lutego 08, 2021

"Sekret mojego męża" Liane Moriarty - recenzja przedpremierowa

 

Autor: Liane Moriarty
Tytuł: Sekret mojego męża
Tłumaczenie: Anna Kłosiewicz
Data premiery: 10.02.2021
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 496
Gatunek: literatura obyczajowa
 
Liane Moriarty to jedna z najbardziej znanych współczesnych australijskich pisarek. Debiutowała w roku 2003, u nas w Polsce pojawiała się w 2011 ze swoją trzecią powieścią pt. „Kilka dni z życia Alice”. Ja z jej piórem zapoznałam się w roku 2017 i od tego czasu pokochałam jej książki namiętnie! Autorka pisze powieści, które zaliczane są do literatury obyczajowej, z naciskiem na świetną warstwę psychologiczną postaci, a i zawsze gdzieś w tle jest jakiś mroczny sekret, często też morderstwo. I tak też jest w przypadku „Sekretu mojego męża”. Ta książka oryginalnie ukazała się w roku 2013, jest piątą powieścią autorki i tą, która zapewniła jej sławę światową. Została sprzedana w milionach egzemplarzy i przetłumaczona na ponad 40 języków. U nas po raz pierwszy wydana została w 2014 roku pod szyldem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Przez kilka lat to właśnie to wydawnictwo zajmowało się tłumaczeniem jej książek, od zeszłego roku prawa przeszły do Wydawnictwa Znak Literanova, które prócz wydawania nowych książek autorki, zabrało się za wznowienia. I tak „Sekret mojego męża” pojawi się na księgarnianych półkach ponownie w lutym, co na pewno będzie świetną okazją dla fanów autorki (i nie tylko!) do zaopatrzenia się w egzemplarz tej powieści.
„Czy jeden uczynek już na zawsze definiuje to, kim jesteśmy?”
Fabuła książki toczy się wokół życia trzech kobiet. Cecilia to matka trzech dziewczynek, żona i pani domu dorywczo zajmująca się sprzedażą pojemników Tupperware. Pewnego dnia szukając dla córki materiałów o murze berlińskim na strychu przypadkowo odnajduje list spisany ręką męża z adnotacją, że można go otworzyć dopiero po jego śmierci. List wygląda na bardzo stary… Dlaczego jej mąż tyle lat temu myślał o śmierci? Po co napisał list? I dlaczego leżał gdzieś zapomniany na strychu, a nie u ich prawnika?
Drugą bohaterką jest Tess, żona, matka 6letniego chłopca i współwłaścicielka małej firmy reklamowej. Pewnego poniedziałku jej mąż i najbliższa przyjaciółka oznajmiają jej, że się w sobie zakochali. Tess w szoku pakuje synka i przylatuje do swojej matki na obrzeża Sydney, by na spokojnie pomyśleć co dalej…
Trzecią bohaterką jest Rachel, starsza pani, której niecałe 30 lat temu zamordowano córkę… Kobieta radzi sobie dobrze, pracuje w sekretariacie w szkole, jednak tak naprawdę nadal przeżywa żałobę, a niewiedza i niepewność co tak naprawdę stało się tego tragicznego wieczoru, gdy zginęła Janie, nie daje jej spokoju… Rachel ciągle liczy, że wydarzy się coś, co sprawi, że policja znajdzie nowe tropy w sprawie, aresztuje i osądzi mordercę jej córki…
Jak losy tych trzech bohaterek zwiążą się ze sobą? Co mają wspólnego poza tym, że wszystkie mieszkają chwilowo w tej samej dzielnicy i pojawiają się codziennie w tej samej szkole?
 
Książka podzielona jest na siedem dni tygodnia. Składa się z 56 rozdziałów i epilogu, które naprzemiennie dotyczą trzech wymienionych bohaterek, a i pod koniec sześciu z siedmiu części zawsze pojawia się krótki rozdział dotyczący Janie i jej ostatniego dnia życia. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, jest wszechwiedząca – przedstawia wydarzenia z punktu widzenie trzech bohaterek, zgłębiając ich emocje i odczucia nimi targające. Styl powieści jest rewelacyjny – do każdej z bohaterek jest specjalnie dostosowany, narrator opisując każdą z nich wypowiada się w trochę innym stylu. Zaskakuje też swoją spostrzegawczością i przenikliwością, a także trafnością swoich uwag. To wszystko sprawia, że książkę czyta się z ogromnym zaciekawieniem, nawet nie zauważa się upływu stron.
„Przez lata pojemnik Tupperware z przekleństwami najwyraźniej spoczywał gdzieś z tyłu jej głowy, a kiedy teraz wreszcie go otworzyła, te wszystkie cudowne słowa już tam na nią czekały, soczyste i chrupiące, tylko po nie sięgnąć.”
Jak wspomniałam już na wstępie, Liane jest świetną obserwatorką ludzkiej psychiki, czego i w tej książce daje popis. Każda z trzech kobiet jest całkiem inna, każda ma inny charakter i inne problemy, a jednak każda z nich uchwycona jest zgrabnie i prawdziwie. Cecilia jest kobietą nad wyraz uporządkowaną, to świetna organizatorka, całe życie ma bardzo dobrze zaplanowane. Jednak w końcu wydarza się ta jedna rzecz, na którą kobieta nie jest przygotowana i która burzy całe jej dotychczasowe spojrzenie na swój świat. To, jak autorka uchwyciła jej przeminę, jest naprawdę niesamowite.
„Czuła się jak obłąkana parodia samej siebie. (…) Wszystko, co robiła, wydawało się jej teraz wyolbrzymione i błazeńskie, ale najwyraźniej nikt inny tego nie dostrzegał.”
Tess w sumie w podobny sposób wali się dotychczasowy świat. Dwie najbliższe jej osoby właśnie ją zdradziły. Gdyby tego było mało z jedną z nich Tess ma dziecko, a jako że sama jako dziewczynka przeżyła rozwód rodziców, to ze wszystkich sił chce ustrzec przed tym swoje własne dziecko. Czytelnik obserwuje zmagania kobiety, jak próbuje sobie wszystko poukładać i podjąć decyzję, co zrobić dalej. Widzimy to, jak mocno została skrzywdzona, jak cierpi, ale i z drugiej strony stara się podejść do sprawy racjonalnie ze względu na dobro dziecka.
„Nigdy wcześniej nie czuła takiego przemożnego pragnienia, by kogoś uderzyć. A już z całą pewnością nigdy mu nie uległa. Zupełnie jakby została odarta ze wszystkich tych subtelności, które czyniły z niej dorosłą, przystosowaną społecznie osobę.”
Rachel z kolei to kobieta, która niecałe trzydzieści lat temu przeżyła największą tragedię jakiej może doświadczyć rodzic. Pozornie pogodziła się ze stratą, jednak cały czas to właśnie córka zaprząta jej myśli. Na podstawie tej bohaterki możemy obserwować jak wygląda żałoba rodzica po latach, jak ważne jest, by dowiedzieć się, co tak naprawdę przytrafiło się jej dziecku. Poza tym obserwujemy też jak ta tragedia wpłynęła na jej relacje z synem i ogólnie otoczeniem.
„W życiu każdego z nas kryje się tyle sekretów, których nigdy nie będzie nam dane poznać.”
Głównym tematem tej powieści jest pytanie jak dobrze znasz ludzi, którzy otaczają cię na co dzień? Zarówno Cecilia, jak i Tess nagle poznają sekrety najbliższych, które zmieniają ich postrzeganie całego własnego życia. Dlaczego nie zauważyły nic wcześniej? I czy tajemnica, którą odkryły może sprawić, że wszystkie ich wspomnienia są kłamstwem? Czy jeden czyn decyduje o tym, czy człowiek jest zły czy dobry?
„A więc tak to właśnie wygląda. Tak się żyje z tajemnicą. Po prostu to robisz. Udajesz, że wszystko jest w porządku. Ignorujesz uporczywy, przypominający skurcz ból gdzieś w trzewiach. Jakimś cudem udaje ci się znieczulić, tak że w końcu nic nie wydaje ci się już takie straszne, ale nic nie jest też aż tak dobre.”
W powieści istotną rolę odgrywa też motyw moralności, wyrzutów sumienia i zdrady. Każdy z bohaterów w pewnym momencie postawiony zostaje przed moralnym dylematem – nie mogę Wam zdradzić jakim, więc chciałam tylko zasygnalizować, że warto przyjrzeć się bohaterom pod kątem tych zagadnień. Czy można zrobić coś złego w imię wyższego dobra? Czy dawne uczynki mogą być traktowane na równi z tym, co jest teraz?
 
Wychodzi więc na to, że „Sekret mojego męża” to opowieść o sekretach, tajemnicach i moralnych dylematach.  Uwielbiam książki autorki za to, że w bardzo przyjemny sposób, w rewelacyjnym stylu, poprzez losy bohaterów zmuszają czytelnika do głębszych refleksji. Są też świetnym studium psychologicznym postaci, które przedstawione są tak obrazowo, że czytelnik jest w stanie naprawdę mocno wczuć się w sytuację postaci. Ja jak zawsze jestem książką zachwycona, cieszę się, że przeczytałam ją ponownie. Nie ukrywam też, że ogromnie chciałabym zobaczyć jej ekranizację!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość ponownej lektury powieści dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza