czerwca 11, 2020

"Chata na krańcu świata" Paul Tremblay


Autor: Paul Tremblay
Tytuł: Chata na krańcu świata
Tłumaczenie: Paweł Lipszyc
Data premiery: 15.04.2020
Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 308
Gatunek: literatura grozy

Paul Tremblay to młody, obiecujący pisarz, który już teraz na swoim koncie ma kilka nagród literackich. W Polsce kilka lat temu wydana została „Głowa pełna duchów”, teraz swoją premierę miała druga powieść pt. „Chata na krańcu świata”. Obydwie zdobyły nagrody Bram Stoker Award, która podobno jest najbardziej prestiżową nagrodą przyznawaną książkom zaliczanym do gatunku literatury grozy. Do obydwu tych tytułów zostały też już wykupione prawa do ekranizacji.

Historia „Chaty na krańcu świata” zaczyna się sielsko – Wen, 8letnia dziewczynka razem ze swoimi ojcami Andrew i Ericem wyjeżdżają na wakacje w odludne miejsce, by odpocząć od zgiełku miastowego życia. Wynajmują chatkę przy jeziorze, pośrodku lasu, w głuszy, nawet nie ma tu zasięgu. Pogoda jest piękna, ojcowie odpoczywają, Wen bawi się przed domem – zbiera koniki polne do słoika. Nagle dołącza do niej młody mężczyzna – Leonard. Miło rozmawia z dziewczynką, pomaga jej z konikami, w końcu prosi, by zawołała tatusiów, bo musi z nimi porozmawiać. Jego słowa brzmią złowróżbnie, a gdy Wen dostrzega nadchodzące kolejne trzy osoby, tym razem niosące przerażającą broń, szybko ucieka i ostrzega rodziców. Zamykają się w chacie, odmawiają wpuszczenia obcych do domu, jednak ci są nieustępliwi – muszą wejść i z nimi porozmawiać, bo inaczej skończy się świat… Obcy mają przewagę liczebną, w dodatku odcięli linię telefoniczną – rodzina Wen utknęła w chacie. Co im grozi? Czy są się w stanie obronić przez czwórką groźnych nieznajomych? I czego oni od nich chcą?!
„Twoi tatusiowie nie zechcą nas wpuścić, Wen. Ale muszą to zrobić. Powiedz im, że muszą. Nie przyszliśmy, żeby cię skrzywdzić. Musisz nam pomóc ocalić świat. Proszę.”
 Książka składa się z siedmiu rozdziałów podzielonych na kilka tytułowanych części. Narracja podzielona jest na osoby – głównie Erica, Andrew i Wen, jednak czasami do głosu dochodzą też obcy. Prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego. Narratorzy opisują aktualne wydarzenia, swoje niepokoje, a także trochę wspomnień. Styl powieści jest zrozumiały i przejrzysty, książkę czyta się dobrze.
Warto tu też od razu wspomnieć o wydaniu powieści – twarda oprawa, w środku świetne grafiki Macieja Kamudy i ciekawe odznaczenia części. Jedynie czego mi trochę zabrakło to posłowie, do którego przyzwyczaiło nas Vesper. Chętnie poczytałabym na koniec o wątku apokalipsy w literaturze na przestrzeni lat, czy może też coś więcej o samej powieści, jej znaczeniu i tematach w niej poruszanych.

Bohaterowie i akcja powieści są tu tylko niejako tłem do zagadnień w niej poruszanych. Oczywiście kreacje bohaterów są ciekawe, każda z nich ma tu jednak swoje znaczenie np. Wen symbolizuje dzieci adoptowane przez rodziny homoseksualne, ukazuje jej problemy z rówieśnikami, coś co dla niej jest całkiem normalne, dla innych takie nie jest, a to wprowadza dziewczynkę w konsternację. Z kolei jeden z jej ojców – Eric to osoba bardzo podatna na wpływy innych, łatwo przyznająca innym rację, co często powoduje ogromny mętlik w głowie jej posiadacza, brak pewności w co powinno się wierzyć. Czworo obcych to obraz fanatyków, głównie tych religijnych, bo ich jest najwięcej, choć może nie tylko. Na podstawie ich zachowań widzimy jak rozwija się psychoza, jak wspierana przez otoczenie rozrasta się do niebotycznych rozmiarów. To też obraz działania w grupie – każdy z nich na pewno w pojedynkę nie zdecydowałby się na te działania, które podejmują razem.
„Otrzymałam dowód, że gdzieś tam istnieje coś większego niż ja, większego niż my, coś wykraczającego poza codzienność, i to coś komunikowało się ze mną, mówiło, co robić. Macie pojęcie, jak słodkie jest całkowite oddanie się czemuś bez reszty?”
Ciekawym tematem, który mocno podkreślany jest w książce, jest niebezpieczeństwo, które niesie ze sobą internet, dla ludzi mających problemy psychiczne. Sieć pełna jest różnych teorii spiskowych, a dzięki portalom społecznościowym, forum dyskusyjnym zyskuje dodatkowych wyznawców. Tam osoby niezrównoważone mogą wspierać się w swoich wymysłach, umacniać je, pogłębiać i nakłaniać do działania. Zamiast szukać pomocy w najbliższym otoczeniu, szukają zrozumienia w sieci. To często prowadzi do fatalnych skutków jak np. strzelaniny w szkołach.
„…czytał o typowym dla dwudziestego pierwszego wieku kryzysie psychicznym: coraz więcej ludzi cierpiących na omamy paranoidalne odcina się od rodzin i znajomych. Ludzie ci szukają wsparcia emocjonalnego w Internecie, gdzie znajdują setki, a nawet tysiące sobie podobnych (którzy często określają siebie mianem „osób nękanych”, ON). Odnajdują się w mediach społecznościowych i na forach ogłoszeniowych. Osoba cierpiąca na omamy nie usłyszy w sieci, że cierpi z powodu zmian chemicznych w mózgu czy wadliwego funkcjonowania połączeń synaptycznych, nikt nie zarzuci jej choroby psychicznej. Grupy online wzmacniają i potwierdzają omamy, ponieważ inni członkowie przeżywają to samo.”
Czwórka obcych nakręcana jest wizją apokalipsy. To temat znany praktycznie od zarania dziejów, już Biblia ogłasza przecież nadejście apokalipsy. I to właśnie z tej historii po części ci bohaterowie się biorą – są jak czterech jeźdźców apokalipsy, niosących mroczne proroctwa i kolejne fazy zniszczenia. To też gra na jednym z największych strachów ludzkości – nadciągający koniec świata. Poza tym jest tu też zabawa z człowiekiem wybranym, tym który może zbawić ludzkość.
„Scenariusze końca świata, choćby nie wiadomo jak ponure i mroczne, pociągają nas, ponieważ idea końca ma dla nas sens. Pomijając oczywisty, szeroko dyskutowany fakt, że sycimy własny narcyzm, wyobrażając sobie, że spośród miliardów ludzi, którzy zginą, akurat my zdołamy przetrwać, Andrew twierdził, że bycie świadkiem początku końca i unicestwienie wraz ze wszystkim i wszystkimi mają niezaprzeczalny urok. Drocząc się ze studentami i wywołując zmarszczenie niejednego czoła, mówił: ‘W ziarnach lęku i ekstazy, jakie budzi kres czasu, kryją się kiełki wszystkich zorganizowanych religii.’”
Poza tymi dużymi tematami, sporo jest też tu bardziej przyziemnych kwestii jak wspomniane już wychowanie dziecka w rodzinie homoseksualnej, czy sama akceptacja homoseksualistów przez otoczenie. Miłość, rodzina, więzy, zaufanie, możliwości wyboru i religia to tylko kilka z tego typu tematów.
„Żywił irracjonalną nadzieję, że może odkładać dzień, gdy córka pojmie, że okrucieństwo, ignorancja i niesprawiedliwość są filarami porządku społecznego równie nieuniknionymi jak pogoda.”
Niemniej jednak książka zaliczana jest do literatury grozy, więc trzeba tu też wspomnieć o napięciu, jakie powinna wywoływać w czytelniku. I owszem, wywołuje, szczególnie pierwsza część, przed wkroczeniem obcych do domu. Później robi się coraz bardziej absurdalnie, jednak nie w złym tego słowa znaczeniu – książka wciąga swoją dziwnością. Niestety jakieś ostatnie ¼ książki nastrój trochę się rozwiewa – za dużo tu rozważań, za mało działania. Trochę mi się tej końcówki nie chciało czytać, było nudnawo. Szkoda, bo gdyby książka skończyła się jakimś mocnym akcentem, to na pewno zyskałaby mój entuzjazm.
„Domyślam się, jak bardzo musicie się denerwować naszą nagłą wizytą. To zrozumiałe. Dla nas też nie jest to łatwe. Jeszcze nigdy nie znajdowaliśmy się w takim położeniu. W całej historii ludzkości nikt się w nim nie znajdował.”
Podsumowując, „Chata na krańcu świata” to literatura grozy biorąca sobie na cel wskazanie kilka zagrożeń, jakie w aktualnych czasach stanowią dla siebie nawzajem ludzie i ich nieposkromione wymysły. To wizja spełniania się ludzkich największych lęków – końca świata, osaczenia, sytuacji bez wyjścia. To historia o tym jak przyjemne, sielskie wakacje, o których pewnie marzy każdy z nas zmieniają się w piekło. To tam kończy się dla bohaterów świat, jaki do tej pory znali. To historia ciekawa, wciągająca, której jednak czegoś na końcu zabrakło, żebym mogła uznać ją za pełną. Brakuje jakiegoś konkretnego podsumowania, jak na wydarzenia z całej książki, koniec jest za bardzo nijaki. Szkoda, niemniej jednak przez większą część historii bawiłam się dobrze.

Moja ocena: 6,5/10

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Vesper!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz