maja 14, 2026

Book tour ze "Świadkiem numer 8"!

Book tour ze "Świadkiem numer 8"!
Co widzi ten, kogo nikt nie dostrzega? Poznajcie Ruby Johnson, opiekunkę do dzieci pracującą w luksusowej nowojorskiej dzielnicy, która staje się jedną z głównych postaci najnowszej powieści Steve’a Cavanagha pt. „Świadek numer 8”, genialnego autora, którego szkoda nie znać - zatem dzisiaj przychodzę z zaproszeniem na book tour z tym tytułem!

"Świadek numer 8" to ósmy tom serii z prawnikiem i eksoszustem Eddiem Flynnem, ale bez problemu można czytać go od pozostałych tomów nienależnie (wiem, bo sama zaczynałam od tomu czwartego!). A komu książka przypadnie do gustu? Tak naprawdę wszystkim fanom thrillerów, historii opartych o śledztwa kryminalne (w tym wypadku prowadzone przez grupę prawników i ich śledczych), w których twisty fabularne raz po raz zaskakują, a gierki psychologiczne są na porządku dziennym. To jedna z moich ulubionych serii, jeden z najlepszych zagranicznych autorów! Więcej o tym tytule znajdziecie w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam już do zgłoszeń!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz Wydawnictwa Albatros w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w piątek.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 13, 2026

"Dla pieniędzy" Marta Ryczko

"Dla pieniędzy" Marta Ryczko
Autorka: Marta Ryczko
Tytuł: Dla pieniędzy
Cykl: Motywy zbrodni, tom 2
Data premiery: 06.05.2026
Wydawnictwo: Nocą
Liczba stron: 420
Gatunek: powieść kryminalna
 
Marta Ryczko jest autorką trzech powieści kryminalnych z Anką Karczmarek, z czego dwie: “Z miłości” (recenzja - klik!) i “Dla pieniędzy” wchodzą w skład jednej serii Motywy Zbrodni. Debiutowała w 2024 roku, systematycznie wydaje jedną powieść rocznie, ma też już na koncie pierwsze sukcesy - kilkanaście dni temu “Z miłości” pojawiło się na krótkiej liście kandydatów do jednej z najważniejszych nagród gatunkowych: Nagrody Wielkiego Kalibru.
Poza powieściami kryminalnymi, Marta Ryczko tworzy opowiadania fantastyczne, które ukazały się w kilku antologiach. Z wykształcenia psycholożka, skutecznie wykorzystuje zdobytą na studiach wiedzę w swoich powieściach.
 
Życie Anki Kaczmarek w końcu wskoczyło na dobre tory - od dłuższego czasu nie pije, tworzy szczęśliwy związek, jej kanał na Youtube świetnie sobie radzi. Właśnie otwiera się przed nią nowy rozdział życia, wraz ze swoim partnerem przeprowadza się do Katowic, w końcu też do swojej pracy podchodzi bardziej racjonalnie - zatrudnia pracowniczkę, która ma jej pomagać w codziennej obsłudze kanału. Tak się składa, że jest nią jej dawna znajoma ze studiów, Karolina, teraz matka dwójki dzieci, kiedyś wzorowa studentka, która dostała się na staż do tej samej gazety co Anka. Ich drogi jednak bardzo szybko się rozeszły, a zapoczątkowało to tragiczne zdarzenie - w 2017 roku zginęła ich wykładowczyni, z którą Anka była w bardzo bliskich relacjach. Ewa była jedną z najpopularniejszych dziennikarek śledczych w Polsce, która pewnej nocy po wyjściu z pubu, w którym wraz ze studentami świętowała, ruszyła na tajne spotkanie w kierunku Katowic, by kilka godzin później zostać odnaleziona w kawałkach w płonącym samochodzie. Policja nigdy nie postawiła nikogo w stan oskarżenia, sprawa została umorzona. Czy upłynęło już wystarczająco dużo czasu, by to Anka mogła do niej wrócić i z pełnym profesjonalizmem przygotować o niej podcast? Czy w ogóle do takiej sprawy da się podejść w pełni profesjonalnie?
 
Książka rozpisana jest na dwadzieścia dziewięć rozdziałów, które dzielone są na krótsze fragmenty, część z nich toczy się w przeszłości, w okolicy roku 2017, choć te zdarzenia nie są przedstawione w ścisłym porządku chronologicznym, to raczej kawałki układanki, które wraz z rozwojem śledztwa Anki odkrywamy. Wydarzenia toczące się aktualnie chronologię zachowują i przedstawione są w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego przede wszystkim z perspektywy podcasterki, choć zdarza się, że i Karolina dochodzi w tej historii do głosu. Styl powieści jest codzienny, słowa są tylko nośnikiem historii, autorka nie sili się na sztucznie napompowaną wzniosłość. Zdania są krótkie, zbudowane na tyle dobrze, że książkę czyta się łatwo i płynnie. Oczywiście wkradło się kilka zbędnych powtórzeń czy parę wybijających z rytmu lektury sformułowań stylistycznych czy językowych, jednak nie ma ich na tyle dużo, by miały zaważyć na odbiorze lektury. Dialogi w powieści wypadają naturalnie, raczej pozbawione są przekleństw.
“Zapomniał już, jak ciepłe potrafią być łzy.”
W “Dla pieniędzy”, podobnie jak w “Z miłości” (obydwie książki można czytać niezależnie) cała fabuła bazuje przede wszystkim na postaciach i ich relacjach z innymi. Tu przede wszystkim liczy się ta psychologiczna strona zbrodni, jak i samego śledztwa, przez co Anka odgrywa kluczową rolę, tym bardziej, że w odróżnieniu od tomu pierwszego, w tym musi zmierzyć się sprawą, która dotknęła ją osobiście. Dzięki temu czytelnik lepiej poznaje tę bohaterkę, zaczyna rozumieć co ją ukształtowało, jaka była w przeszłości, co sprawiło, że tak idealistycznie i z twardymi zasadami podchodzi do swojego zawodu. To właśnie wpływ Ewy, jej mentorki, jej przyjaciółki, kobiety, która tak wiele ją nauczyła. Anka, teraz już dojrzalsza, rozważniejsza niż jeszcze kilka miesięcy temu, musi zmierzyć się ze sprawą, która wzbudza w niej niespodziewane dla niej samej emocje, które tak trudno odseparować, by móc podejść do sprawy z pełnym obiektywizmem. Ale czy w chwili, gdy śledztwo dotyczy kogoś tak bliskiego, jakim Ewa była dla Anki, faktycznie ten obiektywizm da się zachować?
“Młodym się zawsze wydaje, że są nieśmiertelni. I że w pojedynkę mogą zmienić świat. Wiem, bo sama byłam kiedyś taka.”
Poprzez wspomnienia Ewy przyglądamy się nie tylko Ance jako dziennikarce, ale też jak dziewczynie, która zwyczajnie potrzebuje matki. Poznajemy wczesne doświadczenia bohaterki, wspomnienia jej własnej matki, ich relacji i tego, jak mocno wpłynęła ona na to, kim Anka się stała. Potrzeba relacji córka-matka odgrywa w tej historii istotną rolę, choć sama bohaterka w żadnym razie się do tego przed sobą nie przyznaje.
“Własne cierpienie jest jak wielka, ciemna chmura, która przesłania krzywdę innych i nie pozwala jej dostrzec.”
Ale to ciągle nie koniec istotnych więzi, jakie rządzą tą powieści. Przyjaźń, partnerstwo, rodzicielstwo podane są w różnych odcieniach, które zależne są od osobistych doświadczeń i wieku, w jakim dana postać się znajduje. Tu ten młodzieńczy idealizm kontrastuje z szarą, często niełatwą rzeczywistością, w której nagle okazuje się, że teoria a praktyka mocno się od siebie różnią, a własne wyobrażenia zderzone z tym, co można osiągnąć naprawdę, najczęściej są mocno rozczarowujące.
“(...) nie potrafiła zrozumieć, jak ktoś tak głupi mógł być jednocześnie tak popularny i tyle zarabiać.”
To zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością jest również ważnym aspektem relacji postaci - bo czy nie każdy z nas ma w głowie obraz swojej osoby najbliższej? Jak bardzo zbieżne jest to wyobrażenie z człowiekiem, który istnieje naprawdę? Czy kiedykolwiek te dwa obrazy są tak naprawdę tożsame?
“(...) miała już doświadczenie w zachowywaniu milczenia. Świadomość, że czegoś się nie powiedziało, bywa uciążliwa, ale da się z nią żyć. Jak z uszczerbionym zębem, który może nie wygląda estetycznie, ale też nie boli i na co dzień człowiek o nim nie myśli.”
Intryga powieści prowadzona jest w sposób mocno kameralny i spokojny, a jednak jest w niej coś takiego, że wraz z biegiem lektury mnie samej trudno się było od niej oderwać. Może dzieje się tak dlatego, że przez nacisk na kreacje postaci szybko stają się nam bliskie, a zatem tajemnica, jaką skrywają, uwiera mocniej? Fabuła prowadzona jest z dużym wyczuciem, a jej rozwiązanie jest przemyślane, dla mnie samej było też solidnie zaskakujące.
 
Nie sposób też nie wspomnieć o miejscu akcji, bo choć Katowice pozostają w tle, to jednak rysują się na nim bardzo wyraźnie. Autorka umiejętnie oddaje specyficzny charakter tych terenów, w swoim obrazie przesuwa się od przeszłości sięgając lat osiemdziesiątych, aż po teraźniejszość. Katowice nie grają roli nadrzędnej, ale doskonale dopełniają całą intrygę sprawiając, że powieść staje się przyjemnie pełna.
 
Choć powieści “Z miłości” i “Dla pieniędzy” można czytać oddzielnie, to jednak znając je obydwie nie mogę powstrzymać się od porównania, gdyż jasno w nim widać, że autorka rozwija swój warsztat w dobrym kierunku. W “Dla pieniędzy” zrezygnowała z ckliwych scen, które lekko uwierały mnie w poprzedniej powieści, stawiając na bardziej subtelne gesty i relacje. Kreacja głównej bohaterki, dzięki zyskanemu doświadczeniu, też wydaje się bardziej czytelnikowi przyjazna - choć nadal jest impulsywna, już nie robi głupstw, które wywołują zgrzytanie zębów. Dzięki temu cała historia jest dobrze stonowana, kameralna, spokojna, ale solidnie zbudowana pod kątem psychologicznym - a czy nie o to w serii zatytułowanej Motywy zbrodni chodzi? Z niecierpliwością czekam na czwartą powieść Marty Ryczko!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Martą Ryczko. 

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 11, 2026

"Kataklizm dusz" David Baldacci

"Kataklizm dusz" David Baldacci

Autor: David Baldacci
Tytuł: Kataklizm dusz
Tłumaczenie: Anna Standowicz-Chojnacka
Data premiery: 06.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 512
Gatunek: thriller prawniczy
 
David Baldacci to amerykański autor thrillerów i powieści sensacyjnych światowej sławy. Jego książki wydawane są w ponad 80 krajach, tłumaczone na 45 języków, a nakład sprzedanych egzemplarzy już dawno przekroczył 200 milionów. Na koncie ma ponad 50 powieści dla dorosłych i kilka dla młodszych czytelników, część z nich została zekranizowana. Jednak zanim jego nazwisko stało się rozpoznawalne na rynku książki, autor zajmował się czymś innym - skończył i praktykował przed dekadę prawo, z czego umiejętnie korzysta teraz w swoich powieściach. “Kataklizm dusz” to jeden z jego najnowszych tytułów, na rynku anglojęzycznym wydany w 2024 roku i jak sam przyznaje - to jedna z jego najbardziej osobistych książek, która dojrzewała w nim ponad dekadę. Zawarł w niej nie tylko sporo elementów autobiograficznych, ale i ogromny kawał historii Południa Stanów Zjednoczonych, miejsca, w którym wychował się i żyje do tej pory. Wydawnictwo Muza to właśnie ten tytuł wybrało na wielki powrót autora na polski rynek książki, to nim otwiera swoją współpracę z Baldaccim, już teraz zapowiadając kolejne jego książki na lato i jesień tego roku.
 
Stany Zjednoczone, rok 1968. Trwa wojna w Wietnamie, kilka miesięcy temu zamordowany został Martin Luther King. W Ameryce wrze. W jednym w południowych miasteczek, w hrabstwie Freeman zamordowane zostało starsze, białe, zamożne małżeństwo, na szczęście podejrzany został złapany od razu, na miejscu zdarzenia. Jest nim czarnoskóry Jerome Washington, zatrudniony przez zmarłych jako złota rączka. Mężczyzna twierdzi, że jest niewinny, ale czy naprawdę białych policjantów to obchodzi?
W dniu swoich trzydziestych trzecich urodzin w domu rodzinnym zjawia się Jack Lee, prawnik specjalizujący się w prawie karnym. To tam szukała go gosposia sąsiada, pani Jessup, którą zna całe swoje życie. Po uroczystej kolacji jedzie do niej wraz ze swoim ojcem, do dzielnicy czarnoskórych. Pani Jessup prosi go o pomoc prawną dla męża jej wnuczki, który właśnie został niesłusznie oskarżony i zamknięty w więzieniu. Jack zgadza się przyjrzeć sprawie, a po krótkim wahaniu ją przyjmuje. Nie wie jeszcze, że ofiarami okażą się rodzice jego znajomej, nie wie jeszcze z jak dużą nienawiścią przyjdzie mu się zmierzyć i jak ważna okaże się ta sprawa w walce o równość rasową. Wierzy jednak, że jego klient jak każdy inny obywatel Stanów Zjednoczonych zasługuje na uczciwy proces. Tylko czy uczciwy proces jest możliwy, gdy wszyscy wokół jeszcze przed jego rozpoczęciem, są przekonani o winie oskarżonego tylko dlatego, że ma ciemny kolor skóry?
“Niektórzy ludzie są do cna źli, niezależnie od koloru skóry.”
Książka rozpisana jest na 93 kilkustronicowe rozdziały pisane przede wszystkim z perspektywy Jacka w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, w której jest miejsce nie tylko na relację zdarzeń, ale także na rys historyczny czasów, w których toczy się akcja powieści. Język jest subtelnie dopasowany do opisywanych czasów, co przede wszystkim widać w dialogach, w tym, jak zwracają się do siebie poszczególne postacie. Jak sam autor w posłowiu przyznaje, by dialogi uwiarygodnić, musiał użyć słów, określeń, których normalnie nigdy by nie użył, które teraz uznaje się za ekstremalnie obraźliwe. Poza tym język jest elokwentny, w wypowiedziach prawników pojawiają się łacińskie wtrącenia, ale wszystko jest pisane tak, by czytelnik nie miał problemów ze zrozumieniem, tego, co właśnie się dzieje. Książkę czyta się rewelacyjnie, płynnie, coś w stylu autora jest takiego, że od razu łapie się rytm i czyta z przyjemnością od początku do samego końca. Część książki słuchałam w audiobooku i muszę przyznać, że choć lektor czyta przyjemnie, to poprzekręcał kilka słów, co wzbudziło moją konsternację.
“Inni mi mówili, jak ma wyglądać moje życia, a ja ich słuchałam. (...) Zawsze łatwiej podążać za kimś, prawda? Widzisz, dzięki temu nie musisz stawiać czoła problemom. Nie musisz nawet samodzielnie myśleć. Po prostu robisz to, czego chcą od ciebie inni, stajesz się osobą, którą według nich już jesteś.”
Już na pierwszych stronach powieści jasne staje się, że nie jest to zwyczajny thriller prawniczy. To książka, która zabiera głos na temat jednego z największych konfliktów wewnętrznych Stanów Zjednoczonych - kwestia walki o prawa równości pomiędzy rasami jest pełnoprawnym elementem budującym tę historię. A choć wiele już na ten temat książek napisano, to David Baldacci zdołał stworzyć coś swojego, coś ważnego, coś, co dobrze zarysuje ten kawał amerykańskiej historii z perspektywy białego mężczyzny walczącego o sprawiedliwość bez względu na kolor skóry. Autor doskonale oddaje skomplikowane historycznie tło, bo poza walką rasową czarnoskórych chcących równego traktowania, a białych chcących zachować swoją pozycję uprzywilejowaną, wyraźne są też inne wydarzenia - wojna w Wietnamie, zbliżające się wybory, które sprawiają, że wszystko co rozgrywa się na scenie polityczno-społecznej może stać się kartą przetargową kandydatów na prezydenta.
“Żaden wielki naród (...) nie będzie mieć pożytku ze swojego potencjału, dopóki wszystkim jego obywatelom nie pozwoli się w pełni wykorzystać własnego. Reszta świata nie czeka, aż zrobimy porządek w swoim domu. Robią to, co najlepsze dla nich, nie dla nas. Wojując ze sobą nawzajem, zachowujemy się tak, jakbyśmy walczyli z jedną ręką związaną za plecami, i to bez żadnego dobrego powodu.”
Autor świetnie wykorzystuje te tło oddając nie tylko złożoność mentalności mieszkańców Południa, ale można też się dopatrzeć w nim komentarzy, które na aktualności nie straciły, a które teraz, gdy znowu dzieją się dziwne rzeczy w Ameryce, na nowo stały się aktualne.
“Jego wizja Ameryki jest antytezą wszystkiego, co ten kraj powinien sobą reprezentować. A mimo to miliony ludzi wierzą, że to, co tej facet mówi, ma sens.”
Niemniej jednak to kwestie rasowe są tym, co w powieści wiedzie prym. I oddane zostały w pełnej okazałości. Autor sięga głęboko obnażając wszelkie formy rasizmu, zakłamania, przyglądając się postaciom, które stają po dwóch stronach barykady i historii, która ich do tego miejsca doprowadziła. Z prawdziwą bezwzględnością rysuje mentalność białych ludzi Południa, który uważali (niektórzy nadal uważają?), że wartościowanie człowieka ze względu na kolor skóry jest w porządku. Te detale, te małe przejawy wrogości, rasizmu, których nie widać, kiedy tuż obok ktoś krzyczy głośno o prawach, które są mu zabierane - to wszystko tutaj ma własne miejsce i dobrze wybrzmiewa. Ta niesprawiedliwość wręcz fizycznie boli, tak bardzo, bo przecież jest prawdziwa, mimo fabularnej fikcji. Nie zliczę ile razy podczas lektury wykrzywiłam niedowierzające “co?!” i kręciłam głową, ale też i płakałam nad okrucieństwem, z jakim we własnych interesach mogą ludzie traktować innych.
“W którymś momencie wasza rasa będzie musiała ponownie przemyśleć swoją opinię o moich pobratymcach. Aby to zrobić, biali będą musieli zmienić opinię o sobie samych i to jest prawdziwa przeszkoda. A wyraźnie nie mają na to ochoty, bo tak intensywne wpatrywanie się w lustro nie jest fajne.”
Ale choć wątek historyczny jest bardzo ważnym elementem powieści, to nie jest jedyny. Autor doskonale łączy go z pochłaniającym thrillerem prawniczym, w którym spryt prawników, najpierw ich własne śledztwo, później rozgrywka na sali sądowej absorbują uwagę tak, że od książki zwyczajnie nie chce się odrywać. Akcja powieści toczy się tempem umiarkowanym, ale twistów fabularnych i scen nieco bardziej sensacyjnych w nim nie brakuje. Wszystko jednak jest logiczne, spina się w spójną, pasującą do siebie całość, w której autor wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika, ale nie stosuje przy tym tanich chwytów fabularnych.
“Cholernie ciężko jest walczyć na wojnie. Ale o wiele ciężej jest porzucić walkę, która nie prowadzi do niczego dobrego albo nie toczy się w słusznej sprawie.”
Same postacie powieści również zasługują na uwagę. Jack i później dołączająca do niego czarnoskóra prawniczka Desiree to kreacje niesamowicie pełne, bardzo ludzkie. Choć walczą w dobrej sprawie, same są pełne wątpliwości, konfliktów wewnętrznych, tych cichych podszeptów, czy na pewno walka warta jest swojej ceny i czy na pewno obrany kierunek jest tym, w którym faktycznie powinni podążać. I przy postaciach autor nie idzie na łatwiznę, oddaje doskonale stopień skomplikowania ich relacji, która jest wynikiem uprzedzeń rasowych, różnych celów i doświadczeń.
“Kiedy się walczy o prawa milionów, Desiree, to nie można zapominać, że te miliony składają się z pojedynczych ludzkich jednostek (...).”
“Kataklizm dusz” okazał się powieścią dużo bardziej wartościową niż spodziewałam się z jej opisu. To nie tylko doskonały thriller prawniczy równie mocno angażujący czytelnika jak wszystkie powieści tak kochanego przeze mnie pióra Steve’a Cavanagha, ale też spora dawka potężnej historii Ameryki, Południa Stanów Zjednoczonych, gdzie do teraz konflikt rasowy jest odczuwalny, a w roku, w którym toczy się akcja, osiągał punkt wrzenia. Poprzez historię w tym czasie osadzoną, autor odnosi się też do uniwersalnych wartości, pyta o sprawiedliwość i o to, co ma moc większą - empatia czy podziały. Przygląda się temu, jak trudno jest wprowadzić w społeczeństwo zmiany od lat wychowywane w przekonaniu, że podziały są dobre i potrzebne. Nie spodziewałam się, że ten tytuł okaże się tak dobry, tak pasjonujący, że będę się przełączać pomiędzy audio a ebookiem, żeby tylko nie musieć przerywać lektury. Świetna i ważna w nurcie rozrywkowym książka, a ja z niecierpliwością czekam na więcej tytułów tego autora!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 08, 2026

"Akord" W.P. Rdzanek

"Akord" W.P. Rdzanek

Autor: W.P. Rdzanek
Tytuł: Akord
Cykl: AI-gent. Mroczne kody, tom 2
Data premiery: 05.05.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 296
Gatunek: thriller szpiegowski / powieść sensacyjna
 
“Akord” to drugi tom debiutanckiej trylogii W.P. Rdzanka, który po trzydziestu latach spędzonych na wysokich stanowiskach w międzynarodowym biznesie, postanowił swoje doświadczenie przenieść na karty powieści. Ta trylogia AI-gent. Mroczne kody to jedna z najszybciej wydanych serii na polskim rynku - niewiele ponad miesiąc temu ukazał się jej tom pierwszy pt. “Algorytm” (recenzja - klik!), a już na połowę czerwca zapowiedziana jest premiera tomu trzeciego pt. “Artefakt” (dostępna w przedsprzedaży). Praca ze słowem ewidentnie przypadła autorowi do gustu, bo już teraz pracuje nad swoją kolejną serią.
 
W jednym z warszawskich apartamentów znaleziony został mężczyzna, który śmierć poniósł w wyniku czyjej interwencji, śledczy jednak nie mają pewności jak - jest przywiązany do krzesła, z otworów w twarzy wypłynęła krew odsłaniając odcisk słuchawek, które gdzieś zniknęły. Na miejscu zjawiają się kapitan ABW Zygmunt Friszer i podkomisarz Ewa Dzik i swoim zwyczajem szybko odkrywają pierwsze tropy - nagranie barczystego mężczyzny z monitoringu i niepełny zapis nut leżący niedaleko ciała oraz personalia ofiary. Jest nim Georg Telman, antykwariusz z Habsburga. Dlaczego i w jaki sposób stracił życie? Śledczy nie mają za wiele czasu na ustalenia, wkrótce dochodzi do kolejnej zbrodni - w warszawskim metrze w podobny sposób ginie dwójka młodych ludzi, a dzień później samoloty ładunkowe zaczynają spadać z nieba… o co w tym wszystkim chodzi? Władze polskie i amerykańskie ponownie muszą połączyć siły, by mieć szansę na walkę z nieuchwytnym, ale bardzo potężnym przeciwnikiem.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 50 króciutkich rozdziałów, które zawsze otwarte są określeniem miejsca i czasu akcji. Kluczowe zdarzenia powieści rozgrywają się w przeciągu kilku dni, ostatnie rozdziały bardziej rozłożone w czasie są już tylko domknięciem opowieści. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, zarówno tych znanych już z tomu pierwszego, jak i postaci przypisanych tylko do tego tomu, które nie tylko oddają zdarzenia, w których uczestniczą, ale także dają czytelnikowi wgląd we własne przemyślenia. Styl powieści jest przystępny, dialogi prowadzone są dynamicznie, to szybkie wymiany zdań. Język, jakim posługuje się narrator, jest prosty, zagadnienia technologiczne tłumaczone są tak, by każdy był w stanie je zrozumieć. Czasami w tekście można natknąć się na zbędne powtórzenia faktów, czasami w opisy wkrada się niepotrzebny patos, niemniej jednak całościowo książkę czyta się nieźle i szybko.
“Codziennie widzę ten “ład korporacyjny”, w którym człowiek to tylko trybik w maszynie: jeśli się zużyje, wymienią go bez mrugnięcia okiem. Godność ludzka tu nie istnieje, człowiek stał się towarem. Czasem myślę, że te wszystkie przepisy to tylko kolejne narzędzie, żeby nas kontrolować.”
W tomie pierwszym zwracałam uwagę, że mimo nazwy serii, niewiele w tej historii działo się w sferze technologicznej, internetowej. W tomie drugim autor ten brak nadrabia osadzając całą intrygę na zagadnieniach związanych z programowaniem i sztuczną inteligencją. Punktem wyjścia są lęki, które we współczesnym świecie nieraz dochodzą do głosu - czy AI może przejąć kontrolę na światem zbudowanym przez człowieka? Czy jest się w stanie usamodzielnić i jako byt pozbawiony emocji całą ludzkość unicestwić? To jednak nie tylko puste pytania, ale i spojrzenie na zagadnienia od strony prawnej i etycznej, która ma wpływ nie tylko na przebieg zdarzeń, ale też na relacje postaci, które na siebie oddziałują i prowadzą na ten temat porywające dysputy.
“Wolność jest czymś naturalnym, a korzystanie z niej wymaga zachowań etycznych. Etyka… Etyka jest kluczowa. Bez niej wolność zmienia się w zniewolenia. A jakimś systemem wartości kieruje się komputer, nawet tak potężny jak GenAI, który może stwarzać pozory rozumnego myślenia?”
Oczywiście nie cała intryga toczy się w sieci, książka bazuje również na znajomych elementach fabularnych literatury szpiegowskiej i sensacyjnej. W historię wplątani są tajni agenci i organizacje z nimi walczące, jest jasny podział na złych i dobrych, a akcja dynamicznie prowadzona przypomina często typowo rozrywkowe amerykańskie thrillery. Co to znaczy? Że priorytetem jest dynamizm fabuły, niekoniecznie utrzymującej się ciągle w granicach wiarygodności.
 
W historię wpleciony jest również wątek muzyki - stąd wziął się jej tytuł. To kolejny ciekawy element fabularny, gdyż autor podchodzi do niego w sposób bardziej dosłowny niż zazwyczaj dzieje się to w literaturze, łącząc pasję postaci z podejściem do zagadnienia od strony technicznej, mechanicznej. To zgrabne połączenie sztuki z nauką, która przybiera nacechowanie tego, kto nią się posługuje.
“Nie można bez końca liczyć na “dobre intencje” naukowców i biznesmenów. Patrz, jak to działa: najpierw mówili, że atom będzie zasilać miasta w energię, a teraz mamy arsenały jądrowe zdolne zmieść nas z powierzchni ziemi. AI jest jeszcze większym zagrożeniem.”
Najsłabszym elementem tego tomu są postacie, które podatne na miłosne uniesienia tracą racjonalne podejście do sprawy, jasno wynikające z ich doświadczenia i pełnionej funkcji. Może powodem jest brak dokładnych portretów psychologicznych, przez co postacie wydają się bardziej niestabilne, zmienne, a ich zachowanie po prostu nieprawdopodobne? Może gdyby większy nacisk położony był na motywy ich poszczególnych decyzji, wtedy te same decyzje okazałyby się bardziej prawdopodobne? A tak to jedna z tych powieści, w których nieustannie ma się ochotę krzyczeć do postaci: nie idź tam!, nie rób tego!, a ona oczywiście nie reaguje i naraża się głupio na niebezpieczeństwo. Szkoda, bo zamysł na postacie autor ma naprawdę dobry, zarówno na tych stojących po stronie dobra i tych złych, zabrakło jednak doświadczenia, by z pomysłu powstała postać dająca wrażenie człowieka z krwi i kości. To częsty problem debiutantów, coś, co na pewno da się w przyszłości lepiej wypracować.
“Nikt nie atakuje, jeśli nie ma w tym celu. A celem zawsze jest zdobycie przewagi.”
Historia, w której rozgrywa się “Akord”, toczy się w kilku państwach w towarzystwie postaci różnych narodowości (choć bez wątpienia w intrydze najważniejsze miejsce odgrywają Polacy) i łączy w sobie ciekawe zagadnienia poświęcone nie tylko współczesnej technologii, potencjalnego zagrożenia, jakie może zrodzić się z AI, ale również przyjemniejsze motywy muzyczne, choć i one są wykorzystane w inny sposób niż dzieje się to w powieściach zazwyczaj. Ciekawe pytania natury moralnej zadawane są podczas dynamicznej, sensacyjnej akcji, którą dobrze będzie traktować po prostu jako rozrywkę, niekoniecznie stale zachowującą wiarygodność. Przyznam, że trochę żałuję, że autor nie dopracował kreacji postaci od strony psychologicznej, nie pozbył się sztucznie brzmiących romansowych wątków, by skierować intrygę na bardziej realistyczne tory. Niemniej jednak już w tomie pierwszym właśnie te braki były widoczne, można było więc spodziewać się ich również w tym tomie - w końcu wydając tom pierwszy, wydawnictwo miało już gotowe wszystkie trzy, więc termin na dopracowanie fabuły dawno minął. Pozostaje mieć nadzieję, że w serii, nad którą właśnie autor pracuje, pojawią się odpowiednie zmiany, a przy tej po prostu postawić na dynamiczną, sensacyjną rozrywkę z ciekawymi zagadnieniami nowej technologii przedstawionej w sposób prosty i jasny.
 
Moja ocena: 7/10
 

PS. Tomy serii da się czytać bez zachowania chronologii, każdy opisuje osobną intrygę, choć postacie, które w niej uczestniczą są w dużej mierze stałe, więc jeśli to ich historia, a nie intryga jest tym, co czytelnik mocniej sobie ceni, polecam w takim przypadku najpierw lekturę „Algorytmu”, a później „Akordu”.
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 07, 2026

"Kundel" Krzysztof Papiernik

"Kundel" Krzysztof Papiernik

Autor: Krzysztof Papiernik
Tytuł: Kundel
Data premiery: 29.04.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 480
Gatunek: kryminał noir / powieść historyczna
 
“Kundel” to debiutancka powieść Krzysztofa Papiernika, młodego autora, który choć pracuje w korporacji zajmującej się nową technologią, zafascynowany jest przeszłością. Urodzony w Łodzi, to właśnie te miasto obrał sobie za miejsce akcji “Kundla”, by oddać coś, co interesowało go od lat wczesnoszkolnych - wielokulturowość tego miasta, wpływy i zmiany, jakie w nim zaszły podczas II wojny światowej. Na swoim profilu na Instagramie autor już zapowiedział, że jest to jego pierwsza powieść z trzech, na jakie podpisał umowę z Wydawnictwem Muza.
 
Łódź, koniec sierpnia 1942 roku. Miasto, w którym jeszcze niedawno obok siebie na równych zasadach żyli Polacy, Niemcy i Żydzi, teraz znajduje się pod władzą tych środkowych, którzy całkowicie zawładnęli pozostałymi narodowościami traktując je jak rzeczy, jak śmierci. Lokalne biznesy znajdują się już w posiadaniu niemieckich właścicieli, z których jeden właśnie został brutalnie zamordowany w swoim własnym mieszkaniu. Na miejscu zjawia się niemiecka policja kryminalna, należący do SS Albert Danner, łodzianin niemieckiego pochodzenia, który przed wojną służył w polskiej policji. Teraz jego codzienność wygląda inaczej - ciągle naćpany wypełnia każde polecenie, jakie przyjdzie do niego z góry. Więc i tą sprawą się zajmie i mocno się do niej przyłoży, bo jego przełożeni już zapowiedzieli mu wysyłkę na Wschód. Jeśli tylko chce uniknąć walki na froncie, musi się postarać. Tylko jak to zrobić w mieście, które nie chce mówić? W świecie, w którym nawet on sam zdaje się nie odpowiadać za samego siebie?
"Miałem już dość swojego służalczego, przeżartego okrucieństwem życia."
Książkę rozpisana jest na trzy części i epilog. Otwiera ją przedmowa autora, mapka Śródmieścia Litzmannstadt (niemieckiej Łodzi) z 1942 roku i spis postaci z podziałem na fikcyjne i historyczne. Każda część powieści jest tytułowana, każda dzielona jest na oddzielnie numerowane, kilkustronicowe rozdziały. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego (przez większą część powieści, sam koniec pisany jest w czasie teraźniejszym) przez Alberta, który swoją opowieścią się do kogoś zwraca, od czasu do czasu robi to nawet bezpośrednio. Czy odbiorcą jest czytelnik, czy ktoś inny?
"Opór naprawdę, ale to naprawdę nie ma sensu. I tak się wszystkiego dowiemy. Przykro mi, ale nie mam wpływu na przebieg wydarzeń. Ilość bólu, obić, złamań, perforacji: wszystko zależy wyłącznie od pana…"
Styl powieści jest dopracowany w każdym calu. Po pierwsze, język stylizowany jest na mowę, jaką posługiwali się ludzie wykształceni ponad osiemdziesiąt lat temu, gdzieś tam przewijają się łacińskie zwroty (tłumaczone lub użyte tak, że ich znaczenie wynika z kontekstu), oczywiście często pojawiają się wtrącenia w języku niemieckim, te jednak od razu zaopatrzone są w przypisy. Po drugie, sposób wypowiedzi narratora dopasowany jest do gatunku, w którym ta historia jest osadzona - to rasowy kryminał noir, w którym nie ucieka się od brzydoty, w którym mrok i smutek, beznadzieja wypływają z każdej strony. Nie brakuje więc dosadnego słownictwa, czasem przekleństw, które mimo to nie są stosowane w nadmiarze - perfekcyjnie oddają realizm wypowiedzi. Równocześnie często dopatrzeć można się nut czarnego humoru, sarkazmu, który szczególnie wyraźny bywa w dialogach. Po trzecie, autor doskonale naśladuje językowe przypadłości, jak np. jąkanie się, ale też z łatwością używa nazw miejsc, urzędów, stopni SS i gestapo w taki sposób, że czytelnik czuje się jakby faktycznie przeniósł się w czasie do Łodzi rządzonej przez nazistów. Choć czasami nagromadzenie dygresyjnych historii, czy sporej ilości obcobrzmiących nazw może wymagać większej koncentracji, to jednak całościowo książka wypada bardzo spójnie, bardzo przekonująco, bardzo solidnie. Sposób, w jaki autor posługuje się słowem, budzi respekt, tym większy, gdy ma się świadomość, że to debiut młodego człowieka - jest niesamowicie elokwentny i biegły w językowej stylizacji.
"Nie podobają ci się moje poetyckie opisy? W takim razie ujmijmy to inaczej: było duszno, parno i śmierdziało."
Jako że opowieść prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, to narrator, a zarazem główny bohater, ma znaczący wpływ na odbiór całej powieści. I tutaj pojawia się kolejne zaskoczenie. Bo Albert to narrator niewiarygodny, który sam nie jest pewny tego, czy jego wspomnienia są zgodne z tym, co działo się faktycznie i czy na pewno pamięta wszystko, co sam robił, co od czasu do czasu w powieści sygnalizuje. Czy w taki sposób chce dodać sobie prawdomówności? Stale pod wpływem narkotyków tłumaczy czytelnikowi dlaczego postępuje tak, a nie inaczej, sam lubi stawiać się w roli ofiary, człowieka, który nie ma innego wyjścia. Bo już jako postać Albert prezentuje się ciekawie. To łodzianin doskonale mówiący po polsku i niemiecku, który jeszcze niedawno biegał po podwórku z Polakami, teraz musi stawać naprzeciw nich, torturować i zabijać. Tylko jaki tak naprawdę ma wybór? Narrator przedstawia się jako marionetka w rękach systemu, człowiek, który mimo wrogiej pozycji, jaką przyjmuje, stara się robić coś dobrego. Ale czy na pewno możemy w to wierzyć?
"(…) nie jesteś w stanie znieść prawdy. Ani o sobie, ani o świecie. Łykasz to świństwo, bo chcesz uciec. Przecież jesteś bystry. Dobrze wiesz, jak głęboko trzeba grzebać w brudzie, aby chronić tak chore państwo…"
Tą postacią autor zadaje trudne pytania o odpowiedzialność, o to, do czego człowiek rzucony w tryby systemowej maszyny jest w stanie się posunąć, by zadbać o własne dobro. Czy dbając o siebie, występuje przeciwko innym, czy może jednak patrzy przyszłościowo, próbuje zwalczyć ten brutalny system od środka na tyle, ile jest w stanie uczynić jeden człowiek? Poprzez postać Alberta zastanawiamy się nad postrzeganiem rzeczywistości, nad rozdźwiękiem tego, jakim człowiekiem jesteśmy w swoich oczach, a jak widzą nas inni. Jak bardzo jesteśmy w stanie mydlić sobie oczy? A może to nie mydlenie, może to po prostu intencje działań, które sami znamy, a inni, postronni ich przecież nie widzą? Czy da się stać po stronie kata i nie stać się samemu katem? Czy pojedynczy człowiek w takiej sytuacji faktycznie odpowiada za swoje czyny, a może wina rozkłada się na całą społeczność? Im dłużej przyglądamy się Albertowi, tym więcej pytań natury moralnej się pojawia.
"Zresztą, czy to ja kazałem Hitlerowi najechać Polskę? Ja prosiłem stryja Jana, by zabrał mnie na trzeci komisariat? (…) Namówiłem Himmlera, żeby zaczął wysyłać esesmanów do obozów koncentracyjnych i frontowych oddziałów Waffen-SS? A może zwróciłem się z uniżoną prośbą, by oddelegowano mnie do getta i kazano dokonać selekcji?
Odpowiedź brzmi – nie. Więc przestań się tak, kurwa, gapić na mnie! Mnie też odebrano prawo do życia, prawo do decydowania o sobie! To nie ja rozdałem role katów i ofiar."
Psychologia postaci jednak nie jest jedyną, jaka robi wrażenie. Bo w “Kundlu” oddana jest też psychologia całego miasta jeszcze niedawno mieszczącego kilka narodowości pod jednym wspólnym hasłem łodzian, teraz odebranego ⅔ z nich, bo … tak. Teraz Łódź przesiąknięta jest lękiem, to miasto, które się boi, a mimo całego okrucieństwa, jakie się w nim panoszy, niepozbawione promyków czasem zwyczajnie złudnej nadziei. To miasto przemocy i zdrad, w którym niedawni sąsiedzi, stają po przeciwnych stronach barykady. Kiedyś huczące dobrą energią, teraz pogrążone w mroku.
“Kiedyś Łodzianie wierzyli w niemiecką systematyczność, żydowską pomysłowość, polską pracowitość. Ja też w to wierzyłem. Pamiętasz pan, jak kiedyś było tu tłoczno i gwarno? Jak po Piotrowskiej przewalała się rzeka ludzi, a Żydki w surdutach wpadały na madmuazelki w sukienusiach i robociarzy w drelichach? A teraz? Co nam z tego zostało?”
Jednak nie tylko klimat i psychologia Łodzi są tutaj ważne. Jest też i całe te tło historyczne, w którym autor dba o każdą jedną nazwę ulicy, każdy detal życia w wojennej Łodzi. Miejsca, jedzenie, praca w fabrykach oddane są z największą starannością, mimo że przecież pozostają w tle. Zaskakujący jest też wątek narkotykowy, a raczej … medyczny, bo wtedy twarde narkotyki sprzedawane były na receptę w aptekach. Bardzo dosadnie autor zarysowuje korelację pomiędzy ciągłym narkotyzowaniem się a moralnością oprawców, z czym w polskiej literaturze wojennej jeszcze się nie spotkałam.
"Pojechałeś na dzień do żydowskiego getta. Na jeden dzień. To jak wejść do jeziora, ale tylko do kostek. Jak wrzucić jednego goździka do wanny pełnej wody i udawać, że to herbata. Ta zbrodnia dzieje się od prawie dziesięciu lat. Od dziesięciu lat nie ma już nadziei. Dla tego narodu… dla mnie."
Przyznam, że niełatwo jest mi uwierzyć, że “Kundel” to pierwsza powieść Krzysztofa Papiernika. Jej poziom jest niesamowicie wysoki, stopień dopracowania całości powieści jest wręcz dla debiutu nieprawdopodobny. Od razu chciałabym wiedzieć więcej - czy autor szkolił się w kierunku literackim, gdzie i jak dopracowywał swój warsztat, ile książek leży w jego szufladzie, bo to, co pokazał w “Kundlu”, smakuje jak proza pisarza doświadczonego, który przez lata uczył się jak tworzyć spójną fabułę, jak budować słowo po słowie, by każda stylizacja wypadła naturalnie, a lektura była swobodna i płynna. Świat, jaki w tej powieści przedstawia, jest namacalnie realistyczny, a historia choć kręci się wokół morderstwa, a zatem wątku kryminalnego, tak naprawdę jest opowieścią o głównym bohaterze i dylematach moralnych, jakie sobą ta postać niesie. To opowieść klimatyczna, zarazem piękna i brzydka - brzydka, bo opowiada o najgorszych stronach ludzkości, o okrucieństwie wojny, która faktycznie miała miejsce, a piękna w swojej oryginalności, dopracowaniu, dbałości o każdy detal świata przedstawionego, który sprawia, że historia porywa nawet tych, którzy za typowo wojennymi powieściami nie przepadają. Jestem pod ogromnym wrażeniem umiejętności i wyczucia Krzysztofa Papiernika, “Kundel” bezsprzecznie jest jednym z najlepszych debiutów, z jakimi w swoim życiu miałam do czynienia. Aż drżę na myśl o tym, co autor może zaprezentować w swojej drugiej powieści!
 
Moja ocena: mocne 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 06, 2026

"Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" Wojciech Chmielarz

"Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" Wojciech Chmielarz

Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Tam, gdzie zmrok zapada szybciej
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 632
Gatunek: powieść grozy
 
Wojciech Chmielarz już od dobrych kilku lat jest jednym z najpopularniejszych autorów polskiej literatury kryminalnej. Zdobył wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody, doczekał się trzech ekranizacji z gwiazdorską obsadą oraz superprodukcji audio, jego książki tłumaczone są na inne języki (najwięcej pojawia się na rynku francuskim). Na koncie ma ponad dwadzieścia solowych powieści, trzy pisane w duecie, nie brakuje też opowiadań wydawanych w polskich antologiach. Swoją karierę rozpoczynał gatunkiem rasowego kryminału, by z czasem poszerzyć repertuar o thrillery i powieści sensacyjne. Z tego jest znany, w tych gatunkach sprawdza się znakomicie. Ale czasem pojawiają mu się w głowie historie, które potrzebują innej oprawy… Tak było w 2014 roku z postapokaliptyczną “Królową głodu”, i tak jest teraz z “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” - powieścią, która przypisana została do gatunku horroru, najobszerniejszą książką w jego kilkunastoletniej twórczości.
 
Podkarpacie. Niedaleko granicy z Ukrainą, w punkcie przecięcia się dwóch górskich dolin położone jest małe miasteczko Pasło, które w swojej historii ma kilka głośnych wzlotów i kilka bolesnych upadków. Właśnie nadciąga listopad, ale w tym roku niesie on nie tylko szybko zapadające wieczory i chłód. Nadchodzi coś, czego nie sposób będzie kontrolować, coś, co bardzo umiejętnie zacznie wyciągać z ludzi to, co w nich najgorsze…
Na razie jednak mieszkańcy zaprzątnięci są swoimi małymi, codziennymi dramatami. Jak Szwed, przyjezdny sprzed kilku lat, który szybko się ożenił i żonę stracił, a teraz traci też nadzieję, że kiedykolwiek uda mu się dojść do porozumienia z jej osiemnastoletnią córką. Jak Tamara, która mieszka z mężem matki, do którego czuje tylko gorycz, a czasem wręcz nienawiść. Jak Sylwia, która szuka na dnie butelki wyjaśnienia, dlaczego jej własny syn nie chce utrzymywać z nią kontaktu. Czy każdy z mieszkańców Pasła ma w zanadrzu takie prywatne tragedie? Czy to przez nie do wioski nadciągnęło skoncentrowane zło?
“Żyjesz jej życiem, nie swoim. Albo raczej jakąś atrapą jej życia.”
Książka rozpisana jest na cztery części i epilog. Każda z części dzielona jest na osobno numerowane, krótkie, najczęściej kilkustronicowe rozdziały, w których jest miejsce zarówno na dialogi, jak i opisy wewnętrznych rozterek postaci. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, co z początku wymaga od czytelnika pewnej uwagi (każdy z kilku pierwszych rozdziałów dotyczy innej osoby), z czasem jednak narracja się stabilizuje, a na przód wysuwają się dwie główne, podstawowe postacie. Historia toczy się w dwóch planach czasowych, teraz w listopadzie, w Paśle i w przeszłości, w większości w Warszawie, dzięki czemu czytelnik poznaje pełną historię jednej z głównych postaci. Czasy są jasno rozdzielone, rozpisane naprzemiennie na części. Styl powieści jest charakterystyczny dla ego autora, czuć w nim dużą swobodę językową i elastyczność, dzięki której każda scena jest odpowiednio poprowadzona - sceny z zabarwieniem gangsterskim są dynamiczne, sceny grozy wprowadzają napięcie, a przeważające w powieści momenty osobistych dramatów buzują od trudnych emocji. Dialogi prowadzone są naturalnie, słownictwo jest codzienne, dopasowane do sytuacji, raczej niewiele jest przekleństw. Książkę czyta się płynnie, bez jakichkolwiek językowych potknięć czy chwil zawahania.
“Wiedziała, że źle robi, ale z każdym wypowiedzianym słowem nakręcała się coraz bardziej, nie potrafiła przestać. (...) Miała po prostu taki dzień, kiedy potrzebowała kogoś skrzywdzić, a ona zwyczajnie jej się nawinęła.”
Bez względu na gatunek, w którym akurat pisze Wojciech Chmielarz, jeszcze jedno (poza samym stylem) jest zawsze stałe: psychologiczna strona powieści, głębokie i niejednoznaczne kreacje postaci. Nie brakuje więc tego i w “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”, gdzie nie ma bohaterów jednoznacznie dobrych i złych, bo każdy składa się z wieku skumulowanych przez lata elementów. Elementów znajomych, emocji, potknięć i bólu, który w jakimś stopniu w swoim życiu odczuwał każdy z nas. Każda z postaci rozgrywa swój własny dramat, buduje wieżę krzywd, która z każdą dołożoną cegiełką staje się coraz mocniejsza. I tak umacniają się w swoim bólu, nie dają mu ujścia, jednocześnie tworząc wokół siebie mur, który dla innych jest coraz trudniejszy do przebicia. To historia ludzi skrzywdzonych i krzywdzących, którzy z biegiem lat coraz mocniej gubią się w labiryncie przemilczeń, rozczarowań i kłamstw. Ach, ile razy w trakcie lektury miałam ochotę złapać postacie za ramiona, spojrzeć w oczy i powiedzieć: mów, co leży ci na sercu! Ale czy nie tacy wszyscy jesteśmy? Zamiast rozwiązywać codzienne małe niesnaski, wolimy odpuścić, po czym nagle okazuje się, że nagromadziło się już ich tyle, że droga do porozumienia wydaje się już po prostu za długa, za kręta, za trudna do przebycia? To prowadzi do kumulacji, do narastających złych emocji, które na potrzeby intrygi wykorzystuje autor. Tu narosłe krzywdy przeradzają się w nienawiść, a to sprawia, że wystarczy jedno popchnięcie, jeden szept, by doszło do tego, co najgorsze…
“Z doświadczenia wiedział, że nie ma co tracić czasu na gadanie, kiedy wszystko, co było do powiedzenia, zostało już powiedziane.”
I właśnie na takim subtelnym pchnięciu bazuje znaczna część intrygi fabularnej. Tak zaznacza się w tu groza - jej elementy, nieśmiałe głosy przewijają się tak naprawdę od samego początku powieści, jednak przede wszystkim są pretekstem do tego, by pogadać o tej brzydkiej, ale bardzo ludzkiej stronie uczuć i emocji. Raz po raz gdzieś przemyka jakiś cień, jakiś szept, jakaś twarz, by za chwilę ponownie skryć się w cieniu uwypuklając ludzkie postacie. Z czasem groza spina się powoli w całość - z krótkich, pozornie nieznaczących wielu informacji, ale rozłożonych z przemyślaną starannością, by w finale przejąć dowodzenie. To wtedy wychodzi na wierzch, wątki o zabarwieniu paranormalnym stają się alegorią do rozwiązania emocji postaci kumulowanych przez całą opowieść. Te ostatnie sto stron, poprzez zmianę nacisku z subtelnej na dosłowną grozę, trochę wybija się z rytmu całej opowieści, przybiera raczej nie groźne, a sensacyjne nuty, w których znane elementy gatunkowe wydają się dość powierzchowne, ale mimo wszystko ze sobą spójne i zgodne z lokalnymi legendami, krążącymi w tym rejonie, w którym toczy się akcja powieści.
“Pozostał przepełniony goryczą mężczyzna, wysuszony i ponury. Jeden z tych, którzy idą przez życie, kalecząc wszystko wokoło, i nawet tego nie zauważają, bo są zbyt skupieni na sobie. A całe zło, które wyrządzają, osadza się na ich skórze i wypala ją jak krople kwasu.”
Bo tak naprawdę wszystko właśnie od miejsca się zaczyna. Fikcyjne Pasło położone jest w jak najbardziej realnym Podkarpaciu, w miejscowości, jakich wiele. Małomiasteczkowy klimat od pierwszych stron jest wyraźnie wyczuwalny, to miejsce z jednej strony spokojne, gdzie wszyscy dobrze się znają, z drugiej funkcjonujące w wypracowanych, ale nie do końca moralnie właściwych trybach. Tu jedni mieszkańcy stoją wyżej od innych, mogą pozwolić sobie na dużo więcej wiedząc, że bardzo łatwo ujdzie im to na sucho, bo nikt nie jest na tyle odważny, by się temu sprzeciwić. Tuż obok ludzi jest natura, ciemne lasy, puste łąki, po których w nocy hula nie tylko wiatr... To bardzo klimatyczne połączenie!
“Czasami, jak sobie o tym wszystkim myślę… O wierzeniach Bojków i tych upiorach, propastnykach, didkach. O opowieściach Łemków i ich baczach, którzy walczyli ze złymi duchami. O tym, ile tutaj przez lata krwi przelano. Bo to przecież było pogranicze, różne strasznie rzeczy się działy. U nas, na Podkarpaciu, może być tak, że ta granica jest cieńsza i stąd tyle tych dziwnych wydarzeń.”
“Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciecha Chmielarza to nie typowy horror, którego zadaniem jest przestraszyć. To opowieść, w którym groza budowana jest przede wszystkim w ludzkich kreacjach postaci, które same siebie doprowadziły do miejsca, gdzie wystarczy jeden podszept diabełka na ramieniu (który objawia się tutaj fizycznie), by stoczyć się w przepaść, z której nie ma już powrotu. Tu intencje są rozpatrywane opacznie, bo zabrakło rozmowy. Tu łatwiej jest milczeć, znosić frustrację i ból w milczeniu, niż spróbować go rozpracować, podzielić z kimś, kto może zrozumieć. To powieść złożona z dramatów rodzinnych, dobrze rozpisanych wątków obyczajowych i psychologicznych, w których od czasu do czasu do głosu dochodzą elementy gangsterskie i ubrana w sensację groza. Bogaty, ale przemyślany miks, w którego centrum stoi zwyczajny, zagubiony człowiek. To książka, która dostarcza przyjemności z lektury, ale równocześnie skłaniająca do przemyśleń, jak każdy z nas odbiera rzeczywistość - czy na pewno w naszym życiu jest miejsce na obwinianie innych? Czy warto uciekać się do przemilczeń czy obietnic wypowiedzianych pod wpływem chwili, zamiast po prostu szczerze porozmawiać?
“Pomyślał, że całe życie nienawidził świata wokół, nie rozumiejąc, że tak naprawdę nienawidzi siebie.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Okładka miękka ze skrzydełkami:

Okładka twarda z barwionymi brzegami:



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 05, 2026

Wygraj "Spisek w metrze" z serii z Agatą Szajbą! Konkurs patronacki

Wygraj "Spisek w metrze" z serii z Agatą Szajbą! Konkurs patronacki
W końcu doczekaliśmy się tego wyczekiwanego miesiąca, w którym przyroda, kolory i zapachy wręcz wybuchają! Czyż takie okoliczności nie budzą w Was ducha przygody, który przez zimę głęboko spał? Dla tych, którzy odpowiadają twierdząco, mam dzisiaj niespodziankę - konkurs z nowym tomem przygód nastoletniej detektywki, który doskonale tę potrzebę zaspokoi. A może dodatkowo pobudzi? 😉

"Spisek w metrze", bo o nim mowa, to drugi tom serii z Agatą Szajbą, nowość z minionej środy, którą oczywiście można czytać od pierwszego tomu niezależnie. Przeznaczona jest dla czytelników 9+, a ja górnych ograniczeń nie przewiduję - sama przy książce też bawiłam się świetnie! Bo poza samą dobrze zbudowaną zagadką kryminalną utrzymaną w klasycznym, ale przyjemnie uwspółcześnionym tonie, przynosi też ciekawą wycieczkę po Londynie, jakiego jeszcze nie znamy - to nie tylko turystyczne miejsca, ale i Londyn... podziemny! Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik!, zapraszam też na podróż po Londynie, który Agata przedstawiała nam w pierwszym tomie serii pt. "Tajemniczy klucz" - klik! 

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Dlaczego chcesz towarzyszyć Agacie podczas tropienia spisku w metrze?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej! Nie wahajcie się też przed konsultacją ze swoimi dzieciakami! 

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 5 do 9 maja, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 16 maja.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!