Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Upiór
Cykl: Jakub Kania, tom 8
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna / sensacyjna
Od kilku dobrych lat powieści Macieja
Siembiedy cieszą się ogromną popularnością, co jego samego stawia w czołówce
polskich autorów tworzących w gatunku powieści kryminalnych. Co ciekawe, na
rynku beletrystycznym pojawił się zaledwie dziewięć lat temu - w 2017
debiutował powieścią “444” (recenzja - klik!), która rozpoczęła cykl z Jakubem
Kanią, wtedy jeszcze przedstawianym jako prokurator IPN-u. Nie było to jednak
jego pierwsze spotkanie z piórem i tajemnicami, które oddziałują na wyobraźnię
- wcześniej przez ponad trzydzieści lat był dziennikarzem, prowadził śledztwa
historyczne, za które był nagradzany i do teraz jest ceniony. I to w jego
powieściach czuć - nie tylko pod względem literackim, który dopracowany jest do
perfekcji, ale też pod kątem fabuły, która usiana jest ciekawostkami, na jakie
w przeszłości się natknął. “Upiór” jest tego perfekcyjnym przykładem - opiera
się o historie i ludzi, z jakimi jego ścieżka skrzyżowała się dwadzieścia lat
temu. To trzynasta powieść w karierze beletrystycznej Macieja Siembiedy, ósma z
cyklu z Jakubem Kanią - pisana jest jednak tak, że można czytać ją bez
zachowania kolejności chronologicznej serii.
Grudzień 2018 roku dla Beaty Kopczyńskiej jest
prawdziwym dopełnieniem klęsk, jakie spadły na nią w przeciągu ostatniej
dekady. Do tej pory poważany w środowisku Dom Pogrzebowy Kopczyńskich w wyniku
pomyłki pracownika zmuszony jest zamknąć swoją działalność - biznes przechodzi
w ręce innego właściciela, by zarządzająca nim Beata mogła pokryć wysokie
odszkodowanie, jakie musi zapłacić za przypadkową zamianę ciał… Kiedy więc
okazuje się, że sama jest beneficjentką polisy na dwa miliony staje przed
poważnym dylematem - co jest ważniejsze: prawda czy pieniądze? To jednak nie
tylko od niej zależy. W sprawę ingeruje firma ubezpieczeniowa, która decyduje
się przeprowadzić śledztwo, niepewna czy taka wypłata na pewno się należy. A
żeby to zrobić, trzeba zgłębić się w historię ojca Beaty, Marka, który jeszcze
jako nastolatek dziwnie mocno interesował się tematem śmierci… Jaka tajemnica
kryje się w jego historii? I co jego opowieść ma wspólnego z Władysławem
Reymontem? To zadanie dla Jakuba Kani, jednak czy na pewno będzie w stanie się
go podjąć?
“W mojej branży nie można tracić człowieczeństwa, ale trzeba umieć wyłączyć emocje.”
Książka rozpisana jest na cztery części i
epilog. Każda część dzielona jest kilkustronicowe rozdziały, które otwiera
określenie czasu - akcja powieści rozpoczyna się w grudniu 2018 roku, kończy kilka
miesięcy później, ale nie toczy się całkowicie linearnie, bo sięga aż
trzydziestu lat wstecz. Umiejscowienie akcji dyktowane jest samą opowieścią -
początkowo czas teraźniejszy przeplata się z przeszłością, później to w
przeszłości zostajemy na dłużej, by ostatecznie wrócić i zostać już w szeroko
pojmowanej teraźniejszości. Początkowe zmiany czasu i narracji mogą wymagać od
czytelnika większego skupienia, konieczne jednak są, by oddać historię w pełni.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej
osobie czasu przeszłego, a narrator obserwuje naprzemiennie kilka postaci: jest
oczywiście Kuba, ale i Beata Kopczyńska, a w przeszłości jej ojciec i kilka
innych postaci w całą sprawę uwikłanych. Stylistycznie książka jest znakomita -
lekkość pióra autora, jego swoboda w posługiwaniu się językiem literackim,
który z jednej strony jest elegancki, z drugiej bardzo plastyczny, sprawia, że
przez powieść się płynie, nie ma w niej żadnego zawahania, żadnego momentu, w
którym ze względu na budowę zdania musiałabym wracać, by na pewno zrozumieć, co
autor chciał przekazać, co zdarza mi się często u innych autorów - u Siembiedy
nigdy. Ten autor z dużym wyczuciem prowadzi narrację, w odpowiednich miejscach
przyspiesza, by za chwilę pokusić się o stwierdzenia uniwersalne, a czasami o
lekką ironię, co sprawia, że powieść jest po prostu równa i pełna. Niewiele
autorów dba o język tak, jak ten!
“Milczenie to najlepsze lekarstwo na wszystko, co nas prześladuje. Udawajmy, że czegoś nie ma, to może to coś rzeczywiście zniknie. Tuszujmy niewygodne tematy, ukrywajmy prawdę, zamiatajmy ją pod dywan. Albo lekceważmy. Wmawiajmy sobie, że to nic takiego. Aż dobierze się do nas tak, że nie będziemy mogli nad tym zapanować. A wtedy pozostaną już tylko leki, terapia, szpital psychiatryczny albo samobójstwo.”
Oczywiście nie umniejsza to dbałości o samą
fabułę. W “Upiorze” przede wszystkim zaskakuje pomysł, w którym autor łączy
biznes funeralny z ludzkim, znanym od wieków lękiem przed śmiercią, a w
szczególności przed… pogrzebaniem za życia, co ma nawet specjalną nazwę - to
tafefobia. To jeden z wręcz pierwotnych lęków ludzkości, którego historia jest
makabryczna, acz ciekawa, z czego tutaj Siembieda korzysta w pełni. Nie byłby
jednak sobą, gdyby intrygi nie rozbudował mocniej - poruszamy się więc w
tematach dawnych legend, nowoczesnych wynalazków, a także wspomnianego i
widocznego na okładce Władysława Reymonta, którego krótką biografię wraz z
jednym w jego utworów w powieści poznajemy. Jak zawsze budując intrygę, autor
opiera się częściowo na prawdzie historycznej, którą dzięki fikcji literackiej
składa w jedną, skomplikowaną, wielowątkową i budzącą podziw całość.
Książka poprzez swoją tematykę osadza się na
wąskiej granicy pomiędzy życiem a śmiercią - czy jest coś pomiędzy? Czy można
żyć i nie żyć równocześnie? Jak doświadczenia śmierci czy śmierci pozornej
wpływają na człowieka i jego bliskich? To ważne pytania, jakie fabularnie musimy
sobie postawić.
“- Czy my od teraz jesteśmy na ty? (...)- Zawsze byliśmy. Tylko brakowało nam emocji, żeby to wprowadzić w życie.”
Intryga prowadzona jest w tempie umiarkowanie
spokojnym - początkowo częste zmiany czasu sprawiają, że historia daje wrażenie
bardziej dramatu rodzinnego niż sensacji. Później proporcje się zmieniają,
intryga się zagęszcza, jednak nadal nie jest prowadzona jak w typowej sensacji
- bo tu nie rządzi gatunek, tu pierwszeństwo ma po prostu historia, która
dobrze przemyślana, cały czas podsyca ciekawość czytelnika. Sama zagadka w
pewnym punkcie fabuły nie jest trudna do rozwiązania, przynajmniej częściowo,
mimo to autor i tak porządnie czytelnika zaskakuje.
“Podczas egzaminu przed wydaniem broni więcej uwagi poświęcano przepisom niż praktyce.Przepisy. Potrafiły wykończyć więcej policjantów niż bandyci.”
A postacie? Jak zawsze u Siembiedy, są
nośnikiem historii, a mimo to są dobrze dopracowane pod kątem psychologicznym.
Każda z nich, niezależnie od stopnia uwikłania w fabułę, jest bardzo ludzka,
ich zachowanie jest naturalnie, nie razi sztucznością. Czarne charaktery długo
zachowują ziarno tajemniczości, nie brak też postaci dziwnych, zaskakujących,
których pasje i fobie wychodzą poza to, z czym spotykamy się na co dzień. Stałe
postacie serii są stabilne, sympatyczne, zachowują zgodność charakterów z tym,
co już o nich z wcześniejszych tomów wiemy.
“Nie wolno przerywać ludziom, których coś trapi i chcą się zwierzyć.”
“Upiór” Macieja Siembiedy to powieść, w której
historia prawdziwa przecina się z fikcją literacką, w której pobrzmiewają echa
ludzkich dramatów, ale też i historii sensacyjnych, gangsterskich, a nawet
szpiegowskich. Śledztwo prowadzi fabułę w ciekawe rejony, przez kilka różnych
miejsc po Polsce, które związane są z główną tematyką powieści - upiorami,
zmarłymi powracającymi z grobów, czy po prostu śmierci, które śmiercią nie
były. Autor zaprasza nas do świata, w którym realizm zaciera się ze
spirytualizmem, a znane historie ukazywane są w całkiem innym świetle. To
powieść nasączona ciekawostkami podana w spójnej, doskonale dopracowanej
językowo formie - czytanie jej to czysta przyjemność!
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Agora.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz