lipca 29, 2021

"Czynności wyjaśniające" Sebastian Bachniak

"Czynności wyjaśniające" Sebastian Bachniak

 

Autor: Sebastian Bachniak
Tytuł: Czynności wyjaśniające
Data premiery: 09.06.2021
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 416
Gatunek: kryminał
 
„Czynności wyjaśniające” to debiut literacki Sebastiana Bachniaka, częstochowianina, który na co dzień pracuje w policji. Książka ta tak naprawdę powstała za namową żony autora, a sama sięgnęłam po nią właśnie dlatego, że wspomnianą żonę znam z jej instagramowego profilu od samych początków istnienia Kryminału na talerzu. Przekonana byłam więc, że debiut musi być udany, w końcu już na początku miał styczność z wymagającą recenzentką 😊
 
Fabuła powieści skupia się na postaci policjanta Szymona Hołysza, któremu rok temu zmarła żona. Mężczyzna został sam z dwójką małych dzieci i przez cały rok próbował się pozbierać po tak ogromnym ciosie. Teraz jednak przyszła pora wrócić do pracy. Okazuje się, że w tym czasie w wydziale doszło do wielu zmian i jego aktualny zwierzchnik chce się go jak najszybciej pozbyć. Szymon, po wielu bojach, zostaje więc przeniesiony do małej wioski godzinę drogi od Częstochowy, gdzie od teraz ma być koordynatorem lokalnego Zespołu do Spraw Wykroczeń. Pierwszą jego poważną sprawą jest wykrycie sprawcy wypadku – potrącenia rowerzysty i podejrzanego o spowodowanie wypadku śmiertelnego czteroosobowej rodziny. Problem w tym, że tej samej nocy Szymon wracał do domu dokładnie tą samą trasą, a rano jego auto miało na sobie ślady jakiejś stłuczki… Czy więc mężczyzna ściga samego siebie?
 
Książka składa się z prologu i 25 rozdziałów oraz epilogu, który tak naprawdę jest krótkim wyjaśnieniem od autora. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie obserwuje Szymona, jednak nie całkiem mogę powiedzieć, że przedstawiona jest z jego perspektywy, choć przez większą część lektury tak się wydaje. Jednak od czasu do czasu nagle w tekście są wtrącenia o odczuciach czy myślach innych osób (głównie Olgi, o której za chwilę), co moim zdaniem wprowadzało lekki chaos i wytrącało z rytmu. Na szczęście nie działo się tak często. Co do samego stylu powieści, to jest prosty, dynamiczny, sporo tu dialogów, które wydawały mi się nieco sztuczne, co jest pewnie następstwem tego, że zabrakło tu dobrej psychologii postaci. Słownictwo jest raczej niespecjalnie wyszukane, szczególnie jeśli mowa o dialogach.
 
Postać Szymona z początku zapowiada się ciekawie. Zmarła żona, obowiązek utrzymania rodziny i zachowania dawnej perfekcji w pracy miały potencjał stworzyć postać skomplikowaną i nieszablonową. Im dalej jednak, tym wszystko to się rozmywało, Szymon okazał się bucem przekonanym o własnej wyższości. Jego wybory, decyzje i działania robiły się dla mnie coraz bardziej niezrozumiałe, przez co czułam coraz większą irytację.
Drugą postacią odgrywającą pierwsze skrzypce powieści jest Olga, muzyczka, wokalistka, która marzy o wydaniu płyty z nową aranżacją starych piosenek. Z Szymonem poznaje się na zamkniętej imprezie po jednym z koncertów i od razu się w nim zakochuje. Podczas tego jednego wieczoru, jednej rozmowy powstaje jej obsesja na punkcie Szymona. Od tego czasu próbuje go uwieść, poderwać, rozkochać i zaciągnąć do łóżka. Szczerze, jej zachowanie wypadło bardzo psychopatycznie, choć wydaje mi się, że miała to być po prostu kobieta mocno pragnąca rodziny…
Wszystkie postacie, razem z wymienioną dwójka, bardzo szybo zmieniały swoje emocje. Tu nagle ktoś krzyczy, to ktoś się bez powodu denerwuje. Większość reakcji wydaje się przesadzona i nienaturalna, a przynajmniej niewytłumaczona – tu znowu zarzut w stosunku do braku dobrego umotywowania postaci.
 
Książka miała być kryminałem, okazała się jednak romansem z małym wątkiem kryminalnym. Perypetie miłosne Szymona i Olgi zajęły znaczącą część powieści, a przez brak głębszego rysu psychologicznego ich przepychanki były po prostu żałosne i śmieszne.
Wspomniany marginalny wątek kryminalny dotyczy poszukiwanego sprawcy wypadku i wątpliwości czy przypadkiem Szymon nie szuka samego siebie. Nie jest on jednak znowu specjalnie skomplikowany, chwilę po samym zdarzeniu domyśliłam się, jaki zabieg autor zastosował i od razu miałam wytypowanego sprawcę. Na końcu nie było żadnych zaskoczeń. Nawet więc intryga kryminalna nie wzbudziła we mnie żadnych pożądanych emocji.
 
Czy mamy tu jakiś plusy? Na pewno do nich chętnie zaliczę miejsce, w którym toczy się akcja powieści. Jej większość osadzona jest w podczęstochowskich malutkich miejscowościach, wśród lasów i rzek, więc otoczenie jest naprawdę przyjemne. Podobały mi się też nazwiska, jakie autor wymyślił dla członków nowego zespołu Szymona.
 
Podsumowując, „Czynności wyjaśniające” ciężko jest mi uznać w ogóle za kryminał. Owszem – głównym bohaterem jest policjant, jest zbrodnia i gdzieś tam jakieś śledztwo. Wszystko to jednak zostało zdominowane przez wątek romansowy pomiędzy głównymi bohaterami, który okropnie działał mi na nerwy. Naprawdę dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tak złych emocji. Na pewno gdybym sięgnęła po nią prywatnie, to porzuciłabym ją po jakichś 120 stronach, czyli od razu po wypadku i pojawieniu się Olgi. Może osoby lubujące się w wątkach romansowych i nieprzywiązujące dużej wagi do psychologii postaci nie będą aż tak w stosunku do niej surowe.
 
Moja ocena: 3/10

lipca 28, 2021

"Rzeki płyną, jak chcą" Ałbena Grabowska

"Rzeki płyną, jak chcą" Ałbena Grabowska

 

Autor: Ałbena Grabowska
Tytuł: Rzeki płyną, jak chcą
Data premiery: 13.04.2021
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść historyczna / obyczajowa
 
Nazwisko Ałbeny Grabowskiej kojarzone jest przede wszystkim z bestsellerową sagą „Stulecie Winnych”, która opowiada o lasach pewnej podwarszawskiej wielopokoleniowej rodziny w XX wieku. Seria ta szybko podbiła serca polskich czytelników i trafiła na mały ekran. Ja jednak z piórem autorki spotkałam się na razie tylko raz przy nowej serii „Uczniowie Hippokratesa”, w której losy fikcyjnych bohaterów powieści poprzetykane są prawdziwymi wydarzeniami z historii medycyny. Powieść ta spodobała mi się tak bardzo, że nie tylko wypatruję jej tomu kolejnego, ale i zdecydowałam się na lekturę jej najnowszej książki, która tym razem z medycyną nie ma za wiele wspólnego – „Rzeki płyną, jak chcą”.
 
Fabuła powieści toczy się w czasie I wojny światowej w majątku ziemskim rodziny Terechowiczów położonym we wsi Niebielów na wschód od Warszawy. Ojciec rodziny w roku 1914 wstąpił do wojska rosyjskiego, po kilku latach słuch o nim zaginął. W posiadłości została matka z trzema córkami – Klarą, Amelią i Różą, zarządca majątku i ich stara, wierna gosposia Ludwiżanka. Życie kobiet w tych latach mocno się zmieniło, musiały porzucić białe rękawiczki i parasolki chroniące przed słońcem, marzenia o dalszej edukacji i same zatroszczyć się o ziemię i własne przetrwanie. Najbardziej z nich do serca wzięła to sobie najstarsza córka Klara, która w domu zajmuje się teraz wszystkim. Siostry nie są specjalnie skore do pomocy, a sytuacja pogarsza się jeszcze, kiedy Amelia oznajmia, że wyjeżdża do Warszawy, gdzie zamierza pracować w szpitalu jako pielęgniarka. Nie zważając na protesty domowników po kilku dniach znika z domu. Teraz kobiety martwią się już nie tylko o ojca, ale jeszcze i o Amelię. Kilka miesięcy później dziewczyna zapowiada swój powrót. Okazuje się, że w szpitalu poznała pewnego żołnierza, z którym szybko wzięła ślub. Teraz przejeżdżają, by mogła go przedstawić rodzinie. Kim jest tajemniczy mąż? Czy tak jak one jest właścicielem ziemskim i zapewni Amelii godne życie, czy może zjawi się jako kolejna buzia do wykarmienia w Niebielowie? I skąd taki pośpiech ze ślubem? Po ich przyjeździe matka i Róża szybko się do Janka przekonują, Klara jednak ma inne zdanie. Czy jej podejrzliwość jest uzasadniona? Jak teraz będzie wyglądało ich życie?
 
Książka składa się z trzynastu rozdziałów. Narracja prowadzona jest z perspektywy Klary w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści lekko stylizowany jest na język jakim posługiwali się arystokraci na początku XX wieku, dużo w nim dialogów, rozmów pełnych uprzejmości pomiędzy bohaterami. Akcja płynie powoli skupiona na rozterkach bohaterki i rzetelnym oddaniu jej codzienności.
 
Książka przez wydawnictwo porównywana jest do powieści Jane Austen i może gdzieś tam faktycznie da się dopatrzeć podobieństwa. Mamy tu młode dziewczyny, które o związkach, małżeństwie i miłości nie wiedzą nic, bo przecież to temat, o którym wstyd rozmawiać nawet z własną matką. Dziewczyny przeżywają swoje pierwsze miłości, zauroczenia, rozczarowania, a wszystko to, przez ich brak doświadczenia i brak wiedzy, jest nieco naiwne. W relacjach z mężczyznami muszą uważać na to co wypada, a co nie, bacznie strzec swojej niewinności. Jednym wychodzi to lepiej, inne nie przejmują się tym tak bardzo. W wyborze męża muszą mieć wzgląd na zdanie rodziców, którzy cały czas dbają o dobrą prezencję rodziny. Myślę, że jak na małe miasteczko z początku XX wieku te wszystkie obowiązki społeczne i konwenanse zostały oddane całkiem dobrze.
 
Trzy młode Terechowiczówny mogą lekko denerwować tą swoją naiwnością. Najrozważniejsza wydaje się najstarsza z nich, Klara, która nie tylko przejęła na siebie obowiązki domu, ale i nie pozwala, by jej uczucia wyszły na wierzch. Tym bardziej, że sama cały czas zakochuje się w mężczyznach dla niej nieprzeznaczonych. Mnie postać Klary może sama nie denerwowała, jednak już to, że wszyscy mężczyźni w okolicy zakochują się tylko w niej, już wydało się trochę dziwne. Nie chcę jednak przywiązywać do tego dużej wagi, bo książkę potraktowałam mocno rozrywkowo, jako odpoczynek od kryminałów.
Amelia, środkowa siostra, również nie jest postacią bardzo wylewną, choć bardziej skłonną do ulegania magii chwili – tak właśnie w tempie podejrzanie szybkim wyszła za mąż. Czy jej brak rozwagi w tym temacie nie odbije się negatywnie na jej przyszłości? Ta bohaterka, mimo tej ciągle obecnej naiwności, jest najodważniejsza z trzech sióstr, to ona nie zważając na wszystkich wokół dąży do tego, by robić to co chce i być szczęśliwą.
Róża, ostatnia siostra, z kolei to jeszcze dziecko i do tego mocno rozpieszczone. Każda jej zachcianka musi być spełniana, w innym wypadku otoczenie naraża się na obrazę i tupanie nogą. Patrząc jednak na siostry, Róża przekonana jest, że i ona jest już dorosła i powinna zacząć niezależne od matki życie. Czy jednak jej pragnienie powinno tak szybko zostać spełnione?
 
Prócz życia sióstr czytelnik ma okazję przyjrzeć się jak w takich czasach funkcjonowały wiejskie majątki ziemskie. Od problemów z zarządcą i pracownikami, przez brak funduszy, aż po terror rosyjskich żołnierzy stacjonujących nieopodal. Czytelnik razem z bohaterkami wyrusza też do okolicznej wsi, jak i do Warszawy i przygląda się różnicom w ich funkcjonowaniu.
 
Warto też wspomnieć, że autorka sprytnie wplotła do powieści kilka ważnych w tamtych czasach tematów. Nie dominują one nad powieścią, są tylko lekko zaznaczone, gdzieś tam przewijają się w tle. I tak przyglądamy się roli kobiety, jej wychowaniu, wykształceniu i możliwościach dalszej kariery. Ruch sufrażystek i walka o powstanie państwa polskiego też mają tu swoje niewielkie, acz ważne dla fabuły miejsce.  
 
Ogólnie, „Rzeki płyną, jak chcą” może nie są powieścią wybitną, ale dla mnie sprawdziły się całkiem nieźle jako przerywnik od mroczniejszych, kryminalnych tematów. Bohaterki i ich rozterki potraktowałam z wyrozumiałością, bardziej przyglądając się po prostu codziennemu życiu w podupadającym majątku ziemskim. A te oddane zostało bardzo ciekawie! To była przyjemna lekturka.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Rebis!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 28, 2021

Book tour z "Denatem wieczorową porą"!

Book tour z "Denatem wieczorową porą"!

 

"Denat wieczorową porą" Anety Jadowskiej swoją premierę świętował dokładnie cztery tygodnie temu. Jest to co prawda trzeci tom cyklu kryminalnego "Garstka z Ustki", jednak książki są na tyle luźno ze sobą powiązane, że można każdą z nich traktować jako osobną całość. Ja miałam tę przyjemność patronować właśnie ostatniemu tomowi, i dzięki temu mogę Was teraz zaprosić na wspólne czytanie, czyli nasz tradycyjny już book tour!
Jeśli jeszcze nie wiecie o czym jest książka, zapraszam do zapoznania się z moją pełną recenzją - klik! O ile jednak lubicie lekkie kryminały z rozbudowanym wątkiem obyczajowym, z dodatkiem humoru i motywów czerpiących z klasyki kryminału, to na pewno będziecie lekturą usatysfakcjonowani! Więcej chyba zachwalać nie muszę, ruszamy z book tourem!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz profil Wydawnictwa SQN w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w weekend.
Książka ruszy w podróż w poniedziałek 2 sierpnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Lista uczestników:
1. @czytajz.nami opinia - klik!
2. @maniaczka_ksiazek
3. @mamazaczytana opinia - klik!
4. @czytam_dla_przyjemnosci opinia - klik! 
5. @przeczytajki (książka jest tu od 15.10)
6. @kubickakatarzynaa
7. @z_ksiazka_mi_po_drodze
8. @czytanietojestto
9. @booksbybookaholic
10. @klarita_mm
11. @annadyczko_mczas
12. @zaczytana_panna

lipca 27, 2021

"Lato utraconych" Anna Kańtoch

"Lato utraconych" Anna Kańtoch

 

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Lato utraconych
Cykl: komisarz Krystyna Lesińska, tom 2
Data premiery: 02.06.2021
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 392
Gatunek: kryminał
 
Z prozą Anny Kańtoch jak na razie nie miałam za wiele do czynienia – przez „Latem utraconych” czytałam zaledwie dwie jej książki, jednak już po pierwszej wiedziałam, że to pisarka, na którą warto zwracać uwagę! Jej kryminały są dopracowane i przemyślane, w starym dobrym stylu, gdzie zarówno zagadka, jak i klimat w powieści odgrywają znaczącą rolę.
„Lato utraconych” to drugi tom trylogii kryminalnej o komisarz Krystynie Lesińskiej. Pierwszy nosi tytuł „Wiosna zaginionych”, a jego akcja toczy się współcześnie, w czasie, gdy Krystyna jest już po siedemdziesiątce. Tom drugi nietypowo cofa się dwadzieścia lat wstecz, więc tym samym można spokojnie czytać go jako osobną powieść. Choć oczywiście gwarantuję, że od razu będziecie chcieli sięgnąć po tom pierwszy!
 
Fabuła „Lata utraconych” toczy się w 1999 roku. Kilka tygodni temu Krystyna straciła drugiego męża. Jej córka ma swoją rodzinę, syn ciągle mieszka z matką, choć w domu rzadko można go spotkać. Komisarz, mimo nalegań córki, nie zdecydowała się na urlop, doszła do wniosku, że praca to jedyne, co teraz może jej pomóc normalnie funkcjonować. I tak pewnego ranka razem ze starszym aspirantem Wojtkiem Chodurą zostają wezwani do wioski pod Żywcem – w Pogańskim Młynie, starej leśniczówce wynajmowanej turystom i myśliwym doszło do poczwórnego morderstwa. Zamordowani zostali rodzice z dwoma kilkuletnimi dziewczynkami, a ich nastoletni syn w ostatnim momencie został odratowany. Szybko okazuje się, że chłopiec to postać już mediom dobrze znana – kilka miesięcy temu został odnaleziony jako ofiara porwania sprzed 11 lat… Czy te dwie sprawy się łączą? Co chłopiec ma z nimi wspólnego? A może to tylko pech, okropny zbieg okoliczności? I czy Krystyna pogrążona w żałobie będzie w stanie doprowadzić śledztwo do końca?
 
Książka składa się z prologu, 17 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w przeważającej większości przez Krystynę w pierwszej osobie czasu przeszłego, od czasu do czasu jednak obserwujemy Wojtka lub inne ważne dla fabuły postacie w narracji trzecioosobowej. Akcja powieści toczy się na przełomie sierpnia i września 1999, od czasu do czasu przetykana jest fragmentami z życia Aleksandrowiczów sprzed kilku miesięcy przed tragedią. Styl jest prosty acz naprawdę dopracowany, widać, że autorka język polski kocha i szanuje.
 
„Lato utraconych” w porównaniu do tomu pierwszego to rasowy, klimatyczny kryminał. Mamy tu brutalne morderstwo, zagadkę z przeszłości i intrygę, która zmusza bohaterów (i czytelnika!) do wysiłku, do myślenia i dedukcji. Przez większą część lektury akcja nie toczy się jakoś specjalnie szybko, głównie chodzimy z Krysią i Wojtkiem, badamy ślady i przesłuchujemy świadków, powoli odkrywając kolejne tajemnice rodzinne i skupiając się na motywach działania postaci. Akcja poprowadzona jest tak, że ciekawość czytelnika cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie, mimo niespiesznego tempa kolejne odkrycia, kolejne zwroty akcji nie pozwalają się ani chwilę nudzić. Intryga jest wielowątkowa, przemyślana i dopracowana, a tajemnice małego miasteczka oraz zbrodnia z przeszłości nadają lekturze naprawdę rewelacyjnego klimatu!

Oczywiście muszę też wspomnieć o bohaterach powieści. Postać pierwszoplanowa – Krystyna aktualnie przechodzi przez naprawdę trudny okres. To twarda babka, która nawet sama przed sobą nie chce przyznać, że może ją coś ruszyć. Śmierć męża, najbliższej osoby dzielącej z bohaterką codzienność to jednak nie byle co. Do teraz cały czas od wielu lat dręczy ją sprawa zaginięcia brata – doszło do niego w górach, w Tatrach, dokładnie tam, gdzie jedenaście lat temu syn Aleksandrowicza został uprowadzony. To sprawia, że Krystyna jeszcze mocniej i dziwniej angażuje się w tę sprawę. Nie jest to jednak tak jednostronna postać jak można by przypuszczać. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że sama zastanawia się nad swoimi rodzinnymi relacjami, choć jeszcze nie całkiem dojrzała, by próbować je zmienić.

„Nienawidzę przebudzenia, tego momentu, gdy znowu dociera do mnie świadomość, co się stało. Jakbym za każdym razem przeżywała to na nowo. Sen jest błogosławieństwem, bo odbiera wspomnienia, ale za tych parę godzin niepamięci płaci się każdego ranka.”

Poza Krystyną w książce jest wiele innych ciekawych postaci – znany już z tomu poprzedniego Wojtek, ale też osobne dla tego tomu postacie jak rodzina zamordowanych, którzy z jakiś niejasnych powodów zamiast udać się na luksusowe wakacje zagranicę, wybrali się do leśniczówki, choć nawet nie lubią bliskości przyrody, jak i ich siostra-dewotka i mężczyzna, który razem z nią odkrył tę makabryczną zbrodnię.
 
Nie mogę też pominąć miejsca i czasu akcji – fabuła toczy się jeszcze przed roku 2000 i choć cały czas gdzieś czujemy ten czasy w tle, to jednak nie dominują nad intrygą kryminalną. Najmocniej widać je na samym początku, kiedy jeden z policjantów nie jest w stanie trafić do pewnej wioski, bo sam nie wie gdzie to jest, a jego koledzy na komendzie nie potrafią znaleźć tego na mapie… Poza tym jednym fragmentem najmocniej o dawnych latach przypomina sama Krystyna ciesząca się swoją pierwszą komórką, jednak ciągle wspominająca o tym, że rachunki przez połączenia na pewno zapłaci astronomiczne.
Co do miejsca akcji to jest ono dokładnie takie jak lubię – małe wioski pod Żywcem i w górach. Okolica, gdzie wszyscy się znają, gdzie ważna jest bliskość i współżycie z naturą, gdyż jest ona cały czas na wyciagnięcie ręki. To miejsca spokojnie, choć i odludne, co mocno sprzyja posiadaniu mrocznych tajemnic…
„Bo czasem ze wszystkich rozwiązań zagadki prawdziwa jest ta, która najbardziej nas przeraża.”
Na koniec krótko muszę też opowiedzieć o tematach poruszanych w powieści. Tak jak w tomie pierwszym, tak i tu wspomnienia i pamięć odgrywają ogromną rolę. Przyglądamy się funkcjonowaniu rodziny, zarówno Krystyny, kobiety poświęcającej się bez skrupułów pracy oraz rodzinie Aleksandrowiczów, którzy z pozoru wyglądali na ideał, jednak czy naprawdę ich życie wyglądało tak jak wydawało się wszystkim wkoło? Do tego jeszcze trzeba wspomnieć o przeżyciach chłopca, który wychowywany był przez jedenaście lat przez obcą osobę, więziony i zastraszany. Żaden z tych tematów nie przytłacza, są w tle, ale odgrywają też w swoim czasie znaczącą rolę.
 
Podsumowując, „Lato utraconych” to kryminał z gatunku tych, które lubię najbardziej. Akcja toczy się w małych, oddalonych od miast wioskach, nad całością wiszą mroczne, niejasne tajemnice, a z tym wszystkim powoli próbuje uporać się charakterna śledcza, której nic nie powstrzyma przed odkryciem prawdy. Książka zaciekawiła mnie od samego początku i trzymała w napięciu do samego końca mimo niespiesznie posuwającej się akcji. Tu najważniejsza jest zagadka i kolejne tropy, które nakierowują na jej rozwiązanie. Do tego styl jest niesamowicie płynny i przyjemny, przez co czytanie tej książki to sama przyjemność.
 
Moja ocena: 8/10

lipca 27, 2021

"Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch

"Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch

 

Autor: Anna Kańtoch
Tytuł: Wiosna zaginionych
Cykl: komisarz Krystyna Lesińska, tom 1
Data premiery: 30.09.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Anna Kańtoch to polska autorka książek z gatunku fantastyki i kryminału. Na scenie literackiej zaistniała w 2004 roku, a w 2016 wydała swoją pierwszą powieść kryminalną pt. „Łaska”. Kańtoch jest pisarką wielokrotnie nagradzaną, a i sama „Wiosna zaginionych” zdobyła Nagrodę Wielkiego Kalibru. Tytuł ten jest pierwszym tomem nowej trylogii kryminalnej autorki o komisarz Krystynie Lesińskiej.
 
Fabuła „Wiosny zaginionych” toczy się współczesną wiosną. Krystyna, ponad 70letnia emerytowana policjantka toczy w miarę spokojne życie – krąży pomiędzy mieszkaniem w Katowicach a działką, czyta książki, ogląda seriale i spotyka się z wnukami. Jej spokój zostaje zaburzony, kiedy pewnego dnia w sklepie wpada na Jacka – mężczyznę, którego nie widziała przez pół wieku. Te spotkanie wzbudza w niej dawno pogrzebane uczucia – to właśnie w czasie wycieczki w góry 50 lat temu jej starszy brat zniknął, trójka jego towarzyszy zmarła, a żywy powrócił tylko Jacek. Krystyna jest pewna, że to on odpowiada za śmierć całej czwórki, teraz więc w końcu może odważyć się na ryzykowny plan… Jednak jego realizacja nie dochodzi do skutku – gdy kobieta wchodzi do domu Jacka, znajduje go martwego w salonie. Kto ją uprzedził? Szybko na miejscu zjawia się policja, a śledztwo przypada jej dawnemu współpracownikowi, który chętnie dzieli się z nią swoją wiedzą i domysłami. Jak szybko uda im się znaleźć mordercę? Czego dowiedzą się o Jacku? I czy Krystyna może mieć nadzieję, że ta śmierć wyjaśni największą zagadkę z jej przeszłości? I co do tego wszystkiego mają okoliczne zaginięcia psów?!
„Nie czułam się staruszką, ale tak wyglądałam i cieszyłam się z tego, ponieważ staruszki nie są groźne, staruszek nikt nie podejrzewa, a ja wiedziałam już, że zamierzam popełnić przestępstwo.”
Książka składa się z prologu, 32 rozdziałów oraz epilogu. Narracja prowadzona jest przez Krystynę w pierwszej osobie czasu przeszłego oraz przez kilka innych postaci (policjantów, operatora numeru alarmowego 112 itp.) w trzeciej osobie czasu przeszłego. Od czasu do czasu rozdziały przetykane są też kilkoma wpisami z bloga tajemniczego Kuby. Styl powieści jest naprawdę bardzo dobry, widać, że książka pod względem językowym jest naprawdę dopracowana – nie dziwi mnie to, gdyż tę autorkę uważam, za jedną z najlepszych w gatunku kryminału, a i w stopce redakcyjnej znalazłam nazwisko Karoliny Macios, co dla mnie jest zawsze gwarancją dobrej pod względem językowym (i nie tylko!) lektury. Język jest dosyć prosty, ale użyty z takim wyczuciem, że czytanie tej książki to sama przyjemność.
 
Krystyna Lesińska jest bardzo wdzięczną bohaterką – to twarda pani komisarz, która przez całe swoje czynne zawodowo życie właśnie pracę stawiała na pierwszym miejscu. Teraz może już trochę zmiękła, odnalazła się w normalnym życiu emerytki, z którego wyciska co najlepsze. Będąc w tym wieku, gdy patrzy wstecz, to żałuje, że nie poświęcała swojej rodzinie więcej czasu, czuje ciągłe wyrzuty sumienia, że nie było jej wtedy, kiedy jej dzieci najmocniej ją potrzebowały. Dla niej jednak to śledztwa były tym, dlaczego żyła, choć zadra z tej największej, najtrudniejszego i nierozwiązanej do tej pory zagadki dotyczącej zaginięcia jej brata ciągle w niej tkwi. Teraz więc Krystyna na nowo wtapia się w świat policjantów i przestępców, na nowo pobudza swoje szare komórki do działania na miarę ich pełnych możliwości. To postać mocno charakterna, pełna wigoru i jakiegoś takiego humoru w spojrzeniu na świat, potrafiąca trudne doświadczenia wykorzystać na swoją korzyść.
 
Akcja powieści toczy się tu spokojnym rytmem, dopasowanym do samego życia Krystyny. Intryga jest ciekawa i rozbudowana, choć mam wrażenie, że dzieli tu swoje miejsce z wątkami obyczajowymi tej historii, skupiającymi się na rodzinie Krystyny oraz życiu towarzyszących jej w tej sprawie policjantów. Myślę więc, że w tym przypadku możemy mówić o lżejszej odmianie kryminału, choć mimo wszystko same morderstwo i zagadka go dotycząca są dosyć mroczne.
 
W książce poruszonych jest też kilka ciekawych tematów, o których koniecznie musze wspomnieć. Dosyć mgliście, bo o tym najważniejszych zagadnieniu psychologicznym mówić nie mogę 😉 Ogólnie jednak książka po części poświęcona jest wspomnieniom, pamięci i przeszłości, a także ciekawym spojrzeniem na rolę matki, a zarazem policjantki. To na pewno tematy warte uwagi!
 
Ogólnie książkę czytało mi się naprawdę dobrze, od pierwszej strony lektury czuje się, że autorka miała na nią pomysł, wszystko jest tu naprawdę przemyślane i dopracowane. Bohaterowie są bardzo sympatyczni, a zagadka, choć niespieszna, jest rozbudowana z rozmysłem i naprawdę ciekawi. Nie wszystko jest tu do końca wyjaśnione, ale autorka już na samym końcu wyjaśniła, że pozostałe wątki zepną się w kolejnych tomach tej serii. Nie pozostaje nic innego jak ich wyczekiwać!
 
Moja ocena: 7,5/10

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 27, 2021

"Dziewczyny są tu takie miłe" L.E. Flynn - zapowiedź

"Dziewczyny są tu takie miłe" L.E. Flynn - zapowiedź
 
Mimo, że lipiec zbliża się już ku końcowi, to jeszcze nie koniec ciekawych premier na ten miesiąc! 29 lipca czyli dokładnie za dwa dni, swoją premierę będzie miał thriller psychologiczny pt. "Dziewczyny są tu takie miłe". Jest to debiut w literaturze przeznaczonej dla dorosłego czytelnika Laurie Elizabeth Flynn, byłej kanadyjskiej modelki, która wydała już trzy książki w gatunku YA. W Polsce jednak to będzie jej pierwsza publikacja. 

Stare grzechy mają długie cienie.
Chociaż od ukończenia studiów minęło już sporo czasu, Ambrosia Wellington nie może zapomnieć o tamtym wieczorze. Kiedy więc wraz z zaproszeniem na zjazd absolwentów uczelni otrzymuje anonim o treści: "Musimy porozmawiać o tym, co naprawdę się wtedy stało", zdaje sobie sprawę, że przeszłość nadal depcze jej po piętach.
Gdy wraz z nieobliczalną Sloane "Sully" Sullivan, dawną przyjaciółką, otrzymują kolejne, coraz to bardziej niepokojące wiadomości, zaczynają rozumieć, że ktoś pragnie się na nich zemścić. Gra, którą Ambrosia i Sully prowadziły, by zdobyć chłopaka innej dziewczyny, skończyła się bowiem dużo gorzej, niż przewidywały - ktoś zapłacił za nią zbyt wysoką cenę. A teraz, po dziesięciu latach mogą zostać za to ukarane…
Wstrząsający thriller psychologiczny, który pokazuje, jak daleko posuną się dziewczyny, by zdobyć to, co według nich im się należy.


 Książka swoją oryginalną premierę na rynku amerykańskim miała wiosną tego roku, już teraz prawa do jej publikacji sprzedane zostały do kilkunastu innych krajów, a i możliwe, że na jej podstawie powstanie serial firmy AMC. Opis książki mnie zaintrygował, mam więc nadzieję, że lektura okaże się naprawdę zajmująca! Zamierzam wziąć się za nią już wkrótce 😊 A Wy? 


Autor: L.E. Flynn
Tytuł: Dziewczyny są tu takie miłe
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Data premiery: 29.07.2021
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller psychologiczny

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

lipca 21, 2021

"Za każdą cenę" Robert Dugoni

"Za każdą cenę" Robert Dugoni

 

Autor: Robert Dugoni
Tytuł: Za każdą cenę
Cykl: Tracy Crosswhite, tom 6
Tłumaczenie: Lech Z. Żołędziowski
Data premiery: 02.06.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał / thriller
 
Pióro Roberta Dugoniego odkryłam w 2019 roku trochę przez przypadek – wzięłam udział w konkursie organizowanym przez Kawiarenkę Kryminalną, w którym do zdobycia był czwarty tom cyklu kryminalnego o detektyw Tracy Crosswhite pt. „Umiera się tylko raz” i udało mi się ten tytuł wygrać. Przeczytałam i się zachwyciłam (recenzja – klik!). Od tego czasu autor od razu wskoczył na listę moich ulubionych i na każdy kolejny tom serii czekam z ogromną niecierpliwością. Na rynku amerykańskim dostępnych jest już osiem tomów, więc mam nadzieję, że szybko i u nas doczekamy się wydania kolejnych dwóch.
Robert Dugoni to amerykański nagradzany pisarz, którego książki sprzedały się w ponad siedmiu milionach egzemplarzy w 25 krajach i językach. Jest autorem nie tylko świetnej serii kryminalnej o Tracy Crosswhite, ale i serii thrillerów prawniczych z Davidem Sloane’m oraz serii szpiegowskiej z Charlesem Jenkinsem, a także autorem kilku osobnych powieści. Mam szczerą nadzieję, że i te książki kiedyś w końcu zostaną wydane w polskim tłumaczeniu.
 
Fabuła tomu szóstego serii o Tracy Crosswhite pt. „Za każdą cenę” krąży wokół dwóch spraw kryminalnych. Detektywi Faz i Del zajmują się sprawą zamordowanej kobiety w South Park, aktywistki, która walczyła o spokojną dzielnicę na terenie ścierających się gangów. Detektywi przypuszczają, że w morderstwo mógł być zamieszany Mały Jimmy, z który Faz od lat ma pewien niezałatwiony zatarg…
W tym samym czasie Tracy zostaje poproszona przez Pryor pracującą w biurze osób zaginionych o pomoc w poszukiwaniach młodej dziewczyny, Hinduski, z którą od kilku dni jej była współlokatorka nie może się skontaktować. Dlaczego to nie rodzina zgłosiła zaginięcie? Czy doszło do przestępstwa czy dziewczyna po prostu gdzieś zaszyła się na kilka dni? Przeszłość Tracy popycha ją do dokładniejszego przyjrzenia się sprawie.
 
Książka składa się z 59 rozdziałów i epilogu. Akcja powieści toczy się w przeciągu pięciu dni, każdy nowy dzień jest odpowiednio w tekście zaznaczony. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia kilku głównych bohaterów, a te poprzetykane są też od czasu do czasu retrospekcją z przeszłości zaginionej dziewczyny, toczącej się na kilka dni przed jej zaginięciem. Styl powieści jest świetny, dynamiczny, jest dużo dialogów, które pisane są z pazurem – są mocne, treściwe, a i często całkiem zabawne. Uwielbiam styl autora!
 
Robert Dugoni ma dar do opisywania kilku zagadnień, tematów naraz w taki sposób, że wszystko ładnie się zgrywa, nic się nie miesza i czytelnik nie ma wrażenia przesytu. Tym razem książka skupia się na różnicach kulturowych mieszkańców Seattle, w szczególności na porównaniu życia Amerykanów z Hindusami. Zaginiona dziewczyna wbrew wymogom jej rodzimej kultury chciała żyć jak prawdziwa Amerykanka – nie przejmować się konwenansami, studiować i żyć tak, jak wszyscy wokół młodzi ludzie, spotykać się z kim chce, chodzić na imprezy i pracować na własne utrzymanie. Jej rodzina jednak tego nie popierała – uważali, że dziewczyna powinna wyjść za mąż i być mu posłuszna. Autor świetnie przedstawił te niuanse w swojej książce, z wyczuciem, nie oceniając, a po prostu opisując jak te dwie kultury różnią się od siebie i do czego może doprowadzić ich zderzenie…
Drugim bardzo ważnym i trudnym tematem poruszanym w książce jest rak piersi. Jedna z bohaterek właśnie dowiaduje się, że jest chora, przez co przyjdzie jej się mierzyć z wieloma niechcianymi dylematami. Bardzo poruszała mnie scena, w której kobieta mówi mężowi, że możliwe, że będzie musiała przejść mastektomię, na co jej mąż reaguje żywiołowo – tak, zrób to, byleby pozbyć się raka! – w ogóle nie zastanawiając się, co dla kobiety utrata tak kobiecego atrybutu znaczy. Czytelnik przygląda się ten całej sytuacji i czuje całym sobą jak wiele bohaterów to kosztuje.
 
Oczywiście prócz trudnych tematów znajdziemy tu wiele akcji, dużo napięcia i świetne zagadki kryminalne. Poznajemy też te mroczne oblicze Seattle, w którym panoszą się gangi i handel narkotykami kwitnie. W książce cały czas coś się dzieje, naprzemiennie przyglądamy się obydwóm zagadką kryminalnym, przez co mamy wrażenie, że jesteśmy w ciągłym ruchu. Nie da się przy tej pozycji nudzić!
 
Dla fanów serii na pewno dużą atrakcją będzie też przyglądanie się kolejnym losom głównych bohaterów, których życie prywatne mocno miesza się z życiem zawodowym. Nic w tym dziwnego, gdyż bohaterowie od lat tworzą naprawdę zgrany zespół, który chętnie przebywa w swoim towarzystwie także po godzinach pracy. Ja wszystkich ich uwielbiam i kibicuję im, by wiodło im się dobrze i po ich myśli.
 
Podsumowując, w „Za każdą cenę” dostaniemy i szybką, brutalną akcję, i spokojną, uważną zagadkę kryminalną. Autor odmalowuje ciekawy i bogaty obraz Seattle, pełen różnych kultur i wpływów, który sprawia, że miasto jest kolorowe, ale i powoduje wiele różnych starć i konfliktów. Dodatkowo dostajemy też tematy głębsze, do zastanowienia się, dotyczące społeczeństwa i życia w nim w ogóle. Wszystko to opisane jest naprawdę zgrabnym, dobrym i charakternym stylem, który sprawia, że zdarzało mi się parskać śmiechem, a i doprowadził mnie do wzruszenia. Nie wydaje mi się, by od książki tego gatunku można było wymagać czegoś więcej. Z niecierpliwością czekam na więcej tytułów Roberta Dugoniego w polskim wydaniu!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 21, 2021

Book tour z "Mamy morderstwo w Mikołajkach"!

Book tour z "Mamy morderstwo w Mikołajkach"!

 

Dokładnie pięć tygodni temu świętowaliśmy premierę pierwszej książki z nowej serii "Kryminał z pazurem" Marty Matyszczak pt. "Mamy morderstwo w Mikołajkach". Nigdy nie ukrywałam, że książki tej autorki bardzo lubię, ale tym tytułem Matyszczak pokazała nam się od całkiem innej strony - w pozytywnym sensie oczywiście, ja książką jestem zachwycona! To świetny kryminał z solidnym rysem psychologicznym postaci, osadzony w pięknym miejscu, którego klimat czuć na każdej stronie powieści, a i także niepozbawiony wstawek humorystycznych 😊 Więcej o moich wrażeniach z lektury możecie poczytać tu - klik! Książka ukazała się pod moim patronatem medialnym i właśnie z tej okazji dzisiaj przychodzę do Was z propozycję book touru! Macie chęć na wspólne czytanie? Zapraszam!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego (na IG @publicat_sa) w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście prawdopodobnie w czwartek.
Książka ruszy w podróż w weekend 23-25 lipca, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!
Lista uczestników:
1. @recenzje_subiektywne opinia - klik!
2. @kubickakatarzynaa opinia - klik!
3. @czytam_dla_przyjemnosci recenzja - klik!
4. @adziktworzy recenzja - klik!
5. @maniaczka_ksiazek 
6. Magdalena Moruś (FB) (książka jest tu od 24.09)
7. @mamazaczytana
8. @bookiem.mi.wychodzi
9. @z_ksiazka_mi_po_drodze
10. @allbooksinmylife
11. @czytajz.nami
12. @like.nobody_
13. @czytanietojestto
14. @przeczytajki
15. @zaczytana_panna

lipca 20, 2021

"Mroczna prawda" Cara Hunter

"Mroczna prawda" Cara Hunter

 

Autor: Cara Hunter
Tytuł: Mroczna prawda
Cykl: detektyw Adam Fawley, tom 5
Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Data premiery: 16.06.2021
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 472
Gatunek: kryminał / thriller
 
Cara Hunter to brytyjska autorka cyklu kryminalnego o detektywie Adamie Fawley’u i jego zespole śledczym. Debiutowała w roku 2018 książką pt. „Kto porwał Daisy Mason?” (recenzja – klik!), w przeciągu trzech lat cykl rozrósł się do pięciu tomów. Ja zapoznałam się z nim przy okazji polskiej premiery tomu drugiego pt. „Kto mieszka za ścianą?” (recenzja – klik!). Książka od razu zrobiła na mnie wrażenie swoją skrupulatnością, świetnym oddaniem realiów pracy zespołu śledczego oraz zaskakującym zakończeniem. I to właśnie dostajemy przy każdym tomie, a także ciekawe i trudne tematy, które zaprzątają nasze społeczeństwo. Z przyjemnością więc w posłowiu tomu piątego znalazłam informację, iż prawa do ekranizacji cyklu zostały wykupione przez telewizję Castlefield, więc wygląda na to, że może się spodziewać na jej podstawie serialu. Ja oczywiście już teraz czekam na tom szósty, którego angielska premiera wstępnie zapowiedziana jest na marzec 2022 roku.
 
Fabuła „Mrocznej prawdy” zaczyna się od wezwania detektywów na pobliski uniwersytet. Do dyrektora zgłosił się młody doktorant, który zgłosił napaść seksualną. Twierdzi, że wykorzystała go jego promotorka, profesor Fisher, która cieszy się dużą popularnością zarówno na uczelni, jak i w świecie naukowym. Kobieta jednak wszystkiemu zaprzecza. Czy dowody pobrane z ciała ofiary wystarczą, by rozstrzygnąć kto ma rację? W tym samym czasie Adam i Alex spodziewają się dziecka – Alex zbliża się już do końca ciąży. Obydwoje jednak boją się czy wszystko potoczy się zgodnie z planem, szczególnie, że Alex żyje teraz w ciągłym stresie – jej gwałciciel właśnie wyszedł z więzienia po odsiedzeniu 18 lat wyroku i na pewno będzie chciał wyrównać rachunki… W końcu to dzięki Alex został złapany. Kobieta żyje więc w ciągłym strachu, cały czas się boi i czuje się obserwowana. Czy to tylko jej wyobraźnia czy faktycznie coś jest na rzeczy?
 
Książka składa się z prologu, części głównej i epilogu. Trzon książki podzielony jest na fragmenty oddzielone gwiazdkami – są krótkie i naprzemiennie obserwują wszystkich członków zespołu śledczego, a także poprzetykane są dokumentami ze śledztwa, takimi jak protokoły czy przesłuchania, jak i komentarzami z Twittera, artykułami prasowymi oraz odcinkami podcastu poświęconemu odkryciu prawdy o gwałcicielu Alex. W tym tomie dodatkowo na samym początku książki dostajemy krótki opis wszystkich postaci występujących w całym cyklu przedstawiony w formie akt. Przez to nagromadzenie różnych form przekazu treści, książka, jak i cały cykl, mocno wyróżniają się na tle innych kryminałów dostępnych na rynku, dają poczucie realności i pełności. Jak wspomniałam, narracja prowadzona jest z punktu widzenia członków zespołu śledczego, wszyscy prócz Adama wypowiadają się w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, Adam w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, czasami też zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Fragmenty przedstawione z jego punktu widzenia jak jedyne oznaczone są datą i godziną zdarzeń, więc to właśnie one są tu nadrzędne nad pozostałym – zgodnie z funkcją jaką pełni Adam, przecież to on jest inspektorem policji nadzorującym cały zespół. Styl powieści jest spokojny, uważny, skupiony na szczegółach, ale i pełen dialogów, co nadaje książce dynamizmu.
 
Jak wspomniałam na wstępie, autorka w swoich książkach zawsze porusza ważny społecznie temat. W tym tomie na pewno jest nim wykorzystywanie seksualne przez osoby mające władzę. Temat tym istotniejszy, że tu ofiarą nie jest kobieta, a mężczyzna. O przemocy w stosunku do tej płci mówi się niewiele, prawda? Kiedy mowa o wykorzystywaniu seksualnym najczęściej od razu zakłada się, że to kobieta jest ofiarą – w końcu w większości przypadków jest słabsza fizycznie. Jednak te skojarzenie jest niesprawiedliwe, bo przecież mężczyźni równie dobrze mogą paść ofiarą napaści seksualnej, tylko ze względu na poglądy społeczeństwa, narzucone z góry role, dużo trudniej im się do tego przyznać. Tu autorka bardzo dobrze oddała te wszystkie niuanse dotyczące tego tematu, co na pewno pozwoli czytelnikom spojrzeć na niego szerzej, poszerzyć swoje horyzonty.
 
Tom ten znowu wydaje się bardziej skupiony na postaci Adama i Alex niż trzy pierwsze. Ich aktualne przeżycia mocno wplatają się w fabułę i oddziałują na całe śledztwo. Nie mogę powiedzieć nic więcej, by nie pozbawić Was elementu zaskoczenia podczas lektury, jednak w tym tomie wszyscy poniekąd zostają wystawieni na próbę. Adam i Alex i cały jego zespół śledczy.
 
A skoro już jesteśmy przy zespole śledczym, to z przyjemnością obserwowałam dalsze losy czwórki podwładnych Adama, które bardzo zgrabnie zostały wplecione w fabułę, tak, że nie dominują nad śledztwem, a jednak dla osób znających całą serię na pewno pogłębią jeszcze przywiązanie i sympatię do tych postaci.
 
W tym tomie intryga kryminalna skupiona jest równocześnie na dwóch sprawach, a może nawet i na trzech, jeśli wliczyć strach Alex przed jej dawnym gwałcicielem. Początkowo zespół śledczy zajmuje się wspomnianym zgłoszeniem napaści seksualnej, która jest sprawą niepewną – nie ma tu za wielu dowodów, to tak naprawdę słowo przeciwko słowu. Śledczy zajmują się nią dlatego, że chwilowo nie mają nic innego do roboty, bo tak naprawdę powinna trafić do innego wydziału. Niedługo później jednak dostają zgłoszenie zaginięcia pewnej kobiety, co nieco ożywia cały zespół i ich działania. Każdy z tych wątków poprowadzony jest sprawnie, z uwagą, ale i nie jest pozbawiony sporych zwrotów akcji, które czytelnika na pewno mocno zdziwią. Napięcie i zaciekawienie fabułą tak naprawdę od początku do końca utrzymuje się na najwyższym poziomie, a ostatnie sto stron jest wręcz nieodkładalne. Ogromne wrażenie i ogromne emocje wzbudziła we mnie ta książka, autorka naprawdę bardzo sprawnie kieruje emocjami czytelnika!
 
Nie chcę Wam zdradzać z książki za wiele, więc na tym zakończę. „Mroczna prawda” nie tylko trzyma wysoki poziom poprzednim tomów, a wręcz, w mojej ocenie, go przeskakuje! Historia jest ciekawa, zajmująca, a uwikłanie w nią głównych bohaterów powoduje, że czytelnik angażuje się w lekturę całym sobą. Jestem ogromnie z lektury zadowolona, to była naprawdę uczta kryminalna! Już nie mogę doczekać się tomu szóstego!
 
Moja ocena: 8,5/10

lipca 20, 2021

Kilka pytań do... Anety Jadowskiej, autorki cyklu "Garstka z Ustki"

Kilka pytań do... Anety Jadowskiej, autorki cyklu "Garstka z Ustki"


 Dlaczego każdym tom cyklu "Garstki z Ustki" zbudowany jest z innych wątków gatunkowych, czy od samego początku miała to być trylogia, który bohater "Denata wieczorową porą" był największym wyzwaniem dla autorki, dlaczego tak naprawdę właśnie kryminał i czy doczekamy się jeszcze kiedyś kolejnej książki w tym gatunku pióra Jadowskiej?
Zapraszam na rozmowę z autorką!


Aneta Jadowska notka biograficzna:
Filolożka, wielbicielka pomysłów niepraktycznych i niełatwych, czym uzasadnia doktorat z literatury i wiele innych ślepych uliczek w swojej biografii. wiedzie nocny tryb życia, bo wtedy najlepiej jej się pisze i czyta. Śpi, gdy przyzwoici ludzie pracują, co chyba czyni ją człowiekiem nieprzyzwoitym. Nie interesują jej małe wyzwania – skoro już spełnia się dziecięce marzenia o pisaniu powieści, nie ma powodu, by się ograniczać. Nie lubi bezczynności i nudy. Czyta wszystko, co jej wpadnie w ręce, uwielbia seriale kryminalne i muzykę rokową.
Autorka czterech fantastycznych serii: Heksalogii o Dorze Wilk, Trylogii Nikity, Trylogii Szamańskiej, Klanu Koźlaków i jednej obyczajowo-kryminalnej: Garstki z Ustki.
Jej książka „Cud, miód, Malina” otrzymała tytuł Książki Roku 2020 w Plebiscycie Lubimy Czytać.


Kryminał na talerzu: Od kilkunastu dni w polskich księgarniach możemy znaleźć Pani najnowszą książkę, trzeci tom serii kryminalnej pt. „Denat wieczorową porą”. Jak się Pani czuje oddając tę książkę w ręce czytelnika? Ma już Pani sporą liczbę wydanych tytułów na swoim koncie, więc czy stres co do reakcji czytelników jest mniejszy niż kiedyś czy niekoniecznie?

Aneta Jadowska: To zawsze jest stresujący moment, książka idzie w świat i nic już nie można zmienić i poprawić, prawdziwy koszmar perfekcjonistki. W dniu premiery mogę tylko mieć nadzieję, że książka się czytelnikom spodoba, bo wszelkie decyzje zostały podjęte dużo wcześniej.  


Jak wspomniałam, „Denat…” to tom trzeci serii „Garstek z Ustki”, ale i niedawno na swoim profilu społecznościowym ogłosiła Pani, że ostatni. Czy od początku planowała Pani zamkniętą trylogię, czy może ta decyzja zapadła dopiero przy ostatnim tytule?

Od początku miały być trzy Garstki, Magda, Tamara (honorowa Garstka) i Maria. Każda z nich miała dostać swoją powieść i swoją historię. Moja wariacja na temat trzech wiedźm, dziewczyny, kobiety dojrzałej i staruszki, trzy różne etapy życia, narracje i perspektywy. To nigdy nie miały być, jak niektórzy podejrzewali, cztery pory roku w Ustce 😊


Skoro już jesteśmy przy decyzjach dotyczących serii, to może zdradzi nam Pani skąd w ogóle pomysł na taką serię, w której każdy tom wygląda inaczej niż poprzedni? Czy to też było z góry zaplanowane?

Wiedziałam, że każda z bohaterek przychodzi z własnym stylem, charakterem, typem opowieści. Nie zastanawiałam się, szczerze mówiąc, nad tym, jakie to będzie miało konsekwencje choćby gatunkowe. To byłoby zbyt racjonalne.
Właściwie nigdy nie trzymałam się kurczowo jednego gatunku. W fantastyce uprawiam Urban Fantasy, które jest niesamowicie pojemne i właściwie mogę opisać w tej konwencji wszystko, od horroru, przez powieść drogi, czy psychologiczną, komedię, romans czy thriller, więc zwykle nie poświęcam gatunkom zbyt wiele uwagi i pozwalam historii mnie prowadzić. Przy kryminalnej serii to rodzi nieco więcej komplikacji, jak choćby to, na którym regale wyląduje który tom w księgarniach. Nadal uważam, że to po prostu było konieczne. Upychanie Tamary czy Marii w naturalnej dla Magdy konwencji mocno humorystycznej byłoby nienaturalne.


Wyczytałam gdzieś, że miejsce akcji wybrała Pani, gdyż podczas jednych ze spotkać autorskich zakochała się Pani w Ustce. To był Pani pierwszy raz w tym miejscu? Podejrzewam, że przed rozpoczęciem pisania musiała Pani dobrze poznać to miejsce. Czy wszystkie tomy pisała Pani właśnie tam czy może jeździła na reasearch a później pisała już w domu? Przy ostatnim tomie pewnie pandemia mocno wszystko utrudniła.

Tak, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Szukałam Ustki, nie wiedząc, że to właśnie jej szukam. Od decyzji, że to właśnie ona, do pisania pierwszego tomu minęły dobre dwa lata, więc miałam czas na research. Spędzałam w Ustce każdą wolną chwilę, robiłam tonę notatek, zdjęć, nawiązywałam relację z przyjaznymi informatorami, a potem, już w domu, pisałam. Epidemia utrudniła tylko ten etap, który nazywam „odświeżaniem wrażenia”. Byłam w zimowej Ustce rok przed epidemią, więc to nie tak, że musiałam wszystko od zera wymyślać. Ale faktycznie, w normalnym trybie pojechałabym raz jeszcze i tu pojawił się lock down z jego konsekwencjami. Szczęśliwie mogłam liczyć na pomoc mieszkańców, pan Adam Jakubiak przesłał mi kilkadziesiąt świetnych zdjęć zimowej Ustki i lasu w Uroczysku swojego autorstwa, pan bosman Hubert Bierndgarski wspomógł odpowiedziami na wszystkie pytania o port, klimat i zimy w Ustce.


To teraz pomówmy trochę o postaciach, a raczej o Marii, która jest bohaterką „Denata…”. Maria jest postacią z naprawdę trudną przeszłością, kiedyś była ofiarą przemocy domowej, a teraz sama pomaga takim obolałym duszom. I muszę przyznać, że jej zagubienie dobrze oddała Pani w tym tomie, jej obawy i wątpliwości. Trudno było stworzyć taką postać? Na pewno opisywanie jej musiało być wyzwaniem.

Mam wrażenie, że z Marią nie było trudno, bo chciała by jej historia została opowiedziana. Bywają bardziej krnąbrni bohaterowie. Myślę, że niekoniecznie ma to związek z tym, jak trudną mają przeszłość, bo radykalna empatia jest podstawą wcielenia się w emocje i sposób myślenia każdego z bohaterów, niezależnie od tego, jaką mają przeszłość. Myślę, że większym wyzwaniem była dla mnie Szyszka i to zapętlenie, w którym ona tkwiła. A bez Szyszki nie byłoby tej historii w równym stopniu, jak nie byłoby jej bez Marii.


W „Denacie…” zagadkę kryminalną oparła Pani na motywach klasycznej powieści kryminalnej. Z Pani profilu znowu wyczytałam, że było to spowodowane wzmożonym oglądaniem przygód Poirota podczas pandemii. Dobrze się Pani bawiła opisując wszystko w duchu klasycznym? Myślę, że wymyślenie zaskakującej zagadki na dobrze znanym motywie też na pewno nie było najłatwiejsze.

Oj bawiłam się znakomicie. I od dawna chciałam coś takiego zrobić, po prostu Maria do tego idealnie pasowała. Myślę, że już sam niesamowity dom na Uroczysku, miejsce akcji tej historii, który ma w sobie coś z tego ducha modernizmu, tak charakterystycznego dla ekranizacji Poirota, miał swój udział w tym, że właśnie taka formuła była szczególnie kusząca.


Na koniec rozmowy o serii muszę też zapytać dlaczego w ogóle zdecydowała się Pani na ten gatunek literacki? Mam tu na myśli szeroko pojęty kryminał, bez wątków fantastycznych, z których jest przecież Pani znana.

Pewnie dlatego, że od dziecka to kryminalne historie lubię najbardziej, jako czytelnik. W moich fantastycznych historiach też nigdy nie brakuje zbrodni, intrygi, a motyw śledztwa powraca bardzo często. To jest dla mnie najbardziej atrakcyjny i najbardziej naturalny sposób opowiadania historii. Więc kryminał był zawsze tylko kwestią czasu. Pomogło też to, że gdy poszłam do mojego wydawnictwa z gotowym tekstem Trupa na plaży, przyjęli go z entuzjazmem, choć to z innych rzeczy byłam znana i inne rzeczy były pewniejsze.


Teraz kiedy serii o Garstkach jest już zakończona, to czy planuje Pani wrócić do kryminału bez wątków fantastycznych? Może ma Pani już pomysł na jakąś inną kryminalną serię? 😊

W notatkach mam jeszcze kilka pomysłów, niewykluczone, że znajdą swoje miejsce w planach pięcioletnich, choć najbliższe dwa lata będą bardzo intensywnie fantastyczne.


To teraz trochę pomówmy po prostu o pracy pisarza. Jak wygląda Pani dzień? Pisze Pani codziennie w określonych porach czy nie traktuje Pani tego aż tak rygorystycznie?

Piszę codziennie, albo prawie codziennie. Dłuższe przerwy nie są wskazane, bo zbyt często powrót do pisania przypomina powrót do chodzenia po złamaniu nogi, niby się pamięta, jak się to robi, ale boli przy każdym kroku. Staram się utrzymać dyscyplinę i motywację na takim poziomie, by to nie była męka, ale przyjemność wynikająca z ciągłości i tego, że regularnie używany mięsień narracyjny w głowie działa lepiej. Z porami dnia bywa różnie. Był czas, że pisałam calutką noc i kładłam się spać koło 6-7 rano. Tego trybu życia z wielu powodów nie dało się utrzymać. Ale wciąż znacznie lepiej pisze mi się późnym popołudniem, wieczorem i nocą. Jestem sową z sąsiadami skowronkami, co bywa problematyczne 😊


Jak długo trwa praca nad książką? Co zajmuje Pani najwięcej czasu?

Samo pisanie to zwykle 3-4 miesiące, choć zdarza się, że pół roku. Research do każdej to od kilka miesięcy, do kilku lat – jak było na przykład z serią Nikity czy Witkacym, nad którymi zaczęłam pracę jeszcze pisząc Dorę. Projekty często robię na zakładkę, pisząc jeden, w wolnych chwilach zbieram materiały do innego. Etap researchu jest fajny i nie ma powodu, by nie trwał latami, czasami przy gmeraniu po źródłach w konkretnym celu pączkują zupełnie inne pomysły i to moim zdaniem bardzo twórczy czas.


Co w procesie powstawania i wydawania książki lubi Pani najbardziej, a co najmniej?

Lubię research, pisanie, spotkania z czytelnikami. Nie przepadam za redakcją a już chronicznie nie cierpię tego, że nie jestem w stanie się na spotkania teleportować i muszę spędzać całe dnie w trzewiach PKP. Jestem w tej luksusowej pozycji, z dobrymi wydawcami i oddanymi czytelnikami, że odpadł mi w jakiejś mierze najbardziej nieprzyjemny w tym zawodzie tryb niepewności, zawieszenia w wiecznym limbo i desperacji.


I na koniec kilka pytań trochę bardziej prywatnych, tak żebyśmy mogli się czegoś o Pani dowiedzieć. Jakiego gatunku, jakich książek czy autorów znajdziemy najwięcej w Pani biblioteczce?

Akurat jestem po przeprowadzce i przenoszeniu księgozbioru, organizowania ich gatunkami, więc odpowiedź nie jest trudna – najwięcej mam kryminałów, tuż za nimi fantastyka, na nieco odległym trzecim miejscu będzie literatura faktu, zwłaszcza biografie i reportaże.


Ulubiony sposób na odpoczynek?

Od jakiś trzydziestu dwóch lat, czyli odkąd nauczyłam się, w pocie czoła, czytać, to właśnie ono jest moją ulubioną formą relaksu. Już nie mogę się doczekać, kiedy skończywszy powieść, nad którą pracuję, wybiorę się do Ustki z walizką książek i będę czytać jak żarłoczna norka. 


Wyczytałam też, że jest Pani wielbicielką popkultury, więc jaki jest Pani ulubiony film i serial?

Moje serce należy do wielu fandomów, zawsze znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego. Mam też przelotne a intensywne związki z serialami. Ostatnią taką zbindgowaną miłością, genialnym serialem, który obejrzę pewnie jeszcze nie raz była Mare z Easttown. Doskonale napisany i zagrany serial, polecam gorąco.


No i ostatnie, obowiązkowe pytanie na moim blogu. A może dwa 😉 Czy lubi Pani gotować i co najbardziej lubi Pani jeść?

Lubię gotować, zwłaszcza kiedy nie jest to przymus, bo trzeba czymś nakarmić siebie i męża, ale kreatywny proces łączenia smaków i eksperymentów. Myślę, że nigdy dwa razy nie zrobiłam dokładnie takiej samej pasty, czy identycznie smakującego curry. I to jest w nich najlepsze. Zwykle, gdy mogę wybierać skończę z potrawą kuchni włoskiej lub indyjskiej. Prostota i fantazja, moje ulubione połączenie w kuchni.
 

Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!