listopada 28, 2020

"Morderców tropimy w czwartki" Richard Osman

Autor: Richard Osman
Tytuł: Morderców tropimy w czwartki
Cykl: Czwartkowy Klub Zbrodni, tom 1
Tłumaczenie: Anna Rajca - Salata
Data premiery: 14.10.2020
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448
Gatunek: komedia kryminalna
 
Richard Osman to brytyjski producent i prezenter teleturniejów telewizyjnych, komik, a teraz i autor. „Morderców tropimy w czwartki” to jego debiut literacki. Co ciekawe w tym samym czasie co Richard, na rynku literackim debiutował także jego brat, Mat Osman, muzyk, basista i współzałożyciel brytyjskiego rockowego zespołu Suede, powieścią pt. „The ruins”, która jak na razie nie została przetłumaczona na język polski. Podczas pisania tej recenzji dotarłam do informacji, iż autor już teraz szykuje tom drugi przygód członków Czwartkowego Klubu Zbrodni, co cieszy mnie przeogromnie! Na rynku angielskim książka ma się ukazać we wrześniu 2021 roku. Oby do nas równie szybko dotarła!
„Kilka kieliszków wina i zagadka. Spotkanie towarzyskie i drastyczne szczegóły. Trudna o lepszą rozrywkę.”
Fabuła powieści „Morderców tropimy w czwartki” toczy się w południowo-wschodniej Anglii, w hrabstwie Kent, a jeszcze dokładniej – na luksusowym osiedlu dla seniorów Coopers Chase. Emeryci żyją sobie spokojnie w otoczeniu przyrody w miejscu dawnego klasztoru, w zasięgu ręki mają wszystko co potrzeba, a nawet i więcej. Jest tu też dużo ciekawych klubów, między innymi Czwartkowy Klub Zbrodni. Został on założony przez Elizabeth i Penny, dawną komisarz, która po kryjomu skopiowała akta nierozwiązanych spraw i teraz razem z przyjaciółmi starają się dostrzec to, co kiedyś przeoczyła policja. Do kobiet dołączył Ron i Ibrahim, ale niestety Penny jakiś czas temu trafiła do szpitala. W tym czasie do klubu dołączyła Joyce. Przyjaciele mają właśnie zastanowić się nad nową sprawą, kiedy okazuje się, że po dosyć burzliwym spotkaniu emerytów w sprawie rozbudowy ośrodka, współwłaściciel i główny budowlaniec został zamordowany w swoim mieszkaniu. Klub postanawia zatem skupić się na tej zbrodni i rozwiązać jej zagadkę przed policją. Tym samym muszą uruchomić wszystkie swoje dawne znajomości, a i przekonać do siebie śledczych prowadzących tę sprawę… Czy im się to uda? Kto i dlaczego popełnił tę zbrodnię? I czy przypadkiem czwórka zadziornych emerytów nie wpakuje wszystkich w kłopoty?
 
Książka składa się z 115 bardzo króciutkich rozdziałów rozdzielonych na dwie części. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, wyjątkiem są rozdziały z pamiętnika Joyce – te oczywiście pisane są w narracji pierwszoosobowej. Narrator obserwuje naprzemiennie kilka głównych postaci – przeważnie na zmianę emerytów i policję, skupia się nie tylko na ich poczynaniach, ale i myślach i odczuciach. Styl, w którym napisana jest powieść, jest bardzo prosty i pełen dialogów. Nie jest to może stricte komedia kryminalna, do których jestem przyzwyczajona – to raczej taka urocza, pozytywna powieść kręcąca się wokół ciekawej i całkiem skomplikowanej zagadki kryminalnej. Nie znajdziemy tu specjalnie sytuacji w których wybuchniemy niekontrolowanym śmiechem, ale bijący z kart powieści optymizm i urok na pewno każdemu czytelnikowi sprawią ogromną przyjemność.
„W starszym wieku można robić prawie wszystko, na co ma się ochotę. Nikt już nas nie beszta poza lekarzami i własnymi dziećmi.”
Myślę, że mamy tu kilka czynników odpowiedzialnych za powodzenie tej powieści. Na pewno trzeba tu wyróżnić bohaterów – zarówno emeryci, jak i para policjantów są bardzo fajnie przedstawione. To postacie energiczne, żywiołowe, z charakterem, acz każda z nich z innym. Elizabeth to ta, która ma najwięcej znajomości, jest jakby przewodniczącą Klubu. Joyce, emerytowana pielęgniarka, jest bystra i spostrzegawcza. Ibrahim to były psychiatra, zawsze do każdej kwestii podchodzi matematycznie. Ron, dawny bojownik klasy robotniczej, jest płomiennym mówcą i człowiekiem nieowijającym w bawełnę. Ta ekipa idealnie się uzupełnia, każdy z nich na swoją funkcję w grupie, a łącząc siły ich moc dedykacyjna jest nie do pokonania. Poza nimi warto też wspomnieć o policjancie Chrisie, 50latku który cierpi na nadwagę i samotność oraz Donnie, 20kilkuletniej posterunkowej, która przeniosła się tu z Londynu i w hrabstwie Kent nudzi się niemiłosiernie. Każda z tych postaci jest barwna, kolorowa i pozytywna, choć każdy z nich gdzieś tam walczy z własnymi problemami.
 
Drugim czynnikiem, który sprawia, że powieść mogę uznać za naprawdę udaną jest osadzenie akcji w bardzo ciekawym miejscu. Jak wspomniałam osiedle powstało w miejscu dawnego kobiecego klasztoru, w uroczym i dosyć odosobnionym zakątku hrabstwa. Niedaleko jest morze, kilka mniejszych uroczych miejscowości i pełno zieleni i bliskości natury. Dodatkowo samo Coopers Chase jest naprawdę ciekawym miejscem. Gdzieś pod koniec powieści było stwierdzenie córki Joyce, która mówiła, że bała się, że matka po przeprowadzce na osiedle emerytów zgaśnie i będzie czekała tylko na śmierć. Zdarzyło się jednak odwrotnie, to tu znalazła nowe zainteresowania, nowych przyjaciół i sens życia, gdy dzieci już dorosły, mąż umarł, a praca zawodowa to tylko wspomnienie.
„Zawsze wiemy, kiedy robimy coś po raz pierwszy, prawda? Ale bardzo rzadko zdajemy sobie sprawę, kiedy coś dzieje się po raz ostatni.”
Skoro już jesteśmy przy osiedlu emerytów, które dało bohaterce nowe życie, to warto zaznaczyć, że autor w bardzo fajny, przyjemny, a zarazem chyba prawdziwy sposób oddał głos bohaterom 65+. Przedstawił zarówno te pozytywne aspekty życia emerytów, jak i ich negatywne strony. Mimo pozytywnego wydźwięku, książka zawiera dużo ciekawych spostrzeżeń jak spojrzenie na życie z wiekiem się zmienia, jakie problemy i obawy męczą ludzi w takim wieku. Przez to lektura nabiera większego wymiaru, niesie nie tylko rozrywkę, ale i większą empatię do ludzi starszych.
„Przed laty wstawali wcześnie, bo czekało ich dużo pracy, a dzień miał tak mało godzin. Teraz zrywają się o świcie, bo tyle jest do zrobienia, a tak niewiele dni im zostało.”
Oczywiście książka to jakby nie było kryminał, a więc na koniec porozmawiajmy trochę o tej intrydze kryminalnej. Szczerze – już przed połową książki byłam pewna, że wiem kto zabił. No cóż, oczywiście okazało się, że moja pewność jednak rozminęła się z rozwiązaniem…  Intryga kryminalna okazuje się naprawdę skomplikowana, co przy komediach kryminalnych raczej nie jest częstym wyborem. Do tego, mimo że akcja nie jest specjalnie mocno dynamiczna (w końcu bohaterowie to emeryci…), to jednak pełna zwrotów akcji, cały czas coś czytelnika zaskakuje. Naprawdę zadziwiająco dobrze się przy tej zagadce bawiłam, autor wiele razy wyprowadził mnie w pole 😉
 
Podsumowując, nie spodziewałam się, że „Morderców tropimy w czwartki” będzie tak urocze, a zarazem tak dobre. Nie widzę tutaj ironicznego podejścia czy stricte brytyjskiego humoru, o którym słyszałam podczas akcji reklamowej książki, a raczej całość przypomina mi cudowne komedie romantyczne z serii Mała Czarna Wydawnictwa Albatros, tyle że o miłości jest tu mniej, a całość kręci się wokół morderstw… Bohaterów powieści pokochałam całym sercem i już tak od połowy powieści modliłam się, by autor zdecydował się napisać część kolejną z Klubem Zbrodni w roli głównej. Tak więc wyszukana informacja o zapowiedzi tomu kolejnego cieszy mnie przeogromnie – będę czekać z utęsknieniem!
 
Moja ocena: 8/10
 
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza!
Książka dostępna jest też w abonamencie 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza