Autorka: Lisa Gardner
Tytuł: Pocałunek na pożegnanie
Cykl: Frankie Elkin, tom 4
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
Lisa Gardner w przyszłym roku świętować będzie
trzydziestolecie swojej twórczości kryminalnej, choć nie twórczości w ogóle - tę
świętowała już kilka lat temu. Na rynku książki po raz pierwszy pojawiła się w
1992 roku z romansem i pod pseudonimem, co usatysfakcjonowało ją na tyle, że praktykowała
to przez najbliższą dekadę. Teraz, na koncie ma ponad czterdzieści powieści
rozpisanych na kilka cykli, cztery książki doczekały się ekranizacji, a większość
statusu bestsellerów i tłumaczeń na inne języki. Ostatnie kilka lat spędziła na
tworzeniu serii z nową postacią - Frankie Elkin, osobą prywatną zajmującą się
nieodpłatnie poszukiwaniem zaginionych. W Polsce Frankie po raz pierwszy
pojawiła się w 2022 roku (rok później niż w rynku anglojęzycznym) w “Zanim
zniknęła”, teraz doczekaliśmy się tłumaczenia tomu najnowszego, czwartego pt.
“Pocałunek na pożegnanie”, który, jak każdą książkę autorki, można od
pozostałych części czytać niezależnie.
Wystarczy jeden telefon, by Frankie Elkin
porzuciła postanowienie o odpoczynku i ruszyła w drogę - tym razem jej celem
jest Tucson w Arizonie, gdzie trzy tygodnie temu rozpłynęła się w powietrzu
młoda Afganka Sabera Ahmadi. A choć Frankie normalnie nie przyjmuje tak
świeżych spraw, w końcu od czego jest policja? To jednak tym razem decyduje się
na odstępstwo od normy - wydaje się, że wszyscy, z policją na czele, tę sprawę
lekceważą. Przyjaciółka Sabery jest jednak przekonana, że kobieta nigdy nie
zostawiłaby swojej czteroletniej córeczki, bez względu na to, jak faktycznie po
przylocie do kraju wyglądało jej życie i relacje z dużo starszym mężem. Jak
jednak dojść do sedna problemu, kiedy cała historia życia tej kobiety znajduje
się tysiące kilometrów stąd? Na szczęście tym razem Frankie będzie miała
wsparcie nie tylko w przyjaciółce zaginionej, ale i osobach, które prywatnie
spotka na swojej drodze, a które, choć ekscentryczne, okażą się empatyczne i
dobre jak mało kto.
“Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że zdecydowanie za dużo ludzi jest gotowych zabić dla kogoś innego. Może potrzeba nam więcej takich, którzy desperacko chcą dla kogoś żyć.”
Książka rozpisana jest na prolog, 47
rozdziałów i epilog, a każdy z nich dodatkowo dzielony jest na krótsze
fragmenty. Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie czasu
teraźniejszego przez Frankie i Saberę - ta pierwsza dominuje, ta druga pojawia
się od czasu do czasu i dla rozróżnienia teksta pisana jest kursywą. Co
ciekawe, relacja Sabery również pisana jest w czasie teraźniejszym, mimo iż
opisuje zdarzenia sprzed kilku lat, z czasów, gdy jeszcze znajdowała się w
Afganistanie. Język, jakim autorka się posługuje, jest prosty, codzienny, elegancki,
nie ma w nim miejsca na przekleństwa czy inne formy dosadnej stylistyki. To
jedna z tych autorek, które udowadniają, że nie trzeba mocnych słów, by wywołać
mocny emocjonalnie efekt. Zdania są krótkie, dialogi prowadzone z dużym
wyczuciem, w odpowiednich momentach podszyte nawet subtelnym humorem. Mimo
narracji pierwszoosobowej, to nadal historia sprawy kryminalnej jest
najważniejsza, Frankie pozostaje w tle.
“(...) dla większości Amerykanów Afganistan to zacofany kraj i naród. Nie chcecie słyszeć o tym, że większość z nas chodziła do kawiarni, korzystała z komórek i pracowała w biurach typu open space, które wyglądają dokładnie tak samo jak u was. Nie chcecie wiedzieć, że pewnej niedzieli poszłam do biura o ósmej rano, żeby nadrobić zaległości w papierach, a o ósmej wieczorem do miasta weszli talibowie i skończył się kraj, jaki znałam.”
Jej postać prowadzona jest z dobrym wyczuciem
- jest obecna, jej pokiereszowana psychika w pewien sposób wpływa na
wydarzenia, jednak nie na tyle, by powieść zdominowała. A choć teoretycznie
przyzwyczajona jest do tego, że działa sama, z nikim nie zaprzyjaźnia się
bliżej, to i pod tym kątem jej pobyt w Tucson odbiega od normy - poznaje
kilkoro ludzi, którzy pomagają jej się ze sprawą uporać, a sami nie chcą nic w
zamian. Są to postacie kolorowe, bardzo przyjemne, zwracające uwagę na to, że
inne wcale nie jest złe. To dzięki nim powieść, mimo trudnego wątku uchodźctwa,
nie przytłacza, a daje wrażenie lekkości lektury - nieraz podczas ich rozmów
wkrada się subtelny wątek humorystyczny. Nie brakuje też oryginalnych
zwierzątek, które początkowo mogą budzić lęk, a jednak również okazują się
równie przyjemne co cała ludzka ekipa. Bardzo polubiłam ich wszystkich!
“Witamy w świecie kryzysu migracyjnego. Wojny, głód, klęski żywiołowe. Czytasz poranne wiadomości i myślisz: o, jakie to smutne. Ja czytam wiadomości i myślę: gdzie mogę ich upchnąć?”
Sama intryga kryminalna jest skomplikowana,
dobrze wpleciona w problemy uchodźców, ale równocześnie trzyma się fikcji
literackiej, dzięki czemu ta część powieści nadal pozostaje w strefie mocno
rozrywkowej. Akcja toczy się umiarkowanie szybko aż do dynamicznego, lekko
sensacyjnego finału o słodko-gorzkim posmaku. Zagadka jest zagmatwana, a choć w
teorii da się wpaść na właściwy trop (ja nie wpadłam), to całość wydaje się
trudna do samodzielnego złożenia. Autorka choć podsuwa tropy z dwóch stron - w
końcu obserwujemy perspektywę Frankie i wspomnienia Sabery, to jednak
manipuluje nimi tak, że nie sposób domyśleć się o co może w nich chodzić, jak
połączyć je w jedno.
“Więcej obserwuj, mnie oceniaj.”
Jednak najważniejszy jest temat, na którym
autorka zbudowała tę całą opowieść - motyw uchodźctwa przedstawiony tak
szeroko, jak w fikcyjnej powieści kryminalnej jest to tylko możliwe. To
poruszający obraz kobiety, całych rodzin, których życie w przeciągu jednego
dnia legło w gruzach i nie stało się to z ich własnej winy. Dzięki narracji
Sabery możemy poznać okres przed i po wkroczeniu talibów do Kabulu, poznać ją
jako dziewczynkę żyjącą w szczęśliwej rodzinie i sierotę, która mimo ogromnego
szoku nagle musi uciekać. Autorka krótko, ale bardzo dosadnie i równie mocno
emocjonalnie opisuje jej historię życia w Afganistanie i próbę ucieczki, co
daje czytelnikowi jasny, przejmujący obraz tego, z jakim ogromem nieszczęść ci
ludzie musieli się zmierzyć, jak mocno musiało to oddziałać na ich psychikę.
Można też z tego wyciągnąć uniwersalne przesłanie - ceń to, co masz, nigdy nie
wiesz, kiedy te bezpieczne, dobre życie, jakie prowadzisz, może się nagle
zakończyć.
“Chwile przychodzą i odchodzą, a nawet te najokropniejsze, jak na przykład to, czego doświadczyła Sabera Ahmadi, zostają wypalone w naszych duszach na resztę drogi. Utknęliśmy w jakimś kosmicznym tosterze; wszechświat już dawno o wszystkim zapomniał, a my nadal zmagamy się z poparzeniami psychiki.”
Jednak to nie na przylocie rodziny Sabery do
Stanów ta historia się kończy. Lisa Gardner równie dosadnie przedstawia los
uchodźców nie tylko w obozach, ale też, a może przede wszystkim, w krajach,
które obiecały zapewnić im bezpieczeństwo, które zgadzają się na azyl i
teoretycznie oferują nowy początek. Jednak ich rzeczywistość nie jest tak
kolorowa - przychodzi im zmierzyć z tragicznymi warunkami, bezczynnością
państwa, które obiecuje dużo, a tak naprawdę jest przeciążone i
niezorganizowane. To obraz, w którym pojedyncze jednostki próbujące im pomóc,
są skazane na porażkę przez ogromną skalę uchodźctwa. Bo jak jeden człowiek
może uratować tysiące?
“Na tym polega problem z próbami zbawienia świata: to zadania znacznie przekracza możliwości jednej osoby.”
Autorka się nie patyczkuje, nie wygładza
rzeczywistości, dzięki czemu stali mieszkańcy kraju borykającego się z napływem
uchodźców, mogą spojrzeć na zagadnienie od innej strony - nie swojej, a ich,
tych, którzy stracili wszystko, a teraz muszą nie tylko odnaleźć się w
całkowicie innym kraju, innej kulturze, ale też zbudować samodzielnie życie od
nowa nie mając nic - nawet wykształcenia, bo przecież dyplomy afgańskie nie są
uznawane w ich nowym kraju zamieszkania.
“Nigdy nie ufaj ludziom, którzy napychają sobie brzuchy cudzą krzywdą.”
No właśnie, jest jeszcze zagadnienie różnicy
kultur. Bardzo podobała mi się dokładność, z jaką autorka zarysowała konwencję
życia w społeczeństwie afgańskim. To w końcu inne podejście do ról społecznych,
inne niepisane prawa, inna religia i inna kuchnia, do której również przywiązana
została duża uwaga - opis potraw, smakołyków, deserów zrobiły na mnie duże
wrażenie!
“Bez względu na kraj, kulturę, religię, wszyscy w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami: chcemy kochać i być kochani, chcemy wierzyć, że takie uczucia mogą trwać wiecznie.”
W “Pocałunku na pożegnanie” Lisa Gardner
poruszyła jeden z kontrowersyjnych tematów ostatnich lat, który burzy krew nie
tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w Europie, o którym i w Polsce w
chwili wybuchu wojny w Ukrainie było bardzo głośno. Robi to z dużą wiedzą,
zrozumieniem i empatią - opisuje dokładnie sytuację uchodźców, dzięki czemu
czytelnik jest w stanie zrozumieć z jaką skalą tragedii się mierzy. Ta baza
staje się zaczątkiem intrygi kryminalnej, która pozostaje w strefie
rozrywkowej, angażuje i ciekawi, a towarzystwo, jakie się przez tę historię
przewija, dobrze ze sobą współgra - los uchodźców budzi smutek, współczucie, a historia
postaci, które zaczynają Frankie towarzyszyć, podbudowuje morale, daje
poczucie, że mimo przeciwności losu, cały czas warto próbować. To było moje
drugie spotkanie z Frankie, nieporównywalnie bardziej udane niż pierwsze -
myślę, że “Pocałunek na pożegnanie” może być jednym z najlepszych tytułów tej
autorki, jakie miałam okazję czytać!
“Czasem największym darem, jaki można ofiarować innej wojowniczce, jest wiara w jej odwagę.”
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Albatros.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!




