września 17, 2019

"Zabójstwo na cztery ręce" Karolina Morawiecka - recenzja przedpremierowa

"Zabójstwo na cztery ręce" Karolina Morawiecka - recenzja przedpremierowa

Autor: Karolina Morawiecka
Tytuł: Zabójstwo na cztery ręce czyli klasyczna powieść detektywistyczna o wdowie, zakonnicy i psie z kulinarnym podtekstem
Cykl: Karolina Morawiecka, wdowa po aptekarzu, tom 3
Data premiery: 18.09.2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 288

„Zabójstwo na cztery ręce” to trzecia powieść autorstwa Karoliny Morawieckiej. Autorka, tak jak i bohaterka powieści, mieszka w Wielmoży i ma psa o imieniu Trufla (oraz dwa inne! Zwą się Watson i Lisek😊 ) Ponadto uwielbia kolczyki, kubki i filiżanki, lubi gotować, doglądać swój ogródek (ale nie plewić!) i czytać kryminały. Miejsca zbrodni obmyśla podczas wędrówek z kijkami nordic walking, kocha też spacery.
Już na wstępie muszę też podkreślić, że cykl o Karolinie Morawieckiej, wdowie po aptekarzu, należy do jednych z moich ulubionych, a na trzecią jej część wyczekiwałam od chwili, gdy tylko przewróciłam ostatnią kartkę „Mordercy na plebanii” (jego recenzja tutaj!). Czy tom trzeci spełnił moje oczekiwania?

Główna akcja powieści „Zabójstwo na cztery ręce” rozgrywa się podczas jednego dnia na weselu młodego policjanta Rafała i kelnerki z Herbovej Aliny, które odbywa się w dworku w Ojcowskim Parku Narodowym – dworek ma wygląd klocka, ale środek ładny 😉 Już na początku powstaje małe zamieszanie, bo ktoś pomieszał usadzenie gości i krakusy (Karolina i Jacek) zostali posadzeni przy innym stoliku niż Pani Karolina i siostra Tomasza, a na ich pierwotnym miejscu usiadł młody i nieuprzejmy Tomasz Czaja. Akcja zagęszcza się, kiedy Pani Karolina, szukając ustronnego miejsca, wpada do magazynku, gdzie znajduje ciało wspomnianego Tomka ze szpikulcem od fondue wbity w pierś. Wspaniałomyślnie jednak wdowa decyduje się utrzymać znalezisko w tajemnicy, policję powiadomić dopiero po weselu, by nie psuć dnia Państwu Młodemu. A w tym czasie razem z zakonnicą i krakusami postanawia znaleźć własnoręcznie mordercę...

Kompozycyjnie książka składa się z 12 rozdziałów i epilogu. Tak jak w poprzednich tomach, każdy z rozdziałów opatrzony jest rewelacyjnym tytułem, który pozornie zapowiada co czym tenże rozdział będzie, jednak są one tak sprytnie napisane, że nic nie zdradzają, a tylko pogłębiają czytelniczą ciekawość. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Panią Karoliną. Styl narracji jest równie bogaty co w tomie pierwszym – pełno w nim porównań, metafor, a nawet inwokacji! Tekst najeżony jest ogromną ilością skojarzeń i odwołań nie tylko do literatury, ale historii, poezji, sztuk!
„- Nikt na zewnątrz i nikt z zewnątrz – westchnęła Morawiecka. – Teren ogrodzony, szlaban opuszczony, no i państwo stojący na straży.- Czy wszyscy jesteśmy podejrzani!                                                                                                                        Karolina Morawiecka, co zresztą było do przewidzenia, na tak subtelną literacką aluzję nie zareagowała.”
Powiedziałabym, że narracja jest barokowa, bogata, dosyć wyolbrzymiona, pełna przepychu, co jednak jest ważne, nadaje to powieści bardzo humorystycznego akcentu, balansuje rewelacyjnie na granicy absurdu i niedorzeczności. Podziwiam autorkę za to, że tak świetnie potrafi znaleźć ten balans, by było zabawnie, ale nie do przesady.

Główną postacią jest oczywiście Pani Karolina Morawiecka, wdowa po aptekarzu. Kilka lat temu przeprowadziła się ze Skały do Wielmoży, bo czym jej szanowny małżonek odważył się umrzeć i zastawić ją samą, czego chyba ciągle nie do końca mu wybaczyła. Pani Karolina to kobieta skromna, bogobojna i cnotliwa 😉 Jednak zna swoją wartość i kiedy ma rację, to ją MA! Czyli zawsze 😉 Gotuje wyśmienicie, ale piec nie potrafi, co starannie przed wszystkimi ukrywa. Książki zaczęła czytać rok temu, więc ciągle ma spore braki w temacie, co nieraz wpływa na przebieg rozmów z krakusami i zakonnicą 😊 Koniecznie trzeba też zaznaczyć, że pani Karolina to wielmożańska Jane Marple i żeńskie wcielenie Sherlocka Holmesa. Jej zdaniem oczywiście 😉
„I pracuj tu człowieku w takich warunkach – pomyślała zrozpaczona Morawiecka. – Z państwa młodych nic teraz nie wyciągnę. Świadek tańczy, jakby od tego zależało jego życie, a rodzice młodych...”
Jej wierną towarzyszką jest siostra Tomasza – wysoka, szczupła, z zapędami detektywistycznymi, oczytana feministka. Równie rewelacyjna postać! I to jak obydwie te Panie się uzupełniają jest genialne!

Oczywiście jak to na weselach bywa, i tutaj przewija się wiele postaci. Gości jest ponad sto osób, wszyscy są barwni i weseli. Każdy z nich jest na tyle charakterystyczny, że mimo ilości, nie sposób ich pomylić 😉

Co do intrygi powieści, to tutaj też muszę się pozachwycać. Akcja poprowadzona jest świetnie, a zagadka tylko pozornie nieskomplikowana. Czytelnik obserwuje postępy w śledztwie jakie czynią pani Karolina i zakonnica dosłownie z wypiekami na twarzy. Bardzo dużo (jak sam podtytuł wskazuje) znajdziemy tutaj elementów klasycznej powieści detektywistycznej – jest dużo rozmów, dużo analiz i dedukcji.
„Sposobność mieliśmy wszyscy, ale czy wszyscy mieliśmy motyw?”
Intryga opiera się na obserwacji i intelektualnej zagadce, nie na hektolitrach krwi i wielkich pogoniach. Jak dla mnie bomba!

Muszę jeszcze podkreślić, że w tym tomie autorka wyciągnęła z wcześniejszych to co było w nich najlepsze. Miałam wrażenie, że przy drugim tomie narracja była ciut inna, w „Zabójstwie...” mamy powrót do tomu pierwszego, jednak uzupełniony elementami z tomu drugiego jak np, przedstawianie możliwych scenariuszy wydarzeń. Które swoją drogą, są oparte na klasycznych dramatach, co jest kolejną atrakcją w powieści. Oczywiście w książce znajdziemy też świetną mapkę wnętrza dworku:



oraz menu weselne, które układała sama pani Karolina – jak tylko je przeczytałam, to od razu zrobiłam się głodna!

Jak już jesteśmy przy kulinariach, to oczywiście w książce co chwilę przeplatają się wątki kulinarne. Jedzenia jest w bród i wszystko tak opisane, że ślinka cieknie! Koniecznie przed rozpoczęciem lektury zaopatrzycie się w prowiant 😉

Na koniec jeszcze tylko wspomnę o tradycjach weselnych, które w książce zostały świetnie odwzorowane. Są tańce, zabawy, oczepiny o odpowiedniej porze, jest ogromna ilość przyśpiewek, i wiele wiele innych. To tradycyjne wesele i jest to mocno w książce podkreślone!

Podsumowując, „Zabójstwo na cztery ręce” na pewno dorównuje, o ile nie przewyższa poziomem tom pierwszy! Jestem książką oczarowana, przeczytałam ją w jeden wieczór, bo po prostu nie dało się jej odłożyć. Dostałam też skurczu mięśni policzkowych, bo od pierwszej do ostatniej strony uśmiech nie schodzi z mojej twarzy, a i zdarzyły się chwile głośnego rechotu. Rewelacja! Mam teraz tylko taką nadzieję, że nie przyjdzie nam bardzo długo czekać na tom czwarty! Już tęsknię za bohaterami!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira!

września 16, 2019

"I sprawisz, że wrócę do prochu" Ambrose Parry

"I sprawisz, że wrócę do prochu" Ambrose Parry

Tytuł: I sprawisz, że wrócę do prochu
Cykl: Raven, Fisher i Simpson, tom 1
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Data premiery: 23.07.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 456

„I sprawisz, że wrócę do prochu” to początek przygód sławnego położnika i ginekologa doktora Simposona, jego nad wyraz inteligentnej pokojówki Sary Fisher oraz asystenta Willa Ravena w połowie XIX wieku w Edynburgu. Na pomysł powieści wpadło szkockie małżeństwo Chris Brookmyre i Marisa Heatzman ukrywające się pod pseudonimem Ambrose Parry. Chris Brookmyre jest znanym pisarzem, który na swoim koncie ma już ponad 20 powieści – niestety żadna z nich nie ukazała się w Polsce. Jego żona Marisa jest anestezjologiem z dwudziestoletnim doświadczeniem. Obydwoje fascynują się powieściami historycznymi, z czego wyłonił się pomysł na tę książkę. Myślę, że spokojnie można ją określić jako historyczny thriller medyczny!

Edynburg 1847 rok. Miasto podzielone na dwie dzielnice – starą, gdzie mieszka biedota, oraz nową, zamożną i bezpieczną. Will Raven, młody mężczyzna, świeżo po medycznych studiach próbuje uciec z biednej części miasta – dostaje posadę asystenta u jednego z najwybitniejszych edynburskich lekarzy ginekologów, doktora Simpsona. Dzień przed jego przeprowadzką do domu doktora, znajduje trupa swojej przyjaciółki, prostytutki Evie – kobieta zastygła w makabrycznej pozie, jej ciało było dziwnie poskręcane. Raven ucieka stamtąd, jednak śmierć kobiety nie daje mu spokoju. Koniecznie chce dowiedzieć się, co spotkało Evie. Dzięki pracy z doktorem Simposonem i dawnemu znajomemu Henry’emu Raven dowiaduje się, że nie jest to odosobniony przypadek... Kto uśmierca te dziewczyny? Dlaczego? Ta zagadka kryminalna toczy się na szerokim tle obyczajowym dawnego Edynburga, w czasach gdy medycyna rozpoczynała swój największy rozwój!

Od strony kompozycji książka składa się z 63 rozdziałów. Narracja prowadzona jest trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje naprzemiennie Ravena i Sarę. Styl powieści stylizowany jest na dawny, dziewiętnastowieczny język – zaskakuje przez kilka pierwszych stron, ale bardzo szybko można się do niego przyzwyczaić, ja po tym 3-4 stronach przestałam go w ogóle zauważać. Niemniej jednak dodaje on powieści dużo klimatu i realności, czytając tą książkę miałam wrażenie jakbym faktycznie czytała powieść z XIX wieku. Naprawdę robi wrażenie! Dodatkowo narracja prowadzona jest z dosyć uszczypliwym humorem, znajdziemy tu dużo żartów i przytyków w dialogach, które mnie urzekły! To jest humor dokładnie taki jak lubię!
„Żadnej przyzwoitej opowieści nie powinno się rozpoczynać od trupa ladacznicy i za to należą się przeprosiny, gdyż nie jest to obraz, które życzyłoby sobie oglądać jakiekolwiek szacowne gremium.”
Głownym bohaterem powieści jest Will Raven. To młody mężczyzna, który próbuje wyrwać się z ubogiego życia, a zarazem zrobić coś dobrego. Jednak jego postać nie jest jednoznacznie dobra. Jego matka od zawsze powtarzała mu, że ma w sobie diabła, a sam Raven ewidentnie skrywa jakąś mroczną tajemnicę....
Główną postacią kobiecą jest Sara. To młoda pokojówka, jej rodzice zmarli, a dziewczyna po znajomości dostała pracę w domu doktora Simpsona. Sara jednak nie jest potulną niewiastą – o nie, Sara chce być kobietą traktowaną na równi z mężczyzną, nie rozumie dlaczego kobiety są uważane za głupsze od mężczyzn! W końcu Sara, która od zawsze fascynowała się ziołolecznictwem, a teraz podczas pomagania w przygodni doktora, wiele się nauczyła! Chwilami nawet wykazuje większą wiedzę od mężczyzn! Do tego jeszcze jest kobietą oczytaną, w każdej wolnej chwili oddaje się lekturze. Świetna postać!

Ogólnie w książce znajdziemy wiele świetnie wykreowanych postaci – jest doktor Simpson, wielki entuzjasta eteru, który za cel postawił sobie znalezienie jeszcze lepszej substancji do znieczulania pacjentów! Fascynująca jest też Minnie – siostra żony doktora, kobieta niemłoda, która ciągle ma problem ze znalezieniem męża, czemu poświęca ogrom czasu, jednak jest też największą znawczynią literatury, poezji i ogólnie sztuki w całej powieści.
„To rzecz oczywista, że wolałabym oddać się lekturze! Gdybym mogła, czytałabym przez całe dnie. Jednak z niezrozumiałych dla mnie przyczyn u przyszłej żony ceni się bardziej umiejętność haftowania, zatem jej opanowanie przeze mnie stało się niezbędne, taki los.”
Jest też kilka marginalnych postaci, jak kobieta asystująca artystom fotografii, czy też zbir – olbrzym, który ma jakieś dziwne genetyczne zniekształcenia. Kalejdoskop postaci jest naprawdę fenomenalny!

Prócz świetnych postaci, trzeba też koniecznie wspomnieć o tle powieści. Akcja rozgrywa się w Edynburgu, mieście podzielonym – jego klimat jest świetnie oddany.
„Taki jest Edynburg: stosowność na pokaz, a po cichu grzech – miasto o tysiącach niezbadanych twarzy.”
Czytelnik dostaje z jednej strony opis domu doktora, który mimo że wywodzi się z klasy robotniczej, sam zdobył wielkie bogactwo i może sobie pozwolić na wygodne życie. Z drugiej strony mamy zapyziałe kamieniczki, gdzie odór i brud to codzienność. Razem z bohaterami odwiedzamy gospody, kościoły, aptekę czy atelier oraz oczywiście szpitale. Wszystkie te miejsca są rzetelnie opisane, przez co czytelnik ma pełny ogląd jak wyglądało tamtejsze życie.

Prócz miejsc, bardzo dobrze w książce oddane są też tamtejsze obyczaje. Podziały pomiędzy uczonymi a służbą, pomiędzy kobietą a mężczyzną, pomiędzy bogatymi a biednymi. Wszystko to sprawia, że czytelnik ma pełny ogląd sytuacji, uczy się jakie obyczaje wtedy panowały, jak ludzie się zachowywali.

Oprócz warstwy obyczajowej ogromną rolę pełni tutaj wątek medyczny. Jako że akcja dzieje się w środowisku ginekologów, to dowiadujemy się jak wtedy wyglądały porody (przecież wtedy nie było cesarskich cięć!), jakie narzędzia stosowano i jak radzono sobie z bólem. Wielka część książki poświęcona jest na kwestię znieczulenia – eter i poszukiwanie nowego środka jakim jest chloroform. Wszystkie te kwestie opisane są z wielką pasją, którą narrator zaraża czytelnika.

I na koniec trochę o wątku kryminalnym – tutaj akcja nie pędzi na łeb na szyję, raczej dzieje się gdzieś w tle. Niemniej jednak jest mocno wciągająca i dobrze przemyślana, a zarazem też dająca do myślenia.

Pojawia się też mały wątek miłosny, jednak jest on tak niewielki i bardzo zgrabnie opisany, że nie miałam z nim problemów. Wątek ten raczej sprawia, że historia jest pełna, tak jak i prawdziwe powieści z tamtych czasów.

Podsumowując, ta lektura mnie oczarowała! Przez kilka wieczorów razem z bohaterami przechadzałam się uliczkami XIX wiecznego Edynburga poznając tajniki medycyny i tamtego stylu życia. Książka naprawdę mocno wciąga, a czyta się ją z ogromną przyjemnością! Mam nadzieję, że wydawnictwo szybko zdecyduje się na wydanie tomu drugiego, który na rynku angielskim ukazał się latem tego roku!

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!



września 15, 2019

"Opowiem ci o zbrodni 2" wydanie zbiorowe - zapowiedź

"Opowiem ci o zbrodni 2" wydanie zbiorowe - zapowiedź
Już w tę środę (18 września) swoją premierę będzie miała książka "Opowiem ci o zbrodni 2". Towarzyszy ona programowi telewizyjnemu, w którym polscy pisarze omawiają prawdziwe zbrodnie. Program telewizyjny rozpocznie się 20 września i będzie składał się z 7 odcinków.


Kilka słów o publikacji, które dostałam do wydawnictwa:

"Już wkrótce premiera niezwykłej książki Opowiem Ci o zbrodni - 2, autorstwa kultowych polskich „piór kryminalnych”. Igor Brejdygant, Wojciech Chmielarz, Max Czornyj, Marta Guzowska, Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Joanna Opiat-Bojarska, Katarzyna Puzynska mierzą się z mrocznymi historiami, które wydarzyły się naprawdę.

Publikacja jest elementem wyjątkowego projektu medialnego, na który poza książką (Kompania Mediowa) składa się z serialu telewizyjnego (Crime +Investigation) oraz serialu audio z udziałem m.in. Borysa Szyca i Artura Żmijewskiego (Storytel). To kontynuacja bardzo dobrze przyjętej przez czytelników i recenzentów pierwszej części Opowiem Ci o zbrodni.

Tym razem siedem opowieści i ośmioro autorów. Każdy z nich przeanalizował okoliczności prawdziwych przestępstw i opisał wybraną historię, starając się zrozumieć, co doprowadziło do tragedii. Autorzy zrobili to w charakterystyczny dla siebie sposób, do którego przyzwyczaili swoich czytelników.

 Igor Brejdygant i zagadkowa śmierć młodego żeglarza. Czy to mogło być samobójstwo? Wojciech Chmielarz, ślepa miłość i zabójca z portalu randkowego. Max Czornyj i bestialskie czyny mordercy-zoofila. Marta Guzowska i historia dwóch nastolatek: jedna chce umrzeć, druga – zabić. Małgorzata i Michał Kuźmińscy o satanistach. Joanna Opiat-Bojarska o porwaniu zakończonym zabójstwem oraz Katarzyna Puzyńska o czterech zbrodniach, których podłożem była chora namiętność. Rozmawiali z dochodzeniowcami, profilerami, psychologami, kryminologami, seksuologami, analizowali akta. Musieli wejść w nowe role: narratorów przedstawiających kulisy śledztwa i rozmawiających z ekspertami, których udział okazuje się niezwykle ważny dla przebiegu opowieści, a zarazem gospodarzy telewizyjnego studia. Ta próba powiodła się znakomicie – telewidzowie śledzili cykl i jesienią rusza jego druga seria, osnuta wokół opowiadań składających się na książkę. Jak można było nie zauważyć przyczajonego zła? Można było, bo zbrodnia – jak pisze Chmielarz: „To cały proces. Skomplikowana operacja, która została doprowadzona do perfekcji w wyniku toczących się miliony lat procesów ewolucji. To pojedynek między łowcą a ofiarą. Pojedynek, który właśnie się rozpoczyna, chociaż osoba, na którą polujesz, jeszcze o tym nie wie”.

Opowiem Ci o zbrodni 2 wydawnictwa Kompania Mediowa trafi do księgarń 18 września 2019 r. Można ją już zamówić: https://bit.ly/2ZmosTD"


Zainteresowani? Ja bardzo! Pierwszej części słuchałam i zrobiła na mnie duże wrażenie! Teraz drugą część będę mogła przeczytać, więc myślę, że może spodobać mi się jeszcze bardziej!


Autor: Igor, Brejdygant, Wojciech Chmielarz, Max Czornyj, Marta Guzowska, Małgorzata i Michał Kuźmińscy, Joanna Opiat-Bojarska, Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Opowiem ci o zbrodni 2
Cykl: Opowiem ci o zbrodni, tom 2
Data premiery: 18.09.2019
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Liczba stron: 328



września 15, 2019

Kilka pytań do... Karoliny Morawieckiej, autorki cyklu o Karolinie Morawieckiej, wdowie po aptekarzu

Kilka pytań do... Karoliny Morawieckiej, autorki cyklu o Karolinie Morawieckiej, wdowie po aptekarzu

Co łączy bohaterkę Karolinę Morawiecką, wdowę po aptekarzu z autorką Karoliną Morawiecką, czym zaskoczy nas "Zabójstwo na cztery ręce", jak wygląda praca nad książką oraz co znajdziemy w prywatnej biblioteczce autorki?
Zapraszam na rozmowę z Karoliną Morawiecką!

Maciej Zienkiewicz photography

Karolina Morawiecka notka biograficzna:
Doktor nauk humanistycznych, znawczyni i wielbicielka kryminałów. Mieszka w podkrakowskiej Wielmoży razem z mężem antykwariuszem i trzema psami: Truflą, Watson i Liskiem. Jej "Śledztwo od kuchni" i "Morderca na plebanii" błyskawicznie okazały się bestsellerami w swojej kategorii.


Kryminał na talerzu: Na wrzesień zapowiadana jest premiera Pani trzeciej książki z cyklu o przygodach Karoliny Morawieckiej, wdowy po aptekarzu i jej wiernego pomocnika siostry Tomaszy – przyznam, że oczekuję na nią z wielką niecierpliwością! Z tej okazji chciałabym się czegoś więcej o całym cyklu i o Pani dowiedzieć. Zacznijmy od tego jak powstał pomysł na serię. Wiem, że coś zaczęło się Pani klarować podczas pisania swojej pracy doktorskiej – co tak dokładnie wtedy Pani wymyśliła? Sam pomysł na dwie bohaterki - starszą panią i zakonnicę, czy od razu coś więcej? I jak wyglądał rozwój tego pomysłu?

Karolina Morawiecka: Rzeczywiście, pomysł na bohaterki zrodził się jeszcze w czasie gromadzenia materiału do mojej pracy doktorskiej. Analizując różne powieści detektywistyczne doszłam do wniosku, że ciekawa byłaby kreacja polskiej „panny Marple” - i że byłaby to postać absolutnie odmienna od spokojnej, przyjaznej i nieco tylko wścibskiej mieszkanki St. Mary Mead. Zakonnica z kolei wydała mi się po prostu oryginalna – w naszej rodzimej literaturze kryminalnej jako detektywka w zasadzie nie występowała. Poza tym uznałam ją za naturalne dopełnienie głównej bohaterki, która siłą rzeczy musiała być katoliczką (nawet jeśli bardziej dewotką niż osobą prawdziwie wierzącą).
Kiedy zamieszkałam w Wielmoży, jasne było dla mnie, że współczesna prowincja jest ciekawsza od najbardziej wydumanej zagadki kryminalnej. Ponieważ więc chciałam pokazać wieś, automatycznie punktem odniesienia stali się dla mnie Chłopi Reymonta, a dokładniej zastosowane w nich strategie narracyjne. Siadając do pisania Śledztwa od kuchni widziałam zatem, jakie będą moje bohaterki, a także, że stosować będę trzy przeplatające się rodzaje narracji: gawędziarza, którego rozbudowane, niemal „barokowe” wypowiedzi pełne są wtrąceń, narratora „literackiego”, bazującego na skojarzeniach i wreszcie oszczędnego obserwatora.
W trakcie pisania poczułam, że mam też ochotę pobawić się podgatunkiem i przenieść punkt ciężkości z  zagadki kryminalnej na zagadkę literacką. Stąd na poziomie struktury i narracji pełno jest ukrytych „zagadek” dla czytelników i czytelniczek. Niektóre z nich są dosyć oczywiste, inne o wiele trudniejsze. Czasem są to ukryte cytaty, czasem jedynie aluzje, a czasem konkretne struktury. Dlaczego bohaterka nieustająco potrząsa podbródkiem? Dlaczego nazywa się tak samo jak autorka? Skąd taka forma przypisów? Do czego nawiązuje tytuł i podtytuł? I tak dalej, i tak dalej…


Podejrzewam, że zamiłowanie do gotowania główna bohaterka odziedziczyła po Pani. Jakie jeszcze swoje cechy przelała Pani na wdowę?

Co prawda nie gotuję aż tak dobrze jak wdowa po aptekarzu, ale istotnie przygotowujemy te same potrawy. Łączy nas też kilka cech fizycznych (choć nie jest to ani waga, ani wiek, ani, niestety, epicki biust :)  ). 
Ale odpowiadając całkiem poważnie - dałam bohaterce moje personalia nie tylko z powodu gry literackiej (bo przecież nie ja pierwsza zastosowałam taki zabieg w powieści kryminalnej i jest to już pewna tradycja, choć  u mnie rzeczywiście występuje à rebours), ale także ze względu na uniwersalne cechy charakteru. Zastanawiało mnie, jak to jest możliwe, że osoby będące często wścibskie i niemiłe, są jednocześnie ukochanymi babciami czy mamami. I chociaż mam nadzieję, że wady nas nie łączą, to przecież Karolina Morawiecka wdowa po aptekarzu nosi w sobie takie cechy, które charakteryzują większość z nas – wspomniane wścibstwo, chęć nieustającego udzielania rad, przekonanie o swojej wyższości, a przy tym wszystkim serce na dłoni i empatię.


Skąd się wzięła siostra Tomasza? Czy ona też swoje cechy zaczerpnęła z prawdziwej postaci?

Siostra Tomasza z jednej strony jest odpowiedzią na Akuninowską siostrą Pelagię, tyle że w wersji „spolszczonej” i współczesnej, z drugiej zaś próbą wyobrażenia sobie charakteru zakonnicy, która naprawdę postanowiła - wbrew zakazom! - poznać zagadkę dwunastu ciał na strychu. Ta historia, która stanowi punkt wyjścia dla „detektywistycznej” biografii siostry Tomaszy jest bowiem prawdziwa i rzeczywiście wydarzyła się, bodajże we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, w jednym z krakowskich zakonów.
Jednocześnie Śledztwo od kuchni zadedykowane jest między innymi pamięci siostry Ksawery. Zakonnicy, która w moim przekonaniu miała wiele cech wspólnych z książkową bohaterką. Bo przecież do zakonów trafiają i kobiety po studiach, z ukształtowanymi poglądami i przekonaniami, które dosyć trudno jest „sformatować”. Feminizm i katolicyzm nie muszą się przecież wykluczać.


Skoro już mówimy o bohaterach, to najbardziej zbliżona do Pani jest sąsiadka wdowy, Karolina, Krakuska – jak wiele Pani w tej postaci?

:)  Prawdę powiedziawszy z krakuską mam chyba najmniej wspólnego - może rzeczywiście poza wyglądem. Krakuska to raczej spojrzenie na siebie oczami  moich sąsiadów. Nie raz usłyszałam, zwłaszcza na początku mojego mieszkania w Wielmoży, że ja tylko „leżę na sofie i czytam”. Poza tym właściwie nie piekę ciast, więc mój mąż „ jest taki chudziutki, bo ciasta na niedzielę nie ma”. :)


Już kończąc temat postaci cyklu - kogo z bohaterów lubi Pani najbardziej i dlaczego?

Lubię wszystkich moich bohaterów – nawet przerażającego poglądami Stachlaka :) .  Bardzo lubię panią Małgorzatę. Widzę ją z włosami upiętymi w ciasny kok, ze złotym zębem, twarzą pooraną zmarszczkami, w podomce w kwiaty, martwiącą się nieustannie, czy jakiegoś grzechu nie będzie, z sercem na dłoni i za wszelką cenę próbującą wyczarować z postnych produktów coś jadalnego.


Teraz może troszkę o Pani warsztacie pisarskim. Jak wygląda praca nad książką? Pisze Pani dzień w dzień? Czy może nie nakłada sobie Pani rygoru i siada do pisania tylko w chwili natchnienia?

Kiedy pracowałam nad jakąś powieścią, wyglądało to dosyć podobnie. Pisałam mniej więcej dwie godziny dziennie, od ósmej do dziesiątej, żeby nie pozbawić się przyjemności i żeby pisanie nie stało się rutyną czy obowiązkiem. Oczywiście tylko w dni robocze czyli od poniedziałku do piątku.


Długo powstaje taki pomysł nad książką? I ile mniej więcej czasu zajmuje Pani napisanie jednego tomu?

Moje pisanie zaczyna się od tytułu. Kiedy go wymyślę, a w zasadzie – kiedy przyjdzie mi do głowy, bo jakoś specjalnie nad nim nie rozmyślam, „widzę” już całą historię. Wiem, kto jest ofiarą i dlaczego zginie. No i przede wszystkim: kto i w jaki sposób zabił.
Sam akt pisania w moim przypadku jest ogromną radością – zaczynam „widzieć” sceny, tak jakby przed moimi oczami wyświetlał się film i po prostu opisuję to, co widzę i słyszę.
Pisanie powieści to mniej więcej dwa miesiące w takim rytmie (dwie godziny dziennie, pięć dni w tygodniu). Przy czym o ile po prostu „usiadłam i napisałam” Śledztwo, o tyle w przypadku Mordercy między pierwszymi a ostatnimi rozdziałami minęło z pół roku. Z kolei w przypadku trzeciej części miałam bodajże miesięczną przerwę, także „w połowie” książki, kiedy przeżywałam totalne załamanie i pisarską depresję.


Czy jest coś w cyklu co sprawiło Pani trudność podczas pisania? Jeśli tak, to co i dlaczego?

Prawdziwa trudność pojawiła się w przypadku trzeciej książki. Kiedy ukazało się Śledztwo, Morderca był już ukończony. Z recenzjami czytelników zetknęłam się więc dopiero w trakcie pisania Zabójstwa na cztery ręce. A ponieważ głosy były i są absolutnie rozbieżne, doznałam „szoku poznawczego” :) . Z jednej strony mój styl był „wyrafinowany i inteligentny”, z drugiej „nieznośny, egzaltowany i na poziomie gimnazjalistki”. Głównej bohaterki jednocześnie „nie da się nie lubić” oraz „jest nieznośna i okropna” (siostra Tomasza jakoś uszła przed pręgierzem opinii publicznej). Pisałam jednocześnie „za długie” oraz „za krótkie” powieści, które były „niestety takie same” i „niestety inne”. A kulinarny podtekst „nudził i był na siłę” albo „stanowił oryginalne i ciekawe dopełnienie”. (Uwagi na temat humoru pominę, bo wciąż się upieram, że nie piszę komedii kryminalnych, ale powieści detektywistyczne). Każdą taką uwagę brałam sobie do serca, każdą się przejmowałam. Po miesiącu totalnej niemocy doszłam do wniosku, że zostało mi już tylko oszaleć… :)  Przestałam więc czytać opinie i wróciłam do pracy nad książką.






Ma Pani swoje ulubione miejsce do pisania?


Wyobrażam sobie, że jeszcze większą przyjemność sprawiałoby mi pisanie albo w plenerze, albo w jakiejś kawiarni, lub po prostu w moim ogrodzie. Ponieważ jednak nie mam laptopa, musiało wystarczyć mi biurko w moim gabinecie - za to z fenomenalnym widokiem na ogród i ruiny tajemniczego domu.


We wrześniu ukazuje się trzeci tom cyklu pt. „Zabójstwo na cztery ręce”. Co może Pani zdradzić przed premierą swoim czytelnikom? Czego możemy się spodziewać?

Zabójstwo w moim odczuciu jest książką inną od poprzednich (zresztą mam poczucie, że każda z części jest inna. Oczywiście strategie narracyjne są cały czas te same, podobnie jak bohaterowie, ale jednak pod względem kompozycji czy tempa fabuły są to całkiem inne powieści). Zabójstwo jest „najszybsze”, z dominacją dialogu, a akcja właściwa sprowadza się w zasadzie do jednej nocy. To taka wariacja na temat jedności miejsca czasu i akcji…
Jeśli chodzi o fabułę, wiąże się ona ze ślubem młodszego aspiranta Rafała Batorego i kelnerki z Herbovej. Będzie trup, tradycyjne polskie wesele i mnóstwo przyśpiewek, przy których układaniu wspaniale się bawiłam :) .


Czy w planach ma już Pani kolejne części cyklu? Muszę przyznać, że bardzo lubię stworzonych przez Panią bohaterów, nie chciałabym się z nimi za szybko rozstawać!

No to pytanie nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć. Bo z jednej strony mam pomysł na część czwartą, która miałaby rozgrywać się dwutorowo i objąć mój ukochany Kraków, z drugiej strony pisanie, czy raczej okoliczności towarzyszące wydawaniu książek, nieco mnie przerosły, często rozczarowały. Zderzenie moich absolutnie wyidealizowanych wyobrażeń z rzeczywistością mój pisarski zapał jakby ochłodziły... A ponieważ nie mam w sobie przymusu, więc nie wiem, czy wdowa po aptekarzu i siostra Tomasza rozwiążą jeszcze jakąś zagadkę, czy też będzie to ich koniec. To się dopiero okaże…


To na koniec trochę prywaty – jak wygląda Pani domowa biblioteczka? Czy coś się w niej wyróżnia? Autor? Gatunek?

Moja biblioteczka to w większości białe regały, bo na nich nie widać kurzu :) (serdecznie polecam!). A tak całkiem serio - mam oczywiście część poświęconą tylko na kryminały. Istotne miejsce zajmują też reportaże i szeroko rozumiana klasyka.
Nie jestem w stanie wskazać jednego ulubionego pisarza czy pisarki, ale niewątpliwie w ostatnim czasie szczególne miejsce zajmuje w mojej bibliotece i w moim sercu proza Jaume Cabré. Jego Wyznaję to dla mnie absolutne arcydzieło. Powieść genialna, która wszystkie inne zostawia ze sobą.


Co lubi Pani robić w wolnym czasie? Oprócz pisania oczywiście 😊

Lubię praktykować drobne i małe przyjemności. Oczywiście lubię gotować, choć stawiam na kuchnię szybką, taką „do 20 minut”. (Zresztą jeśli ktoś śledzi przepisy na fanpage’u  wdowy po aptekarzu, ten wie, że musi być łatwo i szybko :) ).  Uwielbiam chodzić na spacery z mężem i naszymi trzema psami, albo leżeć na kanapie i czytać lub oglądać seriale („Opowieść podręcznej” to mój absolutny numer 1!!!). Poza tym moją wielką pasją jest ogród, choć raczej sprowadza się to do wymyślania kolejnych kompozycji i nowych rabat, niż do pielenia (za tym ostatnim absolutnie nie przepadam). Lubię też aktywności związane z aranżacją przestrzeni, chociaż umiejętności technicznych nie mam zbyt wielkich. Oraz nordic walking!


Ulubione danie?

Odpowiedź na pytanie o ulubione danie jest niemal tak samo trudna jak na pytanie o ulubioną powieść! Wszystko przecież zależy od naszego nastroju, od pory roku itd. Ale w pierwszej trójce niezmiennie królują u mnie makarony (lasagne to moja miłość!) i pieczona kapusta z sosem musztardowym. Moim comfort food od lat jest… bułka tarta, smażona na dużej ilości masła z listkami świeżego tymianku, odrobiną startej skórki z cytryny, parmezanem i płatkami chili.


Ulubione warzywo?

Jednego warzywa też nie jestem w stanie wybrać, ale pewnie będzie to brukselka i bakłażan (byle niej razem, a jeśli już, to w towarzystwie orzechów piniowych, rodzynek, pomidorków koktajlowych, parmezanu i dobrego dressingu – oczywiście z makaronem).


Ulubiona muzyka i wykonawca?

Kocham kobiece głosy. Od kilku lat nieustające słucham Madeleine Peyroux na zmianę z Beth Heart i Dianą Krall. Mam też słabość do Stinga, Sufjana Stevensa i Eliotta Smitha. A moim ostatnim odkryciem muzycznym jest płyta „American love call” zespołu Durand Jones & The Indications.




Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów na rynku powieści komedii kryminalnych (a raczej w powieściach detektywistycznych;) )!

Dziękuję :)

września 11, 2019

"Ostatni żywy świadek" i "Rozmowy z mordercą" Hugh Aynesworth, Stephen G. Michaud - zapowiedź

"Ostatni żywy świadek" i "Rozmowy z mordercą" Hugh Aynesworth, Stephen G. Michaud - zapowiedź

16 października nakładem wydawnictwa Bez Fikcji ukażą się dwie książki o Tedzie Bundym dwóch amerykańskich dziennikarzy Hugha Ayneswortha i Stephena G. Michauda pt. "Ostatni żywy świadek" oraz "Ted Bundy. Rozmowy z mordercą". Pierwsza z nich swoją amerykańską premierę miała w 1983 roku, druga w 1989 roku i jak podpowiada wydawnictwo, najlepiej czytać je właśnie w tej kolejności.

"Ostatni żywy świadek"
Prawdziwa historia największego seryjnego mordercy w historii Teda Bundy’ego
Mistrzowski reportaż dwóch znanych i cenionych amerykańskich dziennikarzy
Ted Bundy to pierwszy amerykański seryjny morderca-celebryta i jedna z najbardziej przerażających zagadek w dziejach kryminalistyki. Był przystojnym, elokwentnym studentem prawa o chłopięcym uroku. Miał szanse na błyskotliwą karierę polityczną. Był jednak też drapieżnikiem i zboczeńcem, który zamordował i okaleczył przynajmniej trzydzieści młodych kobiet. Wiele z nich było studentkami, lecz dwie miały zaledwie dwanaście lat.

"Ted Bundy. Rozmowy z mordercą"
Największy seryjny morderca w historii przedstawia swoją wersję wydarzeńZe wstępem Roberta D. Keppela, byłego głównego śledczego Był sadystycznym mordercą.Był mistrzem manipulacji.Ofiarami jego makabrycznych zbrodni padło przynajmniej trzydzieści niewinnych młodych kobiet.Oczekując na egzekucję na krześle elektrycznym, najbardziej osławiony seryjny morderca Ameryki w końcu zabrał głos… i zapewnił nam przerażający wgląd w swój wynaturzony umysł.Oto spowiedź Teda Bundy’ego. Ta książka stała się inspiracją dla najbardziej sensacyjnego serialu dokumentalnego stacji Netflix w 2019 roku.Ted Bundy. Rozmowy z mordercą zawiera w sobie treść wywiadu przeprowadzonego z samym Tedem Bundym. Nagrania z celi śmierci trwają sto pięćdziesiąt godzin. Wywiad został przeprowadzony przed egzekucją Bundy’ego, który został stracony na krześle elektrycznym na Florydzie.Szokujące wyznania Bundy'ego, którymi podzielił się z dziennikarzami Stephenem G. Michaudem i Hugh Aynesworthem, odkrywają przerażający i wynaturzony umysł najbardziej znanego seryjnego mordercy.


Obydwu tych tytułów jestem bardzo ciekawa! Niedawno oglądałam film fabularny o Bundym pt. "Podły, zły okrutny" i na tyle mnie ten temat zaciekawił, że naprawdę chciałabym się więcej dowiedzieć. Wydawnictwo Bez Fikcji wyszło mi na przeciw i w październiku umożliwi mi zgłębienie tematu. 


Tytuł: Ostatni żywy świadek
Autor: Stephen G. Michaud, Hugh Aynesworth
Tłumaczenie:
Data premiery: 16.10.2019
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Liczba stron:


Tytuł: Ted Bundy. Rozmowy z mordercą.
Autor: Stephen G. Michaud, Hugh Aynesworth
Tłumaczenie:
Data premiery: 16.10.2019
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Liczba stron:


września 11, 2019

"Zabójstwo na cztery ręce" Karolina Morawiecka - zapowiedź

"Zabójstwo na cztery ręce" Karolina Morawiecka - zapowiedź
Uwaga, uwaga! Dokładnie za tydzień swoją premierę będzie miała trzecia część przygód Karoliny Morawieckiej, wdowy po aptekarzu i jej wiernej towarzyszki zakonnicy Tomaszy! Tom ten nosi tytuł "Zabójstwo na cztery ręce" i cała jego akcja dziać się będzie w ciągu jednego dnia! Na weselu! Już brzmi świetnie, prawda? Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Lira.

Na weselu dochodzi do morderstwa. Kto spośród zaproszonych gości miał motyw? Dlaczego nikt nie przyznaje się do znajomości ze zmarłym? Czy dojdzie do skandalu?Do akcji wkracza znana z dwóch poprzednich części cyklu wdowa po aptekarzu ze Skały, Karolina Morawiecka. To miejscowa panna Marple, której pomagają zakonnica, pies oraz znajomość literatury i sztuki kulinarnej.Czy wdowie po aptekarzu uda się rozwikłać kolejną kryminalną zagadkę? Pytania się mnożą, weselna muzyka gra, a bohaterka rozpoczyna walkę z czasem. I z mordercą.Karolina Morawiecka (autorka) zaprasza na kolejną czytelniczą ucztę z Karoliną Morawiecką (bohaterką)!

Od razu się przyznam, że na tę książkę czekam od chwili, gdy skończyłam czytać drugi tom! Moja ciekawość wzrosła jeszcze mocniej, kiedy autorka zapowiedziała, że ten tom będzie inny niż obydwa poprzednie, a z tego co widzę z facebookowych zapowiedzi, to pewnie nie będę mogła się od niej oderwać! Liczę na dobrą zabawę, dużo humoru i ciekawą zagadkę kryminalną! 
Zainteresowani? Znacie wcześniejsze przygody Karoliny Morawieckiej?


Autor: Karolina Morawiecka
Tytuł: Zabójstwo na cztery ręce czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie z kulinarnym podtekstem
Cykl: Karolina Morawiecka, wdowa po aptekarzu, tom 3
Data premiery: 18.09.2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 288


września 11, 2019

"Lanny" Max Porter - zapowiedź

"Lanny" Max Porter - zapowiedź
Za kilka dni, dokładnie 17 września, swoją premierę będzie miała bardzo interesująca książka. Mowa o "Lanny" Maxa Portera od wydawnictwa Zysk i S-ka. To literatura piękna, nowoczesna baśń, która otrzymała nominację do Nagrody Bookera 2019.

O godzinę drogi od Londynu znajduje się wioska, w niczym nieróżniąca się od wielu innych: pub, kościół, domy z czerwonej cegły, kilka budynków urzędowych, na obrzeżach parę większych posiadłości. Wszędzie — co normalne — posłyszeć można ludzi mówiących o miłości, trudach dnia codziennego, pracy, umieraniu i wyprowadzaniu psów. Wioska należy do swych mieszkańców, a także do okolicy i jej przeszłości.
Należy również do Praszczura Łuskiewnika, mitycznej postaci, którą dzieci w szkole zwykły rysować jako zieloną i liściastą, z wyrastającymi z ust wiciami. Łuskiewnik budzi się z błogiej drzemki. Wsłuchuje się we współczesną wioskę, w symfonię jej rozmów, na którą składają się pijackie wyznania, uliczne plotki, poirytowane czy płaczliwe rozmowy w rodzinnych domach. Najbardziej zaś wsłuchuje się w twórczego i żyjącego w swoim świecie chłopca, którego rodzice niedawno sprowadzili się do wioski: Lanny’ego.
Lanny to płomienna obrona kreatywności, duchowości i płodnych sił, które często mogą się wydawać spychane na margines współczesnego świata. Książka ta umacnia sławę Portera jako jednego z najodważniejszych i wrażliwych pisarzy młodego pokolenia.


Max Porter to młody brytyjski pisarz, który od początku swojej kariery jest mocno nagradzany. Jego pierwsza powieść ukazała się 2015 roku i od razu została przetłumaczona na 27 języków. Na polskim rynku "Lanny" to będzie pierwsza publikacja autora, więc jestem jej ogromnie ciekawa! Tym bardziej, że The Times głosi, że książka jest pełna miłości do języka - to zdecydowanie to co lubię! A Wy? 

Autor: Max Porter
Tytuł: Lanny
Tłumaczenie: Jerzy Łoziński
Data premiery: 17.09.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 220
Oprawa: twarda



września 10, 2019

"Cari Mora" Thomas Harris

"Cari Mora" Thomas Harris

Tytuł: Cari Mora
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 21.05.2019
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 360

Thomasa Harrisa chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. To pisarz, który stworzył Hannibala Lectera. Uznawany za jednego z najwybitniejszych twórców thrillerów psychologicznych, po 13 latach milczenia powrócił na rynek pisarski z „Cari Morą”, powieścią, która zbiera bardzo skrajne oceny. Autor większą część życia spędził w Nowym Jorku, teraz jednak mieszka w Miami na Florydzie, gdzie umieścił też akcję swojej najnowszej powieści.
Mimo sławy autora, muszę zaznaczyć, że nie czytałam jego wcześniejszych książek, więc „Cari Mora” to było moje pierwsze zetknięcie z jego twórczością. Czy udane?

W Miami stoi dom. To dom Pabla Escabara pełen makabrycznych rekwizytów filmowych, manekinów, szaf grających, można tam znaleźć nawet krzesło elektryczne. Około 30 lat temu został tam ukryty skarb. Było już kilku śmiałków go poszukujących, jednak tylko jedna osoba na świecie posiada wiedzę na temat jego miejsca położenia. To stary człowiek dogorywający w szpitalu. Człowiek, o którym wiedzą Don Ernesto oraz Hans-Peter Schneider – dwaj panowie, którzy są zdeterminowani odnaleźć ukryte złoto, mimo że sami na biedę nie narzekają. Hans-Peter wprowadza się do wspomnianego domu i z ekipą kilku rzezimieszków rozpoczyna demolowanie piwnicy. Całą posiadłość nadzoruje Cari Mora, Kolumbijka, która została poproszona o opiekę nad ekipą. Dziewczyna orientuje się, że są to bardzo niebezpieczni ludzi i szybko stamtąd ucieka, jednak nie na tyle szybko, by Hans-Peter nie zauważył jej wyjątkowości. Cari obudziła w nim pewne chore pragnienia i żądze, które owładnęły jego całe jestestwo...

Od strony kompozycji książka składa się z 43 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego. Narrator jest wszechwiedzący, zna przeszłość bohaterów, jednak świat przez niego przedstawiony jest bardzo beznamiętny. Opisuje to co widzi, skupiając się w równych częściach na postaciach i otoczeniu. Muszę przyznać, że ten sposób narracji jest rzadko spotykany, przez co początek był dla mnie dosyć ciężki do zrozumienia, jednak gdy już wgryzłam się w ten styl, a wydarzenia i postacie zaczęły się ze sobą łączyć, to lektura mnie usatysfakcjonowała. Jest inaczej, przez co rozumiem tak rozbieżne opinie o tej książce – w końcu nie wszystkim będzie odpowiadała czysta relacja wydarzeń bez wyjaśnień dotyczących odczuć bohaterów.

A bohaterzy są naprawdę oryginalni! Hans-Peter to okropny człowiek, zło wcielone i potwór. Ma chore fascynacje, a ich opisy powodowały u mnie obrzydzenie i ciarki. Aż cała się wzdrygałam! (Nie radzę przy tej książce jeść!). Hans-Peter nie postrzega życia w sposób zwyczajny, to mocno psychopatyczna postać.
Obiektem jego fascynacji stała się Cari Mora. Caridad. Młoda dziewczyna, która jako dziecko została zaciągnięta do armii partyzantów w Kolumbii. Tam szybko dorosła, ale dzięki pewnemu człowiekowi nauczyła się odróżniać dobro od zła. Teraz Cari ma tymczasowe pozwolenie na przebywanie w Stanach, sprząta, pielęgnuje starszych, opiekuje się zranionymi ptakami. Robi wszystko by przetrwać, by się utrzymać, by móc w Stanach pozostać. Jej pragnieniem jest własny dom i praca weterynarza. To świetna, silna postać, od samego początku zapałałam do niej olbrzymią sympatią!

W książce poza tymi postaciami jest sporo bohaterów noszących imiona kolumbijskie i meksykańskie, przez co trochę zlewają się w jedno, szczególnie na początku. Jednak radzę się nie zniechęcać, około setnej strony postacie zaczynają się utrwalać i mętlik się zdecydowanie zmniejsza, sytuacja stabilizuje.

Prócz rzadko spotykanego sposobu narracji i oryginalnych bohaterów warto też zwrócić uwagę na przedstawienie otoczenia w powieści. Narrator dosyć dokładnie opisuje jego wygląd, ale prócz drzewek owocowych i egzotycznych zwierząt sytuacja nie wygląda dobrze. Ocean jest pełen śmieci, w które wplątują się zwierzęta, jest brudno i śmierdząco. Obraz tego jest na tyle pełny, że nie wydaje mi się, by autor odbiegał sporo od prawdy. To smutny, brudny świat, doprowadzony przez człowieka do tak żałosnego stanu.

Moją uwagę w książce też przyciągnęło traktowanie zwierząt, a szczególnie ptaków. Cari pracuje w organizacji opiekującymi się ptakami, sama ma papugę, która jest do niej tak przywiązana, że można z nią chodzić wszędzie na ramieniu. Sama jestem właścicielką papugi, dzięki temu inaczej patrzę na los naszych małych przyjaciół, więc sposób ich przedstawienia w powieści bardzo mi się podobał.

Podsumowując, „Cari Mora” to dobra książka. Owszem, początek był dosyć trudny, ale myślę, że dalsza część mi go wynagrodziła. Akcja jest poprowadzona ciekawie, lubię historie o złodziejach, więc i ta przypadła mi do gustu. Bohaterowie oryginalni, narracja również, świat przedstawiony surowo i beznamiętnie. To książka inna niż wszystkie, warto zwrócić na nią uwagę.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała dla portalu nakanapie.pl




września 10, 2019

"Dama z wahadełkiem" Paulina Kuzawińska

"Dama z wahadełkiem" Paulina Kuzawińska

Tytuł: Dama z wahadełkiem
Data premiery: 07.08.2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 336

„Dama z wahadełkiem” to druga książka w dorobku Pauliny Kuzawińskiej. Pierwsza to powieść z gatunku fantasy pt. „Zaklęci w wiatr”, która swoją premierę miała ponad rok temu. Autorka, sama zagorzała czytelniczka, w swoich książkach chce zapewnić czytelnikowi możliwość oderwania się od rzeczywistości i przeniesienia w inny świat, pełen zagadek i tajemnic. Czy „Dama z wahadełkiem” spełniła te kryterium?

Historia „Damy z wahadełkiem’ zaczyna się, gdy do szkockiej posiadłości na Wzgórzu Mgieł po wielu latach nieobecności wraca siostrzenica właścicielki, Madeline Hyde. To młoda dziewczyna, która przyjechała tu z Londynu, by leczyć złamane serce i uciec od współczujących spojrzeń. Właścicielka, Hortense, to starsza kobieta, która właśnie ma w planach zorganizowanie seansu spirytystycznego – jej przyjaciółka na starość i po wycieczce do Ameryki odkryła w sobie predyspozycje do bycia medium. Madeline szybko zostaje zapoznana z młodym dziedzicem, siostrzeńcem wspomnianej przyjaciółki, a dzień później na wieczoru spirytystycznym poznaje tajemniczego Gabriela... Tego też wieczoru umiera jeden z uczestników seansu. Szybko pojawiają się podejrzenia, że to nie była naturalna śmierć... A wszystko to dzieje się w głębokiej mgle, która spowiła mokradła i uniemożliwia opuszczenie posiadłości....

Od strony kompozycji książka składa się z króciutkiego prologu, 34 tytułowanych rozdziałów oraz epilogu. Rozdziały są krótkie i przeważnie kończą się w takich momentach, że nie sposób nie zacząć kolejnego. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, narratorem jest Madeline, dzięki czemu czytelnik poznaje jej wszystkie uczucia oraz widzi świat jej oczyma. Styl powieści jest spokojny, klimatyczny, skupiony zarówno na otoczeniu, szczegółach otaczającego świata, jak i na wewnętrznych rozterkach bohaterki.

Pierwsze skrzypce w powieści gra oczywiście Madeline. To młoda, chyba nawet nastoletnia dziewczyna, której zaręczyny na krótko przed ślubem zostały zerwane. By odpocząć od londyńskiej rzeczywistości dziewczyna powraca do domu, w którym spędzała każde wakacje dzieciństwa, który kojarzy jej się z miłością i beztroską. Tutaj, w otoczeniu wrzosowisk i mokradeł, dziewczyna w końcu może odetchnąć pełną piersią. Tutaj czuje się jak w domu. Madeline to dobra dziewczyna, która troszczy się o innych. Niemniej jednak jest bardzo kochliwa i przesadnie uczuciowa, często popada wręcz w egzaltację. Jak to też mają w zwyczaju młode panienki z dobrych domów, jest dosyć naiwna i uparta.

Oczywiście, jak to w takich powieściach bywa, Madeline ma swoich adoratorów. Jeden z nich to Clark, siostrzeniec przyjaciółki ciotki, piękny blondyn o niebieskich oczach, który wychował się w Ameryce. Bogaty, z dobrego domu, cierpliwy w zdobywaniu serca dziewczyny. Jego przeciwnikiem jest Gabriel, całkowite przeciwieństwo Clarka, o ciemnych włosach i oczach, dziwnie mocno pociągający. Madeline od pierwszego spojrzenia wyczuwa z nim ogromne przyciąganie. To tajemniczy i małomówny mężczyzna, którego szarpie ogromna namiętność.

Oczywiście w powieści jest jeszcze sporo pobocznych postaci, jak Artur, syn ogrodnika, bliski przyjaciel Madeline z dzieciństwa, czy na przykład doktor Watson, który pomaga Madeline rozwiązać zagadkę zbrodni. Jednak ich obecność nie jest tak istotna jak wymienionej trójki.

Skoro już wspomniałam o doktorze Watsonie, to moją uwagę przykuło kilka nazwisk. Oczywiście doktor Watson (jak postać z Sherlocka Holmesa, o którym nawet wspomina się w książce), Madeline nosi nazwisko Hyde (jak doktor Jekyll i pan Hyde), w pewnym momencie pojawia się też sklep Pani Bovary. Wszystko to są postacie z powieści, które powstały mniej więcej w czasach, w których toczy się ta opowieść (koniec XIX, początek XX wieku), a nawiązania są ewidentne i przyjemne, możliwe też, że jest ich w książce więcej, tylko moja wiedza jest za mała, by je dostrzec. Ale tak jak nawiązanie do Watsona i Bovary jest dosyć jasne, tak ciągle zastanawia mnie nazwisko głównej bohaterki.

Akcję historii można podzielić na dwa tory: pierwszy to kryminalny. Jest zbrodnia, jest zagadka, jest zamknięte grono podejrzanych uwięzionych w jednym domu. Ewidentne zaczerpnięcie z klasyki Agathy Christie. Muszę przyznać, że ten wątek mi się podobał, był przyjemnie i ciekawie poprowadzony.

Drugim torem historii jest wątek romansowym. I tutaj można by książkę skojarzyć z powieściami Jane Austen, jednak u mnie szybko te skojarzenie się rozwiało. U Austen wszystko było takie czyste i niewinne, delikatnie zasygnalizowane, nawet jeśli była mowa o fizyczności. Tutaj historia mocno skupia się na cielesności, chwilami powieść kierowała się w stronę romansu czy nawet może erotyku, co mi osobiście do gustu nie przypadło. Rozumiem, że autorka chciała pokazać Madeline jako dojrzałą kobietę pełną namiętności, dla mnie jednak było to chwilami przesadne.

Ogólnie książka ma przyjemny, spokojny klimat. Historia toczy się w małym miasteczku na odludziu, pomiędzy wrzosowiskami, klifem, morzem. Bajka. Dom, w którym toczy się historia jest stary, wiktoriański i w połowie nieużywany, co nadaje mi dosyć złowieszczy wręcz klimat. Tajemnica jest ciekawa, mroczna i niepokojąca, przez większą część powieści nie wiadomo o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Książka jest dobrze osadzona w tamtej dawnej rzeczywistości i kulturze. Jak dla mnie ten wątek romansowy był trochę za agresywny, ale podejrzewam, że dla większości czytelników to nie będzie aż taki problem. „Dama z wahadełkiem” to klimatyczna, przyjemna lektura, z dosyć zaskakującym i nieoczywistym zakończeniem.

Moja ocena: 6,5/10 (a dla tych nie uczulonych na romanse na pewno będzie to mocne 7/10)

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira!