sierpnia 29, 2020

"Bardzo zimna wiosna" Katarzyna Tubylewicz

"Bardzo zimna wiosna" Katarzyna Tubylewicz

Autor: Katarzyna Tubylewicz
Tytuł: Bardzo zimna wiosna
Cykl: Bardzo zimna wiosna, tom 1
Data premiery: 25.03.2020
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał

Katarzyna Tubylewicz w tym roku debiutowała w gatunku kryminał i właśnie dzięki temu o niej usłyszałam. Nie jest to jednak pierwsza książka w jej dorobku– na swoim koncie ma już 3 inne tytuły z beletrystyki, a także kilka reportaży. Zajmuje się też tłumaczeniami ze szwedzkiego na polski, zaangażowana jest również w wiele wydarzeń kulturalnych, zarówno polskich jak i szwedzkich. Mieszka w Sztokholmie i w Warszawie. „Bardzo zimna wiosna” zapowiedziana jest jako tom pierwszy cyklu kryminalnego, co po jej lekturze, muszę stwierdzić, że bardzo mnie cieszy. Już teraz czekam na więcej!

Główna oś fabularna „Bardzo zimnej wiosny” toczy się współcześnie w Szwecji. Ewa, trzydziestokilkuletnia kobieta wyemigrowała tam jakiś czas temu jako opiekunka osoby starszej. Trafiła do dosyć zamożnego domu, opiekuje się Gretą, która jest dosyć energiczną starszą panią, choć zaczynają jej się problemy z pamięcią. Pewnego razu Ewa i córka Grety są zmuszone wezwać policję – Greta zaginęła – prawdopodobnie wyszła z domu, gdy nikogo w nim nie było. Dziwne jednak, że na stole w kuchni stały dwie filiżanki i pudełko po ciastkach. Na wezwanie odpowiadają Björn i Jens, przepracowani policjanci, który któryś dzień z rzędu pełnią dyżur. Uspokajają rodzinę, tłumaczą, że osoby starsze często po prostu wychodzą na spacer zapominając poinformować o tym mieszkańców. Niestety rankiem dnia kolejnego na pustym parkingu przed supermarketem znalezione zostaje ciało kobiety – ktoś zadźgał ją nożem, w usta wpychając skrawki gazet.  Dlaczego ktoś zabił starszą panią? Czy chodziło o jej majątek? A może wątek ucieczki Ewy z Polski ma z tym coś wspólnego? Czy może historia sięga jeszcze dalej? Przed Björnem i Jensem stoi naprawdę trudne zadanie.

Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów oznaczonych czasem i miejsce zdarzeń. Czas płynie nielinearnie, wydarzenia aktualne przeplatają się z wydarzeniami sprzed pół roku i z historią toczącą się w czasach powojennych. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, wyjątkiem są rozdziały dotyczące wątków powojennych, które przedstawione są w czasie teraźniejszym. Styl jest spokojny, uważny, skupiony na szczegółach.

Muszę przyznać, że książka pozytywnie mnie zaskoczyła. To nie jest zwyczajny kryminał – to bardzo rzetelny obraz aktualnej kondycji społecznej i niejako politycznej Szwecji. Książkę wysłuchałam w formie audiobooka, więc nie jestem całkiem pewna jak się ją czyta – trochę obawiam się, że ilość informacji dotycząca tych wątków może się troszkę dłużyć, jednak nie mam pewności, bo słuchało się tego doskonale. Autorka dużo miejsca poświęca na problem uchodźców, którzy w ostatnich latach zalali Szwecję. Skupia się na postaci jednego z nich, chłopca, który zatrzymał się teraz w ośrodku dla nieletnich, choć tak naprawdę jednak ma już ponad 20 lat. Na jego osobie przedstawia cały problem, jak wygląda to ze strony uchodźców, jakie rozwiązania proponuje Szwecja, jak uchodźcy są traktowani i z czym muszą się borykać. Sporo jest tu też o podejściu Szwedów do emigrantów, na postaci Ewy i jej stosunków z zięciem Grety dużo można wywnioskować. To nie jest Szwecja jakiej obraz Polacy mają cały czas w głowie – to Szwecja, która również boryka się z wieloma problemami spowodowanymi decyzjami politycznymi. Pomijając główny problem, którym jest napływ emigrantów i uchodźców, jest tu też dużo o losie policjantów, o cięciach w budżecie, które wpływają na kondycję szwedzkiej policji. Bardzo szczegółowo i rzetelnie jest ten problem przedstawiony, otwiera oczy i koryguje spojrzenie na ten z pozoru poukładany kraj.

Skoro już jesteśmy przy tematach poruszanych w powieści warto też wspomnieć o wątku z przeszłości Grety. Kobieta jest Niemką, która jako dziecko doświadczyła okropieństwa wojny, a po jej zakończeniu udało jej się uciec do Szwecji. Tam na początek została pomocą domową, później jej życie się poukładało, jednak w początkowym czasie swojego pobytu dziewczyna doświadczyła sporo przykrych sytuacji. Taki powrót do przeszłości nie tylko zarysowuje problem z czasów dawnych, ale także daje możliwość porównania aktualnego traktowania emigrantów z tym, jak wyglądało to kiedyś.

Bardzo podobały mi się też postacie powieści, szczególnie dwójka policjantów. Jeden z nich, ten starszy – Björn jakiś czas temu przeszedł osobistą tragedię, która wpędziła jego żonę w alkoholizm i głęboką depresję. Björn stara się z tym wszystkim jakoś sobie radzić, jednak czytelnikowi jest go żal – mężczyzna naprawdę nie ma łatwego życia. Szczerze chciałabym, żeby autorka napisała prequel tej książki, bo bardzo ciekawią mnie wydarzenia z przeszłości bohatera, które tak zaważyły na jego dalszym życiu.

Książka to jednak kryminał, więc koniecznie trzeba też wspomnieć o tym wątku. Jest rozbudowany i dosyć długo nie można się domyśleć jak poukładać wszystkie wątki w całość. Teraz po skończonej lekturze widzę, że może faktycznie można było na to wpaść wcześniej, choć ślady są na tyle małe, że dopiero chyba po rozwiązaniu zagadki wszystko nabiera jasności. Jestem usatysfakcjonowana.

Ogólnie jestem z lektury zadowolona. Nie była to książka jakiej się spodziewałam, ale zaskoczenie było pozytywne.  Jako że książki słuchałam w formie audiobooka i nie jestem pewna jak wątki polityczno-społeczne odebrałabym w tradycyjnej formie, daję ocenę nieco bezpieczną z zastrzeżeniem, że drugi tom koniecznie muszę przeczytać w formie tradycyjnej. Ogromnie jestem ciekawa czym autorka teraz nas zaskoczy!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!


sierpnia 28, 2020

"Poparzone dziecko" Stig Dagerman

"Poparzone dziecko" Stig Dagerman

Autor: Stig Dagerman
Tytuł: Poparzone dziecko
Cykl: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tłumaczenie: Justyna Czechowska
Data premiery: 15.07.2020
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura piękna
„… najbardziej poruszającą powieścią, która teraz, po sześćdziesięciu latach, wciąż jest czytana na cały świecie, tak naprawdę jako jedyne szwedzkie dzieło lat czterdziestych.”
Stig Dagerman to pisarz niejako tragiczny. Debiutował w wieku 22 lat w 1945 roku. Do 1949 wydał cztery powieści, zbiór opowiadań, reportaż, pięć sztuk teatralnych, wiele wierszy i esejów. Później zamilkł, by w 1954 roku popełnić samobójstwo.
„Poparzone dziecko” to przedostatnia jego powieść. Jest ważna, bo jest niejako punktem zwrotnym w życiu pisarza. A może inaczej – wizyta w powojennych Niemczech, na bazie której napisał swój reportaż, a później jeszcze we Francji, o której już reportaż nie powstał, jest jego puntem przełomowym, po którym wydaje się, że stracił radość i sens życia. I wtedy właśnie powstało „Poparzone dziecko”.
„Może to ten idiotyczny rok we Francji tak mnie spustoszył. Gonienie z miejsca na miejsce z dziennikarskim dyktatem na tylnym siedzeniu i maszyną do pisania w bagażniku, która wkrótce stała się tak ciężka od niepowodzeń, że ledwo mogłem ją unieść. Gdzież ta droga, której wszędzie szukam?”
 Jak wspomina autor przedmowy, ta powieść jest jego rozliczeniem się z rozpadem rodziny, a kolejna – ostatnia o tytule „Weselne kłopoty” - z wioską dzieciństwa, potem już nic, koniec. Pisarz ten zyskał duże uznanie w świecie literatury już po swojej śmierci, teraz jest jedynym szwedzkim pisarzem publikującym w latach 40tych XX wieku, którego nadal czyta cały świat.
„Prosta opowieść o młodym zdrajcy, pełen lęku autoportret napisany przez dwudziestopięcioletniego cienkoskórnego pisarza, który nie umie sprostać rozczarowaniu sobą i światem, oczekiwaniom i uznaniu jego geniuszu – bardzo możliwe, że część tego niesłychanego napięcia w powieści wynika z faktu, że wszystko w jego życiu się załamuje.”
Historia „Poparzonego dziecka” rozpoczyna się w dniu pogrzebu matki Bengta. Jest spotkanie w domu ich rodziny z przyjaciółmi i sąsiadami, jest uroczystość w kaplicy, a później stypa. Bengt bardzo cierpi, wydaje się, że jego świat całkowicie się załamał. Szalę goryczy przelewa telefon, który odbiera w restauracji – wygląda na to, że dzwoniła kochanka ojca. Bengt teraz czuje się nie tylko załamany, ale i zdradzony, co z dnia na dzień uwiera go coraz mocniej. Emocje w nim buzują, chłopak traci poczucie sensu, a pustkę zapełnia powoli dziwną fascynacją przeplatającą się z nienawiścią do kochanki ojca. Czy Bengt da radę pozbierać się po takim ciosie? Wydaje się bardzo kruchym, niedojrzałym emocjonalne, młodym mężczyzną…
„Sam spójrz na zegar. Nie widzisz, że jest trzecia? Od kiedy matka zmarła, zawsze jest trzecia.”
Książka otwiera przedmowa szwedzkiego pisarza i publicysty Per Olov Enquist, w której krótko opisuje los Stiga Dagermana. Później zaczyna się powieść właściwa, która podzielona jest na 17 rozdziałów. Połowa z nich przedstawiona jest w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego i przeplata się z drugą połową zapisaną w formie listów – najczęściej Bengta do niego samego. Styl powieści jest niesamowity. Filmowo dokładny, skupiony na każdym geście, a zarazem zachowaniu i uczuciach bohatera. Podczas lektury miałam wrażenie, że każdy gest jest ważny, każda gra świateł, każdy ruch na znaczenie. Dialogów jest mało, powieść głównie skupia się na rozterkach i zachowaniu Bengta. Wydaje mi się, że jest to lektura, którą trzeba sobie dawkować, czytać po 2-3 rozdziały dziennie. Jak tak nie zrobiłam, przeczytałam książkę w jeden dzień, ale po czasie ten uważny styl już mnie mocno zmęczył, przez co mam wrażenie, że trochę z lektury straciłam.
„Na świecie jest tylko jeden człowiek, któremu możesz zaufać, tym człowiekiem jesteś Ty. To potworna myśl, ale jeśli zatrzymać się przy niej dłużej, staje się także kojąca. Dopóki można ufać sobie, w zasadzie nic nie jest stracone. Stracone jest wszystko dopiero, kiedy zauważa się, że nawet sobie nie można ufać. Dlatego należy w każdym momencie być godnym zaufania wobec samego siebie, nie pozwolić sobie się oszukiwać.”
Książka jest ciekawym stadium radzenia sobie młodego bohatera z prawdziwym życiem. Do tej pory miał matkę i ojca, studiował, nie przejmował się niczym. Teraz matka – ostoja ich domu, umiera głupio w sklepie mięsnym, tak że aż wstyd się do tego przyznać.
„… a potem czuje, że nie da się dłużej zwlekać. Nie da się przeformułować nekrologu. Nie da się wysłać więcej zaproszeń. Nie da się nocami myśleć o wierszu, kiedy nie potrafi się zasnąć. Nie ma pociechy i nie ma schronienia, ani końca, ani początku. Tylko pusta jak grób prawda, że tu w dole leży jego matka, jest martwa, na zawsze odeszła.”
Nie dosyć jednak, że Bengt traci swoje poczucie bezpieczeństwa, traci dzieciństwo i całe dotychczasowe życie – to wszystko ze śmiercią matki odchodzi w zapomnienie, Beght staje się inną osobą, to jeszcze w tym samym czasie dowiaduje się, że ojciec nie jest tym, za kogo go miał.
„Ten, kto zdradza człowieka, powoli go zabija. Bo bez wierności człowiek tonie. Zanurza się we własnym wstydzie, który jest głębokim bagnem, i w swojej nienawiści, która jest jeszcze głębsza.”
Chłopak traci więc w jednym czasie dwie najbliższe osoby, z tym że jedna jako obca nadal z nim mieszka, utrzymuje go i też przeżywa żałobę. Chłopak nie jest na to przygotowany, psychicznie nie jest sobie w stanie z tym poradzić, przez co uczucia gniewu, frustracji i rozczarowania zaczyna przenosić na innych, a odczucia tak mocne i piekące dotyczące kochanki ojca zaczyna mylić z miłością. Jego zaplątanie trwa, chłopak nie potrafi sam siebie zrozumieć i tylko głębiej i mocniej się zatraca aż do wielkiego finału.
Muszę przyznać jednak, że tak jak na sucho wiem o co w książce chodziło, a przynajmniej po części tak mi się wydaje, to jednak gdzieś w połowie przestałam bohatera na poziomie emocjonalnym rozumieć. Moment gdy wdaje się w romans z przyszłą macochą jest dla mnie tym punktem, gdzie moje próby zrozumienia ponoszą całkowitą klęskę, dalej jest tylko gorzej. Wiem, że miało to obrazować jego zagubienie i niezrozumienie ze światem, jednak dla mnie wtedy było to za wiele. Poza tym sceny, w których bohater znęca się nad niewinnym bezbronnym psem budziły mój głęboki sprzeciw. Może w latach 40tych XX wieku prawa zwierząt nie były tak zaznaczane jak teraz, jednak to były dla mnie jedne z najgorszych, najtrudniejszych i najmniej na poziomie uczuciowym zrozumiałych scen. Bo w teorii wiem, rozumiem co bohaterem powodowało, dlaczego postąpił tak jak postąpił, jedno tak nie robi dobry człowiek. Czy Bengt jest zły? Nie, jest zagubiony, ale to niezrozumienie samego siebie budzi w nim ogromne, paskudne demony.
„Ale nie chcę go aż tak ranić, chociaż zasłużył na to, by ranić go bardzo. W końcu jest moim ojcem, a własnemu ojcu należy raczej wybaczać, także to, czego się nie wybacza innym.”
Doceniam książkę jako dzieło literackie, wyraz artystyczny. Uważność i skupienie na szczegółach powoduje, że w mojej głowie podczas lektury powstał piękny film artystyczny. Czy ktoś to kiedyś zekranizował? Chyba nie, a myślę, że mogłoby z tego powstać kolejne dzieło sztuki. Pod względem zrozumienia dla bohatera niestety trochę się to rozmijam, druga część powieści dosyć mnie zmęczyła. Myślę że właśnie przez ten brak zrozumienia uczuć bohatera, przez to, że wszystko za mocno się poplątało, odebrałam książkę w taki sposób. Może, gdybym czytała na raty, po 2-3 rozdziały codziennie mogłabym lepiej ją zrozumieć? Może. I może kiedyś spróbuję jeszcze raz.
Na razie jednak zachwycam się uważnością narracji i, jak zawsze przy tej serii, przepięknym wydaniem.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskie!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 27, 2020

"Złe miejsce" Minka Kent

"Złe miejsce" Minka Kent

Autor: Minka Kent
Tytuł: Złe miejsce
Tłumaczenie: Kinga Markiewicz
Data premiery: 03.06.2020
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 336
Gatunek: thriller psychologiczny

„Złe miejsce” to trzecia książka Minki Kent, która ukazała się w Polsce. Na swoim rodzimym rynku autorka na swoim koncie ma już pięć powieści, szósta jest w przygotowaniu. Debiutowała w 2017 roku powieścią „Idealne życie”, które gdzieś w okolicy polskiej premiery miałam okazję przesłuchać. Pamiętam, że wzbudziło we mnie dosyć mieszane odczucia. Drugim jej tytułem było „Perfekcyjne kłamstwo”, które nadal czeka w mojej kolejce audiobooków, a przy trzeciej pt. „Złe miejsce” postanowiłam w końcu sięgnąć po formę tradycyjną. Książka od samego początku zbierała mocno pozytywne opinie, więc i we mnie obudziła się nadzieja na naprawdę dobrą lekturę.

„Złe miejsce” to historia tocząca się dwutorowo. Wren, 19letnia dziewczyna żyje ze swoją rok młodszą siostrą w chatce w dzikiej głuszy. Jakiś czas temu ich matka wyruszyła do daleko położonego miasta w poszukiwaniu lekarza – ich najmłodsza siostra poważnie zachorowała. Dwie starsze dziewczyny zostały zatem same, a zapasy jedzenie powoli zaczynają im się kończyć… Nadchodzi też zima, do której kompletnie nie są przygotowane.
W tym samym czasie Nicolette, do tej pory szczęśliwa żona znanego fotografa, znajduje w rzeczach męża przypadkowo zdjęcie około 8- 9letniej dziewczynki, która ewidentnie oczy odziedziczyła po jej mężu. Czy to możliwe, żeby ją zdradzał? Kiedy z jej konta zaczynają znikać pieniądze kobieta jest już przekonana, że cały czas żyła w kłamstwie. Postanawia znaleźć twarde dowody na niewierność męża. Czy sprawa faktycznie jest taka na jaką wygląda?
I najważniejsze – jak te dwie historie się łączą?

Książka składa się z 51 krótkich rozdziałów rozdzielonych naprzemiennie na kwestie Wren i Nicolette. Narracja prowadzona jest pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Styl jest przyjemny, książkę czyta się dobrze, choć miałam wrażenie, że kilka razy spotkałam się z małymi błędami tłumacza. Historia wciąga, szczególnie ta dotycząca Wren, zwroty akcji mocno zaskakują.

Jeśli chodzi o postacie, to oczywiście moim zdaniem najciekawsza jest tu Wren. To dziewczyna, która nie pamięta nic innego poza życiem w chacie. Matka od zawsze mówiła im, że to jedyne bezpieczne miejsce, że świat stał się zły i groźny, a nawet że stało się coś podobnego do apokalipsy. Rodzina żyje prosto, mają kury, kozy, a ich mama co jakiś czas znika na kilka godzin w lesie i wraca z nowymi zapasami. Dziewczyny nie wiedzą co to telewizja czy telefon, ich jedyną rozrywką są rysunki i kilka książek, które stoją w chacie. Tak sytuacja wygląda na początku. Nie zdradzę chyba za wiele mówiąc, że dziewczyny w końcu trafiają do współczesnego świata, gdzie na nowo muszą się odnaleźć i wszystkiego nauczyć. Na szczęście szybko znajdują osobę, która wzbudza w nich poczucie bezpieczeństwa, więc proces klimatyzacji przebiega całkiem sprawnie i bezboleśnie. Ten wątek jest naprawdę fascynujący.

Trochę gorzej moim zdaniem wypadł ten z Nicolette. A przynajmniej takie odczucia miałam na początku lektury, później sytuacja się rozkręca, a ostatecznie też wszystkie nieścisłości się wyjaśniają, a puzzle wskakują na swoje miejsce. Mnie jednak przez większą część lektury uwierał dosyć mocno fakt, że kobieta twierdziła z początku, że jej małżeństwo jest idealne, szczęśliwe i pełne zaufania, jednak gdy znalazła zdjęcie jakiegoś dziecka schowane w szufladzie nie poszła bezpośrednio do męża, nie spytała go o co chodzi, tylko zrobiła z tego wielką tajemnicę i nagle przestała mu całkowicie wierzyć. Jak w ciągu jeden godziny z kochającego męża mężczyzna stał się kłamcą i oszustem bez specjalnych dowodów? Ostatecznie można jej zachowanie jakoś wytłumaczyć, choć chyba najlepiej już od początku najlepiej nastawić się, że należy na to przymknąć oko.

Ogólnie fabuła książki jest ciekawa, jest kilka twistów, które zaskakują. Podział na dwie narratorki, przedstawienie wydarzeń z ich punktu widzenia też jest dobrym zabiegiem, przez to nie mamy obiektywnego spojrzenia na sytuację, a widzimy tylko to, co chcą widzieć bohaterki. Ogólnie jestem z lektury zadowolona i, wnioskując po ocenach książek autorki, wygląda na to, że z książki na książkę Kent robi się coraz lepsza. Czekam zatem na kolejny polski tytuł, a w między czasie na pewno nadrobię sobie „Perfekcyjne kłamstwo”.

Oceniam: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia Mroczna Strona!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 26, 2020

"Babka z zakalcem" Alek Rogoziński

"Babka z zakalcem" Alek Rogoziński

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Babka z zakalcem
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 288
Gatunek: komedia kryminalna

Tym co znają ten blog raczej nie muszę przypominać, że do jednego z moich ulubionych gatunków literackich zalicza się komedia kryminalna. To rewelacyjne połączenie kryminału z poprawiaczem humoru i bardzo ubolewam nad tym, że ciągle tak niewielu czytelników sięga właśnie po ten gatunek. Mam oczywiście też swoich ulubionych, zaufanych autorów, których książki są dla mnie pewnikiem dobrej zabawy. Do nich zalicza się właśnie Alek Rogoziński, który ostatnio dosyć się rozkręcił z wydawaniem kolejnych tytułów – myślę, że jest to ściśle powiązane z tym, że całkiem niedawno zrezygnował ze swojej dotychczasowej pracy w prasie i zajął się już poważnie i zawodowo tylko i włącznie pisaniem. Teraz w sierpniu okazała się jego najnowsza książka pt. „Babka z zakalcem”, a ja jak zawsze zrobiłam mały wyłom w swoim planie czytelniczym, by jak najszybciej się z lekturą zapoznać.

„Babka z zakalcem” kręci się wokół rodziny Luizy Mirskiej – właścicielki dużej firmy cukierniczej i gwiazdy telewizyjnych programów kulinarnych. Luiza zbliża się do 60tki, więc postanowiła, że jest to właściwy czas, by firmę oddać w ręce swoich następców i przejść na zasłużoną emeryturę. Niestety wśród jej potomstwa odpowiedniego kandydata brak, więc kobieta zatrudnia prywatnego detektywa, by pomógł jej w podjęciu decyzji. Tę ogłosić ma w dniu swoich 60tych urodzin na wielkiej imprezie organizowanej w jej ogrodzie. Niestety w momencie gdy już ma zdradzić, kto dostąpi tego zaszczytnego miejsca i przyjmie zarządzanie firmą, z kuchni wybiega jej wnuk z głośnym krzykiem – jedna z kelnerek właśnie padła martwa! Jak to się stało? Czy to przypadek czy zaplanowane morderstwo? I czy to faktycznie ona była tym, kto miał paść martwy?
„Towarzystwo książek wpływało na nią kojąco i pozwalało magicznie nabierać dystansu do życia i przeszkód, jakie się w nim pojawiają.”
Książka składa się z prologu, 14 rozdziałów i epilogu. Całość, jak zawsze u Alka, otwiera spis postaci, który już sam w sobie poprawia czytelnikowi humor. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje wszystkich bohaterów po równo. Styl autora jak zawsze jest rewelacyjny. Barwny, nieco przesadzony, dosyć ironiczny, bogaty w nieszablonowe porównania. To naprawdę jest dobra, przyjemna lektura na poprawę humoru – czyta się lekko i szybko, można też trochę poparskać śmiechem.
„Otóż… - Komisarz zerknął na kartę leżącą przed nim na biurku – mamy tu pewną zagwozdkę. Mianowicie nieboszczkę trafiły dwie śmierci naraz…”
Alek ma dar do budowania fajnych, zabawnych postaci, bogatych w ludzkie, a często polskie przywary. I tak średnia córka Luizy jest zapatrzona w swoją nastoletnią córkę tak, że świata poza nią nie widzi. Jej samej w sumie też nie, bo pozwala jej na naprawdę chamskie zachowania. Najmłodszy syn Luizy to podrywacz i imprezowicz, który w prasie pojawia się tylko w bardzo dziwnych i kompromitujących sytuacjach. Najstarsza córka Luizy za to jest tak zapatrzona w swojego męża, który podobnie do Mateusza lubi gonić za spódniczkami… Jest jeszcze brak bliźniak Wiktorii, tej wspomnianej samotnej matki – który razem z żoną kompletnie nie zna własnego syna. Ten z kolei ukrywa pod rodzicami swoją orientację seksualną. Jest zabawnie, bogato, prześmiewczo i dosyć zaskakująco, bo przecież ostatecznie każdy z nich okazuje się kimś innym niż z pozoru wygląda.
„– No tak… - westchnęło Wiktoria. – Zapomniałam, że dla ciebie nie było tam nikogo poza twoją nową podrywką.– To nie jest żadna podrywka! – zaprotestował Mateusz ogniście. – Tylko kobieta mojego życia!– Szósta w tym roku – w głosie Wiktorii słychać było politowanie. – A to dopiero początek jesieni…”
Co do zaskakiwania to muszę przyznać, że zakończenie powieści tym razem jest nieco inne niż zawsze, bardzo nieszablonowe i oryginalne. Co więcej - nie wydaje mi się, żeby można je było przewidzieć. Tak po prawdzie to w sumie u Alka chyba bardzo rzadko jestem w stanie cokolwiek przewidzieć, bo fabuła zmierza często w tak niebanalne regiony, że tylko on na coś takiego może wpaść 😊

Alek jak zawsze często w powieści nawiązuje do aktualnych bolączek i tematów zaprzątających nasze polskie społeczeństwo, tym razem nawet pandemia coronawirusa doczekała się wspomnienia 😊
„Mateusz się skrzywił, w duchu postanawiając, że zacznie pokazywać się publicznie tylko w masce. Co prawda, kiedy trzeba je było obowiązkowo nosić w czasie niedawnej pandemii, miał non stop wrażenie, że za chwilę się udusi i szybko przerzucił się na plastikową przyłbicę, w której wyglądał, jakby zamierzał właśnie coś zespawać.”
Co jeszcze? Oczywiście Róża Krull i komisarz Darski! Dwie postacie, które chyba najczęściej przemykają w powieściach autora! Jak zawsze bawią i zaskakują, Róża, jak to z nią bywa, ma oszołamiającego pecha i dar pakowania się w kłopoty. Darski jak zawsze ma ochotę ją zabić – czyli norma, ci co czytali któreś z poprzednich książek autora na pewno wiedzą o czym mówię.

Czy czegoś mi tu zabrakło? Więcej jedzenia! 😉 Ale Alek jak już nam zdradzał na swoim fanpage’u gotować nie potrafi, a w swoje wątpliwe umiejętności tym razem nawet wyposażył jednego z bohaterów, więc tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić 😉
„… w przeciwieństwie do swojej mamy kompletnie nie miał talentu kulinarnego. Po latach znalazł nawet dwa przymiotniki, które idealnie określały jego podejście do gotowanie. Było ono mianowicie fanatycznie religijne. Mateusz wrzucał do garnka lub na patelnię różne rzeczy, po czym zmawiał modlitwę i liczył na to, że wydarzy się cud.”
Mam za to małą uwagę co do wydania książki – kilka błędów, które raczej nie powinny przemknąć przez korektę rzuciło mi się podczas lektury w oczy. Skoro je zauważyłam, to faktycznie kilka musiało ich być.

Podsumowując, jak zawsze jestem z lektury zadowolona. Poszło szybko i sprawnie, bawiłam się przy niej dobrze, a humor mi się znacząco poprawił. Intryga jest zaskakująca, bohaterowie oryginalni, czego chcieć więcej? 😊 Kolejnej książki autora!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 25, 2020

"Mur duchów" Sarah Moss

"Mur duchów" Sarah Moss

Autor: Sarah Moss
Tytuł: Mur duchów
Tłumaczenie: Paulina Surniak
Data premiery: 29.07.2020
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 160
Gatunek: literatura piękna

„Mur duchów” to trzecia powieść Sarah Moss, która ukazała się w Polsce. Autorka na swoim koncie w oryginale ma już siedem powieści plus jedną książkę non – fiction. Jest docenianą i nagradzaną pisarką, pochodzi z Anglii, uczy kreatywnego pisania na jednej z angielskich uczelni. W swoich powieściach często porusza temat rodziny, roli kobiety i podziału obowiązków w XXI wieku. Dla mnie „Mur duchów” to było pierwsze spotkanie z jej twórczością – od razu mogę też zaznaczyć, że nie ostatnie. Pozostałe dwie książki w polskim wydaniu „Nocne czuwanie” i „Między falami” już czekają na półce w Legimi.

Historia zawarta w „Murze duchów” rozgrywa się pewnego ciepłego lata w Wielkiej Brytanii prawdopodobnie gdzieś pod koniec XX wieku. Silvie, a raczej Sulevia razem z ojcem i matką dołączają do obozu antropologicznego, eksperymentu, w którym udział bierze trójka studentów i ich profesor. Osiedlają się na terenie starożytnych Brytów i zamierzają przez kilkanaście dni żyć tak jak oni w epoce żelaza – bez współczesnych wygód. Podział ról jest z góry ustalony – kobiety zajmują się obozem i zbieractwem, mężczyźni polowaniem. Eksperyment z początku spokojny w końcu nabiera tempa, wydarzenia wymykają się spod kontroli, a ojciec Silvie, prowodyr i tyran przekracza granice, które nawet dla kobiet żyjących w tak przemocowej rodzinie, są nie do pomyślenia…

Książka składa się z kilku nienumerowanych rozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, przedstawiona jest z punktu widzenia Silvie. Styl powieści przypomina niejako strumień świadomości – wszystko co się dzieje, mówi, a także myśli i wspomnienia dziewczyny przedstawione są jednym ciągiem, jako opowieść bohaterki. Nie ma jednak tu chaosu, styl powieści jest uporządkowany i dosyć oszczędny – Silvie nie jest skora do zwierzeń, dużo trzeba wywnioskować samemu na podstawie jej półsłówek.
„Jasne, o to właśnie chodzi w odtwarzaniu dawnego życia, sami mamy zostać duchami, nauczyć się chodzić tak, jak oni chodzili dwa tysiące lat temu, podtrzymywać ogień tak jak oni i liczyć na to, że w ślad za tańcem mięśni i kości przyjdą też niektóre z ich myśli, ich pojmowanie świata. Pomyślałam, że to się może udać, tylko jeśli prawie całkiem zapomnimy o sobie i wszystkie czynności, całe to odgrywanie poświęcimy tym, których już tu nie ma. Kto właściwej jest duchem, my czy nasi zmarli? Może to my powstaliśmy w ich wyobraźni, może jesteśmy wytworem umysłów z odległej przeszłości.”
Mimo że książka liczy niewiele ponad 150 stron, niesie sobą bardzo dużo. Głównym jej tematem jest przemoc w rodzinie – życie Silvie i jej matki jest całkowicie podporządkowane pod jej ojca. To on decyduje gdzie i jak spędzają wakacje, co jedzą, jak żyją, jak się ubierają. Ojciec trzyma żelazną dyscyplinę, a gdy tylko coś idzie nie po jego myśli, karze. Fizycznie i brutalnie. Uderzenia skórzanym pasem, bicie, to coś co Silvie i jej matka dobrze znają, czego niby ciągle się boją, ale są już do tego przyzwyczajone. Dziewczyna nie zna innego życia, ale wstydzi się swojego, ma dosyć i chce się z niego wyrwać. Jako już prawie dorosła kobieta chce sama o sobie decydować, ale z drugiej strony nie jest w stanie zrobić nic, co z premedytacją ojciec mógłby uznać za sprzeciwianie się. To świetny, bardzo szczegółowy obraz psychiki osoby krzywdzonej, wieloletniej ofiary, która nigdy nie miała żadnego wyjścia – w takiej rodzinie się urodziła, to rodzice za nią podejmowali większość dotychczasowych decyzji. Jest to też obraz osoby, która wie, że może żyć inaczej, która ma marzenia i pragnienia, choć tak naprawdę nie wydaje jej się, by mogła je zrealizować. Żyje głównie tu i teraz podporządkowując się temu, co chce i żąda ojciec. To smutne, bo ewidentnie dziewczyna również kocha swojego ojca, wiele ją nauczył i spędzali razem wiele fajnych chwil. Kiedy robili to, czego on chciał oczywiście. Moss świetnie uchwyciła te ambiwalentne uczucia, jakie ofiara uczuje do swojego oprawcy / osoby, którą kocha.
„Może jesteś zazdrosna, bo twój tata cię zostawił, bo cię nie kocha, bo nie dna o ciebie na tyle, by ci dać nauczkę. Nie słuchałaś. Jak ktoś się kimś przejmuje na tyle, żeby go skrzywdzić, to znaczy, że go kocha. Że się poświęca.”
Dobrze, acz oszczędnie przedstawiona jest też postać matki dziewczyny. To kobieta zrezygnowana, która dla Silvie nie odgrywa takiej roli jaką matka powinna. Jej prawie nie ma – żyje w ciągłym strachu przed mężem, nie ma swoich zainteresowań, gdy nie pracuje, to po prostu siedzi. Przestrzega cały czas córkę przed nieodpowiednim zachowaniem, byle tylko nie rozzłościć męża. Osobiście wiem, że ta kobieta to również ofiara, jednak czuję na nią złość – jak mogła dopuścić, by jej córka żyła w taki sposób? Jak mogła pozwolić, by ją zastraszano, bito i pozbawiano poczucia własnej wartości? To kobieta zniszczona, zgnieciona przez swojego męża, której celem jest się nie wychylać i robić tylko to, co on karze. Okropnie smutny obraz.

Nie bez znaczenia jest tu też fascynacja ojca życiem starożytnych Brytów. Wtedy życie wyglądało inaczej, podział ról był inny, w inne rzeczy wierzono. Mężczyzna ewidentnie wolałby żyć w tamtych czasach, bardziej interesuje się tym, co było niż jest teraz. Rolą kobiety było wtedy służyć mężczyźnie, była traktowana jako własność męża, niezdolna stanowić sama o sobie. I tego chce ojciec. Podporządkowania, ślepego posłuszeństwa. Tą ideologią przykrywa własną nieudolność, własne niedostosowanie do życia współczesnego, własną życiową porażkę. W końcu do czego w życiu doszedł? Zawodowo jest kierowcą autobusu, prywatnie katem i tyranem. To człowiek słaby, który maskuje swój strach siłą. Przemoc to dla niego jedyne rozwiązanie, a że nikt mu się nie sprzeciwia, to uważa, że jest to słuszne. Przecież robi to w imię wyższego dobra, prawda?
„Dlaczego ja? – spytałam, chociaż znałam odpowiedź. Bo byłam kimś, kogo można skrzywdzić. Bo byłam kimś do bicia, ofiarą, czymś, co tato chciałby zatrzymać.”
Podsumowując, mimo iż książka liczy naprawdę niewiele stron, można ją przeczytać w dwie – trzy godziny i czyta się ją szybko i dobrze, to niesie w sobie dużo bólu. To obraz ofiary, która nie zna życia bez swojego kata, to obraz dysfunkcyjnej rodziny, w którą nikt z zewnątrz nie interweniuje. Przez to, że całość przedstawiona jest oczami 17letniej dziewczyny, która z jednej strony chce się zbuntować, a z drugiej nie potrafi, bo kocha i jest przyzwyczajona, tym mocniej porusza i trafia w serce. Dlaczego przez 17 lat nikt jej nie pomógł? Dlaczego matka, dlaczego sąsiedzi, dlaczego nauczyciele nie interweniowali? To smutne jak pozwalamy na krzywdy innych o ile nie dotyczy to nas bezpośrednio. A nawet nie wtedy, biorąc za przykład matkę dziewczyny. Niewiele jest osób odważnych na tyle, na tyle empatycznych by stanąć po stronie ofiary. A może po prostu wszyscy dookoła są tak zajęci sobą, że tego nie widzą? Chcę myśleć, że taki stan rzeczy ulega zmianie, że teraz, gdy tak dużo się o tych problemach mówi, jest więcej ludzi chcących pomóc, dostrzegających, jednak nie wiem czy to nie tylko moje pobożne, naiwne życzenia. W końcu wszystko dobrze i prosto wygląda tylko na papierze, prawda?
Pomijając to wszystko, „Mur duchów” to mocna, bardzo dobra pozycja, z którą na pewno warto się zapoznać. Polecam.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz książki do recenzji oraz piękny bookbox dziękuję Wydawnictwu Poznańskie!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 24, 2020

"Zamiana" Beth O'Leary

"Zamiana" Beth O'Leary

Autor: Beth O’Leary
Tytuł: Zamiana
Cykl: Mała Czarna
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: komedia romantyczna

„Zamiana” Beth O’Leary to trzecia książka, która ukazała się pod szyldem nowej serii Mała Czarna wydawnictwa Albatros. To także druga z kolei książka tej brytyjskiej autorki. Beth O’Leary mieszka na przedmieściach Londynu, swoją pierwszą powieść „Współlokatorzy” pisała w czasie, gdy pracowała w wydawnictwie książek dla dzieci. Teraz, po sukcesie debiutu, jest pełnoetatową pisarką, a na przyszły rok zapowiedziana jest już premiera jej trzeciej książki. Mam nadzieję, że i u nas ten tytuł pojawi się w miarę szybko, bo O’Leary pisze naprawdę urocze powieści! Recenzję jej debiutu znajdziecie tu– klik! 

„Zamiana” opowiada o dwóch kobietach z rodu Cotton. Pierwsza z nich to Eileen - ma 79 lat, mieszka w malutkiej miejscowości dwie godziny drogi pociągiem od Londynu, a kilka miesięcy temu porzucił ją mąż. Druga to jej wnuczka Leena, 29letnia dziewczyna, która właśnie przeszła lekkie załamanie podczas firmowej prezentacji. Jej stan psychiczny jest uzasadniony – rok temu straciła siostrę, która przegrała walkę z rakiem.  Od tej pory Leena rzuciła się w wir pracy i zaniedbała pozostałą jej rodzinę. Teraz, po wpadce w firmie zostaje wysłana na dwumiesięczny przymusowy, płatny urlop dla podreperowania zdrowia. Za namową babci przyjeżdża do niej w odwiedziny, a podczas jednej z rozmów wpada na pomysł zamiany miejsc zamieszkania – babcia ma pojechać do Londynu, przeżyć przygodę życia, której w młodości nie zrealizowała, a Leena ma zająć się domem babci, uporządkować relacje z matką i jakoś poukładać swoje życie. Czy to faktycznie dobry pomysł? Jak starsza pani poradzi sobie w tak zatłoczonym, żywym mieście? Czy dwa miesiące pobytu na wsi pomogą Leenie powrócić do swojej dawnej wersji, znaleźć rok temu zagubione ‘ja’?

Książka składa się z 38 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest naprzemiennie przez Eileen i Leenę w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego. Styl powieści jest bardzo przyjemny, lekki, może trochę mniej zabawny niż we „Współlokatorach”, ale na tyle uroczy, że praktycznie przez całą lekturę uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Książkę czyta się szybko i z ogromną przyjemnością.

Niech Was jednak nie zmyli gatunek, do jakiego przypisana jest książka. Jasne – jest lekko i zabawnie, jednak autorka, tak jak to zrobiła we „Współlokatorach”, tak i tu przemyca wiele bardzo poważnych i istotnych tematów. Może jest ich trochę mniej niż w debiucie, ale są wyraźnie zaznaczone i odrywają istotną rolę we współczesnym świecie. Już sam fakt, że kobiety (babcia, matka i córka) zmagają się z żałobą, ze śmiercią młodej dziewczyny, siostry Leeny, która przedwcześnie zmarła w wyniku długiej i bolesnej choroby nadaje lekturze dosyć smutnego charakteru. Każda z kobiet radzi sobie z tym inaczej, jednak na każdej odcisnęło to ogromne piętno. Leena odcięła się od matki, obraziła się na nią, za to, że nie walczyła o siostrę mocniej. Matka kompletnie się załamała, ma częste napady depresji, funkcjonuje dzięki środkom psychotropowym. Babcia próbuje to wszystko ogarnąć, opiekować się córką, jest na każde jej skinienie, przedkłada jej dobro ponad swoje własne, a i musi jeszcze zadbać o wnuczkę, która wykańcza się w pracy, i z dnia na dzień traci swoją żywiołowość i pewność siebie. A gdzie miejsce, by zadbać o siebie samą? Zamiana domami ma to wszystko zmienić, pozwolić kobietom wyjść na prostą, spojrzeć na życie, na swoje potrzeby z boku, z innej strony. To ich ratunek i nowa nadzieja na pogodzenie się z tak ogromną stratą.

Drugi główny temat, który porusza ta historia to przemoc w małżeństwie i reakcja społeczeństwa. Tu jedna z bohaterek, przebojowa, kolorowa i pozornie pewna siebie w swoim własnym domu zmienia się w wystraszoną, małą kobietkę, która całe swoje życie podporządkowuje pod męża – tyrana. Co dziwne, w tym małym miasteczku każdy wie, że w domu kobiety dzieje się coś złego, jednak nie uważają za istotne, by się do tego wtrącić. To przecież nie ich sprawa, prawda? Dopiero Leena, która od początku nie robi w wiosce najlepszego wrażenia, postanawia nie siedzieć cicho, pomóc kobiecie uwolnić się z życia w strachu. Dlaczego nikt wcześniej tego nie zrobił? Jak często w sytuacjach, kiedy powinniśmy interweniować, użyczyć ramienia drugiej osobie dla pociechy czy wsparcia, tego nie robimy? Czy możemy się zgadzać na takie traktowanie człowieka w imię uszanowania jego prywatności? Świeże spojrzenie Leeny, jej młodość i otwarte myślenie na szczęście kładą temu kres.

Trzeci temat to samotność ludzi starszych. Eileen przeprowadza się do Londynu, gdzie odkrywa, że starsze osoby są tam niewidoczne. Nie ma dla nich aktywności, młodzi traktują ich jak powietrze. Przeważnie są więc sami, żyją zamknięci w swoich ciasnych mieszkaniach i po prostu egzystują. Eileen wnosi tu powiew świeżości, wprowadza w mieście kilka aktywności, które funkcjonują w jej małej miejscowości, przez co nie tylko aktywizuje starszych, dając im poczucie wspólnoty, znak, że nie są sami, ale i pokazuje młodym, że starsi mają im wiele do zaoferowania. Warto otworzyć się na drugiego człowieka, znaleźć czas, porozmawiać i zainteresować się. To bardzo budujące.

Oczywiście, jak to w komediach romantycznych bywa, jest tu również historia miłosna. Nawet nie jedna, a dwie. Obydwie są jednak poprowadzone z wyczuciem i humorem, nawet ja, wielka przeciwnicza wątków romansowych, obydwóm bohaterkom mocno kibicowałam.

Co do samych bohaterek, to nie przedłużając, powiem tylko że są urocze. Najmocniej pokochałam Eileen, to żywiołowa starsza pani, która nie boi się wyzwań i nowości, jest rządna przygody i z entuzjazmem sięga po swoje. Rewelacyjna, bardzo pozytywna postać. Leena jest trochę bardziej skomplikowana, jej emocje są bardziej splątane, ale również warto ją docenić.

Ogólnie mogłabym jeszcze sporo o książce pisać, ale nie chcę Wam zdradzać za wiele – warto po „Zamianę” sięgnąć samodzielnie – to świetna, pozytywna rozrywka, która pod przykrywką humoru, opowiada o sprawach ważnych dla ludzi w każdym wieku. Bawiłam się przy niej rewelacyjnie, przeczytałam bardzo szybko i pozachwycałam się urokiem małej brytyjskiej wsi. Świetna na kilka wieczorów na poprawę humoru i pozytywniejsze spojrzenie na życie. Polecam!

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!


 Książka dostępna jest też w abonamencie 

sierpnia 21, 2020

Book tour z "Brudną sprawą!"

Book tour z "Brudną sprawą!"

Od premiery "Brudnej sprawy", piątego tomu o detektyw Tracy Crosswhite minęły już prawie dwa miesiące, a mnie dalej boli to, że tak mało o tym cyklu się mówi na naszym polskim rynku. W związku z tym postanowiłam sprawę Wam ułatwić i zachęcić Was do sięgnięcia po książki Roberta Dugoni organizując book tour! Nie musicie się przejmować tym, że "Brudna sprawa" to piąty tom, gwarantuję, że spokojnie każdy książkę z cyklu można czytać oddzielnie - sprawdziłam to osobiście zaczynając lekturę od czwartego tomu 😊 

Jeśli się wahacie, to zachęcam do zapoznania się z moją recenzją tu - klik! A w skrócie mogę książkę określić jako zajmujący kryminał pisany przyjemnym, momentami bardzo zabawnym stylem, biorący na tapetę kilka ważnych problemów społecznych w połączeniu z elementami thrillera prawniczego. To co, zainteresowani? 😊

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Albatros w swoim pościeBędzie mi też bardzo miło jeśli wykorzystacie któryś z hastagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.



Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w niedzielę.
Książka ruszy w podróż również w poniedziałek 24 sierpnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB.


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!
Book tour zorganizowany jest w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros


Lista uczestników:
1. @czytam_dla_przyjemnosci recenzja na blogu - klik!
2. @diversitylibrary opinia - klik!
3. @lajla8888 opinia - klik!
4. @zaczytanajulami opinia - klik!
5. @czytelnicza_dolina_ninny opinia - klik!
6. @anniapk opinia - klik!
7. @mamazaczytana opinia - klik!
8. @effka.be opinia - klik!
9. @lexyogechi (30.12 - 24.02) brak opinii
10. @moniaczytairecenzuje opinia - klik!
11. @dzuliareads opinia - klik!

sierpnia 12, 2020

Wygraj "Idealną opiekunkę"! (rozwiązany)

Wygraj "Idealną opiekunkę"! (rozwiązany)

Dzisiaj swoją premierę ma kolejny ciekawy thriller psychologiczny od wydawnictwa Filia Mroczna Strona. Ja lekturę "Idealnej opiekunki" Phoebe Morgan mam jeszcze przed sobą, ale nie wątpię, że będzie to pasjonujący thriller! W końcu kto jak kto, ale brytyjskie pisarki znają się na tym gatunku literackim ;) 

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa mam dla Was już teraz egzemplarz tej książki, a że ostatnio wypytywałam Was o sam gatunek i autorów, to dzisiaj zastanówmy się nad sposobem, w jakim opowiadane są te historie!


By wziąć udział w konkursie odpowiedz na pytanie:

Lubisz gdy narracja powieści prowadzona jest w jednym czasie przez jednego narratora czy wręcz odwrotnie - gdy historia toczy się raz w teraźniejszości, raz w przeszłości, a narratorów powieści jest kilku i każdy opowiada o wydarzeniach z własnego punktu widzenia? Swoją odpowiedź krótko uzasadnij.

Odpowiedzi możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!



Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem oraz pod konkursowymi postami na FB i IG. 

  1. Konkurs trwa od 12 do 17 sierpnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę jedną, która moim zdaniem będzie najciekawsza.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


18.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
Okazuje się, że pytanie wcale nie należało do najłatwiejszych ;) Dlatego tym bardziej serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za zgłoszenia, czytałam je z przyjemnością! Wiele odpowiedzi bardzo mi się podobało, niestety zwycięzca może być tylko jeden ;) Dlatego tym razem wygrywa zgłoszenie z IG od @motyle_w_glowie - gratulacje!
Lubię w książkach przeplatanie teraźniejszości z przeszłością, to pozwala na więcej zabawy w próbie przewidzenia zakończenia. No i wiele wydarzeń z czasu aktualnego znajduje swoje uzasadnienie w minionych wydarzeniach. Jeśli chodzi o narrację, to kiedyś, dawno temu lubiłam poznawać historię z punktu widzenia "narratora-obserwatora" lub z punktu widzenia głównego bohatera. To się zmieniło dokładnie w 2007 roku, gdy czytałam pierwszą część Sagi "Zmierzch" i koniecznie chciałam wiedzieć, co w konkretnych sytuacjach myślał Edward. Bardzo mi tego brakowało. Od tamtej pory lubię poznawać historię z kilku perspektyw. To często wiele wyjaśnia i ułatwia, a nawet umożliwia zrozumienie całej powieści 😉

Wszystkich uczestników oczywiście zapraszam do dalszego śledzenia bloga i moich profili społecznościowych - na pewno pojawi się tu jeszcze niejeden konkurs. Ba! Nawet już teraz z innym moim ulubionym wydawnictwem szykuję dla Was coś specjalnego! Bądźcie czujni! :)

sierpnia 11, 2020

Book tour z "Lasem i ciemnością"!

Book tour z "Lasem i ciemnością"!

Od premiery "Lasu i ciemności" Marty Matyszczak minęło już prawie półtora miesiąca. Jako że książka została objęta moim patronatem, to miałam dla Was kilka konkursowych egzemplarzy, a teraz, dla tych, który chcieliby ją przeczytać, jednak nie mają własnego egzemplarza, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego, przygotowałam book tour!

"Las i ciemność" to komedia kryminalna idealna na lato! To także ósmy już tom cyklu 'Kryminału pod psem', ale myślę, że spokojnie da się go czytać bez znajomości tomów wcześniejszych - w końcu mamy tutaj całkiem nową, osobną intrygę kryminalną. O samej książce więcej znajdziecie tu - klik!, a teraz zapraszam na book tour!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim pościeBędzie mi też bardzo miło jeśli wykorzystacie któryś z hastagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.



Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż również w środę 12 sierpnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB.


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Lista uczestników:
1. @jeszcze_jedna_ksiazka opinia - klik!
2. @anniapk opinia - klik!
3. @kolejne_30stron opinia - klik!
4. @zaczytana_kasiaa (konto skasowane)
5. @effka.be opinia - klik!
6. @galadhiera opinia - klik!
7. @zaczytana_panna opinia - klik!
8. @diversitylibrary opinia - klik!
9. @czytam_dla_przyjemnosci opinia na blogu - klik!
10. @adziktworzy opinia na blogu - klik!
11. @poczytaj_my opinia - klik!
12. @czytelnicza_dolina_ninny opinia - klik!
13. @layla88xoxo opinia - klik!
14. @bookelon opinia - klik!
15. @lexyogechi (05.01 - 24.02) brak opinii

sierpnia 09, 2020

"Żałobnica" Robert Małecki - recenzja przedpremierowa

"Żałobnica" Robert Małecki - recenzja przedpremierowa

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Żałobnica
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny

Robert Małecki to jeden z najbardziej lubianych pisarzy w kręgach polskiej literatury kryminalnej. Do tej pory na swoim koncie na dwa cykle: trzy tomy o Marku Benerze oraz trzy o Bernardzie Grossie. „Żałobnica” to jego pierwsza książka odbiegająca od gatunku kryminału – jak dla mnie to pogranicza thrillera i powieści psychologicznej, a i pokusiłabym się o stwierdzenie, że dostrzegam tam też elementy literatury pięknej – umiłowanie słowa, poszanowanie go jest tu naprawdę na wysokim poziomie.
Dla mnie to było dopiero drugie zetknięcie z piórem autora – wcześniej, kilka lat temu, czytałam tylko „Skazę”.
„Nie jestem idealna. Raczej zepsuta i zła.I nie jestem tylko wdową.Jestem kobietą, która straciła pasierbicę. Czy jest na to jakieś odpowiednie słowo? Wątpię.Dlatego wolę o sobie mówić, że jestem żałobnicą.„Żałobnica” do mnie pasuje, lgnie do skóry i wchłania się niczym najlepszy krem.Jestem żałobnicą.Jestem suką.”
„Żałobnica” to historia Ani, kobiety w okolicy trzydziestki, która kilka tygodni temu straciła w wypadku męża i pasierbicę. Ich samochód został zmiażdżony na przejeździe kolejowym – dróżniczka straciła przytomność akurat w momencie, gdy powinna opuszczać szlabany… Ania zostaje z tą tragedią sama, nie ma swojej rodziny, a rodzina męża się od niej odwraca. Gnana niepokojem, koszmarami sennymi, powidokami wypadku, często odwiedza miejsce, gdzie doszło do zdarzenia. Obserwuje też dróżniczkę, więc gdy ta nagle znika, oczy wszystkich kierują się ku Ani. To niebezpieczne – szczególnie, że kobieta nosi w sobie wielki sekret, demony przeszłości, które nie powinny zostać odgrzebane…
„Boisz się, że obudzę demony przeszłości?”
Opowieść rozgrywa się w trzech planach czasowych: Teraz, Wcześniej i Dawno temu. Dwa pierwsze odnoszą się do dorosłego życia kobiety, ostatni z kolei do czasów, gdy jako nastolatka, 15letnia dziewczyna mieszkała w małej wsi pod Krakowem. Narracja prowadzona jest przez Anię w pierwszej osobie czasu teraźniejszego. Jak wspomniałam już na wstępie, styl pisarza jest rewelacyjny. Czytając, miałam wrażenie, że każde jedno słowo jest tu dokładnie przemyślane, idealnie dopasowane. Przez historię się płynie, a nawet w niej całkowicie zanurza, tak, że podczas lektury nie liczy się nic innego, jak tylko ta opowieść i emocje, które ze sobą niesie.
„Każdej nocy od wypadku słyszę huk zgniatanych blach, zgrzyt szkła i pisk hamulców pociągu. Słyszę syrenę karetki.”
Ania to niesamowicie skrupulatnie zbudowana postać. Jest naprawdę świetnie przemyślana, każde jej zachowanie, każda myśl jest tak prawdziwa, że czytelnik odczuwa ją całym sobą. Ania nigdy nie miała łatwego życia, od początku wiemy, że stało się jej coś złego, coś co naznaczyło ją na całą dalszą drogę. Doświadczyła wiele zła, nie tylko w odległej przeszłości, ale i całkiem niedawno – ze strony męża i pasierbicy. Gdy czytałam o tym jak ją traktowali aż wybuchał we mnie gniew na tak ogromną niesprawiedliwość, na tak wielkie niezrozumienie. Ania oczywiście też nie jest kryształowo czysta, sama też przyczyniła się do takiego traktowania, jednak sęk w tym, że ona całą sobą czuje, że na to zasługuje – że jest zła, że nie zasługuje na szczęście, choć jednak bardzo mocno go pragnie. Przez narrację pierwszoosobową możemy się dokładnie przyjrzeć tej niezwykle szczegółowo zbudowanej postaci, tej zawiłości odczuć, emocji i myśli, które są realne, żywe i bardzo prawdziwe. Niesamowite, jak autor wczuł się w tą postać, jak świetnie ją uchwycił.
„Druga trzydzieści przechodzi w trzecią piętnaście, a ta kiedy setny raz wygniatam materac, przekręcając się na bok, mozolnie przeobraża się w czwartą czterdzieści osiem.
Szarość wkrapla się w noc i intensywnieje za oknem.Nie chcę tego dnia.Chcę spać, chcę odejść i zniknąć.Ale boję się wysunąć spod kołdry.”
Oczywiście bardzo podobał mi się też sposób narracji, rozdzielenie jej na trzy czasy i powolne odkrywanie wydarzeń, które wpłynęły na życie głównej bohaterki. Przez całą historię odczuwa się uczucie niepokoju, niebezpiecznej i smutnej ciekawości, co tak naprawdę się stało. Jasne jest jedno – na pewno nic dobrego.  Kontrast pomiędzy sielską wsią, w której wychowała się Ania, a mrocznymi wspomnieniami jest naprawdę uderzający. W ogóle przedstawienie polskiej wsi kilkanaście lat temu jest bardzo ciekawe – mentalność ludzi, częste zamiatanie niewygodnych spraw pod dywan, stoją w opozycji do dzieciństwa pełnego wolności, lasów i pól pełnych zbóż. A nad tym wszystkim góruje kościół i krzyż, który czuwa nad wsią i przyzwala na tak niesprawiedliwe osądy, tak mroczne wydarzenia.
„Są na tym świecie miejsca, które wiążą nas ze sobą tak, jak kotwica łączy statek z dnie morskim. Wbijają w skórę haczyki i szarpią boleśnie przy najmniejszym ruchu.”
„Żałobnica” niesie ze sobą naprawdę wiele. Nie sposób tego opisać, a ja znowu czuję, że to taka książka, o której cokolwiek napiszę, to i tak będzie za mało. Wiem, że będę o niej jeszcze długo myśleć i odkrywać kolejne emocje, kolejne uczucia, kolejne przemyślenia, które zostały w niej zawarte. Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu autora, to jak dogłębnie zna uczucia, psychikę ludzką i jak świetnie operuje słowem.
„… smutek jest pasożytem, podpełza i bezboleśnie przebija się przez skórę, a potem wije się tuż pod nią, panoszy i rozmnaża, zostawiając w mózgu larwy.”
Ocena: 9/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!



Książka dostępna jest też w abonamencie