lipca 28, 2022

"Róża Północy" Lucinda Riley

"Róża Północy" Lucinda Riley
 
Autor: Lucinda Riley
Tytuł: Róża Północy
Tłumaczenie: Marzenna Rączkowska
Data premiery: 27.03.2019, wydanie II
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 576
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Lucinda Riley to brytyjska pisarka irlandzkiego pochodzenia, która podbiła świat serią „Siedem Sióstr”. Ja, tak jak spora część jej aktualnych fanów, swoja przygodę z jej piórem rozpoczęłam właśnie do tych magicznych historii opowiadających losy i poszukiwania swoich korzeni tytułowych siedmiu adopcyjnych sióstr. Lucinda niestety zmarła w roku 2021 nie kończąc serii – został ostatni, ósmy, wyjaśniający wszystko tom, który ukaże się w przyszłym roku (2023) dzięki staraniom jej syna. W międzyczasie sama sięgam po jej wcześniejsze powieści, osobne historie i cieszę się, że mam ich jeszcze kilka nieprzeczytanych – nie wiem co zrobię, jak przeczytam wszystkie, bo pióro Lucindy jest niepowtarzalne! Na pewno będę wracać po prostu do tych, co już czytałam, bo wiem, że będę tęsknić za jej cudownymi historiami.
 
„Róża Północy” to opowieść Anahity, hinduski. Fabuła rozpoczyna się w dniu jej setnych urodzin w Indiach, podczas których przekazuje swojemu prawnukowi Ariemu swoje ostatnie życzenie –chce, by Ari odnalazł jej dawno zaginionego syna. By mógł to uczynić przekazuje mu manuskrypt, w którym spisała swoją historię. Problem polega na tym, że cała rodzina jest przekonana, że wspomniany zaginiony syn zmarł w wieku dziecięcym, widzieli nawet jego akt zgonu. Dlaczego więc Anahita uparcie wierzy, w to, że chłopak żyje?
Rok później Rebecca Bradley, amerykańska gwiazda kina, by udowodnić swój talent leci do Anglii, gdzie w rezydencji Astbury w hrabstwie Devon ma zagrać główną rolę w filmie kostiumowym. Wyjazd dobrze się składa, bo dziewczyna przechodzi mocno burzliwy czas w swoim życiu prywatnym, więc może w miejscu tak odludnym, gdzie nawet nie ma zasięgu, będzie mogła przemyśleć co zrobić dalej?
Tylko co te dwie historie mają ze sobą wspólnego?
„Czasy są dla wszystkich trudne i niespokojne. Ale trzeba czerpać z życia, co się da.”
Książka składa się z prologu, 49 rozdziałów i epilogu. Rozdziały złożone zostały w kilka części – naprzemiennie opisują czasy współczesne, z czasami dawnymi. Te drugie toczą się od roku 1911 w Indiach do roku 1922 w Anglii w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego z perspektywy Anahity, Indiry i Donalda. Czasy współczesne przedstawiają przede wszystkim historię z lipca 2011 z rezydencji Astbury w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Rebecci i Ariego. Styl, jak to zawsze u Lucindy, jest genialny! Mocno opisowy, z niesamowitym wyczuciem postaci, które rozmawiają ze sobą w bardzo przyjemnie rozpisanych dialogach. Tu wszystko do siebie pasuje, widać, że autorka miała niesamowite zrozumienie dla zachowania i psychiki ludzkiej. Wszystko utrzymane jest w stylu trochę kojarzącym się z dawnymi powieściami, stylem uroczym i powabnym, a jednak niosącym wiele emocji uniwersalnych, takich, które zrozumie każdy z nas. Nie znam innego współczesnego autora, który potrafiłby pisać tak pięknie jak Lucinda.
„W ciągu ostatnich kilku lat wiele rozmyślałam nad tym, dlaczego młodzi źle czują się w towarzystwie starych; przecież tyle ważnych rzeczy mogliby się od nas nauczyć. Doszłam do wniosku, że powodem ich dyskomfortu jest nasza krucha fizyczność, którą uświadamiamy im, co czeka ich w przyszłości. W pełnej chwale swojej siły i piękna widzą tylko, że i oni pewnego dnia się skurczą. Nie wiedzą, jak wiele zyskają w zamian.”
Historia, jaką przedstawiła w tej powieści, jest mocno złożona i porusza morze ciekawych tematów. Zacznijmy od wydarzeń najdawniejszych, z 1911 roku, w którym autorka bardzo obrazowo opisuje role w środowisku hinduskim, jakie wtedy pełniły osoby w zależności od płci, wieku i zamożności. W tym czasie los złączył Anahitę z Indirą, stały się sobie towarzyszkami, co umożliwiło Anahiti wyjazd z Indii – razem z Indirą pojechały uczyć się do Anglii. Autorka świetnie oddała różnice w kulturach zarówno w tamtych dawnych czasach, jak i w tych, aktualnych, zderzając ze sobą historię Rebecci z historią Ariego. Wszystko to opisane jest z niesamowitą dokładnością, jednak nieprzytłaczającą informacjami – całość przedstawiona jest z wyczuciem.
„- Z czasem jakoś się z tym pogodzą. Tyle razy już ci mówiłam, Indy, musimy robić, co się da, żeby żyć szczęśliwie.
- Nawet jeśli przez to ranimy ludzi, których kochamy?
- Czasami tak. Ale miejmy nadzieję, że to nie potrwa długo. Twoi rodzice za bardzo cię kochają, żeby cię opuścić (…)”
Sama nie wiem, nie umiem zdecydować czy bardziej czekałam na kontynuację historii aktorki Rebecci, którą obserwujemy zarówno na planie zdjęciowym, jak i po pracy, gdy próbuje zrozumieć samą siebie i to, co powinna ze swoim życiem zrobić. Czy może jednak Anahity, tę z dawnych czasów, która przedstawia trudy życia Hinduski w Anglii w czasie I wojny światowej. Bez obaw, wojna nie jest tu tym, co wychodzi na plan pierwszy, w tej historii też liczy się przede wszystkim odnajdowanie własnej drogi.
„Jedną z rzeczy, jakich dowiedziałam się, kiedy pracowałam we Francji jako pielęgniarka, jest to, że życie jest zbyt krótkie. I chcąc robić to, co uznajemy za dobre dla siebie, musimy być gotowi na poświęcenia.”
Anahita jest postacią niesamowitą. Mądra, spokojna, z dosyć stoickim podejściem do życia. Dzięki tej postaci możemy się wiele nauczyć – przede wszystkim akceptacji i poczucia, że tylko i wyłącznie my sami odpowiadamy za swoje szczęście.
„Nie jestem mądra, Indy, tylko mam w sobie akceptację. Nie możemy zmienić tego, co jest, żebyśmy nie wiem jak się starali.”
Oczywiście historia, którą poznajemy, przedstawia Anahitę jako młodą dziewczynę, która mimo swojej rozważności, jednak też momentami daje się porwać namiętnościom tego wieku. Jakie będą tego konsekwencje? Nie jest to bohaterka, która jest tylko i wyłącznie wzorem do naśladowania. Nie, Anahita przy całej swojej mądrości, jest też bardzo uparta i nigdy nie prosi o pomoc. Ale czy da się tak iść przez życie?
„W upale i kurzu krzyczałam o swojej głupocie. Wiedziałam od wielu tygodni. Dlaczego, och, dlaczego nie chciałam wcześniej zmierzyć się z faktami? Byłam pielęgniarką, znachorką, znakomicie potrafiłam pomóc w życiu innym, za to swoje życie udało mi się zniszczyć.”
Rebecca z kolei to młoda dziewczyna, która doszła do wielkiej sławy swoją ciężką pracą. I nie oszukujmy się, urodą, przez co część ze spotkanych na jej drodze osób, chce jej wmówić, że tylko dzięki temu dotarła na szczyt. Ale czy w ogóle chciała się tam znaleźć? Wygląda na to, że sława przyszła za szybko, teraz jej życie w całości jest publiczne. Jak żyć pod ciągłym ostrzałem dziennikarzy i świateł reflektorów?
„Nie obchodzi mnie ludzkie gadanie. Najważniejsze, że sama wiem, jak było.”
Opisane historie są niesamowicie zbudowane, są przepiękne i mądre, a osnuwa je urok rezydencji Astbury. Wielkie przestrzenie, piękny ogród i odludzie – łąki, strumyk, miejsce, gdzie nie można spotkać żywego ducha. Napawa spokojem, choć i ono kryje w sobie niejedną tajemnicę…
„(…) mama wpoiła mi, że ingerując w czyjś los, zawsze muszę być ostrożna.
- Uważaj, maleńka – ostrzegła mnie kiedyś. – Gdy pomagasz ludziom, sama stajesz się częścią ich przeznaczenia.”
Książki Lucindy zawsze napełniają mnie spokojem, dają poczucie komfortu, ale i mocno angażują – mimo że nie są to thrillery czy kryminały, to jednak autorka tak snuje historię, że ciężko się od niej oderwać – po prostu trzeba się dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy jej bohaterów. Losy nieraz tragiczne, ale jednak pełne mądrości i uroku miejsc i samych kreacji postaci. „Róża Północy” doskonale wpisuje się w ten opis. To przejmujący obraz dwóch kobiet z całkiem różnych czasów, a jednak borykających się z podobnymi emocjami. Do tego niesamowity obraz dawnych Indii i urokliwych angielskich starych rezydencji sprawiają, że historia jest po prostu pełna. Niczego jej nie brakuje. Niesamowity talent, naprawdę. Już tęsknię za jej piórem!
 
Moja ocena: 8/10

Recenzja powstała na życzenie mojej Patronki Jadwigi Chmiel
Chcesz dołączyć do grona moich Patronów? Zapraszam na patronite.pl/kryminalnatalerzu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 27, 2022

"Wbrew rozsądkowi" Agnieszka Pruska

"Wbrew rozsądkowi" Agnieszka Pruska

Autor: Agnieszka Pruska
Tytuł: Wbrew rozsądkowi
Cykl: komisarz Szajba, tom 1
Data premiery: 15.06.2022
Wydawnictwo: Oficynka
Liczba stron: 357 (ebook)
Gatunek: kryminał
 
Agnieszka Pruska na polskim rynku literatury kryminalnej pojawiła się w roku 2013 z debiutem pt. „Literat”. Do tej pory jej dorobek rozrósł się do dziesięciu powieści – wszystkie o tematyce kryminalnej, choć w nich znalazł się też cykl lżejszy, kryminałów z dodatkiem humorystycznym. Autorka od początku swoje książki wydaje w Wydawnictwie Oficynka. Prywatnie pracuje w firmie informatycznej oraz ćwiczy sztuki walki, mieszka w Gdańsku.
 
Fabuła „Wbrew rozsądkowi” rozpoczyna się brutalnym morderstwem z pobiciem. Ucierpiały dwie osoby – zginął mężczyzna, bardzo groźnie pobita została jego kilkuletnia córka. W tym czasie Sara Lipner, komisarz na długim urlopie, w czasie którego ma dość do siebie po pewnej bardzo nieudanej akcji policyjnej, zauważa, że jej znajomy z siłowni gdzieś zniknął. W czasie rozmowy ze swoim przyjacielem komisarzem Piotrem Sulichem, któremu trafiło się śledztwo w sprawie wspomnianego morderstwa, dochodzi do wniosku, że ofiarą jest właśnie ten jej znajomy. Mocno nią to wstrząsa, postanawia więc samodzielnie przyjrzeć się sprawie… Piotr nie jest zadowolony, ale nie utrudnia jej śledztwa na własną rękę. Co odkryje Sara? Kto był zdolny nie tylko do morderstwa z zimną krwią, ale i pobicia niewinnego dziecka tak mocno, że nie wiadomo czy dziewczynka przeżyje?!
 
Książka składa się z prologu, trzynastu rozdziałów i zakończenia. Rozdziały są bardzo długie, narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Sary, oprócz prologu, który opisuje zdarzenia na chwilę przed morderstwem. Styl powieści nie jest najlepszy – teoretycznie językowo nie ma za wielu błędów (prócz masy literówek! To już któraś książka tego wydawnictwa, z tego typu błędami – zdecydowanie powinni zadbać o lepszą korektę tego, co wydają!), ale tekst nie jest specjalnie płynny, nie ma tu tego, co tak często nazywam lekkością pióra. Jest topornie, bez wyczucia, przez co książkę po prostu się źle czyta. Trochę było też takich dziwnych potknięć, dialogów, które nie całkiem się zgrywały, jak np. tu:
„- Może być. Przyjechać do pani?
- Czyś ty zwariował? – Sara wolała spotkać się poza domem.”
gdzie zapytanie Sary w ogóle nie pasuje do pojawiającego się po nim komentarza.  Czy np. tu:
„- Chyba nie służbowo? – spytała mama.
- Mamo, chyba wiesz, że jestem na urlopie – odpowiedziała pytaniem.”
gdzie drugiego pytania nie widzę. Takie niewielkie wpadki, a jednak co chwilę się pojawiające, mocno utrudniają lekturę. Czy to znowu wina niedokładnej korekty? Nie wiem kto o pozbycie się takich niespójności powinien dbać, jednak wiem, że nie powinno ich być.
 
W lekturze nie pomagają na pewno też częste powtórzenia faktów – czytelnik raczej nie zapomina czegoś, o czym czytało 30 czy 50 stron wcześniej. Miałam wrażenie, że to takie trochę traktowanie czytelnika jako osoby mało inteligentnej. Trochę wiarę w naszą inteligencję, a przynajmniej w pamięć!
 
Główną bohaterką tej książki, a i podejrzewam, że całej serii, którą ten tytuł otwiera, jest komisarz Sara Lipner, zwana Szajbą. Jak wspomniałam, Sara kilka miesięcy temu doświadczyła dosyć traumatycznego przeżycia na służbie, z którym do tej pory się nie uporała. Kobieta wpadła w depresję, nic jej nie interesowało, ciężko się z nią rozmawiało. Dopiero, kiedy postanawia sama zbadać sprawę morderstwa, odżywa – okazuje się, że Sara, by funkcjonować, potrzebuje adrenaliny. I tak, to widać, bo pakuje się w masę głupich sytuacji, właśnie przez to, że działa w oparciu o pierwszą myśl, którą u niej jest zawsze działać. Czytelnik ma też okazję dobrze poznać życie prywatne Sary – jej relację z rodziną (nie wiem po co były te fragmenty, nic nie wnosiły do fabuły, ale ciągłe idiotyczne przepychanki słowne naprawdę mnie irytowały i pogłębiały mój brak sympatii do głównej bohaterki) i jej życie miłosne. Sama Sary niestety nie polubiłam, bohaterka wydała mi się mocno nierozważna, przesadnie pewna siebie i swoich racji. Mimo że fabuła przedstawiona jest z jej punktu widzenia, to nie byłam w stanie zrozumieć jej działań pod względem psychologicznym, przez co wydała mi się mało wiarygodna, mało realistyczna.
Nie będę się rozpisywać o innych postaciach – dużą rolę odgrywa w powieści Piotr, przyjaciel Sary, ale jego zachowanie często też nie było dla mnie racjonalne, ani też dobrze umotywowane psychologicznie.
 
Intryga kryminalna nie jest specjalnie zajmująca. W śledztwie jest niewiele punktów zaczepiania, zamordowany był obywatelem nad wyraz praworządnym, choć jego była żona zamieszana jest w handel narkotykami. Czy to dlatego zginął? Na pewno tego zdradzić nie mogę, jednak muszę zaznaczyć, że mamy tu zagadkę, której nie da się samodzielnie rozwiązać – informacje, które mogą czytelnikowi w tym pomóc, znajdują się na samym końcu powieści i nie jest to coś, czego można się po prostu domyśleć. Więc i w detektywów za bardzo się tu pobawić nie możemy.
 
Czy znajdziemy tu jakieś ciekawe tematy do rozważań? Na pewno trzeba tu wymienić wątek narkotykowy i głęboką wiarę zamordowanego w praworządność. Jest też wątek traumy Sary, z którą od miesięcy nie potrafi się uporać. Jednak i to mnie do tej książki nie przekonało – nie było tu nic, co by mnie zaskoczyło, zmusiło do rozmyślań, refleksji. Tematy potraktowane są bardzo ogólnie, a ich ukierunkowanie nie wydaje się w pełni właściwe.
 
Podsumowując, „Wbrew rozsądkowi” w mojej ocenie niestety wypada dosyć słabo, ciężko jest mi znaleźć jakieś plusy tej powieści. Jedyne emocje, jakie we mnie wzbudziła, prócz coraz większej irytacji, to zszokowanie faktem brutalnego pobicia dziecka. Temat trudny, brutalny, ale nie jest w stanie uciągnąć całej powieści. Niestety, tej lektury polecić nie mogę.
 
Moja ocena: 4/10

Recenzja powstała na życzenie mojej Patronki Pauliny Korek (@zaczytana_panna)
Chcesz dołączyć do grona moich Patronów? Zapraszam na patronite.pl/kryminalnatalerzu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

lipca 26, 2022

"Schronisko, które przestało istnieć" Sławek Gortych - patronacka recenzja przedpremierowa

"Schronisko, które przestało istnieć" Sławek Gortych - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Sławek Gortych
Tytuł: Schronisko, które przestało istnieć
Cykl: karkonoski, tom 1
Data premiery: 27.07.2022
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał
 
„Schronisko, które przestało istnieć” to debiutancka powieść młodego autora, Sławka Gortycha, pasjonata górski wędrówek, który od kilku lat zbiera historie dotyczące Karkonoszy na blogu zagubionywkarkonoszach.wordpress.com. Mimo młodego wieku autor posiada niesamowitą wiedzę, a do tego naprawdę lekkie pióro, przez co jego debiut z przyjemnością mogę ogłosić prawdopodobnie najlepszym debiutem tego roku! Ponadto potencjał, jaki autor zaprezentował w tej powieści, jest ogromny, więc bardzo prawdopodobne, że Gortych już za kilka lat będzie nazwiskiem znanym wszystkim polskim czytelnikom!
 
Fabuła „Schroniska, które przestało istnieć” toczy się w listopadzie 2004 roku, kiedy to stomatolog Maksymilian Rajczakowski w ramach swojego urlopu wybiera się w Karkonosze, do schroniska Nad Śnieżnymi Kotłami, które jeszcze do niedawna należało do jego wujka. Schronisko nadal jest nieczynne, jego wuj miał w planach przywrócić je do stanu używalności, niestety nie zdążył – spadł z sąsiadującego ze schroniskiem urwiska… Maks, tyle razy przez wujka zapraszany, gnany wyrzutami sumienia teraz postanawia tam pojechać i trochę odpocząć. Pomyśleć nad swoim życiem, może zastanowić się, co dalej zrobić ze schroniskiem. Jednak po przyjeździe na miejsce zaczynają dziać się dziwne rzeczy – w nocy w budynku słychać jakieś dziwne odgłosy, właściciel sąsiadującego schroniska zachowuje się dosyć dziwnie, a historyk z okolicznego miasteczka jest pewien, że jego wuj nie zginął przypadkowo… Co to wszystko znaczy? Czy śmierć wuja nie była przypadkiem? Jeśli nie, to dlaczego zginął? I co do tego wszystkiego ma historia sprzed 50 lat?!
 
Książkę otwiera wiersz Gerharta Hauptmanna (którego postać pojawia się w fabule) pt. „Karkonosze”, mapka przedstawiająca miejsce wydarzeń i ich spis powojennych nazw niemieckich i polskich odpowiedników. Fabuła rozpisana została na dziewięć tytułowanych rozdziałów, które podzielone są na krótkie podrozdziały oznaczone datą wydarzeń i miejscem. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przede wszystkim z perspektywy Maksa, jednak nie tylko – rozdziały dotyczące czasów współczesnych przeplatają się z czasami z końca II wojny światowej, jak i z lat 60tych XX wieku – tutaj oczywiście narrator obserwuje innych bohaterów. Styl powieści jest zaskakująco dojrzały. Jak na debiut, a jeszcze mocniej, jak na młody wiek autora. Są ładnie budowane zdania, odpowiednia ilość dialogów do opisów otoczenia i zachwycających widoków. Książkę czyta się naprawdę płynnie, przyjemnie, nie ma żadnym wpadek czy nieprzyjemnych zakłóceń rytmu. Naprawdę, gdybym nie wiedziała przed lekturą z całą pewnością, że jest to debiut, to nigdy w życiu bym w to nie uwierzyła 😊
 
Poza dojrzałym stylem, a raczej przede wszystkim, największym plusem tej powieści jest niesamowicie sprawne połączenie historii prawdziwej, faktów historycznych z zajmującą kryminalną fabułą. Autor posiada ogromną wiedzę o tych rejonach i sprytnie ją wykorzystuje, wplatając ją przede wszystkim w wydarzenia fabularne dotyczące się w przeszłości. Zresztą, o czym wcześniej nie wspomniałam, książkę zamyka posłowie, w którym autor wyjaśnia, co z przedstawionych w książce historii jest prawdą, a co nie. Zdziwicie się jak dużo jest tu prawdziwej historii! Dzięki temu czytelnik może poznać przeszłość terenów karkonoskich, które w czasie i po wojnie były naprawdę mocno skomplikowane, a życie tam wiązało się z wieloma trudnościami, których inne rejony nie doświadczyły. Poza tematem trudów życia związanych z zamieszaniem wojennym, sporo miejsca poświęcone jest też na samą historię schronisk górskich, tych które nadal są czynne, i tych, które już dawno nie istnieją. Są postacie historyczne, a nawet pewna zagadka, której sygnały czytelnik dostaje już w pierwszym rozdziale utworu. Poza tym, ze spraw bardziej aktualnych, rewelacyjnie opisane są szlaki, ścieżki górskie – czytelnik ma wrażenie, że może z tą książką wędrować po górach i traktować ją jako swojego osobistego przewodnika. Sama już podczas lektury czułam ogromną chęć spakowania plecaka i ruszenia śladem tej historii! A przyznam, że ja raczej nie jestem z tych mocno aktywnych 😉
 
Poza faktami z historii, w książce znalazło się też miejsce na wierzenia z tamtych rejonów – chodzi tu przede wszystkim o Ducha Gór, zwanego Liczyrzepą, o którym legendy, zmiana wizerunku na przestrzeni lat są z gracją wplecione z fabułę. Kogo miałby obchodzić staruch z laską? Gortych tak opisuje tę historię, że zacznie obchodzić wszystkich!
 
Ze względu na blog, który (chwilowo w teorii) ma też opowiadać o jedzeniu, nie mogę i tego wątku pominąć, bo i on w książce został świetnie oddany. Nie zajmuje dużo miejsca, ale co nasz główny bohater odwiedza jakieś schronisko, to zawsze coś je – i zawsze są to specjały, którymi można się w tych miejscach delektować naprawdę. Przyznam, że nieraz ślinka mi ciekła… 😉
 
A gdzie ten kryminał? No jest, oczywiście, że tak! Nie jest to może motyw mocno dominujący, bo przecież jest tyle tematów pobocznych, ale rewelacyjnie spaja całą historię w jedno. To taki kręgosłup powieści – nie jest mocno widoczny gołym okiem, ale bez niego nic by tutaj nie działało. Wątek kryminalny poprowadzony jest sprawnie, jest też malutki wątek romansowy, ale naprawdę minimalny, więc nawet nie będę się go czepiać 😉 Postacie współcześnie występujące są dobrze zarysowane, choć też na razie raczej ich charaktery i historie z przeszłości są tu lekko nakreślone – na pewno będą to wątki rozwijane w dalszych tomach serii.
 
Przyznam, że to jedna z tych książek, nad którymi mogłabym się jeszcze długo zachwycać, wypisywać Wam bez końca jej zalety i przekonywać, że jest to tytuł, od którego nie da się oderwać. Myślę jednak, że na tym te omówienie skończymy – chcę zostawić Wam te smaczki do samodzielnego odkrycia. Naprawdę rzadko spotyka się takie kryminały, które nie tylko ciekawią intrygą kryminalną, ale niosą ze sobą tak wiele wiedzy o tym, co faktycznie się kiedyś działo. I z których bija taka miłość do miejsca opisywanego, że czytelnik prędzej czy później na pewno tam pojedzie, by przekonać czy w świecie realnym i jemu udzieli się ten zachwyt. Ciężko uwierzyć, że jest to debiut, a tym bardziej, że debiut tak młodego autora! Wróżę mu wielką karierę pisarską, na miarę pewnego polskiego pisarza, który takie książki zaczął pisać już na emeryturze 😊
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Za możliwość lektury przedpremierowej i objęcia książki patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 25, 2022

"Bullet train. Zabójczy pociąg" Kotaro Isaka - patronacka recenzja przedpremierowa

"Bullet train. Zabójczy pociąg" Kotaro Isaka - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Kotaro Isaka
Tytuł: Bullet train. Zabójczy pociąg
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Data premiery: 26.07.2022
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 408
Gatunek: thriller / komedia pomyłek
 
Kotaro Isaka to bestsellerowy japoński autor thrillerów, który w swoim kraju zdobył ogromną liczbę nagród literackich, jak i wydał już pokaźną liczbę powieści. W świat ruszyły na razie trzy z nich, które zostały przetłumaczone angielski, a ta jedna „Bullet train” właśnie rozszerza swój zasięg z okazji ekranizacji, która już za moment pojawi się w kinach. I to ekranizacji nie byle jakiejś, bo za jej reżyserię wziął się nie kto inny niż David Leitch („John Wick”, „Deadpool 2” „Atomic Blonde”), a na ekranie zobaczymy takie gwiazdy kina jak Brad Pitt czy Sandra Bullock.
 
Fabuła „Bullet train. Zabójczy pociąg” rozgrywa się w czasie jednej podróży z Tokio do Morioka superszybkim pociągiem Shinkansen rozpędzającym się do ponad 300km/h. Podróżują nim Cytryna i Mandarynka, którzy mają za zadanie dowiedź do jednego z najgroźniejszych japońskich gangsterów jego syna, którego właśnie odbili z rąk porywaczy, jak i walizkę z okupem, którą razem z nim odebrali. Biedronka, najbardziej pechowy płatny zabójca świata ma proste, naprawdę proste zadanie – ukraść pewną walizkę i wysiąść na następnym przystanku. Jest jeszcze Kimura, zdesperowany ojciec, który zamierza pomścić krzywdę swojego kilkuletniego syna. Jego ofiarą ma paść Książę – zdawałoby się łagodny, niewinny gimnazjalista… Ale czy na pewno? Jak potoczą się losy bohaterów? Komu uda się doprowadzić swój plan do końca podróży, a kto będzie musiał improwizować? No cóż, szybko okazuje się, że wszyscy... 😉
 
Książka składa się z krótkich nienumerowanych podrozdziałów rozpisanych na cztery postacie: Kimurę, Księcia, Biedronkę i Owoce. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy każdego z nich, więc czytelnik nie tylko widzi wydarzenia ich oczami, ale i od razu poznaje ich myśli i odczucia. Styl powieści jest prosty, zdania w większości krótkie, kiedy opisywane są kolejne zdarzenia, trochę dłuższe, gdy fabuła lekko zwalnia dając moment na refleksję. Dzięki naprzemiennej narracji, krótkim rozdziałom i dynamicznej akcji całość czyta się naprawdę szybko, a i oderwać się od lektury trudno.
„Chodzi o to, że ludzie chcą uwierzyć w wyjaśnienia. I jeśli słyszą je z ust kogoś ważnego, kto mówi z pełnym przekonaniem: ‘Nie martw się, wszystko jest w porządku’, to z grubsza dają się przekonać. A ten ważny człowiek nigdy nie mówi całej prawdy.”
Dzisiaj zaczniemy tradycyjnie – od postaci. Bo te są ogromnym atutem powieści. Cytryna, Mandarynka i Biedronka to płatni zabójcy, najlepszy w swoim fachu. Dwaj pierwszy pracują razem, z wyglądu są nawet do siebie podobni. Charaktery jednak mają całkiem różne – Cytryna podchodzi do wszystkiego racjonalnie, w wolnych chwilach czyta wielkie powieści, lubuje się przede wszystkim w klasyce rosyjskiej, nie boi się też jej cytować. Mandarynka z kolei działa tak, jak podpowiada mu instynkt, bez specjalnych rozważań czy refleksji. No, chyba że widzi w sytuacji podobieństwa do bajki Tomek i przyjaciele, której jest psychofanem. Tak, nosi nawet ze sobą naklejki pociągów występujących w bajce i rozdziela je, gdy ktoś z nimi mu się skojarzy… Biedronka, jak wspomniałam, to najbardziej pechowy płatny zabójca świata, ale co ciekawe, równie skuteczny co wspomniana dwójka. Biedronka cały czas trzyma się na łączach z Marią, jego pracodawczynią, pośrednikiem w przyjmowaniu zleceń. Ta postać niesie w sobie największy ładunek humorystyczny sposób wszystkich się tu pojawiających.
Jest też Książę, gimnazjalista, który testuje granice ludzkiej wytrzymałości psychicznej, który znęca się nad rówieśnikami i nie boi się filozoficznych dysput z dorosłymi. To manipulator z mocnymi rysami psychopatycznymi, który mimo to jest tą postacią, która wywołuje najwięcej refleksji.
No i jest jeszcze biedny Kimura, który całe życie ma pod górkę… Alkoholik i zdesperowany ojciec pewny, że zemsta będzie najlepszym rozwiązaniem. Barwny kalejdoskop postaci, prawda?
„To typ człowieka, który nie czyta książek. Jednobarwny i pusty w środku, dlatego tak łatwo mu się dostosować. Jak już minie, to od razu o tym zapomina. Poza tym zero empatii. Właśnie tacy ludzie powinni czytać powieści, ale nigdy tego nie robią.”
Akcja powieści toczy się dynamicznie, autor co chwilę testuje wytrzymałość swoich postaci stawiając je w coraz bardziej absurdalnych sytuacjach. Które, swoją drogą, odpowiedzialne są za to, że książkę wolę określić jako komedię niż thriller. Co chwilę dostajemy kolejne zwroty akcji, kolejne niespodziewane zdarzenia i przeszkody rzucane bohaterom pod nogi. Mimo tylu komicznych sytuacji znajdzie się też chwila na refleksję – czasami miałam wrażenie, że tematy, o których mowa przedstawione są trochę na bardzo szczegółowo, tak jakby czytelnik sam nie był w stanie wyciągnąć wniosków. Takich momentów było kilka, ale wydaje mi się, że to może być po prostu cecha charakterystyczna powieści japońskich, więc nie zamierzam jej nadmiernie krytykować. W takich momentach akcji mocno zwalnia, by za chwilę znowu rozpędzić się do granic możliwości. A może to zabieg specjalny? Tak jak Shinkansen zwalniający przed każdą stacją, by za chwilę znowu pędzić te swoje 300km/h?
„Wtedy zrozumiałem, jak dużą wartość ma rzecz, której się pożąda. I jak wysoką pozycję można osiągnąć, jeśli się ma te rzeczy.”
No właśnie, miejsce akcji! Połączenie klasycznego motywu zamkniętego pokoju z nowoczesnością, cudem techniki to naprawdę świetna kombinacja. Dodaje to książce filmowości, do razu myśli uciekają do tych wszystkich dynamicznych filmów akcji, jak np. Speed, z tymże tu dostajemy wszystko podszyte czarnym humorem i nawiązaniami do popkultury związanej z motywem zabójców na zlecenie.  Nasi bohaterowie przeskakują z przedziału do przedziału, szukają schowków i chowają się w łazienkach – takiego nagromadzenia absurdalnych sytuacji dawno nigdzie nie spotkałam! Nie da się nie śmiać 😊
 
Ale tak, wspomniałam, że są też momenty poważniejsze, zmuszające do refleksji. Przede wszystkim zastanawiamy się nad istotą zła, nad tym są się biorą ludzie, którzy pragną zdominować, zmanipulować i nagiąć do swojej woli innych. Przyglądamy się zachowaniom ludzi w tłumie, tego, co robi z człowiekiem władza, jaką wartość ma życie i co to w ogóle jest etyka. Tematy ciekawe, warte przemyślenia, choć jak wspomniałam, czasami potraktowane za bardzo rozwlekle.
„Niewielu ludzi jest tak naprawdę pewnych swojej wartości. Zwłaszcza jeśli są młodzi i nie mają na czym tej pewności oprzeć. To, co o sobie myślą, w dużej mierze zależy od tego, co sądzą o nich inni. Dlatego Książę regularnie wyśmiewa ich i poniża, pokazując im jednocześnie własną pewność siebie.”
W „Bullet train” dzieje się naprawdę dużo! To książka dostarczająca wiele emocji, przede wszystkim tych pozytywnych, bo ilość absurdalnych zdarzeń wręcz wymusza wybuchy śmiechu. Uwielbiam też jej bohaterów, Mandarynka z tymi swoimi bajkowymi pociągami, czy biedny Biedronka, który w pewnym momencie już w końcu godzi się ze swoim losem i pechem co chwilę go spotykającym… Naprawdę rewelacyjna plejada postaci! Mimo niewielkich uwag naprawdę dobrze spędziłam przy tej książce czas, a tym bardziej cieszy mnie to, że mogłam przeczytać coś innego, japońskiego, z czym chyba jeszcze wcześniej nie miałam do czynienia. To taka dobra, dynamiczna filmowa komedia, tyle że dziejąca się na kartach powieści. Nie dziwię się, że Hollywood pokusiło się o film!
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą przedpremierowo i objęcia jej swoim patronatem medialnym dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 23, 2022

Kilka pytań do... Justyny Stanisz, autorki kryminału "Wróciło"

Kilka pytań do... Justyny Stanisz, autorki kryminału "Wróciło"

Co da się wyczytać z ludzkich kości, jakie miejsce w fabule mają dwie epidemie, co leży w szufladzie Justyny Stanisz i jak wyglądał jej pokój podczas pisania "Wróciło", a także czego możemy się spodziewać w kolejnych tomach cyklu o Ewie Dębskiej?
Zapraszam na rozmowę z autorką!

Justyna Stanisz notka biograficzna:
ur. 1974r., dwukrotna laureatka konkursu na opowiadanie kryminalne i uczestniczka warsztatów literackich w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu w latach 2015 i 2016. Wrocławianka z wyboru.
Z wykształcenia pielęgniarka i historyk. Zawodowo aktywna w branży medycznej.


Kryminał na talerzu: Kilka dni temu na naszym rynku ukazała się Pani pierwsza powieść, w której posłowiu możemy przeczytać, że już wcześniej pisała Pani kryminały. Do szuflady? Ile ich było zanim to właśnie „Wróciło” zdecydowała się Pani wydać?

Justyna Stanisz: W tej szufladzie leży mały stos opowiadań. Były to takie wprawki, żeby się rozpisać. Dwa z nich trafiły na konkurs na opowiadanie kryminalne w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. W latach 2015 i 2016 byłam szczęśliwą laureatką tego konkursu. Może kiedyś wrócę do pomysłów w nich zawartych i powstaną kolejne powieści 😊


Zatem „Wróciło” to właśnie ten pierwszy, poważny powieściowy debiut, książka, dzięki której polscy czytelnicy poznają Pani nazwisko. Jak się Pani czuje oddając nam w ręce tę powieść?

Jestem szczęśliwa, ale jeszcze oswajam się z tą myślą. Zawsze marzyłam o wydaniu książki, a teraz, kiedy to stało się faktem, ciągle trudno mi uwierzyć. Jednym słowem, radość i niedowierzanie 😊


Decydując się na jej wydanie wybrała Pani self-publishing we wsparciu wydawnictwa BookEdit, które specjalizuje się w takiej formie współpracy. Skąd decyzja, by robić to w ten sposób, a nie w formie tradycyjnej?

Propozycja i warunki współpracy jakie przedstawił mi szef wydawnictwa, pan Artur Owczarski, bardzo mi odpowiadały. Pomyślałam, dlaczego nie spróbować. I tak się zaczęło 😊


W posłowiu książki zdradza nam Pani, że inspiracją do powstania tej historii była nasza aktualna pandemia i artykuł o epidemii ospy z 1963, na który trafiła Pani w internecie. Zatem zamiast tego zapytam Panią o to dlaczego kryminał? Dlaczego właśnie ten gatunek? W końcu obydwie epidemie mogłaby Pani równie dobrze połączyć w powieści np. obyczajowej 😊

Lubię, kiedy coś z czegoś wynika i do czegoś prowadzi. Lubię ciągi przyczynowo-skutkowe. Taki jest kryminał. Z pozornie niepasujących do siebie elementów z każdą przeczytaną stroną układa się spójny, dość mroczy obraz. Poza tym, pandemia 2020 r. i epidemia ospy 1963 r. są tłem do fikcyjnej historii. I takie też było moje założenie. Nie chciałam pisać o epidemiach jako takich. Ludzie są zmęczeni pandemiczną rzeczywistością, doskonale ją pamiętają. Nie było sensu bić przysłowiowej piany. Kryminał to już coś innego. Obie epidemie można było wykorzystać jako element fabularny ciekawie łączący los bohaterów.


Czy coś lub ktoś, poza oczywiście obydwoma epidemiami, w Pani książce ma swój pierwowzór czy odzwierciedlenie w rzeczywistości?

Jak to ładnie się mówi czy pisze, wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe i niezamierzone 😊 A tak poważnie, poza epidemiami, w książce nie ma wzorowania się na realnych osobach, czy wydarzeniach. Wszystko jest tylko i wyłącznie wymysłem pokrętnej wyobraźni autorki (śmiech).


We „Wróciło” zagadka zaczyna się od odkopania ludzkich kości w ogrodzie głównej bohaterki. Kiedy medycy biorą je do badania, określają nie tylko płeć i wiek ofiary, ale i kolor oczu i włosów. Naprawdę z kości da się dowiedzieć takich rzeczy? Bardzo mnie to zaciekawiło 😊

Z wiedzy, jaką zechciała się ze mną podzielić moja konsultantka w zakresie antropologii sądowej, niezbicie to wynika. W końcu badania DNA to badania genetyczne, a przecież w genach mamy zapisane wszelkie informacje odróżniające nas od innych ludzi. Kolor oczu czy włosów to też cecha charakterystyczna i możliwa do zbadania na poziomie genetycznym.


Muszę przyznać, że zagadka, jaką stworzyła Pani na potrzeby tej powieści, naprawdę mi się podobała, była mocno zagmatwana i rozbudowana. Wnioskuję więc, że siadając do pisania tej powieści miała już Pani wszystko dokładnie rozpisane?

Dokładnie rozpisane? (śmiech). Ja miałam cały pokój wyklejony wykresami i powiązaniami rodzinnymi wszystkich bohaterów tej historii 😊


Moja Patronka Paulina Kurek chciałaby wiedzieć co było dla Pani najtrudniejsze w procesie pisania?

Najtrudniejszy, czy może lepszym określeniem będzie, najbardziej żmudny etap pracy to kolejne czytania napisanej już książki. I znajomość tekstu wcale tego nie ułatwia. Wręcz przeciwnie. Zanim książka powstała, miałam kilka pomysłów jak ma wyglądać. Po licznych analizach zostałam przy tym, który trafił do Państwa rąk. Kolejne czytania w pewnym momencie powodują zastanowienie: „Coś mi umknęło? Czy to było w wersji, którą odrzuciłam?” itd. Jednak ten etap jest bardzo potrzebny, żeby do czytelnika trafiła książka w nieskazitelnej postaci.


A ja zapytam: co cieszyło Panią najbardziej?

Najpiękniejsze etapy pracy nad testem to samo wymyślanie historii, budowanie wątków, składanie z nich intrygi, praca nad postaciami. Dalej, research to coś, co uwielbiam. Wycieczki do miejsc, które planuję wykorzystać w fabule, rozmowy ze specjalistami w konkretnych dziedzinach, zbieranie informacji potrzebnych, aby nadać autentyczności fikcyjnej historii. I wreszcie samo pisanie. A na koniec widok wydrukowanego sporego rękopisu obok klawiatury komputera, który był moim wdzięcznym współpracownikiem przez wiele godzin i dni 😊


W artykule Wydawnictwa BookEdit zapowiadającym ten tytuł możemy przeczytać, że jest to początek cyklu, który będzie składał się z czterech tomów. Czy prace nad kolejnymi tomami już ruszyły? Może nam Pani coś na ich temat zdradzić?

Oczywiście, prace nad dalszymi losami głównych bohaterów ruszyły pełną parą. Jak na dobry kryminał przystało, na to, co dalej wydarzy się życiu Ewy Dębskiej i jej znajomych z Wydziału Specjalnego i Prokuratury, opuszczę kurtynę milczenia (śmiech). Mogę jedynie zdradzić dwie rzeczy. Ewa znowu stanie przy stole sekcyjnym w tzw. sądówki, a kolejne historie będą coraz mroczniejsze. Bohaterowie będą ocierać się o śmierć i czasami działać nie do końca zgodnie z procedurami 😊 A reszta? Cóż, cicho sza 😊


Kiedy Pani pisze? Codziennie w określonych porach czy raczej nie jest to tak dokładnie sprecyzowane, po prostu kiedy jest na to czas? 

W związku z tym, że pracuję również na etacie, nie mam możliwości swobodnego planowania pracy. Na pisanie wykorzystuję więc każdą wolną chwilę. Przeważnie są to weekendy.


Skoro już jesteśmy przy czasie, to jak długo pisała Pani „Wróciło”? I jak długo trwało przygotowanie książki do wydania?

"Wróciło" pisałam dwa lata. Zaczęłam latem 2020 roku. Właśnie ze względu na ograniczone możliwości czasowe 😊 Natomiast sam proces wydawniczy trwał około 6 miesięcy.


To teraz kilka pytań niezwiązanych już z tą powieścią. Jaki jest Pani ulubiony sposób na relaks?

Spacery, czytanie, spotkania z bliskimi i znajomymi. Poza tym, jeśli tylko mam taką możliwość lubię po prostu poleniuchować 😊


Ulubione miejsce na Ziemi?

Każde, które jest nad morzem (śmiech). Uwielbiam plażę, piasek, szum fal i urok nadmorskich miejscowości.


Jak wygląda Pani biblioteczka, jakiś gatunków, autorów jest w niej najwięcej?

W mojej biblioteczce panuje różnorodność. Ze względu na to, że posiadam dwa zawody - jestem pielęgniarką i historykiem - książki związane z tymi branżami zajmują sporo miejsca na półkach. Oczywiście, kryminał. Jeśli chodzi o autorów, lubię zarówno polskich, jak i zagranicznych. Nie mam jednego ulubionego. Uważam, że jest wiele świetnych książek, które warto przeczytać.


I ostatnie, obowiązkowe pytanie na moim kulinarno-kryminalnym blogu: co najbardziej lubi Pani jeść? 😊

Najbardziej lubię domowe jedzenie, choć nie zawsze znajduję czas na gotowanie i wtedy uciekam się do czegoś na szybko (śmiech). Natomiast jeśli chodzi o domowe jedzenie, to najlepsza jest kuchnia mojej mamy i specjały mojego taty 😊


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!
Dziękuję za rozmowę 😊 Pozdrawiam wszystkich czytelników 😊
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 22, 2022

Book tour z "Długą nocą"!

Book tour z "Długą nocą"!

"Długa noc", czyli najnowsza książka Wojciecha Chmielarza na naszym rynku dostępna jest już od ponad pięciu tygodni. Jak można się było spodziewać, ogromna liczba czytelników sięgnęła już po ten tytuł - tylko na portalu lubimyczytac.pl zebrała ponad 750 ocen! Przyznam, że przy żadnej rekomendacji tak wysokiego wyniku jeszcze nie miałam 😊 Mimo to wiem, że miłośników książek mamy tutaj więcej, więc dzisiaj przychodzę do Was z ostatnią możliwością na tym blogu, by z tym tytułem się zapoznać - ruszamy z akcją czytelniczą zwaną book tourem!

Jeśli wcześniej chcielibyście dowiedzieć się o książce nieco więcej, sprawdzić czy będzie to coś, co może się Wam podobać, to zapraszam na moją recenzję - klik! oraz wywiad z autorem - klik!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora oraz profil Wydawnictwa Marginesy w swoim poście oraz wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu.
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać, zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Będzie mi miło jeśli zostawicie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Fajnie, jeśli do wysyłanej paczki dorzucicie coś małego od siebie, herbatkę, czekoladkę, cokolwiek by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w niedzielę.
Książka ruszy w podróż w poniedziałek, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autora książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Lista uczestników:
1.@czytajzpaula opinia - klik! 
2.@maniaczka_ksiazek 
3. @i.krasnodebska opinia - klik!
4. @marzaczyta  opinia - klik! (książka jest tu od 15.09)
5 @gusia19 
6. @zaczytana_mama_40_ 
7. @foreelock
8. @monika.deren
9. @marzenaguzior
10. @z_ksiazka_mi_po_drodze
11. @edytachadid
12. @zaczytana_panna
13. @czytanietojestto
14. @annadyczko_mczas
15. @kasienkaj7
16. @moniage
17. @ruda.czyta
18. @kasia_g_autor
19. @mirkowo3
20. @patrycjadziembor
21. @lapraskova
22. @wel_onka

lipca 21, 2022

Wygraj "Wróciło"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "Wróciło"! Konkurs patronacki (rozwiązany)
O książkach lubimy rozmawiać, ale też lubimy się nimi dzielić, prawda? Mnie sprawia dużą przyjemność możliwość dostarczenia Wam dobrych czytelniczych propozycji, zarówno tych, o których huczy cały świat literacki, jak i tych, o których mówi się niewiele, choć przecież na to zasługują. Szczególnie dotyczy się to oczywiście gatunku zawartego w tytule bloga, czyli kryminału. I dzisiaj przychodzę podzielić się z Wami fajnym debiutem literackim Justyny Stanisz, której pierwsza książka "Wróciło" ukazała się jedenaście dni temu na rynku czytelniczym, a na okładce której znajdziecie moje logo. Jest to kryminał z tych sięgających klasycznych założeń gatunku, a więc przede wszystkim liczy się tu dobra zagadka. Jeśli więc tak jak ja lubujecie się w tego typu kryminałach, to na pewno ucieszy Was wieść, że dzisiaj przychodzę do Was z konkursem na trzy egzemplarze!

A jeśli nie mieliście okazji poczytać czegoś więcej o tym tytule, to nic straconego, moją pełną recenzję znajdziecie tu - klik!


Co trzeba zrobić, by wziąć udział w konkursie?

Odpowiedź na pytanie:
Czy lubisz sięgać po debiuty literackie czy raczej trzymasz się książek znanych już Ci autorów? Swoją wypowiedź krótko uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, ich ciekawiej – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 21 do 24 lipca do 23:59, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG kolejnego dnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na obydwu profilach).


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
25.07 aktualizacja - wyniki konkursu:
Muszę przyznać, że spodobało Wam się to pytanie, a co więcej - wszyscy jednogłośnie stwierdziliście, że warto dawać szansę debiutom! Takiego jednogłosu chyba jeszcze w żadnym konkursie nie było! Bardzo się z tego cieszę i choć nagrodzić mogę tylko trzy osoby, to i tak mam nadzieję, że pozostali uczestnicy też skuszą się na lekturę - u mnie będzie jeszcze jedna szansa się z tym tytułem zapoznać, a pod moją recenzją znajdziecie zarówno porównywarkę cenową, jak i link, pod którym znajdziecie książkę na Legimi - serdecznie Was zachęcam do dania szansy temu tytułowi! 
(Jeśli wcześniej jeszcze nie korzystaliście z Legimi, to możecie się do mnie zgłosić po link z darmowym dostępem na 30 dni do biblioteczki portalu.)
A teraz pora na zwycięzców:

FB:
1) Małgorzata Duda-Löffler
Kiedyś nie sięgałam po debiuty, aż "Pchła" Anny Potyry udowodniła mi, że wiele z takim nastawieniem tracę i teraz już chętnie odkrywam nowych Autorów 📕

2) Anna Segeth
Każdy autor kiedyś był debiutantem, wypuścił w świat swoje dziecko - pierwszą książkę. I martwił się jak przyjmie ją świat. Dlatego nie mam nic przeciw debiutom literackim, poza tym nowy autor - nowa krew, może coś odkrywczego wymyśli, co mnie zaciekawi?
Zawsze warto dać szansę nowej osobie.
IG:
3) @z_ksiazka_mi_po_drodze
Zdecydowanie jestem za sięganiem po debiuty! Zarówno jeśli chodzi o pierwszą książkę w dorobku pisarza jak i pierwszą w nowym dla niego gatunku. Najlepszy sposób na „odkrycie” nowych ulubionych autorów 😉 czasami można się rozczarować, ale i tak uważam, że jest to gra warta świeczki! Bo niespodziewanie można trafić na prawdziwe perełki.

Gratulacje! Czekam na Wasze adresy do czwartkowego wieczoru!
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za zgłoszenia i jak zawsze zachęcam do dalszej obserwacji moich profili - już niedługo będę miała dla Was kolejne atrakcje!

lipca 20, 2022

"Gra na dwa fronty" Lily Lindon

"Gra na dwa fronty" Lily Lindon

 

Autor: Lily Lindon
Tytuł: Gra na dwa fronty
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data premiery: 15.06.2022
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: komedia romantyczna
 
Dawno, dawno temu od czasu do czasu czytywałam komedie romantyczne – głównie polskich autorów. Po wielu latach przerwy nieśmiało ponownie wróciłam do tego gatunku za sprawą serii wydawniczej Albatros „Mała czarna”. I przyznam, że zakochałam się w tych uroczych, przyjemnych historiach (recenzję każdej z nich znajdziecie na tym blogu)! I choć nadal komedia romantyczna to rzadko wybierany przeze mnie gatunek, to Wydawnictwo Albatros przekonało mnie, że wie, co w tym temacie może mnie zadowolić. I tak też było i tym razem!
„Gra na dwa fronty” to debiutancka powieść Lily Lindon, Brytyjki, która na co dzień zajmuje się redakcją książek. Wcześniej pisała skecze dla studenckiej grupy komików, teraz uczy kreatywnego pisania i prowadzi swój własny podcast Wit Lit z wywiadami o zabawnych książkach.
 
Fabuła książki skupia się na postaci Giny. To 26letnia dziewczyna, która od siedmiu lat żyje w stałym związku z Dougiem, chłopakiem, którego poznała na początku swoich studiów. W ciągu tych siedmiu lat wiele w jej życiu się zmieniło: założyła zespół muzyczny, później z niego odeszła, umarł jej ukochany ojciec, a ona sama zaczęła uczyć gry na pianinie… Doug zawsze przy niej był. Teraz jednak nadchodzi moment przełomowy – Gina jest pewna, że Doug będzie chciał jej się oświadczyć. Wizja wyjścia za mąż w tym wieku napawa ją przerażeniem, pod wpływem którego zaczyna kwestionować całe swoje aktualne życie. Kiedy jej najbliższa przyjaciółka Soph, influencerka i zdeklarowana lesbijka wymusza na niej wyjście do lesbijskiego pubu, Gina przystaje na to z dużymi oporami. Jednak po kilku drinkach dzieje się coś niezwykłego – na scenę wkraczają cztery dziewczyny, których muzyka mocno oddziałuje na Ginę. A gdy po koncercie spotyka jedną z nich, tę zadziorną i tajemniczą, zaczyna czuć motylki w brzuchu… Czy to możliwe, że się w niej zakochuje? I co zrobi, by podążać za głosem serca? Do czego Gina będzie się w stanie posunąć?
„Musisz przestać robić to, co wydaje ci się konieczne, i zacząć robić to, czego naprawdę pragniesz. Przestań się ograniczać.”
Książka podzielona jest na trzy części. Składa się z 34 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy Giny. Styl powieści jest lekki, dosyć nowoczesny – autorka nie waha się od czasu do czasu użyć dosadniejszych słów, więc już w samej warstwie językowej nie jest to powieść z tym grzecznych i niezobowiązująco przyjaznych dla wszystkich. Ze względu na narrację czytelnik ma wgląd w myśli bohaterki, których w historii o odnajdywaniu siebie jest naprawdę dużo 😊 Nie jest to jednak minus powieści, pisana jest fajnym stylem, z dodatkiem humoru, co dodatkowo dodaje historii lekkości.
„Wydaję z siebie nieludzkie dźwięki, a smarki próbują się wydostać ze wszystkich otworów w moim ciele.
Pozostali pasażerowie [pociągu] nic nie mówią ani nawet nie zwracają na mnie uwagi, a mnie przepełnia duma, że jestem Brytyjką.”
Mimo że część fabuły toczy się w środowisku LGBTQ+, to nie powiedziałabym, że jest to powieść ukierunkowana tylko na jedną grupę odbiorców. Nie jest też specjalnie edukacyjna, temat różnorodności w poczuciu seksualności jest przedstawiony dosyć ogólnie, lekko, jak wyznaczniki tego gatunku przykazują. Na pewno osadzenie historii w tym środowisku jest czymś ciągle na tyle rzadko spotykanym, że historia daje poczucie świeżości. Ale przede wszystkim jest to powieść uniwersalna, o szukaniu siebie, tym, kim jest się naprawdę. O akceptacji wszystkich swoich cech i potrzeb, o tym, że każdy z nas jest inny, ale to wcale nie znaczy, że jest gorszy. Nie, każdy ma prawo być sobą, żyć, tak jak czuje, że powinien, nie krzywdząc przy tym innych.
„Ten człowiek dzieli ze mną życie od niemal siedmiu lat. Kiedy byłam w najgłębszym dołku, pomógł mi stanąć na nogi. Jak mam mu powiedzieć, że zaczynam podejrzewać, że to wcale nie było moje nogi, tylko jego, ale teraz wreszcie jestem na tyle silna, by odzyskać swoje życie, i nie wiem, co mam zrobić z jego butami?”
Postać Giny/Georga (ten pseudonim przybiera w środowisku LGBTQ+) przez większą część historii stara się dowiedzieć kim jest naprawdę. Aktualnie wychodzi już z okresu żałoby po śmierci ojca, czuje, że może stanąć na nogi. Podejrzenia o możliwych zaręczynach przypominają jej, że tak naprawdę w swoim życiu jeszcze za wiele nie doświadczyła. Czy to więc dobry czas, żeby już się ustatkować? Nie, zdecydowanie nie dla Giny, dlatego też dziewczyna wpada w panikę i podejmuje szereg nie całkiem dobrych decyzji – podyktowanych oczywiście głosem serca, a więc i nie można ich określić jako złe, jednak są one dosyć porywcze. Kilka takich nagromadzonych spraw zaczyna sprawiać, że jej dotychczasowe życie się wali. A może to dobrze, może tego właśnie jej trzeba? Zacząć wszystko od nowa, dobrze przemyśleć to, kim jest i co chce robić? Tylko jak to zrobić nie krzywdząc wszystkich dookoła?
„Ponownie okazało się, że dwa światy, w których żyję, są nie do pogodzenia.”
Fabuła zbudowana jest ciekawie, w książce sporo się dzieje, a kolejne decyzje Giny powodują coraz większe zamieszanie. Muszę przyznać, że mimo iż początek wydał mi się trochę dziwny, to po czasie książka naprawdę mnie wciągnęła. Śledziłam z uwagą przemyślenia i podboje Giny/Georga dobrze analizując jej zachowanie – często się z nim nie zgadzałam, jednak zawsze wiedziałam czym jest ono powodowane.  
„Nie jesteś więźniem swojej przeszłości. Potraktuj tę wersję Giny jako kawałek siebie. Jest tyle innych części, których nie dopuszczasz do głosu. Tak wiele na ciebie czeka.”
Jak wspomniałam, duża część fabuły toczy się w środowisku LGBTQ+, wydaje mi się jednak, że jest ono podkoloryzowane na potrzeby tego gatunku. Mimo to znajdziemy tu sporo ciekawych, aktualnych tematów dotyczących np. związków otwartych, coming outu, czy choćby tego, jaki dużo w temacie różnego poczucia seksualności zmienia Internet. I nie tylko w tym, bo jest też ciekawy fragment o tym, że teraz każdy może się wypowiedzieć i zdarza się, że takie głosy bywają wysłuchane, trafiają na podatny grunt i stają się czymś, co może zmienić świat. Oczywiście virale nie zawsze czynią dobro, czasami są niepotrzebną komplikacją i rozdmuchaniem małej sprawy. Internet, jak wszystko, ma swoje dwie strony monety, co i w tej książce jest dobrze zasygnalizowane.
„(…) czy wszystko nie byłoby łatwiejsze, gdybym odkryła swoją seksualność jako młoda dziewczyna. Gdybym miała więcej wzorców, gdyby świat był bardziej tolerancyjny, gdybym nie musiała niczego w sobie tłumić. Gdybym nie musiała koniecznie się określać, ponieważ wszyscy akceptowaliby fakt, że każdy człowiek może być odrobinę bi (…)”
Muszę przyznać, że po dziwnie zapowiadającym się początku, książka naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Temat różnic w orientacji seksualnej został potraktowany z lekkością, nie ma tutaj nic nachalnego, to raczej tło dla uniwersalnej historii o tym, że każdy ma prawo być po prostu sobą. Zawsze na świecie będą ludzie, którym nie będzie się to podobać, jednak są przecież i ci, na których wsparcie można liczyć – społeczności, grupy, ludzie, którzy czują i myślą podobnie. Mimo że czasem czujemy się samotni, to jednak wystarczy dobrze poszukać, czasem coś zainicjować i okazuje się, że wkoło jest wielu ludzi podobnych do nas samych. „Gra na dwa fronty” to książka o zmaganiach z samym sobą, poszukiwaniu tej prawdziwej, całkowicie zgodnej z charakterem ścieżki w życiu. Do tego napisana lekko i zabawnie, przez co tematy nie przytłaczają. Bawiłam się przy niej naprawdę dobrze (i zaniedbałam kilka mniejszych obowiązków, żeby móc jak najszybciej doczytać 😉).
„Tak bardzo martwisz się, że różne części ciebie nie pasują do siebie nawzajem, że ignorujesz to, co oczywiste. One muszą do siebie pasować, ponieważ stanowią część tego, kim jesteś.”
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Książka dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!