maja 15, 2020

"Totalna magia" Alice Hoffman


Autor: Alice Hoffman
Tytuł: Totalna magia
Cykl: Practical magic, tom 2
Tłumaczenie: Danuta Górska
Data premiery: 29.01.2020
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura obyczajowa / romans

Alice Hoffman to amerykańska pisarka, która debiutowała w roku 1977. Pisze książki lekkie, kobiece, często ze szczyptą magii. W ten rodzaj wpisuje się jej jedna z najgłośniejszych powieści pt. „Totalna magia”, która swoją oryginalną premierę miała w 1995 roku, a w Polsce pojawiła się dopiero teraz, 25 lat później. Trochę ten fakt dziwi, gdyż w 1998 roku do kin trafiła ekranizacja powieści, która została ciepło przyjęta i do tej pory ma swoim zwolenników. Jednak to nie film, a nowo powstały prequel powieści pt. „Zasady magii”, o których pisałam Wam kilka dni temu (recenzja – klik!) był pretekstem, by w końcu i na naszym polskim rynku pojawiła się „Totalna magia”. Za wydanie tego cyklu odpowiada niezastąpiony Albatros, którego obydwie okładki zachwycają – są piękne, błyszczące, brokatowe. „Zasady magii” w środku też były trochę takie błyszczące, ale czy i „Totalna magia” jest tak urocza jak jej okładka?

Historia zawarta w tej powieści opowiada o dwóch siostrach Owens – Sally i Gillian, które w dzieciństwie straciły rodziców i zamieszkały ze swoimi ciotkami w domku przy ulicy Magnolii w Massachusetts. Dorastały w domu pełnym magii, gdzie nic nie trzeba i nie ma żadnych obowiązków. Sally szybko stała się najbardziej obowiązkową osobą z całej żyjącej rodziny – dbała o dom, posiłki, naukę. Gillian z kolei wyrosła na lekkoducha i uciekła z miasta z jedną z wielu swoich miłości. Przez wiele, wiele lat dziewczyny się ze sobą nie widziały, jednak w końcu nadszedł czas, by ich los ponownie się połączył. Pewnej nocy Gillian staje na progu domu dorosłej Sally, która już wie, że razem z siostrą przyjechały kłopoty większe niż zazwyczaj…  Jednak Sally ma teraz swoje własne życie i dwie nastoletnie córki, za które jest odpowiedzialna. Czy będzie w stanie pomóc siostrze? Czy decyzje podjęte tej nocy pociągną za sobą straszne konsekwencje? Jak potoczą się ich dalsze losy?
„W końcu kłopoty są całkiem jak miłość; przychodzą niezapowiedziane i przejmują władzę, zanim zdążysz się opamiętać czy w ogóle pomyśleć.”
Książka składa się z kilku tytułowanych rozdziałów. Narracja w pierwszym z nich prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, później czas zmienia się na teraźniejszy. Styl powieści jest ciut lepszy niż w „Zasadach magii”, chociaż te zmiany czasu, w których historia jest opisana, trochę wybijały mnie z rytmu. Na szczęście nie ma tu tak wielu powtórzeń jak w poprzedniej historii.

Nie ma również tej mgiełki magii, która w „Zasadach…” tak mi się podobała, stworzyła klimat powieści. „Totalna magia” jest mroczniejsza, chwilami nawet niepokojącą. Opowiada o kilku trudnych tematach takich jak przemoc fizyczna w rodzinie, źle ulokowane uczucie czy wykorzystywanie młodych dziewczyn. Prócz dorosłych już sióstr ważną rolę w powieści pełną też córki Sally – 16letnia Antonia oraz 13letnia Kayle. Obydwie są nastolatkami, obydwie mocno się zmieniają na kartach książki. Rozumiem, że autorka chciała ukazać dojrzewanie dziewczynek, zmianę z dziecka w kobietę, ale za obraz tych zmian obrała 13letnią Kayle. Muszę przyznać, że kłuło mnie to mocno w oczy, częste powtarzanie, że w wieku 13 lat dziewczynka jest już kobietą, epatuje seksualnością i jest pożądana przez wszystkich mężczyzn w okolicy. Trochę to było dla mnie niesmaczne, teraz może faktycznie 13latki wyglądają jak 16latki, ale 25 lat temu chyba tak nie było? Jakoś kompletnie mi ta 13stka nie pasowała w tym co autorka chciała przedstawić. Szkoda, że na swój obiekt przemiany Hoffman nie wybrała starszej Antoni.

Jak pisałam, historia porusza sporo trudnych tematów, na które w swoich życiu mogą natknąć się kobiety – Gillian była bita przez partnera, Kayle ledwo uniknęła gwałtu. To sprawy, o których trzeba mówić głośno, jednak tutaj znowu wydały mi się przedstawione za łatwo i banalnie, w ogóle nie miały głębi, uzasadnienia czy jakiegoś podłoża prawdopodobieństwa. Nie wiem, może w tych kobiecych lekkich lekturach przedstawia się wszystko tak banalnie i jednostronnie, jednak mnie to kompletnie nie usatysfakcjonowało.

Tak jak w „Zasadach magii”, tak i tu miłość jest tym tematem najważniejszym. Każda z bohaterek chce być kochaną i docenianą, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy. Mamy Sally, która wiele w przeszłości się nacierpiała, teraz skupia się tylko i wyłącznie na córkach. Jest też Gillian, która przez całe swoje życie podejmowała złe miłosne decyzje. Są też Antonia i Kayle’a, które dopiero mają zacząć odkrywać pierwsze zauroczenia i miłości. Czy dla każdej z nich los szykuje odpowiedniego mężczyznę? Czy siostry w końcu osiągną szczęście?

Prócz pragnienia bycia kochaną i szczęśliwą, znajdziemy tutaj też wiarę w moc krwi. W razie kłopotów bohaterki zwracają się do rodziny, to właśnie na nią mogą liczyć. Rodzina zawsze pomoże, znajdzie wyjście z kłopotów i naprowadzi na właściwą ścieżkę. Nie osądza, mimo iż mogłoby się wydawać inaczej. To węzy krwi są tu najważniejsze. I nawet gdy wydaje się, że więcej z powiązaniami rodzinnymi jest kłopotów niż pożytku ostatecznie wszystko dobrze się układa.
„To tylko świadczy o tym, że nigdy nie można polegać na domysłach - informuje siostrzenicę ciotka Frances. – Po to wymyślono język. Inaczej bylibyśmy jak psy obwąchujące się nawzajem, żeby sprawdzić, na czym stoimy.”
Podsumowując, mimo że w „Totalnej magii” można dopatrywać się wątku kryminalnego i mroczniejszego klimatu, to jednak ich prequel „Zasady magii” podobały mi się bardziej. Tu zabrakło mi magicznej mgiełki, jakiejś jednej spójnej niosącej przesłanie historii i zarysu historycznego. Doceniam, że autorka poprzez lekką lekturę chciała poruszyć trudne tematy przemocy w rodzinie, problemy dojrzewania i przemiany w kobietę, jednak dla mnie to było wszystko za płytkie. Mogę jednak napisać, że podobało mi się ostateczne rozwiązanie problemu i, chyba nie zdradzę żadnej tajemnicy, jak napiszę, że również happy end. Niemniej jednak historia mnie nie urzekła, może osoby zaczytujące się w romantycznych, prostych historiach mogłyby być bardziej usatysfakcjonowane niż ja.

Moja ocena; 5,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza