lutego 22, 2020

"Kości nie kłamią" Melinda Leigh - recenzja przedpremierowa

"Kości nie kłamią" Melinda Leigh - recenzja przedpremierowa

Autor: Melinda Leigh
Tytuł: Kości nie kłamią
Cykl: Morgan Dane, tom 3
Tłumaczenie: Olga Kwiecień
Data premiery: 25.02.2020
Wydawnictwo: Editio Black
Liczba stron: 320

„Kości nie kłamią” to już trzeci tom przygód prawniczki Morgan Dane i jej przyjaciela, partnera i prywatnego detektywa Lance’a Kurgera. Na rynku amerykańskim dostępnych jest już aż sześć tomów, więc mam nadzieję, że i u nas pojawią się niedługo kolejne części, bo muszę przyznać, że to naprawdę przyjemny cykl kryminalny. Obydwa wcześniejsze tomy miałam okazję recenzować, znajdziecie je tutaj – pierwszy tom klik, drugi tom klik.

Historia przedstawiona w trzecim tomie jest bardziej prywatna niż poprzednie. Z okolicznego jeziora zostaje wyłowiony wrak samochodu ze szczątkami ludzkimi w bagażniku. Samochód przeleżał na dnie 23 lata, a jego właścicielem był ojciec Lance’a, który dokładnie w tamtym czasie zapadł się pod ziemię. Szybko okazuje się, że kości nie należą do mężczyzny, a dosyć młodej kobiety. Kim była? Co się z nią stało? I co do tego wszystkiego ma ojciec Lance’a? Morgan, Lance i Sharp nie ustaną póki nie rozwiążą tej zagadki...

Książka złożona jest z 52 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie przedstawiona jest naprzemiennie z punktu widzenia Morgan i Lance’a, jest też kilka wstawek od mordercy. Styl jak w poprzednim częściach jest lekki, od czasu do czasu, głównie w dialogach, nawet trochę żartobliwy. Książkę czyta się przyjemnie i jak na razie, to właśnie ten tom przeczytałam najszybciej z wszystkich trzech. Jedyna uwaga pod względem tekstu pozostaje niezmienna – naprawdę dużo błędów, głównie interpunkcyjnych, a tutaj nawet też literówek, przedarło się przez korektę.

Tak jak już napisałam, historia jest nieco inna niż poprzednie. Już sam fakt, że cała opowieść skupiona jest bardziej na postaci Lance odróżnia ją od pozostałych tomów. To jego dramat, jego przeszłość, jego sprawy z przeszłości tutaj rozkopujemy, rozwiązujemy tajemnicę, z którą mężczyzna zmagał się przez zdecydowaną większość swojego życia. To sprawa osobista, która może mu w końcu przynieść zamknięcie tego trudnego rozdziału.

W fabule nie ma czasu na nudę, cały czas coś się dzieje. Nie dosyć, że bohaterowie muszą podążać tropem sprzed wielu lat, to jest nagle w okolicy uaktywnił się morderca powiązany ze zbrodnią, który systematycznie eliminuje osoby, które mogą cokolwiek o tym wiedzieć. Przed Morgan i Lance stoi naprawdę trudne zadanie.

Przez to, że historia toczy się małym miasteczku Scarlet Falls, w otoczeniu jezior i lasów, mimo zbrodni i zagrożenia panuje w książce jakiś taki spokój, swoisty urok jakie mają takie miejsca. To dobre miejsca akcji, zbrodnie w małych miasteczkach zawsze są dużo bardziej tajemnicze i mają swój niepowtarzalny klimat.

Bohaterowie powieści są już dobrze znani z dwóch poprzednich tomów, jednak ich więzi ciągle się zacieśniają. Morgan i Lance coraz lepiej poznają swoje rodziny, nawet Sharp i matka Lance’a pojawiają się w tym tomie częściej. To samo tyczy się szeryfa Kinga, którego również znamy już z dwóch poprzednich tomów, a z którym główni bohaterowie nadal nie potrafią się dogadać. Poprzez pokazanie więzi bohaterów, przedstawienie ich rodzin, podkreślona zostaje wartość rodziny, miłość i możliwość polegania na drugiej osobie. Lance w końcu w tym tomie trochę wrzuca swój pancerz, odkrywa że nie jest sam i w końcu może liczyć na kogoś więcej niż tylko Sharpa.

Jeśli chodzi o wątek romansowy, to w „Kości nie kłamią”, praktycznie wcale go nie ma. Związek Morgan i Lance robi się poważniejszy, już nie są ogłupieni tą szczeniacką miłością i pożądaniem, a są dla siebie ostoją i wsparciem.

Ogólnie książka mi się podobała, czytało się ją przyjemnie. Zagadka była ciekawa, chociaż nadal nie wiem czy rozwiązanie tak do końca mnie usatysfakcjonowało. Jednak ja często mam z tym problem w takich powieściach, więc ciężko mi powiedzieć skąd te wrażenie. Wszystko jest logiczne i spójne, nie ma żadnych zgrzytów. Bohaterowie się rozwijają, dojrzewają, zmieniają się na lepsze. Teraz w końcu Lance i jego matka mogą ruszyć do przodu, więc jestem bardzo ciekawa co wydarzy się w tomie czwartym.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Editio Black!

lutego 22, 2020

"Jej ostatnie pożegnanie" Melinda Leigh

"Jej ostatnie pożegnanie" Melinda Leigh

Autor: Melinda Leigh
Tytuł: Jej ostatnie pożegnanie
Cykl: Morgan Dane, tom 2
Tłumaczenie: Olga Kwiecień
Data premiery: 22.10.2019
Wydawnictwo: Editio Black
Liczba stron: 312

Melinda Leigh, amerykańska pisarka znana z lekkich kryminałów z wątkami romansowymi, debiutowała w 2011 roku. Od tego czasu jej książki sprzedały się w 7,5 milionach egzemplarzy na świecie, a liczba wydanych powieści wynosi 30 - w tym 6 z cyklu o prawniczce Morgan Dane. Na polskim rynku jak na razie ukazały się tylko dwie – latem 2019 pierwszy tom cyklu pt. „Proś o wybaczenie” (recenzja – klik!), jesienią tom drugi pt. „Jej ostatnie pożegnanie”. Za kilka dni, 25 lutego premierę będzie miał trzeci tom pt. „Kości nie kłamią”, którego recenzja powinna się pojawić tutaj już dzisiaj wieczorem.
„Proś o wybaczenie” czytałam w październiku i miałam trochę mieszane odczucia. Zaciekawiła mnie jednak na tyle, że z chęcią sięgnęłam po tom drugi. Czy okazał się lepszy od pierwszego? O tym za chwilę.

Historia powieści rozpoczyna się od zniknięcia młodej żony i matki Chelsea Clark. Jej mąż Tim po kilku dniach od zgłoszenia zaginięcia kobiety na policji zatrudnia Morgan i jej przyjaciela Lance’a, prywatnego detektywa, by przeprowadzili własne śledztwo i sprowadzili Chelsea do domu. Czas nagli, jeśli faktycznie doszło do porwania, liczy się każda godzina. Morgan i Lance od razu biorą się do pracy. Co stało się z kobietą? Zniknęła z własnej woli czy ktoś ją do tego zmusił? Czy nadal żyje?

Książka składa się z 46 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narratorów mamy czterech. Akcja powieści przedstawiona jest z punku widzenia zarówna Morgan, jak i Lance’a, i to na nich opiera się główna część fabuły. Od czasu do czasu jednak historia przepleciona jest opowieścią mordercy, a także zaginionej kobiety. Nie pojawiają się często, jednak w na tyle odpowiednich momentach, by utrzymać ciągłe napięcie, przez co ciężko książkę odłożyć.

Lubię książki, w których, prócz oczywiście wątku kryminalnego, kładzie się duży nacisk na życie prywatne, myśli i motywacje głównych postaci. I to właśnie w cyklu o Morgan Dane dostajemy. Na równi z przebiegiem śledztwa obserwujemy życie prywatne dwójki głównych bohaterów. Obydwoje mają niewiele ponad 30 lat, kiedyś chodzili do tej samej szkoły. Każdy z nich jednak ma całkiem inne doświadczenia życiowe. Morgan dwa lata temu straciła męża i wtedy, razem z swoimi trzema małymi córeczkami, wróciła do rodzinnego miasta. Kiedyś pracowała w biurze prokuratora, teraz chciała wrócić do tego zawodu, jednak sprawa z tomu pierwszego zmieniła jej plany. Morgan założyła własną firmę i przez cały ten tom możemy obserwować jak czuje się w nowej roli, do której musi przywyknąć. Widać, że czerpie satysfakcję z tego co robi, jednak na każdym kroku dostrzega różnicę pomiędzy funkcją prokuratora a prawnikiem obrońcą. Kiedyś udowadniała winę, teraz musi bronić niewinności, choć sama nie jest często pewna czy jej klient ma czyste sumienie...
Lance z kolei dopiero teraz, gdy w jego życiu pojawiła się Morgan, zaczyna tak faktycznie żyć. Przez wiele lat był policjantem i opiekował się swoją matką, która od ponad 20 lat, od czasu kiedy zaginął jej mąż, przejawia sporo problemów psychicznych. Rok temu Lance zrezygnował ze służby po groźnym postrzale i rozpoczął pracę prywatnego detektywa w firmie swojego przyjaciela i mentora Sharpa.
Podoba mi się to, że wszystkie te stałe postacie cyklu są bogato opisane i z każdym kolejnym tomem dowiadujemy się o nich więcej. Nie ma tu podziału pomiędzy pracą a życiem prywatnym, co często można spotkać w kryminałach. Tu obserwujemy bohaterów przez cały czas, widzimy nie tylko ich profesjonalne podejście do pracy, ale też codzienne problemy jak ‘muszę odwiedź dzieci do szkoły’ czy ‘czy moja mama dzisiaj coś jadła?’. 

Jeśli chodzi o wątek kryminalny, to w tym tomie jest on naprawdę udany. Dostajemy mocną, wyrazistą postać nieobliczalnego psychopaty oraz ofiary walczącej o przetrwanie. Ich wątki, rozdziały przedstawione z ich punktu widzenia, są napisane świetnie, wprowadzają duży niepokój i napięcie. Naprawdę jest to bardzo udany wątek.

Jeśli chodzi o wątek romansowy, który mocno drażnił mnie w tomie pierwszym, to owszem, tutaj też jest, na szczęście jednak w zdecydowanie mniejszej ilości. Tak naprawdę były tylko dwie sceny, jedna na początku, druga pod koniec powieści, więc jest to ilość, na którą mogę przymknąć oko.
Z uwag do książki mam jeszcze jedną, z tym że jest ona związana raczej z wydaniem niż z samą powieścią. Bardzo wiele błędów, szczególnie tym interpunkcyjnych, prześlizgnęło się przez korektę. Nie będę uwzględniać tego w ocenie książki, w końcu nie wpływa to na fabułę, jednak dziwi mnie jak taka ilość błędów mogła prześlizgnąć się do wydania finalnego książki.

Podsumowując, tom drugi cyklu o Morgan Dane zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu i przekonał mnie do całej serii. Wątek kryminalny napisany jest zgrabnie, z dużym wyczuciem czytelnika i przyciąga mocno uwagę, a wątki prywatne bohaterów z kolei nadają powieści poczucie całości. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury, to taki lekki i przyjemny kryminał na kilka spokojniejszych wieczorów – najlepiej w towarzystwie ciepłej herbaty i pod kocykiem.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Editio Black!

lutego 18, 2020

"Schronisko dla ludzi" Wojciech Szlęzak

"Schronisko dla ludzi" Wojciech Szlęzak

Autor: Wojciech Szlęzak
Tytuł: Schronisko dla ludzi
Data premiery: 22.01.2020
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 352

Wojciech Szlęzak jest debiutantem tylko jeśli chodzi o książki wydawane nakładem Wydawnictwa Lira. Autor debiutował już w roku 2013 książką pt. „Wietrzne marzenia”, a w 2017 ukazała się jeszcze jedna jego powieść pt. „Cień jabłoni”. Prywatnie miłośnik wycieczek górskich, mieszkaniec małopolskiej prowincji. Zafascynowany niejednoznacznością świata, skory do psychoanalitycznych dywagacji. Wszystkie te wpływy znajdziemy w „Schronisku dla ludzi”, a nawet i więcej!

Akcja powieści toczy się w Beskidach, dokładnie w schronisku górskim niedaleko Zwardonia. Opiekunowie schroniska wymieniają się co 2 miesiące, teraz, niejako w zastępstwie, całością opiekuje się Tomek, młody chłopak po 20stce. Podczas większości jego pobytu nie ma za wielu gości, w końcu zaczyna się już grudzień... Jednak pewnego dnia nagle do schroniska trafia aż 5 różnych osób – trzech mężczyzn w podobnym do siebie wieku oraz dwie kobiety, jedna to jeszcze nastoletnia dziewczyna, druga to starsza pani. Od samego początku towarzystwo jest bardzo otwarte ale i mocno konfliktowe. Co wyniknie z ich pobytu? Po co każdy z nich tam przyjechał? Czy ktoś z nich coś ukrywa?

Książka nie ma podziału na rozdziały. Są, że tak to nazwę, scenki, dotyczące poszczególnych bohaterów oddzielone gwiazdkami. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przedstawiana jest z punktu widzenia szóstki głównych bohaterów. Książkę w większości czyta się dobrze, mnie przeszkadzały tylko te naszpikowane filozoficznymi zagadnieniami dialogi, których natężenie jest zarówno na początku, jak i na końcu powieści.

Ale zacznijmy może od tego co mi się w książce podobało. Lubię powieści przedstawiane z punktu widzenia kilku postaci, gdzie wraz z biegiem lektury odkrywamy przeszłość bohaterów, ich motywacje, które uzasadniają ich aktualne zachowanie. Dokładnie to dostajemy tutaj. Bohaterowie są różni, każdy wywodzi się z innego środowiska, każdy ciągnie za sobą inny bagaż doświadczeń, a co za tym idzie inną filozofię życiową.
Na plus na pewno muszę też zaliczyć miejsce osadzenia akcji. Góry, zima, kompletne odcięcie od cywilizacji. Brzmi zarówno baśniowo, jak i dosyć groźnie, prawda? To miejsce zdecydowanie ma potencjał.

Jeśli chodzi o minusy, to największym jest niestety skłonność do wielkich pseudofilozoficznych wynurzeń, które autor wkłada w usta bohaterów. Jest tego za dużo, za mocno skumulowane, a za mało uzasadnione. Wydaje mi się, że gdyby autor bardziej zadbał o oprawę tych myśli, o odpowiednie ich wprowadzenie, a także trochę je przesiał, książka mogłaby wiele zyskać. Rozumiem, że chciał zaprezentować czytelnikowi wiele różnych filozofii życiowych, wiele różnych poglądów, jednak ich przekaz był bardzo toporny i nachalny, na czym lektura w moich oczach straciła.
Druga sprawa, to zachowanie głównych bohaterów na samym początku powieści – mimo że dopiero co się poznali, to już zachowywali się jak osoby z dużym stażem znajomości – prowadzili otwarte, bardzo zażarte i wręcz agresywne rozmowy, co wydaje mi się trochę nierealne – w końcu jeśli widzimy osobę po raz pierwszy, raczej podchodzimy ostrożnie i z dystansem, nie wrzucamy ich od razu w wir własnych doświadczeń. Tutaj znowu zabrakło pewnego wprowadzenia i wyczucia.

Ogólnie, większą część książki czytało się dobrze. Bohaterowie zaciekawili mnie na tyle, że chciałam odkryć ich sekrety, chociaż żaden z nich nie jest tu osobą kryształową, każdy w mniejszym lub większym stopniu budzi raczej negatywne odczucia. Zakończenie też wymyka się schematom, co na pewno wyróżnia książkę na tle innych. Mimo przyjemnego otoczenia wydaje mi się, że książka raczej nie niesie pozytywnego przekazu. Tak jak bohaterowie, tak i wydarzenia nie należą do najszczęśliwszych. Nie wiem w jaką grupę docelową chciał trafić autor, na pewno nie jest to książka dla fanów grozy czy mrocznych thrillerów. Główny nacisk położony jest na filozofię i trochę psychologię, więc czytelników lubujących się w takich tematach książka może zainteresować.

Moja ocena: 6/10

Ze egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Lira!

lutego 17, 2020

"Inkub" Artur Urbanowicz

"Inkub" Artur Urbanowicz

Autor: Artur Urbanowicz
Tytuł: Inkub
Data premiery: 03.04.2019
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 732

W okolicy premiery „Inkuba” nazwisko Urbanowicza zyskało naprawdę sporą popularność. Ja właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałam o tym autorze i choć staram się unikać strasznych książek, to te wszystkie zachwyty nad tytułem, zachęciły mnie by samej spróbować. Przygodę z autorem zaczęłam jednak nie od tego, a od nowego wydania „Gałeziste” z jesieni roku 2019, którego recenzję znajdziecie tutaj (klik!). Autor zaskoczył mnie klimatem, jak również ciekawymi rozmyślaniami na tematy wiary i wiedzy, a także oczywiście czerpaniem inspiracji dla fabuły z wierzeń słowiańskich. Mimo że „Gałęziste” było wydaniem poprawionym, to dopiero teraz, czytając „Inkuba” zauważyłam jak bardzo kulał wtedy stylistycznie... „Inkuba” czytało się dużo, dużo lepiej, szczególnie jeśli wziąć na warsztat dialogi bohaterów!

Rok 2016 Suwałki. Dwójka policjantów, prywatnie przyjaciół od czasów szkolnych świętuje urodziny jednego z nich. Po wyjściu z pubu w stanie mocno wskazującym wdają się w bójkę, która zostaje nagrana przez monitoring. Kolejnego dnia dostają wezwanie do przełożonego – grozi im przeniesienie. By odpokutować swoje winy policjanci zgłaszają się do pomocy przy ewakuacji małej wioski – Jodozioran. W jednym z tamtych domów zmarła dwójka staruszków – nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że umarli w tym samym momencie, a ich ciała zamieniły się w popiół... Jak to się stało? To przecież niemożliwe! Ponadto w momencie oględzin miejsca ‘zajścia’ na służby zawalił się cały dom! Po okolicy krąży młody policjant, który stara się odkryć tajemnicę wioski... Wioski gdzie od 5 lat cała natura umiera, a wśród ludzi rodzi się nadmierna przemoc, zmęczenie i choroby... I nie jest to pierwszy raz! Coś podobnego działo się już tak 45 lat temu...

Książka podzielona jest na trzy części: Przeklęta ziemia, Zorza i Polowanie. Liczy 38 rozdziałów, epilog oraz ostatni rozdział ‘kilka lat później’, a także bardzo interesujące posłowie od autora, przez które dopuszczam możliwość ponownego przeczytania książki... 😉 Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Wydarzenia powieści toczą się na dwóch planach czasowych – początek lat 70tych XX wieku oraz aktualnie w 2016 roku. Styl jest lekki, narracja poprowadzona bardzo klimatycznie. Może nie jest bardzo strasznie, ale napięcie jest wręcz wyczuwalne, głównie w pierwszej połowie książki, gdy ciągle nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.
„Kiedy zdajesz sobie sprawę, że źródło twojego lęku to nie bajka, strach rośnie w siłę. Karmi się faktem, że zjawiska nadprzyrodzone objawiają się gdzieś na świecie i ktoś zdołał je nawet udokumentować. Nie da się ich racjonalnie wytłumaczyć, przynajmniej na razie, rodzą się więc pytania bez odpowiedzi. To, co niedostępne, nieznane, niezbadane, z reguły przyciąga. Chcemy tego dotknąć, poznać to, dowiedzieć się o tym więcej. Kiedy nam się nie udaje, staramy się jeszcze bardziej. To automatyzm, instynkt, ciekawość wpisana w naturę człowieka.”
W czasach aktualnych narrator skupia się na postaci policjanta o słowackich korzeniach – Vytautasa Cesnauskisa, w skrócie Vitka. To 30letni mężczyzna, który do policji wstąpił z powołania i poświęca pracy każdą wolną chwilę. W tak młodym wieku udało mi się już zdobyć stopień podkomisarza, a znany jest z tego, że nie ustąpi, póki nie dotrze do prawdy. W życiu prywatnym niestety nie wiedzie mu się równie dobrze, Vitek bardzo chciałby już założyć rodzinę, jednak ciągle brakuje mi kandydatki na żonę. Nie jest dobry w rozmowach damsko-męskich, mocno się w takich sytuacjach krępuje, przez co czas spędza głównie ze swoim przyjacielem i policyjnym partnerem Chesterem. Ten pod względem towarzyskim jest jego dokładnym przeciwieństwem, ‘ma gadane’ i jest otwarty na wszelkie nowe znajomości. W pracy jednak to Chester ufa Vitkowi i robi to, co ten mu każe.
Jeśli chodzi o ten współczesny wątek, to na pewno mocno do gustu przypadło mi całe śledztwo. Wiadome jest, że lubuję się w kryminałach, więc tutaj czułam się jak ryba w wodzie. Jedyny mój zarzut do tego wątku to późniejsze zagmatwanie romansowe, które wydało mi się całkowicie zbędne, niepasujące do głównego bohatera i jakby napisane na siłę. Na szczęście nie trwało to długo, więc jestem w stanie je przeboleć, chociaż ewidentnie tu był zgrzyt.

Wątek osadzony w czasach PRL-u, w latach 70tych podobał mi się nawet jeszcze bardziej. Tu był dopiero klimat! Mała, wiejska miejscowość, kilka domów, kilka dobrze znajomych sobie rodzin. Nagle wprowadza się do wioski nowa osoba, starsza pani, która ten spokój burzy. Dobrze obserwowało się tą całą społeczność, ich myśli i obawy, dziwne zdarzenia. Powieść jest dobrze osadzona w tamtych realiach,  czytelnik może zapoznać się ze zwyczajami suwalskiej wsi. Tu nie było żadnych zgrzytów 😊

Fabuła książki opiera się na postaci czarownicy. Ewidentnie autor zrobił bardzo duży research o wierzeniach i historycznych wydarzeniach z tymi postaciami związanych, całość opisał zgrabnie i na tyle ciekawie, że teraz mam naprawdę sporą ochotę przeczytać coś z literatury faktu w tym temacie. To wdzięczne zagadnienie, a Urbanowicz na szczęście postawił tu na realizm sytuacji, mimo mocno fantastycznego tematu. Przez większą część lektury ciężko było dociec co tu jest fantastyką a co realizmem, co mocno podbudowywało klimat.
„Dobro zawsze będzie silniejsze od zła”.
Skoro już o tym wspomniałam, to oczywiści klimat powieści jest naprawdę świetny. Lasy, małe wioski, brak zasięgu w telefonach, dziwne mroczne zdarzenia. Nie radzę czytać książki w nocy, a przynajmniej nie pierwszej części, kiedy właśnie rzeczywistość miesza się z anastatyką tak, że nie wiadomo które to które 😊
Dodatkowo muszę też wspomnieć o rewelacyjnej scenie, w której autor chyba przemówił własnym głosem (a przynajmniej takie odnosiłam wrażenie) i opowiedział o swoich motywacjach co do wyboru dziedziny literatury i miejsca wydarzeń każdej z jego historii 😊 Bardzo mi się ten pomysł podobał, sprytne zagranie i oczku puszczone do czytelnika 😉
„ – Tak, jak już wcześniej mówiłem, jestem pisarzem. Piszę grozę. (...) Osadzam je na naszej ukochanej Suwalszczyźnie. Mieszkam tu od urodzenia, znam te tereny dosyć dobrze i przynajmniej nie mam trudności z opisami. Jeden problem z głowy. Chcę tym samym promować nasz trochę zapomniany przez resztę Polski region.                               - Grozą? Nigdy bym nie wpadła na pomysł, by cokolwiek reklamować w taki sposób. (...)                                                                                                                                         - Wbrew pozorom, w tym szaleństwie jest logika. Oczywiście nie mówimy tu o grozie, w której krew leje się strumieniami i występuje makabryczna przemoc, lecz o takiej, której towarzyszy tajemnica, baśniowość i  mistycyzm. Klimat. Jestem zdania, że taka groza intryguje. Działa na wyobraźnię.”
Podsumowując, powieść jest mocno intrygująca i wciągająca. Czyta się ją z przeogromnym zaciekawieniem, chwilami z ciarkami na plecach. Bohaterowie może nie są szeroko pod względem psychologicznym opisani, jednak na potrzeby tego gatunku wystarczająco. Podobał mi się klimat, osadzenie części akcji w dawniejszych czasach i oczywiście uroki (?) małej suwalskiej wsi. Styl powieści przeplata się raz poważny, raz całkiem zabawny i lekki, a podstawy wiedzy autora, które posłużyły do powstania tej powieści, musiały być naprawdę ogromne. Książka to spora cegiełka, więc mimo że wciąga, to jednak trzeba sobie zarezerwować na nią dużo czasu, szczególnie iż czcionka nie jest za wielka... Niemniej jednak polecam nie tylko tym szukającym strasznych wrażeń w powieści, ale i osobom lubiącym intrygujące śledztwa, klimatyczne powieści i współczesne baśnie dla dorosłych.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Vesper!

lutego 12, 2020

"Martwy sezon" Aneta Jadowska

"Martwy sezon" Aneta Jadowska

Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Martwy sezon
Cykl: Garstka z Ustki, tom 2
Data premiery: 30.10.2019
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 400

Nazwisko Anety Jadowskiej pewnie większości kojarzy się z gatunkiem fantastyka. Ja jednak poznałam autorkę od nieco innej strony, niecałe dwa lata temu, kiedy w moje ręce wpadł tom pierwszy Garstki z Ustki pt. „Trup na plaży i inne sekrety rodzinne”. To pisany lekką ręką kryminał, by wręcz nie powiedzieć, że komedia kryminalna. Pamiętam, że książka wywołała u mnie wiele emocji, od śmiechu aż po łzy i szczerze polubiłam całą rodzinę Garstek z Ustki. W komentarzu do tego tytułu nawet napisałam, iż mam nadzieję na szybki powrót Garstek w tomie drugim. Niestety tak szybko nie poszło, musiałam na nią czekać ponad półtora roku! Mam wielką nadzieję, że z tomem trzecim pójdzie autorce szybciej 😊

„Martwy sezon” toczy się kilka miesięcy po wydarzeniach z „Trupa...”. Jest październik, pogoda pod psem, a Ustka zyskała złą sławę, gdyż akurat tam ludzie zaczęli się topić na potęgę. Niestety nie przyczyniło się to do popularności miejscowości, więc pensjonat Garstek Wielka Niedźwiedzica świeci pustkami... Magda martwi się babcią, która z kolei martwi się brakiem możliwości spłaty kolejnych rat kredytu. Gdyby tego było mało to ciotka Magdy, która opiekowała się nią wiele lat po śmierci rodziców, na swojej fotograficznej wyprawie skandynawskiej doznaje poważnego wypadku, przez co praktycznie nie może się poruszać. Na pomoc w powrocie do domu rusza jej dawna miłość, Czarek. Jeszcze mało? Maria, babcia Magdy, pomaga przez organizację Przystań kolejnej Ptaszynie, kolejnej maltretowanej przez męża kobiecie... Jak tym razem potoczą się losy Garstek? I gdzie w tym wszystkim trup?!

Od razu na wstępie muszę podkreślić graficzną stronę książki. Wygląda na to, że Wydawnictwo SQN przykłada naprawdę sporą wagę do wizualnego odbioru książki. Okładki zawsze przyciągają wzrok, a w środku zawsze znajdzie się jakiś ładny graficzny smaczek. Tutaj przy każdym rozdziale mamy grafikę podobną do tej okładkowej, co naprawdę jakoś tak od razu umila lekturę.
Przechodząc jednak do książki to składa się ona z dwóch części: ‘Poszukiwanie portu’ i ‘Śmierć puka do Wielkiej Niedźwiedzicy’. Całość podzielona jest na 33 rozdziały i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, dzieli się na Magdę i Tamarę. Styl pisarki nadal jest bardzo lekki, nieraz przy książce się zaśmiałam, chociaż ewidentnie ten tom jest dużo poważniejszy niż poprzedni i na pewno nie nazwałabym go komedią kryminalną.

W przeciwieństwie do „Trupa...” tutaj pierwsza część skupia się na prywatnym życiu bohaterek. Poznajemy rozterki Tamary, zgryzoty Magdy i niepokoje Marii. Obserwujemy uważnie życie tych trzech kobiet, ich codzienne zmagania w tym trudnym, nie tylko turystycznie, okresie. Dopiero w drugiej połowie książki pojawia się trup, jednak i tak tutaj śledztwo nie zajmuje wiele miejsca. Więcej uwagi autorka poświęciła na poważne tematy, głównie na kontynuacji wątki przemocy w małżeństwie, tym razem jednak nie skupiła się tylko na mężach bijących żony, ale i odwrotnie, co zdecydowanie warte jest podkreślenia.

Prócz działalności Przystani, ratującej bite kobiety, wiele też dowiadujemy się o prywatnym życiu ciotki Magdy - Tamary. Jest to kobieta w okolicy 40stki, która ponad 10 lat temu poświęciła swoją wolność, nomadycznego ducha fotografa, by zaopiekować się Magdą. Teraz w końcu może wrócić na własnego stylu życia, odnaleźć siebie na nowo, co jednak wcale nie jest tak łatwe jak z początku myślała. Kobieta sama nie wie co ma o tym wszystkim myśleć, jednak musi podjąć w końcu jakąś decyzję co do swojej przyszłości. I mimo, że ja raczej stronię od powieści obyczajowych, a „Martwy sezon” jednak w przeważającej części właśnie pod ten gatunek podchodzi, to tutaj kompletnie mi to nie przeszkadzało. Rodzina Garstek jest tak przyjemna, taka ciepła i dobra, że nie sposób ich nie polubić i na pewno każdy czytelnik im kibicuje i trzyma kciuki, by wszystko im się dobrze w życiu poukładało.

Oczywiście, jak wspomniałam jest też trup i jest małe rodzinne śledztwo, w którym prym tym razem wiodą Tamara z Magdą. Ten wątek również jest ciekawy i zgrabnie opisany.

W książce nie brakuje też wątków humorystycznych, cały wątek z Łowcami Duchów, którzy podobno są znani z którejś z fantastycznych książek autorki, jest bardzo zabawny. Bipanie, zagłuszacze fal, masa innego specjalistycznego sprzętu i zbieranie materiału do przewodnika o duchach czwórki emerytów świetnie rozładowuje atmosferę i dodaje książce lekkości. Oczywiście oni też mają swój udział w związku z trupem 😊

Ogólnie, mimo że ten tom jest dużo poważniejszy, smutniejszy i porusza więcej wątków obyczajowych niż kryminalnych, muszę przyznać, że książka znowu mnie oczarowała. Rodzina Garstek jest cudowna, każdy z nich jest na swój sposób postrzelony, ale z każdego z nich aż wylewa się dobro. Przyjemnie było zanurzyć się w ich mały świat pełen herbaty i pysznych wypieków Marii i odpocząć od mrocznych i dusznych kryminałów. Czekam już teraz na tom kolejny, bo wydaje mi się, że autorka w „Martwym sezonie” zasygnalizowała wątek, którego możemy spodziewać się w tomie trzecim.
„Martwy sezon” można czytać bez znajomości tomu pierwszego, ważniejsze wątki są przypomniane na tyle, że nowicjusze się w tekście nie pogubią 😊

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu SQN!


lutego 10, 2020

"O krok za daleko" Harlan Coben

"O krok za daleko" Harlan Coben

Autor: Harlan Coben
Tytuł: O krok za daleko
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Data premiery: 15.01.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448

Harlan Coben to jedno z najgłośniejszych, najbardziej znanych nazwisk wśród współczesnych pisarzy. Jego książki tłumaczone są na ponad 40 języków, sprzedały się już w 70 milionach egzemplarzy. Autor na swoim koncie ma już ponad 30 książek z gatunku kryminał/thriller, a teraz w marcu na rynku amerykańskim ukaże się kolejny tytuł „The boy from the woods” (pol. Chłopiec z lasu).  Często angażuje się też w przekładanie swoich powieści na mały ekran –pod koniec stycznia premierę miał serial pt. „The stranger” (pol. „Nieznajomy”), a w przygotowaniu na kolejne lata jest już 13 kolejnych tytułów, w tym jeden produkowany w Polsce!
Ja książki Cobena znam właśnie z seriali. Podoba mi się ich tempo, ciekawi, ludzcy bohaterowie i zawikłane zagadki. I mimo iż od ponad roku w swojej biblioteczce mam całą kolekcję jego książek, to dopiero najnowsza pt. „O krok za daleko” była tą moją pierwszą.

Powieść „O krok za daleko” opowiada o Simonie Greene. Jego najstarsza córka Paige jakiś czas temu, pod wpływem jej chłopaka Aarona, uwikłała się w narkotyki. Uciekła z domu, porzuciła studia, nikt nie wiem gdzie jest. Jej matka zapowiedziała, że tym razem już jej nie szuka, jednak Simon nie jest w stanie się poddać. W końcu trafia na trop, znajduje córkę w Central Parku, jednak zanim uda mi się z nią porozmawiać, zjawia się Aaron. Simon traci nad sobą panowanie i uderza chłopaka, co zostaje nagrane przez przechodniów i wrzucone do sieci. Filmik robi się popularny, a Simon okrzyknięty brutalem, który bije biednego bezdomnego... Policja wytacza przeciwko niemu sprawę, jednak dzięki znajomościom i pieniądzom zarzuty szybko zostają oddalone. Sytuacja komplikuje się, gdy policja przychodzi do Simona w innej sprawie – Aaron został zamordowany, a Paige znowu zniknęła. Czy to ona zamordowała chłopaka? A może została porwana? Simon razem z żoną decydują się na przeprowadzenie własnego śledztwa, muszą za wszelką cenę znaleźć swoją córkę...

Książka składa się z 40 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego i dzieli się na trzech bohaterów powieści: Simona, detektyw Elen Ramirez oraz płatnego mordercę Asha. Styl powieści jest dokładnie taki jak w serialach – dużo się dzieje, akcja toczy się szybko, a narrator pozwala sobie na specyficzne, często lekko ironiczne komentarze. Stosuje też zaskakujące porównania np. brody do owcy, czy bohaterów do łososi 😊 (wnioskuję, że to ulubiona ryba autora 😉). Często w tekście pojawiają się przemyślenia bohaterów na tematy ogólnie jak np. wychowanie dzieci czy zaufanie do drugiej osoby.

Skoro już wspomniała o tematach przemyśleń, to od razu zaznaczę, że w książce poruszane jest kilka ciekawych wątków. Po pierwsze nasz główny bohater Simon cały czas czuje wyrzuty sumienia, to w sobie szuka winy za to, że córka stoczyła się na złą drogę. Analizuje która z tych małych decyzji mogła zaważyć na przyszłym życiu dziecka – czy był za twardy? Za spokojny? Za uległy? Za przyjazny? Myślę, że każdemu z nas, nie tylko rodzicom, zdarzyło się obarczać siebie winą za poczynania innej osoby, nawet kiedy nie mieliśmy wpływu na decyzje. Bardzo trafne i bardzo ludzkie uchwycenia ludzkiego poplątania myśli.

Drugim ciekawych tematem, który poruszany jest główne na początku powieści, jest zakłamanie internetu. Filmik z Simonem i Aaronem został całkowicie pozbawiony kontekstu, obcy ludzie wywnioskowali swoje racje z wyrywkowego nagrania. To kolejna ludzka, tym razem niepokojąca cecha – jesteśmy bardzo szybcy w ocenie, zanim poznamy wszystkie okoliczności, już wiemy lepiej i już mamy swoje zdanie. To bardzo często jest krzywdzące dla zainteresowanych, tym bardziej w dobie internetu. Jedna źle zinterpretowana sytuacja może zaważyć na całym życiu osoby ocenianej.
„Wrażenie jest często ważniejsze niż prawda.”
W powieści poruszane jest jeszcze kilka ciekawych tematów, jednak nie chcę ich nawet wymieniać, żeby przypadkiem nie popsuć wam frajdy z lektury. Zaznaczę tylko, że są tu tematy i uniwersalne i te bardzo współczesne. Coben ewidentnie ma świetny zmysł obserwacji oraz potrafi uchwycić ludzi charakter. Wydaje mi się też, że ma dosyć mroczne podejście do świata, a przynajmniej tak odwzorowuje go w swojej powieści. Niewielu jest ludzi dobrych, skłonnych do pomocy, głównie, jeśli nie jesteś w stanie sobie sam poradzić, to raczej ciężko będzie ci przetrwać... Trochę to pesymistyczne, jednak, mówiąc szczerze, całkiem prawdziwe.
„I wtedy zdał sobie sprawę, że nie ma na tym świecie żadnej sprawiedliwości, żadnej centralnej siły, żadnej kontroli, jest jedynie chaos.”
Jak już wspomniałam, jego bohaterowie są bardzo realni, bardzo ludzcy. Najlepszą postacią, najdokładniej opisany jest oczywiście Simon – to główne jego myśli poznajemy, obserwujemy do jakiej desperacji może wpędzić rodzica troska i strach o dziecko. Gdy w grę wchodzi życie potomstwa, to rodzic jest w stanie poświęcić dla nich dosłownie wszystko. Oczywiście nie każdy, bo i tu w powieści znajdziemy kilku bohaterów, których obojętność rodziców popchnęła do podjęcia wielu złych decyzji... Dużo jest też mowy o zaufaniu i tajemnicach, co jak podejrzewam na podstawie seriali, często pojawia się w twórczości autora.

Akcja powieści jest dynamiczna, cały czas się coś dzieje, co chwilę bohater odkrywa jakieś nowe tropy, które prowadzą go do naprawdę zaskakujących rezultatów. Ogólnie książka mi się podobała, trzyma w przyjemnym napięciu, styl jest bardzo ciekawy, a wydarzenia intrygujące i wciągające. Autor porusza kilka ciekawych i ważnych we współczesnym życiu tematów. Zakończenie jednak wydawało mi się troszeczkę naciągane, za bardzo wydumane – nie wiem czy to stała cecha autora, czy po prostu tutaj pomysł był nie całkiem zgodny z moim gustem. Niemniej jednak jestem z książki zadowolona i na pewno jeszcze sięgnę po inne tytuły autora.

Moja ocena: 7/10

Ze egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Albatros!

lutego 10, 2020

Pierwsze urodziny bloga - kokurs (rozwiązany)

Pierwsze urodziny bloga - kokurs (rozwiązany)

Zaczynamy huczne świętowanie pierwszych urodzin bloga! Tak jak wczoraj zapowiadałam, mam dla Was aż 16 różnych książek do zdobycia, plakaty z firmy Zdrapcie oraz gadżety z logo Kryminału na talerzu! Tutaj, na blogu, rusza konkurs z aż 4 tytułami - będzie trwał cały tydzień, więc macie dużo czasu na wymyślenie ciekawych odpowiedzi :) Od razu zapraszam też na profile na IG oraz FB, gdzie w czasie tego tygodnia będą organizowane rozdania z pozostałym 12 tytułami!

Co może wygrać w tym konkursie?
  • pakiet 4 książek:
  1. "O krok za daleko" Harlan Coben od Wydawnictwa Albatros (recenzja - klik!)
  2. "Glatz" Tomasz Duszyński od Wydawnictwa SQN (recenzja - klik!)
  3. "Pchła" Anna Potyra od Wydawnictwa Zysk i S-ka (recenzja - klik!)
  4. "Inkub" Artur Urbanowicz od Wydawnictwa Vesper (recenzja - klik!)
  • plakat ze zdrapkami pt. "Najlepsze książki 2019 według Kryminału na talerzu", który przygotowałam dla Was we współpracy z firmą Zdrapcie
  • kubek z logo Kryminału na talerzu
  • torbę bawełnianą z logo Kryminału na talerzu

Całość wygrywa jedna osoba!



A co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Zadanie jest bardzo proste! Wystarczy odpowiedzieć na pytanie:

Dlaczego czytasz książki?

Odpowiedzi możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich bardziej kreatywne – tym lepiej! Zgłoszenia przejmuję tylko i wyłącznie w komentarzach pod tym postem.



Zachęcam też do polubienia profili wydawnictw, które tak chętnie przeznaczyły książki na wszystkie urodzinowe konkursy:


oraz firmy Zdrapcie IG - klik, a także moje własne IG i FB :)
Będzie mi również niezmiernie miło jeśli dołączycie do obserwatorów mojego bloga. Zachęcam też do podzielania się informacją o konkursach na swoich profilach.

  1. Konkurs trwa tydzień – od 10 do 16 lutego do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę jedną, które moim zdaniem będzie najciekawsza.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski, preferowana forma Paczkomat.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulamin konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!




17.02 rozwiązanie konkursu
 Było ciężko! Wszystkie Wasze zgłoszenia są cudowne - dziękuję, że podzieliliście się ze nią swoimi myślami, historiami i odczuciami. Niestety jestem zmuszona wybrać tylko jedną osobę, nad czym naprawdę ubolewam!
Ostatecznie zwycięzcą zostaje Gosiaczek – serdecznie gratuluję! Numer paczkomatu oraz telefonu proszę prześlij na mail kryminalnatalerzu@gmail.com, w tytule wpisując Pierwsze urodziny bloga - konkurs. Na nadesłanie adresu czekam 3 dni.

Wszystkim pozostałym uczestnikom najmocniej dziękuję za wzięcie udziału w konkursie!
Na IG i FB do końca dnia dzisiejszego trwają ostatnie dwa urodzinowe rozdania - zapraszam, może tam się uda! :)

lutego 09, 2020

Pierwsze urodziny bloga - podsumowanie rocznej działalności

Pierwsze urodziny bloga - podsumowanie rocznej działalności

W końcu nadszedł ten wielki dzień! Pierwsze urodziny Kryminału na talerzu! Przygotowywałam się do tego dnia już dobrze od ponad miesiąca, bo i jest co świętować - nigdy nie powiedziałabym, że uda mi się tyle osiągnąć w ciągu pierwszego roku działalności. Wszystko to powstało nie tylko dzięki mojej codziennej pracy nad rozwojem profilu, ale i (a raczej głównie!) dzięki Wam, moim czytelnikom, obserwatorom. Dlatego też chcę tę okazję hucznie z Wami uczcić! Najpierw jednak podsumuję dokładnie cały ten ostatni rok, bo na pewno chcę o nim już na zawsze pamiętać :)

Co w moim życiu zmienił blog?
Rok temu, w sobotę 9 lutego 2019 roku siedziałam cały dzień przy komputerze i zakładałam blog oraz towarzyszące mu profile na IG i FB. To była ciężka przeprawa, bo html i wszystkie współczesne aplikacje to dla mnie czarna magia :) Na powstanie Kryminału na talerzu zdecydowałam się, by być bliżej społeczności nałogowych czytelników oraz by zebrać w jednym miejscu moje ulubione przepisy. Nie zastanawiałam się czy zależy mi na współpracach z wydawnictwami czy innymi firmami, nawet jeśli coś takiego miałoby się wydarzyć to to były bardzo odległe plany. Zakładałam, że po roku na IG będę miała może z tysiąc obserwatorów i może wtedy jakieś wydawnictwa wyrażą zainteresowanie moim profilem i zobaczymy co dalej. Założyłam sobie tylko systematyczne dodawanie postów, recenzowanie wszystkich przeczytanych i przesłuchanych książek i robienie jako-tako wyglądających zdjęć. I tak funkcjonowało to na spokojnie przez trzy miesiące. Później ruszyło z kopyta! Blog zajął mój cały wolny czas, gdy nie pracuję zawodowo (a mam bardzo czasochłonną pracę!), to obsługuję blog i profile, piszę i dodaję posty. Na czytanie jakoś ciągle mam za mało czasu. Zaniedbałam wszystko inne, rano wstaję, jak nie pracuję, to czytam. Nie sądziłam, że w ciągu roku blog tak się rozrośnie i na pewno nie miałam pojęcia jak obsługa tych profili mocno pożera czas. To wymaga ode mnie naprawdę dużo codziennej pracy, daję z siebie wszystko, a nawet jeszcze więcej. Teraz to właśnie tym blogiem głównie żyję, moje myśli cały czas krążą wokół książek, recenzji i współprac. Mam tylko nadzieję, że przez takie natężenie pracy nie wypalę się za szybko. Wcześniej każdy mój projekt wyglądał tak samo - najpierw ekscytacja i życie wokół jednego tematu, później szybkie wypalenie i zniechęcenie. Mam jednak nadzieję, że z Kryminałem na talerzu będzie inaczej, w końcu czytać książki i o nich rozmawiać kocham od czasów podstawówki... Muszę jednak zadbać, by tak się w najbliższym czasie nie stało, dlatego chcę wprowadzić kilka zmian, o których napiszę na samym końcu posta. A tymczasem pora na:

Kryminał na talerzu w liczbach!
Blog
W ciągu roku na blogu okazało się 247 postów, w tym 162 recenzje książek i 50 przepisów.
Łączna liczba wyświetleń bloga na ten moment wynosi 17 494, a widocznych obserwatorów mamy 31.
Najpopularniejszy post to recenzja "Martwego sadu" Mieczysława Gorzki (klik!) - liczy 524 wyświetleń.
Strona odwiedzana jest najczęściej poprzez witrynę Google, następny w kolejności jest FB, a na końcu IG.
Najwięcej odbiorców mamy z Polski, chociaż Szwecja też plasuje się wysoko! 

Instagram
Tutaj w ciągu roku pojawiło się 508 postów, a profil zyskał 3 178 obserwatorów.

Facebook
Ten profil zyskał 1041 obserwatorów oraz 998 polubień profilu.

Ogólnie
W ciągu roku trafiło do mnie 144 egzemplarzy książek do recenzji od wydawnictw oraz 17 z portalu czytampierwszy.pl. Na rynku wydawniczym 2 książki zostały objęte moim patronatem, 3 ukazały z moją okładkową rekomendacją (jedna z nich premierę ma 12 lutego!). Miałam przyjemność przeprowadzić 3 wywiady z polskimi pisarzami. Zorganizowałam 4 book toury oraz 28 rozdań książkowych (w tym 4 konkursy na blogu). 

Dwustronny regał! Trochę więcej niż połowa mojej całej biblioteczki.

Współprace z wydawnictwami
Wiosna
Wszystko w moim życiu zmieniło się w maju. To wtedy odezwał się do mnie przedstawiciel Wydawnictwa Zysk i S-ka i zaoferował pierwszą stałą współpracę i od razu patronat "Pchły" Anny Potyry! To właśnie z tym wydawnictwem wszystko robiłam po raz pierwszy - recenzje, patronat, wywiad. 
Praktycznie w tym samym czasie co Zysk odezwało się do mnie Wydawnictwo Lira. Wcześniej nie znałam za wiele książek tego wydawnictwa, chociaż już wtedy kochałam cykl Karoliny Morawieckiej! I od tej książki, drugiego tomu cyklu rozpoczęłam bardzo przyjemną, drugą współpracę!

Lato
Po dwóch zaskakująco szybko rozpoczętych współpracach i szybkim przyroście obserwatorów na IG wzięłam sprawy w swoje ręce i sama odezwałam się do kilku wydawnictw. I tak zaczęła się moja współpraca z Novae Res, Wydawnictwem Czarne oraz HarperCollins Polska. Dostałam też kilka książek do recenzji od Wydawnictwa Czarna Owca, Bukowy Las i Aktywa.
Najważniejszą jednak współpracą, którą udało mi się nawiązać latem była współpraca z Wydawnictwem Albatros! Od dawien dawna jest to moje ulubione wydawnictwo, prawdopodobnie to właśnie od nich mam najwięcej książek w swojej biblioteczce, chociaż chyba książek od Znaku też mam porównywanie dużo. W każdym razie kiedy tylko dostałam mail o podjęciu stałej współpracy byłam naprawdę w siódmym niebie! Kolejne marzenie spełnione!


Jesień
To był bardzo owocny okres, wręcz aż za bardzo, bo narobiłam sobie bardzo dużo zaległości, z których ciągle się odkopuję. W tym czasie dostałam kilka książek od W.A.B., Wydawnictwa Bez Fikcji, Wydawnictwa Dragon (w tym patronat!),Otwarte, Znak, Feeria Science, Oficynka oraz Replika. Podjęłam też współpracę z dwoma kolejnym ważnymi dla mnie wydawnictwami: SQN oraz Prószyński i S-ka. Nie jest to może ciągle współpraca stała, ale bardzo ją sobie cenię, a i kontakty z przedstawicielami tych wydawnictw są bardzo przyjemne i bezproblemowe. 
W tym okresie najbardziej muszę jednak wyróżnić kolejną stałą współpracę - z Wydawnictwem Vesper! To wydawnictwo, o którym przed powstaniem bloga nawet nie słyszałam. We wrześniu zgłosiłam się do jednej książki i zachwyciłam się wydaniem. Później podjęliśmy współpracę stałą, którą ogromnie sobie cenię - to jedne z najpiękniejszych książek jakie mam na półce!

Zima
W tym okresie znowu przyszło kilka książek z W.A.B. i Znak. Podjęłam też współpracę z Wydawnictwem Niezwykłe oraz bardzo świeżutką współpracę z Filią Mroczną Stroną. Obydwie te współprace cieszą mnie ogromnie i mam nadzieję, że potrwają dłużej!

Jest oczywiście jeszcze kilka wydawnictw, z którymi w przyszłości chciałabym współpracować oraz kilka, z którymi chciałabym by współpraca przebiegała lepiej, jednak na ten moment muszę się odkopać z tego co mam, bo mam naprawdę dużo! Od razu też muszę przeprosić te wydawnictwa, z których recenzjami książek zwlekam - ogromna wpadka i bardzo mi z tym źle, jednak moja radość z zainteresowania wydawnictw trochę przysłoniła moje faktyczne moce przerobowe, stąd tak fatalne spóźnienia. Przepraszam!

Dziękuję!
Współprace są ważne i mocno je doceniam, jednak nic z tego nie powstałoby bez Was. Dziękuję Wam za to, że jesteście, że czytacie moje wypociny, zostawiacie komentarze, a na profilach serduszka i polubienia. Jesteście wielcy i Wasza aktywność na każdym kroku mnie zaskakuje! Dzięki Wam mam energię i chęci, by to wszystko kontynuować oraz wymyślać nowe ciekawe aktywności. Uwielbiam Was!

Oczywiście serdecznie dziękuję wszystkim wydawnictwom, które zdecydowały się mi zaufać. Każdy mail, każde zainteresowanie i interakcja wiele dla mnie znaczy, nabawiłam się ostatnio nawet obsesji częstego sprawdzania maila :)

Oczywiście muszę też podziękować osobom, które wspierają mnie na co dzień i wytrzymują mój ciągły brak czasu i zaniedbywanie innych obowiązków. Dziękuję za wyrozumiałość i wsparcie!

W tle trochę moich dalszych prywatnych zbiorów.


Co dalej?
Najbliższa przyszłość profilu to nasz wielki urodzinowy tydzień! Do świętowania zaprosiłam te najbliżej współpracujące i ważne dla mnie wydawnictwa: Zysk i S-ka, Lira, Albatros, SQN oraz Vesper. Ich odzew, zaangażowanie i chęci udziału przerosły moje oczekiwania! Mam dla Was aż 16 książek, które będzie można wygrać w ciągu tego tygodnia. Jutro ruszamy z wielkim konkursem na blogu oraz pierwszymi rozdaniami na IG i FB. Chęć w rozdaniach wyraziła też firma Zdrapcie, zajmująca się głównie produkcją plakatów ze zdrapkami. Wspólnie przygotowaliśmy kilka egzemplarzy dla Was. W ciągu tego całego tygodnia ukażą się też recenzje kilku książek, które będą do wygrania, a na profilach IG i FB będą się pojawiać codziennie 2 posty - opowiem Wam o wszystkich książkach (i plakatach!), które będzie można zdobyć.

Tak prezentują się najbliższe plany. A co z tymi na kolejny rok? Po pierwsze muszę się nauczyć robić lepszą selekcję książek, które biorę do recenzji. Mam z tym duży problem, bo od zawsze chciałam przeczytać więcej niż jestem w stanie - przed blogiem po prostu zapełniałam sobie półkę na Legimi i trochę tę fizyczną biblioteczkę w mieszkaniu, a teraz wiele tych książek, które mnie interesują dostaję w ramach współprac, a czasu niestety mam ciągle tak samo mało. Jak pisałam jednak na wstępie nie chcę się wypalić, a czuję, że jeśli nie zwolnię tempa, to tak się może stać. Dlatego ostrzejsza selekcja, to mój najważniejszy punkt do odhaczenia w drugim roku działalności!
Bardzo chciałabym też dotrzeć do swojej prywatnej kolejki książek do przeczytania, która od maja czeka nieruszona... Nieruszona to może złe słowo, bo każdego tygodnia dodaję nowe tytuły na półkę (na szczęście większość tylko wirtualnie!).
Mam nadzieję, że w tym roku również ukaże się kilka książek objętych moim patronatem, nawet już teraz mam dogadany jeden na marzec oraz propozycję kolejnego. Mam nadzieję, że pod tym względem profil będzie się dalej rozwijał!

W tym roku chcę też w końcu fizycznie spotkać się z Wami oraz ulubionymi autorami. Razem ze Słoneczną Stroną Życia planujemy już udział w Warszawskich Targach Książki - to będzie mój pierwszy w życiu udział w targach i spotkaniach autorskich, więc już teraz czuję ekscytację!

W jeszcze dalszych planach mam podszlifowanie się z fotografii oraz poprawienie wizualnej strony bloga. Obydwie te sprawy są jednak dla mnie dużym wyzwaniem, muszę mieć na nie siły i czas, więc za to będę mogła się wziąć dopiero, gdy ustabilizuję sobie współprace i obsługę profili oraz trochę odpocznę od tej ciągłej gonitwy. 

To tyle! To był intensywny, ale i cudowny rok! Tyle się podziało, tylko się zmieniło, tyle osiągnęłam! Nigdy nawet o tym nie marzyłam, nigdy nie sądziłam, że ten mały projekt jakim był Kryminał na talerzu w ciągu roku aż tak się rozrośnie! Jeszcze raz wszystkim Wam serdecznie dziękuję i zapraszam na wielkie tygodniowe świętowanie tego sukcesu!

Chcę się dalej rozwijać i recenzować książki dla Was, więc jeśli tylko macie jakieś uwagi/pomysły/sugestie, to chętnie ich wysłucham! Jestem do Waszej dyspozycji :)


lutego 08, 2020

"Nikomu nie powiem" Catherine McKenzie

"Nikomu nie powiem" Catherine McKenzie

Autor: Catherine McKenzie
Tytuł: Nikomu nie powiem
Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska
Data premiery: 08.01.2020
Wydawnictwo: Niezwykłe
Liczba stron: 354

Catherine McKenzie to kanadyjska bestsellerowa pisarka thrillerów psychologicznych. Na swoim koncie ma już 9 powieści, z czego tylko dwie ukazały się w Polsce. Latem na rynku amerykańskim ma się ukazać kolejna książka autorki, a „Nikomu nie powiem” prawdopodobnie zostanie zekranizowane na mały ekran. Książka została też nominowana do kilku nagród literackich.

Historia opisana w powieści skupia się na terenie posiadłości Camp Macaw, gdzie każdego lata organizowane są obozy dla dzieci. Teren należy do rodziny McAllister, położony jest niedaleko granicy amerykańsko-kanadyjskiej. Lasy, jezioro, mała wyspa pośrodku, stajnie, pomieszczenia przeznaczone na różne artystyczne warsztaty, to wszystko składa się na sielski obraz posiadłości. Piątka rodzeństwa McAllesterów przyjeżdża we wrześniu na weekend, sezon turystyczny się już skończył. Niedawno zginęli w wypadku ich rodzice, którzy byli właścicielami tego miejsca. Teraz rodzeństwo ma postanowić co zrobić dalej z tym terenem. Szkopuł w tym, że w testamencie ojciec nawiązał do tragedii, która wydarzyła się w tym miejscu dwadzieścia lat temu. Ofiarą padła młoda dziewczyna, Amanda, przyjaciółka jednej z córek McAllisterów. Nigdy nie uzyskali odpowiedzi co wtedy się stało. Teraz od rozwiązania tej zagadki zależy przyszłość całego Camp Macaw. Rodzeństwo ma 3 dni na odkrycie prawdy... Kto z nich jest winny?

Książka podzielona jest na wydarzenia z trzech dni: piątek, sobota i niedziela. Poprzedza je prolog dziejący się 20 lat wcześniej, kończy epilog rok później. Główna akcja podzielona jest na 47 krótkich rozdziałów – każdy z nich jest tytułowany i przypisany do konkretnego bohatera. Narracja powieści jest trzecioosobowa czasu przeszłego, wyjątek stanowią rozdziały poświęcone Amandzie, które przedstawione są w pierwszej osobie czasu przeszłego. Narratorów mamy siedmiu: rodzeństwo, Amanda i Sean, pracownik obozu, który również po części został uwzględniony w testamencie. Styl powieści jest lekki, książkę czyta się bardzo przyjemnie.

Akcja powieści toczy się w ciągu trzech dni na terenie zamkniętej posiadłości. Skupia się na odnalezieniu sprawcy, opiera głównie na dedukcji. Rozdziały są tytułowane. Wszystko to nasuwa skojarzenia z kryminałami Agathy Christie i myślę, że jest to takie oczko puszczone prze autorkę do czytelnika. Oczywiście na tym podobieństwa się kończą, ale jest to miłe nawiązanie.

Ogólnie akcja, mimo że nie jest dynamiczna, jest intrygująca i wciągająca. Czytelnik razem z bohaterami uzupełnia tabelkę, zapisując kto gdzie był w feralną noc dwadzieścia lat temu. Poprzez zabieg podziału rozdziałów na bohaterów czytelnik może trochę poznać każdego z nich, dowiedzieć się co każdy z nich myśli. Każdy tutaj skrywa tajemnice, każdy w którymś momencie swojego życia obiecał ‘nikomu nie powiem’. Przyjemnie jest z rozdziału na rozdział odkrywać nowe karty i próbować rozwiązać samodzielnie zagadkę.

Każdy bohater powieści jest na swój sposób ciekawy, każdy walczy ze swoimi problemami. Mamy tu cztery siostry, w tym dwie bliźniaczki, o całkowicie odmiennych charakterach. Dwa starsze siostry oraz jednego brata Ryana, który od zawsze był uważany trochę za czarną owcę. Ryan również teraz ma kłopoty, które ma nadzieję przez weekend rozwiązać, niestety problemy z gniewem mu tego nie ułatwiają. Czytając miałam wrażenie, że mimo przyjemnego dzieciństwa na łonie natury, każdy z bohaterów nosi w sobie jakąś traumę, uraz, który nie pozwala im normalnie funkcjonować.

Pomiędzy rozdziałami dziejącymi się współcześnie, dostajemy też wgląd we wspomnienia Amandy z tamtej feralnej nocy. Fajnym pomysłem było też to, że dopiero gdzieś tak w połowie książki, a może jeszcze dalej, dowiadujemy się co kryje się pod słowem ‘tragedia’ i co się stało z Amandą. Obserwujemy rodzeństwo, jednak tak do końca przez większą część lektury nie wiadomo co mają na myśli, o czym mówią, o co im chodzi.

Ogólnie jestem zadowolona. Książkę czytało się lekko i przyjemnie. To wciągający thriller, który wzbudza przyjemny dreszczyk ciekawości. Rozwiązanie zagadki jest oczywiście zaskakujące, chociaż sam finał historii wydawał mi się trochę przesadzony. To jednak jedyna moja uwaga do lektury, reszta całkowicie mnie zadowoliła. Mam nadzieję, że szybko na polskim rynku ukażą się kolejne książki autorki!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Niezwykłe!


lutego 07, 2020

"Toksyczni" Tomasz Duszyński

"Toksyczni" Tomasz Duszyński

Autor: Tomasz Duszyński
Tytuł: Toksyczni
Data premiery: 09.10.2019
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 384

Tomasz Duszyński swoją karierę pisarską rozpoczynał gatunkiem fantastyka. W 2007 roku debiutował zbiorem opowiadań pt. „Produkt uboczny”. Wydał kilka książek, kilka jego opowiadań znalazło się w różnych antologiach tego gatunku. Po drodze autor wydał też parę książek dla młodszego czytelnika, aż w końcu nadszedł czas kryminału. I tutaj nasze drogi się zeszły. Rok temu miałam okazję zapoznać się z jego kryminałem retro pt. „Glatz”, który naprawdę mi się spodobał (recenzja - klik!). Dlatego, jak tylko dowiedziałam się, że autor wydaje kolejny kryminał, tym razem współczesny, to byłam pewna, że i tę książkę muszę dostać w swoje ręce. Z tego co widzę, to Duszyński często sięga po tematy krążące dookoła władzy, z wątkami politycznymi. Ja raczej stronię od takich tematów, jednak ten autor potrafi nawet tą tematykę przedstawić w naprawdę ciekawy, interesujący sposób. Naprawdę warto sięgnąć!

Historia „Toksycznych” zaczyna się od śmierci prokuratora Wilczyńskiego. Mężczyzna zmarł na raka, jednak na chwilę przed śmiercią wyjawił swojemu przyjacielowi, emerytowanemu komisarzowi Nowickiemu, że ukrył gdzieś ważne dokumenty, które zbierał przez całe życie. Dokumenty, które mogą zaszkodzić naprawdę wielu wysoko postawionym osobom. Wilczyński prosi Nowickiego, by je wszystko zniszczył, tylko do niego ma zaufanie. Mężczyzna jednak się waha, a w tym czasie prokurator umiera...
W tym samym czasie, Seba, kibol, chuligan, bokser, gangster, uczestniczy w pewnej akcji. Jego szefowie czegoś szukają i nie wahają się nawet przed popełnieniem morderstwa, by to zdobyć. Seba, po ciężkim pobiciu delikwenta, zostaje odesłany z powrotem do klubu, w którym pracuje. Na drugi dzień okazuje się, że to nie był koniec akcji, a z okolicznego jeziora zostaje wyłowione auto z trzema trupami w środku...
„Nie da się odciąć od takiego szamba. Raz wejdziesz, pozostajesz toksyczny całe życie.”
Książka składa się z prologu, krótkich nienumerowanych rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, naprzemiennie podąża za Sebą i Nowickim. Rozdziały podzielone są na te dwie osoby oraz na dzień i godzinę. Tu od razu też muszę wspomnieć o rewelacyjnym wydaniu książki. Pomijając świetną okładkę, każdy rozdział z Nowickim oznaczony jest pistoletem, a z Sebą rękawicami bokserskimi. Niby mała rzecz, a dużo znaczy przy wizualnym odbiorze książki.
Co do odbioru literackiego, to styl autora bardzo przypadł mi do gustu. Akcja toczy się niespiesznie, styl jest lekki i często sięga po akcenty humorystyczne. Narrator zna myśli i odczucia bohaterów, nie jest jednak wszechwiedzący. Najważniejsze tutaj jest jednak to, że styl narratora został dopasowany do postaci, co mocno rzuca się w oczy. Seba wypowiada się jak na chuligana przystało, nie szczędzi mocnych słów i potocznych wyrażeń, które są znane w tych kręgach. Nowicki z kolei wypowiada się jak człowiek elokwentny, doświadczony. Bardzo podobał mi się ten zabieg, i mimo że w wątkach Seby często powtarzało się kilka sformułowań, to zapisuję całość na bardzo duży plus dla historii.

Dzięki odmiennym stylom narracji autorowi udało się bardzo szybko przedstawić postacie. Nie są one jednak tak proste jak się wydaje. Seba, mimo środowiska w jakim się obraca, zaczyna myśleć o ustatkowaniu się, chce czegoś od życia więcej, niż tylko bijatyk, narkotyków i pieniędzy. Nowicki z kolei to starszy pan na emeryturze, który niedawno pochował żonę, a sam zaczyna zauważać u siebie objawy demencji. Nie za bardzo wie co zrobić z resztą życia, najchętniej dołączyłby do żony. Na szczęście kilku dawnych znajomych wplątuje go w dwa interesujące śledztwa, dzięki czemu Nowicki odżywa. Naprawdę fajnie przedstawiona postać, bardzo tego eks komisarza polubiłam.

Co do samej akcji, to toczy się raczej niespiesznie. Każdy z bohaterów zajęty jest swoimi sprawami, Seba przygotowuje się do jakichś oficjalnych chuligańskich zawodów, Nowicki walczy o siłę na każdy kolejny dzień. W końcu jednak akcja powoli zaczyna się zagęszczać, aż do wielkiego finału, dynamicznego rozwiązania zagadki. Autor ma duży dar do opisywania wydarzeń, nawet opis bójki Seby z innymi zawodnikami czy kolejnymi napastnikami był całkiem wciągający, chociaż ciągle nie do końca jestem przekonana, czy był potrzebny. Niemniej jednak te bójki dodają książce dynamizmu, a czytelnik aż sam zaczyna bohaterowi kibicować.

Co do głównego tematu poruszanego w powieści, to jak wspomniałam na wstępie, chodzi o władzę. Dokumenty prokuratora zawierają brudy, które każdemu, kto dostanie je w swoje ręce, gwarantują nietykalność. Po jego śmierci każdy chce je zdobyć dla siebie, by zapewnić sobie bezpieczne, ciepłe, niewidoczne miejsce u władzy. Nie zważa na to, co trzeba zrobić by je dostać, przysłowiowe po trupach do celu.

Ogólnie jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Książkę czyta się szybko i łatwo, wciąga, mimo niespiesznej akcji. Część powieści wysłuchałam też w formie audiobooka i tą formę też muszę pochwalić. Sama już nie wiem czy książkę lepiej się czytało czy słuchało. Fajny, lekki, momentami zabawny styl, podział na dwie postacie, intrygujące dwa śledztwa, prócz tych kliku malutkich niedociągnięć o których wspomniałam, naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Aż dziwi mnie to, jak mało o tym autorze słychać, bo po raz drugi napisał naprawdę kawał dobrego kryminału!

Moja ocena: 8/10

Ze egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu SQN!


lutego 06, 2020

"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - recenzja przedpremierowa

"I żyli długo i szczęśliwie" C.C. MacDonald - recenzja przedpremierowa

Autor: C. C. MacDonald
Tytuł: I żyli długo i szczęśliwie
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Data premiery: 12.02.2020
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 406

„I żyli długo i szczęśliwie” to debiut C. C. MacDonald, brytyjskiego aktora, scenarzysty i dramaturga. Książka zaliczana jest do takiego gatunku jak thriller obyczajowy. Czego możemy się po nim spodziewać? Lekkiego dreszczyku tajemnicy i bogato zarysowanej warstwy obyczajowej, a przede wszystkim po prostu dobrej rozrywki, kilku godzin przyjemnego relaksu.

Historia zawarta w książce opowiada o małżeństwie Naomi i Chrisa, którzy razem ze swoją dwuletnią córeczką Prue wiodą na pierwszy rzut oka całkiem przyjemne życie. Naomi pracuje na pół etatu, Chris prowadzi własną firmę, mieszkają w pięknym domu przy plaży. Jednak jeśli spojrzeć głębiej zobaczymy ich ciągle nieprzynoszące skutku starania o drugie dziecko, jej niecierpliwość i jego depresję. Obydwoje każdego dnia oddalają się od siebie, szukają zrozumienia gdzie indziej. I w chwili, gdy Naomi na swojej drodze spotyka Seana, popełnia jeden fatalny błąd. Szybko się jednak reflektuje, zrywa znajomość, a Sean obiecuje, że nie będzie robił problemów. Jednak ta jedna nieprzemyślana decyzja wpłynie na ich życie dużo bardziej niż Naomi mogła przypuszczać... Kobieta zachodzi w ciążę, a na jaw zaczyna wychodzi pewna tajemnica z przeszłości...

Książka kompozycyjnie podzielona jest na 5 części: poczęcie, trzy trymestry i narodziny. Pierwszy i ostatni są krótsze, coś jak prolog i epilog, to te trzy trymestry stanowią główny trzon historii. Każda z części podzielona jest na krótkie rozdziały, przeplatane notatkami Naomi i Chrisa i wycinkami artykułów. Dzięki krótkim rozdziałom książkę czyta się szybko i łatwo.
Narracja książki prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego, w większości podąża za Naomi, kilka razy za Chrisem, a z biegiem lektury pojawia się jeszcze ktoś trzeci. Styl powieści na początku wydaje się dosyć toporny, jednak zachęcam by szybko przegryźć się przez pierwsze kilkadziesiąt stron, ja gdzieś tak około 60 strony już zdążyłam się do niego przyzwyczaić i od tego momentu książkę czytało mi się całkiem przyjemnie. Narrator pomiędzy bieżące wydarzenia wpłata historię małżeństwa z przeszłości, zna ich myśli i odczucia, przez co z biegiem lektury poznajemy ich bardzo dokładnie.

Jeśli chodzi o bohaterów historii to według mnie są oni dosyć nieoczywiści i nie można im zarzucić, że są płascy psychologicznie. Chris walczy z własnym zniechęceniem, mimo dobrych chęci, nie zawsze potrafi się w aktualnym życiu odnaleźć. Naomi z kolei jest po prostu wściekła. Miała świetny plan na życie, który po części z winy męża, po części po prostu przez zrządzenie losu, kompletnie nie wypalił. Mąż nie pomaga, zamknął się w swoim świecie, więc Naomi została sama z męczącą dwulatką, utrzymaniem domu i zapewnieniu rodzinie finansów do życia. Ja jestem w stanie zrozumieć obydwu bohaterów, rozumiem ich emocje, co na pewno wpłynęło na pozytywny odbiór lektury.
Prócz warstwy psychologiczno-obyczajowej mamy też tajemnicę, zagadkę. Nie chcę na jej temat za wiele zdradzać, żeby nie popsuć Wam frajdy samodzielnego odkrywania, powiem tylko, że jak dla mnie zagadka była bardzo zaskakująca, mimo że z początku wydawała się łatwa. Dzięki niej cała lektura trzyma w przyjemnym zaciekawieniu.

Ogólnie, myślę że żeby być zadowolonym, to do tej lektury trzeba podejść odpowiednio. Ja nie miałam dla niej szczególnych oczekiwań czy wymogów, podeszłam do niej jak do innych thrillerów opartych na temacie rodzinnym – chciałam po prostu dobrej rozrywki, przyjemnej, niezobowiązującej lektury na kilka wieczorów. I właśnie to dostałam. Po trudnym początku udało mi się wgryźć w styl, zagadka zaciekawiła, a bohaterowie przyciągnęli uwagę. Jestem zadowolona i gwarantuję, że jeśli podejdziecie do książki tak jak ja, to też będziecie!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz oraz możliwość napisania okładkowej rekomendacji dziękuję Wydawnictwu Otwarte!