sierpnia 24, 2019

"Stranger things. Mroczne umysły" Gwenda Bond

"Stranger things. Mroczne umysły" Gwenda Bond

Tytuł: Stragner things. Mroczne umysły
Cykl: Stragner things, tom 1
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Poradnia K
Liczba stron: 350
Audiobook wydany przez Poradnia K, 10h 23min, czyta Anita Sokołowska

Czy istnieje ktoś kto nie słyszał o serialu „Stranger Things”? Szczerze w to wątpię 😊 Serial został stworzony przez braci Duffer dla platformy Netflix w 2016 roku. Nikt nie spodziewał się aż takiego sukcesu, od razu pokochały go miliony, i mimo że jest to serial fantastyczny, to jest zrobiony tak dobrze, że nawet ci, który nie lubują się w takich klimatach na pewno się nie zawiodą. Serial przede wszystkim świetnie oddaje styl życia lat 70-80tych XX wieku. W tym roku w lipcu premierę miał już trzeci sezon, a na chwilę przed nią, w kwietniu, ukazała się pierwsza książka z serii Stranger Things pt. „Mroczne umysły”, która jest rozszerzeniem serialowego uniwersum. Z posłowia wnioskuję, że powstanie tej książki zapoczątkowało wydawnictwo, a do jej realizacji wybrana została Gwenda Bond, amerykańska autorka książek z gatunku fantastyki i young adult.

„Mroczne umysły” to prequel serialu. Akcja powieści dzieje się w latach 1969-1970 i zgłębia temat tajnego laboratorium w Hawkins. Doktor Brenner na skalę światową przeprowadza eksperymenty, które mają na celu poszerzenie mocy psychicznych człowieka. Do tego eksperymentu w oddziale w Hawkins zgłasza się kilka ochotników. Wśród nich jest Terry Ives, przyszła matka Jedenastki. Badania są dziwne, każdy z uczestników traktowany jest inaczej. Bardzo szybko uczestnicy zaprzyjaźniają się ze sobą, a kiedy odkrywają, że w jednej z sal laboratoryjnych mieszka 5letnia dziewczynka postanawiają odkryć o co w tym wszystkim chodzi i zdemaskować publicznie doktora Brennera.

Kompozycyjnie książka składa się z prologu, epilogu i 12 rozdziałów. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, najmocniej skupia się na postaci Terry. Styl powieści jest uważny, narrator zwraca dużą uwagę na otoczenie i kulturowe tło wydarzeń.

Głównym bohaterem powieści jest Terry, studentka, której rodzice kilka lat temu zginęli w wypadku samochodowym. Dziewczyna ciągle martw się brakiem pieniędzy, więc gdy tylko nadarza się okazja zarobienia aż 15 dolarów za udział w eksperymencie (co na tamte czasy wygląda na dosyć sporą kwotę😊) dziewczyna nie waha się ani chwili. Terry została wychowana przez ojca w silnym poczuciu żeby uczestniczyć w tym co ważne, a ten dziwny eksperyment wydaje się właśnie do takich należeć...

Prócz Terry w eksperymencie udział biorą jeszcze trzy osoby: Allison, dziewczyna zafascynowana wszelkimi maszynami, zajmuje się mechaniką, co jak na tamte czasu było raczej rzadko spotykane. Jest jeszcze jedna dziewczyna, Afroamerykanka, która mimo że z dobrej rodziny i o dużej inteligencji cały czas musi walczyć o swoje. Ostatnim uczestnikiem jest chłopak, który twierdzi że jest jasnowidzem. Cichy, skryty, przez większą część powieści jest tłem.

Po przeciwnej stronie stoi doktor Brenner. Wysoki mężczyzna, który ma szybki sposób oceny ludzi na podstawie dostrzeganego potencjału. Wierzy, że jest w stanie zmienić świat.

Sama akcja powieści jest trochę taka fantastyczno-sensacyjna, jest spisek, bohaterowie chcą go odkryć, jest dobrze znana walka dobra ze złem. Co jednak bardzo mi się w powieści podobało to tło. Jest bardzo mocno zakorzenione w kulturze amerykańskiej końca 60lat XX wieku. Co chwilę przez powieść przewijają się ważne wydarzenia, jak lądowanie na księżycu, wojna w Wietnamie, festiwal Woodstock czy zbrodnie Mansona. Bohaterowie uczestniczą w tych wydarzeniach, a wydarzenia wpływają na nich.
Mocno w powieści podkreślone jest też podejścia amerykańskiego rządu nie tylko do wspomnianej już wojny w Wietnamie, ale też w stosunkach amerykańsko – rosyjskich. Już na samym początku powieści podkreślona jest ta chora rywalizacja, którą toczą ze sobą obydwa te państwa.

Nie będę się więcej rozpisywać, akcja powieści była w porządku, chociaż gdyby nie to tło i moja miłość do serialu, to nie wiem czy wysłuchałam audiobooka do końca. Szczególnie, że lektorka była bardzo irytująca, bardzo wolno i z dziwną intonacją wypowiadała słowa... Nie zmienia to faktu, że po skończeniu książki miałam wielką ochotę zobaczyć ponownie serial, bo już nie pamiętam, co dokładnie było tam powiedziane o matce Jedenastki.

Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała na potrzeby portalu czytampierwszy.pl






sierpnia 21, 2019

"Wkręceni" Steve Cavanagh

"Wkręceni" Steve Cavanagh

Tytuł: Wkręceni
Tłumaczenie: Izabela Matuszewska
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416

„Wkręceni” to pierwsza książka Steve’a Cavanagha, która ukazała się poza serią. Autor znany jest z cyklu o Eddiem Flynnie, oszuście i prawniku. Na polskim rynku ukazały się na razie dwa tomy cyklu, na brytyjskim cztery. Po studiach autor pisał scenariusze, jednak szybko porzucił to na rzecz kariery zawodowej. Całe życie mieszka w Irlandii i na co dzień jest prawnikiem. Do pisania wrócił niedawno, w 2015 roku ukazała się jego pierwsza powieść. Jest także współprowadzącym komediowy podcast pt. „Two crime writters and a microphone”.

Główna akcja powieści zaczyna się w chwili, gdy Maria przypadkiem znajduje wyciągi z konta bankowego męża, o których nie miała pojęcia. Okazuje się, że Państwo Cooper są milionerami. Kobieta, która od pewnego czasu nie jest szczęśliwa w małżeństwie, radzi się kochanka Daryla i razem zaczynają podejrzewać, że Paul Cooper jest sławnym pisarzem J.T. LeBeau, którego prawdziwa tożsamość pozostaje w ukryciu. Maria postanawia opuścić swojego męża, ale nie zamierza rezygnować ze świeżo odkrytej fortuny. Razem z kochankiem opracowują pewien plan, by zamierzenia te wcielić w życie...

Książka już od pierwszej strony zaskakuje. To książka w książce. Po otwarciu nad tytułem widnieje nazwisko J.T.LeBeau, a w notce „od autora” czytelnik dostaje poradę, by nie wierzyć w ani jedno słowo, które przeczyta.
Od strony kompozycji powieść wygląda dosyć normalnie, mamy 71 krótkich rozdziałów, które oddzielone są kilkoma artykułami z gazety. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, dzielona jest na kilku bohaterów. Styl prowadzenia powieści jest łatwy i przyjemny, dialogi zgrabne.

Bohaterów powieści mamy kilku. Jest wspomniana już Maria – dosyć młoda kobieta, która nie miała łatwego dzieciństwa, szukająca ukojenia w małżeństwie. Małżeństwie, które mocno ją rozczarowało, bo mimo iż Maria całkowicie się przed mężem Paulem otworzyła, to Paul nic ze swojej przeszłości jej nie zdradził. Małżeństwo za namową Paula przeprowadziło się do małej miejscowości, na co dzień spokojnej, gdzie bogatsi mieszkańcy zjeżdżają się tylko na weekendy i wakacje. Maria nie jest tu szczęśliwa, nudzi się, wolałaby mieszkać w Nowym Jorku.
„Jeśli Bóg istnieje, oby był mściwy.”
Paul z kolei to osoba cicha, mocno skryta. Często podróżuje, nie ma go w domu całymi dniami. Wbrew pozorom jest jednak bardzo opiekuńczy w stosunku do żony, jedyne czego chce, to uchronić ją przed swoją mroczną przeszłością...
„To nie było jego życie. To był test, dziwna, zabójcza gra. Nawet nie chciał myśleć o tym, co się stanie, jeśli to spieprzy.”
Dnie, kiedy Paul jest poza domem, Maria spędza z Derylem. To przystojny, wysportowany mężczyzna, który zarabia na życie kelnerowaniem i nauczaniem nurkowania, z pozoru bardzo prosty człowiek.

Najbardziej jednak spodobały mi się postacie policjantów. Jest komendant Dale, starszy wąsacz, typowy szeryf małego miasteczka. Jest inteligentny i rozsądny. Jego prawą ręką jest policjantka Bloch – kobieta, której każde słowo jest na wagę złota, introwertyczka, bystra i spostrzegawcza.

Najciekawszą postacią jest jednak tajemniczy pisarz J.T.LeBeau. Jeden z najbardziej znany pisarzy kryminałów, słynie z zaskakujących zwrotów akcji. Jego tożsamość wzbudza naprawdę wiele kontrowersji na rynku wydawniczym, jednak nikt jeszcze nie odkrył kto kryje się za tym pseudonimem. Jego popularność też jest wielką zagadką. Autor kompletnie bez promocji, bez nagłaśniania, wywiadów i spotkań autorskich, pisarz widmo, jakimś cudem jego książki zyskują milionowe nakłady, ale co powoduje tą popularność? Poza zwrotkami akcji? Nikt nie jest w stanie tego sprecyzować.

Jako że książka „Wkręceni” jest autorstwa tego właśnie pisarza, tutaj też czytelnik raczony jest zaskakującymi zwrotami akcji. Autor od początku nas wkręca, podsuwa mylne tropy, zwodzi i kluczy. Jak już się wydaje że się coś wie, to zaraz okazuje się jednak całkiem co innego. A już samo zakończenie jest chyba nie do przewidzenia. Naprawdę myślałam, że wiem mniej więcej jak to się wszystko skończy, autor/narrator jednak miał zdecydowanie inne plany 😉 Jak głosi tytuł, tak i ja dałam się wkręcić.

Prócz ciekawych postaci, tajemniczego pisarza i ciągłego wkręcania, muszę przyznać, że bardzo podobał mi się klimat miejscowości Port Lonely, w której toczy się akcja. Miasteczko jest przytulne i spokojne, blisko morza, Cooperowie mieszkają wręcz na plaży. Dom też mają piękny, ja na miejscu Marii byłabym zachwycona.

Podsumowując, „Wkręceni” to ciekawy thriller. Autor książki zdecydowanie stawia na zaskakiwanie czytelnika, sprytnie miesza i wkręca 😉 Książkę czytało mi się dobrze, akcja mnie zaciekawiła, a zakończenie całkowicie zaskoczyło! Jestem zadowolona i myślę, że sięgnę też po inne książki autora.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros!

sierpnia 21, 2019

"Kruche życie" Stephen Westaby

"Kruche życie" Stephen Westaby

Autor: Stephen Westaby
Tytuł: Kruche życie
Tłumaczenie: Grzegorz Gajek
Data premiery: 15.05.2019
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 416

„Kruche życie” to zbiór wspomnień profesora Stephana Westaby, wybitnego brytyjskiego kardiochirurga. Aktualnie jest to starszy pan po 70tce, który dalej żyje pełną życia, działa, pisze i ciągle tworzy w swojej dziedzinie, już nie na sali operacyjnej, ale w badaniach nad przełomową technologią medyczną, która może pomóc wielu ludzkim istnieniom.  Jego nazwisko znane jest z pionierskiego przeszczepu sztucznego serca w 200 roku, ale po przeczytaniu tej książki, muszę podkreślić, że ten człowiek całe życie poświęcił na nowatorskie, lepsze metody leczenia chorób serca.
Książka „Kruche życie. Historie życia o śmierci prosto z sali operacyjnej” na rynku brytyjskim ukazała się w 2017 roku, a w tym roku z kolei ukazała się kolejna wspominkowa książka autora „Na krawędzi noża”. Mam nadzieję, że szybko doczekamy się jej publikacji na polskim rynku!

Książka profesora Westaby’ego to zbiór 16 historii z sali operacyjnej z krótką przedmową oraz posłowiem i podziękowaniami. Na samym końcu książki znajdziemy też słowniczek, który tłumaczy trudniejsze zagadnienia medyczne pojawiające się w książce. Tekst okazyjnie opatrzony jest rysunkami przekroju serca, które tłumaczą skomplikowane zabiegi chirurgiczne. Każda z historii opatrzona jest tytułem oraz ciekawym cytatem, które są niesamowicie celne, ale równie mocno rozbieżne jeśli chodzi o źródła. Znajdziemy tutaj cytat zarówno z Pisma Świętego, z klasyki literatury jak i słowa Arnolda Schwarzeneggera. Prawda, że duży rozrzut źródeł? Niemniej jednak każdy z cytatów jest trafiony w punkt.
To jeszcze może kilka słów o samym wydaniu książki. Grafika jest prosta, ale w tej prostocie jest siła. Każda z historii opatrzona jest tą samą grafiką, która widnieje na okładce, a wydanie jest solidne i przyjemne dla oka. Dobrze się czyta, dobrze się trzyma, robi wrażenie.

Teraz trochę o treści. Nie będę tutaj oczywiście przytaczać historii opowiedzianych w książce, ale chciałam ją trochę ogólnie podsumować. W książce zawarta jest cała historia lekarza od czasów jego młodości, przez całą karierę, aż do podjęcia decyzji o przejściu na emeryturę. Autor omawia swoje najważniejsze przypadki, jednak nie są to opowiadania stricte medyczne. Oczywiście, działania medyczne odgrywają tutaj dużą rolę, ale autor opowiada też o swoich odczuciach oraz o całej historii pacjenta. Poznajemy i osobę leżącą na stole operacyjnym i tą nad nią stojącą. Chociaż muszę też zaznaczyć, że autor bardzo chroni swoje dorosłe życie prywatne, dopiero w posłowiu mówi o nim trochę więcej. Jednak jako lekarz całkowicie się przecz czytelnikiem otwiera. Często mówi się o tym, że lekarze są mało empatyczni, co autor logicznie tłumaczy. Każde jego zachowanie ma swoje wytłumaczenie, logiczne i jak dla mnie przekonywujące.
„Nie przywiązuj się. (...) Gdy będzie po wszystkim, odejdź, tak jak to zrobili tamci chirurdzy, a następnego dnia spróbuj znowu”.
 Autor zdradza czytelnikowi, że widział śmierć swoich dziadków, a teraz, dzięki jego innowacyjnym metodom, można takiej śmierci zapobiec. Ładną klamrą też zamyka swoją historię – wszystko zaczęło się od programu „your life in their hands”, który oglądał za młodu, by koniec swojej kariery sam stał się gwiazdą odcinka.  

Muszę przyznać, że naprawdę polubiłam autora. To jest człowiek wiedzący czego chce w życiu dokonać, stawiający dobro swoich pacjentów ponad wszystko inne. Człowiek odważny, który nie boi się próbować czegoś całkiem nowego, o ile może to pomóc w lepszej opiece nad pacjentami. Jego styl opowieści jest bardzo przyjemny, co prawda przy opisie skomplikowanych operacji, trochę się gubiłam, ale myślę, że i tak autor wytłumaczył wszystko łatwo i z lekkością. Książka jest pełna emocji, nieraz doświadczamy frustracji autora, głównie z powodów biurokratycznych, co jest jedną z jego największych bolączek. Nie dziwię się, chociaż szczerze myślałam, że w Anglii wygląda to inaczej niż u nas.
„Niedobór snu sprzyja wykształceniu się cech psychopatycznych – odporności na stres, skłonności do podejmowania ryzyka, utracie empatii. Kawałek po kawałku stawałem się pełnoprawnym członkiem tego elitarnego klubu.”
Język opowieści jest prosty i w większości zrozumiały, autor w chwilach dużej irytacji nie stroni od wulgaryzmów. Często też zarzuci jakimś mało śmiesznym żartem, ale jak sam tłumaczy, chirurg nie może do wszystkiego podchodzić ze śmiertelną powagą... Ogólnie widzimy zmagania wybitnego lekarza, który chce pomagać, jednak papierki, polityka i pieniądze często stają mu na drodze.
„Ambitny był ze mnie skurwiel, a wszyscy chcieliśmy robić rzeczy niezwykłe, podejmować ryzyko – nie tylko dla dobra pacjentów, ale też z pobudek egoistycznych. Wiedzieliśmy, że – jeśli się uda – trafimy na pierwsze strony gazet, zaskarbiając sobie przy tym dozgonną niechęć lobby transplantologicznego, które nie wiedzieć czemu, uważało, że lepiej pozwolić ludziom umierać niż wypróbować taką czy inną nowinkę.”
Pomijając już tę nieszczęsną biurokrację, to autor zwraca tez uwagę na kadrę szpitalną. Na to, że w weekendy personel jest z agencji, na to, że część z nich nie jest odpowiednio wyedukowana, co tylko szkodzi pacjentom. Czytając książkę naprawdę często myślałam o tym, jakie trzeba mieć szczęście, żeby trafić na osobę, która faktycznie jest w stanie pomóc.

Książka, która porusza tak poważne tematy, automatycznie zmusza do refleksji. Czytając o tych wszystkich ciężkich przypadkach, koszmarze, który przechodzą nie tylko pacjenci, ale i ich rodziny, naprawdę zaczyna się doceniać własne życie. Nieważne czy masz duży dom czy mały, czy jestem bogaty czy może nie, ważne jest zdrowie, odwaga i siła, by radzić sobie z przeciwnościami losu. Postawa lekarza jest naprawdę godna podziwu, autor wzbudził mój głęboki respekt. „Kruche  życie” to lektura godna uwagi. Pomaga bardziej docenić życie i zdrowie, które jest naprawdę bardzo ulotne. Cieszmy się każdym dniem, bo nikt nie wie co przyniesie jutro.

Moja ocena: 7/10

Książka dołączyła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl





sierpnia 19, 2019

"Odbiorę Ci wszystko" Ruth Lillegraven

"Odbiorę Ci wszystko" Ruth Lillegraven

Tytuł: Odbiorę Ci wszystko
Tłumaczenie: Karolina Drozdowska
Data premiery: 24.04.2019
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 366
Audiobook wydany przez Storyside, 10h 40min, czyta Andrzej Ferenc

„Odbiorę Ci wszystko” to pierwsza książka autorki Ruth Lillegraven, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym. Pisarka, Norweżka, prócz beletrystyki jest także poetką i autorką książek dla dzieci. Od tomików poezji zaczynała swoją przygodę z pisaniem, jej debiut określany jest na 2005 rok. Otrzymała też kilka wyróżnień i nagród właśnie w tej dziedzinie pisarstwa. Podejrzewam, że „Odbiorę Ci wszystko” to jej pierwsze zetknięcie z thrillerem, ale nie znalazłam nigdzie potwierdzenia tej informacji.

Historia zawarta w książce opowiada o małżeństwie Haavarda i Clary. On jest lekarzem, prawdopodobnie pediatrą, pracuje w pobliskim szpitalu. Ona jest urzędnikiem w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie przygotowuje najważniejszą dla niej ustawę dotyczącą przemocy domowej wobec dzieci. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy w czasie dyżuru Havaarda ktoś morduje w szpitalnej kaplicy imigranta, podejrzewanego o przemoc wobec syna, a ustawa Clary zostaje odrzucona... Na kogo padną podejrzenia dotyczące morderstwa? Kto faktycznie za tym stoi? Co stanie się z karierą Clary? Kto zadba o bezpieczeństwo dzieci dotkniętych przemocą? W powieści poważne, ciężkie tematy przeplatają się z wątkami kryminalnymi i przeszłością bohaterów, tworząc godną uwagi lekturę!

Książka kompozycyjnie podzielona jest na 5 części, 75 rozdziały i rozpoczynający prolog. Wydarzenia dzieją się na różnych planach czasowych, narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, a głównymi narratorami są Clara i Havaard. Kilkukrotnie narrację przejmuje też pielęgniarz Roger oraz ojciec Clary Leif. Jak to zawsze z pierwszoosobowym narratorem bywa, prócz wydarzeń poznajemy myśli i odczucia bohaterów. Narracja skupia się na ogólnym życiu, codzienności dwójki głównych bohaterów, trochę mamy też wstawek o otoczeniu, tle zdarzeń, w książce znajdziemy też dużo wydarzeń z przeszłości, które uzasadniają aktualne wydarzenia.

Głównym bohaterem powieści jest Clara. Aktualnie żona, matka bliźniaków, a przede wszystkim pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości. W okresie nastoletnim kobieta przeżyła wypadek samochodowy, w którym zginął jej ojczym. Clara ogólnie nie miała łatwego życia. Wychowała się z dala od miasta, w gospodarstwie ojca, blisko natury. Jej matka nie była do końca sprawna psychicznie, przez co gdy ojciec wyjechał na wojnę, by zarobić trochę pieniędzy, dziewczyna samodzielnie opiekowała się swoim młodszym bratem Larsem. Jako kobieta dorosła jest skupiona na osiągnięciu celu, którym jest wprowadzenie przygotowywanej ustawy. Raczej stroni od towarzystwa innych ludzi, jest opanowana i konkretna.

Jej mężem jest Havaard. To człowiek całkowicie inny od Clary. Jest bardzo zaangażowany w życie rodziny, pochodzi z bogatego domu, ale do wszystkiego musiał dojść sam. W swojej rodzinie jest taką trochę czarną owcą, sprzeciwił się woli rodziców i zamiast prawnikiem został lekarzem. Havaard jest mocno rozczarowany swoim małżeństwem, obydwoje z Clarą ostatnimi czasy mocno się od siebie oddalili. Problemy małżeńskie z dnia na dzień narastają, Havaard sam nie potrafi ich rozwiązać, więc po pociechę zwraca się do innej kobiety. Mężczyzna, mimo swoich błędnych decyzji, jest dobry i wyrozumiały, czuły na krzywdę innych, szczególnie dzieci. A z tym niestety często w swojej pracy się spotyka. W końcu postanawia coś z tym zrobić.

W powieści oczywiście znajdziemy szereg innych ciekawych postaci. Jest nieodgadniony pielęgniarz Roger, o którym do końca nie wiadomo co myśleć. Jest Sabija, lekarka pracująca razem z Havaardem, również imigrantka, która ciężką pracą uciekła losowi większości imigrantów. Ojciec i matka Clary to też ciekawe postacie, ale więcej o nich nie będę się rozpisywać, w końcu wszystkich bohaterów możecie poznać sami podczas lektury!

Akcja powieści nie jest szybka. Raczej składa się z przemyśleń, odczuć i wspomnień bohaterów. Nie jest to kryminał, tylko thriller, więc wszelkie motywy i działania są bardzo rzetelnie uzasadnione.

Koniecznie muszę wspomnieć o tym, że książka porusza naprawdę dużo ciężkich tematów. Po pierwsze wspomniana już przemoc domowa wobec dzieci, z którą ciągle się spotykamy, przeciwko której ciągle robi się za mało. Istotną kwestią jest też los imigrantów – w Skandynawii jest ich naprawdę sporo, tworzą własne enklawy, przez co raczej nie asymilują się z rodowitymi mieszkańcami kraju. Dzięki obserwacji codzienności Clary czytelnik może też zapoznać się z tym, jak wygląda polityka kraju od podszewki. Biurokracja, motywy, korzyści, bardzo uniwersalne sposoby działania polityki, mimo iż przedstawione na przykładzie jednego kraju. Wychodzi na to, że nawet w tak ułożonych krajach skandynawskich polityka wygląda bardzo podobnie jak u nas.

Przez powieść oczywiście przeplatają się także cudowne klimaty skandynawskie. Są cieszące oko, ale i groźne, głębokie fiordy, jest zieleń, góry, wąskie ścieżki, rzeki i ogólnie dużo natury. Muszę też przyznać, że słuchałam książki w odpowiednim momencie – na początku historii jeden z bohaterów wspomina, że nad kraj naciągnęła afrykańska fala upałów – to dokładnie tak jak w nas pod koniec czerwca.

Ogólnie książka mi się podobała. Słuchałam jej z dużym zainteresowaniem, muszę przyznać, że mocno mnie wciągnęła. Prócz klasycznych elementów thrillera książka daje czytelnikowi dużo więcej, porusza istotne, ważne, ale i ciężkie tematy. Nie jeden raz podczas słuchania byłam wzruszona czy poruszona. Bardzo lubię też retrospekcje, historie z przeszłości, czego w tej książce na pewno nie zabrakło. Nie do końca wiem jak podejść do zakończenia, ale na pewno nie jest ono schematyczne. Chyba jest takie jak życie, niejednoznaczne i zastanawiające.

Moja ocena: 8/10

sierpnia 18, 2019

"Ślepiec" Max Czornyj

"Ślepiec" Max Czornyj

Tytuł: Ślepiec
Data premiery: 27.02.2019
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 331
Audiobook wydany przez Wydawnictwo Filia i Storyside11h 38min, czyta Piotr Grabowski

„Ślepiec” jest drugą osobną powieścią w dorobku Maxa Czornyja. Autor znany głównie z serii o 4iksie, debiutował w 2017 roku pierwszym tomem cyklu pt. „Grzech”. W tamtym roku ukazała się jego pierwsza powieść niezwiązana z cyklem pt. „Najszczęściwsza”. Rok 2019 otworzył autorowi „Ślepiec”, szybko po nim ukazała się czwarta część cyklu o 4iksie (teraz to już bardzo o komisarzu Deryle), w czerwcu „Inna”, a kilka dni temu miał premierę „Rzeźnik”. Autor idzie jak burza, teraz już nie tylko młody wiek, prawo i podobieństwa w stylu pisarza kojarzą się z jego kolegą po fachu Remigiuszem Mrozem, ale też i szybkość pisania! Jeśli panowie tak się zmówili, to czytelnikom zabraknie czasu na czytanie kogokolwiek innego poza Mrozem i Czornyjem!

Powieść otwiera scena wypadku Michała, która wydarzyła się na rok przed właściwymi wydarzeniami. Teraz, po roku, Liza Langer, kobieta w depresji, która w życiu nie ma nic poza pracą w policji, zostaje przydzielona do pierwszego w jej życiu śledztwa dotyczącego morderstwa jako głównodowodząca całym dochodzeniem. Ofiarą mordercy padł niezidentyfikowany mężczyzna, którego głowa została całkowicie zmiażdżona, a reszta ciała nie została potraktowana lepiej. Do Lizy dołącza się policyjny psycholog, profiler Orest Rembert, który ma jej pomóc w złapaniu mordercy. Szybko okazuje się, że pierwsza ofiara nie będzie jedyną... Czy Liza mimo ciężaru depresji będzie w stanie rozwiązać sprawę? Wszyscy dookoła wydają się jej nie sprzyjać...

Kompozycyjnie książka podzielona jest na 6 dni śledztwa i epilog. Dni dzielą się na krótkie podrozdziały. Narracja prowadzona jest w 3 osobie czasu przeszłego, w większości podąża za Lizą, ale nie tylko – czasami czytelnik razem z narratorem obserwuje inne postacie powieści, m.in tytułowego Ślepca. Język powieści pozbawiony jest ozdobników, dużą uwagę skupia na różnych szczegółach otoczenia, a także na powierzchowności postaci.

Główną bohaterką powieści jest komisarz Liza Langer. Rok temu przeżyła ogromną tragedię, po której nie potrafi się pozbierać. Jest w dużej depresji, korzysta z pomocy psychologa, wspomagała się też lekami. Zrezygnowała z normalnego życia, jej domem jest przyczepa kempingowa, zrezygnowała z wszelkich wygód. Nie ma nikogo, tylko czasami odwiedza swoją niedoszłą teściową w domu starców. Ogólnie bohaterka mocno mnie denerwowała. Już pominę tego „deszczowego psa” – jej określenie na depresję, ale jej sposobu kontaktu ze światem nie da się przemilczeć. Warczy na wszystkich, jest niemiła i opryskliwa, bardzo się rządzi. Miałam wrażenie, że mimo tej całej depresji, uważa się za lepszą od innych. Rozumiem, że przeżyła tragedię, ale jej zachowanie, jakby nie było, jest bardzo niekonsekwentne i dla mnie niezrozumiałe.

Dużo fajniejszą postacią jest Rembert. To dosyć młody mężczyzna, całkiem przystojny, który swego czasu pomagał przy innych śledztwach. Jest inteligentny, myśli logicznie. Miły i opanowany, jest świetnym obserwatorem i dobrze wyciąga wnioski. Mimo częstych nieprzyjemności od Lizy jest w stanie sobie z nią poradzić. Bardzo polubiłam bohatera, chociaż gdzieś pod koniec chyba trochę utracił swoje wcześniejsze cechy...

Wspomnieć jeszcze należy tutaj o Ślepcu. Fragmenty, kiedy narrator za nim podąża są mocno niepokojące, od razu widać że jest to człowiek zaburzony. Ma różne fobie i natręctwa, a jego wielką fascynacją są piękne ludzkie oczy. Cierpi na jakąś chorobę oczu, gdzie postrzega światło inaczej niż normalny człowiek. Jego psycholog dokładnie tłumaczy to zjawisko.

Jak zawsze u Czornyja znajdziemy tu dużo makabry i turpizmu, chociaż chyba trochę mniej niż w poprzednich książkach. Humor niby jest, ale też jakiś nie do końca ten co wcześniej. Ciekawostki wplatane w fabułę są i są ciekawe! Np. jest duży fragment o łzach, który przyciągnął moją uwagę.
Sama intryga też jest dosyć ciekawie zbudowana i zastanawiam się czy nie będzie kontynuacji – było dużo osób wplątanych w sprawę, co nie do końca zostało wyjaśnione.

Koniecznie też muszę wspomnieć, że część fabuły nawiązuje do prawdziwych wydarzeń – w pewnym momencie przytoczona zostaje sprawa Skorpiona – mordercy z lat 70tych lub 80tych, który atakował kobiety młotkiem, po czym gwałcił i zostawiał – większa część jego ofiar zmarła albo została do końca życia okaleczona. Nawiązanie do tych wydarzeń jest dobrym zabiegiem, bardzo przyciągnęło to moją uwagę, szczególnie że równocześnie z tą książką czytałam polską literaturę faktu o największych polskich zbrodniach czasach PRLu.

Na koniec wspomnę jeszcze, że w pewnym momencie mówi się o Deryle i 4iksie – jest to fajny zabieg, daje wrażenie, że wszystko co opisuje autor dzieje się w jednym wszechświecie (tak też jest u Mroza!).

Podsumowując książka nie była najgorsza, ale nie jest to też najlepsza powieść autora. Główna bohaterka jest dosyć niestrawna, a w stylu powieści czegoś brakuje. Oczywiście jestem w stanie znaleźć sporo plusów dla powieści, tj.  Rembert, sprawa Skorpiona czy fajne ciekawostki wplecione w fabułę, ale nad tym wszystkim jakoś kładzie cień irytująca główna bohaterka. Książki wysłuchałam, ale raczej nie zapadnie na długo w mojej pamięci. Chyba że mowa o „deszczowym psie” – to określenie na pewno zostanie ze mną na zawsze!

Moja ocena: 6/10

sierpnia 15, 2019

"Wszystko do nas wraca" Arkadiusz Lawrenc

"Wszystko do nas wraca" Arkadiusz Lawrenc

Tytuł: Wszystko do nas wraca
Data premiery: 05.06.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 268

„Wszystko do nas wraca” to kolejny polski debiut literacki o autorze którego nic nie wiadomo. Wyszukując jego nazwisko w sieci można znaleźć kilka wpisów, jednak nie mam pewności czy jest to ta sama osoba, więc nie będę tutaj przytaczać tak niepotwierdzonych informacji. Jego debiut do powieść kryminalna, którego akcja toczy się w okolicach Gniezna.

Akcja historii zaczyna się od pożaru samochodu. Brajan, młody chłopak, wielki fan marihuany, przypadkiem dostrzega płonienie i zafascynowany podchodzi sprawdzić co się dzieje. Okazuje się, że obok płonącego auta leży dziewczyna, której ktoś wydłubał oczy. Na miejscu razem ze strażą zjawia się policja – podkomisarz Radosław Sokołowski i komisarz Zenon Wiśniewski przejmują dochodzenie. Okazuje się, że dziewczyna ma skomplikowaną przeszłość, ale nim śledztwo ma szanse ruszyć na przód, wybucha kolejny pożar. Tym razem ofiara nie kończy w szpitalu, a w prosektorium, a to co znajdują policjanci na miejscu przerasta najśmielsze ich wyobrażenia....
„Miał przed sobą przepiękny spektakl. W głównej roli wystąpiły wielbione przez niego płomienie. Tylko one potrafiły wzbudzić w nim prawdziwą radość. Kocham ich intensywną barwę, mnogość dźwięków, jakie niosły ze sobą oraz ciepło im towarzyszące. Najbardziej jednak fascynowała go moc żywiołu, który nawet z najmniejszej iskry potrafił przeobrazić się w destrukcyjne arcydzieło.”
Od strony kompozycji książka składa się z 36 rozdziałów i epilogu. Rozdziały są króciutkie, tekst przejrzysty, czyta się szybko i przyjemnie. Samo wydanie też jest ciekawe, tytuł na okładce jest jakby trochę rozmyty, tak samo jak i numeracja rozdziałów. Narracja jest trzecioosobowa czasu przeszłego, jednak są momenty zaznaczone w tekście kursywą, kiedy jeden z bohaterów ujawnia swoje myśli – wtedy narracja przechodzi na pierwszoosobową. Narrator podąża głownie za podkomisarzem Sokołowskim, ale nie tylko – często do głosu dochodzi też wspomniany fan marihuany, okazyjnie ofiary i morderca. Styl jest dopasowany do postaci prowadzącej, narrator jest bardzo spostrzegawczy w kwestii wyglądu spotykanych osób.

Śledztwo prowadzi dosyć młody podkomisarz Radosław Sokołowski, przez wszystkich nazywany Sokół. Ogolony na łyso, dosyć przystojny, samotny, w pełni oddany pracy. Ambitny i rzetelny, wytrwale dąży do celu, nie poddaje się.
Jego partnerem jest komisarz Zenon Wiśniewski „Wiśnia”. To pan w okolicach emerytury, mocno przy kości. W pełni ufa swojemu partnerowi, który, mimo że niższy rangą, przejmuje dochodzenie.
Oczywiście przez książkę przewija się sporo postaci. Pierwsza ofiara, Anna, dosyć imprezowa dziewczyna, która chyba wolałaby zapomnieć o swojej przeszłości. Jej rodzina też jest bardzo specyficzna. Dużą rolę odgrywa też wspomniany Brajan, bardzo szczupły chłopak, któremu do szczęścia nie potrzeba wiele. Ciekawą postacią jest też prokurator, bardzo niski mężczyzna, który niby jest, a jednak go w sumie cały czas nie ma.

Akcja powieści przez większą część książki jest bardzo ciekawie poprowadzona. Bohaterowie są ciekawi, dialogi dynamiczne i lekko uszczypliwe, morderstwa ciekawe, opisy chwilami brutalne. Policja wykonuje rzetelną robotę, Sokół jest mocno zmotywowany, by znaleźć sprawcę. Przeszłość ofiar wzbudza ciekawość, a morderca który gdzieś tam jest, ale jednak nie wiadomo kto to, mocno intryguje.
Niestety 60 stron od końca wszystko bierze w łeb. W sumie miałam wrażenie, że końcówkę napisała inna osoba. Postacie nagle zmieniają się nie do poznania, ich działania czy sposób myślenia nie ma żadnego uzasadnienia, a samego rozwiązania zagadki po prostu nie ma. Morderca, owszem, zostaje wyjawiony, ale jego motywy czy wizja, którą miał mordując, niestety do końca zostaje zagadką. Naprawdę jest mi przykro, że historia została zamknięta ( w teorii, bo jak mówić o zamknięciu, kiedy nic się nie wyjaśniło?!) w taki sposób, bo książka miała duży potencjał. Przez 200 stron myślałam, że to jest naprawdę dobry kryminał i zastanawiała mnie niska ocena. No cóż, po ostatnich 60 stronach w pełni ją rozumiem.

W książce przywołany zostaje jeden z polskich raperów, a nawet nie raper, a jego piosenki. Mimo że fanką nie jestem, ale znam niektóre teksty autora, a te przytoczone w książce chwilę temu sprawdziłam. Nie wiem dlaczego narrator zarzuca artyście, że rapuje niezrozumiale – to jeden z tych polskich artystów, którzy dykcję mają doskonałą. Może bym się do tego nie przyczepiła, gdyby zakończenie tak mnie nie rozczarowało, ale kiepskie zakończenie (a raczej jego brak!) i jeszcze taki niesłuszny zarzut wobec dobrego artysty to już naprawdę dla mnie za dużo.

Mam nadzieję, że, o ile będzie, kolejna książka autora będzie dokładniej przemyślana, z logiczną i dobrze rozpisaną intrygą, bo potencjał jest, naprawdę te 200 stron czytało mi się dobrze.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!



sierpnia 12, 2019

"Requiem dla analogowego świata" Rafał Cichowski

"Requiem dla analogowego świata" Rafał Cichowski

Tytuł: Requiem dla analogowego świata
Data premiery: 12.06.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 342

„Requiem dla analogowego świata” to trzecia wydana na polskim rynku książka Rafała Cichowskiego, ale pierwsza, która nie jest zaliczana do gatunku fantasy. Autor debiutował w 2015 roku książką „2049”. Jest to wizja życia w przyszłości, a zarazem satyra na czasy współczesne. Druga również jest książką o przyszłości, z tym że jeszcze dalszej. Za to „Requiem...” przenosi czytelnika ponad 20 lat wstecz, w te ostatnie lato bez komputera, po którym już nic nie było takie samo.
Autor prywatnie jest bardzo artystyczną duszą, maluje obrazy, robi zdjęcia, gra na gitarze. Ze złośliwością rzeczy martwych radzi sobie humorem, a pisanie jest dla niego tak podstawową czynnością jak spanie czy oddychanie. Warto też wspomnieć, że autor urodził się w Kutnie w 1984 roku, co mocno uwiarygadnia całą powieść.

Akcja „Requiem...” dzieje się latem 1997 roku w Kutnie. Grupa przyjaciół z podwórka, czterech 13latków właśnie rozpoczyna wakacje. Nie byle jakie, bo ostatnie takie, analogowe, bez komputera, o czym chłopcy jeszcze nie wiedzą. Jest to historia o dojrzewaniu, o marzeniach i rozczarowaniach, ale też świetne przypomnienie czasów już dawno minionych, hołd dla tego co już nie wróci.


Kompozycyjnie książka złożona jest z 6 rozdziałów – każdy opatrzony jest tytułem i datą. Rozdziały są dosyć długie, oczywiście nie są pisane jednym ciągiem, są oddzielone gwiazdką, ale też nieczęsto. Książkę zdecydowanie lepiej czyta się jednym lub po prostu dłuższym ciągiem, raczej nie jest to lektura do częstego odkładania, bo wtedy dużo można stracić z klimatu i bardzo poetyckiego stylu autora. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego, narratorem jest Chudy. Odstępstwem od tego jest tylko kilka stron, na których narrator przytacza historie ludzi dotkniętych wielką powodzią, która miała miejsce tamtego lata. Wtedy narracja zmienia się na trzecioosobową czasu teraźniejszego. Narrator jest typem gawędziarza, jego myśli często odpływają na podstawie drobnych skojarzeń, dużo tutaj czegoś w stylu marzeń sennych czy po prostu marzeń i wiary w lepsze jutro. Ma bardzo żywą i wybujałą (w dobrym tego słowa znaczeniu) wyobraźnię, tworzy wiele ciekawych opowieści czy równoległych wizji przyszłości.
„Nie wiem, po co mi te wszystkie zwroty, nawet ich nie używam podczas rozmów z kolegami, jedynie w myślach. Tam zawsze dzieje się dużo więcej niż na zewnątrz. Rodzą się i znikają marzenia, powstają alternatywne wersje wydarzeń, wizje, takie jak ta przed chwilą.”
 Język, jak pisałam, jest dosyć poetycki, dla mnie to był strzał w dziesiątkę. Styl zdań dostosowany jest do emocji panujących nad narratorem – czasami zdania są bardzo długie, czasami wręcz odwrotnie. Nie brak tutaj też okazjonalnych wulgaryzmów, jednak bardzo dobrze są wpisane w tekst, nie kują w oczy. Narrator jest świetny obserwatorem rzeczywistości, swoje spostrzeżenia bez skrępowania przenosi na karty powieści.

Jak już wspomniałam, w powieści mamy paczkę przyjaciół – Chudego, Berlina, Kukiego i Wojtalę. Każdy z nich ma 13 lat, chodzą do tej samej szkoły, mieszkają na tym samym osiedlu, są przyjaciółmi z podwórka. Każdy z nich jest jednak inny. Chudy to dobry chłopak, ma dobre oceny, świetnie maluje, ale i wiele i mocno przeżywa, a rodzice na każdym kroku podkreślają mu, że może wiele w życiu osiągnąć, tym samym wywierając na nim dużą presję co do przyszłości. Berlin to taki osiedlowy cwaniak – jego tata wyjechał do Stanów, więc chłopak nie narzeka na brak pieniędzy, wszystko ma, nosi się markowo. Z drugiej strony tata nie jest obecny, mama też pojawia się w domu rzadko... Kuki to znowu przeciwieństwo Berlina. W jego rodzinie aż piszczy bieda, tata alkoholik, brat wielki fan marihuany, a mama jakby niewidzialna. Chłopiec ma też duże problemy w szkole, właśnie nie otrzymał promocji do kolejnej klasy. No i w końcu jest też Wojtala – zagorzały fan metalu, przeciwnik kościoła, a wręcz wyznawca szatana. Bardzo specyficzna postać, jednak dla chłopców ewidentnie nie jest to żadną przeszkodą w przyjaźni. Sporo zamieszania w paczce powoduje pojawienie się na osiedlu Ryby, nowej starszej dziewczyny, dla której Chudy traci głowę. Jak to na osiedlu bywa mamy też grupę starszych chłopców, którzy zastraszają młodszych, nie wolno im wchodzić w drogę. Nie wiem czy Wy pamiętacie, jak było 20 lat temu, ale wtedy cały dzień spędzało się na podwórku i co chwilę natykało na jakieś osoby – i tak też jest w tej powieści.

Ogólnie muszę przyznać, że jestem zachwycona tą książką. Styl narracji mocno mi przypasował, a bardzo wierne oddanie codzienności tamtych czasów powoduje wręcz wzruszenie. Plakaty na ścianach, jojo, vibovit, kasety z muzyką, Bravo, guma Huba Buba, trzepaki i wieczne życie podwórkowe. Chłopcy w każdej wolnej chwili grają w nogę, dziewczynki skaczą w gumę, rysuje się kredą po chodnikach i organizuje wyprawy rowerowe. W domu jedyną rozrywką jest telewizor zaopatrzony tylko w 4 kanały, więc w sumie nuda. Za to w swoim pokoju można słuchać głośno muzyki z kaset i oddawać się takim zajęciom jak rysowanie. Nie wiem jak odbiorą to młodsi czytelnicy, ale ja naprawdę czytałam to wszystko z łezką w oku.
„W głowie cisza, w sercu spokój. Jestem dokładnie w tym miejscu, w którym powinienem być, otoczony przez przyjaciół, bezpieczny i szczęśliwy. Mogę stąd ruszyć wszędzie i zrobić wszystko.”
Dużo uroku dodaje tutaj też fakt, że rzeczywistość przedstawiona jest oczami 13 letniego chłopca. Jest lekko naiwna, ale też uroczo pozytywna, pełna wiary w lepsze jutro. Jednak jest to też okres dojrzewania chłopców, kiedy emocje nieraz biorą górę, a rzeczywistość zmuszą do refleksji i możliwych rozczarowań.
„...nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. Wiem tylko tyle, że po trzynastu całkiem racjonalnych latach świat zaczął nagle mówić do mnie w obcym języku.”
 To wiek, w którym dziecko miesza się z dorosłym, z jeden strony dziecięce marzenia gdzieś tam ciągle tkwią, z drugiej strony rzeczywistość co chwilę rozczarowuje. To okres wkraczania w dorosłość, pierwsze kontakty z papierosami, alkoholem, eksperymenty z dorosłością. To pożegnanie nie tylko z erą analogową, ale też z dzieciństwem.
 „- Masz czasem ochotę przestać być sobą i gdzieś uciec, bo to wszystko jest kompletnie bez sensu?- To chyba jest to całe dorastanie. Czytałam o tym kiedyś.- Wcale mi się to nie podoba.- A będzie jeszcze gorzej.- Dzięki, ale nie pomagasz, wiesz? Jeśli chciałaś mi poprawić humor to idzie ci fatalnie.Sorry.- To co mnie czeka? – pytam po chwili. – Oprócz mutacji, syfów i wąsów.- Dowiesz się wiele o sobie. Spojrzysz na wszystko inaczej. Zaczniesz się zastanawiać, co chcesz robić w życiu. I tak dalej.- Chciałbym rysować komiksy, kopać zawodowo piłę albo mieć zespół i grać grunge – wyrzucam z siebie jednym tchem.
- Super!- Tylko wszyscy mi mówią, żebym przestał zajmować się pierdołami i wziął się za prawdziwą robotę.- Może ci zazdroszczą? Masz jeszcze czas i możesz zrobić wszystko, jak trzeba. Oni już nie.”
Na koniec muszę tylko podkreślić kilka scen, które mnie oczarowały jeszcze mocniej niż cała książka. Scena otwierająca książkę - mecz piłki nożnej na boisku przed blokiem, to po prostu mistrzostwo! Akcja miesza się z marzeniami, a wszystko to połączone jest w bardzo obrazowy sposób. Podobna scena też zamyka powieść, co tworzy bardzo ładną klamrę, w której zamknięta jest powieść. Równie mocne wrażenie zrobiła na mnie scena odkrycia zespołu Nirvana. Tyle emocji, tyle fascynacji, tylko zrozumienia. Przeczytacie, to zrozumiecie nad czym się tak zachwycam!

Podsumowując, książka mnie oczarowała. Co prawda ciężko było mi zacząć, druk jest dosyć drobny, przez co w chwilach kiedy musiałam książkę często odkładać, miałam wrażenie, że w ogóle nie posuwam się do przodu. Jednak kiedy do książki przysiadłam na dłużej to wrażenie zniknęło, a książka mnie wręcz połknęła. Nie wiem czy to przez fakt, że jestem zbliżona wiekiem do bohatera, przez co moje dzieciństwo wyglądało całkiem podobnie, pamiętam tamte czasy i móc wrócić do nich to była dla mnie sama przyjemność. Do tego ten świetny styl opowieści i rewelacyjnie wybrany narrator tworzą z powieści naprawdę książkę wartą uwagi. Bardzo polecam ją osobom pamiętającym czasy sprzed komputera, a i jestem bardzo ciekawa, jak odbiorą ją młodsi czytelnicy. Tak myślę, że zdecyduję się na lekturę „2049”, bo po tej książce mam zdecydowanie ochotę na więcej i jestem mocno ciekawa, jaką wizję przyszłości autor przedstawił w swoim debiucie.

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz powieście serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!



sierpnia 11, 2019

Zapiekana cukinia caprese

Zapiekana cukinia caprese


Składniki (2 porcje):
  • 2 spore cukinie
  • 2 ząbki czosnku
  • oregano, sól, pieprz, oliwa
  • 2 pomidory
  • 1 kulka mozzarelli
  • kilka listków bazylii


Przygotowanie (10min + 32 min pieczenia):
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C. Cukinie myjemy, rozcinamy wzdłuż na pół, środek delikatnie wydrążamy łyżeczką, tak by nie uszkodzić boków. (Z wydrążonej cukinii można zrobić np. zupę krem, przepis wkrótce!) Blachę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy cukinię, każdą z połówek nacieramy rozgniecionym czosnkiem, skrapiamy oliwą, posypujemy oregano, solą i pieprzem. Delikatnie nakłuwamy widelcem i wkładamy do pieca na 20 minut. W tym czasie myjemy pomidory i razem z mozzarellą kroimy na plasterki. Gdy cukinia się upiecze to wykładamy jej środek na zmianę plasterkami pomidora i mozzarelli, solimy, pieprzymy, posypujemy oregano i wstawiamy do pieca na kolejne 12 minut, tak by ser się ładnie rozpuścił. Po tym czasie wyciągamy z pieca, nakładamy na talerze, na każdą z nich nakładamy kilka listków bazylii i skrapiamy oliwą. Podajemy, smacznego!

Źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany


sierpnia 09, 2019

"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik

"Cecylio, obudź się!" Dorota Wójcik

Tytuł: Cecylio, obudź się!
Data premiery: 31.07.2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 288

„Cecylio, obudź się!” to, jak głosi okładka, rewelacyjna komedia obyczajowa. Zarazem jest to także debiut literacki Doroty Wójcik – matki, żony, kobiety bardzo optymistycznie nastawionej do świata.Autorka w wolnych chwilach lubi malować oraz wymyślać historie z dużą dawką czarnego humoru. Jak przyznaje w jednym z wywiadów, podróż do Chin to jej wielkie marzenie, a cała kultura wschodu budzi w niej ogromną fascynację – stąd też naturalna była dla niej postać Minga i zapożyczenia kultury chińskiej do tradycji polskich, które odkrywamy w jej powieści 😉

Historia „Cecylio, obudź się!” rozpoczyna się z przytupem – tytułowa Cecylia, kobieta po 40stce odkrywa nagle, że jej mąż ma romans. Rozsierdzona i wściekła wyrzuca go z domu, a sama, w chwili gdy tylko otrzymuje list o śmierci i pogrzebie wujka Leopolda, wsiada do swojego zdezelowanego auta i wyrusza do rodzinnej miejscowości, byle dalej od domu i męża- zdrajcy. Jej podróż obfituje w wiele niespodzianek i dziwnych zdarzeń, a już to co zastaje w Płotach Małych po przyjeździe do wujowskiej posiadłości przechodzi wszelkie pojęcie! Cecylia postanawia jednak zostać trochę dłużej w sielskich klimatach polskiej wsi, by przemyśleć wszystko i poukładać swoje życie na nowo. Czy kobieta podejmie właściwe decyzje? Czy w końcu znajdzie szczęście?

Od strony kompozycji książka składa się z 32 krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, narratorem jest oczywiście Cecylia. Styl powieści jest bardzo lekki, przyjemny do czytania. Humoru jest dużo, zarówno w dialogach, samych postaciach, jak i w wielu absurdalnych sytuacjach.

Pierwsze skrzypce w powieści odgrywa oczywiście tytułowa Cecylia. Swoje znielubione imię zawdzięcza babce, która była harpią i nigdy się nie uśmiechała. Wizualnie kobiety podobne są do siebie jak dwie krople wody, co też wszyscy znający babkę na każdym kroku powtarzają.
„Cecylia wróciła i teraz będzie jak dawniej.”
Nasza Cecylia jednak w przeciwieństwie do babki uśmiechać się bardzo lubi. To kobieta dojrzała, która całe swoje dorosłe życie poświęciła życiu rodzinnemu. Nie ma nic swojego, nigdy nie pracowała, w swojego męża była wpatrzona jak w obrazek.
„Wyciskałam z siebie siódme poty, żeby dziecko i mąż poczuci ciepło ogniska domowego. Podsycanie ognia zajęło mi dwadzieścia lat. Przez ten czas zapomniałam nie tylko o studiach, ale także o sobie...”
A tu nagle zdrada. Na szczęście charakter Cecylii do uległych nie należy, jest dosyć wybuchowa, z dużym poczuciem własnej wartości. W sytuacjach zagrożenia reaguje szybko, ale też ma niesamowite szczęście do przyciągania pechowych zdarzeń. A wiadomo – jak się sypie, to wszystko na raz. Cecylia jednak nie traci głowy, pora zawalczyć o swoje.

Powieść naszpikowana jest ciekawymi i zabawnymi postaciami. Każdy z rodziny Cecylii jest indywidualistą, z bardzo oryginalnymi pomysłami. Prócz nich jest jeszcze oczywiście niewierny mąż z kochanką czarodziejką, która lubuje się w odprawianiu ceremoniałów, oraz oczywiście przystojny mężczyzna, którego bohaterka spotyka na swojej drodze do szczęścia. Najzabawniejszymi postaciami dla mnie były jednak dzieci w tej historii – przy scenkach z ich udziałem śmiałam się najmocniej 😊 Oczywiście nie wolno zapomnieć też o zwierzakach, które też swoje wnoszą do powieści 😊

Jako że jest to książka zaliczana do lekkiej literatury obyczajowej, to w szkielecie fabuły nie mamy wielu zaskoczeń, wszyscy dobrze wiemy jak historia się skończy 😊 Myślę, że to jednak nie jest takie istotne dla odbioru książki. Ważne jest, że jest to historia lekka i zabawna, którą czyta się w mgnieniu oka i humor czytelnika podczas lektury z każdą stroną jest coraz lepszy. Bohaterowie powieści są żywi i niosą dużą dawkę humoru, a i jeśli chcemy się dopatrywać przesłania, to również je znajdziemy. Nigdy nie jest za późno i trzeba w końcu też w życiu myśleć o sobie! Cecylio, obudź się i zacznij dostrzegać to co jest prawdziwe i ważne w życiu!
„A więc tak wygląda szczęście? Gonimy za czymś ulotnym, choć potrzebujemy tak niewiele.”
W dodatku sceneria historii jest bajeczna – duża posiadłość w małej wsi, życie wśród natury, w otoczeniu przyrody i zwierząt. Czego chcieć więcej?

Podsumowując, bawiłam się przy książce faktycznie dobrze. Mimo że nie lubuję się w obyczajówkach, to historia jest tak zgrabnie i z humorem opowiedziana, że już po kilku stronach lektury mój nastrój się zdecydowanie poprawił. Cecylia to dobre lekarstwo na chandrę! Pomoże Ci spojrzeć na świat przez różowe okulary 😉

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira!




sierpnia 08, 2019

"Przeciwko bratu" Marcin Dudziński

"Przeciwko bratu" Marcin Dudziński

Tytuł: Przeciwko bratu
Cykl: Profanum, tom 1
Data premiery: 17.07.2019
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 400

Książka „Przeciwko bratu” otwierająca trylogię „Profanum” jest debiutem literackim autora Marcina Dudzińskiego. Jak możemy przeczytać na skrzydełku okładki to z wykształcenia prawnik, z zawodu manager, z a zamiłowania pisarz. Pochodzi z Częstochowy, gdzie umieścił akcję swojej pierwszej powieści. Jest fanem sportu, szczególnie koszykówki, żużla i kolarstwa. To drugie także znalazło swoje miejsce w powieści. Co jeszcze znajdziemy w debiucie autora?

Częstochowa jest w rękach braci Walterów. Starszy, Stanisław jest biskupem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej, bez jego wiedzy w kurii nie dzieje się nic. Młodszy to Jerzy, komendant Komisariatu Policji. Stanisław używając swoich wpływów, stara się pozyskać dla kościoła kilka działek w środku miasta, którymi interesuje się biznesmen, tak zwany król plastiku - chce tam wybudować fabrykę tworzyw sztucznych. Sytuacja lekko się komplikuje, gdy nagle pojawia się spadkobierca jednej z obiecanych ziem. W sprawę wplątuje się Alicja, prawniczka oddelegowana do zajmowania się obsługą prawną kurii, co będzie miało dla kobiety bardzo nieprzyjemne konsekwencje... W tym samym czasie Jerzy dostaje donosy o haniebnych czynach brata względem kobiet. Czy to prawda? Czy biskup Stanisław naprawdę mógł się czegoś takiego dopuścić? I co teraz ma z tym zrobić jego własny brat? Co jest ważniejsze – prawo czy rodzina?

Od strony kompozycji książka podzielona jest na prolog, dwie części: Wcześniej i Teraz oraz epilog. Każda z części składa się z rozdziałów przedstawionych oczami kilku bohaterów. Narracja jest bardzo płynna, wydarzenia aktualne przestawione są w trzeciej osobie czasu przeszłego, prócz jednej z bohaterek, która wypowiada się w pierwszej osobie. Z kolei kiedy do głosu dochodzą dawne wydarzenia, narracja zmienia się na tą prowadzoną w czasie teraźniejszym. Trochę zastanawia mnie ten zabieg, sugeruje że wydarzenia sprzed lat są jakby bliższe niż te aktualne... Może chodzi o to, że to co działo się wtedy doprowadziło bohaterów właśnie do tego tutaj aktualnego punktu? Coś musi być na rzeczy.
Każdy z rozdziałów opatrzony jest datą i imieniem postaci, o której będzie opowiadać. Rozdziały dziejące się w aktualnych latach przeplatają się z przeszłością, co daje czytelnikowi bardzo szeroki obraz postaci i ich przeżyć.
Styl powieści często skupia się na kreowaniu atmosfery – Częstochowa jest zlewana deszczem, pada od bitych trzech tygodni, nieustanne. Miasto cały czas pogrążone jest w szarościach i ciemnościach, dokładnie tak samo jak nasi bohaterowie.
„Patrząc na gęste, smoliste chmury i słabe światło ulicznych latarni doświetlających jedynie skrawki przestrzeni, pomyślał, że panuje to złowrogi klimat rodem z horrorów.”
Narracja często skupia się na oddawaniu tej mroczności. Warto jeszcze zaznaczyć, że narrator jest wszystkowiedzący – bardzo często podkreśla, że on wie, co się wydarzy, w przeciwieństwie do postaci.

Co do samych bohaterów to jest ich kilku. Może zacznę od tego co najmocniej zaskakuje – sama Częstochowa jest tutaj traktowana jak bohater powieści. Miasto płacze, wie, czuje, widzi co się dzieje, obserwuje i przeczuwa co ma nadejść. Każdy z bohaterów też przejawia własne uczucia do Częstochowy – jedni jej nienawidzą, drudzy uważają ją za miłość swojego życia.
„To była jego Częstochowa. Niezmienna. Wierna. Jego jedyna partnerka. To z nią spędzał życie. W niej zasypiał i tylko jej się zwierzał.”
Miasto odgrywa istotną, ważną rolę w życiu bohaterów jak i w całej historii. Dawno nie spotkałam się z taką personifikacją, muszę przyznać, że ten element dodał trochę oryginalności i świeżości powieści.

Co do zwykłych ludzkich bohaterów, to oczywiście główne skrzypce odgrywają bracia. Ich dzieciństwo nie było szczęśliwe, co mocno odbiło się na ich osobowościach i przyszłości. Stanisław, jako starszy zawsze chronił młodszego brata, sam nie mając w nikim pomocy, co skłoniło go w ucieczkę do Boga. Teraz, rządząc miastem, ma poczucie nieśmiertelności, władzy, czuje się bezkarny.
„No to ja się nie dziwię, czemu tak nam się leje z nieba ostatnio, skoro my tu mamy takich duchownych. (...) Najwyższa pora zacząć budować arkę.”
Jerzy z kolei jest inny. Kiedy brat był w seminarium Jerzy zakochał się bez pamięci w pewnej dziewczynie ze szkoły. Miłość prysła kilka lat później, gdy dziewczyna wyjechała na studia, a dzieciństwo Jerzego doszło do głosu i zakłóciło jego aktualne szczęście. Już nigdy więcej z nikim się nie związał, cały czas wytykając sobie ten błąd przeszłości.

Historia bardzo mocno obiera się także na młodej prawniczce Alicji, która wiedzie dosyć poukładane życie, ma świetnego, wymarzonego wręcz partnera, zaczyna myśleć o założeniu rodziny. Jednak i Alicja ma w przeszłości ciężkie przeżycia, które dają o sobie znać...
Najciekawszą jednak postacią, dosyć tragiczną powiedziałabym, jest Julian, chłopak na usługach Stanisława, który jest lekko upośledzony. Jego historia też jest istotnym elementem całej układanki.

Skoro już tak rozpisałam się o bohaterach to jeszcze wspomnę o Henriku, partnerze Alicji – to szwedzki pisarz, a postać pisarza w powieści zawsze wzbudza moją wielką sympatię!

Co do samej akcji powieści, to w prologu otrzymujemy zapowiedź przyszłych wydarzeń – scena jest niesamowicie filmowa! Widziałam ją dokładnie w głowie, naprawdę dobrze oddaje klimat. Ogólnie w sumie cała powieść jest dosyć filmowo potraktowana, jest naprawdę dużo scen, które wyglądałyby świetnie na ekranie.

Intryga przedstawiona w powieści jest poprowadzona tak jak lubię. Powoli odkrywa przed czytelnikiem poszczególne karty, które dopiero po czasie zaczynają układać się w całość. Nie powiem, że jest nieprzewidywalna, bo jednak to wbrew pozorom dosyć prosta historia, ale czyta się ją naprawdę z dużym zainteresowaniem. Autor dobrze oddał klimat powieści i uczucia bohaterów.

Wydarzenia, na których bazuje historia, są naprawdę wstrząsające. Chwilami przychodziła mi na myśl niedawno przeczytana „Zemsta kobiet” – tam też działo się dużo złego. Bohaterowie nie mają lekko, wystawiani byli i są na bardzo ciężkie, traumatyczne przeżycia.

Podsumowując, książka „Przeciwko bratu” to dobry debiut literacki. Ogólnie czyta się dobrze, chwilami tylko, gdy narracja mocno skupiała się na odczuciach bohaterów, trochę mi myśli uciekały w innym kierunku. Klimat powieści jest mroczny, Częstochowa płacze nad losem bohaterów, a oni ogrywają swoje role, które z góry zostają im przypisane, chociaż oni sami o tym nie wiedzą. Historia jest ciekawa, a końcówka powieści otwiera już wątek, który prawdopodobnie będzie kontynuowany w drugiej części, po którą na pewno chętnie sięgnę.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!



sierpnia 07, 2019

"Kot psuje się od ogona" Katarzyna Zawojska - recenzja przedpremierowa

"Kot psuje się od ogona" Katarzyna Zawojska - recenzja przedpremierowa

Tytuł: Kot psuje się od ogona
Data premiery: 14.08.2019
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 296

Komedia kryminalna, wbrew pozorom, zalicza się do tych trudniejszych gatunków literackich. Intryga kryminalna musi być przemyślana, dopracowana, zaskakująca, ale nie za mocno zagmatwana. Bohaterowie śmieszni, ale pozytywni i nie naiwni. Do tego jeszcze dochodzi humor – sytuacyjny, postaci i ten zawarty w stylu – według mnie naprawdę ciężko jest trafić akurat w ten punkt, gdzie jest zabawnie, ale i inteligentnie. W końcu każdy z nas ma własne poczucie humoru, prawda? Jak napisać książkę, która będzie bawić duże grono czytelników?
Katarzyna Zawojska postawiła właśnie na ten gatunek. „Kot psuje się od ogona” jest jej debiutem literackim. Czy faktycznie dobrze bawiłam się przy jej książce? O tym za chwilę 😉

Historia książki zaczyna się pewnym rankiem. Danka, kobieta przed 30stką dwa tygodnie temu została zdradzona przez swojego przyszłego męża dokładnie w dniu ślubu. Od tej pory zabunkrowała się w mieszkaniu i oddaje się depresji. Ale tego ranka jest inaczej. Danka otwiera oczy i widzi przed sobą białego kota. Skąd się wziął? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że Danka jest jego obecnością zachwycona i kot właśnie znalazł nowy dom. Sytuacja w powieści rozkręca się, kiedy bohaterka zdradza swojej przyjaciółce Basi, że znajduje na wycieraczce zdjęcia ‘dup’. Basia szybko kojarzy, że są to części ciała należące do niedawnych ofiar morderstwa – 4 kobiety w krótkim czasie zostały otrute. Dziać zaczyna się tym bardziej, że Basia, psycholog, szybko kojarzy, że każda z ofiar była jej pacjentką... a Danka to znany i utalentowany toksykolog... Co łączy przyjaciółki ze zbrodniami? I co do tego wszystkiego ma kot?!

Od strony kompozycji książka składa się z 23 rozdziałów i epilogu. Narracja prowadzona jest w dwójnasób: w pierwszej osobie czasu przeszłego z punktu widzenia Danki, z punktu widzenia wszystkich innych bohaterów – w trzeciej osobie czasu przeszłego. Rozdziały mają dużo podrozdziałów, które oddzielane są zamiast zwyczajową gwiazdką, to grafiką kota – bardzo przyjemny akcent jeśli chodzi o wydanie. A skoro już jesteśmy w tym temacie, to od razu zaznaczę, że książka ma rozmiar minimalnie mniejszy od zwyczajowo przyjętego, więc tym bardziej czyta ją się szybko.
W treść książki wplecione są też rozmowy na komunikatorze oraz teksty piosenek (bohaterowie są bardzo rozśpiewani). Styl jest lekki, znajdziemy sporo nawiązań czy w ogóle cytatów ze starych polskich filmów i seriali. Co do samego humoru, to jako takiego niestety się nie dopatrzyłam. Książka ma lekki styl, ale mnie nie śmieszyła.

Cała sprawa kręci się wokół postaci Danki. Kobieta jest wielką wielbicielką herbaty, koniecznie z cukrem i cytrynką. Lubi porządek, a od zawsze, od kiedy tylko pamięta interesowały ją trucizny. Aktualnie jest dobrym specjalistą w tej dziedzinie, zna się na niej jak mało kto. Psychicznie Danka jest podłamana po zdradzie Rafała, ale do porządku pomaga jej się doprowadzić nie tylko przyjaciółka Basia, ale i kot Ptyś. Danka jest wielbicielką porządku, wolny czas spędza z książką, filmem lub na zakupach.

Basia jest przeciwieństwem Danki pod względem porządku. Jednak to ona trzyma Dankę w ryzach, jest jej wielką podporą. Zawodowo psycholog, sama na dosyć zwichrowane życie uczuciowe.

Oczywiście w komedii kryminalnej nie może zabraknąć policjanta. Tutaj mamy do czynienia z Mordeczką – dawnym znajomym dziewczyn ze szkoły, który od zawsze podkochiwał się w Basi. Teraz wyrósł na całkiem przystojnego stróża prawa, który ma potencjał na dużą karierę.

Moimi ulubionymi postaciami w książce są jednak Pani Hela i Pani Leokadia. Pani Hela mieszka w leśniczówce, ma mały domek, fajny ogródek i radzi sobie jak może. Za to Pani Leokadia jest sąsiadką Danki i uwielbia robić przetwory a potem nimi wszystkich obdarowywać 😊

Postaci oczywiście jest więcej, każda barwna, odróżniająca się na tle innych.

Co do samej intrygi to jest całkiem w porządku. Wyrywkowo czytelnik znajduje w książce jakieś rozmowy osób zamieszanych w morderstwa, ale do końca w sumie nie wiadomo kim one są. Zaciekawienie utrzymuje się przez całą lekturę, rozwiązanie jest logiczne i zaskakujące. Całość jest oparta na klasycznych szkielecie komedii kryminalnej, co na pewno trzeba zaliczyć na duży plus.

Jednak szczerze muszę przyznać, że ilość ‘dup’ w powieści raczej nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Nie było to dla mnie śmieszne, tak samo jak ilość piosenek i treści z nimi powiązane. Rozmowy smsowe lub na komunikatorze też jakoś nietrafione, kompletnie mnie nie śmieszyły, pozostawiały raczej niesmak. Były trochę za trywialne i chwilami obraźliwe – rozumiem, że każda przyjaźń ma swój styl, ale czytelnik jako osoba postronna, raczej nie uzna tego za śmieszne.

Ogólnie jest to lekka lektura na jeden czy dwa wieczory. Nie zachwyciła mnie, ale samą bazę miała dobrą. Po prostu nie trafiła w moje poczucie humoru.

Moja ocena: 6/10

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res!


sierpnia 06, 2019

"Szwindel" Jakub Ćwiek

"Szwindel" Jakub Ćwiek

Tytuł: Szwindel
Data premiery: 15.05.2019
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400

Jakub Ćwiek znany jest głównie z książek szeroko wpisujących się w gatunek fantastyki. Jego najgłośniejszy cykl to „Kłamca”, od którego autor zaczął swoją przygodę z pisaniem. „Szwindel” to pierwsze samodzielne wyjście z tego gatunku. W książce autor skupia się na przestępstwie, na grupie con-artists (artystów przekrętu), która swoja swoją historię zaczerpnęła z prawdziwych zdarzeń mających miejsce w Wielkiej Brytanii. Jak sam autor przyznaje, od zawsze jest fanem tego gatunku w kulturze, i od zawsze chciał taką książkę napisać. Teraz w końcu poczuł się na nią gotowy. Jak wyszło? Zaraz Wam opowiem!

Historię „Szwindla” otwiera śmierć starszego pana Ferdynanda Górskiego. Nie jest to tajemnicza śmierć, mężczyzna w dosyć starszawym wieku umiera na chorobę płuc. Jedna z pielęgniarek, z którą się zaprzyjaźnił obiecała zamieść paczkę po jego śmierci do jego syna. Mikołaj, syn, przez całe życie wychowywał się bez ojca, praktycznie go nie znał, więc paczka zawierająca dwa listy, pieniądze i dziennik bardzo go szokuje. Tym bardziej, gdy szybko odkrywa, że jego ojciec był artystą przekrętu, od 50 lat nieuchwytnym. Działał w zespole pod pseudonimem Bosco&Houdin. Ojciec w liście obiecał mu duży spadek, jedyne co musi zrobić to skontaktować się z jego byłym partnerem Bosco. Jak się szybko okazuje Houdin w ramach spadku rozpisał fabułę kolejnego przekrętu, tak wielkiego, że przyćmi on wszystkie wcześniejsze ich dokonania....

Już od strony kompozycji książka wygląda bardzo ciekawie. Na otwarciu czytelnik dostaje dwa cytaty, później prolog, 6 części i epilog. Akcja powieści dzieje się dwutorowo – aktualnie lipiec-sierpień, kiedy to trwają przygotowania do przekrętu i sam przekręt, oraz w czasie po przekręcie, we wrześniu, w rozdziałach nazwanych jako „skutki”. Każda z części powieści to wycinek z przekrętu. Przygrywka, Legenda, Profil Gapa, W grze, Szwindel i Łup – to są ich tytuły. Bardzo podoba mi się też ich przedstawienie graficzne – jest to łańcuszek z rybką, która go zjada – im dalej w grze, tym łańcuszek krótszy. Kojarzy mi się ta grafika z grą, ale nie umiem sobie teraz przypomnieć jaką... 😉 Ogólnie wydanie książki jest bardzo ładne, przyciąga wzrok i ma różne faktury, bardzo ciekawe w dotyku.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, przedstawiona jest z punktu widzenia kilku bohaterów. Język powieści jest bardzo uważny, wrażliwy na każdą zmianę otoczenia, nie stroni od potoczności czy okazyjnych wulgaryzmów, ale styl pisania jest naprawdę bardzo dobry. Chwilami kojarzył mi się z Chmielarzem, mimo że dzieje się dużo, to czytając ma się wrażenie spokoju i uwagi. Taki styl naprawdę robi duże wrażenie, bardzo mi się podoba. Jest mądry, ale zakorzeniony w aktualnej rzeczywistości.
A jeśli już jesteśmy przy aktualnej rzeczywistości, to w powieści znajdziemy dużo nawiązań do kultury, polskiej, ale nie tylko. Książki, seriale, filmy – co chwilę można trafić na jakieś nawiązanie czy wspomnienie.

Jak już pisałam, bohaterów jest dużo. Chwilami, muszę przyznać, musiałam wrócić kilka stron wstecz, żeby przypomnieć sobie kto jest kim. Nie uznaję tego jednak za minus, po prostu warto o tym wiedzieć, żeby od początku zwrócić większą uwagę na imiona.
Historia kręci się oczywiście wokół Mikołaja, spadkobiercy Houdiniego. To zwyczajny chłopak, mieszka razem z dziewczyną Kasią, obydwoje pracują, i mimo że mają ładne mieszkanie i jedzenie w lodówce, to na nadmiar gotówki nie narzekają.
Całkiem inaczej mają się członkowie Kręgu – osoby, które razem z Bosco dokonują przekrętów. Ania, Bartek, Marcin to najbardziej zaufane osoby. Poznajemy ich zarówno w ‘pracy’ jak i ich życie osobiste. Mimo, jakby nie patrzeć, dynamicznej i ciekawej pracy, ich życie też nie wygląda tak kolorowo, jak można by przypuszczać. Każdy z nich boryka się z pewnymi życiowymi problemami.
„Narastającego powoli smutku czy rezygnacji nie da się łatwo dostrzec, obcując z kimś na co dzień, orientujesz się dopiero po jakimś czasie, gdy nastąpiła większa zmiana.”
Ogólnie bohaterowie są bardzo ciekawi, dobrze zbudowani i niejednoznaczni. W końcu mimo tego, że większa ich część to oszuści, to jednak nie sposób ich nie polubić. Są inteligentni, uważni, dobrze wiedzą, że każdy najmniejszy szczegół w otoczeniu i zachowaniu ma znaczenie.

Co do samej akcji, to tak jak pisałam, niby dużo się dzieje, a jednak ma się wrażenie spokoju i uważności. Sama intryga jest oczywiście świetnie poprowadzona, nie brakuje ciekawych zwrotów akcji. W książce znajdziemy specjalistyczne nazwy z kręgu oszustów, ja np. pierwszy raz słyszałam określenie ‘gap’ – czyli ofiara oszustów lub ‘legenda’ jako bajeczka uwierzytelniająca oszusta.
„Gap to gracz mimowolny. Ktoś, kto tak bardzo pragnie odmienić swój los, że gotów walczyć o szczęście znaczonymi kartami. Bohater, choć tragikomiczny.” 
Dodatkowo przez wprowadzenie w każdej części rozdziału ‘skutki’ ciekawość czytelnika wzrasta, naprawdę ciężko z nich z początku wywnioskować o co chodzi.  

A czy można z książki wynieść coś więcej niż tylko dobrą rozrywkę? Tak, oczywiście. Poprzez przedstawienie czytelnikowi jak działają tacy oszuści, bardziej uwrażliwia nas na zwracanie uwagi na to co się dzieje wokoło, na, że tak powiem, większą nieufność do otoczenia. Coś co wydaje się za piękne by było prawdziwe, przeważnie prawdziwe nie jest. Warto też pilnować swojej aktywności w sieci czy w pobieraniu aplikacji na urządzenia mobilne, bo to są aktualnie podstawowe pola działania mniejszych czy większych oszustów.
„...czy nie jest tak, że dajemy się oszukiwać każdego dnia? Politycy, sprzedawcy w sklepach z fałszywymi wyprzedażami, dostarczyciele usług. Gdyby pan tylko zliczył te wszystkie małe przekręty i naciągnięcia, zdziwiłby się, o jakich kwotach mówimy.”
Podsumowując, „Szwindel” to naprawdę dobra robota. Powieść wciąga, jest świetnie rozpisana, a i niesie ze sobą dużo więcej niż samą ciekawą historię. Ja jestem nią zachwycona, przez całą lekturę kojarzyła mi się jako coś pomiędzy Iluzją (Now you see me) a Fight Clubem, a może też trochę z Mentalistą. W każdym razie lubię powieści gdzie każdy szczegół ma znaczenie, gdzie trzeba dbać o każdy jeden najmniejszy detal i zwracać dużą uwagę na to, co dzieje się dookoła.
Bardzo cieszą mnie wieści, że autor pracuje już nad kolejnym kryminałem - już czekam!

Moja ocena: 8,5/10

Książka dołączyła do mojej biblioteczki dzięki portalowi czytampierwszy.pl





sierpnia 04, 2019

Lasagne ze szpinakiem i kurczakiem

Lasagne ze szpinakiem i kurczakiem


Składniki (6 porcji):
  • 2 pojedyncze filety z kurczaka
  • 1 mała cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 por
  • ok. 500g szpinaku (świeży lub mrożony)
  • 2 łyżeczki suszonego estragonu
  • 9 płatów makaronu lasagne
  • 600ml mleka
  • 60g masła
  • 4 łyżki mąki
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz, mąka oliwa, masło


Przygotowanie (ok. 1 godzina + 20min pieczenia):
Filety z kurczaka myjemy, odcinamy błonki. Kurczaka rozkrajamy na cieńsze płaty (u mnie każdy filet na 3 części), solimy i pieprzymy z każdej strony, obtaczamy w mące. Rozgrzewamy oliwę na patelni, dodajmy kurczaka, obsmażamy z każdej strony, tak by był lekko zarumieniony. Ściągamy z patelni, odstawiamy do lekkiego przestudzenia.
Jeśli używamy mrożonego szpinaku, to rozmrażamy go na patelni. Jeśli świeżego – opłukujemy go w sitku pod bieżącą wodą. Czosnek obieramy i rozgniatamy, cebulę i por obieramy, myjemy i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy trochę oliwy i 1 łyżkę masła, wrzucamy cebulę, czosnek i por. Dodajemy estragon, podsmażamy ok. 3 min do ładnego zezłocenia. Dodajemy szpinak, solimy, pieprzymy, dokładnie mieszamy i podsmażamy jeszcze ok 5min. Odkładamy.
Zagotowujemy w dużym garnku wodę, lekko ją solimy. Wrzucamy płaty lasagne, najlepiej każdy osobno, tak by się nie posklejały. Gotujemy je 2 min, po czym wyciągamy każdy osobno na ręcznik papierowy.
Piec nagrzewamy do 180 stopni C. Do średniej wielkości garnka dodajemy 60g masła, roztapiamy. Dodajemy 4 łyżki mąki i mieszając podsmażamy ok 2-3 minuty. Dolewamy partiami mleko, cały czas mieszając, tak by nie zrobiły się grudki. Doprowadzamy do wrzenia i chwilę jeszcze mieszamy, bo sos zrobił się gęściejszy. Ściągamy z palnika, solimy, pieprzymy i doprawiamy do smaku gałką muszkatołową.
Duże naczynie żaroodporne smarujemy oliwą. Na spód wykładamy 3 łyżki sosu beszamelowego, wykładamy 3 płaty lasagne, na niego znowu ok. 4-5 łyżek sosu. Na górę połowę masy szpinakowej, połowę kurczaka. Znowu polewamy 4-5 łyżkami sosu, w miarę możliwości go rozsmarowujemy. Na górę znowu 3 płaty makaronu, sos, szpinak, kurczak, sos, makaron i reszta sosu. Wkładamy bez przykrycia do pieca na 20 minut. Po tym czasie wyciągamy z pieca, zostawiamy na 2 minuty, po tym czasie kroimy i podajemy – smacznego!
Kolejnego dnia wystarczy włożyć znowu na 15-20min do pieca, do ciut niższej temperatury i danie gotowe 😊


źródło przepisu: kwestiasmaku.com, przepis zmodyfikowany