września 27, 2021

"Znam twój sekret" Sue Watson

"Znam twój sekret" Sue Watson

Autor: Sue Watson
Tytuł: Znam twój sekret
Tłumaczenie: Anna Pochłódka-Wątorek
Data premiery: 14.07.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Sue Watson na rynku thrillerów psychologicznych w nurcie domestic noir pojawiała się w 2018 roku. Wcześniej pisała książki lekkie, kobiece, z humorem, a całkiem przed podjęciem kariery pisarskiej, była producentką telewizyjną. Na ten moment na swoim koncie ma kilkanaście powieści, w tym sześć thrillerów, z czego trzy z nich zostały przetłumaczone na polski. Pierwszy z nich pt. „Nasze małe kłamstwa” został u nas wydany w 2019 roku i chronologicznie była to jej pierwsza powieść w tym gatunku (recenzja – klik!). „Znam twój sekret”, mimo iż u nas ukazał się jako trzeci, faktycznie był drugą książką autorki, która na jej rynku rodzimym ukazała się w 2019 roku. Liczę na to, że Wydawnictwo Filia szybko weźmie się za tłumaczenie pozostałych jej trzech thrillerów, bo ich oceny na zagranicznych portalach mocno zachęcają.
 
Fabuła książki „Znam twój sekret” toczy się we Włoszech w środku sierpnia. Rodzina Clare właśnie przyjechała tu na wakacje, jej teściowie, jak co roku, wynajęli dużą willę z basenem, bo razem z nimi i ich trójką dzieci mogli spędzić razem czas. Clare jest kobietą mocno zapracowaną, więc na nadchodzące dni czeka z utęsknieniem. Liczy też, że w tym czasie uda jej się razem z mężem popracować nad ich małżeństwem, które właśnie przechodzi kolejny duży kryzys. Wszystko jednak się zmienia, gdy w willi, kilka dni po ich przyjeździe, zjawia się młodszy brat jej męża – Jamie, który zaskakuje wszystkich przywożąc ze sobą młodą, piękną nową żonę… Od samego początku Ella traktuje Clare mocno opryskliwie. Kim jest ta kobieta? Czego chce od tej rodziny? Czy faktycznie jest tak fałszywa jak Clare się wydaje czy to Clare jest przewrażliwiona? Wszyscy pozostali członkowie rodziny wydają się być nią zachwyceni…
 
Książka składa się z prologu, 38 rozdziałów oraz epilogu. Całość przedstawiona jest z punktu widzenia Clare w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, prócz prologu i epilogu, które toczą się rok po feralnym lecie we Włoszech i opisane są w czasie teraźniejszym. Clare pokazuje nam wszystkie wydarzenia swoimi oczami, a jej emocje i myśli wysuwają się tutaj na plan pierwszy. Styl powieści jest poprawny, choć wydaje mi się, że książka mogła trochę ucierpieć przy tłumaczeniu – od czasu do czasu można trafić na dziwne powiedzonka, które aktualnie raczej już wyszły z użytku. Rozumiem, że w oryginale na pewno też były wskazania, że bohaterka nie należy do milenialsów, jednak tu jakoś wyszło to trochę kulawo. Kilka razy wyłapałam też niepotrzebne powtórzenia tego, o czym była mowa kilka stron wcześniej. Książka nie jest więc arcydziełem pod względem językowo-stylistycznym, ale większą część lektury czyta się miło i płynnie.
 
Spora część intrygi kryminalnej opiera się tu na samej postaci Clare. To kobieta lekko po czterdziestce, matka trójki dzieci – 9letniej dziewczynki, oraz 4- i 2letnich chłopców. Na co dzień dnie stara się poświęcać dzieciom, a do pracy idzie w nocy – jest pielęgniarką w okolicznym szpitalu. Jej mąż, Dan, właśnie przejmuje stery w rodzinnej firmie zajmującej się sprzedażą nieruchomości, tak więc z żoną praktycznie mija się w drzwiach. Clare stara się wszystkie swoje funkcje wypełniać dobrze, jednak taki ciągły pęd życiowy na nikogo nie wpływa pozytywnie. Autorka dobrze uchwyciła zamieszanie, ciągle zajęcie jakie zapewnia matce trójka dzieci, a i jej niepewny siebie charakter – Clare uważa się za nie dość dobrą, jest raczej cicha i podporządkowana, ale i bardzo wrażliwa. Wcześnie straciła własnych rodziców, dlatego rodzina Dana jest dla mnie tak ważna – pragnie ich akceptacji i zrozumienia. I to ma, aż do czasu, gdy w progu nie pojawia się Ella, która zaburza tak skrzętnie zbudowane rodzinne relacje. A relacja z nową szwagierką jest trudną – Ella to młoda, zapatrzona w siebie dziewczyna, dla której ważniejszy jest Instagram, niż prawdziwe życie. A przynajmniej tak to widzi Clare, czytelnik jednak cały czas nie jest pewien, czy bohaterka nie przesadza z tym negatywnym odbiorem.
 
Ogólnie postacie kobiece są tu bardzo ciekawe. Oczywiście o Elli można by wiele pisać, oczami Clare wygląda na naprawdę podstępną żmiję – potyczki tych dwóch bohaterek na pewno wzbudziły we mnie wiele emocji. Warto też wspomnieć o Joy, teściowej kobiet, która króluje nad całą rodziną, twardą ręką pilnuje, by w rodzinie do głosu nie doszły żadne złe emocje. Jej zachowanie też zmienia się, gdy na horyzoncie pojawia się Ella, Joy nagle zachowuje się dla Clare dosyć niezrozumiale, choć ta oczywiście cały czas stara się je usprawiedliwić.
 
Widać więc, że książka mocno skupia się na relacjach rodzinnych – nie tylko na poziomie żona – mąż, ale i wszystkich wokoło – teściów, szwagrów i szwagierek. To kolejny obraz rodziny, która stara się być perfekcyjna, jednak zrządzenie losu w końcu odkrywa ich prawdziwe twarze. Jacy są naprawdę? Czy tylko Ella ma swoje za uszami? Im dalej w lekturę tym kolejni bohaterowie odkrywają przed nami swoje nie całkiem czyste wnętrza… Nawet sama Clare skrywa mroczną tajemnicę.
 
Akcja powieści toczy się dosyć spokojnie, jak wspomniałam, głównie skupia się na myślach bohaterki, samych wydarzeń nie ma tu za wiele. Intryga kryminalna opiera się na wiszących nad głowami bohaterów tajemnicach – przede wszystkim nieodgadnionej, zapatrzonej w siebie Elli oraz tajemnicy Clare, którą za wszelką cenę chce zatrzymać tylko dla siebie. Emocje narastają przez kolejne, coraz agresywniejsze słownie utarczki tych dwóch bohaterek, a finał oczywiście zaskakuje – to kolejna tajemnica, o której nikt wcześniej nawet nie pomyślał…
 
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o miejscu i czasie akcji. Te pierwsze, mimo że bohaterowie nieczęsto opuszczają willę, i tak wprowadza w książce fajny klimat – wakacje, włoskie jedzenie, słońce i woda, a od czasu do czasu też słodkie, włoskie przysmaki. To drugie głównie przejawia się w obsesji Elli na punkcie Instagrama, gdzie kreuje swoją idealną rzeczywistość, tak różną od tego, co jest naprawdę….
 
Ogólnie, musze przyznać, że spędziłam miło czas ze „Znam twój sekret”. To jeden z tych lżejszych thrillerków domestic noir, z trochę denerwująco-naiwną bohaterką i drugą totalnie zapatrzoną w siebie egoistką, które to na swoich barkach niosą dostarczanie czytelnikowi emocji. Pod tymi rozgrywkami kryją się dobre analizy psychologiczne charakterów oraz relacji rodzinnych, tych, które pojawiają się przy zawarciu związku małżeńskiego. Jak dobrze znasz swoich bliskich? Jak bardzo możesz im ufać? Do czego tak naprawdę są zdolni? To na pewno kilka z ważniejszych pytań, jakie stawia ta historia.  
 
Moja ocena: 7/10

września 27, 2021

"Znajdź mnie" Anne Frasier - zapowiedź patronacka

"Znajdź mnie" Anne Frasier - zapowiedź patronacka

Wrzesień zbliża już się ku końcowi, pora więc przyjrzeć się październikowym zapowiedziom, jakie przygotowały dla nas wydawnictwa. Podobnie jak one, ja też nie przestaję poszukiwać książek, które warto przeczytać i Wam polecić, a w nadchodzącym miesiącu już teraz mogę przyznać, że tych tytułów będzie kilka! Pierwszym naprawdę godnym uwagi jest thriller psychologiczny / kryminał amerykańskiej popularnej pisarki Anne Frasier pt. "Znajdź mnie". To tom pierwszy serii "Island Empire" i liczę na to, że właśnie dzięki temu cyklowi, nazwisko autorki w końcu u nas zyska szerszy rozgłos! Między innymi właśnie to napisałam w rekomendacji, którą znajdziecie na pierwszych kartkach tego tytułu!


Seryjny morderca Benjamin Fisher, który od trzydziestu lat odsiaduje wyrok w więzieniu, postanawia wskazać policji miejsca, gdzie ukrył ciała swoich ofiar. Stawia jednak warunki prowadzącemu sprawę detektywowi Danielowi Ellisowi. Najważniejszy z nich to obecność jego córki Reni, byłej agentki i profilerki FBI. Stracił z nią kontakt wiele lat temu. Reni nie chce wracać do bolesnej przeszłości. Ostatecznie jednak się zgadza, bo czuje się współodpowiedzialna za tamte zbrodnie. Do dziś ma poczucie winy i dręczą ją wyrzuty sumienia, że uczestniczyła w chorej grze ojca, który wykorzystywał kilkuletnią córkę jako przynętę do wabienia swoich ofiar.
Gdyby tylko zdołała powstrzymać ojca albo ocalić choćby jedną z nich...
Nadszedł wreszcie czas, żeby raz na zawsze zamknąć ten mroczny rozdział w życiu Reni, rodzin zamordowanych kobiet oraz detektywa Ellisa, dla którego ta sprawa także ma wymiar osobisty. Gdy był małym chłopcem, jego matka zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Mężczyzna jest przekonany, że podobnie jak kilkadziesiąt innych kobiet padła ofiarą Fishera. Ich koszmar dopiero się zaczyna...


"Znajdź mnie" to książka, która powinna zadowolić każdego fana gatunku - mamy tu i sporo akcji i dobrą zagadkę kryminalną, ciekawe, głębokie postacie, a także kilka intrygujących psychologicznie tematów. Do tego jeszcze dochodzi mocno oryginalne dla polskiego czytelnika miejsce akcji - pustynia Mojave, która wymusza zmianę w postrzeganiu tego, co w życiu istotne. To lektura mocno klimatyczna, o której nie da się szybko zapomnieć. Gorąco polecam!


Autor: Anne Frasier
Tytuł: Znajdź mnie
Cykl: Inland Empire, tom 1
Tłumaczenie: Grażyna Woźniak
Data premiery: 13.10.2021
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży!

września 23, 2021

"Nim padnie pierwszy strzał" Katarzyna Żwirełło

"Nim padnie pierwszy strzał" Katarzyna Żwirełło

 

Autor: Katarzyna Żwirełło
Tytuł: Nim padnie pierwszy strzał
Data premiery: 22.09.2021
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 304
Gatunek: sensacja / kryminał
 
Pewnie większość czytelników nie kojarzy twórczości Katarzyny Żwirełło. I nie jest to dziwne, bo pod tym nazwiskiem autorka pojawia się po raz pierwszy. Ja znam ją jako Verę Eikon, autorkę serii kryminalnej „Między prawami”, którą wydała własnym nakładem, później pierwsze trzy tomy wznowione zostały przez Wydawnictwo Filia, a któremu ostatniemu, czwartemu tomowi miałam przyjemność patronować. Niektórzy czytelnicy mogą ją też znać jako Katarzynę Woźniak, bo właśnie pod takim nazwiskiem debiutowała w roku 2015 powieścią „Hydra pamiątek”.  Teraz autorka co prawda wraca do bohaterów serii „Między prawami”, jednak książkę „Nim padnie pierwszy strzał” traktuje jako osobną historię, dlatego też zdecydowała się wydać ją pod swoim prawdziwym, aktualnym, polskim nazwiskiem.
 
Fabuła powieści rozpoczyna się na jakie kilkanaście lat przed wydarzeniami z serii „Między prawami”. Alan Berg jest początkującym policjantem, funkcjonariuszem warszawskiego Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym. Policja skupia się na poszukiwaniu dwóch poważnych przestępców należących do uznawanego za jeden z najgroźniejszych polskich gangów. Przypadkowo nadkomisarz Filip Tyszka (znany z serii „Między prawami”) i podinspektor Aleksander Szuwarski w czasie podróży natykają się na jednego z poszukiwanych. Po krótkim zastanawianiu postanawiają wykorzystać sytuację i zatrzymać mężczyznę, jednak szybko okazuje się, że wpadli w pułapkę. Szuwarski ginie na miejscu, Tyszka zostaje poważnie ranny. Proca, jak już teraz nazywają Alana Berga, czuje się prywatnie dotknięty tą tragedią, gdyż Tyszka od początku jego pracy w policji roztaczał nad nim ojcowską aurę. Dlatego też chętnie bierze udział w dalszym śledzeniu podejrzanych i ostatecznie wielkiej akcji ich zatrzymania razem z udziałem antyterrorystów. Już od samego początku czytelnik wie, że nie wszystko tej nocy pójdzie zgodnie z ich myślą…
 
Książka składa się z prologu i 64 rozdziałów tytułowanych znaczącymi słowami pojawiającymi się w danym rozdziale oraz datą i czasem godziną akcji w nim się toczącej. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie skupia się na Bergu. Styl powieści mnie dosyć zaskoczył, jest inny niż w cyklu „Między prawami”. Nie zgłębia odczuć bohaterów, a raczej po prostu jest opisem wydarzeń, do których dochodzi. Dialogów jest dużo, ale też są nie całkiem trafione, wydają się trochę sztuczne, za dużo jest tu wykrzykników. Ogólnie nie czyta się tej książki źle, jednak te niewielkie potknięcia trochę wybijają z rytmu lektury.
 
Wydarzenia przedstawione w „Nim padnie pierwszy strzał” są inspirowane prawdziwą strzelaniną, do której doszło w 2003 roku w Magdalence. Widać, że autorka na ten temat dużo się naczytała, zrobiła solidny research, bo każdy ruch podczas tej nocnej akcji zatrzymania jest opisany bardzo szczegółowo. Nie można więc kwestionować, że jest to historia o tragedii, która, przynajmniej po części, wydarzyła się naprawdę.
Historia jednak jest fikcją literacką, i tak będę ją traktować. Nie znalazłam tu wątków kryminalnych, tylko czystą sensację, opartą tylko na jednej akcji, której wynik od początku znamy. Nie ma tu więc żadnej intrygi kryminalnej czy żadnego zaskoczenia, przez co i książka nie wywołuje żadnych emocji u czytelnika.
 
Dla fanów serii „Między prawami” na pewno smaczkiem będzie poznanie wcześniejszych losów Berga. W tej książce to młody mężczyzna, który gra w zespole muzycznym, jest ambitny, ale i narwany, jakby nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa takiego zawodu. W tym czasie też Adam poznaje swoją przyszłą żonę, więc i historię tej znajomości możemy poznać od początku.
 
Jednak nie mogę pominąć tego, że w książce zabrakło mi głębi. Co bardzo mnie dziwi, bo podczas lektury serii „Między prawami” szarpały mną ciągle mocne emocje – śmiałam się, płakałam, denerwowałam i cieszyłam. Tu niczego z tego nie ma, wszystko opisane jest bardzo sucho, jakby pobieżnie, więc ten fakt, że znam pióra autorki i wiem na co ją stać, tutaj sprawił, że mój zawód z tego tytułu był niestety większy.
 
Podsumowując, „Nim padnie pierwszy strzał” to opis jednej akcji policyjnej z małymi wstawkami dotyczącymi początków Berga w tym zawodzie. Ci, których interesują policyjne akcje, którzy coś wiedzą o strzelaninie w Magdalence myślę, że będą z lektury zadowoleni. Fani serii „Między prawami” na pewno też uznają ten tytuł za ciekawy dodatek. I tym, którzy do czerpania przyjemności z lektury nie potrzebują więcej niż po prostu akcji, też powinno się spodobać. Ja jednak, by książkę uznać za dobrą, potrzebuję więcej niż to. Potrzebuję głębi postaci, przeżyć i jakiejś zagadki, tajemnicy. Tu tego nie znalazłam. Nie oceniam książki jednak najsrożej, trochę z sentymentu do wcześniejszych książek Very Eikon.
 
Moja ocena: 6/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję autorce i Wydawnictwu Dreams!

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 22, 2021

Warszawskie Targi Książki 2021 - relacja

Warszawskie Targi Książki 2021 - relacja
Od 9 do 12 września w Warszawie odbywały się Targi Książki. Była to już 11. edycja tego międzynarodowego wydarzenia, tym razem jednak w innym miejscu - przed Pałacem Kultury i Nauki na Placu Defilad, i o innej porze roku - zawsze odbywały się w maju, teraz ze względu na pandemię zostały przełożone na wrzesień i to rok później, niż były planowane! Prawdopodobnie właśnie ze względu na te zmiany oraz ciągle jeszcze szalejące zagrożenie kolejnym lockdownem część wydawnictw, które zjawiały się zawsze, w tym roku się nie pojawiła, przez co wydarzenie było trochę bardziej kameralne. Dla mnie na pewno to był plus, gdyż te targi były moim pierwszym w życiu takim wydarzeniem, na którym miałam okazję się pojawić! I już teraz miałam pełne trzy dni biegania od stoiska do stoiska, więc nie wyobrażam sobie jak to miałoby wyglądać, gdyby tych spotkań autorskich i wywiadów było jeszcze więcej!

Na miejsce udałam się 10 września, w piątek, gdyż zwyczajowo dzień pierwszy targów przeznaczony jest głównie dla szkół, bibliotek i księgarzy. Z warszawskiego dworca odebrała mnie siostra - Słoneczna Strona Życia, dzięki której w ogóle moje pojawienie się na tych targach było możliwe. I tak ruszyłyśmy na pierwsze spotkania autorskie.
Przed godziną 17:00 udało nam się dobiec do Aleksandry Borowiec, autorki "Gwiazdy Szeryfa" (recenzja - klik!). Dla mnie te spotkanie było ważne przede wszystkim z dwóch powodów: po pierwsze, jej książka została objęta moją patronacką opieką, po drugie, to było moje pierwsze spotkanie autorskie w całym moim życiu! I było naprawdę miło, tym bardziej, że i Ola ucieszyła się na mój widok 😊 Chwilkę porozmawiałyśmy, pośmiałyśmy się, uwieczniłyśmy spotkanie na zdjęciu i trzeba było ruszać dalej!


Drugim punktem naszego piątkowe programu była rozmowa i spotkanie autorskie z Karoliną Macios, autorką  rewelacyjnego "Czarnego morza" (recenzja - klik!) i "Nadchodzącej fali". Na spotkanie nie zdążyłyśmy, ale autorka była na tyle miła, że podpisała nam książki po godzinnym wywiadzie, który przeprowadził z nią Piotr Dobrołęcki, redaktor naczelny magazynu KSIĄŻKI. Autorka okazała się bardzo miłą, zabawną i elokwentną osobą, a rozmowa była tym bardziej interesująca, gdyż mowa była nie tylko o książkach autorki, a również o jej pracy w wydawnictwie - z tym rynkiem związana jest od lat, zna wydawnictwa od kuchni, a teraz jest niezależną redaktorką współpracującymi z tak głośnymi nazwiskami jak np. Wojciech Chmielarz czy Maciej Siembieda. 


Na koniec zrobiłyśmy szybką rundkę po stoiskach wystawców, a ja odwiedziłam namiot czeski, w którym w końcu miałam przyjemność poznać się z paniami pracującymi w Wydawnictwie Afera. I na tym pierwszy dzień targów się dla nas zakończył.


Za to w sobotę plan napięty był od samego południa. Równo o 12:00 miała miejsce rozmowa z Ivą Procházkovą, autorką czeskich kryminałów, z których najnowszy pt. "Zagraj mi na drogę" (recenzja - klik!), zastał objęty moim patronatem medialnym. Rozmowa trwała godzinę i była niezwykle ciekawa! Dotyczyła głównie nowej książki autorki, ale i gdzieś tam pomiędzy, Procházková dzieliła się swoimi doświadczeniami życiowymi, a biorąca też udział w rozmowie Julia Różewicz, tłumaczka i właścicielka Wydawnictwa Afera, opowiadała też trochę o swoich wyborach w tłumaczeniu czeskiej literatury. 
Po rozmowie nadszedł czas na podpisywanie książek oraz pamiątkowe zdjęcia. Kolejka do autorki była spora i ze względu na barierę językową i lekkie zamieszanie w namiocie nie miałam za bardzo okazji z nią prywatnie porozmawiać, ale za to na zdjęciu upamiętnioną mam nie tylko autorkę, ale i Julię Różewicz i graficzkę Kasię Michałkiewicz-Hansen, która odpowiada za wszystkie trzy świetne polskie okładki tej serii. 


W tym samym czasie odbywała się rozmowa z Tomaszem Żakiem, debiutantem, autorem "Trzydziestki". Sama tę lekturę mam ciągle jeszcze przed sobą, ale po tak wesołym spotkaniu, jaki autor zapewnił nam przez tę godzinę, na pewno jestem do książki mocniej zachęcona! Dawno nie spotkałam tak pozytywnie zakręconego człowieka!


Popołudniu spotkałyśmy się z Małgorzatą Oliwią Sobczak, autorką cyklu Kolory Zła ("Czerwień" recenzja klik!, "Czerń" recenzja klik!) i krótko porozmawiałyśmy o jej pisarskich planach na przyszłość - nic oficjalnie nie zdradzam, powiem tylko, że zdecydowanie jest na co czekać!


Sobotni dzień zamknęłyśmy spotkaniem z Magdą Stachulą, autorką thrillerów psychologicznych domestic noir, której książki czytam od lat ("Odnaleziona" recenzja klik!). Było mi więc bardzo miło, kiedy i sama autorka mnie rozpoznała 😊 Znowu chwilkę miło porozmawiałyśmy, powypytywałam o plany na przyszłość - będzie coś na pewno w przyszłym roku! Już czekam!


W ciągu dnia, pomiędzy spotkaniami z autorami, w końcu udało się wypatrzeć w tłumie znajome twarze! W sobotę miałam przyjemność poznać na żywo Jolę z @czytanie.na.platanie, z którą odbyłam, jak na warunki, dosyć długą rozmowę, a z której cieszę się przeogromnie, bo Jola okazała się osobą naprawdę przesympatyczną! W niedzielę udało nam się spotkać na chwilę znowu, a nawet dzięki niej na jednej z rozmów razem z siostrą miałyśmy miejsca siedzące 😊 Drugą osobą, na którą natknęłyśmy się w biegu była Zuza z @zuzamaniek i faktycznie było to spotkanie w biegu - liczyłyśmy, że uda się w ciągu dnia spotkać jeszcze raz na chwilę rozmowy, ale niestety nie wyszło. Miło jednak, że udało się choć zrobić zdjęcie pamiątkowe 😊


Na koniec drugiego dnia targów zrobiłyśmy sobie również siostrzane zdjęcia zarówno z Pałacem Kultury w tle, jak i te upamiętniające nasze blogowe koszulki!



I tak nadeszła w końcu pora na dzień trzeci targów - ostatni. Tym razem książek do podpisów miałyśmy jeszcze więcej, a spotkania zaczynały się już od 11:00! Pierwszym, na które się udałyśmy tego dnia było z Anną Potyrą, autorką cyklu o komisarzu Lorenzie ("Pchła" recenzja klik!, "Potwory" recenzja klik!). Dla mnie to było naprawdę ważne spotkanie, bo sama autorka raczej w mediach się nie udziela (na spotkaniu pochwaliła mi się, że właśnie, po wielu namowach, założyła profil na fb, więc teraz możecie ją znaleźć tutaj - klik!), więc tak naprawdę nie wiedziałam, kto za książkami stoi, a jej cykl kryminalny jest dla mnie wyjątkowy - "Pchła" to był pierwszy mój patronat w ogóle, zaledwie po pół roku istnienia tego bloga, a zarazem był to też debiut autorki w gatunku kryminał. Autorka też od razu mnie rozpoznała, nasza rozmowa była niezwykle przyjemna. Dowiedziałam się trochę o pisarskich planach na przyszłość, a także skąd w ogóle takie ciągotki do tego gatunku literackiego. Było miło i wesoło!


Chwilę później, na tym samym stoisku dopadłyśmy Wojciecha Wójcika, autora książek kryminalnych, m.in. "Kursu na śmierć" (recenzja - klik!), któremu w tym roku miałam przyjemność patronować. Autor zdradził, że jest lekko zestresowany, bo były to jego pierwsze targi, na których pojawił się jako autor, ale i tak chwilkę miło o jego twórczości udało nam się porozmawiać. 


W tym samym czasie odbywało się spotkanie z Magdaleną Majcher, kolejka była spora i duże zamieszanie, ale kiedy już udało się nam dostać do pisarki, to i znalazła się nawet dłuższa chwila na rozmowę - i znowu usłyszałam takie plany pisarskie na przyszłość, że już teraz jestem przyszłorocznych książek naprawdę przeciekawa! Na razie jednak muszę ze wstydem nadrobić "Mocną więź"! Kusi mnie też najnowsza książka autorki pt. "Obca kobieta".


O tej samej porze, co dwa powyższe spotkania, miała miejsce rozmowa z Robertem Małeckim - udało nam się zdążyć na drugą połowę, w czasie której padały pytania od publiczności i chwilę autor opowiadał o serii z Grossem, a i krótko napomknął o najnowszej książce pt. "Najsłabsze ogniwo". Autor wydaje się być człowiekiem niezwykle spokojnym, ale i skorym do żartów, szkoda że nie udało się wysłuchać całej rozmowy, ale jako że to dosyć popularny autor, to na pewno będzie jeszcze okazja do kolejnego spotkania. 


Po rozmowie z Małeckim znowu na szybko trzeba było pędzić do kolejnych autorów. Pognałyśmy więc na stoisku Wydawnictwa Vesper i jako druga załapałam się do kolejki do Artura Urbanowicza, znanego polskiego pisarza powieści grozy, z których najbardziej podobała mi się jego ostatnia książka pt. "Paradoks" (recenzja - klik!). Nie jestem pewna czy autor skojarzył mój blog, ale udało nam się krótko porozmawiać o tej książce, ogólnie o jego twórczości i o tym, że warto testować nowe, a także znowu powypytywałam o najbliższe plany pisarskie. Było naprawdę miło!


W tym samym czasie swoje książki podpisywała Małgorzata Starosta, autorka komedii kryminalnych, której książki od dawna chciałam poznać, a dopiero teraz udało mi się zdobyć jej najnowszy tytuł pt. "Wina wina". Autorka od razu mnie rozpoznała, dała znać, że dobrze zna mój blog i rozumie czytelnicze zabieganie. Było miło, przyjaźnie i naprawdę wesoło! A ja obiecałam, że szybko ukaże się moja recenzja jej najnowszej książki, więc na pewno niedługo tę obietnicę spełnię! 


I znowu trzecie wydarzenie trwające dokładnie w tym samym czasie! Biegiem udałyśmy się na rozmowę z Igorem Brejdygantem, autorem kryminałów i scenarzystą, którego najnowszy tytuł "Wiatr" można było zdobyć przedpremierowo właśnie na tych targach. I książka cieszyła się taką popularnością, że chwilę później, podczas podpisywania książek, właśnie tego tytułu na stoisku zabrakło! Na szczęście autor w W.A.B. wydał więcej książek, więc i tak było co podpisywać 😊 Rozmowa z autorem była bardzo ciekawa, Brejdygant opowiadał o swoich doświadczeniach z gór oraz o trochę pracy scenarzysty filmowego. Naprawdę interesujące tematy!


Pomiędzy, lub w trakcie tych wszystkich spotkań znowu udało się wypatrzeć w tłumie kilka znajomych twarzy. O Joli już wcześniej wspominałam, a już z samego rana, przy stoisku z Anną Potyrą wpadła na nas Asia z bloga czytaska.pl, której wpisom przyglądam się od samego początku mojego bloga, śledzę uważnie jej rozwój, więc naprawdę przemiło było w końcu zobaczyć się na żywo! Już teraz liczę, że niedługo spotkamy się znowu 😊 Chwilę później, przy stoisku z Magdaleną Majcher wpadłam na Malwinę z @zakatek.czytelniczy. Zamieniłyśmy dosłownie trzy słowa, zrobiłyśmy pamiątkowe zdjęcie i okazało się, że grono bookstagramerek jest tu dużo większe! W kolejce do autorki stały też Marta z @misera_ble, Asia z @panda_zksiazka_ i Marta z @bookholiczka_poleca. Z tego szoku, że tyle dziewczyn poznałam w jednym miejscu, zapomniałam o zdjęciach pamiątkowych! Mam nadzieję, że nadrobimy to następnym razem 😉


Na sam koniec zrobiłyśmy sobie już ostatnie siostrzane pamiątkowe zdjęcie i nadeszła pora, by wracać do domu!


To były naprawdę intensywne, mocno zabiegane trzy dni! Mimo powoli rosnącego garbu od noszenia tych wszystkich książek i zmęczenia ścinającego z nóg, moja czytelniczo-społeczna strona jest naprawdę przeszczęśliwa, że w końcu udało mi się uczestniczyć w tak ważnym czytelniczo wydarzeniu! Cudownie było porozmawiać z autorami na żywo, poznać tych, którym książkom mam przyjemność patronować, a do tej pory nasze kontakty ograniczały się do wymiany maili poprzez wydawnictwo. Spędziłam cudowny czas z równie mocno zafiksowaną na punkcie książek siostrą i jej dwójką dzieciaków, które również podzielają naszą miłość do czytania! No i spotkałam w końcu dziewczyny, z którymi od prawie trzech lat znałam się tylko przez blogi i profile instagramowe, a teraz w końcu mogłyśmy ze sobą chwilę pogadać na żywo! Niesamowicie miły czas, mam nadzieję, że wkrótce uda nam się to powtórzyć! I spotkać też nowe osoby, by przecież nasza społeczność jest naprawdę duża!


Dziękuję za cudowne trzy dni!

września 20, 2021

"Instynkt mordercy" Rachel Caine

"Instynkt mordercy" Rachel Caine

 

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Instynkt mordercy
Cykl: Stillhouse Lake, tom 5
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Data premiery: 28.07.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 440
Gatunek: thriller / kryminał
 
Rachel Caine to niezwykle płodna amerykańska pisarka. Jej książki na rodzimym rynku ukazywały się od 90tych lat XX wieku i były to przeważne powieści fantasy, grozy i romanse. W ostatnich latach autorka rozpoczęła też cyklu thrillerów o rodzinie seryjnego mordercy noszący tytuł „Stillhouse Lake”. I ja właśnie wtedy zwróciłam na nią uwagę – lekturę zaczęłam od tomu czwartego (recenzja – klik!) i od razu ogłosiłam, że i poprzednie trzy koniecznie chcę nadrobić. Niestety ciągle mi się to nie udało, jednak z przyjemnością sięgnęłam po tom piąty, ostatni, bo choć bohaterowie mają nadal potencjał na kolejne przygody, to ich autorka w listopadzie 2020 roku zmarła na dosyć rzadką odmianę raka, z którą ciężko i zażarcie walczyła przez ostatnie lata.
 
Fabuła „Instynktu mordercy” rozpoczyna się pewnej nocy przed świtem. Do Gwen, prywatnej detektywa, byłej żony seryjnego mordercy, dzwoni przyjaciółka, a zarazem policjantka Kezia z prośbą o pomoc – właśnie nad okolicznym jeziorem znaleziony został zatopiony samochód, z dwoma malutkimi bliźniaczkami w środku. Po kierowcy, prawdopodobnie ich matce, nie ma śladu, została tylko torebka. Czy kobieta została porwana czy sama dopuściła się tak przerażającej zbrodni? Kezia wie, że niedługo śledztwo zostanie przejęte przez stanowych detektywów, jednak sama nie chce odpuścić, czuje, że to właśnie ona musi tę zagadkę rozwiązać. Gwen z zasobami udostępnionymi przez biuro detektywistyczne ma jej w tym pomóc. Szybko jednak okazuje się, że dla niej nie będzie to spokojny czas – po raz kolejny ona i jej dzieci zostali rozpoznani jako rodzina seryjnego mordercy, ich prześladowanie więc zaczyna się ponownie w kolejnym nowym miejscu. Tylko czy tym razem prześladowca faktycznie jest w miarę nieszkodliwy? Czy Gwen znowu będzie musiała uciekać?
„W grę wchodziło coś innego. Coś mrocznego, pokręconego i bardzo, bardzo niebezpiecznego.”
Książka składa się z prologu, 29 rozdziałów oraz epilogu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez trzech bohaterów – naprzemiennie poznajemy zdarzenia z punktu widzenia Gwen, jej partnera Sama i policjantki Kezi. Wydarzenia od razu opatrzone są odczuciami postaci, więc fabuła powieści poprowadzona jest uważnie, a rysy psychologiczne postaci są bogate. Całość czyta się dobrze, mimo że rozdziały nie należą do najkrótszych, to jednak naprzemienna narracja i dynamiczna akcja, sprawiają, że w ogóle się tego nie odczuwa.
 
Wspomniałam o psychologii postaci – największy nacisk położony jest na postacie pojawiające się w całej serii, czyli właśnie na rodzinę Gwen oraz Kezię. Życie tej drugiej właśnie nabiera innych priorytetów, przez co sprawa zabójstwa dziewczynek mocno nią wstrząsa. Kazia to jednak twarda babka, więc nie rozsypuje się, a wręcz przeciwnie – jest mocno zdeterminowana, by jakkolwiek wysokim kosztem, znaleźć jej rozwiązanie.
Rodzina Gwen za to wydaje się w być w końcu w miarę bezpiecznym miejscu. Kobieta ma kochającego partnera oraz dwójkę nastoletnich dzieci, które przez mroczne doświadczenia, jakie je już w życiu spotkały, są nad wyraz dorosłe, choć czasami wydają się równie nierozważne, co każdy nastolatek. Gwen, mimo wszystko, nadal walczy o siebie, o poczucie bezpieczeństwa dla siebie i rodziny. Jej umysł, mimo spokojnej sytuacji, nadal nie chce odpuścić, nadal podsyła jej obrazy z przeszłości, przez co kobieta nie umie w pełni nikomu zaufać – w końcu przez wiele lat żyła z seryjnym mordercą, nie podejrzewając go o cokolwiek, prócz psychicznego znęcania się nad nią samą. Gwen to postać skomplikowana, ale równie silna co Kezia – obydwie są kobietami, które nie boją się brać sprawy w swoje ręce, mimo niepewności, wątpliwości i strachu. Dbają o swoje rodziny, o najbliższych, których nikomu nie pozwolą skrzywdzić.
„(…) to jest właśnie piekło bycia człowiekiem: nigdy tak naprawdę nie wie się wszystkiego na pewno. Nigdy.
Nigdy nie wiesz, co może zrobić osoba, którą kochasz. Albo do czego jest zdolna.
Czasami nawet dotyczy to ciebie samego.”
Mimo naprawdę dobrej psychologii postaci, sama raczej w tej książce dopatruję się więcej z kryminału niż thrillera. Mamy tu porządne śledztwo prowadzone zarówno przez policję, jak i Gwen, której w pewnym stopniu pomaga cała rodzina. Mamy mroczną zbrodnię i przestępcę, a może nawet dwóch? W końcu zarówno prześladowanie rodziny Gwen, jak i sprawa zabójstwa bliźniaczek muszą mieć jakiś sprawców, których należy wytropić i złapać. Intryga kryminalna poprowadzona jest zgrabnie, sama dosyć szybko domyśliłam się rozwiązania, a przynajmniej jego części, jednak nie odebrało mi to przyjemności z lektury.
 
Warto też wspomnieć o ciekawym miejscu akcji – wydarzenia toczą się w południowych Stanach Zjednoczonych, na terenie takich stanów jak Kentucky, Tennessee, Wirginia i Karolina Północna. To tereny teksańskie, gdzie każdy nosi broń, dosyć odludne, trochę dzikie, noszące pozostałości społeczne z poprzednich wieków jak np. dziedzictwo Ku Klux Klan, przez co ciemnoskóra Kezia często napotyka problemy w wykonywaniu swojej pracy.
„Kobiety, które żyją na takim odludziu, albo znajdują się pod opresyjną kontrolą partnera, albo są cholernie niezależne. Nie ma nic pomiędzy.”
Prócz tematów rasowych, warto też przyjrzeć się funkcjonowaniu społeczności, w której przyszło żyć bohaterom, a która dobrze odzwierciedla społeczeństwo w ogóle. Przede wszystko to, jak szybko ludzie oceniają po pozorach, jak szybko kategoryzują i jak chętnie podążają za tłumem nie do końca wracając uwagę na fakty, które im nie pasują. Warto te aspekty przeanalizować, zastanowić się nad nimi, by wzbudzić w sobie większą wrażliwość i tolerancję na innych.
 
Ogólnie, „Instynkt mordercy” jest thrillerem / kryminałem, który powinien zadowolić szerokie grono – mamy tu i ciekawą zagadkę kryminalną, i dobre rysy psychologiczne postaci i wartką akcję, która nie pozwala się nudzić. Dla mnie jednak nadal najciekawszy jest temat niczego nieświadomej rodziny seryjnego mordercy, która przez jego poczynania i podporządkowanie sobie członków rodziny pod względem psychologicznym, teraz, gdy go już nie ma, nadal musi mocno i ciężko pracować, by móc normalnie żyć. Dzięki pomocy, wsparciu i wewnętrznej sile, którą Gwen czerpie z bycia matką i chronienia swoich dzieci, jest to jednak możliwe.
Mam nadzieję, że w końcu uda mi się dotrzeć do trzech pierwszym tomów serii, gdyż wtedy na pewno rozwój, zmiana psychologiczna postaci będzie dużo bardziej widoczna. Czytając jednak nie po kolei, udowadniam, że tak też się da i można z każdej książki serii czerpać osobną, sporą przyjemność.
 
Moja ocena: 7/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

 Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 15, 2021

"Wampir. Jak rodzi się zło" Magda Omilianowicz

"Wampir. Jak rodzi się zło" Magda Omilianowicz

 

Autor: Magda Omilianowicz
Tytuł: Wampir. Jak rodzi się zło
Data premiery: 28.07.2021
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Liczba stron: 248
Gatunek: reportaż
 
Magda Omilianowicz, polska dziennikarka zajmująca się tematyką społeczną obyczajową i kryminalną, autorka piętnastu książek reporterskich i podróżniczych, w latach 90tych miała możliwość przeprowadzenia rozmów z Leszkiem Pękalskim, seryjnym gwałcicielem i mordercą, który grasował na terenie Polski głównie w latach 80tych. Igor Brejdygant we wstępie „Wampira” określa Pękalskiego jako „jednego z najsłynniejszych zbrodniarzy w powojennej historii polskiej, a być może także światowej kryminalistyki” i „jedną z najbardziej tajemniczych zagadek nie tylko dla kryminalistyki, ale także dla neurologii, psychiatrii, psychologii, socjologii, filozofii i pewnie dla wielu jeszcze innych dziedzin nauki”. Na swoim koncie Pękalski ma wiele ofiar, sam po aresztowaniu w 1992 roku przyznał się do około 70 morderstw, później te zeznania wycofał i ostatecznie skazany został za jedno na karę 25 lat pozbawienia wolności. Omilianowicz rozmawiała z nim zarówno przed, jak i po skazaniu, a także z wieloma specjalistami kryminalistyki i psychiatrii, jak i ze świadkami zbrodni Pękalskiego i osobami, które go znały. Z tego wszystkiego powstał reportaż, który w 1995 roku został wydany pod tytułem „Bestia. Studium zła”. Książka została wydana ponownie w 2016, a rok później Leszek Pękalski miał wyjść na wolność. Dzięki ustawie potocznie zwanej ‘ustawą o bestiach’ został bezterminowo przeniesiony do zamkniętego ośrodka w Gostyninie. W tym roku reportaż Omilianowicz został wydany po raz trzeci, tym razem pod tytułem „Wampir. Jak rodzi się zło” i jest rozszerzony o wstęp Igora Brejdyganta, polskiego pisarza i scenarzysty oraz o epilog zatytułowany ‘co z nimi zrobić’ liczący sześć stron.
 
Reportaż ten jest zbiorem fabularyzowanych fragmentów o Pękalskim i ofiarach powstałych z opowieści tego pierwszego, których wysłuchała Magda Omilianowicz, rozmów z osobami, które miały z nim styczność, policjantami, lekarzami, pracownikami więzienia itp. oraz fragmentami akt sprawy. Składa się ze wspomnianego wstępu, 31 króciutkich rozdziałów oraz epilogu. Wspomniane fragmenty fabularyzowane przedstawione są z perspektywy Leszka oraz kilku jego ofiar, pisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego. Fragmenty z perspektywy Leszka dodatkowo są stylizowane na sposób w jaki faktycznie mówił, prosty i wskazujący na to, że mamy do czynienia z człowiekiem opóźnionym w rozwoju. Szczerze, trochę te fragmenty wydawały mi się dziwne, jednak Brejdygent we wstępie zinterpretował je jako próbę zrozumienia Pękalskiego jako człowieka. To ciężki temat, im dalej czytelnik zgłębia się w lekturę, im dowiaduje się o coraz większej liczbie zbrodni tego człowieka, tym trudniej widzieć w nim cechy ludzkie. Omilianowicz próbuje tym reportażem znaleźć jakieś przyczyny, dlaczego Pękalski stał się człowiekiem–potworem.
 
Wydarzenia przedstawione w książce ułożone są mniej więcej w kolejności chronologicznej, przynajmniej jeśli chodzi o historię morderstw Pękalskiego. Przetykane są wspomnianymi już rozmowami z osobami znającymi Leszka, jak jego wychowawcy w szkole dla dzieci opóźnionych, czy później starszej kobiety, która pozwalała mu u siebie mieszkać. Do tego dochodzą stricte cytowane rozmowy Omilianowicz z Pękalskim i fragmenty z akt sprawy. Trochę ten zbiór wydaje się chaotyczny, trochę brakowało mi tu dat, by wszystko to sobie w pokoi w głowie poukładać.
 
Mimo, że książka nie jest specjalnie długa, to zawiera, zdaje się, że wszystkie najważniejsze informacje o Pękalskim i jego zbrodniach, by móc spróbować stworzyć pełny obraz tego człowieka. Dowiadujemy się jak wyglądało jego dzieciństwo dosłownie w kilku zdaniach, jakie miał relacje z matką, babką i siostrą. Jak wyglądała jego nauka i późniejsze lata, czasy pracy i późniejszej renty. Przez fragmenty fabularyzowane towarzyszymy też mu w momentach zbrodni, poznajemy jego myśli, to, co doprowadziło go do tego, by je popełnić. To smutny i pożerający obraz człowieka, który przez brak umiejętności odróżnienia dobra od zła, brak jakiejkolwiek empatii i poczucia, że inne życia są tak samo ważne jak jego, nie miał skrupułów, by wykorzystywać ludzi do swoich celów. Celów przyziemnych, zaspokajających najprostsze potrzeby jak miejsce do spania, jedzenie i rozładowanie seksualne.
 
Lista ofiar Pękalskiego jest przerażająca. Atakował nie tylko te młode, piękne kobiety, ale i starsze panie, mężczyzn, a nawet dzieci. Fragment o tym jak porwał sześciomiesięczne dziecko był dla mnie tak wstrząsający, tak niemożliwy do pojęcia, że nie byłam pewna czy dam radę czytać dalej. Brak jakikolwiek refleksji Pękalskiego o drugim człowieku jest tak niewyobrażalny, że aż brakuje mi słów, by wyrazić emocje we mnie się kotłujące. Czy to nie ironia, że on nie odczuwał nic, a nas samych jego poczynania wprawiają w osłupienie?
 
Końcowe rozdziały są trochę inne, autorka rozmawia z lekarzami, z pracownikami więzienia, jest trochę ogólnych informacji jak z takimi przestępcami się postępuje.
 
Ogólnie, mimo że jest kilka aspektów tej książki, które nie całkiem przypadły mi do gustu, jak choćby właśnie te fabularyzowane fragmenty wydają mi się być dużo uproszczone, już nie o tym Pękalskim, a o ofiarach – autorka przedstawia co w momentach przez zbrodnią myślały, co raczej budzi moją wątpliwość czy ktokolwiek ma prawo do takich rozważań. Mimo to jest to książka warta przeczytania, to obraz człowieka opóźnionego w rozwoju, który nie dostał nigdy odpowiedniej opieki, nie został odpowiednio ukierunkowany i wychowany, przez co nie umiał sobie radzić z samym sobą. Jego straszne zbrodnie budzą sprzeciw, powodują, że czytelnik zaczyna zastanawiać się, dlaczego to wszystko się stało i co zrobić, by nie stało się znowu. Teraz opieka społeczna na pewno wygląda inaczej niż w czasach PRLu, kryminalistyka też posunęła się o mile świetlne do przodu, więc wyłapywanie takich pokrzywdzonych dzieci, z których powstają zbrodniarze, na pewno jest już łatwiejsze, jednak i tak trzeba być uczulonym na te sprawy. Warto reagować, warto wiedzieć, że brak reakcji może przynieść naprawdę tragiczne skutki. To książka wstrząsająca i przerażająca, mnie nie mieści się w głowie ogrom zła, jakie spowodował Leszek Pękalski.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Kompania Mediowa!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 15, 2021

Wygraj cykl kryminalny Ivy Procházkovej! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj cykl kryminalny Ivy Procházkovej! Konkurs patronacki (rozwiązany)

 

Dzisiaj świętujemy premierę trzeciego tomu cyklu kryminalnego o podinspektorze Mariánie Holinie pióra czeskiej pisarki Ivy Procházkovej pt. "Zagraj mi na drogę". Ja jego lekturę mam już za sobą i spodobał mi się tak bardzo, że z największą przyjemnością objęłam go swoim patronatem medialnym. Przy tej okazji nadrobiłam też poprzednie dwa tomy - "Mężczyznę na dnie" i "Roznegliżowane" i muszę przyznać, że jest to chyba najlepszy cykl kryminalny jaki miałam okazję w tym roku poznać. Zagadki kryminalne oparte są na klasyce, czyli najistotniejszy jest tu motyw zbrodni, psychologia postaci i śledztwo prowadzone na zasadzie dedukcji. Do tego całość pisana jest naprawdę świetnym, lekkim stylem, a i naszpikowana wieloma smakowitymi tematami - tak, mam tu na myśli zarówno jedzenie, ale też znaczenie tego pojęcia w przenośni np. astrologia wykorzystywana w prowadzeniu śledztwa. Jeśli to nie wystarcza, by zachęcić Was do lektury, to zapraszam kilka postów wcześniej do pełnych recenzji tych książek - jestem pewna, że przekonają Was, że warto po nie sięgnąć. A tymczasem, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Afera, przychodzę dzisiaj do Was z konkursem umożliwiającym Wam zapoznania się z całą tę świetną serią - do wygrania jest jeden pakiet trzech kryminałów Ivy Procházkovej!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Dzisiaj bez skomplikowanych pytań. Po prostu: Napisz dlaczego właśnie do Ciebie ma trafić pakiet kryminalny Ivy Procházkovej.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 15 do 19 września do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę jedną, które moim zdaniem będzie najciekawsza.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!
20.09 aktualizacja - rozwiązanie konkursu:
Czytam i czytam i czytam Wasze zgłoszenia i mam nie lada dylemat! Tyle pięknych odpowiedzi! Są wypowiedzi krótkie i dłuższe, wierszyki rymowane i historie z przeszłości. Dziękuję, że się ze mną nimi podzieliliście, doceniam każdą jedną z nich! Niestety mam tylko jeden pakiecik do rozdania, więc chcąc nie chcąc, mogę wyłonić tylko jednego zwycięzcę. A więc tym razem szczęście dopisało:

Agnieszka Natalia Kandulska (FB)
𝓞𝓭𝓪 𝓭𝓸 𝓴𝓻𝔂𝓶𝓲𝓷𝓪ł𝓾...📚
O kryminale! Spędzasz mi sen z powiek przez noce całe....
Karmisz fałszywymi tropami, zasypujesz bez odpowiedzi pytaniami...
Trzymasz w napięciu, abym zawsze miała Cię na podorędziu...
O kryminale! Spisujesz się po prostu wspaniale...
Wypełniasz moje dni i godziny, zabierasz w podróż do pełnej grozy krainy...
Za to Cię cenię, wielbię i czczę... I wygrać ten zacny zestaw od Ivy Prochazkovej z całego serca chcę!

Gratulacje! Pakiet książek świetnej Ivy Procházkovej leci do Ciebie!
Wszystkim pozostałym uczestnikom serdecznie dziękuję za udział i obiecuję, że niedługo powrócę do Was z kolejnymi ciekawymi tytułami do zdobycia! Kto wie, może tym razem dopisze Wam szczęście? Warto być czujnym i próbować! :)

września 14, 2021

"Kulawe konie" Mick Herron

"Kulawe konie" Mick Herron

 

Autor: Mick Herron
Tytuł: Kulawe konie
Cykl: Slough House, tom 1
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Data premiery: 30.06.2021
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 424
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Książki z gatunku thrillera szpiegowskiego nie pojawiają się na tym blogu często. Dla „Kulawych koni” Micka Herrona zrobiłam wyjątek ze względu na ciekawy opis książki, jak i na zapowiedź serialu, który zostanie wyprodukowany dla Amazon Prime, a który na pewno wielu widzów przyciągnie gwiazdorską obsadą, m.in. wystąpią w nim Gary Oldman i Kristen Scott Thomas. Mick Herron uznawany jest za następcę Johna le Carrégo, na swoim koncie ma już sporą liczbę powieści, sama seria „Slough House” na ten moment na jego rodzimym rynku liczy już siedem tomów, a na przyszły rok zapowiedziana jest premiera kolejnego. Seria ta podbiła serca fanów gatunku, była wielokrotnie nagradzana oraz trafiła na listę najlepszych thrillerów wszech czasów stworzoną przez „The Telegraph”.
 
Fabuła książki rozpoczyna się od fatalnej wpadki agenta Rivera Cartwrighta, przez którą zostaje zesłany do Slough House – miejsca, do którego trafiają wyrzutki z MI5, agenci, którzy nie nadają się już do niczego innego. Tu czeka ich praca papierkowa, nikomu niepotrzebna, a o ich istnieniu szybko zapomina się w siedzibie MI5 – Regent’s Park. River jednak nie traci nadziei, że kiedyś uda mi się tam wrócić, więc kiedy jego szef, Jackson Lamb zleca mu przeszukanie śmieci pewnego starego dziennikarza, mężczyzna podejmuje się tego z dużym entuzjazmem. Szybko jednak okazuje się, że prawdziwe zadanie dostał ktoś inny, a Riverowi przychodzi tylko zanieść jego wyniki do starego znajomego, którego obwinia za swoją wpadkę. Dlatego też, kiedy dociera do nich informacja o porwaniu młodego chłopaka przez domniemanych terrorystów, którzy grożą, że za 48 godzin utną mu na wizji głowę, River przyjmuje to jako wyzwanie – jest pewny, że uda mi się rozwiązać zagadkę porwania, uratować chłopca, a tym samym wrócić w chwale do Regent’s Park. Czy faktycznie jego plan ma choć cień szansy na sukces? A może problem jest bardziej skomplikowany niż się mu z początku wydaje?
 
Książka składa się z 19 rozdziałów rozdzielonych na dwie tytułowane części. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia kilku bohaterów związanych ze Slough House, Regent’s Park i wspomnianego już dziennikarza. Styl powieści jest przyjemny, skupiony na szczegółach otoczenia, fabuła opowiedziana jest w sposób, który nasuwa na myśl snucie historii.  Jest trochę opisów, sporo dialogów, które pisane są z lekkością.
 
Tym, co wyróżnia tę książkę na tle innych są na pewno postacie się w niej pojawiające. River to względnie młody mężczyzna, który cały czas nie potrafi pogodzić się z porażką i swoim losem, jest pewny, że został we wszystko wrobiony. Ma za sobą dosyć trudne dzieciństwo i dziadka, dzięki któremu zdecydował się na ten zawód. Jest impulsywny i odważny, ciągle pewny siebie. Ma ciągle jeszcze siłę zawalczyć, w przeciwieństwie do swojego aktualnego szefa, Jacksona Lamba. Ten również jest interesującą postacią. Pozornie leniwy grubas, któremu na niczym nie zależy. Czy jednak tak jest naprawdę?
Pozostałe grono szpiegów na zesłaniu składa się z geniusza informatycznego, dwóch mężczyzn i dwóch kobiet. Każdy z nich trafił do tego miejsca za inne grzechy, każdy nie garnie się do prac zespołowych. To grupa raczej zrezygnowana, obca dla samych siebie. Czy jednak, kiedy sytuacja stanie się napięta, będą w stanie ze sobą współpracować?
Kończąc temat postaci na pewno warto też wspomnieć o szefowej MI5, która po cichu zleca zadania zespołowi Lamba. To kobieta, dla której liczy się tylko praca, prestiż szpiegów brytyjskich jest dla niej na pierwszym miejscu. Kobieta silna, ale chyba też trochę zaślepiona tym jednym celem.
 
Co do samej akcji, z początku może nie jest specjalnie dynamiczna, jednak im dalej w lekturę, tym mocniej się rozkręca. Fabuła naszpikowana jest zaskakującymi zwrotami akcji, a tematy, które przy okazji porusza, jak rasizm, terroryzm i manipulowanie faktami dla własnych korzyści, są na pewno bardzo aktualne.
 
Fani gatunku myślę, że będą tym tytułem zadowoleni – jest sporo akcji, szpiegowskich smaczków i trochę zaskoczeń. Bohaterowie są oryginalni i intrygujący, i na pewno na ekranie mają szansę przyciągnąć uwagę sporej liczby widzów. Ja jednak utwierdziłam się, że thriller szpiegowski nie jest moim gatunkiem literackim, książka nie wywołała we mnie w sumie żadnych emocji. Może dlatego, że spodziewałam się po niej czegoś innego – jej okładkowy opis zrozumiałam jako książkę napisaną z humorem – w końcu wyrzutki MI5 biorące się do pracy? Pijacy, grubasy i inni zesłańcy? To brzmi naprawdę komicznie! W książce jednak takiego typowego humoru nie znajdziemy, raczej może trochę satyry i to wszystko.
 
Moja ocena: 6/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Insignis!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

września 08, 2021

"Zagraj mi na drogę" Ivá Procházková - patronacka recenzja przedpremierowa

"Zagraj mi na drogę" Ivá Procházková - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Tytuł: Zagraj mi na drogę
Cykl: podinspektor Marián Holina, tom 3
Seria: Czeskie Krymi
Tłumaczenie: Julia Różewicz
Data premiery: 15.09.2021
Wydawnictwo: Afera
Liczba stron: 357
Gatunek: kryminał
 
„Zagraj mi na drogę” to trzeci tom serii kryminalnej czeskiej pisarki Ivy Procházkovej. Autorka kazała swoim czytelnikom czekać ponad cztery lata na kontynuację przygód podinspektora Holiny, ale po lekturze tego tytułu na pewno wszyscy zgodnie stwierdzą, że było warto!
Co ciekawe, seria zaczęła się od serialu telewizyjnego pt. „Zabójstwo w kręgu”, do którego Procházková napisała scenariusz. Cieszył się ona taką popularnością, że doczekał się kontynuacji książkowej pt. „Mężczyzna na dnie” (recenzja – klik!). Serial z książką jest oczywiście powiązany luźno, czytelnicy więc bez obaw mogą sięgnąć po serię bez znajomości serialu. To się tyczy też każdego tomu serii, w każdym przedstawiona jest osobna zagadka kryminalna, a sprawy prywatne bohaterów zarysowane są delikatnie w tle.
Poza pisaniem kryminałów oraz scenariuszy filmowych i serialowych, autorki pisze też książki do dzieci i młodzieży. Jej proza jest często nagradzana.
 
Fabuła powieści toczy się wiosną, w maju. Holina zostaje wezwany telefonem szefa przedwcześnie z urlopu – w praskiej filharmonii, w przededniu Międzynarodowego Festiwalu Praska Wiosna znalezione zostało ciało klarnecistki, Olgi Brendejsovej, całe we krwi. Holina musi szybko rozwiązać sprawę, a nie jest to łatwe – środowisko muzyków jest mocno specyficzne, a i kapitan Šotolová ze względów osobistych tym razem nie może mu pomóc. Praga tętni życiem, na festiwal zjechało się morze muzyków i turystów. Kto spośród nich jest mordercą? Jaki miał powód, by tak brutalnie pozbawić życia klarnecistkę?
„Wygląda na to, że w programie tegorocznej Praskiej Wiosny są głównie zabójstwa.”
Książka podzielona jest na części, rozdziały i nienumerowane podrozdziały bardzo oryginalnie – ich określenie zapożyczone jest z nazewnictwa muzycznego kojarzącego się z filharmonią i operę. Podrozdziały są krótkie, naprzemiennie skupiają się na innych bohaterach, co dodaje lekturze dynamizmu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia Holiny oraz kilku bohaterów z filharmonii, którzy w jakiś sposób byli blisko z ofiarą. Styl powieści jest naprawdę przyjemny, dużo tu dialogów, książkę czyta się szybko, a okazyjny humor zawarty w dialogach dodaje lekkości poważnym, mrocznym tematom.
„Barmanka twierdzi, że Brendejsovej bardzo chciało się pić, ale poza tym wyglądała i zachowywała się normalnie. Co innego mówi portierka, która pilnuje wejścia służbowego i chyba interesuje się zwierzętami, bo zeznała, że Olga, „na twarzy czerwona jak indor” i „Zdyszana jak pies” przeszła obok niej „krokiem półżywego leniwca”.
Jak zawsze Procházková jest naprawdę dobra w oddawaniu rysów psychologicznych postaci. Tym razem na celownik bierze artystów, którzy całe swoje życie poświęcają na doskonalenie swojego warsztatu. I tak przyglądamy się byłemu chłopakowi Olgi, drugiemu klarneciście oraz jej koleżance o polskich korzeniach. Każdy z nich przedstawia inny rodzaj człowieka, jednak każdy jest postacią głęboką. Simon, były chłopak jest człowiekiem mocno impulsywnym, którym targa ciągle wiele emocji. Czy to on miał coś wspólnego ze śmiercią kobiety? Mało to jednak możliwe, w czasie morderstwa sam był w szpitalu. Erik z kolei jest postacią mocno znerwicowaną, dlaczego jednak śmierć Olgi aż tak mocno nim wstrząsnęła? Przecież od lat żyje w szczęśliwym związku, zawodowo też wydaje się spełniony. Urszula za to jest spośród nich najbardziej tajemnicza, niewiele o niej wiemy, rozdziały jej poświęcone są mocno ogólnikowe. Dlaczego? Czy ona miała coś wspólnego ze śmiercią Olgi? Czy miała motyw? Autorka bardzo sprytnie przedstawia nam te charaktery, co chwilę odkrywa coś nowego, co każe nam zmieniać postrzeganie całości, przez co umysł czytelnika cały czas chodzi na najwyższych obrotach, mimo braku mocno dynamicznej akcji. I to jest właśnie ogromny atut prozy Procházkovej – osadza swoje kryminały na klasyce gatunku, tu liczy się zagadka, tu liczy się śledztwo, psychologia i dedukcja. Wszystko to przedstawione jest z dużą uwagą, jest naprawdę dobrze przemyślane.
„Może i w tych swoich frakach i lakierkach muzycy wyglądają jak słodkie pingwinki, ale my też potrafimy przyłożyć.”
Dużym atutem fabuły na pewno jest też osadzenie akcji w środowisku artystycznym podczas festiwalu Praskiej Wiosny. We wcześniejszych dwóch tomach serii środowisko było raczej dosyć normalne, ot ludzie, jakich spotyka się na co dzień, a tu obserwujemy ludzi jednak żyjących trochę inaczej, z innymi priorytetami, ich codzienność podporządkowana jest innym namiętnościom. Czy jednak finalnie aż tak bardzo różnią się od nas? Dodatkowo możemy też przyjrzeć się od kuchni jak działa taka filharmonia, kto, prócz muzyków tam pracuje, kto pełni jaką funkcję. To naprawdę fascynujące miejsce do osadzenia akcji!
 
Oczywiście w tym tomie nie mogło też zabraknąć astrologii, która od pierwszej części towarzyszy wszystkim śledztwom Holiny. Teraz podinspektor jest już dobrze z nią zaznajomiony, sam może uchodzić za eksperta w tej dziedzinie. I nie są to czary-mary, a coś oparte na psychologii, sprawdzające się w rzeczywistości, przez co śledztwo nabiera całkiem innego wymiaru, a sama książka jest mocnym powiewem świeżości na rynku w tym gatunku literackim.
„Każda tragedia rozgrywa się w konkretnym, bardzo precyzyjnie określonym czasie. Jeśli się go przegapi, w ogóle do niej nie dojdzie.”
Książki Procházkovej można długo analizować pod względem psychologicznym, problemów, jakie w swoich książkach ukazuje. I w tym tomie sporo takich tematów znajdziemy. Tu  fabuła kręci się wokół ambicji, rywalizacji i poczucia winy. Nie mogę jednak zdradzać więcej, bo duża frajda z tej lektury właśnie opiera się na samodzielnej analizie tych tematów.
„Po tym, co usłyszał, musiał przyznać, że faktycznie nie powinna brać udziału w sprawie, z drugiej strony żałował, bo Lida była wyjątkową śledczą. Doświadczoną i superprofesjonalną, a przy tym tryskającą energię. Mikstura w policji tak niespotykana jakby wyszła spod rąk czarodzieja.”
Podsumowując, „Zagraj mi na drogę” dosyć mnie zaskoczyło oryginalnym wyborem miejsca i czasu akcji. Autorka przeniosła swoich bohaterów w czysto artystyczne środowisko ujawniając jego sposób funkcjonowania i motywy, które tak czy siak i tak ostatecznie okazują się bardzo ludzie. Lekkie pióro, przyjemne dialogi i bohaterowie z krwi i kości powodują, że książki tej autorki są dla mnie nieodkładane. Mam nadzieję, że na tom czwarty autorka nie każe czekać nam znowu aż czterech lat! Ja już teraz nie mogę doczekać się kolejnych śledztw Holiny.
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się przedpremierowo z lekturą oraz objęcia ją patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Afera!

Książka dostępna jest też w abonamencie