Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwonoirsurblanc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwonoirsurblanc. Pokaż wszystkie posty

września 09, 2026

"Cienie Turynu" Fruttero&Lucientini

"Cienie Turynu" Fruttero&Lucientini

Autorzy: Fruttero&Lucientini
Tytuł: Cienie Turynu
Cykl: komisarz Santamaria, tom 1
Tłumaczenie: Barbara Sosnowska
Data premiery: 02.09.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 504
Gatunek: literatura piękna / kryminalna
 
Carlo Fruttero i Franco Lucientini to włoski duet, który w drugiej połowie XX wieku podbijał literacko Włochy. Wspólnymi siłami tworzyli antologie, redagowali magazyny, pisali felietony i książki, które najczęściej zawierały ostry komentarz społeczny. Nie inaczej było z ich pierwszą powieścią - “Cieniami Turynu” wydanymi w 1972 roku, która zmieniła postrzeganie gatunku kryminału na rynku włoskim. Ta powieść przeniosła kryminał z literatury niskich lotów, prostej rozrywki, do wyrafinowanej literackiej gry, w której zawrzeć można sporo komentarzy w tematach ówcześnie aktualnych. Rok później książka doczekała się tłumaczenia angielskiego, a w 1975 roku trafiła na ekrany. Polski czytelnik musiał jednak długo czekać, by móc poznać dzieło, które rozsławiło markę F&L na cały świat - dopiero po pięćdziesięciu pięciu latach od włoskiej premiery “Cienie Turynu” trafiły do polskich księgarni.
 
Turyn, lata 70. XX wieku, początek czerwca. To jest TEN dzień. Podrzędny architekt Garrone czeka na TEN telefon, który ma zmienić całe jego ciągle niedorastające do jego własnych oczekiwań życie. W końcu będzie zamożny i rozpoznawalny - nie będzie musiał już żebrać o uwagę na turyńskich eventach, to jego będą o nią prosić! Niestety. Późny wieczór zamiast wystrzału szampana przynosi mu śmierć. Garrone ginie zamordowany własną ekscentryczną rzeźbą, a emerytowany geometra jest świadkiem, gdy z okolicznej bramy wybiega rozchełstana blondyna z podejrzaną rurą w ręce. To tym tropem podążać będzie policja, ale już kolejnego poranka pojawi się drugi - właśnie zwolnione ze służby u Anny Carli Dosio małżeństwo przynosi do komisariatu list skierowany do przyjaciela Anny Carli Massima, w którym proponuje, by w końcu zamordowali Garronego… To też trzeba zbadać! A skoro De Palma jest już zajęty badaniem tropu blondynki, to komisarz Santamaria zostaje przydzielony do tego zadania.
„Nawet w dziedzinie udręk, pomyślał komisarz, konkurencja staje się coraz bardziej bezwzględna.”
Książka rozpisana jest dziesięć części, które tytułowane są pierwszymi wyrazami rozdziału, który po nich następuje. Każda część składa się z oddzielnie numerowanych rozdziałów, a każdy rozdział liczy po kilka stron. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw: oprócz rozpoczynającego wszystko Garronego, swoją opowieść przedstawiają Santamaria, Anna Carla, Massimo i jego partner Lello oraz amerykanista Bonetto, jak i kilka pobocznych postaci, które odgrywają epizodyczne role. Akcja powieści rozgrywa się w przeciągu sześciu długich dni, w czasie których dokładnie poznajemy wszystkie skazy kluczowych postaci. Tym, co książkę wyróżnia, jest styl, w jakim jest pisana - autorzy sprytnie posługują się satyrą opisując w sposób mocno intelektualny banalne wątki. Częste wtrącenia po francusku czy łacinie są w przypisach tłumaczone, a równocześnie doskonale spełniają swoją rolę dając wrażenie napuszenia całego bogatego turyńskiego towarzystwa. Język jest literacki, jednak nie na tyle wydumany, by zwyczajny czytelnik miał ze zrozumieniem jakiś problem. Problemem może być za to maniera wrzucania czytelnika wraz z początkiem rozdziału w scenę dającą wrażenie już zaczętej, przez co czasami potrzeba chwili, by czytelnik zorientował się w środku czego właśnie się znalazł. To szczególnie mocno widoczne jest na pierwszych stu stronach powieści, później zarówno czytelnik do stylu zaczyna się już przyzwyczajać, jak i sama fabuła po morderstwie staje się nieco bardziej scentralizowana - mimo że dalej skaczemy po postaciach, to jednak jest już ten jeden punkt, wokół którego cała powieść się rozgrywa.
„W tym „środowisku” zdarzały się czasem takie nagłe zwroty: jedno porozumiewawcze mrugnięcie, żart — i nagle zdawało ci się, że znasz ich od zawsze, że jesteś ich przyjacielem, wręcz jednym z nich, współuczestnikiem tej rozbrajającej, czystej, nieszkodliwej prawdy, która kryła się za mityczną tajemnicą miasta.”
Podczas lektury „Cieni Turynu” odniosłam wrażenie, że przede wszystkim jest to satyra społeczna. Autorzy wnikliwie przyglądają się turyńskiemu społeczeństwu sprzed połowy wieku, które wtedy było mocno i na wielu frontach podzielone. Po przeciwnych stronach barykady stali turyńczycy z dziada, pradziada i napływowi mieszkańcy z południowej części Włoch. Klasa średnia i burżuazja. Mieszkańcy żyjący w od wieków akceptowanych społecznie związkach małżeńskich i ci bardziej “frywolni”, homo i biseksualiści. Autorzy bezlitośnie odsłaniają hipokryzję każdej z tych stron pakując postacie w dość absurdalne sceny, co dodaje powieści sporo humoru - przyznaję, że podczas kilku takich scen zaśmiewałam się w głos. Ten rozdźwięk pomiędzy absurdem sytuacji a zachowującym powagę literackim językiem sprawdza się doskonale dając bardzo komiczne efekty.
„Komisarz Santamaria spojrzał na zwierzę i na jego pana z czymś w rodzaju archeologicznego rozczulenia. To więc musiał być ten pradawny spokojny obywatel, ów skromny, uczciwy, cichy nikt, dla którego istniała policja, a który zdawał się bezpowrotnie pogrzebany pod wieloma warstwami społecznych kataklizmów.”
Niemniej jednak krytyka mieszkańców Turynu jest wyjątkowo ostra i dość bezlitosna, co podkreśla intryga kryminalna. Zagadka prowadzona jest tempem bardzo spokojnym, czasami wręcz ociera się o nudę - wydaje się jednak, że to nadal część satyry, sposób na przegadanie postaci, ukrycie pod warstwą intelektualnych wywodów tego, co faktycznie w sprawie ważne. A jednak, mimo spowolnień i wybojów, akcja posuwa się do przodu - policja reaguje, docieka, dedukuje, z czasem pojawia się także wątek śledztwa prywatnego, który dodatkowo pobudza ciekawość, a równocześnie wprowadza czytelnika w kolejne meandry turyńskiej społeczności - tym razem zgłębiamy się w zależności urzędowe. Samo rozwiązanie jest zaskakujące - przez całą powieść zastanawiałam się gdzie kryje się sprawca, a choć przez chwilę autorzy wywołali we mnie mały atak paniki dając poczucie, że może wcale go w tym towarzystwie nie ma, to jednak ostatecznie wyszli zakończeniem obronną ręką.
„Trzymać się faktów — oto istota jego zawodu, jego obowiązku.”
Kreacje postaci, z których każda symbolizuje inną część turyńskiego społeczeństwa, dobrze współgrają z samym miastem. Turyn rysuje się jako miejsce inne niż wszystkie na włoskiej mapie, miejsce, w którym surowość gór miesza się z prostotą wielopokoleniowych tradycji. Autorzy zapraszają nas na wzgórza, w winnice, do małych kawiarenek i galerii sztuki, dają dobrze odczuć ten zimny, północny charakter miasta, które pół roku trzęsie się z zimna, a drugie pół rozpływa pod wpływem wysokich temperatur. Mam jednak wrażenie, że sporo detali w okazaniu tego miejsca i jego mieszkańców polskiemu czytelnikowi umyka ze względu na brak odpowiedniej znajomości włoskiej kultury - myślę, że Włosi dużo bardziej zaśmiewają się przy opisach miasta i jego mieszkańców wyłapując wszystkie kontrasty i uszczypliwości.
„To właśnie były prawdziwe uprzedzenia klasowe. Rozdzielić latyfundia między głodnych robotników, pomyślała wielkodusznie, oddać srebra stołowe trędowatym, rzucać butelki z benzyną w Rolls-Royce’a kuzyna z Bielli było o wiele łatwiej, niż uwolnić się od tych drobnych formalności, twardych i nierozpuszczalnych jak kamienie nerkowe.”
“Cienie Turynu” okazały się powieścią niełatwą. Mam wrażenie, że układają się w formie sinusoidy - raz przeintelektualizowane gierki turyńskiej burżuazji praktycznie zerują tempo akcji i mącą obraz tak, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, jaki cel jest tych dyskusji, by za chwilę kolejne tropy czy dedukcje nie tylko skutecznie wywoływały wybuchy śmiechu, ale także popychały intrygę do przodu. Kreacje postaci są dopracowane tak, by każda ukazywała nieco inną grupę społeczną Turynu, które razem budują miasto pełne kontrastów, z jednej strony przestarzałe, z drugiej goniące za tym, co na światowym rynku nowe i modne. Poprzez zmiany tempa i naprzemienną narrację trudno jest stworzyć ze światem przedstawionym więź, przez co książka nie daje wrażenia nieodkładalnej, z drugiej jednak strony satyra społeczna, jak i całkiem zaskakująca intryga kryminalna wymagają docenienia. To z pewnością powieść dla czytelników, którzy nie muszą się spieszyć, którzy mogą rozsmakować się w językowych i społecznych gierkach, a zaraz wyciągnąć szorstki obraz Turynu lat 70. dla siebie.
„Zapadła cisza, która chciała jeszcze udawać skupienie, ale była już w istocie podsumowaniem.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 16, 2026

"Ostatnie cięcie" Andrea Camilleri

"Ostatnie cięcie" Andrea Camilleri
Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Ostatnie cięcie
Cykl: komisarz Montalbano, tom 24
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 240
Gatunek: powieść kryminalna
 
Andrea Camilleri uznawany jest za jednego z najwybitniejszych pisarzy włoskich XX i XXI wieku. Na rynku powieściowym debiutował dobrze po pięćdziesiątce, serię, która przyniosła mu światową sławę, jak i miano fenomenu czytelniczego rozpoczął jeszcze później, już zbliżając się do siedemdziesiątki i tworzył ją do samego końca swojego życia, a ostatnie jej tomy zostały wydane pośmiertnie. To seria z komisarzem Montalbano, duma Sycylii, którą pokochały całe Włochy, czemu dali wyraz nie tylko w milionowych nakładach sprzedanych egzemplarzy, ale też i uwielbianych przez nich ekranizacjach. Podobno do teraz w sycylijskich hotelach i pensjonatach na półce można znaleźć co najmniej kilka tomów tej serii.
Do Polski komisarz Montalbano trafił kilka lat po premierze włoskiej. “Kształt wody”, czyli tom pierwszy w naszym kraju pojawił się w 2001 roku i od tego czasu znajduje się pod opieką wydawniczą Oficyny Literackiej Noir sur Blanc. Teraz, ponad dwadzieścia lat później, pierwsze tomy serii doczekały się systematycznie ukazujących się wznowień, a cała seria jeszcze nie dotarła do końca - u nas właśnie pojawił się tom dwudziesty czwarty z dwudziestu ośmiu, jakie Camilleri zdążył napisać. Przy takiej ilości oczywiste jest, że każdy tom można czytać od pozostałych niezależnie.
 
Mała sycylijska miejscowość Vigata od pewnego czasu boryka się z poważnym problemem. Co noc do portu przybijają statki wypełnione muzułmańskimi uchodźcami. Obsługa portu plus kilkuosobowa załoga lokalnego komisariatu nie radzą sobie z taką ilością osób, których trzeba przypilnować, skierować we właściwe miejsce, uspokoić. Czasem też wsadzić do więzienia - podczas ich przepraw nieraz dochodzi do dramatycznych przestępstw. Tak wygląda każda noc, a przecież w ciągu dnia policjanci potrzebni są w komisariacie. Tak przecież nie da się funkcjonować, prawda? W tym wszystkim partnerka Montalbana wysyła go jeszcze do krawcowej! Bo przecież ludzkie tragedie ludzkimi tragediami, ale życie sycylijczyków i Włochów kręci się dalej - wkrótce mają się wybrać na odnowienie przysięgi małżeńskiej bliskich znajomych, więc Montalbano musi się dobrze prezentować! Problem w tym, że zanim jego garnitur będzie gotowy, w pracowni krawieckiej dochodzi do zbrodni.
 
Książka rozpisana jest na osiemnaście rozdziałów, które nie są pisane jednym ciągiem - każdy z nich dzielony jest na krótsze, wygodne fragmenty, pojedyncze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Montalbana, którego poznajemy nie tylko czyny, ale też i myśli. Styl powieści jest dla serii charakterystyczny - lekki i zadziorny, w którym przekleństwa przewijają się tuż obok cytowanej poezji. A mimo to określiłabym go jako wyważony i uniwersalny, przyjemny w odbiorze niezależnie od wieku czytelnika.
Ogromnym atutem całej serii jest umiejętność Camilleriego do budowania nieszablonowych, ciekawych, a zarazem ludzkich postaci, które rozmawiają ze sobą lekko, naturalnie, a zarazem z dobrym, momentami wyraźnie sarkastycznym poczuciem humoru. Każda postać wypowiada się w nieco inny sposób, każda ma własne tempo i cechy, którymi zwraca uwagę. Może to naleciałości autora z czasów, gdy wystawiał sztuki na scenie teatralnej? Powieściowe dialogi to praktycznie gotowe scenki do zagrania przed szerszą publicznością.
„(…) gdy już urzeczywistniliśmy wspaniały sen o zjednoczonej Europie, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby zniszczyć ją od podstaw. Spieprzyliśmy historię, politykę, a nawet gospodarkę. Jedyne, czego się nie tknęliśmy, to idea pokoju. Bo wyżynaliśmy się nawzajem przez stulecia i mieliśmy już tego dość. Zdążyliśmy jednak zapomnieć, jak to było, dlatego wykręcając się uchodźcami, wróciliśmy do granic,starych i tych nowych z drutu kolczastego. Mówią, że wśród uchodźców kryją się terroryści, zamiast powiedzieć, że ci nieszczęśnicy właśnie przed terrorystami uciekają.”
W centrum powieści stoją postacie, a zatem i ten, który jest bohaterem głównym całej serii - komisarz Montalbano. To postać z charakterem, sycylijskim temperamentem, który mimo to wie, kiedy przytaknąć, ale i tak robić swoje. I choć takie zagrania dotyczą przede wszystkim życia zawodowego, to i w prywatnym też mu towarzyszymy. W jego wieloletnim związku z Livią, w jego przymiarkach u krawcowej czy posiadówkach w restauracji - bo trzeba zaznaczyć, że jedzenie w tej powieści, w ogóle w całej serii odgrywa bardzo ważną rolę. A choć w tym tomie nie ma szczegółowych opisów, to same nazwy dań sprawiają, że chciałoby się wyszukać wszystkie przepisy i samemu je przetestować. Montalbano jest więc postacią pełną, która w całej swojej karierze policyjnej zachowała czułość, wrażliwość i pogodę ducha, co sprawia, że mimo jego pomniejszych uszczypliwości i paru dziwactw, nie da się go zwyczajnie nie polubić.
„Z policją jest jak z medycyną: funkcjonariusze utracili intuicję i biernie przyjmują naukowe wyniki, tak jak lekarze utracili zmysł diagnostyczny i zawierzyli jedynie analizom. A wszystko w kraju, gdzie każdy uważa się za policjanta, lekarza sądowego, sędziego i prokuratora, stając po jednej albo po drugiej stronie z zapalczywością równą kibicom, którzy udają się na mecz piłki nożnej.”
Samo miejsce akcji ma duże znaczenie. Niewielkie miasteczko, bliskość morza, którego szum słychać na kartach powieści, mewy i turyści zapewniają dość wakacyjny klimat, a jednak w tym wszystkim nie brakuje dobrze oddanego tła społecznego, klimatu społeczności sycylijskiej, która we współczesnej dobie wcale już nie składa się z samych Włochów. Ta wielokulturowość jest dobrze odczuwalna, a zarazem wśród mieszkańców nienachalna - dopiero poznając postacie bliżej możemy zorientować się jakiej są narodowości.
„(…) zaczął się zastanawiać, jak wielki altruizm i uczynność marnują się w tragedii, która powtarza się noc w noc.
Flecista zrezygnował z wygodnego życia, z dala od zagrożeń, wyrzekł się oklasków, wyrzekł się swej sztuki, żeby biec na ratunek rodzinie, choć i jemu groziło niebezpieczeństwo — mógł skończyć w więzieniu jak brat.
Wraz z ofiarami na dno szła najlepsza cząstka człowieka.”
Bo tak naprawdę nie jest to po prostu powieść kryminalna. Obok zagadki i funkcji dostarczania czytelnikowi rozrywki, mocno angażuje się we współczesne problemy świata, w tym przypadku tematem, który zaprząta uwagę, jest problem uchodźczy, który przecież Polakom nie jest wcale obcy. Montalbano wraz z całym pozostałymi funkcjonariuszami policji co noc odbiera z portu nielegalnych imigrantów, boryka się z lokalną polityką i zwyczajnym brakiem sił na to wszystko. To baza do tego, by pogadać o problemie, by pochylić się nad ludzką krzywdą, ludźmi, którzy w jednej chwili tracą wszystko, muszą ruszać w nieznane, by przeżyć, a mimo to tam, gdzie trafiają, traktowani są jak przestępcy. Tym wątkom dużo uwagi poświęcamy z początku powieści, powoli kierując się w stronę kryminału, a jednak to one poruszają najmocniej.
„— Do więzienia? Nasze ojczyźniane pudła pękają w szwach od tych nieszczęśników.
— Komisarzu, ale tu chodzi o usiłowanie zabójstwa!
— Jasne, Fazio, ale podyktowane przez niedostatek i rozpacz. Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, gdzie się znajdują organizatorzy tego procederu? A w Unii Europejskiej nic tylko debatują nad rozwiązaniem kwestii nielegalnej migracji podczas bankietów, przy suto zastawionym stole, na którym królują nasze ryby.”
Mimo że początek powieści wydaje się dość obyczajowy, to jednak autor od początku buduje fabułę pod kryminał. Gdy już do zbrodni dochodzi, śledztwo prowadzone jest w spokojnym, nawiązującym do klasyki tempie, w którym jest czas na człowieka i jego emocje. Dla Montalbana ta zbrodnia wydaje się szczególnie poruszająca, co jego samego dziwi, a jednak poprzez to, jak i wyczerpanie spowodowane brakiem snu śledztwo nie idzie mu tak sprawnie, jak by sobie życzył, jest ewidentnie zdekoncentrowany. By rozwiązać zagadkę musimy poznać ofiarę, kim była, jakie życie prowadziła, jak była odbierana przez innych i jakie tajemnice skrywała. Pomóc w tym może tylko rozmowa z jej otoczeniem, obserwacja i dedukcja – do tego wszystkiego potrzebny jest spokój, możliwość koncentracji, a jak to zrobić, gdy co chwilę w porcie pojawia się nowy problem?
Na rozwiązanie zagadki czytelnik nie będzie raczej w stanie sam wpaść, choć bardzo subtelne tropy do niego wiodące są po historii rozrzucone. Trochę mnie to rozczarowało, w tego typu kryminałach lubię mieć możliwość złożenia wszystkim kawałków układanki samodzielnie - czasami równoważy to zaskakujące i dobrze rozpisane zakończenie, ta sprawa jednak wydała mi się rozwiązana trochę za szybko i bez dużego efektu wow. Nie da się jej jednak odmówić, że jako dramat jednostki od strony psychologicznej przedstawiona jest doskonale.
„Dzięki wypracowanej dyscyplinie policyjnej robił to, co było do zrobienia, ale jego ludzka dusza nie potrafiła w sobie pomieścić ogromu tragedii.”
Ciężko mówić o przesłaniu powieści bez zdradzania na czym opiera się cała zagadka kryminalna. Może zatem ogólnie? Autor pochyla się nad postaciami, które pozornie otwarte, niewiele tak naprawdę o sobie zdradzają, co zmusza do dość klasycznych pytań: jak dobrze znasz bliską ci osobę? Czy podczas spotkań interesujesz się tym, kim jest naprawdę, a może wolisz przymykać oko, bo łatwiej jest nie dociekać, nie wyciągać niewygodnych tematów na wierzch? Prywatne dramaty są tym mocniej wyraziste, bo przecież rozgrywają się w świecie w pewien sposób pochłoniętym wojną, a zatem na tle dramatów całych narodowości. Jak w takiej rzeczywistości budować związki oparte na miłości i zaufaniu? Jak długi termin ważności w takich warunkach może mieć miłość?
„(...) to najwspanialsza lekcja, jaką otrzymałem od Eleny: jak być zawsze gotowym na życie i jak przyjmować to, co ono ofiarowuje.”
Mimo niewielkich rozmiarów, “Ostatnie cięcie” jest powieścią bardzo pojemną: to nie tylko kryminał, ale też i komentarz społeczny, jak i humorystyczna powieść obyczajowa, a wszystkie jej elementy są odpowiednio wyważone. Gorący temperament sycylijczyków czuć w każdym dialogu, nie brak też i momentów zadumy, a nawet złości na to, jak wygląda ówczesny świat. Mimo tego po skończonej lekturze pozostaje wrażenie powrotu z wakacji - w końcu w sycylijskim słońcu, a dużą ilością dobrego jedzenia pod ręką nie da się nie odpocząć!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #montalbanonatalerzu (IG -klik!, FB - klik!) organizowanego we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 14, 2026

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

Autor: Tommaso Pagano
Tytuł: W gąszczu kłamstw
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Data premiery: 24.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna
 
Kiedy sycylijski prokurator bierze się za pisanie powieści kryminalnych, czytelnicy mogą być spokojni - dostaną coś nietuzinkowego! Tommaso Pagano, Włoch mieszkający od kilkunastu lat na Sycylii, pracuje jako zastępca prokuratora w Syrakuzach. Od sześciu lat może też nazywać się pisarzem - debiutował w 2020 roku powieścią “Il bambino che disegnava le anime” (na pol. Dziecko, które rysowało dusze), która została ciepło przyjęta nie tylko przez czytelników, ale też i krytykę - zdobyła kilka ciekawych nominacji do literackich nagród. A mimo to autor czekał pięć lat ze swoim drugim tytułem. Dopiero w 2025 roku na rynku włoskim wydana została powieść “W gąszczu kłamstw”, która właśnie teraz ukazała się w Polsce. To tym tytułem autor u nas debiutuje i robi to w doskonałym stylu!
 
Dziesięć lat temu zmarła policjantka Anna Musumeci - znalazł ją jej własny ojciec, powieszoną, ubraną w samą halkę, co sprawiło, że od razu zaczął wątpić, że zrobiła to sama sobie. Policja była jednak nieugięta - w jej kieszonce znaleziono kilka słów, list pożegnalny, śledztwo zostało więc zaraz zamknięte. Mimo to nikt z jej bliskich się z tą śmiercią nie pogodził: ani jej ojciec, ani mąż, ani przyjaciel, który wtedy był jej podwładnym. Nawet syn, który w chwili jej śmierci miał trzy lata. Teraz mija dekada od tego zdarzenia, na Sycylii oznacza to, że, jak określa to 13-letni Tommaso, kości zostaną wymieszane z ziemią. To ostatni moment na to, by ponownie zbadać ciało jego matki, przekonuje więc dziadka, by spróbowali samodzielnie przeprowadzić śledztwo. W końcu podstawowe informacje mają, prawda? Wiedzą, że Anna pracowała wtedy nad sprawą, która mogła przysporzyć jej kłopotów… Muszą wykonać pracę policji, która, mimo iż nękana przez Tommasa anonimami, ewidentnie nie zamierza przyjrzeć się sprawie ponownie.
A jednak pod tym względem nie ma racji - policjant Vito też nie może o Annie i swoich wątpliwościach w stosunku do jej śmierci zapomnieć. Ma pewien punkt zaczepienia, mało obiecujący, ale jednak - zamierza nim podążać z pomocą swoich podwładnych.
„Zastanawia się, który z nich ma gorzej. Czy bardziej bolą wspomnienia, które się ma, czy te, których się nie ma.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści jeden kilkustronicowych, tytułowanych rozdziałów, które dzielone są zapisem nagrań z dyktafonu Tommasa - te fragmenty zatytułowane są po prostu “Klik”, w sumie jest ich pięć. Narracja prowadzona jest z perspektywy Tommasa i Vita w trzeciej osobie czasu teraźniejszego (oczywiście poza nagraniami, które pisane są w osobie pierwszej), od czasu do czasu pojawia się i trzecia perspektywa kogoś z postaci drugoplanowych. Co ciekawe, dłuższe rozmowy zamknięte są w rozdziały - pisane bez komentarzy, bez didaskaliów, bo skoro rozmówców jest dwóch, to więcej komentować nie trzeba. W tych rozdziałach emocje zamykają się w słowach i wielokropkach, które oznaczają ciszę. Język w powieści użyty jest z rozmysłem, a jednak nie brakuje w nich mocniejszych słów, przekleństw, które według Vita są nieodłączną częścią sycylijskiej mentalności.
Styl jest bardzo lekki, momentami zabawny na tyle, że kilka razy zaśmiałam się w głos, a jednak stylistycznie mocno dopracowany, momentami, szczególnie w krótkich opisach, na tyle subtelnie metaforyczny, liryczny, że brzmi pięknie, ale nie odciąga uwagi od tego, co naprawdę ważne - od postaci, ich relacji, ich przeżyć.
„Niektóre myśli są cierpliwe jak jaguary. Potrafią czai się w cieniu przez wiele godzin, miesięcy, lat, w ciszy za lianami, żeby obserwować ofiarę i poznawać jej zwyczaje.
Sądził, że myśli dotyczące śmierci jego córki, wątpliwości w kwestii jej samobójstwa odeszły w dal, że się zmęczyły, że zrezygnowały z polowania. Ale nie, były tam, gdzie zawsze, ukryte w listowiu, dzień po dniu coraz bardziej głodne, i czekały na właściwy moment, a teraz, kiedy od nadszedł, znowu wyskakują z mroku, są wszędzie, na ulicach Ortygii, w domu, w pytającym spojrzeniu wnuka. Znowu wyskakują, żeby zanurzyć w nim swe zębiska.”
Bo jest to historia o żałobie, próbie uporania się ze stratą po kimś, kto zajmował w życiu drugiej osoby bardzo ważne miejsce. To codzienna walka z poczuciem pustki, której nie da się zapełnić, walka o to, by mieć siłę, by żyć samodzielnie. To też refleksja na temat tego, czy łatwiej jest pamiętać, czy nie - na przykładzie dziadka, ojca zmarłej i wnuka, który, gdy kobieta zmarła, miał 3 latka, a zatem w ogóle jej nie pamięta. O jednak taka strata i tak odcisnęła się na jego życiu - on zna matkę tylko z opowieści, a dziadek i jego ojciec mogli ją poznać naprawdę. Mimo że o tym się nie mówi, taka pustka też jest okrutna, trudna do pogodzenia, choć odbiera się ją całkiem inaczej niż tą, którą czują jego bliscy. Ważnym zagadnieniem jest też życie z poczuciem winy, które czuje rodzina osoby popełniającej samobójstwo. Dlaczego nie dostrzegli czegoś wcześniej? Dlaczego nie uchronili tej osoby przez krokiem ostatecznym? Czy nie podobali odpowiedzialności, jak wiąże się z tak bliskimi relacjami, odpowiedzialności za drugiego człowieka? A co z kłamstwami? Czy nie każdy w jakiś sposób nimi się otacza, by codzienność była łatwiejsza do zniesienia? Czy są kłamstwa wybaczalne, czy bez względu na motywacje, wszystkie są tak samo haniebne?
„- Czy według Kościoła ktoś, kto okłamuje własnego tatę, popełnia grzech śmiertelny?
- Nie, raczej nie.
- A nie jest to straszne kombo “nie mów fałszywego świadectwa”, ósme, i “czcij ojca swego i matkę swoją”, czwarte?
- No wiesz…
- No może chodzi o podwójny grzech? Taki superśmiertelny?
- Ja bym tego tak nie traktował. Powiedzmy, że to zależy.
- Od czego?
- Cóż. Moim zdaniem od tego, w jakim celu się kłamie, z jakim zamiarem.
- A moim zdaniem albo coś jest grzechem, albo nie. To są przykazania, a nie sugestie.”
Wątek kryminalny podzielony jest na dwa śledztwa: wnuka i dziadka oraz policji. A choć mocno się od siebie nastrojem różnią, to jednak mają punkt wspólny - w każdym z nich w centrum stoi człowiek, jego emocje, uczucia. Mimo tego, że wątek policyjny oscyluje wokół tematyki przekrętów gospodarczych, nielegalnych transakcji, wręcz gangsterki, to jednak nie przybiera on formy sensacji, bo głowę zaprzątniętą mamy dylematami Vita, wątpliwościami dotyczącymi śmierci Anny, które nadal go napędzają, ale też i aktualnymi zmaganiami, jakie funduje mu rola męża Alice. Obok niego pojawiają się trzy inne ciekawe kreacje - każda wyrazista, mimo tego, że drugoplanowa.
„Ale nie czuje złości.
Czuje jedynie ból identyczny do tego, który widzi przed sobą po drugiej stronie biurka.
Ból niewytłumaczalny, nieuleczalny, dziesięcioletni, przekazywany z pokolenia na pokolenie.”
Śledztwo prowadzone przez dziadka i wnuka mocno osadzone jest na ich bliskiej relacji. Swoboda, z jaką się porozumiewają, w jaki sposób żartują, łapie za sercu, ich bliskość jest wręcz namacalna. Dziadek Tommasa to postać mocno ekscentryczna, człowiek, który stracił już wiele z tych, do których się przywiązał. Został mu tylko wnuk i wspomnienia z przeszłości, które czasami wygrywają, przejmują kontrolę, a smutek nie pozwala normalnie funkcjonować. To poruszająca postać, nie inaczej jest też z jego wnukiem. Autor wybrał mu bardzo odpowiedni wiek - trzynaście lat to czas pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, przez co niektóre wypowiedzi postaci wydają się bardzo dojrzałe, inne pytania z kolei dziecinne. Ale to dobrze, dzięki tej prostocie na pewne sprawy możemy spojrzeć inaczej.
„- I zwracam ci uwagę, że twoja wycieraczka leży na odwrót.
- A ja ci zwracam uwagę, że to świat ma mnie witać za każdym razem, gdy wychodzę, a nie na odwrót.”
Sama akcja powieści toczy się spokojnym rytmem, w którym jest miejsce na codzienność postaci, ich własne, prywatne dylematy, jasno zasygnalizowane, ale opisane w sposób bardzo skondensowany, dzięki czemu nie tracimy z oczu rdzenia fabuły. Dzięki dwóm różnym perspektywom ciekawość czytelnika utrzymana jest na stałym poziomie, a równocześnie nie przytłacza typowo kryminalnym, dusznym klimatem - zabawne wstawki dziadka i wnuka dobrze rozluźniają te nieznośne napięcie. A jednak w jakiś sposób autor przemyca powagę sytuacji, której przez większą część lektury się nie czuje, ale która jest cały czas obecna i która przejmuje kontrolę pod koniec historii - zakończenie po prostu ogłusza, zostałam po nim bez słów.
„Vito patrzy na niego, na jego sztywną białą koloratkę w kołnierzyku koszuli i myśli, że kapłan ma za zadanie coś całkiem przeciwnego: musi zawsze myśleć dobrze, z całych sił, i szerzyć dobro.
Dochodzi do wniosku, że to gorszy los niż jego.”
“W gąszczu kłamstw” to niesamowita lektura. Przez większą część bawi doborem postaci, ich ekscentrycznych, a zarazem tak wzruszająco bliskich relacji, by w momencie, kiedy czytelnik się tego nie spodziewa, przypomnieć, co jest bazą tej historii - strata, cierpienie, lęk przed utratą najbliższych, który, gdy przybiera fizyczną formę, kiedy w końcu się spełnia, przejmuje nad życiem kontrolę. Mimo zabawnych sytuacji to gorzka opowieść o zaufaniu, obezwładniającej miłości, która jest silniejsza niż śmierć. To powieść o nadziejach i rozczarowaniach przedstawionych oczami nie tylko dorosłych, ale i dziecka. Podana w pięknym stylu, dopracowanym do perfekcji, ale tak swobodnie, że tego ciężaru słów w ogóle się nie odczuwa. Jestem pod ogromnym wrażeniem! I teraz pozostaje już tylko mieć nadzieję, że Oficyna Literacka Noir sur Blanc ma w planach wydanie debiutu autora, jak i że sam autor już coś dalej pisze - nie mogę się doczekać, by ponownie spotkać się z jego prozą!
„Ale w pewnym momencie wszystko i tak się skończy.
Ludzie, medale, koty, olimpiady, misje.
Są tylko dwa wyjścia.
Albo ty się skończysz razem z nimi, albo będziesz żyć dalej. Zależy od ciebie.”
Moja ocena: 8,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 25, 2026

"Tajemnica Serra Venerdì" Mariolina Venezia

"Tajemnica Serra Venerdì" Mariolina Venezia

Autorka: Mariolina Venezia
Tytuł: Tajemnica Serra Venerdì
Cykl: Śledztwa Immy Tataranni, tom 3
Tłumaczenie: Maciej A. Brzozowski
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna

Mariolina Venezia choć urodziła się w Materze, to po długim pobycie we Francji zamieszkała w Rzymie. Swoje życie zawodowe poświęciła pisaniu - tworzy powieści i poezję, ale też wszelkiego typu scenariusze: filmowe, telewizyjne, teatralne. Na rynku książki debiutowała w 2007 roku, powieścią, która zdobyła nagrodę Campiello, a dwa lata później została wydana też w Polsce. Od samego początku swojej twórczości nie zalicza się do autorów piszących w tempie kilku książek rocznie - u niej dzieje się odwrotnie, najczęściej musi minąć kilka lat zanim kolejny tytuł się pojawi. I tak jej kryminalna przygoda z ekstrawagancką prokuratorką Immą Tataranni, która we Włoszech cieszy się sporą popularnością (znana jest nie tylko z książek, ale i z serialu, jaki powstał na ich podstawie), zapoczątkowana w 2009 roku na ten moment liczy cztery tomy. Polski czytelnik musiał długo czekać na tłumaczenie jej przygód - Oficyna Literacka Noir sur Blanc wydaje jeden tom rocznie poczynając od 2024 roku, a zatem teraz ukazał się u nas tom trzeci pt. “Tajemnica Serra Venerdì” . Każdy z tomów można czytać oddzielnie, bez zachowania kolejności chronologicznej serii (recenzje - klik!).
 
Matera, styczeń 2006 rok. Na zgłoszenie sąsiadki policja w mieszkaniu w dzielnicy Serra Venerdì odkrywa zwłoki czterdziestokilkuletniej kobiety. Ubrana tylko w koronkową czarną bieliznę, z siniakami na nadgarstkach została uduszona we własnym łóżku, a drzwi jej mieszkania były zamknięte od środka. W jaki sposób popełniono zatem morderstwo? Lokalna społeczność już huczy od plotek, choć prawdziwych świadków brak - nikt nie przyznaje się, by coś widział… Imma Tataranni, zastępczyni prokuratora generalnego Bazylikaty, znana ze swojej nieustępliwości zmusza cały zespół śledczych do działania - muszą coś znaleźć, muszą wyjaśnić zagadkę śmierci tej kobiety, która jeszcze nie zdążyła zacząć żyć naprawdę… Bo choć ich drogi dawno temu się rozeszły, zamordowana nie jest dla Immy obca. To jej koleżanka z klasy, w której tylko one dwie tak bardzo nie pasowały. Jak więc życie jednej z nich mogło się już teraz, tak wcześnie, zakończyć?
“Jakby szczęście było ubraniem szytym na miarę, które wystarczy założyć - a jeśli trochę uciska, to wciągnąć brzuch i nie robić gwałtownych ruchów, żeby nie strzeliły guziki.”
Książka rozpisana jest na 55 kilkustronicowe rozdziały - jedne są krótsze, inne trochę dłuższe, często dzielone na krótsze fragmenty, dzięki czemu komfort lektury jest zachowany. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Immy i obejmuje zarówno wydarzenia, jak i przepływ myśli tej bohaterki. Jednak od czasu do czasu, raz czy dwa, pojawia się inna perspektywa mocno pobocznych postaci. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny - momentami przypomina strumień świadomości, choć w tym tomie autorka ewidentnie swoją wybujałą wyobraźnię trzyma już mocno na wodzy, dzięki czemu książka otrzymuje zabawny, lekko ironiczny, ekscentryczny wydźwięk, nie nuży jednak długimi dygresjami. Porównania, metafory, jakie przy tym się pojawiają, są niespotykane, zaskakujące, a jednak całkiem trafne, dzięki czemu książka zachowuje świeżość i lekkość. Zdania poddają się pod okoliczności - czasami krótkie, czasami długie, ale to przy tych drugich szczególnie mocno docenić można ich naturalność, która subtelnie imituje przepływ myśli. Sam język również dostosowany jest do okoliczności - czasami lekko poetycki, za chwilę zaskakuje swoją dosadnością. Bo skoro narrator oddaje perspektywę Immy, to jasne jest, że i w warstwie językowej nikt nie będzie się patyczkował!
“Immacolata Tataranni, matka tolerancyjna, ale wszystko ma przecież swoje granice, gotowa znosić wiele dla domowego spokoju, no jasne, ale do czasu, nie można przeginać, przepraszam, ale to już przesada - w końcu nie wytrzymała i dała upust emocjom. Bo tak nie można. No po prostu tak nie można. Człowiek się poświęca, przymyka oczy, cierpliwie czeka, a potem co? Okazja, młodzież, niewdzięczność.”
Imma, a precyzyjniej Immacolata, to postać niesamowita: prokuratorka, żona i matka, która każdej tej roli oddaje się z taką samą zaciętością. Charakter ma ostry jak jej szpilki, które nosi niezależnie od konieczności wykonywania zadań. Buraczkowe włosy i dziwnie dobrym strój to jej znak firmowy, pod którym skrywa się prawdziwy wulkan energii. Choć jej charakter w zetknięciu z opieszałością włoskich współpracowników nieraz mocno zgrzyta, to jednak nie da się nie odnieść wrażenia, że to kobieta z właściwym kompasem moralnym - za wszelką cenę szuka prawdy, równocześnie potykając się o prozaiczne wzloty i upadki macierzyństwa i małżeństwa. Nie da się ukryć - Imma kompletnie przyćmiewa całe towarzystwo, ale jej kreacja jest tak ciekawa i silna, że bez problemu jest w stanie unieść całą serię.
“Odkąd Imma nauczyła się łączyć słowa “zachowaj” i “spokój”, gdy tylko je słyszała, zamieniała się w furię, wrzeszczała do ochrypnięcia, nadymała się jak ropucha.”
W tym tomie intryga kryminalna wydaje się bardziej osobista, bo wiąże się ze wspomnieniami z młodości samej Immy. Zamordowana to kobieta, która większość życia spędziła przy rodzicach, dopiero po ich śmierci zaczęła z jego dobrodziejstw korzystać. To spowodowało wszelakie plotki na jej temat, ale w samej Immie budzi refleksje na temat ulotności życia i okazji, które przepuszcza przez palce wierząc, że przecież ma jeszcze wiele lat i możliwości przed sobą. A co jeśli nie? Sama intryga prowadzona jest w starym stylu z naciskiem na zagadkę mocno nawiązującą do klasyki gatunku - w końcu do morderstwa doszło w zamkniętym od środka pokoju. Tempo prowadzenia akcji jest umiarkowane, kolejne twisty i tropy ciekawe, z dużym wyczuciem przeplatają się ze wstawkami z prywatnego życia Immy, przez co zainteresowanie czytelnika utrzymuje się na stałym, satysfakcjonującym poziomie.
“Życie kierowniczki kancelarii przypominało jeden z tych budynków, które na pierwszy rzut oka wydają się nienaruszone, ale od środka są przeżarte przez termity i wystarczy jeden podmuch, by rozsypały się w proch.”
Jednak nie byłoby tej intrygi, gdyby nie miejsce akcji. Matera, jej dzielnice i małe wioski wokoło są ważnym punktem fabularnym całej powieści. Autorka z dużą wprawą wplata w zagadkę historię miejsca, przeróżne ciekawostki, jak i społeczność wraz ze wszystkimi jej nawykami, przywarami, jakie je cechują. Momentami społeczną pamięcią sięgamy aż do czasów zjednoczenia Włoch, podczas których nie wszystkie działania były powodem do chluby. W jaki sposób tak dawne dzieje nadal mogą oddziaływać na teraźniejszość?
“Imma od zawsze wierzyła w porządek. Szanowała zasady już jako dziewczynka, która nigdy nie dawała ściągać na klasówkach, ale teraz, gdy patrzyła na tych ludzi, przyszło jej do głowy coś innego. Że prawo bywa tylko zasłoną. Zasłoną, która ukrywa to, czego nikt nie chce widzieć.”
Poza dobrą dawką rozrywki lekko podlanej historią gdzieś pomiędzy wierszami można wyczytać trochę gorzkich spostrzeżeń na temat natury ludzkiej, tendencji do plotkowania zamiast szukania sprawiedliwości, stawianie swojego dobra przed dobrem innych i pozorów, które wydają się ważniejsze od faktycznego życia. Smak goryczy pozostaje po spotkaniach z kilkoma postaciami, których lekko karykaturalne rysy dobrze odsłaniają bardzo realistycznie uchwycone charaktery.
“Seks, sado-maso, perwersje, zdrady, cycki i tyłki, zoofilia - no pewnie, czemu nie - kogo to jeszcze ruszało? Prawdziwe tabu było gdzie indziej. Czystość, bieda, bezrobocie. Menopauza. Samotność, starość. Włosy pod pachami. To dopiero należało ukrywać.”
Wygląda na to, że Mariolina Venezia z tomu na tom wyciąga wnioski, doskonali sposób tworzenia opowieści tak, by czytelnika zadowolić, jednocześnie nie tracąc tego, co dla niej charakterystyczne. Niebanalny, ekscentryczny styl dobrze pasuje do głównej bohaterki Immy Tataranni, która nie jest niedościgłym ideałem, a kobietą z charakterem pełnym atutów i wad. Zagadka kryminalna, z którą przychodzi się jej zmierzyć w “Tajemnicy Serra Venerdì”, mocno ukorzeniona jest w miejscu akcji, dzięki czemu czytelnik nie tylko dostaje solidną dawkę klasycznie detektywistycznej rozrywki, ale też może oczami wyobraźni pozwiedzać i czegoś nowego o Materze się dowiedzieć. Bardzo polubiłam ten lekko humorystyczny, uszczypliwy styl autorki i już teraz czekam na tom czwarty, jednocześnie wznosząc modły o to, by w oryginale wkrótce ukazał się tom piąty!
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 01, 2026

"Nie dotykaj mnie" Andrea Camilleri

"Nie dotykaj mnie" Andrea Camilleri
 Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Nie dotykaj mnie
Tłumaczenie: Monika Woźniak
Data premiery: 22.05.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 138
Gatunek: nowela / kryminał psychologiczny
 
Andrea Camilleri znany jest przede wszystkim jako twórca uroczego, kochającego dobre jedzenie sycylijskiego komisarza Montalbana, którego los rozpisany jest na ponad trzydzieści powieści i zbiorów opowiadań. A jednak zanim Camilleri stał się pełnoetatowym pisarzem, był reżyserem teatralnym i to właśnie w tym zawodzie spędził większość swojego życia. Uznawany był za mistrza klasycznej realizacji, wybitnego twórcę, który zyskał status profesora na wielu włoskich uczelniach. O tym doświadczeniu nie zapomniał, gdy przeszedł już na reżyserką emeryturę - to widać bardzo wyraźnie w jego nowelce “Nie dotykaj mnie”, która jest jedną z jego późniejszych książek. W oryginale wydana została w 2016 roku, zaledwie trzy lata przed śmiercią autora, w Polsce po razu pierwszy ukazała się dekadę później.
 
Rzym, 7 czerwca 2010 roku. Znany pisarz Mattia Todini zgłasza na policję zaginięcie swojej żony, Laury. Dwa dni temu wyjechała do ich domku położonego w niewielkiej miejscowości Gonfalone oddalonej dwie godziny jazdy samochodem od stolicy. Mężczyzna prosi o dyskretne działanie, jest zaniepokojony, jednak nie wydaje mu się, by doszło do przestępstwa. Komisarz Maurizi zaczyna więc przyglądać się sprawie - rozmawia ze znajomymi Laury, tymi aktualnymi i tymi z przeszłości, ogląda jej miejsce zamieszkania, dokumenty. Obraz, jaki się z tych kawałków wyłania, jest fragmentaryczny i niespójny. Jak to możliwe, by o jednej kobiecie krążyło tak wiele różnych, sprzecznych ze sobą opinii? Jaka Laura była, a może nadal jest, naprawdę? I co postawiło ich wszystkim w tej aktualnie kłopotliwej sytuacji?
 “Fascynowała ją sztuka aktorska. Umiejętność przemiany w kogoś innego.”
Książka rozpisana jest na króciutkie rozdziały liczące od niecałej strony do kilku, które tytułowane są datą zdarzeń, jakie przedstawiają. Historia nie toczy się do końca chronologicznie - czasami pojawiają się wspomnienia przeszłości, najczęściej w formie listów, które stają się kolejnymi kawałkami skomplikowanej układanki psychologicznej zaginionej Laury. Cała opowieść przybiera formę eksperymentalną, balansującą na granicy prozy a sztuki teatralnej - cała historia rozgrywa się poprzez dialogi, listy i artykuły prasowe. Nie ma w niej narratora, nie ma ani jednego opisu, nie ma żadnego komentarza pozwalającego ukierunkować czytelnika na odpowiedni tor. To zadanie postaci i zapisków, jakie uda im się znaleźć. Język, jakim autor się posługuje, jest bardzo staranny, literacki, czasami rozmowy przybierają formę dysput na różne tematy: poczynając od charakteru Laury na sztuce kończąc. Książkę czyta się bez potknięć, bardzo szybko, to historia do połknięcia na raz.
 
Choć postaci przez tę krótką opowiastkę przewija się sporo, to najważniejsze są trzy: Laura, jej mąż i komisarz. Laura to kreacja bardzo skomplikowana, kobieta, którą każdy z jej otoczenia oceniał inaczej. Jedni używają w stosunku do niej obraźliwych słów, inni są pełni podziwu do jej empatii i spostrzegawczości, jeszcze kolejni wyrażają obawy, co do jej zdrowia psychicznego. Jak to możliwe, że jedna kobieta miała tyle twarzy? Co nią powodowało, dlaczego w kontakcie ze światem wchodziła w tyle różnych kreacji?
“(...) te doświadczenia niczego jej nie uczą, rany nie zdążą się nawet zabliźnić, a ona już jest gotowa zacząć od nowa, rzucić się na oślep w nową pasję.”
Jej mąż, Mattia, wydaje się to akceptować. To starszy od niej dwa razy mężczyzna, który mimo jej problemów, wydaje się kochać ją nad życie. Autor przygląda się uważnie ich relacji, tworząc subtelną próbę zrozumienia dwóch artystycznych dusz.
 
Ale wykorzystuje to też do zobrazowania tego, jak działają media, które tylko czekają na newsy ze świata sławnych. Jak często ważniejsze jest szukanie sensacji, tropienie teorii spiskowych i niesprawiedliwa ocena tego, kto nie może się bronić. Jak zawsze pojawiają się kolejne osoby, które chętnie dolewają oliwy do ognia, by płomień sensacji cały czas płonął jasnym blaskiem.
 
Takiego rozgłosu stara się uniknąć komisarz Maurizi, który działa bardzo dyskretnie, który tak naprawdę nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa, jednak persona pisarza uniemożliwia mu odmówienie przyjęcia zgłoszenia. Komisarz dobrze sobie radzi - jest cichy i uważny, bardzo profesjonalny, sprawnie kieruje się swoją intuicją. To jeden z tych, których inteligencja robi wrażenie, jeden z niewielu, który zdaje się mieć możliwość złożenia wszystkich elementów puzzli w całość. To on coraz mocniej zgłębia się w życie Laury, próbuje oddzielić to, co tylko iluzoryczne, od tego, co prawdziwe.
“- (...) proszę pozwolić, że powiem to panu otwarcie: zwrócenie się do nas z tą sprawą było pomyłką.
- A do kogo należało się zwrócić?
- Do prywatnego detektywa.
- Tego bym nigdy nie zrobił.
- Dlaczego?
- Bo miałbym wrażenie, że trywializuję całą sprawę, sprowadzam ją do banalnej historii zdrad i ucieczek.”
Mimo niewielkiej objętości, autor zdołał w historię wpleść wiele treści. To opowieść o udawaniu, samotności i pustce, której nawet miłość nie potrafi zapełnić, o własnej tożsamości i potrzebie wolności, która czasami jest tylko maską, by ukryć to, co czai się w jej cieniu. Camilleri bardzo umiejętnie łączy intrygę kryminalną i przejmujący portret psychologiczny z wątkiem sztuki teatralnej i malarstwa z sakralnym motywem, tworząc z tego niewielkiego dzieła historię głęboką i uniwersalną. Sama intryga kryminalna, mimo że zawiera tylko kilka punktów, jest pomysłowa, a jej rozwiązanie pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami natury refleksyjnej. Każdy jej element, pozornie z resztą sprzeczny, stwarza obraz pełen ludzi, doświadczeń i spostrzeżeń, które składają się na to, kim tak naprawdę jesteśmy.

Na stu trzydziestu stronach Andrea Camilleri zawarł historię pełną, bardzo esencjonalną, w której niejednoznaczny obraz głównej nieobecnej jasno uświadamia, jak niewiele tak naprawdę dostrzegamy w innych, jak potrafimy dotknąć zaledwie powierzchni bardzo skomplikowanej istoty, jaką jest człowiek. To ciekawy eksperyment prozatorski, pomysłowy w treści, jak i swojej literackiej interdyscyplinarności. Coś dla czytelników, którzy otwarci są na niebanalne podejście, którzy szukają czegoś oryginalnego w szeroko pojętej literaturze kryminalnej.
 
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 09, 2026

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Kto sieje wiatr
Cykl: komisarz Guido Brunetti, tom 32
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 298
Gatunek: powieść kryminalna
 
Donna Leon to autorka jedyna w swoim rodzaju. Na koncie ma ponad trzydziestotomową serię z kultowym już bohaterem komisarzem Brunettim, która nie tylko zdobyła liczne nagrody, ale też sprzedała się w 30 milionach egzemplarzy, a mimo to autorce udało się zachować skromność i prawo do prywatności. Choć urodziła się w Ameryce, od jakichś pięćdziesięciu lat tam nie mieszka - najpierw przemierzała świat ucząc angielskiego, by w latach 80. osiąść na trzy dekady w Wenecji. To tam powstał Brunetti, który po raz pierwszy (w języku angielskim, nie włoskim!) światło dzienne ujrzał w 1992 roku, a teraz kolekcja jego przygód sięga trzydziestu trzech tomów. Aktualnie Donna Leon prowadzi spokojne, ciche życie w Szwajcarii, choć co roku nadal odwiedza Wenecję - to ciągle jej miejsce na Ziemi, to ciągle dom dla komisarza Brunettiego.
 
Wenecja, listopad. Życie na lokalnym posterunku toczy się tempem spokojnym, jest czas na obowiązki służbowe, ale jest i czas na życie prywatne. I w związku z tym drugim komisarz Brunetti trafia pod Palazzo Zaffo dei Leoni, starą arystokratyczną rezydencję, zamieszkałą przez profesora Molina i jego żonę, która przypadkiem okazała się dawną znajomą Guida, jeszcze z czasów szkolnych. Na prośbę innych znajomych Brunetti obiecał dowiedzieć się, czy plotki o wystawieniu palazzo na sprzedaż są prawdziwe, jednak gdy puka do jego bram, otwiera mu Lankijczyk, który mieszka w domku ogrodnika i pomaga małżeństwu w pracach dookoła rezydencji. Odprawia on Brunettiego twierdzeniem, że plotki absolutnie nie są prawdziwe. Za jakiś czas spotykają się ponownie - niestety tym razem Lankijczyk jest martwy, został wyłowiony z jednego z kanałów, choć głębokie cięte rany na jego ciele jasno wskazują, że to nie był śmierć przypadkowa. Kto i dlaczego mu ją zadał?
“- Wiem, Dziękuję, Ettore, ale nie chcę, żeby był sam.
- On nie żyje, Guido - odparł lekarz, ale nie bez życzliwości w głosie.
- Wiem o tym. Wydaje mi się jednak, że zgodnie z wierzeniami buddystów dusza przez pewien czas pozostaje w pobliżu martwego ciała. Chciałbym, żeby nie czuła się samotna.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści dwa rozdziały (często dzielone na krótsze scenki) pisane z perspektywy komisarza Brunettiego w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Tym jednak, co ją wyróżnia, co ją charakteryzuje, jest styl, w jakim jest pisana - opisy są barwne i subtelnie poetyckie, plastyczne i bardzo namacalne, dzięki czemu wszystko, co przedstawiają staje czytelnikowi wyraźnie przed oczami. Co więcej, Donna Leon chętnie korzysta z podszytego sarkazmem humoru, ale robi to w sposób niezwykle umiejętny, inteligentny, przez co nawet potencjalnie obraźliwe zwroty czy fragmenty są po prostu zabawą językową i kulturową. Nie do końca wiem, jak autorka to robi, ale w jej prozie czuć pokorę i uwielbienie do życia jednocześnie. Jej dialogi prowadzone są z klasą, z wyczuciem, dobrze dostosowane są do postaci, pomiędzy którymi toczy się rozmowa. Język, jakim cała powieść jest pisana, przyjemnie nawiązuje do klasyki literatury, do dawnych powieści detektywistycznych, przez co od razu jasne jest, że i fabuła stawiać będzie na inteligentną zabawę, zagadkę, a nie na krwawość, brutalność zbrodni. Tu liczy się styl, tu liczy się elegancja, która staje się nośnikiem bardzo gorzkich, ale i trafnych uwag na temat naszego współczesnego społeczeństwa.
“(...) Alvise miał spędzać czas na komisariacie przy San Marco, gdzie mierzono się głównie z zaginięciami: turystami, którzy zgubili drogę lub dzieci, zaginionymi portfelami (zwykle kradzionymi), zaginionymi paszportami, starszymi ludźmi, którzy pogubili się we własnych umysłach, a także z zaginioną cierpliwością będącą przyczyną kłótni lub bójek, zgubionymi plecakami, które równie dobrze mogły zawierać bombę jak i drugie śniadanie, oraz utraconym czasem, gdy całą zmianę trzeba było poświęcić na problemy, którymi powinna się zajmować raczej opieka społeczna niż policja.”
Akcja powieści toczy się tempem spokojnym, w którym jest miejsce na wszystko - na pracę, na rodzinę, na samotne spacery ulicami Wenecji, na kawę w ulubionej restauracji czy wizytę u znajomego antykwariusza. To Wenecja po sezonie turystycznym, leniwa, spokojna, w której nie trzeba się nigdzie i po nic spieszyć. Już samo to napawa ogromnym spokojem, pozwala odetchnąć od naszego codziennego, wyniszczającego pędu.
“Powiedział mi, że zastanawia go, jak ludzie, którzy mają tyle wolności co my i takie bogactwa, mogą myśleć w taki sposób i chcieć to wszystko zniszczyć.”
Ale choć tempo akcji wycisza, to tematy, które swoją intrygą książka porusza, nie są jałowe, a wręcz przeciwnie - mimo że sięgają do tematów z przeszłości, do lat 80., to przez krzywdy, jakich dotyczą, nadal burzą krew. Jednak mimo iż historycznie oparte są o zdarzenia, które wstrząsnęły włoską społecznością, to tak naprawdę nie angażują czytelnika w rozgrywki polityczne, a raczej przemieniają tę historię w zagadnienia uniwersalne - i tak historia zamiast mówić o wojujących komunistach, opowiada o młodzieńczych ideałach, które wtedy wydawały się tak ważne, tak istotne, że niejeden człowiek popełniał niejedną głupotę. Nawet sam Brunetti, który nigdy nie osiadł w żadnej z grup wojujących w pełni, przypomina sobie swoje błędy młodości i teraz zderza je z sobą aktualnym - mężczyzną w średnim wieku. Czy to, co wydawało mi się wtedy tak ważne, teraz ma jeszcze jakieś znaczenie? Ale czy nie każde młode pokolenie musi mieć coś, przeciwko czemu może się buntować? Tylko gdzie przebiega ta granica naturalnego buntu, a czegoś, od czego nie ma już później odwrotu?
“- Lata osiemdziesiąte - powtórzyła Gloria nieobecnym głosem - gdy nadal obchodziły nas takie rzeczy jak sprawiedliwość. - Ostatnie słowo wymówiła z czymś podobnym do pogardy. - Ale nikomu nie udało jej się znaleźć.”
To jednak nie jedyne zagadnienie, jakie można wyłuskać z tej opowieści. Ważnym tematem jest wątek inności odmienianej przez wszystkie przypadki. I tak znaleźć tu można fragmenty o imigrantach, ale i o różnicach płci, o różnych orientacjach i podziałach klasowych. Nie są to tematy przewodnie, pojawiają się dosłownie na chwilę, ale każdy ujęty jest w punkt, tak że czytelnik zwyczajnie musi się na każdym z nich na moment zatrzymać.
“Profesor złożył przed sobą dłonie na biurku, a widok jego sygnetu nasunął Brunettiemu skojarzenie z baśnią, w której bohaterka spotyka złego wilka. Miał ochotę zakrzyknąć: “Och, profesorze, jak masz wielki sygnet!”, “To dlatego, by przypominać niższym klasom, gdzie ich miejsce”.”
A co z intrygą kryminalną? Jest, choć, jak w każdej chyba książce tej autorki, raczej jako pretekst do pogadania o tym, co istotne. Zagadka śmierci Lankijczyka pojawia się dopiero gdzieś w jednej trzeciej powieści i nawet od tego momentu nie jest prowadzona tak, jak jesteśmy do tego we współczesnych kryminałach przyzwyczajeni. Przede wszystkim opiera się na klasycznych założeniach rozmowy i dedukcji, niewiele jest tu superwspółczesnych technik prowadzenia śledztwa, choć przecież informacji pozyskiwanych za pomocą sieci czy badań techników nie brakuje. One jednak nie wydają się tak ważne jak instynkt komisarza, jak to coś, co kieruje jego uwagę w odpowiednią stronę… Intryga zawiązywana jest w tempie zgodnym do całej powieści, a w jej centrum nie stoją nie wiadomo jacy sadyści, a po prostu zwyczajni ludzie.
“Wiele lat temu Paola przeczytała Brunettiemu fragment powieści Dickensa, w której czarny charakter przy każdej okazji zapewniał z przekonaniem, że jest “sługą uniżonym”. Ten głos i manierę komisarz przez lata dopracował do perfekcji. Nie istniała osoba tak “uniżona”, żeby Brunetti nie potrafił stać się bardziej “uniżony”. Albo, jak sam to w duchu nazywał prześmiewczo, “uniżeńszy”.”
Jednym z nich jest oczywiście komisarz Brunetti, ozdoba całej serii, detektyw, który jest niesamowicie taktowny i dobrze zna ludzi, ich charaktery, dzięki czemu wie, jak prowadzić rozmowę, by osiągać jak najwięcej. To człowiek spokojny, inteligentny, stoik, który ułożył sobie życiowe priorytety – najważniejsi są dla niego ludzie, przede wszystkim jego rodzina, żona, dzieci, dla których zawsze ma czas, dla których zawsze o stałej porze wraca do domu. Czy to nie piękna odmiana od tego, co serwuje nam większość współczesnych kryminałów?
“Czy to, że mówił o osobie, którą kochał, sprawiało, iż historia stawała się ważniejsza i łatwiejsza do zapamiętania?”
Mówiąc o książkach Donny Leon nie można nie wspomnieć też o Wenecji. To miejsce akcji, to ono równie mocno co styl autorki, co sposób budowania zagadki, wpływa na odbiór powieści. Wędrówki jej uliczkami, przeprawy promem nadają jej odpowiedni rytm. Pogoda i urok, jakie można znaleźć w starych zabytkach opisywane w poetyckim zacięciem sprawiają, że można wręcz zachłysnąć się pięknem. Nie bez znaczenia jest też styl życia, charakter Wenecjan, którzy do życia podchodzą nieco inaczej niż Włosi - te stwierdzenia nieraz padają w żartobliwym ujęciu w rozmowach postaci, ale równocześnie właśnie dlatego nadając powieści bardzo małomiasteczkowy charakter. Miejsce akcji oddane w całym swoim pięknie jest równocześnie kontrastem do ludzkich grzechów, egoizmu, brzydoty dusz, nad którymi się pochylamy.
“Brunetti popatrzył w tę samą stronę, na niebo, które mógłby malować Tiepolo: pulchne chmury i fragmenty błękitu intensywnego jak kolor szaty Najświętszej Panny. Brakowało tylko kilku aniołów rozprostowujących skrzydła, zanim wylądują bezpiecznie na jednym z obłoków. Uradował się na ten widok i podziwiał to niebo jako obraz chwały, a nie oznakę przybycia wiatrów, które trafiły do Wenecji prosto z Turynu, niosąc ze sobą najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie.”
Mimo tego, że “Kto sieje wiatr” to powieść napisana współcześnie, we współczesnym świecie osadzona, na bardzo realnych jego problemach, to jednak podana w takim stylu, który na myśl przywodzi powieści klasyczne. Autorka nie potrzebuje fabule nadawać szybkiego tempa czy zaskakujących zwrotów akcji - wystarczy solidna obserwacja człowieka, jego zachowania i relacji z otoczeniem ujęta w lekko zadziornym, ale równocześnie pięknym literacko stylu, by uwagę czytelnika przyciągnąć w pełni. Donna Leon wie, jak historię prowadzić, by zwrócić uwagę na to, co ważne, a równocześnie dostarczyć tego, po co czytelnik po beletrystykę sięga - jej książka daje wytchnienie, pozwala na chwilę oddechu, ale nie na chwilę bezmyślną, bo to, co niesie, zawsze ma dużą wartość. W “Kto sieje wiatr” bazuje na kontrastach, na zderzeniach: młodych, górnolotnych ideałów z priorytetami dorosłego życia człowieka w średnim wieku, przepięknego miejsca z brzydotą, jaka może kryć się w człowieku żyjącym tuż obok nas, a może nawet nas samych? Piękna, mądra, inteligentna proza. Mogłabym ją czytać bez końca!
“Nadszedł najwyższy czas, by Brunetti porzucił te daty i frazy, złamane rozejmy i spalone miasta, i powrócił do żony i dzieci, ciesząc się świadomością, że to właśnie, a nie podboje, jest sensem jego życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #brunettinatalerzu2 we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 26, 2026

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith
 

Autorka: Patricia Highsmith
Tytuł: Drżąca ręka fałszerza
Tłumaczenie: Robert Sudół
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść psychologiczna
 
Patricia Highsmith uznawana jest za jedną z prekursorek współczesnego thrillera psychologicznego. Jej powieści najczęściej oparte są na motywie zbrodni, przestępstwa, jednak to nie sam czyn, a jego psychologiczne konsekwencje są tym, co interesowało ją najmocniej. Jej postacie są przeważnie amoralne, pod wpływem zbrodni ich kompas akceptowalnych społeczne wartości zaczyna się zacierać, co oddziałuje na samego czytelnika, który musi stawiać sobie podczas lektury niewygodne pytania. Nie inaczej jest z “Drżącą ręką fałszerza”, która w oryginale wydana została po raz pierwszy w 1969 roku, do Polski jednak trafiła dużo później - dopiero w 2004 roku, a teraz, 22 lata później wydana została ponownie. Jest to dwunasta powieść w karierze autorki, która przez całe swoje życie wydała ich ponad dwadzieścia.
“Ciekawi mnie nie tyle sama historia, co osąd moralny. Jak ludzie osądzą głównego bohatera.”
Końcówka lat 60. XX wieku, początek czerwca. 34-letni nowojorski pisarz Howard Ingham przylatuje do Tunezji na zlecenie swojego znajomego, reżysera filmowego, z którym na miejscu ma zająć tworzeniem scenariusza do kolejnej produkcji. Postępując zgodnie z jego instrukcjami wynajmuje pokój w hotelu, chadza do wskazanych przez niego restauracji i chłonie dziwną, całkiem inną od amerykańskiej atmosferę przesyconą ospałością żaru płynącego z nieba. Oczekiwanie na przylot znajomego zaczyna się jednak przedłużać, choć początkowo Ingham się tym nie przejmuje - w tym czasie rozpoczyna pracę nad swoją nową powieścią, roboczo zatytułowaną “Drżąca ręka fałszerza”. Z czasem jednak brak listów i depesz od znajomego, jak i jego własnej dziewczyny, mimo wielokrotnych prób kontaktu z jego strony, zaczyna go niepokoić, wprowadzać w dziwny stan samotności. Rozglądając się za towarzystwem przekonuje się, że Arabowie zamieszkujący te miasteczko kierują się całkowicie innymi wartościami w życiu, co wywołuje u niego dyskomfort. Zaczyna dostrzegać coraz więcej podobieństw swojej sytuacji do tego, z czym mierzy się bohater jego książki, i tak jak on, w końcu dociera do zdarzenia granicznego, które sprawi, że sam zaczyna wątpić w to, kim jest… Czy to chwilowa wątpliwość podyktowana samotnością, czy prawdziwe objawienie, które zmieni jego życie?
“(..) czy to uczucie wywołanie zostało jakąś dziwną siłą sprawczą Tunezji, która zniekształca rzeczy niczym pofalowane lustro albo soczewka odwracający obraz, czy też jest głęboko autentyczne?”
Książka rozpisana jest na 27 rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Inghama, którego spojrzenie na świat narzuca czytelnikowi wartości samego bohatera - zatem mimo wyboru narracyjnego i tak dostajemy tu budowę świata przedstawionego podobną do współczesnego thrillera psychologicznego. Styl opowieści jednak jest znacząco inny - największa waga powieści położona jest na aspekty psychologiczne postaci i sytuacji, a zatem tym, co w dominuje są opisy czynów, gestów, przemyśleń i refleksji postaci. Oczywiście nie brak i dialogów sprawnie prowadzonych, choć nie oddawanych w pełni - czasami narrator po prostu streszcza to, o czym rozmawiały postacie. W historię wplecione są listy Inghama, które on pisze i dostaje, a także francuskie i arabskie zwroty, które, mimo iż nie są tłumaczone, są stosowane tak, by czytelnik nie miał problemów zrozumieć o co chodzi. Język jest subtelnie literacki, w pełni zrozumiały, bez wulgarności i przekleństw. Książkę czyta się w podobnym tempie, w jakim płynie akcja - powoli, spokojnie, w tunezyjskim upale nie ma się gdzie spieszyć.
“Myśli mu się mąciły, przypiekane od góry przez prażące słońce, a wyobraźnię przerastał wysiłek przeniesienia niepisanych nowojorskich reguł na grunt tej spalonej arabskiej krainy.”
Bo choć sam bohater powieści stoi na pierwszym miejscu, to nie bez znaczenia jest samo miejsce akcji. Miejsce całkowicie inne od tego, w którym na co dzień żyje Ingham, miejsce, które dla każdego Amerykanina kojarzy się z urlopem, odpoczynkiem, oderwaniem od swojego normalnego trybu życia. Jest gorące lato, żar i blask leją się z nieba i przed obydwoma naprawdę trudno się ukryć. Można wskoczyć do morza, można schronić się w kawiarni, ale to tylko chwilowa ulga od bezbronności i swego rodzaju obnażenia, jakie czuje się w tak jasnym słońcu. Co więcej, nie tylko pogoda i przyroda są tutaj inne. Inne są również wartości społeczeństwa, inna religia, inny sposób życia. I właśnie ta sceneria jest bazą do najważniejszego pytania tej powieści.
„Zdaniem Inghama absurdalność tego wnętrza wyrażała Kafkowską nadaremność wszelkich ludzkich poczynań.”
Pytanie oczywiście zadaje główny bohater, Ingham. Jego kreacja budowana jest powoli, autorka nie przedstawia nam od razu jego pełnego charakteru, choć krótko wspomina o jego życiu, jakie prowadzi w Stanach. Tak naprawdę mam wrażenie, że Ingham nie pokazuje czytelnikowi w pełni tego, kim był, a skupia się na tym, kim się staje w miejscu tak innym od tego, w którym żył dotychczas. Samotność, poczucie lekkiego oszołomienia, tęsknota i niepewność co do bliskich mu osób, mocno wpływają na jego pewność siebie, na odbiór rzeczywistości. W takim stanie człowiek zdaje się bardziej podatny na sugestie - a Ingham poznaje dwóch skrajnie różnych bohaterów: starszego Amerykanina, który wyznaje Słusznie Obrane Wartości Amerykańskie oraz artystę, nie przejmującego się niczym Duńczyka. Ich relacje, jak wszystko w tej powieści, budowane są powoli, mocno ze sobą kontrastują wprowadzając tym większy mętlik w głowę bohatera, jak i samego czytelnika.
“Zamierzał zasiać w czytelniku moralną wątpliwość co do jednoznacznej winy Dennisona. Gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele dobra wyświadczył główny bohater - uchronił rodziny od rozpadu, rozkręcał lub pomagał rozkręcić interesy, wysyłał ludzi na studia na własny koszt, nie wspominając już o darowiznach na cele charytatywne - czy ktokolwiek śmiałby nazwać go oszustem i złodziejem?”
Fabuła oparta jest o dwa epizody kryminalne, jednak całej powieści nie postrzegałam przez pryzmat tego gatunku - tu wątki obyczajowe skupione na codzienności postaci z czasem zaczynają przeradzać się w psychologiczne dylematy dotyczące tożsamości i tego, jak duży wpływ na to kim jesteśmy i co uznajemy za dobre i złe ma otoczenie, miejsce w którym przebywamy. Czy moralność jest więc zależna od miejsca? Czy to, co jednoznacznie złe w Ameryce, w Tunezji okaże się czymś błahym, nad czym można zwyczajnie przejść do porządku dziennego? Autorka w bardzo ciekawy sposób wykorzystuje powieść, jaką pisze Ingham, coraz mocniej zacierając granicę pomiędzy tworzonym przez niego bohaterem Dennisonem, a nim samym. A skoro granica się zaciera, to kiedy Ingham staje się fałszerzem? Które jego życie jest kłamstwem - te wcześniejsze, w Ameryce, czy te w Tunezji? Kim on sam tak naprawdę jest? To bardzo ciekawe zagadnienia, które powodują w czytelniku dyskomfort, bo odpowiedź na pytania wcale nie jest taka jednoznaczna. Autorka świetnie manipuluje emocjami i wątpliwościami postaci równocześnie wpływając na postrzeganie moralności bohatera, jaką ma czytelnik.
“Ingham nie słyszał ani słowa po francusku; nic nie rozumiał z dobiegających do rozmów.
To otoczenie jest w sam raz, pomyślał, bo główny bohater jego książki połowę życia spędzał w świecie zupełnie obcym jego krewnym i wspólnikom, w świecie, który znał tylko on, gdyż nie mógł nikomu wyznać prawdy - że kilka razy w miesiącu przywłaszcza sobie pieniądze i podrabia czeki, składając trzy fałszywe podpisy.”
Podsumowując, “Drżąca ręka fałszerza” to powieść, którą smakuje się powoli. Akcja, która momentami zdaje się stać w miejscu, jest tylko bazą do analizy psychologicznej przemiany, jaką pod wpływem miejsca i swojej twórczości doświadcza główny bohater. Przemiany, która wzbudza dyskomfort dlatego, że wnioski, do których bohater dochodzi, nie wzbudzają w nas od razu sprzeciwu, a wręcz odwrotnie - momentami wydaje się, że ma rację. Świetnie oddany bezlitosny klimat pustynnego kraju, w którym kultura jest tak inna, że dla człowieka lat 60. XX wieku mogła się wydawać wręcz wroga - i tak właśnie w większości przyjezdni postrzegają mieszkańców Tunezji. W tle toczy się historia - wojna w Wietnamie, zimna wojna z Rosją - to wszystko wpływa na nastroje, jakie oddziałują na postacie. Jednak to przede wszystkim człowiek jako jednostka stoi w centrum i pytanie o to, czy jednostka sama w sobie ma w ogóle jakieś podstawowe wartości, czy jednak wszystko to, kim nam się wydaje, że jesteśmy, zależy od otoczenia, okoliczności i postrzegania. Historia prowadzi do bardzo ciekawych refleksji, choć czasami, jak na współczesne standardy, robi to w sposób aż za wolny. Myślę jednak, że podejście do lektury z nastawieniem na niespieszność, powinno ten problem rozwiązać.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!