kwietnia 27, 2021

"Małe sekrety" Jennifer Hillier

 

Autor: Jennifer Hillier
Tytuł: Małe sekrety
Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska
Data premiery: 12.11.2020
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Jennifer Hiller to kanadyjska autorka sześciu thrillerów. Na polskim rynku do tej pory ukazały się jej dwa ostatnie tytuły, a „Małe sekrety” było tą książką, dzięki której polscy czytelnicy mogli się z nią zapoznać po raz pierwszy. Autorka na rynku amerykańskim pojawiała się w 2011 roku, a jej piąta powieść „Ty będziesz następna” zdobyła Thriller Award i pojawiała się na krótkiej liście do Anthony and Macavity Award.
 
Historia „Małych sekretów” rozpoczyna się pewnego grudniowego dnia. Marin razem ze swoim 4letnim synkiem Sebastianem robią ostatnie świąteczne zakupy na Pike Market Place, miejscu, które w dzień jak ten jest pełen ludzi. Gdy kobieta zajęta jest odpisywaniem na wiadomość męża, Sebastian nagle znika. Marin nie może go nigdzie znaleźć, w końcu wezwana zostaje policja. Z nagrań wynika, że chłopczyk został porwany przez człowieka, który był ubrany w strój Świętego Mikołaja. Świat Marin i jej męża Dereka rozbija się na milion kawałków… Po szesnastu miesiącach chłopca nadal nie odnaleziono. Marin, mimo rozpaczy, nie porzuca jednak nadziei. Od pewnego czasu pracuje dla niej detektyw, który właśnie odkryła coś nowego… Niestety, nie dotyczy to Sebastiana, a jej męża Dereka. Okazuje się, że mężczyzna od kilku miesięcy ma romans z dużo młodszą kobietą. Czy to znaczy, że Marin straci ostatnią cząstkę swojej rodziny? Czy pozwoli na to, by nie został jej już nikt? A może stanie do walki o to, co jeszcze niedawno było jej całym światem? Jak daleko będzie w stanie się posunąć, by zatrzymać Dereka przy sobie?
 
Książka składa się z prologu i czterech części rozdzielonych na 34 rozdziały. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z punktu widzenia Marin i kochankę Dereka - McKanzie, jednak to ta pierwsza odgrywa tu najważniejszą rolę. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, opisujące myśli i odczucia bohaterek, przez co czytelnik zaznajamia się z podejściem dwóch stron.
 
Książkę można by podzielić na dwie części – pierwsza raczej nie wpisuje się w gatunek thrillera, to raczej dramat rodzinny – obserwujemy codzienne zmagania Marin, jak radzi sobie z nieobecnością syna, co robi by przetrwać. Towarzyszymy jej przy zwyczajnych codziennych czynnościach jak praca w jej salonie fryzjerskim czy spotkania z przyjacielem Sal i grupą wsparcia dla rodziców dzieci zaginionych. Akcja jest niespecjalnie dynamiczna, raczej skupia się na przedstawieniu postaci i jej przeżyć emocjonalnych. Dopiero gdzieś tam w drugiej połowie książki wydarzenia ruszają do przodu, akcja bardziej dopasowuje się do gatunku, do którego przypisana została książka. Robi się mocniej zagmatwana, pojawia się jakaś zagadka kryminalna, która wzbudza w czytelniku zaciekawienie. Sporo też jest emocji, poczynając od zaintrygowana aż po kilka wzruszeń. Mocno więc widoczna jest różnica w rozłożeniu akcji, pierwsza część, choć konieczna by w pełni zrozumieć bohaterkę, trochę się ciągnie, trochę nudzi, jednak druga wynagradza to, co czytelnik odczuwał przy pierwszej, wciąga i dostarcza dużo wrażeń.
 
Jeśli chodzi o bohaterki, to myślę, że postać Marin oddana jest całkiem dobrze. To zrozpaczona matka, której dziecko zaginęło, która tkwi w zawieszeniu, bo nie wie, czy jej synek jeszcze żyje czy nie. Codziennie czeka na wiadomość, a każda sytuacja, która wydaje się prowadzić do nowych informacji powoduje w niej przerażenie i maksymalny stres – w końcu Marin ciągle czeka na najgorsze wieści, których żaden rodzic nie chciałby otrzymać. Żyje więc w zawieszeniu, niepewna czy ma jeszcze po co żyć, czy już nie. Doprowadzona jest na skraj wytrzymałości, skaj załamania, więc informacja o romansie męża działa na nią jak płachta na byka – Marin w końcu ma sprecyzowane źródło swojego gniewu i wszystkich złych, wyniszczających uczuć. Po szesnastu miesiącach zawieszenia, kiedy jej jedynym zadaniem było czekać, teraz ma cel – wyeliminować McKanzie z życia jej męża. Na tym skupia swoje siły, swoje myśli, to coś, co skutecznie może odciągnąć jej uwagę i ukierunkować gniew.
 
Poza Marin dużą uwagę czytelnika skupia też McKanzie – to młoda dziewczyna, studentka malarstwa, kelnerka, która ledwo wiąże koniec z końcem – sama musi opłacać mieszkanie, studia i jeszcze dom opieki dla matki. Ewidentnie też widać, że należy do całkiem innego pokolenia niż Marin – jej telefon przyklejony jest do ręki, Instagram to jej drugie życie, a może i pierwsze, bo o profil dba bardziej niż o przyjaciół. To dosyć zagadkowa postać, wydaje się dumna, ale i zakochana, z drugiej jednak strony przecież nie może być całkiem dobrą osobą, skoro wdała się w romans z żonatym mężczyzną, którego dziecko zostało porwane. Narrator tej postaci nie poświęca tyle czasu co Marin, więc dużo trudniej jest ją rozgryźć.
 
Oczywiście nie można zaprzeczyć, że książka wiarygodnie oddaje uczucia matki, której dziecko zostało odebrane. To trudny temat, który tu jest dosyć obszernie przedstawiony, widzimy z jakimi myślami, pokusami Marin na co dzień się boryka, jak krucha jest jej psychika po tylu miesiącach oczekiwania na wieści. Bo przecież najgorsze jest nie wiedzieć. Żyć w zawieszeniu, czekając na coś, co nie jest w ogóle zależne od nas. Nie móc ruszyć do przodu, zamknąć rozdziału, by rozpocząć nowy. Tu dobrze widać, że najgorsza prawda jest lepsza od życia w niewiedzy.
 
Podsumowując, „Małe sekrety” to książka dosyć nierówna. Pierwsza część trochę mnie wynudziła, wydaje mi się, że uczucia Marin można było przedstawić trochę mniejszym nakładem stron. Druga połowa jest jednak bardzo dobra – i wzbudza dużo emocji, i przedstawia problemy poruszane w powieści w mądry sposób, a intryga kryminalna naprawdę zaskakuje. Finalnie więc lektura pozostawia po sobie na tyle dobre wrażenia, że z pewnością sięgnę po polską kwietniową premierę wcześniejszej książki autorki pt. „Ty będziesz następna”.
 
Moja ocena: 7/10
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję Wydawnictwu Muza!

Książka dostępna jest też w abonamencie 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza