lutego 19, 2026

"Martwy sezon" Darcy Coates

Autorka: Darcy Coates
Tytuł: Martwy sezon
Tłumaczenie: Ewa Ziembińska
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: horror / thriller kryminalny
 
Darcy Coates to australijska autorka szeroko pojętych horrorów - w swojej twórczości sięga zarówno po wątki gotyckie, jak i kryminalne, część jej powieści zahacza o fantastykę, część osadzona jest w naszym całkowicie realnym świecie. Od lat anglojęzyczne wersje jej powieści zdobywają listy bestsellerów, na koncie ma dobrze ponad trzydzieści pozycji, a jednak dopiero teraz po raz pierwszy pojawiła się na rynku polskim! I robi to powieścią z roku 2023, “Martwym sezonem”, który równie dobrze wpasowuje się w ramy podgatunku horror slasher, jak i w dość krwawą wersję thrillera kryminalnego. 
 
To miały być piękne wakacje. Dwa tygodnie w luksusowym hotelu położonym wysoko w Górach Skalistych, teraz pokrytych białym puchem, spędzone w towarzystwie kochającego chłopaka, a kto wie, może już narzeczonego? W końcu Kiernan zaproponował Christy wyprawę w miejsce, które jest dla niego szczególnie ważne, to w tych rejonach spędził swoje dzieciństwo. To chyba coś znaczy, prawda? Niestety nic nie idzie po ich myśli - w drodze do hotelu, którą odbywają z innymi dziewięcioma osobami, najpierw napotykają powalone drzewo na drodze, potem łapie ich śnieżyca, w wyniku której Christa rozdziela się z Kiernanem. Kiedy zdaje sobie sprawę, że w tych warunkach się nie odnajdą, kieruje się w dół, gdzie trafia do chaty, niewielkiego domku, w którym znajdują się pozostali uczestnicy wyprawy - to tam schronili się przed zamiecią. Oczywiście zaraz rusza ponownie szukać Kiernana, niestety na niewiele się to zdaje. Czy jej chłopak naprawdę mógł zginąć w tej śnieżycy? Niemożliwe, Kiernan jest silny, na pewno się nie podda... Ale szybko okazuje się, że to nie jedyny problem Christy - po nocy w chacie, że jednego z jej współtowarzyszy brakuje. Znajdują go niedaleko, ktoś go brutalnie zamordował i wystawił im na pokaz. Gra się rozpoczęła, a Christa czuje w kościach, że nikt z nich nie wróci z tej wyprawy żywy.
 
Książka rozpisana jest na 78 kilkustronicowych rozdziałów pisanych z perspektywy Christy w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, co przywodzi na myśl thrillery psychologiczne - i trochę tak jest, w końcu przez taką formę narracji czytelnik widzi świat subiektywnie, zabarwiony emocjami i myślami głównej bohaterki. Akcja powieści toczy się w miarę linearnie, przede wszystkim jesteśmy tu i teraz, w niewielkiej chatce w górach, narratorka zaledwie kilka razy cofa się we wspomnieniach do zdarzeń przeszłych, tych, które w jakiś sposób wpłynęły na to, kim jest teraz. Styl powieści jest podyktowany sposobem narracji - jest sporo opisów, przemyśleń i dedukcji głównej bohaterki, ale nie brakuje i dialogów, które prowadzone są sprawnie. Język powieści jest codzienny, ale nie jest wulgarny, autorka nie ucieka się do przekleństw, a opisy zbrodni, choć są dość krwawe, to jednak nie są tak mocne, jak najczęściej ma to miejsce w slasherach - autorka nie rozsmakowuje się w makabrycznych opisach, a po prostu oddaje je na tyle dokładnie, by czytelnik był w stanie poczuć grozę sytuacji.
 
A ta budowana jest naprawdę dobrze. Autorka korzysta z naturalnych warunków, jakie dają Góry Skaliste, czy jakiekolwiek wysokie góry w czasie tak zwanego martwego sezonu - miejsce oddalone od cywilizacji podczas górskiej zamieci zostaje całkowicie odcięte od świata. Swoje postacie zamyka w bardzo małej przestrzeni - jednopokojowym domku, który stoi w dolinie pośrodku niczego. Postacie zatem mają schronienie, mają gdzie się ogrzać i schować przed zacinającym śniegiem, nie mają jednak za wiele sprzętu do dyspozycji. Już samo odcięcie od świata, które nie wiadomo jak długo może potrwać, jest sytuacją lekkiej grozy, bo z jednej strony w chatce nie ma żadnych zapasów, z drugiej każde wyjść w zamieć jest sytuacją niebezpieczną dla życia - można się przecież zgubić w tej bieli i po prostu zamarznąć lub spaść w górską przepaść.
“Takie góry mogą pochłonąć samotnego człowieka. Wciągnąć go tak głęboko, że nikt nie znajdzie nawet kości.”
Ten strach przed morderczymi warunkami pogodowymi jest dobrze wyczuwalny, gdy narratorka wędruje samotnie, jednak nie on budzi największą grozę - ta zaczyna się, gdy ktoś rozpoczyna mordować. Autorka dobrze kieruje poczuciem zagrożenia, które może nadejść z każdej strony, sytuacji, w której nie wiadomo komu można ufać, a kogo się wystrzegać - w końcu wszyscy są obcy, wszyscy są podejrzani. A może w ogóle zagrożenie czai się na zewnątrz? Przecież nikt nie powiedział, że morderca na pewno znajduje się wśród nich. Ale gdzie mógłby się schować?
“Wszystkie ślady zniknęły. To przerażające, jak szybko i sprawnie śnieżyca jest w stanie wymazać nasze istnienie.”
Intryga powieści zbudowana jest na dwóch pytaniach: kto? i dlaczego? Z początkiem fabuły uwaga czytelnika jest podzielona na kilka punktów, a to, co czujemy, to przede wszystkim dezorientację bohaterki. Kiedy dochodzi do pierwszych morderstw nadal czujemy się podobnie, dopiero gdzieś w okolicach połowy książki intryga zaczyna się zagęszczać, a my dostrzegamy jak dokładnie jest zbudowana, jak dobrze posplatane są wszystkie nitki. Tu twisty fabularne pojawiają się w odpowiednim momencie, raz po raz zmieniając kolejne pojawiające się w naszej głowie hipotezy. Historia zaskakuje i nie można jej odmówić przemyślanej budowy, a jednak nie da się nie zauważyć kilku naciągnięć fabularnych, które wypadają nieco naiwnie, nieco nierealistycznie - to detale, niemniej jednak to one sprawiają, że historię uznaję za dobrą, ale nie doskonałą.
“(...) okolica wydaje mi się niewymownie, straszliwie wręcz obca. Nie tylko obca - agresywna. Jakby otaczały nas wilki, tuż poza zasięgiem wzroku, szczerząc kły za naszymi plecami. Jakby sama ziemie szykowała się do rozstąpienia, żeby wessać nas w przepaść, która zamknie się pod naszymi wykrzywionymi krzykiem twarzami.”
Nie jest to jednak też typowa tylko i wyłącznie rozrywka. To powieść o sile natury, ale też o odpowiedzialności, o codziennych małych decyzjach, które w pewnych sytuacjach mogą przybrać wagę życia i śmierci. Jak odróżnić te nieznaczące, od tych, które będą miały poważne konsekwencje? Małe gesty, które w momencie ich wykonania, zdają się nic nie znaczyć, w odpowiednim świetle mogą przecież mieć katastrofalne skutki. Czy jesteśmy to w stanie przewidzieć?
“Na nadziei nie wolno polegać.
Ale czasem potrzebujemy jej, żeby przetrwać.”
Na koniec muszę wspomnieć również o postaciach powieści. Jedenaście osób, z których już na starcie robi się dziesięć, za chwilę dziewięć… Grono bardzo różnorodne, a jednak równie mocno podejrzane. Bo czy nie ci, którzy wydają się najłagodniejsi, nie powinni się okazać tymi najgroźniejszymi? Autorka umiejętnie przeprowadza nas przez kolejne sceny tak naprawdę niewiele o postaciach zdradzając, przez co czytelnik ciągle nie jest pewny na którego z nich postawić, kto może za tym wszystkim stać. Chciałoby się napisać, że przynajmniej Christę poznajemy dobrze, ale też nie - ta bohaterka dość długo skrywa pewien sekret przeszłości, a o sobie mówi nam tylko to, co chce. Niemniej jednak trzeba jej przyznać, że do zadania wytypowania mordercy podchodzi całkiem racjonalnie, słucha, obserwuje, jest tak czujna, jak tylko głód i niewyspanie jej na to pozwalają. To dobra kreacja, odpowiednia do opowiedzenia tej historii.
“Można powiedzieć, że zawdzięczam ojcu wiele rzeczy. Niesamowicie rozwiniętą umiejętność odczytywania języka ciała innych ludzi, nienawiść do mocnych trunków oraz nieufność wobec osób, które po nie sięgają.”
“Martwy sezon” to klaustrofobiczna powieść, w której zagrożenie płynie z dwóch stron - tej trudnej do okiełznania, nieprzewidywalnej natury, w której śmierć może przynieść mróz i śnieg oraz ludzkiej, jeszcze bardziej brutalnej, morderczej. Autorka sprawnie buduje napięcie powoli wprowadzając nas w tej biało-szary świat, by za chwilę chlapnąć nam czerwienią i utrzymać już te trzy kolory w różnej konfiguracji do końca. Dobre, zaskakujące twisty fabularne i postacie, które wykreowane są tak, że trudno samodzielnie wytypować mordercę sprawiają, że jest to lektura satysfakcjonująca, a stopniowo zagęszczająca się akcja sprawia, że z czasem trudno jest się od niej oderwać. Przyznam, że mnie przez większą część powieści ciekawiło przede wszystkim znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego? i to co dostałam, mnie nie rozczarowało. Mam nadzieję, że teraz Darcy Coates zagości na polskim rynku na stałe! Takie slashery mogę czytać 🙂
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz