Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legimi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legimi. Pokaż wszystkie posty

września 08, 2026

"Dobrodziejka" Sabina Waszut - patronacka recenzja przedpremierowa

"Dobrodziejka" Sabina Waszut - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Sabina Waszut
Tytuł: Dobrodziejka
Cykl: Mroczne tajemnice dawnego Śląska, tom 1
Data premiery: 09.09.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść historyczno-kryminalna
 
Sabina Waszut to polska autorka, która do tej pory kojarzona była z powieściami obyczajowymi i historycznymi. Jej proza została ciepło przyjęta już przy solowym debiucie w 2014 roku, który nie tylko zdobywał ciekawe nominacje i nagrody, ale także został przeniesiony na deski teatru. Od tej pory jej dorobek literacki napęczniał do blisko dwudziestu powieści, a najnowsza z nich pt. “Dobrodziejka” otwiera nowy rozdział w twórczości autorki - to pierwszy tom serii gatunkowo dla niej nowej, bo osadzonej na kryminale. Mroczne tajemnice dawnego Śląska zgłębiać będą sprawy, które niecały wiek temu rozegrały się w tym rejonie Polski naprawdę. Pierwsza z nich zainspirowana została porwaniem, do którego doszło na ulicach Katowic…
 
Centrum Katowic, połowa lipca 1935 rok. Młoda pomoc domowa zamożnego małżeństwa Byrtusów wychodzi z kilkumiesięczną Halinką na spacer. Jak na warunki finansowe tej rodziny przystało, mała już od urodzenia na komfort narzekać nie może - wózek, w jakim teraz leży, jest nowiutki i bardzo charakterystyczny, nikt nie ma takiego w okolicy! A jednak nawet to nie pomaga, gdy dochodzi do nieszczęścia - jakaś kobieta zmanipulowała młodą pomocą domową tak, że ta pobiegła na ratunek swojej pracodawczyni zostawiając Halinkę pod jej opieką. Oczywiście, gdy na jaw wychodzi, że historyjka, którą obca opowiedziała, była całkowicie zmyślona, kobiety z dzieckiem już nigdzie w okolicy nie widać…
Katowicka policja szybko przejmuje sprawę, a śledczym, który ma się nią zająć, jest podkomisarz Teodor Urbanek, trzydziestokilkuletni kawaler, zapalony miłośnik i hodowca pocztowych gołębi. Pierwsze podejrzenia o porwanie dla okupu nic nie wnoszą, sprawa rusza dopiero, gdy przypadkiem angażuje się nią Stefania Zyzikówka, pracownica popularnego sklepu dla młodych matek. Co stało się z Halinką i kto stoi za jej porwaniem? Jakie brudy dawnego Śląska odsłoni ta zagadka kryminalna?
„Na tej ulicy bieda szła pod ramię jedynie z rozczarowaniem.”
Książka rozpisana jest na prolog, 34 rozdziały opatrzone czasem i miejscem akcji i epilog. Rozdziały liczą po kilka stron, część z nich opisuje jedną scenę, inne dzielone są na krótsze fragmenty. Akcja powieści toczy się w miarę linearnie, raz czy dwa postacie wracają w przeszłość w swoich wspomnieniach, co jednak nie zakłóca chronologii zdarzeń - ich linia jest bardzo jasna. Cała historia rozłożona jest na kilka miesięcy - rozpoczyna się w lipcu, kończy w listopadzie, dzięki czemu czytelnik nie tylko może potowarzyszyć postaciom w różnych etapach zaprowadzania sprawiedliwości, ale także zobaczyć, jak zmieniają się Katowice na przestrzeni dwóch pór roku. Język w powieści stylizowany jest ze względu na czas i miejsce akcji - bywają fragmenty, w których dialogi prowadzone są w gwarze śląskiej. Trudniejsze słowa bądź nazwy wymagające wyjaśnienia (jak np. dawne nazwy miast) tłumaczone są od razu na dole strony w przypisach. Dialogi układają się płynnie, książka pisana jest w lekkim, swobodnym stylu, który nie stwarza czytelnikowi najmniejszych problemów, dzięki czemu lektura nie wymaga wysiłku. Uwaga narratora pisanego w trzeciej osobie czasu przeszłego kieruje się nie tylko na same zdarzenia, ale także na emocje i przeszłość postaci, która nieustannie ma wpływ na ich teraźniejszość.
„Zmieniały się rządy i języki, którymi nakazywano im mówić, walczono tu raz za Polską, raz za Niemcy, ale umierano zawsze za swoje, w zaciszu izb pachnących szarym mydłem i gotowanymi kartoflami.”
W “Dobrodziejce” ważny jest czas i miejsce akcji - to one nadają rytm życia postaci. Historia rozgrywa się w Katowicach, które w latach 30. należały częściowo do Polski, częściowo do Niemiec, a których historia z przynależnością państwową jest jeszcze bardziej skomplikowana. To wpływa na nastawienie społeczeństwa - przez ciągłe zmiany nie wiedzą jakiej władzy wierzyć, a więc nie wierzą żadnej. Policja nie jest instytucją, która cieszy się popularnością, a kontakty z nią nie zawsze są mile widziane. To bezpośrednio wypływa na postacie powieści - między innymi Teodora, który popadł z własnymi rodzicami w konflikt przez zawód, który sobie wybrał.
„Huta postawiła między mężczyznami mur z bardzo twardych cegieł.”
Jednak nie tylko ciągle zmieniające się granice rysują wyraźnie tło historyczno-społeczne powieści. Autorka pochyla się na rolami, jakie wtedy odgrywała płeć. Pokazuje los kobiet zarówno biednych, jak i bogatych, ale też “tradycję”, jaka została narzucona mieszkającym tam mężczyznom. To tam, na Śląsku, gdzie wyziewy z huty zatruwały całą okolicę, los mężczyzn zdawał się przesądzony - szychta w kopalni bądź hucie, baba w domu, a emocje schowane głęboko. Detale, z jakimi autorka oddaje tę codzienność, robią duże wrażenie!
„Alojzy Urbanek nauczył syna wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, jak mężczyzna ma mówić nie tylko o radościach, lecz też o strachu i smutku. (...) W męskim świecie Szopienic uczucia pozostawały w środku.”
Jednak mimo pierwszoplanowej roli Teodora, najważniejsze są w tej powieści kobiety. Kobiety w roli matek, które nie zawsze matkami chcą zostać. Autorka w dosadny sposób ukazuje los młodych dziewcząt, który wtedy zależny był w sporej mierze od mężczyzn. Los, w którym sposób postrzegania kobiety przez społeczeństwo nijak miał się do tego, z jej własnymi potrzebami, przez co często wybory, jakich miały dokonywać, były wyborami bez wyjścia. Osobiste historie, mimo że opowiedziane w fikcji literackiej, są wstrząsające, bo dosadnie obrazują niesprawiedliwość społeczną, na jaką wtedy narażone były kobiety. Przez swoją historię przeprowadza nas Stefania, postać ambitna, uparta, a równocześnie lekko naiwna, choć i jej naiwności nie powinniśmy się dziwić - w końcu ówczesne wychowanie nie było dostosowane do tego, by przygotować młode kobiety do faktycznych wyzwań życia.
„Zrozumiała dziś, że czasem najbardziej przerażający okazuje się sam strach oraz to, jak potrafi nami kierować (...).”
A sprawa kryminalna? Mocno osadzona jest w wydźwięku historyczno-społecznym. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, a choć zdaje się, że punkt kulminacyjny intrygi szybko zostaje osiągnięty, to jednak autorka zostawia sobie w zanadrzu kilka zaskoczeń. Sposób, w jaki oddaje postępowanie ówczesnej policji, funkcjonowanie prawa i podejście do niego społeczeństwa daje bardzo realistyczne wrażenie, a choć jeden z ostatnich twistów fabularnych wydaje się nieco banalny, to jego rozwiązanie szybko te odczucie rozmywa. Sprawa kryminalna jednak ma w powieści cel wyższy - jest po to, by uświadomić czytelnikowi pewien problem społeczny.
„(...) bieda robi straszne rzeczy z ludzkim sumieniem.”
“Dobrodziejka” to powieść, w której Sabina Waszut doskonale łączy to, co już dobrze zna, z czymś dla niej nowym. Wątki obyczajowe, historyczne i kryminalne przeplatają się ze sobą w sposób bardzo swobodny, dając historię, która nie tylko wzbudza zainteresowanie czytelnika, ale która również uczy nas tego, jak faktycznie wyglądało życie na Śląsku w latach międzywojennych. Detale, z jakimi autorka oddaje ten świat, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a problemy społeczne, przede wszystkim te dotyczące podziałów na role ze względu na płeć czy zamożność, zostają w głowie na długo po zakończonej lekturze. Prawdziwa zbrodnia staje się więc zapalnikiem do ukazania czytelnikowi szerokiego obrazu, zajrzenia za kurtynę historii. Z kolei fikcja literacka, do której wpisują się Teo Urbanek i Stefania Zyzikówna, oddana jest z lekkością i psychologicznym wyczuciem - z przyjemnością spotkam się z tymi bohaterami w tomie drugim!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
W czwartek 10 września o godzinie 19:00 na Instagramie 
odbędzie się live z Sabiną Waszut
Zapraszam na profil @kryminalnatalerzu



Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Mando.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 28, 2026

"Wdowa" John Grisham

"Wdowa" John Grisham

Autor: John Grisham
Tytuł: Wdowa
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 12.08.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller prawniczy
 
John Grisham wkrótce obchodzić będzie swoje czterdziestolecie na rynku książki! Debiutował w 1988 roku “Czasem zabijania”, historią, która nie powstałaby, gdyby nie zawód, jaki wtedy praktykował - był prawnikiem specjalizującym się w sprawach karnych, a jedne z zeznań, jakie wtedy usłyszał, tak mocno nim wstrząsnęły, że postanowił przekuć te doświadczenie w powieść. Jako autor thrillerów prawniczych szybko wspiął się na szczyt - już w latach dziewięćdziesiątych nakłady jego książek liczono w milionach. Wtedy też przypadła złota era ekranizacji jego powieści - kilka tytułów trafiło na duże ekrany w gwiazdorskiej obsadzie. Teraz na koncie ma ponad pięćdziesiąt bestsellerów tłumaczonych na prawie pięćdziesiąt języków, kilka ważnych literackich statuetek i ponad 300 milionów sprzedanych egzemplarzy. Pisze książki dla dorosłych i młodszych czytelników, a zakres jego zainteresowań często skupia się na problemie niesłusznie skazywanych - jest żywo zaangażowany w dwie organizacje, które zajmują się uniewinnieniem takich osób. “Wdowa” na ten moment to jego najnowsza powieść, jednak na rynku anglojęzycznym zapowiedziana jest już kolejna - jej premiera ma się odbyć w ostatnich dniach września.
 
Braxton, niewielkie miasteczko w stanie Wirginia, wiosna roku 2015. Czterdziestodwuletni lokalny prawnik Simon Latch w swojej malutkiej kancelarii właśnie przyjmuje nową klientkę - jest nią starsza pani po osiemdziesiątce, Eleonor Barnett, która przyszła do niego z prośbą o pomoc w stworzeniu testamentu. Problem jest taki, że to będzie jej drugi testament - pierwszy stworzyła zaledwie kilka tygodni temu z prawnikiem z naprzeciwka, jednak coś jej w nim nie pasuje. Simon początkowo podchodzi do tematu bez entuzjazmu - ot, kolejny testament, marne 250 dolarów do portfela. Wkrótce jednak klientka pobudza jego ciekawość - wspomina o akcjach, o małej fortunie, jaką zdołał za życia zgromadzić jej zmarły już mąż. Czyżby w końcu los do Simona się uśmiechnął? Czyżby w końcu mógł liczyć na większy przypływ gotówki, na rozwiązanie swoich problemów finansowych, które generują problemy prywatne? Kiedy Eleonor wspomina, że chciałaby go zatrudnić na stałe, iskierka nadziei podsyca coraz wyższy płomień… Jednak im dłużej Simon z nią przebywa, tym więcej nabiera wątpliwości. Bo może właśnie pakuje się w coś, co zwyczajnie zniszczy mu życie?
 
Książka rozpisana jest na 65 rozdziałów, których akcja toczy się na przestrzeni kilkunastu miesięcy. Rozdziały są różnej długości, a większość dzielona jest dodatkowo na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który najczęściej relacjonuje zdarzenia z perspektywy Simona (choć nie tylko) uwzględniając jego wewnętrzne rozterki. Styl powieści jest przyjemny, przez większą część lektury podszyty nutą gatunkową powieści obyczajowej. Język, jakim narrator opisuje całą historię, jest naturalny, codzienny, ale nigdy nie wulgarny, dopasowany do każdego rodzaju odbiorcy. Zdania układają się płynnie, a dialogi nie trącą sztucznością. Mimo spokojnego tempa akcji jest coś w samym sposobie przedstawienia historii, co wciąga, co sprawia, że trudno się od niej oderwać…
„Wiesz, jak to jest żyć z myślą, że resztę życia możesz spędzić w więzieniu? Nosić to w sobie przez cały dzień? Spróbuj spokojnie zasnąć, kiedy ten koszmar wrzeszczy ci w głowie. To przerażające.”
Można by powiedzieć, że opis książki z okładce streszczała połowę powieści, bo fakt - w pierwszej połowie nie dzieje się za wiele. W żadnym razie jednak nie wpływa to na odbiór historii, bo już na samym początku czuć, że gdzieś kiełkować zaczyna subtelne napięcie. Pozornie jest to historia opisująca wycinek życia Simona - zacieśniającą się relację ze starszą klientką i jego dogorywające życie rodzinne. Nic niezwykłego. Ale czy na pewno? Autor bardzo umiejętnie rozsypuje okruszki (nawet nie tropy, a ziarenka niepewności), które podskórnie uwierają, które nie pozwalają uwierzyć kto w tej relacji przesadza, a kto mówi prawdę. Bardzo spodobała mi się ta subtelna gra, która pozornie trzyma się ram powieści obyczajowej, a równocześnie buduje tak potrzebne wątpliwości, by wkrótce przerodziła się w thriller.
I faktycznie, z czasem decyzje, jakie Simon podejmuje, zdarzenia, w jakich uczestniczy, zaczynają przypominać zamkniętą sieć, co prowadzi go na salę sądową w roli oskarżonego. Historia osadza się w tej chwili w solidnym thrillerze prawniczym, w którym proces, świadkowie i ława przysięgłych całkowicie absorbują uwagę czytelnika, równocześnie podsycając pytania o winę i niesłuszne oskarżenia. To kolejna pasjonująca część lektury!
„Gdzie właściwie był i jak się tu znalazł?
To pytanie dręczyło go od wielu miesięcy i przy odrobinie wysiłku potrafił już na nie odpowiedzieć. Na pytanie dużo ważniejsze – dokąd zmierza? – odpowiedzi nie znalazł. Znalazł jedynie strach.”
Z biegiem stron pojawia się trzeci gatunek - kryminał, który prowadzi opowieść do końca. Ta część wydaje się odbiegać od dwóch poprzednich. To już nie subtelna gra, nie dylematy moralne i niepewność z nimi związana, a śledztwo, które prowadzi w niemożliwe do przewidzenia rejony. I właśnie ta niemożliwość przewidzenia kierunku przyniosła mi niewielkie, ale jednak kłujące uczucie zawodu, choć problem, który przedstawia, jest dobrze ukorzeniony w historiach prawdziwych.
„Dzięki pieniądzom winni zwykle unikają kłopotów.
Jak przyjemnie jest je mieć, pomyślał.”
Sam Simon, główny bohater powieści, jest postacią świetnie rozbudowaną pod kątem psychologicznym. Autor pozwala czytelnikowi dokładnie wczuć się w jego sytuację - człowieka, który przez całe życie podążał za prawem, który był po prostu dobrym człowiekiem i który ostatecznie ledwo wiąże koniec z końcem. A mimo to jego kompas moralny zdaje się nadal wskazywać dobry kierunek - jasne, jego małżeństwo to fikcja, a ciągotki do hazardu, maskowane poczuciem kontroli, pogłębiają finansowe rozchwianie, ale żadnego z jego własnych nieszczęść nie przerzuca na innych, na stara się ratować siebie pogrążając kogoś innego. Czy to takie złe, że gdy dostrzegł możliwość poprawy swojej sytuacji finansowej, bo przecież na niej teraz jego problemy się opierają, lekko nagiął swoje przyzwyczajenia, poszedł ze sobą na ustępstwo, by wyciągnąć z sytuacji korzyść również dla siebie? Bez krzywdzenia innych? Tak, jak subtelnie niepokoi jego relacja z Eleanor, tak samo jego dylematy stawiają go na granicy - profesjonalizmu i chciwości, dobra i egoistycznej przebiegłości. To gołym okiem niedostrzegalne ruchy, które jednak czytelnik odbiera w warstwie emocjonalnej i refleksyjnej - razem z Simonem zastanawiamy się czy ma prawo z zaistniałej sytuacji wyciągnąć coś dla siebie? A może potrzeba poprawy własnej sytuacji zaczyna zaciemniać mu obraz tego, jak jest naprawdę?
„Jakiego rodzaju czekanie jest najgorsze? Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiał. Czekanie na wykonanie wyroku śmierci? Tak, na pewno znajdowało się na szczycie listy. Czekanie na nieuchronną śmierć kogoś bliskiego, nieuleczalnie chorego?
Czekanie na wieści po jakiejś tragedii? Na listę poległych podczas walki?
Czekanie na werdykt ławy przysięgłych. Tak, to musiało być w pierwszej trójce.”
Zresztą nie tylko granice moralne absorbują czytelnika. W chwili, gdy historia przenosi się na salę sądową, pojawia się granica prawa - jak udowodnić swoją niewinność w sytuacji, gdy cały świat przed wydaniem wyroku, ba! przed rozpoczęciem procesu, wydaje już swój wyrok? Kiedy proces poszlakowy faktycznie może wskazać sprawcę, a kiedy odciąga uwagę od sprawcy prawdziwego? Jak łatwo zwyczajny, przestrzegający prawa (w granicach rozsądku) człowiek może zgodnie z tym prawem stracić wszystko na co pracował przez całe życie? Temat niesłusznych oskarżeń, próby zwyciężenia z systemem, z całym wrogo nastawionym społeczeństwem tak skorym do szybkim osądów, mimo że nie jest dla tego autora i całego gatunku niczym nowym, mocno w tej powieści wybrzmiewa, budzi emocje i te poczucie dyskomfortu, które zmusza nas do pytania: a co, gdyby to nagle moje życie przez przypadek przewróciło się do góry nogami?
„(…) nie ma już nadziei na sprawiedliwość. Nikt się nie hamował, nikt się nie powstrzymywał, nikt nie próbował grać według starych zasad. A konkretnie jakich? Choćby takich, że jeszcze niedawno każda szanowana gazeta starała się zachować umiar i używać ostrożnych sformułowań w rodzaju rzekome (...). Teraz już nie. Teraz było tak, że Simon został przyłapany i uznany za winnego.”
Chciwość, pieniądze, ich brak i granice moralności to ważne zagadnienia, jakie John Grisham porusza w powieści “Wdowa”. Bo czy nie każdy z nas dąży do poprawy swojej codzienności? Do zyskania poczucia bezpieczeństwa, które, nie oszukujmy się, pieniądze dają? Główny bohater staje w sytuacji, w której te pragnienie, tak całkowicie zwyczajne, przez zbieżność zdarzeń przywodzi go na skraj - może stracić wolność, może stracić nawet życie, o resztach oszczędności i reputacji nie wspominając. W którym momencie powinien był się zatrzymać? Czy w ogóle popełnił jakiś błąd? A może każdy z nas tak naprawdę za nic może znaleźć się na jego miejscu? To potężna dawka emocji, które przyćmiewa ostatnia część historii - kryminalne zakończenie zmieniające fabularne tory, przez co wydźwięk dylematów moralno-prawnych zdaje się tracić na sile. Choć jedno pozostaje niezmienne - do samego końca jest to opowieść o ludzkiej chciwości.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 26, 2026

"Dobrodziejka" Sabina Waszut - zapowiedź patronacka

"Dobrodziejka" Sabina Waszut - zapowiedź patronacka
Czekałam na ten moment. Na czas, kiedy wakacyjne premiery będziemy mieć za sobą, kiedy spoglądać będziemy do przodu - na to, co przyniesie nam wrzesień i kolejnych kilka miesięcy. Bo ja już wiem. Ta jesień będzie magiczna. Wyjątkowa. Wyśmienita. A Kryminał na talerzu będzie w niej żywo uczestniczył! Zaczynamy już za dwa tygodnie - wtedy na półki księgarskie trafi "Dobrodziejka" Sabiny Waszut z moim logo na okładce. 

Nie bała się ciemności. Wiedziała, że nie kryje się w niej nic gorszego od tego, co już ją spotkało.
Kiedy puka w odrapane drzwi kamienicy, wie, że za chwilę popełni straszny czyn, który odciśnie na niej piętno już na zawsze. Co jednak ma zrobić? Jest zbyt młoda, aby udźwignąć ciężar tego, z czym przyszło jej się zmierzyć.
Podkomisarz Teo Urbanek nienawidził spraw, których ofiarami były dzieci. Porwania należały do rzadkości, nawet w Katowicach lat 30., gdzie bieda i bezrobocie rozbudzały w ludziach najgorsze instynkty. Halinka Brytus została uprowadzona w biały dzień, a młoda gosposia, pod której opieką pozostawała, nie potrafi przekazać śledczym niczego, co mogłoby ich naprowadzić na trop przestępców.
Kolejne przesłuchania prowadzą Urbanka w coraz mroczniejsze zakamarki śląskiego miasta. Okazuje się, że za sprawą porwania stoi cała siatka przestępcza, o której wszyscy wolą milczeć.

Do tej pory Sabina Waszut znana była jako autorka powieści obyczajowych i historycznych. "Dobrodziejką" rozpoczynającą serię Mroczne tajemnice dawnego Śląska wkracza na nową literacką ścieżkę - historii, których punktem wyjścia jest zbrodnia. Autorka jednak nie traci z celownika tego, co dla niej ważne - zwyczajnego człowieka, jego dylematów i małych radości. "Dobrodziejka" przyniesie zatem nie tylko historię kryminalną, ale też opowieść o ludziach, o tym, z czym wiązało się życie w międzywojennych Katowicach. O podziałach, o nierównościach i niesprawiedliwościach, o tym, co człowiek mógł zrobić, gdy zwyczajnie nie miał dobrego wyjścia... To książka, którą dobrze się czyta, a która w warstwie emocjonalnej pozostaje w pamięci na dłużej. Dobrze, że to pierwszy tom serii!

Autorka: Sabina Waszut
Tytuł: Dobrodziejka
Cykl: Mroczne tajemnice dawnego Śląska, tom 1
Data premiery: 09.09.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść kryminalna / historyczna


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


Już teraz PRZEDPREMIEROWO zarówno w ebooku, jak i audiobooku dostępna jest w abonamencie 


We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Mando.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


sierpnia 21, 2026

"Pierwszy dżentelmen" Bill Clinton i James Patterson

"Pierwszy dżentelmen" Bill Clinton i James Patterson

Autorzy: Bill Clinton i James Patterson
Tytuł: Pierwszy dżentelmen
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Data premiery: 11.08.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller
 
Bill Clinton i James Patterson podjęli się współpracy po raz trzeci! Ten duet na rynku literackim pojawił się w 2018 roku (w Polsce rok później) z powieścią sensacyjną “Gdzie jest prezydent”. Trzy lata później ukazała się “Córka prezydenta” (recenzja - klik!) również utrzymana w sensacyjny tonie, a teraz, po czterech latach powracają z “Pierwszym dżentelmenem”, który mimo dynamicznej akcji już typową sensacją nie jest. To raczej miks gatunkowy łączący kryminał, thriller prawniczy, polityczny i sensacyjny w jedno.
Historia zdaje się mocno osadzona na wiedzy Billa Clintona - byłego prezydenta USA, który pełnił tę funkcję przez dwie kadencje, byłego prokuratora i gubernatora stanu Arkansas. Po zakończeniu swojej prezydentury zaangażował się w działalność charytatywną i zaczął pisać książki - przede wszystkim z literatury faktu. James Patterson z kolei jest jednym z czołowych amerykańskich autorów powieści kryminalnych i sensacyjnych. Na koncie ma dobrze ponad dwieście solowych tytułów, ale to nie wszystko - to twórca, który lubi nawiązywać współprace, pisać w duecie, co widać w całym jego dorobku, jednak szczególnie często decyduje się na to w ostatnich latach. James Patterson również jest zaangażowany w działalność charytatywną związaną z rozwojem i rozpowszechnianiem czytelnictwa.
 
Czasy współczesne, początek roku, Stany Zjednoczone, stan New Hampshire. Garrett Wilson i Brea Cooke, dawni absolwenci Dartmouth, właśnie rozpoczynają badania do swojej nowej, trzeciej już książki non-fiction. Zamierzają dociec prawdy na temat zbrodni, którą popełniono siedemnaście lat temu. Zbrodni nigdy niewyjaśnionej, której ofiarą padła dwudziestodwuletnia cheerleaderka. Ich trop, tak obiecujący, że to właśnie za jego sprawą zdecydowali się na dziennikarskie śledztwo, wskazuje, że sprawcą był jej ówczesny chłopak, wtedy gwiazda futbolu, teraz pierwszy dżentelmen, mąż prezydentki Stanów Zjednoczonych… Czy faktycznie osoba tak znana, stojąca u boku najważniejszej osoby w państwie, może okazać się bezdusznym mordercą?
Jasne jest, że jedno z nich nie dotrwa do końca śledztwa - zanim pierwszy dżentelmen stanie przed sądem, Garrett zginie. Czy to macki Białego Domu go dosięgły, a może jednak zagrożenie przyszło z innej strony? Jedno jest pewne - ktoś usilnie stara się od samego początku pokrzyżować im plany.
„Bywają dni, gdy robota detektywa nie różni się zbytnio od dziecięcej karcianki zwanej Koncentracją, w której odkrywa się karty w poszukiwaniu pasujących par. Cała sztuczka polega na tym, żeby po odwróceniu pierwszej karty przypomnieć sobie, gdzie się widziało jej odpowiednik.”
Książka podzielona jest na prolog, trzy części, których akcja rozgrywa się w przeciągu pół roku oraz epilog, które razem składają się na 142 króciutkie, maksymalnie kilkustronicowe rozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z perspektywy kilku postaci znajdujących się po różnych stronach intrygi oraz w osobie pierwszej czasu teraźniejszego z perspektywy Brei. Historia (prócz prologu, który zapowiada proces) toczy się linearnie, w naprzemiennej narracji, w której zmiana miejsca akcji jest zawsze z początkiem rozdziału zaznaczona. Styl powieści stawia na szybką akcję, dynamizm sytuacji, autorzy mają dobre wyczucie chwili - każdy rozdział kończy się tak, że po prostu trzeba czytać dalej, a krótkie rozdziały dodatkowo do tego zachęcają. Język, jakim książka jest pisana, jest prosty, codzienny, raczej bez przekleństw, zdania krótkie, a dialogi wypadają przyjemnie naturalnie. Spójność i prostota stylu sprawiają, że książkę czyta się w tempie ekspresowym.
 
Pierwsze dwie trzecie powieści toczy się przed procesem, w okresie zimowym. W tym czasie Garrett i Brea prowadzą dziennikarskie śledztwo, a w Białym Domu trwają prace nad nową ustawą, Wielką Okazją, która ma być dziełem rewolucyjnym zapewniający prezydentce drugą kadencję, dociera też do nich informacja o potencjalnym skandalu, jaki może wywołać śledztwo Garretta i Brei. Czytelnik naprzemiennie dostaje wątki kryminalne i sensacyjne, w których rozgrywa się walka o władzę na najwyższych szczeblach, a równocześnie przygląda się dwóm kochającym się parom. Obydwa wątki prowadzone są ze skupieniem na szybką akcję, jednak to nie przeszkadza w zgłębianiu się w historię. Wątek kryminalny oparty o sprawę sprzed lat prowadzony jest poprzez rozmowy z osobami najbliższymi ofiary i potencjalnymi świadkami, z których część może okazać się bardzo niebezpiecznymi osobnikami. Jeden nawet się ujawnia - ktoś śledzi Garretta i Breę, rejestruje ich każdy krok z odpowiedniego dystansu… Tylko na czyje zlecenie to robi? Wątek związany z Białym Domem balansuje na granicy polityki i sensacji - choć towarzyszymy postaciom w walce o poparcie projektu, obserwujemy jak wyglądają ich zakulisowe gierki, to jednak nie mamy poczucia, że zgłębiamy się w wielką politykę, a dzięki temu powieść ma szansę zainteresować dużo szersze grono odbiorców - ja na przykład nie przepadam za politycznymi wątkami w powieści, za walką o władzę, a jednak tu poczynania Maddy, jej męża i doradcy w jakiś sposób mnie zafascynowały. Czy to dlatego, że prezydentką jest kobieta? A może dlatego, że tą trójkę łączą lata przyjaźni, w czasie której wspierają się na dobre i złe?
„(…) człowiek uczy się żyć z bólem i kochać wspomnienia.”
Mam wrażenie, że to właśnie postać prezydentki wyróżnia się najbardziej. Kobiety, która zaszła na szczyt, a mimo to nie straciła swojego człowieczeństwa. Maddy całym sercem popiera Cole’a, wierzy mu i ufa, ale w tym czasie nie zapomina, że od jej decyzji zależy przyszłość całego kraju. To kobieta, która robi wrażenie - kiedy trzeba, staje się zimną głową państwa wydającą bezlitosne rozkazy, kiedy może jest dobrą, wspierającą żoną. Te dwie potencjalnie wykluczające się role zostały opisane przekonująco, a choć jako postać u szczytu władzy wydaje się dość wyidealizowana, to jednak dobrze pasuje do całości tej historii. Przedstawia to, co ważne - dylemat między tym, co dobre dla państwa, a tym, co dobre dla najbliższych.
 
Ostatnia jedna trzecia powieści to już historia rodem z thrillera prawniczego. Akcja rozgrywa się na sali sądowej i opisuje proces, podczas którego sądzony jest pierwszy dżentelmen. Oczywiście to nie relacja z całego procesu, ale najważniejsze punkty zostają przedstawione. Porywające mowy, potyczki prawnicze i zaskakujące twisty utrzymują tempo na wysokim poziomie, bywają też jednak sceny, które mocno naginają rzeczywistość prawną na potrzeby fabuły powieści.
„Rzeczywistość pomału do niego dociera.
W sumie nie dociera. Raczej wali go w twarz.”
Bez względu na to, na jakimi gatunku literackim akurat autorzy się opierają, historia przez cały czas zachowuje szybkie tempo, a kolejne twisty, ale też dobrze wprowadzane wątpliwości sprawiają, że bardzo trudno jest się od książki oderwać. Jasne, jest to powieść w swojej wizji świata uproszczona, fikcja literacka czasami rozjeżdża się z tym, co może wydarzyć się w rzeczywistości, czasami wątki polityczne brzmią górnolotnie, a końcówka nieco sztucznie. Ale z jakiegoś powodu w tym przypadku to niespecjalnie boli - od początku czytelnik wie, że sięgnął po dobrą rozrywkę i właśnie to “Pierwszy dżentelmen” zapewnia. Sama przyznam, że jestem tą powieścią pozytywnie zaskoczona - znając poprzednią powieść autorów spodziewałam się czystej sensacji, więc miks gatunków kryminału, thrillera prawniczego, politycznego i sensacyjnego, które bardzo płynnie przechodzą jedne w drugie udowodnił mi, że ten duet ma jeszcze wiele ciekawego czytelnikom do pokazania!
 
Moja ocena: 7,5/10

 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 19, 2026

"Władza absolutna" David Baldacci

"Władza absolutna" David Baldacci

Autor: David Baldacci
Tytuł: Władza absolutna
Tłumaczenie: Michał Madaliński
Data premiery: 05.08.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 608
Gatunek: thriller sensacyjny
 
David Baldacci to bestsellerowy, znany na cały świat amerykański autor thrillerów i powieści kryminalnych, który w tym roku świętuje trzydziestolecie swojej twórczości. Na koncie ma ponad pięćdziesiąt powieści skierowanych do dorosłego czytelnika, a i kilka tytułów dla młodszych, tłumaczony jest na ponad czterdzieści pięć języków, doczekał się kilku ekranizacji i ponad dwustu milionów sprzedanych egzemplarzy. A wszystko to zaczęło się od “Władzy absolutnej” - debiutu z 1996 roku, który zaledwie rok później został zekranizowany przez samego Clinta Eastwooda. Ten tytuł okazał się światowym przebojem - rozszedł się w ponad 2 milionów egzemplarzy! W Polsce po raz pierwszy ukazał się w tym samym roku, co w Ameryce, później w przeciągu dwunastu lat wydawany był jeszcze dwa razy. Teraz, po wielu latach, kiedy dostępny był tylko w bibliotekach i sprzedaży z drugiej ręki, wraca na księgarskie półki - w tym roku Wydawnictwo Muza po sześciu latach nieobecności tego autora na polskim rynku książki, zaproponowało czytelnikom aż trzy jego powieści: “Kataklizm dusz”, czyli jeden z jego najnowszych tytułów (recenzja - klik!), teraz wróciliśmy do korzeni wraz z nowym wydaniem “Władzy absolutnej”, a jesienią rozpoczniemy serię z Willem Robiem, której tylko tom pierwszy dekadę temu doczekał się polskiego tłumaczenia.
 
Lata 90., Waszyngton. Sześćdziesięciosześcioletni Luther Whitney długo przygotowywał się do tego skoku. Luksusowa willa jednego z najważniejszych ludzi w kraju stoi teraz pusta, a on ma przy sobie wszystko, czego potrzebuje, by dokonać szybkiego rabunku. To dla niego nie pierwszyzna - całe życie spędził na odbieraniu tym, których lekkie uszczuplenie majątku nie zaboli. Teraz też wszystko idzie gładko - nic dziwnego, przecież dobrze opracował plan i ścieżki awaryjne. Nie przewidział jednak, że w chwili, w której będzie już w środku, w skarbcu tuż obok sypialni, ktoś zjawi się w tym domu. To nowa żona właściciela, ale nie sama - towarzyszy jej najważniejszy człowiek w kraju… Ich wieczór też zostaje nie toczy się zaplanowanym rytmem - ktoś kończy martwy, a Luther jest nie tylko naocznym świadkiem zdarzenia, ale też wchodzi w posiadanie dowodu rzeczowego. Problem w tym, że podczas ucieczki zostaje zauważony, a ludzie, którzy go ścigają, bez wątpliwości wyciągną najcięższą artylerię, by dopaść go i dowód, który im zmiótł sprzed nosa…
 
Książka rozpisana jest na dziewiętnaście rozdziałów i epilog. Rozdziały dzielone są na krótsze scenki oddane z kilku naprzemiennych perspektyw: zarówno tych dobrych postaci, jak i złych. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora, który ma wgląd w emocje i myśli postaci, dzięki czemu łatwo jest określić kompas moralny, jakim każdy z nich się kieruje. Styl powieści jest prosty, dialogi wypadają sprawnie, przekleństwa pojawiają się rzadko. Momentami jednak czuć, że książka bazuje na starym tłumaczeniu - kilka zwrotów, słów, jakie przez tekst się przewijają, wyszło już z codziennego użycia. To jednak tylko kilku delikatnych potknięć, większą część powieści czyta się bardzo płynnie.
„Często odnosił wrażenie, iż taka prosta rzecz, iż ktoś złamał prawo – ginie w gąszczu skomplikowanych układów, formalnych kruczków i gadaninie cwanych adwokatów. Że zapomina się, że ktoś został zraniony, zgwałcony czy zabity. A to po prostu jest nie do przyjęcia. Nie mógł zmienić systemu, ale mógł go nadszarpnąć po brzegach.”
Biorąc pod uwagę, że jest to pierwsza książka autora, wrażenie na pewno zrobi ilość postaci, perspektyw prowadzonych równolegle. Mamy przedstawicieli polityków, biznesmenów, policji, prawa oraz tych, którzy z jego przestrzeganiem są na bakier. Autor sprawnie prowadzi każdą z perspektyw nadając postaciom jednoznacznie dobrych lub złych cech, dobrze uzasadniając ich motywacje działań, ich dylematy moralne lub ich całkowity brak. Sam Luther mimo wszystko pozostaje postacią najbardziej enigmatyczną - poznajemy jego historię, trudną relację z córką, ale nie mamy wglądu w jego plan, co jest jednym z ważniejszych elementów intrygi.
„Ludzie bardzo lubią gadać o cudzych nieszczęściach, wydaje im się wtedy, że im samym powodzi się lepiej.”
Cała historia opiera się na motywie sensacyjnym, w którym ściera się zwyczajny, szary człowiek z tymi, którzy zdają się mieć władzę nieograniczoną. Ci najbogatsi zdają się mieć najmocniej rozchwiany kompas moralny, co prowadzi do znajomych już wniosków: władza deprawuje, a pieniądze wystawiają moralność na próbę. W państwie prawa okazuje się, że jednak zakres tego, co mają zwyczajni obywatele, a co mogą ci u szczytu, jest całkiem inny - jak więc sprawić, by ci, którzy dzięki władzy i pieniądzom czują się bezkarni, jednak bezkarni nie byli? Jak sprawić, by granice dla obydwu stron w końcu się wyrównały? I w którym momencie bogactwa i znajomości te granice przesuwają się w tytułową stronę?
Wydaje się, że im większa władza i pieniądze, tym większa deprawacja, tym większe zapędy, by oddawać się podstawowym instynktom. Nie brakuje więc w tej historii seksu i przemocy, choć autor nie opisuje żadnej ze scen szokująco dosadnie.
„(…) prawnik jest wart tyle i tylko tyle, ile są warci jego klienci, których kontroluje.”
Intryga powieści już przez sam wzgląd na ilość uwikłanych w nią postaci, jest rozbudowana. Autor dba, by czytelnik był cały czas w gotowości, akcja toczy się dynamicznie, a naprzemienna perspektywa dodatkowo tempo podkręca. Rozpatrując historię w aktualnych standardach, przypisać ją można do dość typowego thrillera sensacyjnego: są dobrzy i źli, jedni gonią drugich, są naiwne, rozchwiane emocjonalne kobiety i twardzi jak skała mężczyźni. Ambicja i inteligencja, spryt i umiejętność przewidywania to cechy przewodnie, które całą akcję napędzają - pytanie tylko kto i w jaki sposób ostatecznie przechytrzy drugą stronę? Nie brakuje wątków romantycznych, które nieraz tłumaczą nie do końca racjonalne zachowania postaci. Podejrzewam, że trzydzieści lat temu książka miała szansę zrobić większe wrażenie, bo i schemat powieści sensacyjnej nie był aż tak ograny. Niemniej teraz nadal powieść dobrze sprawdzi się jako czysta rozrywka, która zapewni kilkanaście godzin oderwania od rzeczywistości.
 
Warto wspomnieć też o miejscu zdarzeń. Autor zaprasza nas za próg tych, którym niczego nie brakuje. Ogromne wille, Biały Dom, wielka kancelaria prawna i jej wspólnicy - to w takich kręgach się obracamy, a równocześnie cofamy się w czasie do chwili, gdy internet był jeszcze w powijakach, gdy inwigilacja państwowa była dużo mniej zaawansowana, a notatki zapisywało się po prostu na papierze. W takim świecie sprzęt, którym posługuje się Luther, którym później posługują są jego przeciwnicy, robi wrażenie.
„Dobrze. Źle. Słusznie. Niesłusznie. To nie takie łatwe dla prawnika, którego stale uczą szukać najróżniejszych odcieni szarości.”
Z czym wiąże się władza absolutna? Czy w państwie demokratycznym na pewno jest miejsce na te pojęcie? Choć spora część akcji toczy się w środowisku prawniczym, to jednak nie nad definicjami się pochylamy, a nad pytaniem: co daje większą władzę - pieniądze czy dowód? Spryt czy bogactwo? Choć większość z przewijających się przez powieść postaci ma zaskakująco dużą zasobność portfela, to jednak nie wszyscy wykorzystują ją tak samo. Od czasu jest zatem zależna? Od moralności, a może właśnie poczucia władzy?
„Cywilizowane społeczeństwo musi przestrzegać pewnych reguł, bo przestanie być cywilizowane. I niezależnie od tego, jak bardzo jest to bolesne, on jest człowiekiem cywilizowanym. Będzie przestrzegał reguł.”
Dynamiczny thriller, w którym akcja nie zatrzymuje się ani na chwilę, a zmienna perspektywa utrzymuje zaciekawienie czytelnika na nieustannie wysokim poziomie robi wrażenie rozbudowaną intrygą i wielością postaci bez względu na to czy czytało się go trzydzieści lat temu, czy teraz - przede wszystkim, gdy rozpatruje się tę powieść w kategoriach debiutu. Nie dziwię się, że ten tytuł zyskał taką sławę - zdarzenie postaci złodzieja z tymi u szczytu władzy bez względu na wiek daje ciekawy efekt! Teraz jednak nie rozpatruje się go w granicach innowacji, a po prostu dobrej, zajmującej rozrywki. Dobrze też mieć świadomość, że sposób tworzenia opowieści autora zmienił się wraz z praktyką - wiem to po lekturze świetnego “Kataklizmu dusz”. I cieszę się, że będziemy mogli w tym roku zrobić to jeszcze raz z “Niewinnym”, który stoi na linii chronologicznej twórczości autora pomiędzy tymi dwoma tytułami.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


sierpnia 12, 2026

"Widzę, że interesuje cię ciemność" Illarion Pawliuk

"Widzę, że interesuje cię ciemność" Illarion Pawliuk

Autor: Illarion Pawliuk
Tytuł: Widzę, że interesuje cię ciemność
Tłumaczenie: Iwona Czapla
Data premiery: 29.07.2026
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 560
Gatunek: thriller fantastyczny / psychologiczny / kryminalny
 
„Widzę, że interesuje cię ciemność” to trzecia powieść w dorobku literackim Illariona Pawliuka. W oryginale wydana w 2020 roku szybko stała się sensacją na ukraińskim rynku wydawniczym pobijając rekord sprzedaży Wydawnictwa Stary Lew w kategorii literatury dla dorosłych. Dwa lata wcześniej autor po raz pierwszy pojawił się na rynku książki, a zanim zajął się literaturą pracował jako dziennikarz i reporter międzynarodowy - relacjonował między innymi konflikt arabsko-izraelski. Sam również zaangażował się militarnie - od 2015 roku czynnie broni swojego kraju przed najeźdźcą rosyjskim, nie dziwi więc fakt, że po wydaniu „Widzę, że interesuje cię ciemność” na pięć lat literacko zamilkł. W 2025 roku na rodzimym rynku wydana została jego czwarta powieść, której objętość również tłumaczy dłuższą nieobecność - jest jeszcze bardziej rozbudowana od poprzedniej, liczy prawie osiemset stron!
 
Koniec drugiej dekady XXI wieku, grudzień, Kijów. Andrij Hajster, z wykształcenia psycholog kryminalny po wstąpieniu do wojska pogubił się w swoim życiu - po powrocie z misji w Afganistanie dręczony złymi wyborami i atakami stresu pourazowego był o krok od spędzenia reszty życia w więzieniu. Uratował go policjant Walerij, który prowadził jego sprawę, a teraz stał się przyjacielem, z którym współpracuje. Jednak życie Andrija znowu napotkało na wybój - w przeciągu jednej doby zmarły dwie bliskie mu osoby, a on został w decyzyjnym rozkroku: wziąć odpowiedzialność za nowe, słabe jeszcze życie, czy udawać, że nic się nie stało… Topiąc smutki w alkoholu, Walerij daje mu szansę na ratunek, a może po prostu czas na ułożenia wszystkiego od nowa - podsuwa sprawę zaginięcia małej dziewczynki w Busłowym Sadzie, gdzie od jakiegoś czasu grasuje seryjny morderca. Kilka przypadków sprawia, że Andrij faktycznie trafia do pociągu mającego go dowieźć do celu, jednak im bliżej, tym podróż staje się bardziej abstrakcyjna… A na miejscu nie jest lepiej - tam czekają go nie tylko dziwne wypadki, ale i społeczność, która wydaje się wypierać to, co niewygodne: zaginięcie dziewczynki i istnienie wśród nich seryjnego mordercy.
„Kłamstwo sączyło się z wielosłownych usprawiedliwień, ale jeszcze bardziej kłamstwem przesiąknięte było milczenie.”
Książka rozpisana jest na trzy części, których tytuły zaczerpnięte są z „Boskiej komedii” Dantego. Każda część dzielona jest na kilkustronicowe, tytułowane rozdziały, których w sumie jest sześćdziesiąt sześć. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego głównie z perspektywy Andrija, choć nie tylko - równie mocno angażująca, choć pojawiająca się rzadziej, jest perspektywa zaginionej dziewczynki, a perspektywa mieszkańców Busłowego Sadu, która pojawia się od czasu do czasu, dopełnia obraz fabularny powieści, choć wcale nie ułatwia czytelnikowi złożenia elementów układanki w jedną całość. Styl powieści jest ciekawy, czasami zdaje się uciekać w kierunku literatury pięknej, pojawiają się nieoczywiste porównania, metafory czy zwroty mające na celu ukrycie tego, co oczywiste, przez co po zaledwie kilkunastu stronach lektury daje się wyczuć klimat jak z mrocznej baśni dla dorosłych… Język, jakim autor się posługuje, jest pełen symboliki, a równocześnie na tyle prosty, że książkę czyta się bez większego wysiłku. Dialogi przebiegają sprawnie, przekleństwa pojawiają się rzadko i zawsze mają fabularne uzasadnienie, a sam narrator od czasu do czasu zwraca się bezpośrednio do czytelników.
„- (...) Jeszcze nie stałeś się taki jak my!
- To znaczy jaki, ciekaw jestem?
- A diabli wiedzą… Taki jak wszyscy. Kiedy każdego dnia dzieje się to samo i wszystko ci jedno.”
Symbolika powieści jednak nie zamyka się w samej warstwie stylistycznej i językowej. Mocno odczuwalna jest też w fabule, która nasączona jest nawiązaniami do znanych, kanonicznych czy kultowych dzieł literatury i kina takich jak „Twin Peaks”, „Alicja w Krainie Czarów”, „Mistrz i Małgorzata”, „Lśnienie” czy mitologia grecka. Już same te tytuły jasno wskazują na rodzaj powieści, w której to, co realne zaciera granice z tym, co pozornie iluzoryczne, wymyślone, nierzeczywiste. Szkopuł w tym, by odkryć znaczenie tego, co wymyka się normalności. Jak to zrobić? Przede wszystkim bacznie śledzić każdy detal.
„- Niezły film - zgodził się Charyton, jakby nie wyłapał szyderstwa. - Ale “obżarstwo” to błędne tłumaczenie. Grzech nazywa się “nienasycenie”, a to, zgodzi się pan, wszystko zmienia.
- Interesuje się pan religią?
- Powiem tak: interesuje mnie ciemność. I pana, widzę, też, skoro wybrał pan robotę grzebania w ludzkich przywarach.”
Trudno więc w takim połączeniu mówić o powieści kryminalnej, choć to przecież zagadka kryminalna jest punktem wyjścia całej historii, to ona jest jej klamrą, szkieletem, na której zbudowany jest cały świat. Od początku jasne jest, że istnieje jakiś złoczyńca, który nazywa się Bestią, jest śledczy, który na przekór wszystkim nie ustaje w wysiłkach rozwiązania zagadki. Jest małomiasteczkowy policjant, który rzuca kłody pod nogi, są nowe tropy i wskazówki. Sposób budowy intrygi, zagmatwanie fabularne akcji mocno frapuje, a wyjaśnienie całej sytuacji jest zaskakujące i bardzo trafne. Niemniej jednak samo zamknięcie wątku kryminalnego znajdujące się w części trzeciej nie jest typowe dla gatunku, w historii za dużo jest wątków baśniowych, paranormalnych, trudnych logicznie do wytłumaczenia, by zagadka kryminalna miała szansę zakończyć się w sposób satysfakcjonujący. Niemniej jednak w żaden sposób to nie boli - już przy pierwszych stronach powieści czytelnik przecież orientuje się, że to, co czyta, to zdecydowanie coś mocno od kryminału odbiegającego.
(...) jeśli nie rozumiesz, co się dzieje, to znaczy, że jesteś w niebezpieczeństwie.”
Czas i miejsce akcji współgrają z klimatem powieści. Za ich sprawą świat staje się czarno-biały, jest tylko brud i przykrywający go śnieg oraz mgła, która potrafi skryć to, co niewygodne. Busłowy Sad to mała mieścina zapomniana przez ludzi i Boga, której zamknięta społeczność w żadnym razie nie chce dopuścić do swoich tajemnic kogoś z zewnątrz. Każda z mieszkających tam postaci zdaje się skrywać brzydki sekret, coś, co ma na sumienia, coś, czego ukrycie sprawia, że pogrąża się coraz bardziej. Prawdziwie niewinne jest tylko dziecko, jedyna czysta istota, która zagubiła się w tym brudnym, mrocznym świecie.
„(...) myślał o tym, że życie to ring. I prędzej czy później przyjmujesz cios. Kiedy boksujesz przeciw Jego Wysokości Losowi, to nieuniknione, choćbyś nie wiadomo jak wirtuozerskie robił uniki… Więc dopóki starczy sił, musisz walczyć dalej. Innej rady nie ma. Opuścisz ręce, a Los natychmiast wciśnie cię w narożnik. A tam po prostu zatłucze na śmierć…”
“Widzę, że interesuje cię ciemność” to powieść o grzechach, o winach przeszłości, które są tak obciążające, że mimo upływu lat trudno jest je zaakceptować. Illarion Pawliuk zdaje się wyciągać z ludzi to, co najgorsze, ten cały obrzydliwy egoizm, który potrafi wyeliminować ze świata wszystko to, w co chcielibyśmy wierzyć. To powieść duszna, symboliczna, zamglona przez mroczne rejony duszy dobrze współgrające z otaczającą wszystko mroźną zimą, a to co realne rozmywa się w poplątanej wyobraźni autora, w której wybrzmiewają echa kultowych filmów i literatury. A jednak coś ten mrok, tę ciemność rozwiewa - jest w tym wszystkim nadzieja, determinacja, która pozwala nie tracić wiary w szczęśliwe zakończenie. Bo czy nie tak właśnie powinna zakończyć się prawdziwa baśń?
„- Śnieg to okruchy, które kruszą anioły - oznajmiła.
- Okruchy czego?
- Okruchy nieba!”
“Widzę, że interesuje cię ciemność” to powieść dla czytelników podchodzących do literatury z otwartym umysłem, którzy lubią psychologiczne, metafizyczne refleksje ubrane w bardzo iluzoryczne, abstrakcyjne obrazy. Bezsprzecznie jest to proza odważna, składająca się z tylu „dziwnych” warstw, że od razu po zakończeniu lektury ma się ochotę przeczytać wszystko jeszcze raz!
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Insignis.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

sierpnia 07, 2026

"Rwetes" Agnieszka Peszek - patronacka recenzja przedpremierowa

"Rwetes" Agnieszka Peszek - patronacka recenzja przedpremierowa

Autorka: Agnieszka Peszek
Tytuł: Rwetes
Cykl: Renata Konieczna, tom 3
Data premiery: 10.08.2026
Wydawnictwo: 110 procent
Liczba stron: 388
Gatunek: thriller psychologiczny / kryminalny
 
Agnieszka Peszek ewidentnie jest człowiekiem, który nie potrafi wysiedzieć długo w jednym miejscu - no chyba, że akurat pisze książkę. Jednak każdy jej dzień jest napakowany nie tylko obowiązkami pisarskimi i rodzinnymi - wraz z mężem zajmuje się również wydawaniem swoich książek. I wychodzi jej to nad wyraz dobrze - jej ebooki i audiobooki bardzo często można znaleźć w najpopularniejszych tytułach platform streamingowych, nie brakuje też książek papierowych dostępnych w większości księgarń internetowych, co przecież w self-publishingu nie zdarza się często. Od roku 2021 Agnieszka Peszek wydała już ponad dwadzieścia powieści, a ilość sprzedanych egzemplarzy plasuje się gdzieś w okolicy pół miliona. W tym roku autorka pokusiła się o kilka wydawniczych skoków w bok - ukazały się tytuły dostępne tylko na Storytel i Legimi, a jesienią premierę będzie mieć książka w Wydawnictwie Muza. Autorka jednak uspokaja - z samodzielnego wydawania książek nie zamierza rezygnować!
“Rwetes” to jej najnowsza powieść, trzeci tom serii thrillerów psychologicznych z Renatą Konieczną. Ta bohaterka wraca do czytelników każdego lata - po raz pierwszy pojawiła się w 2024 w “Narośli”, rok temu w “Obietnicy” (recenzja - klik!). Haczyk jest jednak taki, że to policjantka w thrillerach psychologicznych, więc nigdy nie pełni typowo pierwszoplanowej roli, a co za tym idzie - każdą książkę z tej serii można traktować jak powieść osobną.
 
Warszawa, Wilanów. Starsza aspirat Renata Konieczna zjawia się pod domem lekarza medycyny estetycznej Roberta Wagnera, by przekazać mu smutne wieści. Tego dnia w okolicznym lasku znaleziono ciało jego żony Małgorzaty. Problem w tym, że Małgorzata zginęła trzy lata temu w wypadku samochodowym, który zakończył się pożarem. Teraz mężczyzna ma już drugą żonę, Elwirę, kobietę bardzo elegancką wyjętą rodem z filmów sprzed połowy wieku - podległą, posłuszną, zajmującą się nim i domem. Żadne z nich nie chce uwierzyć i nie rozumie tego, co się stało - kto zginął trzy lata temu i gdzie przez ten czas była Małgorzata? To zadanie Renaty Koniecznej, która bacznie się małżeństwu przygląda - czy na pewno żadne z nich nie skrywa jakiejś brzydkiej, brudnej tajemnicy?
 
Książka rozpisana jest na prolog, trzy części i epilog. Każda z części oddaje perspektywę innej postaci, każda dzielona jest na numerowane oddzielnie króciutkie rozdziały podzielone na dwa czasy: „teraz” pisane z perspektywy Koniecznej i „wcześniej” pisane z perspektywy postaci, której imię znajduje się na początku każdej kolejnej części. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator zgodnie z zasadą gatunku thrillera psychologicznego, skupia się przede wszystkim na wewnętrznych przeżyciach i wspomnieniach postaci. Styl powieści jest swobodny, język codzienny, potoczny, ale niespecjalnie bogaty w przekleństwa. Książkę czyta się szybko i płynnie.
 
Mimo że osią powieści jest zbrodnia, to jednak pełni rolę spoiwa, pretekstu, dla którego musimy zgłębić się w psychologię postaci, poznać ich teraźniejszość, przeszłość, mechanizmy, jakimi posługują się w odbiorze codzienności, w kontaktach z ludźmi. Ważne są więc postacie i ich przeżycia wewnętrzne, ich sekrety, które skrywają przed światem. A choć zagadka zbrodni cały czas pozostaje w świadomości, to jednak te małe sekrety powodują, że chcemy zgłębiać się w powieść dalej, próbować dojść do tego, co każdym z nich kieruje. Portrety psychologiczne są więc zagadkowe, by ostatecznie dać pełny obraz tego, jak działają pewne mechanizmy manipulacji, dlaczego do nich dochodzi i na jakie sygnały ostrzegawcze warto zwracać uwagę.
„Wkurzało ją, że musi się tłumaczyć. Ludzi nie obchodziło jej szczęście, ale to, dlaczego nie zrobiła czegoś, czego od niej oczekiwano.”
Bo postacie, które autorka w “Rwetesie” oddaje, są tak naprawdę zwyczajnymi ludźmi, których możemy spotkać na ulicy. Ludźmi, którzy potrzebują kogoś obok, nawet jeśli sobie tego do końca nie uświadamiają. Pytanie tylko, jak wiele niektórzy są w stanie zrobić, by poczucie bliskości zbudować, jak wiele, by je utrzymać i w jaki sposób tę bliskość postrzegają.
 
Dzięki temu, mimo oczywistej rozrywkowej wartości thrillera psychologicznego, można z tej powieści wyciągnąć też coś więcej - przestrogę, by zwracać uwagę na tych, co nagle z życia się wycofują, na tych, którzy mocno uszczuplają swój świat. Historia “Rwetesu” podnosi wrażliwość, unaocznia, że czasem zwyczajne pytanie “czy wszystko w porządku?” nie wystarczy. Że czasami człowiek może tak mocno się zatracić, że sam nie widzi krzywdy, jaka jest mu wyrządzana.
„Tak naprawdę to każdy w tej historii jest poszkodowanym.”
Intryga kryminalna powieści, choć nie jest punktem najważniejszym, jest tym, co częściowo odpowiada za utrzymujące się napięcie. Może i nie da się jej rozwiązać samodzielnie, ale też nie taki jest jej cel. Jest za to dobrze przemyślana, w odpowiednich momentach zaskakuje, a nawet szokuje wywracając dotychczas zebrane informacje do góry nogami.
 
Renata Konieczna, czyli bohaterka, którą łączy trzy książki w jedną serię, związana jest z wątkiem kryminalnym powieści, choć i ona wpada w pułapkę potrzeby bliskości, tym razem więc jej kreacja wydaje się ważniejsza niż w częściach poprzednich. W tej możemy poznać ją nie tylko jak upartą policjantkę, ale też obserwujemy ją, gdy po raz pierwszy odkrywa nieskrępowaną stronę swojej kobiecości. Uspokajam jednak, powieść nie zawiera wątków erotycznych i w kreacji Koniecznej skupia się przede wszystkim na zagadnieniach psychologicznych, jej refleksjach i pewnych dylematach.
„(…) niekiedy ludzie są doprowadzani na skraj przepaści, gdzie muszą wykonać ruch oznaczający nawet czyjąś śmierć. Czasami jakaś jej cząstka rozumiała takie zachowanie, ale każdą komórką swojego ciała nienawidziła zupełnie niczym nieuzasadnionej przemocy, wypływającej wyłącznie z chęci zaspokojenia chorych żądz.”
“Rwetes” to thriller psychologiczny domestic noir, który z kilku stron przedstawia mechanizmy manipulacji, której mogą dopuszczać się osoby najbliższe. Dzięki takiej formie narracji czytelnik staje przed pytaniem: kto tak naprawdę jest tutaj tym złym? Która wersja postrzegania rzeczywistości jest prawdzie najbliższa i czy na pewno jest coś takiego jak jedna prawda? Kto jest winny i w którym momencie powinien był się zatrzymać? Dobrze budowane napięcie, ciekawa zagadka kryminalna i zaskakujące twisty sprawiają, że książkę najchętniej czyta się na raz, a psychologiczne refleksje kołaczą się w głowie na długo po skończeniu powieści.
 
Moja ocena: 7/10
 
Już w najbliższy wtorek 11 sierpnia zapraszam na live z Agnieszką Peszek!
Miejsce spotkania: Instagram @kryminalnatalerzu, godzina 19:00.


Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Agnieszką Peszek.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!