lipca 14, 2026

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

Autor: Tommaso Pagano
Tytuł: W gąszczu kłamstw
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Data premiery: 24.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna
 
Kiedy sycylijski prokurator bierze się za pisanie powieści kryminalnych, czytelnicy mogą być spokojni - dostaną coś nietuzinkowego! Tommaso Pagano, Włoch mieszkający od kilkunastu lat na Sycylii, pracuje jako zastępca prokuratora w Syrakuzach. Od sześciu lat może też nazywać się pisarzem - debiutował w 2020 roku powieścią “Il bambino che disegnava le anime” (na pol. Dziecko, które rysowało dusze), która została ciepło przyjęta nie tylko przez czytelników, ale też i krytykę - zdobyła kilka ciekawych nominacji do literackich nagród. A mimo to autor czekał pięć lat ze swoim drugim tytułem. Dopiero w 2025 roku na rynku włoskim wydana została powieść “W gąszczu kłamstw”, która właśnie teraz ukazała się w Polsce. To tym tytułem autor u nas debiutuje i robi to w doskonałym stylu!
 
Dziesięć lat temu zmarła policjantka Anna Musumeci - znalazł ją jej własny ojciec, powieszoną, ubraną w samą halkę, co sprawiło, że od razu zaczął wątpić, że zrobiła to sama sobie. Policja była jednak nieugięta - w jej kieszonce znaleziono kilka słów, list pożegnalny, śledztwo zostało więc zaraz zamknięte. Mimo to nikt z jej bliskich się z tą śmiercią nie pogodził: ani jej ojciec, ani mąż, ani przyjaciel, który wtedy był jej podwładnym. Nawet syn, który w chwili jej śmierci miał trzy lata. Teraz mija dekada od tego zdarzenia, na Sycylii oznacza to, że, jak określa to 13-letni Tommaso, kości zostaną wymieszane z ziemią. To ostatni moment na to, by ponownie zbadać ciało jego matki, przekonuje więc dziadka, by spróbowali samodzielnie przeprowadzić śledztwo. W końcu podstawowe informacje mają, prawda? Wiedzą, że Anna pracowała wtedy nad sprawą, która mogła przysporzyć jej kłopotów… Muszą wykonać pracę policji, która, mimo iż nękana przez Tommasa anonimami, ewidentnie nie zamierza przyjrzeć się sprawie ponownie.
A jednak pod tym względem nie ma racji - policjant Vito też nie może o Annie i swoich wątpliwościach w stosunku do jej śmierci zapomnieć. Ma pewien punkt zaczepienia, mało obiecujący, ale jednak - zamierza nim podążać z pomocą swoich podwładnych.
Zastanawia się, który z nich ma gorzej. Czy bardziej bolą wspomnienia, które się ma, czy tej, których się nie ma.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści jeden kilkustronicowych, tytułowanych rozdziałów, które dzielone są zapisem nagrań z dyktafonu Tommasa - te fragmenty zatytułowane są po prostu “Klik”, w sumie jest ich pięć. Narracja prowadzona jest z perspektywy Tommasa i Vita w trzeciej osobie czasu teraźniejszego (oczywiście poza nagraniami, które pisane są w osobie pierwszej), od czasu do czasu pojawia się i trzecia perspektywa kogoś z postaci drugoplanowych. Co ciekawe, dłuższe rozmowy zamknięte są w rozdziały - pisane bez komentarzy, bez didaskaliów, bo skoro rozmówców jest dwóch, to więcej komentować nie trzeba. W tych rozdziałach emocje zamykają się w słowach i wielokropkach, które oznaczają ciszę. Język w powieści użyty jest z rozmysłem, a jednak nie brakuje w nich mocniejszych słów, przekleństw, które według Vita są nieodłączną częścią sycylijskiej mentalności.
Styl jest bardzo lekki, momentami zabawny na tyle, że kilka razy zaśmiałam się w głos, a jednak stylistycznie mocno dopracowany, momentami, szczególnie w krótkich opisach, na tyle subtelnie metaforyczny, liryczny, że brzmi pięknie, ale nie odciąga uwagi od tego, co naprawdę ważne - od postaci, ich relacji, ich przeżyć.
Niektóre myśli są cierpliwe jak jaguary. Potrafią czai się w cieniu przez wiele godzin, miesięcy, lat, w ciszy za lianami, żeby obserwować ofiarę i poznawać jej zwyczaje.
Sądził, że myśli dotyczące śmierci jego córki, wątpliwości w kwestii jej samobójstwa odeszły w dal, że się zmęczyły, że zrezygnowały z polowania. Ale nie, były tam, gdzie zawsze, ukryte w listowiu, dzień po dniu coraz bardziej głodne, i czekały na właściwy moment, a teraz, kiedy od nadszedł, znowu wyskakują z mroku, są wszędzie, na ulicach Ortygii, w domu, w pytającym spojrzeniu wnuka. Znowu wyskakują, żeby zanurzyć w nim swe zębiska.”
Bo jest to historia o żałobie, próbie uporania się ze stratą po kimś, kto zajmował w życiu drugiej osoby bardzo ważne miejsce. To codzienna walka z poczuciem pustki, której nie da się zapełnić, walka o to, by mieć siłę, by żyć samodzielnie. To też refleksja na temat tego, czy łatwiej jest pamiętać, czy nie - na przykładzie dziadka, ojca zmarłej i wnuka, który, gdy kobieta zmarła, miał 3 latka, a zatem w ogóle jej nie pamięta. O jednak taka strata i tak odcisnęła się na jego życiu - on zna matkę tylko z opowieści, a dziadek i jego ojciec mogli ją poznać naprawdę. Mimo że o tym się nie mówi, taka pustka też jest okrutna, trudna do pogodzenia, choć odbiera się ją całkiem inaczej niż tą, którą czują jego bliscy. Ważnym zagadnieniem jest też życie z poczuciem winy, które czuje rodzina osoby popełniającej samobójstwo. Dlaczego nie dostrzegli czegoś wcześniej? Dlaczego nie uchronili tej osoby przez krokiem ostatecznym? Czy nie podobali odpowiedzialności, jak wiąże się z tak bliskimi relacjami, odpowiedzialności za drugiego człowieka? A co z kłamstwami? Czy nie każdy w jakiś sposób nimi się otacza, by codzienność była łatwiejsza do zniesienia? Czy są kłamstwa wybaczalne, czy bez względu na motywacje, wszystkie są tak samo haniebne?
„- Czy według Kościoła ktoś, kto okłamuje własnego tatę, popełnia grzech śmiertelny?
- Nie, raczej nie.
- A nie jest to straszne kombo “nie mów fałszywego świadectwa”, ósme, i “czcij ojca swego i matkę swoją”, czwarte?
- No wiesz…
- No może chodzi o podwójny grzech? Taki superśmiertelny?
- Ja bym tego tak nie traktował. Powiedzmy, że to zależy.
- Od czego?
- Cóż. Moim zdaniem od tego, w jakim celu się kłamie, z jakim zamiarem.
- A moim zdaniem albo coś jest grzechem, albo nie. To są przykazania, a nie sugestie.”
Wątek kryminalny podzielony jest na dwa śledztwa: wnuka i dziadka oraz policji. A choć mocno się od siebie nastrojem różnią, to jednak mają punkt wspólny - w każdym z nich w centrum stoi człowiek, jego emocje, uczucia. Mimo tego, że wątek policyjny oscyluje wokół tematyki przekrętów gospodarczych, nielegalnych transakcji, wręcz gangsterki, to jednak nie przybiera on formy sensacji, bo głowę zaprzątniętą mamy dylematami Vita, wątpliwościami dotyczącymi śmierci Anny, które nadal go napędzają, ale też i aktualnymi zmaganiami, jakie funduje mu rola męża Alice. Obok niego pojawiają się trzy inne ciekawe kreacje - każda wyrazista, mimo tego, że drugoplanowa.
Ale nie czuje złości.
Czuje jedynie ból identyczny do tego, który widzi przed sobą po drugiej stronie biurka.
Ból niewytłumaczalny, nieuleczalny, dziesięcioletni, przekazywany z pokolenia na pokolenie.”
Śledztwo prowadzone przez dziadka i wnuka mocno osadzone jest na ich bliskiej relacji. Swoboda, z jaką się porozumiewają, w jaki sposób żartują, łapie za sercu, ich bliskość jest wręcz namacalna. Dziadek Tommasa to postać mocno ekscentryczna, człowiek, który stracił już wiele z tych, do których się przywiązał. Został mu tylko wnuk i wspomnienia z przeszłości, które czasami wygrywają, przejmują kontrolę, a smutek nie pozwala normalnie funkcjonować. To poruszająca postać, nie inaczej jest też z jego wnukiem. Autor wybrał mu bardzo odpowiedni wiek - trzynaście lat to czas pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, przez co niektóre wypowiedzi postaci wydają się bardzo dojrzałe, inne pytania z kolei dziecinne. Ale to dobrze, dzięki tej prostocie na pewne sprawy możemy spojrzeć inaczej.
- I zwracam ci uwagę, że twoja wycieraczka leży na odwrót.
- A ja ci zwracam uwagę, że to świat ma mnie witać za każdym razem, gdy wychodzę, a nie na odwrót.”
Sama akcja powieści toczy się spokojnym rytmem, w którym jest miejsce na codzienność postaci, ich własne, prywatne dylematy, jasno zasygnalizowane, ale opisane w sposób bardzo skondensowany, dzięki czemu nie tracimy z oczu rdzenia fabuły. Dzięki dwóm różnym perspektywom ciekawość czytelnika utrzymana jest na stałym poziomie, a równocześnie nie przytłacza typowo kryminalnym, dusznym klimatem - zabawne wstawki dziadka i wnuka dobrze rozluźniają te nieznośne napięcie. A jednak w jakiś sposób autor przemyca powagę sytuacji, której przez większą część lektury się nie czuje, ale która jest cały czas obecna i która przejmuje kontrolę pod koniec historii - zakończenie po prostu ogłusza, zostałam po nim bez słów.
Vito patrzy na niego, na jego sztywną białą koloratkę w kołnierzyku koszuli i myśli, że kapłan ma za zadanie coś całkiem przeciwnego: musi zawsze myśleć dobrze, z całych sił, i szerzyć dobro.
Dochodzi do wniosku, że to gorszy los niż jego.”
“W gąszczu kłamstw” to niesamowita lektura. Przez większą część bawi doborem postaci, ich ekscentrycznych, a zarazem tak wzruszająco bliskich relacji, by w momencie, kiedy czytelnik się tego nie spodziewa, przypomnieć, co jest bazą tej historii - strata, cierpienie, lęk przed utratą najbliższych, który, gdy przybiera fizyczną formę, kiedy w końcu się spełnia, przejmuje nad życiem kontrolę. Mimo zabawnych sytuacji to gorzka opowieść o zaufaniu, obezwładniającej miłości, która jest silniejsza niż śmierć. To powieść o nadziejach i rozczarowaniach przedstawionych oczami nie tylko dorosłych, ale i dziecka. Podana w pięknym stylu, dopracowanym do perfekcji, ale tak swobodnie, że tego ciężaru słów w ogóle się nie odczuwa. Jestem pod ogromnym wrażeniem! I teraz pozostaje już tylko mieć nadzieję, że Oficyna Literacka Noir sur Blanc ma w planach wydanie debiutu autora, jak i że sam autor już coś dalej pisze - nie mogę się doczekać, by ponownie spotkać się z jego prozą!
Ale w pewnym momencie wszystko i tak się skończy.
Ludzie, medale, koty, olimpiady, misje.
Są tylko dwa wyjścia.
Albo ty się skończysz razem z nimi, albo będziesz żyć dalej. Zależy od ciebie.”
Moja ocena: 8,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz