stycznia 23, 2026

"Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza

"Kat Gaudiego" Aro Sáinz de la Maza

Autor: Aro Sáinz de la Maza
Tytuł: Kat Gaudiego
Cykl: Morderstwa w Barcelonie, tom 1
Tłumaczenie: Robert Kędzierski, Anna Krochmal
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 656
Gatunek: kryminał
 
Aro Sáinz de la Maza to hiszpański dziennikarz i autor powieści kryminalnych, który debiutował już w latach 90-tych XX wieku, a jednak dopiero teraz pojawił się na rynku polskim. Stało się to za sprawą serii Morderstwa w Barcelonie z inspektorem Milo Malartem, która na rodzimym rynku autora liczy aktualnie cztery tomy, jednak tam ukazywały się one w kilkuletnich odstępach - tom pierwszy to premiera z 2012 roku, tom czwarty zaledwie z 2023. To ona przyniosła mu wiele gatunkowych nagród, tłumaczenia na inne języki, a nawet ekranizację - od miesiąca na Netflixie dostępny jest pierwszy sezon serialu “Miasto cieni”, który oparty został o tom pierwszy pt. “Kat Gaudiego”. Polski czytelnik może i musiał długo czekać na to, by seria ukazała się i u nas, jest jednak i plus takiej sytuacji - na pewno kolejne tomy ukażą się u nas w krótszym odstępie czasowym niż miało to miejsce w oryginale!
 
Przełom czerwca i lipca 2010 roku, Barcelona. Inspektor Milo Malart od dwóch miesięcy jest zawieszony w swoich obowiązkach - czeka na rozprawę w sprawie użycia jego służbowej broni przez 15-letniego bratanka, który za jej pomocą odebrał sobie życie. Teraz jednak w mieście dochodzi do zbrodni, którą rozwiązać może tylko on - nikt inny nie potrafi tak dobrze wczuć się w umysł mordercy jak Malart… Kilka dni temu na bocznym balkonie Casa Milà, jednym z najbardziej reprezentacyjnych budynków Barcelony, spłonął człowiek, jeden z kandydatów na burmistrza, a jego śmierć zobaczyli wszyscy dzięki nagraniu wykonanemu przez samego mordercę, które zostało wrzucone do sieci. Niestety śledczy stoją w miejscu, nie ma świadków, nie ma śladów, nie ma nic. W sezonie turystycznym, z miastem przygotowującym się do wizyty papieża taka sytuacja jest niedopuszczalna. dlatego Milo odzyskuje odznakę i broń. Pora, by dostrzegł to, czego inni dostrzec nie potrafią.
“Wszyscy mamy próg bólu emocjonalnego, a pan już go przekroczył.”
Książka rozpisana jest na prolog i 29 rozdziałów, które w większości dzielone są na krótsze scenki. Historia pisana jest przede wszystkim z perspektywy Malarta, jednak od czasu do czasu pojawiają się też inni - osób, które mają styczność z mordercą, jak i dziennikarza, który nieustannie goni za sensacją. Rozdziały często zaczynają się tak, że czytelnik nie wie, kogo obserwuje, dopiero po kilku zdaniach pada imię lub coś, co postać charakteryzuje. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w stylu spokojnym, bogatym w detale otoczenia i nazwy własne miejsc i budynków, a dialogi prowadzone są całkiem sprawnie, często z nutką ironii i cytatów, którymi ma w zwyczaju przerzucać się Milo z medykiem sądowym. Warto też zaznaczyć, że polskie wydanie uwzględnia feminatywy, choć nie robi tego całkiem konsekwentnie. Innowacją w narracji są fragmenty, w których Milo wciela się w rolę sprawcy - wtedy granica między fantazją i realnością mocno się zacierają, a zdania, które wyrażają tok myślenia sprawcy, a nie Malarta pisane są kursywą. Książkę czyta się dobrze, choć nie całkiem równo - czasami dłuższe opisy miejsc z dużą ilością hiszpańskich nazw własnych mogą przytłoczyć, by za chwilę sceny dynamicznej akcji porwały tak, że brakuje czasu na oddech.
“Nie lubił tej roboty ani tego, co musiał w niej wciąż na nowo przeżywać - cieni, strachu, że przekroczy cienką granicę obłędu.”
Cała historia utrzymana jest w znajomych ramach kryminalnych, toczy się znajomym rytmem. Główny bohater boryka się z prywatnymi problemami - poczuciem winy w sprawie swojego bratanka, uzasadnioną obawą o własne zdrowie psychiczne - niemniej jednak jako policjant jest zdeterminowany, czujny i spostrzegawczy, choć również konfliktowy i okropnie spóźnialski. Wydaje się funkcjonować na innym poziomie niż wszyscy, inne rzeczy są dla niego ważne, i może właśnie dlatego na miejscach zbrodni dostrzega coś, czego inni dostrzec nie mogą.
“Chodzi o to, by skończyć pracę, a nie pozwolić, by praca nas wykończyła. Pasja jest dobra, ale nie wtedy, gdy przeradza się w obsesję. Kluczem jest, by nigdy nie tracić kontroli.”
Jego kreacja psychologiczna nie jest może bardzo dopracowana, ale wystarczająca dla pierwszego tomu cyklu, w którym poznawać będziemy go lepiej. Oczywiście u jego boku pojawia się partnerka kobieca, podinspektor Rebeca Mercader i bystry młody policjant specjalizujący się w wyszukiwaniu danych, prywatnie miłośnik historii, który jako jedyny tutaj bezsprzecznie wzbudził moją sympatię - choć odgrywa rolę drugoplanową, to jednak istotną dla fabuły.
“- I dokąd nas to prowadzi?
- Do przeszłości, która zwykle jest źródłem wszelkich problemów.”
Intryga kryminalna powieści jest rozbudowana, wielowątkowa, ma bogate tło społeczno-historyczne, w którym ważną rolę odgrywają miejsca uznawane za chlubę Barcelony - te, które wyszły spod ręki architekta i artysty Antoniego Gaudiego. Tempo jej prowadzenia nie jest jednostajne - kiedy inspektor wpada na kolejny trop akcja przyspiesza, by za chwilę zwolnić skupiając się na opisach otoczenia i historii miasta czy na kolejnych załamaniach Malarta, kiedy uważa, że swojego zadaniu nie podoła. Są też momenty, w których oczami innych oglądamy do czego dopuszcza się sam morderca - te fragmenty są wyraźnie brutalne, pełne przemocy, chwilami wręcz trudne do zniesienia. Mimo tego zagadka nie należy do tych, które czytelnik może rozwiązać sam - tutaj musimy poczekać, by narrator podsunął nam brakujące elementy układanki. Nie wpływa to jednak na finalne wrażenie - po dynamicznym, dobrze trzymającym w napięciu finale, czytelnik czuje się usatysfakcjonowany, zagadka jest pełna, logiczna, dobrze wyjaśniona i dobrze umotywowana.
“Czasy się zmieniają, ale wszystko zostaje po staremu.”
W notce biograficznej autora zamieszczonej na okładce polskiego wydania „Kata Gaudiego” podkreślone zostało, że miasto w jego powieściach, jak i komentarz społeczny, odgrywają ważną rolę. I nie inaczej jest w tym tytule - czytelnik może przyjrzeć się samej Barcelonie, temu, jak wygląda tam życie, jakie podziały i problemy pojawiają się wśród jego mieszkańców. Wyraźnie podkreśla rozróżnienie społeczności na biedną i bogatą, wyraźny jest problem własności ziem, który znamy też i z polskich historii. Zresztą elementy polskie też się subtelnie przez fabułę przewijają! Barcelona jest więc tu osobnym tworem, osobną postacią, która jest częścią fabuły. A w niej i Gaudi, a dokładniej jego dzieła i ciekawostki z jego twórczością, ale i niejasnościami życia związane. To nadaje historii przyjemne ukierunkowanie na sztukę, a zarazem działa aktywizująco - po powieściowych opisach od razu wszystkie te miejsca chce zobaczyć się na żywo.
“Barcelona to centrum handlowe (...). Wszystko podporządkowane zyskowi. Liczą się klienci, stąd czy z zagranicy, reszta to tylko tło. Miasto wykorzystuje swoich mieszkańców, zamiast im służyć. Zapomniało o nich.”
“Kat Gaudiego” to ciekawy początek kryminalnej serii utrzymanej w nurcie noir, w którym zbrodnie są brutalne, miasto mroczne, a śledczy stają w szranki z morderczymi geniuszami. Autor nie szczędzi czytelnikowi solidnego osadzenia w miejscu, historii Barcelony, problemów, z jakimi boryka się miasto, ale i jego dumy - dzieł sztuki, miejsc, które odwiedzają ogromne rzesze turystów niezależnie od pory roku. Fikcyjna historia jest więc dobrze osadzona w prawdziwej historii miasta, w punktach, które miały duże znaczenie dla jego rozwoju i wizerunku. Autor nie szczędzi też słów krytyki społeczeństwa, które pozwala na duże podziały i własne egoistyczne intencje. Wszystko to zawarte jest w rozbudowanej intrydze kryminalnej, prowadzonej znajomą, a mimo wszystko ciekawą ścieżką - czasami może tylko niepotrzebnie aż tak brutalną. Niemniej jednak czuję się zachęcona, by kontynuować przygodę z tą serią, zatem kiedy ukaże się u nas drugi tom? :)
“Cały czas chodzi z obitymi głowami, zderzając się z rzeczywistością.”
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem SQN.



Dostępna jest też w abonamencie 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 23, 2026

Wygraj "Śpij, laleczko"! Konkurs patronacki

Wygraj "Śpij, laleczko"! Konkurs patronacki

Rok 2026 rozpoczęliśmy od premiery nowej książki z serii kryminalnej z Josie Quinn, która jest już jedenastym jej tomem! A jednak wśród nas ciągle znajdują się osoby, które z tą bohaterką się nie znają... Musimy to zmienić, prawda? Wykorzystajmy więc fakt, że Lisa Regan pisze serię tak, by można było dołączyć do niej w każdym momencie - zapraszam Was na konkurs z nowością pt. "Śpij, laleczko"!

Oczywiście konkurs przeznaczony jest dla wszystkich, bez względu na to, czy znacie już tę bohaterkę, czy nie. Niemniej jednak dla tych, których ciągle ta przyjemność omijała, przypomnę, że seria jest odpowiednia dla wszystkich fanów kryminałów, gdyż autorka znalazła idealny balans pomiędzy szybką, zajmującą akcją, a psychologiczną głębią postaci, dając nam historie rozrywkowe, ale przy tym wcale nie głupie! Więcej o każdym z tomów możecie poczytać tu - klik!, a tu - klik! znajdziecie recenzję tomu, który jest do zdobycia w tym konkursie. 


Co zrobić, by wziąć udział w konkursie?
W centrum historii „Śpij, laleczko” znajduje się rodzina mieszkająca w oddalonym od centrum miasteczka, położonym w środku lasu domu. 
Napisz dlaczego właśnie taki kryminał, z akcją osadzoną w takim miejscu chcesz przeczytać?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 23 do 26 stycznia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 2 lutego.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 22, 2026

"Bezruch" Grzegorz Kapla

"Bezruch" Grzegorz Kapla

Autor: Grzegorz Kapla
Tytuł: Bezruch
Cykl: Olga Suszczyńska, tom 4
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 472
Gatunek: powieść kryminalna
 
Grzegorz Kapla to podróżnik, którego niełatwo złapać w Polsce - ciągle w drodze, ciągle poznaje nowe kultury, ludzi, zwyczaje. Z jego podróży powstają książki non-fiction, ale to nie jedyne pozycje w księgarniach, na których można znaleźć jego nazwisko - od roku 2018 tworzy też powieści kryminalne. To wtedy ukazał się pierwszy tom serii z policjantką Olgą Suszczyńską pt. “Bezdech”, który ponownie na rynku pojawił się w 2025 w nowym wydaniu, po ponownej redakcji. Zresztą tak stało się z całą serią. “Bezruch” to jej czwarty tom, którego nowe wydanie od pierwszego dzieli niecałe pięć lat.
 
Wiosna 2020 rok, koronawirus się rozprzestrzenia, a to sprawiło, że zatrzymał się świat, zastygł w strachu… a czy to nie ta emocja popycha ludzi do nadmiernie intensywnych zachowań? Nie inaczej jest z ojcem kilkuletniego chłopca, który porywa go spod domu jego matki. Warszawska policja zostaje postawiona na nogi, Olga Suszczyńska w towarzystwie swojego partnera Kosińskiego wraz z wojskiem przeczesują rozległy las. Tam w końcu ich znajdują, ale też coś jeszcze - stary, zatęchły bunkier, a w nim kobietę, której ciało uległo mumifikacji… Kim była, jak się tam znalazła i kto przybił jej ręce do stołu? I dlaczego tuż obok jest wydrapany napis z imieniem aktualnego kandydata na prezydenta, który w czasach PRL-u aktywnie walczył o niepodległą, wolną Polskę?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 49 rozdziałów i epilog. Akcja podzielona jest na dwa czasy - teraz, czasy pandemii koronawirusa, i czasy PRL-u, ostatniej jego dekady, poczynając od roku 1979. Podział nie jest równy, przeważa historia tocząca się współcześnie. Każdy z rozdziałów liczy kilka stron, niektóre dzielone są na krótsze fragmenty, a każdy kończy się takim samym lub bardzo podobnym zdaniem do tego, które rozpoczyna kolejny - tylko sens słów jest inny. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, historia czasów współczesnych przedstawiona jest przede wszystkim z perspektywy Olgi, przeszłość to dwie perspektywy, które wyjaśniają historię znalezionego ciała kobiety. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla Grzegorza Kapli - melancholijny, refleksyjny, świetnie łączący to, co się dzieje z emocjami i ogólnymi refleksjami, przez co, mam wrażenie, że momentami książka wymyka się określeniu kryminału, momentami staje się po prostu literaturą piękną, która doskonale uchwyca w słowa to, co w życiu ważne. Zdania zdają się przypominać strumień świadomości, historia płynie jednym ciągiem, a tym, co je oddziela, to przecinek, czasem kropka. To sposób opowieści, do którego trzeba się przyzwyczaić, trzeba książce dać chwilę, by wczuć się w jej rytm, dać się jej porwać jak górskiemu potokowi… Wtedy ta subtelna poetyka zdań może w pełni wybrzmieć, niosąc potężny ładunek emocjonalny.
“W ciemności można przestać się bać. Bo kiedy leżysz bez ruchu w absolutnej ciemności, możesz zniknąć. Rozpuścić się jak grudka soli. Wystarczy poczekać.”
Motywem przewodnim “Bezruchu” jest wolność - poczucie, którego brakowało nam w roku 2020, i wtedy, w czasach PRL-u. A choć powody, dla których wolność została w obydwu czasach odebrana, były inne, to jednak tęsknota ta sama. Reakcje też inne, bo jak zawalczyć o wolność, kiedy przeciwnikiem jest wirus? Ten lęk, jaki wszyscy czuliśmy w czasie pandemii, autor oddał doskonale w słowach prostych, ale konkretnych, wyciągających całą esencję uczuć, jakie wtedy czuliśmy napędzani z każdej strony tym strachem, narastającą paniką.
“A może sami też się bali? Przed kulą obroni cię kamizelka, a przed koronawirusem co?”
W czasach PRL-u, powstawania Solidarności, strach był inny - przeciwnik był przecież realny, widoczny, choć nie zawsze było wiadomo kim jest wróg, a kim przyjaciel. Autor przedstawiając historię jednej pary bardzo obrazowo oddaje to, czym wtedy była walka o wolność. W tle przewijają się prawdziwe postacie, gdzieś tam jest Wałęsa, cała władza komunistyczna, jest i ksiądz Popiełuszko, który z wszystkich postaci historycznych tej powieści jest zarysowany najmocniej, najwyraźniej, który rozmawia z bohaterami fikcyjnymi bezpośrednio, ma również znaczący wpływ na ich działania. Realizm tamtych czasów wydaje się oddany dokładnie pod kątem uczuć, ale i prawa, polityki, działania milicji i innych służb ścigających tych, który o zmianę ustroju walczyli.
“Komuna jest jak choroba. A w chorobie przegrywasz, jeśli się boisz. Strach osłabia, sprawia, że się kulisz, zwijasz, że cię boli coraz bardziej. Nie wyzdrowiejesz, jeśli się boisz.”
Zresztą polityka jest tu też obecna w czasach współczesnych, w końcu w intrygę uwikłany jest kandydat na prezydenta, więc czytelnik ma wgląd w to, co działo się wtedy w polskim prawie, w polskim sejmie. A jednak wątek ten oddany jest równie emocjonalnie, co pozostałe, potraktowany jest zwyczajnie po ludzku, dzięki czemu nie nudzi, a wręcz odwrotnie - wzbudza dużo emocji, bo mimo tego, że chodzi o prawo, to jednak i w tym wątku autor pokazuje po prostu ludzi, przekrój ich charakterów.
“(...) życie jest tylko jedno i trzeba je przeżywać z godnością. Zachować godność, to pozostać wolnym. To właśnie lęk nie pozwala nam na wolność. Jeśli go przezwyciężysz, poczujesz się wolny, a to zawsze coś. Nawet jeśli będziesz musiał życie wymyślić sobie od nowa.”
Bo to człowiek stoi w centrum tej powieści. Człowiek, który ma ograniczony czas na ziemi, jedno życie, które może przeżyć dobrze, pozytywnie, lub może dać się porwać chciwości, złości, nienawiści, lękowi. Każda kreacja tej powieści, niezależnie od tego czy pierwszo, drugo czy trzecioplanowa, jest człowiekiem z krwi i kości, który myśli, mówi i zachowuje się dokładnie tak, jak dzieje się to faktycznie w naszej rzeczywistości. Grzegorz Kapla jest mistrzem w odrysowywaniu ludzkich charakterów i tu, w “Bezruchu”, pokazuje to w pełni.
“- (...) Na tym polega bycie policjantem - przyznała Olga ze spokojem, który zaskoczył ją samą.
- Na czym? Żeby ryzykować życiem dla jakiegoś szaleńca?
- Jeśli trzeba… jesteśmy po to, żeby iść tam, dokąd inni nie chcą.”
Jako seria “Bezruch” jest kontynuacją losów Olgi Suszczyńskiej, policjantki, która w swoim życiu straciła już kiedyś to, co najważniejsze. Jej losy w skrócie w każdym tomie są przypominane, dzięki czemu lektura chronologiczna serii nie jest absolutnie konieczna. W tym tomie życie Olgi, a może po prostu jej perspektywa patrzenia na świat, mocno się zmienia. Bohaterka wydaje się patrzeć na to, co ją czeka z nową nadzieją, mimo tego, że przecież otacza ją strach - o najbliższych, którzy tak jak ona cały czas narażeni są na kontakt z koronawirusem.
“Kiedyś płakała, słuchając piosenek Stachury. To był pierwszy raz, kiedy chciało jej się płakać podczas słuchania serwisu informacyjnego.”
Przy tomie piątym, czyli moją pierwszą stycznością z tą serią, byłam zachwycona, jak autor doskonale uchwycił perspektywę patrzenia na świat kobiety, przy tym tomie myślę, że to po prostu spojrzenie bardzo ludzkie - mądre, a równocześnie pełne potknięć, wad i błędów. Taka nasza natura, esencja, a dzięki ukazaniu jej w powieści z dystansu sami możemy oddzielić w swoim życiu to, co ważne i to, co tylko przeszkadza w tym, by żyć w pełni.
“Przecież jeśli słuchasz tego, co już wiesz, nie zmieniasz świata. Ale jeśli słuchasz czegoś, z czym się nie zgadzasz, jeśli nad tym myślisz, dyskutujesz, to możesz coś zmienić.”
“Bezruch” to powieść kryminalna, a ja prawie zapomniałam napisać o tym, co kryminał trzyma w formie - o intrydze! Dlaczego? Bo tutaj jest ona po prostu pretekstem do pokazania czytelnikowi, jak żyło się w tych późnych czasach PRL-u, jak wyglądała wtedy codzienność ludzi, którzy chcą być wolni - i z tym pragnieniem coś robią. Same śledztwo Olgi też jest raczej tłem, jednak jest to tło świetnie poprowadzone i angażujące. Ani na moment nie czułam się znudzona, a historia przeszłości, jaka zaprowadziła w 2020 Olgę do bunkra, pochłonęła mnie w pełni.
“Smutek to kopanie grobu dla własnego serca. Pożera czas. A mamy go niewiele.”
Ostatnim o czym muszę wspomnieć to miejsce. Pusta Warszawa, Warszawa pełna ludzi stojących po dwóch stronach barykady i… polskie góry, które są tutaj tym, czego wszyscy szukają - miejscem, w którym można poczuć się prawdziwie wolnym.
“Polska to rana, która pod tym naszym bandażem będzie ropieć całymi latami. Dziadkowie przywykli, rodzice przywykli, to i my byśmy przywykli…”
Choć była to moja czwarta styczność z Olgą Suszczyńską, to myślę, że to właśnie ta trafiła do mnie najlepiej - czułam dokładnie wszystkie jej emocje, wszystkie wątki wzbudzały we mnie równie duże zainteresowanie, mimo tego, że przecież wątków politycznych autor nie unika, co przeważnie w innych historiach raczej mnie nudzi… Tu daleko mi było do nudy, tu po prostu z każdym powrotem do przerwanej lektury potrzebowałam chwili, by ponownie znaleźć rytm poruszania się tej opowieści - tak jak przy pływaniu w naturalnym zbiorniku wodnym, gdzie trzeba wyczuć fale, żeby się nie męczyć.
Jestem pod dużym wrażeniem połączenia wątków i postaci historycznych w fikcyjną historię kryminalną, która tutaj jest czymś więcej - opowieścią o człowieku, jego nadziejach i lękach, które mimo zmiany ustrojów i sytuacji politycznych, jakoś nigdy się nie zmieniają. Polecam ją czytelnikom, dla których warstwa językowa, stylistyczna, jest równie ważna co warstwa fabularna.
“(...) szczęśliwy to kraj, który w drugim obiegu wydaje takie książki, bo to znaczy, że ludzie mają u nas prawdziwe pragnienia (...) wiedzy, mądrości, dobra.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 21, 2026

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - zapowiedź patronacka

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - zapowiedź patronacka
Nowa, świetna seria powieści detektywistycznych dla młodszego czytelnika nadchodzi! Już za dwa tygodnie, dokładnie 4 lutego, swoją premierę będzie miała "Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Leny Jones, pierwszy tom serii z 13-letnią londyńską detektywką, na okładce którego znajdziecie logo Kryminału na talerzu! 
Agata Sheibley, czyli po prostu Szajba, jest detektywką, odkąd pamięta – czekała tylko na swoją pierwszą dużą sprawę.
I taka właśnie jej się trafiła.
Pewnego dnia w drodze do szkoły Agata jest świadkiem wypadku. Gdy próbuje pomóc starszej pani potrąconej przez motocyklistę, na jej nadgarstku dostrzega tajemniczy tatuaż z kluczem. Trop prowadzi ją do ukrytej części Londynu, pełnej mrocznych korytarzy i pilnie strzeżonych sekretów.
Co symbolizuje tatuaż z kluczem? Kto tak naprawdę rządzi Londynem? I czy Szajba zdąży rozwikłać zagadkę, zanim wszystko wymknie się spod kontroli?
Wygląda na to, że seria z Agatą Szajbą będzie drugą taką, obok Detektywki w podróży, do której zachęcam czytelników w każdym wieku - no, może nie młodszych niż wiek wskazany przez wydawcę, za to górnych ograniczeń nie ma! Sama Agatę spotkałam ponad miesiąc temu i doskonale bawiłam się towarzysząc jej w pierwszej, wielkiej detektywistycznej przygodzie, która jest wstępem do całej serii. Bohaterka jest ciekawa, uparta i zadziorna, a historia nie tylko pasjonująca, ale i mądra - dzieciaki zatem wyciągną z niej wiele dobrych wartości! Co ciekawe, w tej historii sam Londyn odgrywa ważną rolę, można więc potraktować ją nie tylko jako powieść detektywistyczną, ale i przygodówkę. Gorąco polecam! 

Autorka: Lena Jones
Tytuł: Agata Szajba. Tajemniczy klucz
Cykl: Agata Szajba, tom 1
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Alba Filella
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść detektywistyczna 
Wiek: 9+

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 20, 2026

"Szmelc" S.J. Lorenc

"Szmelc" S.J. Lorenc
 Autor: S.J. Lorenc
Tytuł: Szmelc
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Mięta
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść grozy / horror / thriller
 
S.J. Lorenc na polskim rynku literackim pojawił się niedawno - debiutował w lutym 2025 thrillerem “Koniec mapy”, którego akcja toczyła się daleko stąd, aż na Svalbardzie. Teraz, w “Szmelcu”, swojej drugiej książce, zostaje na terenie znanym mu na co dzień - w Warszawie, a opowieść opiera o swoją największą pasję - fotografię. W książce pobrzmiewają też echa z jego ulubionych autorów - Stephena Kinga i Deana Koontza, jak i kina grozy lat 80-tych i 90-tych XX wieku.
 
Do Warszawy po dwóch latach nieobecności na prośbę swojego przyjaciela przyjeżdża Lucjan Stanisławski, w skrócie - Lucy. Okazuje się jednak, że chyba zjawił się tam za późno – Piotra Zmory nigdzie nie ma. Gdzie go szukać? W wydawnictwie magazynu modowego Fabryka mówią, że takie zniknęcia dla Zmory są normalne, dają mu klucz do jego mieszkania i proszą o zastępstwo. Czemu nie? I tak musi czekać na powrót przyjaciela… Czy jednak faktycznie wróci? Mijają dni, Zmory nadal nie ma, a Lucy z nudów zaczyna przekopywać jego mieszkanie… Aparaty analogowe, Polaroidy, ogrom fotografii - coś w tym wszystkim jest niepokojącego, tylko co? W co wpakował się Zmora i czy faktycznie ma jeszcze szansę wrócić?
“Nigdy się nie spodziewałem, że pustka może być aż tak przerażająca.”
Książka rozpisana jest na prolog, 54 zdjęcia i epilog. Zmiana rozdziałów na zdjęcia jest zabiegiem nie tylko czysto językowym - każde zdjęcie to uchwycone zdarzenie, chwila, które razem wcale nie są ułożone chronologicznie, a czytanie ich kojarzy się z przeglądaniem rozrzuconych zdjęć - raz sięgamy po opis chwili z teraz, raz wracamy do przeszłości, do czasów zanim Lucjan z Warszawy wyjechał. Niektóre chwile to zdjęcia w pewien sposób zakrzywiające rzeczywistość - coś rozmytego, na granicy realności i snu. Z jednej strony daje to ciekawy efekt, z drugiej jednak sprawia, że czytelnik często czuje się zdezorientowany - w jakim czasie jesteśmy, w jakiej rzeczywistości się znajdujemy?
“Perfekcja jest nudna, życie nie jest doskonałe, niech żyją kurz i pyłki.”
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, głównie z perspektywy Lucjana, jest jednak od tego kilka wyjątków. Język dopasowany jest do środowiska, w jakim toczy się akcja - artystów wszelkiego rodzaju, zatem i imiona, i sposób ich wypowiedzi czasami odbiegają od tego, z czym spotykamy się na co dzień. Zresztą autor słowa traktuje bardzo swobodnie - czasami sięga po takie, które wyszły już z użytku, czasami przekształca je na własne potrzeby. W dialogach czy monologach pojawiają się przekleństwa, momentami jest ich sporo, są też i nieco brutalniejsze, bardzo dosadne opisy. Same dialogi w większości wypadają naturalnie, czasami jednak, gdy rozmowa toczy się pomiędzy dwoma płciami, wkrada się nutka sztuczności. Nie na tyle, by miało to utrudnić czytanie, jednak w momentach, gdy jest kumulacja wszystkich “dziwności”, książka budziła we mnie mieszane emocje.
“Jedni, żeby się wyluzować, szli na wódkę, a on na wywoływacz z utrwalaczem.”
Choć z opisu powieści może wydawać się, że jest to thriller z elementami kryminału, to jednak nie do końca tak jest. Historia zaczyna się w sposób spokojny, obyczajowy - w końcu z początku zniknięcie Zmory nie budzi w nikim dużego zdziwienia, więc czytelnik towarzyszy Lucjanowi w jego nowej codzienności, styczności z nowymi ludźmi i starymi znajomymi, którzy sprawiają, że pojawiają się wspomnienia sprzed wyjazdu. A jednak sam prolog zaczyna się morderstwem, gdzieś więc wątek kryminalny się czai. Nie jest to jednak typowa intryga dla kryminału - autor bazuje raczej na powieści grozy, pojawiają się wątki paranormalne, subtelnie fantastyczne, a realność, jakiej spodziewamy się po kryminale, rozmywa się w onirycznych fragmentach, które do samego końca trudno jest rozgryźć. Z powieści obyczajowo-kryminalnej historia przeradza się w coś ulotnego, coś delikatnie niepokojącego, by za chwilę zmienić się w makabryczny horror - te elementy gatunkowe raz po raz się przeplatają dając powieść trudną do jednoznacznej kategoryzacji.
“(...) analog, a już nie wspomnę o Polaroidach, to fotografia naturalna, jedyna, która pokazuje rzeczywistość taką, jaka ona jest. Tylko że dziś nikt jej już nie potrzebuje i nie chce oglądać.”
Sama intryga bazuje na starych przesądach, które pojawiają się w różnych kulturach, na pewnym motywie, który był już w popkulturze wykorzystany, jednak nie dokładnie w taki sposób, w jaki robi to tutaj S.J. Lorenc. Jego pomysł jest świeży, a równocześnie fajnie wykorzystuje kontrast pomiędzy tym, co jest teraz, a tym, co było - tu świat jeszcze z czasów przełomu ustrojów w Polsce miesza się ze współczesnością, świat analogiczny ze światem cyfrowym. Rozwiązanie jest dobrze przemyślane i zaskakujące, a jednak coś w tej fabule było takiego, że sama nie czułam dużej ciekawości w jaki sposób ta historia się skończy - czy to dlatego, że sięgając po ten tytuł spodziewałam się intrygi bardziej realistycznej? A może po prostu zabrakło mi bardziej pogłębionych kreacji postaci, porządku fabularnego? Nie wiem, niemniej jednak moja ciekawość gdzieś w trakcie lektury się ulotniła.
 
Tym jednak, co uwagę mocno przyciąga, jest wątek fotografii - cała fabuła właśnie o niego się opiera, cały świat przedstawiony to świat przedstawiony oczami fotografa. I to daje bardzo ciekawy efekt, który nie jest jeszcze w literaturze wyeksploatowany - spojrzenia na świat w kadrach, w obrazach. Równocześnie dzięki temu opowieść zadaje ciekawe pytania - czy to, co teraz zwie się fotografią, nadal można uważać za sztukę? Przy ilości programów do obróbek, całej fotografii cyfrowej, wydaje się, że ta magia łapania chwili na kliszy już gdzieś przepadła. Bo czym naprawdę jest fotografia, co ma na celu, gdzie kryje się jej czar, jej magia? To ważny aspekt tej powieści - ścieranie się plusów i minusów fotografii cyfrowej i analogowej, wrzucanie zdjęć do programów komputerowych kontra wywoływanie ich w ciemni - pod tym kątem Lucy i Zmora przedstawiają dwa różne punkty widzenia, obydwoje jednak zdają się kochać to, co robią - a czytelnicy, którzy podzielają tę pasję, będą to mocno odczuwać.
“(...) tym Polaroidem, robisz fotę… (...) I drugiej takiej już nigdy, nigdzie nie będzie. To jest tak, jakbyś wziął nożyczki i wyciął kawałek tego, co widzisz. Wyciął, zabrał i schował do kieszeni.”
Wydaje się, że S.J. Lorenc pisząc “Szmelc” chciał stworzyć coś oryginalnego - bez wątpliwości mu się to udało. To powieść wymykająca się jednego określeniu gatunkowemu, korzystająca z motywu znajomego, zakorzenionego w różnych kulturach od dawna, ale ujętego w nieoczywisty sposób mocno bazujący na polskiej historii. Również i sam język wymyka się schematom, często wzbudza różne emocje - zaskakuje, szokuje, czasem nawet i obrzydza. Na uwagę zasługuje też motyw fotografii, który w powieści zajmuje sporo miejsca, to zarazem hołd dla tej pasji, ale i dysputa o tym, co dzieje się z fotografią teraz i jak zmienia się w stosunku do tego, co było przed lat. Niemniej jednak nie jest to powieść idealna - postacie same w sobie nie są specjalnie dopracowane pod kątem psychologicznym, a fragmentaryczność historii wprowadza w lekturę chaos. Szokująco brutalne momenty też nie wywołały we mnie entuzjazmu, nie znalazłam dla nich uzasadnienia. Może to właśnie spowodowało, że gdzieś po drodze moja ciekawość lekturą się rozmyła? Mimo tych mankamentów cieszę się, że “Szmelc” pokazał się na naszym rynku - S.J. Lorenc uświadomił mi, jak niewiele jest powieści, które wykorzystują w fabułach motyw fotografii, który przecież daje ogromne twórcze możliwości! Zdecydowanie jest to lektura dla tych, którzy podzielają pasję autora.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mięta. 



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 19, 2026

"Awantura na morzu" Alasdair Beckett-King - patronacka recenzja przedpremierowa

"Awantura na morzu" Alasdair Beckett-King - patronacka recenzja przedpremierowa

Autor: Alasdair Beckett-King
Tytuł: Awantura na morzu
Cykl: detektyw Montgomery Bonbon, tom 4
Ilustracje: Claire Powell
Tłumaczenie: Magdalena Korobkiewicz
Data premiery: 21.01.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+
 
Czy ten, który rozśmiesza dorosłych, potrafi też rozbawić dzieci? Angielski komik Alasdair Beckett-King podjął się tego wyzwania po raz pierwszy w czasie lockdownu spowodowanego koronawirusem, kiedy to występy z publicznością na żywo zostały wstrzymane i nie wiadomo było czy i kiedy znowu będzie można zebrać większą grupę ludzi w jednym miejscu. I tak powstał detektyw Montgomery Bonbon, w roli którego w przebraniu występuje10-letnia dziewczynka Bonnie.  Jej próby wcielenia się w osobę dorosłą śmieszyć będą dzieci, dorosłych z kolei, o ile znają klasykę powieści detektywistycznych, solidnie rozbawi udana parodia detektywa Poirota! I tak w 2023 roku (w Polsce w 2024) na rynek trafiły pierwsze przygody Bonbona pt. “Morderstwo w muzeum”. Ten tytuł został doceniony przez niezależne angielskie księgarnie, po czym popłynął w świat - na ten moment przetłumaczony został na kilkanaście języków. Książka jednak byłaby niepełna, gdyby nie Caire Powell, ilustratorka, która bogato ozdabia tekst komika, dając czytelnikowi, niezależnie od wieku, kolejne pole do dobrej zabawy!
“Awantura na morzu” to czwarty tom przygód detektywa Bonbona, nie trzeba jednak zachowywać kolejności chronologicznej lektury, by po niego sięgnąć. Równocześnie to ostatnia sprawa tego detektywa, w której będziemy mogli mi towarzyszyć!
 
Rodzinne miasteczko Bonnie szykuje się do obchodów Nocy Kapitana Grimma, legendarnego XVIII-wiecznego wilka morskiego, które całe życie spędził na statku “Łupieżcy”. To w hołdzie dla niego co roku organizowany jest wielki pokaz fajerwerków, który ma miejsce na replice statku kapitana odcumowanego od portu. W tym roku wyjątkowo Bonnie wraz ze swoją przyjaciółką Daną i dziadkiem Banksem są zaproszeni do udziału w tym wydarzeniu - a to dlatego, że mama Bonnie jest za ten wielki pokaz odpowiedzialna. A choć wieczór faktycznie okaże się wystrzałowy, to jednak nic nie pójdzie po ich myśli… Wszystko zaczyna się od przedwczesnego wybuchu fajerwerków i kapitana, który z dziwnymi plamami na twarzy, wyglądającymi jakby zaatakował go jakiś stwór morski, pada martwy na pokład… Oczywiście na inspektor Sands nie ma co liczyć, do rozwiązania zagadki musi zatem przystąpić Bonbon!
“Dawni żeglarze i detektywi mają ze sobą coś wspólnego: wszyscy się boją, że utkną w martwym punkcie.”
Książka rozpisana jest na dwadzieścia rozdziałów i epilog. Każdy rozdział opatrzony jest niewielką otwierającą ilustracją i tytułem, każdy numer strony zaopatrzony jest w… wąsy! Tekst jest ładnie wypośrodkowany i wpisany w nieco szerszą interlinię, przez co młodszy czytelnik nie powinien mieć problemów z lekturą bądź po prostu śledzeniem tekstu za czytającym rodzicem. Co więcej, prawie każda strona opatrzona jest ilustracją, co czyni lekturę jeszcze ciekawszą! Niektóre to rysunki na całą stronę, inne to tylko detale po bokach stron (liny albo bąbelki wody), pojawiają się też różne listy sporządzenie przez Bonnie i jej mamę, a w samym tekście dźwiękonaśladowcze wyrazy są wyraźnie wyróżnione. Zatem już przy samej formie podania tekstu nie ma nudy!
Język subtelnie dopasowany jest dla dziecka, niemniej jednak z pewnością pojawi się do rodziców kilka pytań. Sam autor też parę zagadnień tłumaczy, a do wtrąceń obcojęzycznych na końcu książki zamieszczony został specjalny słowniczek - w końcu Bonnie wcielając się w Bonbona wie, że powinna udawać obcokrajowca, nie pamięta chyba tylko z jakiego kraju, bo jej wtrącenia to miks języków, co dobre ubawi dorosłego czytelnika. Do słownictwa związanego z wyprawą morską przyda się rysunek, który otwiera tę powieść przedstawiający “Łupieżcę” z pełnym nazewnictwem wszystkich części statku. Można więc się co nieco dowiedzieć!
“To pytanie powinna była sobie zadać już dawno. Ale o wiele łatwiej było się zastanawiać bez wodorostów we włosach u mułu w kieszeniach. “Detektyw stanowczo powinien odwiedzać miejsce zbrodni w suchych skarpetkach” - pomyślała Bonnie. I tak ukuła świetną życiową dewizę.”
Książka pisana jest w stylu humorystycznym (w końcu jej autor jest komikiem!) przyjemnie dopasowanym do młodszego czytelnika. Śmiać można się tu już z samych dialogów, ale i postacie oddane są grubą, kontrastową kreską jak choćby piosenkarka z żywym kotem robiącym jej za szal czy kucharka, która łączy smaki bardzo... kontrowersyjnie. Jest też i humor wynikający z sytuacji - ten humor jednak często połączony jest z pozytywnymi lekcjami życiowymi, jakie z tej historii może wyciągnąć najmłodszy.
 
Poza wartością przyjaźni i wsparcia, jakie z niej powinny wynikać, ważną relacją w tym tomie jest ta rodzic-dziecko. Po raz pierwszy Bonnie ma rozwiązywać śledztwo na oczach swojej matki, więc stresuje się nie tylko tym, że jej mama zagadek kryminalnych nie lubi, ale i że ją jako Bonbona zdemaskuje, a co za tym idzie - nie zaakceptuje. Dorośli na pewno już się domyślą, jak ta opowieść się kończy.
“Miała przeczucie, że mama mocno zmąci i tak niespokojne wody jej śledztwa.”
Oczywiście wszystko to rozgrywa się osadzone na zagadce kryminalnej, która wcale do łatwych nie należy - sama nie dałam rady rozwiązać jej przed Wielkim Ujawnieniem Sprawcy, ale kto wie, może komuś się to uda? Bo autor buduje zagadkę w sposób klasyczny - jest zamknięte grono podejrzanych i detale, które spostrzegawczych mogą na trop naprowadzić. Dodatkowo sama zagadka oparta jest o pewne ciekawostki, co sprawia, że jest tym bardziej atrakcyjna i wartościowa.
 
Na koniec warto też powiedzieć kilka słów o miejscu i barwnych postaciach. Tym razem wracamy do rodzinnego miasteczka Bonnie, do Widdlington, gdzie rozgrywała się akcja tomu pierwszego “Morderstwa w muzeum”. Teraz jednak dostajemy scenerią morską - część akcji rozgrywa się na molo, które pełne jest małym straganików i jarmarcznej rozrywki, a dla reszty zderzeń tłem jest po prostu statek. To Bonbon w pirackim wydaniu! Choć zamiast papugi jest kot.
“Wyciągnęła rękę do białego futrzaka na parapecie.
- Chodź do mamci, skarbie!
Engelbert chwilę się namyślał, a potem wystawił szorstki języczek.
- To pers, jak mniemam? - zagadnęła Dana.
- Blisko, młoda damo - odparła Rita. - Pers szynszylowy.
- Zdumiewające - szepnął dziadek Banks. - Przysiągłbym, że to kot.”
“Awantura na morzu” ma wszystko to, co powinna mieć książka dla młodszego czytelnika. Bawi i uczy, śmieszy, wzrusza i umacnia właściwe wartości, a i zwyczajnie ciekawi. W końcu kto nie zainteresowałby się tym, co faktycznie stało się z kapitanem statku? I jak doszło do tego, że tak skrzętnie przygotowywane przez mamę Bonnie fajerwerki wybuchły za wcześnie? To zdecydowanie zadanie godne detektywa Bonbona i jego pomocników - nie tylko dziadka Banksa, ale i tym najmłodszych czytelników, którzy będą towarzyszyć mu w tej przygodzie. Książka określona jest jako odpowiednia dla czytelnika 9+ ze względu na polską kategorię przedziałów lektury dziecięcej, jednak w wypadku tego tytułu nawet lepiej pasuje zakres jaki stosuje się w systemie anglojęzycznym - na wiek 8-12 lat. A choć sama jestem już duuuużo starsza, to i tak jest mi nieco smutno, że to było już moje ostatnie spotkanie z Bonnie i jej dziadkiem Banksem - to naprawdę udany duet śledczych (recenzje wcześniejszych tomów – klik!, wywiad z autorem – klik!)!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 16, 2026

"Każdy twój ruch" C.L. Taylor

"Każdy twój ruch" C.L. Taylor

Autorka: C.L. Taylor
Tytuł: Każdy twój ruch
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny
 
C.L. Taylor powoli zbliża się do dwudziestolecia swojej twórczości! Zaczynała w 2009 roku komedią romantyczną, którą wraz ze swoją drugą książką podpisała Cally Taylor, od roku 2014, już jako C.L. Taylor, skupiła się jednak na gatunku, który przyniósł jej międzynarodowy rozgłos - na thrillerach psychologicznych. Od tego czasu napisała jedenaście powieści dla dorosłych i dwie dla czytelników Young Adult, ich sprzedaż przekroczyła dwa miliony egzemplarzy w samej Wielkiej Brytanii, a tłumaczenia rozrosły się na ponad trzydzieści języków.
W Polsce debiutowała w tym samym roku, co na rynku rodzimym, jednak ciągłość wydawania jej powieści nie została wtedy zachowana - pod szyldem Wydawnictwa Prószyński i S-ka oprócz debiutu ukazała się tylko jeszcze jej trzecia książka w 2016 roku. Trzy lata później autorka trafiła pod opiekę Wydawnictwa Albatros i od tej pory jej powieści wydawane są systematycznie - “Każdy twój ruch” to jej szósty thriller wydany w tym wydawnictwie.
 
Londyn, 10 października. Lucy, Alex, Bridget i River spotykają się na pogrzebie Natalie - na żywo widzą się po raz pierwszy, choć od pewnego czasu są dla siebie dużym wsparciem. Połączył ich wspólny problem - wszyscy są ofiarami stalkingu. I to właśnie stalker stoi za śmiercią Natalie, która choć zrobiła wszystko to, co w takiej sytuacji zrobić należało, i tak zginęła… Jak więc obronić się przed taką formą nękania? Mimo trudnej codzienności całej czwórki to właśnie ich spotkanie pakuje ich w jeszcze większy stres - ktoś wręcza im wiązankę kwiatów, którą biorą za wieniec dla Natalie, zanim zauważą datę na dołączonej karteczce: to 20 października. Czy to zwyczajna pomyłka drukarska? Szybko nabierają pewności, że nie, że to ostrzeżenie, zapowiedź śmierci kolejnego z nich. Tylko kogo? Kto z tej czwórki ma zginąć dokładnie za dziesięć dni i czy są w stanie zrobić cokolwiek, by te nękanie i szybką wizję śmierci powstrzymać?
 
Książka rozpisana jest na 59 krótkich rozdziałów, które poza rozdziałem pierwszym przypisanym Natalie, dzielone są po równo na czwórkę postaci i zapisy z chatu, który mają utworzony na WhatsAppie, co wraz z odliczaniem do dnia zapowiedzianego na wiązance kwiatów jest zaznaczone na początku każdego rozdziału. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, narrator opisuje zdarzenia i towarzyszące im emocje z perspektywy postaci, która jest wskazana w danym rozdziale. Styl powieści jest swobodny, dopasowany do sytuacji - w chwilach napięcia pojawia się sporo przekleństw, są jednak użyte w sposób wiarygodny, mimo własnego wyczulenia na takie słownictwo, w tym wypadku nie czułam żadnych zgrzytów. Książkę czyta się bardzo płynnie i szybko, nie zauważyłam żadnych potknięć stylistycznych, które mogłyby w jakiś sposób z rytmu lektury wybijać.
“Zawsze uważała kłótnie innych za fascynujące i zarazem krępujące. Są niemal równie intymne jak seks - choć oczywiście nigdy nie podsłuchiwała celowo, jak ludzie to robią.”
W thrillerach psychologicznych ważna jest perspektywa, z której historię poznajemy - nie inaczej jest tutaj. Cztery postacie, które odsłaniają przed nami swoje emocje i lęki, a równocześnie nie zdradzają o sobie za wiele - informacje są ściśle kontrolowane tak, by czytelnik miał wrażenie, że postacie już zna, choć tak naprawdę niewiele o nich wie. Autorka sprawnie operuje wiedzą o każdym z nich, dobrze wykorzystuje ją do kolejnych twistów fabularnych i zaskoczeń. Jednak tak naprawdę to nie same informacje są ważne, a emocje, jakie każda z tych postaci niesie. Czytelnik ma okazję przyjrzeć się dokładnie z czym stalking się wiąże, jak to jest żyć w codzienności pozbawionej poczucia bezpieczeństwa, stabilności, takiej, w której przy każdym ruchu należy oglądać się za i dookoła siebie. Momenty nasilonego nękania oddane są bardzo wiarygodnie, autorka doskonale oddaje to poczucie bezsilności i paraliżującego strachu.
“Dała mu wszystko, a w zamian odebrał jej pewność i wiarę w siebie oraz poczucie własnej godności. Łamał ją na coraz mniejsze kawałki, aż nie wiedziała, kim sama właściwie jest.”
Bo to właśnie temat stalkingu stanowi centrum historii. Przyglądamy się temu, jak niewiele trzeba, by zniszczyć komuś życie, by zmienić człowieka w kogoś innego, podporządkować go jednemu celowi, jednej funkcji. To przerażające jak łatwo jeden człowiek może zniszczyć drugiego i w jaki różnych sytuacjach do tego dochodzi - niektórzy stalkerzy to dawne osoby najbliższe, inni to zupełnie obcy ludzie. I czytając tę powieść nie sposób nie zastanawiać się: co siedzi w głowach takich ludzi? Skąd ta ciągle napędzająca ich złość, obsesja, nienawiść?
I co na to prawo? Na szczęście w ostatnich latach przepisy są już zaostrzone, więc oczywiście trzeba coś takiego zgłosić na policję, jednak postacie tej powieści po tym, co spotkało Natalie nie mają złudzeń - ich stalkerzy są sprytniejsi niż policja, więc tak naprawdę mogą liczyć tylko na siebie.
 
Sama intryga jest zaskakująco nowatorska jak na thriller o stalkingu - takich powstało już przecież naprawdę wiele, nigdy jednak nie spotkałam się z pomysłem połączenia prześladowanych w jedną, wspierającą się grupę. A przecież we współczesnych czasach, gdzie internet odpowiada za sporą część kontaktów międzyludzkich, jest to coś jak najbardziej prawdopodobnego - w takich sytuacjach zawsze dobrze wiedzieć, że nie jest się samemu z takim problemem. Równocześnie oparcie intrygi o cztery postacie z własnymi stalkerami daje duże pole do popisu pod kątem fabularnym - w końcu ilość twistów można czterokrotnie pomnożyć! Jednak autorka w żadnym razie nie przesadza, może w jednym czy dwóch momentach skłania się w lekko sensacyjną stronę, jednak mimo wszystko nie traci wiele na realności – wszystko, co opisuje, we współczesnym świecie wydaje się jak najbardziej możliwe.
“Są grupą, do której nikt nie chce należeć i którą każdy chce opuścić. Ale nie w taki sposób jak Natalie.”
Przyznam, że jestem pod wrażeniem tej powieści. Spodziewałam się po prostu dobrego, rozrywkowego thrillera, a dostałam coś, co pochłonęło mnie już od pierwszej strony i nie pozwalało mi z rąk książki wypuścić aż nie poznałam zakończenia tej historii. Książka jest nie tylko bardzo angażująca emocjonalne, ale również bardzo dokładna pod kątem psychologicznym - autorka poświęca dużo uwagi, by oddać wszystkie uczucia, jakie wiążą się z codziennością ofiary takiej przemocy. Ta bezsilność, złość, nienawiść oddane są doskonale, tak realistycznie, że sama współodczuwałam je podczas lektury. Rozwiązania fabularne też nie rozczarowują, cała intryga jest doskonale przemyślana. Myślę, że z wszystkich pięciu książek, jakie tej autorki czytałam (recenzje – klik!), ta jest bezsprzecznie najlepsza!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 15, 2026

"Grobowa cisza" Ryszard Ćwirlej

"Grobowa cisza" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Grobowa cisza
Cykl: seria z Blachą, tom 3
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: powieść kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej jest jednym z tych autorów powieści kryminalnych, którzy przyczynili się do powrotu popularności tego gatunku w naszym rodzimym wydaniu. Debiutował jako jeden z pierwszych współczesnych twórców kryminału, w roku 2007, choć jego debiut typowo współczesnym kryminałem nie był - bo osadzony był w czasach PRL-u i opisywał historię grupki poznańskich milicjantów. Dopiero kilka lat później narodziły się jego kolejne serie osadzone i w czasach wcześniejszych, i w końcu tych współczesnych. Teraz autor na koncie ma ponad trzydzieści powieści rozdzielonych na pięć cykli, z czego jednym z najnowszych jest seria z Blachą, inaczej zwana serią z prokuratorką Brygidą Bocian - po raz pierwszy pojawiła się w 2023 roku, a “Grobowa cisza” jest jej trzecim, najnowszym tomem. Co ważne, ta seria jest bezpośrednią kontynuacją serii debiutanckiej autora o milicjantach z Poznania, więc i postacie znane z tamtych powieści, w serii z Blachą się pojawiają. Nie trzeba jednak koniecznie znać obydwu, by po najnowszy tytuł “Grobowa cisza” sięgnąć.
 
Wiosna 1992 rok. W Obornikach Wielkopolskich, niewielkiej miejscowości położonej nieopodal Poznania, z samego rana po polowaniu urządzonym dla pracowników poznańskiej firmy, leśniczy obchodzi las w poszukiwaniu zastrzelonej zwierzyny. Jednak to nie na martwe zwierzę trafia, a człowieka, który ewidentnie zginął od kuli. Powiadamia o tym służby, sprawę przejmuje komisarz Karol Osiński i prokuratorka Katarzyna Borzym-Grzesik. Denat na razie pozostaje niezidentyfikowany, sprawę trzeba więc zbadać od drugiej strony - polowania i firmy, która je zorganizowała.
Poznańska policja jednak nie zamierza na razie w te dochodzenie się angażować, bo co innego ma na głowie - jeden z zatrzymanych w zamian za dobrą wolę w jego sprawie, przekazuje informacje o nielegalnej rozlewni niemieckiego spirytusu, w którą przemieniona została gorzelnia w Wolsztynie. Na zlecenie przełożonego sprawę zbadać ma komisarz Mariusz Blaszkowski, prywatnie partner prokuratorki Brygidy Bocian, który w obserwację gorzelni angażuje tego, kto nadaje się najlepiej - wielkiego fana alkoholi, podkomisarza Teofila Olkiewicza. Sam zamierza zbadać temat od drugiej strony - chce ponownie przeanalizować sprawę, która ich informatora posłała do aresztu. Gdyby tylko wiedział, w jakie tarapaty ta decyzja go wpędzi…
 
Książka rozpisana jest na prolog, 10 rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów dzielony jest na nienumerowane podrozdziały rozpisane pod kątem miejsca akcji i dokładnej godziny zdarzeń. Każdy podrozdział liczy kilka stron i nie jest już dzielony na mniejsze fragmenty akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator naprzemiennie oddaje perspektywę kilku postaci, z czego przeważająca większość to mężczyźni, poznańscy policjanci współczesnej Polski, ale i ci starej daty, którzy tęsknią za czasami, gdy nazywano ich milicją. Styl powieści jest jednym z jej największych atutów, a zarazem cech charakterystycznych całej twórczości Ryszarda Ćwirleja - barwny, gawędziarski, stawiający już w samej warstwie językowej na rozróżnienie postaci, miejsca i charakterystyki czasów, w których akcja jest osadzona. Dialogi prowadzone są w sposób mistrzowski - bardzo naturalne, bardzo swobodne, usiane są gwarą poznańską (dla słów niezrozumiałych są przypisy) i humorem, czuć w nich, że nie tylko my dobrze się bawimy je czytając, ale i sam autor (prawdopodobnie!) miał niezłą frajdę z ich tworzenia. Przyznam jednak, że w tej historii było też coś, co nieco mnie z rytmu lektury wybijało - to duża ilość wspomnianych historii z tomów poprzednich, zarówno serii z Blachą, jak i serii z milicjantami z Poznania (każda również opatrzona przypisem z tytułem powieści). Może dla tych czytelników, którzy obydwie serie znają, będzie to miły dodatek, swego rodzaju wspomnienie mające zapewnić ciągłość historii, dla mnie jednak, przy pierwszej styczności z serią, były czymś, co akcję spowalniało i zwyczajnie rozpraszało uwagę. Podejrzewam, że taki sposób prowadzenia narracji może być czymś charakterystycznym dla obydwu serii, mgliście pamiętam takie wspomnienie z dawno temu czytanego opowiadania osadzonego w uniwersum serii z milicjantami z Poznania.
“(...) z alkoholem trzeba walczyć, bo jak go będzie mniej, to mniej będzie morderstw i pijackich awantur i społeczeństwo będzie szczęśliwsze.”
W “Grobowej ciszy” postaci jest sporo, ale dzięki temu autor może świetnie oddać tę różnorodność poglądów, jaka w czasach świeżo po wyjściu Polski z PRL-u dzieliła Polaków. Są tutaj przedstawiciele tych, co żyją jeszcze tak, jak żyło się kilka lat temu - w Polsce komunistycznej, gdzie kombinowanie i nie do końca legalne działania były czymś na co zwyczajnie przymykało się oko. Co to komu szkodzi, że policjant w czasie służby wyskoczy sobie do pubu na kielonek lub trzy? A czy to alkohol z akcyzą czy bez, to kogo to tak naprawdę obchodzi? Tuż obok przejawiających taki pogląd policjantów, stoją ci, co nie patrzą wstecz, a w przyszłość, którzy cieszą się ze zmiany ustroju, a poglądy przejawiają już bardziej współczesne - do nich należy tytułowy Blacha i jego partnerka Brygida, która, muszę przyznać, jest jedną z kilku postaci kobiecych w prozie Ćwirleja, która zyskała moją pełną aprobatę. I właśnie bazując na dwóch postaciach kobiecych, dwóch prokuratorkach, autor pokazuje kolejny etap przemian w Polsce - zmianę roli społecznej kobiety, która teraz już nie jest wzywana tylko na traktor (hasło czasów PRL-u „kobiety na traktory!), ale w sposób bardzo kobiecy może z powodzeniem wcielić się w zawód jeszcze niedawno uważany za całkiem męski.
“W wolnej Polsce trzeba było ludzi przesiąkniętych zwyczajami komunistycznymi oduczyć kradzieży, więc gdy żarówki znikały, w blokach pojawiały się kartki zakazujące ich wykręcania. Ale, jak wiadomo, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, więc trzeba było chodzić po schodach w ciemnościach, skoro nikt nie chciał odpuścić.”
Ta wielość postaci ma jednak też i pewne minusy - mimo kilku policjantów wysuwających się naprzód akcji, tak naprawdę nie ma tu postaci typowo pierwszoplanowych, a ilość imion, nazwisk i funkcji zwyczajnie momentami może się mieszać - dla mnie, czytelniczki z serią niezaznajomioną, był to momentami pewien problem.
“- (...) nie mogę mieć zapalniczki, bo mi zaraz ukradną, a ja nie mogę popierać złodziejstwa, wystawiając złodzieja na pokuszenie.”
Sama intryga powieści budowana jest tempem bardzo spokojnym. Początkowo czytelnik zaznajamia się z kilkoma sprawami i zwyczajnym życiem policjantów, nie wiadomo więc który aspekt kryminalny będzie tym przewodnim. Dopiero gdzieś za połową powieści intryga nabiera rumieńców, a kolejne twisty fabularne zaczynają przypominać połączeniem komedii pomyłek z powieścią sensacyjną (jest trochę bójek czy innych charakterystycznych dla tego gatunku scen). Niemniej jednak finalnie intryga okazuje się bardzo dobrze przemyślana i rozbudowana tak sprytnie, że mimo pewnych oczywistości, czytelnik nie jest w stanie sam wpaść na jej przynajmniej częściowe rozwiązanie. Nie mogę jednak nie zauważyć, że samego kryminału jest w tej powieści niewiele, a przynajmniej nie można powiedzieć, że jedna intryga kryminalna jest tym, co całej powieści przewodzi - to następstwo wspomnianej już dużej ilości wspominek i dygresyjnych historyjek, które uwagę od intrygi odciągają.
“- (...) Co, Maryjanek, dobry plan?
- Jak dla mnie może być (...). Bardzo literacki, jak w dobrej powieści kryminalnej.”
A może historia kryminalna jest tu tylko pretekstem do opowiedzenia o tym, jak żyło się w czasach przełomu? Bo to i czas, i miejsce, są tym, co nieraz uwagę czytelnika kradną. Rok 1992 to czas sporych przemian, czas, kiedy PRL jeszcze nadal był w pamięci bardzo wyraźny, ale już równie mocno dało się odczuć powiew wolności płynącej z Zachodu. Zmiana stylu w ubiorze, muzyce, literaturze jest podkreślana na każdym kroku, a czytelnik doświadcza ówczesnej kultury całym sobą. Sam Poznań też jest ważny - puby, restauracje, czy bary mleczne, a nawet dworce mają tutaj swój klimat oddany bardzo wyraźnie, to czasy dawne, ale przecież już czuć w nich i tę znajomą współczesność.
“(...) na razie na naszym rynku nie ma zapotrzebowania na polskie kryminały. Ludzie chcą czytać to, czego za czasów poprzedniego ustroju nie mogli dostać, bo był to towar zakazany.”
“Grobowa cisza” to powieść skupiona nie tylko za zagadce kryminalnej i postaciach w nią uwikłanych, ale i na zwykłej codzienności, jaką niósł przełom dwóch ustrojów, dwóch systemów politycznych i ekonomicznych. Autor te detale codzienności wykorzystuje w każdym ich aspekcie, przemyca je tak naprawdę w każdą część powieści i świata, jaką wokół niej buduje - to robi wrażenie, uświadamia czytelnikowi ciągłość historii i świata, w którym żyje, to, co działo się wtedy ma wpływ na to, jak wygląda nasze teraz. Jako powieść kryminalna książka ma mocne zabarwienie gawędziarskie, dygresyjne, co tempo akcji nieco rozmywa w większym natężeniu niż w pozostałych seriach tego autora. Mimo to cieszę się, że i na tę lekturę się zdecydowałam - tak dobrą zabawę przy dialogach i tak barwne postacie to domena Ryszarda Ćwirleja!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!