lipca 03, 2026

"Zabójczy potencjał" Hannah Deitch

Autorka: Hannah Deitch
Tytuł: Zabójczy potencjał
Tłumaczenie: Tomasz Macios
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna / obyczajowa
 
“Zabójczy potencjał” to przesiąknięty popkulturą debiut literacki Hannah Deitch. Na rynku anglojęzycznym dostępny jest od ponad roku, w tym czasie doczekał się już kilku tłumaczeń, jak i ważnego wyróżnienia literackiego - został nominowany do Nagrody Edgara Allana Poego w kategorii Debiut Roku. Nie jest to jednak pierwsza próba literacka tej autorki - od zawsze wiązała swoją przyszłość ze słowem pisanym, studiowała anglistykę i dziennikarstwo, była redaktorką czasopism artystycznych, a jej artykuły ukazywały się w znanych magazynach z Los Angeles, gdzie obecnie mieszka. Aktualnie pracuje nad swoją drugą książką.
 
Los Angeles, czasy współczesne, 11 grudnia. Evie Gordon jak co niedzielę zjawia się pod jednym z imponujących domów LA - jest korepetytorką przygotowującą do egzaminu SAT (odpowiednik polskiej matury), a jej klientela to ludzie bardzo zamożni. Tak jak Victorowie. On związany jest z branżą finansową, ona byłą aktorką. I to ich Evie znajduje martwych w ogrodzie, gdy przeszukuje pusty, ale otwarty dom, w którym nikt się nie odzywał… Spanikowana, kierowana instynktem, najpierw chce stamtąd uciec, potem zadzwonić na policję, jednak właśnie wtedy słyszy, że ktoś cicho woła, prosi o pomoc. Ktoś, kto schował się przed sprawcą? Okazuje się, że to kobieta w podobnym jej wieku, związana i zamknięta w cuchnącej komórce. Po uwolnieniu jej już mają wychodzić, ale wtedy zjawia się nastolatka, w wyniku nieporozumienia atakuje kobiety, przez co kończy z rozbitą głową na podłodze. Teraz już naprawdę muszą uciekać! I to raczej nie na policję, bo milcząca kobieta raczej nie jest w stanie zeznawać, a Evie przecież właśnie niechcąco kogoś zabiła… Najpierw ucieczka, potem plan!
„Jak się znika? Jakie nowe wymiary istnienia mogłabym osiągnąć jako duch? Niezależna od niczego i nikogo. Wolna, by robić wszystko, co zechcę.
Wszystko, oprócz widywania swojej rodziny. Przyjaciół. Osób, które znałam i kochałam. Nie istniałabym już jako istota społeczna. Nigdy nie mogłabym pójść do restauracji ani kina, ani do baru, obserwować życia wirującego wokół mnie, uczestniczyć w nim. Nigdy nie mogłabym żyć wśród innych ludzi. Cały mój potencjał zostałby zmarnowany.”
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane części podzielone na pięćdziesiąt rozdziałów pisanych w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego przez Evie. Pod koniec powieści dochodzi do niej drugi narracyjny głos, co nie jest w żaden sposób wyjaśnione, jednak można się zmiany narratora domyślić z kontekstu. Język, jakim narratorka się posługuje, jest przystępny, codzienny, ale użyty w ciekawym stylu, który podąża za rwącym potokiem myśli bogatej wyobraźni narratorki, co ma swoje odwzorowanie w rytmie zdań, interpunkcji - czasami cały akapit to jedno długie zdanie, które jednak czytelnika nie męczy, wypada naturalnie, płynnie. Ze względu na typ narracji historia zbudowana jest w dużej mierze z opisów - nie tylko zdarzeń, ale właśnie też przebiegu myśli, przemyśleń i wyobrażeń postaci.
Czasem myślę, że głos jest nawet bardziej zrozumiały niż słowa. Poprzedza słowa, których większość z nas i tak nie potrafi używać, niezależnie od wielkości własnego słownika czy liczby przeczytanych książek. Kto kiedykolwiek mówi dokładnie to, co jest właściwe? Ale głos to surowiec. Coś pierwotnego. Drżenie, szept, załamanie. Jeśli umiesz słuchać, mówi dostatecznie dużo.”
Nie da się nie dostrzec dużego wpływu popkultury na tę opowieść. Stare dobre filmy, w których motywem przewodnim jest podróż, ucieczka przed policją, życie poza prawem są tutaj bazą, inspiracją dla historii współczesnej, w której intryga kryminalna zdaje się tylko pretekstem do rozliczenia się z kilkoma ciekawymi tematami. Akcja powieści toczy się przyjemnie dynamicznie, ale jej tempo nie jest zawrotne, po pierwszym zrywie emocje zdają się lekko wyciszać, a historia przybiera obyczajowo-romantyczne tony, by raz po raz uraczyć jakimś pomniejszym twistem, który ponownie nadaje lekturze bieg, zmusza bohaterki do zmiany kierunku ucieczki. Akcja dobrze jest prowadzona, autorka w odpowiednim momencie serwuje kolejne zwroty fabularne, które prowadzą nas do tego ostatniego, tego, który przysłowiowo zostawia szczękę na podłodze. I wtedy tempo akcji się zmienia - powieść już nie jest powieścią drogi, kieruje się w stronę refleksyjną, psychologiczną, przesiąkniętą tęsknotą tak silną, że wszystkie inne barwy i emocje zwyczajnie znikają.
„To wszystko było takie niesprawiedliwe. Dlaczego się tu znalazłam? Dlaczego właśnie mnie to spotkało? Owszem, nie jestem święta. Ale czy naprawdę do tego miało sprowadzić się całe moje życie? Czy właśnie to było zawsze moim przeznaczeniem? Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej. Mniej bym się uczyła. Mniej pracowała. Mniej czasu spędzała z dala od ludzi, których kochałam.”
Zmuszając swoje bohaterki do nieprzemyślanej ucieczki, autorka tworzy opowieść o przyjaźni, o siostrzeństwie dusz, o budzącym się zaufaniu, przygląda się, jak rodzi się bliskość, czym się żywi i jak prowadzi do przekonania, że można za drugą osobę oddać życie. To równocześnie też historia miłosna, w której dużo uwagi poświęca się cielesności. Jednak tym, co wydaje się tu najważniejsze, to oczekiwania. Oczekiwania, jakie od początku życia względem nas ma świat. I tu najważniejsza jest kreacja Evie. Kobiety, która od malutkości była pozytywnie motywowana, która przez całe życie czuła, że ktoś za nią stoi, ktoś ją wspiera, ktoś wierzy w jej potencjał. Tak naprawdę wierzyli wszyscy prowadząc ją przez kolejne etapy edukacji, kolejne prestiżowe szkoły. Po przecież nauka gwarantuje dobry start, pozwala w przyszłości coś osiągnąć, daje wielkie perspektywy. I tu wyobrażenia o przyszłości muszą zderzyć się z rzeczywistością. Bo Evie mimo świetnego wykształcenia nie ma satysfakcjonującej, dobrze płatnej pracy, mieszkanie dzieli ze współlokatorami i ledwo wiąże koniec z końcem. Gdzie ten amerykański sen? W którym miejscu coś poszło nie tak? Dlaczego tak skrzętnie i z dużym wysiłkiem budowane życie zamiast wystartować do wielkości, zostało w pasach startowych? Jak wiele w tym winy nas samych, społeczeństwa, stopnia zamożności?
„W czasach, kiedy skończyłam studia, bogactwo przybrało inną, bardziej nieuchwytną formę. Wydawało się kobietą w kocich okularach przeciwsłonecznych, z apaszką na szyi, femme fatale, seryjną morderczynią: stało się, innymi słowy, wielką tajemnicą. Tą wielką tajemnicą.”
Zarówno finanse, jak i postrzeganie społeczeństwa odgrywają w tej opowieści równie istotną rolę. Podczas podróży kobiet poznajemy dwie historie życia, dwóch osób w podobnym wieku, które jednak potoczyły się całkiem inaczej. Na którym pułapie zamożności zmieniają się priorytety? W którym momencie ścieżki przyszłości się zamykają, a w którym otwierają? Podczas tej ucieczki obserwujemy reakcję mediów, społeczeństwa, które nie szuka prawdy, które zadowala się szybkim osądem, do którego tak naprawdę nie ma podstaw. To, co widzą inni, przecież nijak odnosi się do tego, co zdarzyło się naprawdę, a jednak tyle wystarczy, by urządzić medialną nagonkę, by wzbudzić sensację, a zarazem ukierunkować całe społeczeństwo - po chwili przecież wszyscy już wiedzą, Evie jest morderczynią. To gorzki obraz tego, jak łatwo przypisujemy łatki, jak łatwo budujemy potwory.
„(…) gdy nie masz pieniędzy, zmienia się nie tylko sposób, w jaki myślisz, w jaki jesteś postrzegana, w jaki poruszasz się po świecie. Zmienia się sama przestrzeń. Żyjesz pod zupełnie innym niebem. Inne jest twoje słońce. Twoje światło księżyca. To, co dla nich jest światłem, dla ciebie jest ciemnością, a może też być na odwrót.”
W swoim debiucie Hannah Deitch pokazuje, że ma coś do powiedzenia o czasach, w których przyszło nam żyć. Konfrontuje oczekiwania względem przyszłości z faktem, że nie zawsze każdy jest w stanie to osiągnąć, że miejsca u szczytu są jednak policzone. Choć czy tak naprawdę warto o nie walczyć? Czy Victoriowie byli szczęśliwi? A może to bliskość z drugim człowiekiem, jest tym, co naprawdę ważne? Nie opinia społeczna, nie dopasowanie się do standardów? Warstwa fabularna powieści mocno osadzona jest na znajomych motywach popkultury, jest sprawnie prowadzona, choć momentami lekko naiwna i wydaje się, że czasami niepotrzebnie mocno skręca w stronę romansu - choć pewnie czytelnicy sięgający też i po ten gatunek nie będą mieli nic przeciwko. Na pewno nie jest to typowy thriller czy kryminał - to raczej coś dla miłośników powieści drogi, historii zmuszających do refleksji, a równocześnie pisanych z lekkością i dynamizmem.
„Przez całe życie wyobrażałam sobie, że istnieją wybory, mapa z tysiącem możliwych dróg. Mogłam wybrać właściwą albo niewłaściwą – najczęściej wybierałam tę drugą – ale wybór należał do mnie. Tej nocy nie było mapy. Została tylko jedna samotna droga z jednym samotnym końcem: drzwiami klatki, i nie miałam dokąd iść, tylko prosto ku nim.”
Moja ocena: 7,5/10

 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz