Autorka: Anna
Bailey
Tytuł: Tamte
dzikie dni
Tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
Data premiery: 13.08.2025
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller
psychologiczny / obyczajowy / literatura piękna
Anna Bailey to brytyjska autorka powieści z
pogranicza thrillera psychologicznego i literatury pięknej, w których wątek
kryminalny jest tylko pretekstem do przyjrzenia się małym społecznościom. Na ten
moment autorka na koncie ma dwie powieści: “Przedsionek piekła” (recenzja -klik!) oraz “Tamte dzikie dni” - akcja obydwu osadzona jest w małych
amerykańskich miejscowościach z południowych stanów, które poznała podczas
swojego kilkuletniego pobytu w okolicach Colorado. Poza tymi tytułami napisała
też opowiadania, które na razie na jej rynku rodzimym były publikowane w formie
słuchowiska, a w przyszłym roku mają zostać wydane w formacie papierowym.
Możemy też mieć nadzieję, że trzecia powieść autorki ukaże się szybciej niż
druga (cztery lata czekania!) - już teraz na jej profilu na Instagramie pojawiła
się informacja o podpisanej kolejnej umowie z wydawnictwem (teraz na kilka
książek) oraz zapowiedzią najnowszego tytułu.
Luizjana, małe miasteczko Jacknife położone w
delcie Missisipi, w którym życie kręci się wokół pracy w fabryce plastiku i
biznesu związanego z połowem aligatorów. Kto może z młodych, ten ucieka,
zostają tam tylko ci, którzy czują się z miejscem wyjątkowo związani lub po
prostu ci, których na ucieczkę nie stać. Dziesięć lat temu, jeszcze przez
osiemnastymi urodzinami, uciekła stamtąd Loyal, która teraz wraca - bo musi, bo
jej matka zaczyna przejawiać objawy demencji, ale ciągle ma nadzieję, że nie na
tyle poważne, by potrzebowała stałej opieki… W każdym razie musi to
skontrolować, trochę z samotną matką pobyć, choć powrót nie jest łatwy. Loyal
nigdy nie czuła się w Jacknife na miejscu, choć kiedy przyjaźniła się z inną
dziewczyną, pozostającą na uboczu towarzystwa tak jak ona, to jeszcze życie tu
było znośne. Zepsuło się przez pewne wydarzenia, które spowodowały, że Loyal
porzuciła miasteczko, a więc i przyjaciółkę w gniewie. Teraz jednak nie ma
czasu wyjaśnić starych nieporozumień - niedługo po jej powrocie, okazuje się,
że Cutter nie żyje. Jej ciało zostało znalezione na bagnach, utonęła. Choć Loyal
ma do tego wątpliwości - takie dziewczyny jak Cutter same z siebie się nie
topią… jako dziennikarka lokalnej gazety postanawia się temat trochę podrążyć.
Czy uda jej się coś odkryć? A przynajmniej odtworzyć ostatnie godziny życia jej
dawnej przyjaciółki?
Książka rozpisana jest na prolog zatytułowany
“jakaś droga, jakieś drzewa” oraz 46 rozdziałów pisanych w narracji
trzecioosobowej czasu teraźniejszego (prócz kilku rozdziałów opisujących
zdarzenia sprzed kilku dni w czasie przeszłym) z perspektywy kilku osób -
przede wszystkim Loyal, która jest postacią przewodnią znaczącej liczby
rozdziałów, jednak nie jedyną: pojawiają się też bracia Cutter i współpracownik
Loyal - Sasha. Styl powieści jest surowy, dosadny, ale ubrany w eleganckie
zdania, ciekawe skojarzenia, niebanalne porównania. Przez to właśnie tekst
wpisuje się w gatunek literatury pięknej - tu sposób oddania historii jest
równie ważny, co sama historia. W tekście nie ma przekleństw, jest za to sporo
opisów - to one oddają nam to, co niesie w sobie Jacknife.
“(...) przybiera wyraz współczucia tak łatwo, jakby nakładał balsam na usta. Zastanawia ją, jakiego życia musiał doświadczyć, że nauczył się uspokajać takich kanciastych mężczyzn.”
Bo jest to miasteczko, które poprzez swoje
położenie, zachowało w sobie naturalną dzikość. To ciągła bliskość wody,
głębokie lasy, bagna i niebezpieczne obszary, na których grasują prawdziwe
krwiożercze potwory - aligatory. Latem panuje tam prawdziwy zaduch - przez
bagna gorąco i wilgoć trzymają się w powietrzu, tak że czasami nie da się
oddychać, a każdy zalewa się potem.
“To miejsce nie jest tak dzikie, jak ludzie sądzą. Już teraz oddychamy fabrycznym powietrzem, pijemy wodę zanieczyszczoną ściekami z fabryki… Jeszcze trochę, a zbudują nam fabrykę na głowie, zobaczysz. To nasze ostatnie dzikie dni, chłopcze. A ten aligator widmo to relikt… coś co zostało ze starego, dziwnego piękna tych mokradeł.”
W ogóle panuje tam dziwnie senna atmosfera -
ludzie pracują w fabryce, potem piją w barze, a ci, którzy nie pracują, po
prostu piją w domu. To miejsce starych wierzeń, magii Cajunów, choć to religia
katolicka zajmuje w społeczności dziwnie ważne miejsce. To w kościele co
tydzień spotykają się wszyscy mieszkańcy miasteczka, a ci, co nie przychodzą,
traktowani są jak wyrzutki. I do grona wyrzutów, na samych obrzeżach
społeczeństwa żyje rodzeństwo Labasquesów. Ich rodzice aniołami nie byli,
zginęli dawno temu, po zapewnieniu swoim dzieciom wielu lat życia w bólu i
przemocy. Od tej pory pozostali w trójkę: Dewall, Cutter i Beau. Dewall to
postrach całego miasteczka, każdy ucieka przed jego twardymi pięściami i siłą,
jaką zdobył dzięki całemu życiu spędzonemu na połowie aligatorów. Cutter
uważana była za dzikuskę, która tych, co wsuwali ręce nie tam, gdzie mieli,
gryzła do krwi bez skrupułów. Beau, najmłodszy, najbardziej wrażliwy, ukojenia
i znieczulenia szuka w narkotykach. Nikt tak naprawdę nie wie jakie relacje
skrywają cztery ściany Labasquesów, choć pogłoski krążą rożne… Ale właśnie
dlatego tym trudniej jest sobie wyobrazić, że ktoś mógłby Cutter zabić, albo że
mogłaby zabić się sama. Była na to za silna, za harda. Chyba że zrobił to
któryś z braci?
“Beau wyobrażał sobie, że wszystkie rodziny poza nimi żyją w spokoju, że w domach innych ludzi nie ma gróźb ani bólu. Dlatego nie widział sens w próbie wyjaśnienia swoich problemów komukolwiek z zewnątrz. Bo to nic by nie dało; byłoby jak mówienie w obcym języku.”
Co innego Loyal. Nieśmiała, zawsze czująca się
w towarzystwie głupio, nie ma miejscu. Wstydząca się swojej tuszy, w ogóle
chyba wszystkiego, co sobą prezentuje. Dzięki Cutter przetrwała szkołę, potem
ukojenia szukała w pisaniu. I teraz zamierza wykorzystać swój zawód, by poprzez
znalezienie mordercy i wyjaśnienie losu Cutter na łamach gazety, odkupić to, co
sama zrobiła swojej przyjaciółce dziesięć lat temu…
“(...) nigdy nie chodziło jej o ratowanie kogokolwiek. Ona chce tylko zrozumieć. Nie wystarcza jej rola biernego obserwatora, który spisuje fakty i przepisuje je dalej. Pisze, by nadać sens rzeczom - żałobie, bólowi, pozornie bezsensownym aktom okrucieństwa.”
Towarzyszy jej w tym Sasha, nieco od niej
młodszy, równie do społeczeństwa niedopasowany, on jest zdaje się tym nie
przejmować. Jak to możliwe, że te same niedopasowania wywołują tak różne
reakcje, tak różne uczucia?
“Wiedziała, ile wysiłku kosztuje to, by czuć się dobrze we własnym ciele, gdy nie wyglądało ono jak u innych.”
Akcja powieści toczy się tempem bardzo
spokojnym, czujemy się tak, jakbyśmy spacerowali po miasteczku i raz po raz
podglądali inne osoby. Bo to na społeczności i jednostkach się skupiamy, a
zagadka kryminalna, choć jest, stanowi raczej tylko bazę. Spokojnie
przemierzamy Jacknife, przyglądamy się reakcjom i relacjom, kondycji życia,
ścieraniu się człowieka z naturą. Emocji dostarczają kontrasty i prawdziwe
zagrożenia - same aligatory, ale też i gang narkotykowy, i momentami podejrzanie
zachowująca się policja. Rozwiązania i twisty fabularne dobrze pasują do
całości, choć nie można ich rozpatrywać w kategoriach świeżości - pomiędzy
debiutem autorki a tym tytułem, trochę powieści poruszających podobne
zagadnienia już było.
“Widok Cutter, zapomnianej na własnym pogrzebie, zakopanej nie pod ziemią, ale pod ciężarem przemocy braci, pewnie byłby dla niej bolesny.”
Jednak to nie intryga kryminalna jest tutaj
tak naprawdę ważna. Bo te miejsce zajmuje warstwa społeczno-psychologiczna,
analiza postaci skomplikowanych i napiętnowanych życiem w tak małym, dość
zaściankowym miasteczku. Autorka przygląda się tematowi wykluczenia, życia w
biedzie i przemocy, jak i niezrozumieniu. W życiu, w którym stereotypy i
przekonania większości dochodzą do głosu, a wszystko co inne, jest potępiane i
odsuwane. I tak narasta złość i desperacja, a dawne urazy pęcznieją aż do
granic swoich możliwości… Mimo smutnego wydźwięku można jednak i tu znaleźć
promyk nadziei - niektórzy jeszcze mają szansę się zmienić.
“To jedna z rzeczy, których Loyal musi nauczyć się na nowo: tutaj nigdy nie jest się daleko od wody. To surowa kraina, która wciąż wydaje się dopiero co wyrwana naturze, choć według lokalnych archiwów miasteczko istnieje tu już od niemal trzech stuleci.”
“Tamte dzikie dni” to powieść nastrojowa,
osnuta duszną mgłą unoszącą się znad bagien. Tu niektórzy ludzie mają równie
ostre kły co aligatory, tu niektórzy tak jak one poruszają się w społeczności
bezszelestnie, niezauważeni przez nikogo. Tu prawo ludzkie, boskie i
poszukiwanych przestępców wiruje jak w kotle, a postacie muszą poruszać się
tak, by żadnemu z nich się nie narazić. Dzikość zderza się ze współczesnym
życiem, które coraz więcej miejsca dla siebie zawłaszcza. A wśród tego dramat osobisty
braci Cutter, którzy na swój sposób radzą sobie z żałobą i Loyal, której
nadzieje na powrót do przyjaźni sprzed lat przez jej opieszałość nie ma już
szansy na pozytywne zakończenie. To dramat wszystkich ludzi niedopasowanych,
sfrustrowanych przez brak możliwości wyrażenia siebie - jak te napięcie
rozładować, zanim będzie za późno?
Dla mnie była to powieść bardzo spokojna,
która napawała mnie lękiem drapieżności aligatorów i smutkiem ludzkich
dramatów.
“(...) nie można nie kochać tych dzikich okolic. Dzięki nim czuje, że żyje w samym sercu prawdziwego świata (...).”
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Albatros.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz