lutego 26, 2026

"Drżąca ręka fałszerza" Patricia Highsmith

 

Autorka: Patricia Highsmith
Tytuł: Drżąca ręka fałszerza
Tłumaczenie: Robert Sudół
Data premiery: 11.02.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 272
Gatunek: powieść psychologiczna
 
Patricia Highsmith uznawana jest za jedną z prekursorek współczesnego thrillera psychologicznego. Jej powieści najczęściej oparte są na motywie zbrodni, przestępstwa, jednak to nie sam czyn, a jego psychologiczne konsekwencje są tym, co interesowało ją najmocniej. Jej postacie są przeważnie amoralne, pod wpływem zbrodni ich kompas akceptowalnych społeczne wartości zaczyna się zacierać, co oddziałuje na samego czytelnika, który musi stawiać sobie podczas lektury niewygodne pytania. Nie inaczej jest z “Drżącą ręką fałszerza”, która w oryginale wydana została po raz pierwszy w 1969 roku, do Polski jednak trafiła dużo później - dopiero w 2004 roku, a teraz, 22 lata później wydana została ponownie. Jest to dwunasta powieść w karierze autorki, która przez całe swoje życie wydała ich ponad dwadzieścia.
“Ciekawi mnie nie tyle sama historia, co osąd moralny. Jak ludzie osądzą głównego bohatera.”
Końcówka lat 60. XX wieku, początek czerwca. 34-letni nowojorski pisarz Howard Ingham przylatuje do Tunezji na zlecenie swojego znajomego, reżysera filmowego, z którym na miejscu ma zająć tworzeniem scenariusza do kolejnej produkcji. Postępując zgodnie z jego instrukcjami wynajmuje pokój w hotelu, chadza do wskazanych przez niego restauracji i chłonie dziwną, całkiem inną od amerykańskiej atmosferę przesyconą ospałością żaru płynącego z nieba. Oczekiwanie na przylot znajomego zaczyna się jednak przedłużać, choć początkowo Ingham się tym nie przejmuje - w tym czasie rozpoczyna pracę nad swoją nową powieścią, roboczo zatytułowaną “Drżąca ręka fałszerza”. Z czasem jednak brak listów i depesz od znajomego, jak i jego własnej dziewczyny, mimo wielokrotnych prób kontaktu z jego strony, zaczyna go niepokoić, wprowadzać w dziwny stan samotności. Rozglądając się za towarzystwem przekonuje się, że Arabowie zamieszkujący te miasteczko kierują się całkowicie innymi wartościami w życiu, co wywołuje u niego dyskomfort. Zaczyna dostrzegać coraz więcej podobieństw swojej sytuacji do tego, z czym mierzy się bohater jego książki, i tak jak on, w końcu dociera do zdarzenia granicznego, które sprawi, że sam zaczyna wątpić w to, kim jest… Czy to chwilowa wątpliwość podyktowana samotnością, czy prawdziwe objawienie, które zmieni jego życie?
“(..) czy to uczucie wywołanie zostało jakąś dziwną siłą sprawczą Tunezji, która zniekształca rzeczy niczym pofalowane lustro albo soczewka odwracający obraz, czy też jest głęboko autentyczne?”
Książka rozpisana jest na 27 rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Inghama, którego spojrzenie na świat narzuca czytelnikowi wartości samego bohatera - zatem mimo wyboru narracyjnego i tak dostajemy tu budowę świata przedstawionego podobną do współczesnego thrillera psychologicznego. Styl opowieści jednak jest znacząco inny - największa waga powieści położona jest na aspekty psychologiczne postaci i sytuacji, a zatem tym, co w dominuje są opisy czynów, gestów, przemyśleń i refleksji postaci. Oczywiście nie brak i dialogów sprawnie prowadzonych, choć nie oddawanych w pełni - czasami narrator po prostu streszcza to, o czym rozmawiały postacie. W historię wplecione są listy Inghama, które on pisze i dostaje, a także francuskie i arabskie zwroty, które, mimo iż nie są tłumaczone, są stosowane tak, by czytelnik nie miał problemów zrozumieć o co chodzi. Język jest subtelnie literacki, w pełni zrozumiały, bez wulgarności i przekleństw. Książkę czyta się w podobnym tempie, w jakim płynie akcja - powoli, spokojnie, w tunezyjskim upale nie ma się gdzie spieszyć.
“Myśli mu się mąciły, przypiekane od góry przez prażące słońce, a wyobraźnię przerastał wysiłek przeniesienia niepisanych nowojorskich reguł na grunt tej spalonej arabskiej krainy.”
Bo choć sam bohater powieści stoi na pierwszym miejscu, to nie bez znaczenia jest samo miejsce akcji. Miejsce całkowicie inne od tego, w którym na co dzień żyje Ingham, miejsce, które dla każdego Amerykanina kojarzy się z urlopem, odpoczynkiem, oderwaniem od swojego normalnego trybu życia. Jest gorące lato, żar i blask leją się z nieba i przed obydwoma naprawdę trudno się ukryć. Można wskoczyć do morza, można schronić się w kawiarni, ale to tylko chwilowa ulga od bezbronności i swego rodzaju obnażenia, jakie czuje się w tak jasnym słońcu. Co więcej, nie tylko pogoda i przyroda są tutaj inne. Inne są również wartości społeczeństwa, inna religia, inny sposób życia. I właśnie ta sceneria jest bazą do najważniejszego pytania tej powieści.
Zdaniem Inghama absurdalność tego wnętrza wyrażała Kafkowską nadaremność wszelkich ludzkich poczynań.”
Pytanie oczywiście zadaje główny bohater, Ingham. Jego kreacja budowana jest powoli, autorka nie przedstawia nam od razu jego pełnego charakteru, choć krótko wspomina o jego życiu, jakie prowadzi w Stanach. Tak naprawdę mam wrażenie, że Ingham nie pokazuje czytelnikowi w pełni tego, kim był, a skupia się na tym, kim się staje w miejscu tak innym od tego, w którym żył dotychczas. Samotność, poczucie lekkiego oszołomienia, tęsknota i niepewność co do bliskich mu osób, mocno wpływają na jego pewność siebie, na odbiór rzeczywistości. W takim stanie człowiek zdaje się bardziej podatny na sugestie - a Ingham poznaje dwóch skrajnie różnych bohaterów: starszego Amerykanina, który wyznaje Słusznie Obrane Wartości Amerykańskie oraz artystę, nie przejmującego się niczym Duńczyka. Ich relacje, jak wszystko w tej powieści, budowane są powoli, mocno ze sobą kontrastują wprowadzając tym większy mętlik w głowę bohatera, jak i samego czytelnika.
“Zamierzał zasiać w czytelniku moralną wątpliwość co do jednoznacznej winy Dennisona. Gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele dobra wyświadczył główny bohater - uchronił rodziny od rozpadu, rozkręcał lub pomagał rozkręcić interesy, wysyłał ludzi na studia na własny koszt, nie wspominając już o darowiznach na cele charytatywne - czy ktokolwiek śmiałby nazwać go oszustem i złodziejem?”
Fabuła oparta jest o dwa epizody kryminalne, jednak całej powieści nie postrzegałam przez pryzmat tego gatunku - tu wątki obyczajowe skupione na codzienności postaci z czasem zaczynają przeradzać się w psychologiczne dylematy dotyczące tożsamości i tego, jak duży wpływ na to kim jesteśmy i co uznajemy za dobre i złe ma otoczenie, miejsce w którym przebywamy. Czy moralność jest więc zależna od miejsca? Czy to, co jednoznacznie złe w Ameryce, w Tunezji okaże się czymś błahym, nad czym można zwyczajnie przejść do porządku dziennego? Autorka w bardzo ciekawy sposób wykorzystuje powieść, jaką pisze Ingham, coraz mocniej zacierając granicę pomiędzy tworzonym przez niego bohaterem Dennisonem, a nim samym. A skoro granica się zaciera, to kiedy Ingham staje się fałszerzem? Które jego życie jest kłamstwem - te wcześniejsze, w Ameryce, czy te w Tunezji? Kim on sam tak naprawdę jest? To bardzo ciekawe zagadnienia, które powodują w czytelniku dyskomfort, bo odpowiedź na pytania wcale nie jest taka jednoznaczna. Autorka świetnie manipuluje emocjami i wątpliwościami postaci równocześnie wpływając na postrzeganie moralności bohatera, jaką ma czytelnik.
“Ingham nie słyszał ani słowa po francusku; nic nie rozumiał z dobiegających do rozmów.
To otoczenie jest w sam raz, pomyślał, bo główny bohater jego książki połowę życia spędzał w świecie zupełnie obcym jego krewnym i wspólnikom, w świecie, który znał tylko on, gdyż nie mógł nikomu wyznać prawdy - że kilka razy w miesiącu przywłaszcza sobie pieniądze i podrabia czeki, składając trzy fałszywe podpisy.”
Podsumowując, “Drżąca ręka fałszerza” to powieść, którą smakuje się powoli. Akcja, która momentami zdaje się stać w miejscu, jest tylko bazą do analizy psychologicznej przemiany, jaką pod wpływem miejsca i swojej twórczości doświadcza główny bohater. Przemiany, która wzbudza dyskomfort dlatego, że wnioski, do których bohater dochodzi, nie wzbudzają w nas od razu sprzeciwu, a wręcz odwrotnie - momentami wydaje się, że ma rację. Świetnie oddany bezlitosny klimat pustynnego kraju, w którym kultura jest tak inna, że dla człowieka lat 60. XX wieku mogła się wydawać wręcz wroga - i tak właśnie w większości przyjezdni postrzegają mieszkańców Tunezji. W tle toczy się historia - wojna w Wietnamie, zimna wojna z Rosją - to wszystko wpływa na nastroje, jakie oddziałują na postacie. Jednak to przede wszystkim człowiek jako jednostka stoi w centrum i pytanie o to, czy jednostka sama w sobie ma w ogóle jakieś podstawowe wartości, czy jednak wszystko to, kim nam się wydaje, że jesteśmy, zależy od otoczenia, okoliczności i postrzegania. Historia prowadzi do bardzo ciekawych refleksji, choć czasami, jak na współczesne standardy, robi to w sposób aż za wolny. Myślę jednak, że podejście do lektury z nastawieniem na niespieszność, powinno ten problem rozwiązać.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz