marca 02, 2021

"Wigilijne opowieści" polska antologia

"Wigilijne opowieści" polska antologia

 

Autor: antologia – 12 polskich autorów
Tytuł: Wigilijne opowieści
Data premiery: 12.11.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 432
Gatunek: literatura obyczajowa
 
Koniec roku na rynku wydawniczym zdominowany jest przez historie świąteczne i tak też było w roku 2020. Ja wybrałam z nich kilka tytułów, które moim zdaniem są warte uwagi – pisałam o nich już w poście o książkowych propozycjach na prezent (klik!). Jednym z nich jest polski zbiór opowiadań wydany pod skrzydłami Wydawnictwa W.A.B. Dla mnie motywatorem do sięgnięcia po tej tytuł był oczywiście Alek Rogoziński, którego, jak wiecie, jestem fanką. Jednak jak się okazało książka warta jest uwagi nie tylko ze względu na to jedno opowiadanie. Wręcz odwrotnie –wymienić mogę tylko jedno, które podobało mi się tak sobie, reszta była świetna, na naprawdę wysokim poziomie! Książka zdecydowanie przerosła moje oczekiwania i polecam Wam ją bez względu na porę roku.
 
Na antologię składają się opowiadania 12 polskich pisarzy, w większości lubujących się w gatunku literatury obyczajowej, choć i jest kilka nazwisk kryminalnych. Swoje historie przedstawili nam tutaj: Tomasz Betcher, Milena Wojtowicz, wspomniany już Alek Rogoziński, Jacek Galiński, Agnieszka Lis, Karolina Głogowska, Martyna Raduchowska, Jagna Kaczanowska, Agnieszka Litorowicz-Siegert, Magdalena Majcher, Katarzyna Berenika Miszczuk i Małgorzata Oliwia Sobczak. Dla mnie większość z tych nazwisk nie była wcześniej znana – wiadomo, literatura obyczajowa to raczej nie mój gatunek, ale teraz szczerze mogę przyznać, że chciałabym poznać bliżej pióro każdego z nich!
 
Jak wspomniałam, na ten zbiór składa się 12 opowiadań polskich autorów, ale wyróżnia go jeszcze coś innego – coś, co ostatecznie przesądziło, że ta książka musi się pojawić na mojej półce. Mianowicie do każdego opowiadania dołączone jest 12 przepisów kulinarnych! To połączenie moich obydwu pasji w jednym, co nie zdarza się tak często! Co więcej, każde pojawiające się danie odgrywa też swoją rolę w opowiadaniu, co daje poczucie pełności całego zbioru.
 
Warto też zwrócić uwagę na warstwę wizualną książki. Zacznijmy już od okładki. Na zdjęciu akurat pokazuję prebooka, ale wersja finalna naprawdę zachwyca. Grzbiet i tytuł wydrukowane są w kolorze głębokim, błyszczącym zielonym od razu nasuwającym skojarzenia ze Świętami. Okładka jest miękka, ale ze skrzydełkami, na których znajdziemy zdjęcia 12 autorów uchwycone w formie bombek.  W środku książki pierwszym, co znajdziemy, to menu świąteczne z numerami stron odsyłające nas do przepisów kulinarnych. Później już przechodzimy do opowiadań – każde zakończone jest właśnie wspomnianym przepisem i krótką notką o autorze. Całość prezentuje się naprawdę bardzo ładnie, to jedna z najlepiej wydanych książek świątecznych jakie kiedykolwiek miałam w ręce! Na pewno będzie więc świetnym prezentem pod choinkę – piszę to już myśląc o świętach tegorocznych, bo założę się, że każdy miłośnik polskiej literatury znajdując taką książkę pod choinką będzie zachwycony!

A o czym tak w ogóle są zawarte w książce opowiadania? Oczywiście każde w jakiś sposób porusza tematykę Świąt Bożego Narodzenia, ale każde robi to w inny sposób. Mnie w pamięci najmocniej zapadło kilka opowiadań – na pewno pierwsze Tomasza Betchera pt. „Ostatnia gwiazdka” oraz Magdaleny Majcher pt. „Rachunek sumienia” – te są o żalach i wyrzutach sumienia w relacjach rodzinnych, które zdecydowanie mocniej odczuwa się właśnie w tym okresie. Obydwa mądre, smutne i zaskakujące. Taką literaturę obyczajową to ja rozumiem!
Na pewno warto wspomnieć też o „Paczkomacie” Jagny Kaczanowskiej, w którym pewne zrządzenie losu, a wręcz moc wszechświata odgrywa znaczącą rolę w tak zwyczajnej i współczesnej czynności jak odbiór paczki z paczkomatu.
Dobrze pamiętam też historię Martyny Raduchowskiej pt. „Wszelki duch” – to trochę świąteczna opowieść o duchach i ich pogromcach, a raczej współczesnej szeptusze, a może tropicielce zjawisk nadprzyrodzonych?
No i na koniec opowiadanie Katarzyny Bereniki Miszczuk pt. „Gdzie Mikołaj nie może… tak diabła pośle!” – zapamiętałam je z pewnością dlatego, że było całkiem inne, autorka bawi się tu bajką o Mikołaju rozwożącym grzecznym dzieciom prezenty w saniach zaprzęgniętych w renifery.
 
Ogólnie muszę przyznać, że zaskoczył mnie poziom opowiadań zawartych w tym zbiorze. W antologiach najczęściej jest tak, że znajdziemy opowieści i naprawdę świetne i te dużo gorsze. Tu historie były tylko dobre i bardzo dobre! Do tego jeszcze te cudowne wydanie – naprawdę jestem ogromnie pozytywnie zaskoczona tą książką! Świetny pomysł, świetne wykonanie, naprawdę!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


lutego 26, 2021

"Południca" Jiří Březina - patronacka recenzja premierowa

"Południca" Jiří Březina - patronacka recenzja premierowa


Autor: Jiří Březina
Tytuł: Południca
Cykl: Tomáš Volf, tom 2
Seria: Czeskie Krymi
Tłumaczenie: Agata Wróbel
Data premiery: 26.02.2021
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 256
Gatunek: kryminał
 
Jiří Březina na polskim rynku pojawił się w 2018 roku ze swoim pierwszym tomem serii kryminalnej o śledczym Tomášu Volfie pt. „Przedawnienie”. W Czechach, swoim ojczystym kraju, autor debiutował w roku 2013 kryminałem „Na kopci” (pol. Na kopcu, nie doczekała się jeszcze polskiego tłumaczenia), który od razu został doceniony zarówno przez czytelników, jak i przez krytyków – Březina tym tytułem zdobył nagrodę Jiřiego Marka przyznawaną co roku w Czechach za najlepszy kryminał. W 2015 roku rozpoczął cykl z Tomášem Volfem, który na ten moment liczy już trzy tomy i w 2020 przyniósł autorowi drugą nagrodę Jiřiego Marka. Prywatnie Březina mieszka w Czeskich Budziejowicach, zajmuje się pisaniem tekstów na strony internetowe i tak jak bohater jego powieści jest fanem black metalu.
„Południca”, drugi tom serii o Tomášu Volfie, dosyć przewrotnie wraca do czasów sprzed akcji z „Przedawnienia”. Ten tom opisuje sprawę, przez którą bohater został zesłany do policyjnego archiwum.
 
Fabuła powieści zaczyna się w momencie, gdy na jednym z czeskich blokowisk znalezione zostają zwłoki młodej dziewczyny. Na miejsce pojawiają Tomáš Volf i Eva Černa, młodzi śledczy, którzy na skutek zmian politycznych zostali świeżo awansowani. Sprawę tę dostali dlatego, że wygląda ona na samobójstwo, zatem szybko powinna zostać zamknięta. Niestety sytuacja wygląda inaczej – doszło do morderstwa, dziewczyna została uduszona. Jak to się stało, że ktoś zamordował ją w środku dnia, w samo południe na środku blokowiska i nikt tego nie widział? Czy Tomáš i Eva będą na tyle sprytni, by złapać mordercę? A może zabraknie im doświadczenia? I najważniejsze – czy morderca zaatakuje ponownie?
 
Książka składa się z prologu i 37 krótkich rozdziałów oraz notki prasowej umieszczonej w formie epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego kiedy opowiada o Tomášu i Evie, jest jednak drugi bohater – tajemnicza Marta – której opowieść prowadzona jest w czasie teraźniejszym. Narrator skupia się zarówno na wydarzeniach jak i na myślach i odczuciach bohaterów, jest oszczędny, ale uważny. Styl powieści jest niesamowity! Lekki, jak w komedii kryminalnej, choć całkowicie na poważnie. Pozbawiany brutalności, która ostatnio w kryminałach traktowana jest nieco przesadnie, nie znajdziemy tu morza krwi czy przerażających opisów zwłok – oczywiście opisy są, ale bardzo dobrze wyważone, tak że nie powodują ciarek na plecach. Wszystko tu do siebie pasuje, dialogi są przyjemne, opisy zgrabne. Całość skupiona jest przede wszystkim na śledztwie, o prywatnych sprawach bohaterów jest dosyć mało, ale nie jest to minus – dzięki temu możemy się skupić na tym, co jest tutaj ważne. Ogólnie książkę czyta się naprawdę świetnie – cały czas po głowie krążą mi porównania do komedii kryminalnej czy cozy crime, choć oczywiście książka nie może być definiowana przez żaden z tych gatunków. To chyba urok czeskiego kryminału? 😊
 
Oczywiście w książce warto zwrócić uwagę nie tylko na styl. Podobali mi się także bohaterowie – młodzi śledczy, tak różni od siebie, którzy jednak stworzyli dosyć zgraną, choć oryginalną i niepozbawioną konfliktów drużynę. Tomáš przez całą lekturę mocno przypominał mi Szymona Solańskiego z Kryminałów pod psem Marty Matyszczak, tylko trochę w mroczniejszej wersji – Szymon słucha punk rocka, Tomáš black metalu. Ale tak jak on wiecznie chodzi w dżinsach, koszulce i trampkach. Eva z kolei, z jasnym kucykiem, nosi się na sportowo – ćwiczy sztuki walki, wygląda niepozornie, ale jest wyszczekana i silna. Ambitna i uparta, z determinacją chce doprowadzić sprawę do końca – nie zważa nawet na racjonalne, bardziej przyziemne argumenty partnera. Razem bohaterowie tworzą naprawdę fajny duet i mam szczerą nadzieję, że i Eva pojawi się w kolejnych tomach tego cyklu.
Postacią jednak najmocniej frapującą jest tajemnicza Marta. Siedzi gdzieś w jakimś ciemnym pokoju, mówi jakieś dziwne rzeczy – czy ma depresję? A może jest psychicznie chora? Upośledzona? Gdzie ona jest? Ile ma lat? Jak żyje? Dlaczego jest sama? I przede wszystkim – co ona w tej fabule robi? Jakie ta postać ma znaczenie? To właśnie w taki sposób autor buduje napięcie – wprowadzając czytelnika w konsternację, budząc niepokój tą postacią.
 
Oczywiście nie tylko Marta odpowiedzialna jest tutaj za podtrzymanie ciekawości czytelnika. Interesująca jest też postać mordercy, który stoi gdzieś tam poza fabułą – morduje i znika, nikt go nie widział, nikt nie ma pojęcia kim on może być. Wiadomo tylko, że atakuje na środku osiedla, dusi ofiary i znika. Śledczy wiedzą jaką wielkość mają dłonie mordercy i to tyle… Jak znaleźć kogoś tak nieuchwytnego? Co ciekawe, morderca nazwany zostaje Południcą, po morderczym demonie, który według wierzeń słowiańskich morduje latem w samo południe ludzi zagubionych w polu. Tu zamiast pola mamy blokowisko, więc demon został niejako przeniesiony w czasy współczesne.
 
Ogólnie muszę przyznać, że książka mnie zaskoczyła – oczywiście znam pojęcie ‘czeski humor’, ale czeskiego kryminału w takim wykonaniu jeszcze nie czytałam. Przede wszystkim zachwycam się tu świetnym, niepowtarzalnym stylem, który sprawił, że książkę czytałam z lekkością, a lektura zajęła mi dosłownie z jakieś cztery godziny. Zbrodnia i jej finał są z kolei bardzo mroczne, czy jakby stoi w kontraście do przyjemnego stylu, ale jakoś dziwnie do siebie pasuje. Naprawdę takiego kryminału jeszcze nie czytałam!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia ją swoim patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Afera!
Książka dostępna do zakupu jest na stronie wydawnictwa - klik!

lutego 25, 2021

"Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości" Jennifer Wright

"Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości" Jennifer Wright

 

Autor: Jennifer Wright
Tytuł: Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości.
Seria: Zrozum
Tłumaczenie: Maciej Miłkowski
Data premiery: 26.02.2020
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 344
Gatunek: literatura popularno-naukowa
 
Jennifer Wright to amerykańska dziennikarka, która pisuje do takich magazynów jak The New York Times, The Washington Post, The Observer czy Salon. Pisze też książki popularno-naukowe, chociaż sama twierdzi, że są to książki raczej historyczne. Na swoim koncie ma już cztery takie publikacje, w tym roku możemy się spodziewać piątej. Na naszym rynku jak na razie ukazały się jej dwie książki: „Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości” oraz „I (nie) żyli długo i szczęśliwie. Najgorsze rozstania w historii”. Obydwa tytuły ukazały się pod szyldem cyklu Zrozum Wydawnictwa Poznańskiego, nowej serii książek mających przybliżyć czytelnikowi w łatwy i zrozumiały sposób tematy popularno-naukowe. „Co nas (nie) zabije” to był tytuł otwierający i po lekturze trzech książek z tej serii (aktualnie na rynku dostępnych jest już sześć tytułów) myślę, że to był naprawdę dobry wybór – dzięki książce możemy zyskać sporą wiedzę na temat historii chorób, które opanowały świat w takiej skali, że mówiło się o epidemii, ale wiedza ta jest podana w naprawdę lekkim i bardzo przyjemnym stylu, przez co całość czyta się szybko, łatwo i z przyjemnością.  
 
U nas książka pojawiała się w lutym 2020 roku, czyli na jakiś miesiąc przed wybuchem kolejnej epidemii (pandemii!) – koronawirusa. Autorka oczywiście nie wiedziała o tej pladze przy pisaniu powieści, dlatego jej przestrogi przed kolejną epidemią, słowa, że to tylko kwestia czasu, kiedy znowu jakiś wirus zaatakuje świat, nabierają przez to całkiem innego znaczenia. Nie wiem czy Jennifer jest zadowolona jak świat sobie radzi z aktualną pandemią, ale wnioskując o jej stwierdzeniach z książki mogę założyć, że nie… Ale zacznijmy od początku.
„Kiedy zaczniemy walczyć z chorobami, a nie ze sobą nawzajem, nie tylko je pokonamy, ale ocalimy również własne człowieczeństwo.
Krok za krokiem.”
Książka opowiada, jak tytuł wskazuje, o największych plagach epidemii w historii ludzkości. Zaczynamy już od starożytności od zarazy Antoninów, która doprowadziła do upadku Rzymu, przechodzimy przez kolejne wieki (dżuma, trąd, tyfus) aż po czasy współczesne (lobotomia, polio, AIDS). Całość składa się z 13 rozdziałów – każdy opowiada o innej chorobie. Książka rozpoczyna się wstępem, w którym autorka w zabawny sposób zapowiada na co ona sama zwracała uwagę przy opisywaniu każdej z plag – skupia się głównie na zachowaniach ludzi, na tym jak poradzili sobie wyrywkowo i jako społeczeństwo z każdą z chorób. Każdy z tych rozdziałów traktuje też jako przestrogę czy źródło wiedzy do wyciągnięcia wniosków na przyszłość. No cóż – szkoda, że politycy przed wybuchem koronawirusa nie przeczytali tej publikacji… Każdy z rozdziałów zbudowany jest podobnie – otwiera go jakiś znaczący cytat, później autorka opisuje rozwój epidemii najczęściej skupiając się na jakiejś grupce ludzi czy indywidulanej postaci. Przez tekst przewijają się oryginalne teksty osób, które żyły i opisywały tamte choroby, jest też trochę obrazków, które mają wywołać efekt humorystyczny. Rozdziały po kolei dotyczą: zarazy Antoninów, dżumy, plagi tanecznej, ospy, syfilisu, gruźlicy, cholery, trądu, tyfusu, grypy hiszpanki, śpiączkowego zapaleniu mózgu, lobotomii i polio. Jak więc widać są tu i te znane na cały świat choroby, i te o których wcześniej niewielu z nas słyszało. Jak sama autorka podkreśla do swojej książki wybrała te epidemie, z których można wyciągnąć jakąś lekcję, które niosą jakieś nowe wartości, nie są powtarzalne. I tak na przykład plaga taneczna ukazuje jak ważne jest dbanie o samopoczucie innych, wspólne działanie dla dobra słabszych. Polio – jak działania na poziomie krajowym, głównie chodzi o głowę państwa, wpływają na szybką poprawę czy eliminację choroby. Właściwą część książki zamyka epilog, w którym autorka opowiada trochę o AIDS.
Na końcu znajdziemy też bogate przypisy, trochę zdjęć ‘absolutnie przerażających’ (naprawdę!) pokazujących efekty opisywanych chorób oraz podziękowania.
 
Cała książka, każdy jej rozdział, to taka opowieści autorki – często na wstępie odnosi się do własnych doświadczeń, do współczesności. Co jednak najważniejsze, całość opisuje z humorem. Czasami czarnym, ale dzięki temu, dzięki jej naprawdę lekkiemu stylowi, książka nie jest przytłaczająco smutna czy makabryczna. Autorka ma niesamowicie lekkie, przyjemne i zabawne pióro, to wielki wyczyn pisać o tak poważnych tematach z takim humorem! Oczywiście czarne charaktery Wright traktuje tutaj prześmiewczo, a pozytywne postacie z wielkim podziwem i podkreśla ich dobre, ale i ludzkie strony. Chodzi o to, by każdego pokazać jako człowieka, mądrego czy głupiego, ale z zaletami i wadami . Wszystkie postacie, wszystkie wydarzenia opisuje językiem współczesnym, prosto tłumaczy, tak że książka jest przystępna dla każdego, a z trudnych tematów robi naprawdę fajną rozrywkę. Oczywiście z zachowaniem szacunku do samych chorób i lekarzy.
 
Jak już wspomniałam, z każdego rozdziału płyną jakieś wnioski, lekcje, z których możemy skorzystać w przyszłości. Książka to też rewelacyjny obraz postępu medycyny – od niewyjaśnionej zarazy Antoninów po wynalezienie szczepionek. Dzięki niej mamy wgląd w wiele ciekawych medycznych odkryć, przechodzimy przez nieudane diagnostyki, próby leczenia, aż po ten po części pozytywny finał. Bo przecież każda z tych chorób kiedyś się skończyła, prawda? Przynajmniej na tak dużą skalę, bo oczywiście nie wszystkie zniknęły.
 
Nie mam zamiaru opisywać tu każdego rozdziału osobno, mam nadzieję, że mniej więcej udało mi się przybliżyć, co znajdziecie w środku, nie odbierając Wam przyjemności lektury. Sama na początku nie wiedziałam czego się spodziewać – epidemie, straszne choroby na wesoło? Dziwne! Jednak im dalej w lekturę, tym bardziej nie mogłam się oderwać. Wright naprawdę wie jak w ciekawy i lekki sposób przedstawić trudną historię i zamiast przytłoczyć, to dać nadzieję! Brawo! Nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po kolejną jej publikację!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lutego 24, 2021

"Noc na blokowisku" Marta Matyszczak - patronacka recenzja premierowa

"Noc na blokowisku" Marta Matyszczak - patronacka recenzja premierowa

 

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Noc na blokowisku
Cykl: Kryminał pod psem, tom 9
Data premiery: 24.02.2021
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 272
Gatunek: komedia kryminalna
 
„Noc na blokowisku” to już dziewiąty tom jednej z moich ulubionych polskich serii, komedii kryminalnych Kryminału pod psem pióra Marty Matyszczak. Autorka debiutowała w roku 2017 pierwszym tomem pt. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”. Poza pisaniem książek zajmuje się prowadzeniem razem z mężem portalu Kawiarenka Kryminalna, opieką nad kundelkiem Gackiem i dwoma kotami Burbur i jej synem Pedrem, którzy często umilają czas ich obserwatorom na profilach społecznościowych.
 
Fabuła „Nocy na blokowisku” zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończył się tom „Lasu i ciemności” – Szymon Solański zniknął, a Róża odkryła, że na ich ślubie pojawił się ktoś, kogo nie powinno tam być. Razem z Barańskim i oczywiście kundelkiem Guciem po przeszukaniu całej Puszczy Augustowskiej postanawiają wrócić do Chorzowa – może Szymon ukrył się w swoim starym mieszkaniu? Po powrocie okazuje się, że ich mieszkanie jest praktycznie w gruzach – budowlańcy, którzy mieli połączyć mieszkanie Róży i Solańskiego raczej się nie spisali… Szymona oczywiście też tam nie ma. Kiedy więc Barański odkrywa w lokalnych wiadomościach informację o śmierci mężczyzny na mysłowickim blokowisku, którego opis do złudzenia przypomina Szymona, na Różę pada blady strach. Czy to naprawdę jest Szymon?! Bohaterowie oczywiście od razu postanawiają to sprawdzić i już na wstępie zobowiązują się do odnalezienia jego mordercy …
„ – Peggy Sue nie wyszła za mąż – poinformował nas osobnik o długich kłakach, w gaciach rurkach i podartej koszulce. (…)
Nie znałem żadnej Peggy, więc średnio interesował mnie jej stan matrymonialny. Dla mnie najważniejsze było, że Róża Kwiatkowska wyszła za mąż. Gdyby tego nie zrobiła, pewnie wszyscy mielibyśmy się z pyszna.”
Książka składa się z prologu, 9 rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział tytułowany jest cytatem z piosenek zespołu Myslovitz, a i w samym tekście często znajdziemy do niego odniesienia. Akcja powieści rozgrywa się na dwóch planach czasowych – aktualnie oraz w latach 80tych, kiedy wypadkowi uległ ojciec zamordowanego. Narracja prowadzona jest przez trójkę bohaterów – wydarzenia przedstawione z punktu widzenia Róży i Solańskiego napisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego, Gucia w pierwszej osobie czasu przeszłego. Oczywiście dla tych, co są już zaznajomieni z serią, styl nie będzie zaskoczeniem – jest lekki i przyjemny, komentarze często odnoszą się do polskiej rzeczywistości w nieco sarkastycznym tonie.
„ – No nie wiem. – Adolf grał na czas, choć wiedziałem, że aż się rwie do akcji. – A co ja z tego będę miał? – Widać, że nasłuchał się doniesień ze świata polityki. Tam też mało kto robić coś dla dobra ogółu.”
„To musiał być ten osławiony kurier! Nie chciało mu się włazić do Konrada Janki i strzelił przesyłką przy wejściu. Ja rozumiem, że w państwowej firmie, jaką jest Poczta Polska, awizonosze odczyniają takie sztuczki na porządku dziennym, ale żeby w prywatnej? Kapitalizm zszedł na kocimocze.”
Najwięcej humoru oczywiście znajdziemy w kwestiach Gucia, który wszystkie wydarzenia przedstawia nam swoim psim okiem – jego spostrzeżenia są zabawne i niezwykle trafne! Całość czyta się szybko i przyjemnie, a wybuchy śmiechu – szczególnie w drugiej części książki – gwarantowane!
„Zrozumiem, jeśli w tym momencie mojej relacji poczujecie się zagubieni. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to wszystko jak jakaś telenowela ‘made in Venezuela’. Tylko czekać, aż zza winkla wyskoczy Natalia Oreiro. Ten z tamtą, ta z tym, a piąte przez dziesiąte i generalnie trzy po trzy. Postaram się wam jednak zrobić takie „w poprzednim odcinku”, żebyście byli w miarę na bieżąco.”
Od razu wspomnę może też o wydaniu książki, która już wizualnie prezentuje się doskonale. Okładkę zdobi grafika Iwony Gostyńskiej-Rymkiewicz, która odpowiedzialna jest za całą oprawę graficzną serii. W środku znajdzie też jak zawsze rysunek miejsca, w którym rozgrywa się akcja – tym razem jest to blok przy ulicy Bernarda Wały w Mysłowicach. Każdy rozdział jest dopracowany – scenki rozdzielone są jak zawsze kością (dla psa, a jakże!), a cytaty z piosenek Myslovitz ładnie wyróżnione. Jest też jasno i wyraźnie zaznaczony podział na czasy współczesne i lata 80te. Książka pod względem wizualnym jest wygłaskana i razem z wszystkim poprzednimi tomami serii prezentuje się na półce naprawdę świetnie.


„Od wielu już lat mieszkańcy klatki 2B żyli każdy swoim życiem. Mijali się na schodach, czasem nie zdobywszy się nawet na zwykłe „dzień dobry”. Nie to co w latach osiemdziesiątych, kiedy wszyscy dopiero sprowadzali się na mysłowickie osiedle. Wtedy byli jak jedna wielka rodzina. Znało się imię każdego dziecka z sąsiedztwa i wiedziało, kiedy kto ma urodziny. Świętowało się wspólnie i interesowało drugim człowiekiem.”
Wróćmy jednak do akcji powieści. Tym razem toczy się ona w Mysłowicach, na osiedlu, na którym doszło do morderstwa. Róża (gdyż jej mieszkanie jest w gruzach) nocuje u Barańskiego, który, jak się dobrze składa, mieszka właśnie w tym boku, a zatem dostęp do świadków przestępstwa (podejrzanych?) mają na wyciągnięcie ręki (dosłownie). Bohaterka jednak w tym tomie jest dosyć niemrawa, przynajmniej w pierwszej części, rozdarta czy cieszyć się z niedawnego ślubu, o którym marzyła od czasów szkoły, czy bardziej martwić zaginięciem Szymona. Dlatego i samo jej śledztwo, poprzez które ma wytropić mordercę, nie za bardzo jej wychodzi.
„Róża głównie siedziała na łóżku i przyglądała się obrączce na swoim serdecznym palcu prawej dłoni, to mrużąc oko lewe, to prawe. Wzdychała przy tym z rozrzewnieniem i podszczypywała się w przedramię, klnąc siarczyście, gdy ją zbytnio zabolało.”
Na szczęście w drugiej połowie książki akcja już solidnie się rozkręca, dzieje się dużo i szybko, a Róża pokazuje trochę z dawnej siebie.
„Powoli jej się nawet zaczynało podobać to całe jeździectwo! Musiała mieć naturalny talent. Dotąd nieodkryty. (…) Może mogłaby zostać dżokejką? Hazardziści całego świata stawialiby na nią miliony!”
Gucio z kolei w tym tomie wydaje się jeszcze lepiej dopracowany niż zawsze. Mocno widać tu jego więź z Szymonem i Różą, jego troskę o nich, miłość i tęsknotę. Poza tym jego relacja z kocimoczami też przybiera nowe kształty – nie, Gucio dalej ich nie znosi, a teraz gdy mieszka wręcz pod nimi, zaczyna się zastanawiać nad inną formą ich zagłady…
„Kobieta była szalona. Trzymała w domu kocimocze! I to nie jednego, a całe stado. Więc chyba by jej nie zrobiło różnicy, gdybym skonsumował ze dwa? Choć jeszcze nie rozstrzygnąłem kwestii, czy taki posiłek nie jest zbyt obrzydliwy. Jak myślicie?”
Oczywiście jak wspomniałam aspekt humorystyczny mocno jest z Guciem związany – głównie po prostu poprzez patrzenie jego pieskimi oczami na to, co wyprawiają ludzie.
„ – Gutek – zagadnął – kto tak jest? – Kiwnął głową w stronę salonu.
„i jak ja ci to mam przekazać, ty stary pomyleńcu?” Tak sobie pomyślałem, no bo sami przyznacie, co ja mogę w obliczu ułomnych umiejętności ludziny w rozumieniu języka zwierząt?”
Co do samej intrygi, to jak już wspomniałam z początku toczy się dosyć powoli, głównie dominuje tu niepokój o losy Szymona. Dopiero w drugiej połowie całość nabiera tempa i nadrabia wszystko to, czego brakowało z początku. W moim prywatnym rankingu te tomy, w których akcja toczy się w okolicy miejsca zamieszkania bohaterów, zawsze wypadają nieco słabiej, tu z początku bałam się, że będzie tak samo, ale na szczęście druga połowa trochę temu zaprzeczyła – bawiłam się naprawdę przednio! Intryga kryminalna oczywiście jak zawsze jest dobrze przemyślana, finalnie mocno zaskakująca, choć trochę żałuję, że tekstów o wydarzeniach z lat 80tych nie było trochę więcej – naliczyłam zaledwie 4 lub 5 wstawek.
„Stanąłem przed drzwiami mieszkania Urszuli Zbieg i podrapałem futrynę. Trzy razy. To uniwersalny, międzynarodowy znak, że pies chce wejść. Kto udaje, że go nie rozumie, ten gała.”
Nie przedłużając – „Noc na blokowisku” zabierze Was znowu w rejony śląskie, więc nie zabraknie tu śląskich zwyczajów i gwary (są przypisy, więc nie martwcie się o zrozumienie!). Fabuła napędzi Wam strachu, a i rozbawi do łez. Bohaterowie pokażą się z nieco innej strony, nie tracąc przy tym tego, za co ich kochamy. Intryga kryminalna wciągnie, a wydarzenia sprzed niecałych 40 lat zaintrygują na tyle, że będziecie tylko czekać na kolejne fragmenty osadzone w tych czasach. Do tego piękna okładka i staranne wydanie. Polecam!
Książkę oczywiście da się czytać w oderwaniu od pozostałych tomów – przedstawia osobną zagadkę kryminalną.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lutego 23, 2021

"Odwet" Claire Douglas

"Odwet" Claire Douglas

 

Autor: Claire Douglas
Tytuł: Odwet
Tłumaczenie: Marian Leon Kalinowski
Data premiery: 14.10.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Claire Douglas to brytyjska autorka thrillerów psychologicznych, których akcja rozgrywa się przeważnie zahaczając o temat rodziny – myślę, że można więc zaliczyć je do tych, z nurtu domestic noir. Douglas od zawsze marzyła o pisarskiej karierze i to marzenie spełniło się w końcu w 2013 roku, kiedy wygrała konkurs zorganizowany przez magazyn „Marie Claire” – dwa lata później na rynku ukazała się jej debiutancka powieść „Siostry”. Na ten moment na swoim koncie ma już sześć powieści, z czego trzy pierwsze zostały wydane w Polsce. „Odwet” to jej trzecia powieść.
 
Jest to historia Libby i jej męża Jamiego. On ma początkującą firmę informatyczną, ona jest nauczycielką. Ich rodzinny spokój zostaje zakłócony, gdy w szkole Libby wybucha pożar – kobieta odważnie ratuje małą dziewczynkę z pożaru, jednak sama nie wychodzi bez szwanku – niestety w skutek upadku dochodzi do poronienia. Ten wypadek mocno nią wstrząsa wywołując w niej dawne wspomnienia. Jakie? Tego nie wie nawet Jamie, Libby jest nieskora do opowiadania o swojej przeszłości. Kiedy więc pod ich drzwi zostaje wsunięta ulotka proponująca zamianę mieszkań – państwa Heywoodowie potrzebują mieszkania w pobliżu szpitala, gdzie ich córka ma być operowana, a w zamian oferują swoją rezydencję w Kornwalii, małżeństwo dochodzi do wniosku, że właśnie tego im trzeba – tygodniowego wyjazdu, odpoczynku i regeneracji sił. Kiedy jednak trafiają na miejsce, Libby zaczyna popadać w paranoję – wydaje jej się, że ktoś ich śledzi i chodzi po domu… Czy faktycznie coś jest na rzeczy czy to jej osłabiony wspomnieniami umysł podsuwa majaki? Czy jest ktoś, kto chciałby ich skrzywdzić? Jeśli tak, to kto i dlaczego?
„Idziemy przez życie, działając najlepiej, jak umiemy, popełniamy błędy, nieświadomie – a czasem umyślnie – krzywdzimy ludzi. Ale skąd możemy wiedzieć, czy skrzywdzeni nie wezmą odwetu? Skąd wiemy, jak długo będą chować urazę i jak bardzo będą czuć się zranieni?”
Książka podzielona jest na prolog, trzy części: Kornwalia, Tajlandia i Bath oraz epilog. Całość liczy 43 rozdziały prowadzone w narracji pierwszoosobowej przez Libby, w pierwszej i trzeciej część w czasie teraźniejszym, w drugiej w przeszłym, co wynika z ciągu linearnego zdarzeń – wydarzenia z Tajlandii miały miejsce 10 lat temu. Styl powieści jest przyjemny, mocno skupiony na odczuciach i emocjach głównej bohaterki.
 
Postacie w powieści są oddane dobrze – Jamie to lekkoduch, który przez całe życie żył niejako w bańce, którą stworzyła mu jego matka – do teraz są ze sobą blisko. Teraz gdy założył własną firmę ewidentnie się męczy. Nie ulega jednak wątpliwości, że mężczyzna bardzo kocha Libby, dba o nią i martwi się o jej zdrowie psychiczne.
Libby z kolei kreuje się na kobietę nieco znerwicowaną. Jasne, pożar i poronienie w jednym dniu, to na pewno traumatyczne przeżycia, ale jej późniejsza paranoja ewidentnie ma źródła we wcześniejszej przeszłości – kobieta musiała przejść coś strasznego, nie wiemy jednak co, gdyż skutecznie blokuje te wspomnienia. Wiemy tylko, że nie miała łatwego dzieciństwa, a i coś złego wydarzyło się w Tajlandii. Libby jest zamknięta w sobie, nie chce dzielić się swoimi uczuciami i od lat odmawia wizyty u psychologa, na którą mąż nieustannie ją namawia. Ostatnie wydarzenia jednak powodują, że kobieta zaczyna się naprawdę bać. Tylko czego?
 
Fabuła powieści toczy się dosyć spokojnie, nie ma tu specjalnie wielkich zrywów akcji, całość raczej skupia się na pozornie zwyczajnym życiu bohaterów, w którym malutkie sygnały sugerują, że może być coś nie tak. Nie dzieje się jednak nic specjalnie strasznego, co miałoby czytelnika mocno niepokoić. Dlatego tym dziwniejsze wydaje się zachowanie bohaterki, ciężko jednak wymyśleć coś, co miałoby jej obawy tłumaczyć. To głównie ona wzbudza w czytelniku te lekkie napięcie – czy coś z nią jest nie tak? A może faktycznie ktoś ją obserwuje? Może pożar w szkole był skierowany by uderzyć w nią? Dlaczego więc wyjazd z Bath nie zapewnił jej spokoju? Kto może być na tyle zdeterminowany, by pojechać za nimi do Kornwalii?
 
Mimo iż przez większą część lektury książka nie wywołała u mnie specjalnego napięcia czy niepokoju, to czytało mi się ją bardzo przyjemnie – narracja prowadzona przez Libby jest bardzo zgrabnie. Muszę jednak przyznać, że ostatecznie zwrot fabuły mocno mnie zaskoczył – takiego rozwiązania na pewno nigdy sama bym nie wymyśliła, cała powieść po tym twiście nabiera jakby całkiem innego znaczenia. Autorka miała więc naprawdę dobry pomysł na książkę i całość rozpisała znakomicie. To dobry, lekki, okołorodzinny thrillerek – ja jestem zadowolona i na pewno nie odmówię sobie lektury kolejnej książki autorki.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


lutego 23, 2021

"Rozgrywka" Allie Reynolds - recenzja przedpremierowa

"Rozgrywka" Allie Reynolds - recenzja przedpremierowa

 

Autor: Allie Reynolds
Tytuł: Rozgrywka
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data premiery: 24.02.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller
 
„Rozgrywka” to debiut powieściowy Allie Reynolds, brytyjskiej pisarki, która od 2004 roku mieszka w Australii. Wcześniej jeździła na desce snowboardowej, którą po przeprowadzce zamieniła na surfing – bo przecież zderzenie z wodą nie boli tak mocno jak z lodem podczas upadku. W młodości przez pięć sezonów brała udział w zawodach snowboardowych w rurze (halfpipe), z których to doświadczenia zgrabnie przeniosła do swojego debiutu. „Rozgrywka” przez czytelników została przyjęta bardzo entuzjastycznie, przetłumaczono ją na ten moment na ponad 20 języków. U nas jej premiera zapowiedziana jest na jutro – ja dostałam od wydawnictwa Albatros specjalny przedpremierowy spersonalizowany egzemplarz, a Wy możecie kupić książkę w dwóch wersjach – w miękkiej okładce ze skrzydełkami i twardej – w tej drugiej brzegi kartek zabarwione są na mocno czerwony kolor, co wizualnie prezentuje się naprawdę świetnie.
 
Fabuła powieści toczy się w listopadzie na uwielbianym przez snowboardzistów lodowcu w Alpach, ciągle jeszcze zamkniętym przez sezonem zimowym. W tym czasie w jednym z tamtejszych schronisk spotyka się grupach dawnych przyjaciół – Milla, Curtis, Dale, Brent i Heather – każdy z nich otrzymał specjalnie zaproszenie na weekend w górach. Bohaterowie zjawiają się tam pełni obaw – dziesięć lat temu widzieli się tam po raz ostatni. Wtedy też szósty członek ich grupy – Saskia zaginęła. Wszyscy są przekonani, że zjawiają się teraz w tym miejscu nie bez przyczyny. Kiedy jednak okazuje się, że w całym ośrodku nie ma nikogo prócz nich, znikają ich telefony, a na nich czeka ujawniająca ich sekrety gra, której nikt z nich nie zorganizował, sytuacja szokuje wszystkich. Grupa zaczyna się bać, tym mocniej, że żaden z nich nie wie komu ufać – bo w końcu ktoś to wszystko zorganizował, prawda? To musiał być ktoś z nich! Tylko kto i dlaczego? Czy ktoś z nich ukrywa coś na temat wydarzeń sprzed dziesięciu lat? Co tak naprawdę się tam wtedy stało?
„Przeraża mnie, kim się przez to staję i komu jeszcze mogę zrujnować życie. Kiedy zapinam wiązania, wszystko inne przestaje się liczyć.”
Książka składa się z prologu, 64 rozdziałów i epilogu. Rozdziały toczą się naprzemiennie w czasach obecnych i dziesięć lat temu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Millę. Całość czyta się naprawdę dobrze, jest dużo dialogów, zaskakujących wyznań i zwrotów akcji.
„Nie zostaje się zawodowcem dla pieniędzy, zwłaszcza w tak ryzykownej dyscyplinie jak nasza. Snowboardzista freestylowiec nigdy nie zarobi kokosów, chyba że nazywa się Shaun White. Nie, to sport dla pasjonatów. Dla ludzi, którzy poświęcają mu każdą chwilę życia, myślą o nim i śnią. Żadne z nas nie jest zawodowcem, już nie, ale pasja nas nie opuściła.”
Zacznijmy tradycyjnie – od bohaterów. Tutaj mamy piątkę widzianą oczami jednej z nich. Każdy z tego grona jest inny, a co więcej różni się od siebie sprzed dziesięciu lat. Wszystkich ich jednak łączy jedno – miłość do snowboardu. No, może wykluczając Heather, żonę Dale’a, która dziesięć lat temu pracowała w okolicznej knajpce jako kelnerka. Pozostali to jednak zapaleni sportowcy, którzy lata temu przyjeżdżali w to miejsce na cały zimowy sezon, by ćwiczyć i brać udział w zawodach. Wszyscy trzej mężczyźni byli mistrzami tej dyscypliny, zawsze osiągali pierwsze miejsca w zawodach, jednak to nie u nich dało się wyczuć ostrą rywalizację – to pomiędzy Millą a Saskią działo się w tym temacie najwięcej. Dziewczyny posiadały umiejętności na bardzo zbliżonym poziomie, walczyły między sobą o podium. Obydwie też nie umiały odpuszczać, nie zamierzały okazać słabości i nie zamierzały grać fair – obydwie były skłonne zrobić wszystko by wygrać. Pozostała część grupy przyglądała się ich relacji i choć Milla tak zaborczo zachowywała się tylko w stosunku do Saskie, to tak druga już nie – z wszystkimi prowadziła dziwne gierki. Kto z nich w końcu pękł i coś jej zrobił? A może nie, może Saskia uciekła? I teraz się mści? Tylko dlaczego? W każdym razie charaktery bohaterów oddane są świetnie, a już szczególnie dobrze jeśli chodzi o Millę i Saskię. Pozostali trzymają się nieco w tyle, przez co wydają się bardziej tajemniczy i skłonni do ukrytych działań za plecami reszty grupy.
„ – Kobiety zbytnio się przejmują opinią innych. Wiem, że też taka jestem, i nie znoszę tego w sobie, ale nic na to nie poradzę. Twoja siostra ma wszystko w dupie.
 - Nie uważam tego za zaletę.
 - To bardzo męska postawa.
Marszczy czoło.
 - Naprawdę?
 - Tak. Facetom mniej zależy. Skupiacie się tylko na tym, czego chcecie. A kiedy dziewczyna tak się zachowuje, ludziom się to nie podoba. To seksizm, ale tak już jest.”
Na pewno autorkę trzeba pochwalić za pomysł na intrygę kryminalną, zarówno tę współczesną na zasadzie escape roomu, jak i tę sprzed dziesięciu lat opartą na rywalizacji w bardzo niebezpiecznym sporcie i przebiegłym charakterze późniejszej zaginionej. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ta książka to rasowy, świetny thriller – od początku trzyma w napięciu i mąci w głowie czytelnika, pełno tu zwrotów akcji i niepokojących wydarzeń, które wywołują tym większy efekt, gdyż toczą się na odludziu, pośród śniegu, w całkowitym odcięciu od świata. Zakończenie intrygi współczesnej może nie jest specjalnie zaskakujące – ja gdzieś w połowie lektury zaczęłam się domyślać, kto stoi za tą grą, jednak dobrze wpisuje się w konwencję gatunku, co uznaję za duży plus. Zakończenie intrygi sprzed dziesięciu lat z kolei zaskakuje ogromnie, nigdy nie wpadłabym na takie rozwiązania zagadki, chociaż już po jego odkryciu wydaje się takie oczywiste – to cecha tych naprawdę dobrze skonstruowanych thrillerów, prawda?
 
Muszę też koniecznie wspomnieć o osadzeniu fabuły w środowisku snowboardzistów. Autorka oczywiście korzystała z własnych doświadczeń w tym temacie, ale nie zmienia to faktu, że jest to bardzo oryginalne i nieszablonowe podejście do thrillera. W końcu przyzwyczajeni jesteśmy, że fabuła tego typu powieści toczy się najczęściej wśród rodziny, sąsiadów, gdzieś w małej uroczej wiosce a może i wielkim miejsce, ale żeby na lodowcu? W zimie, wśród śniegu, wiatru i mrozu? Na odludziu? To raczej wzbudza ewidentne skojarzenia ze „Lśnieniem” Kinga, jednak fabuła powieści to już całkiem inna historia.
 
Autorka świetnie oddała uczucia bohaterów względem tego sportu – czułam wręcz tę miłość, tę fascynację snowboardem wylewającą się z kart powieści. Do tego warto też wspomnieć o poczuciu rywalizacji pomiędzy uczestnikami konkursu, jak sobie z nią radzą, jakie są jej odcienie. Reynolds poświęca temu w książce faktycznie sporo miejsca, ale robi to tak zgrabnie przez zwierzenia narratorki, że czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak tylko kiwać głową na znak zgody podczas lektury.
„W przypadku większości sportowców sława jest ulotna, choć widać to zwłaszcza w tak niebezpiecznych dyscyplinach jak nasza. Kiedy jesteś na szczycie, wszyscy stawiają cię na piedestale i czczą jak bohatera, ale wystarczy jeden błąd. Zbyt szybkie lub zbyt późne opadnięcie na ścianę rynny; trafienie w koleinę zostawioną przez poprzedniego zawodnika. Jedna malutka pomyłka w ocenie sytuacji. Albo zwykły pech. Stawka jest tak wysoka, że gdybyśmy o tym myśleli, w ogóle byśmy nie skakali, chyba że komuś życie byłoby niemiłe.”
Podsumowując, „Rozgrywka” to rewelacyjny, rasowy thriller, który wzbudza podziw tym bardziej, iż jest on przecież debiutem. Naprawdę nie mam książce nic do zarzucenia, bawiłam się przy niej doskonale, od początku do końca czułam do niej dziwne przyciąganie. Miejsce akcji i miłość do snowboardu postaci oddana jest tak znakomicie, że cały wieczór po lekturze spędziłam oglądając filmiki z zawodów w tej dyscyplinie sportowej. Jestem ogromnie ciekawa co autorka zaprezentuje nam po tak świetnym debiucie – podobno już teraz pracuje nad swoim drugim thrillerem.
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przed premierą powieści i świetną spersonalizowaną okładkę dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lutego 21, 2021

"Skłam, że mnie kochasz" Piotr Borlik - zapowiedź

"Skłam, że mnie kochasz" Piotr Borlik - zapowiedź
 
Pamiętacie Jakuba Ramona, byłego policjanta z "Zapłacz dla mnie" Borlika? Już 4 marca ukaże się druga książka o tym bohaterze pt. "Skłam, że mnie kochasz"! Nie wiem czy pamiętacie, ale przy recenzji tomu pierwszego pisałam, że podobał mi się nawet bardziej niż trylogia Boskiej Proporcji - jestem ciekawa, czy i tom drugi moje przekonanie podtrzyma. Wnioskując po okładce może być nawet jeszcze lepiej! 

Czy jedno niewinne kłamstwo może popchnąć do zbrodni?
Gdańska policja otrzymuje zgłoszenie o mężczyźnie zamordowanym w podmiejskim motelu i o ciemnowłosej kobiecie, która wyszła z jego pokoju cała we krwi. Śledczy, którzy przyjeżdżają na miejsce, odkrywają, że ciało zniknęło. Wysłany do motelu aspirant Marcel Majewski jest idealnym kandydatem na kozła ofiarnego - to na niego spada kara za zaginięcie zwłok.
W odróżnieniu od organów ścigania, Jakub Ramon - niegdyś policjant, teraz wolny strzelec trzymany na krótkiej smyczy przez trójmiejską mafię - zna personalia zabitego mężczyzny. To on w ostatniej chwili usunął zwłoki, żeby oddalić zainteresowanie policji od swojego mocodawcy. Szybko jednak ginie kolejna osoba powiązana z organizacją przestępczą, co zmusza Ramona do przedsięwzięcia ryzykownych kroków. Nie może przy tym pozbyć się wrażenia, że skazany na pożarcie przez media Marcel Majewski jest jego młodszą wersją, która lada chwila powtórzy jego błędy.
W jaki sposób splotą się losy dwóch byłych policjantów i kobiety, która chce usłyszeć "Kocham cię"?

Przyznam, że podczas pisania tej zapowiedzi czuję ekscytację - to chyba znaczy, że naprawdę nie mogę się już doczekać lektury, prawda? Jestem ciekawa czy i w tej książce autor da wyraz swojej drugiej pasji, którą również podzielam - tak, oczywiście mam na myśli wątki kulinarne, które do tej pory pojawiały się w każdej jego powieści.
Na szczęście mam coś, co umili mi oczekiwanie na nowy tytuł - na mojej półce na lekturę czeka jeszcze poprzednia książka autora pt. "Wymazani z pamięci". Na pewno zabiorę się za nią na dniach, więc przed premierą "Skłam, że mnie kochasz" też Wam tutaj co nieco o niej opowiem.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa mam dla Was już teraz, przedpremierowo, fragment najnowszej powieści. Wystarczy kliknąć tu - klik!

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Skłam, że mnie kochasz
Cykl: Jakub Ramon, tom 2
Data premiery: 04.03.2021
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron:360
Gatunek: kryminał


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

lutego 20, 2021

"Południca" Jiří Březina - zapowiedź patronacka

"Południca" Jiří Březina - zapowiedź patronacka

Już w piątek 26 lutego nakładem Wydawnictwa Afera ukaże się drugi tom cyklu o Tomášu Volfie autorstwa Jiříego Březiny pt. "Południca". To kryminał wydany pod szyldem serii Czeskie Krymi. Mój blog ma przyjemność objąć ten tytuł swoim patronatem medialnym, co bardzo mnie cieszy, bo dzięki temu będę mogła pokazać Wam nieco inne oblicze kryminału!

A gdyby tak przyjrzeć się pierwszej sprawie śledczego z Czeskich Budziejowic?

Upalne lato, samo południe, martwa dziewczyna na blokowisku. Do tej z pozoru rutynowej sprawy przydzielono niezbyt doświadczonych policjantów: Tomáša Volfa i Evę Černą. Jednak sytuacja szybko się komplikuje, giną kolejne kobiety, a młodzi dochodzeniowcy działają pod olbrzymią presją czasu. Ich poczynania śledzą dziennikarze, którzy nazywają zabójcę Południcą, bo podobnie jak ten słowiański demon, atakuje latem, w biały dzień.

Południca opisuje początki pracy w policji Tomáša Volfa, którego polscy czytelnicy znają już z pierwszej części serii pt. Przedawnienie (wyd. polskie 2018). Co takiego wydarzyło się w sprawie zabójstw z blokowiska, że utalentowany policjant trafił za karę do archiwum?

Autor Jiří Březina na swoim koncie ma już cztery powieści, u nas w Polsce "Południca" będzie jego drugim wydanym tytułem. A co w niej dostaniemy? W skrócie mroczną historię podaną naprawdę lekkim stylem - podczas lektury czułam się jakbym czytała komedię kryminalną, choć oczywiście nie było tutaj śmiesznych sytuacji. Ciekawe, co? Książka to kryminał, więc jest morderstwo i śledztwo, jednak nie ma tu zbędnej przemocy czy rozlewu krwi. Całość liczy lekko ponad 250 stron, a przez świetny styl czyta się naprawdę szybko - jest to więc taka lektura na jedno weekendowe popołudnie. Ja z mojej strony już teraz serdecznie Wam ten tytuł polecam! Niedługo napiszę o nim więcej, a i w planach mam szybko nadrobić tom wcześniejszy, który (przewrotnie!) opowiada o dalszych losach głównego bohatera 😊

Autor: Jiří Březina
Tytuł: Południca
Cykl: Tomáš Volf, tom 2
Tłumaczenie: Agata Wróbel
Data premiery: 26.02.2021
Wydawnictwo: Afera
Seria: Czeskie Krymi
Liczba stron: 256
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży na stronie wydawnictwa - klik!

lutego 17, 2021

"Nie wiesz wszystkiego" Marcel Moss

"Nie wiesz wszystkiego" Marcel Moss

 

Autor: Marcel Moss
Tytuł: Nie wiesz wszystkiego
Cykl: Liceum Freuda, tom 1
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Marcel Moss to dosyć nowe nazwisko na polskim rynku książki. Autor debiutował pod koniec roku 2019 pierwszym tomem trylogii hejterskiej pt. „Nie odpisuj” (opinia – klik!). Na ten moment na swoim koncie ma już sześć tytułów, wszystkie zostały entuzjastycznie przyjęte przez czytelników i zyskały status bestsellera. Moss znany jest z poruszania kontrowersyjnych tematów, głównie dotyczących hejtu w sieci. „Nie wiesz wszystkiego” wyróżnia się na tym tle, akcja nie toczy się w sieci, a w prestiżowym warszawskim liceum. Dla mnie to było trzecie spotkanie z autorem – co prawda nie rozwiało moich wątpliwości co do jego twórczości, ale na tle pozostałych dwóch („Nie odpisuj” i „Nie patrz”) wypadło najlepiej. Nie jest to jednak autor, który wskakuje na moją listę must have, więc czy jeszcze kiedyś sięgnę po jego książkę to kwestia otwarta.
 
Fabuła „Nie wiesz wszystkiego” zaczyna się w momencie, gdy rankiem do uczniów Liceum Freuda dociera wieść o samobójstwie Oliwii i Alana – ona była szkolnym wyrzutkiem, on kapitanem drużyny siatkarskiej, bardzo popularnym chłopcem, więc co robili razem na dachu opuszczonego budynku i dlaczego razem skoczyli? Nauczycielka polskiego wraz z najlepszą przyjaciółką Oliwii, Martą, nie wierzą, że ta dwójka tak po prostu skoczyła i niezależnie od siebie postanawiają dojść do prawdy. Czy uda im się odkryć co wydarzyło się tej nocy na dachu? Szybko okazuje się, że jest ktoś, kto wie więcej niż się wydaje… Tylko kto ukrywa się za anonimowymi liścikami? Wszyscy uczniowie milczą…
 
Książka składa się z prologu i 5 części, na które składają się krótkie rozdziały rozłożone w czasie i podzielone są na kilka postaci. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez siedmiu bohaterów (trochę zmienia się to pod koniec powieści, dochodzą wtedy jest 2 lub 3 osoby, które były wspominane wcześniej przez innych). Każda część nosi imię innego nastolatka, którego problemom się przyglądamy. Ostatecznie losy każdego z nich się ze sobą zazębiają, a fabuła nabiera pełni. Trzeba też zaznaczyć, że wydarzenia nie toczą się linearnie – narratorzy dosyć mocno skaczą w czasie – od sześciu lat wstecz do teraźniejszości. Styl jest prosty, całość czyta się w miarę dobrze, choć nie ukrywam, że przydałoby się jeszcze trochę tutaj popracować nad stylistyką (bardzo dużo powtórzeń).
„Ludziom wydaje się, że jeśli coś jest im dane, to już zawsze będą to mieli. Szczyt naiwności. Wystarczy jedna zła decyzja, pech czy zbieg okoliczności, by życie bezpowrotnie się zmieniło. Ja zaakceptowałam swoją nową codzienność i się jej poddałam. Jestem, jaka jestem, i nikomu nic do tego.”
Marcel Moss w swojej książce, jak to chyba zawsze ma w zwyczaju, nagromadził naprawdę sporą ilość trudnych problemów. Muszę jednak przyznać, że tym razem są one przedstawione z dosyć niezłym wyczuciem, przesada nie kłuła mnie tak w oczy, jak w poprzednich dwóch czytanych książkach. Czy aż tyle problemów w tak malej garstce bohaterów, których losy w pewnym miejscu się przecinają jest możliwe, to już druga sprawa, nie zamierzam jednak poświęcać na to więcej uwagi.
 
To co istotne w tej książce, to fakt, że ukazuje nam problemy nastolatków, z którymi przyszło im się mierzyć we współczesnych czasach – autor często podkreśla, że to z czym teraz muszą mierzyć się ci młodzi ludzie nijak się ma do tego, co kiedyś przeżywali ich rodzice, przez co dzieci są aktualnie mocno nierozumiane. Bo okiem dorosłego jakie one mogą mieć problemy? Okazuje się, że jest ich całkiem sporo i nawet te, które nam wydają się proste i nic nie znaczące, dla nastolatków urastają do naprawdę olbrzymich rozmiarów. W książka autor porusza wiele z nich poczynając od tych zwyczajniejszych, jak na przykład wyśmiewanie przez rówieśników we względu na wagę czy problem z własnym poczuciem seksualności, aż po te naprawdę poważne jak bulimia, gwałt czy sponsoring. Poprzez nauczycielkę, która mocno angażuje się w sprawę samobójstwa, autor skupia się też na innym problemie – życie w związku z osobą z pewnym bardzo przykrym i bolesnym nałogiem. Nie można więc odmówić książce mnogości tematów, które poprzez nią ma sobie czytelnik uświadomić.
 
Co do samej fabuły, to przez przeskoki w czasie i zmiany narratorów jest dosyć dynamiczna. Książkę czyta się szybko i sprawnie, a zagadka samobójstwa mocno ciekawi.
 
Ogólnie, tak jak napisałam na wstępie, „Nie wiesz wszystkiego” w moim rankingu wypada na razie najlepiej z wszystkich przeczytanych książek autora. Tym razem fabuła powieści nie poszła w rejony mocno seksualne, co przy poprzednich dwóch było dla mnie sporym problemem. Teraz przyglądając się wyzwaniom i przeszkodom z jakimi mierzyli się książkowi nastolatkowie czułam, że są to tematy, o którym warto mówić głośno, niezależnie od stylu czy gatunku literackiego. Nie zamierzam się też przesadnie czepiać, nie będę szukać minusów powieści, bo podchodziłam do jej lektury bardzo luźno – nie nastawiałam się na arcydzieło, a raczej na taki szybki do poczytania thrillerek i w sumie właśnie to dostałam. Nie wiem czy przy tak trudnych i poważnych tematach można mówić o przyjemnej lekturze, jednak na pewno książka jest ciekawa i czyta się ją bez większych problemów. Nie liczyłam na nic więcej, więc na pewno nie czuję się rozczarowana 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lutego 17, 2021

Wygraj "Odruch"! (rozwiązany)

Wygraj "Odruch"! (rozwiązany)

 

W poniedziałek opowiadałam Wam o niezwykle oryginalnym debiucie kanadyjskiej autorki Ashley Audrain pt. "Odruch". Moją pełną recenzję książki znajdziecie tutaj - klik!, tu przypomnę, że jest to niebanalny thriller psychologiczny, opowieść matki, które podejrzewa, że jej dziecko od momentu narodzenia jest złym człowiekiem... Czy to jej urojenia czy faktycznie prawdziwy instynkt macierzyński? Tylko, że bohaterka w ogóle nie czuje się matką, nie połączyła ją z córką żadna więź... To ksiażka zmuszająca do refleksji, zadająca wiele niewygodnych pytań, powodująca dyskomfort i taki prawdziwy wewnętrzny niepokój. Na pewno jest warta uwagi, tym bardziej, że to przecież debiut! Jeśli tak Audrain debiutuje, to co pokaże nam przy kolejnym tytułach? Teraz jednak nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość, dzisiaj dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka przychodzę do Was z konkursem, w którym do rozdania mam aż pięć egzemplarzy tej książki!

Co trzeba zrobić, żeby wziąć udział w konkursie?

Wymień tytuł książki (innej niż konkursowa), która wzbudziła w Tobie głęboki niepokój podczas lektury i spróbuj krótko uzasadnić, co tę emocję wywołało.

Odpowiedzi możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem oraz pod konkursowymi postami na FB i IG. 

  1. Konkurs trwa od 17 do 22 lutego do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!

23.02. aktualizacja - wyniki konkursu
Jak zawsze na wstępie chciałam wszystkim uczestnikom serdecznie podziękować za zgłoszenia! Były odpowiedzi krótkie i długie, pisane prozą i wierszem - dzięki za czas, który nad nimi spędziliście! Podsunęliście mi też kilka naprawdę fajnych tytułów, o których wcześniej nie słyszałam, a już teraz wpisałam na swoją listę książek do przeczytania 😊 
Jak zawsze jednak z wszystkich zgłoszeń muszę wyłonić zwycięzców, tym razem na szczęście mogę wyróżnić aż 5! Poniżej zamieszczam zwycięskie zgłoszenia:

Blog
Kamila Hankus
Znacie moi kochani reportaż Tochmana?
To książki których nie czyta się co dzień z rana.
Jego książki to są prawdziwe zapiski,
które zostawiają na duszy odciski.
"Dzisiaj narysujemy śmierć" naruszyła mój wewnętrzny spokój
i wzbudziła we mnie głęboki niepokój!
I mimo, że to historia dziejąca się w naszej erze
nie znaczy że się z tym trudnym tematem nie zmierzę.
Bo to co niepokoi naprawdę u Tochmana -
to, to że ta historia jest niereżyserowana.

FB
Karolina Hanc-Bobko
Pierwszą książką, która przychodzi mi na myśl, jest "Dziewczyna w walizce" Raphaela Montesa. Opowiada ona historię miłości studenta medycyny do nowopoznanej koleżanki. Nie jest to jednak ani typowa historia ani typowa miłość. Chłopak odtrącony przez swoją wybrankę postanawia ją porwać i (zgodnie z tytułem) ukryć w walizce. Już samo to było niepokojące, a późniejsze wydarzenia powodowały u mnie niedowierzenie, oburzenie i przerażenie. Największy niepokój i wzburzenie wywoływał zaś fakt, że porywacz był ciągle o krok przed porwaną, że stale przewidywał każdy jej ruch i skutecznie się przed nimi zabezpieczał. Zakończenie zaś zwaliło mnie z nóg. Czytałam tą książkę dość dawno, ale mocno pozostała mi w głowie.

IG
z_ksiazka_mi_po_drodze
Książką, która wywołała u mnie poczucie głębokiego niepokoju podczas lektury, była "Za zamkniętymi drzwiami" B.A.Paris. Mimo, iż czytałam ją już dobre kilka lat temu, to do tej pory dobrze pamiętam, to uczucie - ucisk w brzuchu, stres, podenerwowanie. Fabułę przeżywałam tak, jakbym sama była jej bohaterką i musiała się mierzyć z tymi wszystkimi trudnościami. Co więcej, ten niepokój wcale nie minął od razu po przeczytaniu książki! Jeszcze dobre kilka dni zajął mi powrót do "rzeczywistości". Chociaż wiem, że nie każdy czytelnik doznał takiego uczucia podczas tej, w sumie popularnej lektury, to ja przeżyłam ją bardzo mocno. 

gosik_z
Mnie wciągnęła i zaniepokoiła Księga bezimiennej akuszerki Meg Elison. Sytuacja tam przedstawiona jest tak realistyczna, ze mogłaby wydarzyć się naprawdę. Zarazę juz nawet mamy. Dotarło do mnie jak niewiele trzeba, żeby swiat się pogrążył w apokalipsie. Jest nam teraz tak wygodnie. Ogrzewanie, prąd i woda z sieci. Zakupy ze sklepu. Jakie to proste. Niech nam wyłącza to wszystko i będzie straszny chaos... I traktowanie kobiet, to straszne.. Nie mogłam przestać jej czytać. Dobrze, ze była akurat niedziela.

aniawithbooks
U mnie to "Rzeźnik" Czornyja - historia kanibala ze Szczecina (w którym obecnie mieszkam). Choć wiedziałam, że to zdarzenia z przeszłości, to jednak świadomość tego, że to działo się w bloku, który czasami można mijac na spacerze wzbudzała niepokój. To jedna z mocniejszych książek jakie w ogóle przeczytałam.


Serdecznie gratuluję zwycięzcom!
Pozostałym uczestnikom jeszcze raz dziękuję i obiecuję, że za chwilę ruszymy z kolejnymi konkursami, więc i znowu zyskacie szansę na wygranie kolejnego fajnego tytułu! Bądźcie czujni!