Autor: Percival Everett
Tytuł: Drzewa
Tłumaczenie: Tomasz Macios
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 368
Gatunek: literatura piękna
Percival Everett to zeszłoroczny zdobywca
Nagrody Pulitzera, dzięki której w końcu doczekał się tłumaczenia na język polski.
Oczywiście jego pierwszym tytułem na naszym rynku była książka nagrodzona pt.
“James”, która nadal pozostaje najnowszą jego powieścią. Teraz na polskim rynku
pojawił się po raz drugi, tym razem z książką z 2021 pt. “Drzewa”, która
znalazła się na krótkiej liście nominowanych do Nagrody Bookera, jak i zdobyła
dwa inne nagrody literackie.
Na rynku anglojęzycznym Percival Everett
obecny jest od lat 80. XX wieku i choć podobnie jak S.A. Cosby większość swoich
historii osadza na południu Stanów Zjednoczonych, porusza tematy rasy i
tożsamości, to jednak robi to w całkowicie innym stylu. Sam o sobie mówi, że
jest patologicznym ironistą, często ucieka się w swoich powieściach do satyry,
a równocześnie eksploruje różne gatunki, takie jak: thriller, kryminał czy
western. I to wszystko czuć w “Drzewach”.
Czasy współczesne, niewielkie miasteczko na
Południu Stanów Zjednoczonych, Money w Missisipi. W dzielnicy białej hołoty
dochodzi do bestialskiego morderstwa: zginął biały mężczyzna, niespecjalnie
społeczeństwu przydatny, krętacz i miłośnik piwa, ale jednak mąż i ojciec. Na
miejscu zbrodni to nie jedyne znalezione ciało - obok niego leżał czarnoskóry
mężczyzna, nieco mniejszy, niższy, ale potraktowany również bardzo brutalnie. Na
miejscu zjawia się lokalna policja, która nigdy z czymś takim nie miała do
czynienia. Oczywiście, jak to na Południu, jest nieco do czarnoskórej ofiary
uprzedzona - to chyba sprawca, prawda? Ale dlaczego wygląda znajomo? Po
oględzinach miejsca zbrodni obydwa ciała zostają zabrane do kostnicy, a tam…
jedno z nich znika, by za chwilę pojawić się na drugim miejscu podobnej
zbrodni. Takiej sprawie na pewno lokalna, uprzedzona rasowo policja nie podoła!
Na miejsce zjawiają się funkcjonariusze z Biura Śledczego Missisipi, Ed i Jim,
obydwoje czarnoskórzy, którzy mają rozwikłać o co w tej sprawie chodzi. Jak się
szybko okazuje, to dopiero początek - zarówno morderstw, jak i ludzi
ściągających do Money.
“- Agentka specjalna FBI Herberta Hind.- Panie, zmiłujże się, wszędzie agenci. Strach otworzyć lodówkę.”
Książkę otwiera cytat Ulyssesa Simpsona
Granta, prezydenta USA i dowódcy Armii Unii podczas wojny secesyjnej oraz hasło
“Powstańcie” - czy można je traktować jako podtytuł powieści? Rozpisana jest na
108 króciutkich rozdziałów, niektóre liczą kilka stron, inne jedną, a
najkrótszy to zaledwie zdanie. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu
przeszłego, narrator oddaje historię z kilku perspektyw, zarówno mieszkańców
Money, jak i przyjezdnych. W tekście pojawiają się też wtrącenia jak np.
relacje z dzienników telewizyjnych, wypowiedzi polityków czy konferencji
prasowych, jest też spis nazwisk osób czarnoskórych, które straciły życie z
powodu swojej rasy, a później również odwrotnie. Przede wszystkim jednak autor
opiera swoją historię na dialogach, które w ironiczny sposób naśladują mowę
regionalną - mówiąc bezpośrednio, wypowiedzi większości mieszkańców Money
stylizowane są na mowę wieśniaków, szyk zdań i same słowa są poprzekręcane.
Oczywiście, gdy akcja przenosi się gdzie indziej, wtedy zmienia się też mowa na
zwyczajną, codzienną, kiedy indziej znowu na mocno naszpikowaną przekleństwami.
Język jest żywy, użyty karykaturalnie (co często wprowadza wydźwięk
humorystyczny), ale z dużą konsekwencją i wyczuciem. Zdania budowane są szybko,
są krótkie, dobrze oddają dynamizm akcji powieści.
“- (...) Jak to jest napisane w dobrej książce, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.- Co to za dobra książka? - zapytała Charlene. - “Broń i amunicja”?- Nie, Biblia, bezbożnico.”
Fabuła jest nieźle pokręcona, to tak naprawdę
gotowy scenariusz na film z gatunku starych czarnych komedii kryminalnych -
zbrodnie są brutalne, nikt nie wie o co chodzi, wydaje się, że w intrygę
wplatane są wręcz paranormalne elementy. Nagle wszyscy zjeżdżają się do Money,
później wszyscy rozpierzchają się po kraju, dzieje się dużo i szybko, a poziom
zakręcenia intrygi sięga zenitu, a może nawet czasem go przebija - czy to
dobrze? To zależy od czytelnika, jedno jest pewne - do intrygi zagadki
kryminalnej na pewno nie można podchodzić całkiem serio.
“(...) pełno tam tępych białych wieśniaków, którzy utknęli w epoce sprzed wojny secesyjnej i są żywym dowodem na to, że chów wsobny nie prowadzi do wyginięcia (...).”
A czemu ona tak naprawdę służy? Rozliczeniu
się z problemem rasowym, z tematem, który kilka lat temu ponownie wzburzył nie
tylko Amerykę, ale i cały świat. Chodzi o zabójstwa osób czarnoskórych ze
względu na rasę. To problem, który ciągnie się w Ameryce od wieków, a jednak
ciągle nie został zażegnany. Zbrodnie, które nie zostały rozliczone, w których
winni nie zostali ukarani - to je tutaj jedna z postaci porównuje do
ludobójstwa.
“Wszyscy mówią o ludobójstwach na całym świecie, ale kiedy ludzie są zabijani powoli przez sto lat, nikt tego nie zauważa. Tam, gdzie nie ma masowych grobów, nikt nie widzi ludobójstwa. Amerykańskie oburzenie jest zawsze na pokaz. Ma datę ważności.”
Przede wszystkim temat podziałów rasowych
ciągle żywy jest na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie autor osadza akcję
swojej powieści. A choć charakter tego obszaru oddaje w krzywym zwierciadle, a
zatem przerysowuje i ujednolica, ale jednak opiera na nastrojach, jakie można w
społeczeństwie wyczuć.
Niemniej jednak jego karykaturalna kreska jest
ostra, ale też i zabawna - obraz białych wieśniaków oddany na początku powieści
wzbudza w czytelniku wesołość, o ile oczywiście ten ma świadomość, że nie
powinien traktować warstwy fabularnej ze śmiertelną powagą.
“- Zastanawiam się, dlaczego teraz - powiedziała Gertruda.- Ten biedny chłopiec został zlinczowany sześćdziesiąt pięć lat temu. Może duchy miały już dość - stwierdziła Mama Z.- Dopiero co powiedziała pani, że nie wierzy w duchy - zdziwił się Ed.- Nigdy nie mówiłam, że się nie mylę.”
Autor jednak nie tylko problem rasizmu
zarysowuje, ale też się z nim rozprawia. W końcu jest to też historia o
wymierzeniu zemsty, o oddaniu pięknym za nadobne. I to mnie w tej powieści
zastanawia - czy faktycznie chodzi w niej o zemstę, o te tytułowe hasło
“powstańcie”? Czy może jednak przewrotnie ukazuje, że pragnienie zemsty
konflikt tylko zaostrza, że przemoc nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem? To
warte refleksji, a każdy czytelnik z pewnością dojdzie do własnych wniosków.
“-Myślisz, że biali po prostu boją się czarnych mężczyzn?-Myślę, że to sport.”
Na koniec zwróćmy uwagę na tytułowe drzewa i
samą okładkę polskiego wydania, która wydaje mi się bardzo znacząca. Drzewa są
tu symbolem krzywdy, gołe gałęzie w tytule budzą smutek i grozę, ale jednak nie
są całkiem martwe - wydały owoce, nowe życie. Czy to alegoria losu
czarnoskórych prześladowanych przez białych? A może relacji pomiędzy rasami? Kolory
okładki też wydają się ważne: czarny to kolor skóry, zielony kolor nadziei,
czerwony przelanej krwi… Choć nie mam w zwyczaju analizować okładek, ta jest
tak wymowna, że narzuca to sama!
“- Nieznany mężczyzna to imię i nazwisko - powiedziała stara kobieta. - W pewnym sensie bardziej niż jakiekolwiek inne. Odebrany im trochę więcej niż życie.”
Podsumowując, “Drzewa” Percivala Everetta to
ciekawe doświadczenie literackie. Powieść, którą można połknąć na raz, ze
względu na dużą ilość dialogu, jak i sam prosty, mimo że stylizowany język,
czyta się ją po prostu bardzo szybko - tu pewnie też należy się pochwała dla
tłumacza i redakcji, dzięki którym tekst tak doskonale wpasował się w polskie
standardy językowe. Fabularnie mocno zahacza o czarny, prześmiewczy kryminał,
który kieruje się wręcz w stronę groteski - akcja jest dziwna, z jednej strony
prosta, z drugiej ilość udziwnień zaskakuje, co może być przez czytelników
odebrane różnie, ważne jednak, by pamiętać, że tej warstwy powieści nie należy
brać całkiem serio. Na serio są tematy, które intryga porusza - kwestia rasizmu
tak dobrze w społeczności Stanów Zjednoczonych zakorzeniona, która nawet teraz
ma się całkiem dobrze, niestety w smutnym tego słowa znaczeniu. A samo zakończenie?
Jest dziwne, w mojej ocenie, nacechowanym pacyfistycznym podejściem, można je
odbierać dwojako. Czy skuszę się na kolejne książki autora, jeśli zostaną po
polski przetłumaczone? Prawdopodobnie tak.
“Jeśli chcesz poznać miejsce, rozmawiasz z jego historią (...).”
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Marginesy.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz