kwietnia 24, 2026

"Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału" Susanne Lieder

"Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału" Susanne Lieder

Autorka: Susanne Lieder
Tytuł: Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału
Tłumaczenie: Barbara Niedźwiecka
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść biograficzna
 
Susanne Lieder to niemiecka autorka powieści kryminalnych, historycznych i biograficznych. Miłość do książek przejawiała już jako dziecko, w wieku nastoletnim zdecydowała, że chce zostać pisarką, musiały jednak minąć jeszcze trzy dekady zanim wzięła się za to na poważnie. Dd roku 2012 pisaniem zajmuje się zawodowo, tworzy dla kilku wydawnictw i pod kilkoma pseudonimami: Anne Seiler, Romy Seidel, Kristina Lüding to wszystko Susanne Lieder. Jej powieści tłumaczone są na ponad dziesięć języków, jednak na rynku polskim na razie pojawiła się tylko dwa razy - w roku 2024 z powieścią biograficzną “Astrid” opartą o postać pisarki Astrid Lindgren i dwa lata później z “Agathą Christie. Narodziny królowej kryminału”.
 
Francja, rok 1908. Osiemnastoletnia Agatha Christie przebywa w Paryżu ze swoją matką, uczy się śpiewu i gry na fortepianie - to w końcu czasy, kiedy etykieta społeczna jest ciągle bardzo istotna, a młoda kobieta raczej przygotowywana jest na ozdobę i gospodynię domu niż na oddzielny byt. Na szczęście matka Agathy jest wyrozumiała - wie, że dziewczyna musi wkrótce znaleźć kandydata na męża, ale nie chce by jej córka wychodziła za kogoś, kogo nie będzie kochać… Jak z tej młodziutkiej, całkiem zwyczajnej dziewczyny narodziła się kobieta, która zmieniła postrzeganie literatury kryminalnej w oczach całego świata? Z jakimi doświadczeniami, emocjonalnymi przeżyciami ta przemiana się wiązała?
“– Ty i tata tworzyliście wspaniałe małżeństwo, prawda? Pełne ciepła, miłości i zrozumienia. Potrafiliście śmiać się razem i z siebie. Byliście sobą zainteresowani. Ja też chcę takiego związku, nie rozumiesz tego? Chcę mężczyzny, który będzie mnie dostrzegał.
Matka ponownie westchnęła, a potem skinęła głową.
– Rozumiem cię, Agatho, naprawdę bardzo dobrze cię rozumiem. Chcę tylko, żebyś miała zapewniony byt.
– Nie chcę mieć tylko zapewnionego bytu, chcę być szczęśliwa.”
Książka rozpisana jest na prolog i cztery części, a wszystkie krążą wokół roku 1926, który dla Agathy przyniósł najwięcej szokujących, trudnych przeżyć. W prologu historia toczy się w jej domu rodzinnym na moment po śmierci matki i we trzech pierwszych częściach, na samym ich końcu, zawsze do tego samego momentu wracamy. Każda z części rozpisana jest na lata, pierwsze trzy toczą się pomiędzy 1908 a 1926, ostatnia część opisuje lata 1927 i 1928. Każda część rozpisana jest na numerowane, kilkustronicowe rozdziały, w których zmiany miejsca akcji i czasu są jasno sygnalizowane. Rozdziały dzielone są dodatkowo na krótsze fragmenty, a akcja powieści, poza przeskokami do roku 1926, który jest jej centrum, toczy się w miarę linearnie, choć niekoniecznie płynnie - autorka raczej przeskakuje do najważniejszych wydarzeń z życia Agathy Christie, które w jej ocenią ją ukształtowały. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Agathy, przez co autorka pozwala sobie na interpretację uczuć, jakie w jej ocenie Agatha czuła. To na emocjach Lieder się skupia, przedstawiając zdarzenia jako punkty istotne, ale traktowane jako pretekst do przeanalizowania zmian emocjonalnych, jakie na przestrzeni dwudziestu lat ukształtowały z młodziutkiej panny na wydaniu królową kryminału. Styl, w jakim prowadzona jest narracja, pasuje do powieści obyczajowo-historycznej, jest płynny i przyjemny.
 
Rok 1926 był rokiem granicznym dla Agathy Christie, rokiem, który podzielił jej życie na dwa etapy - z młodej, niedoświadczonej dziewczyny marzącej o romantycznej miłości powstała kobieta twardo stąpająca po ziemi, która wierzy w swoje możliwości i ma odwagę odkrywać świat na własny rachunek i na własnych zasadach. To rok, w którym stało się coś, czego nigdy badaczom Agathy Christie nie udało się wytłumaczyć, to wtedy na ponad tydzień zaginęła, ale Lieder nie stara się tego tłumaczyć, po prostu ten etap pomija, jak zrobiła to sama Christie w swojej “Autobiografii”. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym czasie Agatha Christie przeszła ogromny wstrząs i właśnie dlatego ten czas jest dla powieści Lieder centrum - to wychodząc z tego punktu poznajemy kim Agatha była wcześniej i jak ponownie wróciła do życia.
“Być może o to chodziło: o wolność. Wolność, która nie oznacza, że człowiek może robić, co chce, bez żadnych ograniczeń. Tylko że ma swobodę podejmowania właściwych lub niewłaściwych decyzji.”
Dwadzieścia lat, w czasie których działo się tak dużo. Nie tylko w życie samej Agathy, ale również na świecie. Początek XX wieku rządził się starymi prawami, kiedy to zasady etykiety, debiuty towarzyskie młodych panien, bale, na których poznawało się przyszłych mężów były momentami, wokół których kręciło się życie młodych dziewczyn i ich matek. To wtedy obserwujemy osiemnastoletnią Agathę, która nie miała jeszcze wtedy sprecyzowanego celu w życiu. Później przyszły zawirowania polityczne, aż w końcu wybuchła I wojna światowa, który postawiła cały świat na głowie. Autorka te zdarzenia oddaje przez pryzmat postaci, jednak ich waga jest wyraźnie odczuwalna - strach o los i bezpieczeństwo najbliższych były w czasie wojny stale w życiu bohaterki obecne.
 
Na tle zdarzeń historycznych, przechodzimy z bohaterką wszystkie ważne momenty w jej młodym życiu - naukę w Paryżu, pierwszą wycieczkę do Egiptu, poznanie przyszłego męża, ślub, perypetie małżeńskie aż do rozwodu. Pomiędzy tym pojawia się potrzeba tworzenia, a autorka sprawnie interpretuje emocje, jakie Agatha na początku swojej pisarskiej kariery mogła odczuwać. Strach, niepewność, w końcu ekscytację i niedowierzanie - to wszystko oddaje przyjemnie, jak i całkiem prawdopodobnie.
 
Bo choć to życie prywatne Agathy Christie jest w tej powieści dla autorki najważniejsze, to nierozerwalnie wiąże się z narodzinami światowej sławy pisarki. Jak wyglądały początki, dlaczego to właśnie kryminał, gdzie Christie zdobywała wiedzę, doświadczenia do pisania potrzebne - to wszystko tu jest. Jest też interpretacja jej procesu twórczego z lekkim wątkiem fantastycznym - a przynajmniej sama go tak odczytuję, kto wie, może pisarze uznają go za prawdopodobny.
“Pisanie opowiadań stało się taką samą częścią jej życia jak dla innych dziewcząt haftowanie powłoczek czy obrusów. Nie tylko lubiła to robić, ale czuła też, że to zajęcie jest integralną częścią jej osobowości. Nie mogła się już bez tego obejść. Potrzebowała pisania, aby być kompletną. Sama się tego najmniej spodziewała. Myślała, że chodzi tylko o dobrą zabawę i zabicie czasu. Ale ten etap miała już dawno za sobą.”
Sama kreacja Agathy, choć bazuje na faktycznych zdarzeniach z jej życia, które autorka zaczerpnęła z “Autobiografii” oraz innych źródeł historycznych (brakuje mi ich spisu na końcu książki!), jest jednak fikcyjna. Kto wie, co Agatha naprawdę myślała, co przesuwało się przez jej głowę przy poszczególnych zdarzeniach? Autorka jednak sprawnie obraz swojej bohaterki buduje – jest to obraz spójny, ale nie statyczny, w końcu kto z nas nie ulega w trakcie życia przemianom? Zgrabnie wplata w kreację postaci to, co faktycznie o Christie wiadomo, z tym, co jej samej się wydaje. Powstaje z tego przyjemna, całkiem prawdopodobna kreacja.
 
“Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału” to powieść, którą najlepiej traktować w kategorii historii obyczajowo-historycznej o młodej kobiecie, która przypadkowo odkrywa, jak bardzo kocha pisać, tworzyć historie. To postać fikcyjna, to interpretacja tego, jaka Agatha Christie mogła naprawdę być, wytwór fantazji autorki, dobrze oparty na tym, co o Christie faktycznie wiadomo. Dzięki temu z powieści można dowiedzieć się kilku ciekawych faktów z życia królowej kryminału, ale też wyciągnąć pewne wartości uniwersalne o życiu, które toczy się sobie tylko znanym rytmem, a człowiek może mieć tylko i wyłącznie odwagę, by czerpać garściami z tego, co przynosi. Czy tak robiła Agatha Christie? Na pewno, w końcu bez takiej umiejętności nie mogłaby osiągnąć nieśmiertelności, jaką swoimi powieściami, jak i swoją własną kreacją kobiety przełomowej sobie zapewniła. Książka Susanne Lieder dobrze sprawdzi się wśród czytelników, którzy niechętnie sięgają po typowe biografie, a mimo wszystko chcieliby się też czegoś o Christie dowiedzieć.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 23, 2026

"Zabijaj uważnie" Karsten Dusse

"Zabijaj uważnie" Karsten Dusse

Autor: Karsten Dusse
Tytuł: Zabijaj uważnie
Cykl: Zabijaj uważnie, tom 1
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 408
Gatunek: komedia kryminalna
 
Karsten Dusse zanim rozpoczął karierę literacką przez długi czas pracował w telewizji i radiu, zarówno jako prezenter, jak i autor scenariuszy, a także jako ekspert w tematach prawnych - z wykształcenia jest prawnikiem. Światową sławę przyniosła mu jednak dopiero seria czarnych komedii kryminalnych, której tomem pierwszym debiutował w 2019 roku i który na jego rodzimym rynku szybko osiągnął status bestsellera. Chwilę później pojawiły się kolejne powieści z tej serii, na ten moment jest ich pięć. W międzyczasie, w 2024 roku na Netflixie pojawiała się jej ekranizacja w formie ośmiu odcinkowego serialu, a książki sprzedały się w ponad dwumilionowym nakładzie i tłumaczone są na ponad dwadzieścia języków.
W Polsce tom pierwszy pt. “Zabijaj uważnie” pojawił się w roku 2021 pod szyldem Wydawnictwa Otwartego, które na tym polskie tłumaczenia powieści Dusse’a zakończyło. Dopiero teraz, pięć lat później, Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się wyzwania i przy nowym wydaniu “Zabijaj uważnie” już zapowiedziało tłumaczenie tomów kolejnych. Nawet tom drugi pt. “Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie” jest już widoczny w zapowiedziach z premierą na 27 maja!
 
Björn Diemel od dziesięciu lat pracuje w kancelarii prawnej jako tak zwany prawnik śmieciowy - jego najważniejszym klientem jest gangster Dragan Sergowicz, któremu w tym czasie pomógł wyjść z niejednych prawnych tarapatów, jak i rozwinąć biznes tak, by był nieuchwytny. Niestety z pracą dla mafiosa wiąże się spory stres i stała dostępność, co wpływa nie tylko na samego Björna, ale i na jego rodzinę. W końcu żona posuwa się do ostateczności - żąda od niego zmiany, odbycia terapii, w której widzi jedyną szansę na ocalenie ich związku. Björn może zastanawiałby się dłużej, gdyby nie chodziło na szali nie leżały kontakty z jego dwuletnią córeczkę Emily. I tak trafia do nauczyciela uważności, który uczy go wszystkich zasad tego, jak uwolnić się od lęku i żyć tu i teraz. I wygląda na to, że to działa! A przynajmniej, że Björn naprawdę się do lekcji i nauczonych zasad stosuje - momentami tak bardzo, że przypadkowo uśmierca swojego najważniejszego klienta… A kiedy pozbawiło się życia szefa mafii, to cóż… łatwo wrócić do normalności nie będzie. Björn jednak jest na to gotowy - z poradnikiem uważności z wszystkim sobie poradzi!
“Pozwoliłem sobie na to, by nie robić niczego, na co nie miałem ochoty. Niestety oznaczało to, że musiałem ograniczyć wolność kogoś innego, odbierając mu życie. W końcu nie poszedłem na kurs uważności po to, by uratować świat, tylko siebie.”
Książka rozpisana jest na 37 lekcji uważności, czyli odwołując się do typowego podziału w kryminałach, na 37 rozdziałów. Każdy otwiera krótki wpis z fikcyjnego poradnika “Zwolnij na pasie szybkiego ruchu. Uważność dla kadry kierowniczej” Joschki Breitnera, nauczyciela uważności Björna, która do bohatera staje się czymś na kształt biblii. Całą fabularną historię opisuje główny bohater w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Rozdziały liczą najczęściej po kilka stron, bywają dzielone na krótsze fragmenty. W samych rozdziałach najczęściej lekcje cytowane na ich początku się powtarzają - czasami w całości, czasami częściowo, czasami są dodatkowo rozwinięte. Styl powieści jest dopasowany do czarnej komedii - sytuacje pozornie groźne opisane są z taką dawką absurdu, że robią się po prostu śmieszne. Autor ma dobre wyczucie tego, z czego i w jaki sposób się śmiać, bo choć fabuła czasami kieruje się momentami w dość makabryczne obszary, ani razu nie robi się niesmacznie. To przede wszystkim komedia sytuacyjna, komedia pomyłek, w której siłą jest ironizowanie dosłownego podejścia głównego bohatera do uważności. Język, w jakim książka jest pisana, jest równie dobrze zbalansowany - mimo że historia toczy się w dużej mierze w środowisku gangsterskim, autor dał radę napisać ją tak, że nie musi za często uciekać się do dosadniejszego słownictwa, a i tak wszystkie dialogi wypadają naturalnie. Dobrze gra na półsłówkach, urwanych zdaniach, niedopowiedzeniach. Pod kątem stylu powieść jest świetnie dopracowana, lektura jest czystą przyjemnością i idzie bardzo sprawnie.
“To wspaniałe, kiedy dzieci uświadamiają nam, że powinniśmy bardziej doceniać otaczające nas piękno i cieszyć się nim. Przecież wszelkie troski przemijają. Kłopoty w pracy? Jutro zastąpią je inne. Jezioro pozostanie. Nie przestanie istnieć nawet wtedy, gdy pracy już dawno nie będzie. Dlaczego ktoś miałby rano po przebudzeniu przejmować się zasranymi problemami zawodowymi, jeśli może pogapić się na wodę?”
Oczywiście spora w tym zasługa kreacji głównego bohatera, a zarazem narratora powieści, które swoje postrzeganie świata narzuca nam, czytelnikom. To bohater, który właśnie przeszedł dużą przemianę, żywo zaangażowany w to, by nauczyć się żyć uważnie - bo po lekcjach terapeutycznych zauważył, że to naprawdę działa, a on sam od dziesięciu lat nie czuł się lepiej. Mimo tego, że do tych zasad podchodzi w sposób karykaturalny, wykorzystuje je tak, jak nikt z nas by o tym nie pomyślał, to tak naprawdę nie wyśmiewa się z nich samych - to raczej jego unikalny sposób ich wykorzystania jest tym, z czego się tutaj śmiejemy. Sam Björn, mimo czynów, których się dopuszcza, jest postacią budzącą sympatię, bo znamy jego cel - chce utrzymać swoją rodzinę razem, najważniejsza dla niego jest córeczka. Choć jeśli głębiej się nad tym zastanowić, czy motywy usprawiedliwiają czyny? Można go jednak uznać za obrońcę tych dobrych - w końcu jego pierwszą ofiarą jest ktoś bezsprzecznie zły, podły i impulsywny gangster… Dusse zbudował tę postać tak, że podczas lektury czytelnik nie podważa jego kompasu moralnego, nie zastanawia się, czy na pewno powinien go lubić - dobrze się bawi obserwując jego pomysłowość w wykorzystaniu zasad uważności.
“Zacznijmy od tego, że nie jestem brutalny. Wręcz przeciwnie. Na przykład nigdy w życiu się nie biłem. Dopiero w wieku czterdziestu dwóch lat po raz pierwszy uśmierciłem człowieka. Uważam, że jak na przedstawiciela mojego fachu zacząłem dość późno.”
Cała powieść opiera się na mocno przewrotnym pomyśle zastosowania tej filozofii do pozbycia się swoich problemów. Ostatecznego pozbycia. Intryga toczy się w środowisku gangsterskim, jednak przez skupienie na nowym podejściu Björna, który w każdej sytuacji pamięta, by uważnie oddychać, jak i przez stale obecną jego rodzinę, miłość do córki, powieść trudno zaliczyć do typowych przedstawicieli motywów gangsterskich, wydaje się więc, że nawet ci czytelnicy, którzy nie lubią tego rodzaju powieści, nadal powinni się dobrze przy “Zabijaj uważnie” bawić. Intryga wychodzi z prostego założenia, ale mimo to po drodze solidnie się komplikuje, a autor doskonale wyczuwa momenty, w których coś powinno się stać, by nie stracić zainteresowania czytelnika. Dzięki temu od początku do końca historia wręcz pochłania. Momentami można się dopatrzyć niewielkich nieścisłości fabularnych, jednak nie są znaczące dla przebiegu lektury i na tyle marginalne, że na odbiór całości w żaden sposób nie wpływają - w końcu to komedia, autor może czasem trochę dane sceny wyolbrzymić!
“Oczywiście uważność służy osiąganiu zupełnie innych rezultatów. Dzięki niej można uporać się z irracjonalnymi uczuciami. Piękno tej metody tkwi w tym, że pozwala w niezwykle subtelny sposób zapobiec gwałtownym, niekontrolowanym wybuchom emocji. Na szczęście można za jej pomocą wywołać również odwrotny efekt.”
Poza dobrą zabawą i solidną dawką fajnych porad zarówno na temat stoickiego podejścia do życia, jak i zachowania zasady work-balans (bo przecież to, że główny bohater stosuje się do nich karykaturalnie, wcale nie znaczy, że z racjonalnym podejściem nie można z nich czegoś dobrego wyciągnąć), powieść przynosi też refleksję na temat tego, jak łatwo każde przekonania i zasady nagiąć czy zinterpretować tak, by odpowiadały konkretnym potrzebom. Czy nie dzieje się tak na co dzień z religią, czy prawem? Björn robi tak z zasadami uważności, dostarczając czytelnikowi świetną komedię, która mimo wszystko może zmusić do refleksji i czegoś nauczyć.
“Dla kogoś, kto tak jak on uważał przemoc za najlepsze rozwiązanie każdego problemu, najgorsze było przeświadczenie, że nie może się do niej uciec, bo wszystko wokół już nie żyją, a reszta świata go obserwuje. Kogoś takiego można skrzywdzić najdotkliwiej, kiedy zamiast z nim walczyć, ignoruje się go.”
Podsumowując, “Zabijaj uważnie” to powieść, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że historię, w której pojawiają się wątki gangsterskie. może się tak lekko i tak zabawnie czytać. Autor na fali zainteresowania społeczeństwa nowymi (a może starymi, ale przeżywającymi odrodzenie) technikami radzenia sobie z codziennością zbudował nieszablonową fabułę, w której główny bohater, a zarazem narrator powieści podchodzi do nich w sposób bardzo niekonwencjonalny. I to działa! Historia jest przezabawna, a przez te lekcje zamieszczone na początku każdego rozdziału, przez skupienie, z jakim narrator podchodzi do stosowania się, pamiętania w każdej chwili o tych zasadach, w jakiś dziwny sposób wycisza i uspokaja. Takie historii gangsterskiej jeszcze na pewno nie czytaliście! Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się wydania w polskim tłumaczeniu tej serii!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 22, 2026

Śladami Agaty Szajby i jej pierwszej zagadki kryminalnej pt. "Tajemniczy klucz"

Śladami Agaty Szajby i jej pierwszej zagadki kryminalnej pt. "Tajemniczy klucz"

Są takie powieści, w których ważne są nie tylko zdarzenia, ale i same miejsca, na tle których się rozgrywają. Niektóre z nich można traktować jak przewodniki, niektóre opisują dane miejsca tak, że jedyną myślą po lekturze jest "muszę tam pojechać!". W obydwu tych przypadkach dobrze radzi sobie seria powieści detektywistycznych dla młodszego czytelnika z Agatą Szajbą, w których bohaterka oprowadza po Londynie lepiej niż jakikolwiek przewodnik! W tomie pierwszym pt. "Tajemniczy klucz" (recenzja - klik!) zwiedzamy Londyn dostępny dla wszystkich, choć oczami bohaterki, która widzi więcej, która jest z tym miejscem od urodzenia powiązana. W drugim pt. "Spisek w metrze", którego premiera będzie miała miejsce już za tydzień, choć rozpoczniemy kolejną atrakcją turystyczną, to szybko udamy się tam, gdzie nikt raczej nie zagląda - do podziemi Londynu! Dzisiaj zapraszam na wycieczkę śladami tomu pierwszego - dołączcie do nas, zobaczcie, gdzie Agata mieszka i gdzie szuka zagadek do rozwiązania! I w końcu w "Tajemniczym kluczu" je znajduje! 


Hyde Park

źródło zdjęcia: https://www.arrivalguides.com/

to jeden z najsłynniejszych parków królewskich w centrum Londynu, który na dwie części dzieli jezioro Serpentine. To tam od kilku lat mieszka Agata. 

"Tata – dla wszystkich poza mną: Rufus – od szesnastego roku życia, kiedy to rzucił szkołę, jest zarządcą królewskich parków. Pracował ciężko, aż został głównym administratorem Hyde Parku, dlatego mieszkamy w Domku Ogrodnika. I choć tata tu rządzi, to nie pozwala, aby inni wykonywali całą brudną robotę, a najszczęśliwszy jest wtedy, gdy może zakasać rękawy i samemu ubrudzić sobie ręce."
źródło zdjęcia: https://it.pinterest.com/

To Domek Ogrodnika, w którym mieszka Agata, a na poddaszu na swój własny pokój. Mieszka w nim wraz z ojcem i kotem oraz wspomnieniami swojej mamy. Hyde Park to początek jej wielkiej przygody, to właśnie tam rozpoczyna się jej pierwsza wielka zagadka kryminalna! 

Hyde Park wygląda nienagannie, nawet po tygodniach upałów – trawa jest szmaragdowozielona, klomby kolorowe od kwitnących kwiatów. A jednak panuje tu zbyt duży spokój jak na letni dzień w centrum Londynu – tylko od czasu do czasu ktoś przechodzi z psem. Czy podczas mojej detektywistycznej misji coś mnie ominęło? 

 

Królewskie Towarzystwo Geograficzne

źródło zdjęcia: https://www.rgs.org/

to organizacja w centrum Londynu zajmująca czołową pozycję w edukacji geograficznej na całym świecie. Wspiera programy edukacyjne i dydaktyczne, wyprawy badawcze i naukowe, promuje zrozumienie i radość z geografii dla ogółu społeczeństwa. 

Na razie jednak mam na głowie ważniejsze rzeczy – pora na wizytę w Królewskim Towarzystwie Geograficznym (KTG). 
Z parku na ulicę Kensington mam naprawdę blisko. Z zewnątrz budynek KTG nie robi wielkiego wrażenia – po takiej nazwie człowiek spodziewa się czegoś wyjątkowego, w stylu biało-czerwonej ceglastej fasady Muzeum Nauki na pobliskiej Exhibition Road. Wejście do KTG to nowoczesna dobudówka ze szklanych paneli, biegnących od połogi aż po sufit. Wygląda, jakby miała odfrunąć przy silniejszym podmuchu wiatru. 

Dla Agaty to nie tylko budowla naukowa, to pierwszy ważny trop w jej śledztwie!


Biblioteka Londyńska 

źródło zdjecia: https://en.wikipedia.org/

to jedna z największych bibliotek na świecie, przechowująca ponad 170 milionów pozycji, w tym zabytkowe rękopisy, książki, mapy i gazety. Jest dostępna dla każdego, oferując przestrzenie do nauki, wystawy (np. z rękopisami Szekspira, Austena) oraz skarby kultury narodowej.

– Prosimy na St James’s Square.
Mieści się tam Londyńska Biblioteka – moje ulubione miejsce na całym świecie. Posiadam młodzieżowe członkostwo biblioteczne, wybłagane od taty jako łączony prezent gwiazdkowo-urodzinowy. W tej bibliotece znajduje się mnóstwo rzadkich książek, rękopisów i starych gazet. Agatha Christie była przed laty jej członkinią i zdarza się, że wpadam w romantyczną zadumę nad tym, czy przypadkiem nie czytam tej samej monografii poświęconej rozbryzgom krwi, co kiedyś ona. 
Choć Agata żyje we współczesnym świecie, korzysta z dobrodziejstw technologicznych, to jednak podstawowym miejscem zdobywania informacji jest dla niej właśnie to miejsce. Nic nie zastąpi szperania między regałami i zapachu starych książek! 

źródło filmu: https://www.bl.uk/


South Bank

To jedno z najpopularniejszych miejsc w Londynie! Teatr, kino, restauracje, oczywiście i London Eye, Big Ben i katedra św. Pawła - to wszystko znajduje się w tym jednym miejscu. Agata wędruje tam jednak w innym celu - to tam znajduje się bazar, na którym można kupić stare książki... Ale to nie miłość do literatury ją tam przywiodła, a zagadka kryminalna! 

Londyński South Bank to ciąg betonowych budynków, podziemnych przejść i krętych schodów. Niektórzy uważają go za szpetną narośl na historycznym obliczu miasta, ale to zawsze było jedno z moich ulubionych miejsc. 

 Barbican Centre

źródło zdjecia: https://www.barbican.org.uk/

O tym miejscu najlepiej opowie sama Agata:
Do Barbican Centre, gigantycznego, betonowego kompleksu, docieramy o wpół do dziesiątej. Tworzą go aule wykładowe, kawiarnie, sklepy, galeria sztuki, bloki mieszkalne, my jednak kierujemy się prosto do palmiarni – ogromnej
szklarni z tropikalnymi roślinami, kaktusami i pokaźnymi stawami, w których pływają ozdobne karpie długości mojej ręki. Zazwyczaj jest otwarta tylko w niedziele. Po śmierci mamy często chodziliśmy tam z tatą, żeby zaznać trochę spokoju. Zabieraliśmy ze sobą kanapki i jedliśmy je pod zieloną kopułą splątanych pnączy.

Tam wędruje z pewnym niespotykanym sojusznikiem, dzięki któremu uczy się, że nie warto oceniać ludzi na pierwszy rzut oka. To początek nowej przyjaźni! 

źródło zdjęcia: https://www.barbican.org.uk/

To sporo atrakcji turystycznych, prawda? A to ciągle tylko niektóre z miejsc, w które zaprasza czytelnika Agata Szajba w "Tajemniczym kluczu". Polskie wydanie powieści zostało przygotowane specjalnie dla czytelników ciekawych tych miejsc - na samym początku powieści zamieszczona jest mapka, na której wypisane są najważniejsze punkty, w których rozgrywa się akcja. Londyn oczami Agaty, choć zatłoczony, jest piękny - czuć, że jest to miejsce, które bohaterka kocha całym sercem! A dzięki temu potrafi przedstawić je tak, by zaciekawić i oczarować nawet najbardziej odpornych na czar miejsc czytelników! 


We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 21, 2026

"Trucizna" Klaudia Muniak - patronacka recenzja przedpremierowa

"Trucizna" Klaudia Muniak - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Klaudia Muniak
Tytuł: Trucizna
Cykl: Julia Przybysz, tom 1
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał medyczny
 
Klaudia Muniak jest uznawana za autorkę, która wprowadziła gatunek thrillera medycznego we współczesnej literaturze polskiej. Na swoim koncie ma już piętnaście solowych powieści kryminalnych (plus jedną napisaną w towarzystwie Magdy Stachuli i Laury Sinickiej - pt. “Estrogen” -klik!) oraz pięć z gatunku literatury obyczajowej, po którą po raz pierwszy sięgnęła w 2022 roku. Jak sama przyznaje w posłowiu “Trucizny”, swojej dwudziestej książki, Julia Przybysz to bohaterka, która jest z nią najdłużej - to historią z jej udziałem debiutowała w 2017 roku powieścią “Gdybym jej uwierzył”, jak i kontynuacją, która ukazała się rok później pt. “Substancja”. Teraz, po niecałej dekadzie do niej wraca. W nowej odsłonie, w nowym cyklu i nowym wydawnictwie - po raz pierwszy Klaudia Muniak w Wydawnictwie Dolnośląskim oferuje czytelnikom “Truciznę”.
 
Katowice, maj, środa. Podkomisarz Rafał Szymczak i sierżant Kamil Kosowski zostali wezwani do mieszkania Malwiny Orłowskiej, której ciało odkryła sąsiadka zaniepokojona tym, że od kilku dni jej nie widziała. Ewidentnie ciało Malwiny leży już tam od jakiegoś czasu, wygląda na to, że ostatni raz widziana była w piątek na konferencji poświęconej materiałom polimerowym, nad którymi sama pracowała zatrudniona w niewielkiej firmie biotechnologicznej położonej na terenie katowickiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Początkowo zebrane informacje o kobiecie zdają się sprzeczne - sąsiedzi w ogóle jej nie znali, a jeśli już, to uważali ją za cichą i grzeczną, z mediów społecznościowych jednak wywnioskować można, że była kobietą mocno rozrywkową. Gdzie szukać motywu zbrodni? W firmie, w której pracowała? Możliwe, jej matka przed utartą przytomności, coś o dziwnych relacjach z szefem przebąkuje, choć mężczyzna twierdzi, że nic między nimi nie było. Wygląda na to, że nie będzie to sprawa do ekspresowego rozwiązania, ale Szymczak jest zdeterminowany, by dojść do jej sedna. Nie wie jednak, że nie uda mi się to bez Julii Przybysz, która właśnie zatrudniła się w policyjnym laboratorium i, jak żaden technik do tej pory, żywo angażuje się w śledztwo.
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć dni śledztwa i epilog. Każdy dzień śledztwa składa się z kilku nienumerowanych rozdziałów, które oddzielone od siebie są miejscem, czasem i godziną zdarzeń w chwili, gdy opisują postępy policjantów, oraz pisanymi inną czcionką fragmentami czegoś na kształt pamiętnika sprawcy, który daje nam wgląd we własną historię. Narracja w tych fragmentach prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, reszta powieści pisana jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Rafała, Kamila i Julii. Język, jakim autorka się posługuje, jest codzienny, czasami potoczny, w rozmowach postaci pojawiają się przekleństwa, jednak nie są użytkowane w nadmiarze. Nie ma tu górnolotnych słów czy wielkich uniwersalnych prawd, słowa są po prostu po to, by oddać czytelnikowi historię.
“Niespełnione ambicje potrafią zniszczyć człowieka (...).”
A uwaga dzielona jest na dwa wątki: kryminalny, w którym śledztwo prowadzone jest spokojnie, skrupulatnie; oraz ten pisany z perspektywy sprawcy, który jest czymś na kształt thrillera psychologicznego. W tych fragmentach ważne jest poznanie całego tła, życia sprawcy, które doprowadziło go do punktu morderstwa. Jego doświadczenia, motywacje są więc tym, co momentami stoi ponad zwykłym pytaniem: kto za zbrodnię odpowiada? Autorka sprytnie manipuluje uwagą czytelnika, jednak już po pewnym czasie wnioskując z informacji zamieszczonych w “pamiętniku” możemy pokusić się o pewne typy, co do tożsamości sprawcy.
“(...) nasz mózg podejmuje decyzję wcześniej od nas. Wydaje nam się, że ciągle rozważamy istniejące opcje, a tak naprawdę nasza podświadomość już wybrała.”
I dzięki tym fragmentom, czytelnik jest lepiej poinformowani niż śledczy, którzy rozpoczynają sprawę tradycyjnie - przepytaniem sąsiadów oraz zebraniem jak najwięcej informacji o ofierze. Całe ich śledztwo prowadzone jest w tempie umiarkowanym, które lekko przyspiesza pod koniec, jednak nie dostajemy tu typowej sensacji - tu ważna jest rzetelność, informacje, które można zdobyć tylko poprzez rozmowę. Zatem to przepytywanie świadków, drążenie tematu, dedukcja i kolejne hipotezy są tym, na czym opiera się całe śledztwo.
“(...) zazdrość bywa zgubna. Łatwo jej ulec, szczególnie kiedy rozpędzony świat narzuca potrzebę sukcesu, wybicia się. Każdy pragnie uznania, problem jednak rodzi się wtedy, gdy człowiek traci z oczu inne wartości.”
Jednak nie tylko w działania policji czytelnik ma wgląd. Dzięki postaci Julii Przybysz na informacje zdobywane podczas śledztwa spoglądamy też od strony techników, nauki, medycyny, dzięki której już podczas samej sekcji, jak i oględzin miejsca zbrodni można się wiele dowiedzieć. Zresztą cała akcja osadzona jest mocno w środowisku biotechnologii - śledztwo raz po raz zahacza o laboratorium, w którym ofiara pracowała, dzięki czemu czytelnik może przyjrzeć się, jak jego funkcjonowanie wygląda od wewnątrz. Biznes, patenty, promowanie, obieg i dostępność nowych leków to tematy, które mocno zaprzątają uwagę.
“Sprawiedliwość to nie odwet (...) lecz naprawianie zła, które się wydarzyło.”
Mimo tego, że postacie serii nie wydają się w całej historii najważniejsze, to jednak autorka nie ucieka od ich prywatnych wątków, które ze względu na stare krzywdy są mocno skomplikowane. Każda z tych postaci ma swoją historię, swoją zadrę, która w jakiś sposób rzutuje na to, jak postępuje teraz. Z kolei postacie uwikłane w zagadkę kryminalną prowadzone są z dużym wyczuciem - autorka manipuluje informacjami tak, że im dalej w lekturę, tym więcej sekretów wychodzi na jaw. A one sprawiają, że każdy jest podejrzany, motywacje każdego z nich mogą być przedstawione w niekorzystnym świetle. Skoro wszyscy wydają się podejrzani, to który z nich tak naprawdę jest winny? Kogo z nich ambicja popchnęła do czynów daleko wychylających się za granicę tego, co dopuszczalne? Nie bez znaczenia są też czasy, w których toczy się akcja, w których ambicja i poświęcenie zawodowym celom są czymś najbardziej pożądanym. Bo czy to nie sukces i sława, ilość pieniędzy na koncie są wyznacznikiem tego, kim człowiek jest w społeczeństwie?
“- Może i ma niewyparzony język, ale, na Boga, nie wygląda, jakby była zdolna kogoś zabić.
- A jak ktoś taki wygląda?”
“Trucizna” to powieść, w której istotna jest odpowiedź na pytanie nie tylko kto?, ale przede wszystkim dlaczego? Jak doszło do tego, że sprawca stał się sprawcą? Motywy zbrodni, cały etap przejścia od potencjalnie niewinnego dziecka do kogoś, kto czerpie przyjemność z morderstwa jest tym, co zaprząta równie mocno, co samo solidnie i bez ubarwień prowadzone śledztwo. Wszystko to dzieje się na tle środowiska medycznego, w którym badania nad nowymi lekami poprawiającymi jakość życia chorych ścierają się z prywatnymi ambicjami, które jeszcze nigdy nie przejmowały na człowiekiem tak mocno kontroli jak w czasach współczesnych. Kto jest w stanie przeciwstawić się dyktowanej przez współczesne czasy potrzebie sukcesu bez względu na okoliczności, a kto nie? Tu trucizna nie tylko krąży w fiolkach trzymanych w lodówkach laboratorium, ale też w umysłach, które podtruwane przez ogłupiający świat i społeczność, czasami wymykają się spod kontroli…
“U podstaw każdej zbrodni leży krzywda. Oprawca niemal zawsze jest ofiarą, która zmienia się w drapieżnika po to, żeby przetrwać.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 21, 2026

Wygraj "Zbrodnię w rezydencji"! Konkurs patronacki

Wygraj "Zbrodnię w rezydencji"! Konkurs patronacki
Wygląda na to, że Kitty Underhay, młoda hotelarka, która odkryła w sobie zmysł detektywistyczny, dobrze odnalazła się na polskim rynku książki - raz po raz docierają do mnie słuchy, że pokochaliście tę bohaterkę! Wcale się nie dziwię, mnie Kitty przekonała do siebie tak, że na książkach opisujących jej przygody znajdziecie logo Kryminału na talerzu! Helena Dixon, jej twórczyni, zdołała w tych powieściach oddać niesamowity klimat - w lekkim i przyjemnym stylu nawiązuje do klasyki gatunku powieści detektywistycznych równocześnie serwując czytelnikom doznania retro, bo czas akcji to lata 30. XX wieku. "Zbrodnia w rezydencji" to drugi, najnowszy tom serii, ale pisany tak, że nawet jeśli nie znacie "Zbrodni i rubinu" lektura w żadnym razie nie będzie problemem. Dzisiaj wychodzę naprzeciw tym, którzy tęsknie spoglądają na tę książkę - zapraszam na konkurs ze "Zbrodnią w rezydencji"! 

A jeśli chcielibyście wcześniej dowiedzieć się o tym tytule więcej, to zapraszam na recenzję - klik! 


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:

W ostatnich latach współcześnie pisane kryminały nawiązujące do klasyki powieści detektywistycznych cieszą się zaskakująco dużą popularnością. Jak myślisz, dlaczego właśnie teraz takie kryminały (zwane cosy crime) są czytelnikom wyjątkowo potrzebne?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 24 kwietnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 1 maja.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę cztery, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!




Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 20, 2026

"Odległe życie" M.L. Stedman

"Odległe życie" M.L. Stedman

Autorka: M.L. Stedman
Tytuł: Odległe życie
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura piękna
 
M.L. Stedman to autorka i prawniczka, wychowana w Australii Zachodniej, żyjąca w Anglii, o której wiadomo niewiele - sama uważa, że dzieła literackie powinny mówić same za siebie. W przeciągu czternastu lat wydała tylko dwie powieści - “Światło między oceanami” debiut, który w 2012 roku przyniósł jej nagrody i światową sławę, a ekranizacja z 2016 tylko ją pogłębiła, oraz “Odległe życie”, nowość z 2026 roku, którą polski czytelnik dostał w swoje ręce miesiąc po jej angielskiej premierze.
 
Meredith Downs to licząca czterysta tysięcy hektarów stacja hodowli owiec w Australii Zachodniej. Miejsce odległe, odludne, w którym życie podporządkowane jest siłom natury. Tam od wielu pokoleń mieszka rodzina McBride’ów podporządkowując się stałemu rytmowi poganiania i strzyżenia owiec. Aż do czasu. 10 stycznia 1958 roku czas staje w miejscu. Ojciec, który nigdy za kierownicą samochodu się nie zawahał, wioząc owce i swoich dwóch wchodzących w dorosłość synów, nieopatrznie skręca kierownicą przerażony tym, że na jego drodze stanął człowiek. Ale nie, to tylko kangur. Orientuje się jednak za późno, auto wpada w poślizg, a on z najstarszym synem giną na miejscu. Zostaje Matt, osiemnastolatek, który ledwo oddycha… I tak życie, które miało się ułożyć przewidywalnym torem - ojciec miał patrzeć, jak jego synowie uczą się dorosłości, poślubiają dobre kobiet i przejmują gospodarstwo, ciesząc się stałością i szczęściem małych chwil - przemienia się w pasmo pożarów, które wybuchają z mocną, jaką wzniecić potrafi tylko natura. Co stanie się z McBride’ami, kiedy nagle ze szczęśliwej pięcioosobowej rodziny zostają trzy pokaleczone dusze?
“Jeśli się nad tym zastanowić, to dla każdego życie jest więzieniem… więzieniem kolejnych dni. Cała sztuka polega na tym, żeby się w nim dobrze rozgościć. Znajdź swój obszar wolności we wnętrzu tego, co jest twoim więzieniem.”
Książka rozpisana jest na trzy części, a każda z nich toczy się w innym czasie rozciągając akcję od katastrofalnego roku 1958 do przełomu wieków, roku 2000. Części składają się na różnej długości rozdziały, w sumie jest ich osiemdziesiąt dwa. Niektóre z nich liczą po zaledwie dwie strony, inne kilkanaście, ale każdy dodatkowo dzielony jest na krótsze fragmenty oddzielone grafiką suchych traw. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie w dwóch czasach - przeszłym i teraźniejszym, bo czas akcji plącze się w swoich liniach - pozorna linearność raz po raz przerywana jest wspomnieniami z przeszłości rodziny McBride’ów i ich bliskich. Styl powieści początkowo wydaje się zwyczajny, jednak już po chwili ukazuje swoją niezwykłość - pozorna prostota jest prawdopodobnie wynikiem ciężkiej pracy, dzięki której każde słowo znajduje się w dokładnie określonym miejscu, idealnym, by snuć smutną, ale ciągłą opowieść. Język jest tak subtelnie poetycki, że nawet się tego nie zauważa, ale z czasem pojawia się w głowie jedno określenie - piękny i prawdziwy.
“Rozkręciła pióro i ścisnęła gumowy pojemniczek, by wylać z niego do butelki kilka ostatnich kropel, po czym zaburzyła stalówkę w atramencie i ponownie ścisnęła gumę, tym razem, by nabrać nową porcję atramentu, jakby nabierała powietrza, żeby powiedzieć to, co musiała.”
Bo w tej powieści to, co jest dostrzegalne gołym okiem ma mniejsze znaczenie od tego, co przemilczane. To powieść, w której centrum stoją tajemnice tak ciężkie, że nie sposób rozdzielić ich wagi na pół, nie sposób ich podźwignąć i wystawić na światło dzienne. Oczywiście są tacy, którzy zrobić to chcą, siłą dokopać się do tego, co niewysławialne, ale to ich własna próba zakopania przepaści, jaką tworzą ich własne ciężary. Każda postać tak realistycznie oddana w swoim charakterze zdaje się sekretem obciążona, własnym lub cudzym, który traktuje jak w imię miłości.
“(...) są tajemnice, które nie należą do nas.”
A za tajemnicami kryją się ludzie. Ludzie pokaleczeni przez los, przez czasy, w jakich przyszło im żyć, przez swoich bliźnich. To lata, w których widmo wojny nadal jest żywe, a koszmar, jaki wtedy przez świat przechodził, dla niektórych nigdy się nie skończył. To ciągle czasy, w których zasady społeczne były bardzo sztywne, a zły uczynek jednego członka rodziny mógł zaważyć na godności wszystkich noszących to samo nazwisko. Ale czy tamci ludzie tak naprawdę się od nas samych różni? Doświadczeniami z pewnością, ale charakterem, problemami?
“Szkielety marzeń - możecie je zobaczyć na każdej starej posiadłości w australijskim buszu. Dawno porzucone domy, rdzewiejące wiatraki, rozerwane ogrodzenia, przewrócone podstawy zbiorników na wodę; wszystkie były kiedyś pełnym nadziei początkiem.”
Bo czas w tej powieści płynie dziwnie. Dla ludzi jedna chwila może zaważyć na całym biegu życia, zmienić tak bliską przyszłość w życie absolutnie nieosiągalne, odległe. Ale czas, mimo kaprysów losu, jest też nieubłagany, nie zważając na dramaty ludzkie prze do przodu. W tym miejscu, w którym żyją postacie powieści, dyktowany jest przez rytm natury, obowiązki, jakie bez względu na wszystko hodowcy muszą wykonywać. To stała nieraz trudna do uniesienia, ale w chwilach najgorszych może też okazać się jedyną nadzieją na odzyskanie spokoju ducha. Bo przecież czas leczy rany, prawda? Tylko czy każdy jest w stanie proces leczenia udźwignąć?
“Czas. Cierpliwość. Właśnie te słowa stale do niego powracają w ciągu następnych tygodni. Sama cisza przynosi ukojenie; delikatny, nieobecny dotyk, który daje mu choć namiastkę spokoju. Skały wciąż są. Niebo nadal jest. Drzewa rosną tak czy inaczej; wprawdzie niektóre gałęzie usychają, ale nie z jego powodu. Ta kraina - niewzruszona, niezmienna - może go uratować.”
Czas, postacie i miejsce to trzy punkty, które mają w tej powieści największe i równoprawne znaczenie. Bo ta tytułowa odległość właśnie do nich się odnosi, do miejsca, w którym życie nie jest dla każdego. Trzeba być twardym, by żyć tak jak McBride’owie, na wielkich obszarach niegościnnej ziemi, która raz po raz zdaje się mieszkańców z tego miejsca przeganiać. Ale wytrwałość się opłaca - poza trudami życia w ciągłym czerwonym pyle, są momenty magiczne, w których przyroda i zwierzęta zachwycają, otumaniają wręcz dźwiękami i kolorami. Miejsce surowe, trudne, ale równocześnie tak niepowtarzalne, tak magiczne.
“- Znasz swoje drzewo genealogiczne?
- Wiem coś o gałęzi, na której siedzę (...). I niewiele poza tym.”
“Odległe życie” to powieść buzująca od emocji. Emocji cichych, niewypowiedzianych, ale stale obecnych. Miłość, strata, ból, wyrzuty sumienia, ciągła niepewność, wstyd i żal są tutaj nieustannie na wyciągnięcie ręki, ścierają się ze sobą walcząc o pierwszeństwo. A gdzie szczęście? Jak je znaleźć? Czy jest dostrzegalne w chwilach, które wydają się najczarniejsze? To leczy ciągłość i niezmienność czasu i miejsca, które w swojej stałości mogą dać ukojenie. M.L. Stedman subtelnie rozrysowuje życia, w których chwila głupiego losu zadecydowała o tym, że na zawsze zmieni swój bieg. Już nigdy nie wróci do koryta rzeki sobie wyżłobionej, teraz będzie tworzyć nowy tunel, w którym raz po raz natknie się na przeszkody. Czy jednak czas nie drąży skały? Piękna w swojej surowości historia, przytłaczająca smutkiem i dylematami moralnymi, na które po prostu nie ma odpowiedzi.
“Są wydarzenia, od których nie ma odwrotu. Są bramy zamykające dostęp do wszelkich innych dróg, którymi człowiek mógł pójść. Jeden moment w przeszłości może odebrać przyszłość; skazać na śmierć za życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2026

"Złe decyzje" Yrsa Sigurðardóttir

"Złe decyzje" Yrsa Sigurðardóttir

Autorka: Yrsa Sigurðardóttir
Tytuł: Złe decyzje
Cykl: Czarny lód, tom 2
Tłumaczenie: Paweł Cichawa
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 376
Gatunek: thriller kryminalny
 
Yrsa Sigurðardóttir to najpopularniejsza współczesna islandzka pisarka, której nagradzane, bestsellerowe powieści kryminalne tłumaczone są na ponad trzydzieści języków. Debiutowała pod koniec lat dziewięćdziesiątych książką dla dzieci, na rynku literatury kryminalnej pojawiła się kilka lat później - w 2005 roku ukazał się “Trzeci znak”, pierwszy tom cyklu z prawniczką Thorą, który szybko został przetłumaczony na inne języki zyskując sobie światową sławę. Do Polski twórczość Sigurðardóttir trafiła praktycznie od razu, bo już rok później i przez kolejne osiem lat wydawana była przez Wydawnictwo Muza, pod szyldem którego ukazała się cała debiutancka seria autorki i powieść jednotomowa. Od 2018 roku autorką na polskim rynku opiekuje się Wydawnictwo Sonia Draga, które właśnie teraz wydaje jej trzecią serię kryminalną - Czarny lód zapoczątkowany genialnym thrillerem “Znikąd pomocy” (recenzja - klik!). “Złe decyzje” to tom drugi, który na rodzimym rynku autorki ukazał się w 2022 roku, polski czytelnik musiał więc na tłumaczenie trochę poczekać. Dobra informacja jest taka, że jeszcze trzy najnowsze książki Sigurðardóttir czekają na tłumaczenie - kolejne dwie z cyklu oraz jednotomówka. Już teraz czekam na nie z niecierpliwością!
 
Południowe wybrzeże Islandii, Heimaey wchodząca w skład Wysp Westmana. To tam 23 stycznia przypływa piątka trzydziestoletnich przyjaciół, których przygnały tam wyrzuty sumienia - właśnie zmarła ich znajoma, która należała do ich studenckiej paczki. W ostatnich latach jednak kontakt z nią im się urwał, nie odpowiadali na jej wiadomości, nie zareagowali nawet, gdy pisała, że leży w szpitalu śmiertelnie chora… Czy przyjazd na jej pogrzeb choć trochę odkupi ich winy? Taką mają nadzieję, jednak już od samego początku ich spotkania wszystko idzie nie tak, jak powinno…
Cztery dni później na wyspę wezwany zostaje islandzki wydział kryminalny - policjanci Týr i Karó wraz z patolożką Idunn, dla której ze względów prywatnych powrót na wyspę łatwy nie jest. Nie ma jednak wyjścia - Idunn jest jedyną patolożką w kraju, a na Heimaey czekają na nią aż dwa ciała: jedno spalone, drugie nienoszące żadnych ran, które miałyby okazać się śmiertelne. Kim są, w jaki sposób doszło do ich śmierci i jak łączą się z wyprawą piątki przyjaciół sprzed kilku dni?
 
Książka rozpisana jest na 31 rozdziałów i epilog. Akcja powieści toczy się naprzemiennie w dwóch czasach - przed morderstwem i po, rozpoczynając od dnia pierwszego tj. 23 stycznia, a kończąc na dniu dziewiątym 31 stycznia. Każdy rozdział podpisany jest dniem i datą, ale nie każdy dzielony jest już na krótsze fragmenty - nie ma to wpływu na odbiór lektury, rozdziały i tak liczą po kilka stron, a każdy absorbuje tak, że nie chce się go przerywać w połowie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z dwóch perspektyw: zdarzenia przed morderstwem opisuje Trausti, młody lekarz, który na pogrzeb Guggi przyleciał aż ze Stanów, a zdarzenia po morderstwie przedstawione są przez patolożkę Idunn. Akcja prowadzona jest tempem umiarkowanym, mocno skupia się na samych postaciach, przez co sporo w niej opisów, dialogi nie dominują, choć tekst układa się tak gładko, że sama zauważyłam to dopiero teraz, przeglądając książkę na potrzeby recenzji. Język, jakim posługuje się autorka, jest uniwersalny, raczej pozbawiony przekleństw, dobrze stonowany. W prostych słowach buduje odpowiedni nastrój.
 
Bo nastrój to jeden z najważniejszych punktów powieści, a zarazem konsekwencja miejsca, w którym toczy się akcja. Tym razem to nie niewielka Islandia, ale jeszcze mniejsza wyspa, miejsce, w którym dosłownie wszyscy się znają. Miejsce, w którym policja nawet nie ma dwóch namiotów dla techników, a ostatnie morderstwo popełniono tam lata temu. Małomiasteczkowy klimat jest mocno wyczuwalny, a dzięki zamknięciu wyspy przez pogorszenie się warunków atmosferycznych, klimat robi się klaustrofobiczny. Każdy element otoczenie odpowiada za pogłębianie dusznego nastroju - fale uderzające o brzeg, nieustanna szaruga, pole wulkaniczne, urwiska doskonale oddają surowość tego miejsca, które w chwili, gdy zostaje popełniona zbrodnia, przemienia się w coś na kształt pułapki.
“(...) im mniej się dzieje w czyimś życiu, tym większą ten ktoś ma potrzebę omawiania go w szczegółach.”
Niemniej jednak intryga powieści zbudowana jest inaczej niż w tomie pierwszym, gdzie pułapka była potraktowana bardziej dosłownie, choć pod kątem samej budowy wygląda podobnie - i tam, i tutaj, akcja toczy się przed i po morderstwie. Tutaj jednak autorka nie skupia się tak mocno na budowaniu napięcia, które sprawia, że czytelnik aż trzęsie się z emocji. Tutaj liczy się przede wszystkim ciężar decyzji, które zarówno przed, jak i po morderstwie postacie muszą podjąć. Ciężar, który przytłacza z każdą kolejną decyzją coraz mocniej. Zamiast typowego dla thrillera napięcia, jest uczucie smutku, który wynika z tego, że poprzez tę powieść zadajemy sobie pytanie - czy autorka doszła do tego kim naprawdę jest człowiek?
 
Bo jej powieść pełna jest pytań, które musimy sobie zadać. Pytań o to, w którą stronę kierują się nasze decyzje - czy zawsze, nawet kiedy twierdzimy, że postępujemy uwzględniając dobro innych, są podszyte egoizmem? Czy wystarczy, by ktoś pozwolił nam na usprawiedliwienie, by wybrać to, co dobre dla nas, a nie właściwe, czy dobre dla innych? I czy tak naprawdę zawsze pozwalamy sobie na wybór? Przecież ile w życiu jest takich decyzji, które podjęły się same, które wynikają z zaniedbania, tego, że pozwoliliśmy, by los toczył się po swojemu, a decyzje podejmowali inni? To przecież łatwiejsze rozwiązanie, z którego na pewno każdy z nas w życiu nieraz korzystał. Czy jednak to nie doprowadza do przesuwania granic tego, co jest według nas akceptowalne, a co nie?
“Są chwile, kiedy najgorszym wyjściem jest nie podjąć żadnej decyzji. Taka chwila właśnie nadeszła.”
Historia przed morderstwem toczy się w grupie przyjaciół, a to przenosi kolejne ciekawe refleksje na temat tego, jak inaczej postępujemy, gdy jesteśmy wśród innych, w sytuacji, gdy decyzja musi zostać podjęta nie przez jedną osobę, a kilka. Autorka dobrze wybrała swoje postacie, bo mimo pięciu bohaterów, każdy z nich prezentuje nieco inny typ człowieka, a to sprawia, że możemy dobrze przyjrzeć się mechanizmom podejmowania takich wspólnych decyzji. Dla czytelników jednak najbliższy jest Trausti, który od zawsze pełnił w grupie rolę tego wycofanego, tego nie zawsze zauważalnego, który po cichu, na samym tyle grupy pilnuje porządku. Ta kreacja mocno wpływa na odbiór powieści, bo jest to człowiek mocno przeciętny - z dobrym kodeksem moralnym, ale nie na tyle silny, by nie ulec napięciom w grupie. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek jest na tyle silny?
“Co jest lepsze - wieść wymarzone życie, będąc dręczonym wyrzutami sumienia, czy przeżyć je z czystym sumieniem, przypłaciwszy to rezygnacją z ambicji i zawodowej satysfakcji?”
Historia po morderstwie ma wyraźnie kryminalny charakter, w przeciwieństwie jednak do tomu pierwszego nie jest przedstawiona z punktu widzenia policji, a patolożki, która jest postacią mocno w sobie zamkniętą, co z kolei mocno wpływa na to, jak rozdziały pisane z jej perspektywy wyglądają. Nie są dynamiczne, nie są porywające w sensacyjnej formie, a wręcz odwrotnie - prowadzone są spokojnie, po cichu, ale wydźwięk emocjonalny mają podobnie głośny co te, prowadzone z perspektywy Traustiego. Idunn to ciekawa kreacja kobiety, które nie może wyzbyć się emocji, jakie podyktowało się dzieciństwo, przyzwyczajenia i urazy są nadal w niej żywe. Ale czy tak naprawdę ktokolwiek z nas zdolny jest odciąć się od tego, co nas w młodości ukształtowało?
“Groza ma swój urok dla tych, którzy nie zdążyli się jeszcze do niej przyzwyczaić i nie muszą się mierzyć z jej skutkami.”
Sama intryga powieści budowana jest spokojnie i skrupulatnie. Długo wydaje się niepozorna, jednak to tylko wrażenie - tak naprawdę jest perfekcyjnie przemyślana, a ścieżki, jakie prowadzą do finału, obrane są niebanalnie, co prowadzi do rozwiązania nieczęsto spotykanego w kryminałach. Szkoda, że nie mogę na ten temat powiedzieć nic więcej!
 
Podsumowując, “Złe decyzje” to duszny thriller kryminalny, w którego centrum stoi zwyczajny, szary człowiek. Autorka skrupulatnie przygląda się procesowi, w jaki podejmujemy decyzje sami i w grupie, obrazuje, jak łatwo jeden nierozważny krok może się zamienić w lawinę złych decyzji, spod której nie sposób się wygrzebać. Podział akcji na dwa czasy jest dobrym zabiegiem, który nadaje powieści dwa kierunki - zdarzenia przed morderstwem to coś na kształt thrillera psychologicznego, w którym wiemy, że finał będzie katastrofalny, nie wiemy tylko co do niego doprowadzi; a to, co dzieje się już po morderstwie nosi znamiona spokojnego kryminału, przedstawionego nie całkiem szablonowo, bo przecież oczami patolożki obciążonej własnymi prywatnymi problemami. Co ważne, to że każda z postaci prowadzona jest naturalnie, z dużym wyczuciem psychologii, tych wszystkich detali, do których sami przed sobą nie chcemy się przyznać - bo czy nie każdy z nas nie woli myśleć, że postawiony w sytuacji bohaterów, postąpiłby inaczej? Autorka dobrze wie, jak bardzo nieprzewidywalne jest życie, jak w mgnieniu oka może stoczyć się w przepaść… I to napawa ogromnym smutkiem, a równocześnie sprawia, że tak powieść jest tak dobra!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!