kwietnia 09, 2026

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Kto sieje wiatr
Cykl: komisarz Guido Brunetti, tom 32
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 298
Gatunek: powieść kryminalna
 
Donna Leon to autorka jedyna w swoim rodzaju. Na koncie ma ponad trzydziestotomową serię z kultowym już bohaterem komisarzem Brunettim, która nie tylko zdobyła liczne nagrody, ale też sprzedała się w 30 milionach egzemplarzy, a mimo to autorce udało się zachować skromność i prawo do prywatności. Choć urodziła się w Ameryce, od jakichś pięćdziesięciu lat tam nie mieszka - najpierw przemierzała świat ucząc angielskiego, by w latach 80. osiąść na trzy dekady w Wenecji. To tam powstał Brunetti, który po raz pierwszy (w języku angielskim, nie włoskim!) światło dzienne ujrzał w 1992 roku, a teraz kolekcja jego przygód sięga trzydziestu trzech tomów. Aktualnie Donna Leon prowadzi spokojne, ciche życie w Szwajcarii, choć co roku nadal odwiedza Wenecję - to ciągle jej miejsce na Ziemi, to ciągle dom dla komisarza Brunettiego.
 
Wenecja, listopad. Życie na lokalnym posterunku toczy się tempem spokojnym, jest czas na obowiązki służbowe, ale jest i czas na życie prywatne. I w związku z tym drugim komisarz Brunetti trafia pod Palazzo Zaffo dei Leoni, starą arystokratyczną rezydencję, zamieszkałą przez profesora Molina i jego żonę, która przypadkiem okazała się dawną znajomą Guida, jeszcze z czasów szkolnych. Na prośbę innych znajomych Brunetti obiecał dowiedzieć się, czy plotki o wystawieniu palazzo na sprzedaż są prawdziwe, jednak gdy puka do jego bram, otwiera mu Laotańczyk, który mieszka w domku ogrodnika i pomaga małżeństwu w pracach dookoła rezydencji. Odprawia on Brunettiego twierdzeniem, że plotki absolutnie nie są prawdziwe. Za jakiś czas spotykają się ponownie - niestety tym razem Laotańczyk jest martwy, został wyłowiony z jednego z kanałów, choć głębokie cięte rany na jego ciele jasno wskazują, że to nie był śmierć przypadkowa. Kto i dlaczego mu ją zadał?
“- Wiem, Dziękuję, Ettore, ale nie chcę, żeby był sam.
- On nie żyje, Guido - odparł lekarz, ale nie bez życzliwości w głosie.
- Wiem o tym. Wydaje mi się jednak, że zgodnie z wierzeniami buddystów dusza przez pewien czas pozostaje w pobliżu martwego ciała. Chciałbym, żeby nie czuła się samotna.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści dwa rozdziały (często dzielone na krótsze scenki) pisane z perspektywy komisarza Brunettiego w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Tym jednak, co ją wyróżnia, co ją charakteryzuje, jest styl, w jakim jest pisana - opisy są barwne i subtelnie poetyckie, plastyczne i bardzo namacalne, dzięki czemu wszystko, co przedstawiają staje czytelnikowi wyraźnie przed oczami. Co więcej, Donna Leon chętnie korzysta z podszytego sarkazmem humoru, ale robi to w sposób niezwykle umiejętny, inteligentny, przez co nawet potencjalnie obraźliwe zwroty czy fragmenty są po prostu zabawą językową i kulturową. Nie do końca wiem, jak autorka to robi, ale w jej prozie czuć pokorę i uwielbienie do życia jednocześnie. Jej dialogi prowadzone są z klasą, z wyczuciem, dobrze dostosowane są do postaci, pomiędzy którymi toczy się rozmowa. Język, jakim cała powieść jest pisana, przyjemnie nawiązuje do klasyki literatury, do dawnych powieści detektywistycznych, przez co od razu jasne jest, że i fabuła stawiać będzie na inteligentną zabawę, zagadkę, a nie na krwawość, brutalność zbrodni. Tu liczy się styl, tu liczy się elegancja, która staje się nośnikiem bardzo gorzkich, ale i trafnych uwag na temat naszego współczesnego społeczeństwa.
“(...) Alvise miał spędzać czas na komisariacie przy San Marco, gdzie mierzono się głównie z zaginięciami: turystami, którzy zgubili drogę lub dzieci, zaginionymi portfelami (zwykle kradzionymi), zaginionymi paszportami, starszymi ludźmi, którzy pogubili się we własnych umysłach, a także z zaginioną cierpliwością będącą przyczyną kłótni lub bójek, zgubionymi plecakami, które równie dobrze mogły zawierać bombę jak i drugie śniadanie, oraz utraconym czasem, gdy całą zmianę trzeba było poświęcić na problemy, którymi powinna się zajmować raczej opieka społeczna niż policja.”
Akcja powieści toczy się tempem spokojnym, w którym jest miejsce na wszystko - na pracę, na rodzinę, na samotne spacery ulicami Wenecji, na kawę w ulubionej restauracji czy wizytę u znajomego antykwariusza. To Wenecja po sezonie turystycznym, leniwa, spokojna, w której nie trzeba się nigdzie i po nic spieszyć. Już samo to napawa ogromnym spokojem, pozwala odetchnąć od naszego codziennego, wyniszczającego pędu.
“Powiedział mi, że zastanawia go, jak ludzie, którzy mają tyle wolności co my i takie bogactwa, mogą myśleć w taki sposób i chcieć to wszystko zniszczyć.”
Ale choć tempo akcji wycisza, to tematy, które swoją intrygą książka porusza, nie są jałowe, a wręcz przeciwnie - mimo że sięgają do tematów z przeszłości, do lat 80., to przez krzywdy, jakich dotyczą, nadal burzą krew. Jednak mimo iż historycznie oparte są o zdarzenia, które wstrząsnęły włoską społecznością, to tak naprawdę nie angażują czytelnika w rozgrywki polityczne, a raczej przemieniają tę historię w zagadnienia uniwersalne - i tak historia zamiast mówić o wojujących komunistach, opowiada o młodzieńczych ideałach, które wtedy wydawały się tak ważne, tak istotne, że niejeden człowiek popełniał niejedną głupotę. Nawet sam Brunetti, który nigdy nie osiadł w żadnej z grup wojujących w pełni, przypomina sobie swoje błędy młodości i teraz zderza je z sobą aktualnym - mężczyzną w średnim wieku. Czy to, co wydawało mi się wtedy tak ważne, teraz ma jeszcze jakieś znaczenie? Ale czy nie każde młode pokolenie musi mieć coś, przeciwko czemu może się buntować? Tylko gdzie przebiega ta granica naturalnego buntu, a czegoś, od czego nie ma już później odwrotu?
“- Lata osiemdziesiąte - powtórzyła Gloria nieobecnym głosem - gdy nadal obchodziły nas takie rzeczy jak sprawiedliwość. - Ostatnie słowo wymówiła z czymś podobnym do pogardy. - Ale nikomu nie udało jej się znaleźć.”
To jednak nie jedyne zagadnienie, jakie można wyłuskać z tej opowieści. Ważnym tematem jest wątek inności odmienianej przez wszystkie przypadki. I tak znaleźć tu można fragmenty o imigrantach, ale i o różnicach płci, o różnych orientacjach i podziałach klasowych. Nie są to tematy przewodnie, pojawiają się dosłownie na chwilę, ale każdy ujęty jest w punkt, tak że czytelnik zwyczajnie musi się na każdym z nich na moment zatrzymać.
“Profesor złożył przed sobą dłonie na biurku, a widok jego sygnetu nasunął Brunettiemu skojarzenie z baśnią, w której bohaterka spotyka złego wilka. Miał ochotę zakrzyknąć: “Och, profesorze, jak masz wielki sygnet!”, “To dlatego, by przypominać niższym klasom, gdzie ich miejsce”.”
A co z intrygą kryminalną? Jest, choć, jak w każdej chyba książce tej autorki, raczej jako pretekst do pogadania o tym, co istotne. Zagadka śmierci Laotańczyka pojawia się dopiero gdzieś w jednej trzeciej powieści i nawet od tego momentu nie jest prowadzona tak, jak jesteśmy do tego we współczesnych kryminałach przyzwyczajeni. Przede wszystkim opiera się na klasycznych założeniach rozmowy i dedukcji, niewiele jest tu superwspółczesnych technik prowadzenia śledztwa, choć przecież informacji pozyskiwanych za pomocą sieci czy badań techników nie brakuje. One jednak nie wydają się tak ważne jak instynkt komisarza, jak to coś, co kieruje jego uwagę w odpowiednią stronę… Intryga zawiązywana jest w tempie zgodnym do całej powieści, a w jej centrum nie stoją nie wiadomo jacy sadyści, a po prostu zwyczajni ludzie.
“Wiele lat temu Paola przeczytała Brunettiemu fragment powieści Dickensa, w której czarny charakter przy każdej okazji zapewniał z przekonaniem, że jest “sługą uniżonym”. Ten głos i manierę komisarz przez lata dopracował do perfekcji. Nie istniała osoba tak “uniżona”, żeby Brunetti nie potrafił stać się bardziej “uniżony”. Albo, jak sam to w duchu nazywał prześmiewczo, “uniżeńszy”.”
Jednym z nich jest oczywiście komisarz Brunetti, ozdoba całej serii, detektyw, który jest niesamowicie taktowny i dobrze zna ludzi, ich charaktery, dzięki czemu wie, jak prowadzić rozmowę, by osiągać jak najwięcej. To człowiek spokojny, inteligentny, stoik, który ułożył sobie życiowe priorytety – najważniejsi są dla niego ludzie, przede wszystkim jego rodzina, żona, dzieci, dla których zawsze ma czas, dla których zawsze o stałej porze wraca do domu. Czy to nie piękna odmiana od tego, co serwuje nam większość współczesnych kryminałów?
“Czy to, że mówił o osobie, którą kochał, sprawiało, iż historia stawała się ważniejsza i łatwiejsza do zapamiętania?”
Mówiąc o książkach Donny Leon nie można nie wspomnieć też o Wenecji. To miejsce akcji, to ono równie mocno co styl autorki, co sposób budowania zagadki, wpływa na odbiór powieści. Wędrówki jej uliczkami, przeprawy promem nadają jej odpowiedni rytm. Pogoda i urok, jakie można znaleźć w starych zabytkach opisywane w poetyckim zacięciem sprawiają, że można wręcz zachłysnąć się pięknem. Nie bez znaczenia jest też styl życia, charakter Wenecjan, którzy do życia podchodzą nieco inaczej niż Włosi - te stwierdzenia nieraz padają w żartobliwym ujęciu w rozmowach postaci, ale równocześnie właśnie dlatego nadając powieści bardzo małomiasteczkowy charakter. Miejsce akcji oddane w całym swoim pięknie jest równocześnie kontrastem do ludzkich grzechów, egoizmu, brzydoty dusz, nad którymi się pochylamy.
“Brunetti popatrzył w tę samą stronę, na niebo, które mógłby malować Tiepolo: pulchne chmury i fragmenty błękitu intensywnego jak kolor szaty Najświętszej Panny. Brakowało tylko kilku aniołów rozprostowujących skrzydła, zanim wylądują bezpiecznie na jednym z obłoków. Uradował się na ten widok i podziwiał to niebo jako obraz chwały, a nie oznakę przybycia wiatrów, które trafiły do Wenecji prosto z Turynu, niosąc ze sobą najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie.”
Mimo tego, że “Kto sieje wiatr” to powieść napisana współcześnie, we współczesnym świecie osadzona, na bardzo realnych jego problemach, to jednak podana w takim stylu, który na myśl przywodzi powieści klasyczne. Autorka nie potrzebuje fabule nadawać szybkiego tempa czy zaskakujących zwrotów akcji - wystarczy solidna obserwacja człowieka, jego zachowania i relacji z otoczeniem ujęta w lekko zadziornym, ale równocześnie pięknym literacko stylu, by uwagę czytelnika przyciągnąć w pełni. Donna Leon wie, jak historię prowadzić, by zwrócić uwagę na to, co ważne, a równocześnie dostarczyć tego, po co czytelnik po beletrystykę sięga - jej książka daje wytchnienie, pozwala na chwilę oddechu, ale nie na chwilę bezmyślną, bo to, co niesie, zawsze ma dużą wartość. W “Kto sieje wiatr” bazuje na kontrastach, na zderzeniach: młodych, górnolotnych ideałów z priorytetami dorosłego życia człowieka w średnim wieku, przepięknego miejsca z brzydotą, jaka może kryć się w człowieku żyjącym tuż obok nas, a może nawet nas samych? Piękna, mądra, inteligentna proza. Mogłabym ją czytać bez końca!
“Nadszedł najwyższy czas, by Brunetti porzucił te daty i frazy, złamane rozejmy i spalone miasta, i powrócił do żony i dzieci, ciesząc się świadomością, że to właśnie, a nie podboje, jest sensem jego życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #brunettinatalerzu2 we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz