Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

lutego 11, 2025

"Kluski. Teoria i praktyka" Paulina Nawrocka-Olejniczak

"Kluski. Teoria i praktyka" Paulina Nawrocka-Olejniczak


Autor: Paulina Nawrocka-Olejniczak
Tytuł: Kluski. Teoria i praktyka
Data wydania: 22.01.2025
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 256
Gatunek: książka kulinarna
 
“Kluski” to pierwsza książkowa publikacja skierowana do szerokiego grona odbiorców autorstwa Paulina Nawrockiej-Olejniczak, autorki podcastu Zabawy Jedzeniem. Dlaczego właśnie kluski stały się jej przedmiotem? To o nich pisała pracę dyplomową na studiach food studies na Uniwersytecie SWPS, po czym tekst naukowy przerobiła na ebook dla swojego grona odbiorców skupionych w sieci wokół jej podcastu. I nim zainteresowało się Wydawnictwo Marginesy - został przerobiony, przepisy i informacje dopisane, i tak powstała książka, która nie tylko dostarcza przepisów, sporej wiedzy o kluskach, ale jest też po prostu świetnie wydana.
Autorka książki poza prowadzeniem podcastu, jest dziennikarką radiową w TOK FM, swego czasu była też przewodniczką kulinarną po Krakowie. Jest osobą społeczną, która kocha karmić ludzi - a poprzez książkę może to zrobić dla całej Polski! 😊
 
Czym są kluski? To jedno z typowych dań polskich, które może być zarówno dodatkiem do zupy bądź stałych potraw, jak i daniem osobnym. Można je jeść na wszelakie sposoby - na słono, na słodko, prosto z wody, albo podsmażane. Robi się je też z różnych składników - z ziemniaków, z mąk, z jajek, z twarogu. To określenie niezwykle pojemne, bardzo możliwe, że nie ma drugiej potrawy, która mogłaby kryć w nazwie tak wiele, jak kluski! Autorka określa, że kluską nazwać można w sumie wszystko pomiędzy makaronem a pierogami… I to właśnie nam udowadnia!
“Są takie potrawy, takie dania, którym można zrobić zdjęcie kalkulatorem. Z lampą. Po południu. Na brzydkim talerzu. A i tak będą wyglądać apetycznie!
Ramen taki jest.
Beza taka jest.
Suflet czekoladowy z malinami też.
Kluski takie nie są. Po prostu.”
Publikacja złożona jest z trzech części. Pierwsza to trochę historii - wycinki ze starych słowników, z najstarszych książek kulinarnych. Dowiadujemy się skąd kluski się wzięły i jak podawano je przez wieki. To także wszystkie podstawowe informacje, jakie o kluskach może zebrać - przede wszystkim ich podział stworzony według produktu, który jest ich bazą: ziemniaki gotowane, ziemniaki surowe, mączne, drożdżowe itp. To taka wiedza o kluskach w pigułce.
 
Część druga to kluski w praktyce, czyli krótki poradnik - co jest potrzebne do robienia klusek, jakie produkty wybrać i co zrobić, kiedy ciasto się nie klei. Bardzo przydatna wiedza, gdy nie robi się klusek na co dzień, a i pewnie ci już z tematem obeznani, znajdą cenne rady dla siebie.
 
Część trzecia zajmuje najwięcej miejsca, to ponad 150 stron przeróżnych przepisów. Autorka podzieliła je na cztery działy: kluski znane, regionalne, zapomniane i współczesne wariacje na ich temat. Każdy przepis posiada informację na ile jest porcji, czy jest wegański, bez laktozy, bez glutenu, jak i wskazanie na podstawie jakiego przepisu został wykonany, jeśli nie jest to typowo autorski przepis Pauliny Nowrockiej-Olejniczak. Przepisy są bardzo jasne, bardzo proste, ale też nic dziwnego, kluski to przecież kilka składników i nieskomplikowane przygotowania. Składniki są jasno określone, przepis podany punkt po punkcie, a na jego końcu bardzo często znajdują się uwagi, w których znajdziemy propozycje podania, historię danych klusek czy anegdotkę autorki z nimi związaną. Dodatkowo przy popularnych kluskach są wskazane nazwy, pod którymi one występują.
“Kartacze to duma Podlasia i danie, którego bałam się najbardziej. Gdy pokonałam lęki i je wreszcie zrobiłam (i wyszły!), uwierzyłam, że kluski to nie fizyka kwantowa, tylko znajomość procesów, dobre ziemniaki i cierpliwość. Bez kartaczy nie byłoby tej książki!”
Wydanie książki jest bardzo przyjemne. Cała publikacja utrzymana jest w kolorystyce różu, granatu i ciepłej żółci. Twarda okładka ozdobiona jest złoceniami, w książce poza zdjęciami przygotowanych klusek znajdują się też zabawne grafiki, stylizowane czcionki, jak i malutkie detale, które sprawiają, że książka robi się po prostu urocza - jak na przykład numery stron otoczone różowym szlaczkiem. Wydanie doskonale pasuje do istoty klusek - jest retro, ale w stylu nowoczesnym.
 

Bardzo podoba mi się to, co autorka robi z kluskami - nie traktuje ich, jako potrawy nieatrakcyjnej, bo wywodzącej się z kuchni biednej, chłopskiej. Wręcz odwrotnie - widzi w nich ogromny potencjał na miarę makaronu i to w swojej publikacji chce pokazać. Kluska to materiał tak plastyczny, że można zrobić z niego wiele, więc dlaczego nie miałby gościć we współczesnej kuchni na stałe? To doskonałe danie zarówno w kuchni mięsnej, jak i tej całkowicie wegańskiej! Poprzez pokazanie jak wiele odmian może mieć kluska, jak różne można ją w posiłkach zastosować, autorka otwiera nam oczy na nowe kulinarne doznania - ja na pewno po lekturze tej publikacji nieco urozmaicę swoje codzienne menu!
“Kluski kojarzą się z kuchnią domową, ale jednocześnie - jako materia niezwykle plastyczna mogą stanowić podstawę dań prezentujących klasyczną kuchnię polską w nowym wydaniu. Polskie kluski, jako potrawy tanie, proste i wywodzące się z kuchni chłopskiej, mają moim zdaniem ogromny potencjał, by jak pizza czy makarony zawojować świat, również świat wegański. To właśnie regionalne kluski, bardzo często jarskie, bo z kapustą, soczewicą czy grzybami, stanowią łącznik między tradycyjnie pojmowaną kuchnią polską a współczesną kuchnią wegańską.”
“Kluski. Teoria i praktyka” to publikacja dla tych, co kochają jedzenie, tych, którzy chcą w kuchni tworzyć coś świadomie - dzięki jej pierwszym dwóm częściom czytelnik dowiaduje się naprawdę dużo, ma świadomość jak dużo historii znajduje się w tak pozornie zwykłym daniu, jakim jest kluska. Dzięki przeróżnym, bogatym, ale podanym w bardzo prosty sposób przepisom autorka podsuwa pomysły na eksperymenty w kuchni, a zarazem podkreśla prostotę - najczęściej do podania sugeruje po prostu masło czy sosy. Myślę, że każdy miłośnik jedzenia znajdzie tu trochę przepisów i inspiracji dla siebie, a i na pewno doceni urocze wydanie tej publikacji. Sama bardzo się cieszę, że ten tytuł zagościł na mojej półce i już tworzę listę kolejności testowania przepisów!
 
Moja ocena: 8/10
 
PS. Lepiej nie czytać na głodniaka! Chyba, że jest się gotowym od razu gnać do kuchni i gotować kluski 😉
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 02, 2024

"Masło" Asako Yuzuki

"Masło" Asako Yuzuki
Autor: Asako Yuzuki
Tytuł: Masło
Tłumaczenie: Anna Wołcyrz
Data premiery: 27.11.2024
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 520
Gatunek: powieść kulinarno-kryminalna
 
W kryminalnej podróży przez różne kraje świata, dzisiaj zatrzymujemy się w Japonii - głównie w Tokio, choć nie tylko, wyruszymy też do małych podtokijskich wiosek. A wszystko to za sprawą “Masła” Asako Yuzuki, pierwszej książki tej autorki, która została przetłumaczona na język polski. W Japonii jest to autorka ceniona, na koncie ma nagrody literackie, jak i adaptacje telewizyjne i filmowe. Tworzy od ponad dekady, a “Masło” to jej ósma książka oryginalnie wydana w 2017 roku.
 
Tokio, czasy współczesne. Młoda dziennikarka Rika Machida w stu procentach poświęca się swojej pracy. Nie przywiązuje wagi do jedzenia, poza tym, że je mało kaloryczne produkty, nie ma czasu na relacje międzyludzkie, a w swoim mieszkaniu zjawia się tylko po to, by się przespać. Jedyną przerwą jaką zdarza się jej robić, jest ta na spotkanie z jej jedyną przyjaciółką Reiko, która ostatnio rzuciła swoją pracę, by postarać się o powiększenie rodziny. Rika nieustannie szuka nowych tematów, a tym najważniejszym, którym chciałaby się wybić, jest wywiad z Manako Kajii. To trzydziestokilkuletnia kobieta, która właśnie siedzi w więzieniu - została skazana za trzy morderstwa popełnione na swoich partnerach, którzy po kolei ją utrzymywali. W tym czasie prowadziła swój blog w sieci, na którym głównie pisała o jedzeniu - jest wielką miłośniczka wykwintnych potraw, w których króluje masło. Kajii oczywiście twierdzi, że jest niewinna, ale mimo to nie chce rozmawiać z reporterami. Rika stara się o widzenie z nią od dawna, jednak za każdym razem dostaje odmowę… do czasu, gdy Reiko podpowiada jej, by zapytała Kajii o gulasz, który przyrządziła ostatniemu kochankowi przed jego śmiercią. To faktycznie wywołuje pozytywny skutek, Rika ma dostęp do Manako Kajii! Co przyniosą jej rozmowy z morderczynią? Czy dzięki temu w końcu ugruntuje swoją pozycję w tak męskim świecie? I czy Manako w ogóle będzie chciała udzielić jej wywiadu?
“Jesz, co i ile dusza zapragnie, a mężczyźni padają tylko dlatego, że chcą z tobą być. Czy to nie najpiękniejsze morderstwo doskonałe?”
Książka rozpisana jest na 16 rozdziałów, które najczęściej dzielone są na krótsze fragmenty liczące nadal po dobrych kilka stron. Nie jest to więc budowa powieści, do której w kryminałach jesteśmy przyzwyczajeni, dobrze jednak oddaje tempo historii, które jest raczej spokojne. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator opisuje całą historię z punktu widzenia Riki, są tylko dwa odstępstwa od tej reguły. Styl powieści jest uważny, skupiony na oddawaniu doznań - najczęściej tych związanych z kulinariami. Jest dosyć uniwersalny, nie da się z samego stylu wywnioskować, że jest to powieść japońska. Całość czyta się płynnie, z łatwością, słownictwo jest pozbawione wulgaryzmów.
“Niedbanie o siebie to forma przemocy (...). Przemoc skierowana wobec nas samych, gdy tak naprawdę jesteśmy wściekli na kogoś innego.”
Japonia oczywiście jest w książce mocno obecna. Poruszamy się głównie po Tokio, autorka nie skąpi opisów podróży po mieście, a także nieco później poza jego granicami. Japonia jednak najmocniej oddana jest w światopoglądzie, który wydaje się dużo bardziej konserwatywny niż nasz. Wnioskując z tego, co Yuzuki oddaje w tej książki, w Japonii panuje przekonanie, że rolą kobiety jest siedzenie w domu, dbanie o dom, wychowywanie dzieci i służenie mężowi. Kobiety, które decydują się na robienie kariery zawodowej są dużo bardziej niż w Polsce dyskryminowane, cały czas oczekuje się też od nich, że gdy wyjdą za mąż, to z pracy rezygnują. Te, które tego nie robią, są negatywnie oceniane.
“Złudzeniem jest liczyć na to, że jedna domowa kolacja ma moc uzdrawiania ludzkich serc. Złudzeniem, które więzi setki tysięcy kobiet i doprowadza je do łez.”
Ponadto, tym co przeraża najmocniej, jest kanon urody japońskiej - kobiety mają być chude. Nie szczupłe, tylko chude. A kiedy nie są, są godne potępienia. To oczywiście nie tyczy się mężczyzn.
“Zmiana wagi miała jakoby spowodować, że nie będzie pani szanowana! W jakich my czasach żyjemy, że czyjś wygląd tak bardzo wpływa na nas i nasze zachowania… Żałosne. Za bardzo interesujemy się życiem innych. Jak wyglądają? Czy sobie folgują? Czy oddają się rozkoszy? To chore, żeby obserwowanie i komentowanie innych wpędzało nas to w depresję, to w poczucie wyższości.”
I właśnie z tymi standardami autorka polemizuje. Poprzez swoją powieść uświadamia, że delektowanie się jedzeniem, jedzenie co się chce i ile się chce (oczywiście z umiarem, ale nie jest to przecież powieść amerykańska, tu nie popadamy w skrajną otyłość) i niezwracanie uwagi na wagę jest czymś, co jest w porządku. Wprowadza spojrzenie bardziej postępowe, w którym to, co wolno mężczyznom, wolno też kobietom. W którym dbanie o siebie, pamiętanie o samej sobie, jest w porządku. Nawet dla nas, Polek, takie przypomnienie cały czas są istotne, więc nie wyobrażam sobie, jak ważne jest to dla świadomości i poczucia wartości Japonek.
“Powinna pani bardziej pokochać samą siebie. Wtedy zrozumie pani, że szkoda tracić czas i urodę na randki z mężczyznami, którzy do nas nie pasują. Ma pani za niskie poczucie własnej wartości.”
Wszystko to dzieje się poprzez Rikę. To bohaterka, która w pędzie udowadniania wszystkim wokół, że jest silna i zasługuje na to, by być nazywana dziennikarką, zapomina o samej sobie. I te spotkania z Kajii, jakie odbywa w więzieniu, rozmowy z kobietą, która żyła po to, by tym życiem się cieszyć, zaczynają powodować w jej podejściu przemianę. Z początku stosuje się do jej próśb i namów po to, by zdobyć jej zaufanie, by w końcu dostać ten upragniony wywiad. Z czasem jednak przekonania Kajii zaczynają trafiać do samej Riki, która zaczyna celebrować jedzenie, a poprzez gotowanie dla samej siebie, uczy się samą siebie cenić i o siebie dbać.
“Im więcej próbuję nowych smaków i potraw, tym wyrozumialsza jestem sama dla siebie.”
Czytelnik podgląda Rikę w każdym aspekcie jej życia, dlatego też widzimy jak wygląda jej “związek”, jak wyglądają jej relacje w pracy, z rodziną i przyjaciółką. Dzięki otwarciu się na nowe doznania kulinarne oraz analizowaniu sprawy Kajii, Rika zaczyna również analizować swoje życie, uświadamia sobie, że niekoniecznie jej podejście jest zdrowe. Mając jednak chwilę na gotowanie, ma też czas by się zastanawiać, a kto wie, może i naprostować to, co zostało skrzywione?
“Chcę się znaleźć w centrum własnego życia, a moja praca i moje relacje powinny kręcić się wokół mnie, nie na odwrót.”
Kilka razy wspominałam już o jedzeniu - nie bez powodu, to ono w tej powieści króluje. Kajii wielbi masło, choć w chwili, gdy toczy się akcja powieści, w Japonii panuje kryzys na produkty mleczne. Masło zatem jest produktem mocno ekskluzywnym, ale jak się szybko Rika przekonuje - warto wydać na nie pieniądze. Rika w tej powieści cały czas coś je, gotuje, degustuje, a my wszystkie te smaki czujemy wraz z nią - opisy są genialne, a dla polskiego czytelnika poznanie dań japońskich (bo tych jednak jest w powieści najwięcej) nadaje lekturze orientalnej nuty. Przez żołądek do serca? Tak, ale nie mężczyzny, a swojego własnego.
“- (...) Gdy jem tak dobre masło, mam wrażenie, że spadam.
- Spadam?
- Och, tak. Nie unoszę się, jak na chmurach, tylko spadam. Jak w windzie, która mknie na parter z wysokości. Całe moje ciało spada, a to uczucie zaczyna się od koniuszka języka.”
A gdzie w tym wszystkim zagadka kryminalna? Jest, ale w tle. Rika chce dowiedzieć się prawdy, chce dojść do tego, czy Kajii jest winna czy nie, w dalszej części książki wywiązuje się też małe śledztwo. Głównie jednak bacznie śledzimy rozmowy z Kajii i próbujemy z nich coś wywnioskować - przede wszystkim zrozumieć jej podejście, znaleźć potencjalne motywy. Czy się uda? Nacisk emocjonalny głownie położony jest na warstwę psychologiczną, nie jest jasne kto kim manipuluje i w jakim robi to celu.
„Upór nie pozwalał mu zmienić przyzwyczajeń. Rodzina jest ponoć wszystkim, ale ów człowiek nie miał najmniejszych oporów, by na oczach opinii publicznej uczynić z bliskich czarne charaktery, które porzuciły go na pewną śmierć. Co to za mechanizm sprawia, że niektórzy wolą umrzeć, niż wysilić się i odbudować własne życie?”
Poza jedzeniem i troszczeniem się o siebie, “Masło” to też książka o zdrowych relacjach z innymi. Może “zdrowych” to niewłaściwe słowo, bo na początku lektury każda z relacji wydaje się toksyczna, choć to wynika właśnie z mentalności całej japońskiej społeczności, a nie indywidualnego widzimisię bohaterów. A jednak, gdy okazuje się, że da się znaleźć czas, by coś wspólnie zjeść, porozmawiać, to może i te relacje uzdrowić - najważniejsze to się komunikować, czego pewnie w każdym społeczeństwie ciągle brakuje.
“(...) nie wszystko, co robimy, musi być satysfakcjonujące i nie zawsze musimy równać do innych. Życzyłabym sobie, żeby każdy z nas potrafił zachować umiar i czerpał z niego przyjemność, a w skali całego życia mógł powiedzieć, że jest szczęśliwy.”
“Masło” to powieść doskonale wpisująca się w tematykę tego bloga! Jest to powieść kulinarno-kryminalna, która zachwyca wszystkimi opisami jedzenia oraz spokojnie prowadzoną akcją. Zagadka kryminalna jest w tle i skupia się raczej na psychologicznych aspektach zbrodni, na samotności, na manipulacji, na tym, jak łatwo żerować na ludziach spragnionych bliskości, którzy, by nie być sami, zrobią dosłownie wszystko. I mimo tego, że opisuje przede wszystkim kanony, założenia społeczeństwa japońskiego, to i my możemy wciągnąć coś dla siebie - przecież tak łatwo jest się zafiksować na wadze czy na ocenianiu siebie poprzez perspektywę innych. Autorka propaguje jednak zdrowe podejście umiaru - wszystko można, byle z głową - a tego też się można nauczyć, gdy bacznie się siebie i otoczenie obserwuje. Przepyszna literatura!
“Sięgać po całkowite skrajności i mieszać je wedle uznania - to największa przyjemność płynąca z gotowania. Całkiem możliwe, że w tym tkwił klucz do szczęśliwego i pełnego życia.”
Moja ocena: 8/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z puntami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

listopada 17, 2024

"Obietnica zdrady" na talerzu, czyli post kulinarny śladami Łodyny!

"Obietnica zdrady" na talerzu, czyli post kulinarny śladami Łodyny!
"Obietnica zdrady" (recenzja - klik!) to powieść szpiegowska, siódma już w karierze Marcina Falińskiego, który bardzo dobrze wie, o czym pisze - sam kiedyś był agentem polskiego wywiadu. Nie jest to jednak taka powieść, do jakiej przyzwyczaili nas Amerykanie czy Anglicy - nie jest pełna wybuchów, strzelanek i pościgów. Jasne, takie sceny też są, w końcu powieść szpiegowska zalicza się do literatury sensacyjnej, ale to tylko część tego, co znajduje się w książce. Drugą, naprawdę sporą jej część zajmuje podróż po świecie, po różnych krajach i ich kulturach. A jak najlepiej poznać kulturę danego kraju? U mnie odpowiedź jest jedna - poprzez jedzenie!
Marcin Faliński podobnie jak ja, docenia wagę kultury jedzenia w poznawaniu innych zakątków świata, co rewelacyjnie prezentuje w swoich powieściach. A skoro mamy książkę, w której pojawia się tak dużo przeróżnego jedzenia, to może weźmy ją na ten nasz kryminalny talerz i ruszmy w trasę głównego bohatera Marcina Łodyny tropami kulinarnymi! 

Akcja "Obietnicy zdrady" toczy się w czasach współczesnych, głównie w roku 2022. Autor podzielił historię na rozdziały, a te zawsze rozpoczynają się określeniem miejsca i czasu, zatem pozwoliłam sobie przygotować pełną mapkę z punktów podróżnych Łodyny, które odwiedza po drodze próbując rozwikłać pewną intrygę szpiegowską. Ile z punktów jego podróży ma odzwierciedlenie w jedzeniu? Sprawdźmy! 

Przystanek 1.

Akcja właściwa rozpoczyna się w pierwszych miesiącach roku 2022, kiedy to Łodyna wraz ze swoją rodziną wybrał się w Bieszczady, w okolice Cisnej, prawdopodobnie na ferie zimowe, by spędzić wspólne czas, odpocząć. Jest to ich miejsce, do którego lubią wracać, a zatem mają tam też znajomych. I to jedna z nich, przewodniczka górska dla turystów wspomina o pewnym lokalnym daniu... 

hreczanki, zwane też hreczanykami z sosem borowikowym
zdjęcie pochodzi ze strony gotujmy.pl
Hreczanki to danie kuchni kresowej, podkarpackiej, wywodzące się z tradycji łemkowskich. Jest to kuchnia słynąca z prostoty, a hreczanki swoją nazwę wzięły od kaszy gryczanej, która jest jednym z głównych składników tego dania. 

„-A co to za wynalazek?
-A taki miejscowy. Dawni mieszkańcy tych gór (…) jedli to może nie na co dzień, a od święta… To jest mięso mieszane z kaszą. Takie kotleciki.”

 

Przystanek 2.

Z Bieszczad akcja przenosi się do Warszawy, gdzie Łodyna zostaje poproszony przez znajomych z Agencji Wywiadu, by w ramach nieoficjalnych konsultacji pomógł im w sprawie, w której sami niewiele mogą zdziałać - zarówno przez aktualną politykę kraju, jak i brak takich znajomości, jakie przez lata pracy zawiązał Łodyna. Zanim jednak ruszymy na Wschód, Łodyna wybiera się na spotkanie ze starym znajomym po fachu, z emerytowanym szpiegiem Edgarem Rotowskim. Spotykają się w restauracji Puerto Mexicana mieszczącej się przy Wale Miedzeszyńskim, która urządzona jest w klimatach meksykańskiej tawerny. A tam zamawiają....

Capirotadę i churros
zdjęcia pochodzą ze strony restauracji na Facebooku
Capirotada to danie po lewej. Jest to klasyczne meksykańskie ciasto na bazie ciasta drożdżowego z dużymi sułtański rodzynkami nasączony syropem migdałowym i syropem kokosowym, polane czekoladową salsą. Churros z kolei to słodkie paluszki na bazie ciasta parzonego smażonego na głębokim tłuszczu, obsypane cynamonem z dodatkiem czekoladowego sosu. 

Przystanek 3.

Pora ruszyć w podróż na Bliski Wschód! Zaczynamy lotem z Warszawy do Stambułu, w czasie którego Łodyna raczy się szklaneczką whisky z lodem... A po wylądowaniu udaje się na śniadanie do swojej ulubionej restauracji Sultan Mehmet. Tam delektuje się...

zupą turecką oraz baklawą na deser!
zdjęcie zupy pochodzi ze strony marta-gotuje.pl, baklawy z haps.pl

Jak w poniższym cytacie, zupa turecka, którą zamówił Łodyna bazuje na czerwonej soczewicy i kaszy bulgur. Jest to najpopularniejsza zupa w tym rejonie świata i podaje ją się na kilka sposobów - np. może być w formie gęstej zupy lub zupy kremu. Baklawa z kolei to tradycyjny deser zarówno dla kuchni tureckiej, jak i greckiej, różnica pomiędzy obydwoma kuchniami widoczna jest w formie podania i słodkości, ta turecka jest mniej słodka. Ogólnie jednak deser składa się z dużej ilości warstw ciasta filo, wypełnionego posiekanymi orzechami, pistacjami, migdałami i posłodzonego miodem.

„Ҫorba z soczewicy i kaszy bulgur smakowała mu tego ranka wyjątkowo. Zagryzał ją ciepłym plackiem chlebowym, wypiekanym na miejscu przez starszą panią ubraną na biało. Nie spieszył się. Na deser zamówił kawę i kilka kawałków wyjątkowo słodkiej baklawy z pistacjami.”

 

Przystanek 4.

Po sytym śniadaniu Łodyna udaje się na przechadzkę po Stambule, a prócz bogatej różnorodnej kultury widocznej nie tylko w budowlach, ale i prostu w ludziach go mijających, oczywiście jego punktem orientacyjnym są punkty gastronomiczne...

„Zlustrował otoczenie i pewnym krokiem ruszył ponownie w kierunku przystani. Słyszalne coraz wyraźniej sygnały odbijających i cumujących promów oraz stateczków turystycznych, podobnie jak zapach ryb pieczonych na rozstawionych licznie przy nadbrzeżu grillach świadczyły, że jest już blisko.” 

Podczas wycieczki nie brakuje też trunków, po wycieczce promem na stronę azjatycką Bosforu w lokalnym sklepie bohater zaopatrza się w kilka puszek tureckiego piwa Efes.

zdjęcie pochodzie ze strony sidewycieczki.pl

Przystanek 5.

Stambuł to jednak tylko szybki przystanek w podróży, gdyż miejscem docelowym jest Irak, a dokładniej Kurdystan. Tam bohater, wraz z jednym z aktywnych polskich szpiegów, zostaje na dłużej, tam też ma sporo znajomych, u których nieraz się stołuje. Co zaskakujące, w w Kurdystanie znajduje się German bar, w którym sztandarowym daniem jest...

Zigeunerschnitzel w sosie z zielonego pieprzu podawany z kapustą kiszoną i ziemniaczanymi knedlami
zdjęcie pochodzi ze strony experiencelowcarb.net

Zigeunerschnitzel to po polsku sznycel cygański, wyczytałam w sieci, że jest podawany z mięsa wieprzowego, choć sam Łodyna w barze zamawia wersję podobną, ale z kurczakiem... Mięso charakteryzuje się tym, że jest cienkie, a potrawa ma korzenie austriackie, choć uznawana jest za popularne danie kuchni niemieckiej.
„Nad wejściem do German baru świecił się już wyraźnie szyld z wizerunkiem Bramy Brandenburskiej i napisem „Deutscher Hof – Erbil”.  Łodyna pamiętał, że lokal zawsze reklamował się jako… namiastka wakacji w Niemczech. Trochę go to śmieszyło, podobnie jak występujące w opisach baru informacje, że jest to przytulne miejsce. Owszem, miało swój urok, ale czy zasługiwało na miano przytulnego? Co do tego Łodyna miał wątpliwości.”

Przystanek 6.

Kolejny przystanek kulinarny to obiad kurdyjski u Sirwana.

zdjęciu zupy pochodzi ze strony beszamel.se.pl, a dolmy z www.polakogruzin.pl

Obiad kurdyjski charakteryzuje się tym, że jedzenia jest naprawdę dużo. Są tak charakterystyczne dla kuchni kurdyjskiej dania jak: jądra barana z grilla albo w sosie śmietanowym, przystawka na zimno w postaci oczu karpia, zupa jogurtowa z cytryną na gorąco, ale są też bardziej przyjazne dla polskiego oka dania jak np. dolma i jagnięcina z pieca. Dolma to coś jak nasze polskie gołąbki, tylko nieco inaczej przeprawiane i owijane w liście winogron bądź kapusty. Pozwoliłam sobie nie wyszukiwać zdjęć baranich jąder czy oczu ryb, więc po lewej znajduje się zupa jogurtowa, a po prawej dolma.


Przystanek 7.

W Kurdystanie Marcin z kolegą agentem na śniadanie w swoim wynajmowanym mieszkaniu jedzą zakupione na wynos chlebki tureckie, ale prócz tego, że pachną obłędnie, to nie jest danie bardziej doprecyzowane, a te mogą być różne - bez nadzienia i z. 

Przystanek 8.

Po pobycie w Kurdystanie Łodyna wraca do Polski, a z Polski leci do Wielkiej Brytanii, dokładnie do West Bay, gdzie w Bridport Arms Hotel zajada...

sardynki na toście, banana blossom fish and chips i popija piwem palmers
Zdjęcie sardynek pochodzi ze strony codziszjemnasniadanie.pl, a blossom fish z elephantasticvegan.com

Sardynki na toście w miasteczku portowym z pewnością nikogo nie dziwią, to aromatycznie doprawione danie, a raczej coś w formie przystawki. Za to blossom fish and chips to wariacja klasycznego angielskiego dania ulicznego - ryby z frytkami, tylko że w wersji wegańskiej - zamiast ryby są kwiatostany bananowca smażone w cieście piwnym.

Przystanek 9.

Z Wielkiej Brytanii udajemy się do Bułgarii, gdzie znowu bohater spędza trochę czasu, a więc i ma więcej okazji do skosztowania lokalnego jedzenia! Pierwszy przystanek to restauracja Mechana Wodenicata na kempingu Kypinowski Manastir, gdzie bohater wraz ze znajomym zamawia z karty "byle co", czyli...

sałatkę z ogórka w gęstym jogurcie, grubą białą kiełbasę z grilla na desce, opiekane ziemniaki pokryte stopionym serem typu kaszkawał, zupę gulaszową z mięsem i papryką (ostrą)
zdjęcie pochodzi ze strony pysznadieta.pl
Zupa gulaszowa, którą akurat bohaterowie mocno tutaj zachwalają wywodzi się z kuchni węgierskiej, ale na przestrzeni lat stała się popularna w wielu różnych krajach. To zupa gęsta, rozgrzewająca, w wersji bułgarskiej pikantna. 

Przystanek 10.

Drugim przystankiem kulinarnym w Bułgarii jest hotel nad jeziorem: Family Hotel Kris Bo, do którego bohaterowie przyjeżdżają w porze, gdy ciepłych posiłków się nie wydaje, a jednak udaje im się nakłonić obsługę do podgrzania ulubionej zupy Edgra podawanej w kokilkach:

bob czorba 
Zdjęcie pochodzi ze strony rmf.fm

Jest to miejscowa fasolówka z dodatkiem cząbru, czubrycy i mięty. Pyszna, pożywna, jedno ze sztandarowych dań kuchni bułgarskiej z tradycją dania jarskiego wieczerzy wigilijnej.

Przystanek 11.

Kulinarną wycieczkę kończymy z powrotem w Polsce (Łodyna był jeszcze w Chorwacji, ale nie wyłapałam, żeby coś tam jadł - przeoczyłam? Dajcie znać!), dokładniej w Warszawie, gdy bohater udaje się do kawiarni przy Madalińskiego, a tam delektuje się...

kawą i pączkami
zdjęcie pochodzi ze strony stock.adobe.com


To co, udana wycieczka kulinarna szlakiem Łydyny z "Obietnicy zdrady"?
Mam nadzieję, a teraz mam jeszcze dla Was świetny dodatek:

trzy przepisy od samego autora książki - Marcina Falińskiego. 

Są to jego jedne z ulubionych dań, które przez lata dopracowywał, tak by wychodziły perfekcyjnie! 


Krewetki w sosie z bagietką

Opłukać krewetki i odsączyć.
Posiekać świeżą kolendrę
Firmowa bagietka, jak najbardziej oryginalna
Przygotować sos:
  • zgnieciony czosnek,
  • białe wino
  • oliwa,
  • sos słodko kwaśny
Wymieszać.
Krewetki wrzucić na rozgrzany olej,
Smażyć 1-2 minuty, dodać sos na ok. 1 minutę, dodać kolendry i zdjąć z po wymieszaniu (kilka sekund)
Pokrojona bagietka do maczania w sosie.
Podawać w płaskich miseczkach, kokilkach.


Kurczak/indyk po koreańsku

Indyk lub kurczak krojony w kawałki do 10 cm wzdłuż włókien.
W misce wymieszać z sosem sojowym ciemnym, dodać trochę sosu słodko kwaśnego chilli, dodać przyprawy koreańskiej mieszanka (czosnek, sezam, słodka papryka, chilli płatki, chilli, pieprz czarny). odstawić w chłodnym miejscu (minimum 1 godzina).
Wrzucić na rozgrzany olej, ale luźno, aby się przysmażyły kawałki mięsa, zarumieniły mocno. Dodać sosu czosnkowo-miodowo-chilli. Dusić mieszając kilka minut. Pod koniec dodać białego sezamu.
Podawać z ryżem firmowym! (sklepy tureckie, arabskie, indyjskie).


Kurczak/indyk 5 smaków

Mięso zamrozić, potem lekko rozmrażać. Kroić w cienkie plastry w poprzek włókien. Rozmrozić odsączyć. Dodać sos sojowy ciemny i przyprawę 5 smaków. Odstawić w chłodnym miejscu na minimum 1 godzinę.
Smażyć na dużej patelni luźno każdy z plastrów. Po zarumienieniu dodać pikantno-słodkiego sosu chilli. Minutę poddusić, dodać pałeczki bambusa, papryczkę chilli, cebulę i paprykę słodką pokrojoną drobno. 1 minuta smażyć mieszając, dodać kiełków soi i mieszać kilkanaście sekund.
Podawać z firmowym, dobrym ryżem.



Brzmi dobrze, prawda? Przetestujecie? Ja na pewno!
Życzę, wraz z autorem książki, smacznego!


Post przygotowany we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 20, 2024

"Podstawy ajurwedy dla kobiet" Emily L. Glaser

"Podstawy ajurwedy dla kobiet" Emily L. Glaser
Autor: Emily L. Glaser
Tytuł: Podstawy ajurwedy dla kobiet
Tłumaczenie: Urszula Musyl
Data premiery: 13.03.2024
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 208
Gatunek: książka kulinarna / poradnik
 
Mówi się, że jedzenie to nie tylko pokarm dla ciała, ale i dla duszy, w końcu nawet sami mamy w Polsce powiedzenie - w zdrowym ciele, zdrowy duch. Od dawna zatem wiadomo, że pomiędzy duszą a ciałem zachodzi powiązanie, jedno jest zależne od drugiego i odwrotnie, a żeby czuć się dobrze, trzeba dbać o każdy z tych aspektów. Oprócz bodźców zewnętrznych, psychicznych, to jedzenie i kosmetyki są tym, co dostarczamy, chłoniemy w siebie codziennie. Jedzenie nawet trzy razy dziennie! Ważne jest zatem, by planować je z rozmysłem, mieć świadomość, że jedzenie wpływa na to, jak się czujemy, jaki mamy nastrój. Sama jestem tego świadoma od dawna i staram się właśnie jeść świadomie - oczywiście zdarza mi się robić wyjątki, jednak na co dzień jem zdrowo, starając się dostarczyć organizmowi przyjemnych, dobrych składników, paliwa do działania. Tak też do człowieka podchodzi ajurweda, która nazywana jest kolebką współczesnej medycyny - to staroindyjska medycyna, traktująca człowieka holistycznie, umieszczająca go jako część wszechświata. Oczywiście we współczesnym świecie podejście ajurwedyjskie to wsparcie dla organizmu, raczej profilaktyka niż lekarstwo, ale dlaczego z tej starożytnej wiedzy nie skorzystać?
“Jedna z podstawowych zasad ajurwedy opiera się na założeniu, że makrokosmos - wszechświat - współistnieje z mikrokosmosem każdego człowieka i odwrotnie: to, co dzieje się na poziomie jednostkowym, ma swoje odbicie na zewnątrz. Oznacza to, że możemy zaglądać w siebie, aby lepiej zrozumieć świat, a obserwacja otoczenia ułatwi nam poznanie procesów zachodzących w naszym wnętrzu.”
Emily L. Glaser, autorka “Podstaw ajurwedy dla kobiet” jest pielęgniarką kliniczną i certyfikowaną specjalistką ajurwedy, która w swojej pracy łączy mądrości i tradycje pochodzące zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu. Aktualnie rezyduje w Indiach, gdzie upowszechnia ajurwedę. Ta książka powstała w wyniku tych pasji oraz zamiłowania do kulinariów.
“Trzy razy w ciągu dnia mamy możliwość wybrania pokarmów, które będą naszym lekarstwem, a kiedy to zrobimy, ajurwedyjska kuchnia dosłownie uratuje nam życie.”

Książka “Podstawy ajurwedy dla kobiet” składa się ze wstępu specjalistki medycyny orientalnej, kilku zdań wprowadzenia autorki książki, trzech części oraz kończących ją indeksów i oczywiście podziękowań. Tym jednak, co najbardziej nas interesuje, są te trzy główne części. Pierwsza część to takie wprowadzenie - opowiada o założeniach ajurwedy i tego, jak przekładają się one na kuchnię. Autorka podpowiada nam jakie podstawowe produkty używane są w kuchni ajurwedyjskiej i jakich naczyń nie może w takiej kuchni zabraknąć. W tej części dostajemy też krótki test, ankietę, która pozwoli nam określić jaką jesteśmy doszą – to coś, jak charakter człowieka, jest stała i zmienna, bazująca na żywiołach ziemi. Dosze są trzy, a ich określenie przydatne będzie w części drugiej książki, w której autorka podsuwa do każdej doszy przykładowe menu. W części pierwszej również krótko każdą doszę opisuje i wskazuje, które produkty żywieniowe są dla doszy przyjazne, a których raczej należy unikać.
“(...) pozwól, aby gotowanie było kreatywnym wyrazem trosk o siebie na drodze do uzdrawiania.”
Menu zawarte w części drugiej to propozycja na trzy dni składająca się z czterech dań: śniadania, lunchu, kolacji i przekąsek. Zatem każda dosza dostaje przepisy na w sumie 12 różnych potraw. Wyróżnia je prostota, sięganie po sezonowe, łatwo dostępne składniki oraz ogromna liczba ziół i przypraw - to one dominują w spisie produktów potrzebnych do wykonania dania każdego dania. W tej części każdy przepis zawiera wskazania na jaką porę roku jest odpowiedni, jak i kilka słów wstępu, najczęściej dotyczących właściwości zdrowotnych zawartych w głównym produkcie dania. Po lewej mamy spis produktów potrzebnych i określenie porcji, po prawej łatwą i prostą instrukcję, jak i wskazówki jak danie ulepszyć, albo w jaki sposób zamienić je na wegańskie. Bo oczywiście kuchnia przedstawiona w tej książce, to kuchnia wegetariańska.
 

Część trzecia, najobszerniejsza, zawiera tak zwane przepisy uzdrawiające. Podzielona jest na sześć rozdziałów zatytułowanych tak: zdrowie kobiet, problemy trawienne, w czasie choroby, umysł ma znaczenie, kuracje upiększające i inne dolegliwości. W każdym rozdziale wypisanych jest kilka punktów / dolegliwości, każda z nich jest krótko opisana, wytłumaczona jak jest pojmowania w ajurwedzie oraz zawiera wskazania jakie produkty są przy danej dolegliwości korzystne, a których trzeba unikać. Każda z nich jest również opatrzona jednym specjalnym, prościutkim przepisem, w większości do stosowania w każdej porze roku, z określeniem tego, co ma redukować, na co wpływać. Każda dolegliwość opatrzona jest też niebieskim okienkiem z tak zwanym rytuałem pielęgnacyjnym, w którym autorka podpowiada, jak zadbać o siebie przy danej dolegliwości - tu dostajemy króciutkie przepisy na np. herbatki, albo porady spokojnego oddechu, medytacji czy stosowania olejków eterycznych, zdrowotnych olejów.


“Ajurweda to kompletny system medyczny: czerpiąca z natury wiedza, która jest ponadczasowa i wieczna. Sanskryckie słowo ayur tłumaczy się jako życie, a veda jako mądrość. Ten piękny i starożytny system świadomości zapewnia dogłębne badanie żywiołów natury, wyrażonych w rytuałach dbania o siebie i miłości własnej, które są proste do wykonania i przynoszą długotrwałe uzdrowienie.”
Wizualnie książka wydana jest przyjemnie, bardzo przejrzyście. Każda część sygnalizowana jest dużą cyfrą, krótkim wstępem i ciemno-zielono-granatowym kolorem, a każdy rozdział rozpoczyna się zdjęciem jednej z przedstawionych w nim potraw i spisem, co w nim znajdziemy.
 

Jak wspomniałam, przepisy w tej książce zawarte są bardzo proste, kilkuskładnikowe, dużo jest przypraw i ziół, poza tym oczywiście króluje ryż i fasola mung. Oczywiście i tak w tych przepisach znalazłam kilka, które pewnie z czasem sobie przetestuję, jednak dla mnie najbardziej wartościowe są te informacje zawarte w części trzeciej. Znajdziemy tam dużo ciekawych porad na dolegliwości te proste jak np. przeziębienie czy te bardziej skomplikowane jak choćby depresja. Przy każdym autorka wskazuje odpowiednie do spożywania produkty i według mnie to jest w tej książce najcenniejsze - w końcu w ten sposób podpowiada co jeść, by poczuć się lepiej, czego nie jeść, by nie czuć się gorzej. Te ciekawostki z rytuałów pielęgnacyjnych też wzbudziły moją ciekawość, to najczęściej proste wskazówki, które łatwo można wprowadzić w życie.
 

Sięgając po ten tytuł zastanawiałam się dlaczego książka skierowana jest tylko dla kobiet. Już na wstępie sama autorka zaznacza, że mimo tej nazwy nie tylko kobiety mogą po nią sięgnąć, gdyż niezależnie od płci, od poczucia płci, w każdym człowieku znajduje się pierwiastek kobiecy, a zatem i wskazówki, które ten tytuł zawiera, można traktować uniwersalnie. Dlaczego jest więc te “dla kobiet”? Znowu przede wszystkim ze względu na część trzecią, która zaczyna się kilkoma punktami typowo kobiecymi - autorka podpowiada co jeść w czasie menstruacji, menopauzy, podczas starania o zajście w ciążę czy podczas karmienia piersią. Faktycznie to uzasadnia ten dodatek w tytule.
“Karmimy się tym, na czym się skupiamy. Poświęcenie uwagi odnowie i zdrowiu ma potencjał przywrócenia równowagi nie tylko jednostce, ale także kolektywnej kobiecości makrokosmosu.”
Podsumowując, “Podstawy ajurwedy dla kobiet” faktycznie zawierają bardzo przydatne podstawy stosowane w kuchni ajurwedyjskiej, która stawia na sezonowość i prostotę. Podoba mi się przesłanie tego systemu wierzeń, podejścia do człowieka jako części wszechświata, w którym wszystko jest ze sobą połączone i na siebie oddziałuje. Tak jak jedzenie ma wpływ na człowieka, więc wskazówki, jakie autorka w tej książce zawarła, są przydatne, łatwe do wprowadzenia w swoje życie. Myślę, że jest to ciekawa, przyjemna i szybka pozycja dla tych interesujących się własny zdrowiem, samopoczuciem, dla tych, którzy codziennie chcą dbać o to, jak się czują, jak funkcjonują, troszczą się o to, by czuć się dobrze i spokojnie, w zgodzie ze światem i samym sobą funkcjonować.
 
Moja ocena: 7/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 15, 2023

"Roślinna kuchnia kresowa" Paweł Ochman

"Roślinna kuchnia kresowa" Paweł Ochman

Autor: Paweł Ochman
Tytuł: Roślinna kuchnia kresowa
Data premiery: 12.04.2023
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 272
Gatunek: książka kulinarna
 
Paweł Ochman jest autorem bloga kulinarnego weganon.pl. Jak sam podkreśla, nie jest zawodowym kucharzem, gotowanie to po prostu jego wielka pasja. Fascynuje go roślinna kuchnia regionalna, czemu daje wyraz w swoich publikacjach. Co roku zasiada w jury Wojewódzkiego Konkursu na Potrawę Kresową, który organizowany jest na Śląsku Opolskim, podróżuje również po Polsce w poszukiwaniu nowych smaków i przepisów sięgających do tradycji. I to właśnie te wyprawy stały się inspiracją do powstania jego czwartej książki kulinarnej „Roślinna Kuchnia Kresowa”. Książka zawiera około sto wegańskich przepisów pochodzących z rejonów dawnych Kresów Wschodnich, czyli aktualnie Ukrainy, Białorusi i Litwy, które przed II wojną światową leżały w polskich granicach.
 
W skład tej publikacji wchodzą przepisy, które w czasach przedwojennych w przewadze można było znaleźć na stołach mieszczańskich i chłopskich. Są to przepisy proste, kilkuskładnikowe, pełne warzyw korzennych i strączkowych, które nie tylko były łatwo dostępne, ale i sycące i dające energię na cały dzień. Są potrawy, które jedzono na co dzień, ale i dania świątecznie, nieodzownie kojarzące się z Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, które zachwycają swoją oryginalnością i niecodziennym łączeniem smaków. Oczywiście, by zachować wegański charakter potraw, autor zamienia produkty mleczne pochodzenia zwierzęcego na ich odpowiedniki roślinne, ale wydaje się to jedyną ingerencją w tradycyjność tych przepisów.
 
Książka pod względem budowy składa się ze wstępu, krótkiego rozdziału zatytułowanego tak jak książka, po czym przechodzimy już do części właściwej, czyli przepisów, które podzielone są na dziewięć działów. We wstępie autor krótko opisuje co w książce znajdziemy i skąd w ogóle pomysł na tę publikację, podkreśla też wagę tradycji i pamięci o ludziach, których po wojnie spotkał los przesiedleńców.
„To książka pełna smaków, historii, wspomnień i miłości. Książka, która powstała, by zachować w pamięci smaki i ludzi, których już nie ma lub którzy niedługo odejdą. Książka, która pokazuje, że patriotyzm jest również w tradycji i dziedzictwie kulturowym.”

W rozdziale zatytułowanym „Roślinna kuchnia kresowa” autor opisuje najpierw z jakich dokładnie terenów pochodzą opisywane przez niego dania, po czym przechodzi do krótkiej charakterystyki składników dań najbardziej w tych rejonach popularnych. Co ciekawe, podkreśla również, że wegetarianizm i weganizm to nie są wymysły współczesności, bo już w czasach przełomu XIX/XX wieku nasi rodacy zajadali się potrawami jarskimi. Pod koniec przytacza dwa nazwiska propagatorek kuchni roślinnej tamtych lat: Fani Lewando, która prowadziła bardzo popularną jarską restaurację, jak i wydała niesamowicie obszerną książkę kucharską oraz Romualdy Tarnawskiej, żony profesora, właściciela i pomysłodawcy lecznicy, w której przebywały i leczyły się sławy tamtych lat. Tarnawska również została autorką książki kulinarnej, w której propagowała zdrowe żywienie i dzieliła się przepisami kuchni jarskiej stosowanej w lecznicy jej męża.
Zarówno wstęp, jak i krótki rozdział o kuchni Kresów to informacje zamieszczone na ledwie kilku stronach, wprowadzenie do dawnej kuchni tych rejonów, tak by czytelnik miał jakieś osadzenie w historii. Obydwa rozdziały opatrzone są przedrukami zdęć rodzin żyjących na tych terenach.
 

Przejdźmy jednak do głównej części tej publikacji. Przepisy są pogrupowane na działy: przepisy podstawowe, zupy, dania jednogarnkowe i inne, kluski, kotlety i gołąbki, pierogi, placki, zapiekanki i na słodko. Każdy przepis opatrzony jest współczesną nazwą potrawy, jednak od razu pod nią w nawiasie zawarta jest jej tradycyjna nazwa. Co ważne, każdy przepis opatrzony jest też kilkoma słowami wstępu, komentarze autora, w którym pisze o pochodzeniu potrawy, sposobach jej przygotowywania, jak również (choć nie zawsze) z propozycjami podania. Przepisy przeważnie znajdują się na stronie lewej książki, prawa to zawsze duże, ładne zdjęcie potrawy. Sam przepis podzielony jest na część z wypisanymi składnikami potrzebnymi do przygotowania potrawy oraz szczegółową i łatwą instrukcją jej wykonania. Przepis nie jest jednak opatrzony ani przybliżonym czasem przygotowania potrawy, przez co zawsze, przed rozpoczęciem gotowania trzeba go dokładnie przeczytać, najlepiej na dzień-dwa przez terminem podania, gdyż spora część przepisów zawiera czynności, które trzeba zrobić dzień wcześniej (przeważnie chodzi o namoczenie roślin strączkowych lub grzybów bądź przygotowanie zakwasu), ale w mojej ocenie nie jest to specjalnym utrudnieniem. Jest jednak coś, czego faktycznie może brakować, szczególnie tym, którzy nie są zaprawieni w bojach kuchennych – chodzi mianowicie o określenie na ile osób, porcji jest dana potrawa. Pomijając ten jeden mały brak, przepisy są przygotowane naprawdę bardzo przejrzyście, więc nawet kuchenni debiutanci nie powinni mieć z nimi problemów.
Książka wydana jest starannie, działy oddzielane są regionalną grafiką, papier matowy. Całość zamykają podziękowania autora i indeks składników.
 

Co do jakości przepisów, to muszę przyznać, że jestem nią bardzo zaskoczona. W dwóch, może czterech przepisach pojawiły się produkty, o które może być ciężko w normalnym sklepie, jednak poza tym, każdy z tych przepisów jest prosty i łatwy do wykonania w każdym domu. Przepisy są bardzo różnorodne, co nie dziwi, ze względu na różnorodność pochodzenia ludzi żyjących na terenach Kresów Wschodnich. A jednak zaskoczyło mnie to, że większość z nich mogłabym przygotować od ręki, bez wychodzenia do sklepu, a połączenie smaków brzmi naprawdę dobrze. Książka składa się z ogromniej liczby ciekawych i prostych (choć na pewno nie do przygotowania w 15 minut) przepisów, sama z trzech środkowych działów zaznaczyłam sobie większość dań do przetestowania! Jedyny problem – wszystko brzmi tak pysznie, że nie wiem od czego zacząć!
 
Podsumowując, „Roślinna kuchnia kresowa” to perełka kulinarna zarówno pod względem interesujących przepisów stworzonych ze składników łatwo i szybko dostępnych, jak i pod względem ciekawostek historycznych związanych z kulinariami, którego źródłem są przede wszystkim komentarze autora znajdujące się przy każdym z przepisów. Przez to potrawy nabierają historii, nie są zwykłymi daniami, ale niosą sobie dużo więcej – miłość i tradycję. Gorąco polecam tę książkę wszystkim, którzy na co dzień sięgają przede wszystkim po warzywa, choć i pewnie mięsożercy znajdą tu wiele inspiracji, które mogą stać się dodatkiem do ich dań. Ja jednak będąc w trybie poszukiwania dobrych przepisów wegetariańskich jestem tą dostawą różnorodności i smakowitości w pełni usatysfakcjonowana!
 
Moja ocena: 8,5/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 16, 2023

"Roślinna uczta smaków" Magdalena Gembacka

"Roślinna uczta smaków" Magdalena Gembacka

Autor: Magdalena Gembacka
Tytuł: Roślinna uczta smaków
Data premiery: 25.01.2023
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 232
Gatunek: książka kulinarna
 
Magdalena Gembacka to autorka bloga kulinarnego ammniam.pl, który tworzy od 2010 roku. Promotorka zdrowego żywienia i stylu życia, autorka trzech książek kulinarnych, weganka. Prowadzi warsztaty kulinarne, pisze przepisy na zamówienie, bierze udział w projektach promujących jej misję. Sama fotografuje to, co ugotuje i, co ciekawe!, to właśnie jej własne zdjęcia potraw są oprawą wizualną nowej książki pt. „Roślinna uczta smaków”.
„Uwielbiam gotować, karmić innych i jeść. Poprzez jedzenie okazuję troskę i miłość do ludzi, świata i siebie.”
Książka „Roślinna uczta smaków” zawiera przepisy wegańskie, czyli opierające się na diecie składającej się z warzyw, zbóż, orzechów i nasion. Produkty często są niskoprzetworzone, dzięki czemu są jeszcze zdrowsze, pełne tak potrzebnych nam witamin! W sumie w książce zebrane jest blisko sto przepisów, które podzielone są klasycznie: przepisy podstawowe, dodatki, przystawki i przekąski, zupy, dania główne i słodkości. Napisane są jasnym, przystępnym językiem, w miarę proste, więc z większością powinni sobie poradzić nawet ci początkujący kucharze.
 

Jest to typowa książka kucharska, czyli wstęp jest króciutki, najważniejsze są tu po prostu przepisy. Pierwsze strony to spis treści, wstęp, w którym autorka opowiada krótko o sobie oraz wypisuje produkty, które zawsze znajdują się w jej spiżarce. W kilku zdaniach opisuje też co znajdziemy w tej książce, po czym zamieszczony się spis produktów nietypowych, opisujący co to w ogóle jest i gdzie można je nabyć (nie ma ich wiele i są w miarę łatwo dostępne, więc nie trzeba obawiać się specjalnie szokujących szaleństw 😉 ). Później jest już część główna, czyli przepisy z podziałem na 6 kategorii – każdą z nich otwiera kilka zdań od autorki oraz spis przepisów, które się w tej części znajdują. Na samym końcu znajdziemy indeks składników w kolejności alfabetycznej odsyłający do przepisów zawierających dany produkt oraz podziękowania autorki. Książka wydana jest starannie, rozpisana bardzo przejrzyście, jest też bardzo kolorowa – praktycznie każda strona zaopatrzona jest w duże zdjęcie, przy przepisach więc od razu widzimy jak potrawa wygląda finalnie. Zdjęcia są ładne, jasne, a przede wszystkim zgadzają się dokładnie z tym, co jest napisane w przepisie.
 

Jeśli chodzi o rozpisanie przepisów, to każdy pod tytułem zawiera zdanie lub dwa od autorki jako komentarz do potrawy. Przepisy zawsze są na prawej stronie, która podzielona jest tak, że po jej lewej części są wskazania na ile osób jest dana potrawa i spis produktów do niego potrzebnych. Po prawej stronie jest instrukcja, często są wskazane dodatki z czym można daną potrawę podawać, oraz wskazówki co można w daniu zmienić. Wszystko jest jasne, wskazówki co do dodatków czy zmian naprawdę pomocne. Same instrukcje są dokładne, autorka najczęściej określa jak długo trzeba coś gotować czy piec i w jakiej temperaturze (chyba tylko raz zabrakło mi tam konkretnego określenia czasu gotowania przy jakimś początkowym przepisie z kapustą.). Przy słodkościach oczywiście jest też określona wielkość blachy, tortownicy czy formy na tartę. Zabrakło mi tu jedynie określenia czasu na wstępie – jak długo trwa realizacja danego przepisu, co powinien być obok określenia na ile osób jest potrawa. To oczywiście staje się jasne po przeczytaniu przepisu, ale z pewnością takie skrótowe określenie byłoby pomocne przy szybkim przeglądaniu zawartości książki.
 
Mamy już jak i gdzie, teraz pomówmy o tym, co zawierają przepisy. Oczywiście każdy z nich to przede wszystkim rośliny – warzywa i owoce. Warzywa wszelkiej maści – poczynając od zwykłego ziemniaka na fenkule kończąc. Ale warzywa nigdy nie są same – są oliwy, dodatki, makarony, ryże, kasze, pestki, orzechy, mąki itp. Dania więc są kompletne i normalne, tak naprawdę składające się w większości z tego, co w każdej spiżarce osoby gotującej na co dzień współcześnie jest. Sama w tym momencie z tego co mam w domu mogłabym spokojnie przygotować obiady na dobrych kilka dni! Dania są w miarę szybkie, ale bardzo zróżnicowane. Są zupy warzywne, kremy, są pierogi, naleśniki, gołąbki, lasagne, zapiekanki. Są też ciasta i ciekawe desery. Jest prosto, łatwo i smacznie. No i zdrowo, to przede wszystkim!
 

Przyznam, że zaskoczyła mnie ilość przepisów, które przypadły mi do gustu – przeważnie z książek kucharskich wybieram sobie kilka, które mogłabym przygotować, tu jednak mam ich naprawdę sporo! I to takich, za które wezmę się już w najbliższej przyszłości, bo są po prostu szybkie, tanie i brzmią tak smacznie!
 
Magdalena Gembacka swoją książką „Roślinna uczta smaków” udowadnia, że weganizm wcale nie jest nudny, niesmaczny czy skomplikowany. W jej przepisach króluje prostota, dobre wyczucie składników i przepiękne kolory! Już samo przejrzenie zdjęć jej książki powoduje ślinotok 😉 Zdjęć, które faktycznie przedstawiają to, co każdemu z nas wyjdzie z przedstawionego przepisu – jestem tego pewna, a wkrótce to udowodnię, gdyż z pewnością będę z tych przepisów często korzystać! To bardzo pomysłowa książka dla osób, które chcą jeść dobrze, zdrowo i szybko na co dzień – gorąco polecam!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!