Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

maja 26, 2026

Kilka pytań do.... Joanny Rutkowskiej-Marchewki, redaktorki prowadzącej Wydawnictwa Kropka

Kilka pytań do.... Joanny Rutkowskiej-Marchewki, redaktorki prowadzącej Wydawnictwa Kropka

Od kiedy prowadzę Kryminał na talerzu, na książkę patrzę szerzej nie tylko jako na historię zamkniętą na kartach powieści przez samego jej autora, ale też jako na produkt, w którego powstanie angażuje się spora liczba ludzi pracujących w wydawnictwie. A kto współpracuje z autorem najbliżej, a zatem ma największy wpływ na to, co zmienia się w książce przygotowanej przez autora? Redaktor. To zawód, który wzbudza moją ciekawość i wiem, że Waszą też. Już nieraz wymieniając się komentarzami dochodziliśmy do wniosku, że fajnie byłoby pogadać kiedyś z osobą zajmującą właśnie takie stanowisko w wydawnictwie. I w końcu pojawiła się ku temu okazja! 

Zapraszam na wywiad z redaktorką prowadzącą Wydawnictwa Kropka Joanną Rutkowską-Marchewką, która opowie między innymi o tym, na czym polega praca redaktora przygotowującego polskie wydanie zagranicznej książki i jaka jest różnica pomiędzy redaktorem prowadzącym a językowym. O dwóch seriach detektywistycznych, przy których ostatnio pracowała: Detektywce w podróży i Agacie Szajbie, i o tym, czym wyróżniają się one na tle pozostałych powieści tego gatunku skierowanych do młodszych czytelników. O tym, jak trudno rozstać się z Detektywką w podróży i kiedy możemy spodziewać się finału Agaty Szajby. A także o tym, co młodszy fan powieści detektywistycznych wydawanych przez Kropkę ma zrobić, gdy już obydwie trylogie przeczyta. 

fot. Wydawnictwo Kropka
Joanna Rutkowska-Marchewka, notka biograficzna:
Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie zakochała się w edytorstwie. Zaczynała w założonej wraz z przyjaciółmi gazecie studenckiej, ale jej prawdziwą miłością okazała się literatura dziecięca. Współpracowała m.in. z wydawnictwami Natuli, SBM i Dwukropek. Fanka Kazika Staszewskiego, czarnej kawy i gór.

Kryminał na talerzu: Większość czytelników wie, że redaktor to ktoś, kto pracuje z autorem nad książką – sprawdza fakty, pilnuje zarówno logiki fabuły, jak i każdego szczegółu merytorycznego powieści. Po prostu podpowiada, co zrobić, by książka była lepsza. Ale to dzieje się na poziomie jej powstawania. A co robi redaktor powieści, która już jest wydana, czyli redaktor pracujący nad tekstem zagranicznym?

Joanna Rutkowska-Marchewka: W dużej mierze to samo! Choć oczywiście nie tylko, bo praca nad przekładem niesie też inne wyzwania. Redaktor musi dbać o poprawność przekładu, czyli o to, czy tłumacz właściwie oddał sens zdania. Czy dobrał odpowiednie słowo. Czy do tekstu nie wkradły się kalki językowe. Jeśli podczas czytania redaktorowi pojawia się w głowie myśl: „Hmm? Na pewno?”, to to jest moment, by sięgnąć do oryginału. Bo jak mówi hasło Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury: „Tłumacz też autor”. I on też – podobnie jak autor – potrzebuje redaktora.


W serii Detektywka w podróży Pani nazwisko na karcie redakcyjnej pojawia się dwa razy: jako redaktorki prowadzącej i redakcji. Czym te dwa stanowiska się różnią?

Redaktor prowadzący odpowiada za projekt, czyli dba o to, by książka w odpowiednim czasie przeszła wszystkie procesy, które prowadzą do jej wydania. By przekład – jeśli mówimy o książce tłumaczonej – trafił do odpowiedniego tłumacza. Odpowiedniego, czyli takiego, który dobrze czuje się w danej tematyce, danym stylu. Potem – by trafił do redaktora językowego, który pomoże autorowi lub tłumaczowi dopracować tekst. Następnie redaktor prowadzący ustala ze składaczem wygląd książki – format, fonty, układ ilustracji… No, dużo tego. Dalej trzeba zadbać o korektę i przekonać składacza, że to już na pewno ostatnia tura poprawek. 😊 A potem przekonać siebie, że to najlepsza wersja tekstu, i już nic nie ruszać. 😊 Redaktor prowadzący bierze też udział w ustalaniu z dyrektorem wydawniczym oraz działami produkcji i sprzedaży parametrów technicznych książki – papieru, uszlachetnień okładki, choć oczywiście w różnych wydawnictwach może to wyglądać nieco inaczej. Nie chcę, żeby zabrzmiało to, jakby redaktor prowadzący sam wszystkim zarządzał, bo absolutnie tak nie jest – to po prostu człowiek, który musi wszystko spiąć. Musi wiedzieć, pilnować terminów, trzy razy dopytać. 
A redaktor językowy to po prostu człowiek, który współpracuje z tłumaczem albo autorem przy przygotowaniu językowym i merytorycznym książki. Czyli człowiek, który gra z autorem lub tłumaczem do jednej bramki. 😉


Przejrzałam sobie wszystkie książki Państwa wydawnictwa, jakie mam w swojej biblioteczce, i Pani podpisana jest w każdej z nich jako redaktorka prowadząca, czasami również jako osoba odpowiedzialna za redakcję. Wnioskuję więc, że ma Pani duże rozeznanie w powieściach dla dzieci. Czym seria z Detektywką w podróży Pani specjalistycznym okiem się wyróżnia na tle pozostałych powieści? 

Moim zdaniem to seria, która doskonale przedstawia realia epoki, czyli lata 20. XX wieku w Europie i Ameryce. A był to bardzo barwny czas, z jednej strony fascynacja nowoczesnością, rozwój kina, teatru, techniki, miast, przemysłu, z drugiej – coraz bardziej dostrzegalne rozwarstwienie społeczne, migracje w poszukiwaniu lepszych warunków życia, konsekwencje rewolucji w Rosji. To wszystko mamy na kartach tej serii. To wspaniała lekcja historii, w dodatku pełna ciekawostek, ubrana we wciągającą fabułę. Czytelnik chłonie wiedzę przy okazji, po prostu śledząc losy Pepper i jej przyjaciół. Poza tym ważnymi elementami tej serii są nie tylko dobre intrygi i ciekawie, realistycznie odmalowany świat, ale też trudne, bardzo ludzkie emocje. W pierwszej części dotyczące Pepper i jej relacji z ojcem, w drugiej związane z pojawieniem się nowej kobiety u boku ojca, w trzeciej pokazujące charakterek Pepper – momentami wręcz jej zaborczość i zawziętość. 


Czy któryś z trzech tomów serii lubi Pani szczególnie mocno? 

Tak. Najbardziej podobał mi się pierwszy tom. Relacja Pepper z ojcem, trudna, wręcz bolesna, skradła moje serce. Musiałam szybko mrugać, czytając niektóre akapity…


Co okazało się największym redaktorskim wyzwaniem przy pracy nad tą serią, a co sprawiło Pani najwięcej przyjemności?

Praca nad tą książką była przede wszystkim przyjemnością dzięki świetnemu przekładowi pani Moniki Wiśniewskiej. Gdyby nie jej styl, sięganie po nieoczywiste słowa, czasem te już nieco zapomniane, nie mielibyśmy poczucia, że towarzyszymy Pepper w jej świecie, że w nim jesteśmy! 
Wyzwaniem było natomiast dbanie o to, by z jednej strony dać czytelnikowi odczuć, że za sprawą książki znalazł się w innej epoce i na innym kontynencie, z drugiej – nie zasypać go archaicznymi wyrażeniami czy obcymi słowami, które w nadmiarze mogą utrudnić czytanie czy wręcz zabić całą radość. 


Detektywka w podróży to trylogia, więc na Aferze w Paryżu nasza przygoda z Pepper i jej przyjaciółmi się kończy. Czy i Pani związała się z tym postaciami tak mocno, że trudno jest się teraz rozstać? A może jednak jest jakaś nadzieja na kontynuację serii? 

Na pewno czuję spory niedosyt. W ostatniej części ojciec Pepper, który w pierwszym tomie był przecież postacią pierwszoplanową, zupełnie zniknął. Bardzo bym chciała, żeby Pepper spotkała się ponownie z Tobym, bo ta relacja zapowiadała się bardzo ciekawie. Widzę więc olbrzymi potencjał! Ale niestety nie mamy na razie żadnych informacji o tym, żeby seria miała być kontynuowana. 


W tym roku w Wydawnictwie Kropka pojawiła się nowa seria kryminalna – to trylogia o Agacie Szajbie. Czy ona już bardziej wpisuje się w kanon aktualnie dostępnej kryminalnej literatury dziecięcej, czy może też, jak Detektywka w podróży, wyraźnie się wyróżnia?

Seria o Agacie Szajbie z pewnością nie jest typową książką detektywistyczną, bo mamy tu nie tylko dedukcję i genialnego detektywa, ale też nowoczesną technologię i naukę. Liam, przyjaciel Agaty, to komputerowy geek, a Brianna, przyszła specjalistka w dziedzinie kryminalistyki, i jej tajne laboratorium to dodatkowe wsparcie dla Agaty. To naprawdę niesamowita ekipa. Książka świetnie pokazuje więc interdyscyplinarność, niezbędną do rozwiązywania najtrudniejszych spraw, oraz różnorodność, to że wspaniale się dopełniamy, gdy potrafimy wykorzystać nasze talenty do jednego celu. 


Ważną rolę w obydwu tomach pełni miejsce akcji, co w polskim wydaniu Wydawnictwo (za sprawą Jarosława Marchewki) podkreśla zamieszczoną na pierwszych stronach mapką najważniejszych przystanków na trasie Agaty. Najciekawsze jest jednak to, czego nie widać, czyli cały wątek trylogii rozgrywający się w podziemiach Londynu nadający jej klimat, który swoją ekskluzywnością skojarzył mi się z tym, co czułam kiedyś, dawno temu, podczas czytania Harry’ego Pottera. Czy dzieciom właśnie takie tajemnicze, sekretne, niewidoczne dla oczu dorosłych wątki są potrzebne nawet w sytuacji, gdy mówimy o bardzo racjonalnym gatunku literatury kryminalnej?

Głównym tematem każdej książki detektywistycznej jest właśnie tajemnica! To, co zakryte, z pozoru niedostępne albo nawet niemożliwe. To jeden z uniwersalnych motywów literatury. Wszyscy uwielbiamy dociekać prawdy, szukać, tropić – szczególnie głównego złola. 😊 Dzieci też mają w sobie tę ciekawość. Myślę, że między innymi dlatego seria o Agacie cieszy się taką popularnością – jest w niej wszystko to, co zachęca do czytania i wciąga od pierwszej chwili: nietuzinkowa bohaterka z niebanalną przeszłością, grupa równie niebanalnych przyjaciół i tajemnice, które dorośli skrzętnie próbują ukryć przed dziećmi. Oczywiście bezskutecznie. 😊


Przy serii z Agatą Szajbą pracuje Pani jako redaktorka prowadząca, ale już redakcją językową zajmuje się ktoś inny. Ciekawa jestem więc, jakie przy tej serii miała Pani najtrudniejsze, a może najciekawsze wyzwania.

Zdradzę Pani sekret: nie da się przestać być redaktorem językowym. Dlatego wszystkie moje książki przechodzą dwie redakcje. I czasem to właśnie jest największym wyzwaniem – odpuścić, zaufać, że inny redaktor, którego przecież sama wybieram, też zadba o książkę. Inna sprawa, że nie każda książka jest wyzwaniem – czasem jest po prostu pracą i wyraźnym potwierdzeniem, że bardzo lubię to, co robię. 


Jak już wspominałam, seria z Agatą to trylogia, a więc czekamy na jeszcze jeden, ostatni tom. Czy prace nad nim w Wydawnictwie Kropka już trwają? Co może nam Pani o nim powiedzieć i czy długo będziemy musieli na niego czekać?

Tak, prace trwają już od dłuższego czasu, przekład jest prawie gotowy. Książka ukaże się pod koniec wakacji i będzie miała tytuł Srebrny Wąż. To pierwsza sprawa, którą poprowadzi Agata jako członkini Gildii Strażników, więc zrobi się naprawdę poważnie. 


Przyznam, że sama czekam z niecierpliwością na ten ostatni tom, ale z drugiej strony wcale nie chcę, by seria się skończyła, z Agatą będzie się równie trudno rozstać, co z Pepper! Ale może ma Pani dla nas jakieś pocieszenie, czy Wydawnictwo Kropka ma już na oku jakąś kolejną serię, a może pojedyncze powieści detektywistyczne, które będą dobrym następstwem tych dwóch bohaterek? 

Oczywiście w Kropce nie może zabraknąć książek dla wielbicieli tajemnic i odrobiny dreszczyku. Już po wakacjach mamy dla Kropkowych czytelników nową serię. Jej główni bohaterowie, Caleb i Zen, to nastoletni agenci, którzy popadają w konflikt z groźną organizacją przestępczą. To połączenie klasycznych elementów powieści szpiegowskiej i przygodowej z nowoczesnym high-tech thrillerem – mamy tu cybernetykę, nanotechnologię, robotykę, łamanie szyfrów, drony, agentów CIA, speców od cyberbezpieczeństwa i zawrotne tempo – jednym słowem wszystko, co sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem. Jak zawsze u nas będzie się działo!  


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę wielu ciekawych wyzwań na redaktorskiej drodze! 

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 13, 2026

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Dlaczego po dwóch publikacjach ze skazanymi na dożywocie Zbyszek Nowak podjął się tematu nowego, ale nadal równie trudnego - rozmów z kobietami skazanymi za zabójstwo? Czym różnią się od poprzednich? Jak naprawdę wyglądały te spotkania, które czytelnik dostaje w książce skrócone do kilku, kilkunastu stron? Co sam autor myśli o tej publikacji i co radzi w temacie dysonansu emocjonalnego jaki wywołują? No i oczywiście - co planuje dalej?

Zapraszam na rozmowę ze Zbyszkiem Nowakiem!

fot. Szymon Wykrota

Zbyszek Nowak notka biograficzna:
doktor nauk społecznych, prawnik, adiunkt Wydziału Prawa i Administracji oraz prorektor ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Autor kilkudziesięciu publikacji z zakresu prawa, kryminologii oraz bezpieczeństwa narodowego, m.in. "Kara śmierci. Wybór czy konieczność?",  "Zbrodnia a kara", "24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz." czy "Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi". Były oficer Sił Zbrojnych RP.


I część wywiadu - opublikowany został również na onet.pl

Kryminał na talerzu: Kiedy rozmawialiśmy ze sobą przy okazji premiery twojej poprzedniej książki, drugiej z serii rozmów z dożywotnimi pt. "Cela numer 24" (klik!), wspominałeś już o swoim kolejnym projekcie, o rozmowie z kobietami, które usłyszały wyrok za zabójstwo. Wtedy mówiłeś, że ciągle się wahasz, czy ten pomysł realizować. Co skłoniło cię do podjęcia pozytywnej decyzji?

Zbyszek Nowak: Presja ze strony wydawnictwa. A tak na poważnie, ciekawość. Czym kobiety, ich zbrodnie będą różniły się od moich poprzednich rozmówców - skazanych dożywotnio - i ich zbrodni. Tego, co mówią, jak zachowują się w izolacji. Kobiety są inne, ich sytuacja jest inna - bo praktycznie każda z moich rozmówczyń już dziś wie, że wyjdzie na wolność. W ostatniej książce miałem sposobność rozmowy z dwoma kobietami skazanymi dożywotnio. Pozostałe to wyroki od kilku do 25 lat pozbawienia wolności.


Zacznijmy od strony technicznej publikacji. Z tego, co piszesz w "Zabiłaś?", każda z tych rozmów trwała po kilka godzin, najczęściej około trzech. To trzy godziny rozmowy z kobietą skazaną, i tak dwadzieścia trzy razy. W książce z kolei każda z rozmów to kilka, kilkanaście stron - opracowanych pod wydanie, po solidnej redakcji. Jak zatem wyglądały te rozmowy w praktyce - czy dużo było milczenia? Dużo padało z twojej strony pytań pomocniczych, prób wyciągnięcia z tych kobiet jak najwięcej szczerych odpowiedzi?

Najważniejsze jest zbudowanie szczerej relacji, w której rozmówczyni i ja czujemy się dobrze. Inna jest rozmowa z kobietą skazaną w wieku lat 50, inna ze skazaną dwudziestokilkulatką. Inna ze skazaną na 8 lat, a inna ze skazaną na najwyższe wymiary kary. W tych rozmowach było zawsze dużo emocji po ich stronie, choć nie ukrywam, że również mnie te emocje się udzielały. W książce "Zabiłaś?" znajdziesz 23 rozmowy ze skazanymi. Pięć z tych, które zdecydowały się na rozmowę to kobiety skazane za zabójstwo własnych dzieci. To potężna dawka emocji, łez, wzruszeń, powrotu do wydarzeń traumatycznych dla rodzin, ale i samych sprawczyń.
Nie mówimy o "technikaliach" - ile ciosów padło - młotkiem, kamieniem, nożem. To nie jest książka sensacyjna. Rozmawiamy o przyczynach, okolicznościach, o życiu. O tym, co spowodowało, że doszło do niewyobrażalnej tragedii, czego skutkiem jest miejsce, w którym spotykam się z rozmówczyniami.


Dwadzieścia trzy rozmowy w przeciągu kilku miesięcy to dużo. Zresztą nawet we wstępie do jednej z nich przyznajesz się do zmęczenia, do wątpliwości. Czy w ogóle ilość pracy i zaangażowania, podejrzewam, że również emocjonalnego obciążenia, jest tej publikacji warta? Co myślisz o tym teraz, było warto?

Było warto. I będzie warto, bo powstanie jeszcze jedna, ostatnia, czwarta książka z mojej serii rozmów z polskimi skazanymi za zbrodnię zabójstwa. Mój licznik stanie na ponad setce takich osób. Ale tu nie o zaszczyty i bicie rekordów chodzi. A o wiedzę i doświadczenie. To, co dzięki prowadzeniu tego typu prac, badań, rozmów udało mi się zdobyć. Choć - jak wskazałem we wstępie - to ciężka, żmudna, wyczerpująca psychicznie praca. Ale ciekawość badawcza zwyciężyła, a efekty mamy na półkach księgarń i w artykułach naukowych, które sukcesywnie będą się ukazywały.


W twoich publikacjach czuć, że do swoich rozmówców podchodzisz po prostu jak do człowieka. Nawet w "Zabiłaś?" piszesz, że ocenę swoich rozmówczyń zostawiasz nam, czytelnikom. Ale czy faktycznie ta książka powstała po to, by społeczeństwo mogło ocenić?

Pewnie, że tak. To nie jest kryminał i czytelnicy piszą, że łatwiej byłoby im przeczytać właśnie solidny kryminał, gdzie wiedzą, że jest on oparty na jakiejś fikcji literackiej, aniżeli moją książkę - tę czy te wcześniejsze. Bo oni czują, widzą, dotykają. Staram się być jak najbardziej obrazowy w tekście. Dawać czytelnikowi ten dyskomfort przebywania w pomieszczeniu ze skazanym za zabójstwo. Dyskomfort, gdyż czym innym jest kanapa i koc, a czym innym metrowa odległość od skazanego w zakładzie karnym w środku niczego.
W publikacji daję odniesienia do konkretnych artykułów prasowych, gdzie moje rozmówczynie nazywane były diablicami, wampirami, potworami, demonami. Jeżeli ktoś poszukuje takiej sensacji, pośrednio może też skonfrontować to, co w mojej książce, z tym, co ukazało się w prasie. I ocenić po swojemu, dostając de facto komplet.
Kobieta, która zakopała swoje dziecko na cmentarzu - proszę bardzo, oceń. Kobieta, która poleciła zabić i rozczłonkować ciało - oceń, proszę bardzo. Kobieta, która zabiła dwukrotnie w odstępie kilku lat - proszę bardzo. Dziewczyna, która śmiertelnie potrąciła w brawurze i - jak wskazuje - głupocie swojego chłopaka, zabijając go na miejscu - czytelnik może ocenić po swojemu. Matka, która miała udział w śmierci trójki swoich dzieci - zrozum lub spal ją na stosie.


Przed jedną z rozmów w książce przyznajesz się do coraz większego zobojętnienia — taki był koszt ich przeprowadzenia? A może w jeszcze jakiś inny sposób zmieniły ciebie jako człowieka?

Nie zbawię świata. Nie naprawię zła. Pokazuję człowieka i jego otoczenie. Człowieka charakterystycznego, bo budzącego zainteresowanie, wstręt, odrazę. Zabójcę, często z czynem, który jest poza marginesem społecznego zrozumienia. Kara śmierci - oko za oko. Przeczytaj, zrozum. Nie jestem misjonarzem. Nie tworzę - z drugiej strony - patocelebrytów. Nie ekscytuję się zabójstwem, zabójczyniami. Nie romantyzuję zbrodni, jak niektórzy autorzy i bohaterowie ich książek czy programów. Podaję ci pewien obraz. Staram się, żeby był jak najbardziej czytelny. Obrazowy. 


Poruszmy jeszcze temat resocjalizacji. Z rozmów, które zawarte są w "Zabiłaś?", nie pada żadne jednoznaczne stwierdzenie - jedne z rozmówczyń uważają więzienie za czas kompletnie zmarnowany, inne mówią, że pracują nad sobą. A ty co o tym myślisz - czy pobyt w więzieniu, w polskim więzieniu, w takich warunkach, jakie panują tam teraz, jest wartościowy?

Resocjalizacja działa. Jest. Nie jest Yeti, którego nikt nie widział. Ale potrzebna jest wola skazanej czy skazanego na udział w procesie. To takie gładkie słowa. Jeżeli rozmawiam z osobą z wyższym wykształceniem, osobą znającą języki, żyjącą na wysokim poziomie, a jednak zabójcą, to czy trafi do niej program profilaktyczny, resocjalizacyjny układania rabatek czy zbierania plastikowych korków.
Są kobiety, które pochodzą z patologii. Żyły w niej, nie potrafiły uciec. Znęcanie się, bicie, alkohol. Brudne, zaniedbane dzieci. Zapach przetrawionego alkoholu. A w więzieniu się uczą, nie tyle resocjalizują, co często socjalizują. Wychodzą na spacery, do kina, do teatru. Rozmawiają. Czytają.
Dla mnie resocjalizacja - jeśli już to programy: tak. Ale zawsze na pierwszym miejscu jest praca. Praca skazanych, dająca im poczucie oczyszczenia głowy, nie życia cały czas problemami więzienia i innych skazanych.
Ale każdy musi chcieć. Zrozumieć. Przepracować w sobie.


Po trzech publikacjach masz za sobą jakieś osiemdziesiąt rozmów z osobami skazanymi za odebranie komuś życia, nadal w tym rozliczeniu dominują mężczyźni, ale już w całkiem innych proporcjach niż rok temu. Dlatego teraz już chyba jesteś w stanie powiedzieć — czym przeprowadzenie rozmów ze skazanymi kobietami a mężczyznami się różni?

Sami oceńcie, czytając moje trzy dotychczasowe książki. Różnic jest co niemiara. Ta zasadnicza jest związana z charakterem kary. Jak wskazałem, czy jacyś dożywotni wyjdą ewentualnie kiedyś na wolność… tego dziś nie wiemy. Natomiast moje rozmówczynie, zabójczynie wyjdą. I będą pracowały, żyły wśród nas. Będą nam robiły kanapki w cateringu, podawały towar ze sklepowej półki czy sprzątały szkołę, z której odbierasz dziecko. One czekają na wyjście i nowe życie. Ale wiedzą, że brzemię zostanie z nimi do końca. Niektóre deklarują, że 12 czy 15-letni wyrok dla nich to niesprawiedliwość. Nie że powinny dostać mniej. Nie. Powinny oddać swoje życie, tak jak zabrały życie innej osobie. Mężowi, dziecku, matce czy ojcu.


Na koniec tak czysto teoretycznie - czy taka książka jak "Zabiłaś?" była na naszym rynku potrzebna?

Zarówno ta publikacja, jak i dwie pozostałe: "24 razy dożywocie" oraz "Cela numer 24" są jedynymi takimi, które powstały w Polsce. Więc chyba tak? Zainteresowanie nimi jest duże, czego wyrazem jest m.in. moja aktywność medialna, o którą specjalnie nie zabiegam. Ludzie są ciekawi. Choć ta ciekawość powoduje u nich często bezsenność po lekturze. Czują, widzą. Zrozumieli, że to nie true crime, ani science fiction.


II część wywiadu - dodatek dla Kryminału na talerzu

W „Zabiłaś?” przyznajesz, że wymyślenie tytułu książki sprawiło ci wiele trudności, zresztą każdy wstęp, każdy wybór przedstawionych faktów, mimo ich pozornej obiektywności, to jednak jakieś ukierunkowanie czytelnika. Sam nawet piszesz, że ta książka to gra emocji. Emocji jakich?

Każdego rodzaju emocji. Mam setki komentarzy w social mediach. Że ta książka wkurza, bo skróciła dystans. Że jest rewelacyjna. Że to tak ogromnie dużo pracy. Że nie czytam reportaży, ale po ten sięgnę. 
Napisałem w książce, że nazwanie tych wszystkich skazanych np. morderczyniami dałoby już jakiś obraz. Pejoratywny, z góry. Tak, jak kiedyś pewną ustawę nazwano ustawą o bestiach. Ja tego nie potrzebuję. Te książki powstawały, czasem sam się temu dziwię. Nie żyję z nich w sensie finansowym. Bez ich napisania też miałbym się dobrze. Powstały spontanicznie, a ta atmosfera mnie wciągnęła. Są prawdziwe. To nie są kopie informacji z amerykańskiej Wikipedii przetłumaczone przez Google Translator czy powielane wielokrotnie te same newsy i reportaże. 
Weź do ręki akta sprawy, surowe zdjęcia. Albo poczytaj o „romantycznym” zabójcy.
W zabójstwie nie ma nic romantycznego, fajnego, wytłumaczalnego. Jest krew, ból, cierpienie ofiary. Lęk, samotność. Jest więzienie. I sprzątanie chodnika przed kryminałem, zamiast kawy i ciastka z dzieckiem w centrum miasta.  
To nie są bajki.


Przyznam, że sama, myśląc o tej książce, o twoich rozmówczyniach, czuję dysonans. Z jednej strony, czyn, który każda z nich popełniła, to czyn zasługujący na karę, na swego rodzaju napiętnowanie, a mimo to budzi się we mnie do tych kobiet współczucie. Ale to współczucie jest przecież krzywdzące dla rodziny ofiary, bo dlaczego mam współczuć osobie, która ich bliskiego pozbawiła życia? Masz jakąś radę, jak ty do tego podchodzisz?

Mam. Musisz to wyśrodkować. Musisz zdawać sobie sprawę, z kim i gdzie rozmawiasz. Musisz zbudować sobie ten balans w głowie. Że była zbrodnia i była śmierć. Że jest to okrutne. Ale może czasem w jakiś sposób choć trochę wytłumaczalne. Choć nigdy do końca, bo zabójstwo nie jest wytłumaczalne i akceptowalne jako rozwiązanie. 
Kiedy na rozmowę wchodzi kobieta, która zabiła 12 lat temu, to czy mam prawo porozmawiać z nią o tym, co ją interesuje, jak widzi swoją przyszłość – czy też zawsze od wejścia muszę ją biczować, oskarżać. To byłoby bardziej wiarygodne? Społecznie akceptowalne? Piszę wyraźnie - sami oceńcie. Skazaną. Zbrodnię i jej okoliczności. To, kim ta osoba jest teraz, kim była, a kim chce się stać.


A co w ogóle ze szczerością twoich rozmówczyń? Też się nad tym sama głowię: jak wielu z nich zwyczajnie wierzyć w to, co mówią? Bo przecież mówić mogą to, co ty, co my chcemy usłyszeć, co postawi je w bardziej korzystnym świetle.

To one mówią, a ja słucham. To jest mnóstwo elementów, które kształtują rozmowę. Nieszczerość jest wyczuwalna. Może ona też jest wprowadzona do tej książki, żebyś i ty mógł ją wyczuć i zadać sobie pytanie - dlaczego pojawiła się fałszywa nuta? Co ta kobieta ukrywa, a o czym mówi inaczej, niż powinna. Zabiłam dziecko. Wiem, w prasie napisali, że zakopałaś je za domem, w krzakach. Była zima. Chcesz o tym porozmawiać? Nie chcę.


Czy przy „Zabiłaś?”, patrząc teraz już na ten tytuł z pewnego dystansu, możesz powiedzieć, że osiągnąłeś dokładnie to, co chciałeś?

Tak, ta książka jest dobra. Włożyłem w nią dużo pracy. Precyzji. Spojrzeń w oczy. Trzymania za rękę. Podawania chusteczek. Ich łez za straconym życiem. Za krzywdą, którą one wyrządziły. Czasu nie cofną. Jak to jest zabić matkę? Jak to jest pozwolić partnerowi na katowanie twojego malutkiego syna? Dlaczego odwracałaś głowę. 
Nie piszę, żeby się komuś przypodobać. Ja jestem zadowolony.


I co teraz? Czy zamierzasz kontynuować swoją karierę autora reportaży? 

Nie wiem. Zbieram dziś materiał do ostatniej książki z tej serii. Czwartej. Wystarczy już tego. A co będzie za rok, tego nie wiem. Mam mnóstwo propozycji i wydawniczych, i medialnych. Mam swoje plany naukowe. Mam swoje ADHD, które nakazuje mi zajmować się 4 rzeczami w jednym czasie. W perfekcyjny sposób, który wyczerpuje. Może tego potrzebuję. 


Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych przedsięwzięciach!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


grudnia 18, 2025

Kilka pytań do... Heleny Dixon, autorki "Zbrodni i rubinu"

Kilka pytań do... Heleny Dixon, autorki "Zbrodni i rubinu"

Skąd u autorki powieści romantycznych zamiłowanie do zagadek kryminalnych, czy seria Tajemnice Panny Underhay to faktycznie dobry start do zapoznania się z twórczością Heleny Dixon, dlaczego to właśnie w latach 30-tych osadzona jest akcja tych książek i jak dużą rolę  odgrywa w nich to, co kładło się wtedy na talerzach, czym ich główna bohaterka różni się od swoich rówieśniczek i jak wiele tomów jej przygód autorka planuje?

Zapraszam na krótką rozmowę z Heleną Dixon!

Copyright © Helena Dixon
Helena Dixon notka biograficzna:
W swoich powieściach wykorzystuje elementy historii z subtelną atmosferą tajemnicy. Autorka Jest dwukrotną laureatką prestiżowej nagrody Love Story of the Year przyznawanej przez Romantic Novelists' Association (RNA).

Kryminał na talerzu: Musiało upłynąć prawie dwadzieścia lat, ogromna liczba napisanych książek, w tym aż ponad dwadzieścia z samą Kitty Underhay, by w końcu Pani nazwisko ukazało się na polskim rynku. Jakie to budzi w Pani emocje?

Helena Dixon: Jestem ogromnie podekscytowana faktem, że seria z Kitty została przetłumaczona na język polski. Kiedy mieszkałam w Black Country, znajdowała się tam duża polska społeczność i wielu moich przyjaciół było z nią powiązanych. Wiem, że oni wszyscy bardzo się cieszą z tego tłumaczenia, a to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Muszę też dodać, że polska okładka jest przepiękna!


Czy uważa Pani, że seria z Kitty to dobry wybór na zapoznanie polskiego czytelnika z Pani twórczością literacką?

Myślę, że tak. Zagadki kryminalne w tej serii tworzą dobre łamigłówki, a postacie w serii występujące to typy ludzi, które znamy z własnego życia, jak i relacje ich łączące. Jeśli ktoś lubi klasyczne powieści detektywistyczne osadzone w latach 30., to zdecydowanie jest to seria dla niego.


Seria z Kitty osadzona jest na kanwie powieści detektywistycznych nawiązujących do klasyki i, z tego co znalazłam w Pani biografii, tom pierwszy był Pani pierwszą próbą z tym gatunkiem. Dlaczego właśnie w te ramy ubrała Pani przygody Kitty i jak tą pierwszą próbę, czyli tworzenie tomu pierwszego, Pani wspomina?

Pomysł na „Zbrodnię i rubin” nosiłam w sobie przez długi czas. Wcześniej pisałam romanse, ale w wielu moich książkach pojawiał się również wątek kryminalny. Mój ojciec był emerytowanym głównym inspektorem policji, a mój brat ukończył historię – wszystkie te elementy jakby naturalnie połączyły się, dając życie Kitty i Mattowi. Uwielbiam zagadki i tajemnice, dlatego pisanie takich książek jest dla mnie prawdziwą przyjemnością.


Mamy kryminał, ale nie da się nie zauważyć, że jednak wątek romantyczny też w historii Kitty się pojawia – nie umiała Pani z niego zrezygnować? A może powód jego pojawienia się w tej serii jest inny?

Myślę, że w przypadku młodej kobiety, żyjącej w latach 30. XX wieku, brak motywu romantycznego byłby wręcz dziwny. Pisałam wcześniej romanse, a Matt to bardzo interesująca postać – starszy od Kitty, bardziej doświadczony przez życie, ale jednocześnie naznaczony swoją przeszłością. Kolejne tomy serii rozciągają się dalej w lata 30., więc relacja między nimi rozwija się stopniowo, podobnie jak i inne postacie, które spotykamy ponownie w różnych momentach ich życia.


Przygody Kitty rozpoczynają się wraz z rozpoczęciem lata 1933 roku. Dlaczego właśnie wtedy, czy ten rok ma jakieś specjalnie znaczenie?

Rok 1933 i lata mu najbliższe były niezwykle interesujące. W Stanach Zjednoczonych zakończyła się prohibicja, a beztroskie czasy flapperek* zaczęły przemijać. Był to ostatni wielki rozkwit angielskich posiadłości ziemskich. Na arenie międzynarodowej narastały napięcia, technologia rozwijała się w zawrotnym tempie, a blizny po I wojnie światowej wciąż były widoczne, choć zaczynały blednąć. Istniały ogromne kontrasty między bogatymi a biednymi, a społeczeństwo stawało się coraz bardziej mobilne. Coraz wyraźniej zaznaczały się też prawa kobiet. Kitty – młoda, nowoczesna jak na swoje czasy kobieta, prowadząca własny biznes i poruszająca się pomiędzy różnymi warstwami społecznymi – jest wspaniałą bohaterką do opisania.
* subkultura nowoczesnych kobiet lat 20. XX wieku


Czasy międzywojenne pod kątem tego, co w społeczeństwie było akceptowalne, różnią się znacząco od naszych czasów współczesnych między innymi w tym, co kobietom było wolno, a czego nie. Jak w to wpisują się Pani bohaterki? W końcu Kitty wcale nie wygląda, by rozglądała się za potencjalnym mężem, a jej babcia nie siedzi w domu, a prowadzi hotel, więc obydwie chyba nie do końca wpisują się w to, jak w tamtych czasach były postrzegane kobiety?

Pod wieloma względami Kitty ma znacznie więcej swobody niż jej rówieśniczki. Ma własne pieniądze i hotel, ale mimo to musi podporządkowywać się społecznym normom dotyczącym zachowania, jeśli chce zachować szacunek i niezależność – nawet jeśli bardzo ją to irytuje. Kiedy po raz pierwszy spotyka Matta, wyczuwamy, że życie zaczyna ją dusić: pragnie przygody, choć nie do końca wie, jak po nią sięgnąć ani czy starczy jej odwagi, gdy pojawi się taka możliwość.


Mamy rok 1933, hotel, musi też więc być i jedzenie – nie ukrywam, że to moja druga miłość obok powieści kryminalnych. Jak duży research musiała Pani w tym temacie przeprowadzić, jak bardzo to, co jedzono w Anglii w 1933 roku różni się od tego, co je się teraz?

Uwielbiam historię społeczną, a w latach 30., przynajmniej w niektórych kręgach, nadal obowiązywały ścisłe zasady dotyczące jedzenia. Popołudniowa herbata, kolacje składające się z wielu dań i wina, koktajle! Dla uboższych warstw społeczeństwa – a było ich bardzo wiele po Wielkim Kryzysie – życie wyglądało zupełnie inaczej i to staram się pokazywać w książkach. Moja babcia była znakomitą kucharką, ale wiele potraw, które przygotowywała, dziś nie są już znane, a w niektórych przypadkach trudno nawet pomyśleć o zjedzeniu czegoś takiego. Pamiętam z dzieciństwa, jak gotowała świński łeb, oddzielała mięso, a następnie prasowała je pod jakiś ciężarem, by zrobić wkład do kanapek


Kitty na Pani rodzinnym rynku narodziła się sześć lat temu, teraz seria z jej przygodami liczy już dwadzieścia jeden, zaraz dwadzieścia dwa tomy. Zauważyłam też, że w tym roku rozpoczęła Pani inną serię cozy mystery, co więc dalej z Kitty? Czy ta seria już zbliża się do końca?

Uważam, że każda seria powinna mieć swój naturalny koniec i zależy mi na tym, by zamknąć ją w momencie, który będzie do tego właściwy i pozwoli utrzymać jej jakość – to naprawdę jest dla mnie bardzo ważne. Na szczęście mam jeszcze kilka tomów serii z Kitty do napisania, zanim to nastąpi! Moja druga seria, The Secret Detective Agency, osadzona jest w czasie II wojny światowej, a Jane i Arthur to zupełnie inni od Kitty bohaterowie.


Na zakończenie naszej rozmowy czy jest coś, co chciałaby Pani właśnie teraz przekazać polskim czytelnikom? W końcu debiutuje się na rynku tylko raz! 

Bardzo dziękuję za wydanie Kitty w Polsce. Mam ogromną nadzieję, że spodoba się Wam jej postać oraz pełne emocji przygody i zagadki, których rozwiązania się podejmuje.


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 01, 2025

Kilka pytań do... Małgorzaty Starosty, autorki "Motywu"

Kilka pytań do... Małgorzaty Starosty, autorki "Motywu"

Na dzień przed premierą "Motywu" miałam przyjemność przeprowadzić spotkanie na żywo z jego autorką - Małgorzatą Starostą. Mimo tego, że rozmowa trwała godzinkę, to i tak zabrakło nam czasu, by omówić wszystkie nurtujące mnie kwestie, co wykorzystałyśmy, by powstał również wywiad pisemny skupiony wokół tego tytułu. Wywiady są niezależne, odpowiednie zarówno dla osób, które już czytały "Motyw", jak i są jeszcze przed jego lekturą, możecie zatem wybrać sobie formę wywiadu, którą wolicie, choć sama gorąco zachęcam do zapoznania się z obydwoma: do zobaczenia zapisu z live'a (klik!), jak i lektury wywiadu pisemnego, który znajduje się poniżej. A w nim znajdziecie odpowiedzi na takie pytania jak:

czy "Motyw" miał być książką o silnych kobietach, do którego spośród dwójki bohaterów zajmujących się pisaniem powieści jest Małgorzacie Staroście bliżej i dlaczego raczej nie zamierza pisać thrillera prawniczego, jak współpracuje jej się z redaktorami jej powieści, skoro sama obok pisania też się tym zajmuje, co autorka szykuje dla nas na rok 2026 i jakie jesienne dania są jej ulubionymi?

Zapraszam na wywiad z Małgorzatą Starostą!

fot. Emilia Gozdur
Małgorzata Starosta notka biograficzna:
Pisarka i redaktorka literacka. Debiutowała w 2020 roku trylogią Pruskie baby. Rozpoznawalność zdobyła jako autorka komedii kryminalnych (serie Agata Sródka, Jeremi Organek,W siedlisku), ale w jej dorobku znajdują się książki reprezentujące różne gatunki: powieści obyczajowe, detektywistyczne, kryminały i thrillery oraz literatura dla dzieci.
Jej twórczość była wielokrotnie nagradzana i wyróżniana - dwukrotnie tytułem Książkì Roku przez portal Granice.pl, Nagrodą Czytelników w konkursie im. Kornela Makuszyńskiego, a także nagrodą główną Wschowskiego Festiwalu Kryminałów "Mroczne Oblicze".

Kryminał na talerzu: Oczekiwania kontra rzeczywistość – jak wypada w takim zestawieniu „Motyw” miesiąc po premierze? Czy czytelnicy reagują na książkę tak, jak liczyłaś, że będą reagować?

Małgorzata Starosta: Jak zawsze – reakcje są różne. Większość z tych, które do mnie docierają, to bardzo pozytywne reakcje, często entuzjastycznie odnoszące się do finałowego zwrotu akcji i konstrukcji. To bardzo mnie cieszy.


„Motyw” to gatunkowo książka, którą po raz kolejny czytelnika zaskakujesz – to Twój pierwszy rasowy thriller psychologiczny utrzymany w nurcie domestic noir i od razu wskoczyłaś nim na naprawdę wysoki poziom, dla mnie samej jest to jeden z najlepszych thrillerów w tym nurcie, jakie czytałam. Ale powiedz jak Ty się w nim odnalazłaś w porównaniu do innych gatunków, w których masz już doświadczenie?

Bardzo chciałam napisać tę historię i długo się do tego przygotowałam. Drobiazgowo planowałam nie tylko fabułę, ale przede wszystkim narrację i konstrukcję, bo to było najtrudniejsze. Przygotowania polegały też na czytaniu i oglądaniu fabuł w konwencji thrillera, dzięki czemu samo pisanie było jedynie technicznym spisywaniem myśli.


Historię „Motywu” osadzasz w środowisku literackim, główne postacie to małżeństwo pisarzy i agentka literacka, a zarazem przyjaciółka zaginionej. Pojawiają się targi książki, spotkania z czytelnikami, wywiady do telewizji – jednym słowem to świat, w którym sama się obracasz i to nie tylko jako pisarka, ale również redaktorka książek innych autorów i autorek. Czy podzielenie się z czytelnikiem blaskami i cieniami tego światka było dla Ciebie w jakiś sposób przeżyciem oczyszczającym?

To raczej moje wygodnictwo, bo nie musiałam zgłębiać innego środowiska, doskonale znając swoją bańkę. Mogłabym oczywiście poświecić trochę na życie w korporacji, ale wydawało mi się to za mało efektowne i przede wszystkim z punktu widzenia fabuły właśnie środowisko wydawnicze było bardzo istotne. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy pozwalam sobie odczarować świat książkowy, być może rzeczywiście mam kilka rzeczy do przepracowania i przetrawienia 😉


W kreacji Ady i Dominika jako pary zawarłaś sporo przeciwstawieństw, jak choćby w warunkach, jakie wokół siebie wytwarzają podczas pisania. Kto dostał więcej Twoich cech, Twoich literackich doświadczeń?

Zdecydowanie Ada, choć daleko mi do jej spektakularnego sukcesu, ale pod względem charakteru i umiejętności skupienia się na powziętym celu, budowałam tę postać na własnych doświadczeniach. Ada ma też zaplecze managerskie, bardzo podobne do mojego. I oczywiście przyjaciółkę, która jest gotowa na ogromne poświęcenia.


Pozostając jeszcze w tym literackim temacie, podczas lektury moją uwagę przyciągnęło stwierdzenie, że pisarze często w swojej twórczości korzystają z własnych autobiograficznych przeżyć. Ale czy w ogóle da się napisać powieść nie korzystając z własnych życiowych doświadczeń, całkowicie odciąć od siebie postacie? Jak Ty do tego podchodzisz?

Oczywiście, że się nie da. Nie da się myśleć jak ktoś inny, nie da się przyjąć cudzej perspektywy i zawsze nasz światopogląd oraz doświadczenia pojawią się na poziomie metatekstu. Ja nawet nie próbuję się od tego odcinać, bo właściwie dlaczego? Książki Małgorzaty Starosty są książkami Małgorzaty Starosty, ponieważ nikt inny nie widzi ani nie opisuje świata tak jak ja. Dlatego też w każdym moim bohaterze można znaleźć mniejszą lub większą cząstkę mnie albo kogoś mi bliskiego.


Poza intrygą, która kręci się wokół motywu zaginięcia, historię prowadzisz też w przyszłości, na sali sądowej i przyznam, że i te fragmenty mocno mi do gustu przypadły. Jak duża jest już Twoja znajomość prawa, a jak wiele ciągle jeszcze musiałaś konsultować z prawnikiem, który zresztą stał się jednym z bohaterów Twojej powieści? To przecież już Twoja kolejna powieść, w której sam system prawny odgrywa pewną rolę w całej intrydze. 

Sceny z procesu to jedne z moich ulubionych w tej powieści. Pisanie ich sprawiało mi wiele frajdy, ale oczywiście kwestie formalne konsultowałam z prawnikiem uczestniczącym w sprawach karnych. Troszkę podkoloryzowałam niektóre fragmenty, żeby czytelnicy nie umarli z nudów, ale wszystko dzieje się w ramach akceptowalnych przez karnistę. Grzesiek przeprowadził mnie przez cały scenariusz procesu karnego, dzięki czemu mogłam rozplanować poszczególne rozdziały. Nie czuję się wcale specjalistką od prawa, mimo że regularnie zaglądam do orzeczeń sądowych albo kodeksów. 


A czy myślałaś, żeby kiedyś napisać thriller prawniczy?

O nie! Chociaż… Myślałam, tyle tylko, że na pewno nie chciałabym umieścić akcji w Polsce. Amerykański system prawny z wielką ławą przysięgłych daje dużo większe pole manewru. Dlatego właśnie raczej tego nie zrobię, bo polscy czytelnicy nie lubią, kiedy pisze się fabuły osadzone w innych krajach.


Wspomniałam o postaci prawnika, podczas naszego przedpremierowego spotkania rozmawiałyśmy też o (a nawet z!) profilerze, który w powieści odgrywa drugoplanową, ale znaczącą rolę. Czy wplatanie w powieść postaci, które żyją naprawdę jest łatwiejsze czy trudniejsze niż kreowanie postaci całkowicie fikcyjnych? I tak w ogóle, to dlaczego zdecydowałaś się na taki zabieg?

Trochę głupio mi to przyznać, ale przecież rozmawiamy szczerze 😉 – kiedy zaczęłam opisywać postać powieściowego profilera, miałam przed oczami Jana Gołębiowskiego. Jako wielka fanka kanału pana Janka, zwyczajnie posłużyłam się najbardziej oczywistym dla siebie przykładem. Wiem, jak wygląda, jak mówi, a to duże ułatwienie w trakcie pisania. I kiedy okazało się, że ten mój powieściowy Jan Gołębiowski całkiem nieźle wygląda w fabule, nie było wyjścia, trzeba było zapukać do prawdziwego i zaprosić do współpracy 😊


A czy z jakimś jeszcze ekspertem konsultowałaś się podczas pisania „Motywu”? Np. co do pracy techników kryminalnych, którzy, co mnie zaskoczyło!, wycinają kawałek podłogi? 😊

Fragment o wycinaniu podłogi zaczerpnęłam z wywiadu z bardzo doświadczonym technikiem kryminalistycznym. Opowiadał w nim, jak zabezpieczają takie trudne ślady, zwłaszcza w sytuacjach, gdy naprawdę nie da się inaczej pobrać ich do badań. Mnie też to zaskoczyło i zapewne dlatego znalazło się w książce. Zdarza mi się konsultować z różnymi specjalistami, ale nie zawsze jest to konieczne. Sekcje zwłok oglądam w internecie, procedury policyjne czytam w archiwach policji. Dziś naprawdę łatwo jest znaleźć informacje do książki beletrystycznej. Co innego, gdybym pisała poradnik – wtedy oczywiście eksperci to podstawa.


Podczas lektury „Motywu” zauważyłam też, że jest to opowieść o silnych postaciach kobiecych, które wbrew stereotypom, znalazły w sobie siłę, by odnieść sukces. Czy tworząc powieść faktycznie miałaś to na celu, a może przyszło Ci to tak po prostu, naturalnie?

Kilka osób zwróciło mi na to uwagę, czym zostałam zaskoczona. Nie miałam takiego zamiaru, na pewno nie świadomie. Prawdopodobnie, zwłaszcza jeśli spojrzysz na moje bohaterki w szerszym kontekście, zauważysz, że ja po prostu tak je portretuję. Moje literackie kobiety są samowystarczalne, świadome, silne, skoncentrowane na swoich celach. Bo takie są właśnie kobiety, którymi się otaczam. Czyli wracamy do pytania o wątki autobiograficzne i osobiste doświadczenia 😊


Urok tego thrillera w dużej mierze opiera się na tym, że historia bogata jest w solidne twisty fabularne, a więc tak naprawdę nie możemy mówić o nim za wiele. Ale tak ogólnie powiedz który element tej powieści sama lubisz najbardziej?

Bardzo lubię wspomniane sceny z procesu, ale także wszystkie retrospekcje, w których poznajemy Adę. Zabawne, że pierwszoplanową postacią jest właśnie ta, której teoretycznie nie ma.


To na koniec jeszcze zapytam Cię o kwestie techniczne tworzenia powieści, bo sama, jak już wspominałam, masz doświadczenie również jako redaktorka. Czy te doświadczenie pomaga Ci w pracy z redaktorem bądź redaktorką przy Twoich powieściach, czy wręcz odwrotnie, proces dogadywania się jest trudniejszy?

O, ja uwielbiam pracę z redaktorami i korektorami. Dużo się od nich uczę i paradoksalnie to właśnie na redakcjach moich książek zdobywam największą wiedzę potrzebną mi przy redagowaniu czy korygowaniu cudzych tekstów. 


Patrząc po ilości Twoich premier w tym roku można odnieść wrażenie, że trochę przystopowałaś z tempem tworzenia, ale obserwując Twoje relacje, wiem, że to nieprawda, że terminy ciągle gonią, mimo że pracujesz naprawdę dużo. Możesz nam zatem zdradzić co szykujesz dla nas na rok 2026? Może znowu jakieś totalne zaskoczenie?

Ten rok jest dla mnie bardzo trudny pod wieloma względami, przede wszystkim życie osobiste mocno naplątało w życiu zawodowym, przez co wciąż jestem spóźniona z projektami wydawniczymi. Rzeczywiście liczba premier w tym roku jest mniejsza niż w roku ubiegłym, głównie dlatego, że dwie książki zostały przesunięte na rok 2026, w którym znów trochę narozrabiam. Szykuję coś nowego gatunkowo dla fanów zbrodni, ale wróci także Jeremi Organek. Dzieciaki dostaną kolejną przygodę w Hebanowym Dworku. I znów sięgnę po prawdziwą zbrodnię, ale na razie o tym nie wolno mi mówić 😉


Zanim jednak przyjdzie rok 2026, to czeka nas jeszcze trochę eventów okołoksiążkowych. Gdzie będziemy mogli się z Tobą jeszcze w tym roku spotkać?

Najważniejszy nadchodzące wydarzenie to pierwsza edycja KrymiKom na Żywo, czyli wieczór literacki poświęcony szeroko pojętej literaturze cosy crime, która odbędzie się w Warszawie (Arteneum przy ul. Radzymińskiej 121) 20 listopada o godzinie 18:00. Będzie to wydarzenie wyjątkowe, ponieważ stanie się równocześnie prapremierą mojej ostatniej w tym roku książki. W ostatni weekend listopada zagoszczę na targach w Lublinie, a tydzień później w moim rodzinnym Wrocławiu. A później zamierzam odpocząć po tym szalonym roku.


Książki książkami, ale czasami i od niech trzeba sobie odpocząć. Masz jakieś sprawdzony sposób na naprawdę skuteczny relaks?

Mnie najbardziej relaksują podróże. Uwielbiam zwiedzać, poznawać piękne miejsca, podziwiać przyrodę, architekturę i zwyczaje. Wtedy naprawdę czuję, że żyję.


I na koniec, jak zawsze na moim blogu, pomówmy o jedzeniu… ale sezonowo – co jest Twoim comfort food jesienią?

Jesienne menu od zawsze kojarzy mi się z kapustą i pieczonym mięsem. Wszelkiego rodzaju zrazy, rolady, bitki – koniecznie w sosie! A do tego duszona kapusta. Lubię też kremowe zupy, koniecznie mocno doprawione. I herbata z goździkami, pomarańczą – to mój jesienny smak.


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Małgorzatą Starostą.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 04, 2025

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki serii Kryminałów z Pazurem - rozmowa VI, edycja: pytania czytelników

Kilka pytań do... Marty Matyszczak, autorki serii Kryminałów z Pazurem - rozmowa VI, edycja: pytania czytelników
Książki Marty Matyszczak mam ogromną przyjemność promować już od dobrych kilku lat, więc sama miałam co najmniej kilka okazji, by z autorką o jej twórczości porozmawiać. Dlatego przy najnowszej książce, czwartym tomie serii Kryminałów z Pazurem pt. "Świadek śmierci nad Śniardwami" zdecydowałyśmy się na coś innego - głos oddałyśmy Wam, czytelnikom i odbiorcom tego bloga (sprawdź szczegóły - klik!)! Dzisiaj zatem zapraszam Was na wywiad z Martą Matyszczak, w którym w formie mieszanej - pisanej i mówionej - autorka odpowiada na Wasze pytania, choć i sama też nie mogłam się powstrzymać, by nie dorzucić kilka tematów od siebie... 😉

W dzisiejszej rozmowie dowiecie się między innymi: kiedy Marta Matyszczak wpadła na pomysł, by tom czwarty serii Kryminałów z Pazurem rozgrywał się właśnie w Trzonkach i jak pora roku wpływa na charakter powieści, co zawsze przyda się do prozy, czy historia czasem wymyka się temu, co z góry ma zaplanowane , jakie miejsce do pisania poleca każdemu pisarzowi i co wydarzy się w roku 2026?

Serdecznie zapraszam do lektury wywiadu!

Fot. Luiza Różycka
Marta Matyszczak notka biograficzna:
Pisarka, politolożka i dziennikarka. Autorka dwóch cykli komedii kryminalnych: Kryminał pod Psem i Kryminał z Pazurem, a także serii cosy crime Zbrodnie na Podsłuchu. Nauczycielka kreatywnego pisania. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną - portal poświęcony literaturze gatunkowej.

Kryminał na talerzu: Od wydania poprzedniego tomu Kryminału z Pazurem minęły dwa lata – to również dla Ciebie chyba największa przerwa od serii w karierze, pomiędzy tomem trzecim a czwartym zakończyłaś Kryminał pod Psem i napisałaś aż dwa tomy cyklu nowego: Zbrodnie na Podsłuchu. Czy wracając do Kryminału z Pazurem odczułaś, że coś jest inaczej, było Ci trudniej, a może łatwiej powrócić do tego powieściowego świata Burburki i Ginterów?


Kryminał na talerzu: Na tylnej okładce „Świadka śmierci nad Śniardwami” dostajemy zapowiedź, że jest to wielkie spotkanie bohaterów dwóch Twoich serii: Kryminału z Pazurem i Kryminału pod Psem. Czy planowałaś to od początku, kiedy myślałaś właśnie o tym czwartym tomie Kryminału z Pazurem? I jakie emocje towarzyszyły Tobie, twórczyni tych postaci, kiedy w końcu nastąpiło te wiekopomne poznanie?



Lucyna Kmiecik: Słynie Pani z nieszablonowego łączenia intryg kryminalnych z humorem. Czy zatem trudno jest Pani zachować równowagę między tymi dwoma aspektami pani książek i jak to wpływa na Pani poczucie humoru w codziennym życiu? 🙂



Magdalena Kmiecik: Czy pisząc o śmierci z przymrużeniem oka inaczej patrzy się na własne życie?



w_biblioteczce_renaty: Gdyby w przyszłym życiu mogłaby Pani być zwierzęciem to kim najchętniej: Burburem czy Guciem?



book.czystakartka.czyta: Co zainspirowało Panią do osadzenia akcji „Świadka śmierci nad Śniardwami” właśnie w tym malowniczym, a zarazem tajemniczym miejscu, i jak wpływa ono na atmosferę całej historii?

Marta Matyszczak: Podczas researchu do poprzedniego tomu „Kryminałów z pazurem”, czyli „Krwawej kąpieli nad Krutynią”, na Mazurach zamieszkałam w Trzonkach w pensjonacie utworzonym w dawnym pruskim dworcu kolejowym. Gdy zobaczyłam to miejsce i posłuchałam historii o nim opowiadanych przez właścicielkę, od razu uznałam, że muszę je wykorzystać w przyszłości. Także w trakcie tamtego pobytu trafiłam na hotel Wiatrak nad Śniardwami – w jego pobliżu w książce dochodzi do morderstwa. Ten oryginalny budynek urzekł mnie swoim kształtem – przypominał mi dom Muminków. Miejsca, które wybieram do swoich powieści, silnie wypływają na mnie swoją atmosferą, a ja staram się ją oddawać w książkach. W przypadku „Świadka śmierci nad Śniardwami” do tego klimatu dokłada jeszcze pora roku, czyli wyjątkowo ohydny listopad. Jest zatem mrocznie i kryminalnie.


Kuba Barański: Jakie są Pani ulubione miejsca nad jeziorem Śniardwy i czy mają one dla Pani szczególne znaczenie?

MM: Lubię na przykład Niedźwiedzi Róg – niewielką wieś na południowym wybrzeżu Śniardw. Widać stamtąd wyspę Czarci Ostrów, sama miejscowość jest klimatyczna, typowo letniskowa. A do tego znajduje się tam także port jachtowy, gdzie można pójść coś zjeść, posiedzieć i popodsłuchiwać rozmowy żeglarzy. A te zawsze przydadzą się do prozy!


ilonamikulska.im: Czy odwiedziła Pani wszystkie miejsca, w których dzieją się akcje z Pani książek?

MM: Oczywiście. Research dla mnie bardzo ważny. Zawsze, zanim zacznę pisać powieść, jadę w miejsce, w którym ma być osadzona jej akcja. Chodzę uliczkami, zaglądam do zaułków, robię zdjęcia. Kupuję też i czytam mnóstwo książek na temat danego miejsca. Ten wyjazdowy research jest momentem pracy nad książką, który bardzo lubię. No i dzięki serii „Kryminał z pazurem” często bywam na Mazurach, także to też przyjemność. 


Karolina Zawierucha: Czy kiedykolwiek rozwiązała Pani jakąś własną zagadkę życiową dzięki pisaniu fikcyjnych zbrodni?

MM: Życie pisarki nie jest tak emocjonujące i pełne zwrotów akcji jak fabuła powieści. To w  głowie najwięcej się dzieje i to tam trzeba układać te kryminalne puzzle, by przedstawić czytelnikom jak najbardziej zaskakującą zagadkę. To działa raczej w drugą stronę. To nie powieści ingerują w moje życie, tylko życie inspiruje do pisania.


agnieszka_ines83: A ja jestem ciekawa, czy jak już narodzi się pomysł w Pani głowie na książkę, to czy wie Pani od razu jak zakończy się dana historia, czy podczas pisania często następuje zmiana fabuły, dochodzą nowe wątki i czy zdążyło się Pani samej być zaskoczoną tym, jak dana historia się potoczyła, ewentualnie że nastąpiły podczas pisania jakieś duże zmiany? ☺️

MM: Zawsze mam dokładnie rozpisany plan pisanej powieści, jednak i tak zawsze w trakcie pracy nad nią coś się zmienia. Zostawiam sobie miejsce na takie pisarskie flow, by wyobraźnia mogła się wyszaleć. Jednak struktura jest i daje mi podporę. Ale bywało i tak, że zmieniałam obmyślane wcześniej zakończenie. No i też bohaterowie żyją swoim własnym życiem i mnie czasem pozostaje tylko zapisywać te ich poczynania.


Agata Borek Bem: Co pomaga Pani w tworzeniu nowych dzieł, kiedy ma Pani największy "przypływ" twórczości? Czy jest to cisza, spokój, natura? Czy może środek miasta i zgiełk albo coś jeszcze innego?

MM: Najchętniej pracuję w ciszy i spokoju. I gdy nie mam żadnych obowiązków domowych, które skutecznie wytrącają mnie z dobrej pisarskiej passy. To też jest przekleństwo wolnego zawodu – nikt nie siedzi ci nad głową, więc teoretycznie możesz dysponować swoim czasem wedle własnego uznania. Nie ma więc problemu, żebyś poszła na zakupy, ugotowała obiad, przeczytała tę powieść, która ci się tak podoba... A potem zbliża się deadline i czar pryska, trzeba się ostro wziąć do roboty. Dlatego ostatnio wspaniale mi się pracowało na wyjeździe do domu pracy twórczej. Całymi dniami pisałam, a moim jedynym obowiązkiem poza tym było stawienie się na posiłkach, które podawano mi pod nos. Polecam takie rozwiązanie każdemu pisarzowi.


Aniacbb: Plusy i minusy pracy pisarza?

MM: Minusy to niestabilność finansowa – nigdy nie wiesz, ile danego miesiąca zarobisz, brak jasnych reguł kierujących rynkiem, fakt, że w całej tej machinie wydawniczej pisarz w zasadzie jest na ostatnim miejscu – wystarczy spojrzeć na wykresy pokazujące, ile procent z ceny okładkowej książki zarabia każdy z podmiotów w jej powstanie zaangażowanych, czyli także wydawca, dystrybutor, księgarnie itd. Otóż pisarz dostaje z tego tortu najmniej. Co jest sytuacją kuriozalną, bo gdyby nie praca pisarza wszyscy ci pozostali ludzie nie mieliby pracy w ogóle. Mimo tych minusów dla mnie jest to najlepsza praca na świecie i bym jej nie zamieniła na żadną inną. Daje wolność – twórczą i życiową. Plusem pisania jest samo pisanie. Ale też wymyślanie tych historii, poznawanie świata, poznawanie ludzi – spotkania z cudownymi czytelnikami. 


Kryminał na talerzu: Aktualnie otwarte masz dwie serie kryminalne – zamierzasz na nich się teraz skupić czy może jeszcze coś nowego krąży Ci po głowie?

MM: W tej chwili mogę tylko powiedzieć tyle, że mam dla moich czytelniczek i czytelników kilka niespodzianek na przyszły rok. Będą Państwo zadowoleni. ;)


Kryminał na talerzu: A na koniec porozmawiajmy z Martą Matyszczak jako czytelniczką, bo i przecież tym się zajmujesz jako prowadząca portal Kawiarenka Kryminalna. Jakieś ciekawe literackie odkrycia ostatnich miesięcy? Co zaskoczyło Cię w nowościach tego roku?

MM: Właśnie przeczytałam „The Hallmarked Man”, czyli ósmy tom przygód Cormorana Strike'a i Robin Ellacott, który u nas ukaże się pewnie pod koniec roku. I to była najbardziej wyczekiwana przeze mnie kryminalna premiera tego roku. Jak zwykle przy Robercie Galbraitcie nie zawiodłam się. Też po angielsku – bo polski wydawca się obija – czytam serię powieści szpiegowskich Micka Herrona o Kulawych koniach”, czyli jednostce MI5 dla takich wyrzutków, którzy wylecieli z kwatery głównej za jakieś przewinienia. Mam już w rękach najnowszy tom „Clown Town” i czekam na nowy sezon serialu na postawie tych książek ze znakomitym Garrym Oldmanem w roli Jacksona Lamba. 


Dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!