marca 19, 2026

"Ziarna zła" Grzegorz Kapla

Autor: Grzegorz Kapla
Tytuł: Ziarno zła
Data premiery: 25.02.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
 
Grzegorz Kapla to podróżnik, autor reportaży i powieści kryminalnych. Ciągle w drodze, ciągle uczący się świata i szukający w nim tego, co dobre. O swoich powieściach mówi, że są to historie o miłości, bo to wokół tego uczucia kręci się cały świat. Jest uważnym obserwatorem, dzięki czemu dobrze wie, jak na kartach powieści oddać wielobarwną naturę człowieka.
W gatunku kryminału debiutował w 2018 roku “Bezdechem”, pierwszym tomem serii z Olgą Suszczyńską. Teraz seria liczy tomów pięć, które w przeciągu ostatniego roku zostały wydane ponownie w nowej szacie graficznej (recenzje – klik!), szósty już zapowiedziany jest na maj. Poza tą serią autor wydał dwie osobne powieści: “Krwawą Toskanię” (recenzja - klik!) i na ten moment najnowsze “Ziarno zła”.
 
Małe wioski położone pod Warszawą, noc 23 grudnia. Dwudziestokilkuletni Bartek i Justyna wracają z nielegalnego zabiegu usuwania ciąży, kiedy ktoś zajeżdża im drogę. Justyna już wcześniej krwawiła, teraz w wyniku wypadku traci przytomność, a auto utknęło gdzieś w krzakach. Bartek spanikowany dzwoni do ojca, sędziego, a ten wybiera numer jedynej osoby, która może im teraz pomóc, a zarazem sprawić, że unikną konsekwencji prawnych - do komisarza Wojtka Hermana. Z tym, że to nie jedyna sprawa, z którą Herman mierzy się tej nocy - w tym samym czasie dzwoni do niego drugi przyjaciel z lat młodzieńczych, teraz znany prezenter telewizyjny. Pijany powołuje się na to samo, co sędzia - na ich pakt, który zawarli podczas pamiętnej wycieczki szkolnej w Tatry. Pakt, który gwarantował całej czwórce wzajemną pomoc w razie sytuacji zagrożenia życia. Niedługo później odzywa się i ostatni członek grupy - teraz poważany profesor na uniwersytecie, którego ktoś właśnie szantażuje. Czy sam jeden Herman podoła z ratunkiem swoich trzech dawnych przyjaciół? I skąd naprawdę wziął się ten ich pakt, na który wszyscy teraz się powołują? Po odpowiedzi trzeba będzie sięgnąć głęboko…
 
Książka rozpisana jest na sześć części, z czego tylko jedna (druga w kolejności) toczy się w przeszłości. Pozostałe pięć to zapis zdarzeń z dwóch dni - 23 i 24 grudnia. Każda z części dzielona jest na rozdziały, w sumie jest ich trzydzieści sześć, a zdanie, które kończy jeden rozdział, jest tym samym (bądź bardzo podobnym) do tego, które drugi rozdział otwiera, choć często użyte jest w innym kontakcie, a na pewno przez inne osoby. Rozdziały dodatkowo dzielone są na krótsze sceny - przez pierwszą połowę powieści skupienie na jednej postaci jest dłuższe niż w drugiej, w drugiej te przeskoki w perspektywie narracyjnej są częste, czasami nawet co pół strony. Sama narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci: przede wszystkim czterech połączonych paktem przyjaciół, ale nie tylko, pojawia się jeszcze kilka innych perspektyw osób w jakiś sposób w intrygę zamieszanych - u jednych powiązanie od razu jest jasne, u innych autor ujawnia je dopiero po czasie. Styl powieści trochę wymyka się ramom typowo kryminalnym, jest też nieco inny niż w serii z Olgą Suszczyńską. Tam jest mocno refleksyjny, mocno siedzi w głowach postaci, które przekazują nam czasami swoje myśli w formie czegoś na kształt strumienia świadomości. W “Ziarnie zła” styl jest bardziej skondensowany, uwaga już nie ucieka tak na boki (co oczywiście w serii z Olgą nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie - mnie samą zachwyca!), a co za tym idzie, książka nie zawiera aż tylu przemyśleń, spostrzeżeń podanych czytelnikowi wprost - tu wydarzenia mówią same za siebie, a sam czytelnik ma za zadanie się nad ich uniwersalnością zastanowić. Jednak nadal sposób, w jaki te wydarzenia zostają podane, nie jest zwyczajny, nie jest typowo prosty, tak, jak u wielu polskich autorów. W tym w jakiś sposób czuć, że Kapla ma tendencje do zamysłu, do wyciągania wniosków z tego, co życie nam przynosi - to ta mocno charakterystyczna cecha jego twórczości.
Język, jakim się przy tym wszystkim posługuje, jest dobrze wyważony, bardzo naturalny, nie czuć w nim żadnej sztuczności (no, może momentami przy tym zabiegu z ostatnim i pierwszym zdaniem rozdziałów), dialogi wypadają bardzo realistycznie, a książkę czyta się płynnie i z lekkością.
„Wiesz, jak to jest z łańcuchem. Wszyscy myślą, że to twoje więzienie, a to przecież także twoje poczucie przynależności i bezpieczeństwa. Niektórzy ludzie nie potrafiliby żyć, jeśli im się nie powie, w co wierzyć, a czemu nie ufać.”
Jednak nie tylko sam styl i język sprawiają, że książka wymyka się typowym ramom powieści kryminalnej. Robi to też intryga, bo choć oparta na zbrodniach i wykroczeniach, w których tle pojawia się postać policjanta, to jednak nie stanowi oczywistej całości: nie ma morderstwa i śledztwa, które do czegoś nas prowadzi, jest zdarzenie, a dalszy ciąg historii to próba reagowania, radzenia sobie z konsekwencjami. Oczywiście wszystko to ma zabarwienie kryminalne, ale równocześnie jest przejmująco ludzkie, przejmująco zwyczajne - to, czego postacie w tej powieści doświadczają, mogłoby dotyczyć, spotkać każdego z nas. Mimo tego, intryga w powieści jest solidna, autor prowadzi czytelnika jak po sznurku do miejsca, w którym chce, by ten się znalazł - doskonale manipuluje uwagą, przyciemnia niektóre fakty, na inne rzucając światło, by finalnie dostarczyć efektu wow. Tu wbrew pozorom nic nie jest przypadkowe, każda scena jest solidnie przemyślana.
 
Cała historia w tej powieści przedstawiona oparta jest na jednym wydarzeniu z przeszłości i postaciach w nim uwikłanych. Teraz, dwadzieścia lat później, każdy z nich prowadzi inne życie, jest innym człowiekiem niż był wtedy, a jednak echa przeszłości nadal w każdym z nich wybrzmiewają. Bo czy nie przeszłość dyktuje teraźniejszość? Kreacje postaci są różnorodne, na plan pierwszy przede wszystkim wysuwa się komisarz Herman, który od czasów nastoletnich przeszedł ciekawą przemianę. Wtedy grubas, fajtłapa i strachliwiec, teraz policjant, który nie boi się naciągać prawa, a nawet działać poza nim, by osiągnąć to, co uważa za … odpowiednie. A jednak mimo moralnie wątpliwego zachowania, w jakiś sposób budzi w czytelniku sympatię. Z pozostałych postaci chyba najmocniej zapada w pamięć prezenter telewizyjny, człowiek, który lata temu zagubił się w swojej samotności. Powód? To kolejny punkt, którego szukać trzeba w przeszłości…
“Pamiętaj, nadzieja jest najważniejsza, żeby przeżyć.”
A to prowadzi do refleksji na temat decyzji, jakie podejmujemy i ich konsekwencji w przyszłości. Decyzji, które podjęte zostały w dobrej wierze, ale doprowadziły do ludzkich tragedii. Tak naprawdę mam wrażenie, że spora część zdarzeń podyktowana jest tutaj swoistą formą spychologii, obarczania winą kogoś, by nie obwiniać siebie, by móc powiedzieć, że za krzywdy musi ktoś zapłacić. Jak łatwo jest wzbudzić w człowieku poczucie winy? Podważyć światopogląd, by to, co wydawało się pewne, nagle ukazało się ulotne?
Grzegorz Kapla swoją opowieść opiera na relacjach międzyludzkich, tych najbliższych, jak przyjaźń i rodzina. Czy każdy z nas musi mieć jakieś wzorce, których zachowania może naśladować, albo odwrotnie - całkowicie się im przeciwstawić? Co tak naprawdę kształtuje człowieka, to kim jest i jakie ma cele? Im dłużej myślę o “Ziarnie zła”, tym więcej w mojej głowie pojawia się tego typu pytań. A to dobrze, bo bardzo lubię książki, które każą czytelnikowi choć na chwilę się zatrzymać, pomyśleć.
“Dobre chwile są krótkie jak sen.”
Grzegorz Kapla to autor, który już zdążył wypracować sobie charakterystyczny styl. W jego powieściach tym, co liczy się przede wszystkim, jest człowiek, jego relacje z otoczeniem, z innymi ludźmi, jego grzechy i radości. Tak też jest i w “Ziarnie zła”, powieści dobrej i zajmującej, choć przyznam, że trochę brakowało mi w tej tej dygresyjności, którą tak lubię w serii z Olgą Suszczyńską. Powieści, która choć osadzona jest na zagadnieniach kręcących się wokół zbrodni, to tak naprawdę wymyka się typowym określeniom gatunkowym. Kryminał, powieść obyczajowa, refleksyjna, psychologiczna? Tak, z każdej z nich można w “Ziarnie zła” coś odnaleźć. Bo w niej nie liczy się szufladka, do której się ją włoży, a człowiek. I jego decyzje, które czasem zaczynają, a czasem kończą się na tragedii. Jest w tym przejmujący smutek, z którym zostałam po zakończeniu lektury.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz