stycznia 22, 2026

"Bezruch" Grzegorz Kapla

Autor: Grzegorz Kapla
Tytuł: Bezruch
Cykl: Olga Suszczyńska, tom 4
Data premiery: 14.01.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 472
Gatunek: powieść kryminalna
 
Grzegorz Kapla to podróżnik, którego niełatwo złapać w Polsce - ciągle w drodze, ciągle poznaje nowe kultury, ludzi, zwyczaje. Z jego podróży powstają książki non-fiction, ale to nie jedyne pozycje w księgarniach, na których można znaleźć jego nazwisko - od roku 2018 tworzy też powieści kryminalne. To wtedy ukazał się pierwszy tom serii z policjantką Olgą Suszczyńską pt. “Bezdech”, który ponownie na rynku pojawił się w 2025 w nowym wydaniu, po ponownej redakcji. Zresztą tak stało się z całą serią. “Bezruch” to jej czwarty tom, którego nowe wydanie od pierwszego dzieli niecałe pięć lat.
 
Wiosna 2020 rok, koronawirus się rozprzestrzenia, a to sprawiło, że zatrzymał się świat, zastygł w strachu… a czy to nie ta emocja popycha ludzi do nadmiernie intensywnych zachowań? Nie inaczej jest z ojcem kilkuletniego chłopca, który porywa go spod domu jego matki. Warszawska policja zostaje postawiona na nogi, Olga Suszczyńska w towarzystwie swojego partnera Kosińskiego wraz z wojskiem przeczesują rozległy las. Tam w końcu ich znajdują, ale też coś jeszcze - stary, zatęchły bunkier, a w nim kobietę, której ciało uległo mumifikacji… Kim była, jak się tam znalazła i kto przybił jej ręce do stołu? I dlaczego tuż obok jest wydrapany napis z imieniem aktualnego kandydata na prezydenta, który w czasach PRL-u aktywnie walczył o niepodległą, wolną Polskę?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 49 rozdziałów i epilog. Akcja podzielona jest na dwa czasy - teraz, czasy pandemii koronawirusa, i czasy PRL-u, ostatniej jego dekady, poczynając od roku 1979. Podział nie jest równy, przeważa historia tocząca się współcześnie. Każdy z rozdziałów liczy kilka stron, niektóre dzielone są na krótsze fragmenty, a każdy kończy się takim samym lub bardzo podobnym zdaniem do tego, które rozpoczyna kolejny - tylko sens słów jest inny. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, historia czasów współczesnych przedstawiona jest przede wszystkim z perspektywy Olgi, przeszłość to dwie perspektywy, które wyjaśniają historię znalezionego ciała kobiety. Styl powieści jest bardzo charakterystyczny dla Grzegorza Kapli - melancholijny, refleksyjny, świetnie łączący to, co się dzieje z emocjami i ogólnymi refleksjami, przez co, mam wrażenie, że momentami książka wymyka się określeniu kryminału, momentami staje się po prostu literaturą piękną, która doskonale uchwyca w słowa to, co w życiu ważne. Zdania zdają się przypominać strumień świadomości, historia płynie jednym ciągiem, a tym, co je oddziela, to przecinek, czasem kropka. To sposób opowieści, do którego trzeba się przyzwyczaić, trzeba książce dać chwilę, by wczuć się w jej rytm, dać się jej porwać jak górskiemu potokowi… Wtedy ta subtelna poetyka zdań może w pełni wybrzmieć, niosąc potężny ładunek emocjonalny.
“W ciemności można przestać się bać. Bo kiedy leżysz bez ruchu w absolutnej ciemności, możesz zniknąć. Rozpuścić się jak grudka soli. Wystarczy poczekać.”
Motywem przewodnim “Bezruchu” jest wolność - poczucie, którego brakowało nam w roku 2020, i wtedy, w czasach PRL-u. A choć powody, dla których wolność została w obydwu czasach odebrana, były inne, to jednak tęsknota ta sama. Reakcje też inne, bo jak zawalczyć o wolność, kiedy przeciwnikiem jest wirus? Ten lęk, jaki wszyscy czuliśmy w czasie pandemii, autor oddał doskonale w słowach prostych, ale konkretnych, wyciągających całą esencję uczuć, jakie wtedy czuliśmy napędzani z każdej strony tym strachem, narastającą paniką.
“A może sami też się bali? Przed kulą obroni cię kamizelka, a przed koronawirusem co?”
W czasach PRL-u, powstawania Solidarności, strach był inny - przeciwnik był przecież realny, widoczny, choć nie zawsze było wiadomo kim jest wróg, a kim przyjaciel. Autor przedstawiając historię jednej pary bardzo obrazowo oddaje to, czym wtedy była walka o wolność. W tle przewijają się prawdziwe postacie, gdzieś tam jest Wałęsa, cała władza komunistyczna, jest i ksiądz Popiełuszko, który z wszystkich postaci historycznych tej powieści jest zarysowany najmocniej, najwyraźniej, który rozmawia z bohaterami fikcyjnymi bezpośrednio, ma również znaczący wpływ na ich działania. Realizm tamtych czasów wydaje się oddany dokładnie pod kątem uczuć, ale i prawa, polityki, działania milicji i innych służb ścigających tych, który o zmianę ustroju walczyli.
“Komuna jest jak choroba. A w chorobie przegrywasz, jeśli się boisz. Strach osłabia, sprawia, że się kulisz, zwijasz, że cię boli coraz bardziej. Nie wyzdrowiejesz, jeśli się boisz.”
Zresztą polityka jest tu też obecna w czasach współczesnych, w końcu w intrygę uwikłany jest kandydat na prezydenta, więc czytelnik ma wgląd w to, co działo się wtedy w polskim prawie, w polskim sejmie. A jednak wątek ten oddany jest równie emocjonalnie, co pozostałe, potraktowany jest zwyczajnie po ludzku, dzięki czemu nie nudzi, a wręcz odwrotnie - wzbudza dużo emocji, bo mimo tego, że chodzi o prawo, to jednak i w tym wątku autor pokazuje po prostu ludzi, przekrój ich charakterów.
“(...) życie jest tylko jedno i trzeba je przeżywać z godnością. Zachować godność, to pozostać wolnym. To właśnie lęk nie pozwala nam na wolność. Jeśli go przezwyciężysz, poczujesz się wolny, a to zawsze coś. Nawet jeśli będziesz musiał życie wymyślić sobie od nowa.”
Bo to człowiek stoi w centrum tej powieści. Człowiek, który ma ograniczony czas na ziemi, jedno życie, które może przeżyć dobrze, pozytywnie, lub może dać się porwać chciwości, złości, nienawiści, lękowi. Każda kreacja tej powieści, niezależnie od tego czy pierwszo, drugo czy trzecioplanowa, jest człowiekiem z krwi i kości, który myśli, mówi i zachowuje się dokładnie tak, jak dzieje się to faktycznie w naszej rzeczywistości. Grzegorz Kapla jest mistrzem w odrysowywaniu ludzkich charakterów i tu, w “Bezruchu”, pokazuje to w pełni.
“- (...) Na tym polega bycie policjantem - przyznała Olga ze spokojem, który zaskoczył ją samą.
- Na czym? Żeby ryzykować życiem dla jakiegoś szaleńca?
- Jeśli trzeba… jesteśmy po to, żeby iść tam, dokąd inni nie chcą.”
Jako seria “Bezruch” jest kontynuacją losów Olgi Suszczyńskiej, policjantki, która w swoim życiu straciła już kiedyś to, co najważniejsze. Jej losy w skrócie w każdym tomie są przypominane, dzięki czemu lektura chronologiczna serii nie jest absolutnie konieczna. W tym tomie życie Olgi, a może po prostu jej perspektywa patrzenia na świat, mocno się zmienia. Bohaterka wydaje się patrzeć na to, co ją czeka z nową nadzieją, mimo tego, że przecież otacza ją strach - o najbliższych, którzy tak jak ona cały czas narażeni są na kontakt z koronawirusem.
“Kiedyś płakała, słuchając piosenek Stachury. To był pierwszy raz, kiedy chciało jej się płakać podczas słuchania serwisu informacyjnego.”
Przy tomie piątym, czyli moją pierwszą stycznością z tą serią, byłam zachwycona, jak autor doskonale uchwycił perspektywę patrzenia na świat kobiety, przy tym tomie myślę, że to po prostu spojrzenie bardzo ludzkie - mądre, a równocześnie pełne potknięć, wad i błędów. Taka nasza natura, esencja, a dzięki ukazaniu jej w powieści z dystansu sami możemy oddzielić w swoim życiu to, co ważne i to, co tylko przeszkadza w tym, by żyć w pełni.
“Przecież jeśli słuchasz tego, co już wiesz, nie zmieniasz świata. Ale jeśli słuchasz czegoś, z czym się nie zgadzasz, jeśli nad tym myślisz, dyskutujesz, to możesz coś zmienić.”
“Bezruch” to powieść kryminalna, a ja prawie zapomniałam napisać o tym, co kryminał trzyma w formie - o intrydze! Dlaczego? Bo tutaj jest ona po prostu pretekstem do pokazania czytelnikowi, jak żyło się w tych późnych czasach PRL-u, jak wyglądała wtedy codzienność ludzi, którzy chcą być wolni - i z tym pragnieniem coś robią. Same śledztwo Olgi też jest raczej tłem, jednak jest to tło świetnie poprowadzone i angażujące. Ani na moment nie czułam się znudzona, a historia przeszłości, jaka zaprowadziła w 2020 Olgę do bunkra, pochłonęła mnie w pełni.
“Smutek to kopanie grobu dla własnego serca. Pożera czas. A mamy go niewiele.”
Ostatnim o czym muszę wspomnieć to miejsce. Pusta Warszawa, Warszawa pełna ludzi stojących po dwóch stronach barykady i… polskie góry, które są tutaj tym, czego wszyscy szukają - miejscem, w którym można poczuć się prawdziwie wolnym.
“Polska to rana, która pod tym naszym bandażem będzie ropieć całymi latami. Dziadkowie przywykli, rodzice przywykli, to i my byśmy przywykli…”
Choć była to moja czwarta styczność z Olgą Suszczyńską, to myślę, że to właśnie ta trafiła do mnie najlepiej - czułam dokładnie wszystkie jej emocje, wszystkie wątki wzbudzały we mnie równie duże zainteresowanie, mimo tego, że przecież wątków politycznych autor nie unika, co przeważnie w innych historiach raczej mnie nudzi… Tu daleko mi było do nudy, tu po prostu z każdym powrotem do przerwanej lektury potrzebowałam chwili, by ponownie znaleźć rytm poruszania się tej opowieści - tak jak przy pływaniu w naturalnym zbiorniku wodnym, gdzie trzeba wyczuć fale, żeby się nie męczyć.
Jestem pod dużym wrażeniem połączenia wątków i postaci historycznych w fikcyjną historię kryminalną, która tutaj jest czymś więcej - opowieścią o człowieku, jego nadziejach i lękach, które mimo zmiany ustrojów i sytuacji politycznych, jakoś nigdy się nie zmieniają. Polecam ją czytelnikom, dla których warstwa językowa, stylistyczna, jest równie ważna co warstwa fabularna.
“(...) szczęśliwy to kraj, który w drugim obiegu wydaje takie książki, bo to znaczy, że ludzie mają u nas prawdziwe pragnienia (...) wiedzy, mądrości, dobra.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz