września 29, 2022

Wygraj "Ptaszka w klatce"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Ptaszka w klatce"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Dzisiaj mija dokładnie tydzień od premiery "Ptaszka w klatce" Katarzyny Żwirełło, książki, która ukazała się pod patronatem Kryminału na talerzu, co napawa mnie radością, bo jest to kryminał wart uwagi! Dawno nie przeczytałam nic w takim tempie, jak tę książkę i znalazłam w niej wszystko to, co lubię - dynamiczne śledztwo dziennikarskie, fajne, nieoczywiste postacie, których kreacje są bardzo ludzkie i masę emocji! Więcej o moich wrażeniach i ogólnie o książce możecie poczytać w mojej recenzji tu - klik!, a teraz mam dla Was konkurs z tym tytułem na trzy egzemplarze!

Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Wolisz polskie czy zagraniczne kryminały? A może kraj pochodzenia nie ma dla Ciebie znaczenia? Swoją odpowiedź krótko uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie i nieszablonowo - tym lepiej!


Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 29 września do 3 października do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG 4 października.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki książki (IG klik!, FB klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

05.10 aktualizacja - wyniki konkursu:
Z mały poślizgiem, ale mamy! Jednak zanim o zwycięzcach, to najpierw ogólnie o zgłoszeniach. Wygląda na to, że pytanie Wam się spodobało! Wasze odpowiedzi możemy podzielić na trzy kategorie: pierwsza - nie ma dla Was znaczenia kraj pochodzenia kryminału, druga - przede wszystkich polskie, i trzecia - kiedyś tylko zagraniczne, teraz zdecydowanie przewaga polskich! Z tym ostatnim to właśnie często słyszę takie głosy, że kiedyś nasze kryminały były słabe, dlatego z przyzwyczajenia sięgało się po zagraniczne, a tu nagle teraz okazuje się, że i my mamy w naszym kraju rewelacyjnych pisarzy kryminalnych! Ja kryminalnie zaczynałam od polskich, ale faktycznie trzeba przyznać, że u nas boom na ten gatunek ruszyć stosunkowo niedawno w porównaniu z resztą świata. Ok, ale dosyć gadania, pora wyłonić zwycięzców! Książka leci do:

FB:
1) Katarzyna Wesołowska
Kiedyś tylko zagraniczne kryminały mnie interesowały i moje ręce po nie sięgały. Teraz coraz bardziej do polskich autorów się przekonuje i ich książki kupuje. Tak naprawdę nie ma znaczenia skąd autor pochodzi. Jeśli książka wciągnie mnie od pierwszej strony i nie pozwoli odejść przed przeczytaniem ostatniej kartki to będę wiedziała, że to książka dla mnie. Wciągnie mnie, zahipnotyzuje i pobudzi moje szare komórki to będę chciała poznać więcej książek tego autora.

2) Krysia Bryzik
Mimo zalet zagranicznych kryminałów, wolę jednak te nasze, bo zawierają wiele prawdy o współczesnej Polsce i zwracają uwagę na różne niuanse światopoglądowe czy konteksty np. z politycznego podwórka, które z jakichś powodów w "normalnym" świecie mi umknęły - tutaj, przy okazji lektury, mogę je sobie przeanalizować.
Mało tego, decydując się na zakup polskiej powieści kryminalnej nie jestem zdana na tłumaczenie, tylko bez udziału osób trzecich odczytuję myśli samego pisarza, a nic nie zapisuje się przecież skuteczniej w pamięci jak język w oryginale! Polskie kryminały biją też inne na głowę często specyficznym, lekkim humorem, bardzo często przemycanym przez autorów między jednym a drugim morderstwem czy jedną a drugą mroczną zagadką. Moim zdaniem sprawia to, że dialogi nie są w żadnym razie nudne czy "jałowe", a całość tekstu przyswaja się znacznie lepiej i szybciej, bo czy istnieje jakieś bardziej trafne połączenie jak adrenaliny z rozrywką? 😉

IG:
3) @kabaretka_30 
Na jesienne dni taki kryminał jest na wagę złota 😉 Ja zdecydowanie preferuję kryminały polskie- jak zresztą większość książek. Dlaczego? Z bardzo błahego powodu: łatwiej zapamiętać polskie imiona/nazwiska/nazwy miejscowości niż te zagraniczne 😁 Czasem imię bohatera jest tak dziwne że sama podczas czytania przypadkowo je przekręcam i tak już zostaje 😉 Kiedyś myślałam że jak dobra książka to tylko zagranicznego autora. Dziś już wiem jak bardzo się myliłam, mamy u nas sporo rewelacyjnych pisarzy, autorów doskonałych powieści więc jestem murem za: #czytampolskichautorów Autorki Katarzyny Żwirełło nie znam totalnie więc byłaby to dla mnie miła przygoda z nowym autorem 📚

Gratulacje! Czekam na Wasze dane adresowe do sobotniego wieczoru!
Wszystkim uczestnikom dziękuję za poświęcony czas i pocieszam tych, do którym tym razem książka nie trafiła - w październiku będzie się tu dużo działo, więc zalecam czujność i zapraszam do aktywności na moich profilach 😉 Będzie o co walczyć!

września 28, 2022

"Postrach" Michał Śmielak

"Postrach" Michał Śmielak

Autor: Michał Śmielak
Tytuł: Postrach
Cykl: podkomisarz Iga Ziemna „Gleba”, tom 1
Data premiery: 07.09.2022
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 440
Gatunek: kryminał / thriller
 
Książki Michała Śmielaka przyciągały mój wzrok już od jakiegoś czasu, głównie ze względu na ciekawe, proste i mroczne okładki. Jednak ocen o nich nie śledziłam specjalnie dokładnie, a i nie miałam na tyle czasu i motywacji, by w wolnym czasie po nie sięgnąć. Zmieniło się to przy okazji premiery „Postracha”, który trafił do mnie przypadkiem, ale teraz raczej postrzegam to jako ingerencję Wszechświata. Bo jest to nazwisko zdecydowanie warte uwagi! „Postrach” to już piąta książka Michała Śmielaka, który debiutował na rynku zaledwie półtora roku temu z kryminałem pt. „Znachor”. „Postrach” to pierwsza książka z podkomisarz Glebą – w posłowiu autor zdradził, że czytelnicy mogą się spodziewać kontynuacji.
 
Fabuła powieści rozpoczyna się w 2021 roku, chwilę po złapaniu Postracha, a raczej Igora Grabskiego, który, jak wskazują na to dowody, jest właśnie tym poszukiwanym seryjnym mordercą. No, porywaczem, bo śmierć jego sześciu ofiar, młodych dziewczyn nie została udowodniona, ciała nie zostały odkryte. Prawnik Maciej i jego znajomy od czarnej roboty - Borys dostają zlecenie od rodzin dziewczyn, by Igora wyciągnąć z więzienia i im dostarczyć. Zlecenie jest sowicie opłacane, jednak coś idzie nie tak – Igor Grabski, który cały czas twierdzi, że został niesłusznie oskarżony, ucieka, a Borys trafia na wózek inwalidzki.
Rok później miasto nawiedza nowa fala zbrodni. Wygląda na to, że Postrach powrócił… Zostaje utworzona specjalna grupa śledcza, która ma zająć się szybkim złapaniem sprawcy, a w międzyczasie Igor kontaktuje się z Borysem i namawia go na własne śledztwo – dalej twierdzi, że to nie on stoi za tymi zbrodniami. Mówi prawdę czy może kłamie? Kto jest Postrachem i czy faktycznie to znowu Postrach zabija? Kto złapie go pierwszy – Borys czy policja?
 
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane części i epilog. Każda część składa się z kilku bądź kilkunastu rozdziałów poprzedzonych osobnym prologiem. Rozdziały mają określoną datę i dzień tygodnia, są też często podzielone na numerowane podrozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw – obserwujemy obydwa śledztwa oraz grupę nastolatków, rodzeństwo porwanych dziewczyn, a w prologu prawdopodobnie mordercę, który tłumaczy się ze swoich motywacji. Styl powieści jest szorstki, dosyć potoczny, mocno współczesny, a zarazem prosty i naszpikowany odniesieniami do polskiej rzeczywistości. Z początku obawiałam się, że ta dosadność i potoczność nie trafią w mój gust czytelniczy, jednak wraz z biegiem lektury przyzwyczaiłam się i dałam się mocno wciągnąć w fabułę.
„Głównie łagodzi ból związany z życiem w tym kraju. Każdy Polak powinien mieć płacone za szkodliwe warunki życia i darmowy nielimitowany dostęp do alkoholu, szczególnie po wizycie w urzędzie. Nie ręce powinniśmy dezynfekować po kontakcie z urzędnikiem, ale myśli.”
Bo fabuła jest dynamiczna, a naprzemienna narracja i krótkie rozdziały tylko te wrażenie pogłębiają. Dużo się dzieje, co chwilę coś nowego, zaskakującego, czego trudno się domyśleć. Intryga poprowadzona jest naprawdę sprawie, autor cały czas trzyma czytelnika w niepewności, przez co te pożądane napięcie towarzyszące tego typu lekturom, jest cały czas mocno odczuwalne.
 
Autor gra tutaj trochę gatunkami, bawi się czytelnikiem, który raz widzi tu kryminał, raz thriller, a raz powieść grozy. Mamy tutaj coś na kształt wywoływania duchów, możliwe że jakieś irracjonalne zdarzenia… Czy ich uzasadnienie będzie przyziemne i logiczne, czy może jednak za tą historią kryje się coś, czego nie powstydziłby się King, do którego widać tu mocne nawiązania? Przez tą niepewność wszystko, co się w książce wydarza, wydaje się jeszcze mroczniejsze…
„Głos kobiety zabrzmiał bardzo poważnie, dokładnie jak kogoś, kto nigdy nie zetknął się z przestępstwem i nagle odkrył, że świat jest cholernie okrutnym miejscem.”
Mamy napięcie, emocje, fajną intrygę kryminalną. Są też naprawdę dobrze poprowadzone postacie, które same borykają się z własnymi słabościami. Borys to postać ciekawa. Szemrany typ, który uprzykrza życie skazanym przestępcom na życzenie ich ofiar lub rodzin. Wydaje się jednak mieć jakiś swój kodeks moralny, jest uparty, hardy i inteligentny.
„ – A kim ty jesteś?
- Kurierem. Dostarczam sprawiedliwości.”
Borys trafia na Dagmarę, detektyw, która pracuje w firmie Macieja. Ich drogi się przecinają, a charaktery ścierają, gdyż obydwoje są pewnymi siebie postaciami. No, Dagmara ma skomplikowaną przeszłość z pewnym policjantem, który znany jest już czytelnikom z innej książki tego autora.
No i jest też Gleba, policjantka, równie twarda co pozostali, która jednak nosi w sobie pewną traumę związaną z komisarzem Murawskim, z którym teraz ma współpracować. Gleba lubi działać sama, nie boi się wyzwań, a praca jest dla niej wszystkim.
Działania każdej z pierwszoplanowych postaci są dobrze umotywowane, przez co czytelnik nie ma problemu z ich zrozumieniem i polubieniem.
„Panie redaktorze. (…) Jeśli opinia publiczna chce przed stawienia, niech idzie do cyrku. Wmówiliście ludziom, że informacja jest najważniejsza, że muszą wiedzieć już, teraz, natychmiast i od razu wszystko. Na dodatek podnosicie to do rangi jakiejś misji, a jest to zwykłe pierdolenie. Zapewniam, że gdyby spotkał pan w życiu chociaż jedną rodzinę ofiary jakiegokolwiek mordercy, to nie pieprzyłby pan takich głupot. Jedną rodzinę! A ja spotkałem ich setki. Żadna nie chce informacji. Oni pragną sprawiedliwości i bezpieczeństwa, a ja staram się dostarczyć im jedno i drugie.”
Podsumowując, „Postrach” to książka, która fanom kryminałów i thrillerów zapewni naprawdę zajmującą rozrywkę. Poza bawieniem się nastrojem czytelnika raczej trzyma się ram gatunkowych, przez co wiemy, że dostaniemy solidne śledztwo (a nawet dwa!) i sporo dynamicznej akcji (pościgu motocyklowego długo nie zapomnę!). Napisana jest bardzo zgrabnie, językiem potocznym, ale na tyle sprawnie ujętym, że po czasie staje się to kolejną zaletą tej książki. „Postrach” to była moja pierwsza styczność z piórem Śmielaka, ale na pewno nie ostatnia!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Initium.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 28, 2022

"Ostatnia stacja Pituna" Alexander J. Motyl - recenzja premierowa

"Ostatnia stacja Pituna" Alexander J. Motyl - recenzja premierowa

Autor: Alexander J. Motyl
Tytuł: Ostatnia stacja Pituna
Tłumaczenie: Patryk Małecki
Data premiery: 28.09.2022
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 272
Gatunek: political fiction / powieść sensacyjna
 
Alexander John Motyl to prawdziwy człowiek renesansu – profesor historii i politologii, ekspert w sprawach Ukrainy, Rosji i ZSSR, literat, malarz i poeta. Pod swoim nazwiskiem wydaje zarówno książki naukowe, jak i beletrystyczne, a „Ostatnia stacja Pituna” swoją amerykańską premierę miała półtora roku temu. Jest to trzeci tom trylogii przedstawiającej historię Pituna – jego dojście do władzy w Rosji, rządy, a w tomie ostatnim upadek. U nas na polskim rynku ukazała się tylko ta ostatnia część w czasie, gdy pod siedmiu miesięcy trwa wojna w Ukrainie spowodowana najazdem Rosji na ich kraj. Miejmy nadzieję, że mimo iż „Ostatnia stacja Pituna” to political fiction, to jednak zakończenie tego, co dzieje się naprawdę, będzie takie samo jak w książce…
 
Fabuła „Ostatniej stacji Pituna” rozpoczyna się, gdy amerykański dziennikarz Steven Smith zostaje wysłany do Estonii, by opisać najazd rosyjskiego dyktatora Pituna na ten kraj, którego dopuścił się pod pretekstem uwolnienia uciśnionych przez Estończyków Rosjan zamieszkujących te tereny. Jednak nic nie poszło zgodnie z jego planem, Estończycy odbili wojsko, a w tym czasie wszystkie inne narodowości, które zostały wcielone do Rosji, zaatakowały Moskwę i wysoko postawionych dygnitarzy. Rosja upada, kolejne kraje, które do tej pory znajdowały się pod jej rządami, ogłaszają niepodległość, a Pitun znika… Gdzie się podział? Nikt nie wie, a przy ilości pieniędzy jaką ukradł, może być wszędzie… Steven po kilku dniach wzmożonej dziennikarskiej pracy, postanawia udać się do Nicei, by chwilę odpocząć i trafia tam na swoją koleżankę po fachu Pippę Tumblethwaite. Razem odkrywają, że chyba w jednym z hoteli kryje się ktoś, kto bardzo Pituna przypomina… Czy to on? Jakie ma plany? Bo jakieś na pewno musi mieć. Czy planuje wielki powrót do Rosji? Dwójka dziennikarzy na jego własne życzenie będzie mu w tym towarzyszyć…
„Czeka nas spotkanie z historią.”
Książka składa się z 6 rozdziałów zatytułowanych nazwami miast, w których aktualnie rozgrywa się akcja. Rozdziały są długie, ale podzielone na nienumerowane podrozdziały, scenki, więc książkę czyta się wygodnie. Przy okazji czcionka w wydaniu papierowym jest całkiem dużym rozmiarów, przez co komfort czytania jest naprawdę wysoki, a byłby jeszcze wyższy, gdyby nie zauważalna ilość literówek – głównie pomylony jest rodzaj czasowników, w którym bohater się wypowiada… Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Stevena, który opisuje to, co się dzieje, jak i swoje odczucia. Nie skąpi nam też komentarzy na ten temat. Styl powieści jest całkiem fajny, nacechowany sarkastycznie, przez co powieść czyta się naprawdę lekko, choć oczywiście są momenty, które wymagają powagi. Jest bardzo dużo dialogów, które napisane są naprawdę zgrabnie. Mimo że temat jest jakże bliski naszej aktualnej rzeczywistości i mimo, że jest to political fiction, za którym specjalnie nie przepadam, to przyznaję, że książkę czyta się szybko, łatwo i z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
„Dwa dni przed moim wyjazdem do rosyjskiej stolicy Pitun, stwierdziwszy, że łamane są prawa człowieka rosyjskojęzycznych mieszkańców północno-wschodniej Estonii i powoławszy się na doktrynę, którą sformułował po raz pierwszy w wojnie z Ukrainą w 2014 roku, najechał ten mały kraj. Oczywiście Rosjanie nigdy nie użyli słowa „inwazja". Zamiast tego utrzymywali, że zostali zmuszeni do wysłuchania apeli nieznanego wcześniej Rosyjskiego Frontu Demokratyczego, który jako legalny organ przedstawicielski rzekomo uciskanej mniejszości rosyjskiej w Estonii wezwał Moskwę, by pospieszyła z pomocą, aby jej nieskazitelne demokratyczne aspiracje nie zostały zdeptane butami Estończyków. Cóż w tej sytuacji mógł zrobić par excellence demokratycznie nastawiony miłośnik pokoju Władimir Władimirowicz Pitun? Mógł tylko wysłać czołgi i zmobilizować lotnictwo. Z ciężkim sercem, ma się rozumieć.”
Dalszą analizę książki zacznijmy klasycznie – od postaci. Nasz narrator Steven Smith to dziennikarz z wieloletnim stażem, z wykształceniem klasycznym przez co często raczy nas wtrąceniami z łaciny, a i nawiązuje do historii Grecji i Rzymu. Ogólnie jest to człowiek oczytany i bogaty w historyczną wiedzę, co często wykorzystuje w rozmowach z innymi, niemniej robi to w sposób dyskretny. Autor książki podzielił się z nim swoją ogromną wiedzą na temat krajów położonych w sąsiedztwie Rosji i ogólnego motywacjach w działaniach polityków i zrobił to w sposób bardzo przystępny dla czytelnika.
W tle przewija się cała plejada postaci, choć mam wrażenie, że jeśli chodzi o przedstawiania charakterów dotyczących całych nacji, to autor uciekł to do lekkiej karykatury, przerysowania – Rosjanie dużo piją i są dosyć toporni pod względem relacji towarzyskich, a Amerykanie z Teksasu grubi, hałaśliwi i cóż… dosyć konserwatywni.
Oczywiście jest tu też postać Pituna, wokół którego kręci się cała akcja. To, że samogłoski są tu poprzestawiane, to nie znaczy, że charakterystyka postaci nie jest oddana z reporterską dokładnością. Autor uchwycił dobrze motywy działań tej postaci.
„Pitun myślał, że kontroluje historię. Wierzył, że podobnie jak Napoleon, Lenin i Stalin, otrzymał światową misję historyczną. Choć pewny swojego triumfu, w rzeczywistości był tylko pionkiem historii, który na końcu, kiedy kurz opadnie, a gruz przestanie się osypywać, o ile wciąż pozostałby przy życiu, miał zrozumieć, że jego wysiłki nie przyniosły nic innego, jak tylko ostateczne i nieodwracalne zniszczenie Rosji i jego samego.”
Akcja powieści toczy się szybko, cały czas coś się dzieje, bohater, jak to dziennikarz, reporter czy korespondent, węszy, biega z miejsca w miejsce, cały czas jest w ruchu, mimo że część fabuły rozrywa się po prostu w pociągu. Nawet jest tu coś na kształt intrygi kryminalnej, która również w nieco prześmiewczy sposób fajnie spina całą historię.
„Nie obchodzi mnie zbytnio polityka... ani biznes... ani tu, ani w Stanach. Właściwie to nie mogę tego znieść. Mnóstwo starych pryków... przepraszam za wyrażenie... kłócących się o nic, o ile wiem, zamiast robić ze sobą coś pożytecznego.”
Tematy polityczne to zdecydowanie nie mój konik, więc po książki, w których pojawia się taki wątek, raczej nie sięgam. Tu jednak cieszę się, że to zrobiłam, bo jak na laika w tym temacie wcale nie czułam się zagubiona, a i narrator nie przynudzał. Jestem bardzo ciekawa jak odbiorą ją ci, co znają się na tych tematach, ale dla zwyczajnego czytelnika to dobra rozrywka ze świetną analizą polityczną świata, a szczególnie środkowej i wschodniej Europy opisana w bardzo przystępnych słowach.
„Nic dziwnego, że Polacy wysłali kilka batalionów wojska na swoją granicę, którą pospiesznie zaczęli umacniać zasiekami z drutu kolczastego i rowami. Niemcy równocześnie wezwali wszystkich do podjęcia rokowań i odrzucenia przemocy. Francuzi ubolewali, że niszczy się tak wiele atrybutów cywilizacji światowej. Unia Europejska wyraziła najgłębsze zaniepokojenie i nadzieję na pokojowe rozwiązanie. Amerykanie zastanawiali się, kto pilnuje arsenału nuklearnego.”
W książce przedstawiona jest waląca się potęga Rosji i jest to obraz mocno wstrząsający. Ci, którzy od lat byli agresorami, teraz sami stają się celem ataku. Przemoc rodzi przemoc, a naród od tak dawna uciśniony, w końcu może odpłacić się pięknym za nadobne. Temat trudny do zaakceptowania dla mnie i podejrzewam, że dla większości z nas – w końcu każdy chciałby żyć w spokoju. Jednak myślę, że to co przedstawił autor jest bliskiej realności, trochę takim marzeniem, by kolos rosyjski w końcu upadł…
„Był to czas odpłaty dla wszystkich nie-Rosjan, których Kreml zapewne już od piętnastego wieku dominował, wykorzystywał, mordował i eksterminował.”
Podsumowując, „Ostatnia stacja Pituna” to książka warta uwagi, szczególnie w aktualnych czasach. Z początku tematy są mocno poważne, bardzo żałowałam, że ta wojna tocząca się w realnym świecie nie potoczyła się tak, jak ta w powieści. Później do głosu dochodzi powieść szpiegowsko-sensacyjna, dużo się dzieje, jest masa ironii, przez co całość czyta się lekko i fajnie. Książka ma ten przysłowiowy pazur, a napisana jest bardzo przystępnym językiem, więc nawet ci, którzy nie interesują się tymi wszystkimi politycznymi zależnościami nie będą mieli problemu ze jej zrozumieniem. Jestem z lektury zadowolona, teraz tylko mam nadzieję, że ten opisany upadek Rosji wydarzy się naprawdę...
„Za Matuszkę Rosję! Niech umrze spokojną śmiercią i nigdy nie zmartwychwstanie - wzniósł toast.”
PS. Książa zadedykowana jest Wołodymyrowi Zełenskiemu i bohaterskiemu narodowi Ukrainy.

Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Insignis.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 27, 2022

"We mgle" Lisa Gray

"We mgle" Lisa Gray

Autor: Lisa Gray
Tytuł: We mgle
Cykl: detektywka Jessica Shaw, tom 1
Tłumaczenie: Marta Komorowska
Data premiery: 01.07.2020
Wydawnictwo: Burda Książki (teraz po nową nazwą Wydawnictwo Słowne)
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller / kryminał
 
Lisa Gray to angielska autorka powieści kryminalnych, thrillerów o detektywce Jessice Shaw. Debiutowała w roku 2019 tomem pierwszym serii pt. „We mgle”, który u nas ukazał się rok później. Mimo, że sama mieszka w Anglii, to jej bohaterka jest Amerykanką, w tomie pierwszym prowadzi śledztwo w Los Angeles. Sama po lekturę tomu pierwszego sięgnęłam ze sporym opóźnieniem, przy okazji premiery tomu czwartego. Teraz jednak mogę przyznać, że z przyjemnością zapoznam się również z pozostałymi częściami cyklu!
 
Jessica Shaw to 27letnia prywatna detektywka. Od dwóch lat nie ma stałego miejsca zamieszkania, swój dobytek jest w stanie spakować w samochód i podróżować po Ameryce tak, jak prowadzą ją śledztwa. Teraz zatrzymała się w Los Angeles, gdzie zwróciła uwagę na zaginięcie studentki Amy Ong. Dziewczyna jednak po kilku dniach zostaje znaleziona, niestety martwa… W tym czasie Jessica otrzymuje mail do anonimowego nadawcy z ogłoszeniem o zaginięciu sprzed 25 lat. Na zdjęciu rozpoznaje samą siebie. Jak to możliwe? Przecież wcale nie jest zaginiona, dobrze też wie, kim byli jej rodzice, pamięta swoje dzieciństwo! Czyżby jednak nie znała całej prawdy? Kobieta postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo w tej sprawie, a tym samym odnaleźć mordercę swojej biologicznej matki, która zginęła w dniu jej zniknięcia…
 
Książka składa się z prologu i 39 krótkich rozdziałów rozpisanych na kilka osób: przede wszystkim Jessicę i Pryce’a, ale okazyjnie i jej matkę Eleonor i zamordowaną Amy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy opisywanej postaci. Styl powieści jest prosty i sprawny, skupiony przede wszystkim na akcji, choć o emocjach postaci też dowiadujemy się co nieco. Biorąc pod uwagę, że jest to debiut, to nie mam pod względem stylu powieści nic do zarzucenia. Pochwały również dla tłumaczki za sprawne korzystania z feminatywów.
 
Główną bohaterką całej serii jest Jessica Shaw, młoda dziewczyna, która po śmierci ojca straciła poczucie zakorzenienia, posiadania własnego miejsca na ziemi. Nie mogąc znieść pustki szybko wyniosła się z Nowego Jorku i dała się ponieść tam, gdzie jej usługi są potrzebne. Ewidentnie jest w swoim życiu zagubiona, nie ma nic poza pracą. Kiedy dowiaduje się, że to, co sama wie o swoim dzieciństwie, może nie być prawdą, to fasady jej świata chwieją się jeszcze mocniej… Czy naprawdę jej ojciec mógłby ją okłamać? Kim naprawdę była jej matka? Jessica jest kobietą czynu, więc robi to, co umie najlepiej – rozpoczyna śledztwo.
„(…) wolała zajmować się sprawami, w których trop był zimny jak świeżo wyjęta z lodówki butelka piwa.”
Drugim głównym bohaterem „We mgle” jest Jason Pryce, policjant, detektyw, mąż i ojciec 16letniej dziewczyny. Zamordowana Amy była niewiele starsza od jego córki, więc mężczyzna jest zdeterminowany, by rozwiązać zagadkę jej śmierci. Ale to nie wszystko, bo Jason powiązany jest z historią Jessiki… Jak? Czy może wiedzieć coś więcej?
 
Mimo, że fabuła toczy się w Los Angeles, to czytelnik nie odczuwa w powieści klimatu dużego miasta, wręcz odwrotnie – wydarzenia mają miejsce w jednej dzielnicy miasta Eagle Rock, przez co czytelnik ma poczucie małej społeczności, w której wszyscy się znają i większość pamięta ten strach, jaki odczuwali po morderstwie matki Jessiki. Razem z bohaterką plączemy się po okolicznych zapuszczonych motelach i szemranych barach, które nie zmieniły swojego wystroju od dekad. To bardzo klimatyczny kawałek Ameryki!
 
Przede wszystkim jednak książka skupia się na śledztwach obydwu postaci, miejsca czy kreacje bohaterów są tu sprawą drugorzędną. Akcja toczy się w dosyć amerykańskim stylu, dzieje się dużo, liczy się akcja, jednak bez przesady – jest dobrze wyważona, nie miałam odczucia, że dzieje się tu za dużo, co często ma miejsce w faktycznych amerykańskich thrillerach. Nie, tu dzieje się dużo, ale w granicach do zaakceptowana, czytelnik nie ma wrażenia, że to co w książce, to w prawdziwym życiu raczej nie miałoby prawa się wydarzyć. Nie, intryga jest skomplikowana, a jednak całkiem prawdopodobna i to mi się w tej książce podoba!
 
Muszę przyznać, że na początku lektury faktycznie bałam się, że będzie to jeden z tych amerykańskich thrillerów, gdzie nieważne co i jak, ważne, żeby się dużo działo. Na szczęście okazało się inaczej – nie tylko autorka jest Angielką, ale i fabuła jest dobrze wyważona, przez co wzbudza w czytelniku ciekawość i zaangażowanie, ale nie daje poczucia przesytu. Kreacje bohaterów są raczej na drugim planie, ale postać Jessiki zapowiada się obiecująco. „We mgle” to debiut autorki, a po portalach czytelniczych widzę, że każdy kolejny tom serii wypada lepiej od poprzedniego. Dlatego tym mocniej jestem ciekawa kontynuacji przygód Jessiki! Zaraz się za nie biorę 😊
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Słownym.

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 26, 2022

"Manifest" Bernardine Evaristo

"Manifest" Bernardine Evaristo

Autor: Bernardine Evaristo
Tytuł: Manifest
Tłumaczenie: Kaja Gucio
Data premiery: 07.09.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 280
Gatunek: non-fiction / autobiografia
 
O twórczości Bernardine Evaristo świat usłyszał dopiero w roku 2019, gdy wraz z Margaret Atwood zdobyła Nagrodę Bookera. Było to wielkie wydarzenie, bo nie dosyć, że nagroda została rozdzielona na dwie pisarki, to ponadto Evaristo była pierwszą czarną kobietą, która ją otrzymała. To było jej spełnienie marzeń, furtka, która w wielu 60 lat otworzyła jej wiele nowych dróg. Nagrodzona została za książkę „Dziewczynę, kobietę, inną” (recenzja –klik!), która była pierwszym jej tytułem, jaki ukazał się na polskim rynku książki. Teraz, rok po tej premierze, polski czytelnik obdarowany został drugą książką tej autorki – „Manifestem”, książką-autowywiadem, w którym Evaristo opowiada o swoim życiu i twórczości, tym co ją kształtowało.
  „Osoby, które zetknęły się z moim pisarstwem dopiero teraz, na etapie tego niedawnego przełomu, dowiedzą się, czego potrzebowałam, by nie ustawać w wysiłkach i stale się rozwijać, te zaś, które zmagają się z problemami od dłuższego czasu i być może dostrzega w mojej opowieści elementy własnej historii, powinny znaleźć w niej inspirację do podążania własną drogą i realizowania swoich ambicji.
Oto zatem mój ‘Manifest - jak nigdy się nie poddawać’, wspomnienia i refleksje o moim życiu.”
Książka jest zbiorem siedmiu esejów rozdzielonych na różne tematy składające się na życie autorki: dzieciństwo i pochodzenie, mieszkania, związki, teatr, jej twórczość literacką, wpływy i edukację, aktywizm i rozwój osobisty. Rozdziały są słownie numerowane we wszystkich językach, jakie składają się na dziedzictwo autorki. Całość poprzedzona jest wprowadzeniem, a zamyka je krótki manifest, w którym autorka zawarła główne myśli wynikające z tej bogatej analizy oraz kilka słów zakończenia. Oczywiście są też podziękowania i, co warte podkreślenia, kilkanaście zdjęć z życia autorki z podpisami z jej specyficznym poczuciem humoru.
Wizualnie, jak zawsze u Wydawnictwa Poznańskiego, książka prezentuje się doskonale – twarda oprawa, chropowaty materiał okładki i wklejki z polskimi i zagranicznymi polecajkami z jednej strony, z biogramem autorki i tłumaczki książki z drugiej. Widać, że Wydawnictwo wkłada sporo pracy, by książki, które wydają, miały godną oprawę.
 
Wróćmy jednak do treści. Książka pisana jest językiem prostym, tym razem (nie tak jak w powieści „Dziewczyna, kobieta, inna”) bez eksperymentów w formie i łączenia prozy z poezją. Ale też jest to opowieść prawdziwa, spis tego, z czym autorce przyszło się w swoim życiu mierzyć. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie, od czasu do czasu znajdziemy w niej ciekawe skojarzenie czy trochę ironicznego humoru.
Bernardine Evaristo urodziła się w 1959 roku w Anglii jako środkowe spośród ośmiorga dzieci z małżeństwa mieszanego – jej matka była białą Angielką, ojciec czarnoskórym imigrantem z Afryki. Jak łatwo się domyśleć, jej dzieciństwo naznaczone było rasizmem i poczuciem odosobnienia, jednak autorka zdołała te złe doświadczenia przekłuć w swoją siłę.
„(…) ograniczenia wobec mnie zostały określone, zanim jeszcze zdążyłam otworzyć usta i zapłakać z powodu szoku spowodowanego wypchnięciem mnie z przytulnego łona mojej matki, gdzie spędziłam dziewięć miesięcy w zmysłowej harmonii ze swoim stwórcą. Przyszłość nie rysowała się dla mnie pomyślnie - przeznaczono mi rolę podosoby: uległej, gorszej, marginalnej, nieistotnej - prawdziwie podrzędnej.”
Evaristo to kobieta odważna, która nigdy nie bała się szukać swojej drogi niezależnie do którego obszaru życia się odnoszącej – seksualności, twórczości, partnerstwa. Uparta, dążąca do celu, a zarazem zaradna, dzięki czemu osiągnęła to, co było jej marzeniem. Szczerze przyznam, że czytając jej „Dziewczynę…” byłam przekonana, że jest to zagorzała aktywistka-feministka, która w swojej autobiografii zarzuci nas mocnymi i kontrowersyjnymi poglądami. Okazało się jednak inaczej – Evaristo to po prostu naprawdę mądra kobieta, która sporo w życiu przeszła, ale postanowiła nie rozczulać się nad porażkami i przekłuć je w drogę do sukcesu. Teraz, gdy osiągnęła tak wiele, uczy młodsze pokolenie, dzieli się tym, co sama w wielu 60 lat wie, a czego brakowało jej w młodości.
„Każde z nas, które nie prześlizgnęło się gładko przez dotychczasowe życie i nauczyło się, że nie wolno się pod dawać, ma obowiązek przekazać tę naukę młodszemu pokoleniu.”
Autorka dzieli się tu swoją prywatną historią, jednak robi to bardzo oszczędnie, nie powinna więc dziwić objętość książki. Jest tu wszystko to, co faktycznie miało na nią samą i jej twórczość wpływ, ale bez zbędnego rozczulania i analizowania – krótkie, treściwe, skondensowane zdania i części.
„(…) pisarstwo polega głów nie na ciągłym przepisywaniu i że słowa nabazgrane na kartce to surowiec, z którego być może uda się wyrzeźbić coś wartościowego. My, pisarze i pisarki, przez całe życie uczymy się, jak operować językiem, by wyrazić dokładnie to, co chcemy przekazać.”
Poza spojrzeniem na prywatne doświadczenia autorki, tego, jak mocno odizolowana czuła się przez całe swoje dzieciństwo, czasy szkoln,e od reszty społeczności zamieszkującej jej rodzinną białą dzielnicę, dzieli się też z nami tym, jak powstawały jej wszystkie z dziesięciu książek – od poezji po fusion fiction, jak nazwała formę „Dziewczyny…”. Opisuje proces i źródło powstania każdej z nich, a i przygody z wydawcami, dzięki czemu czytelnik ma wgląd w jej twórczość ‘od kuchni’. To na pewno mocno docenili angielscy czytelnicy, którzy znają jej książki, my niestety musimy jak na razie zadowolić się tą jedną, ostatnią, która przyniosła jej tyle zmian.
„Musiałam pozostać wierna swoim artystycznym ideałom, ale jednocześnie pragnęłam, by moje książki trafiały do szerokiej publiczności. Byłam uparta i na pozór nie myślałam realistycznie, aż do momentu, gdy wizja przełożyła się na rzeczywistość, a ja zdobyłam Nagrodę Bookera i wszystko się zmieniło: moja radykalna, eksperymentalna, bardzo literacka powieść gościła w pierwszej dziesiątce bestsellerów przez czterdzieści cztery tygodnie.”
Warto jeszcze krótko wspomnieć, że Evaristo mocno działa na rzecz różnorodności w literaturze. Walczy, by angielski rynek był przestępny nie tylko dla białych pisarzy, ale dla wszystkich, niezależnie od pochodzenia. Organizuje konkursy, programy wsparcia, wkłada wiele siły, energii i czasu, by literatura nie podlegała podziałom rasowym. To ważny cel, który w naszych czasach, dziwi, że jeszcze nie został osiągnięty. A jednak, nadal ci, których kolor skóry nie jest biały, mają dużo większe problemy z wydawaniem powieści, swojej twórczości, niż ci pierwsi.
„Jeśli traktują cię tak samo jak resztę, to kolor skóry pozostaje tylko kolorem. Po prostu należałam do zespołu i byłam akceptowana. Pod wieloma względami znalazłam tam azyl dla outsiderów, uświęcone miejsce, gdzie zbieraliśmy się ze świadomością, że nie oczekuje się od nas podporządkowania normom społecznym; mogliśmy być sobą bez obawy, że nikt nie będzie się nad nami znęcał albo da nam odczuć, że jakoś odstajemy.”
„Manifest” to skondensowana historia o wszystkich częściach, które złożyły się na obraz człowieka, jakim teraz jest Evaristo. Mimo że jest to książka o niej, jej autobiografia, to jednak zmusza do ciekawych przemyśleń – na temat własnej drogi, korzeni, wychowania, a także kondycji rynku literackiego. To książka o zwalczaniu przeciwności losu, przekłuwaniu przeszkód w drogą do celu, o tym jak myśleć i zostać pozytywnym, nawet kiedy dzieje się źle, nawet kiedy jest się mocno zagubionym. Autorka osiągnęła wiele, choć jej życie nie było łatwe, a sama popełniała błędy. To historia inspirująca. Polecam!
„Dotarło do mnie, że nie ma dwóch takich samych osób i takie ich tworzenie dowodzi braku wyobraźni - wszystkie postacie fikcyjne muszą mieć indywidualne cechy; że podział bohaterów na dobrych i złych to dziecinne podejście, usprawiedliwione co najwyżej w staroświeckich bajkach; że traktując jedną płeć lub rasę jako jednolitą całość, wyrządzamy szkodę człowieczeństwu wszystkich ludzi; że istoty ludzkie wszystkich ras, płci i orientacji seksualnych są złożone i pełne sprzeczności oraz zdolne do uciskania innych, czy to na poziomie rządowym, wspólnotowym, czy osobistym; i że każde z nas jest zdolne do moralnie dyskusyjnych zachowań.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 25, 2022

"Wyspa zaginionych drzew" Elif Shafak

"Wyspa zaginionych drzew" Elif Shafak

Tytuł: Wyspa zaginionych drzew
Tłumaczenie: Natalia Wiśniewska
Data premiery: 07.09.2022
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 480
Gatunek: literatura piękna
 
Każdy, kto choć trochę interesuje się światową literaturą piękną, nie mógł nie słyszeć o Elif Shafak. To angielska pisarka tureckiego pochodzenia, która publikuje w obydwu tych językach. Jej proza nagradzana jest na całym świecie, a autorka według jej rodaka Orhana Pamuka jest najlepszą turecką pisarką ostatniej dekady. W Polsce ukazało się kilkanaści jej powieści, wcześniej pod skrzydłami Wydawnictwa Literackiego, a od pięciu tytułów (zarówno nowości, jak i wznowienia) jej książkami zajęło się Wydawnictwo Poznańskie. I robi to w sposób bardzo spójny – okładki ładnie się ze sobą zgrywają, a także godnie prezentują to, co znajdziemy w ich wnętrzu.
Elif Shafak jest feministką, kobietą zaangażowaną społecznie, która ma wpływ na to, jak wygląda nasz świat. I takie też są jej książki, głębokie, mądre, z szeroką perspektywą.
 
„Wyspa zaginionych drzew” opowiada historii cypryjskiej rodziny mieszkającej od kilkunastu lat w Anglii. Rodziny, która aktualnie składa się z trzech postaci – ojca, Kostasa, botanika, naukowca, poświęcającemu się badaniu drzew; szesnastoletniej Ady, dziewczyny cichej i zagubionej, a także drzewa figowego, które mieszka w ich ogrodzie. Niecały rok temu była z nimi jeszcze Defne, żona i matka, artystka, jej życie jednak kilka miesięcy temu zgasło. Tej trójce towarzyszymy w okresie zimowym, w czasie przerwy świątecznej, kiedy to po raz pierwszy od ich przeprowadzki do Anglii odwiedza ich ciotka Meryem, siostra Defne. Ta wizyta staje się zapalnikiem do zajrzenia w przyszłość, do historii poznania Kostasa i Defne, których miłość rodziła się na tle mocno skomplikowanej politycznie i społecznie historii Cypru, domu ich wszystkich.
„Przyznaję, że to niezbyt rozsądne: zakochać się w kimś, kto nie należy do twojego gatunku, w kimś, kto tylko skomplikuje ci życie, zakłóci twój rytm oraz zaburzy poczucie stabilizacji i zakorzenienia. Ale z drugiej strony ten, kto oczekuje od miłości rozsądku, prawdopodobnie nigdy nie kochał.”
Książka składa się z prologu („Wyspa”) i sześciu części, których tytuły odnoszą się do drzewa i razem składają się w jedną całość. Rozdziały są krótkie, przedstawione z dwóch perspektyw – ludzi i drzewa, figi, zamieszkującej ogród Kazantzakisów, która przeniosła się do Anglii wraz z nimi, wcześniej jednak przez wiele dziesiątków lat żyła jako piękne i dorodne drzewo na Cyprze. Figa swoją historię opowiada w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, ludzie w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Fabuła rozdzielona jest na dwa czasy – współczesny, koniec drugiej dekady XXI wieku w Anglii, w czasie wspomnianej przerwy świątecznej oraz przeszłość, tę na Cyprze, skupiająca się przede wszystkim na dwóch czasach – roku 1974 oraz początku XXI wieku. Książka napisana jest pięknym językiem, prostym, ale nacechowanym poetycko, delikatnie, przyjemnie lirycznym. Pełna jest trafnych spostrzeżeń, często zawartych w ciekawych porównaniach.
„Ulice kończyły się gwałtownie, niczym urwane myśli albo nieprzepracowane uczucia.”
Mimo, że jest to fikcja literacka, to jednak niesie w sobie wiele prawd. Tych uniwersalnych, na temat życia na Ziemi, życia ludzi, ale także tych historycznych. I na tej drugiej skupmy się na początku, bo jest to baza całej historii tej powieści. „Wyspa zaginionych drzew” opowiada o skomplikowanej pod względem społeczno-politycznych historii Cypru. Wyspy, na której od dawien dawna obok siebie żyli Grecy i Turcy, a których konflikt mocno nasilił się w latach 70tych. To jedna z tych tragicznych historii, kiedy to z dnia na dzień sąsiedzi stają się wrogami, ulice, na których tętniło życie, zmieniają się w plac broni.
„Dawniej ludzie mawiali, że Grecy i Turcy są jak palec i paznokieć. Nie da się oddzielić paznokcia od palca. Ewidentnie nie mieli racji. Da się to zrobić. Wojny są potworne. W każdej postaci. Ale być może najgorsza z nich jest wojna domowa, kiedy sąsiedzi zamieniają się we wrogów.”
Na tle historii miłośnej Defne i Kostasa rozgrywa się tragedia mieszkańców Cypru, których życie z dnia na dzień stało się zagrożone tylko ze względu na to, do jakiej narodowości należeli. Autorka z wyczuciem opowiada tę tragiczną historię, dzięki której czytelnik uczy się o tym, o czym w szkołach się za wiele nie mówi.
 
Ta skomplikowana sytuacja polityczna przyczyniła się do wielu migracji, do ucieczki z wyspy ogarniętej wojną. I jest to pretekst, by pogadać ogólnie o losie imigrantów. Tych, którzy na nowo uczą się żyć w obcym dla siebie miejscu. Tak jak rodzina Kazantzakisów, tak jak figa, która od nowa musi dostosować się do całkowicie innych warunków życia. Uczy się, dopasowuje, ale proces asymilacji trwa długo. To temat mocno aktualny dla współczesnej Europy, jakże ważny pod względem tolerancji, a także tożsamości, przynależności.
„Ponieważ właśnie tak działają na nas migracje i relokacje: kiedy opuszczasz swój dom, udając się ku nieznanemu lądowi, nie zachowujesz się tak samo jak wcześniej; część ciebie umiera, żeby inna część mogła zacząć nowy rozdział.”
„Wyspa zaginionych drzew” to też historia miłosna, pewna wersja Romea i Julii, których uczucie łączy mimo tego, że pochodzą z rodów, które nie darzą się sympatią. On jest Grekiem, ona Turczynką, a ich miłość rosła na tle konfliktu pomiędzy tymi nacjami. Miłość zakazana, przez którą musieli uciekać z wyspy, która naraziła ich na wyklęcie i wygnanie.
„Ty jesteś moim krajem. Czy to brzmi dziwnie? Bez Ciebie nie mam domu na tym świecie; jestem przepiłowanym drzewem z od ciętymi korzeniami; można powalić mnie jednym palcem.”
Czy jednak miłość nie zwycięży wszystkiego? I tu historia ma swój tragiczny koniec, bo choć pozornie udało jej się pokonać przeciwności, to i tak doprowadziła do tragicznego finału… Ale może, mimo wszystko, było warto?
 
Książka porusza naprawdę wiele ważnych, aktualnych tematów, ja jednak wspomnę już tylko o jednym, tym, który spaja całą historię w jedno, a którego głównym narratorem, przewodnikiem jest figa. Jest to temat ekologiczny, naturalny, mówiący o tym, że wszystkie gatunki żyjące na Ziemi powinny żyć ze sobą w zgodzie. Każde jedno istnienie na Ziemi ma swoje miejsce, ma swoje znaczenie, ma swój czar. Człowiek jednak w tym wszystkim uznał się istotą nadrzędną, która decyduje o wszystkich pozostałych gatunkach. Ale dlaczego? Czy to, że mamy siebie za najmądrzejszych, najinteligentniejszych, znaczy, że faktycznie tacy jesteśmy? A może po prostu nie rozumiemy innych gatunków?
„(…) uważam, że wciąż jeszcze niewiele wiemy i dopiero zaczynamy poznawać język drzew. Możemy jednak być pewni, że słyszą, czują zapachy, komunikują się i z całą pewnością zapamiętują.”
Tylko człowiek jest gatunkiem zabijającym bez konieczności – wycinamy lasy, zabijamy zwierzęta, wywołujemy wojny.
„(…) popełnianie masowych morderstw dla własnych korzyści to specyfika naszego [ludzkiego] gatunku.”
 Czy nie powinniśmy żyć ze wszystkimi istotami na świecie w zgodzie? Przyroda to potrafi, dlaczego my nie? Temat rzeka, o którym można długo rozprawiać, ale ja na tym zakończę – Elif Shafak w swojej książce zrobiła to dużo lepiej ode mnie.
„(…) drzewo nigdy nie zapomina, że jest połączone z niezliczonymi formami życia (…) i że jego istnienie nie stanowi odrębnego bytu, ale nieodłączny element szerzej zakrojonej społeczności.”
Podsumowując, „Wyspa zaginionych drzew” to niesamowita książka. Mądra, bogata w tematy, zmuszająca do zastanowienia się nad swoim miejscem i znaczeniem w naszym świecie. Świecie, który dzielimy z ogromem innych istot, świecie, który na każdym kroku zachwyca swoim pięknem. Świecie skomplikowanym, pełnym smutku i tragizmu, a zarazem codziennych małych cudów. To jedna z tych książek, co do których wiem, że cokolwiek napiszę, to i tak będzie za mało. Więc po prostu: czytajcie! I Myślcie, analizujcie! Gorąco polecam.
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

września 24, 2022

Book tour z "To jeszcze nie koniec"!

Book tour z "To jeszcze nie koniec"!

Na moment po publikacji wywiadu z Michalem Sýkorą (klik!), pora na kolejną atrakcję! Tym razem mam Wam do zaproponowania book tour z tym tytułem! Komu książka się spodoba? Tym, co lubią kryminały oparte na rodzinnych tajemnicach, z dobrym, spokojnym i solidnym śledztwem policyjnym. Więcej o samej książce poczytacie tu - klik!, a teraz nie przedłużając - zapraszam do zgłoszeń!

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Afera w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w poniedziałek.
Książka ruszy w podróż we wtorek, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Lista uczestników:
1. @i.krasnodebska opinia - klik!
2. @rrramona opinia - klik! 
3. @justyna6353 
4. @z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik! 
5. @mirkowo3 opinia - klik!
6. @monika.deren 
7. @mamazaczytana (książka jest tu od 24.01)
8. @wedrowniczka124
9. @maniaczka_ksiazek
10. @miss_daisy_czyta
11. @zaczytana_panna
12. @__colorfulmylife__
13. @lapraskova
14. @wel_onka

września 21, 2022

Kilka pytań do... Michala Sýkory, autora cyklu o Marie Výrovej

Kilka pytań do... Michala Sýkory, autora cyklu o Marie Výrovej
 
O czym dla autora jest książka "To jeszcze nie koniec" i skąd w ogóle pomysł na fabułę, jak literatura wpływa na postrzeganie świata i co do rodziny ma polityka oraz dlaczego części cyklu tak mocno się od siebie różnią i czego możemy spodziewać się w tomie kolejnym, który w Polsce zostanie wydany w przyszłym roku?
Zapraszam na króciutką rozmowę z autorem!

Michal Sýkora notka biograficzna:
ur. 1971, pisarz i teoretyk literatury, wykładowca Uniwersytetu Palackiego w Ołomuńcu. Autor wielu publikacji literaturoznawczych, m.in. monografii o twórczości Vladimira Nabokova oraz o kryminale brytyjskim. Naukowa fascynacja tym ostatnim jako gatunkiem zainspirowała go do napisania własnej powieści detektywistycznej. Wydany w roku 2012 Případ pro exorcistu zapoczątkował serię o ołomunieckich detektywach, którym przewodzi fanka Boba Dylana, śledcza Marie Výrová, zwana Wielką Sową. Ciesząca się popularnością w Czechach seria została także przeniesiona na szklany ekran (miniserial Detektivové od Nejsvětější Trojice, gdzie w rolę Wielkiej Sowy wcieliła się Klára Melíšková). W Polsce ukazały się dwie części serii: Człowiek pana ministra (2021) i To jeszcze nie koniec (2022).

Kryminał na talerzu: Na polskim rynku właśnie ukazała się Pana druga powieść, kolejny tom serii kryminalnej o Marie Výrovej. Z tym że ten tom mocno różni się od pierwszego pt. „Człowiek pana ministra”, więc nie mogę nie zapytać – skąd pomysł na fabułę „To jeszcze nie koniec”?

Michal Sýkora: Chciałem umiejscowić akcję powieści w scenerii mojego dzieciństwa. Dom Třebovickich, jego okolica, ołomuniecka dzielnica Letná nad rzeką Morawą, z barokowym klasztorem na jej drugim brzegu, leniwe, zalane słońcem lato: wszystko to składało się na moje wakacje u babci. Dla mnie ta historia to opowieść o końcu dzieciństwa, jego definitywnej utracie. O czymś, czego nie da się ani cofnąć, ani w żaden sposób naprawić. Pozostaje jakoś z tym żyć.


W książce ważną rolę odgrywają stare ballady, które są mocno zajmującą lekturą dla nastolatek w pamiętne wakacje 1987 roku. Tak mocno, że wydają się wpływać na wspomnienia dziewczynek, kształtować ich postrzeganie rzeczywistości. Czy jest to coś, co i Panu się zdarzyło? Postrzega Pan jakieś wydarzenia przez pryzmat książek? I dlaczego właśnie na te ballady się Pan zdecydował?

Kiedy byłem dzieckiem, zbiór ballad Kytice (Bukiet) czeskiego dziewiętnastowiecznego pisarza i etnografa, Karla Jaromíra Erbena, był jedną z moich ulubionych lektur. Podobnie jak bohaterki książki, czytaliśmy sobie te straszliwe opowieści niemal jak horrory i mieliśmy frajdę z tego strachu. Podobną rolę odegrała w moim dzieciństwie popularna wówczas w Czechach kultowa antologia amerykańskich opowiadań grozy, która ukazała się pod tytułem Tichá hrůza (Cicha groza), szczególnie zaś opowiadanie Raya Bradury’ego Mały skrytobójca. Wspominam o tych dziełach we własnej książce, ponieważ są częścią mojego dzieciństwa i zarazem moją inspiracją.
Nie ryzykowałbym stwierdzenia, że jakakolwiek książka zmieniła moje postrzeganie świata.  Ale kocham powieści i na pewno pomagają mi ten świat zrozumieć.


Jest Pan literaturoznawcą, nawiążę więc ponownie do pytania numer 1, ponieważ dwie książki z Pańskiej serii, które miał okazję poznać polski czytelnik, znacząco się do siebie różnią. Czy może być to spowodowane Pańskim wykształceniem? Czy fakt, że pisze Pan o gatunku i prowadzi wykłady na jego temat nie sprawia, że chce Pan sam spróbować różnych „podgatunków” kryminału?  Był już kryminał polityczno-akademicki, teraz mamy raczej opowieść z mroczną rodzinną tajemnicą...

Każda z moich książek jest inna przede wszystkim dlatego, że po prostu nie chcę się powtarzać. Poszczególne części mojej serii rozgrywają się w różnych środowiskach i rzeczywiście: w każdej bazuję na trochę innym podgatunku. Mój debiut, Případ pro exorcistu (Sprawa dla egzorcysty) rozgrywa się na wsi w pobliżu Ołomuńca (częściowo także w środowisku akademickim) i jest chyba najzabawniejszy z całej serii. Człowiek pana ministra to thriller polityczny. To jeszcze nie koniec ma w sobie element kryminału historycznego, bo policja bada tu sprawę z przeszłości a część akcji rozgrywa się w roku 1987. W Pięciu martwych psach poruszam temat przestępczości zorganizowanej, a akcję osadzam częściowo w ołomunieckim ZOO, częściowo w małej miejscowości na północ od Ołomuńca. W ostatniej jak na razie części cyklu, Nejhorší obávy (Najgorsze obawy) ruszam w góry, na północ, niemal pod granicę z Polską, i opisuję horrorowo wręcz przerażającą sprawę zaginionych dzieci. Za każdym chcę razem dać czytelnikom coś innego. 


W książce „To jeszcze nie koniec” mocno skupiamy się na relacjach rodzinnych jeszcze za czasów dawnego ustroju. Czy faktycznie ustrój może mieć wpływ na to, co dzieje się w rodzinie?

Tak, niestety tak. I to zawsze, nie tylko w okresie totalitaryzmu. Społeczeństwo czeskie jest w tej chwili bardzo spolaryzowane politycznie, a powodów jest kilka: dwa lata epidemii koronawirusa, wojna w Ukrainie, kryzys uchodźczy, drastyczne podwyżki cen energii, gazu, paliwa, słowem: wszystkiego. W Czechach, na nasze nieszczęście, istnieje wiele partii, których program opiera się na rozwścieczaniu narodu, szczuciu ludzi na ludzi. Bazują na tym prawicowi nacjonaliści, komuniści, lecz także populistyczna partia ANO naszego byłego premiera, Andreja Babiša, który ma na koncie oszustwa dotacyjne i współpracę z bezpieką. Ludzie nie są w stanie normalnie ze sobą rozmawiać a granica porozumienia nierzadko przebiega przez sam środek rodziny, szczególnie, kiedy na przykład seniorzy rodu wielbią Babiša niemal jak Zbawcę, tylko dlatego, że dołożył im do emerytury.  W rodzinie często dochodzi do sporów dotyczących postrzegania rzeczywistości, która nas otacza, lecz także przeszłości naszego narodu.


Na pewno widział Pan naszą polską okładkę tego tomu, jak i tomu pierwszego. Za obydwie odpowiedzialna jest Kasia Michałkiewicz-Hansen. Co Pan o nich myśli?

Uważam, że są atrakcyjne i gustowne. Bardzo mi się podobają. Zresztą, ze wszystkich zagranicznym wydań moich książek, uważam właśnie polskie za najlepsze pod względem oprawy graficznej.


Mimo, że nasz wywiad jest raczej miniwywiadem, nie mogę nie zadać obowiązkowego pytania na moim blogu. Co najbardziej lubi Pan jeść? 

Kaczkę. Pod każdą postacią, ale najchętniej pieczoną, z kapustą.

Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!
Tłumaczenie: Julia Różewicz

30 sierpnia z okazji premiery "To jeszcze nie koniec" Asia z bloga czytaska.pl przeprowadziła do Legimi wywiad online z autorem książki, do którego obejrzenia również serdecznie Was zapraszam!
Możecie go zobaczyć w filmie załączonym poniżej lub bezpośrednio na YouTube.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!