stycznia 27, 2026

"Nie otwieraj oczu" Josh Malerman - recenzja przedpremierowa

 

Autor: Josh Malerman
Tytuł: Nie otwieraj oczu
Cykl: Bird Box, tom 1
Tłumaczenie: Filip Sporczyk
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 320
Gatunek: cosmic horror / postapo
 
Josh Malerman to jeden z członków zespołu rockowego High Strung, który w czasie tras koncertowych napisał wiele powieści, zanim jednak odważył się pomyśleć o ich wydaniu, minęło trochę czasu. Stało się to w 2014 roku z historią skategoryzowaną jako cosmic horror - podgatunek grozy, w którym tym, co przeraża, jest coś niepojętego i niezrozumiałego dla ludzkości. To właśnie “Nie otwieraj oczu”, książka, która szybko okazała się sensacją na rynku anglojęzycznym, doczekała się nagród i ekranizacji, ukazała się na Netflixie pod koniec roku 2018. Choć może bardziej odpowiednim określeniem będzie “oparta o”, bo sam film mocno odbiega od oryginału, o czym dopiero teraz mogłam się przekonać! Książka “Nie otwieraj oczu” w Polsce ukazała się po raz pierwszy po premierze filmu, w 2019 roku i długo była jedyną powieścią Malermana dostępną na naszym rynku. W końcu zmieniło to Wydawnictwo Akurat, które w poprzednim roku wydało najnowszą powieść autora “Coś się dzieje w naszym domu” (recenzja - klik!), teraz wznowiło “Nie otwieraj oczu”, a już na kwiecień zapowiedziało kontynuację tej historii w powieści “Malorie” (w oryginale wydaną w 2020 roku).
 
Przedmieście Detroit, październik. Od ponad czterech lat zbliżająca się do 30-tki Malorie jest zamknięta w jednym domu. Mieszka tam z dwójką swoich dzieci, teraz czterolatków, które wyszkoliła tak, że słyszą każdy szmer. Bo słuch jest im ogromnie potrzebny - właśnie postanowiła, że to dzisiejszego ranka ruszają w drogę, która może okazać się dla nich zabójcza, ale, jeśli się im powiedzie, w końcu poprawi warunki ich życia i zmniejszy natężenie strachu, które tak dotkliwie odczuwają mieszkając samotnie. Szkopuł w tym, że całą trasę muszą pokonać ufając tylko swojemu słuchowi - pod żadnym pozorem nie mogą otworzyć oczu, bo tam, na zewnątrz, czai się coś, co, gdy tylko znajdzie się w zasięgu wzroku, powoduje utratę zmysłów i szaleńczą, bezwzględną śmierć. A przecież Malorie zrobiła już tak wiele, by w trójkę przeżyli… Czy teraz naraża ich niepotrzebnie na śmierć? Czy mają jednak szansę osiągnąć swój cel?
“Po latach powtarzania, jak ważne jest słuchać, jak wielkie znaczenie ma nadstawianie uszu, czasami wydaje jej się, że dzieci potrafią usłyszeć nawet jej myśli.”
Książka rozpisana jest na czterdzieści trzy rozdziały, w większości pisane z perspektywy Malorie w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Akcja toczy się w dwóch naprzemiennych czasach: teraz, podczas ich wyprawy oraz pięć lat wcześniej, w chwili, gdy Malorie odkryła, że jest w ciąży, a równocześnie świat zaczął coraz głośniej huczeć o niewytłumaczalnych, agresywnych przypadkach morderstw i samobójstw. Książka pisana jest prostym językiem, krótkimi zdaniami, a myśli, które Malorie wypowiada w swojej głowie, są pisane kursywą. A jednak w tym prostym stylu autora jest coś takiego, że książkę czyta się z zadziwiającą szybkością i płynnością - dzięki czemu te trzysta stron można połknąć dosłownie w ciągu jednego dnia.
 
Wygląda na to, że Josh Malerman już od swojego debiutu doskonale operuje emocjami czytelnika. “Nie otwieraj oczu” zbudowane jest tak, że po początkowym niepokoju, odczuwamy coraz większy strach - jednak nie jest on wywoływany czymś fizycznym, namacalnym, a wręcz odwrotnie, tym, czego nie widać, czymś, czemu nie można ufać, czymś, co wywołuje w ludziach potworne zmiany prowadzące do śmierci wszystkich, którzy są wokoło. Autor doskonale opisuje sytuacje grozy, w których każdy szmer, każdy głośniejszy oddech, przyprawia o palpitację serca. Historia, która podzielona jest na dwa czasy naprzemiennie się ze sobą przeplatające, dobrze utrzymuje ciekawość czytelnika: rozdziały z Malorie przeprawiającej się przez rzekę wraz z dziećmi są krótka, pełne matczynego strachu, a pomiędzy nią poznajemy jak w ogóle cała ta sytuacja się zaczęła i jak to się stało, że Malorie została sama z dwójką małych dzieci w domu od dawna naznaczonym przerażającym rozlewem krwi…
 
Tutaj strach nie bierze się jednak z makabry, brutalności. Tu ma on podłoże psychologiczne. Autor doskonale oddaje ludzki charakter w sytuacji kryzysowej, w sytuacji, gdy życie ludzkości jest zagrożone - teraz, kiedy w pamięci ciągle jeszcze mamy pandemię koronawirusa ten strach jest dla nas dużo łatwiejszy do wyobrażenia. Podczas naszej pandemii jednak, choć baliśmy się nieustannie o zdrowie najbliższych, mogliśmy się wspierać, działać razem, w sytuacji, którą wymyślił Malerman, każdy może okazać się śmiertelnym zagrożeniem. Bo jak wiedzieć, komu ufać, kiedy nie można patrzeć? Jak żyć, w ciągłym poczuciu zagrożenia, strachu, że to, co niewiadome, jednak przedrze się do domu i spowoduje śmierć tych, na których zależy nam najbardziej?
 
 
Kiedy ludzkość staje w obliczu takiego kryzysu, są dwa wyjścia - walczyć albo uciekać, starać się coś zrobić, albo zostać w tym miejscu, w którym się jest. Bo czy nie lepsze więzienie znane niż potencjalna, ale mocno niepewna wolność? Dylemat Malorie jest jednak jeszcze głębszy, bo tam, gdzie się udaje, wcale nie czeka na nich wolność prawdziwa - to po prostu większa szansa na przeżycie. A czy coś takiego warte jest narażania jej własnych dzieci, które i tak nie znają życie innego niż te samotne, w zamkniętym, ciemnym domu? W retrospekcjach z kolei przyglądamy się grupie ludzi, którzy obrazują różne podejścia - jedni szukają nowych rozwiązań, drudzy poddają się po prostu nowej sytuacji, istnieją, bez próby poprawy własnej sytuacji. Które podejście jest lepsze, bardziej odpowiedzialne, właściwsze?
“Czas w zasadzie przestał mieć znaczenie, ale jego upływ i liczenie dni sprawia, że zachowujemy rutynę. Przypomina o życiu, które wiedliśmy wcześniej.”
Wyprawa Malorie to równocześnie też pytania o macierzyństwo. Macierzyństwo w świecie, w których dzieci, by zagwarantować im przetrwanie, trzeba tresować, jak psy. Czy coś takiego nie odczłowiecza, czy w takich warunkach można w ogóle mówić o miłości matczynej? Malorie nie potrafi pozbyć się tego pytania z głowy: czy jestem dobrą matką? Czy w ogóle utrzymywanie dzieci przy życiu w takiej sytuacji jest czymś, co faktycznie powinno się zrobić? A może ich śmierć byłaby darem łaski? Bo co to za życie, w którym cały czas spędzać trzeba w zamknięciu, w ciemności, bez możliwości doświadczenia tego cudu świata, w jakim jeszcze tak niedawno żyła ich matka?
 
Choć historia z biegiem fabuły się rozwija, a do ciągłego napięcia czytelnik mimo wszystko w jakiś sposób się przyzwyczaja, zainteresowanie przez całą lekturę zostaje utrzymane na wysokim poziomie. Twisty fabularne, pełne napięcia sceny są dawkowane odpowiednio tak, że nie doświadcza się tu uczucia przesytu, a finalne rozwiązanie, choć racjonalnie można jest podawać w wątpliwość, jest tak podane, że w żadnym razie się go nie kwestionuje - bo tak naprawdę nie ono jest ważne, a emocje z jakimi się wiąże, emocje, jakie przedstawiają sobą w danym momencie postacie.
 
Przyznaję, że jestem pod wrażeniem, że już w swojej pierwszej wydanej powieści Josh Malerman tak doskonale operuje napięciem, uczuciem niesprecyzowanego lęku - choć niewiele horrorów wzbudza we mnie faktyczny lęk, podczas lektury tego ciemną nocą naprawdę bałam się wstawać z łóżka. Co więcej, tym, co ten lęk wzbudza, nie są tak naprawdę potwory, a coś, niesprecyzowanego, coś, co jakoś na człowieka wpływa - czy to stwory, czy coś niewidzialnego, czy jeszcze coś innego? Nikt tak naprawdę tego nie wie, a przez to strach jest jeszcze większy, bo przecież skąd mamy spodziewać się zagrożenia? W takiej sytuacji każdy najmniejszy szmer jest potencjalnym zagrożeniem, a to sprawia, że żyje się w ciągłym napięciu. Autor doskonale oddaje te emocje, przez co czytelnik cały czas zastanawia się, jak sam postąpiłby w takiej sytuacji? W poczuciu zagrożenia, w grupie, w samotności? Historia jest dobrze rozpisana, dobrze zbudowana, tak że ani na moment nie nudzi, co sprawia, że lektura upływa w tempie ekspresowym. Josh Malerman już drugi raz zaskoczył mnie swoją twórczością i już nie mogę doczekać się, kiedy zrobi to ponownie!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Akurat.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz