stycznia 31, 2024

"Nielat" Piotr Kościelny

"Nielat" Piotr Kościelny
Autor: Piotr Kościelny
Tytuł: Nielat
Data premiery: 24.01.2024
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 424
Gatunek: powieść kryminalna
 
Piotr Kościelny na rynku literatury kryminalnej obecny jest już kilka lat. Debiutował w 2017 roku, z każdą kolejną napisaną i wydaną książką zdobywał coraz więcej czytelników. Ja dołączyłam do nich stosunkowo niedawno, bo w 2022 roku, przy jego jedenastej powieści (recenzja – klik!), kiedy to już wydawał pod skrzydłami Wydawnictwa Czarna Owca. Autor w swoim dorobku sięga po historie kryminalne, czasami sensacyjne, ale niezależnie od tematu stawia na prosty język i realizm. Świat, który przedstawia jest brudny, zły, ale i niestety bardzo realny. W każdej z jego powieści (przynajmniej tych, które czytałam...) czuć, że autor dogłębnie zna temat z życia, może jego drugi zawód mu to ułatwia? Poza tworzeniem powieści prowadzi firmę detektywistyczną, uczy też samoobrony.
 
“Nielat” to kolejny tytuł (po “Szymku” -klik!), w którym autor zabiera nas do Wrocławia sprzed lat. Są lata 90te, dokładnie to lato 1998 roku. Wydział zabójstw komendy miejskiej jednego dnia dostaje dwa wezwania - w jednym z pustostanów znaleziono spalone zwłoki, po ich wielkości śledczy szacują, że ofiarą jest nastolatek, ale ciało jest niemożliwe do rozpoznania, jedynym tropem jest wiszący na nich medalik. Drugie wezwanie tyczy się podobnych rejonów, meliny, w której ktoś zamordował znanego aktora. W jaki sposób te dwie sprawy się łączą? Dlaczego ktoś podpalił ciało? I co znany aktor robił w tak szemranej dzielnicy?
“Ludzie zabijają z różnych pobudek. Czasem są zabójstwa bez sensu i bez motywu.”
Książka rozpisana jest na 13 rozdziałów, każdy to jeden dzień śledztwa. Rozdziały podzielone są na opis wydarzeń aktualnych, od 15 lipca do 29 lipca 1998 roku (ich jest więcej), które naprzemiennie przetykane są rozdziałami z przeszłości, rozpoczynającymi się cztery lata wcześniej, kiedy to 11letni Michał padł ofiarą swojego własnego wujka. Rozdziały dotyczące jego losów poznajemy w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, rozdziały tyczące śledztwa policyjnego z 1998 roku w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. W tych fragmentach mamy szersze spojrzenie, narrator naprzemiennie obserwuje grupki śledczych ze sobą w jednym zespole współpracujących. Styl powieści to, jak już we wstępie wspomniałam, coś mocno charakterystycznego dla tego autora. Język, budowa zdań jest prosta, nieco oschła, nie jest zabarwiona emocjami czy zbędnymi przymiotnikami, zwyczajnie oddaje to, co jest, nawet kiedy rzeczywistość jest najbardziej brutalna z tych, jakie tylko można sobie wyobrazić. Dla narratora nie jest to jednak nic szokującego, nie budzi to jego emocji. Myślę, że właśnie w tym jest ta niepozornie duża siła, takie zwyczajne przedstawienie tak niezwyczajnych spraw tylko pogłębia efekt szokowania czytelnika, mocniej wstrząsa nim niż gdyby autor uciekał się do prawdziwie obrzydliwych opisów. Czego nie robi - u niego te drastyczne sceny dzieją się poza kadrem, są tylko zasygnalizowane - autor nie ma czytelników za głupców, wie, że każdy zdaje sobie sprawę, co dzieje się z bohaterami powieści w chwilach przemilczanych. Do tego, mimo iż sprawy przybierają nieraz bardzo drastyczny, szokujący obrót, język jest praktycznie pozbawiony wulgaryzmów - i tak autor udowadnia, że to nie przekleństwa budują napięcie, to nie one oddają emocje czytelnikowi. Ten styl, te niedopowiedzenia, ten brak przekleństw budzi we mnie szacunek dla autora – bo czuć, że i on szanuje swoich czytelników, wie, że o trudnych tematach można rozmawiać inteligentnie i z szacunkiem dla języka polskiego.
 
A skoro jesteśmy już przy języku i realności powieści, to od razu wspomnę też o realiach życia lat 90tych we Wrocławiu. To zaznaczone jest w powieści subtelnie, ale nadaje lekturze fajnego smaczku. Jest i język specyficzny dla grupy policjantów, jak np. ten tytułowy nielat (to po prostu osoba nieletnia), ale są też słowa spotykane tylko na obszarze Wrocławia, określenia jedzenia, czy specyficzne dla tego miasta budynki. Oczywiście są też ogólne realia lat 90tych - na tyle subtelne, że sama czasami zapominam, że to czasy sprzed telefonów komórkowych i internetu, ale są - wzmianki o muzyce czy filmach tamtego okresu.
 
To jednak cały czas tło, bo to, co na planie pierwszym, to tematy mniej miłe. Historia zabiera nas w brudny, patologiczny świat, pełen krzywd, ogólnej znieczulicy, dbania tylko o swoje dobro i swoje potrzeby. W takim świecie żyje Michał, z perspektywy którego poznajemy część wydarzeń - swoją drogą, w chwili gdy poznajemy Michała, czyli kiedy ma te 11 lat, ten suchy styl autora sprawdza się najmniej, bo jest po prostu trochę za dorosły dla narracji pierwszoosobowej dziecka, ale im bohater jest starszy, im więcej doświadczeń ma za sobą ta granica pomiędzy wiekiem a językiem się zaciera, z początku jednak jest wyczuwalna. Wracając do tematu głównego - Michał to chłopiec pochodzący z rodziny alkoholików, który nigdy nie miał w życiu nikogo, kto przejąłby się jego losem. Czytelnik poznaje go na moment przed niewyobrażalną krzywdą, jaką wyrządza mu wujek, co zmienia całego jego życie, podejście do świata i siebie samego. I my tę zmianę obserwujemy, dokładnie śledzimy jak Michał coraz bardziej traktuje swoje ciało jako instrument, jedyny przedmiot, którym może coś ugrać, jedyną kartę przetargową, która może go wyrwać z tego świata. Bo mimo biedy, alkoholizmu, brudu, krzywd i ogólnej patologii cały czas czuć, że Michał chce życia lepszego - tego zwyczajnego, bezpiecznego, w którym mógłby funkcjonować jak każdy inny człowiek, szanować sam siebie i po prostu żyć, może nawet chwilami szczęśliwie. Coś, co my mamy na co dzień, coś, co traktujemy całkowicie zwyczajnie, jako coś nam należne.
“(...) każdy z tych nastolatków ma za sobą bagaż doświadczeń i ciężar czasem naprawdę traumatycznych przeżyć.”
W historii dotyczącej przebiegu śledztwa spotykamy więcej postaci, przewodzi im Nawrocki, zwany Czartem, który jest prowadzącym to śledztwo, a w razem z nim współpracuje jeszcze piątka, momentami szóstka śledczych - zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Tyle że i tu sytuacja przedstawiona jest mocno realistycznie - tempo akcji nie toczy się tempem super-dynamicznym, raczej umiarkowanym, a policjanci nie zajmują się jedną sprawą - już przecież na wstępie mają dwa zgłoszenia, którymi muszą zajmować się jednocześnie, później dochodzą kolejne, co sprawia, że czytelnik czuje się, jakby obserwował prawdziwy dzień z życia śledczego - kilka zaczętych spraw, większa liczba ciągle czekających nie rozwiązanie, papierki do wypełnienia, ale i czas na pożartowanie ze współpracownikami czy powroty do domu, do życia rodzinnego o racjonalnych porach. Rozumiem dlaczego w innych kryminałach tego nie dostajemy - to trochę spowalnia detektywistyczny pęd - ale w przypadku Kościelnego to nie jest minus, to kolejna cecha, która wyróżnia jego twórczość na tle innych, budująca tej charakterystyczny dla niego realizm. Bardzo mi się podoba takie przedstawienie prowadzonego śledztwa.
“W szkole nie uczą, jak się zachować w takiej sytuacji. Nikt nie szkoli policjanta, jak powstrzymać odruch wymiotny, gdy ma do czynienia z miesięczny trupem. Nikt nie uczy, jak rozmawiać z pedofilem, który ślini się na wspomnienie czynów, których dokonał. Co zrobić podczas zatrzymania kata, który chwilę wcześniej pobił do nieprzytomności swoją partnerkę lub dziecko. Nikt nie pokazuje, z jakimi emocjami przychodzi się zmierzyć policjantowi, gdy przyjeżdża do zwłok noworodka zamordowanego w szoku poporodowym. Tego wszystkiego policjant uczy się w trakcie codziennych obowiązków służbowych.”
Poza tym, że historia toczy się w środowisku patologicznym, to dodatkowo porusza tematy tak w Polsce niewygodne, te najważniejsze, te najbardziej konfliktowe: jest tu o homoseksualizmie, jest o pedofili, prostytucji, jest o religii i Kościele, jest o polityce i układach, układzikach, korupcji i traktowaniu jednostek jak pionków w grze. Jest o systemie minionym i o tym, że dla niektórych ciągle niekoniecznie należy on do przeszłości. Jedne tematy są wyraźniejsze, zajmują więcej miejsca, inne są gdzieś tam okazjonalnie wspomniane, jednak nie da się ukryć - to wszystko znajduje się w jednej książce.
“Przez ostatnie lata widziałem tyle zła, że to nie do pomyślenia, by jakakolwiek siła wyższa na to pozwoliła. Nie było żadnego stworzyciela i nie było żadnych proroków. Jedynym bogiem, jakiego znałem, była kasa (...).”
Zastanawiam się jeszcze nad celem tej historii, tego, do jakich przemyśleń ma nas zmusić. Bo nie chodzi w niej tylko o uświadomienie tego brudu, jaki nas otacza, a na który tak skutecznie przymykamy oko. Myślę, że poza tym warto też pomyśleć o tym, że nawet do najokropniejszej sytuacji z biegiem czasu można się przyzwyczaić, ile ludzka psychika może znieść. A także po raz kolejny uwrażliwia na historię innych - ci ludzi, którymi na pierwszy rzut oka gardzimy - narkomani, bezdomni, prostytutki - to cały czas nadal ludzie, z historią, z czymś co sprawiło, że wylądowali w takim miejscu. Czasami tam, mimo wszystko, ciągle można znaleźć ludzkie podejście, ludzką wrażliwość, której, przynajmniej nasz bohater, nie znalazł nigdzie indziej. I odwrotnie - tam, gdy spodziewalibyśmy się znaleźć zrozumienie i dobro, czasami można znaleźć tylko najgorsze najbardziej podstawowe brzydkie pragnienia. Zastanawiające jest to, jak szybko ludzie są zdolni do przemocy, jak chętnie wykorzystują własną dominację, własną siłę nad słabszymi. Im więcej myślę o tematach, jakie ta historia przynosi, tym więcej pojawia mi się ich w głowie, ale na tym zakończymy - pozwolę Wam na własne przemyślenia, własny odkrywanie psychologiczno-społecznych zagadnień, jakie niesie sobą ta lektura.
 
Podsumowując, “Nielat” to historia niebanalna, bardzo charakterystyczna dla pióra Piotra Kościelnego. Jest to kryminał, ale potraktowany nieco inaczej - obserwujemy śledztwo, ale i policyjną codzienność, zadania, rozmowy i kilka spraw prowadzonych równocześnie. Jest to też historia mroczna, pełna okropnych przeżyć, brutalności i patologii, ale opisanych w sposób prosty i spokojny, bez wymuszonego szokowanie słowem - same sytuacje wystarczą. Opisana jest krzywda i wyzysk dzieci, to, jak niektóre z nich muszą dorastać w tempie ekspresowym i doświadczają okropności tak wielkich, że ciężko to sobie wyobrazić. A mimo to chcą żyć, wierzą, że tę okropną codzienność da się zmienić, wyrwać się z tego szamba. To bardzo mocna, wstrząsająca proza, w której czuć, że jest ona opowiedziana po coś, ma zmusić czytelnika do myślenia, do odczuwania emocji w świecie realnym, a nie tylko po to, by bezsensownie szokować. Bardzo to u Kościelnego szanuję.
 
Moja ocena: 8/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 30, 2024

"Domek z kart" Katy Hays

"Domek z kart" Katy Hays

Autor: Katy Hays
Tytuł: Domek z kart
Tłumaczenie: Danuta Fryzowska
Data premiery: 24.01.2024
Wydawnictwo: Luna
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Katy Hays to amerykańska badaczka i wykładowczyni historii sztuki. Studia wyższe skończyła ze stopniem doktora, pracowała też jako kustoszka ważnych instytucji związanych ze sztuką jak np. San Francisco Museum of Modern Art czy The Clark Art Institute. Swoją wiedzę akademicką i historyczną skrzętnie wykorzystała w debiucie pisarskim - “Domku z kart”, który skategoryzowany został jako thriller dark academia i wprowadza czytelnika w świat sztuki Nowego Jorku oraz starodawny mistycyzm związany z umiejętnością przepowiadania przyszłości…
 
Historia “Domku z kart” rozgrywa się w czasie jednego upalnego lata w Nowym Jorku. Właśnie tam na letni staż w Metropolitan Museum of Art zwanym The Met przyjechała Ann Stilwell, młodziutka dziewczyna świeżo po studiach, która musiała się wyrwać ze swojego rodzinnego malutkiego miasteczka, by odgonić smutek po śmierci ojca. Na miejscu jednak okazuje się, że jej opiekun, pod przewodnictwem którego miała spędzić lato, musiał pilnie wyjechać za granicę, zatem usługi Ann już w The Met nie są potrzebne… Z opresji ratuje ją Patrick, około 50letni kustosz The Cloisters, kompleksu muzealnych klasztorów, które należą do The Met - pojawia się w kluczowym momencie i zgłasza zapotrzebowanie na letniego pracownika, który pomoże przygotować im się do zbliżającej się wystawy o XVwiecznych kartach przeprowadzających przyszłość. Ann szczęśliwa, że jednak ma pracę i to w tak kultowym miejscu, bez wahania na propozycje przystaje i bierze się do pracy - wraz z Rachel, dziedziczką fortuny i młodziutką badaczką biorą się za przekopywanie średniowiecznych dokumentów w poszukiwaniu wzmianek o kartach tarota… Im mocniej jednak Ann wchodzi w malutki świat zależności w The Cloisters, tym mocniej zaczyna wplątywać się w niebezpieczną grę, która - to pewne - skończy się czyjąś śmiercią.
 
Książka składa się z prologu i 29 rozdziałów, które dzielone są na kilka fragmentów, więc całość czyta się wygodnie. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Ann, a zatem czytelnik świat odbiera z jej perspektywy, już naznaczony jej emocjami i widzi tylko to, co bohaterka chce nam pokazać. Utrzymana jest w stylu spokojnej opowieści, zapisu tego, jak przebiegało te zmieniające bieg życia Ann lato. Ze względu na specyficzne środowisko od czasu do czasu pojawia się jakieś nieco bardziej specjalistyczne słownictwo, ale jeśli nie jest to wyjaśnione w tekście, to da się znaczenie odczytać z kontekstu. Całość utrzymana jest w nastrojowym klimacie, czyta się płynnie i przyjemnie.
“Wielu z nas chciało spędzić życie na studiowaniu czegoś. Siedzieć w bibliotekach i salach lekcyjnych, w archiwach i muzeach, wręcz czuć historię za pośrednictwem tych wszystkich rzeczy, które nam zostawiła. Tyle że to oznacza ciągłe przebywanie wśród martwych, Ann. Pamiętaj o tym. A nie każdy tak samo dobrze znosi całą tę śmierć.”
Tym, co czuć już od samego początku, jest klimat tej powieści. Bohaterka zabiera nas do Nowego Jorku, który jednak jej oczami wygląda całkiem inaczej niż mogłoby nam się wydawać. To świat pełen sztuki, starych klasztorów, opactw, otoczonych grubymi murami, które dają wytchnienie w upalne dni. To zapach starych książek w bibliotece, w której Ann pracuje i szuka wskazówek przydatnych do wystawy, to małe krużganki i wirydarze pełne pachnących roślin. To też pewna tajemnica, napięcie, które wywołują zachowania subtelnie odstające od normy - czytelnik z łatwością je wyłapuje, za to bohaterka, jako uczestniczka tej historii długo trwa w nieświadomości, zapatrzona w pracę i oczarowana miejscem, nie dostrzega niepokojących sygnałów, które powstają dookoła niej. Te odczucia są delikatne, nie budują napięcia tak, że aż zdenerwowanie podchodzi do gardła, ale dla mnie to na pewno nie jest minus tej powieści - dzięki temu jest tu miejsce na zawarcie wielu ciekawych elementów fabuły, a nie tylko i wyłącznie intrygi kryminalnej.
“Właśnie to podobało mi się najbardziej w pracy naukowej: możliwość spędzania czasu sam na sam z fascynującymi przedmiotami i starożytną historią.”
Jednak nie da się wykluczyć - intryga kryminalna jest obecna od początku do końca historii. Nie wiem czy któryś z czytelników domyśli się rozwiązania zagadki, ja na pewno na pełne złożenie tej historii nie wpadłam. Raz po raz autorka zostawi skrawki informacji, okruszki wręcz, które mogą naprowadzić na większy ślad, jednak są tak dobrze zamaskowane, że dopiero po odkryciu zagadki byłam w stanie je dostrzec. Intryga, jak na spokojny, lżejszy thriller, prowadzona jest dobrze, zagadka cały czas obecna jest w tle, nie da się o niej zapomnieć.
 
Książkę określiłam jako thriller psychologiczny nie tyle ze względu na styl narracji, ale i dlatego, że sama kreacja głównej bohaterki i to, jaką przemianę przechodzi, odgrywa w tej historii równie istotną rolę. Ann to młodziutka dziewczyna, która do tej pory mieszkała w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają. Cały czas mieszkała z rodzicami, na studiach siedziała w książkach, miała problemy z nawiązywaniem przyjaźni, a jednak okazała się na tyle odważna, by gonić za marzeniami i wyrwać się do dużego i chyba trochę przez to przerażającego Nowego Jorku. Ann jednak zdaje się nie zwracać na to uwagi, cieszy się, że wyrwała się z miejsca, które teraz tylko i wyłącznie przypominało jej o śmierci ojca. I tak młoda i niedoświadczona dziewczyna w ciągu jednego lata zmienia się całkowicie. Zmienia? A może po prostu zdarzenia wyciągają z niej to, co było w niej zawsze, tylko ukryte przez spokój i nudę małego miasteczka? Bardzo ciekawie obserwuje się jej przemianę, gdyż nie dotyczy ona tylko usamodzielnienia się, odkrywania tego, jak to jest żyć na własny rachunek, ale i zdaje się zmieniać jej postrzeganie świata - na starcie Ann zdradza Patrickowi, że nie wierzy w takie coś, jak przewidywanie przyszłości czy los od dawna nam zapisany… A jednak kiedy lato dobiegnie końca czytelnik dostrzeże to, jak dużo zmieniło się w jej spojrzeniu na życie w przeciągu dosłownie trzech miesięcy.
“Uczeni i mistycy od wieków głowili się nad możliwością przepowiadania przyszłości na podstawie obserwacji ruchu planet na nocnym niebie. Ale ja nie ufałam astrologii. Doświadczyłam z pierwszej ręki, jak bezlitosny i przypadkowy bywa los. Byłam pewna, że to coś, czego nigdy w pełni nie poznamy.”
Poza przemianą bohaterki ciekawie też obserwuje się to, jak nieświadoma wikła się w intrygę, w którą zdają się zaplątani Rachel, Patrick i ogrodnik Lucas. Potrzeba przynależności, radość z tego, że w końcu ma przy sobie ludzi, którzy nie boją się wyrażać siebie, a którzy dzielą jej pasje, przyćmiewa jej to, kim są naprawdę. Czytelnik od początku czuje, że coś w tych relacjach jest nie tak, Ann jednak tego nie zauważa. A może to ona jako narratorka nas zwodzi, sugeruje coś, czego tak naprawdę nie ma? W końcu wspomina nieraz o mieszaniu się prawdy z wymysłami wyobraźni… Przez tę niejasność, rozbieżność czytelnik wisi w niepewności, odczuwa delikatny niepokój, przez który cały czas podaje w wątpliwość to, co przekazuje nam Ann. Bardzo dobra kreacja postaci, bardzo dobrze zbudowany nastrój tajemniczości!
“Na to trzeba się po prostu otworzyć. Spróbować zrozumieć, dlaczego te praktyki były tak istotne. I być może nadal są. Mówimy tu o systemach wierzeń, które kształtują to, w jaki sposób rozmawiamy o losie, nawet dziś.”
Już na wstępie wspomniałam, że autorka sprytnie wykorzystała w powieści swoją wiedzę o historii sztuki. Ann to badaczka renesansu, The Cloisters to obiekt średniowieczny, a talia tarota, pierwsza w historii, której tak skrupulatnie Ann z Rachel poszukują, pochodzi z przełomu tych dwóch okresów. Cała historia przez samo miejsce akcji napakowana jest ciekawostkami o dziełach sztuki, o dawnych wierzeniach i … botanice, gdyż te niewielkie przyklasztorne ogrody pełne są roślin posiadających ciekawe właściwości, z których pewne grupy osób korzystają do czasów współczesnych. Cała ta wiedza, te wszystkie ciekawostki, ta cała budząca podziw sztuka sprytnie wpleciona jest w fabułę, tworząc z intrygą kryminalną jedną naprawdę spójną całość.
“(...) muszę przyznać, że nie byłam przygotowana na przytłaczający ogrom The Cloisters, na misterność wzorów, na to, ile par rzeźbionych i malowanych oczu będzie na mnie patrzeć, i na ten miły chłód kamiennych murów wypełniający ogród. Ten świat nigdy nie przestanie mnie zadziwiać bez względu na to, jak dobrze go poznam.”
W związku z tarotem i okultyzmem w renesansie, który budzi taką ciekawość w naszych badaczach, w historii nieraz poruszany jest wątek losu, tego czy jest nam z góry przesądzony, zapisany w tych przysłowiowych, ale i dosłownych gwiazdach. Czy człowiek ma wolną wolę? Czy ma wpływ na to, jak układa się jego życia? A może nie? Może idzie drogą, którą od momentu narodzin ma przez wyższą siłę wyznaczoną? Jak odczytać tę drogę? Czy lepiej ją znać, być jej świadomym, czy żyć w niepewności? W tej powieści spotykamy się z wieloma różnymi podejściami do tej kwestii, ciągle nierozwiązanej, ciągle posiadającej argumenty za i przeciw. To temat od zawsze, od starożytności zaprzątający ludzkość, co mocno ta historia nam uświadamia.
“Czy masz los został już gdzieś zapisany? Czy jest przesądzony? Czy jeszcze możemy zmienić jego bieg? (...) I czy mamy wolną wolę, aby to zrobić?”
Drugim istotnym tematem, jakie ta historia porusza, są więzi międzyludzkie i takie pojęcia jak rodzina i przyjaciele. Do którego momentu można mówić o zdrowym zainteresowaniu, a kiedy ingerencja w życie innych zaczyna się robić niebezpieczna? Jak blisko siebie może być i jak można tak naprawdę poznać drugiego człowieka? Albo siebie samego?
“To, co dla jednych może być kosztowne, dla innych takie nie jest.”
Podsumujmy więc. “Domek z kart” to lekki thriller przesycony duszną atmosferą zabytków i starych ksiąg, w którym fascynacja i pasja zaczynają przeradzać się w obsesję, która prowadzi do tragicznych w skutkach wydarzeń. Łączy w sobie rozważania nad kolejami życia człowieka, nad losem i tym, co z góry dla niego zaplanowane. To też historia pełna ciekawostek z dawnych okresów, pełna prawdziwych dzieł sztuki, które zapomniane leżą w jakichś muzealnych magazynach. No i przede wszystkim - to naznaczona klimatem dark academia historia młodej dziewczyny przyjeżdżającej do wielkiego miasta… Dla mnie to mocno klimatyczna lektura i naprawdę ciekawy debiut! Mam nadzieję, że autora nie da nam długo czekać na kolejną swoją powieść!
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Luna.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 29, 2024

"Ręce Boga" Maciej Torebko

"Ręce Boga" Maciej Torebko

Autor: Maciej Torebko
Tytuł: Ręce Boga
Data premiery: 22.01.2024
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
Wydawnictwo Initium ten rok w gatunku powieści kryminalnej otworzyło odważnie, bo od nowego nazwiska i debiutu literackiego. To “Ręce Boga” Macieja Torebki, białostoczanina zakochanego w swoim rejonie, który kiedyś spełniał się w branży muzycznej, a teraz postanowił spróbować swoich sił w literaturze. Mimo iż od premiery minął dopiero tydzień, to mogę już powiedzieć, że książka została ciepło przyjęta przez fanów gatunku, a swoje polecenia dali jej znani polscy autorzy: Joanna Opiat-Bojarska, Igor Brejdygant, Kinga Wójcik, Maciej Kazimierczak i Max Czornyj. Już same te nazwiska sugerują czego możemy się po lekturze spodziewać - sprawnie prowadzonej zagadki kryminalnej, dobrych postaci, ale i od czasu do czasu solidnej dawki brutalności…
 
Białystok, maj. Ariel Janicki, podkomisarz, solidny glina, to równocześnie były chuligan i alkoholik. W pracy jednak można na niego liczyć, to służbę stawia na pierwszym miejscu - to dlatego odeszła od niego partnerka, dlatego teraz swoją córkę widuje raz na kilka dni. Teraz, mimo kaca, cieszy się z wolnego i dnia spędzonego z córką, jednak ich rodzinna wycieczka na plac zabaw zostaje zakłócona – Bury, jego partner, na krok przed emeryturą, dzwoni, by poinformować go o grubej sprawie: w lesie znaleziono szczątki kilku osób, prawdopodobnie młodych kobiet. Sprawa trafia jednak w ręce innego śledczego, z czego Ariel nie jest zadowolony. Tym bardziej, że to on znajduje kolejną młodą, tym razem żywą dziewczynę w lesie, choć nie wiadomo czy można jej obecność z pogrzebanymi ciałami wiązać. Arial dostaje od przełożonego inne zadanie, pomoc w innym śledztwie i wprowadzenie w dział kryminalny nowego nabytku - sierżantkę Monikę Dydek, która ma zastąpić Burego. Razem mają do rozwiązania sprawę, która już za chwilę stanie się medialna, a która ewidentnie w jakiś dziwny, pokręcony sposób nawiązuje do religii chrześcijańskiej….
 
Książka składa się z prologu, 50 krótkich rozdziałów oraz dwóch epilogów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator obserwuje przede wszystkim Ariela, ale czasami przenosi też swoją uwagę na mordercę - już na wstępie, w prologu zaczyna bardzo mocnym uderzeniem i bardzo brutalną sceną. Narrator jest wszechwiedzący, uważny, momentami nieco sarkastyczny, a jego porównania bywają mocno dosadne, czasami wręcz wulgarne. Patrząc jednak całościowo, książka pisana jest plastycznym językiem, a pióro autora jest lekkie, swobodne, widać, że pisanie sprawia mu przyjemność. Dzięki temu, niezależnie od okazjonalnej brutalności i nieco wulgarnym zwrotom, sama bawiłam się przy tej lekturze naprawdę dobrze.
 
Postacie, które autor wykreował są dosyć trudne do oceny na pierwszy rzut oka. Oczywiście to, że morderca, to człowiek zaburzony, jest wiadome od początku, jednak już sam Ariel to postać mniej oczywista - z jednej strony ciężko nie polubić jego bezpośredniości, z drugiej jego uciekanie w alkohol czy nie całkiem odpowiedzialne rodzicielstwo sprawiają, że czytelnik nie potrafi jednoznacznie przyznać, że jest to postać sympatyczna. Może to i dobrze, to dużo bardziej ludzkie. Na pewno jest to postać z ciekawą przeszłością, z trudnym doświadczeniami, które sprawiły, że teraz jest tak dobrym śledczym.
Monika, jego nowa partnerka, pozostaje raczej w tle, nie wychyla się, choć i nie jest całkowicie bezczynna - widać, że cały czas działa, cały czas fakty mielą się w jej głowie, a ona potrafi patrzeć na wydarzenia w sposób świeży.
Z drugorzędnych postaci nie mogę nie wspomnieć o córce Ariela, Lenie, która jak na swoje 9 lat jest bardzo spostrzegawcza. Dziewczynka jest odważna, bezpośrednia i sprytna, już od początku zaznacza, że i dla niej w tym kryminale znajdzie się miejsce. Jej matka z kolei w dalszej części dostarcza historii wątek mocno poboczny, ale i całkiem zaskakująco komediowy.
W mojej ocenie postać mordercy wypada najsłabiej – poza tym że jego fragmenty charakteryzuje nieco przesadna brutalność, to nie ma w nim w sumie nic, co spośród innych kryminałów, by go wyróżniało. Jest fanatyzm religijny, jest finalnie i jego uzasadnienie, ale nie ma specjalnej głębi. Budzi głównie zniesmaczenie swoją bestialskością.
 
Intryga kryminalna osnuta jest na wątku religijnym, ciężko więc mówić tu o świeżym podejściu do sprawy. Zbrodnie są brutalne, ich opisy nie szczędzą czytelnikowi makabry, to jedne z mocniejszych, makabryczniejszych fragmentów powieści, na szczęście jednak trup nie ściele się nieustannie, więc jest to coś do przełknięcia nawet dla tych, co niespecjalnie przepadają za brutalnością. Fabuła prowadzona jest sprawnie, akcja toczy się tempem przyjemnie dynamicznym, a rozwiązania intrygi mocno sugeruje, że doczekamy się tomu dalszego. Całość jest dobrze złożona, nieźle przemyślana.
 
“Ręce Boga” to kryminał osadzony na znanych w tym gatunku motywach, nie jest to więc coś, co zaskoczy czytelnika nowością, ale mimo to, jest to przyjemna i zajmująca lektura. Lekkie pióro, ciekawe postacie i sprawnie prowadzone dialogi to coś, co sprawia, że mimo fragmentarycznej brutalności, historia toczy się płynnie, a czytelnik czerpie z niej przyjemność, jak i odczuwa przez całą książkę zainteresowanie. Jak na debiut, to dobra książka, zapewniająca czytelnikowi sporo rozrywki i podejrzewam, że właśnie w tym kierunku autor będzie się rozwijał, gdyż jego siłą jest to fajne, lekkie pióro, które sprawia, że nawet o okropnych sprawach może pisać tak, by czytelnika przyciągnąć i zabawić. Choć przyznam, że ucieszyłabym się, gdyby w przyszłości autor tę tu zaprezentowaną makabrę nieco stonował, tak by pozbyć się nieuzasadnionej brutalności. Pierwsze wrażenia ze spotkania z jego twórczością finalnie jednak wypadają obiecująco, więc czekam na kolejne, na rozwinięcie wątków, które zostały nam zasygnalizowane w końcówce tej powieści.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Initium.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 25, 2024

Wygraj "Drugich"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Drugich"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Pogoda za oknem ostatnio nas nie rozpieszcza, musimy więc sami zatroszczyć się o rozwianie tej szaro-burości. A czy może być na to lepszy sposób niż naprawdę dobra powieść kryminalna? 😉 Zatem Kryminał na talerzu pędzi na ratunek - mam dla Was aż 8 egzemplarzy nowej książki Piotra Borlika pt. "Drudzy", pierwszego tytułu roku 2024 opatrzonego #kryminalnatalerzupoleca! Jest to powieść, która spodoba się tym, co cenią solidną zagadkę kryminalną, przyjemnie umiarkowane tempo akcji i niebanalne kreacje postaci. Więcej o tym tytule znajdziecie w mojej recenzji (klik!), a także co nieco z wywiadzie z autorem (klik!), a teraz już nie przedłużajmy - pora na konkurs!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Odpowiedź na pytanie:
Za co kochasz powieści kryminalne?
Odpowiedzi na nie możecie udzielić w takiej formie, jaka tylko przyjdzie Wam do głowy – pisemna, zdjęcia, a może filmik? Nie ma żadnych ograniczeń, im ciekawiej, oryginalniej tym lepiej! 


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 25 do 28 stycznia do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG najpóźniej 30 stycznia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę osiem!, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!
Zachęcam też do polubienia profilu profilu autora książki (IG - klik!, FB - klik!), wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

30.01 aktualizacja - wyniki konkursu:
Powody sięgania po kryminały mogą być bardzo różne, ale wydaje mi się, że ogromną liczbę ich poruszyliście! Cieszę się, że te pytanie pobudziło Waszą inwencję twórczą, właśnie po cichu na to liczyłam. I choć oczywiście pisemnych zgłoszeń było najwięcej, to i w nich bawiliście się formą! Bardzo mi się to podoba, więc dziękuję serdecznie za każdym jeden Wasz wysiłek. A nagrodzić chciałam dzisiaj:

Blog:
1) po_prostu_o_ksiazkach
Za co kocham kryminały? Niech odpowiedzią na te pytanie będą poniższe ilustrację. Interpretacja dowolna, bo każdy z nas ma inne odczucia i myśli.
Dla mnie to miłość za niekończąca się listę książek do wertowania, pełne przygody i zaskakujące strony powieści. Za najtrudniejsze a czasem i najczarniejsze labirynty do pokonania, za gorące serce które płonie za każdym razem gdy otwieram książkę. Odwieczną walkę dobra za złem, za bohaterów pod wieloma maskami, za wybory których musi dokonać bohater i za wspaniałe zagadki i za to że dzięki nimi otwieram głowę na wyobraźnię a przede wszystkim za to, że czuje się przy tym wolna, lekka i wiem że mogę bez najmniejszych wyrzutów sumienia odpłynąć w swoich wyobrażeniach.

2) Ania Pikutin 
Moja miłość do powieści kryminalnych rozpoczęła się w szkole podstawowej od Przygód Trzech Detektywów Alfreda Hitchcocka. Przeczytałam wszystkie dostępne książki z tej serii- lektury szły na bok 🤭
Najbardziej kocham takie kryminały, gdzie autor stara się przechytrzyć czytelnika. Dzięki temu pobudza wyobraźnię, uczy logicznego myślenia i kojarzenia fanów.
Czytając przenoszę się w świat zbrodni,niewyjaśnionych zagadek - świat w którym główny bohater walczy nie tylko z mordercą ale również sam ze sobą ,ze swoimi słabościami.
Z tej miłości do kryminałów to tylko regały wciskam w każdy kąt 🤣 szkoda , że ściany w domu nie są z gumy 🙄 aby pomieścić więcej i więcej...

IG: 
3) @miss.libro
@kryminalnatalerzu pyta się, za co kocham powieści kryminalne…
Właśnie za to! Że jeszcze nie trafiłam w tych powieściach na bohaterki, które są histeryczne, anemiczne, rozlazłe. Takie rozgotowane #kluchy! 😅
A powieści obyczajowe czy romanse są nimi wręcz naszpikowane! 😆


4) @magdalenka_55
Kryminały najbardziej cenię za pełen napięcia stan, w który mnie wprowadzają. Stan, w którym czekam na każdy kolejny ruch, trop, dźwięk. Za ten specyficzny klimat, który otula grozą, kłuje mnie igiełkami niepokoju i nieoczywistości, myli tropy, bawi się ze mną w kotka i myszkę. Kryminały cenię za skomplikowane intrygi, za pobudzanie moich szarych komórek, za bohaterów, których mogę spotkać w sklepie lub przychodni, a którzy mogą okazać się zbrodniarzami. A najbardziej? Najbardziej za te małe , prywatne śledztwa w mojej głowie! Jestem jak asystentka, która czasem chce krzyknąć do śledczego, no nie widzisz tego? Łącz fakty.

FB:
5) Mirosław Zawalich
Mroczne kryminały z ciekawymi postaciami nie mają sobie równych, a Pan Piotr potrafi najlepiej je stworzyć. Pełna gama ludzkich zachowań , dewiacji i zła. Kryminały przyciagają mnie od pierwszej strony i ciężko się od nich oderwać. Szybka akcja, super mroczne miejscówki to coś co napędza mnie do działania i dodaje energii w codziennym szarym życiu. Pobudzają wyobraźnie i pokazują jaki naprawdę jest świat: pełen zła, nienawiści, trudnej przeszłości. Kocham odkrywać prawdę wraz z bohaterami i być przy schwytaniu złoczyńcy. Kryminały przyprawiają mnie o gęsia skórkę na całym ciele, kocham się bać to mój żywioł. Drudzy to powieść w sam raz dla mnie, chętnie poznam jej zakończenie.

6) Joanna Czardyban
Powieści kryminalne kocham♥️
Lubię rozwikływać poplątane nitki śledztwa, splątane przez autora niczym w spaghetti.
Rozmyślać nad motywami, które popchnęły do popełnienia strasznego czynu.
Czuć przyspieszone bicie serca, dreszczyk emocji .
Wcielać się w Sherlocka Holmesa, a może Herculesa Poirot?
Sprawdzać czy proces dedukcji przebiegł u mnie prawidłowo.
A może koncertowo dałam się wodzić za nos i zostałam wyprowadzona w pole?
Lubię mobilizować swoje komórki ( te szare oczywiście).
Jednocześnie rozwiązać zagadkę , jak również dać się kompletnie zaskoczyć ♥️📚♥️

7) Diana Szydło
Kryminały kocham za noce nieprzespane,
Za ciekawe zagadki, z bohaterami rozwiązywane,
Za ogrom emocji, jakie z nimi przeżywa,
Za to, że to uczta czytelnicza prawdziwa.
Za charyzmatycznych śledczych, ich upór w dążeniu do celu,
Za przebiegłych przestępców, lecz jestem bezpieczna w fotelu. 😁
Za wciągające intrygi, które tak fascynują,
Że obiady lepiej niech same się gotują. 🙂
Ale najbardziej je kocham za odwieczną walkę dobra ze złem, która w nich się toczy,
Czasem ze strachu i grozy aż zamykam oczy.
Jednak dobrze jest wiedzieć, że ktoś walczy ze złem i czasem nawet wygrywa,
Kocham więc kryminały, bo w nich paradoksalnie happy end często bywa.
🙂 🙂

8) Edyta Kmiotek
Powieści kryminalne kocham za :
(P) ower
(o) gień
(w) yzwanie
(i) ntuicja
(e) mocje
(ś) ledztwo
(c) el
(i) rracjonalizm
(k) rew
pe(r) spektywa
cz(y) n
(m) otyw
m(i) eszanka wybuchowa
(n/iepokój
(a) kcja
adrena(l) ina
(n/iebalalność
(e) ekscytacja
Nie wiem czy te argumenty są wystarczające ale dodam do tego, że to są kosiarze umysłów, bez których ciężko żyć.

Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

stycznia 24, 2024

"Karnawał" Alicja Sinicka - recenzja premierowa

"Karnawał" Alicja Sinicka - recenzja premierowa
Autor: Alicja Sinicka
Tytuł: Karnawał
Data premiery: 24.01.2024
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Alicja Sinicka to autorka lubiana przez spore grono czytelniczek, przez niektórych nazywana nawet królową polskiego domestic noir. Debiutowała w 2017 roku książką “Oczy wilka”, która miała w sobie nutkę tajemnicy i sporo romansu. Od roku 2020 z powodzeniem łączy wątki charakterystyczne dla thrillera psychologicznego domestic noir oraz romansu. Mnie osobiście zawsze ta domieszka romansowa w jej twórczości przeszkadzała, więc z przyjemnością mogę oznajmić, że jej czternasta książka skierowana do dorosłego czytelnika pt. “Karnawał” jest jej prawie pozbawiona - jest minimalny tego typu wątek. ale przede wszystkim jest to po prostu dobrze zbudowany thriller psychologiczny, w pewnej formie faktycznie również należący do nurtu domestic noir.
Poza wspomnianymi czternastoma książkami, Alicja Sinicka od niedawna jest też autorką trzech książek dla dzieci, jak i sporej liczby opowiadań, które ukazały się w polskich antologiach.
 
Historia “Karnawału” ma swój początek w roku 2002. Wtedy to, w styczniu, kilkoro studentów i studentek zostało zaproszonych przez Kaję i Roberta do domku letniskowego rodziców dziewczyny położonym na wysepce Czarci Ostrów na Śniardwach. Mieli tam spędzić noc na przebieranej zabawie karnawałowej. Niestety, nim nastał ranek część z nich była martwa. Sprawy nigdy nie wyjaśniono, media okrzyknęły ją tragedią na wyspie Czarci Ostrów, a ci, co przetrwali, zostali naznaczeni traumą na całe życie. Wśród ocalałych jest Amelia, która teraz, w 2022 roku pozornie radzi sobie całkiem nieźle - prowadzi własną firmę z biżuterią, wychowuje 5-letnią córkę - jednak psychicznie nadal nie doszła do siebie, nadal żyje czujna, w strachu, że morderca sprzed 20 lat powróci. I może właśnie to się teraz dzieje? Dociera do niej, że inny ocalały odebrał sobie życie, choć była to śmierć nieco podejrzana… A to dopiero początek dziwnych zdarzeń, które mogą oznaczać, że historia rozpoczęta w 2002 roku teraz zyska swój prawdziwy koniec.
“Ty się tak umiesz bać, że człowiek chce patrzeć i patrzeć bez końca.”
Książka rozpisana jest na krótkie rozdziały przedstawione z perspektywy Amelii i Roberta - ona skupia się na opisie wydarzeń współczesnych z 2022 roku i robi to w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, on na tragicznej nocy 2002 roku w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Zarówno Amelia, jak i Robert skupieni są na swoim wnętrzu, ich relacja z wydarzeń jest więc od razu opatrzona ich własnymi emocjami, choć oczywiście w narracji pierwszoosobowej jest to zaznaczone dużo mocniej. Styl powieści jest prosty, poprawny stylistycznie, od czasu do czasu autorka kusi się o jakieś porównanie nieco bardziej literackie. Książkę czyta się szybko i w miarę płynnie. Zbudowana jest typowo dla thrillera - większość rozdziałów kończy się tak zwanym cliffhangerem, czyli jakąś zaskakującą informacją, niewyjaśnioną od razu, dlatego też czytelnik musi czytać dalej, by dowiedzieć się co właśnie się wydarzyło. To dobry, skuteczny zabieg, dobrze przykuwa uwagę czytelnika do lektury, nie pozwala się oderwać.
 
Do samej budowy intrygi i całej fabuły nie sposób się przyczepić, znajduje się w niej to, co thriller psychologiczny zawierać powinien. Jest dużo emocji, które postacie nam przekazują, i są to uczucia mocno niepokojące - strach, niepewność, ciągła obawa, ciągłe przeczuwanie, wypatrywanie zagrożenia. Przyznam jednak, że choć rozumiałam emocje postaci, to jakoś sama ich nie odczuwałam i nie wiem co było tego powodem. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że thriller zbudowany jest solidnie i zawiera wszystkie najważniejsze elementy tego gatunku zarówno w narracji współczesnej, jak i tej z 2002 roku.
“Ludzie wolą myśleć negatywnie, zamartwiać się bez końca, poddawać się lękowi. Ciągnie nas do niego jak do kuszącego zapachu; im bliżej podejdziemy, tym więcej go będzie wokół nas. W pewnym momencie jednak orientujemy się, że to zgubne.”
Historia z 2002 roku jest tym bardziej klimatyczna, gdyż toczy się w czasie jednej nocy, w której grupka młodych ludzi zostaje odcięta od reszty świata. Narasta panika, poczucie zagrożenia i bezradności, bo ktoś na nich poluje, a oni nie mają pojęcia kto. Ktoś obcy? A może ktoś z nich? Albo to wszystko to po prostu przypadki, zbiegi okoliczności? Budowa tego fragmenty historii ładnie nawiązuje do klasyki powieści kryminalnej, co jest kolejnym jej wyraźnym plusem.
A wspomniana niepewność utrzymuje się też w czasach współczesnych, gdyż Amelia przedstawia nam historię ze swojego punktu widzenia, a kto wie, czy ona po swojej traumie jest wiarygodnym narratorem? Może widzi coś, czego naprawdę nie ma? To jeden z najciekawszych elementów tej powieści, ta niewiadoma, czy naprawdę możemy wierzyć w to, co wydaje się bohaterom i co oni nawet relacjonują.
“Robert znowu ujrzał wszystkich obecnych w domu znajomych. Wydawali się teraz inni, bardziej obcy. Zmienił ich strach. Na każdej twarzy widać było jakieś jego oblicze.”
Muszę też przyznać, że kreacje postaci są solidne – często u tej autorki postacie kobiece zdają mi się nieco naiwne, tu nie miałam w ogóle takiego wrażenia. Ze względu na to, że Amelia opowiada historię w pierwszej osobie, wydaje się, że to ona odsłania się przed nami bardziej, ale jej postać jest bardzo spójna i zgodna psychologicznie, a obraz wystraszonej, żyjącej w stałym lęku kobiety, jest wiarygodny.
“Czasem wyobrażam sobie, że mój lęk jest ogromnym dołem w ziemi. Ma dość łagodny spad i łatwo się do niego schodzi, swobodna wędrówka krok po kroku. Budzę się w nim, najczęściej w nocy, zlana potem, odrywam głowę od poduszki i patrzę na wielkie wzniesienie, po którym muszę się teraz wspiąć, żeby powrócić do stanu względnej normalności. I Tak bez końca od dwudziestu lat.”
Mimo że sięgając po książki tej autorki wiem, że najważniejsza jest w nich po prostu rozrywka, dobrze trzymanie napięcia i ciekawa zagadka, to tym razem wypatrzyłam w niej też ciekawy temat do rozważań - chodzi o te życie w strachu, życie z niewiadomą, Amelia nie wie, kto stoi za zbrodnią sprzed 20 lat i tyle czasu spędziła się nad tym zastanawiając. Co jest więc gorsze? Niewiedza czy najgorsza prawda? I co, kiedy po tak długim czasie oczekiwania zagadka w końcu zostanie rozwiązana? Czy lepiej, by wydarzyło się najgorsze, ale niewiedza w końcu odeszła w zapomnienie? Czy z takim piętnem, jakie w książce reprezentuje Amelia, da się żyć? To ciekawe zagadnienia zmuszające do zastanowienia się jak wygląda życie ocalałych, tych, co byli o krok od śmierci i tych, którzy cały czas z jakiego powodu muszą żyć w zawieszeniu.
 
“Karnawał” to naprawdę dobrze zbudowany thriller psychologiczny, który cały czas trzyma czytelnika w ciekawości przez niewielkie sztuczki fabularne autorki, ale nie da się zaprzeczyć - to się sprawdza, przyznam, że łatwiej jest odłożyć na chwilę książkę w środku rozdziału niż próbować odłożyć pomiędzy rozdziałami. Pomysł na miejsce, na całą intrygę też jest naprawdę dobry, klimatyczny, nawiązujący do klasyki kryminału, a fabuła prowadzona jest sprawnie i z rozmysłem. Myślę, że tym, co powoduje, że jakoś nie potrafię zatracić się w lekturze książek Sinickiej, jest jej styl, dosyć prosty i momentami ze specyficznym słownictwem, który również jest poprawny, po prostu chyba nie trafia w moje wyczucie rytmu - innego powodu tu naprawdę nie widzę, bo nie mam “Karnawałowi” naprawdę czego zarzucić. Uważam, że spośród czterech książki autorki jakie czytałam, właśnie ta wypada najlepiej, więc jeśli nie wiecie od której książki zacząć przygodę z jej piórem, to polecam właśnie od tej.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem W.A.B. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 23, 2024

Kilka pytań do... Piotra Borlika, autora "Drugich" - rozmowa II

Kilka pytań do... Piotra Borlika, autora "Drugich" - rozmowa II

Co sprawia, że mimo kilkunastu wydanych tytułów, Piotr Borlik nadal odczuwa frajdę z pisania i dlaczego przez kilka dni w roku może chodzić z wysoko zadartą głową, czy gdańskie wyścigi samochodowe to wytwór jego wyobraźni i czy każda powieść kryminalna musi nieść w sobie głębsze przesłanie, z jakich powodów powstała postać policjanta Szumskiego, jak wyglądają plany pisarsko-wydawnicze autora na ten rok i na które z zadanych pytań usłyszałam odpowiedź "pomidor"?
Zapraszam na rozmowę z Piotrem Borlikiem!

fot. StudioBezNazwy
Piotr Borlik notka biograficzna:
Inżynier, pisarz, mistrz Holandii i laureat trzeciego miejsca w otwartych mistrzostwach Czech w grach logicznych. Otrzymał stypendium prezydenta Bydgoszczy dla osób zajmujących się twórczością artystyczną i upowszechnianiem kultury.

Kryminał na talerzu: Podobnie jak w roku poprzednim, tak i w 2024 Pana książka jest jedną z tych, które ukazują się na rynku jako pierwsze po przerwie świąteczno-noworocznej. Fajnie tak się otwiera nowy sezon czytelniczy? 😉

Piotr Borlik: To prawda, zrodziła się nowa tradycja – zacznij rok z Borlikiem. Ani w przypadku "Incydentu", ani teraz nie planowałem tego. Na datę premiery ma wpływ wiele czynników, ja staram się skupiać wyłącznie na pisaniu. Wszystko jednak ma swoje plusy – przynajmniej przez kilka dni w roku mogę chodzić z wysoko zadartą głową i chwalić się, że napisałem najlepszy kryminał wydany w 2024 roku. 


W tym roku startujemy „Drugimi”, książką kryminalną z solidną intrygą i ciekawymi postaciami, ale utrzymaną w tempie dosyć umiarkowanym. Czy od początku chciał Pan kierować nią właśnie w takim tempie?

Kto zna moją twórczość, ten pewnie wie, że stawiam na różnorodność. Ostatnia moja książka, „Baltica”, była istnym rollercoasterem. Tam akcja pędziła na łeb na szyję, co rusz mieszając w głowach Czytelnikom. Oczywistym więc wydawało mi się, że kolejna powieść powinna być spokojniejsza, z bardziej rozbudowanym wątkiem kryminalnym. Lubię żonglować konwencją, to sprawia, że pomimo kilkunastu książek na koncie wciąż odczuwam wielką frajdę z pisania.


A skoro już jesteśmy przy początku, to jaki pomysł związany z tą historią pojawił się w Pana głowie jako pierwszy i czy wie Pan, skąd w ogóle się wziął?

Nie mogę powiedzieć konkretnie, bo zdradziłbym zakończenie. To właśnie samo zakończenie powstało jako pierwsze, później powstała otoczka kryminalna, bohaterowie i całe tło. Chciałbym przytoczyć jakąś zabawną anegdotkę, ale prawda jest taka, że nie mam pojęcia, skąd w mojej głowie pojawił się ten pomysł. To jedna z tych rzeczy, o której kiedyś przeczytasz lub usłyszysz, po czym nagle po kilku latach wraca do ciebie i nie pozwala wyrzucić się z głowy.


Wspomniałam już o intrydze, która po raz kolejny zachwyciła mnie tym, jak mocno zaskakuje, ale i jak bardzo okazuje się logiczna. Zakładam więc, że do pisania usiadł Pan dopiero, gdy wiedział Pan, jak ta historia się skończy? Zawsze ma Pan szczegółowy plan tego, co w historii się wydarzy, zanim usiądzie do jej spisywania?

Jak już wspomniałem, koniec pojawił się jako pierwszy, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Od początku mojej literackiej przygody kładę szczególny nacisk na proces planowania. Moi Czytelnicy do znudzenia nasłuchali się o konspektach, portretach psychologicznych postaci, kamieniach milowych, planach na długość konkretnych rozdziałów i - słynnej już w niektórych kręgach - krzywej napięcia. Tej ostatniej już nie rysuję, ale kiedyś, bardziej z sentymentu, pewnie do niej wrócę.


„Drudzy” zaczynają się mocną, dynamiczną sceną, zbrodnią, do której dochodzi podczas nielegalnych wyścigów samochodowych. Skąd pomysł na taki start? Czy te wyścigi to coś, co naprawdę rozgrywa się na gdańskich ulicach?

Tu akurat mogę zdradzić więcej. Tak, w Gdańsku regularnie dochodzi do wyścigów, dzień tygodnia również nie jest przypadkowy. Oczywiście nie jest to rozwinięte na tak szeroką skalę jak w „Drugich”, ale nie byłbym sobą, gdybym trochę nie ubarwił wyścigów i nie dodał im filmowego charakteru. Tak jak napisałem w książce, kiedyś kierowcy próbowali swoich sił na alei Jana Pawła II, gdzie obecnie mieszkam. Teraz nastawiano tu tyle sygnalizacji świetlnych, że ledwo ruszysz, a już musisz się zatrzymać, ale i tak często w czwartki słychać głośną pracę silników samochodowych.


Poza intrygą i przyjemnym tempem akcji warto też zwrócić uwagę na kreacje postaci. Która z nich pojawiła się w Pana głowie jako pierwsza?

Pierwsza była Klaudia, sympatia głównego bohatera. Może nie pojawia się często, ale sceny z jej udziałem mają swój urok. Drugi był podkomisarz Szumski. Proces jego powstawania był znacznie dłuższy, ale jestem bardzo zadowolony z kreacji tego bohatera.


Przyznam, że mnie najmocniej do gustu przypadł podkomisarz Szumski, charakterologicznie to postać raczej nieczęsto (jeśli w ogóle!) w kryminałach spotykana. Czy właśnie to był powód, że takim go Pan stworzył czy skąd on się wziął?

Zależało mi stworzeniu policjanta, w którego istnienie chciałbym wierzyć, by bardziej ufać organom ścigania. Przyjęło się, że policjanci muszą mieć nałogi, przeklinają, są agresywni i nie szanują munduru. Szumski nie tylko prezentuje sobą wysoki poziom, ale przede wszystkim wierzy w to, co robi. Nie jest przy tym ślepy, dostrzega problemy w funkcjonowaniu policji i prokuratury, ale zamiast marudzić, zakasuje rękawy i próbuje wycisnąć z tego tyle, ile się da. W idealnym świecie wszyscy tak bardzo angażowaliby się w wykonywaną pracę i nie zniechęcaliby się po pierwszych porażkach.


Przyznałam już, że polubiłam bardzo Szumskiego, z którym nowa w gdańskim posterunku aspirantka Monika Lewicka tworzy mocno kontrastowy duet. Czy napisał Pan ich oboje tylko na potrzeby tej jednej książki, czy może gdzieś tam po głowie krąży Panu myśl o kontynuowaniu ich losów?

Nie wiem. Nie wykluczam kontynuacji, ale teraz chodzą mi po głowie inne historie. Oczywiście wiele zależy od przyjęcia „Drugich” przez Czytelników, ale czuję, że będzie dobrze. Nie ukrywam, że polubiłem Pawła, może więc jakaś wspólna przygoda z którymś z bohaterów poznanych w poprzednich moich powieściach?


W „Drugich” ważne jest przesłanie historii, o którym jednak teraz porozmawiać nie możemy, gdyż ściśle wiąże się z rozwiązaniem całej zagadki kryminalnej. Ale są też tematy nieco poboczne, ale chyba też ważne, prawda? Co chciał Pan nimi zdziałać, do zastanowienia nad czym zmusić czytelnika?

Chyba każdy autor i autorka literatury rozrywkowej, za jaką uważam kryminały, próbuje przemycać w swoich historiach elementy ważne dla siebie. To wzbogaca opowiadaną historię, czyni ją głębszą. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że większość Czytelników nie przywiąże do tego szczególnej wagi i nie ma w tym nic złego, ale wystarczy, że znajdzie się jedna zainspirowana i poruszona osoba, a już będę spełniony.


A przy okazji – czy powieść kryminalna według Pana zawsze musi nieść sobą jakieś przesłanie?

Nie lubię nakazów i zakazów, więc powiem stanowczo, że nie musi. To kwestia indywidualna każdej autorki i każdego autora. Czasem wręcz niemożliwym jest wciśnięcie przesłania do historii, wyszłoby to sztucznie i nachalnie, co raczej przyniosłoby odwrotny skutek od oczekiwanego.


Czy w czasie tworzenia „Drugich” spotkał Pan się z czymś, co sprawiło Panu trudność? Temat, postać, rozwiązanie fabularne? 

Nie kojarzę takiego zdarzenia. Lubię myśleć, że dzięki skrupulatnemu planowaniu w trakcie pisania nie napotykam żadnych przykrych niespodzianek. Oczywiście pojawiły się pomniejsze problemy do przeskoczenia, ale nic szczególnie nie zapadło mi w pamięć. No, może temat motocyklistów. Nie chciałem nikogo przedstawiać w złym świetle, ale że historia opowiadana jest również ustami samochodziarza będącego skonfliktowanym z motocyklistami - siłą rzeczy padło pod ich adresem kilka nieprzyjemnych i nieuczciwych określeń. Mam nadzieję jednak, że każdy rozsądny człowiek rozumie, że to są myśli i słowa danego bohatera, a nie autora książki. 


I od razu w kontraście: nad czym, nad jakim aspektem książki pracowało się Panu najlepiej?

Trudno powiedzieć. Fajnie pisało się rozdziały Pawła, czerpałem czystą radość z wątku dziennikarskiego, ale ogólnie cały proces tworzenia mogę śmiało określić przyjemnym, wręcz relaksującym. Po „męczarniach” z „Balticą”, która wymagała absolutnego skupienia, ciągłej kontroli wcześniejszych scen i pilnowania, by fabuła nie wymknęła się spod kontroli, praca przy „Drugich” była jak spacer po plaży w pogodny, słoneczny dzień.


To teraz już zostawmy „Drugich” i pogadajmy chwilę bardziej ogólnie. Na początek: czy planuje Pan na ten rok jakieś gatunkowe zaskoczenia dla czytelników? W zeszłym roku zaskoczył nas Pan „Wszystkimi wadami Klary i jej jedną zaletą” – czy i na ten rok planuje Pan jakiś skok w bok od gatunku kryminału?

Pomidor. 
A poważnie mówiąc, nie wiem, czy w roku 2024 ukaże się powieść obyczajowa z moim nazwiskiem na okładce, ale z pewnością planuję takową napisać. Być może nawet w duecie.


Czy w ogóle może nam Pan zdradzić swoje plany pisarsko-wydawnicze na ten rok?

Kilku osobom już się wygadałem, więc mogę oficjalnie ogłosić, że Agata Stec wraca z przydługawego urlopu. Powieść jest już napisana, kilka dni temu wysłałem ją do wydawnictwa, więc trudno mówić o konkretach, takich jak chociażby data premiery. Mogę jedynie powiedzieć, że odpoczynek dobrze zrobił wybuchowej pani komisarz, za którą tęskni tak wiele Czytelniczek i Czytelników.


Rok temu, w rozmowie towarzyszącej premierze „Incydentu”, wspominał Pan, że krąży Panu po głowie powieść… gofrowa. Nie mogę więc nie zapytać – jak idą nad nią prace? 😊

Gofry chyba jednak poczekają na swoją kolej. Z pomysłami często bywa tak, że przepychają się między sobą i walczą o lepszą pozycję. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że Agata ze swoim temperamentem wepchnęła się przed innych w kolejkę i nie oddała już swojego miejsca. Tyle dobrego, że w jej historii nie zabraknie czegoś dobrego do skonsumowania.


A jak już jesteśmy przy jedzeniu, to może w poprzednim roku doświadczył Pan jakiegoś ciekawego odkrycia kulinarnego? Co zachwyciło Pana kubki smakowe, co zaskoczyło?

Akurat jestem świeżo po spotkaniu, którego motywem przewodnim były nieistniejące już restauracje w Gdańsku, podczas którego podano Fischbrötchen, dawny rarytas mieszkańców Gdańska. Teoretycznie to tylko buła z rybą, ale jak się wczuć w otaczający cię klimat tamtych czasów, kubki smakowe zaczynają wręcz szaleć. Lubię sprawdzać dawne przepisy i coraz mocniej ciągnie mnie w stronę tradycyjnych potraw.


To na koniec jeszcze wróćmy do książek, ale już jak czytelnik z czytelnikiem – na jaką premierę roku 2024 czeka Pan najmocniej?

Trudno wskazać jeden tytuł. Chętnie przeczytam debiut Krystiana Stolarza („Dla ciebie nawet”). Czekam też na kolejną powieść Sary Antczak, której „Kara” zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To było dla mnie największe zaskoczenie minionego roku. Kibicuję Sarze i wieszczę jej spory sukces wydawniczy.


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!