grudnia 31, 2021

Podsumowanie roku 2021

Podsumowanie roku 2021

Na początku roku 2021 zakładałam, że czytelniczo potraktuję go spokojniej niż rok poprzedni, tak by się nie gonić, nie przesadzać ze współpracami recenzenckimi i ogólnie znaleźć też czas na oddech. Tak się nie stało, gnałam jeszcze szybciej niż rok wcześniej. I tak ciężko mi uwierzyć, że już za kilka godzin rok 2021 dobiegnie końca... Jestem nim zmęczona, więc cieszę się, że od jutra mogę zacząć od nowa - teraz mam już konkretny plan co zmienić, by nadchodzący rok w końcu wyglądał inaczej! Mimo wszystko jestem wdzięczna za to, jak wiele czytelników, autorów i wydawców ceni mój blog - ilość współprac i patronatów mówi sama za siebie - dziękuję Wam za to!
Rok 2021 kończę wynikiem 179 książek, z czego 64 to audiobooki. Niewiele książek oceniłam niżej niż 7/10, więc pod względem jakości lektur jestem tym rokiem naprawdę usatysfakcjonowana!

Książka Roku 2021
"Dziewczyna, kobieta, inna" Bernardine Evaristo


Top 3
"Dziewczyna, kobieta, inna" Bernardine Evaristo
"Kukły" Maciej Siembieda
"Księga tęsknot" Sue Monk Kidd

Patronaty i rekomendacje roku 2021
"Noc na blokowisku" Marta Matyszczak
"Południca" Jiří Březina
"Tajemnica brakującej głowy" J. Cohen, E.J. Copperman
"Kurs na śmierć" Wojciech Wójcik
"Greenwich Park" K. Faulkner
"Retrospekcja" Chris Brookmyre
"Mamy morderstwo w Mikołajkach" Marta Matyszczak
"Denat wieczorową porą" Aneta Jadowska
"Martwiec" Katarzyna Puzyńska
"Zamach" Maciej Liziniewicz
"Zagraj mi na drogę" Ivá Procházková
"Znajdź mnie" Anne Frasier
"Krwawe łzy" Wojciech Wójcik


Odkrycie roku 2021
Kryminały czeskie Wydawnictwa Afera!

Na wyróżnienie jednak zasługuje o wiele więcej książek, a mam też wrażenie, że wśród wielu książek, które ciągle jeszcze czekają na przeczytanie, a które zagościły na mojej półce w tym roku, znajdzie się wiele perełek. Jednak z tych przeczytanych na pewno muszę też wyróżnić tak świetne thrillery jak: "Rozgrywka" Reynolds, "Wymazani z pamięci" Borlika czy "Krew z krwi" Piotrowskiego, a także sporo świetny kryminałów: "Mężczyznę na dnie" Prochazkovej, "Serca twego chłód" Corso czy "Mamy morderstwo w Mikołajkach" Matyszczak, a i na wesoło "Efekt pandy" Kisiel. O każdej z tych książek pisałam na blogu, więc wystarczy że wpiszecie tytuł w okienku z lupką by poznać moje pełne recenzje tych tytułów.

A teraz liczbowo!
Ocenę 10/10 w tym roku nie otrzymała żadna książka.
Ocenę 9/10 otrzymało książek: "Kukły", "Dziewczyna, kobieta, inna", "Rozmowy przy stole", "Księga tęsknot" i "Na południe od Brazos".
Ocenę 8,5/10 otrzymało 11 książek: "Rozgrywka", "Wymazani z pamięci", "Blizny", "Serca twego chłód", "Mamy morderstwo w Mikołajkach", "Krew z krwi", "Mroczna prawda", "Mężczyzna na dnie", "Królestwo", "Efekt pandy" i "Chwilowa anomalia".
Ocenę 8/10 otrzymało 46 książek (Odsyłam na mój LC - tyczy się to wszystkich poniższych ocen - klik!)
Ocenę 7,5/10 otrzymały 33 książki!
Ocenę 7/10 otrzymało 60 książek!
Ocenę 6,5/10 otrzymało książek!
Ocenę 6/10 otrzymało książek!
Ocenę 5/10 otrzymały książki!
Ocenę 4/10 otrzymały książki!
Ocenę 3/10 otrzymały książki!
Ocenę 2/10 otrzymały książki!
Oceny 1/10 nie otrzymała żadna książka!
Czytelniczo nie mogę więc narzekać - rok 2021 wypadł naprawdę dobrze! Mam nadzieję, że i Wy jesteście ze swoich tegorocznych lektur zadowoleni.

Na rok 2022 życzę Wam samych udanych lektur i żadnych czytelniczych rozczarowań! A także by ten rok przyniósł nam wiele dobrego, nie tylko pod względem czytelniczym!

grudnia 15, 2021

"Po pierwsze ja" Emma Reed Turrell

"Po pierwsze ja" Emma Reed Turrell

 

Autor: Emma Reed Turrell
Tytuł: Po pierwsze ja. Jak dbać o innych, nie zaniedbując siebie
Tłumaczenie: Aleksandra Kondrat
Data premiery: 20.10.2021
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Gatunek: poradnik psychologiczny
 
Do książek psychologicznych, tak zwanych poradników, warto podchodzić z ostrożnością – wybierać te napisane przez osoby, które faktycznie moją podstawy, by nauczać innych. Emma Reed Turrell od kilkunastu lat prowadzi swój gabinet terapeutyczny, a także zapewnia doradztwo w sektorach non-profit i komercyjnych. Jej książka pt. „Po pierwsze ja. Jak dbać o innych, nie zaniedbując siebie” jest kierowana tylko do jednej grupy odbiorców – tych, którzy dobro samych siebie stawiają na końcu kolejki, niepewnych własnej wartości bez zapewnienia o niej z zewnątrz.
„Jeśli nie nauczysz się mówić „nie”, zaczniesz wkrótce mieć żal do osób, które cię o coś proszą. Możesz przekonać świat, że cieszysz się z możliwości pomagania innym albo że lubisz płynąć z prądem, ale często dzieje się tak, że to, co naprawdę czujesz, to pretensje i gorycz. Jesteś wtedy na granicy wykrzyknięcia: „A co ze mną?” lub „Zawsze przychodzę pierwszy do pracy, ale dziś nie mogę wyjść wcześniej?” albo „Nigdy się z niczym nie spóźniam, a ty chociaż raz nie możesz się wyrobić z czymś dla mnie?” bądź „Zawsze się na wszystko zgadzam, a teraz ty mi odmawiasz?”.
Książka „Po pierwsze ja” ma zmienić sposób myślenia ludzi, którzy nałogowo uszczęśliwiają innych. Chodzi o to, by pamiętać o sobie, żyć ze sobą w zgodzie i rozumieć swoje emocje – dopiero taki człowiek jest w stanie dbać o innych nie szkodząc nikomu. Autorka podzieliła swoją książkę na wstęp, 11 rozdziałów i podsumowanie. Na początku wyróżnia cztery rodzaje takich ludzi, jak ona ich nazywa - zadowalaczy, jednak to wcale nie znaczy, że każdy z nich musi zostać przypisany do jakiejś kategorii. Część osób może miksować rodzaje, część przejawiać ich cechy tylko w określonych sytuacjach. Często w swoich późniejszych przekładach autorka pogłębia obraz każdego z wyróżnionych rodzajów.
„Odwaga nie polega na oszukiwaniu samego siebie, że złe rzeczy nigdy się nam nie przytrafiają. W odwadze chodzi o naukę, że mamy narzędzia potrzebne do przetrwania katastrofy.”
Każdy rozdział książki wygląda podobnie. Mamy wstęp od autorki, często odnoszący się do niej samej, ogólne informacje o temacie w rozdziale poruszanym, przykłady jej pacjentów, przeważnie są to dwie lub trzy osoby i pytania do czytelnika. Te jednak też nie są pozostawione same sobie, gdyż pod nimi od razu autorka zgłębia temat, rozwija myśli o co w pytaniu chodzi i jak szczerze na nie odpowiedzieć. Każdy rozdział ma kilka tytułowanych podrozdziałów dotyczących innego zagadnienia w omawianym temacie.
 
Autorka dzieli uszczęśliwianie na kilka obszarów – każdemu poświęca jeden rozdział. Znajdziemy tu takie tematy jak: uszczęśliwianie rodziców, przyjaciół, partnerów, pracodawców, własnych dzieci. Uwagę poświęca również uszczęśliwianiu na tak zwane specjalne okazje jak ślub czy święta, skupia się też na mocno aktualnych tematach jak uszczęśliwianie online. Są rozdziały rozprawiające się z rolami społecznymi czyli podział na kobiety i mężczyzn i finalnie też o tym, gdy to my jesteśmy uszczęśliwiani. Nie można więc zaprzeczyć – temat omówiony jest szeroko.
„Zadowalanie innych jest poświęcaniem się. Jest krzywdzące dla innych i dla samego zadowalacza. Uszczęśliwianie innych nie jest aktem dobroci. Jest w pewnym sensie słabością. Jest trwogą. Strachem przed sytuacja, które nie można kontrolować, czy też obawą przed niemożnością kontrolowania emocji innych osób.”
Książka napisana jest językiem prostym, jest dużo przykładów i tłumaczenia pewnych zjawisk. Jest to publikacja przystępna, taka, że na pewno nikomu zrozumienie jej nie nastręczy trudności. A co z samą treścią? Mogę powiedzieć tylko o tym, co ja o niej myślę. Czy była dla mnie pomocna? I tak i nie. Okazało się, że część drogi mam już dawno za sobą, dużo z tematów poruszanych mam przepracowanych i spoglądam na nie od dawna racjonalnie. Książka utwierdziła mnie w tym, że ważne jest, by to przede wszystkim siebie rozumieć, bo odróżniać własne emocje, umieć je nazwać i wiedzieć skąd się biorą. Czytelnik musi zajrzeć w siebie, poświęcić czas na zastanowienie się nad swoich zachowaniem i emocjami, dogrzebać się do tego, skąd to wszystko się wzięło. Dlaczego boi się odrzucenia? A może dlaczego to on już na wstępie wszystkich odrzuca? To tematy ważne, których przemyślenie ma pomóc nam nie tylko być lepszym dla samego siebie, ale i być wartościowszym członkiem społeczeństwa. Dopiero kiedy człowiek jest pogodzony z samym sobą, kiedy siebie rozumie, dopiero wtedy może próbować pomóc i rozumieć innych.
„Uszczęśliwianie siebie nie oznacza dbania tylko o siebie – oznacza dbanie o siebie na tyle, abyśmy podejmowali dobre decyzje i ryzykowali bycie nielubianymi, ale tworzyli intymne, autentyczne i zrównoważone relacje.”
Książka też przekonuje, że nie wszyscy ludzie na świecie muszą nas lubić i my też nie musimy lubić wszystkich. To wcale nie znaczy, że można krzywdzić innych świadomie, a jedynie, że trzeba zaakceptować to, że czasem każdy idzie w swoją stronę, bez poczucia żalu.
„Gdy przestaniesz uszczęśliwiać ludzi, nauczysz się, jak mawia doktor Seuss, że „Osoby, które się przejmują, nie są ważne, a te które są ważne, się nie przejmują”. Ludzie, którzy są ważni, kochają cię za to, kim jesteś, a te, które nie są ważne, doceniają cię jedynie za to, co robisz. Warunkowa akceptacja to żadna akceptacja, a koniec związku zbudowanego na schematach uszczęśliwiania innych to nie jest zły rezultat.”
Myślę, że mimo iż nie jestem tą publikacją mocno zachwycona, to i tak uważam, że jest to pozycja wartościowa, która może pomóc osobom z omawianą przypadłością. Książka zmusza do rozważenia zagadnienia z wielu stron, tłumaczy skąd bierze się konieczność uszczęśliwiania innych i co się za nią kryje. Dzięki podziałowi na tematyczne rozdziały można też z nią zapoznać się na wyrywki albo po prostu nie po kolei. Myślę, że dla osób, które chcą w zdrowy sposób dbać o siebie i najbliższych, albo są już zmęczeni tym, że sami dają, a nic nie dostają w zamian, to książka warta uwagi.
„(…) uszczęśliwianie innych nie jest oznaką troskliwości – jest próbą zarządzania reakcjami innych ludzi po to, by uniknąć uczucia, którego sobie nie życzymy.”
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Muza!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 14, 2021

"Egzekucja" Remigiusz Mróz

"Egzekucja" Remigiusz Mróz

 

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: Egzekucja
Cykl: Joanna Chyłka, tom 14
Data premiery: 15.09.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller prawniczy
 
Cykl thrillerów prawniczych o Joannie Chyłce i Kordianie Oryńskim swój początek miał w roku 2016. „Kasacja”, tom pierwszy to była jedna z pierwszych książek Remigiusza Mroza w ogóle oraz pierwsza nagrodzona – zyskała Nagrodę Czytelników Wielkiego Kalibru. I chyba to właśnie ona przyczyniła się do wzrostu popularności tego autora. Na ten moment jest to największy cykl pióra Mroza i ciągle jedyny zekranizowany – powstały już trzy sezony serialu oparte na trzech tomach cyklu, jednak już niedługo do dzieł zekranizowanych dołączy w końcu „Behawiorysta”. W serialu rolę Chyłki wcieliła się Magdalena Cielecka, w rolę Kordiana Filip Pławiak. Serial cieszy się również dużą popularnością, a już niedługo ma powstać powiązany z nim dokument o, jak określił to Player, „ogólnopolskim fenomenie Chyłki”. Ja jednak po zobaczeniu pierwszego sezonu, zdecydowałam pozostać tylko przy oryginale 😊 Każdy tom cyklu co prawda przedstawia inną sprawę kryminalną, jednak życie głównych bohaterów i powiązanych z nim spraw w serii jest na tyle istotne, że nie polecam czytać jej bez zachowania kolejności chronologicznej.
 
Fabuła „Egzekucji” rozpoczyna się trzy miesiące po wydarzeniach z tomu „Afekt”. Kordian dalej jest zaginiony, Chyłka prowadzi swoje biuro doradztwa prawniczego, jednak to poszukiwania partnera zajmują jej najwięcej czasu. Niestety ciągle są nieskuteczne, a Chyłka coraz częściej ucieka do swoich dawnych używek. I tak na miejscu przestępstwa zjawia się pijana – zadzwonił do niej policjant Szczerbiński z prośbą o pomoc prawną. I nie wygląda to dobrze, mężczyzna zastrzelił młodego chłopaka czystym strzałem w środek głowy. Szczerbiński twierdzi, że był to odruch i obrona przed atakiem chłopaka. Czy faktycznie tak było? I czy naprawdę tym Chyłka chce się zajmować, kiedy ewidentnie ma ważniejsze sprawy na głowie? A może za tą decyzją kryje się coś więcej?
 
Książka składa się z 4 tytułowanych rozdziałów, a te podzielone są na numerowane podrozdziały rozpoczynające się określeniem miejsca akcji (ulica, miejscowość). Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, podąża naprzemiennie za głównymi bohaterami powieści. Narrator jest wszechwiedzący, zna myśli i odczucia bohaterów. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla tego cyklu, co przejawia się głównie w dialogach, w których udział bierze Chyłka – to mowa współczesna, bardzo potoczna, odnosząca się do aktualnych trendów i popkultury, pełna ironii i sarkazmu, niepozbawiona przekleństw. Całość czyta się łatwo, szybko i przyjemnie, lektura nie wymaga specjalnie dużego skupienia.
„Idziemy na wojnę, Kormaczysko (…). A ja na samą myśl jaram się jak raca na Święto Niepodległości.”
Chyłka jest tu postacią najważniejszą, to na jej oryginalnej kreacji opiera się cały cykl. Teraz jest już kobietą dojrzalszą, która wie, czego od życia chce. Jakiś czas temu bohaterka w końcu zdecydowała się zaufać Kordianowi i stworzyła z nim naprawdę udany związek, więc teraz po jego zniknięciu czuje się jakby ktoś wyrwał jej serce. Przez to początek powieści jest dosyć smutny.
„Wszystko straciło jakikolwiek sens. Miała egzystować dla samego egzystowania? Gdzie w tym jakikolwiek cel?”
Ogólnie ten tom jest w dużej mierze historią o sprawach prywatnych bohaterów. Tu mierzą się z innymi wyzwaniami niż na sali sądowej, a pytania, na które muszę odpowiedzieć sięgają wręcz do rdzenia jestestwa. Co składa się na człowieka? Co tak naprawdę decyduje o uczuciach, emocjach jakie odczuwamy?
Jeśli chodzi o historię, to dużą rolę odgrywa tu przeszłość bohaterów i to, co wydarzyło się w tomach poprzednich. Są takie demony, które gonią bohaterów od początku, i tym razem znowu przyjdzie im się z nimi zmierzyć. Czy teraz w końcu uda im się rozwiązać sprawę tak naprawdę do końca?
„Prawo jest jak płot (…). Żmijom zawsze uda się jakoś prześlizgnąć, ale przynajmniej bydło się nie rozchodzi tam, gdzie nie powinno.”
Jak zawsze u Mroza główna intryga kryminalna składa się z ciągłych zwrotów akcji i zaskoczeń, stąd moja recenzja nie może być za bardzo konkretna, choć aż kusi mnie, żeby kilka poruszanych w książce tematów podrążyć. Mogę jednak napisać tylko tyle, że to druga połowa powieści dostarczyła mi naprawdę mocnych wrażeń i w jednym momencie byłam już bliska dania ultimatum autorowi. Na szczęście jednak okazało się, że i tym razem Mróz wszystko perfekcyjnie wyważył, co w pełni mnie usatysfakcjonowało.
 
Ogólnie „Egzekucję” uznaję za udany tom, choć przyznaję, że z początku akcja nie wciągnęła mnie w pełni. W końcu jednak i to się zmieniło, tak że drugą połowę książki przeczytałam w mgnieniu oka. Miłe jest czytać tom czternasty i widzieć, że pomysły na fabułę ciągle są dalekie od wyczerpania. Lubię tę serię, lubię jej humor i bezpośredniość. Książka finalnie dostarczyła mi wielu emocji, a o to przecież w twórczości Mroza chodzi, prawda? Czekam na dalsze przygody bohaterów serii!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!

grudnia 13, 2021

"Czterdzieści dusz" Piotr Borlik

"Czterdzieści dusz" Piotr Borlik

 

Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Czterdzieści dusz
Cykl: Sara Bednarek, tom 1
Data premiery: 18.11.2021
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 496
Gatunek: kryminał
 
O Piotrze Borliku na polskim rynku książki zrobiło się dosyć głośno jakieś dwa i pół roku temu, kiedy to ukazał się pierwszy tom serii Borskiej Proporcji, trylogii kryminałów, które zachwyciły czytelników nie tylko genialnym pomysłem na okładki, ale przede wszystkim treścią – to mocne historie o skrzywionych psychikach. Teraz Borlik wraca do tak mrocznych tematów z kryminałem „Czterdzieści dusz”, który ma duży potencjał, by również stać się początkiem nowej serii.
 
W klasztorze w małej miejscowości Kolno dochodzi do brutalnego morderstwa. Ofiarą pada ksiądz zarządzający tym miejscem, a jego ciało staje się swego rodzaju inscenizacją – widać, że morderca wszystko wcześniej zaplanował i dobrze przygotował się do zadania, a zbrodnia ma też znaczenie symboliczne. Kuria we współpracy z policją do zbadania sprawy wyznacza policjantkę Sarę Bednarek nie tylko ze względu na jej umiejętności, ale i jej znajomość wiary i symboli katolickich. Sara ma działać sama i po cichu, gdyż opinia publiczna nie powinna nigdy dowiedzieć się o tym zdarzeniu – przyciągnęłoby to uwagę do klasztoru, który jest placówką księży skazanych, tych najgorszego rodzaju, degeneratów, którzy popełnili przestępstwa tak duże, że trzeba było ich odseparować od społeczeństwa. Policjantka z początku nie jest świadoma czego tak naprawdę się podejmuje, lecz gdy zjawia się na miejscu, nie zamierza odpuścić. Czy jednak nie bierze na siebie za dużo? W końcu najprawdopodobniej w klasztorze dalej grasuje morderca, który dopuścił się tej brutalnej zbrodni, a Sara jest tak jedyną kobietą i jedynym przedstawicielem prawa w gronie czterdziestu zdegenerowanych mężczyzn, którzy nie są nastawieni do niej przyjaźnie…
 
 
Książka składa się z prologu, 31 rozdziałów i epilogu. Rozdziały rozpisane są na 5 części, czyli pięć dni śledztwa, które dzielą się na ‘noc’ i ‘dzień’. Każdy z rozdziałów składa się z wielu krótkich nienumerowanych podrozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia kilku postaci: przede wszystkim Sary, ale również od czasu do czasu jej przełożonego, księży mieszkających w klasztorze, a także woźnego mieszkającego razem z nimi. Styl powieści jest prostu i spójny, skupiony na akcji i myślach bohaterów, które ta wywołuje.
 
Zacznijmy tradycyjnie – od bohaterów. Autor pokusił się tu o kilka ciekawych kreacji postaci, które wraz z biegiem akcji przechodzą przemianę. Przed wszystkim mamy tu Sarę, główną bohaterkę, policjantkę, która by móc prowadzić tę sprawę została awansowana na podkomisarza. Sara jest osobą wierzącą, która teraz zostaje zderzona z instytucją Kościoła, a ta nie prezentuje się jej od najlepszej strony. Jak to wpłynie na nią samą? To praworządna kobieta z mocnym kręgosłupem moralnym. Sama od siebie dużo wymaga, jest skupiona i uważna, choć śledztwo, które prowadzi do łatwych nie należy. Czy jednak faktycznie będzie w stanie wykonać swoją pracę, kiedy to dyskrecja i zamiatanie spraw pod dywan jest ważniejsze od znalezienia mordercy?
Drugą z istotnych postaci jest Janusz, woźny, który od zawsze mieszka w klasztorze. To mężczyzna, który w jakiejś części na pewno jest upośledzony, który całe życie był poniżany przez innych. Kilka lat temu to właśnie w klasztorze, przy księdzu Krzysztofie odnalazł swoje miejsce, w miarę bezpieczny azyl, choć pozostali księża raczej nie odnosili się do niego wyrozumiale. Po śmierci Krzysztofa, Janusz wydaje się tracić rozum, zachowuje się naprawdę dziwnie. Czy może te dziwne zachowanie zaczęło się wcześniej i to on stoi za tą brutalną zbrodnią? Jaka jest jego rola w tym wszystkim?
Pozostali mieszkańcy klasztoru przedstawieni są dosyć wyrywkowo, tak by zobrazować ich winy, jednak by nie ujawnić za wiele. To nadaje lekturze tajemniczości, gdyż wydaje się, że każdy z opisanych nie zawahałby się przed popełnieniem takiej zbrodni. Morderca jednak chciał ewidentnie coś przekazać, trzeba więc znaleźć tego, który faktycznie miał motyw…
 
Miejsce akcji też nadaje lekturze ciekawego, tajemniczego klimatu. Duży, stary klasztor, w którym kilka skrzydeł wyłączone jest z użytku. Jest zima, a temperatura panująca za jego murami niespecjalnie różni się od tej na zewnątrz. Klasztor pełen jest spartańskich cel, a jedyne miejsce, gdzie tak naprawdę coś się dzieje, to kuchnia, w której kucharka z trzema dziewczynami z okolicznej wioski przygotowują dla księży posiłki. Budżet klasztoru, o który tak dba Janusz, nie jest za wysoki, więc mężczyzna gospodaruje wszystkim bardzo oszczędnie. Z tym obrazem mocno kontrastuje kuria, którą Sara i jej przełożony odwiedzają w Warszawie, w której gabinety arcybiskupa i głównego prawnika kościoła są pełne bogactwa i przepychu.
 
Intryga kryminalna jest naprawdę dobrze zbudowana. Poprzez kilka głosów narratorów i tajemnicę, w jakiej to wszystko się odbywa, sprawa jest naprawdę ciekawa i skomplikowana. Trzyma czytelnika w napięciu i często zaskakuje, a mrok świata w niej przedstawionego, tylko ten niepokój podbudowuje. Wszystko w tej powieści jest dobrze wywarzone, to rzadko się zdarza, ale tym razem naprawdę nie mam się do czego przeczepić 😊
 
Wydawnictwo mówi o tej książce, że jest to najbardziej kontrowersyjna pozycja w dotychczasowym dorobku autora i rozumiem skąd to stwierdzenie, choć uważam, że osoba inteligentna, wierząca czy nie, nie powinna znaleźć tu tematów, które wywołają te kontrowersje. Owszem, fabuła osadzona jest w tym najgorszym, najbardziej zdeprawowanym środowisku księży katolickich, jednak to przecież nie jest nic, o czym społeczeństwo nie wie, prawda? Wszyscy zdajemy sobie sprawę i słyszeliśmy o nadużyciach Kościoła. Oburzające jest na pewno to, jak Kościół sobie z tymi grzechami radzi – większość raczej zamiata się pod dywan, jednak i tu nie jest to atak na osoby wierzące, a po prostu krytyka środowiska, w którym na takie coś się pozwala. Narrator w pewnym momencie nawet podkreśla, że do takich nadużyć dochodzi też i w innych instytucjach jak między innymi policja, polityka czy prokuratura, więc nie jest to coś, co tyczy się tylko i wyłącznie Kościoła. Nie jest to też atak na wiarę, bo przecież mamy tu i dobrych katolików, jak przede wszystkim Sara. W każdym środowisku znajdą się osoby złe i zdeprawowane, które jednak nie określają przecież całego społeczeństwa. Jeśli już mamy się tu dopatrywać krytyki, to jedynie w tym, jak z tak złymi osobami środowisko sobie radzi. Zamiatanie spraw pod dywan zawsze jest złe, czy tyczy się to pojedynczej jednostki czy całego społeczeństwa.
 
Podsumowując, „Czterdzieści dusz” to kryminał osadzony w mrocznym, żeby nie powiedzieć po prostu złym świecie, gdzie osoby kierujące się zasadami moralnymi spotkać można naprawdę rzadko. Autor zabiera nas w rejony ludzi zdeprawowanych, którzy są chronieni przez swoją społeczność dla utrzymaniu pozytywnego wizerunku całości. Czy są jakieś granice, czy jakiś czyn może się okazać na tyle okropny, by ruszył to zamiatające pod dywan problemy społeczeństwo? Czy jest jakieś światełko w tunelu, ktoś, kto odważy się przeciwstawić panującym zasadom? I czy zło w ogóle może być uzasadnione? To dobry, mocny kryminał, którego akcja i sposób jej prowadzenia są naprawdę zajmujące. Dzięki tej książce znowu zaczęłam mieć ochotę na nasze polskie kryminały!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 11, 2021

"Nie chcesz wiedzieć" Bartosz Szczygielski

"Nie chcesz wiedzieć" Bartosz Szczygielski

 

Autor: Bartosz Szczygielski
Tytuł: Nie chcesz wiedzieć
Data premiery: 11.08.2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller / kryminał
 
Na każdą nową książkę Szczygielskiego czekam z wstrzymanym oddechem. Jest to jeden z tych polskich autorów, który co chwilę czytelnika zaskakuje, choć robi to cały czas w obszarze jednego gatunku, no, może dwóch, bo w swojej karierze napisał już i rewelacyjne kryminały i trzymające w napięciu thrillery.
Szczygielski na polskiej scenie kryminalnej pojawił się w 2016 roku pierwszym tomem świetnie przyjętej trylogii o policjancie Gabrielu Bysiu. Od tego czasu, prócz tych trzech kryminałów, napisał również dwie książki dla dzieci, sporo opowiadań, które ukazały się w kilku antologiach oraz 3 thrillery, z których najnowszy jest właśnie „Nie chcesz wiedzieć”. Szczygielski to taki autor szukający – w każdej jego powieści można znaleźć coś innego i oryginalnego. „Nie chcesz wiedzieć” pod względem oryginalnych rozwiązań jest jedną z najlepszych książek, jakie czytałam od dawna.
 
Fabuła powieści skupia się na postaci Agaty, kobiety lekko przed czterdziestką, która wiedzie życie samotniczki z dala od miasta. Utrzymanie zapewnia jej wyuczony zawód – Agata jest wróżką, zajmuje się odczytywaniem tarota. I tak pewnego dnia zjawia się u niej nowy klient. Przystojny, trochę starszy od niej, pewny siebie, nie zadaje żadnych pytań. Kiedy już mają zaczynać sesję, mężczyzna wstaje od stołu, kładzie przed nią zdjęcie mówiąc ‘wyglądasz jak ona’ i popełnia samobójstwo. Co to wszystko miało znaczyć? Kim jest ‘ona’ i kim są ludzie na zdjęciu? I przede wszystkim kim był ten mężczyzna i dlaczego zabił się właśnie w domu Agaty? Te pytania to tylko mała część problemów z jakimi przyjdzie jej się zmierzyć, zaraz do jej domu wkracza policja, a za nimi dziennikarze… Czy uwierzą, że Agata z tą śmiercią nie miała nic wspólnego? Kto pomoże jej znaleźć odpowiedzi na kluczowe pytania?
 
Książka składa się z kilku części noszących nazwy zaczerpnięte z kart tarota, a te podzielone są na dosyć krótkie podrozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego i podąża za Agatą, razem z wydarzeniami zdradzając jej myśli i odczucia. Styl powieści jest przyjemny i wyważony, język współczesny i staranny. Autor nie musi się uciekać do brutalnych słów czy scen, by zrobić na czytelniku wrażenie.
 
Muszę przyznać, że z początku zdziwił mnie wybór zawodu bohaterki, nigdy nie sądziłabym, że Szczygielski szarpnie się na tak metafizyczny temat. Muszę jednak przyznać, że zaskoczenie było naprawdę pozytywne, a Agata okazała się bohaterką zarówno bardzo zwyczajną, jak i oryginalną. To kobieta dosyć wycofana, która nie garnie się do ludzi. Na co dzień żyje sama w swoim domku, który odziedziczyła po matce i raczej nie szuka z nikim kontaktu.. To właśnie matka nauczyła ją zawodu, który też pozwala Agacie żyć na w miarę normalnym poziomie. Agata jednak nie jest nawiedzoną wróżbiarką, żyje tak jak na współczesną kobietę przystało, choć może nie jest ekspertem w dziedzinie mediów społecznościowych czy innych nowinek internetowych. Jest jednak otwarta na świat pod tym względem, że dopuszcza do siebie myśl, że może istnieć coś poza naszym światem, w którym żyjemy, inny wymiar, czy tak zwany los. Poprzez tę postać autor zgrabnie połączył współczesność ze światem metafizycznym.
„(…) próba kontrolowania swojego losu nic nie daje. Należy się poddać i po prostu wybrać jedną z dróg. Nic więcej.
Na nic więcej nie ma się wpływu.”
Fabuła powieści poprzez mężczyznę, który zabija się w domu Agaty, zwraca się ku jej przeszłości. Bo przecież jakoś te postacie muszą być ze sobą powiązane? By zrozumieć to, co dzieje się teraz, trzeba odkryć przeszłość, w której i u Agaty i u mężczyzny sporo jest niewiadomych. I tak czytelnik razem z Agatą i jej towarzyszką szuka punktu zaczepienia, opierając się na strzępach, które zna sama bohaterka. Akcja powieści jest dosyć dynamiczna, autor co chwilę nas czymś zaskakuje. Może nie wszystkie decyzje podjęcie przez bohaterów powieści wydają się w pełni racjonalne, Agata jednak jest kobietą, która chyba łatwo ulega wpływom innym, a motywacji innych tak naprawdę nie znamy, więc wszystko wydaje się dosyć prawdopodobne.
 
W tej powieści czytelnik wie tyle, co Agata, zatem niewiele. Każde kolejne wydarzenie, każde kolejne odkrycie i każdy zwrot akcji jest tu sporym zaskoczeniem i przede wszystkim właśnie to przyciąga uwagę czytelnika, zapewnia napięcie, które właściwe jest dla tego gatunku literackiego.
 
Na koniec jeszcze muszę napisać o samym pojęciu losu i wpływu jaki ma na życie każdego z nas. To książka, która pokazuje, że mimo naszej wolnej woli, poza podejmowaniem bieżących decyzji, nie mamy za dużego wpływu na to, co się wydarzy, a może inaczej – wpływ mamy, tylko nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich idących z tej decyzji konsekwencji, gdyż nie tylko od nas to zależy, sporo do powiedzenia ma tu ten wspomniany los, czy wypadkowa zderzenia decyzji innych z naszymi – jak zwał, tak, zwał, jednak nie zmienia to faktu, że nie jesteśmy w stanie zapanować nam wszystkim, co nam się przytrafia. Która decyzja jest więc tą właściwą? Czy w ogóle jest coś takiego jak właściwa decyzja? Książka wraca na te tematy uwagę na kilku różnych poziomach.
 
Muszę przyznać, że z thrillerów Szczygielskiego, to ten zrobił na mnie największe wrażenie. Po pierwsze autor zaskoczył mnie tematem, zajęciem głównej bohaterki, które z początku wydaje się dziwne, a jednak w końcu nabiera sensu. To powieść dynamiczna i zaskakująca, oryginalna pod względem tematu i budowy. Tym samym autor udowadnia, że mimo tej ogromnej fali kryminałów i thrillerów na współczesnym rynku książki, da się jednak stworzyć coś oryginalnego. Brawo! Oby kolejne powieści Szczygielskiego były tak nieoczywiste jak ta historia!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału!

grudnia 09, 2021

"Kaktus" Sarah Haywood

"Kaktus" Sarah Haywood

 

Autor: Sarah Haywood
Tytuł: Kaktus
Seria: Mała Czarna
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 11.08.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Gatunek: komedia romantyczna
 
„Kaktus” to debiut literacki Sarah Haywood, który w Polsce ukazał się w serii komedii romantycznych Mała Czarna. Warto jednak już przed lekturą wiedzieć, że nie jest to typowy przedstawiciel gatunku – niewiele jest tu zarówno wątków humorystycznych, jak i romantycznych, nie zmienia to jednak faktu, że całość robi naprawdę pozytywne i finalnie też optymistyczne wrażenie. Myślę, że to właśnie tym założeniem kieruje się seria Mała Czarna.
 
Fabuła powieści kręci się wokół czterdziestopięcioletniej Susan Green. Do tej pory jej życie biegło dobrze znanym torem – codziennie ta sama biurowa praca, później powrót do swojego niewielkiego, dobrze usytuowanego w Londynie mieszkania, a weekendy poza domem w towarzystwie Richarda, który tak samo jak ona ceni sobie wolność i własną rutynę. Poza nim Susan nie ma przyjaciół, ale też wcale ich nie potrzebuje – jest samotniczką, która ceni sobie swój czas, a inni ludzie ją po prostu denerwują. Teraz jednak jej życie przewraca się do góry nogami – właśnie zmarła jej matka, a do tego dochodzi jeszcze jeden problem, który zmieni jej życie na zawsze. Susan musi więc wrócić w rodzinne strony, zająć się spadkiem po matce i spotkać z mocno nielubianym bratem… Jak ta zmiana rutyny wpłynie na kobietę? Czy będzie sobie w stanie poradzić sama z wszystkim tym co raz po raz wali jej się na głowę?
 
Książka podzielona jest na miesiące – od sierpnia do marca i składa się z 28 rozdziałów. Narratorką powieści jest Susan, która zdaje się, że opisuje wydarzenia i samą siebie specjalnie dla czytelnika. Nie jest jednak specjalnie wyrozumiałą narratorką, nie wyjawia nam od razu wszystkiego, każe się domyślać, a dopiero w momencie, kiedy nie da się już dłużej opisywać spraw bez nazwania ich po imieniu, to robi od razu siebie tłumacząc. Bieżące wydarzenia często przerywane są wspomnieniami bohaterki, najczęściej tyczą się jej dzieciństwa. Styl powieści jest lekki i przyjemny, książkę czyta się z łatwością.
 
Susan jak główna bohaterka jest dosyć oryginalną postacią, którą niektórzy czytelnicy mogą mieć problem polubić. Bo jest to kobieta, która wszystkich od siebie odpycha. Skupiona na sobie, patrząca na życie tylko ze swojej perspektywy, nie zastanawiająca się jak ona sama wpływa na innych i co oni przez nią czują. Susan jest pedantką i perfekcjonistką, jest uwięziona w rutynie i własnej niezależności za wszelką cenę. Do tego przekonana, że jej racja jest zawsze tą właściwą, nie dopuszcza do siebie myśli, że nawet ona może się kiedyś mylić. Patrząc na te wszystkie cechy widać, że jest to osoba trudna, jednak z biegiem lektury czytelnik dowiaduje się skąd jej wszystkie cechy się wzięły. Nie chcę zdradzać więcej, ta postać jednak jest świetnym obrazem tego, że ludzi nie należy oceniać od pierwszego wejrzenia – każdy ciągnie za sobą jakąś historię, która zrobiła z niego taką osobę, jaką jest teraz. To naprawdę dobra kreacja psychologiczna postaci.
 
Fabuła powieści opiera się na kolejnych niespodziewanych wydarzeniach i wyzwaniach, które pojawiają się przed Susan. Ich natężenie może nie jest ekstremalnie dynamiczne, raczej dobrze wyważone, tak że czytelnik podczas lektury na pewno nie będzie się nudził, jednak też nie dostanie palpitacji serca od nadmiaru emocji.
 
Wydarzenia przedstawione w powieści toczą się w Londynie i w Birmingham, gdzie bohaterka dorastała. Teraz ma nadzieję odziedziczyć połowę tego domu, z którym wiąże się masa różnych wspomnień. Obydwa miejsca w powieści przedstawione są urokliwie – nie czuje się w powieści tego londyńskiego pędu, może dlatego, że Susan jest taka wycofana, a Birmingham to małe przytulne domki i znający się sąsiedzi.
 
Jak wspomniałam na wstępie, książka raczej nie jest typową komedią romantyczną, choć oczywiście i jej elementy tu znajdziemy. To jednak przede wszystkim historia kobiety, która dla ochrony otoczyła się kolcami i do teraz nie pozwoliła się nikomu przez ten mur obronny przedrzeć. Dopiero wydarzenia przedstawione w powieści tę spójność muru czy ostrość kolców naruszyły. Wszystko to opowiedziane jest jednak z pogodą ducha, a Susan w swojej dziwności jest delikatnie zabawna. Książka z lekkością porusza tematy, które są naprawdę ciężkie i tym samym daje nadzieję, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Spędziłam z nią naprawdę przyjemny czas i Susan, o dziwo, od razu przypadła mi do gustu.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 08, 2021

"W cieniu terapeutki. Zazdrość" Anna Krystaszek

"W cieniu terapeutki. Zazdrość" Anna Krystaszek

 

Autor: Anna Krystaszek
Tytuł: W cieniu terapeutki. Zazdrość
Cykl: W cieniu terapeutki, tom 1
Data premiery: 06.10.2021
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller / kryminał
 
„W cieniu terapeutki. Zazdrość” to pierwszy tom nowego cyklu kryminalnego, a zarazem debiut literacki Anny Krystaszek. Wcześniej autorka przez kilkanaście lat pracowała jako terapeutka, a nabyte wtedy doświadczenia sprytnie wykorzystuje w swojej powieści. Teraz poświęciła się już tylko pisaniu, więc niejako postawiła wszystko na jedną kartę.
 
Główna część wydarzeń „W cieniu terapeutki” toczy się w lutym 2018 roku. Właśnie zbliża się szósta rocznica śmierci męża i synka Magdy, psychoterapeutki. Kobieta do teraz nie pozbierała się po tym ciosie, jej życie prywatne nie istnieje, zajmuje się tylko swoimi pacjentami. I właśnie teraz jeden z nich wyprowadza ją z równowagi – wydaje jej się, że ją śledzi. Chwilę później ktoś do okna jej samochodu przykleja wiadomość mówiącą o tym, że jutro mija rocznica morderstwa jej rodziny. Morderstwa? Czyżby Kamila, policjantka, która zajmowała się tą sprawą lata temu, miała rację? Sądziła, że jej rodzina została zabita z premedytacją, nie zdążyła jednak tego potwierdzić, bo sama zginęła podczas innej akcji policyjnej. A może zginęła, bo za dużo wiedziała? Czy te trzy śmierci są ze sobą połączone i jeśli tak to kto za nimi stoi? Czy Magda jest bezpieczna? Szybko okazuje się, że nie całkiem, a policja wszczyna nowe dochodzenie…
 
Książka składa się z prologu (wydarzenia z 2012 roku), 17 rozdziałów (luty 2018) i epilogu (luty 2019). Każdy z rozdziałów przedstawiony jest z punktu widzenia kilku postaci w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, zmiany narratorów i czasu zaznaczone są w tekście. Styl powieści jest bardzo potoczny, nie stroni od wulgaryzmów, a zdania są krótkie.
 
Główną bohaterką jest wspomniana Magda i jest to dosyć ciekawa postać, głównie ze względu na swoją profesję – jest terapeutką, a czytelnik ma okazję uczestniczyć w jej kilku sesjach, a przynajmniej poznać ich przebieg. Kobieta pomaga różnym osobom, ale dla fabuły najistotniejszy jest Adam. To mężczyzna pełen lęków, który również jest narratorem powieści. Adam praktycznie nie wychodzi z domu, a demony przeszłości, dzieciństwa nie pozwalają mu żyć normalnie, przez co automatycznie robi się dla czytelnika postacią podejrzaną.
Sama Magda prywatnie już tak uporządkowana nie jest. Nigdy nie pogodziła się ze stratą rodziny, przez co nie potrafi ruszyć na przód. Odrzuciła od siebie wszystkich, została jej tylko przyjaciółka Olga, z którą współdzieli praktykę terapeutyczną oraz Kuba, który właśnie przestał być jej pacjentem i zamienił się w bliskiego przyjaciela. Magda pali jak smok, pije i nie dba o nic. Jak długo można tak żyć?
Kreacja postaci powieści nie jest bez wad. Czasami ich zachowania wydają się nie całkiem uzasadnione, wypadają trochę sztucznie. Szczególnie w momentach, gdy autorka opisuje miłosny wątek powieści – nie jest on za obszerny, jednak miałam wrażenie, że był wyrwany rodem z tanich romansów. Na szczęście nie zdominował wątku kryminalnego, dzięki czemu mam nadzieję, że autorka w przyszłości nabierze większej wprawy w tego typu tematach.
 
Fabuła powieści jest dosyć dynamiczna. Cały czas coś się dzieje, pojawiają się nowe tropy, a dzięki ciągłej zmianie postaci narratora mamy okazję przyglądać się poszczególnym sytuacjom z kilku punktów widzenia, co daje poczucie pełności. Zagadka kryminalna zbudowana jest bardzo zgrabnie, co prawda części rozwiązania się domyśliłam, jednak podobało mi się to, jak wszystkie małe elementy finalnie wskoczyły w odpowiednie miejsca, tworząc jedną całość – nic tu nie jest zbędne, każda informacja ma znaczenie. To duży plus tej powieści. Epilog też jest zaskakujący – to już zapowiedź tomu drugiego.
 
Ogólnie „W cieniu terapeutki” to obiecujący debiut. Nie jest to książka bez wad, dobrze by było, gdyby autorka trochę popracowała nad stylem i niektórymi zachowaniami postaci, by były nieco bardziej prawdopodobne, jednak mimo wszystko spędziłam z nią przyjemnie czas. To raczej lektura, którą zaliczam do tak zwanych ‘czytadeł’ – nie wymagam za wiele, a po prostu czerpię przyjemność z niezobowiązującej lektury. Myślę, że na tom drugi też się skuszę.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Muza!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

grudnia 07, 2021

"Na południe od Brazos" Larry McMurtry

"Na południe od Brazos" Larry McMurtry

 

Autor: Larry McMurtry
Tytuł: Na południe od Brazos
Cykl: Lonesome Dove, tom 1
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Data premiery: 18.10.2017
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 896
Gatunek: western
 
Książka „Na południe od Brazos” to jeden z najpopularniejszych tytułów amerykańskiego pisarza Larry’ego McMurtry’ego. Samo wydawnictwo Vesper mówi o niej, że jest to perła w koronie ich katalogu wydawniczego, bezwzględnie najlepsza powieść sygnowana ich logotypem. Powieść wybitna, powieść totalna. Powieść, którą powinno się w ciągu życia przeczytać. Po jej lekturze z czystym sumieniem mogę się pod tymi stwierdzeniami podpisać.
Larry McMurtry jest autorem dwudziestu dziewięciu powieści, trzech biografii, dwóch zbiorów esejów i ponad trzydziestu scenariuszy filmowych. Jego najważniejszymi powieściami są właśnie „Na południe od Brazos”, które zostało nagrodzone w 1986 roku Nagrodą Pulitzera, oraz „Czułe słówka”. Obydwie książki (i nie tylko) doczekały się swoich ekranizacji filmowych – „Na południe od Brazos” zostało zekranizowane jako miniserial, który na początku lat 90tych ubiegłego stulecia pojawił się też w polskiej telewizji. Książka ta ostatecznie też doczekała się kolejnych tomów, „Ulice Laredo” to kontynuacja tej historii, poza tym powstały jeszcze dwa tomy opowiadające historię toczącą się wcześniej niż „Na południe…”.
Tytuł ten w Polsce po raz pierwszy pojawił się w 1991 roku, jak i kilka innych jego książek, które zostały u nas wydane w latach 90tych. Na początku lat dwutysięcznych pojawiły się jeszcze „Czułe słówka”, a w ostatnich latach Wydawnictwo Vesper przypomniało polskiemu czytelnikowi o tym wybitnym twórcy. Na razie prócz „Na południe od Brazos” Vesper wydało „Ostatni seans filmowy” oraz wspomniane „Ulice Laredo”. I właśnie z okazji tej premiery trafiła do mnie część pierwsza, która to wszystko zapoczątkowała…
 
Fabuła powieści rozpoczyna się w Teksasie, przy samej granicy z Meksykiem. Tam, w małym miasteczku Lonesome Dove biznes prowadzi dwóch przyjaciół – Call i Augustus, którzy od kilku dobrych lat zajmują się sprzedażą bydła i koni, a wcześniej przewodzili słynnemu oddziałowi pograniczników, którzy walczyli z Indianami i Meksykanami. Ich życie toczy się spokojnym rytmem i choć mężczyźni różnią się od siebie jak dzień od nocy, to jednak ich współpraca przebiega pomyślnie. Sytuacja zmienia się, kiedy na ranczo dociera ich dawny przyjaciel – Jake, który ucieka przed szeryfem małego teksańskiego miasteczka, gdzie przypadkowo zastrzelił burmistrza… Jake przekonuje Calla, że powinni się udać z bydłem do Montany, w której jeszcze prawie nikt się nie osiedlił, a która lada moment zostaje uznana za raj do hodowców. Call, o dziwo, pomysł ten podchwytuje – zatrudnia kilku kowbojów, razem z nimi udaje się za granicę po bydło i w końcu z prawie trzema tysiącami krów ruszają na północ. Nikt przed nimi tak daleko nie spędzał bydła, nikt nie odważył się na tak daleką, wielomiesięczną podróż przez tereny, który uznawane są za naprawdę niebezpieczne i to ze względu na Indian i ze względu na ich pustynny charakter. Czy uda im się dotrzeć do celu?
„Pomysł, by pędzić stado przez osiemdziesiąt mil bezwodnego pustkowia, nie był wprawdzie roztropny, ale z lat, które zajęło mu tropienie Indian, Call wyniósł tę wiedzę, iż rzeczy z pozoru niewykonalne często okazują się możliwe. Trudności tylko wtedy wydawały się nie do pokonania, gdy za wiele się o nich myślało i nad wszystkim brał górę strach. Chodziło o to, żeby nieustępliwie przeć naprzód.”
Książka składa się z trzech części i 102 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszystkowiedzącego, który uważnie i naprzemiennie obserwuje bohaterów powieści. Każda kolejna część wprowadza do fabuły kilku nowych bohaterów. Styl powieści jest prosty, stylizowany na dawną mowę. Podczas lektury warto też mieć na uwadze to, że polskie tłumaczenie ma już też 30 lat, więc od czasu do czasu można spotkać trochę dziwną konstrukcję gramatyczną, co jednak kompletnie nie umniejsza przyjemności z lektury. Bo książkę czyta się po prostu doskonale! Płynnie i przyjemnie, prostota z jaką wszystko jest przekazane jest naprawdę mocno zajmująca.
 
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o pięknym wydaniu, z którego słynie wydawnictwo Vesper. Wizualnie książka prezentuje się doskonale – twarda oprawa, wydanie jest nieco większe niż normalnie, ciekawa grafika na okładce. Książka rozszerzona jest o bardzo konkretne, a równocześnie bogate w ciekawe zagadnienia posłowie Michała Stanka, który określa „Na południe od Brazos” jako powieść totalną, a także o kilka fotografii serialu i zdjęć z epoki. Wszystko to składa się na książkę, która jest perełką w każdej biblioteczce, jednak przy tak wielkiej objętościowo i gabarytowo książce, pierwszy raz naprawdę żałuję, że wydawnictwo Vesper nie zaoferowało nam również ebooka. Mimo że książka prezentuje się naprawdę pięknie, to jednak taką cegłę czyta się po prostu fizycznie trudno. W aktualnych czasach brak ebooka przy takim tytule naprawdę boli.
„Nie próbuj odpłacać bólem za ból (…). W takich sprawach nigdy nie udaje się dokładnie wyrównać rachunków.”
Kwestie wydania to jednak temat poboczny, skupmy się na tym co naprawdę ważne, a zatem na samej powieści. Klika filmów-westernów na pewno w życiu widziałam, jednak to była pierwsza książka, jaką przeczytałam w tym gatunku. I od razu, dzięki genialnego posłowiu, uświadomiłam sobie jak wiele więcej dał nam autor pod przykrywką tego gatunku. Western to powieść o kowbojach i Indianach, którzy prowadzą między sobą walki na Dzikim Zachodzie. Często jest spęd bydła i kilka typowych ról kobiecych. Wszystko to tutaj znajdziemy. Mamy wielką wyprawę, spęd bydła przez cały obszar Stanów Zjednoczonych w czasach, kiedy ziemie te dopiero się zaludniały. Indianie przedstawieni są jako ci źli, choć już tutaj mamy trochę odstępstw od gatunku – prócz tych złych, którzy krzywdzą białych, są i ci, którzy potrafią żyć z nimi w zgodzie. Oczywiście głównymi postaciami jest garść kowbojów, którzy nadzorują przeprawę bydła, są też wspomniane postacie kobiecie – Lorena, kobieta lekkich obyczajów marząca o lepszym życiu w innym miejscu oraz Klara, dawna miłość Gusa, której utraty ciągle nie potrafi przeboleć. Jest szeryf, właściciel saloon-baru i tym podobne postacie kojarzące się z tym gatunkiem. Jednak głębia każdego bohatera pojawiającego się w powieści jest naprawdę zaskakująca. Autor niesamowicie dobrze przedstawił psychologię swoich bohaterów, ich bolączki i motywy działania. Każda postać jest inna, każda przedstawia coś innego, każda boryka się z czymś innym, a jednak wszyscy razem przez kilka dobrych miesięcy biorą udział we wspólnej, niebezpiecznej przygodzie.
„Taka właśnie jest dzicz: kryją się w niej rozmaite niebezpieczeństwa i na tym między innymi polega jej urok. Indianie władają tym krajem od wieków. Dla nich jest cenny, bo stary, a nas podnieca, bo taki nowy.”
Książka przede wszystkim jest powieścią drogi. Nasi kowboje przemierzają cały kraj w poszukiwaniu lepszego życia. Każdego ta wędrówka zmienia, każdy w pewien sposób dojrzewa. Najlepszym przykładem tego jest postać młodego chłopaka, Newta, który wiele lat temu został przygarnięty przez Calla i Gusa, a teraz po raz pierwszy pełni rolę kowboja, po raz pierwszy trzyma broń. Newt właśnie w tej przeprawie zderza się z prawdziwym światem, obserwuje jego urok, ale i grozę, uczy się jak radzić sobie w sytuacjach, które wymagają natychmiastowej reakcji. Newt dojrzewa, w czasie podróży staje się mężczyzną, który przestaje się bać i zaczyna w siebie wierzyć. To jedna z postaci, którą polubiłam najmocniej, a jak okazało się w posłowiu, to właśnie on jest tytułowym samotnym gołębiem (w oryginale książka nosi tytuł „Lonesome Dove”).
Poza Newtem oczywiście wszyscy pozostali uczestnicy dzięki tej przeprawie też zaczynają na życie spoglądać inaczej i to tyczy się też obydwu panów, którzy zapoczątkowali ten spęd. Mimo że są to mężczyźni doświadczeni, starsi, to jednak okazuje się, że są rzeczy, które dopiero taka wędrówka przed nimi odkrywa…
„- (…) Ja tam się cieszę, że nie wyszedłem z wprawy w błądzeniu.
- A po co człowiekowi taka wprawa? Ja bym myślał, że błędów raczej woli się unikać.
- Skoro nie sposób ich uniknąć, trzeba się nauczyć, jak sobie z nimi radzić. Jeżeli tylko parę razy w życiu stajesz oko w oko ze skutkami własnych pomyłek, musi to okropnie boleć. Ja swoim błędom patrzę w twarz codziennie, więc niewiele bardziej mnie bolą niż golenie na sucho.”
Sama wyprawa jest też niesamowita i dosyć smutna. Tyle niebezpieczeństw ile czeka na jej uczestników, tyle trudnych przemyśleń i sytuacji. Czy bohaterowie porwali się na coś, czemu nie dadzą rady sprostać? Coś, co ich przerośnie? W pewnym momencie wydaje się, że tak, że porwali się z motyką na słońce… Kraj jest groźny, pusty i nieprzyjazny, i nie tylko Indianie są zagrożeniem. Węże, brak wody, warunki atmosferyczne, to tylko część problemów z którymi przyjdzie się bohaterom zmierzyć.
„Nigdy w życiu nie pił czegoś tak smakowitego. Nawet nie przypuszczał, że można być tak spragnionym najzwyklejszej w świecie wody. Przypomniało mu się, ile razy pił do syta, nie przykładając do tego większej wagi. Postanowił bardziej się delektować przy następnej okazji – jeżeli będzie ją miał.”
Mimo że jest to powieść przedstawiająca historię fikcyjną, to autor sprytnie powplatał wiele z prawdziwej historii Stanów Zjednoczonych. Dobrze oddał styl życia, warunki w jakich żyli wtedy ludzie, jak wyglądały miasta i osiedlanie nowych mieszkańców. W posłowiu Stanek świetnie to wszystko wyjaśnia, nie będę więc za nim powtarzać, jednak musiałam zaznaczyć, że i pod powieść historyczną można tę książkę wpisać.
 
„Na południe od Brazos” to jedna z tych powieści, o których można by pisać i pisać, a i tak nie powiedziałoby się wszystkiego. To wielowątkowa historia, w której przeplatają się losy wielu postaci, a każda z nich opisana jest z ogromnym wyczuciem i zrozumieniem. To powieść, która urzeka spójnością, prostotą i po prostu swoją historią. To zarazem powieść prosta i głęboka, która zbudza ogrom emocji – kilka razy nad nią płakałam, śmiałam się, cieszyłam i smuciłam. Mimo niewygody podczas lektury ogromnie cieszę się, że dane mi było ją przeczytać. Nie wydaje mi się, bym mogła o niej kiedykolwiek zapomnieć, zostanie ze mną na zawsze.
 
Moja ocena: 9/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Vesper!  

grudnia 07, 2021

Wygraj "Krwawe łzy" - konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Krwawe łzy" - konkurs patronacki (rozwiązany)

 

Jedną z książek, które wczoraj polecałam Wam na prezent świąteczny, są "Krwawe łzy" Wojciecha Wójcika. To wielowątkowy kryminał, którego część akcji toczy się w górach na granicy polsko-ukraińskiej, a druga część w małej wsi na Podlasiu. Wójcik za każdym razem zaskakuje mnie tym, jak każdy element fabuły finalnie znajduje swoje miejsce - tu nic nie jest bez znaczenia! "Krwawe łzy" to też drugi tom cyklu o policjantach Agnieszce Jamróz i Pawle Łukasiku, których część czytelników zna już z "Kursu na śmierć". Ja mam tę przyjemność patronować obydwu tym tytułom, dlatego też dzisiaj mam dla Was aż pięć egzemplarzy "Krwawych łez", które swoją premierę miały dokładnie dwa tygodnie temu! Książkę oczywiście można czytać bez znajomości tomu pierwszego.
 Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o tym tytule, zapraszam do zapoznania się z moją recenzję - klik!, a tutaj ruszamy z konkursem!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

"Krwawe łzy", podobnie jak pozostałe książki tego autora, są sporą cegiełką - liczą lekko ponad 700 stron. Wiem, że są czytelnicy, których odstrasza taka objętość, jednak zgłaszając się do tego konkursu udowadniasz, że nie należysz do tego grona. Dlatego:   
Napisz dlaczego lubisz czytać tak obszerne powieści.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 7 do 12 grudnia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę pięć, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!

13.12 aktualizacja - wyniki konkursu:
Pisanie grubych powieści jest dosyć ryzykowne, bo właśnie ze względu na objętość część czytelników rezygnuje z lektury już na wstępie. Cieszę się więc, że znalazło się tylu czytelników, którzy nie boją się grubasków, a niektórzy wręcz mówią, że im dłuższa książka, tym lepiej! Przy czytaniu Waszych zgłoszeń zaczęłam żałować, że nie mam dla Was jeszcze więcej książek do rozdania, ale obiecuję, że i tak jeszcze zapewnię Wam możliwość zapoznania się z tym tytułem. Bo warto!
A chcąc nie chcąc, musiałam wygrać pięć zwycięskich zgłoszeń, zatem oto one:

FB:
1) Ania Kuczyńska
Dla mnie nie ma znaczenia objętość książki. Jeśli jest ona dobrze napisana, to czytam z tą samą radością cienką jak i grubą książkę. Nie należę do osób, które uważają, że grubość to gwarancja lepszego poznania bohaterów, czy też bardziej dopracowana fabuła. Niestety, często zdarza się, że wiele wątków to tzw. dłużyzny, które niczego nie wnoszą prócz nudy i zniechęcenia.
Mimo wszystko grube książki lubię czytać. A jeśli jednak nie spełniają moich oczekiwań to
- pięknie prezentują się w domowej biblioteczce 🙂
- mogą służyć jako podnóżek 🙂
- służą celom pedagogicznym: "patrz jakie grube książki czyta mama, a ty nie możesz przeczytać tej nowelki?"
...ale oczywiście "cegły" pana Wojciecha Wójcika, do tej kategorii nie należą.

2) Henryk Postawka
Lubię obszerne opowieści,
bo dużo treści się w nich mieści.
Można je czytać w każdej podróży
i czas się wtedy wcale nie dłuży.
Nie trzeba ciągle sięgać po nowe,
gdy jedna grubaśna wskazuje czytelniczą drogę.
To nie są nigdy błahe opowieści,
gdy mają w sobie tak dużo treści.
Z powodów powyższych bardzo takie lubię,
ważą też niemało, więc ich nie gubię.
Na koniec zaś mogę prosić skromnie,
aby KRWAWE ŁZY trafiły do mnie.😍

3) Izabela Bilarska-Obrzud
To może odpowiem cytatem "...żeby tak nasycić się, ale wciąż w zapasie mieć..." 😉😀
Ciekawą książką można się delektować, a im jest dłuższa, tym większa radość ☺️

4) Dorota Macugowska
Jeśli książka wciąga i osacza, to się nie zauważa nawet jaka jest długa. Tu nie chodzi, myślę, tylko o ilość stron, ale o treści tam zawarte. czasem krótka książka nuży i nie można jej dokończyć, a długa - zachwyca i fascynuje aż po okładkę😃

IG:
5) @kulturalnaania
Odpowiedź jest prosta❤️ uwielbiam spędzać jak najwięcej czasu z książkami, które mi się podobają! Im lepsza książka tym może być dłuższa, nikt nie chce w końcu kończyć świetnej książki, chce się nią nacieszyć jak najdłużej ❤️

Gratulacje! Czekam do czwartkowego wieczoru na Wasze dane adresowe!
Pozostałym uczestnikom dziękuję za poświęcony czas i zgłoszenia. Zapraszam do dalszej obserwacji moim profilów, niedługo ruszymy z kolejnymi aktywnościami!