marca 31, 2019

Rożki francuskie z serem

Rożki francuskie z serem


Składniki (8 rożków):
  • duże ciasto francuskie XXL
  • kostka twarogu (250-275g)
  • 1 jajko
  • 1 łyżka miękkiego masła
  • cukier wanilinowy (16g)
  • 4 łyżki cukru
  • Sok z jednej mandarynki lub z połówki pomarańczy
  • cukier puder


Przygotowanie (przygotowanie 5 min, pieczenie 20min):
Piec nagrzewamy do temperatury 200 stopni C. Twaróg, 1 żółtko, cukier, cukier wanilinowy, masło i sok z połówki mandarynki (lub 2-3 łyżki soku z pomarańczy) miksujemy do połączenia składników. Ciasto francuskie rozwijamy i dzielimy na równie 8 kawałków, na każdy nakładamy pełną łyżeczkę nadzienia. Boki ciasta smarujemy roztrzepanym białkiem z łyżeczką wody, sklejamy w trójkąty. Rożki kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, górę ciastek smarujemy resztą białka przy pomocy pędzelka. Ostrym nożykiem nacinamy rożki w dwóch – trzech miejscach. Wkładamy do pieca na około 20 minut, aż ciastka nabiorą ładnego złotego koloru. Wyciągamy, zostawiamy na 10-15 minut do przestygnięcia, potem oblewamy lukrem (reszta soku z mandarynki lub pomarańczy wymieszana z cukrem pudrem). Studzimy. Smacznego!

Źródło przepisu: mojewypieki.com, przepis zmodyfikowany

marca 30, 2019

"Pacjentka" Alex Michaelides

"Pacjentka" Alex Michaelides

Autor: Alex Michaelides
Tytuł: Pacjentka
Tłumaczenie: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 13.03.2019
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 402
Audiobook wydany przez Wydawnictwo W.A.B., 8h 50min, czytają Ewa Abart, Marcin Popczyński

    „Pacjentka” jest debiutem powieściowym Alexa Michaelidesa. Autor, z pochodzenia pół Grek pół Anglik, wcześniej pracował jako scenarzysta filmowy. Z wykształcenia jest znawcą literatury angielskiej oraz psychoterapeutą. W książce wykorzystał swoje doświadczenia, które nabył podczas pracy na oddziale psychiatrycznym dla młodzieży. „Pacjentka” szybko trafiła na listy bestsellerów, została przetłumaczona w 30 krajach i została okrzyknięta najbardziej wyczekiwanym thrillerem psychologicznym roku. Poziomem napięcia porównywana jest do „Kobiety w oknie”, polecana przez autorów tj. Lee Child, A.J. Finn („Kobieta w oknie” i  C.J. Tudor (Kredziarz).
Powieść opowiada historię kiedyś sławnej i poważanej malarki, która pewnego wieczoru zastrzeliła swojego męża, cenionego fotografa mody. Od tej pory kobieta nie powiedziała ani słowa, jedynym jej komentarzem tego wydarzenia był jej ostatni obraz zatytułowany „Alkestis”, namalowany już po morderstwie. Aktualnie znajduje się na oddziale psychiatrycznym, a jej nowym terapeutą zostaje Theo, człowiek, który wierzy, że może ją uzdrowić i przywrócić jej zdolność mówienia. Czytelnik uczestniczy w ich sesjach terapeutycznych, coraz bardziej zagłębia się przeszłość obydwu postaci....
Od strony kompozycji książka podzielona jest na prolog i 5 części. Każda z nich poprzedzana jest trafnym cytatem, na początku z Freuda, później Szekspir, cytat o funkcji terapii, aż po cytat z Księgi Hioba. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, raz przez terapeutę Theo, a raz przez Alicię, poprzez jej wpisy z pamiętnika poprzedzające noc morderstwa. Każda część podzielona jest na rozdziały, objętościowo są dosyć nierówne, najdłuższe są części 2 i 4, pozostałe są dosyć krótkie. Same rozdziały są również niewielkie, przez co czyta się je w miarę szybko.
Powieść otwiera wycinek z pamiętnika Alicii, który dostała niecałe dwa miesiące przed tragiczną nocą. Kupił go jej mąż, by miała gdzie wyrażać swoje emocje, a przez to bardziej realnie patrzyła na świat. Alicia nieraz sugeruje, że jej mąż uważał ją za niestabilną psychicznie, przez co sama zaczynała wątpić w swoje siły umysłowe. Ogólnie Alicia jest malarką – czuć to na na każdej stronie powieści jej narracji. Postrzega świat w kolorach i barwach, zauważa dużo szczegółów. Poza tym jest żoną kochającą swojego męża, uważa go za dobrego i uczciwego człowieka, który nie skrzywdziłby nawet muchy. Całe te wycinki z pamiętnika, kiedy czytelnik poznaje bohaterkę i jej męża wprowadzają coraz większy mętlik, budzą napięcie, czytelnik cały czas zastanawia się „więc co się stało, że zabiła?!”.
Drugim głównym bohaterem powieści jest Theo, psychoterapeuta, który ma lekką obsesję na punkcie osoby Alicii – specjalnie dla niej zmienia pracę, uważa, że może ją uzdrowić, koniecznie chce ją leczyć. Można pomyśleć, że ma o sobie wysokie mniemanie, skoro uważa, że tylko on może pomóc kobiecie. Prywatnie Theo ma żonę Katie, którą kocha nad życie, aktorkę, z którą gdy ich drogi się przecięły, wiedział, że musi być. Obydwoje zerwali swoje aktualne wtedy związki i od tego czasu są kochającą się szczęśliwą parą. Theo uważa, że Katie go odmieniła, wcześniej był całkiem innym człowiekiem, zniszczonym przez kiepskie dzieciństwo i ojca tyrana. Podczas swojej narracji Theo opowiada czytelnikowi całą swoją historię, poprzez dzieciństwo, studia, aż po czasu aktualne. W tych opowieściach zawiera też dużo spostrzeżeń dotyczących rzeczywistości i mądrości terapeutycznych np. o tym jak dzieciństwo i wychowanie wpływa na ukształtowanie człowieka, jak działają traumy, albo co to jest przenoszenie uczuć. Opowieści te są przeplatane z wydarzeniami aktualnymi, jak sesje z Alicią i jego małe prywatne śledztwo odnośnie przeszłości pacjentki. Razem z Theo poznajemy twórczość bohaterki, jej powiązania rodzinne i miejsce, w którym się wychowała, staramy się odkryć, co faktycznie się stało tej sierpniowej nocy kilka lat temu.
W powieści oczywiście poza dwójką głównych bohaterów, jest też kilka ciekawych postaci. Warto wspomnieć o Diomedesie – lekarzu nadzorującym cały szpital psychiatryczny, który wcześniej prowadził terapię Alicii. Fajnym bohaterem jest też Juri, emigrant z Łotwy, pielęgniarz na oddziale, który jest bardzo lubiany przez pacjentki. Poza nimi czytelnik ma też do czynienia z bratem Gabriela (zamordowanego), prawnikiem, który w powieści zostaje przedstawiony z dwóch bardzo różnych punktów widzenia. Bogatą postacią powieści jest też przyjaciel Alicii, który w swojej galerii prezentował jej obrazy. Szczerze to bohaterów można by jeszcze długo wymieniać, w sumie wszyscy są ciekawi i uniwersalnie przedstawieni.
W powieści cały czas panuje atmosfera tajemnicy, nikt nie wie co się tak naprawdę stało tamtej nocy, czytelnik czuje miły dreszczyk emocji i zaciekawienia. Jednak nie mogę powiedzieć, że całą powieść słuchałam z zapartym tchem, poprzez te wycieczki w rozważania Theo moje napięcie gdzieś się trochę ulotniło. Trochę, ale na tyle, bym mogła powiedzieć, że czytałam już lepsze thrillery, ten jest oczywiście dobry, ale nie zapiera tchu w piersi.
Co mnie ciekawi, to ciągłe nawiązania do mitologii i starożytnej Grecji. Niektóre są przedstawione wprost, jak dramat Eurypidesa „Alkestis”, z którego Alicia zapożyczyła tytuł do własnego obrazu. Mamy też Diomedesa, greka, który szczyci się swoimi korzeniami. Co chwilę w powieści ktoś jest porównywany do greckiego boga czy bogini. Sporo jest mowy o fatalizmie i losie przesądzonym. Tak się trochę zastanawiam czy autor nie chciał z powieści zrobić współczesnej interpretacji dramatu greckiego.
Książki słuchałam w formie audiobooka, który odczytywany był przez dwóch lektorów. Obydwoje byli bardzo dobrze przygotowani, ale muszę podkreślić zdolności Marcina Popczyńskiego. Jego dykcja, intonacja i ogólna interpretacja lektury jest niesamowita. To jeden z najlepszych lektorów jakich miałam okazję słuchać!
    Podsumowując, „Pacjentka” to dobrze zbudowany thriller psychologiczny. Posiada wszystkie cechy gatunku, jest napięcie, zagadka, dążenie do jej rozwiązania. Są ciekawe postacie i dziwne, dwuznaczne sytuacje. Poprzez krótkie rozdziały książkę czyta się bardzo szybko. Zakończenie jest dosyć zaskakujące, sama bym na to na pewno nie wpadła. Ogólnie miło spędziłam czas przy tej lekturze, myślę, że autor mnie zachęcił, by w przyszłości sięgnąć po jego kolejne powieści. Jest to dobry i ciekawy debiut, który zaintrygował mnie tymi greckimi nawiązaniami.

Moja ocena: 7,5/10


marca 28, 2019

Zupa z kalafiorem i indykiem

Zupa z kalafiorem i indykiem

Składniki (6 porcji):
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 por (biała i jasnozielona część)
  • 500g mięsa mielonego drobiowego ( u mnie indyk)
  • 1 duża marchewka
  • 1 pietruszka
  • 350-400g ziemniaków
  • 450g różyczek kalafiora (może być mrożony, ja wolę świeży)
  • ok. 1,75l gorącego bulionu warzywnego (przepis tutaj)
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego, 1 ½  łyżeczki kurkumy, sól, pieprz
  • oliwa


Przygotowanie (ok. 40min):
Cebulę obieramy, kroimy w kostkę. W dużym garnku rozgrzewamy 2-3 łyżki oliwy, wrzucamy cebulę oraz przeciśnięty czosnek. Podsmażamy. Dodajemy mięso w dwóch partiach, ponownie przesmażamy. Dodajemy przyprawy, sól i pieprz. Marchewkę i pietruszkę obieramy i razem z porem kroimy na półplasterki. Dodajemy do mięsa. Całość zalewamy gorącym bulionem, gotujemy pod przykryciem około 10 minut. Kalafior dzielimy na małe różyczki, myjemy. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Kalafior i ziemniaki dodajemy do zupy i całość gotujemy pod przykryciem na średniej mocy palnika około 20 minut, do miękkości warzyw. Przelewamy do miseczek, podajemy. Smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany



marca 27, 2019

"Zostań w domu" Agnieszka Pietrzyk - recenzja przedpremierowa

"Zostań w domu" Agnieszka Pietrzyk - recenzja przedpremierowa

Autor: Agnieszka Pietrzyk          
Tytuł: Zostań w domu
Data premiery: 3.04.2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 456

   „Zostań w domu” było moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki Agnieszki Pietrzyk. Pisarka ma już na swoim koncie 7 powieści zaliczanych do gatunku thrillera i sensacji. Z pochodzenia Elblążanka, z wykształcenia historyk sztuki, od 12 roku życia niewidoma, jej debiutem powieściowym była powieść grozy „Obejrzyj się, królu” wydana w 2008 roku. Sama autorka przyznaje, że uwielbia pisać książki z dreszczykiem, takie w których może prowadzić grę z czytelnikiem, trzymające w napięciu i niedopuszczające do szybkiego rozwiązania zagadki. Po przeczytaniu „Zostań w domu” muszę przyznać, że autorka spełnia swoje założenia z wielkim przytupem.
Elbląg, mroźna biała zima, Wigilia Bożego Narodzenia. Blok z wielkiej płyty zostaje zajęty przez terrorystów. Zakładnikami stają wszyscy, którzy przebywają obecnie w budynku, razem około 200 osób. Drzwi do bloku zostają podłączone do bomby, tak jak i wszystkie balkony na 1. I 2. piętrze. Mieszkańcy dostają list, by nie wychodzili pod groźbą śmierci z mieszkań. Sprawą z zewnątrz zajmuje się komisarz Kamil Soroka oraz prokurator Milena Łempicka-Krol. Razem z oddziałem antyterrorystów muszą szybko poradzić sobie z zagrożeniem, tak by żadnemu z zakładników nic się nie stało. Jednak to nie jest takie proste....
Od strony kompozycji książka podzielona jest na krótkie 34 rozdziały. Narracja prowadzona jest w osobie trzeciej czasu przeszłego, podąża za bohaterami zarówno zewnątrz jak i wewnątrz budynku. Książka została ładnie i starannie wydana, czyta się szybko i przejrzyście. Warto też zwrócić uwagę na okładkę książki, która jest zrobiona z dwóch różnych faktur materiału i prezentuje się bardzo intrygująco.
Bohaterów powieści jest kilku, żaden z nich nie jest idealny, każdy ma coś na swoim sumieniu. Jedną z głównych postaci  z zewnątrz jest komisarz Kamil Soroka, z którym czytelnik mógł się już spotkać w poprzednich książkach autorki. Tak jak pisałam, dla mnie to było pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Pietrzyk, więc mogłam spojrzeć na bohaterów świeżym okiem. Kamil jest ambitny, chce się wykazać, liczy, że to będzie jego sprawa życia, dlatego też ma problemy z podporządkowaniem się dowodzącej antyterrorystów. Prywatnie jest w związku z także znaną już prokurator Mileną Łempicką-Krol. Te Święta po raz pierwszy mieli spędzić razem. Milena ma duże poczucie sprawiedliwości, mocno związana ze swoją pracą, kiedyś to właśnie praca stanęła na drodze jej związku, później pomogła przetrwać ciężkie chwile. 6 lat temu mąż razem z synem opuścili Milenę, do tej pory nie udało się ich znaleźć. Kamil wspiera prokurator w poszukiwaniach, niestety te nie przyniosły na razie żadnego skutku. Świetną postacią jest też aspirant Adam Nowak, przez wszystkich nazywany Rumunem. Adam jest najlepszym podwładnym Kamila, dobrze się razem dogadują. Rumun jest najlepszym strzelcem w województwie, jest skupiony i czujny, inteligentny i bardzo uczciwy. Kamil ma do niego bardzo duże zaufanie. Ostatnią postacią z zewnątrz o jakiej muszę wspomnieć jest Damian, prezydent Elbląga. Człowiek, który faktycznie robi dla miasta coś dobrego, nie jest taki jak pozostali politycy, jemu naprawdę zależy, może nawet za bardzo. Jeśli chodzi o postacie wewnątrz budynku to główną rolę odgrywa tam Szymek Wagner, ojciec, mąż, nauczyciel historii. Poznajemy go jako człowieka tchórzliwego, jego żona jest dużo odważniejsza i między innymi dlatego nim gardzi. Szymek ma poczucie obowiązku wobec swojej rodziny, nie chce, żeby źle o nim myśleli. Przez te kilkanaście godzin, podczas których mają miejsca wydarzenia w powieści, ta postać zmienia się najbardziej, czytelnik może obserwować jak pod wpływem stresu, strachu, ale i złości, bohater odrzuca swoją dotychczasową postawę. Ciekawą postacią wewnątrz budynku jest też Dariusz Wawryn, były wojskowy. Terroryści zablokowali mu w drzwiach zamek, jak i paru innym mieszkańcom. Dariusz ma żonę i małe dziecko, ponad wszystko ceni symetrię i porządek. Uważa się za bohatera, jego najważniejszą misją jest służyć państwu. Czytelnik razem z narratorem ma okazję przyjrzeć się jego zachowaniu. W powieści spotykamy jeszcze wielu ciekawych bohaterów, jak dziennikarza, emerytowanego policjanta, byłego boksera i tym podobne postacie, mimo dużej ilości bohaterów dosyć łatwo jest ich zapamiętać, przynajmniej ja nie miałam z tym żadnego problemu.
W powieści najważniejszy jest nastrój. Jestem pod wielkim wrażeniem, że przez całe 450 stron autorka utrzymała moją ciekawość na bardzo wysokim poziomie. W powieści przeplatają się na zmianę historie osób z zewnątrz i wewnątrz budynku, opowieść o tych w środku dostarcza ogromnych emocji. Nie tylko ciekawości i niepokoju, ale i wielu innych, czytelnik jest w stanie utożsamić się z zakładnikami, muszę przyznać, że nawet w kilku miejscach zakręciła mi się łza w oku. Powieść zaczyna się sporym skupieniem na atmosferze zimowej, świątecznej, przez co następujące wydarzenia wydają się jeszcze mocniej niepokojące. Ogólnie w całej powieści cały czas stykamy się z tym kontrastem – biały puch śnieżny, choinki i światełka versus terroryści, policjanci, zbrodnia i ogóle zło. Robi to niesamowite wrażenie. Im bardziej akcja się pogłębia, tym lektura coraz mocniej wciąga, atmosfera robi się coraz gęściejsza i gęściejsza, aż do wielkiego finału. Koniec powieści jest mocno zaskakujący, muszę przyznać, że było mi bardzo daleko do rozwiązania zagadki.
Temat poruszany w powieści jest tematem bardzo aktualnym, który nie tak dawno temu był bardzo mocno nagłaśniany w mediach. Ludzie boją się zamachów, nie czują się bezpiecznie. Narrator zwraca też uwagę na rasizm, w powieści słyszało się dużo takich głosów. Arab, Ukrainiec albo Rosjanin to na pewno zamachowiec, to kłopoty. Sporo uwagi poświęcane też jest politykom, którzy nic nie robią dla obywateli państwa, tylko się kłócą i zamiatają wszystko pod dywan. Media też uciekają przed krytyką, one z kolei podsycają potrzebę złych wiadomości, wszędzie szukają sensacji, zamiast pomagać, budzą tylko stres i zniechęcenie do życia. Większość bohaterów powieści właśnie tak się czuje, rozczarowana polityką, życiem i rzeczywistością. Ludzie chcieliby by żyło im się dobrze, a gdy państwo nie pomaga, to każdy dąży do tego własną drogą i umiejętnościami.
    Podsumowując, Marta Guzowska pisząc na okładce „Rasowy thriller. Akcja jest tak gęsta, że nie odłożycie tej książki przed świtem” miała stuprocentową rację. Akcja powieści jest niesamowicie przemyślana, napięcie jest świetnie utrzymane, naprawdę była to jedna z najmocniej wciągających książek jakie miałam okazję czytać, nie pamiętam, żeby w ostatnim czasie, któraś z książek sprawiła mi taką frajdę jak „Zostań w domu”. Dla tej książki faktycznie warto zostać w domu! Na szczęście w swojej biblioteczce mam jeszcze jedną książkę autorki, więc na pewno szybko nadrobię swoje braki w twórczości Agnieszki Pietrzyk, bo ta lektura była wyśmienita!

Moja ocena: 8,5/10




marca 26, 2019

"Koniec scenarzystów" Wojciech Nerkowski

"Koniec scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Autor: Wojciech Nerkowski      
Tytuł: Koniec Scenarzystów
Cykl:  Paloma (trylogia o scenarzystach)
Data premiery: 13.02.2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 377

    „Koniec scenarzystów” Wojciecha Nerkowskiego jest ostatnim tomem trylogii komedii kryminalnych opowiadających historię rodzeństwa Sylwii i Kuby Leśniewskich. Autor, który jest także scenarzystą telewizyjnym i filmowym, w całym cyklu sprytnie gra z czytelnikiem pomiędzy fikcją scenarzystów a fabułą każdej z powieści.
W „Końcu...” główni bohaterowie lecą do Hollywood, skąd dostali propozycję nakręcenia amerykańskiej wersji „Spisku scenarzystów’. Zachwyceni tym pomysłem (szczególnie Kuba) ruszają do wielkiej siedziby wytwórni filmowej, z którą mają podpisać umowę. Niestety na miejscu okazuje się, że kontrakt nie wygląda tak, jak sobie tego życzyli i rezygnują z pomysłu. W międzyczasie Sylwia wplątuje się w poszukiwanie zaginionej Mandy, dziewczyny komputerowca, którego poznała na przyjęciu właściciela wytwórni. Scenarzyści już mają wracać do Polski, kiedy ich plany zostają diametralnie zmienione...
Od strony kompozycji, tak jak w poprzednich tomach, powieść podzielona jest na króciutkie rozdziały (jest ich 65), które nadają dużo dynamizmu akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje głównie Sylwię, czasami Kubę. Akcja powieści podzielona jest na dwa plany czasowe – pierwszy dzieje się w Hollywood, praktycznie od razu po zakończeniu ze „Zdrady Scenarzystów”, drugi rok później, głównie w Polsce. Język powieści jest lekki, zabawny, potoczny, łatwo przyswajalny dla każdego. Autor wrzuca w tekst słowa obcojęzyczne, ale na szczęście nie jest to tak natarczywe, jak w tomie poprzednim.
Fabuła powieści oczywiście skupia się na dwójce dobrze znanych już bohaterów – Sylwii i Kubie. W tym tomie Sylwia w końcu wychodzi ze swojej skorupy szarej myszki, zaczyna walczyć o swoje. Kuba również dojrzewa, co prawda wolniej, ale widać w jego postaci pozytywne zmiany. Ze znanych bohaterów przewija się też Lidia (Paloma Bis) i Artur, ale ich postacie są raczej mało eksponowane. W tomie znajdziemy też grono nowych postaci, nie będę ich wszystkich wymieniać, a zaznaczę tylko kilka ciekawszych osobowości, jak na przykład wspomniany już Adam, pół Azjata, geniusz komputerowy, który pracuje nad nowym kodem dla VR (wirtualnej rzeczywistości). Ciekawą postacią jest też zaginiona Mandy, którą poznajemy głównie w odczuciach Sylwii – bohaterka nie jest zdecydowana czy postrzegać ją jako anioła o gołębim sercu czy naciągaczkę i oszustkę. Najbardziej humorystyczną postacią tego tomu jest Dżolanta – polka, która poślubiła bogatego Amerykanina. Jej postać jest jedną wielką satyrą nie tylko na ‘lalki barbie’, ludzi przesadnie dbających o swój wygląd, którzy się w tym zatracają i zacierają granice dobrego wyglądu oraz na osoby, które po wyjeździe z kraju momentalnie zapominają polskich słów i w każde zdanie muszą wtrącać angielskie zamienniki. Jest to tym bardziej komiczne, że autor angielskie słowa pisze fonetycznie po polsku. Także poprzez postać Dżolanty i jej męża Boba autor wyśmiewa amerykańską dbałość o wygląd, przesadne dbanie o piękny uśmiech, spore interwencje chirurga plastycznego, obsesję na punkcie seksu i jeszcze na dodatek gigantomanię. A to tylko kilka z postaci, które przewijają się w tym tomie.
W „Końcu...” autor zawarł krytykę amerykańskiej branży filmowej, poczynając od kiepskiej umowy ze scenarzystami na początku, poprzez znajomości w branży filmowej, a sam fakt, że nic nie dostaje się tak po prostu, panuje tam reguła coś za coś. W tym tomie znajdziemy też dużo rozważań na temat życia jako symulacji oraz o przyszłości filmowej oraz wirtualnej rzeczywistości. Wszystkie te tematy zostają ładnie zamknięte i uzasadnione w zakończeniu powieści.
Fabuła tego tomu, tak jak i poprzednie, przedstawiona jest w sposób mocno filmowy. Są niespodziewane zwroty akcji, kilka wstawek romantycznych, trochę melodramatu, trochę komedii. W chwili kiedy cała akcja wydaje się dosyć przesadzona i przynajmniej ja w tym momencie pomyślałam, że autor chyba jednak przesadził z fabułą, wszystko ładnie zostaje uzasadnione i wygładzone. Myślałam, że będę musiała skrytykować, a jednak mogę pochwalić! 😊
Podsumowując, „Koniec scenarzystów” jest dobrym podsumowaniem całej trylogii. Po trochę gorszym drugim tomie autor wraca do formy z pierwszego tomu. W tej powieści wprowadza dużo nowości, które dają świeży powiew historii, a zarazem spajają spójną klamrą cały cykl. Tak w 2/3 powieści trochę poczułam się znudzona i trochę mi to wszystko nie grało, ale nie zrażajcie się, koniec wszystko ładnie prostuje. Jestem zadowolona, że poświęciła czas na zapoznanie się z tą trylogią i myślę, że sięgnę po kolejną książkę autora, o ile zdecyduje się kontynuować swoje dokonania także na rynku literackim.

Moja ocena: 7/10.


marca 24, 2019

Dorada z warzywnym spaghetti

Dorada z warzywnym spaghetti

Składniki (2 porcje):
  • 1 duża dorada lub 2 małe (u mnie 2, ok. 0,5kg całość)
  • 1-2 łyżki kaparów
  • ½ pęczka posiekanego koperku
  • 2 łyżki schłodzonego masła
  • cukinia
  • marchewka
  • mały por
  • 50ml wody
  • oliwa 
  • sól, pieprz




 Przygotowanie (ok. 1h):
Doradę myjemy, osuszamy i filetujemy: koniecznie ostrym nożem nacinamy skórę ryby przy skrzelach i wzdłuż kręgosłupa. Nożem podważamy mięso od strony głowy i odseparowujemy od szkieletu powoli, spokojnymi pociągnięciami noża. Powtarzamy czynność z drugiej strony. Po odcięciu filetów od kręgosłupa nie powinno zostać wiele ości, pozostałe wyrywany pęsetą. Każdy filet ponownie płuczemy i osuszamy, przyprawiamy solą i pieprzem. Odstawiamy i przygotowujemy warzywne spaghetti. Marchewkę obieramy, warzywa kroimy obieraczką na cienkie paski (chyba że posiadamy elektryczny spiralizer). Na lekko rozgrzaną patelnię wlewamy wodę, dodać 1 łyżkę mocno schłodzonego masła i doprawiamy solą i pieprzem. Do powstałej emulsji przekładamy warzywne spaghetti i podgrzewamy do momentu, aż warzywa lekko zmiękną, ale nadal pozostaną chrupiące (jakieś 8-10min). 
Na patelni z rozgrzaną oliwą układamy połówki dorady skórą do dołu i smażymy na średnim ogniu do momentu, aż skórka będzie chrupiąca (ok. 3-4 minuty). W końcowej fazie smażenia dodajemy kapary, posiekany koperek i masło. Przewracamy dorady na drugą stronę (mięsem do dołu), wyłączamy ogień i na chwilkę jeszcze zostawimy rybą na patelni. Przekładamy na talerze razem z warzywnym spaghetti. Smacznego!

Źródło przepisu: książka kucharska „Ryby są super” wyd. Lidl, przepis zmodyfikowany









marca 23, 2019

"Śmierć w blasku fleszy" Alek Rogoziński

"Śmierć w blasku fleszy" Alek Rogoziński

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Śmierć w blasku fleszy
Data premiery: 13.03.2019
Wydawnictwo: Edipresse Polska S.A.    
Liczba stron: 247

    „Śmierć w blasku fleszy” jest już 8 solową książką Alka Rogozińskiego. Pisarz, na co dzień związany ze światem show-biznesu, debiutował w 2015 roku „Ukochaną z piekła rodem”, pierwszym tomem serii o pisarce romansów Joannie Schmidt. Później przyszła kolej na serię z pisarką Różą Krull, a pomiędzy było jeszcze świetne „Jak Cię zabić, kochanie?” oraz równie dobre „Zbrodnia w wielkim mieście”. Autor zawsze czerpie swoje pomysły ze znanego mu świata show-biznesu, przybliża czytelnikowi życie „gwiazd” przedstawiając je w bardzo ludzki sposób.
„Śmierć w blasku fleszy” opowiada historię Maria I Miśki, czyli Mariusza i Dominiki, właścicieli agencji zajmującej się organizacją eventów, którzy mają za zadanie zorganizować pokaz mody dwóch kolekcji projektantów. Pokaz ma być jedyny i niezapomniany, ma stać się najgłośniejszym wydarzeniem roku. I tak też się dzieje, z tym że rozgłos zyskuje za sprawą popełnionego w jego trakcie morderstwa. Policja bada sprawę, jednak matka Miśki, Stefania, fanka kryminałów Agathy Christie, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie znaleźć sprawcę, przez co wplątuje siebie, a także Miśkę i Maria w zaskakujący bieg wydarzeń....
Od strony kompozycji książka składa się z prologu, 17 rozdziałów oraz epilogu. Przed prologiem mamy przedstawienie postaci, czyli krótkie, zabawne notki opowiadające o bohaterach powieści. W prologu czytelnik dostaje zapowiedź wydarzeń po morderstwie, a faktyczna akcja w pierwszym rozdziale zaczyna się miesiąc przed pokazem (i przed morderstwem). Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, podąża na zmianę za wymienianymi wcześniej postaciami. Język powieści jest prosty w odbiorze, dosyć potoczny, co jest całkiem normalne w komediach kryminalnych, ale jest napakowanym różnymi zabawnymi metaforami i porównaniami, przy których widać, jaki wpływ na autora wywarła twórczość Joanny Chmielewskiej. Wszystkie te zabiegi są niesamowicie barwne i opisane z wielką wyobraźnią.
Bohaterów, jak już wcześniej wspomniałam, mamy kilku. Cała historia toczy się wokoło postaci Maria, którego znamy już z wcześniejszej powieści autora. Kiedyś Mario był youtuberem, który wprowadzał mężczyzn w tajniki nakładania makijażu i testowania kosmetyków. Teraz jest szefem nowej, ale już całkiem popularnej agencji, zajmującej się organizacją eventów. Prywatnie mały, szczupły, nigdy nie pokazuje się światu bez makijażu, wielbiciel kuchni mamy Miśki, Stefanii. Miśka, czyli Dominika, to jego partnerka w biznesie, która, odniosłam wrażenie, ma dar organizacji. Dosyć przy ciele, załamana odwiedzinami matki, która uprawia tak zwaną „twardą miłość”, czyli tylko krytykuje i wytyka błędy biednej Miśce. Postać Stefanii jest chyba najzabawniejszą bohaterką powieści. Starsza pani, wielbicielka Agathy Christie, uznaje się za kolejne wcielenie Panny Marple. Ubiera się, jej zdaniem, bardzo modnie, co czytelnik na pewno doceni 😊 Niesamowicie krytyczna, czepliwa, mocno wygadana, u wszystkich prócz swojej córki, wzbudza ogromną sympatię. Całkowitym jej przeciwieństwem jest Krystyna, szefowa agencji modelingowej. Kobieta, która poświęciła swojej pracy wszystko, zimna, pozornie bez uczuć. Jej córka, Weronika, szczerze jej nienawidzi, chociaż matka zawsze spełnia jej każdą zachciankę. Koniecznie muszę też wspomnieć o Iwce, asystentce Maria i Miśki. Co to jest za postać! To jedna z bohaterek, która każdą małą błahostką jest w stanie wszystkich zirytować. Szczerze przez większość powieści jej nienawidziłam. Nieuważna, niczym się nieprzejmująca, potrafi zepsuć wszystko, każde najmniejsze powierzone jej zadanie. Więcej nie będę zdradzać, ale Iwka i pani Stefania to są dwie najmocniej zapadające w pamięć bohaterki książki. Jest jeszcze kilka postaci w powieści, wszystkie są tak ciekawe i tak fajnie (muszę użyć tego słowa, tylko ono tu pasuje!) przedstawione, że aż chciałoby się je wszystkie opisać, ale, żeby nie rozwlekać recenzji na 3 strony, ograniczam się do tych paru już wymienionych 😊
Humoru w powieści jest sporo. Najwięcej, poza samymi postaciami, znajdziemy go we wspomnianych już metaforach i porównaniach. Jest sporu humoru sytuacyjnego, kilka zabawnych wniosków wysuniętych z języka polskiego i powiedzeń. Ogólnie książka składa się w dużej mierze z dialogów bohaterów, które są bardzo zgrabnie opisane. Pomimo ładunku humoru jaki niosą, nie miałam wrażenia sztuczności.
Powieść to komedia kryminalna, więc poza sporą dawną humoru, mamy też dobrze skonstruowaną intrygę. Podobało mi się to, że powieść jest dosyć rozciągnięta w czasie, przez co całość nabiera formy dobrze przemyślanej konstrukcji.
„Śmierć...” osadzona jest w środowisku związanym z modą, a co za tym idzie zawiera w sobie krytykę osób goniących za szybką sławą, „karierowiczów”, którzy w jak najkrótszym czasie koniecznie chcą osiągnąć wielką sławę i bardzo się wzbogacić. Narrator powieści jest także wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, często dosyć ironicznie odnosi się do codziennych sytuacji (dialog odnośnie jazdy tramwajem i powodów wyboru tego środka transportu najmocniej zapadł mi w pamięć! Jeden z zabawniejszych dialogów, moim zdaniem, w całej twórczości autora! A poloniści na pewno docenią wzmiankę o języku staro-cerkiewno-słowiańskim!). Przed krytyką nie uchroniły się też trendy modowe, głównie narrator naśmiewa się z hipsterów. Wszystko to jest przedstawione w lekkiej, zabawnej formie.
Podsumowując, książka zawiera to, co dobra komedia kryminalna zawierać powinna. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych, jak nie w ogóle najlepsza książka, w dorobku autora. Aktualnie wydaje mi się, że autor z powieści na powieść jest coraz lepszy, książki mają coraz lepsze intrygi i coraz śmieszniejsze żarty. Książka objętościowo nie jest olbrzymem, ale zaliczam jej to zdecydowanie na plus. Autor co miał napisać, to napisał, nie znajdziemy w powieści żadnych niepotrzebnych wtrętów, wszystko do siebie ładnie pasuje. Muszę tutaj też wspomnieć, że na storytel książka dostępna jest w formie audiobooka, tej akurat nie słuchałam, ale dwie wcześniejsze tak i muszę powiedzieć, że powieści Rogozińskiego świetne sprawdzają się też w takiej formie!

Moja ocena: 7,5/10

marca 22, 2019

"Umorzenie" Remigiusz Mróz

"Umorzenie" Remigiusz Mróz

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Umorzenie
Cykl: Joanna Chyłka, tom 9
Data premiery: 13.03.2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 447

    „Umorzenie” to 9 tom cyklu prawniczego o Joannie Chyłce pióra Remigiusz Mróza. Prawnik z wykształcenia, widać, że dobrze się czuje w towarzystwie bohaterów świata obracającego się w tym samym kręgu zawodowym. Seria o Chyłce to nie tylko najdłuższy cykl autora, ale też najbardziej popularny, który doczekał się już ekranizacji na małym ekranie. W przygotowaniu jest drugi sezon serialu, który ma się ukazać jesienią tego roku. Oparty na wydarzeniach z 1 tomu cyklu (1 sezon opowiadał historię 2. tomu). Sam autor zapowiada, że jeśli chodzi o serię literacką, to nie ma pojęcia ile  będzie miała tomów, pomysłów ma jeszcze wiele.
W „Umorzeniu” prawniczka Joanna Chyłka razem z Kordianem Oryńskim podejmują się obrony człowieka, który został oskarżony o brutalne zamordowanie własnej żony i dwójki dzieci. Sprawa wydaje się z góry przesądzona, dowody są jednoznaczne, a nawet sam zatrzymany przyznał się do winy. Jednak dla Chyłki sprawa nie jest tak oczywista, kobieta wie o czymś, o czym nie wie nikt inny. Postanawia bronić oskarżonego Adriana S., nawet kosztem swojej kariery.
Od strony kompozycji książka podzielona jest na prolog, 3 rozdziały i epilog. Każdy z rozdziałów składa się z kilku podrozdziałów, które określają miejsca wydarzeń. Podrozdziały nie są bardzo krótkie, średnio ok. 10 stron, ale książkę, jak wszystkie z tego cyklu, czyta się ekspresowo. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, język prosty, potoczny, momentami mocno ironiczny, a dialogi pomiędzy bohaterami uszczypliwe i zaczepne.
W powieści pierwsze skrzypce gra oczywiście Joanna Chyłka, w tym tomie zmagająca się z chorobą. Jest bezkompromisowa, wygadana, posiada dużą wiedzę nie tylko w swojej dziedzinie, ale także z wielu innych, co świadczy o jej dużej inteligencji. Tak jak z prawem i ustawami Chyłce idzie bardzo dobrze, tak w kontaktach międzyludzkich już zdecydowanie nie jest tak wesoło. Chyłka jest uparta, przekonana o tym, że właśnie ona zawsze ma rację i co postanowi, tak musi być. W tym tomie decyduje się na odsunięcie od siebie Kordiana bez podawania przyczyny, bo uważa, że później tak mu będzie łatwiej. Kordian oczywiście nic nie rozumie, przez co sprawa się mocno gmatwa i wszyscy wychodzą z tego mocno poranieni. Co do postaci Kordiana, to dalej jest w bohaterce zakochany, mimo wszystko próbuje zrozumieć co się dzieje, a gdy Chyłka go odsuwa, to jak zawsze działa za jej plecami. W tym tomie pomaga mu Magda, siostra Chyłki, która sama dopiero zbiera się po własnych osobistych tragediach. Jakby tego było mało to Kordian jest, po raz drugi, przed egzaminem adwokackim, więc każdą wolną chwilę stara się poświęcać nauce. W tomie oczywiście pojawiają się znane już z poprzednich książek postacie, tj. prokurator Paderborn, policjant Szczerbiński oraz prawnik William McVay, który pokazuje się czytelnikowi z całkiem innej strony niż dotychczas. Fajnym zabiegiem jeśli chodzi o bohaterów jest to, że w powieści splatają się losy Chyłki z bohaterką innej książki Mroza – Tesy z „Hashtagu”. Bohaterka, po wydarzeniach z własnej książki, przekonana o poprawności swojej koncepcji, odgrywa naprawdę dużą rolę w tej powieści. Dla tyc,h którzy czytali „Hashtag”, taki zabieg można zaliczyć zdecydowanie na plus, dla wszystkich innych jest to przeogromny spoiler, bo w książce zdradzone jest zakończenie historii Tesy i Igora. Sam autor w posłowiu tłumaczy się z tego zabiegu, jak to bywa u Mroza, historia musi biec swoją własna drogą.
W „Umorzeniu” poprzez postać oskarżonego Adriana S., autor porusza ważny temat weteranów wojennych. Bohater tego tomu zalicza się do tego grona, dawno temu jako żołnierz został wysłany na misję, w teorii, pokojową. Wydarzenia z tego okresu mocno wpłynęły na jego psychikę, nigdy się tak naprawdę z tamtych wydarzeń nie otrząsnął, zostały w nim, niezinterpretowane i przez to kładące się cieniem na całym późniejszym życiu. Pod koniec powieści autor przywołuje statystyki, pokazujące jak kiepska jest sytuacja weteranów wojennych w Polsce.
Tym, co lubię w powieściach Mroza jest to, jak zgrabnie wplata w powieść sporo różnych ciekawostek z wielu dziedzin życia oraz dosyć ironicznych spostrzeżeń na temat codzienności. W tym tomie, jak i w poprzednich, znajdziemy wiele odnośników kulturowych do filmów, seriali i muzyki. Widać, że autor jest mocno zakorzeniony w aktualnej popkulturze.
Co plus uznaję także wycieczkę po Warszawie – razem z bohaterami gonimy po mieście, znajdujemy się w różnych ciekawych (i czasami mrocznych) miejscach. Bohaterowie odkrywają interesujące, warte uwagi lokale, które brzmią bardzo klimatycznie.
Jeśli chodzi o nastrój w powieści, to autor, jak nikt inny, potrafi czytelnika utrzymać w ciągłym napięciu. Kiedy już myślisz, że czegoś się domyślasz, akcja powieści znowu całkowicie zmienia bieg, dużo jest zwrotów akcji, niedopowiedzeń, które tylko wzbudzają ciekawość. A na końcu i tak zawsze okazuje się całkiem co innego, niż w wymyślonych po drodze milionach różnych wariacji zakończenia.
Podsumowując, „Umorzenie” według mnie jest powieścią zdecydowanie dla tych, którzy są już z serią zaznajomieni. Nie wyobrażam sobie, żeby nowy czytelnik mógł się od tego tomu wgryźć w serię. Bohaterowie, jak zawsze, spotykają się z dużą liczbą przeszkód, są melodramatyczne zwroty akcji dotyczące głównej postaci kobiecej – na szczęście nie ma ich tak dużo jak w poprzednich seriach, te co są, da się przełknąć. W powieści znajdziemy także sceny romantyczne, które raczej nie są zgrabnie opisane. Jest dużo akcji, trochę prawa, trochę akcji na sali sądowej. Są poruszane ważne aktualne tematy, jest napięcie i zagadka. Jest poplątanie z pomieszaniem, więc wszytko z czego znamy serię, w tym tomie na pewno jest. Książkę czyta się ekspresowo i jednym tchem. „Umorzenie” przez to, że nie było w nim tyle łzawych dramatów, mogę zaliczyć do jednych z lepszych tomów serii. Oczywiście po kolejny tom sięgnę, chociaż chyba chciałabym, że autor zaczął się już zbliżać do końca serii, postać głównej bohaterki przeszła przez te tomy tyle, że jest już dosyć wyeksploatowana. Dobrze by już było żeby mogła zaznać spokoju 😊

Moja ocena: 7/10


marca 21, 2019

Bułki pszenne z pestkami dyni z dodatkiem mąki pełnoziarnistej

Bułki pszenne z pestkami dyni z dodatkiem mąki pełnoziarnistej

Składniki ( 9 bułek):
  • 25g świeżych drożdży
  • 300g mąki pszennej chlebowej typ 750
  • 200g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 ½ łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 300ml letniej wody
  • 2 łyżki oliwy
  • 100-120g pestek dyni
  • roztrzepane jajko z łyżka mleka do wysmarowania


Przygotowanie (przygotowanie 15min, wyrastanie ciasta 2h 20min, pieczenie 15min):
Przygotowujemy rozczyn – do małego garnuszka wrzucamy drożdże, zasypujemy je cukrem. Dolewamy 50-100ml wody i rozcieramy. Dodajemy 2-3 łyżki mąki pszennej i mieszamy. Rozczyn przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy na ok. 15-20min w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Po tym czasie w misce umieszczamy obydwie mąki i sól. Ok. 1/3 pestek dyni mielimy w młynku do kawy i wrzucamy do miski, odkładamy 1-2łyżki pestek do posypania bułek, resztę dodajemy do miski. Dokładamy rozczyn i lekko mieszamy. Wlewamy resztę wody, zagniatamy do powstania kuli. Dolewamy oliwę i ugniatamy całość ok. 2-3 minuty aż ciasto będzie gładkie i sprężyste. Całość przykrywamy ściereczką i odstawimy do wyrośnięcia na 1,5h w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto ponownie zagniatamy i dzielimy na 9 części (ok.95-100g każda). Formujemy okrągłe bułeczki i kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Całość znowu przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 30min do ponownego wyrośnięcia. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni C (u mnie z termoobiegiem). Bułki lekko smarujemy jajkiem za pomocą pędzelka, posypujemy pozostałymi pestkami dyni. Wkładamy blachę do pieca na ok. 15minut. Studzimy. Smacznego!





marca 20, 2019

Sałatka warzywna z bagietką czosnkową

Sałatka warzywna z bagietką czosnkową

Dzisiaj propozycja na pyszną, zdrową kolację, która nie tylko dostarcza organizmowi tak bardzo potrzebną porcję warzyw, ale też zapewnia dużą przyjemność dla podniebienia! Składa się z kilku składników i chyba nie muszę dodawać, że robi się ją ekspresowo? Do tego podaję czosnkową bagietkę na ciepło (kupuję w Biedronce, na pewno zdrowiej byłoby zrobić samodzielnie, ale wieczorem już mi się bardzo nie chce...) i gotowe! 

Składniki (2 porcje):
  • połowa główki sałaty masłowa
  • 1 duży pomidor
  • ½ średniej wielkości zielonego ogórka
  • ½ czerwonej papryki
  • 1 łyżka majonezu (w wersji fit można zastąpić jogurtem naturalnym)
  • zioła prowansalskie, sól, pieprz
  • bagietka czosnkowa


Przygotowanie (10min):
Bagietkę przygotowujemy według instrukcji na opakowaniu (u mnie 180 stopni C na 10min). Sałatę myjemy, kroimy na średniej wielkości kawałki (tylko nożem ceramicznym lub plastikowym! Jeśli takiego nie posiadamy, to sałatę należy porwać ręcznie na kawałki), wrzucamy do miski. Pomidor, ogórek i paprykę myjemy (paprykę wcześniej oczyszczamy z gniazd nasiennych) i kroimy na średniej wielkości kawałki, wrzucamy do miski. Lekko solimy, mocno doprawiamy pieprzem (najlepiej świeżo mielonym) oraz ziołami, dodajemy łyżkę majonezu (lub jogurtu) i mieszamy. Podajemy razem z ciepłą bagietką. Smacznego!




marca 19, 2019

"Gabriel Byś - trylogia" Bartosz Szczygielski

"Gabriel Byś - trylogia" Bartosz Szczygielski

Autor: Bartosz Szczygielski
Cykl: Gabriel Byś
Tytuł: Aorta (28.09.2016, s.432, audiobook 13h 01min)
Krew (08.11.2017, s.436, audiobook 12h 57min)
Serce (13.02.2019 s.425, audiobook 12h 22min)
Wydawnictwo: W.A.B
Audiobook wydany przez Biblioteka Akustyczna , czyta Tomasz Sobczak

    Pierwszy tom trylogii o Gabrielu Bysiu i Kaśce Sokół jest debiutem powieściowym autora Bartosza Szczygielskiego. Wcześniej debiutował opowiadaniami, ale dopiero trylogia przyniosła mu duży rozgłos na polskiej scenie kryminalnej. Jego powieści są bardzo dobrze przyjmowane prze krytyków i czytelników, co po lekturze całości wcale mnie nie dziwi!
Akcja każdego tomu w przeważającej części rozgrywa się w Pruszkowie. W „Aorcie” historia rozpoczyna się od ciała zamordowanej kobiety, którą znajdują pracownicy firmy przeprowadzkowej. W mieszkaniu zamordowanej, razem z ciałem, znajduje się kilkuletnie dziecko. Do sprawy zostaje oddelegowany Gabriel Byś, policjant z Komendy Stołecznej, na co dzień mieszkający w Pruszkowie. Niestety szybko okazuje się, że to nie będzie łatwa sprawa do rozwiązania...
W drugiem tomie pt. „Krew” historia osnuta jest wokół serca, które znalezione zostaje na terenie szpitala psychiatrycznego, gdzie aktualnie przebywa główny bohater. Mimo, że Gabriel nie jest już policjantem, wplątuje się w prowadzone śledztwo, pomaga mu w tym Monika, policjantka znana już z pierwszego tomu cyklu.
„Serce” to ostatni tom trylogii, tu opowieść kręci się luźno wokół zmasakrowanego ciała w worku, znalezionego przez głównego bohatera. Po krótkiej chwili znalezisko znika z miejsca... W tym tomie Gabriel ukrywa się przed światem, pracuje na czarno w magazynach i ledwo wiąże koniec z końcem...
Od strony kompozycji pierwszy tom podzielony jest na 7 dni śledztwa. Drugi na 5 części: ofiarowanie, przebudzenie, reminiscencja, namaszczenie i odrodzenie. „Serce” na 4 kolory: błękit, czerwień, grafit, czerń. Każdą z powieści otwiera cytat zaczerpnięty z prozy Palahniuka w języku oryginalnym.
Istotne w całej trylogii są tytuły każdego tomu, jak sam autor tłumaczy, od początku wiedział jakie będzie zakończenie serii, a co za tym idzie, wiedział co w którym tomie chce opisać. „Aorta” jest pierwszym tomem, w nim dopiero poznajemy bohaterów, którzy, w porównaniu do dalszych ich losów, wiodą spokojne i ustatkowane życie. Tytuły cyklu są powiązane z głównymi bohaterami i mają za zadanie obrazować to, co się z nimi dzieje. Aorta, czyli pień tętniczy, który utrzymuje serce na swoim miejscu, zapewnia poprawne funkcjonowanie całego organizmu. W mojej opinii może się to odnosić do postaci żony głównego bohatera, która zapewnia mu wyważenie i zakorzenia go w normalnym życiu. Drugi tom nosi tytuł „Krew” i odnosi się do drugiego głównego bohatera cyklu, Kaśki Sokół, której więzy rodzinne są mocno eksponowane w tym tomie. Drugim powiązaniem jest znaczenie krwi w religii chrześcijańskiej, która w tym tomie odgrywa dużą rolę w fabule. Ostatni tom „Serce”, jak tłumaczy autor, jest obrazem tego jacy bohaterowie powieści są naprawdę, pokazują swoją prawdziwą naturę, w całości odsłaniają się przed czytelnikami.
Świat stworzony przez Bartosza Szczygielskiego to świat niesamowicie mroczny, ciemny, bez nadziei na lepsze jutro. Świat, w którym główną rolę odgrywa pieniądz, chęć zysku, nie liczą się inne wartości. Im bardziej zagłębiamy się w historię, tym mocniej nas ten świat otacza.
W pierwszym tomie powieści, jak już wspomniałam, poznajemy bohaterów, kiedy prowadzą całkiem (dla siebie) zwyczajne życie. Gabriel Byś, policjant, mąż Alicji, jest normalnym facetem, oddelegowanym do sprawy za karę, jako zapłata za błąd popełniony wcześniej. Prowadzi normalnie życie, praca, dom, czasami odwiedziny u ojca, zajęty jest normalnymi sprawami, równie banalnymi jak to, że obiecał iść z żoną na zakupy, i trochę poważniejszymi jak to, czy naprawdę chce zostać ojcem. Drugim ważnym bohaterem serii jest Kaśka Sokół, prostytutka, cwaniara, którą życie mocno już doświadczyło. Kobieta radzi sobie jak może, jest na swój sposób bardzo pomysłowa, widać, że osadziła się mocno w swoim świecie i wie jak w nim funkcjonować. Kaśka nie zna swojej matki, wie jednak, że gdzieś jest, wie gdzie kiedyś była i ta kwestia mocno zaprząta jej myśli.
W drugim tomie bohaterowie ponieśli już konsekwencje swoich czynów z tomu pierwszego i próbują jakoś wrócić do rzeczywistości. Kaśka dalej szuka matki, próbuje się wyrwać z tragicznego położenia, w jakim postawił ją Dzierga, jej opiekun i pracodawca, człowiek rządzący całym Pruszkowem, głowa mafii. W tym tomie Kaśka próbuje się wyrwać spod jego wpływów, szuka dla siebie ratunku. Gabriel z kolei jest kompletnie zagubiony. Trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie próbuje rozgraniczyć rzeczywistość od własnych wymysłów. Jako główny bohater kryminału oczywiście trafia na morderstwo, które burzy jego spokój, ale też uświadamia, że Gabriel nigdy nie przestał być policjantem.
Ostatni tom to według mnie to tom zemsty. Gabriel mieszka u swojego ojca, pracuje na czarno byle by tylko przeżyć, a cała jego uwaga jest skupiona na tym, by dopaść człowieka odpowiedzialnego za to, co się stało Alicji i za wszystkie wyrządzone im krzywdy. Kaśka tak samo się ukrywa i planuje swój własnym plan zemsty, by pomścić swoje zniszczone życie i śmierć matki.
Ogólnie z każdym tomem akcja powieści coraz mniej krąży wokół zagadki morderstwa, a coraz bardziej skupia się na bohaterach trylogii. W ostatnim tomie trup jest już w sumie tylko tłem, a w pierwszym odgrywał naprawdę istotną rolę, wiązał się z wszystkim, co się w powieści działo. Na każdym kroku, przy każdej stronie, daje się odczuć, jak bardzo całość jest przemyślana, każdy szczegół powieści jest dopracowany i wszystko ma sens.
Według mnie Bartosz Szczygielski napisał rasowy kryminał – nie ma tu miejsca na filozoficzne wywody, obserwację otoczenia, romanse czy inne odbiegające od gatunku szczegóły. Jest trup, jest intryga, są powiązani z tym bohaterowie, jest mroczne i ciemne miejsce, w którym rozgrywa się akcja powieści. W aktualnych czasach to jest naprawdę duży atut trylogii, im więcej myślę o fabule cyklu, tym bardziej doceniam zamysł i kunszt autora.
W powieści ważny jest też styl autora. Jest surowy, skupiony, język jest ostry i cięty. Bardzo dobrze oddaje klimat panujący w powieści, zamyka cały cykl w jednej całości. W każdym tomie znajdziemy sporo opisów, przy których lepiej nic nie jeść – są bardzo żywe, szczegółowo opisane, wręcz można powiedzieć, że filmowo przedstawione. Narrator jest świetnym obserwatorem smutnej i mrocznej rzeczywistości. Skoro już wspomniałam o stylu i narratorze, to jeszcze dodam, że narracja w powieści prowadzona jest w czasie przeszłym w trzeciej osobie, i narrator obserwuje na zmianę bohaterów – raz Gabriela, raz Kaśkę.
Ogólnie jeśli chodzi o wszystkie postacie w powieści, to każda jest dopracowana, dokładnie opisana i na swój sposób ciekawa. W pierwszym tomie istotną rolę odgrywa Alicja, żona Gabriela, typowa kobieta, która próbuje podtrzymać i utrzymać swój związek z mężczyzną zabieganym, zmęczonym i poświęcającym się pracy. Istotna jest też Joanna, kobieta, która opiekuje się Kaśka, a z którą faktycznie łączy ją więcej niż sama podejrzewa. W drugim tomie jest dużo postaci, o których chciałoby się wspomnieć: Monika – policjantka, Mariola – oddziałowa w szpitalu psychiatrycznym, Alek – przemytnik, Michał – ochrona i stróż Kaśki. W trzecim tomie postaci jest już mniej, dalej zapoznajemy się z Moniką, poznajemy trochę ojca Gabriela, ważną rolę pełni też Magda, nastolatka, która przypadkowo znajduje się pod skrzydłami Gabriela. W całej trylogii czarnym charakterem jest Dzierga, człowiek bezwzględny, dla którego liczy się tylko zysk i posłuszeństwo podwładnych. Poprzez tą postać narrator ukazuje czytelnikowi całą organizację, mafię, która ma w swoim władaniu całej miasto.
    Podsumowując, trylogia Bartosza Szczygielskiego jest jedną, bardzo dobrze przemyślaną i rozpisaną całością. Poprzez każdy z tomów coraz lepiej poznajemy bohaterów powieści, coraz mocniej zagłębiamy się w ich mroczny i ciemny świat. Aż ciężko uwierzyć, że tom pierwszy trylogii jest debiutem powieściowym autora. Żaden z tomów nie odbija się od reszty, wszystkie są utrzymane w jednym stylu. Szczerze, jest to jeden z najlepszych pod kunsztem literackim cykl kryminalny, który miałam okazję czytać. I dlatego też, mimo że każdy tom osobno oceniłam na 8/10, to całość muszę ocenić na 9/10. Trylogia potraktowana jako jedna całość robi naprawdę niesamowite wrażenie! Jestem pełna podziwu dla autora, biję pokłony i czekam na więcej!

Moja ocena całości: 9/10
„Aorta” 8/10
„Krew” 8/10
„Serce” 8/10


marca 18, 2019

"Zdrada scenarzystów" Wojciech Nerkowski

"Zdrada scenarzystów" Wojciech Nerkowski

Autor: Wojciech Nerkowski      
Tytuł: Zdrada Scenarzystów
Cykl:  Paloma (trylogia o scenarzystach)
Data premiery: 28.02.2018
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 334

    „Zdrada scenarzystów” to drugi tom cyklu komedii kryminalnych pióra Wojciecha Nerkowskiego. Autor, poza pisaniem powieści, zajmuje się także pisaniem scenariuszy serialowych i filmowych, a co za tym idzie, sprytnie wplata własne doświadczenie w całą trylogię. Debiutował w 2013 roku, od tego czasu pojawiły się na rynku 4 jego książki, w tym jako trzecia „Zdrada scenarzystów”.
Akcja powieści rozgrywa się 3 lata po zakończeniu pierwszego tomu, na podstawie akcji którego bohaterowie mają teraz kręcić film. Od początku niestety produkcja napotyka problemy, Lidia, producentka, ma trudności z domknięciem budżetu. Wymyśla chytry plan na promocję, który ma rozwiać wszystkie przeszkody finansowe. Jednak coś idzie nie tak, ktoś zaczyna mordować aktorów grających główne role w filmie... Rodzeństwo znowu bierze sprawy w swoje ręce i podąża tropem mordercy....
Kompozycyjnie powieść składa się z 62 rozdziałów i epilogu. Tak w jak poprzednim tomie, rozdziały są krótkie, czyta się je w tempie ekspresowym. Krótkie sceny, szybkie cięcia dodają fabule dużo dynamiki. Język jest łatwy, zrozumiały, dosyć potoczny, na początku książki wyłowiłam sporo wtrąceń obcojęzycznych, później na szczęście to się uspokoiło. Humor w powieści znajdziemy w dialogach, w samych bohaterach, kilku niefortunnych zbiegach wydarzeń, w języku też, ale miała wrażenie, że mniej niż w tomie poprzednim.
Bohaterem, który niesie duże pokłady humoru jest producentka Lidia, nazywana prze rodzeństwo Palomą Bis. Postać jest wybuchowa, emocjonalna, często reaguje dosyć przesadnie, ale jest to na tyle zgrabnie opisane, że można to uznać za zdecydowany plus powieści. Lidia, pomimo swojej temperamentnej osobowości, zna się jak nikt na swojej pracy, wie jak osiągnąć cele i wytrwale do nich dąży. Przeciwieństwem charakteru Lidii jest scenarzystka Sylwia, jedna z dwójki głównych bohaterów. Dalej nieśmiała, dalej skryta, ale zarazem dociekliwa i skrupulatna. Wyjazd na Teneryfę, gdzie kręcone są zdjęcia do filmu, jest jej najdłuższą rozłąką w dotychczasowym związku, co powoduje w jej myślach spory mętlik, tęskni, ale i ma sporo wątpliwości, co do wierności partnera. Kuba z kolei w tym tomie jest ogarnięty obsesją szukania swojej drugiej połówki, możliwe, że miał to też być zabieg humorystyczny, ale jakoś tak tego nie odebrałam. Kuba w tym tomie jest trochę przesadny na każdym froncie – poczynając od odzywek, poprzez szukanie stabilizacji, aż po obsesję, na punkcie swojego „tłuszczyku”. Prócz znanych bohaterów z poprzedniego tomu, w „Zdradzie...” pojawia się też sporo nowych postaci. Jest Mateusz, aktor grający Artura, który też z czasem włącza się do śledztwa rodzeństwa – mięśniak, wielbiciel siłowni i tai chi, człowiek wbrew pozorom inteligentny, który chętnie służy ramieniem Sylwii. W tym tomie poznajemy też córkę Lidii – Izabellę, całkowite przeciwieństwo matki, mroczną duszyczkę, która została asystentką Lidii chyba tylko po to, żeby mamie utrudniać życie. Jest też Marysia, aktorka, blond piękność o bujnych kształtach, która wprowadza w tomie dużo zamieszania. W powieści znajdziemy jeszcze sporo innych postaci, które są ciekawe i dosyć schematyczne, ale to w komedii kryminalne, raczej atut niż zarzut.
Co do samej akcji powieści, to główna jej część toczy się na Teneryfie – jest plaża, palmy, woda, ciepłe powietrze aż bije z kart powieści. Czytając książkę, aż chciałoby się wysmarować olejkiem do opalania i zalec razem z bohaterami na plaży.
Na plus powieści zaliczam także genialny cytat na początku, zaczerpnięty z „Hollywood’ Charlesa Bukowskiego. Ciekawym zabiegiem są też dwa lub trzy wtrącenia, gdzie narracja przedstawiona jest oczami mordercy – nowość w serii, w pierwszym tomie tego na pewno nie było. Dla tych, którzy nie czytali poprzedniego tomu istotną informację będzie też to, że spokojnie ten tom można czytać w oderwaniu od wcześniejszej części – jest kilka przypomnień, odnośnie akcji z 1. tomu, ale są one nienachalne i ładnie wplecione w tekst, tak że nie rzucają się w oczy tym co „Spisek scenarzystów” czytali, a na pewno będą ułatwieniem dla nowych czytelników.
Tak samo jak w poprzednim tomie, w tym też znajdziemy sporo ciekawych informacji o świecie show-biznesu, tym razem autor skupia się na świecie filmowym. Czytelnik znajdzie to sporo krytyki, ale podstawiona jest ona z humorem, więc smutna prawda na temat świata filmowego nie jest tak ciężka do przełknięcia. Autor między innymi ukazuje nam jak bezwzględny jest ten świat, mimo padających trupów, zdjęcia muszą trwać, aktorów trzeba szybko zastąpić, nie może być żadnych przestojów. Razem z bohaterami czytelnik zostaje zaznajomiony z planem filmowym, dowiaduje się jak zdjęcia są rozpisywane, kręcone itp., jaka jest różnica pomiędzy aktorem filmowym a teatralnych i tak dalej, sporo wiedzy o planie filmowym i tworzeniu filmu od podszewki.
Na koniec jeszcze tylko wspomnę o małym przeoczeniu korekty – książkę czytałam w formie ebooka, więc znowu nie wiem, czy w papierowej wersji ten błąd też się pojawił. W dwóch miejscach (s. 147 oraz 266) cały rozdział pisany był kursywą i na pewno nie było to działanie celowe (poprzedni rozdział kończył się słowem pisanym kursywą i tak już zostało). Jeśli ktoś posiada egzemplarz papierowy, to sprawdźcie i dajcie znać 😊
Podsumowując, w tomie drugim o rodzeństwie Leśniewskich znajdziemy dokładnie to, co było w pierwszym. Pierwszy tom wzbudził we mnie pozytywne emocje, ten przez tą powtarzalność podobał mi się ciut mniej. Ale na pewno nie będę narzekać, lektura powieści była lekka, zabawna i doskonała na spokojny, relaksujący wieczór. Tom trzeci przeczytam na pewno, nawet jestem już w trakcie lektury 😊

Moja ocena: 6/10

marca 17, 2019

Makaron z cukinią i szpinakiem

Makaron z cukinią i szpinakiem

To drugi z moich dyżurnych makaronów:)  Danie robi się ekspresowo, jest pyszne, sycące, zdrowe i do tego wege! Czy muszę zachęcać dalej? :) Powiem jeszcze, że składa się z niewielu składników, które w mojej kuchni zawsze są pod ręką. Wypróbujcie, może u Was też wskoczy na listę ulubionych przepisów!


Składniki (2 porcje):
  • 2 porcje makaronu pełnoziarnistego świderki lub penne (ok. 200g)
  • cukinia
  • 3-4 garście szpinaku (mrożony lub świeży)
  • 3 ząbku czosnku
  • ok. 60g tartego parmezanu
  • 3-4 suszone pomidory w oliwie
  • sól, pieprz



Przygotowanie (20min):
Makaron gotujemy al dente w osolonej wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu (ok. 7-8min). Cukinię kroimy w słupki, wrzucamy na rozgrzaną patelnię z dodatkiem 1-2 łyżek oliwy z pomidorów oraz obranymi ząbkami czosnku, porządnie doprawiamy solą i pieprzem. Całość smażymy kilka minut do zarumienienia cukinii. Jeśli używamy mrożonego szpinaku, to rozmrażamy go na patelni. Świeży wykładamy na durszlak i przelewamy gorącą wodą z makaronu. Pomidorki kroimy na mniejsze kawałki. Gotowy makaron odcedzamy, do garnka po makaronie wrzucamy cukinie, przeciśnięty czosnek i oliwę z patelni. Dodajemy pomidorki i parmezan, makaron ze szpinakiem i 1-2 łyżki oliwy z pomidorków. Całość przykrywamy pokrywką i energicznie potrząsamy kilka razy garnkiem, tak by cała zawartość ładnie się wymieszała. Danie przekładamy na talerzu i podajemy, smacznego!




Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany

marca 16, 2019

"Hubert Meyer - trylogia" Katarzyna Bonda

"Hubert Meyer - trylogia" Katarzyna Bonda


Autor: Katarzyna Bonda
Cykl: Hubert Meyer
Tytuł: Sprawa Niny Frank (2007, s. 524)
Tylko martwi nie kłamią (2010, s. 851)
Florystka (2012, s. 832, audiobook 23h 6min)
Wydawnictwo: Muza
Audiobook wydany przez Wydawnictwo Muza S.A., czyta Marek Bukowski

    Trylogia o Hubercie Meyerze pióra Katarzyny Bondy, określanej królową polskich kryminałów, rozpoczęła jej przygodę z pisaniem. Tom pierwszy serii „Sprawa Niny Frank” był jej debiutem literackim i od razu przyniósł nominację do Nagrody Wielkiego Kalibru. Bonda jako pierwszy pisarz w Polsce wprowadziła do literatury postać profilera – Huberta Meyera. Bohater trylogii wzorowany jest na Bogdanie Lachu – polskim psychologu śledczym, który w ponad stu sprawach uczestniczył jako profiler. Swoją drogą w 2009 Bonda i Lach napisali razem książkę pt. „Zbrodnia niedoskonała”.
Pierwszym tomem serii jest „Sprawa Niny Frank”. Opowiada o niezwykle brutalnym morderstwie, którego ofiarą padła sławna aktorka, tytułowa Nina Frank. Dochodzenie toczy się w małej wsi - Mielniku nad Bugiem.
Drugi tom „Tylko martwi nie kłamią” rozgrywa się w Katowicach. Hubert wikła się w dochodzenie dotyczące śmierci barona śmieciowego niemieckiego pochodzenia. Sprawa wydaje się mieć powiązania z morderstwem sprzed 17 lat.
Ostatni tom „Florystka” przedstawia historię śledztwa zaginięcia 9 letniej dziewczynki romskiego pochodzenia. Akcja powieści toczy się w Białymstoku. Wspomniane dochodzenie wykazuje pewne punkty zbieżne z morderstwem młodego chłopca, które popełniono kilka lat temu.
Kompozycyjnie każdy z tomów wygląda inaczej. W pierwszym mamy podział na rozdziały, jest ich 38, każdy z nich nosi tytuł i jest opatrzony własnym cytatem. Drugi tom podzielony jest na dni, podczas których trwa dochodzenie, a trzeci tom na 3 miejsca, w których rozgrywa się akcja. W pierwszym tomie mamy dwóch narratorów – pierwszoosobowy, gdy akcja toczy się w przeszłości, a swoją historię opowiada tytułowa bohaterka; oraz trzecioosobowy, gdy akcja toczy się w teraźniejszości, podczas prowadzonego śledztwa. W dwóch kolejnych tomach narrator jest trzecioosobowy czasu przeszłego. Akcja każdej z powieści toczy się niespiesznie, autorka przykłada ogromną wagę do szczegółowego zarysowania tła otoczenia, a dzięki postaci profilera, psychologa śledczego każdy detal wydaje się istotny i dokładnie opisany.
Głównym bohaterem serii jest Hubert Meyer, aktualnie najważniejszy profiler w Polsce, o którego pomoc zabiegają dosłownie wszyscy. Hubert większość czasu spędza w pracy, poświęcając się analizie zachowań sprawców i tworząc profile, które pomagają w ich schwytaniu. Kiedyś pracował jako psycholog w więzieniu i wtedy to, dzięki rozmowom z więźniami, stworzył swój własny program do analizy zachowań sprawców. By móc pomagać w sprawach jako psycholog śledczy, wstąpił do policji i otrzymał w Katowicach tytuł profilera. Hubert pracuje w skupieniu, dokładnie bada miejsce zbrodni, uczestniczy lub sam rozmawia z wszystkimi osobami powiązanymi ze śledztwem, a przy sobie zawsze nosi małe żółte karteczki, na których dokładnie wszystko notuje. Bardzo przydatne w jego pracy jest także to, że profiler jakiś czas temu, po przebytej chorobie, stracił węch, dzięki czemu teraz niestraszne są mu miejsca brutalnych zbrodni oraz prosektoria.
Pierwszy tom serii, poprzez swoją specyficzną kompozycję, nasuwa mi skojarzenie z klasyczną powieścią detektywistyczną. Akcja powieści rozgrywa się w małej miejscowości, gdzie każdy zna każdego, mamy ciekawą postać policjanta, który czuwa nad śledztwem – podkomisarz Eugeniusz Kula, starszy pan z wąsem, zafascynowany metodami profilowania i szczerze ufający Hubertowi. Starszy pan stąpa mocno po ziemi, zna wiejską społeczność, wie jak rozmawiać z każdym z mieszkańców. W ogóle każda postać w powieści jest na swój sposób ciekawa, każda jest inna, nawet te, które pojawiają się tylko na chwilę, noszą cechę charakterystyczną tylko dla nich. Widać, że sporo pracy autorka włożyła w powstanie każdego z bohaterów. Atmosfera w powieści jest gęsta, napięta, w powietrzu unosi się strach przed mordercą. Zamordowana została gwiazda popularnego serialu, w którym odgrywała rolę zakonnicy. Nina miała wielu fanów, ale tak naprawdę nikt ze wsi jej nie znał. Czytelnik za to ma szansę poznać ją bardzo dokładnie, gdyż historia przeplata się ze wspomnieniami Niny, jeszcze sprzed czasów, kiedy była gwiazdą. Historia jest naprawdę ciekawie opowiedziana, nie ma w niej żadnych nużących wątków. Interesująca jest też kwestia religii – na tym terenie panuje wyznanie prawosławne, jednym z bohaterów powieści jest pop, a wierzenia raz po raz są poprzetykane w fabułę. Co do samego bohatera trylogii, w tym tomie śledzimy wszystkie jego czynności, bardzo duża uwaga poświęcona jest jego działaniom i sposobie zbierania informacji, co jest niezwykle interesujące, bo, jak już wspomniałam wcześniej, to był pierwszy polski profiler w powieści.
Wydarzenia z drugiego tomu powieści mają miejsce kilka lat po akcji ze „Sprawy Niny Frank”. Hubert jest już wtedy po rozwodzie z Anką, jego aktualną żoną jest Kinga – miłość z dawnych czasów. Ich sielanka po ślubie jednak nie trwała za długo, Hubert znowu jest położony w trudnej osobistej sytuacji. Zawodowo zostaje poproszony o pomoc w śledztwie dotyczącym śmierci bogatego przedsiębiorcy Johanna Schmidta, osoby z dosyć niejasną przeszłością. Morderstwo zostało dokonane w gabinecie pani psycholog Elwiry Poniatowskiej, seksuolożki, która z ofiarą pisała książkę. Śledztwo prowadzi podinspektor Szerszeń oraz prokurator Weronika Rudy. W tym tomie tło powieści również jest mocno i szczegółowo zarysowane, czytelnik ma okazję poznać dużo różnych ciekawostek o Katowicach oraz i o samej kamienicy, w której zostało popełnione morderstwo. Postacie są ciekawe, bogato opisane, tak jak w pierwszym tomie jest dużo bohaterów, a każdy z nich jedyny i niepowtarzalny. Śledczym w „Tylko martwi...” jest również starszy pan pod wąsem, podinspektor Szerszeń, który sypie na prawo i lewo oklepanymi powiedzonkami. Na początku jest to dosyć zabawne, niestety im dalej w fabułę, tylko bardziej nuży. Trzecią ważną postacią w tym tomie jest Weronika. Bohaterka przedstawiona zostaje jako ambitna i mądra pani prokurator, ale tak naprawdę jest bardzo uczuciową i nierozważną kobietą. Dużo uwagi w książce zajmuje relacja Huberta z Weroniką i, moim zdaniem, cierpi na tym mocno akcja powieści. Miałam wrażenie, że książkę można podzielić na 2 części – pierwsza ogólnie zarysowująca tło, z interesującymi ciekawostkami, zapowiadająca intrygującą fabułę, i druga, gdzie fabuła schodzi na dalszy plan, a wszyscy bohaterowie zostają porwani przez swoje emocje i odczucia. Bohaterowie są wybuchowi, często miałam wrażenie, że całkiem bez powodu. Sceny intymne i rozterki bohaterów wydawały mi się opisane bardzo nieudolnie, w ogóle bez wyczucia i taktu. Nie pasowało to kompletnie do początku powieści.
Trzeci tom, podobnie jak poprzedni, zaczyna się kilka lat po wydarzeniach z „Tylko umarli...”. Hubert nie pracuje już w policji, jest sam, wyprowadził się na Mazury, do domku odziedziczonym po rodzicach. Ma psa i kota i żadnego celu w życiu. Jest mocno zagubiony do czasu, aż u jego drzwi pojawia się znajomy policjant i prosi go o wsparcie w sprawie zaginięcia romskiej dziewczynki. Mimo ograniczonych możliwości (nie ma już legitymacji policyjnej), Hubert od razu wciela się w swoją rolę profilera. Pomaga mu w tym młoda pani psycholog Lena Pawłowska. I tutaj, jak w poprzednich, trzeba zwrócić uwagę na bardzo ciekawe postacie. Jest tytułowa Florystka, Ola, matka zamordowanego Amadeusza, niezwykle utalentowana, ale nie do końca stąpająca twardo po ziemi. Jest wiolonczelistka, nauczycielka zaginionej; matka, ojciec i dziadkowie Zosi, i można by tak jeszcze długo wymieniać bohaterów, którzy są ciekawie a zarazem dokładnie opisani w powieści. Miałam wrażenie, że postacie poznajemy tak dokładnie, że sama intryga schodzi na drugi plan. W sumie ciężko mi o tym tomie powiedzieć coś więcej, w połowie powieść zaczęła mi się bardzo dłużyć, nużyła mnie, żałowałam, że nie była o połowę krótsza.
Podsumowując, bardzo mocnym punktem tej trylogii są ciekawie i dokładnie przedstawione postacie. Jest ich dużo, ale każda jest inna, więc nie ma problemu z ich zapamiętaniem. Cała ich historia jest szczegółowo opisana, bardzo dużo miejsca zajmują opisy ich zachowań i przemyśleń. Co za tym idzie dialogi pomiędzy postaciami są realistyczne, nie wyczuwa się w nich sztuczności. Sporo miejsca zajmują też opisy otoczenia. Ta szczegółowość powiązana jest z głównym bohaterem – profiler musi być spostrzegawczy, żeby swoją pracę wykonać dobrze. Czytelnik jego oczami zauważa dużo szczegółów, na które normalny człowiek raczej nie zwróciłby uwagi. Mam jednak wrażenie, że cierpi na tym sama akcja powieści. Autorka tak mocno skupia się na szczegółach, że całość zaczyna po prostu nudzić. Najlepszy z serii dla mnie był tom pierwszy – po przeczytaniu byłam pod ogromnym wrażeniem, bardzo podobał mi się ten styl nawiązujący do klasycznej powieści detektywistycznej, cała ta atmosfera dusznego miasteczka i tajemnicy. Niestety w kolejnych tomach tego zabrakło, powieści były za długie, a atmosfery nie czułam wcale. W trzecim tomie postać Florystki i Wiolonczelistki były dosyć intrygujące, ale niestety nie uciągnęły na barkach całej powieści. Szkoda, bo debiut zapowiadał się bardzo dobrze, gdyby autorka nie zmieniła stylu powieści, to mógłby być majstersztyk.

Moja ocena całości: 6/10
„Sprawa Niny Frank”: 8/10
„Tylko martwi nie kłamią”: 5/10
„Florystka”: 6/10




marca 15, 2019

Kanapka z łososiem i jajkiem

Kanapka z łososiem i jajkiem

Ostatnio mam małą obsesję na punkcie kanapki z łososiem, jajkiem i rukolą! Bułka pysznie podpieczona w tosterze, wędzony łosoś, jajko z lekko rozpływającym się żółtkiem, rukola i do tego troszkę majonezu! Pyszności! Zdrowe, pożywne śniadanie, lekko na ciepło 😊 

Składniki (1 porcja):
  • bułka pełnoziarnista
  • masło do posmarowania
  • plasterek wędzonego łososia
  • jajko ugotowane na pół-twardo (tak że żółtko się jeszcze troszkę rozpływa)
  • pół garści rukoli
  • sól, pieprz, majonez


Przygotowanie (10min):
Bułkę kroimy na pół i opiekamy w tosterze. Czekamy aż bułka troszkę się ostudzi i smarujemy masłem. Górną część bułki smarujemy też majonezem. Na dolną część wykładamy łososia, jajko obieramy i kroimy na 3 pasterki, wykładamy na łososia. Doprawiamy solą i pieprzem, na jajku układamy rukolę i przykrywany górną częścią bułki. Smacznego!

marca 14, 2019

Zupa szpinakowa i tortilla z jarmużem

Zupa szpinakowa i tortilla z jarmużem

ZUPA SZPINAKOWA
Składniki (2 porcje):
  • 1 cebula
  • 1 por
  • ok. 350g ziemniaków
  • 600ml gorącego bulionu warzywnego (przepis tutaj!)
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 100g szpinaku
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • oliwa, sól, pieprz




Przygotowanie (przygotowanie 5 min, gotowanie 15min):
W garnku rozgrzewamy 1-2 łyżki oliwy, cebulę obieramy i kroimy w kostkę, wrzucamy do garnka, por (białą i jasnozieloną część) kroimy na na pół-talarki i dodajemy do cebuli. Solimy, przesmażamy kilka minut. W tym czasie obieramy ziemniaki i kroimy je w kostkę, dorzucamy do garnka. Po chwili całość zalewamy gorącym bulionem i gotujemy pod przykrywką ok. 15min na średnim ogniu ( w tym czasie przygotowujemy tortillę z jarmużem). Po tym czasie dodajemy przeciśnięty czosnek i szpinak, gotujemy jeszcze około minuty. Do stojącego blendera wrzucamy śmietanę i wlewamy zupę, miksujemy na gładki krem, przelewamy z powrotem do garnka i doprawiamy pieprzem, ew. solą.
Zupę podajemy razem z tortillą z jarmużem.

TORTILLA Z JARMUŻEM
Składniki ( 2 porcje):
  • ok. 150g jarmużu
  • ok. 125g żółtego łagodnego sera (jak gouda, edamski itp.) startego na tarce o grubych oczkach
  • 3 ząbki czosnku
  • 2-3 łyżki śmietanki 30% lub 36%
  • oliwa, sól, pieprz
  • 2 placki tortilli pełnoziarnistej


Przygotowanie (10-15min):
Rozgrzewamy 1-2 łyżki oliwy na patelni, wrzucamy jarmuż, solimy, pieprzymy i podsmażamy 2-3min, aż lekko zmięknie. Dodajemy śmietankę, mieszamy i przekładamy do miseczki. Patelnię czyścimy, wykładamy na nią jeden placek tortilli, na niej rozsypujemy tarty ser, rozkładamy jarmuż, wysypujemy resztę sera i przykrywamy drugim plackiem tortilli. Całość lekko dociskamy i przykrywamy patelnią. Po 2-3min, jak placek się lekko zarumieni od spodu, obracamy go na drugą stronę (najlepiej przykryć patelnię płaskim dużym talerzem, przekręcić patelnię tak by placek znalazł się na talerzu i zsunąć go z powrotem na patelnię) i znowu pod przykryciem podpiekamy przez 2-3min. Placek przekładamy na duży talerz i kroimy na trójkąty najlepiej nożykiem do pizzy.  Podajemy z zupą szpinakową. Smacznego!

Źródło przepisu na zupę: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany