marca 31, 2023

Wygraj "Grób matki"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Grób matki"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

W poprzednim tygodniu na naszym polskim rynku zawitał nowy tom serii kryminalnej z Josie Quinn pióra Lisy Regan pt. "Grób matki". Mimo że jest to cykl, to oczywiście każdy jego tom da się czytać jako powieść osobną. Dzisiaj przychodzę do Was z konkursem z tym tytułem, który w mojej ocenie będzie idealną lekturą na zbliżający się wiosenno-świąteczny czas - to po pierwsze, zajmujący kryminał, po drugie, dobry relaks, lektura gwarantująca oderwanie od codzienności i po trzecie, książka, którą czyta się naprawdę szybko! Brzmi zachęcająco, prawda? Jeśli macie chęć poczytać o tym tytule więcej, to oczywiście zapraszam do mojej recenzji (klik!). a tutaj już nie przedłużajmy - ruszamy z konkursem na trzy egzemplarze!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Cykl o Josie Quinn na naszym rynku liczy na razie trzy tomy, ale inaczej sytuacja wygląda na rynku amerykańskim - tam już tych tomów jest szesnaście! W związku z tym bardzo mnie ciekawi Wasze podejście. Dlatego napisz czy:
Należysz do czytelników, którzy kategorycznie muszą czytać cykle po kolei poczynając od temu pierwszego, czy nie masz nic przeciwko dołączeniu do cyklu przy któryś z późniejszych tomów? Krótko wyjaśnij swoje stanowisko.


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 31 marca do 2 kwietnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

03.04 aktualizacja - wyniki konkursu:
Wygląda na to, że pytanie konkursowe chyba się Wam spodobało - dostałam od Was wiele fajnych, ciekawych odpowiedzi! Po ich przeczytaniu wydaje mi się, że głosy rozkładają się w miarę po równo, część musi czytać po kolei, część jeśli nie jest to koniecznie to nie ma problemu, by zacząć od któregoś z kolei tomu. Było oczywiście też kilka odpowiedzi zaskakujących, były i wierszyki! Ale cóż zrobić, książki do rozdania mam trzy, zatem lecą do:

IG: 
1) @zaczytanaangie
Nie odmówię. Mam poprzednie dwa tomy, dlatego chętnie przygarnę trzeci do kompletu, bo zdecydowanie jestem fanką czytania po kolei. Zdarzały mi się wyjątki, na szczęście najczęściej takie, że nie wpływało to na mój odbiór i potem mogłam wrócić do wcześniejszych tomów. Jednak posuwam się nawet dalej - ja twórczość danego autora staram się poznawać od jego pierwszej książki do tej najnowszej. Lubię przyglądać się temu, jak warsztat twórczy ewoluuje, a w seriach zwracam uwagę na wątki dotyczące życia głównego bohatera. Czytając po kolei, łatwiej mi zrozumieć jego postępowanie, bo wiem, co przeżył i co go ukształtowało.

2) @moniaczytairecenzuje
Zadajesz trudne pytania. Ponieważ dużo od autora cyklu zależy czy można go czytać niezależnie czy lepiej zachować kolejność. Dlatego moja odpowiedź na pytanie brzmi "TO ZALEŻY" 😁 Generalnie, nie lubię gdy w powieści jest wątek, który powinien być oczywisty dla osób znających poprzednie części cyklu. Dlatego zachowawczo lepiej zachować tę kolejność. Choć często się zderza, że autor nie skupia się w swoich książkach na wątkach pobocznych. Dlatego też czytając nie w kolejności nie mamy odczucia, że coś ominęliśmy 🙂

FB:
3) Eugenia Jaroszuk
Lubię czytać jednotomówki, ale też cykle.
Nie mam jednak cierpliwości do czekania na poszczególne tomy, a wolę czekać aż ukaże się całość (tu potrafię być cierpliwa). Zdarza mi się "dołączyć" do czytania cyklu, gdy nie dotrze do mnie informacja, że to jest większa całość. Wtedy też wracam do części pierwszej

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe (wraz z nr telefonu dla kuriera) do czwartku.
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za zgłoszenia i zapraszam zarówno do aktywności na moich profilach, jak i spróbowania swoich szans w kolejnym konkursem. O tym więcej już wkrótce 😊

marca 29, 2023

"Nie słyszę cię, kochanie" Małgorzata Starosta

"Nie słyszę cię, kochanie" Małgorzata Starosta

Autor: Małgorzata Starosta
Tytuł: Nie słyszę cię, kochanie
Data premiery: 28.03.2023
Wydawnictwo: Labreto
Liczba stron: 463
Gatunek: powieść kryminalna
 
Małgorzata Starosta na polskim rynku książki debiutowała zaledwie 3 lata temu – w 2020 roku pojawiła się z pierwszy tomem cyklu „Pruskie baby”. Przyznam, że zdziwiła mnie teraz ta data, byłam pewna, że autorka jest już z nami dłużej! Skąd takie przeświadczenie? A stąd, że na swoim koncie ma już 12 powieści! Co prawda nie czytałam wszystkich, ale każde spotkanie z jej piórem było niezwykle udane. Starosta znana jest przede wszystkim z komedii kryminalnych („Ktozabił mamusię?” – klik!), ale jednak ostatnio odważa się na małe eksperymenty – w poprzednim roku ukazała się jej powieść obyczajowa „Cynamonowe gwiazdy”, teraz powieść kryminalna pt. „Nie słyszę cię, kochanie”. Tej pierwszej jeszcze nie miałam okazji czytać, ale co do drugiej, to mogę przyznać, że wyszła doskonale! Jest to kryminał w starym stylu, nawiązujący do klasyki gatunku, w którym liczy się dobra zagadka i jej rozwiązanie, a brutalność i nie rozlew krwi. „Nie słyszę cię, kochanie” to książka wydana przez imprint Legimi, dostępna jest w aplikacji w ebooku i audiobooku w abonamencie, jak i można kupić ją w obydwu formach poza nim. I obydwie są naprawdę dobre – wiem, bo pierwszą połowę książki czytałam, drugą słuchałam 😊
 
Historia „Nie słyszę cię, kochanie” rozpoczyna się pewnego poranka. Magdę obudziło niezidentyfikowane coś, jakieś dziwne odczucie. Po chwili bohaterka zauważa, że jest ono spowodowane jej głuchotą – nic nie słyszy, żadnego szumu zza okna, który zawsze tam jest, nawet pomruku lodówki. Jakim cudem przez noc ogłuchła?! Czy to w ogóle możliwe? Po obejściu mieszkania i przypomnieniu sobie, że jej nastoletni synowie poszli na noc do kuzynów, próbuje się skontaktować z mężem Mikołajem, jednak ten nie odczytuje jej wiadomości. Przejęta własnym stanem zdrowia szuka rozwiązania problemu ze słuchem, a o męża specjalnie mocno się nie martwi – ma pracę, która wymaga od niego wyjazdów, a od początku znajomości zaznaczał, że wtedy nie jest skory do kontaktów, Magda więc się już do tego przyzwyczaiła, choć oczywiście jakiś niepokój z tyłu głowy się tli. No, zaraz bucha ogniem na skutek pojawienia się w jej drzwiach policji – wypytują gdzie jest Mikołaj, ale niewiele chcą zdradzić. O co w tym wszystkim chodzi? Czy Mikołaj zaginął? No i dlaczego Magda straciła słuch, a co gorsze, nie pamięta poprzedzającej tę utratę nocy? Na pewno spędziła wieczór w towarzystwie męża, ale chyba doszło do jakiejś kłótni? Dlaczego nic nie pamięta?!
 
Książka składa się z 34 różnej długości rozdziałów i epilogu. Większość fabuły toczy się aktualnie, rozpoczynając od dnia, gdy Magda ogłuchła, jednak część rozdziałów rozszerzona jest o retrospekcje, które opisują przeszłość nie tylko Magdy, ale i kilku innych osób zamieszanych w fabułę – przede wszystkich Mikołaja i jego pierwszej żony Izabeli. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator wchodzi w głowę opisywanej postaci, dzięki czemu czytelnik poznaje wraz z wydarzeniami myśli postaci. Styl powieści jest typowy dla tej autorki – choć w tym wypadku pozbawiony jest elementów komizmu, to jednak ta lekkość pióra, swoboda wypowiedzi i lekko ironiczne rozmowy bohaterów jednoznacznie kojarzą się z jej piórem, ten styl jest bardzo oryginalny, ciężki do nazwania, ale i niemożliwy do podrobienia! Mimo dosyć mrocznej zagadki, całość czyta się bardzo lekko, szybko i płynnie – książka dostarcza prawdziwej przyjemności.
 
Już sam początek historii wprowadza czytelnika w konsternację – wyobrażacie sobie nagle obudzić się bez jednego ze zmysłów? W sumie bez węchu na pewno nie byłoby tak przerażające jak bez słuchu… Zmieszanie i niezrozumienie sytuacji bohaterki oddane jest dobrze i w ogóle kreacja tej postaci jest bardzo sympatyczna, jak i oryginalna. Przystała na dziwny układ z mężem w sprawie jego pracy, sama zajmuje się oprowadzaniem turystów po Wrocławiu. Mikołaj to jej drugi mąż, którego poznała w dniu swojego rozwodu z pierwszym – Arturem, policjantem, z którym łączą ją nadal naprawdę bardzo przyjacielskie relacje. Magda to kobieta pewna siebie i mocno ufająca swojej intuicji – cały czas jest przekonana o tym, że Mikołaj żyje i że nie mógł popełnić żadnego zabronionego czynu, choć wraz z biegiem śledztwa i nowymi dowodami ma wiele okazji do zwątpienia.
„Bez względu na to, jak ufamy logice, emocje potrafią zawładnąć nami tak bardzo, że wszystko inne przestaje się liczyć.”
Mikołaj, jako ten nieobecny, jest bardzo tajemniczą postacią, wręcz dla nas, czytelników, cały czas jest podejrzany. No chyba że jednak stało mu się coś złego? W każdym razie jego tajemniczość co do pracy, częste wyjazdy i temat byłej żony, o której kategorycznie mówić nie chce mocno zastanawiają – dlaczego ten bohater ma tyle sekretów?
Obok Magdy, w czasie całego śledztwa i zamieszania z utratą słuchu, stoi jej były mąż, Artur, który choć w pełni oddany swojej pracy, nigdy Magdy kochać nie przestał, więc i teraz mocno się o nią troszczy. Wygląda na naprawdę przyzwoitego faceta! Może to dobra postać do rozwinięcia w przyszłych kryminałach na poważnie?
Poza tą trójką, w powieści spotkamy się jeszcze z synami Magdy, z policjantami prowadzącymi śledztwo, jak i z starszą panią, sąsiadką Magdy, która w momencie, gdy dowiaduje się o zaginięciu Mikołaja, sama zdradza jej pewną mroczną tajemnicę… Z nich najmniej w pamięci zapisali mi się policjanci, synów Magdy polubiłam, choć nie spotykamy ich bardzo często, a za to kreacja sąsiadki z pewnością zasługuje na uwagę. Dlaczego? Tego już musicie dowiedzieć się sami 😉
 
Intryga kryminalna, jak już wspomniałam na wstępie, zbudowana jest na zasadzie klasycznego kryminału, powieści detektywistycznej – chodzi o zagadkę, o dedukcję, o spokojne, logiczne myślenie. Każda kolejna informacja, każdy kolejny trop dają nowe punkty zaczepienia, i choć akcja toczy się przyjemnie spokojnym rytmem, to zagadka wciąga, ciekawi tak, że czytelnik czuje wewnętrzny przymus, by czytać dalej. Warto też zaznaczyć, że w powieści znajdziemy momenty, w którym autorka bardzo umiejętnie buduje napięcie, a pojawiające się od czasu do czasu ciffhangery, dodatkowo je wzmacniają. Sama zagadka jest zaskakująca, trzyma wysoki poziom i wcale nie dziwi porównanie w opisie wydawcy do filmów Hitchcocka.
„Czuję się jak Truman, kiedy uświadomił sobie, że żyje w bańce.”
Krótko chciałam też wspomnieć o miejscu akcji, bo co prawda dzieje się to wszystko w dużym mieście, we Wrocławiu, które jako takie w powieści nie odgrywa znacząco dużej roli, a jednak miejsce i zawód bohaterki dostarczają nam trochę smaczków – przez powieść przemyka się kilka ciekawych historii prawdziwych z przeszłości tego miasta. Kryminalnych oczywiście!
 
No koniec pomówmy o tematach, które w książce są poruszane. Poprzez postać Magdy i jej pewność możemy zastanowić się nad pojęciem zaufania i lojalności do najbliższych – czy powinny mieć swoje granice? Jeśli tak, to gdzie one przebiegają? Poprzez postać Mikołaja padają pytania o indywidualizm w związku i czy faktycznie od partnera można żądać powściągnięcia ciekawości co do kluczowych doświadczeń z przeszłości. W pewnym momencie tej historii pojawia się również temat toksycznych relacji i tego, jak mogą one wyglądać dla osób postronnych. Które z nich są najważniejsze? To znowu kolejna rzecz, którą musicie odkryć sami 😊
 
Podsumowując, „Nie słyszę cię, kochanie” to świetna powieść kryminalna, która z pewnością zadowoli wszystkich lubujących się w klasyce gatunku. Zagadka jest ciekawa i zaskakująca, intryga prowadzona sprawnie, postacie sympatyczne, a lekki styl sprawia, że przez całość płynie się z przyjemnością wręcz nie zauważając upływu stron. To nowa, bardziej poważna, ale równie świetna odsłona twórczości Małgorzaty Starosty! Mam nadzieję, że nie był to jednorazowy przypadek i autorka zdecyduje się też czasami pisać dla nas zagadki na poważnie 😉
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Legimi.

Dostępna jest w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 28, 2023

"Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta" Piotr Borlik

"Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta" Piotr Borlik

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia obyczajowa
 
Piotr Borlik to autor książek znany nam już od dobrych kilku lat. Debiutował w 2017 roku powieścią grozy pt. „Teatr lalek”, a ja poznałam się z jego piórem dwa lata później, przy okazji kryminalnej trylogii „Boska proporcja”, do której swoją drogą prawa do ekranizacji zostały sprzedane. W sumie na swoim koncie autor ma już 11 książek, wszystkie w mroczno-kryminalnej tematyce, dlatego pod koniec roku 2022 dosyć mocno zdziwiła nas, jego czytelników, wiadomość, że autor porwał się na komedię obyczajową, która ukaże się wiosną 2023! Zatem jego 12 książka mocno różni się od pozostałych, poczynając od różowej okładki, a na braku intrygi kryminalnej kończąc! Sama jednak nie boję się zmian gatunków, lubię jak autorzy próbują czegoś nowego, więc i Borlika w wersji obyczajowej chętnie sprawdziłam!
 
Historia skupiona jest na postaci Klary, kobiety przed 40stką. Klara młodo została mamą, więc aktualnie w domu ma dwójkę nastoletnich synów i męża, z którym drogi jej się ostatnio mocno rozeszły, choć jak sama od początku przyznaje, nie jest pewna czy kiedykolwiek połączyła ich miłość – może to było tylko zafascynowanie? Później wspólna rodzina, przywiązanie? Klara zawodowo zajmuje się obsługą klienta, a w drodze do pracy w starej windzie, która lubi się zacinać często nawiązuje nowe znajomości. I tak jest tym razem – Klara na kilka chwil zostaje uwięziona w windzie z Dagmarą, kobietą, która od początku wzbudziła jej fascynację. Kiedy na moment gaśnie światło Dagmara przytula się do Klary, co tłumaczy panicznym lękiem przed ciemnością, ale cóż, stało się! Klara poczuła przypływ dziwnej ekscytacji, która nie pozwala jej zakończyć znajomości po wyjściu z windy. To spotkanie jest dla Klary przełomowe, skutecznie miesza w jej uczuciach negując nagle wszystko, co do tej pory myślała. Czy Klara będzie miała odwagę, by w końcu zawalczyć o własne szczęście? A może powinna nadal szczęście rodziny przedkładać ponad swoje własne?
 
Książka składa się z 24 rozdziałów zatytułowanych w bardzo pomysłowy, niespotykany sposób, mianowicie każdy rozdział to kolejna wada bohaterki – mamy numer i określoną wadę, która jest punktem wyjściowym do opisywanej w rozdziale sytuacji. Mimo to zdarzenia toczą się w porządku w miarę chronologicznym. Ostatni 24 rozdział wyróżnia się na tle pozostałych – przedstawia jedną zaletę Klary. Oczywiście już tytuły rozdziałów są niejako krzywym zwierciadłem, gdyż wady, które Klara nam przedstawia, to nie do końca są wady. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez Klarę, która zwraca się bezpośrednio do czytelnika, jak sam autor w posłowiu to określił, w ten sposób przebijając czwartą ścianę. Większość rozdziałów zaczyna się jakimś ogólnym stwierdzeniem opisany w czasie teraźniejszym, po czym Klara przechodzi do kontynuacji historii, którą nam opowiada, a że to już przecież w jej mniemaniu się zdarzyło, to opowiada w czasie przeszłym. Styl powieści jest lekki, przyjemny, ale nie rozwlekły, autor dobrze wyważył ilość rozmyślań bohaterki, by czytelnika nie przytłoczyć, utrzymać lekki komediowy ton. No właśnie, książka określona jest jako komedia, choć raczej nie z tych, przy których parska się śmiechem, a z tych, przy których po prostu spędza się miło czas. Jasne, było kilka całkiem zabawnych sytuacji, komentarze i spostrzeżenia Klary też ujęte są w zabawnie-ironicznym tonie, a sama jej postać jest lekko przerysowana, co również nadaje jej cechy bohaterki komedii. Wszystko to jednak jest na tyle delikatne, że po prostu wprawia w dobry nastrój.
„Nie miałam nic na swoje usprawiedliwienie. (…) Poniosło mnie. Byłam jak podstarzały tatusiek popisujący się przed młodymi laskami na siłowni, by później przez pół roku chodzić do fizjoterapeuty i stękać przy każdej zmianie pozycji.”
Patrząc po pierwszych opiniach czytelniczek, wszystkie podkreślają, że zaskakujące jest, jak autor świetnie wszedł w głowę głównej bohaterki. I mają rację, Klara to postać, która niczym się nie różni od kobiecych postaci kreowanych przez autorki – jest żywa, jest kobieca, zwraca uwagę na to, na co faktycznie kobiety zwracają, a i zdarza jej się nadmiernie analizować kilka sytuacji. Nie jest to jednak powieść psychologiczna, a komedia, więc i niespecjalnie mocno trzeba tu zgłębiać się w psychikę bohaterki jak na ramy tego gatunku przystało. Klara jest lekko szalona, działa impulsywnie, choć wcześniej chyba jej życie toczyło się dosyć stałym rytmem – praca, dzieci, mąż, telewizja, spać, i tak w kółko. Dopiero spotkanie z Dagmarą wybija ją z rytmu, co uświadamia jej, że ostatnie lata spędziła w jakiejś dziwnej zawieszonej egzystencji. Czy to kryzys wieku średniego, moment, w którym bohaterka podważa całe swoje życie? A może po prostu punkt zwrotny, w którym nabiera dzięki przypadkowego spotkaniu odwagi, by zawalczyć o samą siebie? Sama bohaterka nie do końca rozumie swoje uczucia, wie jednak, że coś się zmieniło. Autor bardzo fajnie to oddał, poprzez lekki ton poruszył temat, z którymi boryka się wiele osób w okolicach 40stki, gdy nagle okazuje się, że żyją życiem, które ich nie satysfakcjonuje.
 
Podobał mi się również obraz Klary jako matki nastolatków, przede wszystkim chyba właśnie tu wychwyciłam lekką karykaturę – Klara panicznie boi się, że jej dzieci sięgną po dopalacze, więc nie tylko pozwala sobie na okazyjny przegląd ich pokojów, ale i stara się cały czas ich czymś zajmować, by nie mieli czasu na nudy, a zatem i na głupie pomysły. Jednak przy nastolatkach nie jest to łatwe, bo przecież oni by tylko grali w gry, prawda? Klara sama przyznaje, że chyba tych swoich synów nie lubi, co podkreśla niezależność dzieci – choćby nie wiem jak byśmy się starali, to i tak wyrosną na ludzi niezależnych, podejmujących własne, czasami niepodobające się nam decyzje. Klara w temacie swoich chłopców jest więc często sfrustrowana i ach, jakie to jest prawdziwe 😉
 
A co w temacie związku? No właśnie, z tym jest problem. Czy być z człowiekiem poprzez przywiązanie? Czy jest to wszystko na co można w życiu liczyć? Tu mamy kolejne ciekawe zagadnienie dotyczące rutyny wkradającej się na co dzień w związek, braku czasu na rozmowę i może trochę większej obojętności? Klarze, tak jak wielu z nas, brakuje codziennie czasu na głębsze wnioski, zastanowienia i pracę nad związkiem i nie ma w tym nic dziwnego. Jednak czy nawet nie starając się tego zmienić nie przegapimy czegoś ważnego?
 
Fabuła powieści, mimo że nie ma zagadki kryminalnej, i tak wciąga – ciekawią nas losy Klary, czekamy jakie decyzje podejmie, co zrobi i jak wybrnie z kłopotliwych sytuacji. Akcja toczy się przyjemnym, niespiesznym rytmem, nie jest to może powieść nieodkładalna, a jednak przyjemna i wzbudzająca zainteresowanie.
 
Ogólnie, „Wszystkie wady Klary i jej jedna zaleta” to bardzo przyjemna, lekka historia obyczajowa. Trochę życiowa, trochę podkoloryzowana, by osiągnąć efekt delikatnej komedii, a jednak dająca odwagę, by czasami spróbować wyrwać się ze schematu i zawalczyć o własne szczęście. Miło spędziłam przy niej czas, polubiłam obyczajową stronę Borlika i z pewnością chętnie sięgnę po kolejne jego powieści w tym gatunku.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 28, 2023

"W imię syna" Emelie Echepp - recenzja ambasadorska

"W imię syna" Emelie Echepp - recenzja ambasadorska
Autor: Emelie Schepp
Tytuł: W imię syna
Cykl: prokoratorka Jana Berzelius, tom 4
Tłumaczenie: Anna Kicka
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Emelie Schepp to szwedzka autorka kryminałów, która debiutowała w 2013 roku pierwszym tomem cyklu o prokuratorce Janie Berzelius pt. „Naznaczeni na zawsze”. I już ten tytuł przyniósł jej sukces! Wydała go własnym nakładem, a sprzedaż wyniosła ponad 40 tysięcy egzemplarzy i tym samym zagwarantowała jej wysokie miejsce w szwedzkim rankingu sprzedaży w ramach self-publishingu. Po dziewięciu latach od wydania tomu pierwszego, autorka na koncie ma siedem tomów cyklu sprzedanych w nakładzie ponad 2 milionów egzemplarzy oraz prawa do publikacji w 30 krajach.
W Polsce pierwsze trzy tomy serii wydawane były w latach 2015-2018 przez Wydawnictwo Media Rodzina w serii Gorzka Czekolada, w 2021-2022 ponownie wydało je Wydawnictwo Sonia Draga. Tom czwarty „W imię syna” pojawił się u nas w 2023 roku po raz pierwszy. Każdy tom da się czytać również jako osobną powieść bez zachowania kolejności chronologicznej serii.
 
Historia „W imię syna” zaczyna się pewnego ciepłego poniedziałku. Sam Witell spieszy z pracy do domu, ale przed jego własną furką zaczepia go mężczyzna, który wygląda na pracownika firmy zajmującej się instalacją alarmów. Sam szybko go zbywa, by móc przywitać się z wybiegającym z domu sześcioletnim Jonathanem. W domu panuje dosyć dziwna atmosfera, matka chłopca Felicia zachowuje się bardzo oschle. Zanim siądą do kolacji, Sam musi jeszcze skoczyć do sklepu. W czasie, gdy robi zakupy, dzwoni do niego Jonathan – niecierpliwi się, pyta gdzie jest i odpowiada zdziwiony tym, że Sam jest jeszcze w sklepie, gdyż słyszał podjeżdżający pod dom samochód. To wydaje się podejrzane, więc Sam pyta chłopca czy jest pewny. Ten mówi, że tak, ktoś wszedł do domu, szarpał się z Felicią, a ta leży teraz nieprzytomna przy drzwiach wejściowych… Sam spanikowany karze Jonathanowi po cichu zamknąć drzwi pokoju i ukryć się pod łóżkiem. Wybiega za sklepu, jednak gdy dociera do domu, jest już za późno – Jonathana nie ma, Felicia nie oddycha… Kto mógł zrobić coś takiego? Dlaczego? Sprawą zajmą się prokuratorka Jana Berzelius wraz z zespołem śledczych. Czy chłopiec jeszcze żyje? Czy uda im się uratować go zanim będzie za późno?
 
Historia składa się z 32 rozdziałów, które od czasu do czasu przedzielone są fragmentami z przesłuchania jakiegoś mężczyzny, wydaje się, że porywacza, jednak nie doprecyzowana ani osoba, ani czas. Główna część akcji rozrywa się w przeciągu 5 dni, od poniedziałku do piątku, ostatni rozdział stanowi coś na wzór epilogu, którzy opisuje zdarzenia na kilka tygodni po rozwiązaniu sprawy. Każdy rozdział podzielony jest na bardzo krótkie scenki, podrozdziały porozdzielane gwiazdkami, które naprzemiennie przedstawiają losy kilkorga bohaterów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator jest wszechwiedzący, dzieli się z czytelnikiem nie tylko przebiegiem zdarzeń, ale i emocjami, przemyśleniami obserwowanych postaci.
„Kto wymyślił słowo interesantka? Brzmiało tak wymuszenie i bezosobowo, prawdziwy wymysł polityczny. Z pewnością nie opisywało osoby potrzebującej wsparcia ze strony opieki społecznej. Co było nie tak z nazwami pacjent, klient czy odbiorca? Interesant kojarzył się jednoznacznie z kimś, kto jest interesowny i nastawiony roszczeniowo.”
Styl powieści jest dynamiczny, zdania krótkie i proste, dialogów jest dużo i są napisane sprawnie, dają wrażenie realności. Całość czyta się bardzo szybko, co jest zasługą stylu, dynamicznej akcji i sposobu budowy narracji.
 
Ciekawe kreacje postaci są dużym plusem tej powieści, i choć poza Samem, wszystkie prawdopodobnie pojawiały się w tej serii już wcześniej, to czytelnik nie ma problemu z połapaniem się kto jest kim i jakie relacje pomiędzy nimi panują. Do tego każdy z nich wyróżnia się czymś szczególnym. Jana nosi na szyi jakieś napisy, ukrywa przeszłość pełną przemocy, której wręcz panicznie strzeże przed resztą świata. Bierze udział w tajnych walkach, a pewien przestępca, który właśnie siedzi w więzieniu, musi ją znać – żąda widzenia z nią, choć jego sprawę prowadzi inny prokurator, Per Åström. Ten z kolei żywi głębsze uczucia do Jany i cieszy go, że kobieta powoli zaczyna dopuszczać go do siebie… Dlaczego Jana jest taka ostrożna? Co ukrywa? I jakie relacje łączą ją z przestępcą?
„Instynkt i przemoc były w niej. Nadal nie do końca wiedziała, jak sobie z nimi poradzić, ani co zrobić z literkami tak głęboko wyrytymi w jej skórze. Już dawno temu powinna była się ich pozbyć, ale nawet gdyby to zrobiła, to przemoc by nie zniknęła. Będzie w niej na zawsze. A ona nie mogła się jej oprzeć. Żeby tak nie musieć przestrzegać prawa ani zasad, nie musieć się powstrzymywać, ale po prostu eksplodować.”
W skład grupy śledczych wchodzą policjanci Mia i Henrik, obydwoje równie dobrze oddani, obydwoje interesujący i charakterni. Jednak jeszcze istotniejsza w tym tomie jest postać Sama, z wypowiedzi którego daje się odczuć, że coś w jego rodzinie było nie tak, że mężczyzna coś ukrywa… Tylko co? Czy mógł być zamieszany w porwanie syna? Jego rozpacz na to nie wskazuje, ale morderstwo jego żony dla samego uprowadzenia wydaje się policjantom mocno podejrzane. Jest to postać poprowadzona nad wyraz sprawnie – czytelnik pozostaje w ciągłym napięciu, wyczulony na szczegóły, jakie może nam zdradzić.
„Od czasu do czasu spoglądałem na dom i ludzi pojawiających się na ulicy. Wszyscy wyglądali na takich zadowolonych i niewinnych. No i przecież tacy jesteśmy, my, ludzie. Prawda? Przynajmniej na zewnątrz. Nikt nie ma jednak pojęcia, jacy jesteśmy w środku. Nikt nie wie, jakie kryjemy w sobie tajemnice.”
Akcja powieści toczy się dynamicznie, intryga wykreowana jest sprawnie, utrzymuje czytelnika w stałym napięciu. Uwaga skupia się na postaciach i zagadce, autorka nie ucieka się do krwawych czy specjalnie brutalnych scen, choć scen akcji nie brakuje, szczególnie w pobliżu finału. Poprzez częste zmiany punktu widzenia czytelnik jest w ciągłym ruchu, a podejrzane zachowanie Sama i Jany cały czas podsyca zaciekawienie i czujność. Autorka często stosuje cliffhangery, przez co książkę naprawdę trudno odłożyć, zwrotów akcji i zaskoczeń też nie brakuje. To dobre połączenie śledztwa skupionego na szukaniu dowodów i przesłuchiwaniu świadków z dynamicznymi, lekko sensacyjnymi wątkami.
 
Żebym sama mogła uznać lekturę za dobrą i wartą uwagi, historia musi sobą nieść jakieś ciekawe tematy do rozważań. I tak jest i z tym tytułem – po pierwsze, przyglądamy się tu więziom rodzinnym i pytaniu, które sugeruje tytuł – ile człowiek jest w stanie zrobić w imię swojego dziecko, w imię syna? Przy tym wątku wychodzi kilka pomniejszych zagadnień związanych z kondycją psychiczną człowieka i tym, ile państwo może w tym temacie zaoferować. Są też fragmenty z więzienia, które ciekawie obrazują warunki tam panujące. Ponadto jest jeszcze tajemnica Jany, która jest dla niej ogromnym obciążeniem, traumy jej przeszłości nie pozwalają wieść normalnego, dorosłego życia. Wygląda więc na to, że tematów do rozmyślań i analizy nikomu tu nie zabraknie! Oczywiście nie są one specjalnie obszernie omawiają, to raczej krótkie przebłyski myśli i działania postaci zmuszą nas do refleksji.
„Złe samopoczucie nie u każdego jest takie samo (…). Im głębiej w duszy leżą odpowiedzi, tym więcej czasu potrzebujemy, by znaleźć powody, dla których się źle czujemy. Dlatego właśnie terapia wymaga czasu i odwagi, by ten czas sobie dać. Trzeba na to patrzeć jak na inwestycję w siebie, w swoje ja.”
Podsumowując, „W imię syna” to satysfakcjonujący kryminał z ciekawą zagadką opartą na przesłuchiwaniu świadków i wyszukiwaniu dowodów, oryginalnymi kreacjami postaci, które mocno zapadają w pamięć, a i wzbudzają ciekawość, co do ich wcześniejszych losów, jak i dobrego tempa akcji, które podkreślane krótkimi naprzemiennymi scenkami, utrzymuje czytelnika na stałym, wysokim poziomie zainteresowania. Ja jestem jak najbardziej na tak i z przyjemnością w oczekiwaniu na tom piąty nadrobię sobie wcześniejsze trzy.
 
Moja ocena: 8/10 

Recenzja powstała we współpracy ambasadorskiej z Wydawnictwem Sonia Draga.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 27, 2023

Book tour ze "Sroką"!

Book tour ze "Sroką"!

Miesiąc po premierze "Sroka" Elizabeth Day nadal cieszy się sporą popularnością wśród czytelników, a to dlatego, że każda opinia, jaka o tej książce się pojawia, jest zachęcająca! Doceniana jest między innymi za ciekawą fabułę, tematy i zaskoczenia. Dla mnie był to jeden z najlepszy thrillerów psychologicznych domestic noir jakie miałam okazję czytać, dziwnie mocno wciągnęła mnie ta historia... Mam nadzieję, że tak też będzie z Wami, bo dzisiaj przychodzę z propozycją wspólnej akcji czytelniczej - tak, tej którą już dobrze znacie, mówimy o book tourze!
O książce więcej możecie poczytać tu - klik!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz Wydawnictwa Książnica w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w środę wieczorem, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Lista uczestników:
1. @mirkowo3 opinia - klik!
2. @i.krasnodebska
3. @ruda.czyta opinia - klik! 
4. @du_dzik94 opinia - klik! 
5. @zaczytana_daria opinia - klik!
6. @mamazaczytana  opinia - klik!
7. @justyna6353 opinia - klik!
8. @littleanula_andthebooks opinia - klik!
9. @niefikcyjna opinia - klik! 
10. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik! 
11. @annadyczko_mczas opinia - klik!
12. @szyszka_czyta opinia - klik!
13. @__colorfulmylife__ opinia - klik!
14. @rrramona opinia - klik!
15. @kurdemolksiazkowy (21.12-21.01)
16. @monikajakobczyk_czyta 
17. @ebertowskaanka 
18. @ksiazka_na_przesluchaniu
19. @zaczytana_panna
20. @marzaczyta  
21. @zaczytanelove 
22. @poczytane_zapisane (książka jest tu od 27.04)

marca 26, 2023

"Stanie się coś złego" Jakub Bączykowski

"Stanie się coś złego" Jakub Bączykowski

Autor: Jakub Bączykowski
Tytuł: Stanie się coś złego
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Mięta
Liczba stron: 402
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Jeszcze do niedawna po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową hasła „Jakub Bączykowski” wyskakiwały same artykuły związane z branżą turystyczną i portalami turystycznymi do rezerwacji wypoczynku online – autor związany był z takimi dużymi portalami jak booking.com, Groupon, Travelist czy nocowanie.pl. No właśnie, piszę ‘autor’, bo od początku roku 2023 wyniki wyszukiwania uległy zmianie – teraz wśród nich przewija się książka o tytule „Stanie się coś złego”, która jest debiutem literackim Jakuba Bączykowskiego. Debiutem, który zasługuje na uwagę, mocno wyróżniającym się od tego, co do tej pory można było znaleźć na polskim rynku książki – dlaczego? O tym za moment.
 
Historia „Stanie się coś złego” kręci się wokół postaci Pawła, który wraz ze swoim partnerem Sebastianem wiedzie dosyć spokojne życie w podwarszawskim Konstancinie. Paweł jakiś czas temu podjął decyzję o porzuceniu pracy, teraz pracuje nad przewodnikiem po Stanach Zjednoczonych, który pisze dla znajomego wydawnictwa. Terminy gonią, praca idzie średnio, więc Paweł umawia się na rozmowę z sąsiadem, który dobrze zna opisywany przez niego rejon, a to ma pomóc mu przysiąść sprawniej do pisania. Jednak kiedy Paweł dzwoni do furtki, sąsiad nie otwiera, choć w jego gabinecie pali się światło… Paweł trochę węszy wokół domu, jednak jedyny efekt, który osiąga, to przestraszenie się pojawieniem kota. Wraca zły do domu, na drugi dzień jedzie uzupełnić wiedzę w bibliotece. I właśnie tam dowiaduje się o śmierci sąsiada. Paweł był ostatnim, który kręcił się wokół jego domu, może nawet w chwili, gdy mężczyzna umierał… Czy ktoś przyczynił się do tej śmierci? Paweł, człowiek mocno przesądny i nauczony, by spodziewać się złego, zaczyna wokół siebie dostrzegać dziwne znaki, które nasuwają mu na myśl, że może morderca sąsiada go widział? Lęki zalewa alkoholem, co nie podoba się jego partnerowi, więc postanawiają wyjechać do ich domku na Podlasie, by trochę sobie do tego wszystkiego odpocząć… Jednak i ten wyjazd nie idzie po ich myśli. Czy Paweł faktycznie jest przez kogoś obserwowany? A może to tylko skutek jego wybujałej wyobraźni, porywczego charakteru i nadużywania alkoholu?
 
Książka składa się z prologu i 27 rozdziałów, których większość toczy się aktualnie w porządku chronologicznym, jednak od czasu do czasu przerywane są fragmentami z przeszłości, z czasów wycieczki Pawła i Sebastiana po Ameryce. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Pawła, czytelnik zatem spogląda na wydarzenia jego mocno subiektywnym okiem mając od razu wgląd w jego myśli i emocje, którymi dzieli się z nami bardzo chętnie. Autor bardzo dobrze wpisał się w tę narrację, często miałam wrażenie, że siedzę w głowie bohatera i doświadczam wszystkich tych natłoków niechcianych myśli i emocji co on. Styl powieści jest nowoczesny, język ubarwiony jest często sformułowaniami potocznymi, pojawiają się przekleństwa czy wtręty po angielsku, jednak wszystko to jest bardzo swobodne, dobrze do siebie pasuje. I znowu daje to wrażenie naturalności, tak jakbyśmy słuchali gadatliwego kolesia około 40stki, który chce opowiedzieć nam swoją historię. Bardzo lekki, bardzo naturalny, momentami zabawny styl, dzięki czemu książkę czyta się łatwo, płynnie i rytmicznie.
 
Myślę, że warto od razu zaznaczyć, że Paweł to postać, która w czasie całej lektury wzbudza w czytelniku bardzo różne emocje, co musi być zabiegiem zaplanowanym i dobrze przemyślanym. Na początku poznajemy go jako całkiem zabawnego, spostrzegawczego mężczyznę, który ma skłonności do okazywania zazdrości i swobodnego, nieskrępowanego wypowiadania swoich myśli. Chwilę później, pod wpływem wydarzeń, przechodzi przemianę – nadużywa alkoholu, staje się okropnym paranoikiem i zazdrośnikiem, przez co zaczyna odsuwać od siebie ludzi. Dlaczego to robi? Dlaczego działa tak autodestrukcyjnie? Czy robi to, bo faktycznie taki jest, tylko wcześniej pod nami to ukrywał? Czy może coraz mocniej zatraca się w swojej fiksacji? W tym czasie poznajemy go też lepiej przez retrospekcje z jego podróży po Stanach, które również dają nam coraz wyraźniejsze sygnały, że z Pawłem może być coś nie tak… Ale czy na pewno? W końcu od lat tworzą z Sebastianem udany, szczęśliwy i wydawałoby się normalny związek, chcieli razem zakładać rodzinę, wychowywać dziecko… O co więc w tym wszystkim chodzi? Kim tak naprawdę jest Paweł, czy możemy mu ufać?
„Jeśli tylko coś będzie w stanie zagrozić naszej miłości, to będziemy to my sami. Z całą resztą damy sobie radę.”
No właśnie, intryga opiera się przede wszystkim na lękach i skołowaniu Pawła, który po śmierci sąsiada małe, w sumie nieznaczące nic rzeczy odbiera jako kolejne oznaki, świadczące o obecności osób trzecich. Dzięki temu czytelnik trwa w niepewności, czy są to wyobrażenia Pawła, czy faktycznie dzieje się wokół niego coś złego… Nie zmienia to jednak faktu, że klimat, jaki zbudowany jest w tej powieści wraz z biegiem lektury zaczyna się robić ciężki i gęsty, jak dobre czerwone wino, które z taką lubością popija Paweł… Każde kolejne niespodziewane zdarzenie powoduje wysyp nowych hipotez w głowie czytelnika, cały czas nieustannie zastanawiamy się nad rozwiązaniem tej zagadki. Przyznam, że mocno się w to zaangażowałam, może dlatego, że postać Pawła wzbudziła we mnie tyle mieszanych emocji?
 
W opisie wspomniałam, że spora część fabuły toczy się na podlaskiej wsi, gdzie Sebastian i Paweł mają domek. Domek stający w głębokim lesie, na skraju wsi, położony z dala od pozostałych mieszkańców. Każdy wieczór, każda noc wywołuje tu dreszczyk emocji, a biorąco pod uwagę, iż fabuła toczy się w grudniu, to emocji tu z pewnością nie brakuje. Przecież w końcu, jeśli ma stać się coś złego, to prawdopodobnie stanie się to po zapadnięciu zmroku, prawda? A w grudniu ten nadchodzi bardzo szybko…
Wspominając o wsi trzeba również podkreślić fajny obraz, jaki jaki udało się odtworzyć autorowi. Z początku oczami Pawła patrzymy na mieszkańców wsi nieco stereotypowo, by już za chwilę przekonać się, że takie ocenianie jest krzywdzące. Bardzo lubię fragmenty, w którym Paweł spotykał się ze właścicielką okolicznego sklepiku, która jest postacią co prawda drugoplanową, ale uroczą i barwną. Ogólnie mamy tu przegląd wielu różnych charakterów – od złego biznesmena wykupującego ziemię, przez średnio ogarniętego burmistrza, po kółko gospodyń wiejskich i lokalną wariatkę, z którą sceny nadają lekturze trochę humoru.
 
No właśnie, mała wioska z częścią mieszkańców o dosyć konserwatywnych poglądach, a tu obok w domu mieszka para homoseksualna, a w dodatku jeszcze marzy o wychowywaniu dziecka! A tak na poważnie, to temat związku homoseksualnego został tu ujęty bardzo zgrabnie – gdzieś tam przez tekst przewijają się tematy, które dla tej społeczności są krzywdzące i bolesne, jak np. wspomniana niemożność wychowywania dzieci przez takie pary w Polsce czy brak możliwości wzięcia normalnego ślubu, jednak nie jest to coś, co dominuje tę historię. Podoba mi się to, że autor nie stawia się tu w roli orędownika osób LGBT, ale i nie ucieka od tego tematu.
 
Na koniec myślę, że warto wspomnieć również o tytule książki. Jak pewnie zauważyliście, w tej recenzji trochę nadużywałam stwierdzenia ‘stanie się coś złego’. No cóż, takie postrzeganie narzuca nam sam Paweł, który wychowany został przez bardzo przesądną matkę dopatrującą się w każdym przypadkowym zdarzeniu zwiastuna katastrofy. I Paweł, chcąc nie chcąc, takie spojrzenie na świat odziedziczył, przez co on sam ciągle naużywa tego stwierdzenia. Szczególnie mocno widać to w chwilach, gdy bohater jest smutny czy zdenerwowany – wtedy pesymistyczne spojrzenie na świat się nasila. Dla mnie, jako osoby niewierzącej w przesądy, momentami było to nawet zabawne, jakby wyśmiane, może o to chodziło? By wyśmiać te negatywne podejście? W końcu, jeśli zakłada się i w kółko myśli o tym, że stanie się coś złego, to chyba w końcu musi się stać, prawda? Dobry pomysł na dziwną, charakterystyczną cechę bohatera, która przewija się przez całą fabułę i niejako jest motywem przewodnim powieści.
 
Podsumowując, historia przedstawiona w „Stanie się coś złego” wzbudza w czytelniku wiele różnych emocji – od rozbawiania po napięcie, pomiędzy chwilami wręcz irytację głównym bohaterem i podejrzliwość co do poprawności jego spojrzenia na zdarzenia, a zatem i przedstawionej narracji. Autor korzysta ze znanych motywów z gatunku thrillera i kryminału, jak i stereotypów, którymi przesiąknięta jest polska mentalność, ale ubiera to w bardzo nowoczesną i oryginalną powieść. Przyznam, że choć podczas lektury, przez ten natłok różnych odczuć miałam momentami wątpliwości, co do oceny książki, to finalnie dochodzę do wniosku, że jest to naprawdę zaskakujący i przyjemny debiut! Z pewnością będę uważnie śledzić dalszą drogę pisarską tego autora!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Mięta.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 25, 2023

"Kalibabka. Historia największego uwodziciela PRL" Wiktor Krajewski

"Kalibabka. Historia największego uwodziciela PRL" Wiktor Krajewski

Autor: Wiktor Krajewski
Tytuł: Kalibabka. Historia największego uwodziciela PRL
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Znak literanova
Liczba stron: 336
Gatunek: reportaż / biografia / true crime
 
Wiktor Krajewski to polski dziennikarz, autor reportaży. Współpracuje z takimi magazynami jak Viva! I Wprost.pl, pisze też książki non fiction – na swoim koncie ma już osiem tytułów, z czego część skupia się na okresie II wojny światowej. Ostatni rok poświęcił jednak innemu tematowi – Jerzemu Kalibabce, uwodzicielowi, oszustowi i złodziejowi, którego z czasach PRL-u znała cała Polska, gównie za sprawą serialu telewizyjnego powstałego właśnie na jego postaci… Skąd ta dziwna fascynacja? Czy obraz, który za sprawą serialu mamy w głowie, jest obrazem prawdziwym? Krajewski postanowił zmierzyć się z tym tematem i odrzeć Kalibabkę z narosłego wokół niego fenomenu.
 
Jerzy Julian Kalibabka grasował w Polsce w latach 1977 – 1982. Jako młody chłopak, po śmierci swojego ojca, w poczuciu, że stworzony jest do wyższych celów niż rybołówstwo, zatopił swój kuter, zostawił matkę i siostrę i opuścił swoją rodzinną miejscowość Dziwnowo. W tym w czym stał, ruszył do nadmorskich miejscowości, gdzie dopuścił się swoich pierwszych oszustw i kradzieży. Wraz z biegiem lat jego działalność przestępcza nabierała rozmachu, jego zbrodnie stawały się odważniejsze i brutalniejsze. Mówi się, że uwiódł i oszukał ponad tysiąc kobiet do czasu, gdy w 1982 roku został załapany i zamknięty w więzieniu, w którym spędził dziesięć lat. Chwilę po jego aresztowaniu stał się obiektem zainteresowania prasy, wtedy po raz pierwszy usłyszała o nim cała Polska. Po wyroku na postawie jego zbrodni powstał serial telewizyjny o tytule „Tulipan”, który przyciągnął przed ekran telewizora kilkanaście milionów widzów. Wtedy to rozpoczął się ten fenomen, oszust stał się bohaterem, którym fascynowały się miliony…
„(…) publika spragniona jest romantycznego antybohatera, porywów namiętności o powiewu wielkiego świata. Wszystko to mógł jej zaoferować właśnie on: Jerzy Julian Kalibabka.”
Książka Krajewskiego rozpisana jest na wstęp, trzy części i posłowie. Części wspólnie liczą 34 rozdziały różnej długości, każdy z nich jest tytułowany. W tym momencie trzeba też wspomnieć o wydaniu – każdy rozdział rozdzielony jest szarą kartką z grafiką tulipanów, od czasu do czasu pojawiają się też ciemniejsze strony z wyróżnionym cytatem książki. Rozdziały są ładnie zaznaczone, książka od względem wizualnym jest bardzo przejrzysta. Zdjęć jest tu dosłownie kilka, w tym jedno czy dwa przedstawiają samego Kalibabkę, co jest już pierwszą sugestią – to nie o urodzie Kalibabki będziemy mówić.
 

Autor swoją opowieść zaczyna od wizyty w rodzinnym Dziwnowie Kalibabki, po czym historia toczy się już chronologicznie. Tekst poprzetykany jest wypowiedziami ofiar Kalibabki, jego samego, dziennikarza Leszka Konarskiego, który jako pierwszy o nim pisał, jak i dwóch ekspertów, psychologów doktora Roberta Kowalczyka i Anny Mochnaczewskiej. Znajdziemy tu też fragmenty artykułów, listów i wywiadów. Dzięki takiemu nagromadzeniu źródeł możemy przyjrzeć się Kalibabce w sposób szeroki, przeanalizować jego zachowania, jak i reakcje społeczności, zastanowić się jak to się stało, że przestępca zamiast zostać potępiony, został obdarzony popularnością.
„Zaskoczyło mnie, że opinia publiczna wciąż jest niezwykle łaskawa dla takich postaci jak Kalibabka i Leviev. Gdy czyta się komentarze w sieci, można odnieść wrażenie, że to nie oszustowi z Tindera należy się potępienie, ale idiotkom, które nabrały się na to, że przystojny milioner szuka miłości online, i dawały się wykorzystać finansowo do momentu, aż były kompletnie spłukane. Podobnie usprawiedliwiano Kalibabkę wiele lat temu. I jak pokazała ponowna fascynacja Tulipanem, do dzisiaj pozostaje on jedynym współczesnym polskim archetypem podrywacza.”
Autor w sposób dosadny, ale i rzeczowy, obiektywny opisuje jego przestępstwa – w pewnym momencie dostajemy np. spis miejscowości i rzeczy, które w nich sobie przywłaszczył. Poprzez zeznania dziewczyn, które w pewnych okresach mu towarzyszyły, dowiadujemy się jak je traktował, jak się do nich odnosił. Już znaczący jest sam fakt, że jego ofiary, to były młodziutkie dziewczyny, nastolatki, często, jeśli nie przeważnie nieletnie. Teraz jednoznacznie zostałby okrzyknięty pedofilem i zwyrodnialcem, ale 40 lat temu jakoś jego wyrachowanie umknęło społeczności…
„Pojawiły się także głosy zaniepokojonych rodziców, że popularność Kalibabki to wina niedostatecznej edukacji seksualnej młodzieży, i ogólne narzekania na zepsucie młodego pokolenia oraz łatwowierność dziewcząt, które same się proszą o podobne traktowanie.”
Jego aresztowanie wywołało ożywioną dyskusję w mediach, czemu też autor bardzo dokładnie się przygląda, przytacza nam na przykład fragmenty głośnej debaty, w której udział brała m.in. Michalina Wisłocka. Później przyglądamy się w jaki sposób doszło do powstania serialu i jak wpłynął on na postrzeganie Kalibabki przez niego samego. Na koniec autor krótko opisuje lata, które Kalibabka spędził na wolności po odsiedzeniu wyroku. Zmarł w 2019.
„Każdy psychopata jest narcyzem. Narcyzm to tak zwany korzeń psychopatii.”
No to skąd ten fenomen? Kalibabka był człowiekiem bardzo charyzmatycznym, pewnym siebie i choć dążył do bogactwa, to jakoś wcale specjalnie mocno się z nim nie związywał, więc bardzo łatwo przychodziło mu porzucenie tego, co miał, by uciec – w końcu ze swoimi umiejętnościami bardzo łatwo mógł zacząć w innym miejscu od nowa. Miał tak zwane gadane, przez co szybko zyskiwał sympatię otoczenia i zjednywał sobie ludzi. Na pewno był narcyzem, na pewno nosił cechy psychopatyczne, które nasilały się wraz z kolejnymi latami jego przestępczych działań – na końcu równocześnie miał trzy partnerki, nad którymi znęcał się codziennie, a wraz z nimi krzywdził jeszcze kolejne dziewczyny dopuszczając się gwałtów. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie został złapany, w końcu posunąłby się i dalej, może i do morderstwa? Rys psychologiczny samego Kalibabki został tu oddany dobrze, jego ofiar i ich cech, przez które były mu bardzo podatne, poświęcono miejsca nieco mniej, ale również na taką publikację wystarczająco.
„Komunikat, który taka osoba wysyła społeczeństwu, brzmi: ‘Biorę z życia to, na co mam ochotę’. To spotyka się z uznaniem i podziwem ze strony innych. Ludzie chcą choć trochę żyć właśnie takim życiem. Życiem jak z serialu, jak z filmu, jak z powieści.”
Ogólnie reportaż Krajowskiego, jak na swoją objętość, jest satysfakcjonujący, autor spojrzał na przestępcę z najważniejszych stron: oddał chronologię zdarzeń, rys psychologiczny Kalibabki i reakcję społeczeństwa na jego działalność przestępczą oraz mit, który wokół niego powstał. Przyznam jednak, że jako fanka psychologii czuję lekki niedosyt co do rysu Kalibabki i jego ofiar – chętnie na ten temat poczytałabym więcej. Co nie znaczy, że to, co zostało przedstawione w tej książce, jest niewystraczające – jak na wymogi objętość książki jest w sam raz. „Kalibabka” to reportaż, który czyta się dobrze, lekko, wzbudza ciekawość czytelnika i na pewno będzie dobrym punktem wyjścia, dla tych, którzy chcieliby dowiedzieć się o Kalibabce i jego sposobach działania więcej. Ja na pewno będę drążyć temat, zacznę od nadrobienia tego jakże popularnego serialu!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 24, 2023

"Pani March" Virginia Feito

"Pani March" Virginia Feito

Autor: Virginia Feito
Tytuł: Pani March
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński
Data premiery: 22.03.2023
Wydawnictwo: Echa
Liczba stron: 312
Gatunek: thriller psychologiczny / literatura piękna
 
Kilka lat temu Virginia Feito zamiast przyjąć awans w firmie zajmującej się reklamą, w której dotychczas pracowała, zdecydowała się tę pracę porzucić, by napisać swoją debiutancką powieść. Tak powstała „Pani March”, książka, która jest dosyć trudna do dookreślenia, to coś pomiędzy thrillerem psychologicznym, literaturą piękną, a może i satyrą? Na pewno jest to powieść nietuzinkowa! Doceniona została przez czytelników, jak i recenzentów literackich, zachwyciła się nią też aktorka Elizabeth Moss, która nawet stwierdziła, że chciałaby ją sfilmować. Oj tak, to świetny materiał na film, sama bardzo obrazowo widziałam go w mojej głowie!
 
Historia toczy się w niedookreślonym czasie, w Nowym Jorku. Pani March to kobieta w okolicach czterdziestki, żona znanego pisarza, który właśnie wydał kolejną powieść – mówi się, że będzie to jego opus magnum. Ich życie toczy się stałym, spokojnym rytmem ludzi, którzy nie muszą sobie niczego odmawiać, mają pieniądze, duże mieszkanie w samym centrum, pomoc domową. Pani March nie pracuje, przede wszystkim zajmuje się organizacją kolejnych przyjęć. Na chwilę przed jednym z nich (na część premiery książki!), Pani March w piekarni wdaje się w rozmowę ze znajomą sprzedawczynią – ta chwali książkę męża, ale równocześnie sugeruje, że główna bohaterka jest wzorowana na Pani March. Kobieta jest zszokowana, choć nie czytała książki, to wie, że bohaterka to obrzydliwa prostytutka, której lubić nie można, można tylko jej współczuć… I to ma być postać zbudowana na jej podobieństwo?! Pani March po powrocie do domu wpada do gabinetu męża, by wziąć egzemplarz książki i sprawdzić, czy faktycznie to na niej zbudowana jest ta postać. Przy okazji odnajduje na biurku wycinek z gazety, w którym media donoszą o zaginięciu jakiejś młodej dziewczyny… Po co mąż zadał sobie trud, by wyciąć ten artykuł? I czy naprawdę, po tylu latach małżeństwa, mógł wystawić ją samą na pośmiewisko? Jaki mógł mieć w tym cel i jak Pani March ma sobie z tym wszystkim poradzić, kiedy przecież zaraz trzeba wyjść do ludzi i gratulować mężowi kolejnego sukcesu literackiego?
 
Książka składa się z 40 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Pani March, dzięki czemu czytelnik ma okazję do wsiąknięcia w umysł postaci, która chętnie dzieli się wszystkim, co wytwarza jej własny mózg. Styl powieści jest ciekawy. Pozornie zwyczajny, skupiony na detalach otoczenia, a jednak co chwilę pojawia się coś, co z tej zwyczajności, normalności wybija – przeważnie są to dosyć dokładne, a przez co trochę obrzydliwe opisy rzeczy nieprzyjemnych dla oka – strupy, wągry, karaluchy czy inne tego typu zjawiska. Są to jakby krótkie przebłyski, by już od razu wrócić do opisów tej wydawałoby się normalnej codzienności. Dialogów jest mało, przede wszystkim narrator skupia się na opisach myśli, emocji, doświadczeń i wspomnień Pani March.
„Coś tak odrażającego opisanego tak pięknie. Pomyślała, że zastawił na nią pułapkę, że chce, by przeczytała książkę i stopniowo utożsamiała się z odrażającą bohaterką.”
Bo Pani March to postać dosyć niesamowita. Po pierwsze, raczej nie jest to bohaterka, którą da się polubić – już w jej postawie zawarta jest satyra osób mających się za lepszych od innych, tych, dla których zachowanie pozorów jest celem najwyższym. Mimo to, czytelnik z ciekawością śledzi jej losy – dlaczego? Chyba dlatego, że jest to postać bardzo zagadkowa, pod tym względem, że ciężko zdecydować, czy to. co nam przedstawia, to dzieje się naprawdę, czy może jednak są to wytwory jej wyobraźni. Czy karaluchy, które pojawiają się w łazience są prawdziwe, czy może zwiastują wyjście z mroku tej brzydkiej, groźnej strony? Czy wszyscy śmieją się za jej plecami, bo wiedzą, że ta obrzydliwa bohaterka z książki jej męża to ona czy może jednak sama w ten sposób chce się od męża, jak i całego swojego otoczenia zdystansować? Im dalej w lekturę, tym Pani March jawi nam się jako postać coraz bardziej skomplikowana, wielowarstwowa i warta odkrycia, a meandry jej umysłu warte wyprostowania. Co ciekawe – do samego końca nie pada imię tej postaci, co jest kolejnym frapującym czytelnika elementem… Dlaczego Pani March pozbawiona jest imienia, nawet kiedy opowiada nam o swoim dzieciństwie?
 
Warta uwagi na pewno jest też relacja Pani March z jej mężem. Teraz wydają się żyć raczej obok siebie, George jak nie skupia się na pisaniu powieści, to zajmuje się jej promowaniem, jeżdżeniem po świecie, a Pani March w tym już nie uczestniczy. Kiedyś jednak tak nie było, dawno temu byli zakochani, a ona pomagała mu przy tworzeniu, słuchała jego pomysłów i była cały czas obecna, to jej dedykował swoje książki. Kiedy więc urosła pomiędzy nimi taka przepaść? Jak i dlaczego?
„Gdyby Gabriellę sportretowano w powieści, niewątpliwie byłaby pierwowzorem pięknej, bezbronnej, pełnej charakteru kobiety – mężczyźni toczyliby o nią pojedynki i ginęli. Jako postać byłaby mniej głęboka, mniej ‘realistyczna’ (co ludzie naprawdę widzą w realizmie, że tak się nim zachwycają?), lecz znacznie bardziej sympatyczna.”
Kolejnym ciekawym aspektem powieści jest sposób budowania napięcia. Z początku nie ma go wcale, historia zaczyna się bardzo zwyczajnie, ot znudzona bogata babka wymyśla sobie problemy, by rozwiać nudę. Jednak już za moment okazuje się, że dajemy się wciągnąć w jej zafiksowanie, atmosfera zaczyna się robić duszna, momentami nawet psychodeliczna. Kiedy to się stało? Trudno powiedzieć, bo książka płynnie przechodzi przez różne stany emocjonalne postaci, które ciągną za sobą czytelnika… Momentami czułam się jakbym oglądała któryś z filmów Hitchcocka – sposób zatarcia granicy pomiędzy tym, co realne, a tym, co wymyślone jest tu bardzo podobny.
 
A skąd ten thriller? Jest zagadka, są podejrzenia Pani March w stosunku do męża nie tylko dotyczące intrygi, że jego książkowa bohaterka jest żywym obrazem Pani March, ale i te dotyczące zaginięcia dziewczyny, o którym głośno jest w prasie. Czy jego ciekawość sprawą to coś zwyczajnego dla pisarza czy może jednak jest w tym coś więcej? Bohaterka zaczyna się na tym temacie fiksować, w końcu postanawia tę zagadkę rozwiązać. Zatem wątki thrillera, czy nawet niewielkie elementu kryminału są tu dosyć widoczne.
 
Na koniec wspomnę jeszcze o miejscu akcji, czyli Nowy Jork i Upper East Side. Książka zabiera nas w kręgi społeczne wyższych sfer, które większość z nas zna raczej tylko z filmów i książek. Razem z bohaterką odwiedzamy eleganckie restauracje, butiki i apartamenty pełne dzieł sztuki. Każde kolejne przyjęcie zasługuje na nową kreację, każde organizowane jest z pełną oprawą kelnerów, cateringu, najsławniejszych kucharzy. To takie trochę zderzenie naszych codziennych przyziemnych problemów, z problemami bogaczy. To w tych aspektach powieści najmocniej czuć satyrę, która uwypukla absurdy takiego pozoranckiego, nowobogackiego życia.
 
„Pani March” to książka, która zaczyna się bardzo spokojnie, bardzo zwyczajnie, by niepostrzeżenie przejść w zajmujący thriller, w którym ciężko odróżnić prawdę od wymysłów psychiki głównej bohaterki. Sposób w jaki autorka wykreowała ten świat przypomina mi nieco thrillery Liz Nugent, która również lubi przyglądać się skomplikowanym pod względem psychologicznym postaciom kobiecym. Sposób budowy napięcia, zacierania granic realności sięgają klasyki – Hitchocka i du Maurier, której swoją drogą jedna książka przemyka na obrzeżach tej historii. Jest tu też coś z „American Psycho” – pozoranctwo, zafiksowanie, które prowadzi do mocno niepokojących skutków. Na pewno jest to powieść nieszablonowa, oryginalna, która zachwyca lekko psychodelicznym nastrojem. Takie debiuty lubię! Z pewnością z uwagą będę wypatrywać wieści o kolejnej książce tej autorki, jak i o ekranizacji tej.
„Sztuka musi nas poruszać. W różny sposób, pozytywny albo negatywny. Doceniamy sztukę, gdy rozumiemy, co artysta chciał wyrazić.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Echa.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!