lutego 13, 2026

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

"Wyspa" Jędrzej Pasierski

Autor: Jędrzej Pasierski
Tytuł: Wyspa
Cykl: Szczepan Turski, tom 2
Data premiery 28.01.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 344
Gatunek: powieść kryminalna
 
Jędrzej Pasierski swoją karierę literacką rozpoczął kilka miesięcy przed powstaniem tego bloga, a jego debiut pt. “Dom bez klamek” był jedną z pierwszych powieści, które tutaj zrecenzowałam. Jego karierę śledziłam uważnie towarzysząc głównej bohaterce serii z Niną Warwiłow przez kilka pierwszym tomów (recenzje - klik!), z których tom drugi otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru. Wtedy też pojawiła się jak na razie jedyna osobna powieść tego autora pt. “W imię natury” (recenzja - klik!). Później jednak nasze drogi na kilka lat się rozeszły - w tym czasie seria z Niną rozrosła się na 8 tomów, powstały też dwa tomy superprodukcji audio przygotowane dla Audioteki z psychologiem dziecięcym Szczepanem Turskim. Te historie doczekały się również wydania w papierze, pierwsza z nich to “Wodnik” wydany w 2023 jeszcze pod szyldem Wydawnictwa Czarnego, pierwszego z jakim Jędrzej Pasierski współpracował, druga to “Wyspa”, która ukazała się już pod opieką Wydawnictwa Literackiego, podobnie jak zeszłoroczny pierwszy tom nowej serii pt. “Bogowie małego morza” (recenzja- klik!) - i ten zeszłoroczny tytuł był dla mnie ponownym spotkaniem z piórem autora po kilkuletniej przerwie.
 
Historia “Wyspy” toczy się w grudniu 2022 roku, we Wrocławiu. Jest wieczór, kurier rozwożący przesyłki na Wielkiej Wyspie myśli już tylko o powrocie do domu, o hot-dogu, który kupi sobie po drodze. A jednak dzieje się coś, co odciąga od tych marzeń jego uwagę - w jednym z domów, do których ma dostarczyć paczki, jest wybita szybka w drzwiach, a same drzwi są uchylone. Zaraz orientuje się dlaczego - w salonie na podłodze leży zadźgana kobieta. Ale chyba nie jest sama? Po domu kręci się sprawca, czy może ktoś, kto potrzebuje pomocy? Idzie to sprawdzić - na piętrze w swoim pokoju ze słuchawkami na uszach siedzi nastolatek, gra w grę. Czy naprawdę robił to przez cały czas, gdy na dole jego matka była mordowana? To pierwsze pytanie, jakie zadaje sobie nadkomisarz Rafał Horecki zajmujący się tą sprawą. Może w uzyskaniu odpowiedzi pomoże mu jego przyjaciel, były psycholog dziecięcy Szczepan Turski, który przecież mieszka zaledwie kilka domów od miejsca, w którym doszło do zbrodni?
 
Książka rozpisana jest na 46 kilkustronicowych rozdziałów, które okazyjnie bywają dzielone jeszcze na mniejsze fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Szczepana Turskiego oraz w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Rafała Horeckiego i Pauliny Gontarskiej (sąsiadki ofiary) przez narratora mającego dostęp nie tylko do zdarzeń, ale i emocji i myśli tych postaci. Akcja prowadzona jest spokojnie, w skupieniu na gestach i refleksjach, dość często powtarzając niewielkie fakty i informacje, które są już czytelnikowi znane (w kilku przypadkach powtarzane są w sprzeczności do tego, co wcześniej). Styl powieści jest specyficzny, ma inny rytm niż większość literatury. Jest sporo krótkich zdań, a dialogi prowadzone są tak, że nieraz miałam wrażenie, że w czasie powieściowych rozmów czas płynie szybciej niż w rzeczywistości - ot, padły cztery zdania, a już upłynęło dwadzieścia minut. Autor używa języka subtelnie literackiego, jednak niektóre sformułowania wypadają dziwnie, ułożone są w innym szyku zdania niż ten, który powszechnie uważa się za poprawny, co mnie samej zakłócało płynność lektury (np. “Przerażające było, gdy zobaczyłem, że gra.”, “Zamknęła gaz”). Zresztą bywały też i dialogi, nad którymi się zatrzymywałam, analizując co mi w nich nie pasuje - po prostu nie wypadały naturalnie (np. str 305). Autor nie stosuje wulgaryzmów, za to bardzo konsekwentnie korzysta z feminatywów.
“Podał mi kolejną wizytówkę.(...)
- Kojarzysz? - zapytał.
- Tak, Robercie. - Wróciłem do wołacza z przyczyn nieznanych nawet Jungowi. Odwoływałem się zaś tylko do wizytówki.”
Cała opowieść oparta jest o cztery rodziny: rodzinę ofiary, czyli Marczyńskich, Gontarskich, Turskich i Horeckich. Każda z nich boryka się z problemami wynikającymi z upływu czasu, z nabywania różnych doświadczeń, popełniania błędów, za które płaci się do teraz. Czy to właśnie w wyniku takiego błędu swoje życie straciła Róża Marczyńska? I to te relacje, te zniszczone życia, których nawet nie chce się już odbudowywać, są osią powieści, tym, co faktycznie tutaj ważne - bo choć zbrodnia jest punktem zapalnym, czymś, co wywołuje reakcję, to właśnie jej konsekwencje, te czyny dokonane po niej są tym, co faktycznie zaprząta w powieści uwagę. Każda z postaci, której perspektywę obserwujemy, przechodzi pewną przemianę, nie tylko zastanawia się, co z jej życiem jest nie tak, ale pod wpływem zdarzeń w jakiś sposób rusza do przodu.
“(...) zawsze stałem po stronie dzieci, to było dla mnie najważniejsze. Wobec jednego dziecka już kiedyś zawiniłem. I ten raz wystarczy.”
Zapalnikiem jednak jest zbrodnia. Zbrodnia, w sprawie której śledztwo prowadzone jest przez całą powieść dwutorowo - przez nadkomisarza oficjalnym torem i przez Szczepana, który na prośbę nadinspektora się w to angażuje, choć chyba nie robi tego, jak jego przyjaciel by sobie życzył. Punkty zaczepienia śledztwa są dwa: temat nad wyraz rozwiniętego pod kątem wiedzy i inteligencji Kostka, nastoletniego syna zamordowanej oraz nie do końca wyjaśniona sprawa z przeszłości - i to wokół nich kręci się cała intryga kryminalna, która, mimo że nie jest nadmiernie rozbudowana, to finalnie zaskakuje. Muszę przyznać, że rozwiązanie jest sprytnie przeprowadzone, sprawca nie wyskakuje jak królik z kapelusza, a równocześnie niełatwo na nie wpaść.
“Zawładnął mną niezrozumiały instynkt, silniejszy od woli. Może fakt, że ktoś ucieka, daje mózgowi wrażenie, że trzeba go gonić?”
Bardzo ważną rolę w powieści pełni też samo miejsce akcji. Wrocław, a już w szczególności jego wyspy, oddane są z dużą dokładnością i uwagą - podejrzewam, że książkę da się traktować jako mapę i przewodnik po ciekawostkach miejsca, w których dużą wagę przywiązuje się do przeszłości. Dodatkowo zbrodnia zamknięta na Wielkiej Wyspie jest sprytnym posunięciem - teoretycznie znajdujemy się w dużym mieście, w praktyce zwyczaje panują tam bardzo małomiasteczkowe.
“Jeśli w czymkolwiek okazałem się dobry w swoim marnym życiu, to w tym. Uważnym słuchaniu.”
Muszę jednak przyznać, że nie dałam rady się w tę historię zaangażować i cały czas szukam, jaki był tego powód. Na pewno częściowo odpowiedzialny jest za to sam styl powieści, gdyż czasami mocniej zastanawiałam się nad składnią zdań niż nad tym, co faktycznie mają przekazać. Co zaskakujące, mimo mocnego skupienia na problemach osobistych postaci, na ich codzienności, nie wczułam się też w ich psychologię, mam wrażenie, że cały czas stałam tylko obok nich, obserwując to, co chcą pokazać, a nie to, co dzieje się z nimi naprawdę. Tym razem więc skupienie na wątkach obyczajowych zamiast kryminalnych, nie okazało się korzystne dla finalnego efektu.  
“Westchnąłem - może zbyt głośno - na myśl o tych wszystkich destrukcyjnych procesach przechodzących z pokolenia na pokolenie. Jak choroby genetyczne. Jak coś, przed czym nie ma ucieczki, jak predestynacja.”
Podsumowując, “Wyspa” to powieść oparta na kanwie kryminału, w której sama zbrodnia staje się bazą do refleksji na temat relacji w dorosłym życiu, na temat zależności, jakich uczymy się jeszcze jako dzieci, a które dalej przenosimy nieświadomie na kolejne pokolenia. Powieść mocno osadzona w miejscu, które nie tylko jest bogatym nośnikiem własnej historii, ale też dzięki bliskości rzeki, dzięki wyspom, wprowadza małomiasteczkowy klimat zamkniętej społeczności. Powieść prowadzona rytmem, który się polubi lub nie - a ja bardzo żałuję, że tym razem znalazłam się w tej drugiej grupie, bo choć dostrzegam teoretycznie pozytywne punkty powieści, to po prostu nie poczułam niczego w warstwie emocjonalnej.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 11, 2026

"Miss Bee i zimowy książę" Alessia Gazzola

"Miss Bee i zimowy książę" Alessia Gazzola
 

Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i zimowy książę
Cykl: Miss Bee, tom 2
Tłumaczenie: Aneta Banasik
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 288
Gatunek: powieść obyczajowo-romansowa / retro / cosy crime
 
Alessia Gazzola to włoska autorka lekkich powieści z literatury kobiecej z domieszką kryminału. Debiutowała w 2011 roku pierwszym tomem cyklu z lekarką sądową Alice Allevi, która przyniosła jej dużą krajową popularność, jedną z ważniejszych włoskich nagród Premio Bancarella oraz ekranizację w postaci serialu telewizyjnego, który doczekał się trzech sezonów. W Polsce właśnie tą serią debiutowała, jednak nie zagościła u nas na długo - Wydawnictwa Jaguar w 2014 roku wydało zaledwie dwa pierwsze tomy.
Od czasu debiutu autorka wydała już około dwudziestu powieści, większość przynależna jest do kilku cykli. Najnowszym z nich są przygody Miss Bee, Włoszki żyjącej w Londynie zaraz po II wojnie światowej. Jest to więc miks nie tylko powieści obyczajowej, kryminału i romansu, ale też powieści historycznej, która toczy się w czasie ważnym dla Włoch - to wtedy coraz wyraźniej do głosu dochodziły poglądy faszystowskie, to wtedy Mussolini rósł w siłę. Na ten moment seria na rynku włoskim liczy cztery tomy, piąty jest w przygotowaniu, a w Polsce to wraz z nią autorka na nasz rynek wróciła. “Miss Bee i zimowy książę”, czyli tom drugi, jest u nas tomem najnowszym (o pierwszym przeczytasz tutaj - klik!).
 
Rok 1924, hrabstwo Derbyshire, Alconbury Hall. To tam na święta Bożego Narodzenia zjeżdża się śmietanka towarzyska Londynu, a wraz z nią młoda, dwudziestokilkuletnia Beatrice Bernabò, Włoszka, która od kilku lat wraz z ojcem i siostrami mieszka w Londynie. Teraz, by uniknąć pracy we włoskiej ambasadzie, zatrudniła się u jednej z arystokratek, u ciotka lorda Juliana Lennoxa, z którym niedawno połączyły ją ciepłe uczucia. To on polecił ją jako odpowiednią osobę do spisania wspomnień ciotki i to do niego należy posiadłość, w której teraz wszyscy przebywają. To też do niego Bee ciągnie, choć mężczyzna powinien zaraz oświadczyć się innej… Ciepłe spojrzenia i potajemne czułości przerywa im zdarzenie, o charakterze kryminalnym, co sprawia, że w rezydencji pojawia się funkcjonariusz Scotland Yardu, a wzrok innych ukradkowo kieruje się na Bee - w końcu to jedna obca w tym towarzystwie, w dodatku o niższym statusie społecznym. Czy uda jej się wyjść z kolejnych tarapatów cało? Czy nadinspektor Scotland Yardu dojdzie do prawdy, zanim jeszcze ktoś ucierpi?
 
Książkę otwiera spis postaci w powieści występujących, a cała historia podzielona jest na 23 tytułowane rozdziały, które dodatkowo dzielone są na krótsze fragmenty przedstawiane najczęściej z naprzemiennej perspektywy kilku postaci: Bee i jej rodziny, Juliana i nadinspektora Blackburna. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a język jest subtelnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co szczególnie wyczuwalne jest w dialogach i przedstawionych myślach postaci. Czasami jednak zwroty użyte w książce wypadają nie całkiem naturalnie, nie jestem jednak pewna, kto za to odpowiada - sama autorka książki czy raczej tłumaczka. Na pewno po stronie polskiego wydawcy leży kilka literówek. Muszę jednak zaznaczyć, że w tomie drugim niefortunne sformułowania pojawiają się rzadziej niż w pierwszym, przez co książkę czyta się wyczuwalnie płynniej. Mimo moich uwag przyznaję, że przez większą część lektury, czytało mi się ją całkiem przyjemnie.
“Już dawno zrozumiałam, że słowa są czasami najskuteczniejszą bronią, by wyrównać rachunki. Za ich pomocą można zmienić to, co się w życiu nie udało.”
Mam wrażenie, że Alessia Gazzola nie przywiązuje dużej wagi do kreacji psychologicznych swoich postaci - sama po dwóch tomach z Miss Bee dalej nie do końca wiem, co mam o głównej bohaterce myśleć. Momentami ten brak rozbudowanej warstwy psychologicznej może utrudniać odbiór powieści, mimo tego, że myśli postaci często są cytowane, to nie wynika z nich konsekwencja w zachowaniu. Niemniej jednak mam wrażenie, że taki wybór budowy świata powieści, a zatem i postaci jest wynikiem gatunku, jaki autorka obrała za podstawę tej serii, mianowicie powieści obyczajowo-romantycznej. Przede wszystkim fabuła ma być lekka, przyjemna, subtelnie zabawna, mają się w niej liczyć społeczne konwenanse tamtych lat i przyjemność z ich łamania. Bohaterów nieraz przyłapujemy w dwuznacznych sytuacjach, których już za chwilę zdają się przed nami wypierać.
 
Mimo tego w fabule jest miejsca na tematy poważne, na tło historyczne, które poprzez narodowość głównej bohaterki dobrze obrazuje czytelnikowi jak bardzo niespokojne były to czasy. Bee żyje w rodzinie, która w Anglii znalazła się dzięki pracy jej ojca - wykładowcy, który przez swój kraj został wysłany niejako w delegację. Teraz sytuacja Włoch coraz bardziej się radykalizuje, a Bee wraz z rodziną truchleje - boją się, że zaraz każą im wracać do świata, który jest dużo bardziej niespokojny i niezgodny z ich przekonaniami niż ten angielski, w którym żyją teraz. Ten niepokój może nie jest w powieści stale odczuwalny, przewija się podczas rozmów przy stole czy w scenach, w których pojawia się ojciec Bee, a mimo to sprawia, że książka nie jest nic nieznaczącą rozrywką - to coś dobrze osadzonego w czasie.
“Upadek zachodniej cywilizacji jest nieunikniony, skoro dziesięcioro Anglików nie jest w stanie skutecznie polować i strzela do siebie nawzajem (...).”
W tle tej historii obyczajowo-romantycznej jest zalążek kryminału. Jest zagadka, a nawet dwie, jest intryga, która spina początek i koniec w jedną całość. I choć przez większą część powieści śledztwo nadinspektora toczy się gdzieś w tle, niespecjalnie zaprząta naszą uwagę, to jednak pod koniec wysuwa się na plan pierwszy i przynosi satysfakcjonujące rozwiązanie.
“(...) nigdy nie dostarczajcie waszym przyjaciołom broni, którą będą mogli wykorzystać przeciw wam. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy pewnego dnia nie zmienią się we wrogów.”
Nie mogę na koniec nie wspomnieć o miejscu akcji i czasie, w którym się rozgrywa. Zima na angielskiej prowincji, duża rezydencja, w której znajduje się w jednym czasie sporo obcych dla siebie osób. Wszyscy spotkają się w jednym miejscu wieczorem, na kieliszek przed kolacją, na wspólny posiłek i dyskusje po, podczas gdy obok nich w kominku wesoło trzaska ogień. Autorka bardzo przyjemnie oddała ten klimat dawnych lat, ale też i zimy za oknem, która unieruchamia postacie w jednym miejscu. Postacie, z których każda skrywa przed innymi jakąś własną tajemnicę.
“Nigdy nie należy bagatelizować urazy. Niejednokrotnie jest długotrwała.”
Mimo tego, że “Miss Bee i zimowy książę” to drugi tom serii z Miss Bee, to jednak składa się on na historię na tyle odrębną, że czytelnik nie powinien mieć trudności, by czytać ją od tomu pierwszego niezależnie. Sama znając obydwa tomy widzę bazę, na której autorka buduje te opowieści - lekki obyczaj z romansem w wyższych sferach, a jednak podszyty poważnymi tematami takimi jak coraz bardziej niespokojne tło społeczno-historyczne czy różnice klasowe, jakie prezentuj tam wiele postaci. Widzę jednak też różnice, które wypadają na korzyść tomu drugiego - wydaje się on bardziej spójny, bardziej dopracowany, uwaga czytelnika nie jest już tak przerzucana z jednego tematu na drugi jak w tomie pierwszym, dzięki czemu łatwiej wczuć się w rytm lektury. A choć nadal nie można historii traktować jako kryminału, typowego cosy crime, to jednak i tu intryga wypada całkiem fajnie - może nie jest nadmiernie skomplikowana czy nowatorska, ale na pewno dobrze wpasowuje się w ogólny charakter powieści, która po prostu ma czytelnika relaksować i cieszyć. Tak sobie myślę, że ta historia mogłaby nawet lepiej wypaść na ekranie - tam można by podkreślić subtelny humor, a te mankamenty, które w powieści są widoczne, na ekranie straciłyby na znaczeniu. Tak, chętnie zobaczyłabym taki serial!
“- (...) Mam nadzieję, że spotkamy się w przyjemniejszych okolicznościach… Bez kradzieży i morderstw dookoła.
- Komu pan to mówi? Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że jestem bohaterką jakiejś kryminalnej powieści.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 10, 2026

"Tak blisko" Agnieszka Olejnik - patronacka recenzja przedpremierowa

"Tak blisko" Agnieszka Olejnik - patronacka recenzja przedpremierowa
 

Autorka: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Tak blisko
Cykl: Miasteczko, tom 2
Data premiery: 11.02.2025
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść obyczajowo-kryminalna
 
Agnieszka Olejnik na polskim rynku książki znana jest przede wszystkim jako autorka powieści obyczajowych - nic dziwnego, na swoim koncie ma ich już ponad trzydzieści! A jednak od czasu do czasu zdarza się jej sięgać po inny gatunek, najczęściej mieszając powieść obyczajową z czymś innym. Tak było z “Nieobecną” (recenzja - klik!), która w 2023 została wznowiona przez Wydawnictwo Książnica, tak też jest z serią Miasteczko, której tom pierwszy pt. “Tuż obok” przed długi czas był powieścią osobną, aż w końcu po jedenastu latach od premiery doczekał się kontynuacji! Choć może “kontynuacja” to złe określenie, bo tym, co książki ze sobą łączy, jest przede wszystkim miejsce - niewielka miejscowość położona przy granicy z Niemcami o nazwie Czarne. W “Tuż obok”, które po raz pierwszy wydane zostało w 2015 roku pod tytułem “Dante na tropie”, a latem 2025 zostało na nowo przeredagowane i wydane pod szyldem Wydawnictwa Książnica już jako tom pierwszy cyklu Miasteczko, główną bohaterką jest bibliotekarka Anna, która wikła się w historię romantyczno-kryminalną z udziałem komisarza Wiktora Gryki. To powieść, w której kryminał pozostaje przez większą jej część w tle, a na przód wysuwa się opowieść obyczajowo-romansowa. W “Tak blisko” jest inaczej. Przede wszystkim Anna i Wiktor oraz towarzyszący im pies Dante są postaciami drugoplanowymi, a historię snuje Cezary… I choć w trakcie jego opowieści pojawia się też niewielki wątek romansowy, to jednak na plan pierwszy faktycznie wysuwa się dobra historia obyczajowa w miksie z kryminałem. Z “Tuż obok” ma wspólny zamysł na powieść - narrator spisuje zdarzenia podszyte zagadką kryminalną, w których w Czarnem uczestniczy. Historie są zatem od siebie niezależne, to bardziej jedno uniwersum niż seria.
 
Jest lato. Do Czarnego po dwudziestu latach nieobecności wraca Cezary Osiński. W tym miejscu się wychował, tu spędził swoje lata młodzieńcze, jednak niewiele z jego wspomnień faktycznie teraz ma odbicie w rzeczywistości. Przede wszystkim musi szukać nowego domu, bo ten po mamie sprzedał przekonany, że nigdy do miasteczka nie wróci… A jednak wyszło inaczej i po latach emigracji spędzonych w Anglii i po jednym zakończonym małżeństwie wraca. I dziwnym trafem właśnie tego dnia w lokalnej rzeczce znalezione zostaje ciało. Okaleczone, anonimowe, nikt nie wie o co w tej sprawie chodzi. A choć taka zbrodnia mocno wstrząsa Czarnem, to jednak z czasem ludzie tracą zainteresowanie… Czarek na pewno, w końcu musi zająć się swoim nowym zajęciem - zatrudnił się jako nauczyciel angielskiego w dwóch lokalnych szkołach. Już po chwili okazuje się, że musi też przyjąć rolę zastępczego wychowawcy w klasie, do której chodzi 18-letnia Stina, dziewczyna z palcami pogryzionymi do krwi, z dziwnym tikiem nerwowym, ukrywająca się w za dużych ubraniach. Jaka jest jej historia? Czy przypadkiem poprzez gesty i ubiór nie woła o pomoc? Czarek zaczyna się interesować, a choć sama Stina go zbywa, nie zamierza tego tematu odpuszczać. Coś go do dziewczyny przyciąga, coś w jej sposobie bycia jest mocno nie tak…
“Bywają ofiary tak przypadkowe i zabójstwa tak durne, że trudno w to uwierzyć. Tylko że o nich nie kręci się seriali.”
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały, najczęściej kilkustronicowe fragmenty. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Czarka, który, jak sam przyznaje, ma tendencje do gadulstwa, choć nie przejawia się to raczej w dygresjach, które są typowe dla stylu gawędziarskiego, a raczej po prostu w tempie akcji, które jest spokojne, mocno obyczajowe, z miejscem na zauważanie emocji, gestów, otoczenia. Dziwne, gdy narratorem jest mężczyzna? Niekoniecznie, Czarek to po prostu postać refleksyjna, początkujący pisarz, który mając już jakieś doświadczenie życiowe stara się postępować rozważniej niż jeszcze kilka lat temu. Język, jakim się posługuje, jest przyjemny, ale codzienny, nie stara się aspirować do literatury pięknej, a zwyczajnie opisuje, jak jest. Słownictwo dopasowane jest do szerokiej grupy odbiorców - choć jest codzienne, to jednak nie ma w nim przekleństw, a jeśli już sytuacja tego wymaga, to zastosowane są najczęściej subtelniejsze zamienniki, choć są od tego wyjątki np. w dialogu z postacią będącą pod wpływem procentów, co zresztą w warstwie językowej zostało dobrze oddane. Zdania, zgodnie z charakterem Czarka, zdarzają się dłuższe, w użyciu nieraz jest średnik, ale nie wpływa to na odbiór powieści, narrator przeprowadza nas przez historię bardzo płynnie. Dialogi wypadają całkiem realistycznie, raczej nie miałam podczas ich lektury wrażenia sztuczności.
“Tkwiłeś w samym centrum tych paskudnych wydarzeń, po prostu opisz po kolei, co ci się przytrafiło. Czy wyjdzie z tego kryminał, czy raczej powieść obyczajowa, to inna sprawa, ale w sumie komu potrzebne etykietki?”
Choć powieść zaczyna się od znalezienia w parku zwłok, to jednak dość długo pozostaje w ramach powieści obyczajowej. Tak naprawdę to gatunkowa sinusoida - zaczyna się obyczajowo, by po dłuższej chwili lekko skręcić w stronę thrillera psychologicznego, a gdy jedna zagadka zostaje odkryta, wraca na spokojne, obyczajowe, podszyte subtelnym dodatkiem wątku romansowego tory. Przed samym końcem ponownie wracamy w kryminalne rejonu, by tu faktycznie doświadczyć już rasowego wątku kryminalnego, który wyjaśnia wszystko. Nie jest to więc powieść, którą można rozpatrywać poprzez jeden gatunek, a mimo wszystko przez całą historię czuć subtelny niepokój, który każe nam lekturę kontynuować, by dowiedzieć co ostatecznie nas w tym uwierało. Zagadka kryminalna podzielona jest na dwie części i może nie będzie ona dużym zaskoczeniem dla gatunkowych wyjadaczy, niemniej jednak prowadzona jest spójnie, z głową - przy drugim czytaniu od początku zaczęłam zauważać subtelne wzmianki, które prowadzą do rozwiązania i jego uzasadnienia, jest więc to zagadka z tych, co lubię, można jej rozwiązanie wydedukować samodzielnie. Mnie się udało, choć z argumentacją musiałam poczekać na tłumaczenia autorki. Niemniej jednak nie wydaje mi się, by to, czy się zagadkę rozwiąże samodzielnie, czy nie, było w przypadku tej lektury ważne, bo ważne jest co innego: to emocje, to ludzkie zachowania, ludzkie błędy w ocenie, które popełniają postacie, a które sami dobrze z życia znamy…
“Nie mogłem jednak nic poradzić na to, że gdzieś na dnie duszy kiełkowała mi zupełnie nowa, nieznana dotąd ambicja - by stać się tym, który pchnie do przodu sprawę zabójstwa (...). Nie wiedziałem, czy stoi za tym realna chęć pomocy, czy raczej próżność, chęć zaimponowania.”
Jak już sam tytuł wskazuje, opowieść skupia się na potrzebie i poczuciu bliskości. Bliskości, którą bez względu na to, jak bardzo się wypieramy, każdy z nas chce czuć. Każdy z nas jest w stanie zrobić dużo, by ją zdobyć, czasami może nawet za dużo, czasami wolimy nie widzieć tego, co niewygodne, by tę bliskość zyskać. Tylko czy na pewno zawsze to dobry wybór? Przyglądamy się więc różnym związkom, nowym, starym, szczęśliwym i tym kompletnie nie, związkom, które się wypalają i tym, które powstają, bo w sumie nie ma widoków na nic innego. Obserwując postępowanie postaci możemy przeanalizować swoje wybory, zastanowić się nad początkami i końcami, tym, kiedy faktycznie warto się angażować w bliskość, a kiedy jednak mądrze byłoby stanąć z boku, spojrzeć na sytuację na chłodno. Pod kątem tego zagadnienia książka oddana jest szeroko, wymusza sporo ciekawych refleksji.
“(...) gapiłem się w niebo, żeby uchwycić spadającą gwiazdę, choć już nie miałem marzeń, które mógłbym wypowiedzieć, ilekroć mi się udało.”
A co z postaciami? Najważniejszy jest Cezary, bo to on przedstawia nam cały ten świat. A jest to postać bardzo sympatyczna, która mimo że w intrygę kryminalną wkręca się momentami za bardzo, to jednak jakoś czytelnika do siebie nie zraża. To czuły, dobry facet, który jak każdy, popełnia błędy. Autorka zresztą już na start stawia go w ciekawej sytuacji - w końcu Czarek wraca teoretycznie do siebie, praktycznie jednak do miejsca, które przez dwadzieścia lat jego nieobecności mocno się zmieniło.
“- Nie myśl, że jestem zimna, nieczuła, pozbawiona uczuć… Ja tylko…
- Sparzyłaś się - podpowiedziałem, bo zamilkła na długo.
- Tak.
- Bardzo?
- Tak bardzo, że cała jestem w bliznach.”
No właśnie, samo miejsce też jest istotne. Mała miejscowość, w której wszyscy się znają, w której plotka ma moc szczególną, a jednak duża na tyle, by w chwili, gdy trzeba, nagle okazywało się, że wszyscy są zajęci, pochłonięci samym sobą. Tu dużą rolę odgrywa też natura - są zarośnięte parki, jest jeziorko, wokół którego biega Cezary, jest piękna stara willa, w której mieszka Anna z Dantem. Wizualna bajka, w której czuć historię lat minionych.
“Trzeba się gdzieś zestarzeć w spokoju. Znaleźć sobie jakąś społeczność, swoich ludzi, rozumiesz? Należeć do nich, być częścią większej całości. Inaczej po prostu zwariujesz, zdziwaczejesz (...).”
Podsumowując, “Tak blisko” to spokojna historia obyczajowo-kryminalna, która może nie angażuje czytelnika swoją zagadką aż tak mocno, by nie dało się jej odłożyć, a jednak buduje poczucie niepokoju na tyle wyraźnie, że historia nie chce wyjść z głowy, póki nie przeczyta się jej całej. Autorka korzysta ze znanych wątków i motywów, nie stara się na siłę zrobić z nich czegoś nowego, a po prostu opowiada nimi historię o ludzkiej potrzebie bliskości. Z człowiekiem, ze zwierzęciem (jest przecież pies Dante!), z naturą. Wątek romansowy w fanach kryminałów może wywołać przewracanie oczami, na szczęście jednak autorka nie poświęca mu dużo uwagi - jest po to, by akcja mogła iść swoją drogą, która doprowadzić ma nas do ciekawych refleksji. Przyznam, że cieszę się, że od tego tomu zaczęłam przygodę z Miasteczkiem, a dopiero teraz nadrabiam pierwszy - to dobry wybór dla tych, którzy wolą spokojny kryminał nad pikantny romans.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Książnica.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 09, 2026

Siódme urodziny bloga - podsumowanie siódmego roku działalności

Siódme urodziny bloga - podsumowanie siódmego roku działalności

Dzisiaj Kryminał na talerzu obchodzi swoje SIÓDME urodziny! 

Gdyby Kryminał na talerzu był dzieckiem, właśnie szedłby do szkoły... Ale spokojnie, Kryminał na talerzu to samouk, który rośnie w siłę dzięki mojej pracy oraz Waszej obecności i zaufaniu, nigdzie więc się nie wybiera, ani też nie dostaje więcej samodzielności 😉
Jak co roku urodziny bloga wykorzystam do tego, by wziąć pod lupkę ostatni rok działalności, sprawdzić i dokładnie opisać, co w tym czasie się na Kryminale na talerzu działo - choć było tego tyle, że nie jestem pewna, czy wszystko zmieszczę w tym jednym wpisie! Bo ten siódmy rok to... 

No właśnie:
Jak wyglądał mój siódmy rok prowadzenia bloga?
Intensywnie! A choć piszę to każdego roku, to jednak właśnie siódmy okazał się rokiem rekordowym. Choć zaczynałam go z przekonaniem, że pora się trochę wyciszyć, trochę zwolnić, to już chwilę po szóstych urodzinach bloga dostałam pewną propozycję, która sprawiła, że mój czas znowu się skurczył, a ja uwagę musiałam znowu zacząć pomiędzy dwie działalności. Tym razem jednak umiejętności, jaki zdobyłam dzięki prowadzeniu kont Kryminału na talerzu, mogę wykorzystywać i rozwijać również przy drugim projekcie, nie są więc to zajęcia mocno ze sobą kolidujące, a choć zabierają mi czas, to równocześnie pozwalają nieco stabilniej funkcjonować w mojej codzienności. Oczywiście Kryminał na talerzu to cały czas mój priorytet, cały czas moje oczko w głowie, któremu poświęcam się całkowicie - w końcu to miejsce, w którym w przyjazny sposób możemy pogadać o tym, co na naszym rynku książki fajne, prawda? A w czasie siódmego roku działalności miałam ogromną przyjemność opowiadać Wam o wielu, wielu nowościach i robić to naprawdę szybko - o każdej z książek opowiadałam Wam jak najbliżej premiery było to możliwe! Jednak nie ukrywam, że tempo pracy odbija się trochę na mnie samej, przez co w ósmym roku działalności na pewno nie zamierzam już pobijać rekordów z roku minionego - tak więc rok siódmy na pewno zostanie tym rekordowym pod względem ilości działań  😉

tegoroczne uzupełnienie regałów, które mam najbliżej pod ręką: to patronaty i inne ważne dla mnie książki

Jak z realizacją planów na siódmy rok działalności?
Główny cel - dalszy rozwój - został osiągnięty! W siódmy roku działalności bloga nie było przestojów, nic nie stało w miejscu, a choć algorytmy mediów społecznościowych nie są sprzyjające dla osób, które nie chcą podążać za trendami, które wolą robić wszystko po swojemu, to jednak i tu daliśmy radę, dzięki czemu wraz z urodzinami bloga świętujemy przekroczenie 10 tysięcy obserwatorów na Instagramie! 
Z pozostałymi celami na ten rok wyszło jednak różnie, najmocniej jednak ubolewam nad tym, że nadal nie znalazłam czasu, by bliżej polubić się z aparatem, więc pod kątem moich umiejętności fotograficznych nadal stoję w miejscu, choć dzięki nowemu sprzętowi chyba jednak jakiś postęp w wizualnej stronie profili Kryminału na talerzu jest. Niemniej jednak to pierwszy punkt do realizowania w chwili, kiedy tylko uda mi się lepiej czasowo sobie wszystkie działania poukładać. Mimo tego na niezrealizowane punkty narzekać nie będę, bo nie zrealizowałam ich dlatego, że moja uwaga była przekierowana na inne działania Kryminału na talerzu, w których mogliście brać udział! A za to jestem ogromnie wdzięczna. 

Kryminał na talerzu w liczbach
Blog
W siódmy roku działalności pojawiło się tutaj 281 wpisów, z czego aż 204 to recenzje książek! Ten wynik z jednej strony jest dla mnie zaskoczeniem, z drugiej nie. Zaskoczona jestem, że ogólna liczba wpisów jest ciut mniejsza niż w roku poprzednim, ale można to łatwo wytłumaczyć - spora część publikacja przeniosła się po prostu na towarzyszące blogowi profile: Istagram, Facebook i TikTok, a blog pozostał tym podstawowym, gdzie ukazują się recenzje i aktywności towarzyszące przede wszystkim książkom, które na rynku ukazują się z moim logo na okładce. Nie dziwi mnie za to ilość recenzji, bo jest taka, jak zakładałam - bije wszystkie dotychczasowe rekordy bloga! 
Łączna liczba wyświetleń bloga od początku jego działalności to 765 404, zatem w ostatnim roku został odwiedzony prawie 260 tysięcy razy! To o 2/3 więcej niż w roku poprzednim! Oficjalnie blog obserwuje 69 osób, zatem te grono od poprzedniego roku niespecjalnie się powiększyło, ale przyznam, że nie martwi mnie to szczególnie - większość odbiorców trafia tutaj przecież po prostu z linków bądź przekierowań, co wynika z tych statystyk:
aż 83% użytkowników dostaje się tutaj bez wykorzystania stron pośrednich, 15 % za pośrednictwem wyszukiwarki Google. Pozostałe 3% to bezpośrednie przekierowania z platform społecznościowych. Co ciekawe, widzę różnice w liczbach w wejściach na blog po prostu przez wpisanie w wyszukiwarkę kryminalnatalerzu.pl, co też ogromnie mnie cieszy! Zdecydowana większość odbiorców odwiedzających blog znajduje się w Polsce, pojedyncze procenty to inne zakątki świata: Stany Zjednoczone, Niemcy, Czechy.
A co w minionym roku podobało się Wam najbardziej? Największą ilość odsłon zdobył zdobył konkurs, w którym do wygrania była seria detektywistyczna dla młodszego czytelnika z detektywem Montgomery'm Bonbonem! To ponad 2,5 tysięcy wyświetleń! Na drugim miejscu pozycja stała, która pojawia się co roku w zestawieniu od chwili jej publikacji, czyli lata 2020 roku - to wpis o Legimi, który w roku poprzednim zdobył ponad 2 tysiące, a w sumie liczy już sobie ponad 11 tysięcy wyświetleń. Na trzecim miejscu plasuje się wywiad ze Sławkiem Gortychem, który towarzyszył premierze drugiego tomu karkonoskiej serii - w minionym roku zyskał prawie 2 tysiące wyświetleń, co w sumie daje mu ponad 6,5 tysiąca odsłon. Jeśli jednak ograniczymy podium do publikacji, które ukazały się w roku poprzednim, to poza konkursem znajdą się na nim: wywiad z Alasdairem Beckett-Kingiem, autorem serii z detektywem Bonbonem i recenzja książki Valérie Perrin "Colette".


Instagram:
W przeciągu ostatniego roku profil wzbogacił się o 604 publikacji oraz o około tysiąc nowych obserwatorów - niestety statystyki social mediów nie sięgają tak daleko, ale z przyjemnością mogę ogłosić, że to właśnie w tym roku przekroczyliśmy magiczną granicę 10 tysięcy odbiorców, a ja w ostatnim czasie z przyjemnością obserwuję nieco więcej ruchu na profilu, pojawiają się tam nowi, aktywni odbiorcy, co bardzo mnie cieszy!

Facebook: 
Ilość publikacji jest dokładnie taka sama jak na Instagramie, a odbiorców? Szacując tylko z mojej własnej pamięci, przyrost nie jest tak imponujący jak na Instagramie, niemniej jednak i tu nie ma zastoju, za każdym wejściem na profil dostaję powiadomienie o nowych odbiorcach, co jest naprawdę fajne! 

TikTok:
Choć i ta platforma statystyk nie prowadzi, to aż z ciekawości policzyłam - poprzedni roku na tej platformie wzbogacił się o dokładnie 157 publikacji! Ilość odbiorców wzrosła o niecałe pół tysiąca.

X i Threads:
W minionym roku pojawiło się tam niecałe 400 wpisów, a przyrost odbiorców był nieznaczny: na X to 10 obserwatorów, na Threads 155 - to ciągle profile, którym uwagi poświęcam najmniej, cieszę się więc, że mimo tego jakiś ruch jednak tam też jest!

Ogólnie:
Nie będę ukrywać - nie kontroluję już ilości książek, które do mnie napływają - zwyczajnie przestałam sobie zaznaczać w swojej biblioteczce lubimyczytac.pl egzemplarzy, które przychodzą ot tak, w prezencie, nie do recenzji. Choć tę ilość w ostatnim roku ograniczyłam do minimum, to tak naprawdę przesyłki niespodziewane, prezenty, albo kilka tytułów, o które prosiłam wydawnictwa, bo zwyczajnie nie mogłam im się oprzeć. W ramach współprac recenzenckich i patronackich moja biblioteczka powiększyła się o nieco ponad 200 książek, a w tym czasie na rynku pojawiło się 20 tytułów z moim logo na okładce (21. premierę będzie miał w tę środę!) i jeden, który objęłam opieką ambasadorską ("Motyw" Małgorzaty Starosty"). Na "Zmowie milczenie" Lisy Regan ukazała się moja okładkowa polecajka. W minionym roku pojawiło się kilka moich wywiadów na portalu onet.pl, na blogu opublikowałam 6 wywiadów pisemnych, za to dużo więcej było ich na platformach społecznościowych zarówno tych na żywo (live'ów), jak i mini-wywiadów, które publikowałam w formie rolek - niestety tu nie jestem w stanie podać teraz dokładnej ilości, ale na pewno w końcu uzupełnię ją wraz z linkami w zakładce Wywiady w pierwszej wolnej chwili! Z tych mniej spotykanych na pewno powinnam wyróżnić wywiad z Alasdairem Beckett-Kingiem, który odpowiedział na moje pytania zarówno pisemnie, jak i w formie filmików, wywiad z całą ekipą autorów i autorek antologii "Na tropie tajemnic" (cz.1, cz.2, cz.3), jak i live z Małgorzatą Starostą i gościnnie Janem Gołębiowskim, polskim profilerem!
Oczywiście w siódmym roku działalności Kryminału na talerzu było też sporo publikacji, które angażowały aktywnie Was, odbiorców moich profili. W tym czasie zorganizowałam 20 book tourów i 6 mini-book tourów organizowanych w ramach maratonu czytelniczego #eddieflynnmaraton. No właśnie, maratony czytelnicze też były w licznie trzech: #eddieflynnmaraton, #brunettinatalerzu oraz #kurkownatalerzu. Nie zabrakło też aktywności konkursowych, w sumie było ich 46 (konkursy i rozdania zarówno tytułów pojedynczych, jak i pakietów serii, a także ostatnio pakietów-niespodzianek!). 
Choć w poprzednim roku chciałam mocniej uaktywnić się w wyjazdach okołoksiążowych, to jednak finalnie nie starczyło mi na to czasu. Ostatecznie pojawiła się tylko w kwietniu na Gwiazdozbiorze Kryminalnym w Toruniu, na Targach Książki w Warszawie, Krakowie i Katowicach. Czy brałam udział w jakichś pojedynczych spotkaniach autorskich? Szczerze? Nie pamiętam! Tak dużo się działo, że wygląda na to, że moja pamięć już straciła wolne miejsca do zapisu 😉

regały z roku poprzedniego już w pełni zajęte!


Współprace z wydawnictwami:
Wygląda na to, że tutaj trochę sytuacja się ustabilizowała. Mam wydawnictwa, z którymi współpracę w bardzo bliskiej relacji - to przede wszystkim współprace wieloletnie, które w ostatnim roku częściowo wskoczyły na nowe tory. To Wydawnictwa: Albatros, Mando i Akurat wraz z Muzą - ci ostatni zaprosili mnie do współpracy ambasadorskiej nad ich serią powieści grozy, co ogromnie mnie cieszy: wydawnictwo ukazało mi spore zaufanie równocześnie udowadniając, że zna mój gust czytelniczy lepiej niż ja sama! Bo wtedy wcale nie byłam taka pewna, czy faktycznie ich groza całościowo przypadnie mi do gustu. Poza tymi wydawnictwami mam jeszcze dwa, które bardzo blisko współpracują ze mną od lat: to Wydawnictwo Dolnośląskie i Sonia Draga. I tę piątkę zaprosiłam do wspólnego świętowania urodzin Kryminału na talerzu i 10 tysięcy obserwatorów na IG - już jutro rano przekonacie się częściowo, co razem dla Was przygotowaliśmy.
Oczywiście to stałe współprace, ale ciągle nie jedyne, bo wydawnictw, które chętnie z Kryminałem na talerzu współpracują, jest naprawdę sporo! To wydawnictwa: Marginesy, Kropka, Literackie, Noir sur Blanc, Agora, Afera, Rebis, Zwierciadło. W zeszłym roku podjęłam też współpracę z Wydawnictwem Media Rodzina i Saga Egmont, do końca minionego lata recenzowałam też książki dla Wydawnictwa Świat Książki. Oczywiście trafiło się i sporo współprac pojedynczych z wydawnictwami tj. Znak, Filia, Niebieskie, Dwukropek, Czarna Owca, Dragon, LeTra, Mięta, Relacja, SQN Harde, Kobiece, Mova, Labreto, miałam też przyjemność współpracować z kilkoma autorami i autorkami bezpośrednio - to Agnieszka Peszek, Małgorzata Starosta oraz Robert Grot i Jakub Relewicz.

Pozostałe współprace:
W minionym roku kontynuowałam współpracę z Legimi oraz firmą Inkbook.

urodzinowe życzenia od Wydawnictwa Muza i Akurat!


Podsumowanie:
Siódmy rok działalności Kryminału na talerzu był drugim pełnym rokiem, kiedy moja uwaga była całkowicie (no dobra, przez tę propozycję, o której wspominałam na początku wpisu, powiedzmy, że w 95%) skupiona na działalności blogowej. Był to czas na rozwój, na zacieśniania współprac z Wydawnictwami, na stały kontakt z Wami, moimi odbiorcami. To sporo zadań dla jednego człowieka, szczególnie dla takiego, który nie potrafi odpuszczać i robić czegoś poniżej własnych oczekiwań - dlatego mimo ogromnej satysfakcji, był to też rok, w którym trochę z ilością pracy przesadziłam, co teraz nieco się na mnie odbija - rok 2026 zaczęłam dość potężnym kryzysem, z którego jeszcze nie zdążyłam się wygrzebać. To zwyczajne przeciążenie organizmu, dlatego pierwszy plan na ten rok muszę, MUSZĘ zrealizować! Ale o tym za chwilę. Niemniej jednak, mimo chwilowego kryzysu, jestem przepełniona wdzięcznością i wzruszeniem za to, co mogę tutaj na co dzień robić, dlatego:

DZIĘKUJĘ!
Dziękuję, bo Kryminału na talerzu nie byłoby, gdyby nie Wy - moi odbiorcy, moi obserwatorzy. To dzięki Wam wieść o Kryminale na talerzu idzie w świat, to Wy na co dzień pokazujecie mi swoimi aktywnościami i komentarzami, że mam dla kogo pisać, dla kogo walczyć o książki na konkursy, dla kogo organizować maratony czytelnicze. To niesamowity przywilej, a ja jestem niemożliwe dumna, że udało mi się zasłużyć na Wasze zaufanie! 
Osobne podziękowania należą się Patronkom bloga, które w bardzo kameralnym gronie trwają przy Kryminale na talerzu nadal, mimo tego, że w minionym roku zwyczajnie nie miałam już czasu, by tworzyć dla nich osobnych treści. To kolejny punkt Kryminału na talerzu, który domaga się uwagi i na pewno q końcu, prędzej czy później ją dostanie. Niemniej jednak na ten moment jeszcze mocniej niż normalnie: dziękuję Patronki, że nadal ze mną jesteście! 
Oczywiście na podziękowania zasługują też ci, którzy stoją po drugiej stronie moich współprac: czyli wydawnictwa, autorzy i firmy, którzy chcą, by ich książki (i produkty) pojawiły się na Kryminale na talerzu, by doczekały się moich recenzji. To współprace cenne, bo nigdy nie gwarantuję, że skończą się recenzją pozytywną - w końcu Kryminał na talerzu od siedmiu lat publikuje tylko i wyłącznie szczere opinie i recenzje. Tym bardziej więc dziękuję, że z tysięcy, a może i milionów kont o książkach, jaki wyrosły w social mediach, to Kryminał na talerzu jest tym, którego do prezentowania swoich produktów wybieracie. Wyjątkowo mocno dziękuję tym, którzy współpracują ze mną na stałe - to wydawnictwa małe i duże, a jednak każde z nich ufa mi tak bardzo, że nigdy nie mówi 'nie'. No, może czasem, ale wiadomo - wszyscy mamy swoje ograniczenia. Jednak u nich nigdy dla Kryminału na talerzu miejsca nie brakuje i to przepełnia mnie wzruszeniem! 

za świeczką jeden z najwcześniej zapełnionych regałów - na jego tle odbywają się live'y!


Co dalej?
W tym tygodniu wraz z najbliższymi mi Wydawnictwami będę miała dla Was dwie niespodzianki (bo i okazje są dwie!) - z pierwszą ruszamy już jutro na Instagramie i Facebooku, druga wystartuje w czwartek lub piątek. 

A bardziej przyszłościowo?
Przede wszystkim w tym roku muszę zadbać o lepszy balans pomiędzy pracą a odpoczynkiem - na dłuższą metę nie da się przez 24 godziny na dobę siedzieć w książkach bez względu na to, jak bardzo się to lubi :) Zresztą jeśli uda mi się nauczyć się lepiej wypoczywać, wtedy i na okołoksiążkowe sprawy będę miała więcej energii - jak na przykład na więcej wyjazdów, by spotykać się z Wami twarzą w twarz! To zatem cel główny na ten rok. 
Oczywiście obok odpowiedniego balansu pracy i odpoczynku, nadal na priorytetowym miejscu stoi dalszy rozwój profili - nieustannie będę Wam nadal zapewniać recenzje, promować książki jako ich patronka i organizować dla Was wszelakie aktywności. 
A kiedy zrealizuję te dwa punkty, przyjdzie czas na kolejne: odświeżenie zakładek bloga, strony patronite i tę ciągle czekającą naukę fotografii. To jednak na razie cele pomniejsze, najważniejsze pozostają dwa pierwsze punkty! 
Przed nami już ósmy rok pełen książek i literackich wyzwań? Jesteście na niego gotowi? Mam nadzieję! Codziennie czekam na objawy tego na profilach Kryminału na talerzu - dajcie temu wyraz w komentarzach, lajkach, udostępnieniach i udziale w organizowanych aktywnościach :)


DZIĘKUJĘ, ŻE ZE MNĄ JESTEŚCIE!


A jeśli jesteście ciekawi podsumowań z zeszłych lat, nie tylko samych statystyk, ale i np. tego, jak w przeciągu tych siedmiu lat zmieniła się moja biblioteczka, to zapraszam Was to wszystko to znajdziecie tu: rok szósty - klik!rok piąty - klik!czwarty - klik!trzeci - klik!drugi - klik!pierwszy - klik!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 06, 2026

"Dzieci lodu" Tom Rob Smith

"Dzieci lodu" Tom Rob Smith

Autor: Tom Rob Smith
Tytuł: Dzieci lodu
Tłumaczenie: Robert Ginalski
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller / postapo / science fiction
 
Tom Rob Smith to brytyjski scenarzysta i producent, jak i autor kilku powieści. Na rynku książki debiutował w 2008 roku “Systemem” (wtedy wydaną pod tytułem “Ofiara 44”), który wzbudził nie lada sensację na rynku wydawniczym i filmowym - jeszcze przed wydaniem zainteresował się nim Ridley Scott, który ostatecznie został producentem jego ekranizacji, a w rolach głównych wystąpiły gwiazdy kina: Gary Oldman, Tom Hardy i Noomi Rapace. Zanim jednak film w 2015 roku trafił do kin, książka otrzymała ponad 20 nominacji do nagród literackich, przetłumaczona została na ponad 30 języków i sprzedała się w 2 milionach egzemplarzy. Nic więc dziwnego, że choć autor nie planował jej kontynuacji, to ostatecznie ukazały się jeszcze dwie powieści z agentem Lwem Demidowem. Niewiele później autor wydał jeszcze jedną książkę, tym razem historię osobną pt. “Farma”, po czym zamilkł na kilka lat poświęcając się rozwojowi kariery scenarzysty. I tam odniósł kilka sukcesów, a teraz powraca znowu z thrillerem postapokaliptycznym pt. “Dzieci lodu” - na rynku anglojęzycznym wydany został w 2023 roku, polski czytelnik musiał więc chwilę na tłumaczenie poczekać. Ale wraz z tą premierą Wydawnictwo Albatros przygotowało nowe, spójne graficzni wydania jego wcześniejszych czterech powieści.
 
Jest 6 sierpnia 2023 roku. Młoda studentka, Amerykanka Liza wraz z rodzicami i młodszą siostrą właśnie pojawiła się w Lizbonie - od kilkunastu dni są w podróży po Europie, podczas której świętują zwycięstwo ojca nad rakiem. Ten dzień jednak zapadnie w ich pamięci na zawsze z innego powodu - w chwili, gdy po raz pierwszy w czasie wycieczki się rozłączają (Liza wymknęła się na randkę z lokalnym chłopakiem Atto) Ziemia zostaje podbita przez Obcych. Na ciemnym niebie pojawiają się statki kosmiczne, które burzą ludzkie wyobrażenia o technologii, a we wszystkich telewizorach pojawia się jeden komunikat - cała ludzkość ma 30 dni na dotarcie na Antarktydę, gdzie powstanie coś w rodzaju rezerwatu. Nie ma żadnych gróźb, nie ma innego przymusu, a jednak wszyscy ruszają w drogę… Komu uda się dotrzeć i czy na pewno warto się o to starać? Jak będzie wyglądać świat ludzi ograniczony tylko do tego najbardziej niegościnnego, zlodowaciałego skrawka Ziemi? Czy jest to coś, co w ogóle chcemy przetrwać?
“(...) bez względu na to, ilu ekspertów uzna, że nadajemy się do życia na lodzie, nie będziemy tego pewni, dopóki się tu nie zjawimy. Ten kontynent zmieniał ludzi.”
Książka rozpisana jest na dziesięć części i epilog, które określone są czasem zdarzeń - pierwsza część to pierwsze odkrycia Antarktydy, kolejne to już naprzemiennie moment najazdu Obcych i dwadzieścia lat później. Każda część dzielona jest na króciutkie rozdziały - liczą od strony do kilku - te już nie są numerowane, ale opisane pod kątem miejsca i czasu akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator choć rozpoczyna od historii Lizy i Atto, systematycznie w kolejnych częściach wprowadza kolejnych bohaterów, którzy angażują naszą uwagę. Akcja, poza przeskokami z teraz do dwudziestu lat w przyszłość, toczy się w miarę linearnie, zdarzenia z przeszłości jednak nieraz przytaczane są we wspomnieniach, a nawet i rozmowach. Zatem od głównej, ciągłej linii czasowej odchodzi kilka odnóg. Styl opowieści jest z jednej strony filmowy, każda scena wydaje się zbudowana pod scenariusz na duży ekran, wizualnie oddana jest w sposób hipnotyzujący i mocno sugestywny, z drugiej jest wyraźnie opisowa, ubarwiona naukowymi czy historycznymi ciekawostkami. A jednak obydwa te aspekty powieści autor sprawnie łączy tak, że książkę czyta się po prostu dobrze, bardzo płynnie, szybko i bez problemów, mimo że od czasu do czasu musimy przecież zwrócić się w lekko naukową stronę. Język jest bardzo obrazowy, ale nieustannie elegancki, nie ma tu miejsca na wulgarność czy przekleństwa.
“Czytałam o ludziach, o zwyczajnie urodzonych, którzy odnaleźli religię i ich życie nagle nabrało sensu. Ja mam podobne odczucie. Widziałam świat jak przez mgłę, a teraz widzę go jasno.”
Pod kątem fabularnym historia jest mocno podszyta fantastyką i to taką, w której autor czasami nieco niekonsekwentnie puszcza wodze wyobraźni - w wyborze tego, co ludzie wzięli ze sobą na Antarktydę, czy nawet w pewnym momencie w liczonych latach pozwala sobie na dużą swobodę literacką, ale cóż, ma przecież do tego prawo. Dobrym zabiegiem jest systematyczne wprowadzanie nowych postaci i ich historii, dzięki temu uwaga czytelnika nie jest nieustannie odrywana, a może na dłużej skupić się na jednej historii. Fabularnie książka przedstawia dość prostą historię, ale autor prowadzi ją tak, by mimo wszystko czytelnik cały czas był nią zaciekawiony - w odpowiednim momencie pojawiają się nowe fakty czy zwroty akcji. Tempo prowadzone jest umiarkowanie szybko, jest czas na rozwinięcie wątków obyczajowych, na przyjrzenie się emocjom, uczuciom i moralnym dylematom.
“Na Antarktydzie sposób, w jaki postrzegasz świat, a jaki ten świat jest naprawdę, to dwie różne rzeczy.”
Bo właśnie mam wrażenie, że to nie sama fabuła jest tutaj ważna, a zagadnienia, do refleksji których zmusza. Tematy z jednej strony są bardzo aktualne pod kątem rozwoju nauki o człowieku i jego genach, zadają pytania z jakimi w tym momencie jako ludzkość się mierzymy, z drugiej sporo jest w nich też refleksji uniwersalnych na temat tego, co czyni nas ludźmi i czym jest dla nas przetrwanie. Rodzina, miłość, przywiązanie, poczucie wolności, ale też przynależenia do jakiejś grupy stają tutaj pod znakiem zapytania - czy to emocje i potrzeby charakterystyczne dla ludzi, czy dla wszystkich gatunków? Gdzie tak naprawdę przebiega granica bycia człowiekiem, a czymś czy kimś innym? Dzięki temu możemy spojrzeć na gatunek człowieka jak na jeden z wielu żyjących na Ziemi - tak naprawdę skąd wzięło się u nas przekonanie, że jesteśmy lepsi od innych organizmów z nami współegzystujących? Dlaczego człowiek pozwala sobie na manipulacje genetyczne zwierząt, by lepiej mu służyły, a na modyfikacje w genach człowieka już nie? Gdzie jest ta granica tego, co moralne i czy na pewno jest postawiona we właściwym miejscu? To ważne pytania, w końcu właśnie teraz do takich modyfikacji genetycznych na zwierzętach i roślinach dochodzi.
“Pragniesz świata pozbawionego słabości. Ale nie możesz mieć pewności, co kiedyś okaże się siłą, a co słabością.”
Co ciekawe autor w tej powieści przedstawia dość pozytywne spojrzenie na człowieka - u niego ludzie nauczyli się żyć w zgodzie, bez zawiści i współzawodnictwa. Czy tak wpływa na nich brak technologii? Czy to w dobie internetu, bycia w ciągłym zasięgu, staliśmy się indywidualistycznie egoistyczni?
“Potrzeba wam kogoś na zimę. Miłość jest równie niezbędna jak jedzenie i ciepło.”
Podoba mi się też podejście autora do zagadnienia przetrwania gatunku ludzkiego - bo co tak naprawdę znaczy dla nas przetrwanie? Czy życie na wyniszczającym nas kontynencie to nadal życie, to nadal te przetrwanie, czy już po prostu powolne umieranie? A jeśli tak, to czy nie jest to poniżej naszej godności?
“Przetrwanie! Wszyscy wymawiamy to słowo, jakby cokolwiek wyjaśniało. Jakby coś usprawiedliwiało. Ale przetrwanie za wszelką cenę to nie jest życie. Przetrwanie oznacza trzymanie się tego, co w ludziach najlepsze. Naszego człowieczeństwa, miłości, szczęścia, poczucia radości.”
Bez wątpliwości “Dzieci lodu” to ciekawa powieść, z której z pewnością może powstać angażujący i bardzo ciekawy wizualnie film, o ile zajmuje się tym ktoś, kto dobrze się na tym zna. Choć pod kątem fabularnym jest dość prosta, momentami gdzieś się lekko potyka i tak naprawdę bazuje na motywach, które już literacko i filmowo dobrze znamy, to jednak tym, co robi wrażenie, jest jej wydźwięk emocjonalny, refleksyjny. Ta historia pyta nas o człowieczeństwo, o naszą moralność i granice, do których jesteśmy ją w stanie przesunąć w sytuacjach mocno skrajnych. Z jednej strony jest bezwzględność ludzi kierujących się na Antarktydę, by za chwilę, zaledwie dwadzieścia lat później, ta sama ludzkość okazała się pełna ciepła i przyjaźni, mimo najbardziej mroźnych warunków panujących dookoła. Poza zagadnieniami z zakresu genetyki, które może i ujęte w wątek science fiction pytają jednak o to, z czym faktycznie teraz jako ludzkość się mierzymy, bardzo poruszyło mnie spojrzenie na świat pod kątem gatunkowym, które przypomina, że przecież człowiek to tylko jeden z gatunków życia na Ziemi, który, mimo iż jest przekonany o swojej niezwykłości i ważności, to jednak równie dobrze może w jednej chwili wyginąć. To dobra perspektywa, warta uświadomienia i przypomnienia - dzięki niej wracamy we właściwe miejsce w szeregu Świata.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 05, 2026

"Numer 1" Agnieszka Peszek

"Numer 1" Agnieszka Peszek
 

Autorka: Agnieszka Peszek
Tytuł: Numer 1
Cykl: Ona, tom 4
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: 110 procent
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał / thriller psychologiczny
 
Agnieszka Peszek to czołowa polska autorka self-publishingu - od swojego debiutu w 2021 roku sama zajmuje się nie tylko pisaniem, ale i wydawaniem własnych książek pod szyldem Wydawnictwa 110 procent i jak przyznaje - nadal nie ma tego dosyć! Aktualnie na koncie ma 18 powieści i około trzystu tysięcy sprzedanych egzemplarzy, a każda jej książka wydana jest we wszystkich trzech dostępnych formatach i jest odpowiednio zaopiekowana - te papierowe to nieraz wydania z barwionymi brzegami, a audio czytane jest przez najpopularniejszych lektorów, bardzo często zresztą sięga topek popularności platform streamingowych.
“Numer 1” to jej najnowsza powieść, która należy do serii Ona łączącej w sobie dwa gatunki: kryminał i thriller psychologiczny. Wizualnie cała seria jest doskonale przemyślana: jej tytuły zawierają w sobie cyfry, które odliczają od 4 do 1, a i same wydania tworzą spójną całość - barwione brzegi dają jeden obraz, a dodatkowo każdy jest również numerowany, tak, by czytelnik od razu wiedział w jakiej kolejności tomy czytać. Oczywiście nie znaczy to, że każdego tomu nie można czytać oddzielnie - można, o czym sama się przekonałam zaczynając właśnie od tomu czwartego…
 
Warszawa, połowa czerwca. Starszy aspirant Bartosz Bogucki i komisarz Kacper Ziętarski zjawiają się w luksusowym apartamencie internetowej influencerki, gdzie wezwała ich jej matka - to ona znalazła jej zwłoki, gdy zaniepokoiła się, że córka od kilku dni nic nie wrzuciła do sieci… Ciało zostało okaleczone, jednak zdaje się, że dziewczyna miała możliwość ratunku, a jednak z niej nie skorzystała, by nie wystawić się na pośmiewisko. Matka mówi o niej w samych superlatywach, ale jak było naprawdę? Już pierwszy rzut oka na jej social media wskazuje, że nie była to miła osoba… Ale komu naraziła się tak, że posunął się aż do tak skrupulatnie zaplanowanego morderstwa?
W tym czasie Ona skupia się na tym, by odnaleźć się w życiu na nowo. Jednak zmiana miejsca zamieszkania nic nie dała - wraz z mocno wścibską sąsiadką pojawia się w jej życiu kolejny, trudny do rozwiązania problem… Czy i tym razem uda jej się ochronić swoją prywatność?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 96 krótkich rozdziałów i epilog. Rozdziały pisane są w naprzemiennej perspektywie starszego aspiranta Bartosza, Jej, sprawcy zbrodni oraz pojedynczych osób zamieszanych w sprawę kryminalną. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Nią, pozostałe perspektywy oddane są w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest swobodny, słowa użytku codziennego, choć raczej bez przekleństw, jeśli pojawiają się jakieś dosadniejsze sformułowania, to są one odpowiednio dostosowane do sytuacji. Dialogi prowadzone są sprawnie, wypadają realistycznie i lekko, w rozmowach prywatnych często podszyte są nutą subtelnego humoru. Akcja czasami przerywana jest dygresjami, pobocznymi opowiastkami, jednak nie jest to aż tak odczuwalne jak np. w “Paprotnikach”(recenzja – klik!) - tutaj ich ilość nie przytłacza.
 
Fabularnie historia podzielona jest na dwa wątki: sprawę kryminalną związaną ze śmiercią influencerki oraz problem, jaki pojawia się w życiu Jej, które w pewnym momencie się ze sobą splatają, jednak do samego końca pozostają dwoma osobnymi sprawami. I tak też je przeanalizujmy.
“Tak naprawdę to od ludzi zależy, czy dana zbrodnia zostanie tą doskonałą i policja nigdy nie znajdzie sprawcy – a jeśli nawet znajdzie, to nie będzie w stanie udowodnić mu winy.”
Wątek kryminalny oparty został o brutalne morderstwa, które częściowo przedstawione są z perspektywy sprawcy, jasne jest więc to, że od samego początku przyświeca mu jakiś większy cel. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, zaciekawienie czytelnika utrzymane jest na stałym poziomie, a intryga zróżnicowana przez kilka twistów fabularnych. Zagadka nie jest zbudowana klasycznie, nie da się więc samodzielnie wytypować sprawcy od samego początku historii, dopiero z czasem, gdy zostają ujawnione pewne fakty, można zacząć główkować w odpowiednim kierunku. Ze względu na brutalność zbrodni pojawiają się mocniejsze opisy – czy konieczne? To już każdy czytelnik oceni samodzielnie w zależności od własnej wrażliwości. Cała intryga zbudowana jest pod zagadnienia, bardzo aktualne problemy społeczne wynikające z częściowego życia w sieci, życia, w którym nieraz wartością bywa ilość lajków i zasięgów.
 
Wątek thrillera psychologicznego równoważy brutalność zbrodni wątku kryminalnego, wprowadza element niedopowiedzeń, tajemnicy. Bo tu króluje Ona - kobieta, o której wiemy niewiele, która chwilami może i zdradza czytelnikowi coś o sobie, jednak jest to na tyle nieznaczne, że nic nie można określić na pewno. Kim jest - ofiarą, sprawcą, mścicielką? Ona działa po cichu, niewidoczna dzięki kilku przydatnym umiejętnościom. To bardzo udana kreacja, która budzi w czytelniku niejasne emocje, wzburza poczucie moralności.
“(...) postanowiłam bazować w jak największym obszarze na prawdzie. Nie ma co w takich sytuacjach tworzyć niesamowitych historii, gdy prawda daje tak wiele możliwości.”
Poza tajemniczą Nią postacie serii, czyli zespół policyjny to bardzo sympatyczne kreacje, które lubi się praktycznie od razu. Najważniejsze wydarzenia z ich życia, które opisane zostały w poprzednich tomach, są przypominane, a więź emocjonalną pomiędzy nimi da się wyczuć w dialogach, jakie między sobą prowadzą. Nikt z nich nie jest zły, a choć mają pomniejsze prywatne problemy, to nie na tyle poważne, by wpisywały się w kanon detektywów z mroczną przeszłością, co jest przyjemną odmianą w tym gatunku literackim.
 
Cała historia “Numeru 1” wydaje się mieć na celu nie tylko dostarczenie czytelnikowi dobrej rozrywki, ale też uwrażliwienie na kilka bardzo aktualnych problemów społecznych. Przede wszystkim na to, jak odnosimy się do siebie w sieci - w sytuacji, gdy tak łatwo pozostać anonimowym, gdzie można się zwyczajnie ukryć za ekranem monitora, bardzo szybko dochodzi do eskalacji konfliktów, przemocy słownej, hejtu. Bardzo łatwo wpaść w przekonanie, że jest się bezkarnym, tym bardziej, gdy spora grupa takiemu okrucieństwu przyklaskuje. W którym momencie przychodzi czas na konsekwencje? Skoro ekran chroni, to najczęściej konsekwencje działań okazują się tragiczne. Co gorsza, często do takich sytuacji dochodzi na oczach innych, oczach, które powinny pomóc, a tego nie robią. Stoją z boku zaprzątnięte swoimi problemami, nieczułe na krzywdę osób spotykanych, ale przecież obcych. Czy jednak na pewno chcemy, by tak wyglądał ten świat?
“Ale to, co nie usypia, a wręcz czeka na noc, to przemoc. Alkohol, narkotyki, złe emocje kumulowane w ciągu dnia powodują, że gdy zapada zmrok, z ludzi wychodzi to, co przed słońcem chcieli ukryć.
To, co najgorsze.”
“Numer 1” to książka rozrywkowa, która mimo wszystko zwraca uwagę na to, co ważne w świecie, w którym tak łatwo się zatracić. Tak naprawdę przecież nie liczy się wygląd, który można łatwo poprawić, nie liczą się lajki zdobyte za wszelką cenę. Liczy się wrażliwość na drugiego człowieka, na to, by zredukować ilość sytuacji, w których ktoś obok nas czuje, że nie ma już dla niego miejsca, wyjścia z sytuacji. To szczytne przesłanie, które mimo iż już nieraz w powieściach poruszane, w aktualnym świecie warte jest ciągłego podkreślania. Agnieszka Peszek ubrała je w ciekawe połączenie kryminału i thrillera, przy którym ciężar przekazu równoważny jest przez lekkość stylu i subtelnie zabawne dialogi. Dzięki temu książka nie obciąża psychicznie, pozostaje w ramach dobrej rozrywki.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Agnieszką Peszek.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!