Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoszaragodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwoszaragodzina. Pokaż wszystkie posty

października 13, 2026

"Grobla" Paweł Jaszczuk

"Grobla" Paweł Jaszczuk

Autor: Paweł Jaszczuk
Tytuł: Grobla
Data premiery: 25.09.2026
Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 360
Gatunek: powieść kryminalna
 
Paweł Jaszczuk to polski prozaik, dramaturg i autor słuchowisk. Swoją karierę twórczą rozpoczął od opowiadań, które publikowane były na łamach czasopism w latach 80. XX wieku, w latach 90. zaistniał jako autor pierwszej opowieści. Ale to nowy wiek przyniósł mu jedno z największych osiągnięć literackich - w roku 2005 jego powieść historyczno-kryminalna pt. “Forest Umra” otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru, przyznawaną zaledwie od roku. Ten tytuł również jako jedyny z twórczości autora doczekał się zagranicznego tłumaczenia.
Teraz, dwie dekady później, cykl zapoczątkowany “Forest Umbra” liczy pięć książek, a pozostałe to nie tylko powieści kryminalne, ale i obyczajowe. “Grobla” to jego najnowsze dzieło kryminalne, z którym powraca na rynek po trzech latach przerwy.
 
Olsztyn, czasy współczesne. W Biurze Detektywistycznym MOZA, w końcu zapanował spokój - od dwóch dni przed galerią handlową, która sąsiaduje z biurem, nie pojawił się jej stały bywalec, akordeonista Martin Kris. Właściciel Biura Edward Moza jest wdzięczny niebiosom za ten dar, choć wkrótce okazuje się, że mógł cieszyć się z cudzego nieszczęścia - próg jego firmy przekracza matka Martina, która zleca mu odnalezienie syna. Cena nie gra roli, chodzi o dyskrecję - Martin to w końcu światowy sławy muzyk, który mocno podupadł na zdrowiu po potrąceniu samochodowym, którego jakiś czas temu stał się ofiarą. Edward, choć niechętnie, zlecenie przyjmuje, jednak nie zamierza odpuszczać rozpoczętych już tematów - jak na przykład zagadki śmierci dwóch licealistek, które ktoś w brutalny i dość dziwny sposób pozbawił życia na grobli. Jego pracownik Adam Wrona był świadkiem, który odnalazł pierwszą ofiarę, więc ich biuro zaangażowane jest w sprawę od początku. Nikt jednak nie przypuszcza, że wkrótce te dwie zagadki się połączą…
 
Książka rozpisana jest na prolog, część właściwą, która jest dzielona na nienumerowane i nietytułowane fragmenty, i epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Edwarda z pominięciem prologu, który pisany jest w trzeciej osobie z perspektywy mordercy. Styl powieści jest więc nacechowany tym, jak rzeczywistość odbiera nieco zgorzkniały główny bohater, zdania są krótkie, słownictwo codzienne, bez przekleństw. Dialogi nie zawsze wypadają naturalnie, a opisy skupiają się raczej na oddaniu kolejności codziennych czynności bohatera niż na detalach otoczenia. Co ciekawe, przez korektę przeszło kilka błędów, jednak nie są to literówki, a po prostu… brak kropek. Mimo kilku potknięć pod kątem językowym książka tworzy zgrabną, poprawną, płynną całość.
„Ten film był jak odbicie mojego stanu. Pociąg, który pędzi przez ciemność, pełen obcych ludzi, z których każdy coś ukrywa. Każdy ma swój bagaż, swoją tajemnicę.”
Poprzez wybór narracji pierwszoosobowej autor mocno skupia uwagę na głównym bohaterze powieści. To były policjant z dekadą doświadczenia pracy w wydziale kryminalnym, który ze względu na kiepski stan kondycji psychicznej, kilka lat temu porzucił ten zawód na rzecz założenia agencji detektywistycznej. Wygląda jednak na to, że zmiana profesji dobrze mu zrobiła, fizycznie i psychicznie nic mu nie dolega, jednak jego podejście do życia jest dość zgorzkniałe. Może dlatego nie wydaje się, by na pracy mu specjalnie zależało? Dużo większą uwagę poświęca swojemu psu i codziennie zjadanym na obiad w okolicznym barze kopytkom. Jego zespół detektywistyczny składa się z trzech pracowników: mocno nadużywającego alkoholu Adama Wrony, utalentowanego fotografa przejawiającego miłość do leśnej natury, psycholożki Natalii Białej i młodego specjalisty od technologii Patryka Adamka. Każda z postaci ma zbudowaną wokół siebie historię, a początkowa niechęć wzbudzana przez dość opryskliwe zachowanie postaci zostaje uzasadniona ich prywatnymi problemami i doświadczeniami z przeszłości. Mimo tego, że autor ewidentnie poświęcił dużo czasu na skonstruowanie historii postaci, które ukazują ogrom problemów rodzinnych i pokoleniowych, to jednak nie zdołał zbudować przekonującego psychologicznie portretu - zachowanie postaci zdaje się fragmentaryczne i słabo uzasadnione, co daje poczucie sztuczności.
 
Mimo tego, że fabuła powieści spleciona jest motywem kryminalnym, to jednak większą uwagę poświęcamy codzienności postaci niż samemu śledztwu. Dzięki temu autor tworzy sobie miejsce, by oddać klimat tętniącego życiem Olsztyna, raczy nas bogactwem tego miasta - zarówno miejscami, w których cały czas jest głośno i tłoczno, a korki w godzinach szczytu utrudniają poruszanie się, jak i miejscami, w których dominuje piękno natury. Jest las, który skrywa mroczne ludzkie sekrety, ale też piękno życia zwierząt, jest jezioro, które Edward tak chętnie codziennie odwiedza z psem. Co ciekawe, mimo dokładności w odrysowaniu mapy terenu ani razu nie pada oficjalnie nazwa miasta, wskazówką do lokalizacji są więc poszczególne przystanki postaci, jak i wzmianka o lokalnym, olsztyńskim pisarzu.
„Moje miasto żyło własnym rytmem. Sprawy, spraweczki, brudy zamiatane pod dywan. A dywan coraz bardziej przypominał kopiec. Przywykłem. Tu każdy ma coś za uszami. Nawet ci, którzy udają, że słuchają jazzu i czytają Dostojewskiego.”
Dzięki skupieniu na codzienności głównego bohatera, autor pozwala czytelnikowi na wgląd we wszystkie jego sprawy - prywatne, których ma niewiele (choć pojawia się krótki motyw romansowy), oraz na sprawy zawodowe, które przez większą część czasu Edward zdaje się po prostu delegować swoim pracownikom. Mnogość spraw, którymi przychodzi im się zająć, ma ciekawy potencjał, który jednak nie zostaje w pełni wykorzystany - Edward rzadko uczestniczy w śledztwach, raczej skupia się tylko na wynikach, które dostarczają mu jego pracownicy, a zatem i czytelnik nie obserwuje prowadzonych spraw krok po kroku. Niedosyt pozostawia też główna kryminalna linia fabularna - nie ma tu ciągłości dowodów, tropów, poszlak, logicznej dedukcji, a nowe fakty zdają się po prostu magicznie pojawiać - stąd wrażenie nieudolności śledczych, zarówno Edwarda, jak i policji. Szczerze przyznam, że często miałam wrażenie, że żaden z tych organów nie wie, jak powinno wyglądać faktyczne śledztwo w sprawie zaginięcia czy morderstwa. Nie do końca zgadza się też linia zdarzeń pod kątem prawdopodobieństwa - w końcu do pierwszego morderstwa na grobli doszło rok wcześniej, a postacie badają sprawę tak, jakby dotychczas nic w niej jeszcze nie odkryto. Samo rozwiązanie zagadki też nie przynosi jednoznacznej satysfakcji - choć dowiadujemy się kto, to jednak motywy wydają się nie całkiem przekonujące. Może są życiowe, może faktycznie w życiu prawdziwym nie zawsze każda decyzja jest logiczna, a jednak rozpatrując tę opowieść jako historię zbudowaną na kryminale, to wydaje się po prostu za mało.
 
Ważne jest za to przesłanie powieści. Autor kreując swoje postacie mocno zwraca uwagę na to, by pierwotny obraz wydawał się inny niż ostatecznie się okazuje. A to przynosi znaną, ale ciągle wartą przypomnienia konkluzję, by nie oceniać zachowania innych na pierwszy rzut oka, bo przecież za każdym zachowaniem i decyzją kryją się przebyte doświadczenia i prywatne motywy. Przez chwilę autor skupia się też na pokazaniu tego, jak zmienia się życie na przestrzeni pokoleń mocno podkreślając problem życia wirtualnego młodych ludzi.
„(...) mimo całego nabożnego szacunku dla psychologii wciąż nie potrafimy rozgryźć człowieka siedzącego naprzeciwko. Mówi, pije kawę, kiwa głową, a my uparcie wierzymy, że go znamy… (…) A potem życie pokazuje, jak bardzo się myliliśmy.”
“Grobla” Pawła Jaszczuka okazała się powieścią, w której bardziej liczy się codzienność postaci niż faktyczna zagadka kryminalna. Buzujący życiem Olsztyn, w którym żywiołowe miasto styka się ze spokojem natury staje się świetnym tłem do ukazania skomplikowanych doświadczeń postaci, które mocno wpływają na ich codzienne, początkowo wydawałby się odrzucające zachowania. Widać, że jest to powieść, którą autor chce coś przekazać, widać też w niej jakiś pomysł, brakuje jednak właściwej formy przekazu - jako kryminał historia wypada za fragmentarycznie, za mało prawdopodobnie zarówno pod kątem procedur śledztwa, jak i pojawiających się tropów, bym mogła z niej czerpać satysfakcję.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Szara Godzina.



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 30, 2020

"Afrykański klucz" Iga Karst

"Afrykański klucz" Iga Karst

Autor: Iga Karst
Tytuł: Afrykański klucz
Cykl: Pensjonat Biały Dwór, tom 2
Data premiery: 05.03.2020
Wydawnictwo: Szara godzina
Liczba stron: 288
Gatunek: kryminał

Iga Karst należy do polskich pisarek, o których jest raczej cicho na polskim rynku książki. Ja na jej nazwisko wpadłam już jakiś czas temu przy okazji pierwszego tomu Pensjonatu Biały Dwór pt. „Zapach prawdy” – ta książka od jakiegoś roku (a może i dłużej) czekała na mojej półce na przeczytanie, najpierw wirtualnie, a później, przy okazji premiery drugiego tomu, dostałam ją w papierze. Niedawno w końcu udało mi się po nią sięgnąć i byłam z lektury naprawdę zadowolona (recenzja – klik!) – aż dziwiłam się, że nie mówi się o tym cyklu za często. Od razu też załapałam się za tom drugi pt. „Afrykański klucz”, który na rynku ukazał się około półtora roku po tomie pierwszym.

Fabuła tej książki rozpoczyna się od wyjazdu Elżbiety Budzanowskiej do Afryki – kobieta jest doświadczoną lekarką, od lat jeździ w to miejsce na zlecenie firmy farmaceutycznej – prowadzi dla nich badania, ale i przy okazji pomaga tamtejszej ludności. Krótko po przyjeździe do Polski Elżbieta umiera – nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż była śmiertelnie chora, jednak po badaniu przez koronera okazuje się, że ktoś podał jej za dużą dawkę leku – czy było to zamierzone? Podejrzana jest jej córka, Magda, która prosi Anitę o pomoc prawną. Śledztwo prowadzi Michał Orski. Czy faktycznie ktoś zabił Elżbietę? Dlaczego?

Książka składa się z prologu, trzech tytułowanych części i epilogu. Części podzielone są na naprawdę krótkie rozdziały opatrzone miejscem akcji i datą. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, rozdzielona jest pomiędzy głównych bohaterów. Styl poprawny, od strony językowej książka nie nastręcza trudności. Nawet problem z zapisem dialogów, o który czepiałam się przy tomie pierwszym, tu został już zażegnany.

Mimo tego jednak książka podobała mi się dużo mniej niż tom pierwszy. Po pierwsze nie spodobał mi się nowy zapis rozdziałów – miałam wrażenie, że są za krótkie, za mocno skaczą z miejsca w miejsce, akcja co chwilę przenosi się gdzie indziej, jednak nic specjalnie do fabuły nie wnosi. Może gdyby zatrzymała się w jednym miejscu na przynajmniej kilkanaście stron miałabym wrażenie ciągłości – tak było to dla mnie mocno fragmentaryczne i nieskładne.

Po drugie bohaterowie też nie byli specjalnie dopracowani. Anita i Michał, których znamy z tomu pierwszego, nie stali się tu czytelnikowi bliżsi – nie czuję, żebym poznała ich lepiej, wręcz momentami miałam wrażenie, że ich postępowanie nie zgadza się z charakterem jaki wykazali w tomie pierwszym. Raz są tu przedstawieni jako naprawdę początkująca para, raz prawie ze sobą mieszkają. Wnioskując po tym tomie – bohaterowie nie nadają się do związku, zdecydowanie lepiej idzie im, gdy są przedstawieni oddzielnie.
Co do bohaterów tego tomu, czyli głównie chodzi o Magdę, to też jest jakaś taka nijaka. Wiem że jest kosmetyczką, po rozwodzie przez co boi się nowych związków i że jej relacje z matką były trudne. I tyle. Nie jestem w stanie o niej wiele więcej powiedzieć.

Co do intrygi kryminalnej, to pomysł jest fajny. Jednak to tyle – przebieg fabuły już nie wydaje się przemyślany. Intryga tak naprawdę jest prosta, mam wrażenie, że autorka miała tylko ogólny pomysł, a książkę napisała na siłę – przez to te przeskoki, przez to dziwne niespójne zachowanie bohaterów. Nie wiem, wydaje mi się, że autorka po prostu tej książki nie czuła, przez co i mnie czytało się ją ciężko.

Ogólnie jestem tym tomem mocno rozczarowana. Tak jak tom pierwszy naprawdę mi się podobał, tak tu męczyłam się strasznie. Nie czułam żadnej więzi z bohaterami, fabuła mnie specjalnie też nie wciągnęła. Jedyne co mi się podobało to rozwiązanie zagadki, ale to jednak za mało, żebym mogła tę książkę uznać za choćby niezłą. Szkoda, ciężko mi uwierzyć, że te dwa tomy napisała ta sama osoba.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina!


Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 25, 2020

"Zapach prawdy" Iga Karst

"Zapach prawdy" Iga Karst

Autor: Iga Karst
Tytuł: Zapach prawdy
Cykl: Pensjonat Biały Dwór, tom 1
Data premiery: 24.07.2018
Wydawnictwo: Szara godzina
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał

Od jakiegoś czasu bardzo dziwi mnie fakt, że o niektórych książkach prawie w ogóle w blogosferze nie słychać, mimo iż lektura jest naprawdę na dobrym poziomie. Wygląda na to, że przeważnie sięgamy po to, co ma głośną, szeroko zakrojoną akcję promocyjną, choć poziom jaki przedstawia sobą książka ostatecznie bywa wątpliwy… Sama często padam ofiarą takich promocji, jednak staram się sięgać też po książki te mniej znane. Tak też zrobiłam z serią kryminalną Igi Karst, której obydwa tomy trafiły do mnie przy okazji ostatniej jej premiery. O książkach autorki jakoś niewiele się mówi, a po lekturze pierwszego tomu naprawdę nie rozumiem dlaczego. To naprawdę dobry kryminał! Iga debiutowała w 2005 roku książką z cyklu o Panu Samochodziku, później napisała jeszcze takie dwie. Do tej pory poza tymi wydała jeszcze 7 powieści, z czego dwie ze wspomnianego cyklu o Pensjonacie Biały Dwór. „Zapach prawdy” premierę miał dwa lata temu.

Historia rozpoczyna się, gdy na komendzie w Sycowie, małej wiosce pod Wrocławiem, zjawia się Piotr Korczyński – mężczyzna chce zgłosić zaginięcie własnego ojca. Nikt nie miał z nim kontaktu od soboty – jest wtorek. Jego ojciec to poważanym profesor botaniki wykładający na Uniwersytecie Wrocławskim oraz właściciel firmy specjalizującej się w hodowli storczyków, człowiek zdrowy, miły i uprzejmy, więc jego zniknięcie wydaje się dziwne. Sprawą zajmuje się komisarz Michał Orski i aspirant Paulina Siedlecka. Chwilę później na komendę wpływa zawiadomienie o znalezienie zwłok w okolicznym lesie – to niestety prawdopodobnie ciało profesora... Kto chciał jego śmierci? Przecież nikt nie miał powodu by zabijać miłego starszego naukowca… Orski i Siedlecka mają przed sobą naprawdę trudne dochodzenie, a sprawy nie ułatwia fakt, że wnuk profesora i jego przyjaciółka z dzieciństwa, a zarazem kobieta, która zawiadomiła władze o zwłokach w lesie Anita Herbst postanawiają rozwiązać zagadkę na własną rękę… Kto z nich odkryje kim naprawdę jest morderca?

Książka składa się z prologu, 75 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie obserwuje naprzemiennie Anitę i Michała. Styl powieści jest przyjemny i prosty, książkę czyta się bardzo dobrze. Jedyna moja uwaga tyczy się sposobu zapisu wypowiedzi bohaterów – w kilku miejscach zauważyłam, że nagromadziło się za dużo myślników (przykład: „- Jeżeli chodzi o żuchwę, to mam wiadomości od Romanowskiego – powiedział Michał. – Specjalnie zaczął od tego tematu. Miał wrażenie, że…” Tego ostatniego myślnika nie powinno tam być!), które wprowadzają czytelnika w błąd, co trochę utrudnia zrozumienie tekstu od razu. Na szczęście nie zdarzało się to bardzo często, więc jest to błąd, który da się przełknąć. Poza tym do stylu nie mam uwag, książkę czyta się dobrze i całkiem płynnie.

Co do postaci to zarówno Anita, jak i Michał przedstawiają sobą bardzo ciekawe historie. Michał kilka lat temu przeprowadził się do Sycowa z Wrocławia, a chwilę później zmarła jego żona, zostawiając go z małym synkiem. Teraz Michał musi dzielić opiekę nad dzieckiem z pracą, co przy jego fachu do łatwych nie należy. Mężczyzna jest dobrym śledczym, ma w sycowej komendzie spory autorytet.

Anita z kolei też jest po przejściach, choć nie do końca wiemy jakich… Na co dzień mieszka we Wrocławiu i pracuje w kancelarii ojca, teraz przyjechała w odwiedziny do swojej babci, do Pensjonatu Biały Dwór. Nie jest specjalnie rozrywkową kobietą, dla niej idealny wieczór to książka, wygodny fotel i kawa. Praca dla niej jest ważna, a gdy Sebastian, wnuk zamordowanego, prosi ją o pomoc w śledztwie, kobieta wie, że może tu wykorzystać swoje zawodowe umiejętności. Sama też jest ciekawa o co w tym wszystkim chodzi.

Prócz dwójki głównych bohaterów znajdziemy tu również grono ciekawych postaci pobocznych jak policjant Karol, pani prokurator czy asystentka profesora. Swoją drogą zarys postaci zamordowanego też jest bardzo interesujący – tu też kryje się ciekawa historia sięgająca wielu lat wstecz…

Muszę zaznaczyć, że w książce bardzo podobał mi się temat, wokół którego krąży cała historia. Profesor był zagorzałym botanikiem, fanem wszelakich orchidei – sporo na ten temat można się w książce dowiedzieć. Jako że również kocham rośliny i bardzo lubię ten gatunek kwiatów, to dla mnie lektura o ich hodowli, odmianach i innych ciekawostkach była naprawdę bardzo interesująca! Za ten pomysł naprawdę należą się brawa 😊

Podobało mi się też, że pewien wątek sięga wiele, wiele lat wstecz – jego rozwiązania należy szukać w czasach lekko powojennych, w całkiem innej rzeczywistości niż tej, w jakiej teraz żyjemy. To zdecydowanie nadaje lekturze smaczku i sprawia wręcz, że jest pełniejsza.

Co do samej akcji powieści, to jest w miarę spokojna, choć na ilość zaskoczeń nie można narzekać. Obydwa śledztwa toczą się niespiesznie, w sumie nie ma ich o co zaczepić. Razem z bohaterami próbujemy złapać zagadkę to z jednej, to z drugiej strony, jednak ciągle każda z nich wydaje się nietrafiona… Takie błądzenie po meandrach śledztwa również zyskało moją aprobatę.

Intryga powieści jest ciekawa, dobrze przemyślana. Na samym końcu miałam trochę wrażenie, że może za mocno nagle się gmatwa, ale możliwe, że to po prostu wynikało z mojego zmęczenia czytaniem – większą część książki czytałam naraz. Ogólnie jednak podobał mi się sposób jej poprowadzenia.

Podsumowując, „Zapach prawdy” zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Książkę czyta się dobrze i szybko, zagadka wciąga, a bohaterowie intrygują. Temat dla mnie był superciekawy, a na rozwiązanie na pewno nigdy sama bym nie wpadła. Bardzo się cieszę, że część drugą mam od razu pod ręką, już teraz zaczynam jego lekturę, więc kolejna recenzja tego cyklu pojawi się już niebawem!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina!



Książka dostępna jest też w abonamencie