kwietnia 22, 2024

Book tour z "Diabelską Górą"!

Book tour z "Diabelską Górą"!

U nas kwiecień pokazuje się aktualnie od dosyć mroźnej strony (chyba szykuje się na te zimowe premiery środy!), dobrze by więc było trochę ogrzać się lekturą! "Diabelska Góra" nada się do tego idealnie - zabiera nas do Nowego Meksyku, na gorące pustynie, gdzie praży słońce, a piasek wsypuje się do oczu. A jednak klimat tego gorąca oddany jest bardzo przyjemnie i bardzo realistycznie - czytelnik czuje się, jakby był dokładnie tam, gdzie postacie... czyli w trakcie śledztwa, a może nawet dwóch - jednego z przeszłości, drugiego może nieco bardziej współczesnego, które pełne są dynamiki, zaskoczeń i wątków spiskowych. "Diabelska Góra" zdecydowanie nie pozwala na nudę! A dzisiaj, by ułatwić Wam tę lekturę, zapraszam na book tour z tym tytułem!

A może przegapiliście wcześniej informacje o tej książce? Jeśli tak, to polecam najpierw zajrzeć do mojej recenzji - klik! oraz wywiadu z autorami książki - Douglasem Prestonem i Lincolnem Childem, który miałam przyjemność przeprowadzić - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Agora w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście we wtorek.
Książka ruszy w podróż już we wtorek popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 20, 2024

"Agatha Christie. Nieuchwytna kobieta" Lucy Worsley - zapowiedź ambasadorska

"Agatha Christie. Nieuchwytna kobieta" Lucy Worsley - zapowiedź ambasadorska

Dzisiaj przychodzę do Was z zapowiedzią inną niż zawsze - chodzi o biografię. Ale biografię idealnie wpisującą się w nasze gusta literackie, bo opowiadającą o ikonie powieści kryminalnej! Kto wie, jak rynek książki naszego ulubionego gatunku wyglądałby teraz bez jej wkładu, jaki wniosła w niego w XX wieku? "Agatha Christie. Nieuchwytna kobieta" Lucy Worsley ukaże się na naszym rynku już 24 kwietnia, a Kryminał na talerzu ma tę przyjemność objąć ją swoją opieką ambasadorską!

"Nikt na świecie nie był bardziej odpowiedni do odgrywania bohaterki niż ja."
Urodziła się w 1890 roku w świecie, który rządził się własnymi zasadami dotyczącymi tego, co kobiety mogą, a czego nie mogą robić. Biografia napisana przez Lucy Worsley to nie tylko biografia pisarki, która odniosła ogromny sukces na arenie międzynarodowej. To także historia osoby, która mimo przeszkód klasowych i płciowych stała się pracującą kobietą, która odniosła zadziwiający sukces.
Lucy Worsley dotarła do rzadko udostępnianych osobistych listów i dokumentów, dzięki czemu biografia Christie jest zarówno bezkompromisowa, jak i zabawna i uświadamia nam, jak niezwykłą pionierką była Agatha Christie – prawdziwą kobietą, która napisała XX wiek.

Przyznam, że choć sama wiem, że Agatha Christie miała ogromny wpływ na to, jak zmienił się gatunek powieści detektywistycznej, to o niej samej nie wiedziałam za wiele - słyszałam o jej słynnym zaginięciu i o tym, że lubiła pociągi, ale na tym w sumie moja wiedza się kończyła. I tu wkroczyła Lucy Worsley - to ona przedstawiła mi pełnokrwisty i bardzo wyraźny obraz tej niezwykłej kobiety. Autorka w swojej biografii traktuje Christie pełnowymiarowo - spogląda nie tylko na nią poprzez jej dzieła, ale również jak na matkę, żonę, a przede wszystkim kobietę, której przyszło żyć w tak trudnym wieku, jak wiek XX - wiek pełen zmian, które wymusiły dwie wojny światowe. To biografia rozpisana solidnie, bogata w wiedzę, a równocześnie pisana tak, że czyta się ją jak powieść - ta historia przyciąga, sprawia, że jeszcze bardziej doceniamy Agathę Christie. Kobietę znaną na cały świat, która rozpowszechniła gatunek powieści kryminalnej jak nikt inny. Warto poznać jej historię!

Autor: Lucy Worsley
Tytuł: Agatha Christie. Nieuchwytna kobieta
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Data premiery: 24.04.2024
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 528
Gatunek: biografia

Od razu też zapraszam Was 
w przyszły weekend 26-28 kwietnia na akcję czytelniczą "Weekend z Christie" 
- odbywać będzie się ona głównie w moich relacjach na Instagramie i Facebooku. W czasie jej trwania będziemy razem czytać książkę Worsley "Agatha Christie. Nieuchwytna kobieta", a ja będę Wam o niej sporo opowiadać - mam nadzieję, że się przyłączycie? Serdecznie zapraszam!

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 19, 2024

"Hitra" Samuel Bjørk

"Hitra" Samuel Bjørk

Autor: Samuel Bjørk
Tytuł: Hitra
Cykl: Mia Krüger i Holger Munch, tom 4
Tłumaczenie: Milena Skoczko-Nakielska
Data premiery: 17.04.2024
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 448
Gatunek: kryminał / thriller

Samuel Bjørk to literacki pseudonim norweskiego artysty Frode Sander Øien, który przybrał w roku 2013 na potrzeby powieści kryminalnej. Był to tom pierwszy serii z detektywami z Oslo Mią Krüger i Holgerem Munchem pt. “Sezon niewinnych”, który przyniósł autorowi wiele ciekawych nominacji do nagród literackich, a u nas pojawił się trzy lata po norweskiej premierze. Teraz seria liczy pięć części - prequel i cztery tomy właściwe. “Hitra” to właśnie ten ostatni, najnowszy, czwarty - na rynku autora ukazał się w 2023, u nas rok później. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z jego twórczością, choć przyznam, że wcześniejsze tomy też mnie do siebie przyciągały. I teraz żałuję, że nie udało mi się na nie znaleźć wcześniej czasu! Ale o tym za chwilę.
Frode Sander Øien to artysta w szerokim tego słowa znaczeniu - poza kryminałami pisze też serię dla młodszego czytelnika (pod tym samym co kryminały pseudonimem), pod swoim prawdziwym nazwiskiem w pierwszej dekadzie XXI wieku wydał dwie inne powieści. Jeszcze wcześniej był muzykiem, członkiem norweskiego popularnego zespołu popowego, poza tym pisze też sztuki teatralne, a nawet tłumaczy Szekspira… I to w jego powieści czuć, tę swobodę w tworzeniu, tę giętkość słowa.
 
Historia “Hitry” rozgrywa sią na tytułowej wyspie położonej w środkowej Norwegii, niedaleko miasta Trondheim. To miejsce znane z połowów ryb i owoców morza, to na niej mieszka jedna z najbogatszych norweskich rodzin, której majątek przyniósł biznes zajmujący się połowem i sprzedażą łososi. Nieopodal Mia Krüger, policjantka, która ciągle jeszcze nie jest pewna, jak ma pokierować swoim życiem, kupiła sobie dom. Teraz tam wypoczywa, czekając aż zagoją się rany po ostatnim dużym śledztwie. I to tam nagabuje ją 11letnia dziewczynka Sofia, która prosi ją o to, by zajęła się zagadką zniknięcia jej przyjaciela, Jonathana, który trzy lata temu rozpłynął się w powietrzu wracając wieczorem do domu po ich wspólnych zabawach. Mia oczywiście słyszała o tej sprawie i obiecuje się w niej zorientować. Jednak szybko okazuje się, że w najbliższym czasie będzie dużo bardziej zajęta - właśnie na starej barce znaleziono martwą nastolatkę. Nie ma wątpliwości - to ewidentne brutalne i nieco dziwne morderstwo - dziwne, gdyż obok ciała znaleziono filiżankę, w której ewidentnie coś spalono, z dziwnym napisem i imieniem zaginionego chłopca wypisanego krwią… Mia szybko zjawia się na miejscu, zostaje przysłany tam też jej partner - Holger Munch. Razem mają objąć dochodzenie nad śledztwem i wraz z lokalną policją dojść jak najszybciej do rozwiązania zagadki. Tylko czy na pewno to taka szybka sprawa? Hitra to mała zamknięta społeczność, która raczej swoje tajemnice woli zachowywać dla siebie…
 
Książka rozpisana jest na prolog i dziewięć części - i każda to jeden dzień śledztwa. Części podzielone są na kilkustronicowe rozdziały, w sumie jest ich 92. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który historię opowiada z perspektywy kilku osób - nie tylko Mii i Holgera, ale i lokalnego policjanta, 11letniej Sofii, 16letniej Hannah, starszej pani, która jest pomocą dla tamtejszego pastora oraz młodej kobiety, która właśnie ma się wżenić w najbogatszą rodzinę na wyspie. Narrator skupiony jest na tych postaciach, dobrze oddaje czytelnikowi ich stany wewnętrzne, solidnie opowiada ich historię. Styl powieści jest dosyć specyficzny. Autor często ucieka się do krótkich, może nawet urywanych zdań, każde pisane od nowej linijki, które w ciekawy sposób wzbudzają napięcie. Nieraz też opisy narratora przenikają się z myślami postaci (pisanymi kursywą, więc łatwo je rozróżnić), co też daje ciekawy efekt. Język jest w sumie prosty, codzienny, nawet nie wypisałam sobie z powieści żadnych cytatów, a jednak jest w nim coś takiego charakterystycznego, co, wydaje się, że sprawia, że pióra autora jest szybko rozpoznawalne. Dialogi wypadają bardzo naturalnie, całość czyta się naprawdę doskonale!
 
Czytając “Hitrę” odniosłam wrażenie, że dla bohaterów serii jest to coś innego, od tego z czym mieli do czynienia do tej pory - inne miejsce, zamknięta społeczność, a oni występują tu jako obcy. Zdaje się więc, że dobrze wybrałam moment dołączenia do serii - kompletnie nie miałam odczucia, że wchodzę w środek historii, zatem jest to naprawdę dobry tom do ewentualnego wskoczenia w serię lub po prostu do traktowania książki jako oddzielnej całości. Oczywiście życie prywatne postaci jest tu obecne, ale śledczy potraktowani są na równi z bohaterami - mieszkańcami wyspy, przez co nie ma się wrażenia, że jednych zna się lepiej, drugich gorzej. Do tego te życie prywatne Mii i Muncha jest obecne, ale na dalszym planie - bo teraz przede wszystkim ich głowy zaprząta trudne i wymagające śledztwo.
 
A śledztwo prowadzone jest dokładnie tak jak lubię - ze skupieniem na postaciach i zagadce. Historia osadzona jest w małej społeczności, w której wszyscy się znają, a jednak okazuje się, że może nie tak do końca - w końcu przecież ktoś musi stać za zniknięciem Jonathana i aktualnym morderstwem, prawda? W głowie czytelnika dodatkowo miesza naprzemienna narracja, dzięki której możemy obserwować jak zmienia się życie wioski po zbrodni od środka, jak i z zewnątrz. A wyspa jest teraz w gorącym okresie - dosłownie i w przenośni - nawiedza ją gorące lato, dużo gorętsze niż normalnie, a za kilka dni ma przeżyć prawdziwe oblężenie - najstarszy syn milionerów będzie się żenić i to właśnie tam, w małym kościółku na Hitrze odbędzie się uroczystość. I wtedy dochodzi do zbrodni, która stawia miasteczko na nogi, w stan najwyższej gotowości. Intryga prowadzona jest niespieszne, uważnie przygląda się bohaterom i pojawiającym się nowym tropom. Równocześnie śledzimy aktualne śledztwo i te takie trochę na boku, które w sprawie sprzed trzech lat prowadzi Mia. Historia, mimo że tempo ma raczej spokojnie, w dziwny sposób porywa - czy to przez te postacie, które nagle wydają nam się tak bliskie? A może fakt, że historię poznajemy z bardzo różnych punktów widzenia - do dziecka, aż po dosyć wiekową panią? Coś w tej historii jest takiego, co mocno przyciąga. A może to ta normalność, tego że te życie postaci zdaje się tak bliskie naszego? Rozwiązanie intrygi pozornie wydaje się dosyć szybkie, jednak jak się nad nią dłużej zastanowić, to faktycznie autor porozrzucał po całej fabule pewne tropy…
 
Dla polskiego czytelnika samo osadzenie miejsca akcji na wyspie jest nie lada atrakcją. Bliskość morza, natury, te spokojne wyspiarskie życie zabiera nas w całkiem inny od polskiego świat, choć i tamtejsze życie nie jest pozbawione problemów, które są nam bardzo bliskie. To taki małomiasteczkowy kryminał, ale osadzony w bardzo egzotycznym, atrakcyjnym miejscu.
 
A co z tymi problemami? Każdy jakieś ma i dokładnie tak jest też w tej historii. Może przejmujące są one dlatego, że częściowo przedstawione oczami dzieci? 11letnia Sofia tęskni za mamą i ciągle jest przejęta lękiem, że i ojciec ją zostawi, choć zdaje się, że kocha ją nad życie. Hannah nie ma już normalnej rodziny, od czasu, gdy trzy lata temu zniknął jej brat i matka stała się całkowicie nieobecna. Z kolei Lissie zdaje się żyć w bajce - właśnie wychodzi za mąż za człowieka, którego kocha, a który okazał się niewyobrażalnie bogaty. No i starsza pani, swojego rodzaju dobrotliwa matka, która dba o lokalną społeczność. Wszyscy ci składają się na jeden, ale różnorodny obraz społeczności, a ją czasami poznajemy jeszcze dalej - rodziny biedne, rodziny, w których pojawia się alkohol i narkotyki, albo odwrotnie - przesadnie bogobojne, przesadnie trzymające się zasad. Społeczność jakich wiele - są i solidni mieszkańcy i czarne owce trzymające się z boku i może właśnie w tej normalności tkwi urok powieści.
 
“Hitra” to kryminał, który mnie zaskoczył. Sięgając po niego spodziewałam się szybkiej akcji i nie przebierających w środkach morderstwach, a dostałam solidną małomiasteczkową powieść kryminalną, która zachwyca swoim naturalnym, swojskim klimatem. Intryga kryminalna rozpisana jest spokojnie, przedstawia nam szeroki przekrój społeczności, w której coś poszło nie tak - dwa razy w ostatnim czasie popełniono tam zbrodnię. Zatem przyglądamy się mieszkańcom, szukamy, przepytujemy i badamy dowody, potwierdzając lub odrzucając kolejne pojawiające się tropy. Historia bardzo zwyczajna, ale właśnie w tym jest jej największy urok - zagadka kryminalna oparta jest na zwyczajnych ludziach, zwyczajnych życiach, a my szukamy tego, które potoczyło się z jakichś powodów złą drogą… W dziwny sposób to wszystko przyciąga, ciekawi, tak że nie chce się lektury przerywać. Bardzo mi się podobało! A teraz bardzo chciałabym znaleźć czas a poprzednie tomy, by sprawdzić czy i one utrzymane są w podobnie naturalnym, spokojnym klimacie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2024

"Moc obietnic" Piotr Borlik - recenzja przedpremierowa

"Moc obietnic" Piotr Borlik - recenzja przedpremierowa

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Moc obietnic
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 4
Data premiery: 18.04.2024
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał
 
Piotr Borlik to autor powieści kryminalnych, który dopiero niedawno pokazał nam się z nieco innej, trochę bardziej zabawnej, obyczajowej strony. Jednak to głównie z kryminałami jest kojarzony, a pierwszy tytułem, który przychodzi czytelnikom na myśl, jest z pewnością “Boska proporcja”. To właśnie nią podbił serca czytelników i zyskał rzeszę stałych fanów (w tym mnie!) w roku 2019. Była to jego druga powieść w dorobku, wydana po dwóch latach przerwy w nowym wydawnictwie, z którym współpracuje do tej pory. “Boska proporcja” rozpoczęła cykl kryminalny z policjantką Agatą Stec i jej bratem, psychologiem Arturem Kamińskim (recenzje - klik!). Początkowo była to trylogia, wydana w przeciągu dosłownie pół roku, i długo właśnie trylogią pozostawała. Jednak czytelnicy tak bardzo pokochali bohaterów i styl budowania powieści tego cyklu, że autor chyba nie miał wyjścia - musiał powrócić do tej kreacji świata literackiego. Pierwszą zapowiedź, że coś w tym temacie ruszyło, dostaliśmy w poprzednim roku, gdy na rynku ukazała się “Baltica”. Jest to prequel serii, ale tak naprawdę prawie z nią niezwiązany, stylem powieści jest absolutnie i całkowicie inny. Ale coś już ruszyło. I teraz, wiosną 2024 jest. Powrót Agaty i Artura. Kontynuacja ich przygód, która ma potencjał przerodzić się w dłuższą serię i dostarczać czytelnikom wrażeń na długo. To “Moc obietnic”.
 
Historia toczy się w pewnym odstępie czasowym od zakończenia “Białych kłamstw”. Agata nie jest już policjantką, porzuciła swoje stare życie i zaczęła nowe - na trzeźwo, bardziej rozważne, bardziej świadome i przemyślane, choć oczywiście nadal impulsywności jej nie brakuje. Teraz jest reporterką kryminalną, choć może to za duże słowo na określenie kogoś czytającego przygotowane przez innych formułki przed kamerą. I Agata to czuje, trochę nie tak sobie tę pracę wyobrażała… Dlatego, kiedy podczas nagrywania materiału, podchodzi do niej pewien mężczyzna i zaczyna opowiadać o nastoletnim synu, który zaginął, a zaraz potem przy niej odbiera telefon od prowadzącego śledztwo o prawdopodobnym znalezieniu jego zwłok, Agata nieznacznie nagina swoje postanowienie nie wracania na starą ścieżkę i zasięga języka u dawnych znajomych w policji… Tak się składa, że sprawę prowadzi Wrzos, który nie jest specjalnie w działaniach dynamiczny, a ofiara sugeruje, że prawdopodobnie mają do czynienia z kolejnym seryjnym mordercą, więc trzeba działać szybko. Zatem Agata musi nieoficjalnie pomóc. Czy na pewno jest to dobra decyzja?
“Jej decyzja na pewno nie była najlepsza, ale przynajmniej była jakaś.”
Książka składa się z prologu i 34 rozdziałów, czasami podzielonych na krótsze scenki, czasami nie ma takiej potrzeby. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który opisuje je z perspektywy trzech postaci: Agaty, ojca zaginionego i pewnej młodej dziewczyny. Styl powieści jest dynamiczny, zdania przeważają krótkie, dialogi żywe i lekko zaczepne. Całość jest zbudowana dobrze, język dopasowany delikatnie do postaci i ich zmieniających się emocji, a może i zmieniających się charakterów? Zatem sama warstwa językowa już wskazuje na ich przemianę, jaką przechodzą w czasie tej historii. Książkę czyta się sprawnie i płynnie.
 
Jak już wspomniałam, jest to kontynuacja historii Agaty i Artura, dobrze zatem jest znać ich przeszłość opisaną w tomach wcześniejszych pierwotnej trylogii. Jednak sama zagadka kryminalna jest zamkniętą całością, a zatem pod tym względem można ją czytać jak historię osobną. Zresztą to co najważniejsze, to autor w “Mocy obietnic” przypomina. Od mojego spotkania z serią już też minęło prawie pięć lat, więc sama dokładnie już losów postaci nie pamiętam, został mi tylko w pamięci zarys ogólny. Stąd wydaje mi się możliwe czytanie również tego tomu bez zachowania chronologii cyklu.
“-Ja nie mam sumienia.
-Masz, czuję je aż za dobrze. To cię osłabia. Ogranicza.
-Albo dodaje mi motywacji.”
A jednak przez delikatne wspomnienia w tej historii pamiętam, że postać Agaty budziła we mnie różne emocje, zdecydowanie bardziej ciekawił, o ile nie budził sympatię, Artur. A tutaj, w nowej książce, Agata się zmienia. W końcu jest bardziej racjonalna, widać, że nad sobą pracuje i stara się panować nad emocjami. Walczy z przykrymi wspomnieniami, które czasami ją atakują, jednak zdaje się być z przeszłością pogodzona. Teraz w końcu chce inaczej, spokojniej, co robi z nią postać bardziej przystępną do polubienia. Podobał mi się tu jej rozsądek, do którego te pięć lat temu na pewno się nie uciekła. Oczywiście mimo wszystko nie straciła swojego ducha, dalej ma w krwi bycie śledczą, teraz jednak z tej ciekawości, z tej potrzeby sprawiedliwości i ochrony tych, którzy bronić się nie mogą, stara się robić broń racjonalną, która faktycznie może pomóc, ale przy tym nie doprowadzając jej samej do ruiny. Myślę, że ta zmiana w kreacji jest bardzo korzystna i teraz Agata faktycznie sama będzie w stanie przyciągnąć uwagę czytelnika, stać się tą główną postacią serii.
Jest to jednak cały czas cykl o Agacie i Arturze, więc Artur też jest - w nieco innej formie niż dotychczas, ale jest. Agata nie może pozbyć się go ze swoich myśli, a i jest to teraz postać, którą zna cała Polska, która budzi w ludziach emocje. I myślę, że te rozwiązanie faktycznie jest dobrym pomysłem - zachowuje ciągłość serii w momencie, gdy zdaje się, że ta już jest niemożliwa.
 
Poza tą dwójką jednak bardzo ważne są jeszcze dwie postaci - ojciec zaginionego i młoda dziewczyna. Ten pierwszy zachodzi tu największą przemianę - poznajemy go jako zrozpaczonego, mocno rozczarowanego działaniami a raczej bezczynnością policji ojca, który nie może usiedzieć w miejscu - musi coś robić, musi szukać, musi działać. I tak obserwujemy jak ten pęd, ta desperacja i rozpacz zmieniają go w kogoś całkowicie innego…
“To nie czas na okazywanie słabości. Zamiast mieć sobie za złe, że nie znał własnego syna, powinien się cieszyć, że wreszcie dotarł do nowych informacji. Dlaczego w takim razie miał ochotę roztrzaskać telefon o chodnik?”
Drugą postacią wartą uwagi jest młoda dziewczyna, która jest długo dla nas bardzo niejasna. Nie wiemy jaki ma cel w fabule, wiemy jednak, że coś knuje, z jakiegoś powodu udaje kogoś, kim nie jest. Zatem kim tak naprawdę jest?
 
No właśnie, to dzięki tej postaci wypływa temat manipulacji, a fabuła staje się pokręcona i nieprzewidywalna. I to właśnie jedna z cech trylogii - psychologiczne zagadnienia, skrzywienia lekko psychopatyczne, które sprawiają, że cała historia przemienia się w swoistą grę z czytelnikiem. Postacie kluczą, zmieniają się, stają przed wyborami, w których każda decyzja zaskakuje, a my nie wiemy czy robią to na serio czy mają w tym ukryty cel. Dobrze to miesza w głowie, dobrze podbudowuje zagadkę kryminalną, która dzięki temu naprawdę przyciąga i nie chce wypuścić do samego końca.
“Ludzie nie są gotowi na konfrontację. Udają pewnych siebie, tyle że gdy przychodzi czas próby, niewielu podejmuje wyzwanie. Większość chowa głowę w piasek, tak jak on czynił to do niedawna. To właśnie przez taką bierność światem rządzą bezkarne skurwysyny.”
Zagadka kryminalna z perspektywy trylogii jest bardzo ciekawa i daje obietnicę na więcej. Czy będzie też tak ciekawa dla tych, co serii nie znają? Nie jestem pewna, może ciut mniej, jednak w połączeniu z tą tajemniczością i manipulacją postaciami i tak lektura okaże się zajmująca!
 
Kolejną cechą charakterystyczną trylogii, były morderstwa makabryczne, bardzo teatralne. Tutaj trochę tej teatralności brakuje, zostaje makabra i brutalność, opisy ofiar czy innych wyrządzanych krzywd nie szczędzą czytelnika. Dla mnie poziom makabry był trochę za wysoki, zachowanie mordercy były dosyć dziwne (jeśli przy seryjnym, psychopatycznym mordercy, w ogóle coś można uznać za dziwne…), a i ojciec zaginionego też momentami był mocno oderwany od rzeczywistości - czy było to realne? Nie wiem, może tak, ale wiem też, że czytelnicy mocnych kryminalnych, brutalnych wrażeń nie mają nigdy nic przeciwko.  Z pewnością są momenty tak zaskakująco dziwne, że dodają do całej historii kolorytu.
 
Mnie jednak najbardziej ciekawi psychologiczna strona powieści, a ta faktycznie jest dobra. I zmusza do myślenia! Przede wszystkim o tym, czy każdy człowiek na ziemi odpowiednio naciśnięty jest zdolny do czynów nie tylko przestępczych, ale zwyczajnie morderczych? Czy każdy z nas ma granicę, za którą czeka szaleństwo, zmiana psychiczna dopuszczająca nieracjonalne, psychopatyczne zachowania? I czy każdego da się zmanipulować? Czy wystarczy odpowiednia obietnica, by przekroczyć granicę, o której przekroczeniu w normalnych okolicznościach nawet by się nie pomyślało? A może jednak trzeba mieć pewną cechą podatności na szaleństwo w swoich charakterze?
Ze względu na zrozpaczonego ojca sporo jest tutaj też o relacji rodzic-nastoletnie dziecko, o tym trudnym okresie, gdy jeszcze niedawno tak bliskie nam osoby, się od nas oddalają, bez zrozumiałych dla nas powodów.
“Proszę się tym nie przejmować, to normalne, że rodzice nie mają pojęcia o swoich dzieciach. Tak to już jest, że w pewnym momencie więź rodzinna traci na znaczeniu, ale to tylko etap.”
“Moc obietnic” to kryminał z gatunku tych brutalnych i pokręconych, które tym zagmatwaniem, tą grą pomiędzy postaciami, książką a czytelnikiem przyciągają. Z uwagą obserwujemy poczynania i przemianę postaci, które im głębiej w fabułę, im mocniej wikłają się w intrygę, tym stają się bardziej nieprzewidywalne. Akcja toczy się sprawnie, dynamiczne, dialogi są prowadzone realistyczne, całość wypada naprawdę dobrze, szczególnie gdy patrzy się na historię od strony psychologicznej. Dla mnie brutalności jednak było trochę za dużo, trochę przekraczała moją wytrzymałość, ale to moja prywatna preferencja, a i sięgając po kontynuację serii z brutalnymi, charakterystycznymi morderstwami byłam świadoma tego, że i tu pod tym względem nie będzie ładnie i czysto. Zatem “Moc obietnic” uznaję za sprawną kontynuację serii i przyznaję, że chętnie spotkam się z Agatą ponownie.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

Dostępna będzie też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 17, 2024

Kilka pytań do... Agnieszki Jeż, autorki serii Sprawy Soni Kranz

Kilka pytań do... Agnieszki Jeż, autorki serii Sprawy Soni Kranz

Co jest paliwem Agnieszki Jeż, które napędza ją do tworzenia kolejnych fabuł literackich, o co chodzi z tytułami serii Sprawy Soni Kranz i dlaczego to właśnie Dolny Śląsk autorka obrała za miejsce jej akcji, w jaki sposób tworzy bohaterów swoich powieści i dlaczego życie prywatne Soni jest dla nas takie ważne, co autorka robi zawsze po zakończeniu tworzenia kolejnej powieści i czy pisanie to praca marzeń?
Zapraszam na rozmowę z Agnieszką Jeż!

fot. Arkadiusz Chłopik
Agnieszka Jeż notka biograficzna:
Pisarka i felietonistka, filolożka polska i bałtystka. Z genów krakowianka i góralka, z urodzenia warszawianka. Obecnie mieszka w Sulejówku. Kiedy nie czyta i nie pisze – spaceruje. „Chodzenie to mój narkotyk”, powtarza za Konwickim. Pozostałe uzależnienia to góry i ogród.
W 2016 roku zadebiutowała jako autorka obyczajowa; od tamtej pory ukazało się blisko trzydzieści książek z jej nazwiskiem na okładce, w tym kilka kryminałów. Nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru.
Jej czytelnicy i czytelniczki doceniają historie obnażające mrok ludzkiej duszy, wciągające i niedające o sobie zapomnieć.

Kryminał na talerzu: Jest Pani autorką, która pisze w różnych gatunkach literackich – zaczynała Pani od powieści z humorem, później były obyczajowe, sagi historyczne, a od kilku lat jest też kryminał. Ciekawa jestem Pani wrażeń z testowania różnych gatunków, czy są jakieś, które przychodzą Pani łatwiej, a inne trudniej?

Agnieszka Jeż: Pisanie powieści gatunkowych polega przede wszystkim na dobrym warsztacie. Jeśli się go ma, to przełączanie pomiędzy poszczególnymi kategoriami nie sprawia trudności. Oczywiście, różne fabuły angażują odmienne emocje i wymagają innego przygotowania. W przypadku powieści historycznych sprawą podstawową jest dobra kwerenda, a potem dbałość o poprawny rys historyczny. Pisanie kryminału wymaga sprawnego utkania intrygi i odpowiedniego jej rozpisania, żeby zbyt wiele nie zdradzić, ale i nie zostawić czytelnika za bardzo z tyłu. Najbardziej odpowiada mi system, nazwijmy to, płodozmianu literackiego, czyli przeplatanie gatunków. Wtedy nie czuję zmęczenia czy znużenia. To trochę jak z czytaniem – tu też lubię zmiany.


A w samym gatunku kryminału – co jest dla Pani najłatwiejsze, a co najtrudniejsze?

Najbardziej wymagający jest etap konstruowania i rozpisywania fabuły.  To bardzo drobiazgowa praca – co, kiedy i jak umieścić. Gdzie zostawić podpowiedź, w jaki sposób zmylić tropy. Sztuki wymaga także łączenie warstwy obyczajowo-psychologicznej i kryminalno-sensacyjnej. Bohaterowie przecież skądś pochodzą, jakieś doświadczenia ich zbudowały lub złamały. To wszystko na nich wpływa, czyni z nich przestępców lub ofiary. Trzeba umieć przeplatać te wątki i zachowywać proporcje. 


„Pastwa”, której premierę właśnie świętujemy, to drugi tom serii kryminalnej z Sonią Kranz, pierwsza była „Pomroka”, która ukazała się latem 2023 roku. Nie mogę na wstępie nie zapytać Panią o te tytuły – są bardzo oryginalne. Są wzięły się na nie pomysły? I czy najpierw jest pomysł na tytuł, czy szuka go Pani już na końcu?

Z tytułami bywa różnie – czasem zdarza się tak, że pojawia się słowo, które przynosi ze sobą – ogólny - pomysł fabularny. Kiedy indziej piszę powieść, wiem, jaki mniej więcej tytuł chciałabym jej dać, ale konkretu brak – on pojawia się podczas pracy nad tekstem. Zdarza się i tak, że powieść już skończona, tytuł jest, ale wciąż czuję, że to nie jest to, co bym chciała. I to trudna sytuacja, ponieważ ten dotychczasowy tytuł jakoś już ukierunkowuje, wbija się w głowę i nie chce zrobić miejsca na nowy pomysł. Pomroka po prostu do mnie przyszła, podczas spaceru po lesie z psami. Od razu powiem, że jestem filolożką, więc mnie różne, mało popularne wyrazy krążą po głowie. Wtedy też postanowiłam, że wszystkie tytuły w serii będą podobnego rodzaju – wyrazy na literę P, rzadko obecnie używane, ale jednak od razu – nawet gdy się nie jest pewnym słownikowej definicji – kojarzone z konkretnym sensem. Trzeci tom, który teraz piszę, ma już piękny tytuł. P… 


Historia całego cyklu toczy się na bardzo ciekawych terenach Dolnego Śląska, w małych miejscowościach pod Wałbrzychem. Dlaczego właśnie tam? Samo miejsce w cyklu zdaje się odgrywać dużą rolę, a wyszperałam w sieci, że mieszka Pani w innej części Polski 😊

Nie mam nic wspólnego z Dolnym Śląskiem. Z genów jestem góralką i krakowianką, urodziłam się i mieszkałam w Warszawie, dopóki nie przeprowadziłam się do Sulejówka. Lubię mniejsze miejscowości, ich spokojny rytm. One są także ciekawe pod względem socjologicznym, bo ludzie się tu znają, dużo o sobie wiedzą, mają na siebie wpływ. Trudniej tu o anonimowość, a ci, którzy przychodzą z zewnątrz, traktowani są jak intruzi lub ci, przed którymi nie zdradza się tajemnic. Często na miejsca swoich fabuł wybieram lokalizacje, które mnie zauroczyły. A jeśli jeszcze za ładnymi krajobrazami stoi historia/Historia, to jest to miejsce wymarzone. Dolny Śląsk ma to wszystko. Bardzo lubię tam wracać. 


Bohaterka serii Sonia Kranz to kobieta, która trochę w swoim życiu przeszła, a której kreacja wydaje się równie ważna co sama intryga kryminalna. Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na takie proporcje, na kryminał z mocnym skupieniem na postacie, szczególnie tę główną, kobiecą?

Trochę już o tym powiedziałam. Dla mnie różnie ważna co sama zbrodnia, jest jej psychologiczna otoczka. Co takiego wydarzyło się w życiu bohaterów, że zostali zaplątani w zbrodnię. Praca w Policji też jest pewnego rodzaju „zaplątaniem”. Coś przecież powoduje, że ktoś wybiera taki a nie inny zawód. A później jego życie osobiste wpływa na pracę, i odwrotnie. Nie da się rozdzielić tych spraw, one są zapętlone. Nie znam statystyk, ale z pewnością nie jest tak, że wszyscy śledczy to podstarzali faceci z nałogami, trochę abnegaci, ale jednak pociągający. Są też tacy, którzy wymykają się tej charakterystyce. I kobiety. Czterdziestolatki, z życiem rodzinnymi i prywatnym, z codziennymi problemami. Sonia jest kobietą, z którą czytelniczki mogą się utożsamić – ma nastoletnią córkę, już nie ma męża, spotyka się z kimś, ale nie jest pewna, jak budować tę relację, jej kontakty z matką pulsują od emocji i domagają się przebudowy. 


W „Pastwie” Sonia mierzy się nie tyle ze swoją codziennością, ale i problemem kryminalnym, jakim jest dziwne zaginięcie lokalnego biznesmena w noc jego ślubu. Przyznam, że to bardzo oryginalny moment na zniknięcie, więc jestem ciekawa jak to się stało, że właśnie tę noc Pani wybrała, dlaczego właśnie wtedy bohater znika? Oczywiście spróbujmy tak, żeby nic nie zdradzać z fabuły 😉

O ślubie mówi się, że to początek nowej drogi życia. Ta, no cóż, będzie nietypowa. Ten moment – ślub i wesele – to skumulowane emocje. Najpierw napięcie, potem stopniowa ulga, aż do rozhamowania. Moment naprawdę ciekawy. 


Rodzina, w której dochodzi do zaginięcia, to rodzina z już jedną tragedią na koncie, ale równocześnie rodzina znana, która prowadzi popularne na całą Polskę zakłady mięsne. Trochę z tego powodu, a trochę z dużej roli, jaką w tym tomie odgrywa pies Soni, miałam wrażenie, że lektura chce nas uwrażliwić na spożywanie mięsa. Przynajmniej ja tak to odebrałam, może dlatego, że sama również zwracam na to dużą uwagę. Zatem chciałabym się od Pani dowiedzieć czy faktycznie miała tutaj Pani taki cel? Trochę tak z premedytacją podsunąć nam ten wegetarianizm, zwiększyć świadomość tego, co jemy?

Z całą pewnością nie piszę powieści z tezą ani nie lubię mało subtelnego przekonywania innych do swoich racji. Zdarza się jednak, że wyposażam bohaterów w swoje przemyślenia, oddaję im swoją wrażliwość – nigdy jednak w sposób, który by nie dopuszczał odmiennych przekonań. Dlatego i w serii z Sonią Kranz postaci są bardzo różne i różnie patrzą na świat. To widać na przykład w rozmowie między Sonią a sierżantami Ranikiem i Majkowskim, gdy dyskutują o sposobach uboju zwierząt. Żeby ta scena wypadła realistycznie, czytałam fora poświęcone tej tematyce. I muszę przyznać, że to było doświadczenie, które mną wstrząsnęło. Podobnie jak opis maszynerii w zakładach mięsnych. Czy wybrałam tę tematykę i sposób jej zaprezentowania, by kogoś zachęcić do wegetarianizmu? Nie. Czy byłabym szczęśliwa, gdyby ktoś po lekturze pomyślał: „A może by tak zrezygnować z jedzenia mięsa?”. Tak. 


Historia, którą Pani opisuje, porusza wiele ciekawych tematów dotyczących rodziny – jest o zaufaniu, zdradzie, tajemnicach, przemilczeniach. Jest też temat, o którym nie możemy porozmawiać otwarcie, choć nie ukrywam, że ogromnie i o niego bym chciała Panią wypytać! Ale w takim razie zapytam ogólnie – który wątek, który temat, czy w ogóle jakiś przyniósł Pani problem podczas pisania, z którymś musiała Pani walczyć? Każdy z nich to temat dosyć trudny emocjonalnie. 

Kiedy piszę, to żyję życiem swoich bohaterów. Ich problemami, emocjami, przemyśleniami. I choć to wymyślone postaci, to historie, jakie są ich udziałem, już często są inspirowane życiem. Kiedy o nich czytam, rozkładam na czynniki pierwsze, próbuję zrozumieć i nie oceniać, robię sobie swój prywatny „remanent”. Zastanawiam się, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji, jak się zachowała, co powiedziała. Ćwiczenia z wyobraźni – ciekawe i wymagające. Przeżywanie w teorii też angażuje emocjonalnie, ale po tylu napisanych powieściach mam już w tym wprawę, co nie oznacza, że potrafię się całkowicie odciąć – nie potrafię, dlatego po każdej skończonej książce potrzebuję kilku dni odpoczynku – odpoczynku głowy, więc chętnie wtedy podejmuję się wysiłku fizycznego – prace w ogrodzie, mały remont lub duże sprzątanie – to jest to.


Z pewnych źródeł wiem, że inspiracją do tej książki był dla Pani pewien artykuł znaleziony w sieci, czyli historia prawdziwa. W pierwszym tomie z kolei dużo było o czasach w okolicach II wojny światowej, czyli również historii, które wydarzyły się naprawdę. Czy zatem cały cykl o Soni Kranz ma opierać się, wychodzić z inspiracji historią prawdziwą czy to po prostu przypadek?

Mnie w ogóle inspiruje życie – nikt i nic nie wymyśla lepszych historii. Znakomita większość moich powieści wykorzystuje, literacko przetwarza historie, które wydarzyły się naprawdę. I one są zwykle tak nieprawdopodobne, że trudno w nie uwierzyć. Kilka razy się zdarzyło, że redaktorka pisała, iż pomysł na fabułę świetny, ale chyba poniosła mnie wyobraźnia. A ja wtedy pisałam/mówiłam: „Poczekaj, zaraz ci coś pokażę” i sięgałam po artykuł.  A co do historii, to ona na tych ziemiach tak porozdawała karty, że do dziś widać/czuć efekty tych przetasowań. I ten element – ludzkiego losu jako efektu procesów, na które nie ma się wpływu – bardzo mnie interesuje, często po niego sięgam. Żeby go przybliżyć, opowiedzieć, pokazać, przypomnieć.


A na ile tomów planuje Pani tę serię? I od razu ulubione pytanie pisarzy i pisarek przy premierze – kiedy tom kolejny? 😊

Nie zaplanowałam konkretnej liczby tomów, ale mogę powiedzieć, że ten z cyfrą trzy pojawi się w końcówce wakacji.


Nad czym teraz Pani pracuje?

Właśnie nad kolejną historią z Sonią Kranz. Kiedyś, na samym początku, przebiegła mi przez głowę myśl, że może być trudno znajdować tematy – oparte na prawdziwych historiach - do kolejnych tomów, bo przecież Kowalowa to malutka miejscowość. I niedługo potem odezwał się do mnie czytelnik, którego dom rodzinny mieści się w Kowalowej. Pan Tomasz to skarbnica wiedzy o tych okolicach. Podsyła mi stare zdjęcia, mapy, tropy. I znów – mało prawdopodobny zbieg okoliczności? Tak. A jednak się wydarzył. Może ja przyciągam takie właśnie historie? 


A co w pracy pisarki lubi Pani najbardziej?

Niezależność. Samodzielne wybieranie tematów, ustalanie tempa i czasu pracy, czytanie podczas kwerendy, przygotowywanie konspektu fabuły, spotkania z czytelnikami. Samo pisanie też lubię. Brzmi jak praca marzeń, prawda?


Tworzy Pani w stałych godzinach czy bywa z tym różnie?

Lubię delikatną rutynę. Nie jestem jej niewolniczką, ale pewna przewidywalność dobrze mi robi (utrzymaniu terminów umów z wydawcami – także). Najchętniej piszę między 10.00 a 15.00. Tak podpowiada zegar biologiczny, temu sprzyjają warunki, czyli dzieci w szkole. Wtedy nie odbieram telefonów, nie odpowiadam na maile, nie reaguję na powiadomienia. Żadnych rozpraszaczy. 


A w jaki sposób lubi Pani odpoczywać, co najbardziej Panią relaksuje?

Lubię aktywny odpoczynek – bycie w ruchu. I poznawanie nowych miejsc. Nie mam wygórowanych oczekiwań, byle krajobraz się zmieniał, bo to robi dobrze połączeniom w mózgu. Poza tym ja mam taki charakter, że potrzebuję nowego, to mnie syci, jest moim paliwem do kolejnych fabuł. 
Na wyjazdach też przede wszystkim chodzę. „Przeszła samą siebie” – moje dzieci kiedyś sobie zażartowały, że taki napis każą wykuć na moim nagrobku. 
Pozycję nieruchomą zachowuję tylko wtedy, gdy czytam. I to też się zdarza regularnie, oczywiście.


Jak wygląda Pani domowa biblioteczka, jakich gatunków, autorów znajdziemy tam najwięcej?

Mam ogromny księgozbiór. Są tu tytuły, które ja i mój mąż zabraliśmy ze swoich domów rodzinnych (w obu przypadkach były to tak zwane czytające domy), które kupiliśmy wspólnie (przede wszystkim beletrystyka), oddzielnie (u mojego męża, terapeuty, to przede wszystkim książki o tematyce psychologicznej, filozoficznej, u mnie – literatura faktu i nauka o języku). Są książki naszych dzieci. Mamy grubo ponad pięć tysięcy tytułów – w każdym pomieszczeniu są półki, a mieszkamy w domu. Kiedyś kolega mojej córki zapytał mnie, czy my handlujemy książkami. Chyba nie uwierzył, kiedy powiedziałam, że po prostu je czytamy. 


I na koniec pytanie obowiązkowe na moim kulinarno-kryminalnych blogu – co najbardziej lubi Pani jeść?

Tak generalnie, to owoce i warzywa. Dania, które są proste, wykorzystują mało przetworzone produkty dobrej jakości. Lubię kuchnię włoską i indyjską. Ogromna zmiana w moich upodobaniach dokonała się siedemnaście lat temu, gdy się okazało, że nie mogę jeść glutenu. Na początku nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, co ma być, bo byłam mączną dziewczyną – kluski, ciasta, bułeczki… Pewnie bym nie zmieniła przyzwyczajeń, nie otworzyła się na nowe, gdyby nie musiała. A musiałam i okazało się, że los wiedział, co dla mnie dobre.  I jakie smaczne!


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 15, 2024

"Zapadlina" Robert Małecki

"Zapadlina" Robert Małecki

Autor: Robert Małecki
Tytuł: Zapadlina
Cykl: Maria Herman i Olgierd Borewicz, tom 3
Data premiery: 10.04.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał
 
Robert Małecki to jeden z najpopularniejszych autorów polskiej powieści kryminalnej ostatnich lat - potwierdza to nie tylko ogromna liczba czytelników, którzy na zapowiedź każdej jego książki czekają z utęsknieniem, ale i nagrody literackie - zdobył te najważniejsze wśród konkursów w tym gatunku. Jak sam mówi bardzo długo przygotowywał się do swojego debiutu, długo szkolił warsztat, by w końcu w 2016 po raz pierwszy pojawić się na rynku z “Najgorsze dopiero nadejdzie”, który był pierwszym tomem jego debiutanckiej serii z dziennikarzem Markiem Benerem. Teraz, po ośmiu latach na koncie ma trzy cykle kryminalne i cztery osobne powieści oraz pokaźną liczbę opowiadań na koncie. Aktualnie aktywnie działa w popularyzowaniu czytelnictwa, poza promowaniem własnych książek, prowadzi kursy kreatywnego pisania i jest prezesem Fundacji Kult Kultury.
“Zapadlina” to trzeci tom jego najnowszej serii z policjantami z Archiwum X (recenzje - klik!), którą zapoczątkował współpracę z nowym, drugim w swojej karierze wydawcą - z Wydawnictwem Literackim. Każdy tom skupia się na osobnej zagadce kryminalnej, a zatem można go czytać bez zachowania kolejności chronologicznej. 
 
Wapno. Mała miejscowość w okolicach Bydgoszczy mocno zniszczona przez szkody górnicze, w której życie toczy się powolnym rytmem podporządkowanym tąpnięciom ziemi. Prawie dwadzieścia lat temu spokój miasteczka został zakłócony jednak czymś innym - dziwnym zaginięciem. Pewnej listopadowej nocy zniknął Jacek Malinowski, osiemnastoletni syn byłego policjanta i brat aktualnego komendanta w Żninie. Jego motor został znaleziony na drodze, jednak on jakby rozpłynął się w powietrzu. Teraz sprawa wraca - jedyny świadek, który miał coś ciekawego do powiedzenia na temat nocy zaginięcia, zmienia zeznania. Zanim jednak Maria jako funkcjonariuszka wydziału tak zwanego Archiwum X, zdąży dokładnie przyjrzeć się sprawie, mężczyzna umiera - nie ma w tym nic podejrzanego, chorował na raka. Zatem jedyny faktyczny świadek już nic więcej teraz nie powie - jak więc rozwiązać tę sprawę? Szczególnie, że musi sobie radzić sama, Olgierd, jej partner, przebywa na urlopie i zastanawia się nad odejściem z policji. Choć i on ma na głowie pewną kryminalną sprawę - małżeństwo, które jeszcze niedawno należało do ich tajnego klubu miłośników orgii, teraz zapadło się pod ziemię… Olgierd musi mieć pewność, że kwestia klubu nie wyjdzie na jaw, musi więc ich znaleźć. Dwa różne zaginięcia oddzielone od siebie dwudziestoma latami i dwójka śledczych, którzy tym razem muszą działać osobno. Czy uda im się znaleźć rozwiązanie obydwu zagadek, a równocześnie cały czas utrzymywać na wodzy własne demony?
 
Książka składa się z prologu, 55 krótkich rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który historię opisuje z dwóch perspektyw - Marii i Olgierda. Zgłębia się nie tylko w ich poczynania, ale i myśli, i emocje. Styl powieści jest spokojny, uważny i bardzo melodyjny, czuć, że warstwa językowa nie jest autorowi obojętna - posługuje się słowem w sposób rozważny, przemyślany, uważnie dobiera słowa w zależności od sytuacji - dialogi są przyjemne, czasami z delikatnym humorem, opisy emocji postaci zahaczają czasem o bardziej liryczną strunę opowieści. Nie ma tutaj przekleństw, nie ma brutalnych opisów, jest skupienie na tym, co tu i teraz w bardzo stoicki sposób. Czyta się to naprawdę rewelacyjnie!
“- Zwariowałaś?
- Chciałabym. Miałabym wtedy na to wszystko wywalone (...).”
“Zapadlina” to część serii kryminalnej, którą łączą postacie śledczych. A są to kreacje niesamowite - z jednej strony nawiązujące to rasowych śledczych z nałogami, z drugiej jednak mocno oryginalne - bo takich nałogów na polskim rynku kryminalnym jeszcze nie było. Maria to hazardzistka, ale już niepraktykująca, która jest świadoma swojego nałogu i każdego dnia walczy o to, by do niego nie wrócić. W tym tomie wydaje się rodzić sobie naprawdę dobrze - jestem pewna, że czytelników znających ją z poprzednim tomów serii, jej dobra forma będzie cieszyć. Wygląda na to, że znalazła sobie miejsce na ziemi, powoli uczy się z takiego życia cieszyć, choć jak ciągle podkreśla - normalne życie, nieuleganie nałogowi, to dla niej nieustanna walka.
“Szczerze Marii zazdrościł, lecz nie było w tym grama zawiści. Jeszcze bardziej cenił koleżankę za to, że otworzyła się na miłość, że czerpała z niej siłę do walki z uzależnieniem, że nosiła w sobie potrzebę uporządkowania trudnego życia. Jednym słowem - dążyła do szczęścia.”
Jest też Olgierd, drugi nałogowiec. On jednak jest w innym stadium nałogu i inny ma też problem - jest seksoholikiem, który odmawia zauważenia problemu. Przez to też jest w innym miejscu w życiu - z każdej strony się sypie, małżeństwo mu się rozpada, praca zawodowa stoi pod znakiem zapytania, znajomych takich prawdziwych brak. Jedyną jego ostoją jest Kluska, labrador, który w tym tomie jest bardzo obecny, który służy mu wsparciem, a czytelnikowi zapewnia miły, niewinny akcent w tym brutalnym świecie.
“Czy można uratować małżeństwo, którego fundamenty pękły?”
Przy okazji tego tomu uświadomiłam sobie też, że autor pokusił się również o dwie inne odważne kreacje postaci - mocno drugoplanowe, ale pojawiające się w kluczowych momentach dla głównych bohaterów. Chodzi o żonę Borewicza i żonę kochanka Marii. Nie są to pozytywne postacie, ich zachowania drażnią, więc w dobie, kiedy czytelnik ceni sobie silne, niezależne postaci kobiece, myślę, że wprowadzenie tych kreacji, kobiet, które nie potrafią o samą siebie zadbać, świadczy o tym, że autor nie płynie razem z prądem, stawia na nieco ryzykowną oryginalność.
“Wszystko jasne to może być tylko w tanich kryminałach.”
A co z postaciami tego tomu? Przede wszystkim jest ten zaginiony Jacek. To przecież osiemnastoletni chłopak, który całe życie miał przed sobą. Znajomych za wielu nie miał, tylko jedną przyjaciółkę, a może dziewczynę? która dziwnym zbiegiem okoliczności ulotniła się do Niemiec chwilę po jego zaginięciu i do tej pory nie wróciła. Wraz z Marią powoli odkrywamy kolejne szczegóły z jego życia, kolejne cechy charakteru, które mogły się przyczynić do jego zniknięcia… Bo chyba jednak w jego przeszłości należy szukać rozwiązania? Gdyby zniknięcie było wynikiem przypadkowego wypadku, to ciało chyba znalazłoby się do tej pory?
“- Budzicie stare demony, które żerują na padlinie (...)
- Po prostu chcemy poznać prawdę - wyjaśniła.
- Po tylu latach? (...)
- Zamiast mówić o budzeniu demonów, powiedziałabym, że szukamy prawdy. Prawdy i sprawiedliwości.”
I tak przechodzimy do zagadki kryminalnej. Prowadzona jest w tempie spokojnym, z mocnym skupieniem na klasycznych założeniach gatunku - czyli szukamy dowodów, przepytujemy świadków, liczymy na dedukcję. Przez to z początku w lekturę trzeba się wgryźć, chwilę poczekać na rozwój wydarzeń, ale naprawdę warto - u mnie nastąpiło to po około stu stronach, wtedy czułam już, że zagadka faktycznie mnie zainteresowała, sprawa jest tak skomplikowana i niejasna, że wzbudziła moją żywą ciekawość. Czy śledczy dadzą radę tak poprowadzić rozmowy ze świadkami, że dowiedzą się więcej niż ci dwadzieścia lat temu? Jak sprawić, by tak stara sprawa wskoczyła na nowy tor? Autor jest bardzo biegły w tej sztuce, po raz kolejny udowadnia, że nie trzeba opisów przemocy i brutalności, by czytelnika do lektury przyciągnąć. Nie ma tu może mrożących krew w żyłach twistów, są rozsypane i pochowane puzzle, które musimy wyłuskać z każdego jednego świadka czy potencjalnego dowodu i znaleźć dla nich miejsce w całości. Bardzo podoba mi się to, że autor skupia się na ludziach, na zbrodni, która jest bliska normalnemu człowiekowi - bo przecież to ta jest bardziej realna niż kolejny psychopatyczny morderca…
“Ale ile można stąpać po krawędzi? W którymś momencie trzeba zdecydować się na skok w przepaść.”
A co ma do tego wszystkiego ta pochłaniająca miasteczko, zapadająca się kopalnia? Przede wszystkim znaczenie metaforyczne i to na wielu poziomach. W każdym jednym życiu w tej powieści tworzy się taka wyrwa, zapadlina, w którą jedni wpadają, drudzy stoją na jej krawędzi, chwiejąc się bardziej lub mniej. Choćby dwie główne postacie - Olgierd zdaje się topić w tych słonych wodach zapadliny, jego fundamenty we wszystkich obszarach życia zdają się pękać. U Marii zapadlina jest niebezpiecznie obok, jednak ona już była na dnie i ostatkiem sił się z niego wydostała - nie wpadnie tam po raz drugi. Ale czy na pewno?
Ponadto samo zaginięcie bliskiego członka rodziny również tworzy w życiu taką zapadlinę, coś co pochłania wszystko to, co dobre, chwieje życie w posadach. Zresztą każdy niespodziewany problem jest takim rozerwaniem się ziemi pod stopami - jak sobie z nimi radzić, czy da się życie posklejać na nowo? Bohaterowie “Zapadliny” bardzo starają się to robić, jednak z jakim skutkiem?
“(...) zapadająca się ziemia mlaskała. Jakby pochłaniał ją wygłodniały potwór.”
Wydawca na okładce powieści sygnalizuje, że tematem przewodnim tej powieści jest zdrada. I ona ma wiele poziomów - każdy z bohaterów takowej się dopuścił. Zdrady innych, zdrady samego siebie, własnych ideałów - którą zdradę można wybaczyć? Czy w ogóle jakąkolwiek można?
“Całe zło bierze się z miłości (...).”
Podsumowując, “Zapadlina” to kawał dobrej powieści kryminalnej skupionej na problemach bardzo ludzkich, bardzo bliskich normalnemu, szaremu człowiekowi. Mimo że główne postacie walczą z nałogami może nie tak często spotykanymi, to jednak ich walka jest bardzo ludzka, bardzo uniwersalna, a jednak i uświadamiająca, uwrażliwiająca na kolejny problem społeczny - nałóg w aktualnym, tak bliskim dzięki internetowi świecie. Intryga kryminalna wciąga powoli, ale skutecznie, tak, że czytelnik po kilkudziesięciu stronach wie, że nie odłoży jej, dopóki nie pozna rozwiązania zagadki. Małecki po raz kolejny udowadnia, że kryminał może być inteligentny, a żeby zaciekawić nie potrzebuje wulgarności i zbędnej przemocy - wystarczy, by był bliski człowiekowi, który doskonale zrozumie problemy i frustracje bohaterów. A wszystko to pisane rewelacyjnym językiem, w którym czuć poszanowanie słowa i języka polskiego. To zdecydowanie mój ulubiony rodzaj kryminału, a Małecki jest jednym z jego najlepszych przedstawicieli!
“- Cholernie tego nie lubię. (...)
- Czego?
- Finału każdego naszego śledztwa. Bo to koniec złudzeń dla bliskich ofiary. (...)
- Na tym polega nasza robota (...).”
PS. Autor pokusił się też na mały żarcik w stosunku do swoich zaprzyjaźnionych kolegów po piórze - bądźcie uważnie w trakcie lektury, są dwa takie fragmenty!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!