maja 22, 2020

"Wyrwa" Wojciech Chmielarz


Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Wyrwa
Data premiery: 06.05.2020
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller psychologiczny

Wojciech Chmielarz to ostatnimi laty chyba jedno z najgłośniejszym nazwisk polskiej sceny kryminalnej. Autor debiutował w 2012 roku „Podpalaczem” – pierwszym tomem bardzo entuzjastycznie przyjętym cyklu o komisarzu Mortce. Na ten moment cykl ten liczy 5 części, powstał też cykl gliwicki liczący 2 tomy (ciągle czekamy na obiecany tom trzeci!). Są to klasyczne kryminały. Dwa lata temu pisarz zaskoczył swoich czytelników „Żmijowiskiem”, które wymykało się tej kategorii. Przez wydawnictwo określone zostało jaki thriller psychologiczny, chociaż ja najchętniej określałabym je kategorią filmową – dramat psychologiczny.  I tu zaczął się mały rozłam fanów pisarza – część była rozczarowana, bo oczekiwali kryminału, w których tak świetnie się autor wcześniej sprawdził, a część była zachwycona głębią psychologiczną i dosadnym stylem autora - ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Później, rok temu, przyszła pora na „Ranę”, wpisaną w ten sam gatunek literacki. I tu znowu zadania były podzielone, ja jednak uznałam tę książkę za najlepszą w dorobku autora. Poprzeczka więc była postawiona teraz naprawdę, naprawdę wysoko. Czy „Wyrwa” – trzeci thriller psychologiczny, dał radę ją przeskoczyć? Albo choćby dorównać?

Akcja powieści zaczyna się w momencie, gdy Maciek stoi przed przedszkolem – przyszedł odebrać swoją 4letnią córkę Iwonkę. Chwilę temu wrócił z Mrągowa, gdzie dowiedział się, że jego żona zginęła w wypadku samochodowym. Mężczyzna jest załamany, bije się z myślami jak powiedzieć o tym córkom – ma jeszcze 12letnią Basię. Nie wie jak ma dalej żyć, jak sobie poradzić z poczuciem straty, której kompletnie nie rozumie – Janina, jego żona, przecież miała być pod Krakowem, więc jak to możliwe, że zginęła po drugiej stronie Polski? Co ona tam robiła? Czy możliwe żeby go okłamała? Dlaczego? To jeszcze gorsze niż sama jej śmierć, tak niewiedza, niezrozumienie… Gdy z biegiem czasu śledztwo policji wykazuje jeszcze kilka innych niepokojących spraw, Maciek postanawia, że musi rozwiązać zagadkę śmierci żony – dopiero później może zacząć spróbować na nowo ułożyć sobie życie sam z dziewczynkami…
„Ból jest uczuciem subiektywnym. Nie da się go zmierzyć. Wszystkie opracowane przez medycynę skale są tylko przybliżone. Ja teraz czułem się tak, jakby ktoś wyciął mi kawałek serca.”
Książka podzielona jest na kilka tytułowanych części odnoszących się do wydarzeń lub miejsca, w którym się toczą. Każda część składa się z kilku krótkich rozdziałów. Narracja prowadzona jest przez Maćka w pierwszej osobie czasu przeszłego, jedynie jedna z dalszych części prowadzona jest przez innego bohatera w trzeciej osobie. Styl powieści jest rewelacyjny. Jestem zachwycona tym, jak autor pisze, jak posługuje się słowami, ile potrafi nimi wyrazić. Niby język jest zwyczajny, nic takiego niespotykanego, ale jakoś tak trafia idealnie w punkt – wszystkie uczucia, myśli opisane są nad wyraz trafnie, pisarz wyciska z nich esencję, chwyta w idealnym kadrze. To bardzo dojrzały język, dojrzałe spostrzeżenia. Właśnie tym stylem autor przypomniał mi, dlaczego cały czas mówię, że Chmielarz to mój polski pisarz numer jeden.
„Chciałem umrzeć, ale nie mogłem, bo w domu czekały na mnie dwie córeczki, dlatego chciałem się zabić chociaż na chwilę. Alkohol wydawał się najlepszym rozwiązaniem.”
Historia powieści rozpoczyna się od rozpaczy bohatera. To jak autor opisał tu emocje, jak głęboko uchwycił prawdziwość tych przeżyć, jest dla mnie wręcz niepojęta. Naprawdę, gdybym nie wiedziałam, że autor i jego rodzina mają się dobrze, byłabym naprawdę święcie przekonana, że pisze to z doświadczenia. To jest po prostu niemożliwe, żeby dało się tak uchwycić rozpacz po stracie najbliższej osoby, partnera życiowego, bez faktycznego tego doświadczenia. A jednak Chmielarz potrafi. Te bodajże 1/3 książki wzbudziło we mnie tyle smutku, tylko bolesnych emocji jak chyba jeszcze żadna z książek. Pierwszy raz miałam tak, że tak bardzo odczuwałam to co bohater, że aż z bólu nie mogłam czytać dalej. Musiałam zrobić sobie przerwę w lekturze, trochę się uspokoić. Naprawdę nigdy tak jeszcze nie miałam, żadna z książek tak bardzo mnie nie bolała. Owszem, mam kilka tytułów, podczas, których lektury moje emocje, wzruszenia sięgały zenitu, jednak tak, by odczuwać wręcz fizyczny ból, nie miałam nigdy. Naprawdę nie wiem jak Chmielarz to zrobił, ale gdybym miała ocenić ten kawałek książki dałabym 10/10.
„Tak bardzo chcieliśmy być dorośli i odpowiedzialni, że zapomnieliśmy o tym, czego kiedyś pragnęliśmy. A kiedyś pragnęliśmy przede wszystkim być szczęśliwi.”
Później, po pogrzebie Janiny, jest już trochę spokojniej, przynajmniej jeśli chodzi o emocje, bo akcja dopiero się zaczyna. Bohater przystępuje do prywatnego śledztwa. Podąża kilkami trapami, które prowadzą go w miejsca, o których nigdy by nie pomyślał. Nie chcę zdradzać za dużo, jednak tą część książki również oceniam pozytywnie, historia była ciekawa, prawdopodobna i opisana z wyczuciem.
„Tak łatwo stać się kimś innym z kimś innym. (…) Może wcale nie chodziło o to, że przestaliśmy się kochać, bo ja ją przecież kochałem, a ona, pomimo wszystko, chyba mnie też, tylko nie mogliśmy znieść ludzi, którymi sami się staliśmy.”
Sprawa komplikuje się gdzieś w ostatniej 1/3 książki. Kiedy pojawia się Ułan i Anka, dokładnie w tym miejscu historia jakoś mi się sypie. Miałam wrażenie, że ten fragment jest za bardzo oderwany od realności, za dużo autor nawymyślał, za dużo nakombinował. Rozumiem dlaczego – porusza tu dwa ważne tematy, pierwszego zdradzać nie mogę dla dobra fabuły, drugim jest zemsta – opisał je oczywiście tym swoim świetnym stylem, odczucia bohatera są zrozumiałe i bardzo realne, jednak niestety sytuacja dla mnie taka już nie była. Miałam wrażenie jakbym zaczęła po prostu czytać całkiem inną historię. Nie zgrało mi się to w całość.
„Oboje pragnęliśmy być kimś innym, kimś lepszym. Obojgu nam się to nie udało. Tkwiliśmy na swoich stanowiskach. Trzymaliśmy się ich desperacko, niczym boi ratunkowej na rozszalałym morzu. Zupełni jak nasi znajomi. Wszyscy w podobnej sytuacji, uwiązani pętlą kredytów, przygnieceni tonami zawodowych zobowiązań. Całe pokolenie ludzi, które żyje w przekonaniu, że bycie nieszczęśliwym to ich obowiązek.”
Co do tematów, to prócz tych oczywistych jak trauma po stracie najbliższej osoby, chęć zemsty czy zagubienie i rozpacz, wiele jest tu też o rozczarowaniu życiem. Życiem dorosłym, w roli ojca, męża, partnera, żywiciela rodziny. Dużo tu gorzkich słów, ale jakże prawdziwych. Autor poprzez swojego bohatera przygląda się zwyczajnym ludziom, gdzieś w okolicach trzydziestki - czterdziestki, mających rodziny, stałą pracę, próbujących żyć z dnia na dzień. Ludzi obciążonych problemami życia codziennego, przez które gdzieś tracą całą radość życia, poczucie bycia szczęśliwym. To smutne spostrzeżenia, ale podobno zauważyć problem to już jest krok do poprawy, prawda? Może właśnie to autor chce nam uświadomić.

Podsumowując, „Wyrwa” to pierwsza książka tego autora, z którą mam ogromny problem w ocenie. Z jeden strony uwielbiam styl Chmielarza, a pierwsze 150 stron książki zrobiło na mnie wrażenie piorunujące. Z drugiej strony ostatnie 100-150 stron jakoś kompletnie nie zgrało mi się z całą historią, co bardzo mnie zaskoczyło, niestety nie w pozytywnym sensie. Może autor zaczął po prostu z za wysokiego punktu, by całość utrzymać na równie wysokim poziomie? Nie wiem, ale myślę, że przy tak dobrej literaturze, jaką tworzy Chmielarz, można wybaczyć te jedno niedociągnięcie, każdemu przecież może podwinąć się noga. Ja i tak dalej uznaję go za mojego pisarza numer jeden i z niecierpliwością czekam na kolejną powieść.

Moja ocena: 7,5/10

Książkę odebrałam za punkty w portalu czytampierwszy.pl
Numer akredytacji 04/05/2020

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza