maja 31, 2019

"Znak kukułki" Anna Bichalska

"Znak kukułki" Anna Bichalska

Autor: Anna Bichalska
Tytuł: Znak kukułki
Data premiery: 28.05.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 452

„Znak kukułki” to trzecia wydana powieść w dorobku autorki Anny Bichalskiej. Pisarka debiutowała w 2015 roku książką „Czarci Most”, później było „Wzgórze niezapominajek”, a teraz w ręce czytelników trafił „Znak kukułki”. I ta właśnie powieść była moją pierwszą stycznością z jej twórczością. Muszę powiedzieć, że spotkanie było niesamowicie czarujące! Autorka wyjawiła czytelnikom, że pomysł na książkę pojawił się już jakieś 5 lat temu. Wtedy to w jej wyobraźni pojawiła się dziwna, niewyraźna dziewczynka i tekst
„Dawno, dawno temu znaleziono mnie na skraju lasu. Nikt nie wiedział, skąd się tam wzięłam. Nikt nie wiedział, czym jestem...”
Zaczątek tej powieści jakiś czas odleżał w głowie autorki, później trochę przelała na papier, by znowu na parę lat ją odłożyć. W końcu teraz nabrała konkretnych kształtów, opowieść dała się zamknąć w ramach na kartach powieści, i tak w końcu trafiła w ręce czytelników! Nie czytałam poprzednich powieści autorki, ale muszę od razu przyznać, że ta faktycznie jest bardzo porządnie przemyślana.

O czym jest „Znak kukułki”? Ciężko opisać. Są to trzy historie, które na zmianę odsłaniają się przed czytelnikiem. Swoją opowieść snuje Alina – dziewczyna, a nawet bardziej kobieta, która po części jest ‘odmieńcem’. Cierpi na pewne zaburzenia neurologiczne, czasami zlewa jej się jawa ze snem – powstaje taki półsen, kiedy w świecie realnym widzi senne zjawy. Kobieta nie pamięta nic co było przed 7-8 urodzinami, kiedy to znaleziono ją na skraju lasu. Adoptował ją mężczyzna, który ją znalazł, i tak Alina znalazła dom. Teraz, kiedy jej przybrani rodzice już umarli, dziewczyna postanawia w końcu odkryć swoją przeszłość, dowiedzieć się skąd pochodzi, skąd się wzięła.

Równocześnie z Aliną swoją opowieść snuje także Maria – stara kobieta, pisarka, spisująca historię swojego życia oraz Mysza – szara dziewczynka, z bardzo bujną wyobraźnią.
Jak te historie się łączą? Skąd się wzięła Alina?  Co oznacza znak kukułki, który dziewczynka miała na twarzy?

Od strony kompozycji książka składa się z prologu, 83 rozdziałów dzielonych na Alinę, Marię, Myszę, a przy końcu i na Zjawę, oraz z epilogu. Rozdziały są bardzo różnej długości, ale kompletnie nie przeszkadza to w czytaniu – z tych dłuższych nie sposób oderwać się w połowie, a te bardzo krótkie czyta się już z rozpędu. One z kolei wzbudzają ciekawość, więc trzeba czytać dalej... I tak w kółko 😊 Narracja prowadzona jest naprzemiennie w 3 i 1 osobie czasu teraźniejszego. W 1 osobie wypowiada się Alina i Maria, a Mysza i Zjawa w 3. Język powieści jest czarodziejski. To taka bajka dla dorosłych. Może nie bajka, a bardziej baśń. Ciężko mi dokładnie określić na czym polega dokładnie baśniowy styl powieści, może to zasługa tych półsnów Aliny? Dużo w książce jest dziwnych stworów jak pchopijawki, kotostrachy, puści, mgliste. Stwory jednak mają swoje uzasadnienie, to po prostu animizacja uczuć bohaterki. Alina spisuje swoje sny i przytacza je w powieści, co tym mocniej nadaje jej baśniowy, senny wymiar. Ogólnie książkę czyta się niesamowicie lekko, wręcz płynie się przez karty powieści.
„To, że coś nie zdarzyło się naprawdę, nie znaczy, że nie było w tym nic z prawdy. Czasami w czymś wymyślonym może być więcej prawdy niż w czymś rzeczywistym. To tak jak ze snami. Czasem bełkoczą jak pijane, ale często mówią więcej i są bardziej szczere niż trzeźwa rzeczywistość.”
Główną postacią jest Alina. To od niej zaczyna się cała opowieść. W prologu bohaterka układa swoje wspomnienia, sny i przeżycia, zamierza zebrać je w całość, w całą spójną opowieść. I tak razem z Aliną towarzyszymy jej w chwilach po śmierci ojca, Mateusza i dalej razem z nią i jej przyjaciółką Gretą podążamy wskazówkami w poszukiwaniu przeszłości. Alina jest niepowtarzalną osobą, bardzo oryginalna postać. Przez swoją przeszłość (a bardziej jej brak) i chorobę jest raczej wycofana ze społeczeństwa, ale ewidentnie jej to nie przeszkadza. Pracuje u przyjaciela rodzina, Jana, w sklepie ze starociami, uwielbia czytać i pisać, a jeszcze bardziej słuchać przeróżnych opowieści. Ma bardzo bujną wyobraźnię, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jej sny są niesamowite! Niektóre przyjemne, zabawne, pozytywne, inne mroczne, wręcz przerażające...
„Czasami pytania są ważniejsze od odpowiedzi, bo nie ma jednej właściwej. Dla każdego odpowiedź może brzmieć inaczej. Prawda może mieć wiele obliczy ukrytych pod różnymi kostiumami, maskami i przebraniami.”
Bardzo podobały mi się także rozdziały poświęcone Myszy. To dziewczynka młoda, ale w nie do końca określonym wieku, chodzi do szkoły, na tyle duża, że Mama pozwala jej popołudniami znikać samotnie na rowerze. Mysza ma Mamę, siostrę Jasną, Taty niestety nie. Jej Mama ubiera ją na szaro, mimo że Mysza w środku jest pełna barw! Mama jednak karze jej to ukrywać. Mysza nie czuje się z tym dobrze, ale kocha Mamę i się o nią mocno troszczy, więc jest posłuszna. Nie ma za wiele przyjaciół (tak naprawdę nie ma ich w ogóle), woli uciekać do lasu, gdzie ma swoje Tajemnicze Miejsce. Autorka świetnie oddała myśli i uczucia małej dziewczynki, Mysza mnie oczarowała.
„Czasami dobrze posiedzieć sobie pod drzewem zupełnie bez powodu. Jeśli przysłuchasz się uważnie i będziesz cicho, możesz usłyszeć, jak rośnie, a nawet jak szepcze. Drzewa mogą wiele nauczyć, jeśli uważnie się ich słucha.”
Trzecią bohaterką, która dzieli się z czytelnikami swoją opowieścią jest Maria. Jak pisałam to stara kobieta, po 80tce, przeżyła dwie wojny. Całe życie tworzyła historie, jest pisarką. Teraz spisuje swoją ostatnią i najważniejszą opowieść, ta jedyna jest prawdą o jej życiu. Historia zaczyna się w czasie międzywojennym i przenosi nas do ogromnego, bogatego dworu, stojącego pośrodku lasu, gdzie ilość pokoi i korytarzy jest ciężka do zliczenia....
„Czasem wydaje mi się, że ludzie przypominają ślimaki. (...) Mimo że nie noszą swojego domu na plecach, to dom staje się ich częścią, tak jakby był kawałkiem ciała, przyrasta do nich. Zapełniają go rzeczami. Tworzą dom na swój obraz i podobieństwo. Swoje odbicie. Wpuścić kogoś do domu to trochę jak wpuścić kogoś w siebie. Pozwolić zajrzeć pod skórę.”
Postacie drugoplanowe też są równie ciekawe. Jest Greta, przyjaciółka i współlokatorka Aliny, która w nocy w sobotę zawsze piecze jabłecznik, jest Rudolfina, Pani Przedsionków, ciepła i mądra, ale czy prawdziwa? Dużo w powieści jest niewiadomych, pozornie fantastycznych czy baśniowych zjawisk, postaci czy historii, ale wszystko to ma swoje uzasadnienie, nie istnieje nic bez powodu. Dlatego właśnie tak mną to powieść poruszyła, pod warstwą fantastyczną kryje się prawda, a opowieść jest wielowarstwowa i bardzo głęboka.
„... siwy włos ciągle jeszcze potrafi mi się zjeżyć na głowie, do czego zdolny potrafi być człowiek. To chyba jedyna istota, która umie być zarazem niewyobrażalnie dobra i niewyobrażalnie okrutna.”
W powieści prócz postaci cudowne są też miejsca. Wspomniany już Dworek w lesie zrobił na mnie ogromne wrażenie, kojarzy mi się z klasycznymi powieściami. Jest cudowny sklep ze starociami, gdzie mogłabym się schować na bardzo długi czas! Jest też Skraj Świata i Chata Pomiędzy. Czarodziejskie miejsca, gdzie wszystko wygląda inaczej, a czas można wyciskać z budzika... Są też mroczne miejsca za snów, długie niekończące się korytarze, pomieszczenia wyłożone w całości lustrami itp. Ach, ależ bogaty jest ten świat powieści! To trochę taki osobny wszechświat...

A skoro mowa a światach, to koniecznie muszę powiedzieć o tym, że powieść porusza temat mnogości światów równoległych. Trochę kojarzy mi się z serialem Dark, albo nawet Strager Things czy z Legionem. Światów jest dużo, przenikają się, nie wiadomo o co chodzi, co jest prawdziwe, a co tylko wymyślone i czy w ogóle cokolwiek jest wymyślone, czy to po prostu świat równoległy... Niesamowite! Swojego czasu fascynowała mnie teoria o mnogości światów i świat jako symulacji, więc temat powieści mocno przypadł mi do gustu!

Na końcu muszę jeszcze wspomnieć o wydaniu książki. Prócz świetnej grafiki, która wzbudza od razu niepokój, ale też sugeruje tajemnicę, pierwszym co rzuciło mi się w oczy to numeracja stron. Jest pisana inną czcionką, naśladującą stare pismo, czasami nie całkiem czytelną na pierwszy rzut oka. Ale to zdecydowanie na plus! Takimi smaczkami zostaje podkreślona bajkowość, oniryczność powieści. Bardzo mi się to podoba, od razu widać, że książka została wydana starannie, jest przemyślaną całością.

Podsumowując, ta książka mnie uwiodła. Od pierwszej strony, jak tylko dotknęłam tego baśniowego świata, zatraciłam się w nim w pełni. Zostałam oczarowana przez każdą z bohaterek, opowieść każdej z nich mocno zaciekawia i fascynuje. Do tego wszystko w tej historii ma znaczenie, głębię. No i ilość pięknych zdań, mądrych słów zawarta w książce! Wydaje mi się, że tak z połowę mogłabym przepisać jako cytaty!  Te słowa poruszają i zapadają mocno w pamięć. Nie często to mówię, ale bardzo chciałabym poznać osobę, która napisała tak bogatą, głęboką powieść! Jestem pod wielkim wrażeniem. Ukłony!
„Jeśli czytasz tak dużo, słowa są jak pożywienie, wchłaniasz je i stajesz się nimi. Słowa cię tworzą i przeobrażają”.
Moja ocena: 8,5/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka, a autorce za naprawdę poruszające i baśniowe przeżycie!






maja 30, 2019

Zupa kurkowa

Zupa kurkowa


Składniki  (4 porcje):
  • 2 łyżki masła
  • 1 cebula
  • 350-400g kurek (świeżych lub mrożonych)
  • 1 ząbek czosnku
  • 350g ziemniaków
  • 1 marchewka
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • szczypta kurkumy
  • 1 łyżka posiekanego koperku
  • 2 łyżki posiekanego szczypiorku
  • 150g gęstej śmietany 18%

Przygotowanie:
W garnku na maśle przyrumieniamy pokrojoną w kosteczkę cebulę, dodajemy umyte kurki (większe najlepiej pokroić, a jeśli używamy mrożonych to nie rozmrażamy ich wcześniej!) oraz obrany i rozgnieciony czosnek. Smażymy co chwilę mieszając przez ok. 7 - 10 minut.Dodajemy obrane i pokrojone w kosteczkę ziemniaki oraz startą na tarce obraną marchewkę. Wlewamy gorący bulion, dodajemy kurkumę i całość zagotowujemy.
Zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy przez około 15 - 20 minut, do czasu aż ziemniaki będą miękkie. Na koniec dodajemy koperek i szczypiorek, doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem.
Zahartowaną śmietanę dodajemy do garnka z zupą, mieszamy i odstawiamy z  ognia. Przelewamy do miseczek, podajemy, smacznego!

 Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany


maja 29, 2019

"Spowiedź polskiego kata" Jerzy Andrzejczak

"Spowiedź polskiego kata" Jerzy Andrzejczak

Tytuł: Spowiedź polskiego kata
Cykl: Rozmowy z katem, tom 1
Data premiery: 27.08.2018
Wydawnictwo: Aktywa
Liczba stron: 272

„Spowiedź polskiego kata” pierwszy raz wydana została w 1995 roku. Aktualne wznowienie zostało rozszerzone o około 100 stron (jeśli źródła w internecie nie kłamią😉) i stało się pierwszą książką z cyklu „Rozmowy z katem”. Na rynku dostępna jest już druga książka z serii pt. „Dziennik kata” Johna Ellis. Autor „Spowiedzi...” w latach 90tych wydał jeszcze dwie inne tego typu książki – „Spowiedź polskiej zakonnicy” i „Spowiedź polskiej prostytutki” – obydwa brzmią bardzo ciekawie! Później Andrzejczak zajął się głównie pisaniem autobiografii jako ghostwriter, ale ostatnio napisał też książkę o Smoleńsku. Nie znalazłam więcej informacji o autorze, ale z książki wnioskuję, że w czasach PRLu i od razu po był dziennikarzem-reporterem i pisał pisał wiele artykułów w różnych czasopismach.

„Spowiedź polskiego kata” tak naprawdę ze spowiedzią ma mało wspólnego. Tytuł raczej wziął się z marzenia autora, o tym, żeby ostatni polski kat, z którym przeprowadzał serię wywiadów, całkowicie się przed nim otworzył, wyspowiadał. Jednak nigdy do tego nie doszło. Ostatni polski kat (jego nazwisko będzie utajnione prawie do 2050 roku), mimo tego że zgodził się na rozmowy, nigdy nie był za wylewny. Na wszystkie pytania odpowiadał bardzo skąpo i krótko, niewiele znajdziemy w książce dłuższych wypowiedzi. Te rozmowy są punktem wyjścia do bardzo szeroko omówionego tematu kary śmierci i wszystkim co się z nią wiąże. W książce znajdziemy historię kary  śmierci wręcz od początku ludzkości, dowiemy się jakie kary za przewinienia stosowano na przestrzeni wieków. Najwięcej informacji znajdziemy oczywiście o Polsce, gdzie karę więzienia wprowadzono dopiero w XVIII wieku – wcześniej kary były tylko i wyłącznie cielesne, czyli prosto mówiąc – tortury i okaleczenia. Dużo dowiemy się o polskim prawie karnym, np. że kara śmierci w Polsce zawieszona została w 1989 roku, ale wyroki śmierci dalej były wydawane. Ostatni taki wyrok padł w 1996 roku, w 1998 nastąpiła zmiana kodeksu karnego i wyrok śmierci został zastąpiony dożywociem. Szacuje się też, że po zawieszeniu kary śmierci przestępczość w Polsce wzrosła. W książce znajdziemy bardzo dużo wiedzy i informacji, jest to świetne kompendium na temat kary śmierci i przyległych. Mimo poważnego tematu w książce znajdziemy też kilka ciekawostek – dla mnie wytchnieniem była wzmianka o procesach „zwierzęcych”. Wiem że to nie jest śmieszne, ale jak czyta się o wydanym wyroku śmierci przez uduszenie dla pszczół, które niestety nie zastosowały się i zwiały, to musicie przyznać, że nie sposób nie parsknąć śmiechem. A tak poza tym to książka jest poważna 😉

Oprócz informacji o polskim wymiarze sprawiedliwości, gdzie głównie śmierć następowała przez powieszenie, znajdziemy też informacje o innych krajach. Sporo miejsca poświęcone jest takim wynalazkom jak gilotyna czy krzesło elektryczne.

Ewidentnie autor książki przyłożył się do jej napisania. Prócz suchej wiedzy, znajdziemy tu wiele rozmów z osobami obracających się w kręgach karnych. Po pierwsze, prócz rozmowy z katem, autor w latach 90tych przeprowadził wywiady ze wszystkimi skazanymi na karę śmierci. Znajdziemy tu krótkie opisy najgłośniejszych polskich zbrodni i wyznania tych właśnie zbrodniarzy. Wszyscy jednoznacznie twierdzą, że to nie wyrok śmierci jest najgorszy, a oczekiwanie na jego wykonanie, kiedy każdy szelest czy odgłos kroków powoduje paniczny lęk, że to już.
Prócz morderców, autor rozmawiał z wieloma innymi osobami. Znajdziemy tu wypowiedzi historyków, naczelników więzień, księży, którzy byli odpowiedzialni za towarzyszenie skazańcom w ostatnich chwilach życia, a nawet i z kucharzem, który przygotowywał dla zbrodniarzy ich ostatnie posiłki.

Jeśli jednak chodzi o tytułową rozmowę, to autor z katem spotkali się kilka razy. Często ich rozmowy były dosyć nieskładne, autor podkreśla, że kat jest alkoholikiem, raz pijącym raz nie, podczas rozmów, przy których, jak twierdzi autor, kat był pijany, za wiele czytelnik nie wynosi. Jest jednak kilka ciekawych fragmentów, kiedy kat (na trzeźwo) wypowiada się trochę obszerniej. Z tych rozmów można wywnioskować, że kat naprawdę dużo wie na temat swojego zawodu i tematów powiązanych. Jest człowiekiem inteligentnym, z ugruntowanym zdaniem. Jego przemyślenia są logiczne i spójne, przytacza naprawdę dużo dowodów na poparcie swoich tez.
„Sędzia podpisujący się pod wyrokiem, czy kat zakładający skazanemu pętlę na szyję, są reprezentantami społeczeństwa i robią to w naszym imieniu. Ja, jako kat, byłem tylko wykonawcą. Zabijałem jako przedstawiciel społeczeństwa.”
 Jedyne co jest dla niego tematem tabu to on sam. Nie chce ujawnić swojego nazwiska, przez całe życie ukrywał przed światem swój zawód, nawet jego własna żona o tym nie wiedziała. Kat boi się napiętnowania, zna historie katów, którzy przyznali się w Polsce do swojego zawodu i ich życie legło w gruzach. W przeciwieństwie do francuskich i angielskich katów, gdzie zawód kata był traktowany jako szlachecki. Szczerze nie dziwię się mężczyźnie, że nie chce ujawniać swojej tożsamości, bo już sam sposób w jakim rozmawia z nim autor jest mocno zniechęcający. Autor, nie wiem czy chciał po prostu wywołać szok i sprowokować, czy naprawdę sam ma takie przekonania, ale do kata odnosił się bardzo agresywnie. Zarzucał mu dużo rzeczy, sugerował, że to on jest większym potworem niż ci, których uśmiercał. Nie wiem dlaczego dziennikarz wykazywał takie oskarżające podejście, może winę należy zrzucić na czasy, w których książka powstała? PRL i chwilę po nim to nie były lekkie czasy, wtedy bardzo mocno osądzało się wszystkich, którzy byli powiązani z władzą...
„Kat jest złym człowiekiem. Zabija z pełną premedytacją. I bierze za to zapłatę. Nie chciałbym znać osoby o takim charakterze. Kat jest zabójcą! Groźniejszym od zwykłego zabójcy, bo zawsze zostaje usprawiedliwiony” (słowa jednego ze skazańców)
Na koniec wspomnę jeszcze jak książka wygląda od strony kompozycji. Podzielona jest na przedmowę, od autora, 8 rozdziałów i bibliografię. Każdy rozdział opatrzony jest własnym mottem, a ważniejsze (zdaniem autora?) wyrażenia są wyraźnie zaznaczone w tekście. Każdy rozdział mówi trochę o czym innym, jeden poświęcony jest torturom, inny polskiemu prawy karnemu itp.

Książkę czyta się zadziwiająco szybko i lekko (o ile można w ogóle mówić o lekkości przy tak poważnym temacie) – chcę przez to powiedzieć, że spodziewałam się, że będzie mi się ją czytało dużo gorzej. Temat oczywiście jest ciężki, ale fakty napisane są ciekawie i interesująco. Język przystępny dla laika. Ogólnie jestem zadowolona, że sięgnęłam po tą pozycję. Teraz na pewno potrzebuję trochę oddechu, zanim zabiorę się za kolejną książkę z cyklu, ale przeczytam ją na pewno!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Aktywa!





maja 28, 2019

"Nigdzie indziej" Tommy Orange - zapowiedź

"Nigdzie indziej" Tommy Orange - zapowiedź
"Nigdzie indziej" otwiera czerwcowe premiery Wydawnictwa Zysk i S-ka! Dokładnie za tydzień 4.06 premierę będzie miała debiutancka książka Tommy'iego Orange "Nigdzie indziej". Książka okrzyknięta przez wiele cenionych w USA czasopism jako jedna z najlepszych książek 2018 roku. Sama Margaret Atwood była nią zachwycona!

Nigdzie indziej to wielopokoleniowa opowieść o przemocy i regeneracji, pamięci i tożsamości, jak również pięknie i rozpaczy, które wplecione są w dzieje rdzennych mieszkańców Ameryki Tommy Orange opowiada historię dwunastu postaci, z których każda ma swoje powody, by wybrać się na wielki zjazd plemienny w Oakland. Jacquie Czerwone Pióro od niedawna znowu nie pije i usiłuje powrócić na łono rodziny, którą niegdyś porzuciła. Dene Oxendene stara się poskładać swe życie na nowo po śmierci wujka i przybywa na zjazd, aby pracować na rzecz indiańskiej społeczności i w ten sposób uczcić jego pamięć. Opal Viola Wiktoria Niedźwiedzia Tarcza przychodzi na stadion, by obejrzeć występ swego siostrzeńca Orvila, który nauczył się tradycyjnego indiańskiego tańca, oglądając materiały wideo na kanale YouTube, a teraz po raz pierwszy chce go wykonać podczas zjazdu przed publicznością. Ten imponujący spektakl odwołujący się do uświęconej tradycji będzie więc okazją do wzruszających pojednań. Stadion w Oakland stanie się również widownią wydarzeń, w których wyniku naród indiański poniesie wielkie ofiary, znów wykaże się heroizmem i dozna niewypowiedzianej straty.
Oto głos, jakiego nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, głos nabrzmiały poezją i pełen pasji. W tej kapitalnej powieści, która bierze się za bary ze złożoną i bolesną historią, ze spuścizną piękna i głębokiej duchowości, a także z plagą uzależnień, przemocy oraz nadużyć i samobójstw, Tommy Orange pisze o rdzennym Amerykaninie osiadłym w wielkim mieście. Na przemian pełna niepohamowanej wściekłości i gniewu, zabawna i poruszająca aż do głębi serca, pierwsza powieść Tommy’ego Orange’a jest zdumiewającym i wstrząsającym zarazem portretem takiej Ameryki, jaką bardzo niewielu z nas kiedykolwiek widziało.


Jestem bardzo ciekawa tej książki, wygląda na to, że będzie to kompletna powieść o mało w Polsce poruszanym temacie rdzennych amerykanów. Myślę, że książka będzie mocna i poruszająca. Zainteresowani?


Autor: Tommy Orange
Tytuł: Nigdzie indziej
Tłumaczenie: Tomasz Tesznar
Data premiery: 4.06.2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 392
Oprawa: twarda z obwolutą


maja 27, 2019

"Pacjent" Sebastian Fitzek

"Pacjent" Sebastian Fitzek

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Pacjent
Tłumaczenie: Krzysztof Żak
Data premiery: 22.05.2019
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320


„Pacjent” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Fitzek. Autor niemieckiego pochodzenia został okrzyknięty mistrzem thrillerów psychologicznych. Każda jego książka osiąga status bestsellera i wydawana jest w milionowych nakładach, tłumaczy się je na ponad 30 języków, a kilka z nich zostało już nawet zekranizowanych. Najnowsza książka „Pacjent” utrzymywała się aż 20 tygodni na szczycie listy bestsellerów „Der Spiegel”. U mnie książki autora były od dawna w kolejce do czytania, ale jakoś nie miałam kiedy po nie sięgnąć. Dopiero teraz zdopingował mnie konkurs na recenzję ogłoszony przez wydawnictwo. I szczerze nie żałuję. Już wiem dlaczego mówi się o autorze nr 1 niemieckiego thrillera psychologicznego! W Polsce, mimo że po sąsiedzku, jakoś mało o nim słychać, co prawda muszę sprawdzić jego inne książki, ale jeśli są tak dobre jak ta, to naprawdę bardzo mnie dziwi, że jego książki nie są bardziej nagłaśniane i chwalone. Ale od początku!

Główna akcja powieści rozpoczyna się rok po porwaniu Maksa, syna Tilla i Ricardy Berhoff. Ich małżeństwo się rozpadło, Till pogrążył się w apatii i smutku. Porwanie ich syna przypisywane jest mordercy Tramitzowi, który przyznał się do uprowadzenia i zamordowania dwójki dzieci i jednej kobiety, ale o Maksie milczy. Odbywa on wyrok w szpitalu psychiatrycznym, klinice Stein. Kiedy Till słyszy w wiadomościach, że morderca przeniesiony został do skrzydła szpitalnego i chodzą pogłoski o tym, że znaleziono na jego stoliku figurkę Lego, taką jaką miał Maks oraz, że Tramitz prowadzi pamiętnik, w którym spisuje swoje zbrodnie, Till w końcu postanawia działać. Namawia swojego szwagra Olivera Skanię, by pomógł mu dostać się do kliniki pod fałszywą tożsamością – chce znaleźć dziennik i może zmusić mordercę do zwierzeń, musi dowiedzieć się, co faktycznie stało się z jego synem i gdzie jest jego ciało. Mężczyzna trafia do kliniki, gdzie nikt nie zna jego prawdziwej tożsamości, a jego jedynym połączeniem ze światem zewnętrznym jest ukryty w bibliotece telefon. Czy Till znajdzie pamiętnik? Czy dowie się co się stało z Maksem? Co wydarzy się w szpitalu? Na te i milion innych pytań odpowiedzi trzeba szukać w książce!

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 77 króciutkich rozdziałów, przez co czyta się ją w tempie ekspresowym. Druga sprawa to to, że większość rozdziałów kończy się tak, że od razu trzeba czytać kolejny! Bardzo ciężko tę książkę odłożyć, autor na pewno wie jak przyciągnąć uwagę czytelnika. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, głównie podąża za Tillem, ale nie tylko – czytelnik ma okazje też śledzić losy Ricardy, Tramitza, wcześniejsze losy Patricka Wintera, pod którego podszywa się Till. Jest też trochę wspomnieć Maksa i relacje pracowników szpitalu. Narrator jest świetnym obserwatorem otoczenia, szczególnie ludzi, zwraca dużą uwagę na ich wygląd i zachowanie. W treści książki przytaczane są też wpisy z dziennika mordercy.

Głównym bohaterem powieści jest wspomniany już Till Berkhoff. Jego życie dzieli się na te przed zaginięciem syna i te po. Przed Till był strażakiem, później ratownikiem medycznym, człowiekiem z rodziną, którą kochał. Był co prawda bardzo temperamentny i wybuchowy, jego porywczość przysporzyła mu trochę problemów, ale ogólnie był szczęśliwy. Po zaginięciu syna przestało się dla niego liczyć dosłownie wszystko. Całe dnie spędzał w domu na kanapie, żona go zostawiła, a Till nie widział sensu w robieniu czegokolwiek. Został przytłoczony przez niewiedzę, domysły co się stało z jego synem. Ta niewiedza nie pozwala mu ruszyć dalej, jedyne co się dla niego liczy, to dowiedzieć się co się stało z jego synem, zobaczyć jego ciało i może wtedy uda się zamknąć ten rozdział życia i ruszyć dalej. Dlatego kiedy wpada mu do głowy pomysł ze szpitalem psychiatrycznym nie widzi żadnych minusów takiego przedsięwzięcia, musi to koniecznie zrobić. Till, prócz swojej porywczości, jest człowiekiem pomysłowym i zadaniowym. Nie można mu odmówić inteligencji i wytrwałego dążenia do celu. Mimo wydarzeń, zachowanie Tilla jest zrozumiałe i uzasadnione.

Przeciwnikiem Tilla jest Tramitz. Jest to dosyć młody człowiek, ładny blondyn z błękitnymi oczami, modnie ubrany, wygląda jak model. Niestety wygląd zewnętrzny jest mocno mylący. Tramitz jest psychopatą, nic go nie cieszy tak jak cierpienie innych. I tak jak każdy psychopata Tramitz jest nad wyraz inteligentny. Dorzućmy do tego jeszcze jego skrzywienie z dzieciństwa, które ofiarował mu ojciec i powstaje obraz psychopatycznego, manipulującego ludźmi mordercy.

W powieści jest sporo pobocznych postaci. Nie będę ich wszystkich wymieniać, chcę tylko podkreślić, że przez to, że nie znamy ich motywacji, wszyscy są dziwni i podejrzani. Ogólnie w całej powieści panuje niepokój. Nic nie jest jasne, czasami zastanawiałam się czy czytam o jawie czy śnie. Nic nie jest prawdopodobne, wszystko jest możliwe. Autor potrafi mistrzowsko zbudować napięcie, szasta uczuciami czytelnika, a twisty które stosuje w fabule są tak świetne skonstruowane, że nie sposób się ich wcześniej domyślić. Cały czas zaskakuje i utrzymuje te dziwne uczucie z pogranicza jawy i snu.

Już pierwsza scena otwierająca powieść jest niesamowita. Narrator podąża za Miriam, matką zaginionej Laury, która ogląda miejsce zbrodni razem z policjantem. Niby nic, ale narracja jest tak poprowadzona, że od razu wzbudza zainteresowanie w czytelniku! Już tutaj zastanawiałam się o co chodzi, czy to sen? Autor potrafi mocno zamieszać w głowie czytelnika. A przez to, że nie wiadomo co się dzieje i o co chodzi każdy szczegół w powieści wydaje się mieć znaczenie, więc czyta się książkę z pełną uwagą, bezwarunkowo oddając jej 100% koncentracji.

Uczucie dziwności i niepokoju potęguje też sam szpital psychiatryczny. Kiedyś ten budynek został zaprojektowany jako hotel dla bogaczy. Wielki, efektowny, z wysokimi sufitami i pięknymi ozdobnymi filarami. Wszystko tam jest przestronne i ogromne, trochę tak jak w starym zamku. Chociaż chwilami miałam też skojarzenia z hotelem z filmu Kubricka „Lśnienie” – tam też są jakieś dziwne podłogi, wielka przestrzeń. Hotel w końcu nie powstał w związku z bliskością lotniska – przelatujące samoloty za bardzo hałasują. Budynek został ostatecznie przeznaczony na klinikę Stein, jedną z najlepszych i najbardziej zaawansowanych szpitali psychiatrycznych, gdzie trafiają ekstremalne przypadki. Mroczny i niepokojący efekt potęguje jeszcze pogoda panująca na zewnątrz. Cały czas deszcze leje nieprzerwanie, w parku na zewnątrz wiatr ciągle chwieje drzewami, jest ciemno, zimno i ponuro.

Ogólnie książka zrobiła na mnie duże wrażenie. Myślę, że gdybym mogła ją przeczytać jednym ciągiem, wrażenie byłoby jeszcze większe! Autor świetnie utrzymuje napięcie, ten mroczny niepokojący klimat powieści wciąga czytelnika tak, że ciężko się uwolnić. Naprawdę sztuką jest książkę odłożyć, tutaj zdecydowanie sprawdza się powiedzenie „jeszcze tylko jeden rozdział!” i w ostateczności zamiast jednego jest dziesięć. Tak więc po książkę sięgajcie jak będziecie mieli kilka godzin na czytanie😊 A tak na poważnie, to na pewno muszę nadrobić wcześniejsze powieści autora, bo tą jestem ... chciałam powiedzieć „zachwycona”, ale dla tego klimatu z książki takie słowo nie pasuje ... to po prostu powiem, że nie dziwię się tej ilości sprzedanych książek i statusów bestsellerów!
A na koniec muszę jeszcze wspomnieć o podziękowaniach autora! Nie są to zwykłe podziękowania, tylko takie w formie opowiadania! Zastanawiam się tylko co one zwiastują, mam nadzieję, że nie przerwę w powieściach, bo ja dopiero zaczynam przygodę z autorem! Nie może tak być, że ja zaczynam, a on kończy!

Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała na potrzeby konkursu organizowanego przez Wydawnictwo Amber. Dziękuję za elektroniczny egzemplarz książki!




maja 26, 2019

Makaron z szynką parmeńską, szpinakiem i jajkiem w koszulce

Makaron z szynką parmeńską, szpinakiem i jajkiem w koszulce


Składniki (2 porcje):
  • 2 porcje pełnoziarnistego makaronu tagliatelle
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 4-5 plasterków szynki parmeńskiej/szwarcwaldzkiej/sorrano czy innej surowej suszonej
  • Ok. 150-200g szpinaku, może być mrożony (wtedy pół paczki)
  • 3-4 łyżki śmietany 30% lub 36%
  • 2 jajka
  • Oliwa
  • Tarty parmezan do posypania


Przygotowanie (15min):
Makaron zagotowujemy w osolonej wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Jeśli używamy mrożonego szpinaku, to wrzucamy go na patelnię i rozmrażamy. Czosnek obieramy, rozgniatamy. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy czosnek. Szynkę kroimy na kawałki, wrzucamy na patelnię, chwilę przesmażamy z czosnkiem. Makaron odcedzamy tak by woda z niego pozostała (przelewamy do drugiego garnka). Wodę stawiamy z powrotem na piecu na małej mocy palnika, doprowadzamy ponownie prawie do wrzenia. Jajko rozbijamy delikatnie do miseczki tak by zachować żółtko w całości. Jajko ostrożnie wlewamy do wody, zostawiamy na 2-3min, tak by białko oblepiło żółtko. W tym czasie wrzucamy szpinak na patelnię z szynką, dodajemy makaron i śmietanę. Całość dokładnie mieszamy i wykładamy na dwa talerze. Na górę wykładamy ostrożnie jajko, z drugim powtarzamy wszystkie czynności (ja zawsze robię jajka osobno, bo boję się, że mi się w garnku jakoś dziwnie połączą, ale w większym garnku myślę, że można zrobić dwa na raz). Całość posypujemy parmezanem, podajemy, smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany


maja 25, 2019

"Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko" Tom Phillips

"Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko" Tom Phillips

Tytuł: Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko.
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Data premiery: 3.04.2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 236
Audiobook wydany przez Wydawnictwo Albatros, 6h 55min, czyta Maciej Kowalik

   Książka „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko” jest debiutem literackim autora Toma Phillipsa. Nie znaczy to jednak, że autor nic wcześniej nie pisał! Aktualnie jest redaktorem internetowego serwisu Full Fact – organizacji, która zajmuje się sprawdzaniem faktów. Wcześniej był redaktorem wydawniczym brytyjskiej wersji serwisu BuzzFeed. Studiował archeologię i antropologię, pracował w telewizji i Parlamencie, należał też do grupy komediowej. Wszystkie te doświadczenia wykorzystał w swojej książce!

   „Ludzie...” to książka zaliczana do literatury faktu, która w mocno humorystyczny sposób opowiada o największych porażkach ludzkości. Dowodzi, że mimo, a może dzięki (!) niepowodzeniom człowiek zaszedł tak daleko, najdalej z wszystkich istot na ziemi. Przestrzega też przed tym, do czego mogą prowadzić kolejne katastrofy ludzkości, po części radzi co zrobić, bo ludzkość  nie wyginęła... Jest to książka o historii, ale także o nierozumieniu i niewyciąganiu nauczek z popełnionych błędów.

Ale od początku. Kompozycyjnie książka składa się z prologu, 10 rozdziałów i epilogu. Wszystko to poprzedzone jest świetną dedykacją, która tak mi się spodobała, że aż muszę ją zacytować!
Z uwagi na temat dedykowanie tej książki rodzinie mogłoby zostać błędnie zinterpretowane. Dlatego dedykuję ją każdemu, kto kiedyś coś naprawdę paskudnie spieprzył. Nie jesteś sam.”
 Już w prologu autor opisuje pierwszą porażkę ludzkości, jaką była idiotyczna śmierć naszego dalekiego przodka małpy Lucy. Opisuje też pokrótce o czym będzie każdy z rozdziałów.  
Pierwszy z nich zatytułowany jest „Dlaczego mózg jest idiotą”. Autor w tym rozdziale dowodzi, że mózg czasami działa przeciwko nam. Powstał w postacie ewolucji, której celem jest przetrwanie i przekazanie genów, a nie planowanie! Mózg nie chce wiedzieć, że nie ma racji, więc widzi tylko to, co utwierdza jego teorie. Autor zwraca też uwagę na to, że człowiek zawsze chce się dopasować do inny ludzi, nie lubi być sam, stąd się bierze myślenie grupowe.

Drugi rozdział to „Jakie ładne macie tu środowisko” i opowiada o rolnictwie. O tym jak ludzie postawili na ilość ponad jakoś, zaczęli uprawiać ziemię, by móc się osiedlić w jednym miejscu. Wspomina też o niszczeniu naturalnego środowiska, porusza temat zanieczyszczania wód i wylesiania dużych obszarów.

Trzeci rozdział „Życie zawsze znajdzie sposób” dotyczy głównie udomowiania zwierząt. Przenoszeniu gatunków w miejsca, które nie są ich naturalnym środowiskiem i nieprzewidywanych skutkach takich wyborów. Autor podkreśla, że człowiek nie umie zrozumieć tego, że ekosystemy są nieprzewidywalne, więc tak ingerencja niesie naprawdę często pechowe konsekwencje.

Od czwartego rozdziału zaczynają się rozdziały dotyczące polityki i przywództwa. „Podążaj za przywódcą”, „Ludzie władzy”, „Wojna. Ha. Co w niej dobrego?”opowiadają o tym, że człowiek zawsze miał wybierał sobie kogoś, za kim mógł podążać. Mówi trochę o systemach politycznych, głównie o demokracji. No i wojna... człowiek z jakiś niezrozumiałych przyczyn zawsze dąży do konfliktu. Walczy o swoje racje, często kosztem innych ludzkich istnień.

Siódmy rozdział „Superzabawna impreza kolonianla” jak sama nazwa wskazuje odnosi się do kolonizacji Ameryki. Mówi o tym, że człowieka zawsze nosi, że musi podążać za odkrywaniem nowego. 

Dalej mamy „Samouczek dyplomacji dla marionetek i/lub obecnych prezydentów”, gdzie podkreśla jak kiepska dyplomacja może przyczynić się do wyginięcia ludów.

Ostatnie dwa rozdziały to „Smród technologii” i „Krótka historia ślepoty na to, co nadchodzi”. Mowa tutaj głównie o nauce, o rewolucji przemysłowej i pionierach zabitych przez swoje własne technologie.

W epilogu autor bije na alarm, mówi o zmianach klimatycznych, które są skutkiem złych decyzji człowieka, o uodpornieniu społeczeństwa na antybiotyki, o sztucznej inteligencji, o zaśmiecaniu kosmosu. Apeluje by w końcu człowiek zaczął uczuć się na błędach, by przejrzał na oczy i zaczął myśleć o konsekwencjach swoich decyzji.

Każdy z tych rozdziałów zbudowany jest podobnie. Najpierw słowem wstępu jest kilka informacji ogólnych, dalej na jednym przykładzie analizuje zapowiedziany temat. Na końcu wymienia kilka podobnych przypadków, jak ten analizowany. Wszystkie te fakty przedstawione są w sposób humorystyczny. Autor nie boi się wyśmiewać, używać sarkazmu i ironii. Ma sporo dystansu do siebie i ludzkości ogólnie. Cała ta książka jest opowieścią przytaczaną bezpośrednio dla czytelnika, do którego nieraz zwraca się autor. Język użyty w książce jest bardzo potoczny i łatwo przystępny, ale (na szczęście!) nie znajdziemy w nim specjalnie dużo wulgaryzmów.

   Podsumowując, w książce autor zawarł sporo ciekawych faktów ujętych w sposób mocno humorystyczny. Ogólnie jestem zadowolona z lektury, trochę mniej podobały mi się środkowe rozdziały, ale to tylko dlatego że jestem całkowicie antypolityczna. Książki wysłuchałam w postaci audiobooka i muszę przyznać, że dobrze było odciąć się na chwilę od kryminałów i posłuchać o czymś co zdarzyło się naprawdę. O czymś co jednocześnie podnosi na duchu (bo kto w życiu czegoś nie spieprzył?), ale też daje dużo do myślenia.

Moja ocena: 7/10




maja 24, 2019

Grecka zapiekanka z cukinią i bakłażanem

Grecka zapiekanka z cukinią i bakłażanem


Składniki (4 porcje):
  • 6-8 średnich ziemniaków
  • 3 cukinie
  • 1 bakłażan
  • 1 cebula
  • 2 pomidory
  • 3 ząbki czosnku
  • 12 łyżek oliwy
  • 2 łyżeczki oregano
  • sól, pieprz
  • opakowanie sera feta


Przygotowanie (15min przygotowanie, 1,5h pieczenie):
Ziemniaki i cebulę obieramy, wszystkie warzywa myjemy i kroimy na plastry. Do miseczki wrzucamy rozgnieciony czosnek, oregano i oliwę, konkretnie solimy. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni C, duże naczynie żaroodporne smarujemy oliwą. Na spód wykładamy ziemniaki, polewamy je 3 łyżkami mieszanki z miseczki, lekko solimy i pieprzymy. Na to wykładamy ½ pokrojonej cukinii, na nią bakłażan. Znowu polewamy czosnkową mieszanką, solimy i pieprzymy. Przykrywamy resztą cukinii, na nią wykładamy cebulę, polewamy mieszanką, solimy i pieprzymy. Na górę wykładamy pomidory, polewamy mieszanką, lekko solimy i pieprzymy. Wkładamy bez przykrycia do pieca na 1,5h. Po tym czasie podajemy posypane serem feta. Smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany

maja 22, 2019

"Miara człowieka" Marco Malvaldi

"Miara człowieka" Marco Malvaldi

Tytuł: Miara człowieka
Tłumaczenie: Gabriela Rogowska
Data premiery: 15.05.2019
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 280

   „Miara człowieka” powstała jako hołd dla Leonarda da Vinci w jego 500. rocznicę śmierci. Do projektu został wybrany Marco Malvadi, włoski pisarz i chemik, który na swoim koncie ma już sporo publikacji. W Polsce, oprócz jego najnowszej książki, ukazał się trzytomowy cykl o detektywach z baru Lume. W moim przypadku było to jednak pierwsze spotkanie z autorem i muszę przyznać, że lektura była całkiem interesująca!

„Miara człowieka” przenosi nas w końcówkę XV wieku, na dwór władcy Mediolanu Ludovica Il Moro. Na jednym z przyzamkowych placów znaleziony zostaje martwy mężczyzna w worku. Jak się szybko okazuje, dzień wcześniej przyszedł na audiencję u władcy, niestety spotkanie zostało przełożone na kolejny dzień. Mężczyzna nie nosi na ciele żadnych znaków morderstwa, doradca i astrolog Ludovica obawia się, że to wina tajemniczej choroby. Na szczęście na dworze władcy przebywa artysta i naukowiec Leonardo da Vinci, który po prośbie od Ludovica także przygląda się ciału. Dzięki swojej niespotykanej w tych czasach znajomością anatomii człowieka orzeka, że mężczyzna umarł przez uduszenie – coś lub ktoś ścisnęło go tak mocno, że nie był w stanie złapać oddechu. Rozpoczyna się śledztwo, w którym geniusz Leonarda odgrywa zasadniczą rolę!

Od strony kompozycji książkę otwiera przedstawienie postaci. Jest ich bardzo dużo, wszyscy mają mocno skomplikowane włoskie nazwiska, przy których polski czytelnik musi się sporo natrudzić. Nie wpływa to jednak negatywnie na powieść, wręcz przeciwnie – spis postaci i drzewo genealogiczne rodziny rządzącej Mediolanem (które znajduje się od razu za przedstawieniem postaci) bardzo pomogło mi w późniejszej lekturze – mogłam bardzo szybko wrócić do pierwszych stron i sprawdzić kto jest kim. Dzięki temu myślę, że łatwiej i szybciej wszystko zrozumiałam 😊 Dodatkowo opisy postaci są przedstawione bardzo humorystycznie, parsknięcia śmiechem gwarantowane.
Akcję powieści otwiera króciutki prolog, w którym narracja podąża za Leonardem da Vinci – nie wiadomo o co chodzi, ale już tutaj autor wiernie odwzorował genialny umysł artysty – jego myśli płyną w różnych kierunkach, ma bardzo wiele skojarzeń i świetnych pomysłów np. wymyśla by uporządkować miasto Mediolan i przebudować je na miasto wielopoziomowe. Właściwa akcja powieści toczy się przez 14 rozdziałów, które przeplatane są listami, głównie Giacoma Trottiego, ambasadora księcia Ferrary. Książkę zamyka kilka słów od autora, w których podkreśla, że ta książka to beletrystyka, ale opiera się na faktach historycznych, oraz odsyła czytelnika do kilku innych interesujących historycznych książek, w których czytelnik może pogłębić swoją wiedzę.

Głównym bohaterem jest oczywiście Leonardo da Vinci. Jest przedstawiony jako dosyć ekscentryczny człowiek, z długimi blond włosami, w różowym płaszczu. Leonardo od pewnego czasu mieszka w Mediolanie, od Ludovica otrzymał mieszkanie i pracownię, za co zobowiązał się do stworzenia ogromnej rzeźby z brązu przedstawiającej ojca Ludovica na koniu. Prace nad rzeźbą jednak ciągle odkładają się w czasie, Ludovico już się naprawdę niecierpliwi. Wszystkie wydarzenia w powieści pomiędzy tymi dwoma postaciami krążą właśnie wokół tego wątku. Leonardo cały czas nosi przy sobie dziennik, w którym zapisuje swoje najważniejsze myśli i odkrycia. O pamiętniku krąży bardzo wiele plotek, na co łapią się Francuzi – ich władca Karol VIII zleca porwanie pamiętnika, z czego powstaje kolejna intryga, których w powieści niemało. Ale wracając do samej postaci Leonarda, to prócz tego, że jest wegetarianinem, posądzany jest również o homoseksualizm – łączą go dziwne relacje z jednym z uczniów.

Drugą ważną postacią w powieści jest właśnie Ludivoco el Moro – człowiek rządzący Mediolanem, mimo tego, że oficjalnie władza jeszcze nie należy do niego, to jednak właśnie on o wszystkim decyduje. I wygląda na to, że jest odpowiednim człowiekiem na to miejsce, jest rozważny i budzi autorytet.
W powieści spotykamy sporo innych postaci, jak żonę i kochankę króla, bankierów, księży, doradców władcy. Ciekawą postacią jest wspomniany już astrolog, który swoją wiedzę opiera na ruchu gwiazd.

Narracja w powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, z tym że narrator jest człowiekiem współczesnym. Bardzo często porównuje świat współczesny ze światem opisywanym, z czego wynikają w dużej ilości przypadków bardzo zabawne komentarze. Narrator posiada naprawdę dużą wiedzę o tamtych czasach, wie w co ludzie wierzyli, jak się zachowywali, ogólnie jak wyglądało całe życie na dworze władcy, a także zdradza czytelnikowi sporo ciekawostek, jak na przykład tłumaczy dlaczego artyści mieli przy domu kurniki, czy mówi wierze w to, że choroby przenoszone są przez wiatr. Zdarza się też, że narrator zwraca się pośrednio do czytelnika.
Warto też wspomnieć, że sceny w rozdziałach bardzo ciekawie się zazębiają. Tak jak jeden wątek się kończy, tak drugi się zaczyna – działa to na zasadzie ciągłości np. wątek zostaje urwany bez odpowiedzi, a odpowiedź pozornie na te pytanie rozpoczyna drugi wątek i praktycznie mówi o czym innym. Ciężko to wytłumaczyć 😉 Przeczytajcie, to zrozumiecie o co mi chodzi 😉
Ogólnie książka w większej mierze skupia się na tamtejszym życiu, na zwyczajach i problemach, które w tamtym czasie zaprzątały państwo, na władzy świeckiej i duchowej, na sposobach w jakich działały banki w tamtych czasach. Mniej jest tutaj faktycznego śledztwa i poszukiwania mordercy. Nie będę ukrywać, że język powieści wymaga skupienia, bo jest tam tyle informacji i tyle imion i nazwisk, że faktycznie trzeba jej poświęcić całą uwagę. Nie zmienia to faktu, że książka jest ciekawa, inna, na pewno warta uwagi. Szczególnie w 500tną rocznicę śmierci Leonarda. U mnie wzbudziła chęć, by faktycznie zapoznać się z historią geniusza Leonarda da Vinci.

Na koniec muszę jeszcze napisać o świetnym wydaniu książki. Grafika naprawdę przyciąga uwagę, ma w sobie to coś! Do tego litery na okładce i grzbiecie są wypukłe, fajne w dotyku, podczas czytania często je głaskałam 😊 Jedna z fajniejszych okładek jakie ostatnio miałam w rękach!

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las!








maja 20, 2019

"Morderca na plebanii" Karolina Morawiecka

"Morderca na plebanii" Karolina Morawiecka

Autor: Karolina Morawiecka
Tytuł: Morderca na plebanii czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie z kulinarnym podtekstem
Cykl: Karolina Morawiecka, wdowa po aptekarzu, tom 2
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 320

„Morderca na plebanii” to drugi tom przygód Karoliny Morawieckiej, wdowy po aptekarzu, która razem z zakonnicą siostrą Tomasza przeprowadza prywatne śledztwa. Autorka Karolina Morawiecka, podobnie jak bohaterka powieści, lubi czytać, gotować i jeść, a na pomysł napisania właśnie takiej powieści wpadła podczas tworzenia swojej pracy doktorskiej. Pisać zaczęła w 2017 roku, rok później na polskim rynku wydawniczym ukazała się jej pierwsza powieść. Jak sama autorka przyznaje w posłowiu drugiego tomu, jego napisanie było ciężkie, bo zaczynała nie znając jeszcze reakcji czytelników na tom pierwszy. Mam nadzieję, że teraz kiedy autorka dostała wsparcie czytelników, pisanie pójdzie już z górki! 😉

„Morderca na plebanii” rozpoczyna się od razu po wydarzeniach z tomu pierwszego. Pani Karolina, podczas wizyty na plebanii, dowiaduje się, że przyjaciółka gospodyni Małgorzaty – Marta wyznała ostatnio coś bardzo niepokojącego, mianowicie, że wie coś o cudzej zbrodni. W takim wypadku oczywiście Pani Karolina musi dowiedzieć się o co chodzi. Martę zastaje jednak w bardzo kiepskim zdrowiu, dzień później Marta umiera. Pani Karolina, zakonnica i Małgorzata znajdują niedokończony list, w którym Marta zdradziła trochę więcej szczegółów. Bohaterki decydują się na śledztwo w tej sprawie, morderca przecież musi zostać ukarany. Tylko jak to zrobić, kiedy nie wiadomo o jaką sprawę chodzi? Pani Karolina i siostra Tomasza na wszystko znajdą sposób!

Kompozycyjnie książka składa się z 14 rozdziałów i epilogu. Każdy z rozdziałów opatrzony jest wstępną zapowiedzią tego, czego możemy się w rozdziale spodziewać, jednak jest ona tak zgrabnie napisana, że ciężko z niej wywnioskować o co dokładnie chodzi. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, głównie skupia się na postaci Karoliny Morawieckiej, wdowie po aptekarzu. Narrator stara się przedstawiać wydarzenia tak jak widzi je Pani Karolina, ale że jest bacznym obserwatorem, to czasami jego komentarze zdradzają, że traktuje bohaterkę z pobłażaniem i przymrużeniem oka. Styl powieści jest barwny, znajdziemy tu masę przeróżnych porównań, najczęściej odnoszących się do mitologii i literatury (a nawet ogólnie pojętej kultury) staropolskiej. Tak jak w pierwszej części, tak i tutaj autorka umiejętnie posługuje się wyolbrzymieniami, wykrzyknikami i ozdobnikami. Sytuacja, zachowania i komentarze są groteskowe i absurdalne, autorka ewidentnie wie jak się nimi posługiwać.

Bohaterką powieści jest wspomniana już Karolina Morawiecka, wdowa po aptekarzu. Jest to starsza pani w wieku 65 lat, o włosach w kolorze buraczka (ups, przepraszam, mahoniu!), na 100cm szeroka, niewiele wyższa. Pani Karolina uwielbia gotować i karmić ludzi i zdecydowanie jest w tym mistrzynią! Każdy kto przyjdzie na jej ‘skromny’ poczęstunek nie może wyjść z podziwu i marzy tylko o powrocie do kuchni Pani Karoliny. Bohaterka od niedawno stała się zagorzałą czytelniczką, zaczytuje się w starych kryminałach, niestety braki 64 lat bez książki są ciągle widoczne i często Pani Karolina czuje się wykluczona z rozmów właśnie z tego powodu. Bohaterka jest uparta, wytrwała, chciałoby się powiedzieć, że wścibska, ale bez zabawienia negatywnego 😊 Ogólnie wzbudza sympatię.

Drugą, wymienianą w tytule bohaterką, jest siostra Tomasza. Wysoka, chuda, z zapędami na detektywa. Fanka książek, studiowała polonistykę. Jak nikt rozumie Panią Karolinę, czasami nawet bardziej niż ona sama. Tak samo jak nikt potrafi sobie poradzić z utemperowaniem wspólniczki. Zagorzała feministka, czemu daje też wyraz w kolejnym ciekawym monologu.

Trzecią wymienianą bohaterką jest Trufla, pies ogromnej masy, którego oddech powala nawet najtwardszego przeciwnika, a ślinotok niepowstrzymanie jest przyczyną powstawania wielu kałuż. Tak jak swoja Pani, Trufla uwielbia jeść!

Oczywiście w powieści jest jeszcze sporo innych bohaterów, czytelnik spotyka dużo znanych postaci z pierwszego tomu, ale jest też nowe grono bohaterów. Każdy z nich jest obrazowo opisany, podczas lektury widziałam ich w swojej wyobraźni bardzo wyraźnie 😊

Co do samej akcji powieści, to tym razem skupia się na zbrodni sprzed lat. Ogólnie nie wiadomo o które wydarzenie chodzi, więc spora część książki opiera się na wyobrażeniach i dedukcji. Oczywiście w rozwiązaniu jest klasyczne zgromadzenie wszystkich podejrzanych w jednym pomieszczeniu, co także jest świetnym ukłonem w stronę klasycznego kryminału.

Koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o przypisach, w których zwraca się autorka bezpośrednio do czytelnika – tłumaczy, wyjaśnia i poszerza wiedzę w bardzo zabawny i pozytywny sposób.
W tym tomie nowością były retrospekcje i wyobrażenia bohaterów na temat możliwych zdarzeń z przeszłości. Czytelnik mógł też zapoznać się z tablicą ogłoszeń parafialnych.

Co jeszcze? Na pewno muszę wspomnieć o świetnej okładce książki, tak jak poprzednia część, ta też ma pasiasty przód z tematycznymi grafikami (pies, kościół, różaniec). Jest inna i przyciągająca oko, aż chyba będę musiała kupić wersję papierową tomu pierwszego, żeby obydwie mogły się ładnie prezentować na półce. (Tomy można czytać niezależnie od siebie!)
Koniecznie muszę też wspomnieć o świetnej scenie otwierającej powieść, w której pieczenie (czego bohaterka kompletnie nie potrafi!) jest przedstawione jak zbrodnia. Uśmiałam się! Pamiętam, że w pierwszym tomie też było świetne otwarcie, więc z niecierpliwością czekam na otwarcie tomu trzeciego!

Co do moich ogólnych wrażeń z lektury to jestem zadowolona. Jednak nie wiem czy przez to, że śledztwo było całkiem inne niż ze „świeżym trupem”, czy przez to że w tym tomie mocniej autorka skupiła się na gotowaniu, czy może przez to, że udział pozostałych bohaterów znanych z pierwszego tomu został dosyć ograniczony, czy może jeszcze przez to, że często narrator podkreślał jaka Pani Karolina jest gruba i wypsikana perfumami, ale „Morderca na plebanii” wywarł na mnie mniejsze wrażenie niż „Śledztwo od kuchni”. Co nie zmienia oczywiście faktu, że spędziłam naprawdę przyjemny czas z lekturą, uśmiech na mojej twarzy gościł często i już zaczynam wypatrywać tomu trzeciego!

Moja ocena: 7/10


Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki Wydawnictwu LiRA



maja 19, 2019

Szparagi w cieście francuskim

Szparagi w cieście francuskim


Składniki (6 paczuszek – 2-3 osoby):

  • 12 zielonych szparagów (przeważnie jeden pęczek)
  • opakowanie ciasta francuskiego
  • 6 plasterków szynki parmeńskiej, szwarcwaldzkiej czy jakiejkolwiek innej surowej suszonej
  • tarty ser do posypania szparagów (żółty, parmezan czy inny ulubiony)
  • 1 łyżka majonezu
  • 2 łyżki jogurtu greckiego
  • 2-3 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, oliwa, przyprawa tzatziki

Przygotowanie (20min, w tym 15min pieczenia):
Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni C. Odłamujemy twarde końcówki szaragów, myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, rozkładamy na desce, polewamy oliwą, posypujemy solą i pieprzem. Ciasto francuskie dzielimy na 6 kawałków (jak się da to kwadratów). Owijamy po 2 szparagi w szynkę parmeńską, kładziemy po przekątnej na kawałku ciasta francuskiego, posypujemy serem i sklejamy boki ciasta, tak by obtoczyło szparagi (robimy taką paczuszkę). Kładziemy całość na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, wkładamy do nagrzanego pieca na 15 minut. W tym czasie robimy sos czosnkowy: czosnek obieramy, rozgniatamy, wrzucamy do miseczki. Dodajemy jogurt i majonez, solimy, pieprzymy, doprawiamy lekko przyprawą tzatziki, mieszamy, odstawiamy. Upieczone paczuszki wykładamy na talerz, podajemy z sosem czosnkowym. Pyszne zarówno na ciepło jak i przekąska na zimno. Smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany

maja 18, 2019

"Pozwól mi wrócić" B.A.Paris

"Pozwól mi wrócić" B.A.Paris

Tytuł: Pozwól mi wrócić
Tłumaczenie: Magdalena Koziej
Data premiery: 11.02.2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 266

   „Pozwól mi wrócić” to trzecia powieść w dorobku B.A. Paris. Autorka debiutowała w dość dojrzałym wieku, kiedy jej dzieci opuściły dom rodzinny. Jej przygoda z pisaniem zaczęła się od konkursu dla brytyjskiego The Sunday Times, którego co prawda nie wygrała, ale wtedy zdecydowała, że to jest to co chce teraz robić. Autorka wydaje się zadowolona ze zmiany w życiu, sama przyznaje, że bardzo cieszą ją podróże po świecie, by spotkać się z fanami.

„Pozwól mi wrócić” opowiada historię pary, Fina i Layli. 12 lat temu podczas wakacji we Francji kobieta zaginęła. Teraz kiedy Fin poukładał już sobie życie na nowo, zaczynają wokół niego dziać się dziwne rzeczy kojarzące się jednoznacznie z zaginioną kobietą. Czy to możliwe żeby Layla żyła? Fin zdaje się być mocno przekonany że nie, sugeruje że wie coś więcej niż faktycznie mówi...
Książkę otwiera prolog zatytułowany „Dwanaście lat wcześniej” – jest to zapis z przesłuchania Fina w sprawie zaginięcia Layli. Już tutaj Fin sugeruje czytelnikowi, że wie coś więcej niż oficjalnie mówi. Dalsza część książki podzielona jest na 3 części, każda z nich składa się z króciutkich rozdziałów, które czyta się bardzo szybko. Powieść zamyka epilog ostatecznie zamykający całą historię. Narracja prowadzona jest w 1 osobie czasu teraźniejszego, przez większość cześć powieści narratorem jest Fin. W pierwszej części historia podzielona jest na „teraz” i „wcześniej”. W „Teraz” Fin opowiada o swoim aktualnym życiu, we „Wcześniej” opisuje historię Layli, zwraca się bezpośrednio do niej. W drugiej części narracja dzieli się na tą prowadzoną przez Fina i na tą prowadzoną prze Laylę – rozdziały Layli są jeszcze krótsze objętościowo niż Fina, narracja prowadzona jest trochę inaczej, wzbudza niepokój i lekkie zamieszanie. W trzeciej części narrację prowadzi tylko Fin, opisuje aktualne wydarzenia. Co do stylu pisarki, to jest dosyć zgrabny, prosty, pozbawiony ozdobników. Tak jak pisałam narracja Layli i Fina równi się pomiędzy sobą, każda z nich nosi cechy aktualnie wypowiadającej się osoby. Myślę, że z uwagi na to, że książka w oryginale pisana była po angielsku, w tłumaczeniu zgubiło się parę powiązań, które mogły czytelnika naprowadzić na trop, a po przetłumaczeniu raczej nie do końca miały sens.

Głównym bohaterem powieści jest Fin. Pracuje na giełdzie w firmie swojego przyjaciela Harry’ego. Czytelnik poznaje go w chwili kiedy planuje ślub z Ellen – starszą siostrą Layli. Fin wydaje się człowiekiem opanowanym i racjonalnym, jednak z biegiem wydarzeń dowiadujemy się, że ma problemy z gniewem, kiedy to kompletnie traci nad sobą panowanie i niewiele z tego pamięta. Jednak mimo wszystko motywacje Fina byłam w stanie zrozumieć, myślał logicznie, brał pod uwagę uczucia Ellen i pozostałych.

Layla z kolei jest postacią dosyć dziwną. Z Finem poznali się w Sylwestra, kiedy przyjechała do Londynu by rozpocząć nowe życie, jednak była całkowicie bez planu. Fin jej wtedy pomógł i od razu się w niej zakochał. U Layli trwało to dłużej, ale w końcu i ją dosięgło to uczucie. Layla jest nieufna, bojaźliwa, ma sporo dziwnych fobii. Im dalej w fabułę, tym jej zachowanie jest bardziej niepokojące. Więcej już nie zdradzę 😊

Ważną postacią w powieści jest Ellen. Całkowite przeciwieństwo swojej siostry, jest spokojna, cicha i opanowana. Pracuje głównie w domu jak ilustratorka i ewidentnie cieszy się z zaplanowanego ślubu z Finem, ale jednocześnie ma obawy, czy Fin faktycznie kocha ją wystarczająco mocno. Tęskni też za siostrą, kiedy zaczynają dziać się te niepokojące rzeczy, Ellen nabiera dużej nadziei, koniecznie chce by okazało się, że Layla żyje. Trzeba też wspomnieć, że obydwie dziewczyny nie miały łatwego życia, wychowały się w małym miasteczku w Szkocji, dosyć szybko zmarła im matka.

Poza tymi trzema głównymi postaciami w powieści pojawia się też Harry i Ruby. Harry to przyjaciel Fina, mężczyzna, który pomógł mu niezliczoną ilość razy. Przez pewien czas byli sobie mniej bliscy, ale to Harry pomógł Finowi się pozbierać po zaginięciu Layli. Ruby z kolei jest właścicielką kawiarni, do której często zagląda Fin i Ellen. Po stracie Layli Fin na krótko związał się z Ruby, lecz gdy pojawiła się Ellen, Fin wybrał właśnie ją. Z tego powodu przez długi okres unikał Ruby, myślał, że jest zazdrosna i zła za takie potraktowanie.

Co ogólnie mogę powiedzieć o książce? Czyta się ją szybko, fabuła mocno wciąga. Autorka po raz kolejny udowadnia, że potrafi budować w czytelniku napięcie. Myli tropy, zwodzi, w chwili, kiedy myślałam, że już wiem o co chodzi, okazywało się całkiem co innego. Półsłówkami i niedopowiedzeniami sugeruje często, że w historii jest ukryte coś więcej niż zostało powiedziane. Pomimo tego w książce nie dzieje się dużo, większa część fabuły opiera się na rozmowach i wymianie maili. Bohaterowie są ciekawi, ale muszę powiedzieć, że Layla mnie dosyć irytowała. Poza tym gdzieś tak w 2/3 powieści domyśliłam się jakie będzie rozwiązanie zagadki.

   Ogólnie książkę czytało się dobrze, to dobrze skonstruowany, ciekawy thriller. Jedynie w porównaniu z poprzednimi dwiema, ta wypada najsłabiej. Ale to tylko dlatego, że tamte dwie faktycznie wbijały w fotel!

Moja ocena: 7/10


maja 16, 2019

Zupa krem z białych szparagów

Zupa krem z białych szparagów


Składniki (4 porcje):
  • 2 pęczki białych szparagów
  • 1 duża cebula
  • 4 łyżki masła
  • 2 duże lub 3 średnie ziemniaki
  • ½ łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1,25l gorącego bulionu warzywnego
  • 100ml śmietanki kremowej 30%
  • sól, pieprz
  • podpieczone kawałki boczku lub szynki parmeńskiej

Przygotowanie (25min):
Ze szparagów odłamujemy twarde i grube końcówki (ok. 3 cm), łodyżki obieramy, opłukujemy wodą, kroimy na kawałki. Cebulę obieramy i kroimy na kawałki. W garnku roztapiamy 2 łyżki masła i wrzucamy cebulę. Ziemniaki obieramy, opłukujemy wodą i kroimy w kostkę, dodajemy do cebuli. Po chwili dodajemy też szparagi (bez główek), dodajemy 2 łyżki masła i smażymy co chwilę mieszając przez 2 minuty. Doprawiamy solą i gałką muszkatołową. Wlewamy gorący bulion i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy przez ok. 7 minut. Dodajemy główki szparagów i gotujemy jeszcze 3 minuty. Po tym czasie zupę razem ze śmietanką miksujemy w stojącym blenderze. Rozlewamy do miseczek, posypujemy boczkiem lub szynką parmeńską i podajemy. Smacznego!




 Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany

maja 15, 2019

"Escape room" Megan Goldin

"Escape room" Megan Goldin

Autor: Megan Goldin
Tytuł: Escape room
Tłumaczenie: Nina Wum
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 352

   „Escape room” to druga powieść autorki Megan Goldin. Debiutowała na rynku amerykańskim w 2017 roku powieścią „The Girl in Kellers Way” utrzymaną w klimacie domestic noir, która szybko stała się bestsellerem. Rok później ukazała się jej druga powieść „Escape room”, określana jako thriller korporacyjny. Autorka wcześniej zajmowała się dziennikarstwem, teraz powróciła do domu rodzinnego w Melbourne, by oddać się pasji pisania.

   „Escape room” to historia prowadzona dwutorowo. Czasy aktualne to opowieść o czwórce bankierów inwestycyjnych jednej z najbardziej prestiżowych firm w Nowym Jorku, którzy zostają uwięzieni w windzie, swego rodzaju escape roomie. Drugi plan czasowy zajmuje historia Sary Hall, kobiety, która została zatrudniona w tej samej firmie, co pozostała czwórka. W jaki sposób te dwie historie są ze sobą połączone? Co się stało z Sarą? Kto i dlaczego uwięził tych ludzi w windzie? Już na samym początku, w prologu, dowiadujemy się, że te historia nie kończy się dobrze...
„Czworo bankierów, jedna winda. Co złego może się stać?”
Kompozycyjnie książka składa się z prologu i 51 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest na zmianę w 3 sobie czasu przeszłego - kiedy mowa o czwórce w windzie, oraz w 1 osobie czasu przeszłego - kiedy Sara Hall opowiada swoją historię. Język powieści jest dosyć potoczny i  bez ozdobników, akcja płynie gładko i przejrzyście. Narrator 3osobowy jest mocno skupiony na otoczeniu, opis osób uczestniczących w zdarzeniach jest bardzo dokładny.

Bohaterów powieści mamy kilku. W windzie utknęli Sam, Jules, Sylvie i Vincent. Wszyscy razem pracują w jednej firmie, w jednym zespole, Vincent jest ich przełożonym. Jest dobrze zbudowany, przed swoim korporacyjnym życie spędził dwa lata w wojsku holenderskim. Jest opanowany, racjonalny, idealny przywódca. Jeśli chodzi o pozostałą trójkę, to ewidentnie kiedyś chcieli być innymi ludźmi, jednak praca w firmie mocno ich zmieniła. Sam chciał być kiedyś prawnikiem walczącym o prawa człowieka, za wzór postępowania przekładał sobie swojego ojca, nauczyciela, mądrego i uczciwego mężczyznę. Sylvie, kiedyś była modelką, jednak ta przygoda skończyła się dla niej dosyć tragicznie. Teraz chowa się za oziębłością i pozorną obojętnością. Jest jeszcze Jules, który ma za sobą dosyć ciężkie dzieciństwo, a teraz zajmuje się bezpieczeństwem prawnym zespołu, jest też uzależniony od alkoholu.

Najważniejszą jednak postacią tej powieści jest Sara Hall. Młoda dziewczyna, która kiedyś chciała być lekarką, lecz względy finansowe wymusiły na niej inną decyzję odnośnie ścieżki kariery. Jest świeżo po studiach, przez długi okres czasu nie mogła znaleźć pracy, aż pewnego dnia spotkała w windzie Vincenta. Dzięki temu kobieta zyskała pracę w jednej z najlepszych firm w Nowym Jorku, a jej życie zmieniło się diametralnie.
„Gratuluję. Wygraliście w życie (...) Nigdy już nie będziecie potrzebowali losu na loterię, nie teraz, kiedy należycie do firmy. Wy już zwyciężyliście.”
Sara opowiada czytelnikowi całą swoją historię, mocno skupia się na zmianach jakie zaszły w tamtym czasie w jej życiu. Jest osobą spokojną, uczciwą, mocno opiekuńczą. Nie jest przebojowa, woli w spokoju wykonywać swoją pracę. Jest bystra i inteligentna, bardzo szybko się uczy. Tak jak i pozostałych bohaterów, praca w firmie również Sarę zmienia nie do poznania, miesza jej w głowie, zmienia priorytety. To ich praca jest więzieniem.

Istotną rolę w tej historii odgrywa również szósty członek zespołu – Lucy. To dziewczyna umykająca wymogom firmy, ale wszystkie jej niedoskonałości przykrywa jej niezwykła inteligencja. Lucy jest osobą autystyczną, więc nie wychodzą jej kontakty z ludźmi, jednak jest mistrzynią jeśli chodzi o pracę bankiera. Widzi wszystko takim jakie jest, dostrzega dużo, ale niekoniecznie się z tym obnosi, więc większa część zespołu po prostu traktuje ją jak powietrze. Ewidentnie dziewczyna nie znajduje w pracy zrozumienia, jednak wydaje się, że jej to nie przeszkadza.

W powieści autorka odsłania bezwzględny świat bankierów finansowych. Jest to świat ludzi bogatych, uzależnionych od adrenaliny i życia w ciągłym biegu, gdzie wygląd zewnętrzny jest równie ważny co inteligencja i spryt. Są to ludzie, którzy na pierwszym miejscu stawiają pracę, pracują po 80 albo nawet więcej godzin w tygodniu. Częściej widzą swoich współpracowników niż rodziny. Świat bankowców wciąga, mimo presji i kosmicznych godzin pracy, bohaterowie chcą ciągle więcej i więcej. Pieniądz uzależnia, im jest go więcej, tym więcej go się pragnie. Pięciogwiazdkowe hotele, loty w pierwszej klasie, wielomilionowe transakcje to dla nich chleb powszedni. W końcu kto przyzwyczajony do życia w luksusie dobrowolnie by z tego zrezygnował? Wszystkich ich napędza chciwość, są tak zapatrzeni w pomnażanie swojego majątku, że nie zwracają uwagi na nic innego. Rodziny się rozpadają, związki niszczeją, przyjaciele znikają. Czas, który poświęcają na pracę, nie starcza na nic innego.
„- Co jest najrzadziej spotykanym zasobem na Ziemi? Studenci zgłaszali się z najróżniejszymi pomysłami. Padały terminy: rod, osm, iryd. - Mylicie się państwo – odparł profesor – Najrzadszym ziemskim zasobem jest czas.”
 Styl, w jakim poprowadzona jest narracja, mocno wciąga. Na początku dokładnie nie wiadomo które z wydarzeń przedstawionych działy się wcześniej a które później. Po czasie sytuacja się trochę rozjaśnia, jednak już ten sam zabieg wzbudza spore zainteresowanie w czytelniku. Później wciąga nas nowy świat korporacji, razem z Sarą czujemy ekscytację nowością i niespodziewanym bogactwem, mimo ogromu obowiązków, która bohaterka musi wykonywać. Tak samo jest z sytuacją w windzie. Bardzo długo nie wiadomo o co tam chodzi, czy to jest faktyczny escape room, czy jakaś dziwna pułapka. Ciekawość podsycają zagadki i podpowiedzi, które otrzymują bohaterowie.

   Muszę powiedzieć, że pierwsza połowa książki naprawdę bardzo mi się podobała. Póki poznawałam razem z Sarą wielki świat korporacji, a z bohaterami w windzie głowiłam się nad rozwiązaniem zagadek, to napięcie sięgało zenitu, książka pochłonęła całą moją uwagę. Gdzieś tak w połowie akcja trochę zwolniła, w windzie nie działo się już za wiele, a Sarę zajęły trochę inne sprawy, więc i moja uwaga gdzieś się trochę rozproszyła. Nie zmienia to faktu, że całą książkę czytało mi się dobrze i bardzo szybko. Bohaterowie byli ciekawi, a temat poruszany w powieści świeży i rzadko spotykany. Sposób prowadzenia narracji na pewno też trzeba uznać za plus powieści. Ogólnie jestem zadowolona i na pewno sięgnę po inne książki autorki, jeśli jakieś pojawią się na naszym polskim rynku.

Moja ocena: 7/10


 Serdecznie dziękuję ze możliwość przeczytania i zrecenzowania książki Wydawnictwu Bukowy Las!