czerwca 23, 2021

"Złap mnie, jeśli umiesz" Alek Rogoziński

"Złap mnie, jeśli umiesz" Alek Rogoziński

 

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Złap mnie, jeśli umiesz
Cykl: Róża Krull, tom 5
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
 
„Złap mnie, jeśli umiesz” to piąty tom cyklu o pisarce Róży Krull, autorce kryminałów, która ma dar wplątywania się w zbrodnie. Autorem cyklu jest Alek Rogoziński, który od 2015 roku niestrudzenie dostarcza nam dużą dawkę komedii kryminalnych, ta jest już jego dziewiętnastym tytułem. Od pewnego czasu autor zajmuje się już tylko pisaniem książek, publikując średnio cztery tytuły rocznie. W premierze z lutego pt. „Miasteczko morderców”, moim zdaniem jednej z najlepszych jego książek, w epilogu mieliśmy już zapowiedź fabuły „Złap mnie, jeśli umiesz”. Nie znaczy to jednak, że książek nie da się czytać oddzielnie, równie dobrze zapoznanie z Różą można zacząć tak samo do tomu piątego, jak i pierwszego 😉
 
Fabuła powieści zaczyna się w wieczór wigilijny w Kocierzynie, rodzimej wiosce gosposi Róży, którą wspólnie odwiedzili kilka dni wcześniej, by rozwiązać zagadkę z „Miasteczka morderców”. Po wieczerzy Róża z Barbarą, córką gosposi, wychodzą przed domek zaczerpnąć świeżego powietrza. I tam przy furtce natykają się na Dolores, świnkę okolicznej diwy Andżeliki. Dolores, przyjazna ludziom, daje się pogłaskać, przez co Róża odkrywa, że zwierzę na swoim futerku ma krew… Czyją? Róża razem z Barbarą i Pepe postanawiają pójść śladami świnki pewni, że na ich końcu się tego dowiedzą. Barbara w chwili gdy orientuje się, że ślady prowadzą do nawiedzonego Dworku pod Dębami, wraca do domu pod pretekstem odprowadzenia Dolores, za to pozostała dwójka nieustraszenie prze do przodu… Na miejscu oczywiście znajdują zwłoki. Czyje? Czy to było morderstwo a może… złe duchy Dworku? Róża, mimo obietnic, że nie będzie się mieszać do śledztwa, oczywiście nie może się powstrzymać i razem z dziennikarką Manuelą postanawiają odkryć, kto za tym wszystkim stoi.
 
Książka składa się z prologu, czternastu tytułowanych rozdziałów oraz epilogu zapowiadającego, co znajdziemy w tomie szóstym przygód Róży. Całość oczywiście poprzedzona jest spisem postaci, które pojawiają się w książce i już sam naładowany jest humorystycznie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, i choć oczywiście największa uwaga poświęcona jest Róży, to i od czasu do czasu przygląda się też innym postaciom powieści. Styl jak zawsze jest lekki i przyjemny, skupiony na zagadce i pełen zabawnych dialogów. Nie można w tym tomie nie zwrócić uwagi na prolog, którego akcja toczy się w roku 1794 – język w jakim jest pisany stylizowany jest na staropolski w dosyć prześmiewczo-uroczy sposób, tak, że nie sposób się nie śmiać! Ogólnie książka pełna jest humoru, oczywiście dużo znajdziemy go już w samych dialogach postaci, jak i komentarzach do wydarzeń, ale najwięcej jest go chyba tu w żartach sytuacyjnych, kiedy to zbiegi okoliczności i zdolność Róży do pakowania się w tarapaty doprowadzają do naprawdę absurdalnych sytuacji. W jednej z nich kluczową rolę odgrywa świnia – nie mogę zdradzić nic więcej, bo to jedna z ostatnich scen, ale była ona tak obrazowo opisana, że dokładnie wszystko to widziałam w swojej wyobraźni i wręcz popłakałam się ze śmiechu! Tak samo nie zapomnę rewelacyjnej kreacji Pepe w urodzinowy wieczór gosposi Cecylii oraz jej modłów do pewnego obrazu… To trzy sceny zdecydowanie zasługują na oklaski!
 
Oczywiście, prócz zabawnych sytuacji, znajdziemy tu też całkiem zgrabną intrygę kryminalną, która swoimi początkami sięga właśnie roku 1794. Mamy tu nawiedzony dworek, stare dokumenty, białe damy i tym podobne klimatyczne zabiegi, które sprawiają, że śledztwo prowadzone przez Różę naprawdę wzbudza ciekawość! Autor sprytnie wykorzystuje też afery, o których swego czasu głośno było w naszej polskiej rzeczywistości i wplata je w swoją intrygę. Mimo że tym razem części zagadki się domyśliłam, to i tak bawiłam się przy niej prześwietnie!
 
Na koniec oczywiście muszę też wspomnieć o fajnych kreacjach postaci, jak choćby podejrzana narzeczona zamordowanego, prokurator, który jest miłośnikiem książek Róży czy ksiądz proszący o autograf 😊
 
Podsumowując, „Złap mnie, jeśli umiesz” to książka krótka, ale niezwykle zabawna. Odludny Kocierzyn, stary dworek, w którym podobno straszy, charakterni bohaterowie i masa humoru zawarta w wydarzeniach i dialogach sprawiają, że książka jest naprawdę ciekawa, klimatyczna i mocno poprawiająca nastrój. Szkoda tylko, że nie było w niej tak dużo wątków dotyczących jedzenia jak w „Miasteczku morderców”, choć i tak na to narzekać nie mogę, bo pojawiało się tu kilka nie tylko podlaskich przysmaków, ale i tradycyjnych potraw wigilijnych! Oczywiście już teraz czekam na kolejną książkę autora, a z tego co zapowiedział epilog, będzie się tam znowu dużo działo! Już teraz jestem ciekawa!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

czerwca 22, 2021

"Śpiewaczka" Maciej Klimarczyk

"Śpiewaczka" Maciej Klimarczyk

 

Autor: Maciej Klimarczyk
Tytuł: Śpiewaczka
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 288
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Maciej Klimarczyk na co dzień jest psychiatrą, seksuologiem i biegłym sądowym. Pisze artykuły do pracy, prowadzi własny kanał na YouTube, udziela się w telewizji jako ekspert. W 2011 został współautorem książki popularnonaukowej, teraz przyszedł czas na jego debiut literacki – thriller psychologiczny pt. „Śpiewaczka”.
 
Fabuła powieści zaczyna się jak rasowy kryminał – od sceny morderstwa. Dopuszcza się go utalentowana primadonna opery bydgoskiej Eliza Kantecka. Ofiarą pada starszy pan, antykwariusz, Witold Kruger. Morderstwo jest przemyślane, solidnie przygotowane, tu nie ma miejsca na pomyłki. Co dziwne, kobieta po popełnieniu zbrodni nie ucieka. Czeka dobrych kilka godzin w mieszkaniu ofiary, po czym dzwoni na policję. W momencie aresztowania twierdzi, że nie pamięta nic z tego, co się wydarzyło, straciła przytomność, gdy Witold był jeszcze żywy. Ona nie mogła go zabić, bo przecież nie miała żadnego motywu, praktycznie ofiary nie znała…  Dlaczego więc zabiła? I czy uda się jej przechytrzyć panią prokurator i psychiatrów ją badających? Czy jej plan jest tak idealny, że nikt go nie odkryje? Kto okaże się sprytniejszy? I najważniejsze – dlaczego Eliza zdecydowała się na to wszystko?
 
Książka już samą swoją budową przywołuje na myśl operę – składa się z trzech aktów. Pierwszy i trzeci toczą się w roku 2018, drugi w 1986. Każdy z aktów podzielony jest na krótkie numerowane rozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, obserwuje kilka postaci, m.in. Elizę, psychiatrę Dreckiego, prokurator Alicję Zakliczyńską czy Witolda Krugera. Styl powieści jest prosty, powściągliwy, skupiony na tym, bo przekazać to co najważniejsze, bez dodatkowych ubarwień czy rozbudowanych opisów.
 
Akcja powieści toczy się na przestrzeni dobrych kilku miesięcy. Nie skupia się na opisywaniu dokładnie odczuć, wielkich przeżyć bohatera – tu liczy się konkret, jeśli nic się nie dzieje, to autor bez skrupułów po prostu przeskakuje w akcji o miesiąc. Przy tym tytule z czystym sumieniem można powiedzieć, że w prostocie siła.
 
Autor, jak na wstępie wspomniałam, jest psychiatrą i biegłym sądowym, a jego wielką pasją jest muzyka, z czego skrzętnie w tej książce korzysta. Swoją intrygę kryminalną buduje na podstawie jednego schorzenia, o którym pewnie niewiele osób wcześniej słyszało. Jako że jednym z bohaterów jest psychiatra i biegły sądowy, to czytelnik dostaje wgląd w taką sprawę od strony medycznej – obserwujemy, jak wyglądają badania psychiatryczne i pobyt w takim szpitalu. Przyglądamy się pracy biegłego sądowego i funkcjonowaniu zarówno przychodni, jak i szpitala. Wszystko tu przedstawione jest prosto, zrozumiale, ale z charakterem – np. opis obchodu lekarskiego porównany do procesji biskupów rozłożył mnie na łopatki! Autor opisuje to co zna, z czym spotyka się na co dzień i to w książce widać. To duży plus tej historii.
 
Oczywiście drugim ważnym tematem jest tu opera i wielka rola, do której w chwili morderstwa przygotowuje się Eliza. Ogólnie wszystko w tej książce, przynajmniej jeśli chodzi o wydarzenia współczesne, w które uwikłana jest bohaterka, wydaje się tu świetnie odegraną sztuką, w którym lekarze i prokuratura to podatna na czar aktorki widownia. Niestety nie znam się na operze na tyle, by wyłapać nawiązania do innych dzieł, ale wiem, że takowe są na pewno (jedno jest wyjaśnione wprost 😉), co dodaje lekturze smaczku.
 
Oczywiście prócz ciekawego zaburzenia, dobrego wglądu od kuchni w szpital psychiatryczny i miłości do muzyki, znajdziemy tu też tematy warte chwili zastanowienia. Żeby nie zdradzić za wiele nie mogę tak naprawdę napisać co dokładnie mam na myśli, jednak ten najważniejszy temat przedstawiony jest z dwóch punktów widzenia – jedna osoba coś zrobiła, a druga nie, a jednak obydwie nadal czują się podobnie. Czy więc działanie niczego nie zmienia? Książka zmusza do ciekawych przemyśleń, tym bardziej frapujących, że przecież napisanych przez psychiatrę, a więc osobę znającą takie mechanizmy od podszewki.
 
Podsumowując, „Śpiewaczka” to bardzo mocny debiut literacki. Książka jest inna od dostępnych na rynku, jest bardzo konkretna, zwięzła, skupiona na jednym celu. Plan Elizy od początku fascynuje i ciekawi, prawie do samego końca ciężko się domyśleć o co tak naprawdę bohaterce chodzi. Z dziką fascynacją przyglądałam się tym wszystkim gierkom psychologicznym, badaniom i warunkom szpitala. Koniec dosyć mnie zaskoczył i zostawił trochę w konsternacji, spowodowanej wnioskami jakie pojawiły się w mojej głowie. To jednak temat do przedyskutowania z kimś, kto już tę książkę przeczytał. Ja ze swojej strony polecam Wam ten tytuł, to debiut wart uwagi! Mam nadzieję, że autor nie skończy na jednej książce!
 
Moja ocena: 8/10
 

czerwca 21, 2021

"Topieliska" Ewa Przydryga

"Topieliska" Ewa Przydryga

 

Autor: Ewa Przydryga
Tytuł: Topieliska
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Ewa Przydryga od dobrych dwóch lat podbija serca polskich czytelników. Szum wokół jej nazwiska zaczął się w roku 2019 z okazji premiery jej drugiej książki pt. „Zatrutka” (recenzja – klik!). W roku 2020 okazały się jej dwa thrillery pt. Miała umrzeć” i „Bliżej, niż myślisz”, w tym na razie jeden pt. „Topieliska”. Ja z jej książkami spotkałam się raz, przy „Zatrutce”, która rozczarowała mnie naprawdę ogromnie. To było jednak półtora roku temu i muszę przyznać, że te wszystkie zachwyty innych czytelników, skłoniły mnie, by dać autorce jeszcze jedną szansę. Chwyciłam więc za najnowsze „Topieliska” i choć faktycznie nie było tak źle jak przy wcześniejszym tytule, to jednak zachwytów podzielić nie potrafię. Dlaczego? O tym za chwilę.
 
Fabuła powieści zaczyna się 3 stycznia 2020 roku. Pola budzi się wczesnym rankiem z wysoką gorączką, przez co prosi męża, by to on zawiózł ich 3letniego syna do przychodni na umówioną wizytę. Kuba trochę marudzi, jednak ostatecznie odśnieża auto i razem z Jasiem wyruszają na wizytę. Po kilku godzinach Polę budzi telefon – dzwonią z przychodni z pytaniem czy przełożyć wizytę w związku z tym, że dzisiaj się na niej nie pojawili. Pola wyrwana ze snu najpierw nie rozumie o co chodzi, kiedy jednak do niej dociera, że Kuba i Jaś nie dotarli na miejsce, przerażona wsiada w samochód i rusza na poszukiwania. Niedaleko od ich domu na moście trafia na wypadek – jakieś auto przebiło barierkę i spadło do wody… Nie, nie ‘jakieś’, to auto Kuby. Ciało mężczyzny zostaje szybko wyłowione, jednak Jaś nadal pozostaje nieodnaleziony. Czy też umarł? I co się stało, że zjechali z drogi? Już na pogrzebie Kuby wychodzi na jaw, że nie był tak prawdomówny, jak się Poli wydawało… Czy jednak jego kłamstwa mają coś wspólnego z tym wypadkiem?
 
Książka składa się 25 rozdziałów. Narracja prowadzona jest pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Polę, przez co automatycznie skupia się w równym stopniu zarówno na wydarzeniach, jak i przeżyciach bohaterki, a wszystko to obserwujemy tylko i wyłącznie z jej punktu widzenia. Styl powieści jest dużo lepszy niż w „Zatrutce”, nie jest już na siłę udziwniany, nie sili się na poetyckość – jest prosto i zrozumiale, bez specjalnych ozdobników. Językowo i stylistycznie jest więc całkiem w porządku, nie mam tutaj specjalnych zastrzeżeń.
 
Fabularnie początek też zapowiada się całkiem dobrze. Dziwny wypadek, tajemnice Kuby takie jak zmarła siostra, o której kobieta nie miała pojęcia czy pieniądze, które miały zostać przekazane na rehabilitację kuzynki, która tak naprawdę nie miała żadnego wypadku, to dopiero początek góry lodowej. Jednak tu znowu autorka przekombinowała, wydaje się, że chciała za dużo tematów, za dużo wątków zmieścić w jednej niewielkiej powieści. Przez te nagromadzenie wydawałoby się, że niezwiązanych ze sobą tematów, uleciał mi gdzieś w ogóle klimat powieści, w ogóle nie wczułam się w tę historię. Najmocniej zaś irytowała mnie siostra bliźniaczka bohaterki, która od pogrzebu wspiera Polę. Jej historia, która chwilę po pogrzebie nagle wybucha, wydaje się przedstawiona mało realistycznie – ja w ten wybuch i jej zagmatwanie kompletnie nie uwierzyłam, więc przez to jakby cała fabuła od razu straciła na wiarygodności.
 
Z plusów mamy więc dobry początek i łatwy i prosty styl. Do nich na pewno muszę jeszcze dodać wątek świadomych snów. Widać, że autorka tutaj postarała się o szeroki reasearch, a same wrażenia bohaterki z tych doświadczeń kojarzyły mi się mocno z książką Sarah Pinborough pt. „Co kryją jej oczy”, a raczej z serialem, który powstał na jej podstawie. I mimo że pomysł by faktycznie dobry, to znowu wykonanie nie całkiem mnie przekonało, miałam wrażenie, że opisy tych snów na siłę mają wprowadzić jakąś tajemniczość i niejasność. Nie odczułam ich za naturalne, a wymuszone, co raczej nie przyczyniło się do pozytywnego odbioru powieści.
 
Ogólnie nie chcę za bardzo narzekać na tę książkę, bo widzę poprawę w stosunku do „Zatrutki” z 2019 roku. Styl bym przyjemny, pomysł na historię naprawdę dobry, tylko wykonanie trochę przekombinowane. Szkoda, że nie dałam rady wczuć się w klimat, szkoda, że za wiele trudnych tematów autorka wrzuciła do jednej historii, bo gdyby nad tym trochę popracować, trochę to tematycznie uprościć, to na pewno byłabym z lektury zadowolona. A tak to mogę tylko powiedzieć, że nie jest to książka zła, jednak mam za dużo uwag, by ocenić ją jako dobrą.
 
Moja ocena: 6/10
 

czerwca 17, 2021

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem"

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki cyklu "Kryminałów z pazurem"

 

Kilka dni temu na portalu lubimyczytac.pl ukazał się wywiad, który miałam okazję przeprowadzić z Martą Matyszczak, autorką nowego cyklu pt. "Kryminały z pazurem". Tom pierwszy pt. "Mamy morderstwo w Mikołajkach" swoją oficjalną premierę miał wczoraj 16 czerwca i został objęty moim patronatem medialnym. Pełny wywiad znajdziecie pod tym linkiem - klik! A dzisiaj zapraszam na jego małe rozszerzenie - specjalnie na potrzeby bloga zostawiłam kilka pytań, na które myślę, że tak samo Wy, jak i ja, chcielibyśmy znać odpowiedź 😊 Zatem teraz dowiemy się między innymi: jak gatunkowo autorka określa swoją nową książkę, dlaczego akcja powieści toczy się na Mazurach, jakie wspomnienie z papugą w roli głównej autorka ciągle ma w pamięci, a także jak długo przyjdzie nam czekać na kolejny tom?
Zapraszam na krótką rozmowę z autorką!


Marta Matyszczak notka biograficzna:
Autorka uwielbianego nie tylko przez miłośników czterech łap cyklu KRYMINAŁY POD PSEM, ale także scenariuszy fars teatralnych. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej. Psiara od zawsze, kociara, odkąd podstępem wprowadziła się do niej kotka imieniem Burbur. KRYMINAŁY Z PAZUREM to jej nowa seria, w której Burbur gra pierwsze skrzypce.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu na portalu lubimyczytac.pl ukazał się krótki wywiad, którego udzieliła mi Pani z okazji premiery książki „Mamy morderstwo w Mikołajkach”, pierwszego tomu nowej serii „Kryminał z pazurem”. Tu zrobimy sobie jego małe uzupełnienie. Na początek pytanie tradycyjne: jak się Pani czuje, oddając w ręce czytelników nową serię? W końcu pokazuje się nam tu Pani z całkiem innej strony!

Marta Matyszczak: To ogromne emocje! Jestem bardzo ciekawa, jak czytelnicy odbiorą „Kryminały z pazurem”, ponieważ jest to jednak trochę inny cykl niż „Kryminały pod psem”. Bardziej mroczny, no i z kocią, charakterną bohaterką. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnią się z moimi nowymi bohaterami, tak jak stało się to w przypadku Gucia, Solańskiego i Róży. Zresztą niektóre ze znanych już odbiorcom postaci przemkną gdzieś chyłkiem także w „Mamy morderstwo w Mikołajkach”.


Jak gatunkowo określa Pani „Kryminał z pazurem”? Nie ukrywam, że według mnie jest poważniejszy od „Kryminałów pod psem”, więc sama mam problem z wyznaczeniem granic gatunkowych.

Ma Pani rację, to nie jest takie jednoznaczne. Tak jak „Kryminały pod psem” są komediami kryminalnymi, tak myślę, że „Kryminały z pazurem” można by określić kryminałami z nutką czarnego humoru, którego dostarcza tu postać Burbura. Są to z pewnością mroczniejsze opowieści, ale wciąż nie okrutne. I niepozbawione lżejszych tonów. 


W książce urzekło mnie między innymi miejsce osadzenia akcji. Skąd pomysł, by były to właśnie Mikołajki?

Mikołajki mnie zauroczyły! Są bardzo malownicze i klimatyczne. Latem panuje tam istne szaleństwo: do miasta zjeżdżają hordy żeglarzy, turystów, także tych zagranicznych, studentów. To jedna wielka fiesta. Za to po sezonie Mikołajki się wyciszają i prezentują swoje naturalne piękno. Tym razem chciałam osadzić akcję serii na jednym obszarze. Nie w jednym mieście, bo takim rozwiązaniem szybko i czytelnicy, i ja byśmy się znudzili. Ale już Warmia i Mazury ze swoimi jeziorami, których jest grubo ponad dwa tysiące, licznymi miejscowościami o zróżnicowanym charakterze, bogatą, często tragiczną historią, malowniczymi krajobrazami i tajemnicami ukrytymi w lasach wydała mi się krainą idealną do umieszczenia w niej kryminalnego cyklu. 


Poza sporą ilością postaci ludzkich w „Mamy morderstwo…” pojawia się też naprawdę dużo zwierzaków, co – muszę przyznać – ogromnie mi się podobało. Szczególnie papuga Elżbieta, bo sama też na co dzień opiekuję się takim skrzekliwym ptaszyskiem, chociaż moja papuga jakoś nie jest skora do nauki naszego języka 😊 Skąd pomysły na te wszystkie zwierzaki? Czy Elżbieta ma jakiś swój pierwowzór?

Całe szczęście, że Pani papuga nie jest gadatliwa, bo przykład Elżbiety pokazuje, że taka skłonność może być zgubna. Zwłaszcza dla właścicieli… Elżbieta nie ma pierwowzoru w rzeczywistości, po prostu ją wymyśliłam. W dzieciństwie miałam papugi, jednak niemówiące. Pamiętam też historię związaną z jedną z nich. Kiedyś pojechałam z rodzicami na wakacje. Papugę oddaliśmy na przechowanie babci. A że ptaszysko było już wiekowe, to mu się zmarło podczas naszej nieobecności. Babcia, przerażona, że wnuczka jej nie wybaczy takiej straty, obmyśliła razem z moimi rodzicami chytry plan. Powiedzieli mi, że papuga uciekła i teraz żyje sobie na wolności razem z innymi ptakami. Uwierzyłam. A prawdę wypaplali mi przez przypadek, gdy już byłam dorosła. Przeżyłam szok, bo do tamtej chwili byłam przekonana, że rzeczywiście papuga sobie gdzieś poleciała… W „Kryminałach z pazurem” będzie się pojawiać mnóstwo zwierząt. W końcu główna bohaterka, Rozalia Ginter, jest weterynarką. A ten zawód zobowiązuje.


Mnie książka zaskoczyła tym, jak różni się od dobrze już nam znanych „Kryminałów pod psem” zarówno klimatem, jak i stylem. Pewnie dobrze było napisać coś innego, poszukać innej drogi literackiej do opowiedzenia tej historii? Napisanie jej było dużym wyzwaniem czy raczej tak potrzebnym oddechem od tego, co już znane?

Cieszę się, że tak to Pani postrzega. Od początku moim zamysłem było stworzenie zupełnie innej serii, choć pozostającej w klimacie cozy mystery i temacie zwierzęcym. Chciałam jednak uderzyć w bardziej kryminalne tony i pokazać się czytelnikom od nieco innej strony. Super, że cel został osiągnięty! Ta zmiana nie wynika ze zmęczenia konwencją komedii kryminalnej, bo takiego nie odczuwam. Z przyjemnością wrócę do Gucia, pakującej się wciąż w nowe tarapaty Róży Kwiatkowskiej i niefrasobliwego Szymona Solańskiego. Kryminał jest niezwykle pojemnym gatunkiem i po prostu postanowiłam nabrać tym razem na talerzyk kawałek tego gatunkowego tortu o nieco innym smaku. 


Nie ukrywam, że w tej książce znowu zakończenie wbija w fotel, jest dla czytelnika totalną niespodzianką. Nie mogę więc nie spytać, choć wiem, że nie jest to Pani ulubione pytanie w okolicy premiery 😉Jak długo przyjdzie nam czekać na dalsze losy Rozalii i kotki Burbur?

Bardzo się cieszę, że powieść pozostawiła takie wrażenia. Na początku przyszłego roku pojawi się drugi tom „Kryminałów z pazurem”. A to pytanie bardzo lubię, bo wynika z zaangażowania czytelników i świadczy, że polubili moich bohaterów, z czego się bardzo cieszę!


Ostatnio pytałam Panią o wrażenia z pracy w czasie pandemii, teraz na szczęście powoli zaczynamy wracać do normalności, ale ze świeżym spojrzeniem i wdzięcznością za tą na rok utraconą normalność. Z powrotu do czego cieszy się Pani najbardziej? 

Oczywiście z powrotu spotkań autorskich na żywo! Bardzo tęskniłam za bezpośrednim kontaktem z czytelnikami. Możliwości, jakie daje technologia online, są świetne i jestem za nie wdzięczna, jednak nie ma to jak spotkanie twarzą w twarz. Właśnie niedawno zakończył się Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu, który w tym roku odbywał się w formie hybrydowej, ale i tak już poczułam, że wracam do życia, mogąc spotkać się z kryminalnymi znajomymi i odwiedzić wrocławską kawiarnię Literatkę. Mam też nadzieję, że wkrótce wrócą Targi Książki.


Ostatnio pytałam Panią o książki i seriale – może w ciągu ostatniego półrocza miała Pani jakieś nowe odkrycia? A może i jakieś nowe kulinarne smaki?

Właśnie przyszły do mnie z Wielkiej Brytanii dwie grubaśne książki – a drogę przebyły długą i wyboistą, walcząc z przeciwnościami wywołanymi przez pandemię i brexit – autorstwa Martina Edwardsa „Howdunit. A Masterclass in Crime Writing by Members of the Detection Club” – czyli porady dziewięćdziesięciu najlepszych pisarzy kryminałów (w tym Agathy Christie, Iana Rankina czy Ann Cleeves), jak pisać powieści gatunkowe, oraz „The Golden Age of Murder. The Mystery of the Writers Who Invented the Modern Detective Story” – czyli wszystko o złotej erze kryminału przypadającej na okres międzywojenny oraz o tajemnicach z życia ówczesnych autorów powieści detektywistycznych. Już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się do lektury! A jeśli chodzi o smaki, to w tej chwili cieszę się truskawkami!


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

czerwca 16, 2021

"Pamiętaj o mnie" Megan Miranda

"Pamiętaj o mnie" Megan Miranda

 

Autor: Megan Miranda
Tytuł: Pamiętaj o mnie
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Data premiery: 02.06.2021
Wydawnictwo: Chilli Books
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Megan Miranda to amerykańska autorka thrillerów psychologicznych i książek młodzieżowych. Debiutowała w roku 2012, od tego czasu na swoim koncie nazbierała już dobrych kilkanaście pozycji. U nas w Polsce pojawiała się w roku 2017 z thrillerem „Miasteczko kłamców”. Na ten moment po polsku dostępne są jej trzy thrillery, a latem tego roku ma się ukazać kolejny. W rodzimym kraju autorki jej powieści zyskują statusy bestsellerów, a „Pamiętaj o mnie” dostało rekomendację od samej Reese Witherspoon, aktorki, która prowadzi popularny klub książkowy.
 
Akcja powieści „Pamiętaj o mnie” toczy się w małym amerykańskim nadmorskim miasteczku Littleport, bardzo popularnym w okresie letnim wśród turystów. Swój biznes rozkręciła tam bogata rodzina Lomanów – mają tam nie tylko wielką rezydencję nad brzegiem oceanu, ale i dużą część terenów miasteczka wykupili pod sezonowy wynajem. Od kilku lat opiekunką wszystkich tych nieruchomości jest lokalna dziewczyna Avery Greer, którą rodzina Lomanów po śmierci jej rodziców i babci wzięła pod swoje skrzydła. Stało się to za sprawą Sadie, córki państwa Lomanów, która spotkała Avery na przyjęciu i od tego czasu dziewczyny się zaprzyjaźniły. Latem 2017 roku podczas imprezy kończącej sezon letni, ciało Sadie zostaje znalezione w wodzie. Wygląda na to, że skoczyła z klifu. List, który znalazła policja zdaje się to potwierdzać, więc śledztwo szybko zostaje zamknięte. Rok później Avery śmierć przyjaciółki nadal nie daje spokoju. Próbując prześledzić jej ostatnie losy trafia na trop, który sugeruje, że list mógł wcale nie zostać napisany przez Sadie… Czy ktoś mógł ją zabić? Kiedy Avery zaczyna tropić, wokół niej zaczynają się dziać dziwne rzeczy – co chwilę w jej domku wysiada prąd, słychać jakieś kroki, trzaski, ktoś włamuje się do domków na wynajem… Czy to zbieg okoliczności czy może ktoś przygląda się dziewczynie z ukrycia? Chce ją nastraszyć? Czy to coś ma wspólnego ze śmiercią Sadie?
 
Książka składa się z prologu, 30 rozdziałów toczących się naprzemiennie w roku 2017 i 2018, oraz epilogu w roku 2019. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Avery, która wszystkie wydarzania opisuje ze swojego punktu widzenia. Skrupulatnie dzieli się też z czytelnikiem swoimi przemyśleniami, podejrzeniami i wątpliwościami. Styl powieści jest przyjemny, spokojny, skupiony na rozwiązaniu zagadki, jak i rzetelnym przedstawieniu relacji łączącej obydwie przyjaciółki.
 
Intryga kryminalna jest nieśpieszna, powoli przyglądamy się bohaterkom i odkrywamy ich historię. To dziewczyny z dwóch różnych światów – Avery niedawno straciła całą rodzinę, przez co mocno stoczyła się w życiu. Tak naprawdę to dzięki Sadie znowu wróciła na właściwe tory. Sadie z kolei to bogata dziewczyna, która pewność siebie wyssała razem z mlekiem matki. Jest zadziorna i zajmująca, bierze bez pytania wszystko, co chce. Avery jednak to nie przeszkadza, mocno się do niej przywiązała… może za mocno? Ludzie na mieście plotkują o jej wepchnięciu się w życie Lomanów… Mówią, że Avery chciała żyć życiem Sadie. To może Avery coś ukrywa? Czy możemy jej ufać?
„(…) na tym właśnie polegał urok tego miejsca – wabiło człowieka fałszywymi pozorami, a zaraz potem wszystko odbierało.”
W książce, prócz tego delikatnego napięcia wywołanego tajemnicą i niejasnościami z nią związanymi, panuje fajny wakacyjny klimat. Jest lato, jesteśmy w turystycznej miejscowości nadmorskiej, gdzie ludzie przyjeżdżają by odpocząć i trochę się rozerwać. Świeci słońce, sól na wargach czuć nawet w centrum miasteczka, które w każdym swoim zakątku ma bardzo uroczy, swojski szyk.
 
W opozycji do tego dostajemy ukryte nastroje panujące w miasteczku. Trochę taki zatarg pomiędzy Lomanami, którzy zdominowali tę okolicę, a rodzimymi mieszkańcami wioski. Pozornie jednak wszystko wygląda pięknie, ludzie się uśmiechają i są do siebie uprzejmi. Za plecami jednak dzieje się coś innego… Myślę, że można to odnieść do ogólnych warunków branży turystycznej, w której mali przedsiębiorcy wypychani są przez duże firmy zarządzające większą pulą finansów, a co za tym idzie większymi możliwościami.
 
Podsumowując, „Pamiętaj o mnie” to lekki i przyjemny thrillerek w sam raz na letnie popołudnia. Klimat Littleport, w którym toczy się akcja powieści, jest mocno wakacyjny, a dwie główne bohaterki przedstawione z punktu widzenia jednej z nich dosyć frapują – czytelnik cały czas zastanawia się czy postrzegania świata przez Avery nie jest zaburzone. To była przyjemna lektura, spędziłam z nią kilka fajnych wieczorów i na pewno kiedyś jeszcze sięgnę po inne tytuły tej autorki.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Znak i Chilli Books!

czerwca 16, 2021

"Denat wieczorową porą" Aneta Jadowska - zapowiedź patronacka

"Denat wieczorową porą" Aneta Jadowska - zapowiedź patronacka

Już za dwa tygodnie, dokładnie 30 czerwca, swoją premierę będzie miała książka pt. "Denat wieczorową porą" Anety Jadowskiej, która została objęta moim patronatem medialnym! Jest to lekki kryminał z mocnym wątkiem obyczajowym i nutką przyjemnego humoru, trzeci tom serii "Garstka w Ustce". Tym razem zagadka kryminalna osadzona jest na klasycznym motywie zamkniętego pokoju, który dobrze znamy z czasów Agathy Christie. Jeśli nie czytaliście części poprzednich tej serii, to bez obaw, spokojnie z każdą z nich można zapoznać się oddzielnie. Choć ja cały czas zachęcać będę do zapoznania się z całym cyklem, może być nawet i w odwrotnej kolejności 😉

Niektórzy nawet zza grobu potrafią napsuć krwi!
Anonimowe zaproszenie na Bal Tajemnic nie budzi w Marii Garstce entuzjazmu, za to w Anieli Grzebałko, jej najlepszej przyjaciółce – i owszem. A Maria, zdaniem Anieli, po prostu musi jej towarzyszyć.
Wkrótce stary dom w usteckim lesie, w samym środku śnieżycy stulecia, staje się sceną przemyślnej intrygi i konfrontacji. A ledwie Maria pomyśli, że nie może być gorzej, pojawia się trup… żeby jeden!
Gdy jej najbliżsi są w niebezpieczeństwie, Maria musi wyznać prawdę. Tylko którą właściwie? Sekrety i tajemnice, którymi przez lata obrastali goście Uroczyska, zaczynają wypełzać. Jedna noc zmieni ich życie na zawsze.

Jeśli więc w nadchodzące gorące lato będziecie potrzebowali ochłodzenia, zmiany klimatu na ten chłodniejszy, to lektura "Denata...." będzie w sam raz! Tym razem fabuła książki mocno skupia się na postaci Marii, babci Magdy Garstki. Z poprzednim tomów dobrze już wiemy, że życie Marii nie było usłane różami, wiele przez lata doświadczyła, i to z rąk najbliższych, teraz wszystkie te bóle wychodzą na jaw. Jednak ta książka to o wiele, wiele więcej! Są momenty na wzruszenia, są momenty dosyć groźne, a i te lekkie, zabawne, rozładowujące atmosferę. Do tego oczywiście nie można nie wspomnieć o miejscu akcji - nasze piękne polskie morze, zaśnieżona, klimatyczna, pozbawiona turystów Ustka! Już teraz serdecznie polecam Wam tę lekturę!

Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: Denat wieczorową porą
Cykl: Garstka z Ustki, tom 3
Data premiery: 30.06.2021
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 312
Gatunek: kryminał / komedia kryminalna

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży.

czerwca 15, 2021

"Krew z krwi" Przemysław Piotrowski

"Krew z krwi" Przemysław Piotrowski

 

Tytuł: Krew z krwi
Data premiery: 19.05.2021
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 400
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminał
 
Mimo iż Przemysław Piotrowski na polskim rynku książki istnieje od roku 2015, to tak naprawdę zrobiło się o nim głośno dopiero w roku poprzednim, gdy przeszedł pod skrzydła Wydawnictwa Czarna Owca i opublikował pierwszy tom cyklu kryminalnego o komisarzu Brudnym pt. „Piętno”. W przeciągu sześciu miesięcy ukazała się cała trylogia, która zdobyła ogromne rzesze fanów. Mnie jeszcze nie było dane się z nią zapoznać, więc nowa książka pisarza pt. „Krew z krwi” była dla mnie wielką niewiadomą. I jak się okazuje dla fanów trylogii także, gdyż jest to całkiem inny rodzaj literatury niż brutalny kryminał.
 
Fabuła powieści kręci się wokół postaci Daniela Adamskiego, mało znanego pisarza, który, by związać koniec z końcem, chwyta się różnych prac dorywczych. Przede wszystkim jednak Daniel jest ojcem. Samotnym ojcem 5letniego chorego na raka i rdzeniowy zanim mięśni (SMA) syna. Syna, który potrzebuje 15 milionów na leki, które mogłyby go uzdrowić. Leki, których polskie państwo nie finansuje. Adam, jako mały poczytny pisarz, zwykły człowiek, nie ma szans uzbierać takich kwot, nawet przy pomocy tak popularnych teraz internetowych zbiórek… I tak próbuje chemioterapią i innymi mniej skutecznymi metodami opóźnić chorobę, spowolnić ją, by dać synowi i sobie samemu więcej czasu. Akcja powieści zaczyna się w dniu, gdy do drzwi Daniela puka policja. W okolicznym parku zginął jego dawny znajomy, mężczyzna, z którym miał kiedyś na pieńku. To jednak za mało, by policja mogła się Danielem zainteresować, więc dlaczego stoją pod jego drzwiami? Okazuje się, że mężczyzna został zamordowany w dokładnie taki sam sposób jak pierwsza ofiara w jego ostatnim kryminale… To sprawia, że Daniel zostaje wpisany na listę podejrzanych. Kiedy jednak do mediów trafia list od mordercy, w którym ten domaga się, by autor napisał kolejny tom przygód głównego bohatera, sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Czy Daniel zdecyduje się na grę z mordercą? Ugnie się pod jego żądaniami? I jak wpłynie to na jego sytuację prywatną, czy to coś, co może pomóc mu zebrać pieniądze dla śmiertelnie chorego syna?
 
Książka składa się z 43 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Daniela, który często zwraca się bezpośrednio do czytelnika – książka to niejako jego monolog wewnętrzny, opowieść o mordercy i tego, jak jego działania wpłynęły na życie Daniela i jego syna. Styl powieści jest charakterystyczny dla tego typu formy – to strumień świadomości, zdania często są długie, słowa wylewają się z głowy bohatera wprost na karty powieści. I tak jak ogólnie nie za bardzo przepadam za tym zabiegiem, wolę częstsze kropki niż przecinki, to tu muszę przyznać, że taka forma pasowała idealnie. Styl jest bardzo rytmiczny, przez co tekst czyta się świetnie, czytelnik ma wrażenie, że całkowicie wchodzi w głowę bohatera i widzi jego przepływające, kotłujące się myśli. Myśli, które cały czas wracają do jednego tematu – jego syn, jego krew z krwi, umiera, a on na to patrzy i nie jest w stanie mu ulżyć w cierpieniu, uratować go przed śmiercią. Nie wyobrażam sobie, by ta książka mogła być napisana w inny sposób, ten styl, który autor to zastosował, jest wyborem idealnym, który wszystkie te rozrywające, ogromne emocje, tylko jeszcze bardziej podbija, bardziej je potęguje.
„(…) czas nigdy nie był naszym sprzymierzeńcem, raczej czymś, z czym należało walczyć, próbować oszukać, w pewnym sensie naszym wrogiem, bo tak sobie płynąc beztrosko dla innych, nas prowadził ku upadkowi, ku śmierci, bo śmierć syna była tak jakby moją śmiercią, bez niego nie potrafiłbym już żyć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, aby mu pomóc, przecież zawsze można było zrobić więcej, zdobyć te pieniądze, ukraść, napaść na bank, zabić…
Zawsze można było zrobić więcej…”
A emocji jest to ogromna ilość. Tych chwytających za serce, wstrząsających człowiekiem. Emocji, które chwytają za gardło tak, że ciężko oddychać. Ja książkę przeczytałam w ciągu trzech dni, w drugim przeczytałam większość, jednak na sto stron przed końcem musiałam zrobić przerwę, mimo iż fabuła naprawdę mocno wciąga. Jednak emocji było tu tak wiele i są one tak obezwładniające, że we mnie pod koniec zgromadziło się ich za dużo – musiałam od nich odpocząć, by się nie udusić. To jednak świadczy o tym, że książkę czułam całą sobą, przeżywałam wszystko tak mocno jak bohater. A temat jest naprawdę ciężki – w końcu powoli skradająca, wyniszczająca i powodująca ogromne fizyczne cierpienie śmiertelna choroba pięcioletniego syna, na którą ojciec może tylko bezradnie patrzeć, jest czymś niewyobrażalnie ciężkim, czymś czego żaden człowiek doświadczać nie powinien… Biorąc na tapet tak ciężki temat, autor jednak udowadnia jak dobrze rozumie psychikę człowieka, jak rozumie myśli i skrajne emocje, jakie mogą targać człowiekiem. W tej sytuacji człowiek pozostaje nagi, ujawniają się wszystkie jego lęki i obawy, a i wtedy dopiero dostrzega to, co jest naprawdę ważne. Autor uchwycił to w punkt, aż brak mi słów, by samej to opisać.
„Ten lęk, który mnie ogarnął, był lękiem, który sam sobie stworzyłem, który teraz krył się w najgłębszych czeluściach mojej duszy i chyba też wnętrzności, gdzieś w dolnej części mojego żołądka albo jeszcze dalej, i który nie dawał mi myśleć o niczym innym jak o tym właśnie lęku.”
Mimo wszystko w książce i kryminalny wątek odgrywa znaczącą rolę. Jest przecież morderca, bezwzględny i brutalny, może i szalony, jest też policja prowadząca śledztwo. Wątek ten napędza akcję, stawia głównego bohatera coraz to w nowych sytuacjach. W końcu chcąc nie chcąc nagle Daniel staje się z praktycznie nieznanego pisarza autorem, którego zna cała Polska. I tu autor korzysta z własnego doświadczenia przedstawiając nam sytuację zarówno z pisarskiego punktu widzenia jak i dziennikarskiego (sam kiedyś pracował jako dziennikarz). Przyglądamy się więc mediom goniącym za sensacją, która może obrócić się na korzyść bohatera – w końcu to jego chwila w świetle reflektorów, dzięki mordercy to o nim kraj mówi. Może więc warto wykorzystać sytuację, by przynajmniej zbliżyć się do kwoty potrzebnej na uratowanie syna?
 
„Krew z krwi” to tak naprawdę wielka bomba emocjonalna skryta pod płaszczykiem kryminalnym. To książka zmuszająca do refleksji, do zastanowienia się nad tym do czego człowiek, do czego rodzic jest zdolny, by uratować własne dziecko. Które przecież nie padło ofiarą przestępstwa, a bezwzględnej śmiertelnej choroby. Oczywiście, to nie tak, że książka nie ma wad – znalazłam kilka niepotrzebnych moim zdaniem powtórzeń, jak i zakończenie chyba nie całkiem nie usatysfakcjonowało, jednak to tylko mało znaczące szczegóły – całościowo książka to majstersztyk kryminalno-psychologiczny, dawno nie czytałam czegoś tak dobrego, czegoś tak wstrząsającego do głębi. Trochę skojarzyło mi się to z ostatnim książkami Wojciecha Chmielarza, a te porównanie mówi samo za siebie.
 
Moja ocena: 8,5/10
 


czerwca 13, 2021

Book tour z "Greenwich Park"!

Book tour z "Greenwich Park"!

 

"Greenwich Park" swoją premierą miało niecałe trzy tygodnie temu, a już teraz na LC ma około 170 ocen! I bardzo dobrą średnią ponad 7/10, więc ocena statystyczna zgadza się z tą moją prywatną - ja oceniłam książkę na 7,5/10. Jest to lekki thriller psychologiczny z nurtu domestic noir, gdzie sprytnie poprowadzona zagadka odrywa tu naprawdę znaczącą rolę i trzyma w dziwnym napięciu do samego końca! W środku książki znajdziecie moją rekomendację, a pełną recenzję jak zawsze na blogu - klik!
Dzisiaj za to chcę Was zaprosić do udziału w book tourze z tym tytułem! Gotowi? 😊

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Muza i Muza Black w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w poniedziałek.
Książka ruszy w podróż we wtorek 15 czerwca, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!

Lista uczestników:
1. @kubickakatarzynaa
2. @kaaluusjaa
3. @allbooksismylife
4. @layla88xoxo
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze
6. @adziktworzy
7. @kulka_czyta
8. @ksiazka.dobra.na.wszystko
9. @zaczytanalisiczka
10. @bookolover_
11. @taaa_dorotka
12. @brunettebooks
13. @love_ksiazkowe
14. @like.nobody_

czerwca 09, 2021

"Mamy morderstwo w Mikołajkach" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

"Mamy morderstwo w Mikołajkach" Marta Matyszczak - patronacka recenzja przedpremierowa

 

Autor: Marta Matyszczak
Tytuł: Mamy morderstwo w Mikołajkach
Cykl: Kryminał z pazurem, tom 1
Data premiery: 16.06.2021
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał / komedia kryminalna
 
Marta Matyszczak na polskim rynku książki pojawiała się w roku 2017 z pierwszym tomem serii Kryminałów pod psem pt. „Tajemnicza śmierć Marianny Biel”. Przez cztery lata było to nazwisko, które kojarzyło się właśnie tylko z tym jednym cyklem, poświęconym coraz to nowym przygodom kundelka Gucia, dziennikarki Róży i detektywa Szymona, który rozrósł się do dziewięciu tomów. W międzyczasie autorka dała też mały wgląd w życie swoim fanom, obserwatorom profilu na FB, a raczej w życie towarzyszących jej czworonogów. Dzięki temu wiemy, że kilka lat temu przyplątała się do niej kotka Burbur razem ze swoimi kociętami, wtedy jeszcze nienarodzonymi, z których na stałe zamieszkał z nimi Pedro. I właśnie one przyczyniły się do powstania nowej serii, w którym autorka pokazuje nam swoje inne oblicze! Kryminał z pazurem to Marta Matyszczak jakiej jeszcze nie znacie, poważniejsza, bardziej dojrzała, choć i oczywiście nadal niepozbawiona swojego świetnego zmysłu spostrzegawczości i humoru, który przejawia się we fragmentach opisywanych z perspektywy Burbura. „Mamy morderstwo w Mikołajkach” zapowiada serię na naprawdę wysokim poziomie!
 
Jak tytuł książki wskazuje, fabuła powieści toczy się w Mikołajkach – małym mazurskim miasteczku, które w dużej mierze żyje z turystyki. Między innymi mieszka tam Rozalia Ginter razem ze swoją rodziną oraz dwoma kotami – Burburem i Pedrem. Rozalia jest weterynarzem, ma własną praktykę, której powodzi się całkiem dobrze. Jej mąż, Paweł jest policjantem, komendantem w okolicznej komendzie policji. I jeszcze kilka miesięcy temu ich życie było bardzo przyjemne. Od tego czasu jednak coś się zmieniło – Rozalia skrywa w sobie jakąś mroczną, duszącą ją tajemnicę, a i Paweł z pewnego powodu przechodzi trudny prywatnie czas. Akurat w takim momencie na przystani znalezione zostają zwłoki – to okoliczny biznesmen powiesił się na kładce… Ale czy to na pewno samobójstwo? Wiele wskazuje na to, że nie. Paweł rozpoczyna więc śledztwo, a Rozalia nie może dopuścić, by to, co sama skrywa, wyszło na jaw… Czy te sprawy są powiązane? Kto zabił biznesmena?
 
Budowa książki opiera się na zasadach klasycznej powieści detektywistycznej. Na pierwszych stronach znajdziemy spis osób występujących w powieści, zamiast rozdziałów mamy części, w których podtytuły krótko opisują, co w danym fragmencie znajdziemy. Części jest sześć, a wydarzenia toczą się od czerwca do grudnia, z czego w pierwszej części dostajemy fragment z października, później wydarzenia toczą się już chronologicznie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z punktu widzenia Rozalii, choć od czasu do czasu nie zabraknie też fragmentów przedstawionych z punktu widzenia innych osób jak np. Pawła czy sąsiadki. Te fragmenty poprzetykane są wpisami Burbura z pamiętniczka, w którym kotka opisuje swoją historię oraz komentuje aktualne wydarzenia spoglądając na nie swoim kocim, obiektywnym (nienacechowanym ludzkim zachowaniem) okiem. Styl powieści jest naprawdę bardzo dobry, fragmenty przedstawione z perspektywy ludzi są dosyć poważne, skupione na dobrym rysie psychologicznym postaci, a fragmenty Burbura nadają książce humoru i lekkości. Książka napisana jest naprawdę zgrabnym, sprawnym językiem, tak że całość czyta się z ogromną przyjemnością.
 
Nie mogę nie wspomnieć też o stronie wizualnej książki, bo i pod tym względem widać, że została przygotowana z ogromną starannością. Na pierwszych stronach dostajemy mapkę przedstawiającą Pojezierze Mazurskie, na którym toczą się opisane wydarzenia, a każdy fragment tekstu oddziela mała grafika śpiącego kotka. Oczywiście wpisy kotki Burbur też się wyróżniają, pisane są odmienną czcionką. Takie małe niuanse dodają książce bardzo oryginalnego charakteru, przez co lektura jest jeszcze przyjemniejsza.
 
Jak już wspomniałam na wstępie, książka jest poważniejsza od tego, do czego przyzwyczaiła nas autorka. Ogromną uwagę poświęca tu na charaktery swoich postaci, opisując ich rozterki wewnętrzne i przeżycia, jakie w nich ciągle zachodzą, jednak robi to w sposób nienachalny, powoli podsuwając tropy i wskazówki dotyczące rozwiązania prywatnej zagadki postaci. I właśnie ta zagadka zdaje się pełnić tu główną rolę, to Rozalia i jej rodzina jest tu najważniejsza, a zagadka dotycząca morderstwa jest gdzieś w tle. Autorka w ten sposób pokazała nie tylko swoje inne oblicze, ale i kunszt literacki – pisze tak, że czytelnik przeżywa to wszystko razem z Rozalią nawet nie zastanawiając się specjalnie dużo nad morderstwem.
 
Oczywiście poza Rozalią w książce jest wiele innych ciekawych postaci, cała garść mieszkańców, którzy w jakiś sposób są z tym wszystkim powiązani. Jest wścibska sąsiadka, okropnie denerwująca teściowa, gangster, a nawet i pewien Niemiec szukający spadku po swoim dziadku. Zwierząt też jest tu zadziwiająco dużo – są koty, psy, a nawet i papuga Elżbieta, która szybko podłapuje nowe słowa. Bardzo podobało mi się to poszerzenie zwierzęcego kręgu, autorka z dużą uwagą opisuje ich losy, w odpowiednich fragmentach poświęcając im tyle uwagi, co ludziom, jak i czasem nie więcej. Świetny pomysł z tą kliniką weterynaryjną!
 
Zwierzaki zwierzakami, ale to jednak Burbur dostała tu drugą główną rolę kobiecą. To kotka z charakterem, dla której ludzie są sługami, choć i gdzieś tam w głębi żywi do nich sporo uczuć, mimo że sama podkreśla, że wiążą ją z nimi tylko wygoda i ich posłuszeństwo. Kiedy przychodzi co do czego, to Burbur martwi i troszczy się o Rozalię i jej rodzinę, cały czas podkreślając, że to jej egoistyczny wybór, bo przecież Ginterowie to jej dom. Jak już wspomniałam, to właśnie Burbur odpowiedzialna jest tu za humor w powieści, swoim kocim okiem nieprzychylnie spogląda na poczynania ludzi i ironicznie je komentuje. Jej opisy relacji z synem Pedrem czy jej wcześniejszych przygód są napisane z takim poczuciem humoru i lekkością pióra, że rozpraszają mrok, który w pozostałych fragmentach otacza bohaterów. Świetny zabieg dla rozładowania negatywnych emocji!
„Po co ona w ogóle zaprosiła tę cholerę? Przecież nie lubiła sąsiadki. Choć pewnie nie wypadało nie zaprosić.
Nieraz zastanawiałam się, dlaczego ludzie bawią się w te całe konwenanse. Po co one komu? Czy nie łatwiej by się im żyło, komunikując wszystko wprost? Nie owijając w bawełnę?”
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o sadzeniu akcji w przepięknym miejscu! Mikołajki to miejscowość na Pojezierzu Mazurskim, a dom Rozalii położony jest praktycznie przy samym Jeziorze Mikołajskim. Jest to miejscowość turystyczna, więc jest dużo knajpek dla turystów, dużo wodnych atrakcji, a i trochę hoteli oferujących noclegi. Niedaleko Mikołajek, w drodze do teściowej Rozalii jest gęsty las, a okoliczne wsie zdają się osadzone w jeszcze poprzednim wieku. Wszystko to przedstawione jest bardzo klimatycznie i jest jakby odbiciem wydarzeń, w które wplątują się bohaterowie. Ja jestem oczarowana tym miejscem, choć sama nigdy tak naprawdę tam nie byłam 😊
 
Podsumowując, „Mamy morderstwo w Mikołajkach” naprawdę mocno zaskoczyło mnie tym, jak różni się od pozostałej twórczości Marty Matyszczak. Powiedziałabym raczej, że jest to kryminał z dobrym rysem psychologicznym postaci, gdzieś tam tylko od czasu do czasu okraszonym ironicznymi, zabawnymi uwagami kotki Burbur, a nie typowa komedia kryminalna. Tym razem jest to zdecydowany plus książki, bo pokazuje jak duży kunszt literacki autorka przez te cztery lata sobie wyrobiła. Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem i już teraz wpisuję Kryminał z pazurem na listę tych moich ulubionych!
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo oraz objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

czerwca 08, 2021

"Pacjent" Jasper DeWitt - recenzja przedpremierowa

"Pacjent" Jasper DeWitt - recenzja przedpremierowa

 

Autor: Jasper DeWitt
Tytuł: Pacjent
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 16.06.2021
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 232
Gatunek: literatura grozy / thriller psychologiczny
 
„Pacjent” to debiut literacki amerykańskiego autora Jaspera DeWitt. W oryginale książka w grudniu 2015 roku, a w zasadzie tylko jej pierwsze rozdziały, ukazały się w serwisie internetowym Reddit, a dopiero 5 lat później wydana została w całości. Aktualnie prawa do jej ekranizacji zostały już wykupione, a prace nad filmem trwają.
 
Marzec 2008 rok, Stany Zjednoczone. Młody lekarz psychiatrii Parker zatrudnia się w niedofinansowanym, starym i zaniedbanym szpitalu psychiatrycznym. Większość pacjentów leczy się tam krótkoterminowo, znajdzie się jednak też kilku starych wyjadaczy, którzy przebywają tam prywatnie. Parker, jako najlepszy uczeń prestiżowej uczelni, nastawiony na pomaganie tym, którym nikt innym pomóc nie chce, jest bardzo pewny siebie, od razu bierze na swoje barki dużo pracy. Fascynuje go mocno jeden pacjent, mężczyzna, który na oddział trafił w 1973 roku jako 6letni chłopczyk. Wygląda na to, że nikt go nie leczy, ba, nikt nie zjawia się u niego o ile nie jest to naprawdę konieczne. Parker, którego młoda głowa jest ciągle pełna ideałów, postanawia, że to będzie pacjent, na którym jego kariera ruszy do przodu – on wyleczy człowieka, którego nikt od 40 lat wyleczyć nie potrafił. Inni lekarze przestrzegają go przed tym pacjentem, wszyscy twierdzą, że tych, którzy się nim zajmowali, spotkały później same złe rzeczy. Parker jednak nie jest pewny czy to prawda. A może jest jakiś inny powód dlaczego mężczyzna tyle lat zamknięty jest na oddziale? Lekarz rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, które doprowadzi go do odkryć tak przerażających, że wstrząsną całym jego światopoglądem….
 
Książka pisana jest w formie pamiętnika, a dokładniej wpisów narratora na forum internetowym pracowników służby zdrowia, które pojawiają się od marca do maja 2008 roku. Narracja prowadzona jest głównie w pierwszej osobie czasu przeszłego – w końcu narrator opowiada o wydarzeniach z przeszłości, jedynie na początku każdego kolejnego wpisu zwraca się bezpośrednio do wyimaginowanych użytkowników forum. Styl powieści jest prosty, dosyć reporterski, to po prostu relacja lekarza z tego, czego przyszło mi doświadczyć.
 
Przed sięgnięciem po lekturę warto wiedzieć, że jest to raczej lekka literatura grozy z małym dodatkiem thrillera psychologicznego, nie odwrotnie. Sama czytałam to właśnie bardziej z nastawienie na thriller, więc finalnie niestety nie mogę powiedzieć, że moje oczekiwania zostały spełnione, choć oczywiście było tu kilka interesujących momentów.
 
Na plus powieści na pewno warto zaliczyć aurę, klimat jaki w niej panuje. Stary szpital, tajemniczy pacjent, który manipulację nad innymi wypracował do perfekcji, i lekarze utrzymujący wszystko w sekrecie. Dlaczego? Czy pacjent faktycznie jest tak groźny? Razem z głównym bohaterem grzebiemy w archiwum, słuchamy starych taśm. Nie można więc zaprzeczyć, że klimat jest faktycznie dosyć mroczny i niepokojący.
 
Główny bohater z kolei jest dosyć szablonowy. Naiwny młody lekarz, przekonany o swojej wyższości nad innymi, który wierzy, że jako jedyny da sobie radę z trudnym pacjentem. Kiedy odkrywa kolejne fakty interpretuje je na swój sposób, tak by pasowały do jego wersji. Kiedy jednak pisze swoją spowiedź na wspomnianym forum sam już wie, jakie błędy popełniał, nawet w pewnym momencie sam z siebie się śmieje, że jest jak bohater z niskobudżetowego horroru. Czy to gra pisarza z czytelnikiem? Może, mnie jednak niespecjalnie przekonała.
 
Na plus na pewno zaliczam momenty opisujące problemy psychologiczne pacjentów, szukanie diagnozy, analizowanie zachowań. Znajdziemy tu też kilka trafnych spostrzeżeń dotyczących ludzkiej psychiki.
„W takim razie wiesz, że to właśnie ona [wyobraźnia] podsuwa ci różne myśli, czasem dobre, czasem złe, a czasem bardzo niebezpieczne. Ale jeśli nawet są przerażające, wciąż są tylko twoimi myślami. Wyobraźnia nie może cię nimi nastraszyć, chyba że na to pozwolisz.”
Na minus jednak zaliczyć muszę cały finał historii, który okazał się mocno dla mnie rozczarowujący. Liczyłam na jakieś logiczne, sprytne rozwiązanie zagadki, coś, co zostawi mnie z szeroko otwartą buzią ze zdziwienia i karze mocno się zastanowić nad ludzką zagmatwaną psychiką. Niestety nic takiego nie nastąpiło, a wręcz przeciwnie – im bliżej końca, tym robiło się bardziej irracjonalnie. Może zawiniło tu moje nastawienie na thriller, a nie na horror, jednak nawet analizując je przez ten pryzmat, nie jest ono jakoś specjalnie zaskakujące. To po prostu nic nowego. Emocje na końcu też raczej idą w drugą stronę niż powinny – zamiast się bać, zaczynałam prychać z irytacji.
 
Ogólnie „Pacjent” to nie jest książka całkiem zła. Po pierwsze na pewno trzeba ją czytać z nastawieniem na literaturę grozy i raczej potraktować bardziej rozrywkowo, bo nawet jeśli gdzieś tam nawiązuje do motywów z klasycznych powieści, to jednak nie robi to w sposób specjalnie intrygujący. Mnie podobało się małe śledztwo lekarza i jego rozmowy z pacjentem, więc to co zawsze – psychologia, manipulacja i zawiłość ludzkiej psychiki. Książka ma też całkiem niezły klimat, miałam momenty, kiedy czułam lekki dreszczyk na plecach. Finał jednak to wszystko zniszczył, zabrakło mi tu jakiś dobrych, dających do myślenia wniosków.
 
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Agora!

czerwca 07, 2021

"Zaginiona Siostra" Lucinda Riley

"Zaginiona Siostra" Lucinda Riley

 

Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Zaginiona Siostra
Cykl: Siedem Sióstr, tom 7
Tłumaczenie: Anna Esden-Tempska
Data premiery: 02.06.2021
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 672
Gatunek: literatura obyczajowa
 
Od roku 2017, kiedy to w listopadzie sięgnęłam po lekturę książki „Siedem Sióstr”, pisarka irlandzka Lucinda Riley zajmuje szczególne miejsce zarówno na mojej półce w biblioteczce, jak i w moim czytelniczym rankingu. Na każdą jej książkę czekam z niecierpliwością, a na te składające się na cykl „Siedem Sióstr” już szczególnie mocno. „Zaginiona Siostra” budziła jednak we mnie skrajne emocje, bo od początku autorka jasno głosiła, że cykl liczyć będzie siedem tomów. Zatem ten miał być ostatni, a kto chciałby by jego ulubiony cykl się kończył, prawda? Na szczęście na chwilę przed premierą tego tomu autorka ogłosiła, że nie zmieściła w nim całej opowieści i będzie jeszcze jeden – w przyszłym roku wyjaśniający historię Pa Salta, ojca tytułowych Siedmiu Sióstr. Dlatego też „Zaginioną Siostrę” mogłam czytać spokojnie, wiedząc, że za rok wrócę do tego świata jeszcze raz!
Seria nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie zyskała ogromną popularność, każdym tom sięga szczytów list bestsellerów. W całości książki z cyklu sprzedały się już w ponad 15 milionach egzemplarzy, a prawa do ekranizacji wykupiła duża hollywoodzka firma producencka.
 
Fabuła „Zaginionej Siostry” toczy się latem 2008, rok po śmierci Pa Salta. Siostry D’Aplièse szykują się na rejs jachtem w rocznicę śmierci ojca, w okolice miejsca, gdzie prawdopodobnie zostało pochowane jego ciało. Zależy im jednak, żeby do tego czasu znaleźć Siódmą Siostrę, która od lat określana była jako Zaginiona. I tak na trochę ponad tydzień przed rejsem zjawia się w ich domu w Genewie ich prawnik, Georg Hoffman z informacją, że chyba ją odnalazł. Ma adres w Nowej Zelandii, wie, że dziewczyna nazywa się Mary i ma w posiadaniu bardzo charakterystyczny siedmioramienny pierścień… Czy tyle wystarczy, żeby odnaleźć Zaginioną Siostrę? Czy ten trop okaże się w końcu prawdziwy i doprowadzi ich do znalezienia Merope? I kim ona jest, dlaczego od tak dawna Pa Salt nie był w stanie jej odnaleźć i sprawdzić do domu?
 
Książka składa się z 54 rozdziałów rozdzielonych pomiędzy znane już nam siostry oraz Mary i jej przodków. Fabuła powieści toczy się w dwóch planach czasowych – teraz i poczynając od 1920 roku w Irlandii. Narracja prowadzona pierwszoosobowej czasu przeszłego przez Mary-Kate i jej matkę Merry oraz w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego przez pozostałe siostry, które równie chętnie dzielą się swoimi odczuciami, co kobiety z rodziny Mary. Styl powieści jest bardzo przyjemny, a tajemnica z przeszłości Mary i zagadka czy faktycznie ona jest poszukiwaną siostrą utrzymuje czytelnika w przyjemnym napięciu i towarzyszy przez całą lekturę. Przeskoki pomiędzy miejscami i datami dodają lekturze dynamizmu i nie zostawiają miejsca na jakąkolwiek nudę.
 
Tom siódmy serii po części jest oczywiście bardzo zbliżony do poprzednich, ale i mocno się od nich różni. Tym razem to nie jedna siostra wyrusza na poszukiwanie swojej biologicznej rodziny, nie udaje się do określonego przez Pa Salta miejsca. To siostry, które już dobrze znamy z poprzednich sześciu tomów, ruszają się na misję – tropią Mary, która ma ze sobą pierścień, gwarancję ich pokrewieństwa. Do Nowej Zelandii, pod adres, który wskazał im prawnik, udaje się CeCe, która z Australii ma najbliżej, jednak na miejscu okazje się, że pierścień ruszył z matką Mary-Kate, Merry w podróż dookoła świata. Dziewczyny koniecznie chcą ten pierścień zobaczyć na własne oczy, tak więc podążają tropami Merry przez Kanadę, Anglię, Francję i Irlandię. Kobieta się ich boi, chyba przed nimi ucieka, ale dlaczego? Wątek tego pościgu jakoś nie całkiem mnie przekonał, siostry wydały mi się natarczywe i nie działały z rozwagą, z których znamy je z tomów poprzednich. Oczywiście jego rola w całej powieści, całej sadze ma swoje uzasadnienie, a i zachowanie Merry ostatecznie też zostaje wyjaśnione, jednak sama ta pogoń jakoś nie była dla mnie w pełni pod względem psychologicznym dobrze uzasadniona. To jednak tylko mały minus powieści, która bądź co bądź i tak finalnie mnie oczarowała.
 
Bo i znajdziemy tu wszystko, za co serię kochamy. Tym razem z Merry i jej córką Mary-Kate udajemy się w poszukiwanie ich korzeni, do Irlandii, do czasów, gdy walki o niepodległość tego państwa dopiero się zaczynały. I tak autorka przeprowadza nas przez trudną historię Irlandii, walki zwykłych Irlandczyków z brytyjskimi siłami zbrojnymi. Opowiada o Cumann mBan, stowarzyszeniu kobiet, które przyczyniły się do walk partyzanckich, o ruchach radykalnych, IRA i próbach porozumienia rządów. Wszystko to jednak przedstawia oczami zwykłych ludzi, którzy w tym czasie przeżywają miłości i rozczarowania. Którzy próbują wiązać koniec z końcem, bo i codzienność w gospodarstwach rolnych w Irlandii łatwa nie była. Autorka zaznajamia nas z warunkami życia w tamtych regionach, które 60 lat temu wyglądały całkiem inaczej, zaściankowo, gdzie podział pomiędzy panami, właścicielami ziemskimi a zwykłymi chłopami był nie tyle widoczny, co tworzył ogromną przepaść. Finalnie jednak spoglądamy też na Irlandię współcześnie, widzimy w jak krótkim czasie jej obraz się przeobraził i jak zwyczajne żyje się tam teraz. Oczywiście walka jeszcze nie jest ostatecznie skończona, jednak odbywa się już na innych warunkach niż w wieku poprzednim. „Zaginiona Siostra” to ogromna dawka historii ubrana w bardzo zgrabną i wzruszającą opowieść.
 
„Zaginiona Siostra” to powieść o silnych kobietach, o powrocie do korzeni, o wadze rodziny oraz życia w spokoju, rozliczenia się z przeszłością. To też historia pełna tajemnic, które fascynują i ciekawią. Przeprawia nas przez wiele przepięknych miejsc na ziemi, których urok autorka potrafi oddać jak nikt inny, by w końcu doprowadzić nas do jej własnej, rodzinnej krainy – hrabstwa Cork w Irlandii.  To historia miejsca, trudna, smutna i brutalna opowiedziana oczami kobiet zaangażowanych w walkę o swoje miejsce na ziemi i swoją rodzinę. Jak zawsze przy serii Siedmiu Sióstr, ta historia również mnie poruszyła, oczarowała i dała do myślenia. Jestem zachwycona i czekam na tom finalny, który ma rozwiązać wszystkie kłębiące się w tych siedmiu tomach tajemnice!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie