lutego 28, 2022

"Piętno" Przemysław Piotrowski

"Piętno" Przemysław Piotrowski

 

Autor: Przemysław Piotrowski
Tytuł: Piętno
Cykl: komisarz Igor Brudny, tom 1
Data premiery: 06.05.2020
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 464
Gatunek: kryminał
 
Przemysław Piotrowski na polskim rynku książki pojawił się w roku 2015 z thrillerem „Kod Himlera”, jednak dopiero 5 lat później, kiedy to przeniósł się do Wydawnictwa Czarna Owca, usłyszał o nim cały polski czytelniczy świat. To „Piętno” rozpętało ten szum i rozgłos, co jest tym mocniej znaczące, że stało się to w czasie pandemii, czyli wtedy, gdy wszystkie działania promocyjne były mocno utrudnione. Piotrowski jednak zdołał napisać coś, co odciągnęło myśli czytelników od trudnej codzienności, a cała trylogia jest teraz uznawana za jedną z najlepszą polskich serii kryminalnych. Choć na ten moment mowa raczej o tetralogii, gdyż pod koniec zeszłego roku swoją premierę miała część czwarta.
Ja jednak swoją znajomość z książkami autora zaczęłam inaczej, od „Krwi z krwi” (recenzja – klik!), później była „Matnia” (recenzja – klik!), i dopiero teraz, na niecałe dwa miesiące przed premierą kolejnej książki autora, wzięłam się za nadrabianie jego najgłośniejszych tytułów. Nie wiem czy to kolejność lektur, czy może czasy, w których znowu ciężko skupić się na lekturze, jednak nie jestem aż tak oczarowana pierwszym tomem jak większość głosów, które do mnie dochodziły. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła – nie, to całkiem dobry kryminał.
 
Fabuła „Piętna” rozpoczyna się od dwóch brutalnych morderstw, które popełniono w Zielonej Górze. Tamtejsze bachusiki (figurki zdobiące miasto, jak krasnale we Wrocławiu) zostały ‘ozdobione’ fragmentami wyciętymi z ofiar, reszta ciał jest nadal poszukiwana… Sprawą zajmuje się weteran policyjny, inspektor Romuald Czarnecki, a podejrzanym jest zaginiony sprzed kilku dni doktor Filip Trochan, który został nagrany na kamerze monitoringu. Wieść o śledztwie dochodzi do Warszawy, gdzie pracuje Igor Brudny. Jego przyjaciółka, policjantka Julia informuje go, że człowiek bliźniaczo do niego podobny jest podejrzany o brutalne morderstwa, a jako że nadal jest poszukiwany, Igor może mieć w nadchodzących dniach we względu na swój wygląd problemy… Zielona Góra to miejsce dzieciństwa komisarza, więc ten na wieść o tym od razu zjawia się na miejscu. Czy Igor zdoła pomóc w tak trudnym śledztwie? A może jego cel jest inny? Czy można mu ufać? I czy policja zdoła powstrzymać mordercę przed popełnieniem kolejnego morderstwa?
 
Książka składa się z prologu i 59 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący – zna historię jeszcze przed jej opowiedzeniem, co czasami zaznacza w tekście. Podąża przede wszystkim za Brudnym i Czarneckim, jednak od czasu do czasu poświęca też chwilę postaciom pobocznym. Książka przede wszystkim skupia się na samej historii, odczucia bohaterów oczywiście też są opisywane, jednak nie dominują nad fabułą, są dodatkiem. Styl powieści jest prosty, dialogów jest dużo. Książkę czyta się dobrze i szybko, choć w kilku momentach zauważyłam zbędne powtórzenia mało znaczących informacji.
 
W „Piętnie” znajdziemy bohaterów ścierających się na kilku frontach. Jest Igor konta Czarnecki – ten pierwszy za wszelką cenę próbuje coś utrzymać w tajemnicy, ten drugi wie, że kluczowe jest, by ją odkryć. Jest też Igor kontra zaginiony Filip – bliźniak czy sobowtór? Mężczyźni dzielą wygląd, a mimo to wydają się stać po przeciwnych stronach barykady. A może to tylko gra? Jest jeszcze trzecia możliwa para – Igor kontra morderca, gdyż od samego początku wiadomo, że z jakiego powodu morderca chciał przyciągnąć uwagę policji na Igora. Dlaczego? Co Igor ma wspólnego z morderstwami? Jest jeszcze też jedna, dosyć popularna w kryminałach para, czyli Igor konta Oksana, kobieta, która pokochała Igora i która z całego serca pragnie z nim być, jednak mężczyzna przede wszystkim poświęca się pracy, nie dopuszcza do siebie nikogo innego. Jak widać, cały świat „Piętna” kręci się wokół Igora, co nie jest tutaj minusem, gdyż autorowi udało się zbudować ciekawą, zajmującą postać z mroczną przeszłością, o której nie chce mówić, a która wydaje się kluczem do całej zagadki.
 
Interesujące w powieści są również tematy, w jakie wplata się intryga kryminalna. Mamy tu przede wszystkim pojęcie rodziny, rodzeństwa i dzieciństwa, a również i te bardziej zwyrodniałe, o których mówić trudniej, jak przemoc w stosunku do dzieci i wykorzystywanie seksualne, a także pedofilia w Kościele. Żaden z tych tematów nie jest nowy w tym gatunku, jednak ubrane są sprawnie i nie przyćmiewają samej fabuły powieści.
 
Intryga kryminalna zbudowana jest na szkielecie rasowego kryminału. Zagadka jest intrygująca, choć niespecjalnie trudna, ale samo śledzenie tropów, jakimi podąża policja i Brudny, są na tyle zajmujące, że domyślenie się rozwiązania nie odbiera przyjemności z lektury. Finał jest szybki, spektakularny, powiedziałabym, że wręcz filmowy.
 
Muszę jednak przyznać, że jak dla mnie książka momentami była za brutalna. Dokładne opisy ofiar, sposób zabijania mordercy były wręcz obrzydliwe, makabryczne, co trochę wydaje mi się nie całkiem uzasadnione. To takie trochę epatowanie makabrą, turpizm, które może i faktycznie spełnia swój cel, gdyż mocno szokuje, jednak ja wolałabym być zszokowana dobrym rysem psychologicznym mordercy czy przenikliwością śledczych, a nie makabrycznym opisem zwłok.
 
Podsumowując, „Piętno” to całkiem sprawnie napisany kryminał, jednak nie umiem się w nim dopatrzeć tego, co wywołało u innych czytelników takie zachwyty. Może sama czytam za dużo powieści tego gatunku, bo żaden z tematów się pojawiających nie był dla mnie zaskoczeniem – to wszystko już gdzieś było. Może książkę inaczej odebrałabym dwa lata temu, choć wydaje mi się, że te tematy pojawiały się też już wcześniej. Może wpływ na mój odbiór lektury miało też to, że ja po prostu nie lubię epatowania brutalnością, której aż takich ilości się tutaj nie spodziewałam. Nie wiem, książkę oceniam jednak zgodnie z odczuciami jako dobry, poprawny kryminał i zobaczę co przyniesie mi tom drugi. Może zachwyt przyjdzie przy tym tytule?
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 26, 2022

Wygraj "Empatajzera"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Empatajzera"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

 

Od premiery "Empatajzera" Aleksandry Borowiec minęło zaledwie kilka dni, choć wydaje się, że wieczność. Żyjemy teraz w całkiem innym świecie niż jeszcze chwilę temu, a każdy z nas przeżywa to inaczej. Nie oceniajmy innych za ich reakcje, każdy ma prawo robić to, co podpowiada mu jego własne sumienie. Pamiętajmy też, że jeśli chcemy być pomocni dla innych, to musimy przede wszystkich zachować własną równowagę psychiczną, a w tym pomoc niosą nam książki. Dlatego też mimo wszystko ruszamy z konkursem, w którym mam dla Was 5 egzemplarzy "Emapatajzera", najlepszej książki, jaką czytałam w tym roku.
Jeśli przegapiliście informacje o tym tytule, to tu znajdziecie moją recenzję - klik!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Tytułowy empatajzer to przełomowe urządzenie, które ma zrewolucjonizować podejście do drugiego człowieka, bransoletka umożliwiające nagranie własnym emocji i udostępnienie ich światu. Dzięki niemu ludzie mają stać się bardziej empatyczni. 
Wyobraź sobie, że takie urządzenie naprawdę istnieje i napisz jak myślisz - czy empatajzer mógłby zmienić świat? 
Krótko uzasadnij swoje zdanie.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 26 lutego do 2 marca do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu autorki książki (IG - klik!, FB - klik!), wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

03.03. aktualizacja - wyniki konkursu:
Ostatnie kilka dni (a i na pewno jeszcze wiele kolejnych) to dla nas wszystkich mocno emocjonalny czas - czujemy wspólne smutek, złość, a może nawet wściekłość, bezradność, ale i też pozytywne uczucia jak nadzieję i braterstwo. Razem pomagamy, razem stajemy przeciw oprawcom, nawet jeśli dzieje się to tylko przez użycie hasztagu czy niebiesko-żółtych serduszek. Jednak to jest sytuacja wyjątkowa, na co dzień raczej chowamy się w swoich skorupach, nie pokazujemy co naprawdę myślimy. Czy empatajzer mógłby pomóc? Wasze odpowiedzi były różne. I dobrze, bo widać, że zastanowiliście się dłużej jak takie urządzenie mogłoby wpłynąć na nasze życie. Za wszystkie zgłoszenia dziękuję! Ale jak zawsze mam ograniczoną ilość książek do rozdania, tak więc poniżej znajdziecie listę tych wyróżnionych:


IG
1) @black_red_witch
Empatajzer z pewnością mógłby zmienić świat, jednak czy zmieniłby go na lepsze czy wręcz przeciwnie, wyrządziłby więcej szkód. Jak każda technologia, do której mamy dostęp może mieć swoje korzyści jak i wady, tylko od ludzi zależy w jakim celu dany sprzęt będzie użyty. Jeśli empatajzer zostałby użyty, aby pomóc innym zrozumieć nasze emocje, które ciężko nam wyrazić...wtedy moglibyśmy lepiej się dogadać z daną osobą, pomóc jej w trudnych chwilach, nie byłoby miejsca na niedomówienia i zły dobór słów, które padają w różnych sytuacjach. Gdybyśmy znali emocje innych może potrafilibyśmy częściej okazywać dobroć/dobre serce wobec innych

FB
2) Wioleta Bejger
Czy empatajzer mógłby zmienić świat ?🤔 raczej nie ....
Możemy rozumieć drugą osobę, jej stanowisko i emocje, ale zupełnie tych emocji nie czuć.
Czy warto być empatycznym, czy też stawiać tylko i wyłącznie swoje dobro na pierwszym miejscu, jest indywidualną decyzją każdego z nas , opaska na ręku nie pomoże stać się lepszym człowiekiem.

3) Małgorzata Jakubiak
Myślę, że gdyby empatajzer naprawdę istniał, to ludzie od razu zaczęliby w nim "gmerać" i wymyśliliby różne "tryby" działania - dla przyjaciół, dla wrogów, dla szefów, itd, i tak nie byłoby żadnej gwarancji, że widzimy prawdziwe emocje drugiego człowieka, czy z empatajzerem czy bez, czasem bylibyśmy prawdziwi, a czasem nie.

4) Jovita Kołodziej
Myślę że takie urządzenie zmieniłoby świat. Gdyby drugi człowiek rzeczywiście poczuł co czuje ta druga osoba, nie sprawiałby jej bólu. Niestety wielu ludziom brakuje empatii i wyobraźni. Gdyby współodczuwali emocje drugiego człowieka, przynajmniej część ludzi zmieniłaby swoje postępowanie i nie wyrządzałaby krzywdy innym. Jestem zdania że nie byłoby tylu konfliktów, a także nie dochodziłoby do eskalacji przemocy zarówno fizycznej jak i psychicznej. Mam nadzieję że w przyszłości, nawet może niedalekiej, naprawdę będzie takie urządzenie jak empatajzer.
5) Roman Czaja
Empatajzer to byłby cudowny wynalazek,
który powinien mieć każdy człowiek,
dlatego, że dzięki niemu mógłby z innymi dzielić się emocjami
a nie ukrywać je za ciężkimi życia zasłonami.
Empatajzer pozwoliłby na dzielenie się ze światem
dobrem i miłością jak z najlepszym bratem
dlatego zmieniłby go na lepsze
a życie stałoby się piękniejsze.
Dzięki niemu wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka
odesłałaby zło do samego piekła
a ludzie cieszyliby się pokojem
i dzielili się z innymi z serc płynącym dobrem.

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do niedzielnego wieczoru. 
A wszystkich zapraszam do dalszej obserwacji moich profili, już niedługo ruszamy z kolejnymi konkursami!

lutego 25, 2022

"Sanatorium" Sarah Pearse

"Sanatorium" Sarah Pearse

 

Autor: Sarah Pearse
Tytuł: Sanatorium
Cykl: Elin Warner, tom 1
Tłumaczenie: Magda Witkowska
Data premiery: 03.02.2022
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 528
Gatunek: kryminał
 
Sarah Pearse to brytyjska autorka kryminału „Sanatorium”, który otwiera serię o policjantce Elin Warner. Książka ta trafiła na listę bestsellerów The New York Times oraz była polecana przez Klub Książki Reese Witherspoon. Inspiracjami do jej powstania był artykuł, który autorka znalazła w szwajcarskiej gazecie na temat historii lokalnych szpitali dla gruźlików oraz miłość do szwajcarskiego miasteczka Crans-Montana, w którym żyła przez kilka lat. Na lato tego roku zapowiedziana jest angielska premiera tomu drugiego serii o detektyw Elin Warner.
 
Historia „Sanatorium” toczy się w styczniu 2020 roku. Elin wraz ze swoim partnerem Willem zostali zaproszeni przez jej starszego brata Isaaca do nowo otwartego hotelu położonego na szwajcarskim lodowcu, by uczcić jego zaręczyny z Laure, która pełni tam funkcję zastępcy dyrektora. Hotel ten osadzony jest na bazie starego szpitala dla gruźlików, a z jego powstaniem związanych było wiele kontrowersji. Już po przekroczeniu jego progu Elin czuje się dziwnie, jakby budynek emanował złowrogą aurą. Jej obawy, że coś z tym wyjazdem będzie mocno nie tak, spełniają się dnia następnego, gdy Laure zostaje uznana za zaginioną, a na zboczu zasypanym śniegiem odkryte zostaje ciało, którego obrażenia ewidentnie wskazują na udział osób trzecich… Niestety policji nie uda się dojechać na miejsce, gdyż właśnie pogoda ulega załamaniu, wzmaga się śnieżyca utrudniająca poruszanie się w tak wysokich górach i przynosząca zagrożenie zejścia lawiny. Elin, jako angielska policjantka, zostaje poproszona przez właściciela hotelu by zajęła się tą sprawą, gdyż jest jedyną osobą mającą do tego kwalifikacje w tym miejscu. Jednak Elin, tak jak sam hotel, też ukrywa swoje sekrety… Czy mimo wszystko uda jej się znaleźć Laure i zatrzymać mordercę, który zdaje się realizować jakiś własny, chory plan?
 
Książka składa się z prologu toczącym się w 2015 roku, 92 rozdziałów odliczających dni pobytu Elin w hotelu oraz epilogu zapowiadającego zdarzenia prawdopodobnie z tomu kolejnego. Po prologu i epilogu zamieszczone są fragmenty artykułów dotyczących wydarzeń rozgrywających się w hotelu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego w przeważającej większości z perspektywy Elin, kilka rozdziałów przedstawiona jest z punktu widzenia postaci drugoplanowych. Narracja prowadzona jest spokojnie, skupiona zarówno na emocjach postaci, jak i na przedstawieniu kolejnych wydarzeń i obserwacji mających przyczynić się do odkrycia motywów, a zarazem postaci mordercy. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, sporo dialogów. Mam mu jednak trochę do zarzucenia. Po pierwsze we fragmentach dotyczących głównie wspomnień i dawnych wydarzeń (choć i w odniesieniu do aktualnych czasów też się to zdarzało) bardzo dużo było powtórzeń zaimków osobowych i dzierżawczych. Po drugie narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, jednak zdarzały się wtrącenia w pierwszej osobie, które prócz napisania ich od nowej linijki (w ebooku nawet i tego nie było) nie były specjalnie wyróżnione w tekście, co wprowadzało lekkie zmieszanie czytelnika. Co do wydania polskiego mam jeszcze i trzecią uwagę – w tekście znalazło się niepokojąco dużo literówek. Wszystko to oczywiście nie sprawia, że książka nie jest czytelna, jednak momentami utrudnia czerpanie przyjemności z lektury.
 
Książka rozpoczyna się dobrze. Dostajemy dosyć mroczny, niepokojący klimat – wysokie góry, odcięcie od reszty cywilizacji, szalejąca śnieżyca i hotel z tajemnicą z przeszłości. To wszystko przywodzi na myśl klasyczne powieści detektywistyczne. Tempo akcji też zgadza się z tym gatunkiem – większość wydarzeń toczy się w jednym miejscu, a główny nacisk nałożony jest tu na przesłuchiwanie świadków, sprawdzanie dowodów i dedukcję. Dostajemy też ciekawą bohaterkę z tajemnicami z przeszłości. W dzieciństwie Elin straciła brata, jednak tak naprawdę nie jest pewna, co się wtedy stało. Chyba obwinia o to starszego brata Isaaca i teraz przyjechała na jego zaproszenie zmotywowana, by w końcu tę tajemnicę wyjaśnić. Elin boryka się też z świeżym traumatycznym wspomnieniem nieudanej ostatniej policyjnej akcji, przez którą trafiała na przedłużający się urlop i przez którą wątpi czy faktycznie na śledczą się nadaje. Postać jest więc skomplikowana, potrzebująca jakiejś przemiany, którą w domyśle ma jej dać właśnie to prowadzone samotnie śledztwo.
Towarzyszące jej postacie też zapowiadają się dobrze – optymistyczny, niczym nie przejmujący się jej partner Will, tajemniczy właściciel hotelu i jego siostra oraz dziwnie zachowujący się brat Elin. Każda z tych postaci ma ogromny potencjał.
 
Warto też wspomnieć o historii budynku, na którym powstał hotel. W XIX i XX wieku położony był tam szpital dla gruźlików, którzy w czystym i pięknym otoczeniu przyrody mieli zdrowieć, nabierać sił i dochodzić do siebie. Historia o tym miejscu nie jest jednak tak kolorowa, jak mogłoby się z tego opisu wydawać. Czytelnik od początku czuje, że musiało tak dziać się coś złego… To ciekawy temat.
 
Na tym jednak plusy powieści się kończą. Im dalej w fabułę, tym Elin podejmuje coraz bardziej niezrozumiałe decyzje, które mnie podczas lektury mocno irytowały. Bohaterka momentami postępuje po prostu głupio – ogłasza wszystkim swoje podejrzenia, chodzi po hotelu sama wiedząc, że przecież grasuje tam morderca. To tylko dwa przykłady z morza takich zachowań. Niestety nie tylko Elin jest narażona przez autorkę na takie działania. W książce znalazłam kilka rażąco nieprawdopodobnych w takiej sytuacji zdarzeń, które razem z postępkami Elin spowodowały, że fajny, mroczny klimat zniknął, a książka stała się po prostu męcząca.
 
Podsumowując, debiut Sarah Pearse ma w sobie naprawdę duży potencjał, który jednak nie został nawet w połowie wykorzystany. Klimat mrocznego, tajemnego miejsca szybko się ulotnił, a to, co zapowiadało się na tak dobrą zagadkę kryminalną, przerodziło się w farsę, głównie przez nielogiczne zachowania bohaterów. Bardzo żałuję, że książka nie utrzymała poziomu jaki zaprezentowała na samym początku, gdyż wtedy mogłaby być naprawdę klimatycznym kryminałem napisanym w starym stylu. Niestety finalnie okazała się nieprzemyślanym, naiwnym i niespecjalnie udanym debiutem. Mocno się na niej zawiodłam i nie jestem pewna czy będę w stanie dać autorce jeszcze jedną szansę.
 
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 23, 2022

"Do zakopania jeden trup" Iwona Banach - zapowiedź patronacka

"Do zakopania jeden trup" Iwona Banach - zapowiedź patronacka
 W marcu na blogu będzie się naprawdę dużo działo! Dzisiaj, dokładnie na miesiąc przed premierą, przychodzę do Was z zapowiedzią mojego trzeciego marcowego patronatu! Tym razem mam przyjemność objąć nim czwarty tom serii komedii kryminalnych z trupkami pióra Iwony Banach pt. "Do zakopania jeden trup". Jest to jedna z moich ulubionych serii w tym gatunku, więc moja radość z tego ogłoszenia jest naprawdę duża!

Emilia Gałązka otrzymuje dokumenty uprawniające ją do spadku po zamordowanej Amerykance. Cierpiąca na depresję z powodu braku końca świata kobieta nie jest zainteresowana pieniędzmi. Magda jest w ciąży i nadal planuje otworzyć swoją agencję detektywistyczną. Emilia postanawia więc pomóc siostrzenicy, podejmując spadek. W tym celu musi jednak spełnić wymagania spadkodawczyni. Wyjeżdża na trzy tygodnie do ośrodka "Jesienny Płomień", aktywizującego bogate seniorki. Jak się okazuje, można tam znaleźć nie tylko zamożne panie, którym płatni podrywacze zapewniają porywy serc, ale także... zwłoki.
Co z całą sprawą ma wspólnego ekscentryczny zwolennik teorii płaskiej Ziemi?
Ile prawdy jest w krążącej po okolicy legendzie o duchu wisielca?

Uwielbiam Emilię Gałązkę! Kreacja tej postaci jest naprawdę niesamowicie dobra i ciekawa, za co autorce należą się duże brawa. Tom czwarty zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, muszę przyznać, że podobał mi się najmocniej z całej tej serii. To lekka, trochę szalona i bardzo ciekawa komedia kryminalna z fajnymi, ironicznymi spostrzeżeniami na temat czasów aktualnych. Bawiłam się przy niej doskonale i mam nadzieję, że Wy również będziecie!
Oczywiście każdy tom serii można czytać niezależnie od pozostałych. Recenzje dwóch pierwszych znajdziecie na blogu tu - klik! i tu - klik!, a niedługo dołączy do nich trzecia i czwarta 😊


Autor: Iwona Banach
Tytuł: Do zakopania jeden trup
Cykl: Emilia i Magda Gałązka, tom 4
Data premiery: 23.03.2022
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: ok. 350
Gatunek: komedia kryminalna

Książka jest dostępna w przedsprzedaży. 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 22, 2022

Kilka pytań do... Aleksandry Borowiec, autorki "Empatajzera"

Kilka pytań do... Aleksandry Borowiec, autorki "Empatajzera"

 

Co serial "Dziewczyny" ma do "Empatajzera", skąd się wzięła nazwa "Pattium" i co symbolizuje podział na cztery dzielnice, czy doczekamy się kontynuacji tej historii i co takiego fajnego jest w redakcji tekstu? 
Zapraszam na rozmowę z autorką!

Aleksandra Borowiec notka biograficzna:
Rocznik 1988. Pochodzi z Płocka, mieszka w Warszawie, a serce zostawiła na Warmii i Mazurach. Wielbicielka czarnej kawy i dobrych historii. Finalistka m.in. konkursów organizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania (2018) i Góry Literatury (2019). Autorka opowiadań (publikowanych m.in. w czasopismach i magazynach literackich, takich jak "Autograf" czy "Wizje") i powieści kryminalnej "Gwiazda szeryfa".

Kryminał na talerzu: Właśnie na rynku ukazała się Pani druga powieść nosząca tytuł „Empatajzer”. Jak emocje związane z premierą? W końcu to całkiem coś innego niż „Gwiazda Szeryfa”, więc jakby ponowny debiut 😊

Aleksandra Borowiec: Emocje są i to chyba większe niż za pierwszym razem. Kiedy człowiek debiutuje, głównie cieszy się, że widzi swoją książkę w druku. Jeśli nie jest mocno osadzony w literackim światku - a ja nie byłam i chyba nadal nie jestem - nie buduje w sobie większych oczekiwań. Teraz jest mi trudniej. Muszę sprostać oczekiwaniom tych, którzy sięgnęli po mój debiut. I przekonać do siebie tych, którzy jeszcze mnie znają. Nie powiem, marzę też już nieco śmielej, więc tym dotkliwsze mogą okazać się rozczarowania. 😉


Ja jestem już od dawna po lekturze "Empatajzera" i muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem. Zrobiła Pani kawał dobrej roboty! Jego fabuła osadzona jest w przyszłości, ale jak bardzo w przyszłości?

Miło mi to słyszeć, starałam się. 😊 Fabuła jest osadzona w mocno niedookreślonej przyszłości. Ten sztafaż sci-fi to tylko kostium dla mocno symbolicznej opowieści, więc na etapie pisania nie miałam potrzeby głębszego rozpisywania ani konkretnych dat, ani historii fikcyjnego przecież miasta. Wolałam skupić się na bohaterach i zbudowaniu obrazu podzielonej, kastowej wręcz społeczności miasta. Na pewno są to czasy katastrofy ekologicznej czy też już po niej. Zresztą, jak pewnie Pani zauważyła - ta katastrofa, rozpad, przewija się przez większość wątków: ma odbicie w relacjach bohaterów, w ich psychice i zachowaniach. Jednocześnie nie wygląda tak, jak byśmy sobie to być może wyobrażali. Nie huknął grom, nie spłonął świat. Życie toczy się dalej, a ludzie rozgaszczają się w nowej rzeczywistości, bo nie mają innego wyboru.


Świat przedstawiony w powieści wygląda inaczej niż teraz, mimo że pozornie aż tak mocno od współczesnego się nie różni. Skąd pomysł na miasto Pattium i tego, jak wygląda codzienność bohaterów? Ja nie jestem znawcą futurystycznych książek, więc proszę powiedzieć czy w całości to wszystko Pani wymyśliła czy może jakieś tematy były zaczerpnięte z innych powieści?

Ja też nie uważam się za znawcę futurystycznych wizji. Sama nazwa Pattium, podobnie jak większość nazw własnych w tej książce, ma swój źródłosłów. Tu jest nim empatia - empathy - pathy - pattium. Końcówka „-um” to już hołd dla Kurta Vonneguta i jego fikcyjnego miasta Ilium, które było tłem dla jego powieści. Zresztą, w jego debiutanckiej „Pianoli” występuje też podział miasta na część przemysłową, którą zamieszkują wszyscy ci industrialni magnaci: inżynierowie i zatrudnieni w fabrykach, i Zarzecze - na którym znaleźli się ci, którym maszyny na podstawie ich IQ wyznaczyło niski społeczny status. 
Chciałam stworzyć miasto post-industrialne, odtworzyć ten przygnębiający klimat upadku miejsca, które lata świetności ma za sobą, a teraz nie przystaje do nowych czasów. Coś jak miasta amerykańskiego pasa rdzy, Detroit na przykład. Tyle że w mojej powieści dla Pattium pojawia się nadzieja - jest nią nowa technologia, która powstała właśnie tam i która zaczyna cieszyć się coraz większą popularnością. To wlewa nowe życie - oczywiście w określone dzielnice i w określone warstwy społeczne.
Codzienność bohaterów... Cóż, znowu wracamy do katastrofy, która się nie dokonuje. Ograniczenie konsumpcji, limitowanie dostaw... Brzmi znajomo, nieprawda? To już się dzieje.


Pattium to miasto przypominające budową serce, składa się z czterech dzielnic, jak serce z dwóch komór i dwóch przedsionków – z takim porównaniem spotykamy się w powieści. Skąd taka symbolika, co kryje się pod tym porównaniem?

„Empatajzer” to powieść, która silnie rozgrywa się w symbolach. Ta jej warstwa była dla mnie jako dla autorki o wiele ważniejsza niż kostium sci-fi, w który ubrałam tę historię. Ponieważ to powieść, rozgrywająca się w i na emocjach, symbolika serca wydała mi się oczywista.
Cztery dzielnice odzwierciedlają również podział na 4 typy osobowości według teorii humoralnej: melancholik, flegmatyk, sangwinik i choleryk. Widać to w kolorystyce poszczególnych dzielnic i zachowaniach bohaterów. Robotnicza Suffre to dzielnica choleryków - żółtawa w kolorycie. Kordé - ceglana, czerwona - to miejsce sangwiników, wrażliwców, ale skupionych na sobie. Mizeria - szarość - to flegmatycy. Mersja zaś - najbogatsza z tych w mieście - jaśnieje bielą, a zamieszkują ją melancholijni bogacze.


A gdzie w ogóle znajduje się Pattium? 

Tam, gdzie i Prawiek u Olgi Tokarczuk - wszędzie i nigdzie jednocześnie. 😊 A wrażenie tego „nieumiejscowienia” chciałam spotęgować nazwiskami i imionami bohaterów, z których każde brzmi inaczej, ma inne pochodzenie.


Mówiąc o „Empatajzerze” nie sposób nie mówić o emocjach, a przede wszystkim o tej empatii. I znów tutaj muszę zapytać: skąd ten pomysł, co Panią zmotywowało do właśnie takiego tematu? Wiąże się z tym jakaś historia?

Pierwszym impulsem do myślenia o tej fabule była prosta sytuacja: tak strasznie bolała mnie głowa, a mieliśmy z moim mężem jakieś plany. Chciałam opowiedzieć mu ten stan bólu, że naprawdę, naprawdę nie dam rady. To jest taka sytuacja nieopowiadalna: ból. Jak ocenić go na skali od 1 do 10? Jak przekazać to komuś bliskiemu, albo lekarzowi? I wtedy pomyślałam o takim właśnie urządzeniu, które pozwoliłoby zapisywać swój stan i udostępniać go innym. Wtedy był to pomysł raczej na opowiadanie, nie wydawał mi się rozwijalny w powieść, zarzuciłam go zresztą szybko.
Drugim bodźcem był serial, który bardzo lubię: „Dziewczyny” HBO, wykreowane m.in. przez Lenę Dunham. Zafascynował mnie sposób opowiadania tej historii, będący zresztą antytezą tego, co najczęściej oglądaliśmy na ekranie. Wielogłos, w którym właściwie nie lubimy żadnej z tych bohaterek, a jednocześnie - utożsamiamy się tylko i wyłącznie z ich konkretnymi lękami, wstydami, sytuacjami, w których je postawiono. W którym fabularne napięcie wynika nie z tych wszystkich storytellerskich sztuczek, a z tego, że nie wiadomo, jak zachowają się postaci. I w którym fabuła staje się dzięki temu zupełnie nieprzewidywalna. Nawiasem mówiąc, jeden z bohaterów fizycznie przypomina Adama, chłopaka Hanny.
Po trzecie - chciałam wyjść z bańki fabuł „retro” i... zwyczajnie się w nich nie zaszufladkować. Potrzebowałam oddechu od researchu, pilnowania realiów, mierzenia się z nieznajomością świata, który opisuję, bo research, nawet najlepszy, to przecież tylko okruchy, odłamki. Chciałam napisać coś, co od początku do końca tworzę w swojej wyobraźni. A przede wszystkim - zmierzyć się z czymś nowym. Bo powieść taką jak debiutancka „Gwiazda szeryfa” już umiałam napisać. Podobną fabułę mogłabym utkać bez większego trudu. A ja potrzebuję się utrudzić, pragnę wyzwań.


W książce mocno widoczne są podziały, szczególnie te spowodowane posiadaniem lub brakiem pieniędzy. Czy jest to obraz współczesności czy może obawa o to, do czego współczesność może nas doprowadzić?

Myślę, że nie tyle może nas doprowadzić, co już nas doprowadziła. To nie jest żadne wielkie odkrycie, a truizm - żyjemy przecież w podzielonym świecie, który poprzez pozorne zdemokratyzowanie kreuje złudzenie burzenia murów. Rozgościwszy się w przywilejach, nie zauważamy ich.


A firma Empathy? Mam wrażenie, że postać jej właściciela nie tylko owiana jest tajemnicą, ale i pełna jest symboli.

Oczywiście można w tej postaci doszukiwać się współczesnych technologicznych książąt, których nazwisk nie będę wymieniać, bo i po co. Ludzi, których widzimy poprzez ich publiczny wizerunek, więc postrzegamy ich jako miłych gości.
Inspiracje do postaci Inżyniera były dwie. Pierwszy to prorok Bokonon z „Kociej kołyski” Vonneguta - znowu do niego wracamy. Ktoś w rodzaju wizjonera, proroka, o którym wiemy, że jest tym prorokiem nie na podstawie jego zachowań, a na podstawie relacji innych ludzi. Druga - to „Bal u Salomona” Gałczyńskiego. To przepiękny, oniryczny, szalony poemat, z którego zaczerpnęłam i motta, i tempo poszczególnych części powieści. Tam podczas tytułowego balu wszyscy czekają na Salomona, który w końcu nie przychodzi. 
To dlatego postać Inżyniera zbudowana jest z niedosytu, niedookreślona. Nie wiemy o nim wiele, bo i tego nie potrzebujemy. To kolejny symbol, który pojawia się w finalnych, epifanicznych scenach.


Z powieści wywnioskowałam, że sposób działania empatajzerów mocno oparty jest na mediach społecznościowych, to taki instagram emocji zamiast zdjęć – każdy ma lub chce mieć, ale … no właśnie, emocji nie da się podkoloryzować jak zdjęć, więc może niekoniecznie te skojarzanie jest prawidłowe?

Założeniem twórców empatajzera było skonstruowanie go jako antytezy dla podkoloryzowanej rzeczywistości social mediów. Po erze udawanych przeżyć przyszedł czas na to, by żyć naprawdę. Emocji nie da się przecież udawać. 
A jednak - czy taka stechnologizowana empatia jest możliwa? Moi bohaterowie przepuszczają przecież te nagrania przez własny poznawczo-emocjonalny filtr i... To, czy się zrozumieją, niech pozostanie zagadką, nie chcę zdradzać zbyt wiele. 😉


Jak się Pani pisało tę powieść? Stylem mocno różni się od poprzedniej Pani książki.

Ekstremalnie trudno, jak wszystko, co piszę. Dla wszystkich tekstów: powieści (aczkolwiek brzmi to tak, jakbym na koncie miała co najmniej pół biblioteki) czy opowiadań najpierw szukam właściwego języka. To najżmudniejszy etap mojej pracy. Dopóki nie ułożę się z konwencją, stylem, nie mogę iść naprzód. Tutaj, rzeczywiście postawiłam na zupełnie inny rodzaj narracji. Trudno było porzucić mi stylizację, pewną... rubaszność „Szeryfa” i okroić to wszystko. Stąd też decyzja, by napisać „Empatajzera” w czasie teraźniejszym. Wiem, że taka narracja jest nieco mniej wygodna dla czytelnika, ale jednocześnie wydaje mi się, że pasuje do tej fabuły i buduje jej klimat.


Jaki aspekt pracy nad tym tytułem był najfajniejszy? Miała Pani z nią jakieś trudności?

Miałam z nią same trudności, serio. Pracowałam nad nią dobry rok i... Kilka, jeśli nie kilkanaście razy stawałam pod ścianą pod tytułem „nie dam rady”. Że zwyczajnie nie jestem w stanie oddać tego wszystkiego, co kołacze mi się w głowie; pościągać fabule wszystkich sznurków; zbudować świata przedstawionego na tyle wiarygodnie, żeby czytelnik mi uwierzył. Serio, miałam ochotę płakać z bezsilności.
Najfajniejsza jest dla mnie chyba redakcja. Ja maniakalnie kocham pracować nad tekstami. Po przesłaniu książki do wydawcy tekst przeszedł etap 1 redakcji, w której dostałam takie... nazwijmy to meta-uwagi. Dotyczące sposobu prowadzenia fabuły, zachowań bohaterów itd. Bardzo pootwierały mi głowę. Lubię to uczucie.


Czy doczekamy się kontynuacji „Empatajzera”? Nie ukrywam, że gdzieś tam zauważyłam jakieś furtki na dalsze pociągnięcie historii 😊

Niestety, to zamknięta historia. 😊


Na ten tytuł kazała nam Pani czekać prawie dwa lata. Mam nadzieję, że kolejna książka ukaże się trochę wcześniej? Co to będzie, może nam Pani coś zdradzić?

Powiem tak: to zależy i nie zależy ode mnie. Pracuję nad kolejną powieścią. Wiem, że książki piszę długo - raz, że są pokaźne, jeśli chodzi o objętość; dwa - że jestem pracującą na etacie mamą wesołej dwójeczki. Czas na pisanie muszę pracowicie wydzierać rzeczywistości. 
Ale to są też tak naprawdę decyzje wydawnictwa. Powieść oddałam jesienią 2020 roku. Więc powiem tak: będę informować w social mediach o tym, że skończyłam tekst i przesłałam do wydawcy, a Wy, czytelnicy lobbujcie. 😊


To teraz trochę pytań o codzienność, nie tylko tę pisarską i książkową 😉 Ostatnia nasza rozmowa toczyła się jeszcze przed pandemią, więc jak się Pani odnalazła w nowej rzeczywistości?

Dopiero pod koniec zeszłego roku jakoś tak sama przed sobą przyznałam, że jest mi ciężko. Powiem tak: nie straciłam przez COVID nikogo z moich bliskich, pracy, bezpieczeństwa finansowego. Przez długi czas czułam, że nie mam prawa narzekać. A jednak. Gdzieś tam musiałam odżałować ten swój nieszczęsny debiut, który wydarzył się w samym środku pierwszego lockdownu. Czekałam i pracowałam całe życie na wydanie książki, a tu zamiast fety i świętowania dres i zamknięte księgarnie.
Doskwiera mi niestabilność, nieprzewidywalność naszego życia, niemożność planowania choćby na dwa, trzy miesiące naprzód. Doskwiera mi świadomość, że moje dzieci wychowują się w czasach COVID-a, a młodsze z nich nawet nie pamięta niczego sprzed.
A jednocześnie przystosowuję się, bo co innego mogę zrobić. Robię dokładnie to, co bohaterowie „Empatajzera” - rozgaszczam się w tymczasowości.


Co prócz książek przynosi Pani odprężenie, tak w tym czasie potrzebne?

Moja rodzina: mąż i dzieci. Uwielbiam spędzać z nimi czas.


O książki i wygląd biblioteczki też już pytałam, zatem teraz zapytam o ulubione filmy i seriale. Co fajnego może nam Pani polecić?

Rzadko oglądam seriale, bo jeśli już zacznę, nie mogę się oderwać i oglądam wszystkie odcinki na jedno posiedzenie. W związku z tym mam jakieś kosmiczne opóźnienia względem większości Internetu. Jednym z moich ulubionych seriali są wspomniane już „Dziewczyny” HBO. Teraz oglądamy z mężem „The Office” - ten serial jest trochę jak puchaty kocyk, bardzo go lubię. Mam oczywiście swoje guilty pleasures jak „Cień i kość”, przy którym ze szczęścia łkała moja wewnętrzna nastolatka. 😊 Z polskich rzeczy za jeden z najdoskonalszych seriali uważam niezmiennie „Karierę Nikodema Dyzmy” i ilekroć trafię w telewizji, zawsze oglądam z tą samą przyjemnością.
Co do filmów... Z rzeczy, które mnie zachwyciły w ostatnich miesiącach to „Magnezja” - szalony western w reżyserii Maćka Bochniaka, po którym jakoś przejechała się krytyka, nie wiem zupełnie czemu. To widoczne w nim rozpasanie wyobraźni jest czymś, co wyjątkowo do mnie trafia. 


I ostatnie, kulinarne pytanie, też nawiązujące do naszej rozmowy sprzed dwóch lat. Udało się kupić w tajemnicy przed mężem ten wymarzony sagan? 😊

Cóż mam powiedzieć... Niestety nie, jestem skazana na cienkie rosołki. Przy „Empatajzerze” dostałam od męża bransoletkę. Może czas teraz na romans? „Kociołek pełen miłości"? 😊


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w pisarskiej karierze!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 20, 2022

"Empatajzer" Aleksandra Borowiec - patronacka recenzja przedpremierowa

"Empatajzer" Aleksandra Borowiec - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Autor: Aleksandra Borowiec
Tytuł: Empatajzer
Data premiery: 22.02.2022
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 496
Gatunek: fantastyka / thriller futurystyczny
 
Aleksandra Borowiec na rynku książki pojawiła się niedawno, bo wiosną 2020 roku ze swoim debiutem powieściowym pt. „Gwiazda Szeryfa” (recenzja – klik!). Dla mnie to była tym bardziej zaskakująca lektura, iż czytałam ją z polecenia wydawnictwa jako kryminał, a okazało się, że jest to miks kilku gatunków – powieści historycznej, obyczajowej, kryminalnej i fantastyki. Mimo to naprawdę mi się podobała. I już wtedy, przy okazji rozmowy, jaką przeprowadzałam z autorką na temat jej debiutu (klik!), dowiedziałam się, że kolejna książka będzie niezwiązana z tym cyklem, a jej fabuła będzie osadzona w przyszłości. I w końcu po niecałych dwóch latach jest! Empatajzer! Książka, którą wydawnictwo zaliczyło do gatunku fantastyki, a ja prywatnie określiłam ją jako thriller futurystyczny, gdyż ze względu na fabułę osadzoną w niedalekiej przyszłości i technologię, która ma znaczący wpływ na losy bohaterów, przez całą lekturę miałam luźne skojarzenia z „Dopasowanymi” Johna Marrsa, którzy to właśnie do tego gatunku zostali przypisani. Która klasyfikacja jest poprawniejsza? O tym już musicie zadecydować sami 😊
 
Niedaleka przyszłość, miasto Pattium podzielone na cztery dzielnice według zamożności: Mersja, Suffre, Kordé i Mizeria. Tylko ta pierwsza ma nieograniczony dostęp do zasobów takich jak woda czy jedzenie, dwie środkowe funkcjonują na skromnych przydziałach, a ostatnia to po prostu dzielnica wszechobecnej biedy, otoczona wysokim murem. Tam ludzie umierają z braku wody, jedzenia i dostępu do leków. W takim świecie żyją policjantka Sara Schwartz ze swoją partnerkę Katią, lekarz Jorik Kettelman i artystka Bea, młody Jonas i jego ciężarna żona Anika. Losy każdego z nich związane są w jakiś sposób z firmą Empathy i jej naczelnym produktem – Empatajzerami, czyli bransoletkami, na które osoby je noszące mogą nagrywać swoje emocje i dzielić się nimi ze światem. I tak, dzięki temu wynalazkowi, do Sary trafia sprawa nielegalnego użycia wody – ktoś nagrał swoje odczucia podczas długiego prysznicu i podzielił się tym ze światem. W tym czasie doktor Kettelman pracuje w szpitalu Świętej Brygidy w Mizerii i mocno obija się o problem buntowników, tak zwanych Przebudzonych, których znakiem szczególnym jest wytatuowana łza. Jonas z kolei dostaje pracę w Emapthy, a zatem zgłębia się w świat firmy, która rządzi Pattium, a której właściciel zdaje się być bogiem… Jak potoczą się ich losy? Czy doczekają zapowiadanego zburzenia muru oddzielającego Mizerię? I co się wtedy stanie?
„Uderza go myśl, gwałtowana jak letnie ulewy: tej dzielnicy nie należy otwierać.
Trzeba ją zatopić. Wypalić do gołej ziemi. Niech przyjdzie potop. Niech gruchnie piorun. Niech wreszcie coś się stanie. I niech w tym wszystkim (…) mój gniew nareszcie ma jakieś znaczenie.”
Książka składa się z trzech części odliczających tygodnie do obalenia muru. Każda opatrzona jest cytatem i każda składa się z trzech rozdziałów, które dzielone są na nienumerowane podrozdziały przedstawione z punktu widzenia wymienionych postaci w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego. Styl powieści jest bardzo ciekawy i oryginalny, powiedziałabym, że wręcz zahaczający o literaturę piękną. Tu opisy myśli, odczuć i otoczenia są równie ważne co same zdarzenia, a sposób ich opisu jest niesamowicie malowniczy i trafiający w sedno. Są ciekawe porównania, barwne opisy, naprawdę czyta się tę książkę doskonale, wręcz się przez nią płynie.
 
„Empatajzer” niesie ze sobą tyle ciekawych zagadnień, że aż ciężko wybrać, co omówić pierwsze. Zacznijmy więc całkiem od początku. Narrator na wstępie rzuca nas w wir wydarzeń niczego nie tłumacząc, więc czytelnik już tutaj doświadcza pierwszego wyzwania – musi sam poskładać w całość świat ukazany w kawałkach. Właśnie to wzbudza ciekawość na początku lektury i sprawia, że ciężko jest się od niej oderwać.
Mam wrażenie, że w książce tak naprawdę nic nie jest powiedziane wprost, dlatego czytelnik siedzi wręcz do niej przykuty, czekając aż coś się wyjaśni. I owszem, powoli sprawy zaczynają się krystalizować, jednak do samego końca ciekawość czytelnika jest utrzymana. Ja przez całą lekturę czułam te napięcie, ten niepokój związany z niewiadomą tego, co się dalej stanie, co jest świetnym argumentem na moją kategoryzację powieści.
„Pattium jest jak serce (…). Cztery dzielnice wciśnięte w siebie jak cztery komory.”
Drugim wartym zagadnieniem dotyczącym „Empatajzera” jest samo miejsce akcji. Pattium to ogromne miasto, które tak naprawdę nie wiadomo na jakim punkcie na mapie się znajduje. Wiadomo jednak to, co jest związane też z określeniem czasu – zasoby ziemskie się kończą. Wszystko to, co jest nam potrzebne do przeżycia jest ograniczane – jedzenie, woda, prąd. Kawa to luksus dostępny tylko w Mersji, alkohol taki jak wino czy piwo jest zakazany, jest tylko koka, którą upijają się ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, lub ci, który mają dostęp do nielegalnych źródeł. Cały świat, jaki w tej książce został wykreowany, wręcz powala swoją dokładnością – jest tak niesamowicie przemyślany! I przerażający, bo to co przedstawia, to wcale nie musi być czysta fantastyka… Sami od dobrych kilku lat słyszymy, że zmiany klimatyczne spowodowane ludzką działalnością w końcu zasoby ziemskie wyczerpią. Pattium jest po prostu jedną z alternatywnych wersji, tego co może nas czekać.
 
Oczywiście nie można pominąć tak ważnego tematu, jak tytułowe empatajzery. Jak już wspomniałam w opisie książki, są to bransoletki, które nagrywają, udostępniają i odtwarzają emocje. To takie social media, tylko na wyższym poziomie, bo tym uczuciowym, nie wizualnym. To narzędzia, które jak nazwa wskazuje, mają zwiększać empatię, dzięki nim ludzie mogę poczuć dokładnie to, co czują inni. Czy mając takie urządzenie ludzie będą w stanie lepiej się rozumieć, a przez to lepiej dogadywać? Czy będą dla siebie lepsi? A może zadziała to w całkiem nieoczekiwaną stronę? Tego nie mogę Wam zdradzić, choć wnioski z lektury nasuwają się naprawdę ciekawe.
 
Mam też wrażenie, że książka naszpikowana jest odniesieniami i symbolami. Już samo działanie firmy Empathy, która na czele ma wielkiego wynalazcę, ojca, może boga? Który dał ludziom narzędzie pomagające im zrozumieć się nawzajem. Którego pracownicy żyją jak w raju. Myślę, że już samo to można odczytać na kilku poziomach, poczynając od wielkich firm rządzących światem, a na Bogu kończąc.
 
„Empatajzer” to naprawdę fascynująca, bogata lektura, tak aktualna, tak przerażająco prawdziwa na wielu poziomach. Autorka z niesamowitą dokładnością zbudowała ten nie tak bardzo odległy świat, napakowując go masą tematów, zagadnień, nawiązań, które musimy odkryć. Zrobiła to w sposób naprawdę świetny, styl, w jakim książka jest napisana naprawdę jest bardzo trafny, zgrabny i płynny. Bohaterowie, ich emocje oddane są w sposób ludzki, ich problemy, cele, to wszystko, mimo że przyszłościowo odległe, jednak gdzieś tam jest nam znane. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem tej książki, aż trudno mi uwierzyć, że jest to dopiero druga powieść autorki. Już „Gwiazda Szeryfa” była naprawdę dobra, ale „Empatajzer” przeskoczył ją o lata świetlne. Tym samym Aleksandra Borowiec postawiła sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. A ja mogę tylko powiedzieć: więcej takich książek!
 
Moja ocena: 9/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo i objęcia ją swoim patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 19, 2022

Wygraj przedpremierowo "Psa ogrodnika"! (rozwiązany)

Wygraj przedpremierowo "Psa ogrodnika"! (rozwiązany)

 

Takiego konkursu tutaj jeszcze nie było! "Pies ogrodnika" to komedia kryminalna Katarzyny Gacek, która swoją premierę zapowiedzianą ma na 9 marca, a ja przychodzę do Was z możliwością zdobycia jej egzemplarza przedpremierowego! Książki zostaną wysłane do zwycięzców od razu po zakończeniu konkursu, a więc gracie o możliwość przeczytania jej jeszcze przed oficjalną premierą! Zwycięzców konkursu będzie trzech!

Karolina Gacek na swoim koncie na już trochę powieści zarówno tych dla dorosłych, jak i dla młodszego czytelnika. Jej nazwisko możecie też kojarzyć z filmu "W jak morderstwo", który dostępny jest na Netflix, który powstał na podstawie książki autorki o tym samym tytule. Książka "Pies ogrodnika" to pierwszy tom cyklu "Agencja Detektywistyczna Czajka" i pierwsza książka autorki skierowana do dorosłego czytelnika wydana pod skrzydłami Wydawnictwa Znak. 

Opis "Psa ogrodnika":
Co zrobić, kiedy mąż cię zdradza? Możesz spróbować go przechytrzyć, a potem… założyć kobiecą agencję detektywistyczną!
Gaja jest zmuszona, by zmienić swoje pozornie poukładane życie. Wspiera ją przebojowa rudowłosa modelka Klara i najlepsza przyjaciółka – urzędniczka Matylda. Pech (albo szczęście?) sprawia, że właśnie wtedy w Milanówku zostaje popełnione morderstwo. Ofiarą jest uczennica liceum, a agencja Czajka dostaje pierwsze zlecenie: ma udowodnić niewinność jedynego podejrzanego – przystojnego nauczyciela matematyki, którego właśnie aresztowano.
By rozwikłać tajemnicę morderstwa, Gaja wchodzi w konflikt z miejscową policją i będzie musiała stawić czoło uczuciom, o których dawno zapomniała.


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Zdrada - to jeden z najpopularniejszych motywów jakie spotykamy w powieściach kryminalnych. Tutaj jednak nie jest motorem do faktycznej zbrodni, a do podjęcia decyzji zmieniającej codzienność bohaterki.  
Podaj tytuł innej powieści (może to być kryminał, ale nie musi), w której motyw zdrady jest punktem wyjściowym do życiowych zmian bohatera i krótko wybór lektury uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 19 do 23 lutego do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu autorki książki (IG - klik!, FB - klik!), wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

25.02 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wczorajszy najazd na Ukrainę mocno wpłynął na każdego z nas. Wieści docierające do nas zza granicy są przerażające i na pewno każdy z nas robi, co może, by jakoś pomóc naszym sąsiadom. Jednak i my musimy zadbać o swoje zdrowie psychiczne w tych trudnych czasach, a co lepiej odciąga uwagę niż książka naładowana pozytywnymi emocjami? Dlatego z przyjemnością (i z lekkim poślizgiem 😉) wyłaniam trzech zwycięzców tego konkursu!

IG:
1) @nancychod1955
Wow! 😮Takich okazji się nie przepuszcza! 😁
Wybieram nie-kryminał, czyli #naśniadanietortszpinakowy - @Kamila Mitek
Opowieść o Joannie, która po zdradzie męża, zrozpaczona i oszołomiona, początkowo nie umie się w nowej sytuacji odnaleźć. Do czasu 😀
Zaczęłam ją czytać po trafieniu na opinię, że książka jest przesłodzona i mało realna, bo życie to nie sielanka i nie wystarczy pomyśleć, by nastąpiła zmiana na lepsze …
A że ja bardzo lubię jeśli dzieją się dobre rzeczy i następuje happy end, to i przeczytałam. I jestem zadowolona, podobało mi się, bo właśnie było całkiem realnie, a co do happy endu – nastąpił, ale nie na skutek działania siły wyższej, tylko został osiągnięty przez samą Joannę, jest efektem jej własnych przemyśleń, decyzji i cennej pomocy kilku bliskich jej osób.
I jest trochę ważnych życiowych prawd, jak najbardziej zgodnych z moimi przekonaniami i życiowym doświadczeniem – że dzieciom trzeba mówić prawdę, że oceniając po pozorach można się nieźle pomylić i sporo stracić, że szczęśliwe przypadki (jednak!) się zdarzają, że niezmiernie ważnym jest by być sobą, a nie żyć pod dyktando innych, nawet najżyczliwszych nam osób.
To jedna z tych książek „dzięki którym części z Was świat przez chwilę wydaje się lepszy”.

2) @noodla_books
O muszę😮🔥🙌

#wjakmorderstwo no w życiu mnie tak bohaterka nie irytowała 😂
Ileż ona czasu potrzebowała do zmian!
Ileż ona mi nerwów napsuła 😂
Ale to była przyjemność! Obserwować jej zmianę, gdzie Magda z kury domowej zmieniała się w koguta🤭😈♥️😛

FB:
3) Anna Żochowska
Według mnie najzabawniej temat zdrady i zmiany potraktowała Katarzyna Grochola w "Nigdy w życiu" 😍 Uwielbiam tę książkę od wielu lat za to, że pokazała wielu kobietom, że mogą być silne i szczęśliwe bez faceta ❤️ Bardzo jestem ciekawa jak opisała ten temat Katarzyna Gacek - na pewno też będzie zabawnie i do tego kryminalnie 😍

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do niedzielnego wieczoru.
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za zgłoszenia i zapraszam do uważnego śledzenia moich profili - już niedługo zaczniemy intensywny okres konkursowy!