marca 16, 2026

"Gniazdo" Roisin O'Donnell

Autorka: Roisin O’Donnell
Tytuł: Gniazdo
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: literatura piękna
 
Roisin O’Donnell to nowy kobiecy głos w literaturze irlandzkiej. Od dekady znana jest z krótkich opowiadań, z których część wydana była w 2016 w jednym zbiorze. Pisywała do gazet i na zlecenie, i właśnie z jednego takiego projektu zrodził się pomysł na debiutancką powieść pt. “Gniazdo” z roku 2025. Ten tytuł przyciągnął sporą uwagę, szybko wskoczył na listę bestsellerów, zdobył nominację do Women’s Prize for Fiction i wygrał statuetkę Irish Book Awards 2025. Sama autorka podkreśla, że jest to fikcja literacka, osadzona jednak na bardzo realnych problemach psychicznej przemocy domowej i bezdomności, jaka od kilku lat zalewa Irlandię, kraj, w którym mieszka ze swoją rodziną od lat, choć podobnie jak bohaterka jej powieści, wychowała się w Anglii.
 
Wiosna 2018 roku, Dublin. Słoneczny, acz ciągle jeszcze chłodny dzień Ciara z mężem Ryanem i dwoma kilkuletnimi córeczkami spędzają nad morzem. A choć z daleka wyglądają na szczęśliwych, to gdy spojrzy się bliżej w oczach Ciary widać czujność i lęk. To już sześć lat tkwi w związku, który z początku wydawał się spełnieniem marzeń, jednak szybko przerodził się w niekończące się pasmo przemocy psychicznej. Przemocy, od której Ciara już kilka razy próbowała odejść, za każdym razem jednak wracała. Teraz ponownie szykuje się do ucieczki, odkłada po cichu każdy grosz, który może się do tego przydać. A kiedy test ciążowy potwierdza to, co już czuła, w jednej chwili łapie to, co ma pod ręką, pakuje córki do samochodu i jedzie do hotelu. Czy teraz im się uda? Czy w końcu ostatecznie i na stałe uwolni spod władzy tego okrutnego mężczyzny, manipulującego otoczeniem tak, że każdy widzi w nim tylko to, co dobre, a z niej robi tą, która rozbija szczęśliwą rodzinę? Ale przecież tak nie jest, prawda? Ciara musi ratować siebie, musi ratować swoje córki zanim okaże się, że jest już na to za późno.
“Dryfowałam. Przeżywałam dzień po dniu. Skupiałam się na drobiazgach: pierwsze buciki, szczepienia, przeziębienia, purée z batatów. Uczyniłam z macierzyństwa religię - kult, który przysłonił wszystko inne.”
Książka podzielona jest na sześć tytułowanych części, których akcja rozciąga się na przestrzeni półtora roku - od wiosny 2018 do lata 2019 roku. Części podzielone są na 37 rozdziałów, a te znowu dzielą się na krótsze fragmenty, scenki z życia Ciary prowadzone w narracji trzecioosobowej czasu teraźniejszego z jej perspektywy, obarczonej trudnymi, pogmatwanymi emocjami. Styl stoi do tego w kontraście - zdania są krótkie, proste, esencjonalne. W tekście pojawiają się fragmenty wiadomości, a urywane myśli sygnalizowane są wielokropkiem. Autorka doskonale radzi sobie z piórem - wybrała prosty sposób na przekazanie tego, co emocjonalnie trudne i robi to tak szczerze, tak realnie, że czytelnik ma wrażenie, jakby siedział w głowie głównej bohaterki. Książkę czyta się szybko i płynnie, język nie odciąga uwagi od tego, co faktycznie ważne, choć jeśli przypatrzy się uważnie, można dostrzec w nim sporo subtelnych metafor.
“Strach rządził jej domem tak długo, że teraz, bez niego, czuje się lekka. Nieskrępowana. Jakby chodziła po Księżycu.
Tak właśnie jest, kiedy podnosi się mgła.”
A tematów ważnych jest kilka. Pierwszy, podstawowy, to życie w związku przemocowym, z przemocą, której na pierwszy rzut oka nie widać, ale która w głowie miesza równie mocno. Na przykładzie Ciary autorka doskonale oddała cały proces tego, jak przemocowiec uzależnia od siebie swoją ofiarę - najpierw przekonuje o swojej ogromnej miłości i dobrych intencjach, później zaczyna zasiewać myśli, które izolują ją od społeczeństwa, a od niego w pełni uzależniają. Ciara po sześciu latach takiego życia, jest wyczulona na każdy grymas twarzy swojego oprawcy, stara się zapobiegać wszystkiemu, co może wyprowadzić go z równowagi, bo przecież za każdą winę zapłaci ona. Ten strach, tę ciągłą czujność czuć jeszcze długo po ucieczce, ale wtedy dochodzi coś jeszcze - niepewność, czy na pewno postąpiło się dobrze. A choć przemocy się nie stopniuje, to jednak przy tej psychicznej nie widać ran, nie ma fizycznego dowodu krzywdy. To nie tylko trudne do udowodnienia przed światem (innymi ludźmi, sądem...), ale i przed samym sobą - bo kiedy Ciara się oddala, a Ryan zaczyna do niej pisać, pojawia się w jej myślach pytanie, czy na pewno zrobiła dobrze. A może sobie tylko tę przemoc wyobraziła? Może tak naprawdę nic złego się nie działo? To, jak autorka oddaje te splątanie myśli, te podważanie własnych odczuć, te poczucie okropnie niskiej wartości umacnianej przez lata związku robi naprawdę duże wrażenie.
“Przypomina sobie swoje wyznania z początków ich znajomości, wypowiadane w przypływie miłości - wszystko to, czego nie powinna była mu mówić. “Tata odszedł, kiedy byłam niemowlakiem, a Sinéad miała trzy lata.. Mama powinna była wrócić do Derry, ale była zbyt uparta…” Wzdryga się na wspomnienie tego, jak słuchał, głaszcząc ją po włosach. Chce krzyknąć: “Przestań! Zamknij się. Nie wiesz, jak on to wykorzysta? Jak będzie to na okrągło wyciągał, aż w końcu nie będziesz wiedziała, które lęki, które rany były twoje, a które zasiane i podtrzymywane przez niego?”.”
W ogóle problem przemocy w związku oddany został szeroko, bo nie tylko obserwujemy, jak wpływa to na samą Ciarę, ale i wszystkich wokół. Przede wszystkim na jej dzieci, których dobro leży jej na sercu, a które dla Ryana są tylko pionkami w jego grze. Pojawiają się też inni - rodzice jego i jej, znajomości, jakie Ciara po odejściu nawiązuje. To tak naprawdę dzięki nim zaczyna budować życie na nowo, odgania myśli o tym, że może to ona uroiła sobie powód odejścia. I znowu tę wagę otoczenia, tego jak oni odbierają taki związek, autorka oddaje w krótkich, szybkich słowach, w wątkach pobocznych, ale tyle jej wystarczy, by obraz był boleśnie i realistycznie pełny.
“- Ludzie często mówią o ofiarach przemocy domowej, że są słabe (...). Dlatego, że nie dostrzegają naszej siły. Nie jesteśmy ofiarami przemocy z powodu naszej słabości. Jesteśmy nimi z powodu naszych mocnych stron, naszej siły. Twoją siłą jest dobroć, a on to wykorzystuje.”
Jednak odejście to tylko pierwszy krok. Po jednej nocy w hotelu Ciara nie ma już pieniędzy, musi szukać innego wyjścia z sytuacji. I tu pojawia się tło krajowe, problem, który w 2018 roku był mocno w Irlandii odczuwalny, zresztą podobno odczuwalny jest i teraz - brak domów i mieszkań, które można kupić i wynająć, kryzys mieszkaniowy, który przyczynia się do dużej liczby osób bezdomnych. Tylko że my problem oglądamy od strony osoby wychodzącej z przemocowego związku, która w przeciągu jednego dnia została z dwójką małych dzieci bez dachu nad głową. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji z logistycznej strony? Jak od nowa stanąć na nogi, gdy nie ma się gdzie żyć, pieniądze na koncie starczą na kilka posiłków, a jedyny dach nad głową, to ten samochodowy? Jak z takiego miejsca stworzyć znowu normalne, godne dla dzieci życie? Czy w ogóle się da? Autorka nie ubarwia, nie wygładza tej rzeczywistości - zderza czytelnika z realnością tego problemu.
“Czasem świadomość, że inni przechodzą przez podobne piekło, wcale nie pomaga.”
Zresztą dom potraktowany jest tutaj równie szeroko, co obraz związku przemocowego. Poza problemem miejsca do życia, historia przynosi ten temat zaznaczony w tytule - dom jako gniazdo, miejsce, które automatycznie kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa, a jednak niekoniecznie takie jest. Ciara jako matka roztacza opiekę nad swoimi dziećmi, jednak czy na pewno jest w stanie ustrzec je przed tym, co najbliżej? Bo nawet po odejściu nie może zabronić ojcu widywania się z dziećmi, prawda? I tak bezpieczne gniazdo staje się pułapką, z której trudno znaleźć jakieś dobre dla niej i dzieci wyjście.
“Kiedy zapytała, jak długo pisklęta pozostają zwykle w gnieździe, zmarszczył brwi i odparł:
- Nie tak długo, jak można by sądzić. Bo pomyślcie: gniazdo to dla ptaka właściwie najniebezpieczniejsze miejsce. Drapieżniki wiedzą przecież, gdzie ich szukać.”
Pojęcie domu rozpatrujemy też w kontekście wpływu na dzieci, na ich przyszłość. Czy brak stałego miejsca zamieszkania, ciągłe przenosimy wpłyną na nie niekorzystnie? Czy będą to pamiętać, nawet nie we wspomnieniach, ale własnej podświadomości? Jak bardzo potrzebujemy własnego miejsca, by czuć się bezpiecznie i czy w takiej sytuacji, w jakiej one się znajdują, jest jeszcze w ogóle coś takiego jak bezpieczne miejsce? Bo stopień kontroli przemocowca jest najczęściej większy niż uświadamia sobie jego ofiara, a przebiegłość zaskakuje nawet tych, którzy są w stanie przewidzieć sporo.
“- Nie wiem, czy powinnam była odchodzić - dodaje. - Mąż mnie nie zdradzał, nie pił, nie uprawiał hazardu. I nie był agresywny. Nie był mnie ani nic takiego.
- Ach… Nie bił? No to serio, bardzo, kurwa, miło z jego strony. Koniecznie wyślij mu esemesa z podziękowaniami.”
Tym, co robi ogromne wrażenie, to sama kreacja Ciary. Sposób, w jaki autorka ją oddaje, jest tak realistyczny, że aż trudno przyjąć do wiadomości, że jest to fikcja literacka. Na jej podstawie pokazuje jak jeden człowiek potrafi wpłynąć na drugiego, jak człowiek nie orientując się, że w ogóle coś takiego się dzieje, może zmienić się nie do poznania - w końcu Ciara była kiedyś odważną, samodzielną podróżującą po świecie kobietą, a teraz? Teraz robi wszystko, by tylko męża nie rozzłościć. Czy pozostało w niej jeszcze coś z tej kobiety sprzed lat? Czy jest w stanie ją jeszcze odnaleźć? Zresztą może nazywanie ją ofiarą jest niewłaściwe - w końcu wykazuje się siłą, na jaką nie każdy mógłby się zdobyć, co też potwierdzają historie, które przewijają się w tle…
“To, jak się czujesz, ma znaczenie. Nie tylko jego samopoczucie jest ważne, twoje również. Ty też się liczysz.”
Podsumowując, “Gniazdo” to powieść bardzo realistycznie oddająca to, co to znaczy żyć w związku przemocowym, w którym to nie siła fizyczna wyrządza największe krzywdy. W związku, w którym tej krzywdy na pierwszy rzut oka nie widać, bo wyrządzana jest w głowie. Tu punktem ataku jest mózg, w którym zaczyna się wszystko zlewać, w którym poczucie samego siebie zmienia się w obraz widziany oczami oprawcy. To bardzo trudny do odwrócenia proces, który autorka oddaje dosadnie, prawdziwie, a równocześnie z czułością ukrytą w prostych słowach. Kreacje postacie, jakie zarysowuje, całe tło zdarzeń i reakcje otoczenia oddane są z prawdziwą starannością, dzięki czemu fikcja literacka staje się tak realna jak rzeczywistość. To proza, która pozwala czytelnikom zmierzyć się z ciężarem dramatów ludzkich, jakie mogą rozgrywać się tuż obok, w pozornie szczęśliwych rodzinach. A choć rzecz dzieje się w Irlandii i zarówno prawo, jak i poglądy społeczne w tle oddane zostają doskonale, to historia jest równie uniwersalna – tak samo uniwersalna jak pojęcie domu czy rodziny.
“(...) nie ma nic złego w popełnianiu błędów. Że nie trzeba żyć w cieniu jednej złej decyzji.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz