Autorka: Roisin O’Donnell
Tytuł: Gniazdo
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: literatura piękna
Roisin O’Donnell to nowy kobiecy głos w
literaturze irlandzkiej. Od dekady znana jest z krótkich opowiadań, z których
część wydana była w 2016 w jednym zbiorze. Pisywała do gazet i na zlecenie, i
właśnie z jednego takiego projektu zrodził się pomysł na debiutancką powieść
pt. “Gniazdo” z roku 2025. Ten tytuł przyciągnął sporą uwagę, szybko wskoczył
na listę bestsellerów, zdobył nominację do Women’s Prize for Fiction i wygrał
statuetkę Irish Book Awards 2025. Sama autorka podkreśla, że jest to fikcja
literacka, osadzona jednak na bardzo realnych problemach psychicznej przemocy
domowej i bezdomności, jaka od kilku lat zalewa Irlandię, kraj, w którym
mieszka ze swoją rodziną od lat, choć podobnie jak bohaterka jej powieści,
wychowała się w Anglii.
Wiosna 2018 roku, Dublin. Słoneczny, acz
ciągle jeszcze chłodny dzień Ciara z mężem Ryanem i dwoma kilkuletnimi
córeczkami spędzają nad morzem. A choć z daleka wyglądają na szczęśliwych, to
gdy spojrzy się bliżej w oczach Ciary widać czujność i lęk. To już sześć lat
tkwi w związku, który z początku wydawał się spełnieniem marzeń, jednak szybko
przerodził się w niekończące się pasmo przemocy psychicznej. Przemocy, od
której Ciara już kilka razy próbowała odejść, za każdym razem jednak wracała.
Teraz ponownie szykuje się do ucieczki, odkłada po cichu każdy grosz, który
może się do tego przydać. A kiedy test ciążowy potwierdza to, co już czuła, w
jednej chwili łapie to, co ma pod ręką, pakuje córki do samochodu i jedzie do
hotelu. Czy teraz im się uda? Czy w końcu ostatecznie i na stałe uwolni spod
władzy tego okrutnego mężczyzny, manipulującego otoczeniem tak, że każdy widzi
w nim tylko to, co dobre, a z niej robi tą, która rozbija szczęśliwą rodzinę?
Ale przecież tak nie jest, prawda? Ciara musi ratować siebie, musi ratować
swoje córki zanim okaże się, że jest już na to za późno.
“Dryfowałam. Przeżywałam dzień po dniu. Skupiałam się na drobiazgach: pierwsze buciki, szczepienia, przeziębienia, purée z batatów. Uczyniłam z macierzyństwa religię - kult, który przysłonił wszystko inne.”
Książka podzielona jest na sześć tytułowanych
części, których akcja rozciąga się na przestrzeni półtora roku - od wiosny 2018
do lata 2019 roku. Części podzielone są na 37 rozdziałów, a te znowu dzielą się
na krótsze fragmenty, scenki z życia Ciary prowadzone w narracji
trzecioosobowej czasu teraźniejszego z jej perspektywy, obarczonej trudnymi,
pogmatwanymi emocjami. Styl stoi do tego w kontraście - zdania są krótkie,
proste, esencjonalne. W tekście pojawiają się fragmenty wiadomości, a urywane
myśli sygnalizowane są wielokropkiem. Autorka doskonale radzi sobie z piórem -
wybrała prosty sposób na przekazanie tego, co emocjonalnie trudne i robi to tak
szczerze, tak realnie, że czytelnik ma wrażenie, jakby siedział w głowie
głównej bohaterki. Książkę czyta się szybko i płynnie, język nie odciąga uwagi
od tego, co faktycznie ważne, choć jeśli przypatrzy się uważnie, można dostrzec
w nim sporo subtelnych metafor.
“Strach rządził jej domem tak długo, że teraz, bez niego, czuje się lekka. Nieskrępowana. Jakby chodziła po Księżycu.Tak właśnie jest, kiedy podnosi się mgła.”
A tematów ważnych jest kilka. Pierwszy,
podstawowy, to życie w związku przemocowym, z przemocą, której na pierwszy rzut
oka nie widać, ale która w głowie miesza równie mocno. Na przykładzie Ciary
autorka doskonale oddała cały proces tego, jak przemocowiec uzależnia od siebie
swoją ofiarę - najpierw przekonuje o swojej ogromnej miłości i dobrych
intencjach, później zaczyna zasiewać myśli, które izolują ją od społeczeństwa,
a od niego w pełni uzależniają. Ciara po sześciu latach takiego życia, jest
wyczulona na każdy grymas twarzy swojego oprawcy, stara się zapobiegać
wszystkiemu, co może wyprowadzić go z równowagi, bo przecież za każdą winę
zapłaci ona. Ten strach, tę ciągłą czujność czuć jeszcze długo po ucieczce, ale
wtedy dochodzi coś jeszcze - niepewność, czy na pewno postąpiło się dobrze. A
choć przemocy się nie stopniuje, to jednak przy tej psychicznej nie widać ran, nie
ma fizycznego dowodu krzywdy. To nie tylko trudne do udowodnienia przed światem
(innymi ludźmi, sądem...), ale i przed samym sobą - bo kiedy Ciara się oddala,
a Ryan zaczyna do niej pisać, pojawia się w jej myślach pytanie, czy na pewno
zrobiła dobrze. A może sobie tylko tę przemoc wyobraziła? Może tak naprawdę nic
złego się nie działo? To, jak autorka oddaje te splątanie myśli, te podważanie
własnych odczuć, te poczucie okropnie niskiej wartości umacnianej przez lata
związku robi naprawdę duże wrażenie.
“Przypomina sobie swoje wyznania z początków ich znajomości, wypowiadane w przypływie miłości - wszystko to, czego nie powinna była mu mówić. “Tata odszedł, kiedy byłam niemowlakiem, a Sinéad miała trzy lata.. Mama powinna była wrócić do Derry, ale była zbyt uparta…” Wzdryga się na wspomnienie tego, jak słuchał, głaszcząc ją po włosach. Chce krzyknąć: “Przestań! Zamknij się. Nie wiesz, jak on to wykorzysta? Jak będzie to na okrągło wyciągał, aż w końcu nie będziesz wiedziała, które lęki, które rany były twoje, a które zasiane i podtrzymywane przez niego?”.”
W ogóle problem przemocy w związku oddany
został szeroko, bo nie tylko obserwujemy, jak wpływa to na samą Ciarę, ale i
wszystkich wokół. Przede wszystkim na jej dzieci, których dobro leży jej na
sercu, a które dla Ryana są tylko pionkami w jego grze. Pojawiają się też inni
- rodzice jego i jej, znajomości, jakie Ciara po odejściu nawiązuje. To tak
naprawdę dzięki nim zaczyna budować życie na nowo, odgania myśli o tym, że może
to ona uroiła sobie powód odejścia. I znowu tę wagę otoczenia, tego jak oni
odbierają taki związek, autorka oddaje w krótkich, szybkich słowach, w wątkach
pobocznych, ale tyle jej wystarczy, by obraz był boleśnie i realistycznie
pełny.
“- Ludzie często mówią o ofiarach przemocy domowej, że są słabe (...). Dlatego, że nie dostrzegają naszej siły. Nie jesteśmy ofiarami przemocy z powodu naszej słabości. Jesteśmy nimi z powodu naszych mocnych stron, naszej siły. Twoją siłą jest dobroć, a on to wykorzystuje.”
Jednak odejście to tylko pierwszy krok. Po
jednej nocy w hotelu Ciara nie ma już pieniędzy, musi szukać innego wyjścia z
sytuacji. I tu pojawia się tło krajowe, problem, który w 2018 roku był mocno w
Irlandii odczuwalny, zresztą podobno odczuwalny jest i teraz - brak domów i
mieszkań, które można kupić i wynająć, kryzys mieszkaniowy, który przyczynia
się do dużej liczby osób bezdomnych. Tylko że my problem oglądamy od strony
osoby wychodzącej z przemocowego związku, która w przeciągu jednego dnia została
z dwójką małych dzieci bez dachu nad głową. Jak poradzić sobie w takiej
sytuacji z logistycznej strony? Jak od nowa stanąć na nogi, gdy nie ma się
gdzie żyć, pieniądze na koncie starczą na kilka posiłków, a jedyny dach nad
głową, to ten samochodowy? Jak z takiego miejsca stworzyć znowu normalne, godne
dla dzieci życie? Czy w ogóle się da? Autorka nie ubarwia, nie wygładza tej
rzeczywistości - zderza czytelnika z realnością tego problemu.
“Czasem świadomość, że inni przechodzą przez podobne piekło, wcale nie pomaga.”
Zresztą dom potraktowany jest tutaj równie
szeroko, co obraz związku przemocowego. Poza problemem miejsca do życia,
historia przynosi ten temat zaznaczony w tytule - dom jako gniazdo, miejsce,
które automatycznie kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa, a jednak
niekoniecznie takie jest. Ciara jako matka roztacza opiekę nad swoimi dziećmi,
jednak czy na pewno jest w stanie ustrzec je przed tym, co najbliżej? Bo nawet
po odejściu nie może zabronić ojcu widywania się z dziećmi, prawda? I tak
bezpieczne gniazdo staje się pułapką, z której trudno znaleźć jakieś dobre dla
niej i dzieci wyjście.
“Kiedy zapytała, jak długo pisklęta pozostają zwykle w gnieździe, zmarszczył brwi i odparł:- Nie tak długo, jak można by sądzić. Bo pomyślcie: gniazdo to dla ptaka właściwie najniebezpieczniejsze miejsce. Drapieżniki wiedzą przecież, gdzie ich szukać.”
Pojęcie domu rozpatrujemy też w kontekście
wpływu na dzieci, na ich przyszłość. Czy brak stałego miejsca zamieszkania,
ciągłe przenosimy wpłyną na nie niekorzystnie? Czy będą to pamiętać, nawet nie
we wspomnieniach, ale własnej podświadomości? Jak bardzo potrzebujemy własnego
miejsca, by czuć się bezpiecznie i czy w takiej sytuacji, w jakiej one się
znajdują, jest jeszcze w ogóle coś takiego jak bezpieczne miejsce? Bo stopień
kontroli przemocowca jest najczęściej większy niż uświadamia sobie jego ofiara,
a przebiegłość zaskakuje nawet tych, którzy są w stanie przewidzieć sporo.
“- Nie wiem, czy powinnam była odchodzić - dodaje. - Mąż mnie nie zdradzał, nie pił, nie uprawiał hazardu. I nie był agresywny. Nie był mnie ani nic takiego.- Ach… Nie bił? No to serio, bardzo, kurwa, miło z jego strony. Koniecznie wyślij mu esemesa z podziękowaniami.”
Tym, co robi ogromne wrażenie, to sama kreacja
Ciary. Sposób, w jaki autorka ją oddaje, jest tak realistyczny, że aż trudno
przyjąć do wiadomości, że jest to fikcja literacka. Na jej podstawie pokazuje
jak jeden człowiek potrafi wpłynąć na drugiego, jak człowiek nie orientując
się, że w ogóle coś takiego się dzieje, może zmienić się nie do poznania - w
końcu Ciara była kiedyś odważną, samodzielną podróżującą po świecie kobietą, a
teraz? Teraz robi wszystko, by tylko męża nie rozzłościć. Czy pozostało w niej
jeszcze coś z tej kobiety sprzed lat? Czy jest w stanie ją jeszcze odnaleźć?
Zresztą może nazywanie ją ofiarą jest niewłaściwe - w końcu wykazuje się siłą,
na jaką nie każdy mógłby się zdobyć, co też potwierdzają historie, które
przewijają się w tle…
“To, jak się czujesz, ma znaczenie. Nie tylko jego samopoczucie jest ważne, twoje również. Ty też się liczysz.”
Podsumowując, “Gniazdo” to powieść bardzo
realistycznie oddająca to, co to znaczy żyć w związku przemocowym, w którym to
nie siła fizyczna wyrządza największe krzywdy. W związku, w którym tej krzywdy
na pierwszy rzut oka nie widać, bo wyrządzana jest w głowie. Tu punktem ataku
jest mózg, w którym zaczyna się wszystko zlewać, w którym poczucie samego
siebie zmienia się w obraz widziany oczami oprawcy. To bardzo trudny do
odwrócenia proces, który autorka oddaje dosadnie, prawdziwie, a równocześnie z
czułością ukrytą w prostych słowach. Kreacje postacie, jakie zarysowuje, całe
tło zdarzeń i reakcje otoczenia oddane są z prawdziwą starannością, dzięki
czemu fikcja literacka staje się tak realna jak rzeczywistość. To proza, która
pozwala czytelnikom zmierzyć się z ciężarem dramatów ludzkich, jakie mogą
rozgrywać się tuż obok, w pozornie szczęśliwych rodzinach. A choć rzecz dzieje
się w Irlandii i zarówno prawo, jak i poglądy społeczne w tle oddane zostają
doskonale, to historia jest równie uniwersalna – tak samo uniwersalna jak
pojęcie domu czy rodziny.
“(...) nie ma nic złego w popełnianiu błędów. Że nie trzeba żyć w cieniu jednej złej decyzji.”
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
Albatros.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz