października 27, 2026

"Rostoły. Klątwa Wilczego Boru" Jacek Chlewicki

"Rostoły. Klątwa Wilczego Boru" Jacek Chlewicki

Autor: Jacek Chlewicki
Tytuł: Rostoły. Klątwa Wilczego Boru
Cykl: Rostoły, tom 2
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Mova
Seria wydawnicza: Mroczne Podlasie
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść grozy / kryminał
 
Tej jesieni Wydawnictwo Mova stawia na polskich autorów i mroczne opowieści! “Rostoły. Klątwa Wilczego Boru” to druga książka wydana w serii wydawniczej Mroczne Podlasie, tym razem jednak to nie kryminał jest bazą opowieści jak było w “Kruchości” Marcina Silwanowa - klik!, a powieść grozy. Autor tej książki Jacek Chlewicki w poprzednim roku debiutował pierwszym tomem serii z detektywem Adamem Magusem pt. „Rostoły”, który wydał w ramach selfpublishingu i za który zdobył główną nagrodę w konkursie Empik Selfpublishing w kategorii Powieść z dreszczykiem. Ze słowem pisanym do czynienia ma jednak dłużej - od 2007 roku prowadzi działalność dziennikarską w sieci i prasie, pisze m.in. dla SuperExpressu. Z wykształcenia jest historykiem, który rozkochany jest w literaturze klasycznej.
 
Czasy współczesne, Podlasie, mała wioska Kruki. Adam Magus, detektyw do spraw niezwykłych na prośbę swojej przyjaciółki policjantki Marii Wasilewskiej Wigilię Bożego Narodzenia spędza wraz z nią na interwencji - muszą powstrzymać mieszkańców Kruków przed popełnieniem morderstwa. Problem w tym, że oni tego tak nie postrzegają - według nich ich ofiara, 13-letnia Wiktoria jest wampirem, którego po prostu chcą przegonić z ciała dziewczyny. Konflikt, mimo starań przyjezdnych narasta, zatem nie pozostaje im nic innego jak uciec przed przyszłymi oprawcami - na polecenie matki Wiktorii mają kierować się do sąsiedniej wioski. Niestety zamieć śnieżna im to uniemożliwia, a jedynym miejscem, w jakim teraz mogą się schronić, jest owiany legendą dworek szlachecki Wilczy Bór, który stoi pośrodku lasu. Czy to dobry wybór? Po przekroczeniu progu posiadłości, zaczynają tego żałować - to stare, pełne mrocznych zakamarków miejsce, w których tak łatwo znaleźć na ścianach ślady pazurów… Właściciel tego dworu, Dragomir Rakoszycki przytłacza stanowczością i ogromną sylwetką, a jego służącej Nadii bliżej jest do wiedźmy niż gospodyni. Niestety nie mają innego wyjścia - rozładowane telefony i zamieć utrudniająca poruszanie się sprawiają, że nie mają jak wezwać pomocy. Czy uda im się przetrwać tę noc? Jakie duchy nawiedzają te miejsce i czy Wiktoria faktycznie może być wampirem?
 
Książka rozpisana jest na trzynaście numerowanych rozdziałów (warto zwrócić uwagę na detale wydania papierowego - grafika rozdziałów ozdobiona jest czymś na kształt korzeni, które dobrze współgrają z klimatem grozy) i epilog. Akcja powieści toczy się w dużej mierze linearnie (choć narrator ma tendencję do wspominek), odstępstwem od tego są dwa fragmenty opowiadające o śledztwie sprzed kilku lat, które Adam prowadził z Marią w czasie, gdy sam jeszcze służył w policji oraz fragmenty, w których pojawia się pamiętnik pochodzący z przełomu XIX/XX wieku. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Adama, którego kreacja świetnie nawiązuje do detektywów z kryminałów noir. Styl, w jakim jest pisana, jest więc konsekwencją tej kreacji - jest uszczypliwie, ironicznie, z humorem mającym na celu przekoloryzowane sytuacji. W książce jest sporo dialogów, w których autor sprawdza się świetnie.
“Spaliłem ten list i wszystkie inne, które kiedykolwiek od niej dostałem. Tak sobie pomyślałem, że ogień to wspaniała rzecz. Pozwala łatwo zapomnieć i pomaga zacząć od nowa.”
Poprzez formę narracji główny bohater stoi w centrum opowieści. Adam to człowiek, który przez całe życie od swojego otoczenia odstawał, z czego w końcu uczynił swój znak rozpoznawczy. Kiedyś próbował żyć tak, jak inni - w końcu wstąpił do policji, pracował w zespole. Od kilku lat jednak idzie swoją własną drogą, jest sam sobie szefem, przyjmuje zlecenia, które innych detektywów nie interesują, a jemu dostarczają dobry przypływ gotówki, którą chętnie przeznacza na dobre ubrania, zegarki, kosmetyki i inne luksusy. To ciekawa postać, którą łączy w sobie wspomnianego już detektywa kryminałów noir z pogromcą duchów i megalomanem, a jednak poprzez ironiczną formę narracji dająca się lubić. Warto też zaznaczyć, że choć Adam tropi duchy, to do zajęcia podchodzi racjonalnie - nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone, dzięki czemu czytelnik może z góry założyć, że rozwiązanie historii powinno być w pełni racjonalne.
“Na początku założyłem, że problemy z duchami dotyczą wyłącznie ludzi bogatych, bo tylko tacy się do mnie zgłaszali. Szybko jednak pojąłem, że to nieprawda. Każdy ma swojego ducha, którego się boi, tyle tylko, że nie każdego stać było na moje usługi.”
Obok Adama “zwyczajną” postacią jest Maria, policjantka, z którą kiedyś pracował, a z którą od tego czasu łączy go przyjaźń. Jej postać zbudowana jest na zasadzie kontrastu - dla niej wygląd nie jest ważny, jest cicha i dobra, a równocześnie ciągle jeszcze dość naiwna, przez co nie jest specjalnie wyrazista.
Tego jednak nie można powiedzieć o pozostałych postaciach - Dragomirze, Nadii, Wiktorii, którzy balansują na pograniczu postaci ludzkich i zjawisk nadprzyrodzonych. W ich tle przewijają się takie zagadnienia jak wampiryzm, nieśmiertelność i czary.
“- Uważasz, że jestem potworem - oświadczył.
- Mordercą. Nie dodawaj do tego żadnej filozofii - odparłem.
- Mężczyzna, który nie widzi sensu życia, przypomina psa żyjącego na łańcuchu. Najpierw rozpaczliwie próbuje się uwolnić, potem godzi się ze swoim losem, a na końcu staje się otępiały. Nie godzę się z takim losem. Chcę pokonać śmierć i uczynię wszystko, żeby to zrobić.”
Intryga powieści opiera się o wątek grozy, w którego centrum stoi dworek i jego właściciel - czy to nawiązanie do klasycznego wątku nawiedzonego domu? Autor bawi się obrazami znanymi z tego gatunku literackiego, jak i fantastyki, nie brakuje też miejsca na wątek historyczny, dzięki któremu wraz z narratorem czytelnik może poznać historię tego miejsca. Nie zapominajmy też o kryminale noir, przez co wraz z biegiem lektury nieustannie zmienia się klimat powieści. Mam wrażenie, że z każdego z tych gatunków i wątków autor wyciąga coś dla siebie i przekształca to w formę, która nie jest ani powieścią w pełni na poważnie, ani też faktyczną satyrą, choć bez wątpienia historia mocno bazuje na przekoloryzowaniach. Może właśnie przez po miałam problem z wczuciem się w historię w warstwie emocjonalnej - sceny w teorii straszne wcale nie wywoływały dreszczy, a akcja nie przyniosła adrenaliny. Nie pomogło też kilka naciąganych w prawdopodobieństwie scen.
 
Autor przez całą powieść stara się trzymać czytelnika w niepewności czy to, co narrator opisuje, dzieje się naprawdę. Rzeczywistość miesza się ze snem, a co ważniejsze - Adam dostaje gorączki, więc kto wie, może część jego relacji to po prostu majaki? To dobry zabieg, choć i on nie został w pełni wykorzystany - ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że nie potrafię oddzielić prawdy od wyobrażeń. Co więcej, świetna sceneria mrocznego, zatrzymanego w poprzednim wieku dworku pełnego tajnych schowków i przejść odciętego od świata śniegiem i głębokim lasem też zdaje się nie do końca wykorzystana - mogłaby przecież już sama w sobie stworzyć niepokojący klimat, który dodatkowo rozmywałby granicę pomiędzy realnością a baśnią.
“Świat dzieli się na ten, który widzimy, oraz na ten, który istnieje tylko w naszych głowach. Pokazuję moim zleceniodawcom, jak odróżnić obie te rzeczywistości.”
“Rostoły. Klątwa Wilczego Boru” to powieść, której założenia są naprawdę ciekawe. Autor pochyla się nad zagadnieniami i motywami, które od dawna przewijają się w powieściach grozy: pragnienie nieśmiertelności, nadzwyczajnych mocy, klątw, zjawiska nadprzyrodzone stają się bazą historii, która zakorzeniona jest w podejściu racjonalnym, jakie prezentuje główny bohater, a zarazem narrator powieści. Autor wyciąga z kilku gatunków literackich to, co znajome i łączy to na swój sposób dając historię, która może być naprawdę klimatyczna, raz straszna, raz zabawna przez to, że jest tak mocno przekoloryzowana. A jednak coś mi tutaj nie zagrało tak jak powinno, przez co nie wyczułam żadnego klimatu powieści - w żaden sposób nie wpłynęła na moje emocje, za co, mam wrażenie, odpowiadają zbyt częste przeskoki gatunkowe, bo przez nie zabrakło miejsca, by ten klimat zbudować. Potencjał powieści jest duży, szkoda tylko, że nie został wykorzystany na tyle, bym była w stanie nią się jednoznacznie zachwycić.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mova.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 27, 2026

Book tour z "W zasięgu śmierci"!

Book tour z "W zasięgu śmierci"!
Debiut Aldony Kucner w miniony piątek świętował swoją pierwszą miesięcznicę na naszym rynku książki! Dokładnie tego dnia miałam przyjemność poznać się z autorką na żywo na Targach Książki w Krakowie i trochę o ten niezwykły miesiąc z jej życia wypytać. Ale w poprzednim tygodniu nie zabrakło też atrakcji dla Was - na Instagramie i Facebooku przygotowałam dwuczęściowy wywiad, w którym Aldona Kucner opowiedziała o swojej drodze do debiutu literackiego, o tym, co było dla niej w tej historii naprawdę ważne, jak i o tym, co dalej... (cz.1: IG - klik!, FB - klik!, cz.2: IG - klik!, FB - klik!). W tym wypadku pozostaje już teraz tylko jedno - ogłosić book tour z "W zasięgu śmierci"! 

Dla kogo jest to książka? Dla fanów kryminałów, w których nie tylko sama zagadka kryminalna jest ważna, ale liczą się też i postacie - kreacja głównej bohaterki Gizeli Sikory jest świetną kombinacją śledczej ze skomplikowanym życiem prywatnym z powiewem świeżości. Zresztą jej współpracownicy, zwierzchnicy i ich wspólne relacje też budzą dużo emocji! Zagadka kryminalna z kolei mocno osadza nas w tematach współcześnie ważnych, opowiada między innymi o tym, jak mocno nasze życie powiązane jest z tym, co dzieje się w sieci... Blaski i cienie, duże pieniądze kontra wielkie marzenia, a w tle piękny Wrocław. Brzmi dobrze? Zapraszam do zgłoszeń na book tour, a jeśli chcecie dowiedzieć się o książce jeszcze więcej, to wpadnijcie na recenzję - klik! 


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście do jutrzejszego wieczoru.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 22, 2026

"Moja" Małgorzata Węglarz

"Moja" Małgorzata Węglarz

Autorka: Małgorzata Węglarz
Tytuł: Moja
Cykl: Moja, tom 1
Data premiery: 10.09.2025
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Małgorzata Węglarz to polska autorka, która swego czasu wprowadziła małą rewolucję w gatunku reportażu - w 2021 roku debiutowała na rynku książką „Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej”, która jako pierwsza w Polsce odsłoniła realia branży pogrzebowej “od kuchni”. Ten tytuł zaprowadził ją na konferencję TEDx Warsaw Women, gdzie wygłosiła krótką prelekcję. Od tego czasu autorka dzieli swoją twórczość na literaturę faktu i beletrystykę - na swoim koncie ma już cztery solowe reportaże oraz jeden napisany w duecie, a także siedem powieści, z czego dwie ukazały się kilka lat przed pierwszym reportażem: w 2013 i 2016 i wydane zostały pod pseudonimem Maggie Moon. Twórczość beletrystyczną autorki można także podzielić na dwie kategorie: zaczynała od powieści gotyckich osadzonych w XIX-wiecznej Anglii inspirowanych twórczością Edgara Allana Poego (jak np. “Sznurki starej marionetki” - klik!), po czym przerzuciła się na historie współczesne osadzone w środowisku polskim, czego wyrazem jest trylogia thrillerów psychologicznych rozpoczynająca się powieścią “Moja”. Już teraz na rynku dostępny jest tom drugi pt. “Nasza”, a trzeci, ostatni, jest w fazie przygotowania - niedawno autorka informowała w mediach społecznościowych, że postawiła w dokumencie tekstowym ostatnią kropkę.
 
Czerwiec 2015 rok, niewielka wioska Czarci Jar położona w północno-wschodniej części Polski. W głębokim lesie turyści zobaczyli smugi dymu - ukryta między drzewami chatka położona na niewielkiej polanie stanęła w ogniu. W progu domu stoi dziewczyna, która z jakichś powodów nie ucieka, dopiero interwencja turystów ratuje ją przed śmiercią. Nieprzytomna trafia do szpitala, a tamtejszy personel powiadamia lokalną psycholożkę Barbarę Langman, której wystarczy jedna rozmowa, by nabrała pewności, że to ofiara długotrwałej przemocy z głęboką psychiczną traumą - tak głęboką, że nie pamięta nawet swojego imienia. Wygląda na to, że cały jej umysł zajmuje On, który według niej z pewnością za chwilę ją znajdzie i ukarze za nieposłuszeństwo. Kim jest ta dziewczyna, którą ktoś przez lata nie nazywał jej imieniem, tylko Moją? Czy dręczące ją poczucie zagrożenia, czającego się obok niej niebezpieczeństwa jest zasadne? Barbara naznaczona swoją traumą z przeszłości jest zdeterminowana, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie pojawiające się wokół historii Mojej pytania.
 
Książka rozpisana jest na prolog osadzony w 1995 roku i trzydzieści dwa rozdziały, których akcja rozciąga się pomiędzy 1997-2015. Do każdego rozdziału przypisana jest postać, z perspektywy której dany fragment jest opisany. Głównymi narratorkami są Moja i Barbara, pojawiają się też i drugoplanowi narratorzy m.in. On, ten, którego Moja się tak boi. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl, w jakim powieść jest pisana, jest codzienny, autorka nieraz posługuje się potocznym słownictwem, nieraz padają też mocniejsze słowa, czasami przekleństwa, jednak ich użycie ma swoje uzasadnienie, wypada naturalnie. Język narracji subtelnie przypisany jest do postaci np. rozdziały Barbary podszyte są sporą dawką ironii i autoironii, a te pisane z perspektywy Mojej bywają rwane - dokładnie tak, jak jej wspomnienia.
„Nauczyłam się, że agresja jest bezpieczniejsza niż ten pozorny niż ten pozorny spokój, bo to on skrywa mrok.”
Każda z postaci, która jest w jakiś sposób uwikłana w fabułę, niesie sobą własną, skomplikowaną, często traumatyczną historię. Moja przeżyła w swoim niedługim jeszcze życiu najwięcej z nich, a autorka całkiem nieźle oddaje jej poczucie wyobcowania, poczucie, że świat, do którego teraz trafiła, nie jest jej światem. Przez sporą część fabuły tajemnica jej uwięzienia i niewoli pozostaje tajemnicą, a tym, co przyciąga uwagę, jest sposób funkcjonowania jej umysłu - wspomnienia pojawiają się w snach, a w chwilach świadomość tym, co siedzi w jej głowie, to przez lata wpajane zasady. Czy po czymś takim dziewczyna ma szansę wrócić do normalności, żyć tak jak każdym inny żyje na tym świecie? Czy jej umysł ma jeszcze szansę wrócić na właściwe tory, odzyskać proporcje, pozwolić jej myśleć o tym, czego ona potrzebuje?
“„Ofiara” powtarzam w głowie. Ofiara, ofiara. Czy to teraz moje imię?”
Czytelnik dzięki naprzemiennej narracji otrzymuje szerszy obraz tego, co dzieje się z Moją po uwolnieniu. Przyglądamy się problemowi odnalezienia tożsamości osoby, która nie wie jak się nazywa - jak reaguje na to policja, psycholog, społeczeństwo. Jak szybko czyjaś osobista tragedia może stać się sensacją, jak mocno współczesny świat nastawiony jest na monetyzację nieszczęścia i jak szybko o pojedynczych tragediach się zapomina.
 
Prawdziwie zainteresowana losami Mojej wydaje się jedynie Barbara. To ciekawa postać ujęta poprzez ironiczny humor. Dwadzieścia lat temu jej nastoletnia córka została porwana i nigdy nie wyjaśniło się, co się tak naprawdę stało. Barbara jednak zdołała wrócić do życia - poobijana, niedbająca o samą siebie, a jednak zdeterminowana, by pomagać innym. Specjalizuje się w ofiarach przemocy, dzięki czemu może Mojej zapewnić odpowiednią opiekę i uwrażliwić otoczenie na to, co dziewczyna teraz przeżywa (scena z pewnym lekarzem mocno dalej do myślenia).
„Przemoc może spotkać każdego. To niepokojące, kiedy doświadczamy jej z ręki osób, które powinny o nas dbać i nas chronić.”
Przez pierwszą połowę powieści skupiamy się głównie na tym, jak Moja wraca do świata, do rzeczywistości. Dopiero z czasem zagadka kryminalna wysuwa się na plan pierwszy - jej główna oś fabularna nie jest mocno skomplikowana, części rozwiązania czytelnik może się domyśleć, jednak istotniejsze są powody: dlaczego do porwania Mojej doszło, dlaczego On czuł taką potrzebę. Autorka przez całą opowieść rozrzuca pewne tropy, wskazówki, które długo wydają się albo błędem albo czymś kompletnie niezwiązanym z zagadką, a jednak warto zachować czujność - tu wszystko spina się w całość.
 
A choć w teorii wszystko brzmi pięknie, to jednak nie czułam głębokich emocji podczas lektury. Bo choć historia jest dobrze przemyślana i umotywowana (no, poza jedną dość wątpliwą sceną), to nie została mocno odwzorowana pod kątem psychologicznym - ani postać Barbary ani Mojej nie poruszyła moich emocji na tyle, bym mogła zapłakać nad ich losem. Może stało się tak dlatego, że narracja podzielona na kilka postaci i skupiona na wydarzeniach, na kolejnych aktach przemocy (które w większości przypadków nie są opisywane wprost, ale jednak bardzo jasno zasugerowane) po prostu nie miała tyle miejsca, bo przedstawić umysły postaci krok po kroku? Przemiany, jakie w ich głowach zachodzą dały mi wrażenie fragmentarycznych, niedostatecznie pogłębionych, mechanizmy działania umysłu zostały raczej tylko zasygnalizowane, niż w pełni omówione. Może taki był cel autorki? Może ja po prostu przeczytałam już w swoich życiu za dużo książek o psychicznym uzależnieniu od drugiej osoby? Wszystkie mechanizmy, o jakich pisze tu autorka, były mi już dobrze znane zarówno pod kątem fikcji, jak i literatury faktu, książek i seriali, a to w połączeniu ze średnio pogłębioną warstwą psychologiczną sprawiło, że po prostu nie miałam na czym na dłużej zakorzenić się emocjonalnie.
„Lata dziewięćdziesiąte jedni wspominają z nostalgią, a dla mnie to czasy krzywdzenia takich jak ja. (...) Bez problemu wierzono wtedy, że sataniści mordują dzieci, ale kiedy te znikały, znajdowano setki wymówek, dlaczego mogły odejść same.”
“Moją” Małgorzaty Węglarz polecam zatem osobom, które z tematyką psychologicznej przemocy, psychologicznego uzależnienia nie miały do tej pory za wiele do czynienia - autorka dobrze opisuje podstawowe mechanizmy ofiary, która po latach więzienia wraca do życia. To punkt wyjścia do zgłębiania tego skomplikowanego zagadnienia, w którym mózg ludzki działa zarówno jako obrońca, jak i wróg samego siebie. Ciekawe mechanizmy psychologiczne ubrane zostały w fabułę pełną trudnych historii - różny rodzaj przemocy, jaką są w stanie zadawać najbliżsi, różnie pojmowane pojęcie uzależnienia od drugiej osoby stają się dopełnieniem, które wzbogacą intrygę opartą o zagadkę zaginięcia i braku poszukiwań Mojej. Warto zwrócić też uwagę na tło, zmieniające się czasy - dobrze zarysowana jest perspektywa zarówno w latach 90. XX wieku, jak i czasów aktualnych. Dla czytelników z dużym doświadczeniem w tym rodzaju thrillerów może jednak to wszystko okazać się niewystraczające - sama mam poczucie “liźnięcia” tematu niż faktycznego zgłębienia. To sprawiło, że w historię nie mogłam się w pełni zaangażować i czerpać z niej bezsprzeczną przyjemność, a to odbiło się na subiektywnej ocenie. Czy z tomem drugim będzie inaczej? Mam taką nadzieję, “Nasza” mam już przecież pod ręką.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Małgorzatą Węglarz.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 21, 2026

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - recenzja patronacka

"Zaproszenie" Sebastian Fitzek - recenzja patronacka

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Zaproszenie
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Gatunek: psychothriller
 
Sebastian Fitzek w tym roku świętował dwudziestolecie swojej twórczości! To jedyny taki autor, który w Niemczech, swoim rodzinnym kraju, zapełnia czytelnikami stadiony - premiery jego książek to nie zwyczajne spotkania, to prawdziwe show. Zresztą wystarczy zajrzeć na jego stronę internetową, by przekonać się, jak wiele pracy wkłada nie tylko w swoje książki, ale również w prezencję - przyznam, że u żadnego innego pisarza bez względu na miejsce pochodzenia nie widziałam tak atrakcyjnej, bogatej w treści strony.
Ale to tylko dodatek. Sebastian Fitzek na rynku książki zaistniał w 2006 roku i już jego debiut pt. “Terapia” zyskał miano bestsellera. Od tego czasu napisał około czterdziestu książek - w przeważającej liczbie są to thrillery psychologiczne, niektóre z domieszką grozy (jak w przypadku “Zaproszenia”), ale zdarzyło mu się też kilka książek dla dzieci, powieść graficzna czy nawet powieści humorystyczne (a o to, czy autor ma dobre poczucie humoru nie musimy się martwić - swoją komediową stronę zawsze chętnie prezentuje w podziękowaniach swoich thrillerów). Tłumaczony jest na blisko 40 języków, a liczba sprzedanych egzemplarzy już dawno przekroczyła 20 milionów. W Polsce przez wiele lat wydawany był przez Wydawnictwo Amber, od roku 2025 prawa do publikacji przejęło Wydawnictwo Albatros. “Zaproszenie” to trzecia powieść wydana pod ich szyldem. W oryginale ukazała się w 2023 roku.
 
Marla Lindberg mimo młodego wieku przeżyła już w swoim życiu wiele niewyobrażalnie mrocznych chwil: samobójczą śmierć ojca, który darzył ją niewłaściwym uczuciem, wypadek, którego doznała na skutek zastawionej na nią pułapki w nieczynnym szpitalu, a który pozostawił jej pamiątkę w postaci traumy i blizny na twarzy oraz pracę polegającą na przeglądaniu najokrutniejszych nagrań w sieci. Nie zapominajmy jeszcze o szoku, który przeżyła dowiedziawszy się, że ma prozopagnozję, czyli zaburzenie percepcji wzrokowej polegające na nierozpoznawaniu twarzy… Teraz, w wieku dwudziestu trzech lat Marla pracuje jako pokojówka - byle z dala od ludzi. A jednak jej doświadczenia nadal mocno w niej rezonują: w sprzątanych pokojach doszukuje się wskazówek, czy przypadkiem nie mieszka w nich zwyrodnialec… By ostatecznie odciąć się od przeszłości i pogodzić swoje dawne i aktualne ja, decyduje się przyjąć zaproszenie na zjazd klasowy, który odbyć ma się w ten weekend w Chacie Mgieł w Alpach. Ale nawet to nie idzie zgodnie z planem - w czasie jej podróży jakiś dziwny mężczyzna każe jej zawracać, a ona sama dociera na miejsce za późno i musi wspinać się w zapadającym zmroku na ośnieżoną górę. Po dotarciu na miejsce wcale nie jest lepiej - wygląda na to, że jej dawni znajomi ze szkoły już tam dotarli: w kuchni stoik kubek z ciepłą herbatą, na blacie leży jedzenie, w kominku pali się ogień… a jednak nikogo tam nie ma. Czy to jakaś gra? Gdzie wszyscy się podziali? I czy na pewno w ten weekend uda się Marli zażegnać własne traumy, czy może wręcz przeciwnie - tylko je pogłębi? Nie wie jeszcze, że ten wyjazd okaże się kolejnym koszmarem, z którego nie da się obudzić…
„– (…) tutaj nikogo nie ma. Jestem w Chacie Mgieł całkiem sama.
– No, w takim razie nikt nie może ci zrobić krzywdy (...).”
Książka rozpisana jest na prolog i 84 kilkustronicowe rozdziały. Większa część akcji toczy się w przeciągu jednej doby spędzonej w Chacie Mgieł, a historię poznajemy w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Marli. Jednak są od tego wyjątki - część rozdziałów toczy się w tym samym czasie, ale z perspektywy byłej szefowej Marli, część toczy się później, podczas czegoś nazwanego “wysłuchaniem”, a część wcześniej, by dokładnie przedstawić przeżycia Marli, które doprowadziły jej psychikę na skraj wytrzymałości (są ułożone chronologicznie, czyli te fragmenty znalazły się na początku powieści, pozostałe ułożone są w kolejności naprzemiennej). Język, jakim autor się posługuje, jest prosty, esencjonalny, zdania są krótkie. Dialogi prowadzone są dynamicznie, a opisy mocno oddziałują na nastrój powieści - autor lubi grać obrazem, raz doskonale buduje napięcie rodem z powieści grozy, by za chwilę zszokować makabrycznym obrazem z krwawego horroru. Mimo skrajnych scen, jest w tym wszystkim jakiś umiar, autor nie przekracza granicy, za którą pomyślałabym “o nie, to dla mnie za dużo!”.
„Co waszym zdaniem jest gorsze? Zaszkodzić komuś czynem czy nie zapobiec krzywdzie?”
Już pierwsze sceny powieści niosą w sobie sporą dawkę sadyzmu, brutalności. Wszystko jednak ma swój cel - autor tą powieścią pyta o to, kim stajemy się pod wpływem przemocy. Czy przemoc ukazuje kim faktycznie jesteśmy, obnaża nasz rdzeń osobowości, a może odwrotnie - to w takich sytuacjach tracimy swoje “ja”, rolę przejmują geny zwierzęce? Cała fabuła to swego rodzaju gra z postaciami powieści - autor testuje ich wytrzymałość zmuszając do przeżywania kolejnych poziomów. Kto z nich nie przetrwa do końca?
„Przemoc obnaża człowieka. Stając się celem przemocy, człowiek ukazuje swoje prawdziwe ja. Gdy nic nam nie zagraża, możemy wygłaszać ładnie brzmiące, dobroduszne frazesy o tym, że każdy konflikt da się rozwiązać w demokratyczny sposób.”
Dylemat dotyczący tożsamości nie odnosi się jednak tylko do samej przemocy jako czynnego aktu dotyczącego nas samych. Pochylamy się w nim też po prostu nad poszukiwaniem własnego ja. Szuka go Marla, szukają go inni z jej otoczenia - kim w świecie pełnym przemocy, ciągłego napływu nowych kryminałów i true crime jesteśmy? Jak zachować zdrowy balans w świecie, w którym złe informacje rozprzestrzeniają się dużo lepiej i szybciej niż te dobre? Autor uważnie przygląda się temu zagadnieniu, choć więcej na ten temat zdradzić nie mogę.
„A może (...) się myliły? Może przemoc nie obnaża człowieka? Może po prostu niszczy jego duszę i sprawia, że robi się nieuleczalnie chory?”
Intryga powieści, a przynajmniej kluczowa jej część rozgrywająca się w Chacie Mgieł, oparta jest o stary, dobry motyw odcięcia od świata, zamkniętego grona podejrzanych. Ile już było tego typu powieści: grupka ludzi uwięziona w chacie w górach! A jednak Fitzek zdołał zrobić z tego coś absolutnie swojego: grę pełną twistów tak zaskakujących i tak częstych, że co kilka stron nasz domek z kart musimy budować na nowo. Mimo stopnia skomplikowania intrygi autor jednak prowadzi czytelnika tak logicznie i precyzyjnie, że przy każdym kolejnym przewróceniu perspektywy zdarzeń, nie mamy żadnym problemów, by uwierzyć w wersję, w którą chce, żebyśmy wierzyli. Fitzek po raz kolejny dowodzi, że jego wyobraźnia nie ma granic, a umiejętność manipulowania faktami i uwagą czytelnika stoi na najwyższym poziomie.
„Do jakich absurdalnych czynów nakłania człowieka strach!”
We wstępie wspomniałam, że “Zaproszenie” to thriller z domieszką horroru. Napięcie, jakie autor przez większą część powieści buduje, wynika z niepewności, a zarazem coraz większej podejrzliwości - nie wiemy przecież kto jest dobrym, a kto złym, wiemy tylko, że ktoś taki w gronie postaci jest. Kłótnie i kolejne zarzuty, jakie wymierzają w siebie nawzajem postacie, rozpalają atmosferę, a szalejąca za oknem śnieżyca pogłębia poczucie odcięcia od świata. Akcja toczy się odpowiednio dynamicznym tempem, by była w niej chwila na wewnętrzne refleksje postaci, a równocześnie, by czytelnika cały czas miał wrażenie, że dzieje się dużo. Finał, rozwiązanie całej intrygi, jak to u Fitzka, zwala z nóg - przyznam, że nawet przy drugim czytaniu dałam się na samym końcu zaskoczyć!
„– (…) Przecież piszesz o takich psycholach. Co ich motywuje? (…)
– Wszystko zaczyna się i kończy na motywie (…). Jeśli znasz motyw, znajdziesz sprawcę. (...) Znam to z prawa karnego. Mało co dzieje się bez powodu. Nawet u ludzi chorych psychicznie, nawet jeśli zdrowy umysł nie jest w stanie zrozumieć motywu.”
Znowu się rozpisałam, ale przy tak bogatej powieści jak “Zaproszenie” nie da się inaczej! Tu wszystko warte jest uwagi: kreacje postaci, nastrój, cała oprawa “wizualna”, sposób prowadzenia akcji, sposób budowy i odsłaniania intrygi. Przyznam, że jest to jedna z najbardziej pokręconych historii, jakie miałam okazję w swoim życiu czytać i nawet podczas pierwszej lektury zastanawiałam się, czy nie jest pokręcona aż za bardzo. Przy drugim czytaniu doszłam do wniosku, że nie - jest bogata, ale logiczna, jest prowadzona na granicy makabry, tego, co znośne, ale nigdy jej nie przekracza, a wykorzystuje to, by pogadać o tym, co w aktualnym świecie jest dla nas ważne, a z czego możemy nie zdawać sobie sprawy - o otaczającej nas przemocy i o tym, co ta jej ciągła obecność z nami robi. To powieść dla czytelników odważnych, którzy nie skrytykują od razu mocnych obrazów, tylko zastanowią się nad ich zasadnością w powieści.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 21, 2026

Wygraj "Gdyby książki mogły zabijać"! Konkurs ambasadorski

Wygraj "Gdyby książki mogły zabijać"! Konkurs ambasadorski
Jakich książek mocno potrzebujemy w okresie jesienno-zimowym? Na pewno tych, co skutecznie poprawiają humor! A przy jakiej książce śmiałam się w tym roku najgłośniej i najczęściej? Coś mi mówi, że to właśnie był debiut literacki Kate Eberle pt. "Gdyby książki mogły zabijać"... 

Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z możliwością zdobycia tej powieści! To historia oparta na skrzyżowaniu dwóch gatunków literackich: komedii kryminalnej z... romantyczną! Oryginalny pomysł, prawda? A wykonanie jest jeszcze lepsze niż może się wydawać, bo tym, co łączy te gatunki, jest głęboka miłość do książek i zrozumienie, że świat zawarty w powieści nie ogranicza się tylko do stron, na których jest zapisany - to coś, co żyje w nas! Te uczucie zna każdy miłośnik literatury, a autorka w bardzo błyskotliwy sposób buduje na nim swoją powieść. Więcej o tym tytule możecie przeczytać w recenzji - klik!, a poniżej znajdziecie wszystko, czego potrzebujecie do udziału w konkursie. 

Co zrobić, by wziąć udział w konkursie? Może pobawimy się tytułem? Dokończ zdanie: 
Gdyby książki mogły zabijać, to…


Nie bójcie się dać się ponieść swojej kreatywności! Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im bardziej oryginalnie, tym lepiej.

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 25 października, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 1 listopada.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


października 20, 2026

"Dosiad" Katarzyna Gołda

"Dosiad" Katarzyna Gołda

Autorka: Katarzyna Gołda
Tytuł: Dosiad
Cykl: Bogna Bohr, tom 2
Data premiery: 30.09.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Zaledwie kilka miesięcy temu Katarzyna Gołda rozszerzyła polską literaturę szpiegowską o kobiecy głos, a już teraz powraca ze swoją drugą powieścią. Zarówno “Złoty spadochron” (recenzja - klik!), jak i “Dosiad” opisują losy tej samej grupy postaci, na czele których stoi funkcjonariuszka ABW Bogna Bohr, więc czytelnikom, którzy lubią dobrze znać i dogłębnie rozumieć postacie, zalecam kolejność chronologiczną serii. Jednak każdy z tomów opiera się na oddzielnej intrydze kryminalnej, dzięki czemu lektura bez zachowania kolejności chronologicznej również jest możliwa.
A dlaczego głos Katarzyny Gołdy w literaturze szpiegowskiej jest tak ważny? Bo to ona jest pierwszą polską autorką thrillerów szpiegowskich, która w swojej biografii ma wieloletnie doświadczenie pracy w służbach wywiadowczych. Przez blisko dwadzieścia lat służyła w ABW i SKW (Służbie Kontrwywiadu Wojskowego), i jak sama przyznaje - pisząc powieści szpiegowskie musi bardzo uważać na to, co o pracy operacyjnej zdradza szerszej publiczności… Jej debiut pt. “Złoty spadochron” to jednak nie była jej pierwsza próba literacka - o zostaniu pisarką marzyła od lat dziecięcych, a wcześniej przez ponad dekadę pisała opowiadania fantastyczne pod pseudonimem Katja Tomczyk.
 
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Na ulicach Warszawy tłoczno od ludzi szukających prezentów i robiących świąteczne zakupy, przygotowujących się do tego wyjątkowego czasu w roku. Bogna Bohr wraz z grupą jej współpracowników jednak nie czuje tego radosnego oczekiwania - właśnie przychodzi im stanąć nad grobem przyjaciela, współpracownika, którego zawał serca zabrał zdecydowanie za wcześnie. Ale czy na pewno podana przyczyna zgonu jest tym, co wydarzyło się naprawdę? Gdy po pogrzebie w bramie cmentarza staje były szef Bogny, jej wątpliwości, ale i wyrzuty sumienia narastają - Drobina twierdzi, że Jogi zginął przez nią. Czy faktycznie to pendrive, który pół roku temu znalazła w rzeczach zmarłego dyrektora Departamentu Kontrwywiadu ABW, mógł stać się powodem, dla którego zginął jej przyjaciel? Pendrive, którego do tej pory uważnie nie zbadała, o którym nikomu nie powiedziała? Coś jednak musi być na rzeczy, bo gdy wraca do domu orientuje się, że ktoś w nim był - ktoś zrobił jej dosiad, niejawne przeszukanie, a nawet zostawił po sobie ślady, których musiał być pewny, że ona na przeoczy. Problem w tym, że Bogna w tym momencie nie może ufać temu, co wydaje jej się, że widzi - stres i przemęczenie mocno w ostatnim czasie osiadły jej na psychice, przez co doznaje halucynacji. Jak więc odróżnić prawdę od wytworów umysłu?
 
Książka rozpisana jest na sześć rozdziałów - każdy z nich to osobny (podpisany) dzień tygodnia. Akcja rozpoczyna się 19 grudnia 2019 i kończy w Nowy Rok, choć większa część historii zamyka się w czterech przedświątecznych dniach. Każdy rozdział dzielony jest na numerowane, kilkustronicowe podrozdziały, z których większość pisana jest z perspektywy Bogny w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Obok niej równie ważną perspektywę oddaje jej aktualny przełożony i jedyna osoba w ABW, której ufa - O’Hara, który wraz z nią próbuje rozgryźć to, co wokół niej się dzieje. Akcja powieści rozgrywa się linearnie, z jednym wyjątkiem, kiedy akcja cofa się o kilkanaście lat wstecz. Naprzemienna perspektywa postaci i kilkustronicowe podrozdziały nadają lekturze dynamizmu, a choć wielość przewijających się przez powieść postaci, jak i czasem pojawiające się charakterystyczne dla środowiska służb wywiadowczych słownictwo wymagają od czytelnika skupienia, to jednak warto im je od siebie dać - wtedy książka odwdzięcza się pasjonującą historią. Zresztą użycie charakterystycznych nazw czy zwrotów to dobry zabieg, nadający lekturze realizmu. Autorka pisze w swobodnym stylu, często korzysta ze zwrotów potocznych, a choć z początku w niektóre zdania wkrada się szyk przestawny zdań, to jednak z biegiem lektury te stylistyczne wyboje się wyciszają, a lektura staje się płynna. Dialogi prowadzone są z dobrym wyczuciem, wypadają naturalnie.
„Zrozumiała wtedy, że bycie matką — podobnie jak bycie córką — nie oznacza dla niej radości ani spełnienia, lecz powrót do stanu nieustannego napięcia, lęku i bezradności. Dzieci stały się w jej oczach symbolem zagrożenia, niekończącego się strachu.”
Sam początek powieści najłatwiejszy będzie dla tych czytelników, którzy są świeżo po lekturze “Spadochronu”. Ci, którzy tej książki nie znają lub dzieli ich od lektury dłuższy okres czasu, powinni uzbroić się w cierpliwość - początek może lekko przytłoczyć ilością wątków i postaci, ciężko tak od razu zrozumieć ten zagmatwany świat funkcjonariuszy ABW, który poznajemy zarówno do strony zawodowej, jak i prywatnej postaci. Przyznam, że w tym momencie bardzo brakowało mi rozpiski, jaka znalazła się na pierwszych stronach “Złotego spadochronu” z pełnym spisem postaci i ich funkcji. Na szczęście te wrażenie nie trwało długo - po kilkudziesięciu stronach przychodzi zrozumienie tego świata, przez co czytelnik może już w pełni skupić się na akcji i losach postaci.
„Jeśli złapią cię za rękę, mów, że to cudza ręka. Nigdy nie przyznawaj się do winy.”
A losy postaci, szczególnie Bogny, są mocno zagmatwane. Autorka już przy pierwszym tomie podkreślała, że w literaturze szpiegowskiej nie interesuje jej tylko dynamiczna akcja, ale także postać szpiega jako człowieka, który mierzy się z ogromnym stresem, z ciągłą pracą pod presją, ciągłymi skokami adrenaliny i poczuciem dużej odpowiedzialności. I w “Dosiadzie” widać to bardzo mocno - psychika Bogny jest w ruinie. Momentami granica pomiędzy tym, co dzieje się naprawdę, a co podsuwa jej własna wyobraźnia, jest zatarta nie do rozróżnienia, co znowu powoduje uczucie dyskomfortu - czy faktycznie wyobrażenia mogą być tak różne od rzeczywistości, tak częste, tak realne? Wierzę, że autorka oddała takie stany wiernie, choć przyznaję, że momentami się nad tym zastanawiałam - szczególnie w chwili, gdy wizje na chwilę ustąpiły.
To ważny element fabuły, ale nie dominujący - to tylko jeden z elementów kreacji postaci, który ma uwrażliwić czytelnika na zdrowie psychiczne. Poza tym Bogna mierzy się z innymi problemami - wątpliwościami w związku, które wynikają z jej profesji, niepewnością związaną z tym, komu tak naprawdę może ufać. Bo czy poczucie, że wokół niej mogą czaić się wrogowie są kolejnym wytworem jej umysłu czy może dobrą intuicją?
„Z tej lekcji nauczyła się jednego: nikomu nie zdradzaj swoich sekretów. Nigdy. Bo przyjaciel z dziś może być wrogiem jutro i bez skrupułów rzuci cię na pożarcie wygłodniałym hienom.”
Choć Bogna prezentuje przed czytelnikiem największe dylematy moralne i duże rozchwianie emocjonalne, to nie tylko ona zmaga się z trudami codzienności życia funkcjonariusza wywiadu. Podobną ilość uwagi poświęcamy jej przełożonemu i przyjacielowi O’Harze, którego małżeństwo jest w ostatniej fazie wypalenia… O’Hara nie zgłębia się aż tak we własne wnętrze, jednak i on nie jest pozbawiony własnych koszmarów - dręczą go decyzje, które musiał podjąć, zatajanie prawdy przez współpracownikami, a przede wszystkim przed Bogną…
„Zadziwiające, że w sztuce oddalania się od siebie zdobyli mistrzostwo bez żadnego treningu.”
Intryga fabularna skupiona jest wokół postaci Bogny, w pewien sposób wynika z tomu pierwszego, choć autorka w “Dosiadzie” przypomina kluczowe fakty, dzięki czemu czytelnik mający z tymi postaciami do czynienia po raz pierwszy również się w fabule nie pogubi. Tak naprawdę zagadka nie jest rozbudowana, na pewno nie jest też tak dynamiczna, jak literatura szpiegowska nas do tego przyzwyczaiła, ale w mojej ocenie to duży plus tej powieści - w końcu możemy zajrzeć za kotarę pracy służby wywiadowczych, które do tej pory były dla nas mocno koloryzowane. Oczywiście nie znaczy to też, że historia nie jest porywająca - autorka doskonale łączy intrygę z psychologiczną stroną postaci sprawiając, że ich losy mocno angażują, a rozwiązanie akcji ciekawi tak mocno, że trudno z czasem od lektury się oderwać. Rozwiązanie zagadki jest satysfakcjonujące, a równocześnie pozostawia otwartą furtkę dla tomu trzeciego, jak udało mi się dowiedzieć - ostatniego.
„Ostatnie dni uświadomiły jej, że obraz świata zależy wyłącznie od perspektywy. To, co jednego dnia wydaje się pewne, następnego może okazać się iluzją.”
Mam wrażenie, że w “Dosiadzie” Katarzyna Gołda jeszcze mocniej skupiła się na codziennych zmaganiach funkcjonariuszy ABW niż w “Złotym spadochronie”. Zmaganiach, które nie polegają tylko na tajnych akcjach szpiegowskich, ale też na walce z samym sobą, ze swoim organizmem, ze swoim życiem prywatnym i rolą społeczną. Bardzo wyraźnie widać to w kontraście Bogna kontra młodsza funkcjonariuszka z króciutkim stażem - Bogna doprowadziła się na skraj wyczerpania, a jej młodsza stażem koleżanka ciągle jest naładowana pozytywną energią do działania, ciągle czeka na jakąś typowo szpiegowską akcję. To ogromny atut tej powieści, z którego autorka korzysta umiejętnie. Sprawnie prowadzona akcja, dobre wyważenie akcji i przeżyć wewnętrznych postaci, a do tego zimowa, przedświąteczna Warszawa w tle, tworzą powieść inną niż wszystkie, jakie miałam okazję czytać w tym gatunku literackim. Bardzo podoba mi się to, co już teraz prezentuje Katarzyna Gołda, a choć drobne elementy powieści wymagają jeszcze lekkiej korekty, to już widać, jak dużo ta autorka może wnieść w polską literaturę szpiegowską (a może i nie tylko!).
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 19, 2026

"Wyższa konieczność" Wojciech Chmielarz

"Wyższa konieczność" Wojciech Chmielarz

Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Wyższa konieczność
Cykl: Bezimienny, tom 5
Data premiery: 30.09.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 480
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Dwadzieścia cztery solowe powieści, wszystkie najważniejsze polskie nagrody gatunkowe, tłumaczenia na obce języki i ekranizacje - to czternaście lat pracy Wojciecha Chmielarza, jednego z najbardziej rozpoznawalnych twórców polskiej literatury kryminalnej, który poza dostarczaniem nam rocznie co najmniej dwóch powieści, jest też stale obecne dla swoich czytelników w sieci - dzieli się poleceniami książkowymi i postępami swojej pracy, jak i miłością do biegania. Od niedawna występuje też w roli współprowadzącego podcast “Chłopaki od blurbów”, w którym rozmawia z polskimi twórcami literatury.
“Wyższa konieczność” to najnowsza z jego powieści, piąty tom cyklu sensacyjnego z Bezimiennym (recenzje – klik!), który powstał w czasie pandemii koronawirusa jako sposób na oderwanie myśli facebookowych fanów autora od ciężkiej codzienności - każdego dnia ukazywał się jeden fragment, które ostatecznie stworzyły powieść “Prosta sprawa” wydaną niewiele później w wersji papierowej przez Wydawnictwo Marginesy. Sześć lat od tej premiery Bezimienny nadal ma się dobrze, choć kto wie, czy ten tytuł to nie ostatnie spotkanie z tym bohaterem…
 
Zima. W Warszawie dochodzi do tragicznego wypadku - jeden z trzech założycieli firmy technologicznej Zenex wpada pod pociąg metra. Tylko czy na pewno to był wypadek? W tym czasie Bezimienny wraca do Łodzi. To tam żyje jego rodzina, którą przed laty musiał porzucić, teraz jednak na jej prośbę wraca - skontaktowała się z nim córka, która doniosła o zniknięciu dziadka Olbrycha. Czy to mogło być porwanie? Wszystko wskazuje na to, że tak, co więcej, już wkrótce okazuje się, że nikt z ich rodziny nie jest bezpieczny - przeszłość wróciła, sprawa, wskutek której Bezimienny stracił swoje imię i miejsce na świecie ponownie przedziera się na światło dzienne oświetlając miejsca, w których wersja zdarzeń się nie zgadza… Kto wrobił go lata temu i kto teraz znowu przystąpił do polowania? Co jest stawką i z jak potężnym graczem przyjdzie mu się mierzyć?
„– Rozważaliśmy wtedy różne opcje rozwiązania sytuacji.(...)
– Różne opcje! Dla ciebie zabić człowieka to opcja!”
Książka rozpisana jest na prolog i 63 kilkustronicowe rozdziały pisane w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z kilku perspektyw: Olbrycha, funkcjonariuszki ABW Justyny, córki i byłej żony Bezimiennego i jeszcze kilku osób w historię wplątanych. Bezimienny przybiera jednak inną formę narracji - jako jedyny swoją perspektywę oddaje w pierwszej osobie czasu przeszłego (dzięki czemu autor unika większości problemów z podaniem jego imienia). Akcja powieści toczy się linearnie, a każda z perspektyw oddana jest z dużą uwagą i dbałością o detale. Język, jakim autor się posługuje, jest bardzo przystępny, czuć w nim dbałość o słowo, ale też swobodę językową, dzięki czemu każda z perspektyw wypada przyjemnie naturalnie. Książkę czyta się płynnie, przekleństwa pojawiają się okazjonalnie - to w końcu powieść sensacyjna, nic dziwnego, że postaciom czasami się przeklnie.
„Wbrew pozorom nie lubię przemocy, nie lubię się bić, ale potrafię to robić. A kiedy się biję, nie zamierzam się bawić w żadne rycerskie gierki, w honorowe pojedynki, w rozważania, czy coś jest fair, czy nie. Dla mnie przemoc to narzędzie. Jak młotek. Sięgamy po niego, kiedy trzeba wbić gwóźdź. A kiedy to robimy, nie zastanawiamy się, jak się czuje gwóźdź i czy przestrzegamy jakichś wymyślonych reguł. Po prostu go wbijamy.”
A jednak mimo dobrego osadzenia gatunkowego powieści, autor nie pakuje się w schematy - sceny akcji to nie wszystko, w powieści jest miejsce i na dobrze zbudowane kreacje postaci, jak i świetne osadzenie jej w aktualnej polskiej rzeczywistości. Choć akcja skupia się na ratowaniu rodziny Bezimiennego, to w tle wybrzmiewa wiele istotnych teraz tematów: poczynając od problemu uchodźczego na wschodniej granicy aż po użycie technologii AI w przemyśle zbrojeniowym. A choć brzmi to bardzo technicznie i bardzo poważnie, to Chmielarz potrafi z tych tematów zrobić coś, co czytelnika naprawdę zainteresuje, bez względu na prywatne preferencje, a co więcej - coś, co pozwoli się nad tym tematem, nad ich wagą zastanowić.
„– Czemu mi to wszystko tłumaczysz?
– Bo lepiej tak, niż potem cię szukać po nocy – odparł i odsłonił pożółkłe, lekko krzywe zęby. – A poza tym ludziom warto pomagać. A ty wydajesz się potrzebować pomocy, nie?”
Akcja główna powieści rozłożona jest na kilka naprzemiennych perspektyw, dzięki czemu czytelnik co kilka stron przenosi swoją uwagę na inny wątek powieści. Akcja toczy się tempem dynamicznym, ale nie do przesady - jest dosłownie kilka scen pogoni i walki, reszta to skrupulatnie snuta intryga, która w finale ma zrobić wielkie BUM. Jak to w tym gatunku bywa, są ludzie stojący po dwóch stronach barykady: ci walczący w imię właściwych moralnie pobudek i ich przeciwnicy. A jednak mimo jasnego podziału, autor nie zamyka czytelnikowi perspektyw - mamy okazję poznać też rację czarnego charakteru, która nie jest tak całkowicie pozbawiona zasadności… I tak autor oczami postaci ukazuje nam Polskę - Polskę, która po zakończeniu PRL-u dała radę wywalczyć swoje miejsce na arenie europejskiej, a która teraz, we współczesnych czasach, gdy nowe pokolenie dochodzi do władzy, musi ponownie ustalić swoje priorytety. Dokąd zmierza nasz kraj, jakie wartości, jacy ludzie nim rządzą? Mimo że lektura nie daje wrażenia powieści politycznej, to jednak przemyca w swojej historii ważne pytania, nad którymi jako obywatele tego kraju, i jak obywatele świata, powinniśmy się zastanowić.
„– (…) pewnych rzeczy nie przewidzieliśmy.
– Na przykład jakich?
– Że w nowym świecie, w którym przyszło nam żyć, najważniejsze są pieniądze.”
Ale poza tematyką dotyczącą życia aktualnego zarówno w stosunku do technologii, jak i świata politycznego, jest też wątek uniwersalny - wątek oparty o wartości rodzinne, o więzi przyjaźni. To z nim mocno związany jest główny bohater - Bezimienny, który mimo iż od dawna nie uczestniczył w życiu rodziny i przyjaciół, zachował w sobie wobec nich lojalność. Teraz przyjdzie mu się zmierzyć z rozczarowaniem i poczuciem zdrady, jakie po sobie zostawił, może w końcu w pewien sposób zakończyć swoje wygnanie, wyjaśnić i rozwiązać problemy, które stały za jego zniknięciem? Mam wrażenie, że dla tej postaci to najbardziej osobisty z tomów.
„Twój ojciec byłby w stanie podpalić cały świat, żeby cię ocalić. Zniszczyć wszystko, co stanie mu na drodze. Jest jak cholerny żywioł, pożar lub powódź, nic go nie powstrzyma.”
Z pewnością warto zwrócić uwagę na same kreacje postaci, które mierzą się z bardzo ludzkimi emocjami. Bezimienny nadal podąża za swoim własnym kodeksem moralnym, a choć nie boi się przyłożyć tym, którzy stają mu na drodze, jest zamknięty w sobie, a więc i niełatwy do poznania, to jednak w jakiś sposób budzi sympatię.
„Każda walka zaczyna się dużo wcześniej, nim padnie pierwszy cios. Niektórzy stawiają wtedy na gadanie, próbę zastraszenia, udowodnienia sobie, jacy są groźni i niebezpieczni. Niepotrzebna strata czasu. Jeśli już się decydujesz walczyć, nie gadaj. Działaj.”
Jego były teść z kolei mocno porusza wątkiem starości - kiedyś praktycznie władca świata, tajny agent, który odbudowywał Polskę, teraz mężczyzna osiemdziesięcioletni, który miewa problemy ze wstaniem z łóżka… I to nie przez brak motywacji, a po prostu przez ograniczenia coraz mocniej zawodzącego ciała. Jego perspektywa uświadamia to, co nieuchronne, ale w żadnym razie nie traci na godności. Olbrych wie, jak swoją słabość przekuć w atut.
Nie brakuje w tej historii też postaci kobiecych - ambitnych, dobrze życie znających czy ciągle jeszcze młodzieńczo naiwnych. I tu autor nie idzie na skróty: to nie są typowe kreacje postaci, jakie znamy z powieści sensacyjnych, a bohaterki, które w sposób bardzo ludzki walczą o to, co dla nich ważne.
„Starość go okradała, uświadomił sobie to już lata temu. Każdego dnia odbierała mu kawałek dawnego siebie, ale on oswoił tego złodzieja, nauczył się z nim żyć. Poskromił go na tyle, że był mu w stanie wydzielać kolejne łupy, negocjować haracz. Nawet odrobinę się z nim zaprzyjaźnił i nie nosił w sobie do niego żalu. Miał długie, interesujące i satysfakcjonujące życie. Mógł ze spokojem je wspominać, z pełną świadomością, że wykorzystał je najlepiej, jak potrafił. Aż do teraz, pomyślał, bo teraz straciłem nad draniem kontrolę. A złodziej zrobił się chciwy.”
Spora część opowieści rozgrywa się w Łodzi - stare, fabryczne miasto z ciekawą historią, która również znajduje dla siebie w tej powieści miejsce.
„Pomyślał, że to największy problem Polski. Brakowało tu ludzi, którzy mieli odwagę mierzyć wysoko. Może to był kolejny powód, dla którego tak lubił Łódź. Dla którego czuł tak głęboką więź z tymi, co ją zbudowali. I oni, i on mieli odwagę marzyć, a potem swoje marzenia realizować.”
Myślę, że Wojciech Chmielarz w “Wyższej konieczności” wykorzystał do maksimum historię, jaką chciał opowiedzieć. Dobrze osadzona w gatunkowych ramach powieści sensacyjnej nie jest kolejną kalką uproszczeń i schematów fabularnych. Na dobrej intrydze opartej o kilka dynamicznych scen akcji, autor rysuje bardzo wyraźny i bardzo bliski nam, czytelnikom, świat. Postacie z krwi i kości, których różne priorytety i motywacje prowadzą w często nieoczekiwane miejsca, wikłają się w tematykę zdarzeń bardzo aktualnych pod kątem technologicznym i pytań, na jakie wkrótce przez wykorzystanie AI przyjdzie nam odpowiedzieć. Wątki polityczne mają bardzo ludzkie oblicze - nie chodzi w nich o zawiłe gry pomiędzy kolejnymi politykami, a o obraz ogólny, o to, jak zmienia się Polska i w jakie miejsce zmierza. W tle przyjemnie oddana Łódź i Bezimienny, który w końcu ma szansę wyjaśnić sprawę, jaka o bezimienność go przyprawiła. Świetny tom, który również bez problemu da się czytać od serii niezależnie! Tylko sama teraz nie jestem pewna - czy lepiej byłoby w tym momencie pożegnać się z Bezimiennym czy jednak dalej prosić o więcej?
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!