sierpnia 31, 2022

"Wyobraź to sobie!" Łukasz Jach

"Wyobraź to sobie!" Łukasz Jach

Autor: Łukasz Jach
Tytuł: Wyobraź to sobie! Psychologiczna opowieść o bujaniu w obłokach
Seria: Zrozum
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 256
Gatunek: literatura popularno-naukowa
 
„Wyobraź to sobie!” to druga książka Łukasza Jacha (po „Od ucha do ucha. Homo sapiens się śmieje”) wydana w Wydawnictwie Poznańskim w ramach serii książek popularno-naukowych Zrozum. Jej autor jest doktorem nauk humanistycznych, psychologiem i socjologiem zajmującym się zjawiskami z obszarów psychologii ewolucyjnej, psychologii zdrowia oraz psychologii nauki. Z tej lektury wnioskuję, że prywatnie jest fanem starych polskich filmów i kina w ogóle, a także miłośnikiem gier planszowych.
„Gry wyobraźni wydają się szczególnie pomocne w demaskowaniu tego, że rzeczy uważane przez nas za banalne wcale takimi nie są.”
W tej książce zajmujemy się tematem wyobraźni. Temat bogaty i szeroki, bo przecież ludzka wyobraźnia nie zna granic, prawda? Jednak Łukasz Jach podchodzi to tematu w sposób czysto naukowy, częstuje nas morzem eksperymentów, które na przestrzeni wielu nam prowadzono nad wyobraźnią w bardzo różnych aspektach - poczynając od wyobrażeń narzuconych przez nasze pochodzenie i uwarunkowania genetyczne, przez sposoby w jakie działa, aż po możliwości wykorzystania w życiu codziennym, by nam wszystkim żyło się lepiej. Oczywiście nie zabraknie tu też zagadnień obiegających od normy, dysfunkcji wyobraźni.
„Czy faktycznie wyobraźnia może działać inaczej u różnych ludzi, co widać w tym, w jaki sposób doświadczają oni książek, filmów czy muzyki? A może zasięg oddziaływania wyobraźni jest jeszcze większy i wpływa na przykład na to, jaką pracę wybierzemy, jakie decyzje podejmujemy w trakcie zakupów oraz jak widzą nas inni ludzie?”
Książka składa się ze wstępu, 8 rozdziałów i zakończenia. Każdy rozdział dzieli się na kilka, przeważnie trzy lub cztery podrozdziały, opowiadające o podobnym obszarze wykorzystywania wyobraźni, jednak w różnych jej aspektach. Na końcu każdego rozdziału znajdziemy też trzy lub cztery ćwiczenia dla wyobraźni czytelnika. Całość naszpikowana jest informacjami, przez co do lektury potrzebna jest maksymalna koncentracja, jednak nie jest napisana językiem nudnym – autor często odnosi się do zjawisk popkultury, przywołuje sceny z filmów czy sytuacje społeczne, które wszyscy dobrze znamy, dzięki czemu łatwiej zrozumieć (wyobrazić sobie 😉) o czym aktualnie jest mowa.


„Niby wiemy, że jest, ale nie do końca wiemy po co; niby wiemy, że działa, ale niezupełnie wiemy jak. Tak naprawdę nic w tym dziwnego, ponieważ nad problemami związanymi z wyobraźnią przez tysiące lat zastanawiali się wielcy mędrcy i filozofowie, a współcześnie dołączyli do nich również psychologowie, kognitywiści, antropolodzy, psychiatrzy oraz badacze zajmujący się sztuką.”
Książka wydaje się mocno skondensowana ze względu na niewielką liczbę stron w porównaniu do tak szerokiego zagadnienia jakim jest wyobraźnia. Na pewno nie wyczerpuje ona tematu, jednak dobrze zarysowuje jak wiele mieści się w tym jednym pojęciu. Autor tłumaczy nam np. dlaczego boimy się ciemności, wyjaśnia dlaczego to, że w wyobraźni zdarza nam się użyć wobec kogoś przemocy nie znaczy, że faktycznie to zrobimy, czy jaki wpływ na wyobraźnię mają nasze własne wspomnienia. Opisuje jak funkcjonuje ona u dzieci, i jaki wpływ mają na nią gry (zaznaczmy, że autor skupia się tu na planszówkach typu RPG, które to najkorzystniej wypływają na funkcję wyobraźni) i jak można ją wykorzystać np. w sporcie, reklamie czy polityce. Mnie wyjątkowo do gustu przypadł podrozdział o wewnętrznych dialogach, które każdy z nas ze sobą codziennie prowadzi – autor wyróżnił kilka typów takich konwersacji i krótko je opisał, uzasadnił po co tak w ogóle naprawdę rozmawiamy sami ze sobą i jak się do tego mają wyobrażeni przyjaciele.
„Na co dzień lubimy myśleć o wyobraźni jako właściwości naszego umysłu o praktycznie nieograniczonej mocy. Wygląda jednak na to, że działanie wyobraźni ma dwóch cenzorów. Jednym z nich są dane zmysłowe, drugim zaś posiadana wiedza.”
Warto też wspomnieć osobno o ćwiczeniach, które umieszczone są na końcu każdego rozdziału, gdyż są bardzo różnorodne. Część można wykonać po prostu siedząc przy biurku, dostajemy też dużo różnych stron internetowych do sprawdzenia, ale też polecenie pójścia na spacer, zasady gry, w którą możemy zagrać czy potencjalne tematy to wymyślenia historii alternatywnych.
„Podobnie rzecz ma się z naszą wyobraźnią. Z jednej strony to niesamowite narzędzie, którego możemy używać do stwarzania nowych światów, przeprowadzania symulacji i projektowania dzieł zapierających dech w piersiach. Z drugiej strony często korzystamy z mocy wyobraźni w bardzo prozaiczny sposób, wypełniając ją treściami nieodłącznie związanymi z naszą ewolucyjną naturą.”  
Na koniec wspomnę jeszcze o przypisach, które rozdzielone są tu na kilka grup. Są przypisy numerowane, odnoszące się do bibliografii umieszczonej z tyłu książki, ale są też wtręty od autora – bardziej prywatne komentarze czy dokładniejsze opisy treści eksperymentów. Te fragmenty zaznaczone są gwiazdką i krzyżykiem, co muszę przyznać, trochę mi się zlewało w jedno z numerkami i czasami po prostu przegapiłam momenty, w których powinnam odnieść się do spodu strony. Ale to raczej przypadłość spowodowana kiepskim wzrokiem 😉 Radzę jednak zwracać na to uwagę, by nie musieć później cofać się w tekście.
„To, z czego pierwotnie korzystamy, to wyobrażone modele świata, które bardzo często wytrzymują konfrontację z rzeczywistością, ale niekiedy bywają błędne. Pomyślmy sobie na przykład o słuchaniu lubianej piosenki, która jest odtwarzana z porysowanej płyty CD lub słabo działającym łączu z internetem.”
Podsumowując, nowa książka Łukasza Jacha na pewno jest skierowana do osób zainteresowanych psychologicznym funkcjonowaniem człowieka. Jeśli więc lubicie się zastanawiać skąd określone zachowania się biorą, czytać o eksperymentach i zastanawiać nad tym, jak dużo tego, co dzieje się w naszych głowach wpływa na życie codzienne, to na pewno ten tytuł Was zadowoli. Ja znalazłam tu wiele ciekawych tematów do rozważań, a i kilka razy też zdarzyło mi się zaśmiać (nawiązanie do wcześniejszej książki autora? 😉).
„Skoro tak dobrze wychodzi nam codzienne wpływanie na ciało za pomocą wyobrażeń związanych z przykrymi myślami i zamartwianiem się o przyszłość, czemu nie wykorzystać tego talentu do wprowadzania się w stan przyjemnego odprężenia?”


Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 31, 2022

Book tour z "Bullet train. Zabójczy pociąg"!

Book tour z "Bullet train. Zabójczy pociąg"!

Od sierpnia w kinach możecie zobaczyć hollywoodzką ekranizację japońskiego thrillera "Bullet train. Zabójczy pociąg", ale ostatnio, gdy pytałam Was czy najpierw wolicie przeczytać książkę, czy zobaczyć film, większość zgodnie odpowiedziała, że oryginał najpierw. Zatem dzisiaj przychodzę do Was z możliwością lektury tego tytułu! A jest to książka warta uwagi - nie tylko ze względu na egzotyczny dla nas kraj, z którego pochodzi, ale i na świetne połączenie thrillera o płatnych zabójcach z komedią pomyłek, która jestem pewna, że nie raz wywoła u Was co najmniej szeroki uśmiech na twarzy 😊 O książce więcej możecie poczytać tu - klik!, a teraz zapraszam do udziału w book tourze!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Zysk i S-ka w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż już w czwartek popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
2. @natura_ksiazka_i_ja opinia - klik! 
3. @mamazaczytana opinia - klik!
4. @maniaczka_ksiazek (książka jest tu od 17.11)
5. @zaczytana_panna
6. @librariada
7. @marzenaguzior
8. @kasia_g_autor
9. @marzaczyta
10. @maria.j.sokolowska
11. @ksiazka_na_przesluchaniu
12. @i.krasnodebska
13. @annadyczko_mczas
14. @ksiazka.dobra.na.wszystko
15. @taurus_books
16. @monika.deren
17. @rrramona
18. @izabelawatola
19. @lapraskova
20. @wel_onka

sierpnia 30, 2022

"To tylko rock'n'roll. Zawsze The Rolling Stones" Rich Cohen

"To tylko rock'n'roll. Zawsze The Rolling Stones" Rich Cohen

Autor: Rich Cohen
Tytuł: To tylko rock’n’roll. Zawsze The Rolling Stones
Tłumaczenie: Adrian Stachowski
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 432
Gatunek: non-fiction / biografia
 
Chwilę po tym, jak The Rolling Stones ukończyli swoją trasę po Europie z okazji 60 rocznicy istnienia zespołu, na polskim rynku ukazała się ich biografia pióra Richa Cohena, która na anglojęzycznych rynkach premierę miała już sześć lat temu. Nie powiem Wam co tę książkę odróżnia od innych dostępnych na rynku biografii tego zespołu, bo przyznam, że nigdy wcześniej nie przyglądałam się im z bliska. Mogę za to powiedzieć, że jest to dobry kawał historii muzyki, która powstała w trudnych latach powojennych, kiedy nie było nic innego. Historii, którą każdy, kto choć przez chwilę w swoim życiu naprawdę żył muzyką, powinien przeczytać. A już w szczególności fani rocka i cięższych brzmień – w końcu to tu się wszystko zaczęło.


„Kto naprawdę złapie bakcyla, ten szybko się przekona, że słuchanie Stonesów to za mało. Chce się wieść takie życie, stać się muzyką. W zależności od temperamentu jest się Mickiem, Charliem, Keithem lub Billem. Będzie się sunęło szkolnym korytarzem niczym Jagger lub zrzucało z siebie młodzieńcze smutki z nonszalancją Richardsa.”
Autor książki, Rich Cohen to dziennikarz, który od dawna związany jest z magazynem muzycznym Rolling Stone i właśnie na zlecenie swojego pracodawcy w 1994 roku towarzyszył Stonesom w ich trasie po Ameryce.
„Zawsze czułem, że gdzieś są ludzie, którzy bawią się lepiej ode mnie. Wierzyłam, że gdzieś trwa lepsza impreza. I tak było! Znalazłem ją! Nie musiałem już sprawdzać SMS-ów, patrzeć ludziom przez ramię i zastanawiać się, gdzie powinienem iść. Byłem na najlepszej imprezie na świecie. Pierwszy raz w życiu byłem dokładnie tak, gdzie chciałem być.”
Wtedy też przeprowadził z nimi szereg wywiadów, opublikował w magazynie wiele artykułów na ich temat. Oczywiście Cohen już dużo wcześniej był fanem zespołu, wtedy jednak miał szansę spojrzeć na nich z bliska, zobaczyć jacy są naprawdę.
„Zajmuję się historią Stonesów całe dotychczasowe życie. Studiuję ją, jak starożytni studiowali wojnę. Są moim Hemingwayem, Dickensem. Homerem. Czytam książki, słucham winyli, obserwuję z bliska – a jednak wciąż mnie zaskakują.”
Później zaangażował się też w projekt serialu, który napisał razem z Mickem Jaggerem i Martinem Scorsesem pt. „Vinyl”. Teraz przede wszystkim zajmuje się pisaniem książek non-fiction, czego m.in. owocem jest ta książka.
„Chciałem być pisarzem od małego. Wydaje mi się, że to miało związek z naszą domową biblioteczką. Od początku, jeszcze przed płytami i gitarami, jasne dla mnie było, że nie ma nic ważniejszego niż książka – kiedy Bóg zechciał opowiedzieć swoja historię, nie nakręcił filmu.”
Książka składa się z 35 rozdziałów, przypisów, które nie wyglądają tak, jak w innych książkach (są po prostu dobrą lekturą! Nawet one są w tej książce ciekawe!) i niesamowicie bogatej bibliografii – dopiero na jej podstawie widać, jak wiele powstało przez te wszystkie lata materiałów na temat tego legendarnego zespołu.
Wydana jest ładnie, w miękkiej oprawie ze skrzydełkami. Przeważa tu po prostu tekst, zdjęcia pojawiają się okazyjnie, ale czerwony tusz, który jest dodatkiem w tekście (tak zaznaczone są podpisy do zdjęć, numery stron itp.) jest fajnym, oryginalnym akcentem.


 Książka pisana jest oczywiście z perspektywy autora, jednak nie jest to laurka dla jego idoli – Rich podchodzi do nich jak reporter, dobrze przedstawia historię, przede wszystkim tę o ich początkach, ale nie boi się też pisać o tych mniej chwalebnych cechach czy momentach członków zespołu. W końcu:
„Seks, dragi, rock and roll – nic z tego nie jest piękne.”
Historia Stonesów opowiedziana jest chronologicznie, od 1961 roku, w którym Mick Jagger (lider, wokalista zespołu) i Keith Richards (gitarzysta) spotkali się przypadkiem na peronie pociągu – od tego wszystko się zaczęło. Ta opowieść jednak poprzetykana jest prywatnymi wtrąceniami autora – o jego historii ze Stonesami od czasów dzieciństwa, kiedy to po raz pierwszy usłyszał ich muzykę, a także fragmentami poświęconymi wspomnianej trasie z 1994 roku. Książka bogata jest w daty, szczegóły, w ogrom nazwisk, a jednak napisana jest lekko, przez co lektura jest bardzo przyjemna. Polecam czytać ją z youtubem pod ręką – ja co chwilę wyszukiwałam o jakim kawałku jest mowa. I choć nigdy nie byłam specjalnie fanką tego zespołu, to okazało się, że wszystkie znam…
 

Bo tak, Stonesi przecież w naszym pojęciu istnieli od zawsze. Kiedy ja się urodziłam oni mieli już czasy największej świetności za sobą, kiedy urodził się autor tej książki, właśnie w te czasy wchodzili. Był jednak czas, kiedy Stonesów nie było. Czas powojenny, smutny, kiedy dzieciaki nie miały co ze sobą robić. I tak większość przesiadywała w klubach, włóczyła się w poszukiwaniu czegoś, co zaradziłoby nudzie, ale też dało jakiś cel. W tym czasie młodziutcy późniejsi Stonesi zafascynowali byli tak zwaną muzyką czarnych z delty Missisipi. Muzyki, która w Stanach była mocno nacechowana rasowo, ale która w Anglii te zabarwienie traciła. Chłopcy zapragnęli grać tak jak ci, których płyty ściągali zza oceanu i tak narodził się angielski rock and roll – Beatlesi i Stonesi.
„Z czasem ten dar okaże się również klątwą, która wyniesie Stonesów wyżej, ale też ich ograniczy, na zawsze skazując na drugie miejsce – Beatlesi i Stonesi, nigdy Stonesi i Beatlesi. A w byciu pierwszym jest ogromna siła, zarówno jeśli chodzi o rodzeństwo, jak i o tajemniczy cykl sławy. Bycie pierwszym daje swobodę samodzielności. Bycie na każdym miejscu poza pierwszym jest jak jazda za kartką na sygnale. Oznacza definiowanie przez porównanie, stanie zawsze koło Beatlesów, bycie anty-Beatlesami, nowymi Beatlesami – albo gównianymi Beatlesami. Bez względu na poziom sukcesu osiągnięty przez Stonesów nigdy nie mogli przepracować tego, że pojawili się na scenie, kiedy John, Paul, George i Ringo już byli sławni.”
Autor świetnie opisuje te początki angielskiego rock and rolla, skąd to wszystko się wzięło i jak ukształtowało członków zespołu Rolling Stones. Opisuje każdego z nich osobno, opowiada o tym kim byli, jednak bez szczególnego rozczulania – są to krótkie informacje.
„Naprawdę kocham Keitha. On symbolizuje przetrwanie. Można się od niego nauczyć, jak zachować godność w upadłych czasach. A Mick? Kto może być jak Mick? Mick to Elvis w złotej kurtce z lamy. Mick to Michael Jackson sunący moonwalkiem poprzez czas. Jeden na milion, wybryk natury. Nie da się go skopiować, można go tylko podziwiać. A Keith? Jeśli będzie się żyło wystarczająco długo, jeśli zachowa się równowagę i skupi się całą pasję, to może, na samym końcu…”
Cała książka skupia się przede wszystkim na latach 60tych, minimalnie na 70tych, późniejsze dzieje zespołu są już tylko marginalnie wspomniane. To na tamte lata przypada rewolucja, która powstała w muzyce z udziałem Stonesów. To czasy, kiedy na rynku pojawiły się narkotyki, z którymi każdy członek zespołu miał swego czasu romans. Narkotyki, które wtedy były czymś nie całkiem znanym – kiedy okazało się, że uzależniają, było już na tę informację za późno. Jednak Stonesi (ich część oryginalnego składu) i to przetrwali.
Ich początki do łatwych nie należały – byli chwilę po Beatlesach, więc mieli solidny mur do przebicia.
„Każdy zespół w Londynie był zaniepokojony ‘Love Me Do’ i serią kolejnych hitów Beatlesów (…). Stonesi, The Kinks i The Yardbirds płacili frycowe w stolicy, a tu nagle, tuż przed metą, znienacka wyprzedzili ich prowincjusze. Kilkudziesięciu muzyków stanęło nagle przed pytaniem: czy jest miejsce dla jeszcze jednego angielskiego zespołu bluesowego? A może Beatlesi zgarnęli wszystko?”
Pierwsze telewizyjne wystąpienie zespołu w USA w roku 1964

Początkowe piosenki brzmią naprawdę podobnie do tych drugich, jednak później z czasem Stonesi wyrobili sobie to jedyne, niepowtarzalne brzmienie, które odróżnia ich od wszystkiego, co było i jest dostępne na rynku.
„By sprawić, że Stonesi będą kochani, musiał sprawić, by ich znienawidzono. Przypieczętował tę strategię rok później, kiedy wymyślił sławny slogan: ‘Czy pozwoliłbyś, by twoja córka wyszła za Rolling Stonesa?’. ‘Beatlesi chcą potrzymać cię za rękę – pisał wtedy reporter Wolfe – a Stonesi chcą puścić z dymem twoje miasto.’”
Autor opisuje ich pierwsze trasy koncertowe, pierwsze nagrania, relacje z innymi muzykami, producentami i ich związki, które miały znaczący wpływ na członków i ich wzajemne relacje.

Film dokumentalny, który uwiecznił powstanie piosenki "Sympathy for the devil" poprzetykany sekwencjami z polityki

Opisuje też zależności pomiędzy członkami zespołu, który w jego ocenie naprawdę istniał i miał szansę tworzyć coś nowego, póki trwała przyjaźń Micka i Keitha. Później w latach 80tych mocno się poróżnili i od tego czasu zespół już nigdy nie był taki sam. I jak wspomniałam – autor nie prawi członkom zespołu komplementów, przedstawia ich wraz z ich wadami, które czasem zaprowadzały ich w naprawdę niebezpieczne rejony…
„To nie powinno zaskakiwać. Stonesi pozywali się ludzi od samego początku. Wykorzystać, cisnąć na bok, iść dalej. To maszyna, która żywi się trupami. Brian Jones był po prostu najdorodniejszym kozłem ofiarowanym niezaspokojonemu Faunowi – temu, który ma wydatne usta, luźne kończyny i się garbi. Jest w Micku Jaggerze coś potwornego. (…) Mówiąc o mózgu Stonesów, mówi się o Micku, zawsze działającym z nutką okrucieństwa, które przenikało do muzyki. Widać to w niezmordowaniu, z jakim Stonesi trwali przez kolejne dekady. Każdy, kogo pytałem o powód tej długowieczności, odpowiadał to samo: Mick Jagger. Jego wola, determinacja i inteligencja.”
Dokument z koncertu w Altamont z 1969 roku, podczas którego doszło do zabójstwa fana zespołu

Nie da się ukryć – Rich Cohen odwalił tu kawał dobrej roboty. Jego bibliografia liczy 10 stron! Wszystko to jednak spisał tak, że powstała świetna historia początków rocka, w którym to Stonesi odegrali rolę znaczącą. Rolling Stones to legenda, ikona, zespół, który znany jest każdemu człowiekowi, choć może nawet i nieświadomie. Na pewno ich inne biografie są obszerniejsze, dokładniej opisują każdą dekadę, jednak w „To tylko rock’n’roll” czuć serce, które Rich Cohen włożył w powstanie tej książki. Jako fan i obserwator zespołu, który przez lata miał dojścia do wszystkich tych, którzy Rolling Stonesów otaczali, jest odpowiednią osobą, by dobrze nakreślić ich historię. Ich świetność, ich początek, ich rewolucję, która zmieniła muzykę na zawsze. Nigdy nie myślałam o ich zasługach, o tym jak wiele zmieniło się w postrzeganiu muzyki i o tym, że rock przecież nie istniał od zawsze. Ta książka mi to uświadomiła, pomogła docenić wkład tych muzyków w to, co teraz słyszymy w każdym radiu, jak i przybliżyła w końcu charakter takich sław jak Mick Jagger czy Keith Richards. To była niesamowita przygoda, polecam każdemu, kto kiedykolwiek kochał rocka 😉
„Byli ostatnimi z wielkich gwiazd rocka, przedstawicielami gatunku, który szedł śladem śnieżnej pantery – ku wyginięciu. Ci, którzy jeszcze żyli, byli bezcenni i unikalni, niczym relikwie dawnej religii. Byli wspomnieniem czasów, kiedy muzyka była najważniejsza – kiedy wierzyło się, że nowy album nada wszystkiemu sens. Mężczyźni z tego kręgu byli uosobieniem tej wiary, bohaterami, którzy zaczęli rewolucję i pozostali jej wierni do końca.”


Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 29, 2022

"Sundial" Catriona Ward

"Sundial" Catriona Ward

Autor: Catriona Ward
Tytuł: Sundial
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Data premiery: 24.08.2022
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Polscy czytelnicy o Catrionie Ward usłyszeli w roku poprzednim, 2021, kiedy to na naszym rynku ukazała się jej książka o tytule „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” (recenzja – klik!). Była to trzecia książka autorki, która w dzieciństwie zjeździła świat, by w dorosłości osiąść w Anglii. Myślę, że ten tytuł trochę podzielił czytelników, ale zawsze tak jest przy mocno oryginalnych pozycjach, prawda? A „Ostatni dom…” właśnie taki był. I już wtedy usłyszeliśmy o zapowiedzi tajemniczej, mrocznej książki, której premiera przewidziana była na rok 2022. I oto jest. „Sundial”. Z cudowną, zachwycającą okładką ze złoceniami, w dwóch wariantach oprawy: z twardą i miękką ze skrzydełkami.
 

Rob z pozoru prowadzi normalne życie młodej zamężnej kobiety – ma ładny dom z ogrodem na przedmieściach, męża, z którym zna się od lat i dwie córki: kilkunastoletnią Callie, która początkowo wydaje się obarczona genem autyzmu i trochę młodsza Annie, słodką dziewczynkę, która jest jej oczkiem w głowie. Cała rodzina lubi spotykać się z sąsiadami, wydaje się, że są w dobrych kontaktach. Jednak tak wygląda to z zewnątrz. W środku rozpiera się mrok. Irving, mąż Rob nałogowo ją zdradza, w dodatku relacja między nimi jest bardzo dziwna. Czy on jest przemocowcem? A może to z Rob jest coś nie tak? Callie z kolei fascynuje się wszelkiego typu morderstwami i zdaje się rozmawiać z … duchami? Kiedy Rob po kolejnej bójce dziewczynek odkrywa w pokoju starszej córki coś naprawdę niepokojącego, postanawia wyjechać z nią na kilka dni do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. Do Sundial, jej domu rodzinnego położonego na pustyni Mojave… Co spodziewa się tam znaleźć, co może im pomóc wrócić do normalności po tak dziwnych zdarzeniach? I to w takim miejscu?
„Dzieci to lustra odbijające wszystko, co im się przytrafia. Dlatego trzeba otaczać je dobrem.”
Książka składa się z nienumerowanych rozdziałów rozpisanych na cztery narracje: Rob, Callie, Tamtą Rob i Arrowood. To ostatnie to fragmenty powieści, jaką pisze Rob. Tamta Rob to opowieść współczesnej Rob o jej dzieciństwie. Mamy więc tu budowę na zasadzie szkatułkowej – w podstawowej historii zawarte są dwie inne. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, a styl powieści prosty i spokojny, zdania krótkie, i mimo że nastrój w niej panujący ewidentnie można podzielić na dwie części, to całość skąpana jest w unoszącej się nad wszystkim mgiełce niepokoju i tajemnicy.
„Wstaję wcześnie i idę popatrzeć na zegary. Są wszędzie, tylko trzeba umieć je rozpoznać. Mlecz to zegar, wiadomo. Sypane do miski ziarna ryżu, z których każde zaznacza upływ czasu. Lekcje do odrobienia, gnijące jabłko, drzewo, które czeka na wiosnę. Każde z nich odmierza chwile, które zostały do śmierci. Tik-tak.”
Zacznijmy dzisiaj inaczej, od tego co zrobiło na mnie w książce największe wrażenie. Mianowicie chodzi o wspomniany już nastrój, atmosferę panoszącą się na kartach powieści. Pierwsze sceny, których miejscem akcji jest aktualny dom Rob, są głęboko niepokojące. Dawno nie czytałam książki o tak gęstym klimacie, tak dusznej, tajemniczej i mrocznej atmosferze. Muszę przyznać, że na początku tej powieści serce waliło mi naprawdę mocno, a brwi co chwilę podskakiwały do góry w wyrazie niedowierzania. Kiedy Rob i Callie wybierają się na pustynię klimat mocno się zmienia – historia staje się spokojna, w dosyć statycznym rytmie – przerażenie się rozmywa, ale tajemnica unosi się nadal. Historia jednak staje się wtedy bardziej obyczajowa, skupiona na dokładnym przedstawieniu dzieciństwa Rob, którego historia ma odkryć wszystkie aktualne tajemnice… Te przyjemne napięcie towarzyszy nam już do samego końca lektury, w którym znowu (jak i w „Ostatnim domu…”) kilka mocnych twistów zmienia postrzeganie całości.
„Świadomość, że otacza nas płot, odrobinę podnosi mnie na duchu. Dobrze znaleźć się poza otwartą pustynią. Cała ta przestrzeń mąci człowiekowi w głowie. Tak, to było właśnie to. Pustynne myśli.”
Mocno oryginalnym tematem tej historii jest też samo miejsce – Sundial położony na pustyni Mojave w USA. To miejsce, w którym Rob się wychowała, jej dzieciństwo więc mocno różniło się od tego, czego teraz doświadczają jej córki. Miejsce jest tajemnicze, pełno tam opuszczonych budynków, laboratoriów zamkniętych na kłódkę… Co tam się działo, kiedy Rob była dzieckiem? To miejsce gorące, duszne, odseparowane od reszty społeczności. Pozornie blisko natury, jednak tej natury nieprzyjaznej człowiekowi. Dlaczego jej rodzice wybrali właśnie takie miejsce do osiedlenia? Co się tam działo? Czego Rob tam doświadczyła?
„Przygnębiała go ilość smutku na świecie. Przyjechał więc tu, gdzie świeci słońce, i razem z mają matką zbudowali Sundial. Uczynili je miejscem dla wizjonerów, którzy potrzebują czasu na opracowanie swoich pomysłów.”

Kreacje postaci również są mocno nietypowe. Callie to w ogóle postać jakby wyciągnięta z innego gatunku literackiego – niby dziecko, ale przerażająco mroczne, mądre, z dziwnymi fascynacjami i… zwidami? Część historii przedstawiona jest z jej punktu widzenia i te rozdziały są szczególnie niepokojące. Rob z kolei jest dla czytelnika totalną zagadką – przede wszystkim zastanawia nas dlaczego ciągle tkwi w tak chorym związku z Irvingiem? Dlaczego na to wszystko pozwala? Skąd jej dziwne, nienormalne reakcje? I jak pustynia ma rozwiązać jej problemy?
„W miarę jak się przejaśnia, cień nabiera ostrości i kamienny krąg przecina chuda jak szkielet widmowa sylwetka drugiej Rob. Jest dwudziesty trzeci stycznia, mówi. Jak zawsze na widok tego drobnego cudu, z ust wyrywa mi się cichy okrzyk. Jestem częścią ruchu gwiazd, precyzyjnie wyznaczonym puntem w układzie słonecznym. To właśnie musieli czuć pierwsi ludzie, ilekroć słońce rozpraszało mrok. Zadziwienie.”
Krótko wspomnę jeszcze o postaci Jack, która pojawia się w rozdziałach przedstawionych z perspektywy Tamtej Rob. To kolejna postać, której mrok znowu objawia się całkiem inaczej niż pozostałej dwójki. Postać poplątana, zagubiona, której charakter wizualnie określiłabym po prostu jako postać zamazaną czarną grubą kredką…
„Czy jest typem człowieka, który wypiera prawdę, czy raczej dąży do konfrontacji? Podejrzewam raczej wyparcie. Jest agentem nieruchomości, a tacy doskonale umieją pudrować rzeczywistość. Ja sama wybieram trzecią drogę: wewnątrz spalam się z furii, jednocześnie prezentując światu nieskazitelną powłokę. Kiepski sposób, nie polecam.”
Mamy nastrój, miejsce i bohaterów. Tych kilku, najważniejszych, choć pozostali też odgrywają tu znaczącą rolę. Jednak nie przedłużając, musimy zahaczyć jeszcze o jeden punkt, jedno zagadnienie tej powieści. Mianowicie tematy w książce poruszane. A tych jest tu sporo i przyznam, że w tej historii brakowało mi posłowia, które w „Ostatnim domu…” tak dobrze wszystko wytłumaczyło. Tu czytelnik musi sobie radzić sam. Przede wszystkim mamy tu temat genu zła. Temat popularny w literaturze, tu jednak przedstawiony z nieco bardziej naukowego podejścia. Naukowego, badawczego, które pozwala na ingerencję z zewnątrz. Tylko gdzie tu są granice? I znowu jak przy „Ostatnim domu…”, tak i tu nie mogę powiedzieć nic konkretniej, by nie zepsuć Wam frajdy z lektury – więcej musicie dowiedzieć się sami!
 

„Sundial” to nie jest typowy thriller psychologiczny, choć oczywiście jest to jeden z głównych gatunków, które możemy w tej powieści dostrzec. Według mnie jest to połączenie thrillera z powieścią grozy i obyczajówką. Miks wymykający się schematom, który zmienia poziom napięcia towarzyszącego lekturze, co nie jest tu minusem – przejścia w intensywności doznań są tu naprawdę ciekawe. Myślę, że po książkę powinni sięgnąć ci, co lubią nieznane, nowe i oryginalne, nie boją się zmian i wymykania się ramom i schematom. Tak, ten rodzaj czytelników na pewno będzie z lektury zadowolony. Ja jestem. I jestem bardzo ciekawa, co przyniesie kolejna książka tej autorki.
 
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 25, 2022

Wygraj "To jeszcze nie koniec"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "To jeszcze nie koniec"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Od premiery kryminały Michala Sýkory pt. "To jeszcze nie koniec" dzisiaj mija dokładnie tydzień! Z tego co mi donosicie książka już trafia na Wasze półki, a nawet niektórzy są już po lekturze. Bardzo się z tego cieszę, bo jest to naprawdę solidnie zbudowana powieść kryminalna skupiająca się przede wszystkim na dobrej zagadce z przeszłości. Jest też makabryczna, przerażająca zbrodnia, ale nie po to, by szokować sama w sobie, a bo nadać zagadce ważności. Jeśli jeszcze o tej książce nie czytaliście, to zapraszam Was na moją recenzję, którą znajdziecie tu - klik!, a dzisiaj przychodzę podzielić się tą dobrą literaturą - ruszamy z konkursem na cztery egzemplarze!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

W "To jeszcze nie koniec" zagadka kryminalna skupia się na pewnej wielopokoleniowej rodzinie i wydaje się, że to w ich relacjach tkwi rozwiązanie.
Jak myślisz, dlaczego to właśnie tajemnice rodzinne są dobrym fundamentem pod kryminalne intrygi, dlaczego to te zagadki pociągają nas najmocniej?

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 25 do 28 sierpnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG 29 sierpnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę cztery, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
29.08 aktualizacja - wyniki konkursu:
Teraz kiedy już jesteśmy po terminie zgłoszeń, to powiedzcie - czy było to trudne pytanie? W końcu rodzina to coś, czego poświadcza każdy z nas, raz w pozytywnym, raz w negatywnym tego słowa znaczeniu. Temat więc jest nam wszystkim bliski, nawet kiedy nie mówimy o tym drugim. Mam nadzieję, że pytanie Was zaintrygowało na tyle, by nawet ci, którzy tym razem nie zdołali trafić do grona zwycięzców, to i tak sięgną po ten tytuł - można go znaleźć na Legimi, link znajdziecie w mojej recenzji.
A teraz pora wyłonić czterech szczęśliwców, do których poleci książki:


IG:
1) @po_czytajmy
Sago rodzinna, Sago rodzinna cóż takiego pociągającego jest w Tobie, że kryminaliści piszą o Tobie ? Kto zna odpowiedź, niechaj odpowie. Może te trupy, które w szafach trzyma każda rodzina, tak mocno podkręcają kryminalny klimat? 🤔 Może podglądanie czyjegoś życia, z ukrycia, to pociągająca perspektywa czytelnicza? A może rodzinne tajemnice doprawiają pieprzem nasze codziennie życie?Jedno jest pewne, rodzina - temat intrygujący, kryminalnie pociągający👌

2) @tecza.aleksandra
Jeśli kryminalna intryga to obowiązkowo z tajemnicą rodzinną w tle. A dlaczego? Bo to z życia wzięte sceny. Mawiają, że nikt nie pisze tak pogmatwanego scenariusza jak życie. Inna sprawa, że nieraz sami sobie to życie komplikujemy, co oczywiście w końcu wychodzi na jaw, ku zgorszeniu lub uciesze Innych ("dulszczyzna" ma się w dalszym ciągu dobrze). Bo jeśli tajemnice to i pojawiające się tu i ówdzie plotki i ploteczki, a co za tym idzie emocje. "Paliwo" do tworzenia intryg, kopania pod kimś dołków, tuszowania określonych faktów za wszelką cenę, co oczywiście z jednej strony przeraża, a z drugiej strony zastanawia- no i co dalej? Czym kieruje się dany bohater? Czy naprawdę nie widzi, że brnie w ślepą uliczkę.
Jedno jest pewne. Trudno nie zgodzić się ze słowami Wisławy Szymborskiej, "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". Sytuacje ekstremalne wyzwalają w człowieku różne zachowania (niektórych byśmy się kompletnie po sobie nie spodziewali).
Innymi słowy, tajemnice rodzinne są dobrym fundamentem pod kryminalne intrygi, ponieważ przedstawiają nieskończone zawiłości ludzkiej psychiki, co z kolei niezmiennie "fascynuje" i jednocześnie intryguje nas, Czytelników. Ps. Miałam przyjemność czytać poprzednią książkę Autora. Wspaniale byłoby móc wczytać się w "To jeszcze nie koniec". Coś mi mówi, że i mojej Mamie ta książka przypadłaby do gustu.

3) @karolina_ksiazkowa_dziewczyna
Każda rodzina na swoje tajemnice, twoja też, tylko o tym nie wiesz ...
Tak, tak, żyjemy w rodzinach - ta podstawowa komórka społeczna wydaje nam się zwykle bezpieczną przystanią. Książki pełne rodzinnych tajemnic odkrywają to czego może trochę podświadomie się boimy, a może jesteśmy tego ciekawi? Dlaczego Ci którym powinno ufać się najbardziej nie zawsze okazują się takimi jacy się wydają? Mieszanka miłości, przywiązania, więzy krwi i intrygi - to zawsze gwarancja udanego wieczoru ☺️

FB:
4) Monika Gonczar
Rodzinne tajemnice są bardziej intrygujące, bo oto pośród "swoich" rozgrywają się dramaty, które nie mogą wyjść poza ściany. Wszystko powinno zostać w rodzinie, ale z reguły zawsze są przecieki i oliwa, czy też trup... na wierz wypływa. Czy trzymać sztamę i milczeć, czy może szukać drogi ucieczki? Kryminalne intrygi w rodzinie nikomu na dobre nie wychodzą, w końcu od czego są czarne owce 😉 Dzięki takim powieściom mam pogląd na to, co może dziać się tuż za ścianą, a może być i wesoło i przerażająco 😉

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do czwartkowego wieczoru!
Wszystkim pozostałym uczestnikom serdecznie dziękuję za zgłoszenia i zapraszam już na konkursy wrześniowe - tych z pewnością kilka nam się szykuje 😊 A w międzyczasie zajrzyjcie na moje profile - zapraszam do zostawiania lajków i komentarzy!

sierpnia 24, 2022

Book tour z "Sopotem w trzech aktach"!

Book tour z "Sopotem w trzech aktach"!

Wakacje powoli dobiegają końca, na szczęście my mamy coś, co zawsze może nas do tego okresu przenieść - oczywiście mowa o książkach! A wakacyjny, nadmorski klimat na pewno zapewni Wam nowa książka Marty Matyszczak pt. "Sopot w trzech aktach". To już dziesiąty tom serii Kryminałów pod psem, jednak spokojnie można czytać je bez zachowania kolejności chronologicznej. Jest to komedia kryminalna, a może kryminał z przymrużeniem oka, bo zawiera wątek z przeszłości, który mimo wszystko opowiada o poważnych, trudnych czasach... Więcej o książce poczytacie tu - klik!, zapraszam Was też na wywiad z autorką - klik!, a dzisiaj mam dla Was akcję czytelniczą zwaną book tourem! 

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w czwartek.
Książka ruszy w podróż już w czwartek popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zaczytana_panna opinia - klik!
2. @adziktworzy opinia na blogu - klik!
3. @zaczytana_mama_40_ opinia - klik!
4. @patrycjadziembor opinia - klik! 
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
6. @oliwia.tybulewicz_autorka  opinia - klik! 
7. @mamazaczytana (książka jest tu od 23.11)
8. @marzenaguzior
9. @gusia19
10. @amethyst_books
11. @taurus_books
12. @ksiazka_na_przesluchaniu
13. @rrramona
14. @izabelawatola
15. @ahywka_p
16. @wel_onka

sierpnia 23, 2022

"Córka prezydenta" Bill Clinton, James Patterson - recenzja premierowa

"Córka prezydenta" Bill Clinton, James Patterson - recenzja premierowa

Autor: Bill Clinton, James Patterson
Tytuł: Córka prezydenta
Tłumaczenie: Magdalena Hermanowska
Data premiery: 23.08.2022
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Liczba stron: 544
Gatunek: thriller sensacyjny
 
„Córka prezydenta” to już druga książka, którą w duecie napisali Bill Clinton i James Patterson. Tego pierwszego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba – były prezydent USA, który pełnił tę funkcję w latach 1993 – 2001. Jest autorem kilku książek non-fiction, a w 2018 (w Polsce w 2019) razem z Pattersonem napisał thriller „Gdzie jest prezydent”, który szybko zyskał miano bestsellera. Ja nie miałam okazji go czytać, ale jeśli jest tak dobry jak „Córka prezydenta” to muszę przyznać – zasłużenie!
James Patterson to znany i nagradzany amerykański pisarz, twórca m.in. serii o Alexie Crossie. Laureat Edgar Award i dziewięciokrotny zdobywca nagrody Emmy, wiele jego powieści zostało zekranizowanych. Na swoim koncie ma ogromną liczę publikacji, z pewnością jest ich mocno ponad pięćdziesiąt.
 
Fabuła „Córki prezydenta” toczy się w czasach współczesnych. Matt Keating w czasie swojej prezydentury zezwala na akcję zbrojną w Libii – wysyła grupkę komandosów, by schwytali groźnego dżihadystę Asima Al-Aszida. Niestety misja kończy się źle – terrorysta nie zostaje złapany, a na miejscu dochodzi do wybuchu, w którym ginie jego żona i trzy córki. Asim przyrzeka wtedy zemstę.
Dwa lata później, Matt nie jest już prezydentem – mieszka w domku nad jeziorem w New Hampshire wraz ze swoją 19letnią córką Mel i skromną obstawą Secret Service. Jego żona Samantha oddaje się teraz swojej pasji – jest archeolożką, wykłada na uczelni i prowadzi wykopaliska. Pewnego dnia, w czasie kiedy Mel wraz ze swoim chłopakiem Timem wybierają się na wycieczkę w pobliskie góry, Matt odbiera dziwny telefon – jego dawna pracownica z Białego Domu informuje go, że służby odkryły podejrzaną aktywność terrorystów, która może być skierowana w jego osobę. Szybko okazuje się, że faktycznie coś jest na rzeczy, jednak to nie Matt, a Mel jest zagrożona. Dochodzi do porwania. Od początku wiadomo, kto za nim stoi, jednak przez tyle lat Asim był dla amerykańskiego rządu nieuchwytny, więc czy teraz można liczyć na zmianę? Co się stanie z Mel? I na co będzie stać Matta, żeby ją odzyskać?
„Jestem byłym prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Ale jestem też ojcem, który dotrze wszędzie i zabije każdego, by odzyskać swoją córkę.”
Książka podzielona jest na pięć części i epilog. Składa się ze 136 króciutkich rozdziałów przedstawionych z perspektywy kilku postaci – Mel, aktualnej pani prezydent, chińskiego dyplomaty i Matta. Rozdziały, w których narratorem jest Matt przedstawione są w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, pozostałe w trzeciej osobie czasu teraźniejszego. Dzięki temu podziałowi narracyjnemu książka dużo zyskuje – postać byłego prezydenta automatycznie staje się czytelnikowi bliższa. Styl powieści jest prosty, przyjemny, dynamiczny, ale i niepozbawiony głębi emocjonalnej. Może i w tekście znalazłam kilka niepotrzebnych powtórzeń faktów wcześniej wspomnianych, jednak nie było ich rażąco dużo, na pewno nie na tyle, by miały wpłynąć na moją ocenę. Bo całość czyta się naprawdę dobrze.
„Chodzę nerwowo tam i z powrotem po hotelowym apartamencie niczym, zwierzę w klatce i ta cholerna bezsilność mnie zabija. Kiedy byłem w wojsku, odbywałem różne treningi, planowałem, znowu trenowałem, a potem wykonywałem zadania. Jako kongresmen, wiceprezydent, a potem prezydent przynajmniej miałem złudzenie, że mogę podejmować decyzje i dokonywać wyborów, które w większości – po przeanalizowaniu i przefiltrowaniu przez administrację – były respektowane.
A teraz?”
Dzisiaj zacznijmy tradycyjnie – od bohaterów powieści. A w zasadzie jednego – od Matta Keatinga. W młodości był wojskowym, komandosem, który często brał udział w misjach podobnych do tej tyczącej schwytania Asima. Później zajął się polityką, choć przez swoich przeciwników raczej nie był brany na serio. Jednak mimo to został wybrany na wiceprezydenta, a kiedy prezydent po zaledwie półrocznej kadencji zmarł, Matt przejął jego obowiązki. Niestety drugiej kadencji już się nie doczekał – wygryzła go jego własna wiceprezydent Pamela Barnes. Teraz Matt, mimo iż spędził kilka lat w polityce, wydaje się normalnym facetem, jest wrażliwy i wielkoduszny, prostolinijny i uczciwy. Może dlatego nie powiodło mu się w polityce? To naprawdę fajna, łatwa do polubienia postać – ma swój kodeks moralny, który większość czytelników z pewnością będzie pochwalać, a i sporo doświadczenia, dzięki któremu szanuje własne i innych życie.
„Przez chwilę podziwiam te wszystkie gwiazdy, myślę o miliardach dalekich galaktyk. W niektóre noce taki widok napawa mnie nabożną czcią i szacunkiem dla Stwórcy, który to wszystko tak poskładał. W inne noce czuję rozpacz, gdy myślę o majestacie kosmosu i o tym maleńkim pyłku, na którym tracimy tyle czasu, nienawidząc się wzajemnie i zabijając.”
Sporo własnych cech przekazał córce, którą czytnik też ma okazję poznać całkiem dobrze. Mel jest mądra i waleczna, więc porywacze wcale nie będą mieli z nią łatwo. Dziewczyna jest uparta, nie poddaje się, a i dobrze pamięta rady jednego z pracowników Secret Service, który nawet po zakończeniu kadencji Matta, został z nimi.
Postacie, jak na ten gatunek literacki, przedstawione są naprawdę obszernie – dzięki temu nie skupiamy się na samej akcji, ale i dobrze poznajemy podejście i uzasadnienie psychologiczne zachowania postaci, co ja, jako czytelnik zawsze mocno cenię.
„Ludzie, którzy w tej chwili działają w terenie, robią wszystko, by odnaleźć Mel – ufam im i wierzę w nich.
Ale ich przełożonym, różnym dyrektorem i biurokratom, którzy nigdy nie brudzą sobie rąk i nie plamią sumień?
Niekoniecznie.
Gdzieś tam w budynkach rządowych są interesy do ubicia i urazy do pielęgnowania; wiem, że niektórzy bezlitośni ludzie o zatwardziałych sercach dojrzą w tym kryzysie znakomitą okazję do zapewnienia sobie awansu politycznego, nic więcej.”
Akcja powieści jest poprowadzona naprawdę dobrze – toczy się szybko, jest dynamiczna i pełna zaskoczeń, jednak nie jest szablonowa, na pewno nie można powiedzieć, że jest to typowo amerykańska sensacja, w której liczy się tylko tempo i bezmyślna rozrywka. Historia jest mocno wciągająca i emocjonująca – sama przyznam, że miałam dwa momenty, w którym uroniłam łezkę lub dwie 😉 Do tego rozłożenie akcji jest równe, fabuła trzyma czytelnika w przyjemnym napięciu od początku do końca historii.
 
Wspomniałam, że nie jest to bezmyślna rozrywka. Dlaczego? Bo książka zawiera nie dosyć, że solidnie zbudowane i umotywowane psychologicznie postacie, to jeszcze kilka naprawdę ciekawych obserwacji dotyczących polityki i otoczenia prezydenta. To chyba największy wkład Clintona w tę powieść. Wątki polityczne są tu mocno skondensowane – na tyle, by czytelnik rozumiał, kto stoi po której stronie i jakie są między nimi zależności, ale nie na tyle, by można było się pogubić w meandrach wpływów i zależności politycznych i przy okazji zanudzić, co zdarzało mi się w większości powieści tego gatunku. Przy okazji możemy zapoznać się z tym jak funkcjonuje całe otoczenie prezydenta i co dzieje się po zakończeniu kadencji. Nie obyło się też bez kilku krytycznych uwag w stosunku do polityków i ich rządzy władzy, gierek, które mają zapewnić osiągnięcie celu niezależnie jakim kosztem.
„Jedną z rzeczy, których nauczyłem się dzięki polityce, i to piekielnie szybko i boleśnie, jest to, że wśród polityków spotkasz bardzo niewielu ludzi godnych miana prawdziwych przyjaciół. Większość z nich, bez względu na szerokie uśmiechy i żarliwe komplementy, po prostu pragnie cię pożreć i zdobyć twój urząd. A kiedy już stracisz ten urząd, szybko znikają.”
Podsumowując, z przyjemnością mogę przyznać, że „Córka prezydenta” zaskoczyła mnie naprawdę pozytywnie. Historia była dynamiczna i zajmująca, czego każdy oczekuje od tego gatunku, a jednak nie płaska, dzięki czemu sama, choć nieczęsto sięgam po takie powieści, mogłam ją docenić i doskonale się przy niej bawić. A naprawdę się tego nie spodziewałam! To dobra rozrywka dla każdego fana thrillera. Polecam!
„Półki w moim małym biurze są zawalone książkami historycznymi, autobiografiami i podręcznikami wojskowości. Podobne prace leżą w stosach na podłodze. Samantha często mi dokucza, że mam za dużo książek.
 - Nie, problem w tym, że mam za mało regałów – odpowiadam wtedy.”
Moja ocena: 7,5/10

Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 22, 2022

Kilka pytań do... Sławka Gortycha, autora "Schroniska, które przestało istnieć"

Kilka pytań do... Sławka Gortycha, autora "Schroniska, które przestało istnieć"
Skąd wzięła się miłość Sławka Gortycha do Karkonoszy, kiedy autor po raz pierwszy chwycił za pióro z pisarskimi ambicjami, czy "Schronisko, które przestało istnieć" można traktować jako przewodnik i co do tego wszystkiego ma "Bezcenny" Miłoszewskiego? A także co warto zwiedzić w Karkonoszach, a co nie jest popularną atrakcją turystyczną i kiedy możemy spodziewać się tomu drugiego cyklu karkonoskiego?

Zapraszam na rozmowę z autorem!

Sławek Gortych notka biograficzna:
Pasjonat gór, absolwent wydziału stomatologicznego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Jego pasje to pisanie, medycyna oraz wielodniowe wędrówki z plecakiem po karkonoskich bezdrożach. Prowadzi popularny blog „Zagubiony w Karkonoszach”, gdzie odkrywa przed czytelnikami tajemnice najsłynniejszych dolnośląskich gór. Schronisko, które przestało istnieć to pierwszy tom trylogii kryminalnej poświęconej burzliwym dziejom Karkonoszy w minionym wieku.

Kryminał na talerzu: Właśnie na rynku pojawiła się Pana pierwsza książka, debiut literacki pt. „Schronisko, które przestało istnieć”. Jak się Pan czuje oddając ją w ręce czytelników?

Sławek Gortych: Towarzyszy mi tak wiele emocji… Chyba najlepiej wiedzą o tym najbliżsi – przez pierwsze kilkanaście dni w okolicach premiery książki nie mogłem spokojnie spać, tak mocno przeżywałem to, co się dzieje. Z jednej strony jest to wielka radość – bo się udało. Wydanie książki było bowiem bardzo długotrwałym procesem: od czasu, gdy zacząłem pisać do momentu premiery upłynęło 5 lat... Stąd tej radości towarzyszy też uczucie niedowierzania, że ten wymarzony dzień, w którym „Schronisko...” trafia na półki, nastąpił. Jest też trochę lęku o to, jak książka zostanie przyjęta przez czytelników. Myślę tu zwłaszcza o Dolnoślązakach – poruszam bowiem sprawy dla nas trudne, zagłębiam się dość szczegółowo w niełatwą historię tych ziem, piszę dużo o geografii Karkonoszy. Te dwa elementy – geografia i historia – wymagały ode mnie najwięcej pracy. Mam nadzieję, że udało się to zrobić na tyle rzetelnie, że nikt nie zarzuci mi błędów czy uproszczeń.


Czy od zawsze chciał Pan napisać książkę?

Taka myśl pojawiła się w dzieciństwie, opowiadałem o tym nawet na pierwszym spotkaniu autorskim. Miałem jakieś 11 lat, gdy przyśniło mi się, że przeżywam w Karkonoszach piękną przygodę na samodzielnym wyjeździe w góry. Kiedy rano się obudziłem, postanowiłem spisać ten sen i to były moje pierwsze zmagania z piórem. Powstała kilkustronicowa opowieść pod tytułem „Przygoda w Karkonoszach”. Od tamtej pory marzyłem, że kiedyś napiszę prawdziwą powieść, której akcja będzie miała miejsce właśnie w tych górach.


Wiem, że od kilku lat prowadzi Pan blog Zagubiony w Karkonoszach, w którym przedstawia historię tych terenów. Skąd w ogóle takie zainteresowania, miłość do Karkonoszy?

Ta pasja także ma swoje źródła w dzieciństwie. Babcia, gdy zabierała mnie na spacery, często brała z sobą przewodnik historyczny po Bolesławcu, który czytała mi po drodze. Uwielbiałem słuchać opowieści o moim mieście. Szybko zrozumiałem, choć wtedy jeszcze na swój, dziecięcy sposób, że żyję na wyjątkowo pięknej i ciekawej ziemi. Wkrótce zacząłem na własną rękę zgłębiać jej historię – pierwsze opowiadanie o zaginionym garncu mistrza Joppego z Bolesławca napisałem w trzeciej klasie podstawówki. Gdy tylko odkryłem Karkonosze, moje historyczne zainteresowanie Dolnym Śląskiem objęło także te góry, a z czasem skupiło się głównie na nich. I właśnie z tej pasji powstał „Zagubiony w Karkonoszach”.


Czy to właśnie z grzebania w historii karkonoskiej powstał pomysł na tę powieść?

Dokładnie tak! Podczas wędrówki po Karkonoszach trafiłem na ruiny schroniska Księcia Henryka, które zlokalizowane są w sąsiedztwie Wielkiego Stawu. To miejsce bardzo mnie zaintrygowało. Próbowałem zgłębić jego tajemniczą historię i przy tej okazji niemal bezwiednie zacząłem w głowie tworzyć scenariusz powieści, która opowie o losach tego schroniska.


Sama już Panu wcześniej zdradzałam, że po lekturze „Schroniska…” miałam (i nadal mam!) chęć spakować plecak i ruszyć w Karkonosze traktując książkę jak przewodnik. Czy gdzieś przypadkiem bym nie zabłądziła? Mam wrażenie, że wszystko oddane jest z niesamowitą dokładnością!

Jestem tym zaszczycony, że wielu Czytelników odbiera powieść jako na tyle wiarygodną, że chce traktować ją jak przewodnik. Dla mnie jako autora to duża radość. I myślę, że książkę śmiało można tak wykorzystywać. Wszystkie opisy szlaków są zgodne z ich autentycznym przebiegiem, starałem się też o maksymalną dokładność w zakresie odległości czy czasów wędrówek. Jest to poparte nie tylko mapami, które nieustannie towarzyszyły mi przy pisaniu, ale także moim kilkunastoletnim doświadczeniem wędrówek drogami, którymi poruszają się bohaterowie powieści. Jedynie jeden szlak jest opisany inaczej, niż przebiega w rzeczywistości – był to zabieg celowy, niezbędny dla fabuły. To jednak wyjaśniam w posłowiu powieści, gdzie dokładnie tłumaczę, co jest prawdą, a co fikcją.


Fabuła tej książki, historia, która ją spaja, dotyczy młodego stomatologa, Maksa, który wybiera się do odziedziczonego przez jego ojca schroniska. Wydarzenia toczą się w roku 2004 – dlaczego właśnie wtedy?

To bardzo dobre pytanie! Nie jest to bowiem przypadek, że akcja toczy się w tym czasie. Nie mogę wyjawić w stu procentach, dlaczego akurat wtedy, żeby nie zdradzić fabuły. Powiem więc tylko, że wydarzenia toczą się w 2004 roku dlatego, że był to czas w którym mogły żyć jeszcze w dobrej kondycji osoby, które dobrze pamiętały II wojnę światową, a które odgrywają w powieści bardzo ważną rolę.


Co było najpierw – wybór prawdziwych historii, które pojawiły się w powieści czy pomysł na intrygę kryminalną?

Najpierw był wybór prawdziwych historii, które "zbierałem" w swojej pamięci latami. Aż przyszła inspirująca historia schroniska Księcia Henryka, która sprawiła, że zacząłem myśleć o intrydze kryminalnej. Schronisko, o którym mówię, spłonęło bowiem w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach w 1946 roku i nie ma nawet stuprocentowej pewności co do dokładnej daty pożaru. Nie wiadomo też, co stało się z jego niemieckim właścicielem i dwójką jego synów. To rozpaliło moją wyobraźnię i sprawiło, że intryga zaczęła powstawać na bazie tej właśnie zagadki - pożaru i losów gospodarzy starego schroniska, położonego w jednej z najwyższych partii Karkonoszy…


Muszę przyznać, że jestem zachwycona łatwością z jaką połączył Pan fikcję z prawdą historyczną. Przyszło to Panu naturalnie czy wymagało wielu miesięcy przemyśleń i planów?

Samo łączenie prawdy z fikcją było dla mnie fantastyczną zabawą i przyszło mi dość naturalnie. Starałem się zawrzeć w książce tej prawdy jak najwięcej, w końcu życie samo pisze najlepsze scenariusze. I rzeczywiście, niektóre elementy powieści, które może wydają się najmniej realne, są właśnie oparte na prawdziwych wydarzeniach. Tym, co jednak wymagało bardzo żmudnej pracy i wielu miesięcy przygotowań, było "uwiarygodnienie" opowieści z lat 40-stych i 60-tych. To, że znałem pewne fakty z dolnośląskiej historii - myślę tu zwłaszcza o czasie powojennej wymiany ludności - nie znaczyło bowiem jeszcze, że potrafię je dobrze i dostatecznie dokładnie opisać. I tutaj musiałem "dokształcić się", korzystając z wielu historycznych tekstów, żeby lepiej zrozumieć realia tamtych trudnych lat.


A tak w ogóle jak długo pracował Pan nad tą historią zanim wysłał ją Pan wydawnictwu? I czy od początku miała to być ta powieść, którą będzie Pan na rynku debiutował czy pomysł przyszedł dopiero rozpoczęciu nad nią prac?

Prace rozpocząłem we wrześniu 2017 roku. Początkowo nie było planu, że będę tą historią gdziekolwiek debiutował. Powstał plan, spisany na kilkunastu kartkach zeszytu, potem zacząłem tworzyć kilkudziesięciostronicowy plan szczegółowy, uzupełniając zarys o dodatkowe wątki, nieustannie dokształcając się w zakresie historii Karkonoszy w XX wieku. Dopiero, gdy kilka miesięcy później plan był gotowy i zacząłem pisać już właściwą powieść, zacząłem mieć cień przeczucia, że będę w stanie doprowadzić tę pracę do końca. Udało się to dwa lata później, w wakacje 2019 roku. Wtedy też zacząłem wysyłać powieść do wydawnictw.


To Pana pierwsze doświadczenia w procesie wydawniczym powieści, może też w samym jej pisaniu. Co było najtrudniejsze, a co najprzyjemniejsze?

Trudno mi powiedzieć… Ale chyba najprzyjemniejsza była dla mnie redakcja. Na tym etapie w książce pojawiła się dodatkowa postać, przebudowałem kilka wątków, tak, że cała ta historia nabrała ostatecznego charakteru. To było cudowne uczucie – patrzeć, czytać, jak z każdym kolejnym dniem pracy mojej, a potem mojej i redaktorki, powieść dojrzewa. Cudowna była także sama współpraca z osobą bardzo doświadczoną w świecie literatury, której uwagi były dla mnie niesamowicie cenne. Bez nich książka nie miałaby tego "charakteru", który ostatecznie nabrała. Najtrudniejsze natomiast było znalezienie odpowiedniego wydawcy i przekonanie go do wydania powieści… Ja z natury jestem mocno niecierpliwy i tutaj te wielomiesięczne oczekiwanie, wymiany maili, opóźnienie premiery o prawie dwa lata z powodu pandemii - to była dla mnie najpotężniejsza dotychczas lekcja pokory i cierpliwości w życiu.


Na okładce książki możemy wyczytać, że jest to pierwszym tom cyklu o Karkonoszach, tom drugi jest już w przygotowaniu. Zdradzi nam Pan jak mocno zaawansowane są nad nim prace?

Prace są mocno zaawansowane. Drugi tom zacząłem pisać jeszcze w 2020 roku, zaraz po rozpoczęciu pandemii. I zgodnie z moim zwyczajem pracy, najpierw był plan w zeszycie, potem kilkadziesiąt stron planu szczegółowego, żeby żaden wątek mi nie umknął i wszystko miało odpowiednie umiejscowienie w czasie i logiczne wyjaśnienie. Potem zacząłem żmudną pracę nad "zamianą" planu w tekst powieści. Na ten moment jest ona napisana mniej więcej w dwóch trzecich. Do końca października będzie skończona i trafi do wydawcy, dlatego mam nadzieję, że w przyszłym roku pojawi się na księgarnianych półkach.


A może uda nam się też z Pana wyciągnąć czego możemy się po drugim tomie spodziewać?

Dużo więcej sensacji! Powieść rozpoczyna się historią zamachu na polski pociąg towarowy. Dochodzi do niego na górskiej linii kolejowej w okolicy Szklarskiej Poręby, a organizuje go młodzież z niemieckiej partyzantki w 1947 roku. Pojawi się znany z pierwszej części nazista Karl Hanke, którego ucieczka wciąż jest źródłem licznych spekulacji. Będzie też polski lekarz, który przymuszony szantażem udziela pomocy pewnemu niemieckiemu zbrodniarzowi w Karkonoszach. A co ich wszystkich połączy? Oczywiście schronisko: akcja powieści rozgrywać się będzie głównie w karkonoskim schronisku Odrodzenie i mam nadzieję, że po jej przeczytaniu czytelnicy także na to miejsce spojrzą nieco inaczej.


Ile tomów ma liczyć ten cykl?

Będzie to trylogia. Nie zmienia to jednak faktu, że po jej napisaniu chciałbym ze swoimi opowieściami pozostać w Karkonoszach. Ale te dalsze plany to wciąż zagadka, także dla mnie samego.


Gdyby miał nam Pan polecić trzy miejsca, jakie obowiązkowo musimy odwiedzić w Karkonoszach, ale które nie są obleganą atrakcją turystyczną, to co by to było?

Mysle, że zdecydowanie poleciłbym wycieczkę na Kozie Grzbiety - niezależnie, czy szlakiem z Boudy u Białej Łaby, czy z Szpindlerowego Młyna, czy z schroniska Lucni Bouda. Każda z tych ścieżek jest niezwykła. Drugim miejscem byłby Harrachovy Kamień w zachodnich Karkonoszach i leżąca w jego sąsiedztwie Vrbatova Bouda - to wyjątkowo piękne punkty widokowe, a zupełnie nieoblegane, pewnie z tego powodu, że dojście tam wymaga większego wysiłku i czasu. Ale zdecydowanie mogę powiedzieć: warto! Trzecim miejscem byłby Obri Dul i niebieski szlak, jaki przez niego prowadzi. Nie lubię porównywać Karkonoszy do innych gór, bo to czasem brzmi jakby podszyte było jakimś kompleksem (a przecież wiadomo, że Karkonosze są najlepsze na świecie). Niemniej bez kompleksów muszę powiedzieć - na tym szlaku można się poczuć jak w Alpach!


To na koniec już tylko kilka pytań niezwiązanych z rozpoczętą właśnie przez Pana karierą pisarską. Chciałam zapytać o najlepszy sposób na relaks, ale chyba nie muszę, bo zakładam, że odpowie Pan, że są to górskie wędrówki? 😊 Coś jeszcze tak świetnie Pana relaksuje?

Dokładnie tak bym odpowiedział! 😊 Relaksuje mnie jeszcze bardzo czas spędzany z ukochanymi ludźmi. Uwielbiam oglądać z moją siostrą bajki o psie Scooby Doo i robimy to naprawdę regularnie od wielu lat, za każdym razem odkrywając w tej kreskówce z dzieciństwa coś nowego. Uwielbiam też długie rozmowy toczone wieczorami, najlepiej na spacerze albo w domu przy wspólnym jedzeniu. 


Jak wygląda Pana biblioteczka i jakich autorów ceni Pan najmocniej?

Moja biblioteczka, muszę przyznać, pęka w szwach i mam świadomość, że powinienem już dawno postarać się o dodatkowe regały (śmiech). Wypełniają ją bardzo liczne i bardzo opasłe tomiszcza traktujące o wszystkich możliwych dziedzinach medycyny. Jest też trochę książek o historii i "duszy" medycyny, które czytam dla własnej przyjemności i refleksji nad swoim zawodem. Równie dużo miejsca zajmują pozycje związane z Dolnym Śląskiem- przewodniki, albumy, książki historyczne… Trzecim elementem biblioteki są oczywiście kryminały. Jedną z autorek, którą bardzo cenię, jest Jolanta Maria Kaleta – pisarka z Dolnego Śląska. Jej powieści poświęcone Górom Sowim to istny majstersztyk! Podziwiam jej twórczość, zwłaszcza książkę „Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy”. Wzbudziła we mnie mnóstwo emocji i uświadomiła mi, jak niezwykłe opowieści można stworzyć na podstawie autentycznych, dolnośląskich historii. Drugim autorem, którego darzę najwyższym szacunkiem, jest Zygmunt Miłoszewski. Trylogia o prokuraturze Szackim, to książki, których nigdy nie zapomnę. Zwłaszcza część pod tytułem "Ziarno prawdy" poświęcona Sandomierzowi, wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Ze względu na obserwacje autora poświęcone polskiemu społeczeństwu, naszej trudnej historii, relacjom polsko-żydowskim, jest to naprawdę unikatowy kryminał, który – poza intrygą kryminalną, także dużo może czytelnika nauczyć. I ta myśl – żeby powieść miała także wymiar edukacyjny – przyświecała mi podczas pisania mojej książki. Drugą powieścią Miłoszewskiego, która mocno na mnie wpłynęła, jest „Bezcenny”. A jak wpłynęła? Tu odsyłam do lektury powieści. Każdy czytelnik, który przeczyta "Schronisko, które przestało istnieć" i "Bezcennego" zorientuje się bez problemu, co miałem na myśli. 


Znajduje Pan jeszcze czas na takie rozrywki jak filmy czy seriale? Jeśli tak, to chętnie sprawdzimy Pana polecenia 😊

Z filmów mogę bardzo gorąco polecić horror "Lśnienie" - uważam, że hotel "Panorama", w którym toczy się akcja filmu, ma kilku swoich "sobowtórów" w Karkonoszach. Spośród seriali szczególnie ciekawe były dla mnie "Znaki". To wyjątkowo mroczny i oryginalny serial, który w bardzo ciekawy sposób przedstawia dolnośląskie Góry Sowie. I choć niektórzy porównują go do Twin Peaks - nie bezzasadnie - to uważam, że jest to dzieło tak oryginalne, tak nietypowe, tak mocno "dolnośląskie" i eteryczne, że śmiało mogę stwierdzić, że to jeden z najlepszych seriali, jaki powstał w naszym kraju.


I ostatnie, obowiązkowe pytanie na moim kulinarno-kryminalnym blogu, które też trochę ma odzwierciedlenie w Pana powieści. Co najbardziej lubi Pan jeść? 😊

Czekałem na to pytanie w duchu! Matko, ile rzeczy ja lubię… Starałem się chociaż w części pokazać to w powieści, że bardzo cenię kuchnię karkonoskich schronisk. Uwielbiam czeskie gulasze, zwłaszcza ten z Lucni Boudy, który gotowany jest na piwie warzonym na miejscu, w piwnicach schroniska. Uwielbiam też zupę czosnkową w Martnonovej Boudzie, naleśniki z serem i jagodami ze schroniska na Szrenicy… To jest pytanie- rzeka: daj mi nazwę karkonoskiego schroniska, a ja powiem Ci, co najbardziej lubię tam jeść (śmiech).


Dziękuję za poświęcony czas oraz życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!