty, ból, który dziwnie uzależnia nie pozostawiając przestrzeni na żadne inne emocje. Choć autorka nie przywiązuje dużej wagi do kreacji psychologicznych postaci w takiej formie, jaką spotykamy w literaturze polskiej, europejskiej czy zachodniej, to jednak każda z nich w jakiś sposób przedstawia nam swoją opowieść, pokazuje, co jest dla niej ważne, jak jej przeżycia wpłynęły na teraźniejszość.
„Blizny nie powstają same z siebie. Są symbolem ran, bólu, procesu gojenia oraz towarzyszącego mu wyparcia, a także emocji i wspomnień, które zostają w człowieku po wszystkim.”
Sama fabuła składa się z różnych elementów - można się w niej dopatrzeć thrillera sądowego i szpiegowskiego, kryminału, romansu, erotyka, horroru, fantastyki, a nawet baśni. Przez tak duże nagromadzenie wątków ich znaczenie czasami się rozmywa - bywa, że trzeba mocno wytężyć swoją wrażliwość interpretacyjną, by dojść do jakichś wniosków, ale czy przez to interpretacja nie jest tworzona na siłę? Mimo tego, że proza koreańska kojarzy mi się jako esencjonalna i konkretna, to tu skrótowość myśli wydała mi się nieco za duża.
„Gdy ciało nie miało pojęcia, jak interpretować wszystkie doznawane fizycznie odczucia, umysł odbierał je jako ból. Kiedy zatem człowiek nie potrafił zrozumieć, odczytać i zaakceptować swoich doświadczeń, wszystko – nawet radość, przyjemność, transcendencja, a może i zbawienie – było bólem.”
W “Łowcach bólu” Bora Chung stawia pytania o naturę człowieka - czy zawsze musi się przeciwstawiać, czy zawsze szuka teorii spiskowych i czy ta podejrzliwość jest uzasadniona. Czy potrzebna jest do życia wiara, wyższy cel? Czy potrzebny jest ból, by docenić to, co dobre? Czy w imię wyższego dobra dopuszczalna jest krzywda jednostki? Te trudne zagadnienia ubiera w historię swoich postaci, które łączą się w utopijną wizję świata rodem z futurystycznego thrillera. Mieszając gatunki, skacze z teraźniejszości w przeszłość, z każdego miejsca wyłuskując różne odmiany cierpienia. Czy to chaos kontrolowany, mający coś na celu, czy po prostu chaos? Proza koreańska na pewno jest całkowicie innym doświadczeniem literackim niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a “Łowcy bólu” wydają się być jej wersją ekstremalną.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 09, 2026

Wygraj "Cienie przeszłości"! Konkurs patronacki

Wygraj "Cienie przeszłości"! Konkurs patronacki
 To była miłość od pierwszego spojrzenia! Po raz pierwszy poznaliśmy się nad jeziorem, latem, gdy Purity zaczęło tętnić życiem, jakie przynosi mu coroczny napływ turystów. To wtedy wraz z nimi rozwiązałam zagadkę "Lata tajemnic" (recenzja - klik!), by chwilę później przenieść się nieco wcześniej w czasie i zimą zbadać "Wybrzeże szpiegów" (recenzja - klik!). Tym samym sprawdziłam na sobie, że kolejność chronologiczna intryg, w które angażuje czytelnika Klub Martini nie jest konieczna, by poczuć się w ich towarzystwie jak wśród swoich. I dzisiaj wykorzystam ten fakt, by tą emocją się z Wami podzielić - zapraszam na konkurs na najnowszym tytułem serii "Cienie przeszłości" (recenzja - klik)!

To książka, która od początku mocno absorbuje zagadką kryminalną, a równocześnie ma w sobie ciepło, które podczas lektury przenosi się na czytelnika. Łączy w sobie thriller szpiegowski, małomiasteczkowy kryminał i cosy crime, a dobra intryga stoi na równi z kreacjami i relacjami postaci. To one odpowiadają za to, że bez względu na to, czy już ich znamy, czy dopiero teraz poznajemy, szybko zaczynamy się czuć, jak w towarzystwie starych, dobrych przyjaciół. Jest trochę humoru, jest sporo akcji, są i tematy, które po lekturze w głowie rezonują. Uwielbiam takie połączenie i mam nadzieję, że Wy również je pokochacie! 


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie? Odpowiedz na pytanie:
Jak myślisz, dlaczego w ostatnich latach książki, których głównymi bohaterami są seniorzy, zyskały na popularności?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 9 do 12 października, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 19 października.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 08, 2026

"Czerwona woda" Agnieszka Jeż

"Czerwona woda" Agnieszka Jeż

Autorka: Agnieszka Jeż
Tytuł: Czerwona woda
Cykl: Ruta Rosieńska, tom 2
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
 
To tam wszystko się zaczęło. Na północnym wschodzie Polski sześć lat temu Agnieszka Jeż osadziła akcję swojej pierwszej powieści kryminalnej. Teraz tam wraca - zamiast Mazur obrała sobie za cel Suwalszczyznę, która w jej nowej serii z Rutą Rosieńską odgrywa przewodnią rolę. Na równi z tytułową bohaterką, która odkrywając ten rejon Polski, odkrywa samą siebie.
Ale nie tylko z powieści kryminalnych Agnieszka Jeż jest znana. To również autorka powieści obyczajowych, historycznych, a także książek dla młodszego czytelnika. Jak na dekadę na rynku książki jej dorobek robi wrażenie! To blisko czterdzieści powieści, z czego ¾ to powieści solowe skierowane do dorosłego czytelnika. W tym roku ukazały się już jej cztery tytuły: jedna powieść obyczajowa i trzy kryminalne, z czego dwie to dwa pierwsze tomy z Rutą Rosieńską.
 
Małe suwalskie wioski, gorące lato. Ruta Rosieńska już myślami jest przy weekendzie - za chwilę zamknie posterunek policji i ruszy oddać się urokom tamtejszej natury. A jednak los ma dla niej inne plany - ten weekend spędzi może i nad jeziorem (a nawet dwoma!), jednak z odpoczynkiem i rozrywką nie będzie to miało nic wspólnego. Nad Jeziorem Sudeckim ktoś porzucił prowizoryczny namiot, a przy wzmożonej aktywności granicznej, wszystkie takie zgłoszenia wymagają sprawdzenia. Większy problem jednak czeka ją nad Jeziorem Szurpiły, gdzie woda zabarwiła się na czerwono… Problem zgłosił lokalny pszczelarz, któremu przez to, co w wodzie, zmarły pszczoły. A choć widok ich ciałek leżących na brzegu jest tragiczny, to nie to wstrząśnie policjantką - już za chwilę tuż obok pomostu Ruta wypatrzy palec. Te znalezisko stawia lokalną policję na nogi, a gdy odpowiedni ludzie zajmują się przeszukiwaniem jeziora, Ruta wraz z posterunkowym Patrykiem Wasilkiewiczem ruszają na przepytanie lokalnej ludności i przeszukiwanie baz danych. Czy uda im się odkryć kto stoi za zbrodnią, jaką miało rozmyć jezioro?
„Zło nie ma narodowości. Nie jest przypisane do konkretnych epok. Zmieniają się czasy i dekoracje. Ale nie zmienia się, że jedni mają serce na dłoni, a inni z kamienia.”
Książka rozpisana jest na prolog, 20 numerowanych rozdziałów i epilog. Rozdziały dzielone są na różnej długości scenki, perspektywa jest jednak jedna (z wyłączeniem prologu) - historię poznajemy oczami Ruty w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Styl powieści jest przesycony spokojem miejsca - zdania są proste, ale ich celem jest nie tylko przekazanie historii, ale też i ciekawych spostrzeżeń i refleksji. Autorka sprawnie posługuje się codziennym językiem, mimo to przez tekst przedarło się kilka zbędnych powtórzeń faktów i zdań (co jest szczególnie zauważalne z początku powieści), jak i kilka literówek. Nie ma ich jednak na tyle dużo, by miało to wpłynąć na całkowity odbiór lektury. Przez tekst przechodzi się płynnie, a rytm zdań, mimo kryminalnej historii, przynosi spokój.
„(...) obiecałem, że zadbam o to wszystko. O to, co z drewna i kamienia, ale też o pamięć. Los trwa w pamięci. To, co człowiek zbuduje, kiedyś w końcu zniknie.”
Mimo iż “Czerwona woda” jest odrębną opowieścią, to jednak ma punkty wspólne z pierwszym tomem serii - z “Czerwoną nicią” (recenzja – klik!). Tak samo jak tam, tak i w “Czerwonej wodzie” najważniejsze są dwa elementy świata przedstawionego: główna bohaterka Ruta oraz miejsce zdarzeń. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to miejsce jest najważniejsze. Kraina na styku granicy i kultur, w której tradycja Litwinów i Polaków tworzy miks trudny do rozdzielenia. To całkiem inny świat niż ten, w którym Ruta żyła jeszcze kilka miesięcy temu, a co za tym idzie - czytelnik może odkrywać urok Suwalszczyzny razem z nią. Odwiedzając miejsca, rozmawiając z ludźmi, przyglądamy się jak duże panuje tak przywiązanie do ziemi, w jak piękny sposób człowiek połączony jest z tamtejszą naturą. W tym tomie autorka mocno bazuje na legendach i baśniach, a to sprawia, że lokalne wierzenia nabierają cech magicznych - ale przecież baśnie i magia to nie tylko dobro, prawda? Kryją w sobie też mrok… Tak samo, jak i to miejsce, pozornie spokojne, a jednak kryjące pod swoją taflą grzechy i dramaty przeszłości.
„„Suwalszczyzna – baśniowa kraina”. A przecież baśnie to nie tylko słodkie bajki czy smutne opowieści, podawane z wrażliwością, jak to robił Andersen. Baśnie bywają i okrutne, pełne przemocy, jak u braci Grimmów.”
I to na tym mroku oparta została intryga kryminalna. Prowadzona jest inaczej niż w tomie pierwszym, bo tu od początku nie traci swojej ważności. Makabryczne znaleziska mocno kontrastują ze spokojem miejsca, co wzbudza w czytelniku duży niepokój - w tym otoczeniu taka brutalność zdaje się jeszcze bardziej wynaturzona niż w mieście. Prolog dostarcza czytelnikowi wiedzę, którą śledczy dopiero muszą zdobyć, co w pewien sposób uspokaja emocje - wiemy więcej niż oni, możemy więc skupić się na czerpaniu przyjemności z poznawania Ruty i tego miejsca. Śledztwo, choć nie jest prowadzone w tempie zawrotnym, wzbudza ciekawość, choć tak naprawdę nie ono jest najważniejsze - to raczej pretekst, by pogadać o historii miejsca i relacjach, jakie nawiązuje lokalna społeczność. Co za tym idzie - rozwiązanie zagadki nie zawiera w sobie wszystkim elementów, na jakie w kryminale liczymy: część pytań pozostaje otwarta, a już zadaniem czytelnika jest dopowiedzieć sobie resztę.
„Głowa potrafi robić z człowiekiem dziwne rzeczy, podsuwa różne myśli. Czasem lepiej jej nie słuchać, nie wierzyć. Można od tego zwariować.”
Agnieszka Jeż lubi tworzyć bohaterki, które zaczynają swoje życie na nowo - w końcu na własnych zasadach, porzucając to, do czego czuły się przymuszane przez tradycje i społeczeństwo. Ruta dobrze się w tej rodzaj postaci wpisuje - jeszcze niedawno swoje życie dopasowywała do męża i córki, teraz podąża za tym, czego sama chce, potrzebuje i pragnie. Czytelnik towarzyszy jej w tej przemianie, śledzi jej sposób myślenia i obserwuje jak w końcu uczy się, by walczyć o samą siebie. W porównaniu do postaci innych śledczych w powieściach kryminalnych, Ruta jest bardzo zwyczajna i właśnie to jest jej siła - nie mierzy się z wielkim traumami, z którymi mierzą się nieliczni, a z trudami życia, które wszystkim nam są bliskie. Jak ułożyć relacje z córką, już wkrótce byłym mężem, całym otoczeniem? Jak podejść do przeszłości, dzieciństwa, które przecież wtłoczyło ją w ramy, w jakich żyła kilka dekad? Jak przejść nad tym do porządku dziennego w świecie, który teraz wygląda całkowicie inaczej niż w czasie jej dzieciństwa? Napawając się spokojem miejsca i mądrym podejściem ludzi, którzy żyją blisko natury, Ruta, a my wraz z nią, nabieramy nowej perspektywy.
„Zdecydowanie działo się z nią coś dziwnego. Wszystko się mieszało – stare poglądy i przyzwyczajenia z nowymi doświadczeniami i warunkami. Trudno było czasem ocenić, co zostawić, a co brać. Suwalski klimat tak na nią działał – odurzająco.”
Nie sposób nie docenić również postaci drugoplanowych – milczący pszczelarz, jego piękna urokiem rusałki córki, młody policjant czy rubaszna prokuratorka tworzą ciekawą plejadę bohaterów, które urozmaicają świat powieści, a czytelnika zmuszają do zastanowienia się nad różnym podejściem do życia i nad wpływem, jaki ma na nie samo miejsce.
„Niedawno przyszło jej do głowy, że ten chłopak ma w sobie coś z filozofa – naturalną mądrość i sprawiedliwy ogląd rzeczywistości. I to wszystko nabył tu, na końcu świata. A może tylko w takich, naturalnych warunkach jest to możliwe?”
W “Czerwonej wodzie” Ruta Rosieńska po raz kolejny sięga po to, co niewypowiedziane. Po to, czego widzieć się nie chce. Jako osoba z zewnątrz jest w stanie dostrzec, kiedy lokalsi wiedzą więcej niż mówią, ale lojalność względem miejsca nie pozwala im zdradzić sekretów. A może po prostu ich nie widzą? Czy nie tak jest najłatwiej? Mimo że historia oparta jest na kanwie kryminału, a przez całą opowieść prowadzi nas intryga, to nie samo rozwiązanie zagadki jest tu ważne, a to, co wraz z szukaniem tropów się przed nami pojawia - mroczna baśniowość miejsca, legendy, które ożywają i przeszłość, która wraca. Nie brakuje też i aktualnych problemów - autorka nie przemilcza zamieszania na wschodniej granicy, problem z nielegalnymi imigrantami też w tej historii znajduje swoje miejsce. Tym samym “Czerwona woda” staje się opowieścią o miejscu i pamięci, ale też i mrocznych tajemnicach, jakie mogą skrywać tamtejsze jeziora…
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej lub wymienna w całości na punkty w ramach KK+) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 07, 2026

"Polybius" Collin Armstrong

"Polybius" Collin Armstrong
Autor: Collin Armstrong
Tytuł: Polybius
Tłumaczenie: Xenia Wiśniewska
Data wydania: 23.09.2026
Wydawnictwo: Storylight
Liczba stron: 392
Gatunek: horror
 
“Polybius” to pierwsza książka amerykańskiego autora Collina Armstronga, który do tej pory z branżą rozrywkową związany był od strony telewizji - przez ponad dekadę tworzył scenariusze i produkował programy, jak i seriale telewizyjne. Wygląda jednak na to, że tworzenie powieści również przypadło mu do gustu - na przyszły rok zapowiedział już dwie kolejne książki!
 
Rok 1982. Thom Mazzy zajmujący się wywózką sprzętów z upadłych firm, w jednej z nich znajduje dziwny automat do gry. Bez napisów, nawet niepomalowany, to po prostu wyświetlacz obity białą sklejką. Ale ewidentnie skrywa tajemny świat - gdy Thom włącza grę i wrzuca monetę, zagadka labiryntu pochłania go tak, że nie zauważa upływu czasu, a jego pamięć ulega degradacji - nie pamięta nic od chwili, gdy wrzucił w automat monetę. Na szczęście jego czujni pracownicy reagują, pakując sprzęt i przewożąc go do domu aukcyjnego, skąd trafia do salonu gier w niewielkim kalifornijskim miasteczku Tasker Bay. Już wkrótce okazuje się, że nie tylko Thom był podatny na urok automatu - każdy, kto tylko spojrzy na wyświetlacz zamiera, by za chwilę odczuć przymus gry. Dziwnemu zjawisku przygląda się nastoletnia pracownica Andrea Winston, zwana Andi, która dobrze zna się na elektronice. I nawet ona przyznaje - tak zaawansowanej technologii jeszcze nie widziała. Problem w tym, że już wkrótce zaczyna obserwować dziwne zachowanie graczy - niektórzy z nich stają się nieobecni, inni nad wyraz agresywni. Ale przecież głupotą byłoby sądzić, że to wpływ gry, prawda?
W tym samym czasie w miasteczku zaczyna wzrastać fala zbrodni - bójki w barze, zamordowane zwierzęta, trup w potoku… Lokalna policja zachodzi w głowę nad powodami tej zmiany - co prawda ostatnio pogoda mocno się pogorszyła, a nastroje w miasteczku nie były najlepsze ze względu na napływ nowej ludności, która zaburza spokój tego miejsca, ale przecież od takich drobiazgów do morderstw i pobić droga daleka, prawda? A jednak problem ewidentnie się nasila...
„Gliny uczą się nigdy nie mówić nigdy. Myślisz, że widziałeś najgorsze rzeczy, jakie może zrobić człowiek, a potem… - David pokręcił głową. - Chodzi o to, że jeśli mogę zrozumieć “dlaczego”, zwykle dowiaduję się “kto”. W tej sytuacji martwi mnie to, że nie widzę żadnego powodu, dla którego ktoś mógłby to zrobić. Absolutnie żadnego.”
Książka rozpisana jest na prolog, 23 rozdziały i epilog, które dzielone są na krótkie scenki - niektóre z nich to zaledwie pół strony, inne stron kilka. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektywy: przede wszystkim dwójki nastolatków i trzech dorosłych, którzy relacjonują zdarzenia naprzemiennie. Akcja powieści rozgrywa się w przeciągu kilku tygodni i toczy się linearnie. Styl powieści jest zaskakująco dobry, a choć nie potrafię wskazać co dokładnie za to odpowiada, to muszę przyznać, że dawno nie spotkałam się z aż tak gładko złożonymi zdaniami, które sprawiają, że lektura posuwa się do przodu w tempie ekspresowym. Autor nie bawi się w literackie ozdobniki, tekst jest po to, by po prostu przekazać historię. Opisy i dialogi rozkładają się mniej więcej po równo, a język dopasowany jest do chwili – czasami pojawiają się przekleństwa, ale nie w nadmiernej ilości.
„Lokalsi wytykają palcami takich jak ci dwaj chłopcy. To nie ich, tych nowych ludzi, nienawidzą. Chodzi o zmianę. O patrzenie, jak to, co znają, zmienia się w coś, czego nie znają. Wielu z nich po prostu… nie potrafi sobie z tym poradzić.”
Główną bohaterką powieści zostaje Andi, uczennica drugiej klasy liceum, która wraz z matką osiedliła się w tym miejscu jakiś czas temu. Jej celem jest jednak powrót do San Jose, gdzie został jej ojciec podzielający miłość do technologii. Dlatego dziewczyna trzyma się towarzysko na uboczu - z nikim nie rozmawia, a jej przystanki na mapie to tylko dom, salon gier i szkoła. W końcu jednak ktoś w ten jej zamknięty świat się wkrada - to Roman, syn zastępcy szeryfa, który jeszcze niedawno cieszył się wśród rówieśników sporą popularnością, teraz jednak usunął się w cień, a jego ulubionym miejscem stał się salon gier, gdzie Andi pracuje. To oczywiście nie przypadek, ta dwójka wkrótce odegra znaczącą rolę w zagadce, jaka wiąże się z Polybiusem. A jednak to nie ich jedyna rola - zarówno Andi, jak i Roman są postaciami, za którymi kryje się samotność. Którzy odsuwają się od innych nie dlatego, że faktycznie tego potrzebują, ale dlatego, że się boją, ale i czują się nierozumiani. A to cecha wspólna z ówczesnym młodym pokoleniem - może różnią ich dekady i całkowicie inna kultura, ale ta potrzeba bycia z kimś blisko, którą tak wiele młodych odpycha, cały czas jest aktualna.
 
Czas akcji ma duży wpływ na to, jak historia jest odbierana. Lata 80. to wypożyczalnie kaset i automaty do gier, to dopiero początek komputerów i czegoś, co wkrótce zacznie nabierać kształtów internetu. To życie bez telefonu pod ręką, przez co przepływ informacji wyglądał całkowicie inaczej niż teraz. I z tego wszystkie autor skrzętnie korzysta powoli tworząc nastrój osaczenia… a zarazem frajdy, jaką daje mu powrót do tego dawnego świata. W tekście czuć doskonały research na temat detali życia lat 80., a także subtelne uczucie nostalgii.
„Skąd wiesz, czy nadal jesteś sobą?”
Choć powieść zaliczana jest do gatunku horroru, to można znaleźć w niej też coś z thrillera i kryminału, a nawet i powieści obyczajowej. Początkowo powoli wzrastające napięcie wynika z niepewności - co gra Polybius tak naprawdę z graczami robi? Co w nich wyzwala i czy faktycznie może coś takiego kierować człowiekiem? Wraz z pierwszymi morderstwami pojawia się wątek kryminalny - bo skoro jest morderstwo, to trzeba też szukać sprawcy. Napięcie nadal narasta, atmosfera się zagęszcza, by w końcu horror przyjął formę lekko makabryczną - to zaledwie kilka mocnych momentów, które jednak są na tyle obrazowe, że zostają w głowie na długo. Cała historia oparta jest na zagadce i relacji nastoletnich postaci, ale pojawiają się w niej też motywy znane z podobnie osadzonych amerykańskich nośników popkultury - nie brakuje spisków i egoistycznych interesów dorosłych.
„Nie potrafili rozwiązać swoich problemów, ale nie mogli też od nich uciec, co stwarzało wybuchową mieszankę ludzi doprowadzonych na skraj wytrzymałości nerwowej.”
Cała historia, wraz ze zmianą pogodową, która powoli odcina miasteczko od świata, staje się coraz wyraźniej klaustrofobiczna. Zamknięci ludzie zaczynają odczuwać frustrację, a tą wyładowują agresją - a kiedy wszyscy są poddenerwowani niewiele jest osób, które innych uspokajają, większość raczej podchwytuje użycie siły. Autor z dużym wyczuciem i dużym prawdopodobieństwem oddaje sposób zachowania ludzi w zamknięciu, przygląda się mechanizmowi narastania przemocy. Mam wrażenie, że mógł to być pomysł, który zrodził się podczas pandemii koronawirusa - to przecież wtedy wszyscy poczuliśmy się zamknięci, odcięci od świata normalnego, w którym możliwe było zdrowe rozładowanie lęków i złości.
„Niepewność generowała napięcie. W napięciu rodziła się wrogość.”
Intryga powieści, mimo że zbudowana została dość prosto, od początku wzbudza dziwną ciekawość. Autor skutecznie podsuwa tropy, mieszając wątki kryminalne, obyczajowe i te z gatunku grozy, a do tego sprawnie operuje zmieniającą się perspektywą, dzięki czemu uwaga czytelnika ani na chwilę od historii nie ucieka. Oczywiście wszystkie zdarzenia prowadzą do wielkiego finału, ale sama końcówka powieści nie jest aż tak oczywista, jak podczas punktu kulminacyjnego można by sądzić. Zatem na bazie znanych rozwiązań i motywów, autor buduje coś swojego, coś co mimo okropności zdarzeń sprawia literacką przyjemność.
 
“Polybius” to bezsprzecznie udany debiut. Mimo osadzenia historii na bazie horroru, autor nie gra tak, żeby jak najmocniej przestraszyć - historia raczej niepokoi, pokazując jak szybko człowiek może stać się kimś innym pod wpływem jednego bodźca. Czy to znaczy, że wszyscy jesteśmy nieobliczalni? Doskonale zbudowany klimat małego miasteczka lat 80., przyjemne kreacje postaci i coś niesprecyzowanego w stylu, co sprawia, że książkę czyta się w tempie ekspresowym, dają historię zajmującą i wyważoną, która nawet w punkcie największej brutalności nie przekracza granicy tego, co dla czytelnika znośne. To hołd dla automatów do gier, a zarazem przestroga przed tym, co jakiekolwiek gry wizualne mogą w odbiorcy niezauważenie zasiewać… Z chęcią sięgnę po kolejne książki autora!
 

Ciekawostka:
pomysł na książkę został oparty o jedną z najsłynniejszych legend w historii gier wideo.

Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Storylight. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 06, 2026

"Wielka woda pod Babią Górą" Irena Małysa

"Wielka woda pod Babią Górą" Irena Małysa

Autorka: Irena Małysa
Tytuł: Wielka woda pod Babią Górą
Cykl: Baśka Zajda, tom 6
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Irena Małysa na polskim rynku książki debiutowała zaledwie przed pięcioma laty - w 2021 roku ukazał się pierwszym tom serii kryminalnej z Baśką Zajdą pt. “W cieniu Babiej Góry”. Książka szybko zyskała swoich fanów (sama się do nich zaliczam!), a autorka rozpoczęła cykl, który kontynuuje do tej pory - aktualnie liczy sześć tomów i każdy cieszy się dużą popularnością wśród polskich czytelników.
To jednak nie jedyne książki w dorobku Ireny Małysy - w 2024 roku wydała powieść kryminalną od serii niezależną pt. “Mosty na Wiśle” (recenzja - klik!), a w tym roku rozszerzyła swoją twórczość o pozycje dla dzieci, w których jej własny dom tymczasowy dla bezdomnych i potrzebujących psów Psia Chatka doczekał się książkowego odpowiednika ucząc najmłodszych opieki nad zwierzętami i temat ich adopcji. Znakiem rozpoznawczym autorki są góry - od dwóch dekad mieszka w Makowie Podhalańskim, a Beskid Żywiecki i jego okolice to jej wielka miłość, którą przekazuje czytelnikom w swoich powieściach.
 
Wrzesień 2025 rok, Jezioro Mucharskie. Małgorzata jak co dzień pływa żaglówką po jeziorze. Pod ręką ma aparat, z zapałem uwiecznia tak bogatą w tym miejscu naturę. Po powrocie do domu jej spokój znika - w ich ślicznym nowoczesnym domku, który dzieli z mężem Erykiem, pojawili się dawno niewidziani znajomi. Po wspólnym wieczorem kolejnego dnia wydarza się coś dziwnego - Eryk przez dobrych kilka godzin nie wraca ze swojego biegu wokół jeziora. Czy coś mu się stało? Zaczynają szukać.
W tym samym miejscu piętnaście lat temu również doszło do zaginięcia. Poszukiwaną była młoda dziewczyna, Agnieszka, której tragedią nikt nie zdążył zająć się poważnie - dzień po wszczęciu poszukiwań nad Skawce nadciągnęła wielka woda… Ale czy tam należy szukać początku tej historii? A może jeszcze wcześniej? Może w latach 40. XX wieku, kiedy to na tych terenach urzędowali naziści, którzy przywłaszczyli sobie Pałac w Jaszczurowej i wysiedlili sporo lokalnej ludności? To przez nich nastoletnia Nastka straciła dom, a przecież jako sierota nic więcej nie miała. Teraz liczy się tylko przetrwanie.
„Za oknem robiło się jasno, zwyczajnie. Ktoś przeszedł drogą, gdzieś zaszczekał pies. Świat trwał dalej, jakby nic się nie wydarzyło.
A przecież wszystko się zmieniło.”
Książka rozpisana jest na kilku- i kilkunastostronicowe rozdziały, które nie są numerowane, ale tytułowane miejscem i czasem zdarzenia. Akcja powieści toczy się w trzech czasach naprzemiennie, jednak naprzemienność nie jest usystematyzowana - zdarza się kilka z rzędu rozdziałów pisanych w jednym czasie, a historia z lat 40. XX wieku miejsca zajmuje najmniej. Narracja prowadzona jest zawsze w trzeciej osobie czasu przeszłego, a każdy opisywane okres zyskuje co najmniej dwie perspektywy. Styl powieści jest spokojny, uważny, skupiony na detalach i przeżyciach postaci. Język opisów, których jest w tekście sporo, jest subtelnie literacki, plastyczny, początkowo daje onomatopeiczne wrażenia, które z biegiem lektury znikają zmieniając punkt skupienia z przyrody na akcję. Mam jednak wrażenie, że stylistyka opisów w tym tomie uległa zmianie - zdania budowane są na stałej zasadzie, określeniem przez zaprzeczenie. Ta powtarzalność niestety wypada na niekorzyść, sprawia, że po czasie opisy zaczynają brzmieć mało naturalnie. Na szczęście w dialogach nie pojawił się taki problem - gdy akcja przyspiesza, albo pojawiają się rozmowy postaci, wraca naturalność języka, dzięki czemu książkę czyta się sprawnie i płynnie. Momentami może w dialogach brakuje lokalnej gwary, pojawiło się też kilka literówek, ale nie przeszkadzało to na tyle, by miało wpływ na ogólne wrażenia z lektury.
 
Mam wrażenie, że w tym tomie autorka szczególnie dużą uwagę przywiązała do miejsca. Jezioro Mucharskie, które do użytku zostało oddane zaledwie kilka lat temu, jest punktem centralnym dla dwóch czasów akcji - roku 2025 i 2010. To za jego sprawą przyroda w tych czasach ożywa - jest mroczna, niepokojąca, niebezpieczna, człowiek w zetknięciu z nią zdaje się nie mieć żadnych szans. To prawdziwy żywioł, który swoją moc objawia wraz z nadejściem wielkiej powodzi. Trudne decyzje, jakie wtedy trzeba było podjąć autorka opisuje z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, to wtedy serce zaczyna bić szybciej.
„Patrzyła na ciemną, lśniącą taflę, w której odbijały się poruszone chmury. To samo jezioro, które jeszcze wczoraj wydawało jej się spokojne i piękne, teraz wyglądało obco, niemal wrogo. Fale poruszały się niespokojnie, mimo że wiatr ucichł.
Przeszył ją dreszcz. Miała wrażenie, że to miejsce patrzy, że woda oddycha ciężko, z gniewem.
Wtedy po raz pierwszy Małgorzata pomyślała, że jezioro nie oddaje. Ono połyka.”
Ale miejsce akcji to nie tylko Jezioro Mucharskie. To też Pałac w Jaszczurowej z całą swoją skomplikowaną historią. Autorka oddaje mu blask przeszłego wieku, przeprowadza nas przez kolejne transformacje, z którymi zmieniało się jego przeznaczenie. Poprzez historię pałacu i jeziora czytelnik otrzymuje sporą dawkę informacji o tym, jak w poszczególnych latach w tych miejscach się żyło, z czym, z jakimi decyzjami i dramatami borykali się ich mieszkańcy. Fascynujące obrazy!
 
Ale miejsce mimo wszystko w powieści kryminalnej pozostaje tłem - bardzo wyraźnym, ale przecież tym, co przewodzi, jest zagadka kryminalna. A ta zbudowana jest tak, jak autorka lubi - spokojnie, z uwzględnieniem emocji ludzi takich jak my. W jej powieściach nie ma groźnych, seryjnych morderców, zbrodnie popełnia zwyczajny człowiek. Tutaj, ze względu na podział czasowy, typowo kryminalne zagadki są dwie: dwa zaginięcia z roku 2025 i 2010. W 2025 roku w sprawę angażuje się Baśka Zajda ze swoją towarzyszką psicą Chytrą, przez rok 2010 prowadzi nas policjant. Lata 40. XX wieku przybierają formę powieści historyczno-obyczajowej, nie ma w nich typowej zagadki kryminalnej, ale jest coś, co ma znaczenie dla przyszłości. Mimo tego podziału, żadna z trzech historii nie daje wrażenia fragmentaryczności, są odpowiednio poprowadzone jak na ilość miejsca, jakie autorka miała do dyspozycji. Rozwiązanie intrygi balansuje na granicy zaskoczenia i niedosytu - w teorii wszystkie elementy układanki są do dyspozycji czytelnika, w praktyce jednak autorka tak mocno zaciemnia obraz, że samodzielne rozwiązanie wydaje się po prostu niemożliwe (a przynajmniej takie jest w moim odczuciu). Niemniej jednak dochodzenie do finału sprawiło mi dużo frajdy, potęgowanej przez klimat otoczenia.
„Potem nastąpił rytuał, który Karl-Heinz znał lepiej niż modlitwę: meldunek, odpowiedź, uniesione ramiona, chóralne pozdrowienie dla Hitlera. W takich chwilach jednostka przestawała istnieć - zostawała organizacja. O to właśnie chodziło. By nikt nie należał już całkiem do siebie.”
Mimo że historia osadzona jest w uniwersum Baśki Zajdy, to nie tylko jej kreacja jest tutaj ważna. Mam wrażenie, że większość pojawiających się postaci ma dla autorki jakieś znaczenie, każda, nawet jeśli pojawia się na chwilę, coś w tę historię swoją osobą wnosi. Może to dlatego, że poznajemy ich myśli, marzenia, nadzieje? Nie mogę też obojętnie przejść obok Chytrej - to dopiero charakter! Bardzo spodobała mi się ta psia, uparta bohaterka.
 
Pochylając się nad intrygą, która oscyluje wokół ludzkich dramatów i zbrodni autorka porusza temat przynależności - do rodziny, społeczności, miejsca. Tego jak wiele te określenia mogą znaczyć i jak szybko na znaczeniu tracić. Jak ważne są nadzieje i jak boli ich brak, kiedy pozornie zwyczajne oczekiwania zaczynają zderzać się z rozczarowującą rzeczywistością.
„Przez całe życie słyszał o jeziorze, które kiedyś wypełni pustą nieckę i zmieni wszystko: krajobraz, ludzi, losy tej ziemi.”
“Wielka woda pod Babią Górą” robi wrażenie! Autorka z ogromnym wyczuciem operuje miejsce akcji, jego historią prawdziwą, jego piękną naturą, która przeplata nabierającą dynamizmu fikcją literacką. Niepokojące opisy przyrody wywołują ciarki na plecach, a intryga od początku frapuje punktem styku - bo przecież wszystkie trzy czasy muszą w jakiś sposób połączyć się w jedno, prawda? Choć książka ma swoje mankamenty, przede wszystkim te, które uwierały mnie w jej warstwie językowej, to nadal pozostaje wartą uwagi lekturą - ze względu na ten miks prawdy i fikcji i na ludzkie dramaty, które wcale nie są tak odległe, jak nam się wydaje. To smutna, poruszająca historia, która sprawia, że po skończonej lekturze pozostaje tylko spakować walizkę i ruszyć śladami książki nad Jezioro Mucharskie.
„Zdążyła już zrozumieć, że świat lubi zmieniać nazwy, ale dużo rzadziej zmienia własną naturę.”
Moja ocena: 7/10
 
PS. Każdy tom serii można czytać od pozostałych niezależnie.
 
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 06, 2026

Book tour z "Dobrodziejką"!

Book tour z "Dobrodziejką"!

W te coraz chłodniejsze, coraz dłuższe wieczory, dobrze zgłębić się w lekturę klimatyczną, pochłaniającą, mocno angażującą wyobraźnię. Takim tytułem dla mnie jest właśnie "Dobrodziejka" Sabiny Waszut! 

To nie tylko intrygująca, oparta na prawdziwych zdarzeniach zagadka kryminalna, ale też bardzo klimatyczne tło, w którym autorka kładzie nacisk na wątki historyczno-społeczne. Przyglądamy się wraz z nią, jak wtedy, w czasach międzywojennych, żyło się na Śląsku, teoretycznie jednym obszarze, który został podzielony granicami, ale też coraz mocniej niepokojącymi nastrojami płynącymi ze strony niemieckiej. Mocno doceniam trud, jaki autorka włożyła, by Śląsk lat 30. stały się dla nas miejscem żywym – momentami mrocznym, w końcu to kryminał, ale taki, który kładzie nacisk na emocji ludzi takich jak my, którzy po prostu muszą sobie jakoś radzić z tym, co przynosi im kolejny dzień. 
Jeśli chcecie o książce dowiedzieć się więcej, to zapraszam na recenzję (klik!) i do wysłuchania, co sama autorka ma na temat swojej książki do powiedzenia - tutaj znajdziecie zapis naszego półgodzinnego live'a (klik!). 

Choć od jej premiery już na dniach minie miesiąc, to podejrzewam, że jeszcze wielu z Was nie zdążyło się z nią zapoznać. Dlatego dzisiaj proponuję ułatwienie i dodatkową motywację do sięgnięcia właśnie o ten tytuł - zapraszam na book tour z "Dobrodziejką"!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz Wydawnictwa Mando w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!