Autor: Szczepan Twardoch
Tytuł: Przemienienie
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller szpiegowski
Od dobrych kilku, a nawet kilkunastu lat
Szczepan Twardoch uznawany jest za ważny głos literatury polskiej - wielokrotnie
nagradzany, tłumaczony na inne języki, ekranizowany zarówno na małym ekranie,
jak i w teatrze, z ponad milionowym nakładem książek sprzedanych na koncie. W
jego literackiej biografii znaleźć można kilkanaście powieści i kilka zbiorów
opowiadań, a każdy kolejny tytuł odbija się głośnym echem na polskim rynku, jak
choćby “Null” z 2025, który właśnie zdobył statuetkę Bestsellerów Empiku. Ale
nie zawsze tak było, kiedyś przecież i Twardoch nie był aż tak znany. Teraz,
dzięki Wydawnictwu Marginesy, możemy wrócić do jego początków - w poprzednim
roku wydana ponownie została jego czwarta powieść pt. “Zimne wybrzeża”
(recenzja - klik!) z roku 2009, a ten rok zaczynamy od powieści jeszcze
wcześniejszej, trzeciej w dorobku pisarza z 2008 roku pt. “Przemienienie”.
Pierwsza dekada drugiego tysiąclecia. Komisarz
Świetlik zjawia się na miejscu potencjalnej zbrodni. Ofiarą padł ksiądz
Poniński, człowiek postępowy, znany z artykułów, jakie pisał do “Tygodnika”.
Nie jest jednak jasne, czy ksiądz popełnił samobójstwo czy jednak ktoś mu w
odejściu z tego świata pomógł - pistolet leży tak, jakby wypadł mi z ręki,
jednak dziura po kuli znajduje się na samym środku czoła. Po oględzinach
Świetlik coś znajduje - to rozładowany dyktafon. Czyżby ksiądz nagrał swoje
ostatnie spotkanie, czy to taśma z zapisem jego morderstwa? Po powrocie do
komendy Świetlik przesłuchuje nagranie - to zapis spotkania z Antonim
Szarzyńskim, który spotkał się z księdzem, by opowiedzieć mu historię sprzed
dwudziestu lat... Zaczyna się ona pierwszego sierpnia 1985 roku, kiedy Antoni,
dwudziestokilkulatek, właśnie rozpoczął swój pierwszy dzień służby w IV
Wydziale Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Katowicach. Co takiego
wydarzyło się w tamtym roku, że w konsekwencji dwadzieścia lat później dobry
ksiądz stracił życie?
Książka rozpisana jest na prolog, 7 rozdziałów
i epilog, a nowe wydanie z 2026 zamyka trzydziestostronicowe posłowie, którego
autorem jest historyk Sebastian Rosenbaum (to tekst mocno akademicki, pełen
analizy historycznej porównującej ówczesną rzeczywistość z prozą Twardocha,
który uświadamia, jak bardzo “Przemienienie” było zaangażowane w tematykę
poruszaną w czasie jej pierwszego wydania). Rozdziały książki są długie i nie
są dzielone na krótsze fragmenty, pisane jednym ciągiem mogą dać wrażenie, że
tekst czyta się dłużej niż inne powieści tych samych rozmiarów. Narracja
prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, prolog i epilog osadzone są
w pierwszej dekadzie XXI wieku, a wszechwiedzący narrator oddaje historię z
perspektywy komisarza Świetlika. Wszystkie siedem rozdział to rok 1985 i
historia pisana z perspektywy Antoniego Szarzyńskiego. Styl powieści jest
specyficzny dla autora - sposób budowy zdań może przypominać strumień
świadomości, to długie opisy i analizy emocji oraz zdarzeń pisane z zacięciem
przyjemnie literackim, które z jednej strony zachwyca poetyckimi porównaniami,
metaforami, by za chwilę przywrócić do rzeczywistości dialogami, w których
słowa do wyszukanych nie należą, a przekleństwa i dosadne opisy mocno osadzają
w szarości śląskiego życia. To styl pełen spostrzeżeń, może nawet dygresji,
które mocno wpływają na mniejszą dynamikę akcji od tej, jaką nadają faktycznie
zdarzenia. Z pewnością ten rodzaj narracji trzeba po prostu poczuć, wyczuć jej
rytm - dla jednych czytelników może to być nużące, dla innych (w tym mnie)
zachwycające. Niemniej jednak nawet nowe wydanie książki Twardocha nie jest
pozbawione niewielkich potknięć - pojedyncze literówki, powtórzenie refleksji
czy niewielka nieścisłość fabularna sprawiły, że nie mogę powiedzieć, że jest
to powieść doskonała, ale mimo to nadal temu bliska.
Na koniec analizy językowej wróćmy jeszcze do
dialogów, bo tak kryją się ciekawe stylizacje. Największą uwagę przyciągają
wypowiedzi pisane gwarą śląską (która wraz z wtrąceniami obcojęzycznymi nie
jest tłumaczona, co może stanowić mały problem dla tych, którzy jej nie znają)
czy grasejowanie (wymawianie “r” w sposób gardłowy) pewnego hrabi, jednak
stylizacji tak naprawdę jest więcej. Autor doskonale oddaje mowę poszczególnych
grup społecznych, wieków i zawodów - rozmowy pomiędzy funkcjonariuszami prawa
państwowego czy kościelnego są całkowicie inne. To kolejny element stylu
autora, dzięki czemu całość wypada tak dobrze.
“Nie rozumiał, jakim cudem ludzie mogą się skarżyć na samotność, nie rozumiał, po co szukają permanentnego towarzystwa. Przecież i tak każdy człowiek zawsze jest sam ze swoim bólem i ze swoim orgazmem - chociażby leżał właśnie na kobiecie, to jednak ona nie czuje tych samych spazmów. A ludzie, zamiast się tą samotnością delektować, próbują ja zagłuszyć, siedzą razem w domach i paplają, a przecież każdy ma w głowie taki mur, którego nie da się sforsować. Ludzie nie mogą zrosnąć się mózgami, nie mogą połączyć swoich myśli, swojej świadomości, samotność jest więc naturalnym stanem człowieka.”
Jednak styl, niezależnie od tego, jak dobry by
nie był, potrzebuje odpowiedniej historii. Fabuła tej powieści oparta jest o
postać młodego Antoniego Szarzyńskiego, jednostkę według niego samego
wyjątkową. I faktycznie tę wyjątkowość czuć, choć z biegiem lektury zmienia się
skala, w jakiej się ją postrzega. Antoni to rozbudowana kreacja - początkowo
poznajemy go jako ambitnego młodego mężczyznę, który składa się z kontrastów:
służy komunistycznej Polsce, a nosi się w stylu amerykańskim, do tego słucha
zagranicznej punkowej i rockowej muzyki, a i z biegiem lektury okazuje się, że
niekoniecznie ustrój w jakim żyje, jest tym, co sam wyznaje. To człowiek, który
do tego, kim jest, doszedł dzięki sobie samemu i swego rodzaju szczęściu, a
przynajmniej tak uważa - wychowany w domu dziecka w wieku nastoletnim znalazł
się pod opieką milicjanta, który pokierował jego dalszym życiem, pełniąc rolę
jego mentora. Teraz ma swoje mieszkanie, szybkie, zagraniczne auto, pieniędzy
ile tylko chce i urodę, dzięki którego każda kobieta może być jego. Początkowo
jest to postać, do której można zapałać sympatią, jednak z czasem poznajemy
jego prawdziwe oblicze… Oblicze, które sporo wyjaśnia, a równocześnie jest
motorem napędowym całej intrygi. Jego indywidualizm, brak moralnych zasad, a
równocześnie późniejszy moment tytułowego przemienienia wpisują go w formę
pewnego rodzaju mściciela. Jest to więc postać odpowiednia dla gatunku
thrillera szpiegowskiego, samotny wilk, który działa tylko z sobie znanych
pobudek, ale przełożony na realia Polski końca czasów PRL-u.
“(...) przemyślał na nowo to przekonanie, które wcześniej traktował jak aksjomat, i zdziwił się, jak mógł tak długo wyobrażać sobie, że w świecie jest jakaś równowaga sprawiedliwości. Byli przecież tacy, którym w dzieciństwie wydarzyło się takie samo nieszczęście jak jemu, a reszta ich życia nie była serią sukcesów, lecz dalszych pogłębianiem porażki (...). Dopiero wtedy, również na studiach, przestał myśleć, że może być ktoś lub coś, co decyduje, komu jak się wiedzie; teraz był pewien, że nie ma niczego poza przypadkiem.”
Intryga powieści oparta jest o wątek pracy SB,
a mówiąc dokładnie, o inwigilację duchownych. Już pierwszego dnia Antek ma za
zadanie opracować plan nakłonienia gliwickiego księdza do współpracy z ich
wydziałem - mamy więc tajne służby, tajniaków, donosicieli i grę na dwa fronty,
a to daje kolejne składniki potrzebne do stworzenia powieści szpiegowskiej. Od
samego początku intryga prowadzona jest sprytnie, choć wtedy jeszcze tego tak
się nie dostrzega, wprowadzenie jest jednak koniecznie, by z czasem docenić jej
wielowymiarowość, każdy najmniejszy element fabularny, który razem daje
poczucie roboty koronkowej. W powieści nie brak scen akcji, wielkich pościgów i
tajnych operacji, które powodują szybsze bicie serca.
“(...) opinie innych na jego temat nie miały dlań znaczenia. To nie była poza, nie musiał dusić w sobie wściekłości, kiedy słyszał, że ktoś mówi o nim coś złego. Rozważał i analizował – (...) ogólnie rzecz biorąc, to, czego wymagał od niego ten ktoś, od kogo coś zależało. Jeśli zaś źle mówił o nim chłopak albo dziewczyna, kolega ze szkoły albo z bidula, to dla Antka było to tak samo obojętne, jakby ktoś powiedział, że nie lubi pomidorówki. Nie chował nawet urazy, bo za co?”
Jednak i intryga nie robiłaby aż takiego
wrażenia, gdyby nie to, że osadzona jest w prawdziwych realiach ówczesnych
czasów. Powtarzając za Rosenbaumem: autor doskonale zna realia pracy SB,
zarówno operacyjnej, jak i papierkowej. Bo choć to fikcja literacka, to całe
jej tło oddane jest jak najbardziej realistycznie. Sposób działania SB, metody
inwigilacji i pozyskiwania nowych źródeł, relacje władzy świeckiej i duchownej,
a cała śląska codzienność mimo tego, że jest tłem historii fikcyjnej, to tak
naprawdę jest bardzo realna. Co więcej, pierwsze wydanie książki miało miejsce,
kiedy w Polsce głośno mówiło się o działaniach SB i ich “współpracy” z
duchowieństwem. Książka zatem w dwójnasób wpisuje się w to, co dla Polski było,
a może nadal jest ważne.
Mówiąc o tle, nie sposób nie wspomnieć o
Katowicach i jego okolicach. Myślę, że książkę można by potraktować jak mapę,
jak przewodnik po Katowicach późnych lat 80. - autor z dokładnością opisuje
trasy, którymi porusza się Antoni, oddaje klimat odwiedzanych miejsc i ludzi po
drodze spotykanych. Ważny jest też rozgłos pomiędzy mieszkańcami Górnego
Śląska, tymi, którzy mieszkali na tych ziemiach od dawna, a tymi, którzy
sprawdzili się tam dopiero w czasach powojennych. Co więcej rozgłos ten
wyjątkowo mocno podkreślony jest pomiędzy zwyczajnymi mieszkańcami, obywatelami
Polski, a służbami SB, z których nikt tak naprawdę nie był faktycznym
Ślązakiem, co tym bardziej zaostrzało obopólną nienawiść.
“(...) chociaż spacer zajmował prawie godzinę, a wahająca się wcześniej między słońcem a deszczem aura podjęła wreszcie decyzję i przez cały czas lało, jakby Bóg miał już dosyć lat osiemdziesiątych i postawił uraczyć je potopem. Już gdzieś tam, w Kędzierzynie i Opolu, Odra wzbierała i podtapiała domy. Antek bawił się myślą o potopie, nie miałby nic przeciwko wyginięciu całej ludzkości, kiedy ostałby się jeno jakiś jeden Noe, na przykład rolnik spod Kolna albo z Chin czy jakiś Indianin z Boliwii.”
Podsumowując, “Przemienienie” to ambitny
thriller szpiegowski przeniesiony w realia Polski końca czasów PRL-u. To tajne
operacje i wielkie pościgi rozgrywające się na ulicach Górnego Śląska pogrążone
w dymie z kopalnianych kominów, smogu i szarości komunistycznej codzienności, z
której chce się zwyczajnie uciec. Historia oparta jest o wielowątkową intrygę,
w której nie brakuje miejsca na motywy lekko kryminalne i romansowe, a choć
autor lubi czasem napisać coś dosadnie, to jednak nie przekracza granic dobrego
smaku. Kreacja głównego bohatera jest świetnie dopracowana, kontrast, jaki
skrywa się w tej postaci, daje do myślenia - czy to nie przez sprzeczne emocje,
jakich czytelnik doświadcza obserwując jego poczynania? To powieść, w której
widać pasję i wiedzę, wyczucie w jej przekazywaniu w fikcyjnej formie i stylu,
który choć niektórym może wydać się rozwlekły, ma swój rytm, ma swoją logikę, w
której zawarte są ciekawe, czasami kontrowersyjne spostrzeżenia. Mimo wszystko,
nie jest to powieść bez wad, jednak patrzę na nią przez pryzmat Twardocha
jakiego znamy teraz - poważanego, nagradzanego, od którego oczekuje się więcej
od innych. Jednak “Przemienienie” to książka sprzed osiemnastu lat, trzecia
pozycja w jego karierze, a jeśli tak na nią spojrzeć, to naprawdę robi duże
wrażenie!
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Marginesy.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!






