sierpnia 31, 2023

"Zimne bagno" Liza Marklund

"Zimne bagno" Liza Marklund
Autor: Liza Marklund
Tytuł: Zimne bagno
Cykl: trylogia kamiennego bagna, tom 2
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Data premiery: 31.05.2023
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał / powieść sensacyjna
 
Liza Marklund nazywana jest skandynawską królową powieści kryminalnych. Światową sławę zyskała dzięki cyklowi o dziennikarce-detektywce Annice Bengtzon, który znalazł się nawet na pierwszym miejscu listy bestsellerów „New York Timesa”! Pierwszy tom na szwedzkim rynku ukazał się jeszcze w latach 90tych, na polskim niecałą dekadę później. Aktualnie seria liczy 11 tomów, przyniosła autorce wiele wyróżnień i nagród literackich, dwa tomy zostały również zekranizowane. Trylogia kamiennego bagna to jej najnowsza seria, w roku poprzednim ukazał się tom pierwszy pt. „Krąg polarny”, teraz premierę miał tom drugi pt. „Zimne bagno”. Serię można czytać oddzielnie, dla mnie to właśnie „Zimne bagno” było pierwszą stycznością z piórem autorki i przyznam, że jestem nim zaskoczona!
 
Historia toczy się w sierpniu 2020 roku, w czasie pandemii koronawirusa. Funkcjonariusz policji Wiking Stormberg podczas wizyty lekarskiej dowiaduje się, że ma raka, trzecie stadium, zalecane agresywne leczenie. Mężczyzna ciągle w szoku wraca na posterunek, a tam zająć się ma sprawą włamania, w czasie którego skradziony został cały arsenał broni. To jednak nie jest aż tak ważne, jak problem jego syna – Markus właśnie mu powiedział, że dostał dziwny list – coś jakby pogróżkę, by nie przyjmował w pracy awansu na kierownika zespołu pracującego nad pewnym programem. Najdziwniejsze jest jednak to, że list podpisany był znaczkiem charakterystycznym dla żony Wikinga. Heleny. Która od trzydziestu lat uchodzi za zmarłą – wtedy to na bagnach w stanie praktycznie katatonicznym odnaleziono jej malutką córeczkę, a po Helenie nie było śladu... Wszyscy założyli, że pochłonęło ją bagno. Bo przecież gdzie miałaby się podziać? Była czułą matką, nigdy nie zostawiłaby swojego dziecka. Zatem kto się pod nią podszywa? I jak ma w tym cel? Co się stanie, jeśli Marcus jednak przyjmie awans? Wiking chętnie podejmuje się tego prywatnego śledztwa, lepsze to, niż myśleć o śmiertelnej chorobie...
 
Książka rozpisana jest na prolog, dwie części i epilog. Każda z części składa się z nienumerowanych rozdziałów, oznaczonych dniem tygodnia i datą, a kiedy historia sięga do przeszłości, to przeważnie jest to określenie pory roku i sam rok. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator uważnie obserwuje główne postacie, jednak raczej nie dzieli się ich emocjami, rzadko kiedy myślami. To wprowadza dosyć surowy klimat powieści. Styl jest prosty, zdania raczej krótkie, co daje poczucie, jakbyśmy czytali relacje zdarzeń. Dialogów jest sporo, są mocno realistyczne, na pewno nie sztucznie kolorowane – są jak cała ta książka i miejsce – surowe i bure.
 
Myślę, że to właśnie w ten klimat jest cechą charakterystyczną powieści – tu nic nie jest upiększane, narrator bezlitośnie opisuje to, co się dzieje. Zatem np. scena seksu nie jest powabna i romantyczna, a bezlitośnie brzydka, odrzucająca. I tak wydaje się tu z wszystkim. Czy to wpływ tego miejsca? Historia toczy się na północy Szwecji, w małym miasteczku, gdzie nawet lato nie jest gorące, czytelnik ma wrażenie, że panuje tam wieczna szarość. Bagna położone tuż obok te wrażenie, mglisty klimat pogłębiają, a baza wojskowa, w której testuje się różnego rodzaju broń zdaje się stwarzać w głowie czytelnika obraz pustkowia wokół. Miejsce wydaje się mocno niegościnne, smutne i zimne, co nadaje atmosfery całej powieści. Przyznam, że było to dziwne wrażenie, ale myślę, że serial mógłby być z tego doskonały!
 
Historia toczy się w dwóch planach czasowych: współcześnie i w latach 80tych, opowiada historię poznania Wikinga z Heleną, jednak te fragmenty to okazyjne retrospekcje, głównie trzymamy się czasów współczesnych. Pierwsza część historii to taki bardzo spokojny, małomiasteczkowy kryminał z mocnym wątkiem powieści obyczajowej – w pewnym momencie skupienie na Wikingu i jego zdrowotnym problemie dominuje całą historię. Wiking gdzieś tam chodzi, wypytuje, szuka, rozmawia, ale wszystko toczy się w tempie mocno spokojnym. Zmienia się to w części drugiej, kiedy historia nabiera delikatnie sensacyjnej nuty, pojawiają się pewne zaskakujące wątki, które mocno osadzają historię w przeszłości prawdziwej, naszej realnej. Dla mnie część druga była ogromnym zaskoczeniem, i choć czuję, że muszę zaznaczyć tę zmianę, to nie mogę o niej napisać nic więcej, żebyście mogli doświadczyć podobnych emocji.
 
Z tego też powodu nie za wiele mogę napisać o postaciach i tematach, jakie ta historia porusza. Jednak chyba nie zdradzę za wiele, gdy napiszę, że książka przesiąknięta jest samotnością – każdy zdaje się tu żyć gdzieś obok. Czy to trauma wydarzeń z bagna tak wpłynęła na ten brak emocji postaci? Wiking to postać, którą spotykamy już w tomie pierwszym, w tym stara się pozostać śledczym, ale czuć, że to wiadomość o raku zaprząta mu głowę całkowicie. Mimo że bada sprawę, która może dotyczyć jego własnej żony, a raczej dotyczy na pewno, bo ten, kto się pod nią podszywa musiał ją znać doskonale. A jednak nie czuć tego niepokoju, który powinien się w takim momencie pojawić. To dziwne odczucie, sprawia, że lektura zdaje się niepokojąca.
 
Podsumowując, „Zimne bagno” to książka jedyna w swoim rodzaju. Przyznam, że tak dziwnie surowego kryminału chyba jeszcze nie czytałam. Historia usypia naszą czujność, by za moment całkowicie zmienić swój kierunek. Postacie nie okazują za wielu emocji, a szaro-burość, odosobnienie miejsca sprawiają, że w głowie czytelnika pojawia się bardzo surowy krajobraz. Do tego dochodzą bagna, traumatyczne wydarzenie z przeszłości, porwanie broni, tajemniczy list i choroba głównego bohatera, które mocno rozmywają główną oś historii – może dlatego w dalszej części tak to wszystko zaskakuje? To dziwna powieść, aż trudno polecić ją jednej grupie odbiorców, ale myślę, że i fani nie aż tak bardzo dynamicznych sensacji, jak i klimatycznych małomiasteczkowych kryminałów znajdą tu coś dla siebie.
 
Moja ocena: 7/10 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 30, 2023

"Baltica" Piotr Borlik

"Baltica" Piotr Borlik
 
Autor: Piotr Borlik
Tytuł: Baltica
Cykl: Agata Stec i Artur Kamiński, tom 0,5
Data premiery: 17.08.2023
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 344
Gatunek: thriller psychologiczny
 
„Baltica” to trzynasta książka Piotra Borlika. Liczba wydaje się szczególna, bo i książka jest mocno wyjątkowa - czegoś takiego nie doświadczyliśmy nie tylko w twórczości tego autora, ale prawdopodobnie w ogóle na polskim rynku książki!
Piotr Borlik publikuje od 2017, wtedy ukazała się jego debiutancka powieść grozy „Teatr lalek”. Z drugim tytułem wrócił w 2019 i był to pierwszy tom trylogii z Agatą Stec i Arturem Kamińskim pt. „Boska proporcja”, serii mocno kryminalnej, krwawej, z naprawdę dobrymi zagadkami kryminalnymi (recenzje – klik!). I choć autor po tej serii częstował nas bardzo różnymi podgatunkami kryminału i thrillera, to część z jego fanów ciągle domagała się powrotu tej szczególnej dwójki bohaterów. No to jest – „Baltica”, prequel trylogii. Tyle że całkiem inny niż fani mogli przypuszczać, tylko luźno powiązany z jednym z bohaterów, a zatem i nie trzeba znać trylogii, by po ten tytuł sięgnąć.
 
Gdynia, odprawa na rejs wycieczkowy do Szwecji na pokładzie MF „Baltica”. Wśród pasażerów znajdują się Sebastian, który wraz z żoną, dwójką dzieci i teściową płyną świętować rocznicę ślubu; starsza pani Celina, którą po śmierci męża syn nakłonił na tej ekskluzywny rejs; i Laura, młoda dziewczyna, która wraz z dwójką przyjaciół postanowiła się dobrze zabawić. Każdy z nich stara się odnaleźć na statku, tyle że... coś się dzieje – raz po raz zyskują świadomość w innym miejscu niż zapamiętali, że byli, raz po raz ich wspomnienia podsuwają coś innego niż powinny... O co w tym wszystkim chodzi? Kim jest człowiek w masce świni? I dlaczego wszyscy tak chętnie piją Mirindę?!
 
Książka składa się z 26 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy trójki postaci – narrator dokładnie oddaje ich myśli i emocje. Styl powieści jest przyjemnie współczesny, czuć w nim ten właściwy lekko ironiczny humor Borlika, który często przejawia się w kąśliwych spostrzeżeniach postaci na temat rzeczywistości. Dialogi prowadzone są żwawo, przez całą lekturę czuć, że autor z przyjemnością posługuje się piórem, czuć tę lekkość i swobodę. Dzięki temu książkę czyta się znakomicie!
„- Daje się do tego przyzwyczaić.
- No nie wiem. Ja to bym takiego dla przykładu dwa razy zdzieliła po pysku, może by przejrzał na oczy.
- Wbrew pozorom to nie najgorsza praca. Lubię ją, nie chciałbym jej stracić przez agresywne zachowanie.
- Oj tam, od razy agresywne. Biłby pan otwartą dłonią, nie pięścią.”
Historia skupia się na trójce postaci, które wiodą całkiem różne życia. Muszę przyznać, że najbardziej polubiłam się z Celiną, to bardzo przebojowa staruszka, która mimo wieku patrzy na życie bardzo nowoczesnym okiem. Jest zadziorna i do bólu szczera, nie boi się walczyć o swoje. Z jej wspomnień wynika, że miała szczęśliwe życie i sama zdecyduje, gdy będzie chciała do swojego zmarłego męża dołączyć. Laura to młoda dziewczyna, wydaje się, że rozważna – uczy się, zarabia, z tym że my łapiemy są w dosyć dziwnym momencie – właśnie dowiedziała się, że w kanapce, którą poczęstował ją kolega, były grzybki halucynogenne. W końcu płyną w rejs, by się zabawić, prawda? Laura zatem na to, co się z nią dzieje, ma naprawdę dobre wyjaśnienie... No, przynajmniej do czasu. Trzecia postać to Sebastian, statyczny mąż i ojciec, który ewidentnie kocha swoją rodzinę (no, może teściową trochę mniej). Ale czy na pewno tak jest?
 
Tym, co w książce najmocniej zaskakuje, co robi z niej pozycję tak oryginalną jest klimat, jaki w niej panuje, i intryga kryminalna. Te dwa aspekty powieści nierozerwalnie się ze sobą łączą. W historii tylko kilka rzeczy jest stałych: statek, imiona postaci, pracownik obsługi, Mirinda i człowiek w masce świni, reszta co chwilę się przeobraża... Im dalej w lekturę, tym czytelnik mniej wie, tym klimat robi się coraz bardziej psychodeliczny. Autor bawi się wyobrażeniami postaci, cały czas zmienia perspektywy, miesza w wydarzeniach, tak, że po czasie już nic nie wiadomo, a my czujemy się tak samo zagubieni jak bohaterowie. Dopiero pod koniec historia zaczyna się wyjaśniać, ale nawet wtedy autor zachowuje w rękawie kilka konkretnych zaskoczeń.
 
Książkę czyta się niesamowicie, to mocno oryginalny, pokręcony thriller, w którym jednak wydarzenia znajdują logiczne wyjaśnienie. Autor po drodze zostawia nam niewielkie tropy, da się je wyłapać, co trochę może na rozwiązanie naprowadzić, jednak jestem pewna, że nikt nie zgadnie w stu procentach. Fabuła jest bardzo pokręcona, robi tak zwaną sieczkę z mózgu, zatem i trudno jest to wszystko opisać.
„Nie jest łatwo kogoś zabić, większość ludzi nie potrafiłaby pociągnąć za spust nawet jeśli od tego zależałoby ich życie.”
Tak samo jest z tematami – nie mogę o nich napisać, by nie zepsuć Wam frajdy z lektury. A szkoda, bo są super ciekawe, super ważne i iż się rwą, by być obiektem dyskusji!
 
Podsumowując, „Baltica” to thriller, dla którego najlepszym określeniem będzie psychodeliczny. Skupiony na odczuciach postaci, które jednak cały czas się zmieniają, mieszają, gmatwają, z czego wychodzi prawdziwe kłębowiska, prawdziwa niewiadoma. Dawno nie czytałam czegoś tak pokręconego, autor wymyślił to rewelacyjnie – i kreacje postaci, i miejsce i małe stałe szczególiki – wszystko jest dopracowane, przemyślane do perfekcji. Myślę, że to może być najlepsza do tej pory książka autora, jestem pod wielkim wrażeniem! Szkoda tylko, że napisać o niej mogę tak niewiele 😉 Zatem niech ocena mówi sama za siebie!
 
Moja ocena: 8,5/10 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 29, 2023

"The Night Shift" Alex Finlay

"The Night Shift" Alex Finlay
Autor: Alex Finlay
Tytuł: The Night Shift
Cykl: agentka FBI Sarah Keller, tom 2
Tłumaczenie: Tomasz Wyżyński
Data premiery: 31.05.2023
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller / kryminał
 
Alex Finlay to autor powieści kryminalnych, pseudonim literacki, pod którym kryje się amerykański prawnik. Debiutował w roku 2021 książką „W otchłani strachu”, która na polskim rynku ukazała się rok później. Teraz, wraaz z nią, na swoim koncie na trzy powieści: „The Night Shift”, które z debiutem łączy postać agentki FBI Sarah Keller oraz powieść najnowsza osobna „What have we done” (w tłumacz. „Co my zrobiliśmy”). Jego książki zdobywają popularność światową, tłumaczone na 19 języków, prawa do ekranizacji każdej z nich zostały sprzedane, a debiutem ma zająć się znana duża platforma streamingowa. Wygląda więc na to, że i ja tę lekturę będę musiała nadrobić, szczególnie, że „The Night Shift” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło! Dlaczego? Zaraz wytłumaczę 😊
 
Początek historii sięga roku 1999, dokładnie nocy sylwestrowej, w czasie której doszło do tragedii. Tuż po 22:00, po zamknięciu wypożyczalni kaset wideo, ktoś napadł na kończącą zmianę obsługę – cztery młodziutkie dziewczyny. Trzy z nich brutalnie morduje, jedna z niewiadomych przyczyn uszła z życiem. I to właśnie ona, Ella, 15 lat później, jest pierwszą osobą, do której dzwoni dyrektor jej dawnej szkoły – morderca zaatakował ponownie, ponownie tylko jedna dziewczyna uszła z życiem. Ella, jako terapeutka specjalizująca się w traumach, nie waha się ani chwili – kieruje się do szpitala, by pomówić z Jesse, która do tej pory odmawia rozmowy z funkcjonariuszami. Czy widziała sprawcę? Czy podejrzany sprzed 15 lat naprawdę wrócił? I dlaczego miałby zabić ponownie, przecież motyw brodni sprzed 15 lat został określony jako mocno prywatny... Agentka FBI Sarah Keller, mimo zaawansowanej ciąży, jest zdeterminowana, by tę sprawę rozwiązać.
 
Książka rozpisana jest na prolog, trzy dni śledztwa (trzy części) i epilog. Prolog toczy się w feralną noc w 1999 roku, epilog rok po wydarzeniach z trzonu powieści. Środek składa się w sumie z 71 rozdziałów pisanych z perspektywy kilkorga postaci: Elli, Keller i Chrisa, prawnika z urzędu. Rozdziały są krótkie, a od czasu do czasu pojawia się pomiędzy nimi transkrypcja pewnego profilu z youtube’a. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy opisywanej postaci, bardzo dobrze oddaje to, co na zewnątrz, ale i równie doskonale to, co dzieje się w głowie bohatera. Styl jest płynny, przyjemny, skupiony na postaci, które swoje myśli wewnętrzne wyrażają tak, jakby prowadziły rozmowy z samym sobą. Czas teraźniejszy narracji dodaje dynamizmu, czytelnik z jakiegoś powodu czuje, że musi zachować nieustanną czujność, a dialogi prowadzone są z pazurem, szczególnie gdy do głosu dochodzi Keller wymieniająca się uwagami z mężem bądź kolegami z zespołu.
 
Na wstępie wspomniałam, że książka mnie zaskoczyła. Już wyjaśniam – okładka, opis i rekomendacja od Lee Child zasugerowały mi, że będzie to lektura mocno skupiona na akcji, z wyraźnym wątkiem sensacyjnym. Okazało się, że moje założenia były błędne, bo tym, co liczy się tu najmocniej, są postacie, ich skomplikowane kreacje psychologiczne oraz oczywiście doskonale rozpisana zagadka kryminalna. Czy mój ulubiony rodzaj powieści kryminalnej!
 
Agentka Keller to bohaterka bardzo pozytywna, sympatyczna, mocno skupiona na swojej pracy, mimo tego że właśnie jest w końcówce ciąży bliźniaczej. Nie szkodzi jej to jednak by walczyć o sprawiedliwość, bronić słabszych i dociekać prawdy. Zdarza jej się działać impulsywnie, jednak robi to w imię wyższego dobra. Poznajemy ją nie tylko w pracy, ale i jej życiu prywatnym, obserwujemy jej relacje z mężem, ich przygotowywanie się do podjęcia roli rodziców. To urocza para, która nadaje książce lekkości!
A ta jest jej bardzo potrzebna, bo dwie kolejne postacie są dużo bardziej skomplikowane. Ella, dziewczyna, która przeżyła masakrę, teraz pomaga innym, jednak sama ewidentnie nadal ze swoimi demonami się nie uporała – bombarduje swoje życie, tak jakby uważała, że nie zasługuje na szczęście.
Chris z kolei to postać najbardziej tajemnicza – długo nie wiadomo w jaki sposób łączy się on z zagadką nocnych morderstw...
 
Intryga kryminalna poprowadzona jest doskonale – toczy się tempem umiarkowanym, skupionym na dedukcji i szukaniu dowodów. Historia kilka razy konkretnie zaskakuje, a jednak zwodzi czytelnika do samego końca. Ta końcówka to może jedyny aspekt do jakiego mogłabym się przyczepić – robi się trochę szablonowo, amerykańsko, sensacyjnie, jednak i tu nie ulegamy przesadzie, a emocje są utrzymane na wysokim poziomie.
 
Książka porusza bardzo ciekawe zagadnienia dotyczące poczucia winy, samotności, porzucenia, wyobcowania, traumy, która zmienia człowieka nie do poznania. Dawne krzywdy, mimo prób ruszenia naprzód, kiedy nie wyjaśnione, cały czas bolą, a brak rozwiązania, niemożność zamknięcia tematu, etapu życia sprawiają, że wszystko inne przestaje się liczyć, a życie ulega zawieszeniu. Oczywiście nie jest to książka, w której jest dużo miejsca na rozważania, to poprzez wydarzenia czytelnik zaczyna zastanawiać się na postepowaniem postaci i tego, skąd ono wynika.
 
Podsumowując, „The Night Shift’ okazała się powieścią kryminalną jak najbardziej w moim stylu – skupioną na zagadnieniach psychologicznych i postaciach, z zagadką kryminalną opartą na wieloletniej tajemnicy. Podział na kilka postaci, krótkie rozdziały i narracja w czasie teraźniejszym nadały lekturze poczucia dynamizmu, kolejne tropy odkrywane były w tak odpowiednich momentach, że moja ciekawość utrzymana była cały czas na wysokim poziomie. Naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam i jedyne czego żałuję, to tego, że po „W otchłani strachu” nie sięgnęłam od razu po premierze – teraz będzie mi ciężko znaleźć na lekturę czas, a to może być równie dobra książka co „The Night Shift”!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 28, 2023

"Świat ci nie wybaczy" Cyryl Sone

"Świat ci nie wybaczy" Cyryl Sone

Autor: Cyryl Sone
Tytuł: Świat ci nie wybaczy
Cykl: prokurator Konrad Kroon, tom 2
Data premiery: 31.05.2023
Wydawnictwo: Znak Koncept
Liczba stron: 456
Gatunek: kryminał
 
Cyryn Sone na naszym rynku książki pojawił się pod koniec roku 2022 z debiutem, a zarazem pierwszym tomem cyklu z prokuratorem Kroonem pt. „Krzycz, jeśli żyjesz” (recenzja – klik!), który, przyznam, że zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, przede wszystkim z uwagi na niebanalny styl autora. Oczywiście trzeba też podkreślić, że Sone w swoich powieściach bardzo realistycznie przedstawia pracę prokuratury – sam od 8 lat pracuje na stanowisku prokuratora, a doświadczenie z kryminalnymi sprawami ma jeszcze dłuższe. Nic więc dziwnego, że nie tylko ja doceniłam jego debiut – książka zyskała status bestsellera, jej nakład został dwa razy wyprzedany. Pół roku po premierze doczekaliśmy się w końcu kontynuacji przygód Kroona pt. „Świat ci nie wybaczy”, książki, która równocześnie jest podobna do debiutu i się od niego różni. Jak to możliwe? Zaraz wyjaśnię!
Tomy serii da się czytać oddzielnie, każda to osobna zagadka kryminalna, łączy je główny bohater i styl, w jakim jest pisana. Tom trzeci pt. „Nigdy już nie uciekniesz” zapowiedziany jest jeszcze na ten rok, ma się ukazać w październiku.
 
Historia „Świat ci nie wybaczy” toczy się od maja do grudnia, jednak nie w sposób linearny – zaczyna się we wrześniu, gdy dochodzi do wypadku samochodowego, w którym ucierpiał Klaudiusz Lewandowski. Mężczyzna zapadł w śpiączkę, świadków zdarzenia brak, jednak prokurator Kroon wątpi, by zawinił tylko przypadek – intuicja podpowiada mu, że trzeba tę sprawę zbadać. Zaczyna więc tropić, dociekać, badać przeszłość i powiązania mężczyzny. Szybko okazuje się, że tych powiązań jest sporo – i ze środowiskiem politycznym, i środowiskiem szemranym... Wygląda więc na to, że przeczucie ponownie go nie zawiodło, tylko do czego go ta sprawa doprowadzi? I co z tym wszystkim wspólnego ma Propheta, który zdaje się prowadzić własną boską misję oczyszczenia miasta z plugastwa... W jaki sposób to robi? Czy to przypadkiem nie kolejny groźny seryjny morderca?
“Za wszystko trzeba w końcu zapłacić. Świat nie wybacza nam naszych wyborów.”
Książka rozpisana jest na pięć tytułowanych części i epilog, składa się z 32 rozdziałów, w którym zaznaczony jest miesiąc zdarzeń. Każdy rozdział podzielony jest na wiele krótkich scenek naprzemiennie z punktu widzenia różnych postaci – każda na początku rozdziału jest wyróżniona. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora jak najbardziej wszechwiedzącego, który dobrze zna realia życia, jak i charaktery opisywanych bohaterów. Jak już wspomniałam na wstępie, styl w jakim pisana jest seria, to coś, co mocno ją na rynku wyróżnia. Narrator opowiada historię w sposób gawędziarski, pełen dygresji i odniesień do życia codziennego, ludzkich zachowań i spostrzeżeń dotyczących kultury, nawiązań do popkultury. Jest dosyć ironiczny, trochę pobłażliwym okiem patrzy na opisywanych bohaterów. To styl, który albo podpasuje świetnie, albo w ogóle, ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy.
 
Zatem tym, co stałe, jest styl i część postaci – jest oczywiście Kroon wraz z problematyczną żoną Zuzą, jest młoda prawniczka Patrycja i kilka postaci, które przewijały się przez zagadkę tomu pierwszego, ale jest też sporo nowych postaci skupionych wokół tej intrygi kryminalnej – dwie młode dziewczyny, przyjaciółki, z których jedna jest influencerką, a druga marzy o dostatnim życiu, by wyrwać się z biedy i coraz gorszej atmosfery, jaka panuje w jej rodzinnym domu. Poprawy sytuacji szuka jednak chyba nie tak, gdzie powinna – zamiast inwestować w siebie, własny rozwój, rozgląda się za bogatymi mężczyznami... Jest też grono postaci skupione wokół poszkodowanego Klaudiusza, mężczyzny, który całe swoje życie spędził na próbie dogonienia oczekiwań innych co do jego osoby, który na siłę próbował udowodnić, że jest pomysłowym biznesmenem, a nie chłopem, którego utrzymuje bogata żona z wpływowym ojcem... Obydwu tym postaciom przyglądamy się bardzo skrupulatnie, patrzymy do czego prowadzą ich decyzje. To bardzo sprawne kreacje.
Wspomniałam, że Kroon łączy obydwie książki, a jednak jest też tym, co je różni, bo w tym tomie przedstawia nam inną twarz, ulega pewnemu przeobrażeniu – jest coraz bardziej pogubiony w zależności od Zuzy, silny prokurator, który kurczowo trzyma się związku niesatysfakcjonującego. Dlaczego? Czego doświadczył w przeszłości, ze tak okropnie boi się zostać sam, coś zmienić?
No i jest jeszcze tajemniczy Propheta... tajemniczy nie za długo, szybko okazuje się, kto się za tą postacią kryje, jednak do samego końca nie jesteśmy pewni na co go stać. To mężczyzna, który wierzy, że on jest tym, który powinien ludzi nawracać, karać nieposłusznych, siłą udowadniać, że tylko ścieżka, którą on kroczy, mocno starotestamentowa, jest to jedyną prawdziwą. To głównie jego fragmenty nasycone są cytatami z Biblii, które bohater w pokrętny sposób interpretuje. Z nim wiąże się też niewielki wątek paranormalny, który akurat dla mnie był zbędny, wolę trzymać się rzeczy realnych, szczególnie w kryminale, jednak myślę, że jeśli będziecie o nim wiedzieć, to już spokojniej przyjmiecie jego obecność i nie powinno wpłynąć to na ocenę całości – w końcu to tylko naprawdę malutki fragment całej historii.
 
Intryga kryminalna swoją siłę po części kryje w budowie powieści – to, że czytelnik patrzy na wydarzenia w dwóch planach czasowych – tego, co jest teraz, czyli od września do grudnia oraz tego, co było, co jest powodem aktualnych wydarzeń. Powoli i systematycznie poznajemy charaktery postaci, ich poczynienia, dzięki czemu cala zagadka nabiera wyraźnych kształtów, jasności. Łącząc kilka wątków autor wprowadza pożądane zamieszanie – czy wszystko łączy się w całość czy może to osobne historie kryminalne? Atutem jest też rodzaj sprawy – tym razem Kroon nie prowadzi śledztwa w sprawie morderstwa, a wypadku samochodowego, co jak podkreśla sam autor, jest dużo bardziej wiarygodne, bo przecież prokurator zajmuje się różnorakimi wykroczeniami, nie tylko morderstwami. I dobrze, podobało mi się to – najważniejsze, że była zagmatwana, dobrze umotywowana zagadka do odkrycia! Historia może nie toczy się zawrotnym tempem, ale kilka razy solidnie zaskakuje i w warstwie kryminalnej i prywatnych losów postaci serii.
 
Ważną rolę serii odgrywa też miejsce zdarzeń: Gdańsk i Sopot, ulica Elektryków i stoczniowe żurawie w tle. Miasto oddane zostało jako żywe, tętnicę młodością, emocjami bardzo skrajnymi i poczuciem, że w letnią wakacyjną nadmorską noc można wszystko. Miejsce jest tłem, ale odpowiedzianym za klimat przede wszystkim wieczornych i nocnych scen.
 
Na koniec wspomnę jeszcze o jednym temacie, który wstrząsa czytelnikiem, który jest tematem może nie nowym, ale ciągle tak okropnie aktualnym, ciągle z tych, w których robi i mówi się za mało. Chodzi o przemoc w rodzinie, fizyczną i psychiczną, na którą nie reaguje otoczenie, sąsiedzi, a nawet pozostali członkowie rodziny – bo przecież tak musi być, to normalne, to nie ich sprawa. Jedna postać jednak się na to nie zgadza, jest bardziej świadoma tego, że każdy powinien żyć jak chce, na pewno nie kontrolowany przez innych, nie zależny do humoru innego człowieka. Coś z tym robi, coś, co powinni zrobić również inni. A jednak od najbliższych to ona obrywa, jakby zrobiła coś złego. To dobry przykład współuzależnienia, tego, że ofiara trzyma się swojego oprawcy, bo przecież lepsze zło znane, niż coś obcego, a ten, który krzywdzi, na pewno ma powód i na pewno się zmieni... Bardzo przejmujące, ale bardzo solidne przedstawienie problemu.
“Wyrazem kulturowej rewolucji naszych czasów jest przede wszystkim wrażliwość. Otwarcie się na drugiego człowieka, zrozumienie, że on także odczuwa, ma swoje potrzeby, poglądy, troski. Generacyjnie to właśnie milenialsi są najbardziej świadomi owej konieczności wzmożonej empatii. I choć owemu pokoleniu nie brakuje wad wrodzonych, na polu społecznej wrażliwości mogą zawstydzić swych przodków.”
Podsumowując, „Świat ci nie wybaczy” to kryminał, który z pewnością wyróżnia się na naszym rynku. Myślę, że potrzebuje od czytelnika trochę energii, trochę zaangażowania – w końcu skaczemy pomiędzy czasami i postaciami, więc nie wszystko jest podane na tacy, a przynajmniej nie od razu. Ja lubię takie kryminały, dla mnie to jak obietnica – im więcej z siebie dasz, tym więcej dostaniesz. Po raz drugi oczarował mnie niebanalny, uszczypliwy styl, w jakim autor pisze, a dygresje, które pełne są ciekawych komentarzy i spostrzeżeń sprawiły, że nieraz przytakiwałam albo prychałam śmiechem. Kreacje postaci są dopracowane, dynamiczne, zmienne, a intryga i klimat przemyślane. Dla mnie trochę za dużo było tego fanatyzmu religijnego w postaci Prophety, jednak sprawność, z jaką autor w tym temacie się porusza, też wzbudziła mój podziw. Może zagadka kryminalna ciut mocniej przypadła mi do gustu w tomie pierwszym, ale nie znaczy to, że ta mnie rozczarowała – była zajmująca, dobrze spędziłam z tym tytułem czas. Już czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak Koncept.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 28, 2023

Book tour z "Mów mi Kolt"!

Book tour z "Mów mi Kolt"!

Wakacje i lato powoli dobiegają końca, ale my, czytelnicy, mamy to szczęście, że lektury mogą nas przenieść w dowolne miejsce i czas - czemu by więc nie zostać w tym okresie ciepłym, lekkim, wakacyjnym? Debiut Michała Wagnera pt. "Mów mi Kolt" perfekcyjnie spełni te zadanie! Jestem pewna, że przy tym tytule będziecie się równie dobrze bawić zimą, co latem. Historia powieści przenosi nas do słonecznego Gdańska, do kolektywu dziennikarzy śledczych, w którym pracuje tytułowy Kolt, Teodor Kolt. I właśnie on wplątuje się w aferę, która może mu przynieść rozgłos w mediach lub... pozbawić go życia! To historia lekka, nawiązująca do dobrych starych filmowych komedii, idealna na kilka chwil solidnego relaksu. Więcej o niej znajdziecie w mojej recenzji - klik! oraz w wywiadzie z autorem książki - klik!, a teraz chciałam po raz kolejny ułatwić Wam sięgnięcie po ten tytuł - dzisiaj robimy to w formie akcji czytelniczej zwanej book tourem!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora oraz profil Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż już w środę popołudniu, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autora książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @ z_ksiazka_mi_po_drodze opinia - klik!
2. @marzenaguzior opinia - klik!
3. @mamazaczytana opinia - klik!
4. @po_prostu_o_ksiazkach opinia - klik! 
5. @just_to_books opinia - klik!
6. @ewa.katarzyna.k opinia - klik!
7. @milosniczka.kavy opinia - klik!
8. @mama_kochajaca_ksiazki (29.12-06.02)
9. @mirkowo3 
10. @niefikcyjna (książka jest tu od 27.02)
11. @ksiazka.dobra.na.wszystko
12. @i.krasnodebka
13. @ahywka_p
14. @poczytelna
15. @du_dzik94
16. @zaczytana_panna
17. @izabelawatola
18. @zaczytana_mama_40_
19. @srebrna_nutka

sierpnia 25, 2023

"Czwartkowy Klub Zbrodni" Richard Osman

"Czwartkowy Klub Zbrodni" Richard Osman

Autor: Richard Osman
Tytuł: Czwartkowy Klub Zbrodni
Cykl: Czwartkowy Klub Zbrodni, tom 1
Tłumaczenie: Anna Rajca-Salata
Data premiery: 23.08.2023
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 440
Gatunek: kryminał cozy crime
 
Richard Osman na polskim rynku raczej nie był osobą rozpoznawalną, całkiem inaczej rzecz się miała w Wielkiej Brytanii. To gwiazda telewizji, komik, który przez lata prowadził program rozrywkowy, teleturniej Pointless na BBC One – to coś jak Familiada, tylko trochę na odwrót, bo wygrywa ten, kto zdobędzie najmniejszą liczbę punktów. Oczywiście poza tym programem Osman angażował się również w inne produkcje, jednak dopiero po przekroczeniu 50tki zdecydował się zadebiutować na rynku książki. I zrobił to równie spektakularnie! W 2020 roku ukazał się jego debiut, pierwszy tom serii kryminałów cozy crime pt. „Czwartkowy Klub Zbrodni”. Szybko zdobył listy bestsellerów, sprzedał się w ponad 4,5 milionowym nakładzie. U nas, na polskim rynku książka pojawiła się po raz pierwszy chwilę później, pod koniec roku 2020 pod skrzydłami Wydawnictwa Muza i tytułem „Morderców tropimy w czwartki” (recenzja – klik!). Osman po debiutancki sukcesie co roku wydawał kolejny tom, jednak nam przyszło poczekać dłużej – dopiero trzy lata później, kiedy stery przejęło Wydawnictwo Agora, ma ukazać się u nas cała seria. I to w tempie ekspresowym, bo już we wrześniu premierę będzie miał tom drugi pt. „Człowiek, który umarł dwa razy”, a pod koniec października ma ukazać się tom trzeci pt. „Kula, która chybiła”. Na rynku angielskim w tym czasie wydany ma zostać tom czwarty, więc kto wie, może i tego tłumaczenia się wkrótce doczekamy. Ja z pewnością z przyjemnością sięgnę po każde z nich!
 
Historia „Czwartkowego Klubu Zbrodni” toczy się w Coopers Chase, luksusowym osiedlu dla seniorów, które położone jest w miejscu bardzo urokliwym – na wzgórzu, w okolicy starego klasztoru, w otoczeniu drzew i stawów. Tam mieszka czwórka głównych bohaterów: Joyce, Elizabeth, Ibrahim i Ron. To członkowie Czwartkowego Klubu Zbrodni, który zapoczątkowała Elizabeth wraz ze swoją przyjaciółką Penny, byłą policjantką, z którą w imię dobrej zabawy i poczucia sprawiedliwości co czwartek przyglądały się starym sprawom kryminalnym, które nigdy nie zostały rozwiązane. Teraz jednak, kiedy ktoś morduje jednego z udziałowców osiedla, mężczyznę-budowlańca, którego chwilę przed śmiercią emeryci widzieli kłócącego się z właścicielem, postanawiają, że pomogą policji i przyjrzą się sprawie. Tym bardziej, że szybko okazuje się, że syn jednego z nich może być w te śledztwo wplątany... Czy faktycznie Czwartkowy Klub Zbrodni rozwiąże zagadkę śmierci szybciej niż policja? Ze znajomościami Elizabeth, wiedzą Ibrahima, bystrością Rona i umiejętnością łagodzenia konfliktów Joyce wcale nie jest to wykluczone...
„Kilka kieliszków wina i zagadka. Spotkanie towarzyskie i drastyczne szczegóły. Trudno o lepszą rozrywkę.”
Historia rozpisana jest na dwie tytułowane części składające się w sumie na 115 króciutkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego przez narratora wszechwiedzącego, który naprzemiennie obserwuje seniorów, policję, właściciela ośrodka i księdza oraz przez Joyce w narracji pierwszoosobowej, która swoje wrażenia postanowiła spisywać w formie pamiętnika. Styl powieści jest prosty i lekki, delikatnie zabawny, utrzymany w ciepłym, przyjemnym tonie. Językowo książka jest dobrze wyważona, tak że swoim klimatem nasuwa na myśl stare powieści detektywistyczne.
 
Bo tutaj, jak na współczesne cozy crime przystało, zbrodnia nie jest krwawa i najczęściej dokonuje się poza sceną. Historia oparta jest na sprycie i dedukcji głównych bohaterów, którzy nieraz pakują się w trakcie śledztwa w dziwnie zabawne sytuacje. Tutaj, w roli głównych postaci, Osman osadził emerytów i był to prawdziwy strzał w dziesiątkę – z jednej strony lekceważeni przez resztę społeczeństwa, z drogiej pełni doświadczeń i szanujący każdy kolejny dzień, mogą niezauważeni tropić ślady, które inni przeoczyli. Kreacje tych postaci są na wysokim poziomie – każdy z nich ma swój wkład w historię, razem faktycznie są w stanie skutecznie działać. Joyce to była pielęgniarka, Ron działacz związkowy, Ibrahim psychiatra, a Elizabeth... działała w zawodzie, który objęty jest ścisłą tajemnicą, jednak jej ogromne znajomości i ilość krajów Europy i nie tylko jakie odwiedziła w czasie swoich tajnych misji, mówią same za siebie. Każdy z nich narysowany jest lekką kreską, w sposób delikatnie komediowy, jednak pod tym kryją się ciekawe spostrzeżenia dotyczące natury przemijania.
 
I właśnie ta możliwość spojrzenia na życie z innej perspektywy, jest w powieści bardzo cenna. Patrzymy na świat oczami postaci, które teraz już nic nie muszą, które mogą spędzać dni tak jak chcą, jednak cały czas ze świadomością, że zostało im na to niewiele czasu, bo kto wie kiedy dopadnie ich śmierć czy niepełnosprawność – szczególnie ta umysłowa, zarówno Elizabeth jak i Ibrahim są przerażeni, że ich sprawność intelektualna drastycznie spaść. I tak zderzamy się z ich obawami, które są charakterystyczne dla tego wieku, ale i z innym podejściem do życia – dla nich przecież każdy dzień jest cenny. Chcą tę resztkę czasu spędzić wykorzystując go w pełni, a równocześnie dbając, by tego czasu nadal jeszcze trochę mieć. W skrócie propagują podejście do życia, którego i my powinniśmy się uczyć – by nie marnować czasu, żyć tu i teraz, w poszanowaniu dla innych i samych siebie. To cenna lekcja.
„Przed laty wstawali wcześnie, bo czekało ich dużo pracy, a dzień miał tak mało godzin. Teraz zrywają się o świcie, bo tyle jest do zrobienia, a tak niewiele dni im zostało.”
Poza seniorami przyjemnymi postaciami są też policjanci – Donna i Chris, którzy często rozmyślają nad tym czy są sami czy samotni. Donna to młoda czarnoskóra kobieta, która przeniosła się na ten mały posterunek z Londynu, by uciec przede dawną miłością, teraz, wykonując nudne obowiązki, trochę tego żałuje. Chris to pokolenie środkowe, mężczyzna około 50letni, który dbanie o siebie przekłada zawsze na kolejny dzień... Obydwoje sprytni, jednak czy tak sprytni jak nasi staruszkowie? 😉
 
Takim trochę czarnym charakterem jest właściciel osiedla – planuje rozbudowę, ale kompletnie nie dbając o komfort staruszków, a jedynie chcący wzbogacić się jak najwięcej. Dla niego nic nie jest święte (no, może prócz niego samego...), liczy się tylko pieniądz. I z tego powodu też pokłócił się z zamordowanym, wydaje się również, że kto jak kto, ale to właśnie on mógłby być skłonny w imię własnego interesu zabić. Z nim powiązana jest też postać innego budowlańca, złotej rączki Bogdana, który w historię wprowadza polski akcent.
 
Intryga kryminalna zbudowana jest skrupulatnie i nieszablonowo, w taki sposób, który rzadko w kryminałach spotykamy. Prowadzona jest sprawnie, ze skupieniem na detale, informacje, które zdobywają seniorzy, które nieraz zaskakują. Jednak to finał przynosi największe zdziwienie, jest słodko-gorzki, a mimo komediowego wydźwięku książki, również lekko smutny. Nieoczywisty, to chyba najlepsze określenie.
„Ludzie, bez względu na to, co mówią głośno, uwielbiają czytać o morderstwach (...).”
Na koniec jeszcze trochę o miejscu – Coopers Chase przedstawione jest sielsko, uroczo. To chyba nic dziwnego, skoro jest to osiedle luksusowe, dla seniorów, których stać na ładne mieszkania i nieodmawianie sobie przyjemności. Tam czas płynie inaczej – ludzie są sobie chyba bliżsi niż gdziekolwiek indziej, bo mają dla siebie czas. Wspierają swoje zainteresowania, często spotykają się na partyjkę szachów czy posiadówkę przy dobrym winie. Nikt tam się nie spieszy, każdy zdaje się skupiać na tym, by czuć się dobrze, dbać o siebie i korzystać z towarzystwa ludzi w podobnym wieku, z którymi doskonale się dogaduje. Czy to utopia? Po części pewnie tak, ale cozy crime pozwala na stworzenie takiego uroczego i bezpiecznego miejsca.
 
Podsumowując, nie dziwię się popularności tego tytułu na rynku angielskim i myślę, że i u nas ma szansę dobrze się zadomowić. "Czwartkowy Klub Zbrodni” to kryminał z jednej strony zabawny i ciepły, z drugiej mówiący o tematach, o których pamiętać powinien każdy z nas. Przyjemne kreacje postaci, różne, a jednak malowane dosyć komediową kreską, subtelny humor i intryga kryminalna poprowadzona w sposób nieoczywisty sprawiają, że ciężko się od lektury oderwać. Spędziłam z tym tytułem naprawdę przyjemne kilka godzin i już nie mogę doczekać się premiery tomu drugiego! Seniorzy z Coopers Chase skradli moje serce 😉
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Agora.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 24, 2023

"Jedziemy z matką na północ" Karin Smirnoff

"Jedziemy z matką na północ" Karin Smirnoff

Autor: Karin Smirnoff
Tytuł: Jedziemy z matką na północ
Cykl: saga rodziny Kippów, tom 2
Seria: Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tłumaczenie: Agata Teperek
Data premiery: 17.05.2023
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 384
Gatunek: literatura piękna
 
Karin Smirnoff należy do grona pisarzy, którzy długo dojrzewali do swojego debiutu literackiego, choć to właśnie pisanie od zawsze było tym, co chciała robić. I trochę robiła, bo przez wiele lat pracowała jako dziennikarka, w międzyczasie pobierała różne pisarskie kursy. Jednak to dopiero ten na Uniwersytecie w Lund przełamał jej literacką barierę – by się na niego dostać, musiała napisać rozdział powieści, która później przerodziła się w jej debiut i początek sagi rodziny Kippów pt. „Pojechałam do brata na południe” (recenzja – klik!). Książka od razu zachwyciła czytelników i krytyków na rodzimym rynku autorki, polscy czytelnicy musieli na podzielenie tego zachwytu chwilę poczekać – tom pierwszy ukazał się u nas cztery lata później, w 2022 roku. Sama sięgnęłam po niego szybko po jego wydaniu i z niecierpliwością czekałam na tom drugi – to znowu trwało rok, ale w końcu jest!
 
Historia „Jedziemy z matką na północ” toczy się chwilę po wydarzeniach z tomu pierwszego. Jana i jej brat bliźniak, zwany przez nią brorem właśnie zostali wezwani do ośrodka, w którym ostatnie lata życia spędzała ich matka. Teraz przyszedł koniec, a jej ostatnią wolą było, by wieczny spoczynek spędzić na cmentarzu wioski, w której się wychowała – na północy, w Kukkojärvi, w małej zamkniętej społeczności. Jana i bror, mimo krzywd jakich doznali z jej winy, nie wahają się ani chwili – jadą z nią na północ, z zamiarem złożenia jej do grobu i szybkim powrotem. Jednak na miejscu plany się zmieniają – okazuje się, że spora część wioski to ich rodzina, która chce ich poznać. Zatrzymują się więc u jednego z kuzynów Jussiego i coraz mocniej wsiąkają w tak zwaną wspólnotę, która niebezpiecznie zbliża się na współczesnego pojęcia sekty. Jana szybko to dostrzega, niestety bror nie – jemu podoba się tam coraz bardziej, zaczyna nawet zastanawiać się nad porzuceniem dotychczasowego życia w Smalånger i pozostaniem we wspólnocie. Czy to w tym miejscu ich drogi się rozejdą? Czy Jana tak po prostu może pozwolić bratu zostać?
„Marta przedstawiła się. Jesteśmy kuzynkami.
Nie jesteśmy do siebie podobne.
Fakt powiedziała ale może mamy podobne wnętrze.”
Książka składa się z 63 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest z perspektywy Jany w pierwszej osobie czasu przeszłego, gdy mowa o aktualnych wydarzeniach. Historia przeplatana jest retrospekcjami z dzieciństwa Jany, które pisane są również z jej perspektywy, ale w czasie teraźniejszym i stylem bardziej rwanym. W tekście znajduje się również list matki bliźniąt, który opowiada jej historię – jak na list przystało, pisaya jest w pierwszoosobowej narracji, ale też innym stylem. Bo wyjaśnienia wymaga styl, w jakim pisana jest większa część tej powieści, ta właściwa, tocząca się aktualnie. Tekst pozbawiony jest znaków interpunkcyjnych prócz kropek na końcu zdania, dużych liter, prócz tych, które zdanie rozpoczynają. Imiona i nazwiska pisane są razem, nazwy własne z myślnikami, dialogi pozbawione są myślników. Z pewnością na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne, taki tekst pisany jednym ciągiem z pominięciem interpunkcji, ale zaskakująco szybko łapie się rytm i przestaje się zauważać brak tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, co nakazują wymogi gramatyczne.
„Nie lubię strachliwych ludzi dodał. Świat jest ich pełen. Takich którzy walą na oślep we wszystkich kierunkach a potem podkulają ogon jeśli napotkają opór.”
Myślę, że w tym wypadku możemy mówić o prozie eksperymentalnej, a gdzie jest na nią lepsze miejsce niż w literaturze pięknej? Styl powieści jest surowy, emocje opisywane są skąpo, raczej czytelnik czuje je w domyśle, czyta je między wierszami, gdyż historia, która jest opowiedziana, mimo że pisana prostym, zwyczajnym językiem, jest przerażająca i smutna, a czytelnik bardzo szybko zaczyna to odczuwać. Może dzięki temu zwyczajnemu językowi historia szokuje jeszcze bardziej?
Wspomniałam o innym stylu przy listach matki bliźniaków – tu wracamy do zasad gramatycznych, jest interpunkcja, są wielkie litery. Przez to nasuwa się pytanie – czy inność stylu, sposobu narracji Jany nie wynika z tego, że i ona czuje się inna, niepasująca do innych, do normalnego życia?
„Na tym polegało przebaczenie. Na zdaniu sobie sprawy że nie da się w niej wskrzesić poczucia winy i obrócić go w proch.”
Ten tom, ta historia opowiada o pokoleniach patologii, na którą ślepi są wszyscy wokoło. Jana wspominając swoje dzieciństwo raczej nie opisuje za wielu szczęśliwych chwil, a opowiada o tym, jak molestował ją jej własny ojciec, jak bił brata, a matka po prostu na to wszystko przywalała. W listach matki teraz dzieci mogą zrozumieć jej stronę – to ona opowiada swoją historię, tłumaczy skąd jej obojętność. Szkopuł w tym, że listy kierowane są nie do nich, do jej pokrzywdzonych, naznaczonych dzieci, a do córki, którą urodziła jeszcze jako nastolatka. No i czy swoimi traumatycznymi przeżyciami chyba nie do końca może wytłumaczyć, że swoim dzieciom, robiła później to samo, co kiedyś robiono jej? Wygląda jednak na to, że Janie poznanie tej historii przynosi niejakie pogodzenie się z przeszłością, w końcu sama może zacząć chcieć, a przynajmniej spróbować...
„Takim oto sposobem nasze geny przekazywano dalej. Wzmocnione genami innych nam podobnych.”
Historia współczesna również nie jest za wesoła. Po pierwsze przyglądamy się uważnie chwytom, trikom, jakie stosuje się w sekcie, do kontrolowania innych. Jest postać pastora, który szanowany, umiłowany przez społeczeństwo, pod płaszczykiem swojej funkcji wcale nie okazuje się tak dobry, na jakiego się kreuje. Wspólnota jest odcięta od reszty świata, panują tam żelazne zasady, każdy na swoją funkcję, które nam kojarzą się raczej z czasami .. średniowiecza. A jednak ci, którzy żyją w ten sposób, wspólnoty nie krytykują – tylko czy nie jest to po prostu podyktowane strachem, a nie faktyczną wiarą w propagowane przez nią zasady?
„Dlaczego nie wolno tu czytać spytałam i odkręciłam szybę żeby wpuścić powietrze.
Bo czytanie rozwija odparł jussi. Temu kto czyta mogą przychodzić do głowy osobliwe pomysły.
I może opuścić wspólnotę dodałam.”
Pomiędzy tym wszystkim Jana próbuje dojść ze swoim życiem do ładu. To kobieta mocno poraniona tym, co spotkało ją w dzieciństwie, która nigdy sobie z tym nie poradziła. W poprzednim tomie podjęła pierwszą próbę, teraz jej przemiana zachodzi głębiej. Bo Jana tak naprawdę jest dobrym człowiekiem, czułym na krzywdę innych, ale jednak nie potrafi tego okazywać tym, którzy faktycznie coś dla niej znaczą. Kiedy relacja się pogłębia, Jana ucieka, chowa się w sobie. Tylko czy całe życie naprawdę można uciekać? W tej wiosce poznaje człowieka dobrego, który choć niepozbawiony własnych ran, jest gotowy ułożyć sobie z nią życie. Czy jednak ona kiedykolwiek będzie na to gotowa?
„Dla mnie wdzięczność nie była kwestią filozoficzną. Dziękowanie za to że cielak mnie polizał albo tyttö trąciła nosem wydawało mi się oczywiste. Trudniej przychodziło mi dziękowanie drugiemu człowiekowi. Ludzie oczekiwali czegoś w zamian. Uwarunkowywali swoje czyny. Zwierzęta po prostu były.
Bror jest trochę jej przeciwieństwem – ona twarda, on miękki, nagina się do woli innych. W pierwszym tomie, przy pomocy Jany, jakoś wyszedł na prostą, tu znowu zaczyna się gubić. Choć może nie, może dla niego życie we wspólnocie to miejsce właściwe? Czy Jana powinna pozwolić mu zostać? Ich więź zdaje się słabnąć, choć ciągle dokańczają za siebie zdania, to zdają się chcieć czego innego...
„(...) zawsze jesteś tak cholernie silna. Jakby to co się dzieje nie miało na ciebie żadnego wpływu. Po prostu otrząsasz się z tego i stajesz na nogi. Nie jestem taki jak ty. Dobrowolnie się kładę i czekam aż ktoś mnie podniesie.”
Historia toczy się na głębokiej północy, gdzie natura jest równie dzika i surowa co ludzie. Panuje szwedzka zima, trwają noce polarne. A jednak postacie, jak i czytelnik znajdują jakieś pocieszenie w tej niezmienności natury, tym, że cokolwiek by się nie działo, ona toczy się stałym rytmem, jej długowieczność zapewnia, że cokolwiek się stanie, świat nadal będzie. Ona jest stała, to ludzie przemijają. Czy zatem nie warto w końcu zacząć żyć?
„Im dłużej szłam tym krok stawał się lżejszy. Jakby las chciał mi o czymś powiedzieć. Zapomniałam ile wybacza. Jak drzewa dodają otuchy głaszcząc rękami plecy smutnej jannykippo.”
O „Jedziemy z matką na północ” dziwnie trudno mi się pisze – nie dlatego, że książka mi się nie podobała, wręcz przeciwnie, po raz kolejny jestem zdziwiona i zachwycona stylem autorki (a i pewnie tłumaczki). Więc może dlatego, że porusza temat okrucieństwa, jakim częstują najbliżsi, co dla większości z nas jest niepojęte. To historia o ludziach skrzywdzonych, których krzywdy ciągną się od pokoleń... Czy ten przeklęty krąg da się kiedyś przerwać? A może człowiek skazany jest na powielanie błędów swoich przodków? Czy mimo traum, mimo krzywd, może wybaczyć, zaakceptować i nauczyć się żyć w pełni, szczęśliwie? Saga Kippów to powieści niezwykle, zaskakujące i nowatorskie, już nie mogę się doczekać wydania tomu trzeciego! A tymczasem polecam dwa pierwsze– da się je czytać oddzielnie, choć dla zrozumienia historii głównej bohaterki warto czytać we właściwej kolejności. W końcu przebywanie z taką prozą to niesamowite przeżycie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 23, 2023

"Rey Blanco. Biały Król" Juan Gómez-Jurado - recenzja premierowa

"Rey Blanco. Biały Król" Juan Gómez-Jurado - recenzja premierowa

Autor: Juan Gómez-Jurado
Tytuł: Rey Blanco. Biały Król
Cykl: Antonia Scott, tom 3
Tłumaczenie: Barbara Bardadyn
Data premiery: 23.08.2023
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 512
Gatunek: kryminał / thriller
 
Hiszpański autor literatury kryminalnej Juan Gómez-Jurado na naszym rynku obecny jest już od kilkunastu lat – dokładnie od roku 2006, kiedy to swoją polską premierę miała powieść „Szpieg Boga”. W przeciągu dekady ukazały się jeszcze jego cztery książki, wszystkie pod skrzydłami Wydawnictwa Sonia Draga. Sama jednak o twórczości usłyszałam dopiero na początku tego roku, kiedy to Wydawnictwo SQN ogłosiło, że w przeciągu kilku miesięcy wyda całą trylogię z Antonią Scott, która stała się hitem międzynarodowym. I przyznam, że wcale mnie ta popularność nie dziwi – już pierwszy tom zachwycił mnie stylem i pomysłem na historię, teraz po przeczytaniu tomu trzeciego, mogę przyznać, że to jedna z najspójniejszych i oryginalnych zagranicznych serii, jakie miałam okazję czytać!
Na trylogię składają się: „Reina Roja. Czerwona Królowa” (recenzja – klik!), „Loba Negra. Czarna Wilczyca” (recenzja – klik!) i „Rey Blanco. Biały Król”. Jednak całe Uniwersum Czerwonej Królowej jest szersze – zaczyna się wydanym u nas w 2016 „Pacjentem” i jeszcze jednym nieprzetłumaczonym na polski tytułem, a po trylogii autor wydał już dwie kolejne historie – tzn. druga będzie miała hiszpańską premierę pod koniec tego roku. Przyznam, że po zapoznaniu się z trylogią, i tych powieści jestem ogromnie ciekawa, mam nadzieję, że i one zagoszczą na naszym rynku!
 
Tom trzeci trylogii „Rey Blanco. Biały Król” to finalna rozgrywka pomiędzy Antonią, a tym, który ją skrzywdził, a więc uruchomił całą czteroletnią lawinę zdarzeń, nieuchwytnym Białym Królem, panem White’em. Rozpoczyna się od pościgu za furgonetką, w której uciekają porywacze Jona, inspektora, który jest tak zwanym giermkiem Antonii. Niestety, mimo całej mocy Mentora i wspomagającej go ekipy, niewiele mogą zdziałać – furgonetka ucieka, Jon jest już w rękach pana White’a. Po co go porwał? Czego chce od Antonii? I dlaczego współpracuje z Sandrą, zagorzałą przeciwniczką Antonii? A to dopiero tak naprawdę początek pytań... Najważniejsze jest jednak: jak zakończy się ta nierówna rozgrywka?
„To się właśnie dzieje z kontrolą: nie działa tylko w jedną stronę. Żeby pociągnąć za sznurki marionetki, musisz przywiązać je do własnych palców. I pewnego dnia może się okazać, że marionetka też zaczyna za nie pociągać.”
Książka rozpisana jest na prolog, cztery tytułowane części i epilog. Każda z nich składa się z króciutkich numerowanych tytułowanych rozdziałów. To znaczy numerowane są te, które opisują historię toczącą się aktualnie, pomiędzy nie wplątane są retrospekcje, rozdziały o początkach programu Czerwonej Królowej, które są tytułowane, ale nie numerowane. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego przez narratora wszechwiedzącego, który podąża głównie za Antonią i Jonem, ale zdarza mu się też opisać fragmenty z perspektywy kogoś innego jak np. Mentora czy wmieszanego w część spraw policjanta. Narrator jest wszechwiedzący i bardzo skrupulatnie to wykorzystuje – nieraz daje czytelnikowi znać, że wie co się wydarzy, zna dokładnie myśli postaci, ich prawdziwe emocje, które często w sobie tłumią. Z nim bezpośrednio łączy się styl, w jakim pisana jest powieść – a ten jest wybitnie dobry i oryginalny. Mnie nieprzerwanie od tomu pierwszego kojarzy się z narratorem filmów kryminalnych mocno podszytych czarnym humorem – narrator nieraz dosadne komentuje, nawiązuje do popkultury, trochę ironizuje, lekko wyśmiewa, opisuje historię dokładnie, w sposób gawędziarski.
„Jeśli cię zabije, to podczas próby ratowania ci życia. Nie możesz wybrzydzać.”
W tym tomie zwróciłam też uwagę na dzieło tłumaczki, mianowicie na żeńskie formy zawodów – tłumaczka konsekwentnie ich używa, co świetnie wpisuje się w nowoczesne nastawienie narratora powieści. Całość czyta się naprawdę wyśmienicie!
„(...) zrobienie z kogoś człowieka kosztuje całe życie ciężkiej pracy; skończenie z nim – zaledwie delikatnego pociągnięcia za spust.”
Cała seria ma bardzo filmowy klimat, narrator umiejętnie to spowalnia, to znowu przyspiesza akcję przez sposób, w jaki ją opisuje – np. w czasie pościgu czy walki opisuje wszystkie gesty czy trajektorię przedmiotów, co daje świetny efekt znany nam dobrze z kina. Nie da się więc tu mówić o typowo poważnym kryminale, to raczej kryminał podszyty czarnym humorem sięgający chętnie do kontraktowych motywów znanych z komiksów czy filmów o superbohaterach.
„- Na miłość boską, Peter – gani go babcia Scott. – Ta kobieta ci mówi, że zrobi wszystko, co w je mocy. Chcesz mieć gwarancję, to kup sobie toster.”
Intryga kryminalna jest w sumie dosyć prosta – pan White daje Antonii zagadki do rozwiązania, ona jest rozwiązuje. Dopiero koniec historii przynosi spore twisty fabularne i zaskoczenia. Nie znaczy to, że historia z początku jest nudna – wręcz odwrotnie, od początku mocno ciekawi, bo zagadki to historie kryminalne, które wraz z Antonią musimy dokładnie prześledzić. Akcja toczy się przyjemnie szybkim tempem, bohaterowie są cały czas w ruchu, cały czas walczą z różnymi zagrożeniami bardziej czy mniej realnymi, wewnętrznymi i zewnętrznymi. Te lekkie podkolorowane, stworzenie historii mocno kontrastowej, gdzie podział jest jasny: na dobrych i złych, świetnie pasuje do ogólnego charakteru powieści, doskonale zgrywa się w całość.
„W prawdziwym świecie jest całe mnóstwo idiotów, którzy uważają się za inteligentnych, zdolnych trenować reprezentację piłki nożnej, przeprowadzić operację na otwartym sercu i rozwiązać problem imigracji. W każdym z tych tematów w ciągu kilku minut wydają niezaprzeczalne opinie. Osoby naprawdę inteligentne wątpią we wszystko i we wszystkich, ale przede wszystkim wątpią w same siebie.”
Tym razem historia toczy się w Madrycie, częściowo w tajnej bazie projektu Czerwona Królowa, częściowo na ulicach, w mieszkaniach, domach wolnostojących, wieżowcach. Podejrzewam, że spora część miejsc ma swoje odbicie w świecie realnym, to jednak temat do sprawdzenia na miejscu.
„Świat jest o wiele łatwiejszy, kiedy jesteś idiotą, ponieważ jednym z pożytków bycia idiotą jest to, że nie wiesz, że nim jesteś.”
A jak z postaciami? Znowu postawione są w sytuacjach skrajnych, wzbudzających wiele emocji. W tym tomie sięgają już apogeum, gdyż przychodzi im walczyć o tych, których kochają. Jon to postać przeurocza, wielki facet, który ma charakter milusiej przytulanki, który nauczył się świetnie rozpoznawać nastroje Antonii i nieraz nawet lepiej do niej wie, co jest dla niej dobre.
„Możliwe, że w środku Jon jest wrażliwy i słodki, wyłożony miękką wyściółką w kucyki pony, ale na zewnątrz wciąż jest baskijskim policjantem. A baskijscy policjanci nie płaczą przy obcych. Ani przy swoich.”
A Antonia w końcu staje na nogi. Nie ulega słabościom, wierzy w swoją siłę, jest niezłomna i chce walczyć do końca. Jej przemiana jest ogromna, w tomie pierwszym przecież nic tak naprawdę nie miało dla niej znaczenia.
„Dla innych osób obietnica złożona w takim momencie jak ten to tylko słowa. Nie dla Antonii Scott. Dla Antonii obietnica to umowa. Umowa, za którą – jeśli się z niej nie wywiąże – i tak zapłaci. Poczuciem winy i wyrzutami sumienia – walutą inflacyjną.”
Ich przeciwnicy, złe charaktery to pan White i Sandra. Dwa przebiegłe typy, psychopaci pozbawieni emocji, a zatem czy widzący więcej? Pan White długo pozostaje tajemnicą, jednak w przez sporą część tomie to Sandrę poznajemy dużo lepiej.
„Trzy pary, które pozorują, że siebie słuchają, podczas gdy tak naprawdę przeglądają Instagram, dwóch hipsterów udających, że piszą powieść na swoich MacBookach, psychopatyczny morderca. Tego ostatniego najłatwiej rozpoznać, ponieważ jako jedyny – zamiast urządzenia elektronicznego – trzyma w ręku papierową książkę.”
Mimo otoczki filmowej czarnej komedii, książka i tak zmusza do refleksji. Narrator często rzuca hasła ogólne, które wypadają bardzo uniwersalne, świetnie uchwycone spostrzeżenia na temat życia i charakterów ludzi. Głównym jednak tematem jest pytanie: jak daleko człowiek może się posunąć w imię miłości, co zrobi, by ochronić swoich bliskich? Czy w ogóle jest jakaś nieprzekraczalna granica?
„To jest właśnie piękne w pewności. Karmi nas poczuciem ulgi.”
Podsumowując, „Biały Król” to godny finał świetnej kryminalnej serii, ostatnia wielka rozgrywka, która przynosi wyjaśnienie wszystkich niewiadomych, która nieraz zaskakuje i wzbudza ogromne emocje. To historia mocno dynamiczna, bardzo filmowa, z rewelacyjnym narratorem, który dzięki swojemu gawędziarskiemu stylowi, nadaje całej historii właściwego tempa - nie za wolno, nie za szybko, cały czas z oczkiem puszczonym do czytelnika. Nie wiem czy autor pisze wszystkie swoje książki w taki sposób, ale przyznam, że trylogia z Antonią Scott naprawdę mnie zachwyciła – to coś niesamowicie oryginalnego na rynku książki!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem SQN.



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!