Autorka: Hannah Deitch
Tytuł: Zabójczy potencjał
Tłumaczenie: Tomasz Macios
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna / obyczajowa
“Zabójczy potencjał” to przesiąknięty popkulturą debiut literacki Hannah Deitch. Na rynku anglojęzycznym dostępny
jest od ponad roku, w tym czasie doczekał się już kilku tłumaczeń, jak i
ważnego wyróżnienia literackiego - został nominowany do Nagrody Edgara Allana Poego
w kategorii Debiut Roku. Nie jest to jednak pierwsza próba literacka tej
autorki - od zawsze wiązała swoją przyszłość ze słowem pisanym, studiowała
anglistykę i dziennikarstwo, była redaktorką czasopism artystycznych, a jej
artykuły ukazywały się w znanych magazynach z Los Angeles, gdzie obecnie
mieszka. Aktualnie pracuje nad swoją drugą książką.
Los Angeles, czasy współczesne, 11 grudnia.
Evie Gordon jak co niedzielę zjawia się pod jednym z imponujących domów LA -
jest korepetytorką przygotowującą do egzaminu SAT (odpowiednik polskiej
matury), a jej klientela to ludzie bardzo zamożni. Tak jak Victorowie. On
związany jest z branżą finansową, ona byłą aktorką. I to ich Evie znajduje
martwych w ogrodzie, gdy przeszukuje pusty, ale otwarty dom, w którym nikt się
nie odzywał… Spanikowana, kierowana instynktem, najpierw chce stamtąd uciec,
potem zadzwonić na policję, jednak właśnie wtedy słyszy, że ktoś cicho woła,
prosi o pomoc. Ktoś, kto schował się przed sprawcą? Okazuje się, że to kobieta
w podobnym jej wieku, związana i zamknięta w cuchnącej komórce. Po uwolnieniu
jej już mają wychodzić, ale wtedy zjawia się nastolatka, w wyniku
nieporozumienia atakuje kobiety, przez co kończy z rozbitą głową na podłodze.
Teraz już naprawdę muszą uciekać! I to raczej nie na policję, bo milcząca
kobieta raczej nie jest w stanie zeznawać, a Evie przecież właśnie niechcąco
kogoś zabiła… Najpierw ucieczka, potem plan!
„Jak się znika? Jakie nowe wymiary istnienia mogłabym osiągnąć jako duch? Niezależna od niczego i nikogo. Wolna, by robić wszystko, co zechcę.Wszystko, oprócz widywania swojej rodziny. Przyjaciół. Osób, które znałam i kochałam. Nie istniałabym już jako istota społeczna. Nigdy nie mogłabym pójść do restauracji ani kina, ani do baru, obserwować życia wirującego wokół mnie, uczestniczyć w nim. Nigdy nie mogłabym żyć wśród innych ludzi. Cały mój potencjał zostałby zmarnowany.”
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane
części podzielone na pięćdziesiąt rozdziałów pisanych w narracji
pierwszoosobowej czasu przeszłego przez Evie. Pod koniec powieści dochodzi do
niej drugi narracyjny głos, co nie jest w żaden sposób wyjaśnione, jednak można
się zmiany narratora domyślić z kontekstu. Język, jakim narratorka się
posługuje, jest przystępny, codzienny, ale użyty w ciekawym stylu, który podąża
za rwącym potokiem myśli bogatej wyobraźni narratorki, co ma swoje odwzorowanie
w rytmie zdań, interpunkcji - czasami cały akapit to jedno długie zdanie, które
jednak czytelnika nie męczy, wypada naturalnie, płynnie. Ze względu na typ
narracji historia zbudowana jest w dużej mierze z opisów - nie tylko zdarzeń,
ale właśnie też przebiegu myśli, przemyśleń i wyobrażeń postaci.
„Czasem myślę, że głos jest nawet bardziej zrozumiały niż słowa. Poprzedza słowa, których większość z nas i tak nie potrafi używać, niezależnie od wielkości własnego słownika czy liczby przeczytanych książek. Kto kiedykolwiek mówi dokładnie to, co jest właściwe? Ale głos to surowiec. Coś pierwotnego. Drżenie, szept, załamanie. Jeśli umiesz słuchać, mówi dostatecznie dużo.”
Nie da się nie dostrzec dużego wpływu
popkultury na tę opowieść. Stare dobre filmy, w których motywem przewodnim jest
podróż, ucieczka przed policją, życie poza prawem są tutaj bazą, inspiracją dla
historii współczesnej, w której intryga kryminalna zdaje się tylko pretekstem
do rozliczenia się z kilkoma ciekawymi tematami. Akcja powieści toczy się
przyjemnie dynamicznie, ale jej tempo nie jest zawrotne, po pierwszym zrywie
emocje zdają się lekko wyciszać, a historia przybiera obyczajowo-romantyczne
tony, by raz po raz uraczyć jakimś pomniejszym twistem, który ponownie nadaje
lekturze bieg, zmusza bohaterki do zmiany kierunku ucieczki. Akcja dobrze jest
prowadzona, autorka w odpowiednim momencie serwuje kolejne zwroty fabularne,
które prowadzą nas do tego ostatniego, tego, który przysłowiowo zostawia
szczękę na podłodze. I wtedy tempo akcji się zmienia - powieść już nie jest
powieścią drogi, kieruje się w stronę refleksyjną, psychologiczną,
przesiąkniętą tęsknotą tak silną, że wszystkie inne barwy i emocje zwyczajnie
znikają.
„To wszystko było takie niesprawiedliwe. Dlaczego się tu znalazłam? Dlaczego właśnie mnie to spotkało? Owszem, nie jestem święta. Ale czy naprawdę do tego miało sprowadzić się całe moje życie? Czy właśnie to było zawsze moim przeznaczeniem? Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej. Mniej bym się uczyła. Mniej pracowała. Mniej czasu spędzała z dala od ludzi, których kochałam.”
Zmuszając swoje bohaterki do nieprzemyślanej
ucieczki, autorka tworzy opowieść o przyjaźni, o siostrzeństwie dusz, o
budzącym się zaufaniu, przygląda się, jak rodzi się bliskość, czym się żywi i
jak prowadzi do przekonania, że można za drugą osobę oddać życie. To
równocześnie też historia miłosna, w której dużo uwagi poświęca się
cielesności. Jednak tym, co wydaje się tu najważniejsze, to oczekiwania.
Oczekiwania, jakie od początku życia względem nas ma świat. I tu najważniejsza
jest kreacja Evie. Kobiety, która od malutkości była pozytywnie motywowana,
która przez całe życie czuła, że ktoś za nią stoi, ktoś ją wspiera, ktoś wierzy
w jej potencjał. Tak naprawdę wierzyli wszyscy prowadząc ją przez kolejne etapy
edukacji, kolejne prestiżowe szkoły. Po przecież nauka gwarantuje dobry start,
pozwala w przyszłości coś osiągnąć, daje wielkie perspektywy. I tu wyobrażenia
o przyszłości muszą zderzyć się z rzeczywistością. Bo Evie mimo świetnego
wykształcenia nie ma satysfakcjonującej, dobrze płatnej pracy, mieszkanie
dzieli ze współlokatorami i ledwo wiąże koniec z końcem. Gdzie ten amerykański
sen? W którym miejscu coś poszło nie tak? Dlaczego tak skrzętnie i z dużym
wysiłkiem budowane życie zamiast wystartować do wielkości, zostało w pasach
startowych? Jak wiele w tym winy nas samych, społeczeństwa, stopnia zamożności?
„W czasach, kiedy skończyłam studia, bogactwo przybrało inną, bardziej nieuchwytną formę. Wydawało się kobietą w kocich okularach przeciwsłonecznych, z apaszką na szyi, femme fatale, seryjną morderczynią: stało się, innymi słowy, wielką tajemnicą. Tą wielką tajemnicą.”
Zarówno finanse, jak i postrzeganie
społeczeństwa odgrywają w tej opowieści równie istotną rolę. Podczas podróży
kobiet poznajemy dwie historie życia, dwóch osób w podobnym wieku, które jednak
potoczyły się całkiem inaczej. Na którym pułapie zamożności zmieniają się
priorytety? W którym momencie ścieżki przyszłości się zamykają, a w którym
otwierają? Podczas tej ucieczki obserwujemy reakcję mediów, społeczeństwa,
które nie szuka prawdy, które zadowala się szybkim osądem, do którego tak
naprawdę nie ma podstaw. To, co widzą inni, przecież nijak odnosi się do tego,
co zdarzyło się naprawdę, a jednak tyle wystarczy, by urządzić medialną
nagonkę, by wzbudzić sensację, a zarazem ukierunkować całe społeczeństwo - po
chwili przecież wszyscy już wiedzą, Evie jest morderczynią. To gorzki obraz
tego, jak łatwo przypisujemy łatki, jak łatwo budujemy potwory.
„(…) gdy nie masz pieniędzy, zmienia się nie tylko sposób, w jaki myślisz, w jaki jesteś postrzegana, w jaki poruszasz się po świecie. Zmienia się sama przestrzeń. Żyjesz pod zupełnie innym niebem. Inne jest twoje słońce. Twoje światło księżyca. To, co dla nich jest światłem, dla ciebie jest ciemnością, a może też być na odwrót.”
W swoim debiucie Hannah Deitch pokazuje, że ma
coś do powiedzenia o czasach, w których przyszło nam żyć. Konfrontuje
oczekiwania względem przyszłości z faktem, że nie zawsze każdy jest w stanie to
osiągnąć, że miejsca u szczytu są jednak policzone. Choć czy tak naprawdę warto
o nie walczyć? Czy Victoriowie byli szczęśliwi? A może to bliskość z drugim
człowiekiem, jest tym, co naprawdę ważne? Nie opinia społeczna, nie dopasowanie
się do standardów? Warstwa fabularna powieści mocno osadzona jest na znajomych
motywach popkultury, jest sprawnie prowadzona, choć momentami lekko naiwna i
wydaje się, że czasami niepotrzebnie mocno skręca w stronę romansu - choć
pewnie czytelnicy sięgający też i po ten gatunek nie będą mieli nic przeciwko.
Na pewno nie jest to typowy thriller czy kryminał - to raczej coś dla
miłośników powieści drogi, historii zmuszających do refleksji, a równocześnie
pisanych z lekkością i dynamizmem.
„Przez całe życie wyobrażałam sobie, że istnieją wybory, mapa z tysiącem możliwych dróg. Mogłam wybrać właściwą albo niewłaściwą – najczęściej wybierałam tę drugą – ale wybór należał do mnie. Tej nocy nie było mapy. Została tylko jedna samotna droga z jednym samotnym końcem: drzwiami klatki, i nie miałam dokąd iść, tylko prosto ku nim.”
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Marginesy.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz