lipca 17, 2024

"Co wiedzą umarli" Barbara Butcher - recenzja premierowa

"Co wiedzą umarli" Barbara Butcher - recenzja premierowa
Autor: Barbara Butcher
Tytuł: Co wiedzą umarli
Tłumaczenie: Tomasz Bieroń
Data premiery: 17.07.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 344
Gatunek: true crime / non-fiction / biografia
 
Barbara Butcher w książce “Co wiedzą umarli” spisała swoje wspomnienia z pracy, w której spędziła 23 lata życia. Zatrudniona w Biurze Naczelnego Lekarza Sądowego Nowego Jorku pracowała jako śledcza lekarsko-sądowa, później jako dyrektorka programu szkoleniowego i szefowa sztabu zajmującego się zgonami w wyniku katastrof. W swojej książce najwięcej miejsca poświęca temu pierwszemu zajęciu, kiedy to przez kilkanaście lat po prostu jeździła na miejsca zbrodni i szukała odpowiedzi na to, jak zmarła dana osoba. Jednak jak to w normalnym życiu - pracy zawodowej, w której spędza się każdego dnia dużą liczbę godzin, nie da się w pełni oddzielić od życia prywatnego, a zatem i o tym autorka nam co nieco opowiada… Teraz jest już na emeryturze, jednak nadal jest aktywna w tematyce tego zawodu - w 2023 wydała tę książkę, można ją też zobaczyć w programie non-fiction na Netfliksie o zbrodniach w Nowym Jorku.
 
Historia zawodowa Barbary zaczyna się na początku lat 90tych XX wieku. Wtedy to jako młoda kobieta zmagała się z uzależnieniami - przede wszystkim od alkoholu, nie stroniła też od narkotyków. Na szczęście znalazła pomocną dłoń, kogoś, kto skierował ją do grupy AA, w którą faktycznie się zaangażowała. W ramach realizowania tego programu dostała zadanie przeprowadzenia wywiad z kimś, kto wykonuje ciekawą pracę, kto jest autorytetem - i tak trafiła do Biura Naczelnego Lekarza Sądowego Nowego Jorku. Od zawsze była pilna w szukaniu przyczyn, miała też zaplecze wiedzy medycznej z 4-letniej szkoły, zatem w chwili gdy zaczęła rozmawiać z przełożonym Biura, mocno się tematem zaciekawiła. I tak od słowa do słowa dostała pracę - najpierw się uczyła jak być śledczym lekarsko-sądowym, czyli tą osobą, która na miejscu zbrodni ogląda nie tylko ciało, ale i wszystko dookoła. Po stażu dostała stałą posadę, która okazała się dla niej wybawieniem, ale i przekleństwem jednocześnie. Autorka opowiada o wielu przypadkach śmierci, które badała, równocześnie wspomina też o tym, jak praca wpłynęła na jej życie. Czy zawód śledczego może działać tak samo jak alkohol - uzależniać i nie zostawić miejsca na nic innego?
“Policja przyjechała na miejsce w celu ustalenia, kto to zrobił, jeśli rzeczywiście stał za tym jakiś ‘ktoś’. Patolodzy sądowi mieli ustalić przyczynę śmierci, czyli ‘co’. Moim zadaniem było dowiedzieć się ‘jak’. Innymi słowy, miałam ustalić okoliczności czy też rodzaj zgonu.”
Książka rozpisana jest na 18 tytułowanych rozdziałów i epilog. Rozdziały liczą kilkanaście, do dwudziestu stron, ale podzielone są na mniejsze fragmenty, przez co książkę czyta się całkiem wygodnie. Oczywiście cała opowieść przedstawiona jest przez autorkę w pierwszej osobie czasu przeszłego - w końcu to są jej wspomnienia. Styl, w jakim nam o nich opowiada, jest przyjemnie lekki. Autorka przytacza dialogi i czarny humor, jakim musiała posługiwać się w tej pracy. Czuć lekkość pióra, mimo iż tematy, o których opowiada naprawdę do lekkich nie należą…
“Dobry śledczy wie, co ludzie ukrywają, słyszy niewypowiedziane słowa, dostrzega to, co nie pasuje do całości obrazu. Czy może być lepszy materiał na medyką sądowego niż osoba z doświadczeniem w maskowaniu się? Miałam naturalny talent śledczy.”
Historie, jakie autorka nam przytacza, są tematycznie pogrupowane, każdy rozdział opowiada o innych przypadkach, innych rodzajach zgonu. Wyjątek stanowi zamach na World Trade Center, który zajmuje dwa rozdziały, w końcowej części książki. Jako że jej praca polegała nie na przeprowadzaniu sekcji, a na dokładnym zbadaniu miejsca odnalezienia ciała, to dokładnie nam opowiada na czym się skupiała - jak badała, odwracała ciała, jak dokumentowała to, co wokół. A są to przypadki niesamowicie różne - w końcu Nowy Jork to jedno z największych, najbardziej zaludnionych miejsc świata, zatem i zakres sposobu, w jaki umierają tam ludzie jest ogromny. Poczynając od zwyczajnych, naturalnych śmierci, aż po najgorsze morderstwa i wspomniane już zamachy i katastrofy. Oczywiście autorka przytacza przykładowe śmierci - te bardziej szokujące przypadki czy te, z którymi spotykała się najczęściej, ale w formie, która wyryła się jej w pamięć. Nie szczędzi nam makabrycznych opisów - opowiada o rozkładzie ciała, o tym, co dzieje się z ciałem po uduszeniu, utopieniu, podpaleniu itp. Opisy same w sobie nie mają budzić obrzydzenia, są fachowe, ale pisane językiem zrozumiałym, jednak nie da się ukryć - wiele z tych opisów jest naprawdę przerażające.
“Od lat mieliśmy taką metodę - makabrycznym rzeczom nadawaliśmy trywialne nazwy, na przykład na morderstwo trojga ludzi mówiliśmy ‘trio’, a na topielca ‘pływak’. Odbierało to sprawie emocjonalny wymiar, dzięki czemu można ją było potraktować jak codzienne rutynowe zadanie.”
Dla mnie najbardziej poruszające były dwa - ten o samobójcach, bo tutaj do głosu muszą dojść emocje, skoro szukamy powodu, tego co popchnęło samobójcę do targnięcia się na swoje życie. To okropnie smutny rozdział opowiadający o samotności, niezrozumieniu, depresji. Drugi rozdział to ten, który opisuje zamach na WTC - w końcu było to zdarzenie zmieniające cały świat, a autorka przeżyła je bardzo mocno. Zginęli jej koledzy i koleżanki, a ci co przeżyli ramię w ramię starali się odnaleźć jak najwięcej ciał i zwrócić je odpowiednim rodzinom… Bardzo bolesny, smutny i wprowadzający nawet w emocjonalne otępienie rozdział.
“Dystans, bez którego nie mogłabym funkcjonować w pracy, przenosił się na resztę mojego życia.”
Jednak, jak wspomniałam, Barbara Butcher nie opowiada tylko o pracy, ale także o sobie, o tym, jaki taka praca miała na nią wpływ. Bo miała ogromny - z początku uratowała ją przed dalszym staczaniem się, dała cel w życiu, coś, co sprawiło, że czuła się potrzebna, że jej egzystencja miała sens. Jednak nie ukrywa, że jest to praca trudna psychicznie, bardzo obciążająca, odcinająca od ludzi, którzy mają nieco bardziej “normalne” zawody. Trochę jak ze śledczymi kryminalnymi, prawda? Autorka nie ukrywa swoich potknięć, otwarcie mówi o depresji, o pobycie w szpitalu psychiatrycznym. Daje obraz tego jak trudno znieść obcowanie ze śmiercią nawet gdy stara się to robić w niedopuszczający do siebie emocji sposób i jak trudno jest z takiej pracy zrezygnować. To z jednej strony przygnębiające zwierzenia, z drugiej jednak dające też nadzieję - mimo okropnych trudności, makabry, z którą spotkała się na co dzień, jednak dała radę, więc i my możemy… a potknięcie, nawet takie naprawdę mocne, wcale nie musi oznaczać końca.
“Depresja to kłamczyni. Mówi ci, że tak już jest i zawsze będzie.”
Sięgając po “Co wiedzą umarli” spodziewałam się książki opowiadającej o tym, co dzieje się w kostnicach, w czasie sekcji. Nie mogłam się pomylić bardziej - do kostnicy w sumie nawet nie zaglądamy, Barbara Butcher zabiera nas na przeróżne miejsca zbrodni. Jako czytelniczka kryminałów nie mogę nie docenić wiedzy, jaką autorka nam tu przekazuje - opisuje bardzo szerokie spektrum śmierci na kilkunastu przykładach. Robi to też w sposób jak najmniej czytelnika obciążający - jasne, jest dokładna w opisach znalezionych na miejscach ciał, ale nie epatuje makabrą czy brutalnością, a po prostu opowiada jak jest. Ubarwia to też czarnym humorem, które jak sama często podkreśla, w jej pracy jest tym, co odseparowuje śledczych od smutku i makabry zbrodni, od potraktowania jej personalnie. Wszystko to opatrzone jest też prywatnymi wrażeniami autorki, jej nieumiejętnością zbliżenia się do drugiego człowieka, jej uzależnieniem i depresją. Nie jest to lektura łatwa, ale sięgając po ten tytuł chyba nikt się tego nie spodziewa. Jest ciekawa, jest solidna i zmusza do interesujących refleksji, zatem i w mojej ocenie jak najbardziej warta przeczytania.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 16, 2024

Wilki" Grzegorz Wielgus

Wilki" Grzegorz Wielgus

Autor: Grzegorz Wielgus
Tytuł: Wilki
Data premiery: 21.06.2024
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 384
Gatunek: kryminał
 
“Wilki” to drugi kryminalny skok w bok Grzegorza Wielgusa, autora kojarzonego głównie z fantastyką osadzoną w czasach średniowiecznych. Na rynku książki obecny od 2016 roku, do tego roku tworzył raczej oszczędnie - jedna książka na rok czy dwa. W tym czasie debiutował “Krzyżowcem”, napisał dwie serie fantastyczne liczące każda po dwa tomy oraz w 2021 roku powieść kryminalną “Saal”. Teraz do jego dorobku dołączyły “Wilki”, książka trzymająca się wątków racjonalnych choć osnuta nutką tajemnicy starych regionalnych legend…
 
Historia toczy się w Dolinie Kłodzkiej zimą, w tym najgorszym, najbardziej depresyjnym miesiącu roku - w lutym. Komisarz Orłowiec i aspirant Kępski znajdują się w domu prawnika, który hobbystycznie zajmował się myślistwem. Teraz leży martwy, a to, co zrobiono z ciałem sugeruje morderstwo rytualne. Pierwsze poszlaki wskazują na to, że mężczyzna zginął za to, co robił po godzinach… W tym samym czasie na górskim szlaku turystka skręca kostkę i musi wezwać na pomoc GOPRowców. Jest tym nieco zawstydzona, bo ani szlak nie był trudny, ale droga do schroniska daleka, jednak ekipa, która chwilę później się przy nie zjawia, jest bardzo przyjazna i uprzejma. Tyle że przypadkiem jeden z nich znajduje rękawiczkę. A w niej rękę. Odgryzioną. Gdzie reszta ciała? Czy to atak dzikich zwierząt na martwe już zwłoki czy jednak coś więcej? Oczywiście zaraz policja dostaje zgłoszenie o tym znalezisku, a to powoduje pytania - czy dwie śmierci, jedna po drugiej na tak niewielkim obszarze, jakim jest wioska Wilki, mogą być przypadkowe?
 
Książka składa się z 18 rozdziałów i epilogu. Każdy rozdział opatrzony jest cytatem z kroniki jezuitów kłodzkich “Summula chronicae Glociumae” i najczęściej składa się z krótszych scenek, liczących przyjemne kilka stron. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator skupia się na oddaniu relacji naprzemiennie ze śledztwa Orłowca, jak i nieco rzadziej historii GOPRowców, którzy przez swoje znalezisko nieco angażują się w sprawę. Styl powieści jest spokojny, autor nie spieszy się w opisach miejsc, jakie postacie odwiedzają, to co na zewnątrz jest tutaj istotne. Opisy miejsc zbrodni nie są łagodne, ale mimo to książki nie czyta się źle - brutalne morderstwa zdają się być tutaj środkiem do celu. Dodatkowo warto też wspomnieć o dialogach, które często wzbogacone są o czarny humor, co dobrze rozładowuje napięcie, wprowadza w historię zdrowy balans - może właśnie przez to brutalność morderstw nie jest aż tak mocno odczuwalna? W samych opisach czuć też tę fantastyczno-średniowieczną fascynację autora, co daje duży kontrast do bardzo nowoczesnych dialogów. Sama korekta tekstu mogłaby być nieco dokładniejsza, jednak nie ma w niej aż tyle błędów, by miało to wpłynąć na ocenę książki. Całość czyta się płynnie.
 
Pierwszym atutem tej powieści jest jej klimat. Mamy małe miasteczko z typową dla wioski mentalnością - albo jesteś nasz, albo nie masz tu czego szukać - głęboką zimę, która zniechęca bohaterów do wychodzenia na zewnątrz i legendy. Przede wszystkim o Bestii, groźnym wilku, który setki lat temu nawiedzał te ziemie i terroryzował mieszkańców. Opowiadają o tym częściowo GOPRowcy, ale prawdziwą atmosferą zła i strachu raczą nas kroniki jezuitów, które opisują to, co działo się na tych terenach, jak ludność walczyła z nawiedzających ich złem. Bestia, mroźna zima i nawracające morderstwa, które trudno skategoryzować czy na pewno popełniane są przez człowieka budują mroczny, tajemniczy, jakby osnuty mgłą klimat.
“Ale to właśnie legendy czyniły z rzeczywistością. Wypaczały ją, rozdmuchiwały żar w gorejący płomień, którego nie dało się ugasić przez pokolenia. W tym świetle łatwo było przeoczyć, że ziarnem prawy w każdej opowieści był człowiek, a ten, niezależnie od majątku i urodzenia, zabijał zawsze z tych samych powodów.”
Sama postać śledczego też przyciąga uwagę. Pozornie postać jakich w kryminałach wiele, ma cechy, które jednak go z tego tłumu wyróżniają - i te fizyczne, jak zamiłowanie do tabaki, i te odnoszące się do zachowań - bardzo często zdarza mi się bezczynnie siedzieć w aucie. Prywatnie nie wiemy o nim za wiele, gdzieś po drodze poznajemy jakieś strzępki jego przeszłości, jak to dlaczego dostał w te rejony przeniesienie, jednak do samego końca tak naprawdę nie znamy jego prywatnych relacji z otoczeniem. To kreacja finalnie nieszablonowa, która może przez całą lekturę nie przyciąga specjalnie dogłębną psychologią, ale już po jej zakończeniu daje do myślenia.
 
Orłowiec jako przyjezdny nie ma w Wilkach łatwo, odkrywanie tajemnic tej zamkniętej społeczności trwa długo. Ale mężczyzna się nie poddaje, drąży, a jak wiadomo kropla drąży skałę… czy ostatecznie ktoś z mieszkańców się jednak przed nim otworzy czy na zawsze zachowają swoje sekrety dla siebie?
“Dla większości osób dom jest bezpieczną przystanią. Miejscem, w którym można odpocząć, odciąć się od całego świata, a ten potrafił być przerażający. Kilka godzin przed telewizorem, komputerem czy z książką w ręce stanowił nieoceniony luksus, na który nie wszyscy mogli sobie pozwolić. Jednak dla niektórych dom był miejscem pełnym strachu i napięcia, dźwiękoszczelną klatką, z której nie dało się uciec. Tacy ludzie zawsze wyglądali na starszych, niż byli w rzeczywistości. Świadomość, że w każdej chwili mogą zostać zaatakowani, sprawiała, że nie potrafili odpoczywać. Łamali się. Stawali się zakładnikami w ręku tych, którzy powinni ich wspierać i bronić, zamiast dusić łańcuchem.”
Intryga kryminalna budowana jest dosyć spokojnie, mimo krwawych opisów ciał ofiar, całość nie jest makabryczna, a skupiona na detalach śledztwa, przepytywaniu świadków, szukaniu dowodów i powiązań. Od początku przewija się motyw historii tego miejsca osadzony w dalekiej przeszłości, więc poznawanie legend przez śledczych jest uzasadnione. Śledztwo prowadzi w ciekawe rejony, jednak dopiero finał daje poczucie, że autor pokusił się o nieco inną ścieżkę kryminalną od powieści od dawna na rynku obecnych.
 
Sam tytuł tej historii można rozpatrywać wielorako. Przede wszystkim Wilki to wioska, w której toczy się akcja. Temat wilków - zwierząt grasujących w okolicznych lasach pada też w związku z motywem myślistwa, co jest dobrze w tekście zaznaczone - zabicie wilka to dla myśliwego powód do dumy. Jest też ten wilk z legend, ta groźna Bestia, przed którą strach nadal widoczny jest w lokalnej społeczności. No i potencjalny wilk zjawiający się na miejscu przestępstw, szarpiący zwłoki - nigdzie nie jest to powiedziane wprost, ale po opisach obrażeń ofiar nasuwa się wręcz samo… Na koniec jeszcze wspomnę o wilku jako o zachowaniu - są wilki trzymające się w watasze, czego nie da się nie odnieść metaforycznie do mieszkańców miasteczka, którzy zachowują się w bardzo podobny sposób...
“Zadziwiające jak szybko wstyd podnosił swoją paskudną głowę, gdy tylko strach znikał z pola widzenia.”
Podsumowując, “Wilki” to kryminał rozrywkowy - napisany językiem prostym, usiany czarnym humorem, który nieraz wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika mimo makabry zbrodni. To bardzo znajomy motyw w tego typu kryminałach - szokować przez obrzydzenie i humor, mocne kontrasty. A jednak są elementy, które tę historię spośród innych wyróżniają, które może objawiają się dopiero pod koniec lektury, a jednak zmuszają do spojrzenia na całą powieść inaczej. Klimatyczna lektura na upalne dni - górska zima i mglista tajemnica związana ze starymi legendami latem będą przynosić ochłodę, a zimą potęgować klimat tej powieści.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 15, 2024

"Cichy płacz" Lisa Regan - patronacka recenzja przedpremierowa

"Cichy płacz" Lisa Regan - patronacka recenzja przedpremierowa
Autor: Lisa Regan
Tytuł: Cichy płacz
Cykl: detektywka Josie Quinn, tom 6
Tłumaczenie: Maciej Muszalski
Data premiery: 17.07.2024
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Gatunek: kryminał
 
Lisa Regan to amerykańska autorka powieści kryminalnych. Debiutowała w 2012 roku, jednak dopiero sześć lat później znalazła to, czego literacko ewidentnie szukała - to w 2018 roku po raz pierwszy na rynku pojawiła się Josie Quinn, bohaterka serii, która aktualnie na rynku amerykańskim liczy 20 tomów! A sama autorka mówi, że ma już pomysły na kilkanaście następnych. Liczba ta może szokować, ale tylko do czasu, aż sami poznacie Josie - mogę z ręką na sercu przysiąc, że jeszcze ani jeden czytelnik czy czytelniczka nie donieśli mi, że sięgnęli po serię i ich nie przekonała - ba! każdy kto do mnie pisze jest serią prawdziwie zachwycony. U nas, na polskim rynku pojawiła się w 2022 roku z tomem pierwszym pt. “Znikające dziewczyny” (recenzja - klik!), a już od kolejnego “Bezimienna” (recenzja - klik!) na okładkach możecie znaleźć moje logo. “Cichy płacz” to tom szósty, również objęty patronatem Kryminału na talerzu i jest to tom, który detronizuje wszystkie poprzednie - najbardziej emocjonujący z wszystkich dotychczasowych! Oczywiście nie jest konieczna znajomość tomów poprzednich, by sięgnąć po ten - każdy z nich to osobna zagadka kryminalna.
 
Historia “Cichego płaczu” rozpoczyna się około miesiąc po wydarzeniach z “Kości niezgody” (recenzja - klik!). Noah, partner Josie powoli dochodzi do siebie, choć ciągle nogę ma unieruchomioną w gipsie. Josie też zdaje sobie radzić, choć nie czuje się ostatnio fizycznie najlepiej. Pewnego popołudnia uda się z małym Harrisonem, synkiem swojego zmarłego męża na plac zabaw, gdzie chwilę rozmawia z rodzicami 7-letniej dziewczynki Lucy. Ojciec Lucy rozpoznał Josie z telewizji, tym samym zagajając rozmowę. Chwilę później policjantka słyszy krzyk matki dziewczynki - woła córkę, która zniknęła jej z oczu na sekundę, kiedy były razem na karuzeli. Tyle wystarczyło, by dziewczynka zapadła się pod ziemię. Josie reaguje od razu, wzywa wsparcie do parku, przepytuje świadków. Niestety. Nikt, absolutnie nikt dziewczynki nie widział, każdy zajęty był własnymi pociechami. Czy mała uciekła sama czy jednak doszło do przestępstwa, udziału osób trzecich? I jeśli tak, to kto byłoby w stanie w tak krótkim czasie i bez hałasu porwać małą, tak by nikt w parku pełnym ludzi nie zwrócił na nich uwagi?
 
Książka rozpisana jest na 73 króciutkie rozdziały. Większość z nich toczy się chronologicznie od czasu zdarzenia w parku w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego skupiając się na postaci Josie. Od czasu do czasu jednak pojawiają się wstawki inne - rozdziały pisane w pierwszej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy dziecka, które znajduje się w dziwnej, mocno niepokojącej sytuacji - jest z nim jakiś przemocowy mężczyzna i jakaś kobieta, która często jest przez mężczyznę bita, która nieustannie pilnuje, by dziecko pozostawało cicho… Styl powieści jest codzienny, zdania krótkie, nadające lekturze tempo, a raczej świetnie oddające dynamiczną akcję, jaka rozgrywa się na stronach tej powieści. Język, mimo zwyczajności, jest staranny, nie ma przekleństw, są feminatywy używane bardzo konsekwentnie. Całość czyta się doskonale!
“Nie mam burzliwej przeszłości. Ledwo mam teraźniejszość.”
Przyznam, że zastanawiam się co takiego jest w tym tomie, że podobał mi się jeszcze bardziej niż poprzednie. Może to, że tym razem autorka zmieniła kierunek i zbrodnia nie dotyczy, nie łączy się z postacią Josie czy jej bliskich? Teraz do dramatycznych sytuacji dochodzi w rodzinie dla niej obcej, ale przy której przypadkowo znalazła się w momencie popełnienia potencjalnego przestępstwa. Emocje zrozpaczonej matki, matki Lucy oddane są doskonale, jej strach, jej panika wypadają bardzo przekonywująco. Jednak w tej postaci też od początku jest coś więcej - jakaś tajemnica... a może nie, może po prostu nadopiekuńczość? Oczywiście nie brakuje tu i ojca - to człowiek zapracowany, ten pełniący tradycyjną rolę utrzymania rodziny, przez co w domu nie było go nigdy za wiele… Teraz, mimo iż widać, że nie zna swojej córki tak dobrze jak matka, doskonale dostrzegamy też i jego rozpacz, tę okropną bezsilność, pragnienie zrobienia czegoś, by pomóc odnaleźć swoje dziecko… Mimo iż nie obserwujemy tych postaci non stop, to oddane są bardzo przekonywująco, co nadaje lektury głębi i realności.
A co z Josie? To detektywka, której nie da się nie lubić - jasne, popełnia błędy, ale przede wszystkim w sferze prywatnej, gdyż sama nigdy nie miała dobrych wzorców. W pracy jest uważna, pilna, sprawiedliwa, to ona walczy o pokrzywdzonych, o to, by ci, którzy krzywdzą, ponieśli za to karę. Tutaj sprawa jest o tyle skomplikowana, że chodzi o 7-letnie dziecko, czyli o osóbkę absolutnie niewinną. Tym samym autorka porusza tematy zagrożeń jakie czyhają na dziecko, obrazuje największe lęki rodziców - bo przecież uwaga matki skierowana gdzie indziej została dosłownie na kilka sekund, a już jej dziecko zniknęło.
“Jak możemy zapewnić bezpieczeństwo naszym dzieciom, skoro nawet nie da się rozpoznać, kto jest zły i chce zabrać twoje dziecko, a kto nie? Źli ludzie są wokół nas, Josie. Ale przebrani za dobrych. Zwyczajnych.”
Oczywiście Josie ma wokół siebie ogrom wsparcie - w pracy i w domu, co oddziałuje na czytelnika bardzo pozytywnie. Dodatkowo podobało mi się też, że gdy w sprawę wplątuje się FBI, autorka nie zrobiła tego, co robią wszyscy - pozwoliła dwóm zespołom działać razem, w zgodzie. To rzadko się zdarza, przeważnie współpraca FBI z policją pełna jest negatywnych emocji.
 
Najbardziej poruszające są jednak te fragmenty opisywane z perspektywy dziecka. Kim ono jest i gdzie jest? Czy uda się je uratować, zapewnić bezpieczeństwo? Kim jest człowiek, który je więzi? I czy na pewno jest uwięzione? Wydaje się, że tak, ale nic w tych rozdziałach nie jest pewne. Mimo że te fragmenty nie pojawiają się za często, to niesamowicie wpływają na wyobraźnię czytelnika, budują napięcie i ogromne współczucie.
 
Intryga kryminalna, jak to Lisa Regan ma w zwyczaju, jest skrupulatnie przemyślana i drobiazgowo rozpisana. Akcja toczy się szybko (ale nie za szybko, nie ma tutaj tej amerykańskiej przesady), kolejne odkrywane fakty raz po raz zaskakują. Znowu ścigamy się z czasem nie wiedząc tak naprawdę w którą stronę patrzeć - z której strony przyszło niebezpieczeństwo? Historia trzyma doskonale w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, dawno żaden kryminał nie zaangażował mnie w ten sposób.
 
Z pewnością i tematyka książki jest tym, co doskonale trafia w emocje czytelnika. Krzywda dziecka to najgorsza krzywda jaką można opisać w kryminałach, a autorka doskonale wyczuła balans - nie straszy nas przesadnie, nie opisuje drastycznych scen, ale oddaje emocje tak, że czujemy je całym sobą. Przede wszystkim przyglądamy się tu relacjom rodzinnym, relacji matka-dziecko i to zarówno od strony Lucy i jej matki, jak i samej Josie, która w tym tomie boryka się z kolejnym prywatnym problemem. Muszę jednak przyznać, że Regan po raz kolejny zaskoczyła mnie głębią kreacji psychologicznych w kryminale, który zdawałoby się, że stawia na szybką akcję.
“Nie miała prawa kwestionować wyborów życiowych Amy, a nie było sensu roztrząsać, jak wszystko mogło się potoczyć. Każdy musiał podążać koleinami swojego losu i mierzyć się z konsekwencjami swoich wyborów.”
Podsumowując, “Cichy płacz” to książka niesamowita. Z jednej strony jest to kryminał rozrywkowy, który dobrze trzyma napięcie i ciekawi czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Z drugiej jest to historia doskonale wyważona, która zmusza do refleksji i współodczuwania krzywd wraz z bohaterami. Historia przejmująca, pomysłowa i podsuwająca kolejne tropy w idealnych ku temu momentach. Najlepszy tom serii, z wszystkich sześciu jakie ukazały się na polskim rynku! Zazdroszczę tym, którzy mają go ciągle przed sobą 😊
 
Moja ocena: 8/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 12, 2024

"Na złej drodze" Paola Barbato - zapowiedź patronacka

"Na złej drodze" Paola Barbato - zapowiedź patronacka
 Dzisiaj pora na zapowiedź kolejnej świetnej wakacyjnej lektury! "Na złej drodze" to włoski thriller Paoli Barbato, który na naszym rynku zawita 31 lipca pod patronatem Kryminału na talerzu! 

„Wpakowałeś się w coś złego i zbyt dużego dla ciebie, bracie, ale cię przez to przeprowadzimy”. Gdyby tylko było to takie proste… Teraz droga to wszystko, co ma. 
Nie powinien był otwierać tego pudełka. Wiedział o tym, to była jedna z niepisanych zasad umowy. A jednak to zrobił. Podpisując na siebie wyrok. 
Giosciua nigdy nie wymagał zbyt wiele od życia, a życie odwzajemniało mu się w ten sam sposób. Teraz jednak, po trzydziestce, znalazł coś, w czym jest naprawdę dobry. Został kurierem. Nie wie jednak, co dostarcza. Nie ma ambicji, nic go nie obchodzi, o nic nigdy nie pyta, nigdy się też nie spóźnia. Może to właśnie dlatego został wybrany.  
Pewnej nocy, gdy zobaczył, co przewozi, zdaje sobie sprawę, że jest w pułapce i musi zrobić coś, na co nigdy wcześniej się nie odważył.  
Musi odmówić posłuszeństwa. 
I nagle wszystko się zmienia – nieodwracalnie. Najpierw robi mu się słabo na samą myśl o kontroli policyjnej. Następnie ogarnia go paniczny strach: a jeśli nadawca o wszystkim się dowie? Obejrzał zbyt wiele filmów i los niewygodnych świadków nie jest mu obcy. A kiedy dociera do niego, że ten, kto go wynajął, jest gdzieś tu, w pobliżu, i obserwuje każdy jego ruch, Giosciua uświadamia sobie, że pozostaje mu wyłącznie ucieczka. I że jest tylko jedno miejsce, gdzie nic złego nie może mu się stać: autostrada, po której jedzie i z której nie może już zjechać. 

Jedna noc, jedna autostrada, jeden bohater i jedna przesyłka - tak zaczynamy. Giosciua nie jest bohaterem najinteligentniejszym, ale jego kreacja jest genialna - nagle okazuje się, że jesteśmy absolutnie wkręceni w jego postrzeganie tej jednej nocy i choć wiemy, że chyba nie do końca jego założenia są w pełni logiczne, to usilnie mu kibicujemy i trzymamy kciuki, by wyszedł z opresji cało! Autorka książki poza powieściami, zajmuje się też komiksami i to w tej historii widać - rysowana jest grubymi kreskami, ale o dziwo, wszystko doskonale się ze sobą zgrywa, akcja gna na przód, a my nie możemy się od niej oderwać! Naprawdę świetna lektura na wakacje, przypominająca stare filmy gangsterskie, w których poczucie humoru odgrywało istotną rolę. Gorąco polecam!

Autor: Paola Barbato
Tytuł: Na złej drodze
Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Data premiery: 31.07.2024
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 328
Gatunek: thriller

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

We współpracy z Wydawnictwem Insignis.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 11, 2024

"Sopocka gorączka" Michał Wagner - zapowiedź patronacka

"Sopocka gorączka" Michał Wagner - zapowiedź patronacka
Kolt powraca! Oczywiście w wakacje, dokładnie 31 lipca, bo to przecież idealna lektura na właśnie ten czas - żeby wziąć ją ze sobą na leżaczek gdzieś na plaży i leżąc w miejscu literacko biegać z Koltem po Sopocie! Albo faktycznie biegać z nim po Sopocie? Też się da, bo autor dokładnie nas przez miasto prowadzi. Zatem ogłośmy oficjalnie: "Sopocka gorączka" Michała Wagnera do księgarni trafi 31 lipca pod patronatem Kryminału na talerzu!

Zaostrzony ołówek. Reporter bez zahamowań i szarada śmierci.
Trójmiasto. Ostatnie uśmiechy lata. Szef dziennikarskiego kolektywu Provocatio wyjeżdża na urlop i mianuje ekscentrycznego reportera Teodora Kolta tymczasowym naczelnym. Już pierwszego dnia w redakcji pojawia się nieznajomy i, co gorsza, nieżywy mężczyzna. Z jego gardła sterczy ołówek HB.
Kolt z redakcyjną partnerką Matyldą ruszają tropem kryminalnej łamigłówki i trafiają wprost do sopockiego Grand Hotelu, gdzie wplątują się w gęstą sieć tajemnic, wiszącą nad uczestnikami dorocznego konwentu krzyżówkowiczów i szaradzistów.
W sercu kurortu dziennikarze tropią mordercę, walcząc z czasem i własnymi demonami. Czy zdążą odgadnąć wszystkie hasła i znaleźć rozwiązanie krwawej krzyżówki, nim wrzask krążących nad głowami mew przerodzi się w przeraźliwy krzyk kolejnej ofiary?


Gatunkowo jest to kryminał komediowo-sensacyjny - jest takie określenie? Mam nadzieję, bo do tej książki pasuje idealnie! Tak jak tom pierwszy (nie ma konieczności czytania w porządku chronologicznym) bazuje na starych filmach akcji, starych komediach i w lekkim stylu prowadzi czytelnika przez zagadkę morderstwa, które zostaje popełnione prawie że na oczach dziennikarza Kolta i jego współpracowników. Oczywiste zatem, że muszą dowiedzieć się, co do tego doprowadziło! Zagadka prowadzi ich do Sopotu, a my wraz z postaciami zwiedzamy to miasto odwiedzając stare antykwariaty, niepopularne punkty widokowe i nawet Grand Hotel! Dzieje się dużo, szybko, ale też niezobowiązująco i komediowo - idealnie na wakacje!

Autor: Michał Wagner
Tytuł: Sopocka gorączka
Cykl: Kolt, tom 2
Data premiery: 31.07.2024
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 256
Gatunek: kryminał / komedia kryminalna

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 10, 2024

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki - recenzja premierowa

"Najgorsze dopiero nadejdzie" Robert Małecki - recenzja premierowa

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Najgorsze dopiero nadejdzie
Cykl: Marek Bener, tom 1
Data premiery: 10.07.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 360
Gatunek: kryminał / sensacja
 
Robert Małecki w 2024 roku to jeden z polskich czołowych autorów literatury kryminalnej. Nagradzany, z masą fanów, z 14 powieściami na koncie i ciągłymi pytaniami kiedy więcej. Zaangażowany w popularyzowanie literatury, uczący kolejnych młodych autorów jak dobrze pisać. Wszystko to osiągnął w przeciągu ostatnich ośmiu lat, a zaczęło się właśnie od “Najgorsze dopiero nadejdzie”... Ciekawy tytuł dla debiutanckiej powieści, prawda? Książki, która jest pierwszym krokiem na drodze do zawodowego pisarstwa... Jest to tom pierwszy cyklu z toruńskim dziennikarzem Markiem Benerem, po raz pierwszy wydany w 2016, w 2021 roku doczekał się pierwszego wznowienia, a trzy lata później trafia do nas po raz trzeci. Mówi się, że do trzech razy sztuka, więc dobrze się składa, że to właśnie dzięki temu wydaniu w końcu miałam okazję nadrobić swoją zaległość z tym tytułem. Nowe, trzecie wydanie dostało nową szatę graficzną, zostało też ponownie zredagowane pod względem stylistycznym, w samej historii jednak nic się nie zmieniło.
 
Toruń, końcówka października 2013 roku. Marek Bener wpada rankiem spóźniony do redakcji “Gazety Miejskiej”, za co zbiera solidną burę od naczelnej. Nie przejmuje się tym jednak, tyle co wrócił z Berlina zrezygnowany, gdyż wieści, które stamtąd przywiózł wcale nie były takie, na jakie liczył. Gorzej jednak sytuacja rysuje się w momencie, gdy naczelna wręcza mu wypowiedzenie - konieczne są cięcia ze względu na małą popularność gazety… Marek jest naprawdę tym zdenerwowany - on, dziennikarz, który przez ostatnie lata odkrywał przed czytelnikami największe, najbardziej szemrane afery, teraz ma wylecieć z pracy… Po rozmowie ze znajomym uspokaja się na tyle, że jedzie na miejsce kolejnego kryminalnego zdarzenia - początkowo po prostu do pożaru domu, jednak na miejscu szybko wydobywa od policjantów informację, że w środku domu znajdował się człowiek… Czy to zwyczajne przypadkowe zaprószenie ognia czy coś więcej? I co Marek robił w Berlinie, czego tak usilnie tam szukał? Jedno jest pewne - najgorsze dopiero nadejdzie.
 
Książka rozpisana jest na prolog i dni akcji, które podzielone są na numerowane podrozdziały - każdy dzień liczony jest od nowa, najczęściej składa się z kilku w miarę krótkich podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Marka, nie ma odstępstw od tej reguły. Styl powieści jest prosty, codzienny, autor kusi się o nadanie lekko humorystycznego tonu w dialogach ze współpracownikami Marka, jak i jego własnych komentarzach, co dobrze rozładowuje napięcie, a i sprawia, że bohatera lubimy bardziej. Książkę czyta się łatwo, płynnie, bez problemów.
“Mury mają lepiej, one wszystko przetrwają. Tak, wzruszyła mnie głębia tej myśli.”
Główny bohater, a zarazem narrator powieści, to aktualnie samotny mężczyzna przed 40stką, który sporą część swojego czasu spędza w pracy. A jeszcze niedawno jego życie wyglądało całkowicie inaczej, był szczęśliwy, miał żonę, do której codziennie mógł wracać. To się skończyło i raczej nie chodzi w tym wypadku o rozwód… zatem co się stało z jego żoną? To prawdopodobnie będzie wątek łączący całą trylogię w jedno. Teraz Marka poznajemy przede wszystkim jako dziennikarza śledczego, który po części prywatnie wikła się w sprawę pożaru. Marek, dzięki swojemu stażowi pracy, ma znajomości, ma też lekkość w wyciąganiu informacji od innych, dzięki czemu jego teksty nadal mają w sobie to coś, choć jego ogień zdaje się mocno przygaszony. Jest to człowiek dobry, ale przez wszystkie swoje życiowe przejścia, mocno pogubiony i samotny. Autor zadbał też o zapewnienie mu cech charakterystycznych: wizualnie jego znakiem rozpoznawczym są długie włosy, a jeśli chodzi o zamiłowania, to jest fanem zespołu muzycznego Dżem.
“Byłem miernym budowniczym, za to najlepszym destruktorem.”
Postacie drugoplanowe również zbudowane są całkiem sprawie. Naczelna, fotograf i stażystka, teściowa Marka i dawna przyjaciółka - to wszystko udane, ciekawe kreacje, które mają jakąś cechę charakterystyczną. Mnie najmocniej poruszyła postać teściowej, kobiety, która w krótkich okresie straciła wszystko i trzyma się teraz życia ostatnimi siłami… Cieszę się więc, że akurat to postać należy do prywatnego życia głównego bohatera, które prawdopodobnie będzie nadal opisywane w kolejnych tomach.
“ - Zostań w wozie, zimno jest - rzuciłem do dziewczyny, a ona posłusznie wykonała moje polecenie. Nigdy nie będzie dobrą dziennikarką.”
Sama akcja powieści jest dosyć dynamiczna, z drugiej połowie książki nawet i sensacyjna. Prowadzona jest dobrze, jest przemyślana i spójna, a raz po raz kolejne odkrycia bohatera zaskakują. Autor w takim momencie lubi stosować cliffhangery - musimy chwilę poczekać, by dowiedzieć się, co wywołało takie emocje w bohaterach powieści. Intryga opiera się trochę na wątkach politycznych, trochę na historii z przeszłości, delikatnie zahacza też o motywy gangsterskie, co jest ciekawym połączeniem i sprawia, że czytelnik śledzi fabułę z zainteresowaniem.
“Nigdy nie wiesz o sobie wszystkiego. Nigdy, dopóki nie staniesz na krawędzi i nie zrobisz czegoś, do czego - jak sądzisz - nie byłbyś zdolny, a co w konsekwencji zmienia cię na zawsze.”
Muszę też wspomnieć o miejscu akcji, bo i sam Toruń odgrywa w tej historii swoją rolę. Myślę, że łatwo byłoby podążać śladem Marka Benera, jego trasy podróży są opisywane dokładnie - dla tych, co znają to miasto, to musi być spora atrakcja, a czytelnicy spoza Torunia mają okazję poznać kilka śmieszno-gorzkich ciekawostek.
 
Skoro mamy rok 2024, a i sama poznałam twórczość autora od innej strony, to nie da się uniknąć porównań do tego, co przyszło później. Na pewno “Najgorsze dopiero nadejdzie” jest jedną z najbardziej dynamicznych książek autora, jakie czytałam, nie ma w niej tego spokoju i skupienia na detalach, co w jego aktualnych książkach. Jest za to motyw żony, który jak u późniejszego Grossa, będzie dalej (prawdopodobnie) towarzyszył czytelnikom, są sprawnie wykreowane, niebanalne postacie. Jest dobrze oddane miejsce akcji. Myślę, że gdybym przeczytała tę książkę osiem lat temu, to czytałabym później każdą jedną kolejną książkę autora, bo jest to kryminał obiecujący dużo na przyszłość. I choć wydaje się, że teraz autor rozwinął się w nieco innym kierunku, niż ten który obrał w debiucie, to już tutaj pokazał umiejętność budowania zajmujących historii i sprawnego posługiwania się piórem, a to w fachu literackim jest przecież najważniejsze. Z przyjemnością poznam również dalsze losy Marka Benera, co już za chwilę umożliwi czytelnikom Wydawnictwo Literackie - kolejne dwa tomy ukażą się w przeciągu kolejnych dwóch miesięcy. Już czekam!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 08, 2024

"Skazana" Ewa Ornacka - recenzja przedpremierowa

"Skazana" Ewa Ornacka - recenzja przedpremierowa

Autor: Ewa Ornacka
Tytuł: Skazana
Data premiery: 09.07.2024
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 288
Gatunek: reportaż
 
Ewa Ornacka to polska dziennikarka, która pracę w zawodzie zaczęła w latach 90tych XX wieku. Pisała artykuły do dużych czasopism jak Wprost czy Newsweek Polska, chętnie zajmowała się tematyką kryminalną i śledczą. Tematy mafii, przekrętów na dużą skalę i więzień nie są jej obce, a i często to właśnie kobiety zajmują szczególne miejsce w jej publikacjach. I tak też jest w “Skazanej”, która na naszym rynku dostępna jest od roku 2018. Wtedy to ukazała się po raz pierwszy pod tytułem “Skazane na potępienie”. Niedługo później książką zainteresowała się telewizja i tak w 2021 powstał serial o tytule “Skazana” w reżyserii Bartosza Konopki z Agatą Kuleszą w roli głównej. Ewa Ornacka była współtwórczynią scenariusza, tak jak miało to już miejsce wcześniej, przy przekładaniu na ekran jej wcześniejszych publikacji. Przy okazji premiery serialu książka została wydana po raz drugi w nowej, filmowej okładce. Teraz, kolejne trzy lata później dostajemy w ręce wydanie numer trzy, które towarzyszy czwartemu, ostatniemu już sezonowi serialu aktualnie dostępnego na platformie HBO max.com.
 
Rok 2013. Do aresztu w Kamieniu Pomorskim trafiła Beata Krygiel, kiedyś prawniczka i asesorka sądowa, teraz skazana czekająca na uprawomocnienie się wyroku. Beata przechodzi załamanie psychiczne, poznaje dziewczyny i kobiety siedzące w tym samym areszcie, wszystkie w stanie zawieszenia. Po miesiącach oczekiwania trafia do miejsca właściwego jej odsiadce - do więzienia kobiecego w Grudziądzu, największego takiego ośrodka karnego w Polsce. Tam uczy się życia na nowo, poznaje współosadzone i o nich, o warunkach, stosunkach ze strażnikami i ogólny funkcjonowaniu tej placówki właśnie nam opowiada. Jakich ludzi tam spotkała? Jak oni podchodzili do swojej odsiadki? Czego się tam nauczyła? I tak naprawdę dlaczego w ogóle się tam znalazła? Prawniczka z dobrego domu, z rodziną, a teraz przyszło jej odsiadywać wyrok w więzieniu?
“Moja historia jest dowodem na to, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Zamknę tamten rozdział w życiu tylko w jeden sposób - gdy o nim opowiem.”
Książka rozpisana jest na prolog, 14 tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział ma swoje podrozdziały, nienumerowane, ale też tytułowane, zawiera także wycinki z prasy, które obrazują nam, co o danym temacie pisały media. Narratorem opowieści jest Beata Krygier, to głównie ona opowiada, przytacza historie i rozmowy z innymi, spotkanymi na swojej drodze postaciami. Ewa Ornacka, autorka, dziennikarka przede wszystkim słucha i spisuje, od czasu do czasu wtrąca kilka pytań (wytłuszczonym drukiem), które ukierunkowują narratorkę na odpowiednie tory. I tak autorka trzyma się tego, czego autor reportażu powinien - nie ocenia, pełni rolę medium.
“Celebrowanie sprawców zbrodni to najgorsze, co robią dziś dziennikarze.”
Styl powieści jest dosyć skromny, ale to raczej cecha reportaży - przecież dążą do tego, by oddać jak najwięcej z realności. Co warte zaznaczenia, to fakt, że Beata Krygier swojej opowieści nie snuje chronologicznie, trochę skacze po czasach: raz jest w Kamieniu Pomorskim, raz w Grudziądzu, jeszcze raz w Szczecinie, ale nie powoduje to w lekturze zamieszania - od początku wiadomo, że skupia się w swojej opowieści przede wszystkim na ludziach, a nie na czasach. Stylistycznie książka jest dobrze zbudowana, dzięki czemu całość czyta się bez problemów, płynnie. Nie ma w niej za wielu wulgaryzmów, co pewnie zaskoczy w książce o kryminalistkach…
 
Kim jest narratorka tej opowieści? Jak wspomniałam przy opisie książki - kiedyś była prawniczką i asesorką sądową, która finalnie skończyła po drugiej stronie. Jej historię kryminalną jednak poznajemy na samym końcu tego reportażu, zatem i ja nie będę Wam tej opowieści przytaczać. Narratorka jednak nie kryje się z tym, że sama na początku pobytu w więzieniu była załamana i tym, co wyciągnęło ją z kłopotów z psychiką, były inne osadzone. I właśnie o nich chce nam opowiedzieć.
“Kochać, tęsknić i mieć swoje potrzeby to podstawa, aby przetrwać więzienie i wciąż widzieć sens życia.”
A jest to opowieść ciekawa i różnorodna. Bo jest to historia miejsca, w którym spotykają się osoby, które w życiu prawdziwym nigdy by się nie spotkały, nie mówiąc już o nawiązaniu przyjaźni. Alkoholiczki, złodziejki, degeneratki, a nawet kobiety nie do końca zdrowe na umyśle tutaj spotykają się z kobietami wykształconymi, które wskutek błędnych decyzji czy nadmiernych emocji trafiły do tego świata. Jak tak różne od siebie osoby mogą być się w stanie ze sobą funkcjonować?
“W normalnym życiu nasze drogi zapewne nigdy by się nie przecięły. Ona i ja to dwa różne światy, przynajmniej teoretycznie. Więzienie jest jednak takim miejscem, gdzie spotyka się ludzi, o których istnieniu wiedziało się dotąd wyłącznie z filmów i książek.”
Z ciekawością obserwowałam więc rozmowy Beaty i kobietami w innej sytuacji życiowej niż ona i tego jak obydwie strony na siebie wpływały, bo nie tylko Beata mogła im doradzić swoją wiedzą życiową, naukową i prawniczą, ale i one dały je dużo od siebie - przede wszystkim nauczyły, by nikogo nie oceniać, bo nawet w największej bezzębnej, śmierdzącej alkoholiczce może kryć się wartościowy i dobry człowiek. A jednak to człowiek, który popełnił zbrodnię, więc czy to się nie wyklucza?
“Kroczyła własną drogą, a za błędy odpowiadała bez użalania się nad sobą. ‘Damy radę' to jej powiedzenie, które na zawsze sobie przyswoiłam. Ani wcześniej, ani później nie miałam w życiu tak życzliwej koleżanki. Widać musiałam pójść do więzienia, żeby kogoś takiego spotkać.”
Narratorka o więzieniu dla kobiet opowiada bardzo szczegółowo, porusza chyba wszystkie najważniejsze tematy, jakie mogłyby nas interesować. Poczynając od tego co się dzieje, gdy się trafi do więzienia, jak wygląda cały dzień osadzonych, jak są podzielone i jakie panują tam nastroje - tego wszystkiego z tej opowieści jesteśmy się w stanie dowiedzieć. Kogo się bać, kogo unikać, a kto sam przemyka pod ścianą - to coś, czego od razu w pierwszych dniach więzienia narratorka musiała się nauczyć. Porusza też takie kwestie jak praca w więzieniu, edukacja, opieka medyczna, związki pomiędzy dziewczynami, stosunki z wychowawcami i strażnikami, nagrody i kary, odwiedziny rodziny, przepustki. Pod tym względem jest to naprawdę kompleksowa publikacja, przyznam, że teraz myśląc o niej, nie wiem czy jest jeszcze coś, o co sama chciałabym zapytać. To jest tym bardziej zaskakujące, że przecież książka nie liczy zawrotnej ilości stron, a jednak udało się na nich zmieścić wszystko to, co potrzebne.
“Zakłady karne dla kobiet nie leżą w innej galaktyce. To ten sam świat, tylko okratowany.”
Najmocniej jednak zaskoczyło mnie to, że narratorka, czyli kobieta, która kształciła się na prawniczkę i sędzinę, sama nie wierzy w resocjalizację i mówi o tym otwarcie. A jednak więzienie ma w jej oczach sens - jest karą, w czasie której poprzez kontakt z innymi osadzonymi, kobiety mogą na siebie wpływać - a w ich opiekunach tkwi odpowiedzialność, by ten wpływ kierował się w stronę pozytywną. Zatem czy to jednak nie jest jakieś przygotowanie do życia w społeczeństwie?
“Generalnie nie wierzę w resocjalizację, ale uważam, że organizowanie w więzieniach quizów i konkursów jest namiastką procesu zmieniania człowieka na lepsze.”
Myślę, że “Skazana” to dobry reportaż - dzięki temu, że autorka oddaje głos Beacie Krygier, która w więzieniu spędziła niecałe trzy lata, czytelnik wie, że słucha właśnie jej opowieści, a autorka pozostaje medium, które nam ją przekazuje. A jest to historia bardzo kompleksowa i zaskakująca przede wszystkim dlatego, że zbrodniarki dostają tutaj ludzkie twarze. Nie wszystkie są złe do szpiku kości, a wręcz większość z tych, jakie narratorka opisuje, to kobiety, które w jakiś sposób po prostu popełniły błąd. Choć gdy mowa o morderczyniach, to ciężko do tego podchodzić w ten sposób… i sama narratorka też tak uważa, też podkreśla, że ciężko żyć na co dzień z osobami wiedząc co zrobiły. Nie jest to więc sielanka, pobytowi w więzieniu towarzyszy ciągły strach i ciągła baczność. A jednak karę odbyć trzeba i jakoś nauczyć się tam żyć. Beata Krygier poprzez Ewę Ornacką opowiada nam jak ona się tego nauczyła i co podczas tej nauki przeżyła, a równocześnie daje nam solidny wgląd w życie kobiet w więzieniu.
“(...) to właśnie za kratami nauczyłam się życia od podstaw. Zostawiłam tam swoich prawdziwych przyjaciół, dzięki którym zrozumiałam, że nawet w piekle można spotkać anioły.”
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 05, 2024

"Prawda i tylko prawda" Stefan Ahnhem

"Prawda i tylko prawda" Stefan Ahnhem

Autor: Stefan Ahnhem
Tytuł: Prawda i tylko prawda
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Data premiery: 03.07.2024
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller kryminalny /psychologiczny
 
Stefan Ahnhem w tym roku na swoim rodzimym rynku książki świętuje dekadę twórczości literackiej! W 2014 debiutował kryminałem “Ofiara bez twarzy”, który był pierwszym tomem serii z Fabianem Riskem i który od razu przypadł czytelnikom do gustu. W Polsce ukazał się dwa lata później i od tego czasu autor ten jest i u nas obecny. Aktualnie na koncie ma sześć tomów serii oraz, jeśli dobrze odszyfrowałam szwedzkie strony, dwie osobne powieści. “Prawda i tylko prawda” to ta najnowsza, gatunkowo zaliczana do thrillera.Stefan Ahnhem jednak jeszcze przed swoim literackim debiutem związany był ze słowem pisanym i historiami kryminalnymi - tyle, że tworzył scenariusze, głównie dla telewizji. Tym zajmował się przez około dwadzieścia lat, a wkroczenie na rynek książki wynikało po prostu z potrzeby zmiany. Aktualnie uznawany jest za jednego z najpopularniejszych autorów szwedzkich tego gatunku, a prawa filmowe do jego serii kryminalnej zostały sprzedane.
 
Sierpień 2019. Dwa małżeństwa: Carl i Helene oraz Adam i Scarlett zamienili się na miesiąc domami. Carl i Helene właśnie jadą z lotniska do domku położonego nad morzem w Santa Cruz, Adam i Scarlett do Sztokholmu do domku położonego na spokojnym archipelagu. Obydwie pary jednak od początku doświadczają dosyć dziwnych sytuacji: w Santa Cruz Carl jest skołowany, gdyż wnętrze domu, które oglądał na zdjęciach, zapamiętał jako bardziej nowoczesne. To jednak daje żonie szybko przetłumaczyć, tym bardziej, że Helene pokazuje mu zdjęcia ze skrzynki mailowej jako dowód jego kiepskiej pamięci. Kiedy jednak mają siąść nad basenem i zrelaksować się po długim locie, okazuje się, że na samym jego środku pływa martwy szczur… Później odpływ prysznicowy w łazience jest zatkany, a stukanie w rurach nie daje Carlowi zasnąć całą noc. Czy ten urlop mógł się zacząć gorzej?
U Adama i Scarlett jest nie lepiej. Adam spędza cały pierwszy tydzień w galerii, gdyż w piątek ma odbyć się wernisaż otwierający jego wystawę sztuki. Scarlett zatem siedzi sama napastowana przez wścibską sąsiadkę, którą po odprawieniu z tarasu znajduje się w garderobie Helene. Jak to możliwe, skoro garderoba była zamknięta na klucz zabrany przez właścicieli? Scarlett po wyprowadzeniu z domu sąsiadki wraca do tego pomieszczenia i zaczyna grzebać… Nie może się powstrzymać, a to, co tam odkrywa, nie da jej spokoju przez cały ich wakacyjny wyjazd…
Jakie tajemnice skrywają obydwa domy? I jak długo bohaterowie będą w stanie znosić kolejne dziwne, coraz bardziej abstrakcyjne zaskoczenia?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały pisane z perspektywy czterech, na końcu nawet pięciu postaci. Z początku zmiany w perspektywie następują w dosyć dużych odstępach, jednak gdzieś od połowy lektury, im bliżej końca tym mocniej naprzemienność przyspiesza. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący, choć nieskory do wyjaśnień - zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń aktualnych, nikt nie tłumaczy nam jaką historię każda z postaci prezentowała wcześniej - to tajemnica, która długo będzie trzymać nas w niepewności. Styl powieści jest spokojny, codzienny, raczej pozbawiony wulgaryzmów, z przyjemnie prowadzonymi dialogami dającymi poczucie realności historii. Czyta się płynnie, wygodnie.
“Pomyśl o dzisiejszej młodzieży. Czy mieliśmy do tej pory całe pokolenie, które w takim stopniu wątpi w siebie i swoje możliwości?”
Wspomniałam o tajemnicy i uczuciu niepewności - to główne elementy tej powieści, które trzymają czytelnika od początku do końca w zaciekawieniu. Jako że poznajemy opowieść z czterech punktów widzenia, a każdy jest nieco odmienny, to tak naprawdę nie wiemy w którą wersję wierzyć - tym bardziej, że przecież nie wiemy jakimi ludźmi są postacie, nie znamy ich, a oni o sobie sprzed wakacji nam nie opowiadają. Wydaje się, że każdy z nich coś ukrywa, każdy ma jakiś swój cel, a do tego dochodzą jeszcze tajemnice czyhające w obydwu domach. Ładna kumulacja niejasności, których długo nie daje się rozwiać. Zaciekawienie rośnie, kolejne dziwne sytuacje stają się coraz bardziej absurdalne, aż w końcu wpadamy na pewien trop. Ale to też zamysł autora - wydaje nam się, że wiemy kto stoi za intrygą, ale jednak nadal nie wiemy dlaczego… I znowu autor długo utrzymuje to w niedopowiedzeniach, aż do finału. Intryga zatem prowadzona jest naprawdę sprawnie, mimo że nie jest dynamiczna, to od początku wprowadza uczucie niepokoju, niezrozumienia sytuacji - a przecież każdy fan kryminałów zrobi wszystko, by sytuację wyjaśnić.
“(...) nieczęsto grywał w szachy czy w podobne gry. Nie rozumiał, po co tracić czas na takie rzeczy, skoro życie jest jedną wielką grą. W dodatku w 3D, w najlepszej możliwej rozdzielczości i chodziło w niej o to, by nieustannie, w najlepszy możliwy sposób przedzierać się przez czyhające za każdym rogiem scenariusze.”
Kreacje postaci same w sobie również są ciekawe, choć z początku mogą się wydać nieco stereotypowe. Scarlett zdaje się pochłonięta obsesją na punkcie wyglądu, Helene to skrzywdzona kobieta, której mąż musi odzyskać względy. Adam to artysta, a Carl ma obsesję na punkcie kontrolowania każdego najmniejszego aspektu życia. A jednak szybko dochodzimy do wniosku, że to obraz tych postaci, które przedstawiają nam ich drugie połówki, spłaszczony, więc musimy czytać dalej, by dostać więcej. Co ciekawe, każda z postaci prowadzona jest tak, że czytelnik zwyczajnie nie wie, co o nich myśleć - czy są dobrzy czy egoistyczni? Czy to, co skrywają to niegroźne fobie, czy jednak coś więcej?
“(...) ludzkość jako taka straciła orientację, gdzie jest góra, a gdzie dół, co jest prawdą, a co ściemą.”
Nie da się nie odgadnąć głównego tematu tej powieści - tak, chodzi o prawdę. O to czy faktycznie jest w ogóle coś takiego jak prawda i jak rozróżnić prawdę od kłamstwa. Autor poprzez rozmowy o sztuce kilka razy posuwa nam ciekawe przemyślenia na temat prawdy w naszych współczesnych, mocno skomputeryzowanych czasach, czasach, gdzie wszystko da się zmontować, gdzie wszystko da się podrobić. A czy czasem podróbka nie jest równie dobra jak oryginał? Prawda oczywiście rozpatrywana jest też bardziej personalnie – bo czy w relacjach postaci nie szukamy prawda? Ale czy w ogóle jest coś takiego jak jedna absolutna prawda? A może każdy ma swoją własną?
“Pomyśl tylko o samym temacie prawdy (...). Nie mieści mi się w głowie, że nikt przed tobą na to nie wpadł. Zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy wszyscy dosłownie jeszcze przed momentem byliśmy tacy pewni równych rzeczy, a teraz we wszystko zwątpiliśmy. Od faktów do fejków.”
“Prawda i tylko prawda” może i nie jest thrillerem, po którym nie da się otrząsnąć, ale przecież wcale nie musi taki być. On frapuje, ciekawi, zmusza czytelnika do czujności i stałej obserwacji wydarzeń, mimo że przecież akcja nie pędzi specjalnie dynamicznie na przód. A jednak przyciąga. Tak działa tajemnica w thrillerach, a ta skonstruowana jest na naprawdę dobrym poziomie, przez co całą książkę czytałam z przyjemnością. Zakończenie może nie zrobiło na mnie efektu wow, może i nie do końca chciałam by właśnie takie było. ale też rozumiem dlaczego takie jest. To naprawdę dobrze, porządnie skonstruowany thriller kryminalny! Bądź psychologiczny, ciągle jeszcze nie rozstrzygnęłam na co w tej historii położony jest nacisk największy. Jedno jest pewne - z pewnością będę wypatrywać kolejnego thrillera tego autora!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!