kwietnia 10, 2026

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Dobra nowina
Cykl: Marcin Engel, tom 4
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 400
Gatunek: komedia kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej to jeden z pionierów współczesnego polskiego kryminału. Na rynku książki dostępny jest już prawie od dwudziestu lat, w czasie których stworzył ponad trzydzieści powieści, za które otrzymał wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody literackie. Uznawany jest za twórcę podgatunku kryminalnego - kryminału neomilicyjnego, od którego swoją karierę literacką w 2007 roku zaczynał. To pisarz, który preferuje cykle kryminalne, wszystkie jego książki można przypisać do któregoś z sześciu z nich, a część dodatkowo powiązana jest pomiędzy sobą - np. cykl z Blachą jest kontynuacją serii z milicjantami z Poznania, a Antoni Fischer, postać z retro kryminałów, doczekał się już cyklu odsłon: międzywojennej i wojennej. Jak widać, autor nie osadza się w jednym czasie historycznym, ba!, nawet nie w jednym podgatunku. Jest nawet jego wersja komediowa - to właśnie cykl z dziennikarzem Marcinem Engelem (recenzje – klik!), którego tom czwarty pt. “Dobra nowina” właśnie ukazał się na księgarskich półkach. Jak każdą książkę autora, tak i ten tytuł można od pozostałych czytać niezależnie.
 
W roku 2021 w malutkiej polskiej wiosce Siechów doszło do cudu! Przez miejscowość przeszła trąba powietrzna, która po drodze nie zniszczyła niczego, a jej celem stał się kościół, w którym akurat odbywała się msza. Msza, podczas której jak co dzień ksiądz miał poprosić dzieci o podejście pod sam ołtarz, jednak z jakiegoś niejasnego dla siebie powodu tego nie zrobił. I dobrze, bo właśnie tam spadła sufitowa wielka belka, którą szaleńczy wiatr wyrwał z dachu kościoła! Czyż to nie cud?! A to nie koniec - w wyniku zawalenia się dachu, proboszcz z wiernymi odkryli obraz, który wystawiony w jednej z kościelnych naw zaczął czynić cuda…
Po trzech latach od tego zdarzenia Dżesi, reklamowa aktorka i modelka wraz ze swoim partnerem, biznesmenem przy kasie Łukim, zamierzają stworzyć nowy program telewizyjny, w którym będą tworzyć coś na kształt reportaży o ciekawych zdarzeniach na terenie Polski. I to właśnie ten siechowski cudowny obraz przyciąga ich uwagę. Dżesi zaprasza do współpracy swojego byłego chłopaka, dziennikarza Marcina Engela, który wraz z aktualną dziewczyną Kamą i operatorem kamery Wasylem podejmują się produkcji pierwszego odcinka - kto odmówiłby TAKIEJ kasy?! Kiedy jednak przyjeżdżają na miejsce głowiąc się, jak z tematu cudownego obrazu zrobić pełny ciekawy odcinek solidnego reportażu, zdarzają się dwie rzeczy - po pierwsze, obraz znika! Po drugie, ktoś zamordował kościelnego.
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów składa się z kilku podrozdziałów, które oddzielone są od siebie określeniem czasu i miejsca. Powieść toczy się w trzech liniach czasowych (pomijając prolog, który osadzony jest w czwartej, w 1945 roku), które się ze sobą przeplatają: to rok 2019, w którym Marcin wybrał się w odwiedziny do dziadków do Poznania i wplątał w pewną malarską aferę; 2021, w którym w Siechowie wydarzył się cud oraz w 2024 roku, kiedy Dżesi i cała dziennikarska ekipa zajmują się siechowskim reportażem. Co więcej, nie tylko czas co podrozdział się zmienia, ale też perspektywa: historię relacjonuje nam Marcin, jego babcia Matylda, siechowska policja, ksiądz i okazyjnie jeszcze inni. Perspektyw jest zatem sporo, co z początku lektury może u niektórych czytelników wywoływać pewien dyskomfort, kiedy już jednak uda się rozeznać co, gdzie i kiedy się dzieje, te uczucie mija, a historia pozwala odkrywać się płynnie.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w każdej z perspektyw, prócz perspektywy Marcina - to jedyna postać, która swoją relację zdaje w pierwszej osobie czasu przeszłego. W jego relacji przeważają opisy, co szczególnie wyraźnie zauważalnie jest w linii czasowej roku 2019. W pozostałych narracjach opisy i dialogi podzielone są już mniej więcej po równo, a dialogi to nieustanne źródło dobrego humoru - autor doskonale stylizuje sposób wypowiedzi każdej z postaci, bawi się w językowe przekształcenia, by dokładnie oddać ich charakter. A że książka to komedia kryminalna, to charakter każdej z nich został podkręcony, podkoloryzowany, co daje efekt prześmiewczy, komiczny. Oczywiście poza samym językiem również sytuacje, w które pakują się postacie, mają zabarwienie humorystyczne.
“(...) jesteśmy dziennikarzami, to znaczy, że nie znamy się na niczym. Jesteśmy kompletnymi dyletantami w wielu dziedzinach. Zajmujemy się mnóstwem tematów i każdy staramy się zgłębić, ale na tyle, by móc stworzyć reportaż wyjaśniający i przedstawiający pewne zjawiska. Ale nigdy nie zgłębiamy niczego dokładnie, bo nie jest nam to potrzebne. Dlatego ślizgamy się po powierzchni i w ten sposób stajemy się quasispecjalistami. Czyli wiemy coś, ale w gruncie rzeczy niewiele.”
Poza niewielkim dyskomfortem spowodowanym częstą zmianą czasu, książka, szczególnie na początku, opatrzona jest sporą ilością wspomnień z przeszłości postaci serii - dla czytelników, którzy ich jeszcze nie znają, będzie to na pewno pozytywne doświadczenie, dla tych jednak, którzy postaciom towarzyszą od początku, momentami tych powtórek może być za wiele. Nie brak też nadmiernych powtórzeń faktów, które już wcześniej były wspomniane. Na szczęście i to z czasem zanika, szczególnie mocno widoczne jest głównie w początkowych scenach tej historii.
“Dobosz wychodził z założenia, że kibol to nie człowiek, to ideologia, której nie da się ukryć pod garniturem czy nawet sutanną. “Kibol to stan umysłu”, powtarzał przy byle okazji. “Dokładniej rzecz ujmując, pustostan”.”
Fabularnie autor postawił przed sobą trudne zadanie. Trzy czasy, trzy odrębne historie, które razem mają utrzymać ciekawość czytelnika i w pewnym momencie spleść się w jedno. Historia z 2019 kręci się wokół zaginionych dzieł sztuki, nabiera cech lekko sensacyjnych, historia z 2021 jest kościelną satyrą, a ta z 2024 z wszystkich trzech jest najbardziej kryminalna - w końcu opiera się o potencjalną kradzież (a nawet dwie!) i morderstwo. Taka ilość wątków nie może być łatwa do rozpisania, a jednak Ćwirlejowi dobrze się to udało - każdy opisany jest ciekawie, bogaty nie tylko w humor, ale i ciekawostki historyczne i społeczne, a gdy już łączą się w jedno, dają całkiem satysfakcjonującą intrygę, która może i po złożeniu wydać się prosta, ale podczas lektury z pewnością jako taka się nie jawi. Co więcej, w każdej z nich autor zawarł satyrę na polską mentalność, co sprawia, że intrygi nie traktuje się tylko i wyłącznie dosłownie. Akcja toczy się tempem przyjemnie dynamicznym (ale nie do przesady!), czuć w niej lekko sensacyjne nuty.
“Tak chyba już jest ten świat skonstruowany, że jak ktoś chce mieć kłopoty, to choćby nie wiem, co robił, to i tak je sprowadzi na siebie. Działa to też i tak, że jeśli ktoś kłopotów mieć nie chce, to i tak będzie je miał. Wniosek stąd, że niezależnie od tego, cokolwiek byś zrobił, i tak będziesz mieć kłopoty, bo one są immanentną cechą naszej rzeczywistości.”
W tej powieści łączą się dwa odrębne zagadnienia - wątek zrabowanych w czasie II wojny światowej dzieł sztuki oraz wątek religijny, wątek cudów, w które tak łatwo niektórzy wierzą, a które przede wszystkim są źródłem sensacji rozprzestrzeniającej się na całą Polskę. Pierwszego wątku chyba omawiać nie muszę, zaznaczę jednak, że autor prowadzi go z wyczuciem, wątek cudów jest z kolei o tyle interesujący, że przedstawia się dwojako - nie tylko jako wyzysk naiwnych wierzących, ale też jako coś, co faktycznie można nazwać cudem, dzięki któremu wioska praktycznie wymarła, nagle gospodarczo staje na nogi, ba! sprawia, że mieszkańcy systematycznie się bogacą. Autor zatem nie tylko traktuje temat prześmiewczo, ale wyciąga z niego wszystko, co się da, patrzy na niego całościowo. Bardzo mi się to podoba, bo przez to książki nie można odebrać jako typowej krytyczno-sarkastycznej, bo przecież wcale taka nie jest - jest komediowa, a może i komiczna, ale cały czas pozostaje bardzo prawdziwa.
“Mówię pani, przyszło nowe i wszystko dzięki temu obrazowi. Cudownemu obrazowi. I ten dom pielgrzyma koło kościoła, żeby mieli gdzie nocować, i restauracji, co przy drodze stoi, też odżyła. Wszyscy tu odżyli. To nasz cud gospodarczy, przez ten dach i obraz. Więc czyż nie jest cudowny? I jak to nie wierzyć w cuda?”
W komedii kryminalnej ważne są również postacie. Prym wiedzie tu oczywiście ekipa, którą czytelnicy mogą znać z poprzednich tomów serii, jednak i w niej następują pewne przetasowania. Mam wrażenie, że w tym tomie króluje Dżesi, kreatorka głośnych wybuchów śmiechu. Autor doskonale oddaje jej niefrasobliwe podejście do życia, które przejawiają co poniektórzy - dzięki swojej ignorancji i zwyczajnemu szczęściu jakimś cudem zawsze z wszystkich sytuacji wychodzą zwycięsko.
“- Kamciu, wiesz, że cię lubię, ale no wiesz, Łuki jest pod tym względem strasznie zacofany. Taki ten, no, konserwator.
- Konserwatysta - poprawiłem ją.
- No właśnie. Taki zamknięty w konserwie od dawna. Pamiętam, Miśku, jak mi to tłumaczyłeś, o co chodzi z takimi ludźmi, co to nie chcą niczego nowego próbować i się nie otwierają na świat, bo siedzą zamknięci w puszce.”
Choć seria nazwana jest od imienia dziennikarza Marcina, to jednak po raz kolejny tę dość zwyczajną kreację dobrego człowieka przyćmiewa jego przybrana babcia Matylda. Tym razem Matylda w sprawę angażuje się późno, choć w historii obecna jest od samego początku, a jej potyczki z księdzem, bratem jej dawnego współpracownika i przyjaciela, są kolejnym popisem komediowych umiejętności, ale i też społecznej wnikliwości autora.
“Niestety, świat pełen jest cymbałów, ale najgorsze jest to, że większość z nich zawsze stoi na naszej drodze.”
Wygląda na to, że “Dobra nowina” jest książką, o której mogłabym pisać i pisać. Nic dziwnego, tak naprawdę na każdej jej stronie można znaleźć ciekawe zagadnienie do analizy. To świadczy o obyciu i wiedzy autora, jak i jego sprawnym posługiwaniu się słowem pisanym - mimo początkowego zamieszania z ilością postaci i czasów, książkę czyta się doskonale, płynnie i lekko, a dialogi, że tak jeszcze raz powtórzę, to prawdziwe bomby humorystyczne! A mimo to nie jest to tylko powieść do pośmiania się - pod warstwą humoru kryje się głęboka analiza polskiego społeczeństwa, w którym religia i wiara są elementem nierozerwalnie z nim związanym. Autor doskonale to rozumie i temat przedstawia w pełni - nie tylko minusy, z którym można się śmiać czy szydzić, ale i plusy, które odpowiadają za tę wiekową nierozerwalność. To doskonały poprawiacz humoru na wysokim literackim poziomie! Jak zawsze czekam na więcej.
“(...) symbolika to uproszczenie, którym posługuje się nie tylko Kościół. Ona ułatwia nam życie.”
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz