Autor: Maciej J. Dudziak
Tytuł: Landsberg. Miasto z mgły
Data premiery: 13.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna / kryminał
retro
Maciej J. Dudziak to antropolog i
kulturoznawca, który swoją karierę zawodową związał z działalnością akademicką.
Na rynku literackim pojawia się okazyjnie - debiutował w 2019 roku kryminałem
wydanym w niewielkim nakładzie (może nawet własnym nakładem autora?), który
miał być początkiem trylogii. Po dwóch latach jego nazwisko pojawiło się na
nowym tomie przygód Tomka Wilmowskiego, by powrócić dopiero teraz z powieścią,
która jest kryminałem tylko pozornym. Bo w “Landsbergu. Mieście z mgły” autor
wykorzystuje zbrodnię, by opowiedzieć o czasach, gdy zło na świecie wyraźnie
zaczynało rosnąć w siłę.
Czasy współczesne, Gorzów Wielkopolski. Młoda
dziennikarka pomaga starszej pani, która zasłabła na ulicy - odprowadza ją do
domu, a ta w podzięce za jej dobroć, oferuje jej historię z dawnych lat. To
opowieść z roku 1933, z czasów, gdy Gorzów był Landsbergiem. Czasów
niespokojnych, w których wybrzmiewały już pierwsze nuty mrocznej przyszłości.
To wtedy naziści rośli w siłę, choć świat jeszcze nie dowierzał, że taka
ideologia może przejąć kontrolę nad światem. To właśnie wtedy wraz z
rozpoczęciem Wielkiego Tygodnia stało się coś, za co od razu zostali obwinieni
Żydzi. Doszło do makabrycznej zbrodni na dziecku, chłopcu, którego ciało
zainscenizowane zostało na ukrzyżowanie. Na miasto spadł blady strach
potęgowany rozciągającą się znad Warty mgłą, która stała się stałą towarzyszką
zbrodni. Zbrodni, którą rozwiązać miał Carl Faber. Śledczy, który do tej pory
nie poradził sobie z demonami poprzedniej wojny…
“Każde miasto ma swoje ciemne strony.”
Książka ma coś na kształt dwóch prologów i
dwóch epilogów - prolog pierwszy wraz z epilogami tworzą klamrę zamykającą
opowieść we współczesności, prolog drugi z kolei cofa się do wydarzeń
wcześniejszych, tragicznego zdarzenia z życia zegarmistrza, który swój żal wlał
w stworzone przez siebie pozytywki. Pomiędzy zapisana została historia, która
jest esencją tej powieści - w trzydziestu rozdziałach, w narracji
trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Carla, ale nie tylko. Raz po raz
pojawia się również perspektywa rodzin ofiar, jak i przez chwilę lekarki Anny,
która angażuje się w tę sprawę. Styl powieści jest jednym z jej najważniejszych
elementów. Narrator mocno skupia się na oddaniu chwili, nie liczy się dla niego
akcja, a to co dookoła - zapachy, dźwięki, nastrój, fasady i wnętrza budynków.
To opisami, porównaniami, metaforami stara się budować klimat opowieści,
którego mgła ma być odbiciem.
“Wieczór zjawił się szybciej niż zazwyczaj, wciskając się w ciasne uliczki i wąskie zaułki.”
Słowa zdają się nadawać podniosłości chwili,
jednak przyznaję, że w mojej ocenie nie do końca sprawnie to wychodzi - autor
nie operuje słowem na tyle dobrze, by osiągnąć podniosły efekt, stale
powtarzana maniera sprawia, że w tekst wkrada się poczucie sztucznej
pompatyczności. Zdania mające oddać emocje, klimat, nieustannie budowane są na
zaprzeczeniach - zamiast opisywać właściwe emocje, zapachy, czy cokolwiek na co
w danym momencie narrator zwraca uwagę, najpierw zawsze pojawia się
zaprzeczenie, a później dopiero to, co właściwe. To motyw powtarzalny przy
każdym dłuższym opisie. Zresztą to nie jedyne powtórki, które zdają się w
powieść wpisane na siłę - stałą przewijającą się jest też wątek uśpienia
czegoś, co właśnie się budzi, czy czegoś, co wisi w powietrzu. To wszystko
wskazuje na duszny klimat, jaki autor chce tej historii nadać, jednak przez
brak szerszego zakresu przekazu językowego, bardzo trudno w niego się wczuć. A
że cała powieść mocno właśnie o klimat się opiera, to styl, sposób przekazu
jest jednym z najważniejszych czynników.
“Przez długą chwilę nie był w stanie odwrócić wzroku. Patrzył - nie ma obiekt, ale na jego znaczenie, które rozlewało się wokół, lepkie i ciężkie.”
Cała powieść zdaje się podporządkowana jednemu
- ma ukazać miasto osnute duszną mgłą (którą z pewnością można traktować
również jako metaforę zła, które z Niemiec nadciąga), które coraz mocniej
osiada w mroku, w którym coraz mocniej panoszy się ideologia dla zwyczajnych
mieszkańców szkodliwa, która zamiast radości, piękna codzienności, propaguje
nienawiść. Wątek historyczny powieści jest wyraźny - autor mocno bazuje na
dawnym nazewnictwie, miejscach charakterystycznych, wydarzeniach, które
faktycznie miały miejsce. Jednak to same obrazy są tym, co wiedzie prym -
duszne kluby, brudne, śmierdzące klatki schodowe, bogato zdobione kościoły
duszące zapachem kadzidła, góra, która roztacza nad miastem mroczną aurę.
Landsberg jako miasto zdaje się rozpadać, rozpływać w mgle. Raz po raz ukazują
się pęknięcia, na wierzch wychodzi brud i beznadzieja codzienności.
“Mgła rozmywała kontury rzeczywistości. Wszystko wydawało się zawieszone między jawą a snem.”
Brud dosłowny ma też odwzorowanie w
społeczności, która przez ówczesną politykę skupia się na jednym wrogu - to
Żydzi, których obarcza się winą za wszystko, niezależnie od przewiny. Zbrodnie
mają tu na celu podburzenie społeczności, przekształcenie strachu na nienawiść
do kogoś, kogo tak łatwo można nienawidzić. Sam autor podkreśla, że zależało mu
na podkreśleniu tej kultury zbiorowej nienawiści, która właśnie rośnie w siłę i
jest to w powieści wyraźnie wyczuwalne.
“(...) prawdziwy lęk został zastąpiony wygodną nienawiścią, a miasto stało się polem bitwy. Prawda nie miała już żadnego znaczenia.”
Historia jednak lubi się powtarzać i stąd
opowieść o przeszłości ubrana jest w klamrę teraźniejszości. To ostrzeżenie, by
już nie dać się wpędzić w ślepe podążanie za większością, by dostrzec rzeczywiste
zagrożenie w chwili, gdy jeszcze jest szansa, by rosnącemu złu się
przeciwstawić.
“Strach potrzebował twarzy, więc stała się nią maska antysemickiej nienawiści.”
Pod wagą tych obrazów, tego przekazu, wszystko
inne w powieści traci na znaczeniu i też z mniejszą uwagą jest potraktowane.
Intryga jest bardzo prosta i nie jest traktowana jak w typowym kryminale -
niewiele w niej faktycznego śledztwa, a wykrycie sprawcy mocno bazuje na
przypadkowości i ingerencji z zewnątrz, bez której ani Carl, ani czytelnik nie
są w stanie dojść do sedna zagadki. Same zbrodnie są makabryczne, wydają się
wręcz przerysowane i niewłaściwe przez to, że ofiarami są dzieci. I tu jednak
można dopatrzeć się symboliki niewinnych ofiar, pierwszym, którym dzieje się
nieludzka krzywda w zderzeniu ze złem. Żałuję jednak, że autor lepiej nie
wykorzystał swoich kryminalnych pomysłów: zarówno czas Wielkiego Postu,
pozytywka, która odgrywa w sprawie pewną rolę, jak i przewijające się
wspomnienie góry są raczej tylko zasygnalizowane, lekko napoczęte, kiedy
mogłyby być tak dobrą bazą dla świetnie skrojonej i ciekawej zagadki
kryminalnej. Szkoda, że ten potencjał nie został wykorzystany.
“Coś się działo. I to nie mieściło się już w granicach logiki. Ideologia, którą do niedawna uznawał za brednie fanatyków, rozprzestrzeniała się z przerażającą skutecznością. Przenikała szkoły, redakcje, kawiarnie. Słowa, które jeszcze rok wcześniej uznałby za niedorzeczne, teraz stawały się normą. Nienawiść przybierała formę prawa.”
Postacie pojedynczych bohaterów również giną
pod warstwą obrazów miasta i zbiorowej nienawiści. Carl jest mężczyzną
obarczonym wojenną przeszłością i traumą, jak z tego powodu w nim narosła,
jednak krótkie przebłyski tylko sygnalizują jego problem, nie oddają w pełni
stopnia psychologicznego zagmatwania. Anna, lekarka, Żydówka, która szybko się
w powieści pojawia i awansuje na towarzyszkę Carla, równie szybko traci na
znaczeniu, a jej własne wspomnienia równie łatwo rozmywają się we mgle.
Najciekawsze postacie to tylko fragmenty - obrazy ofiar i ich rodzin, urywki
codzienności, które przez zaszłe zmiany subtelnie niepokoją.
“(...) w ich świecie moralność nie była już wartością - była luksusem.”
W “Landsbergu. Miascie z mgły” wszystkie
elementy fabularne zdają się podporządkowane próbie wykreowania klimatu
dusznego, osnutego mgłą nienawiści miasta, które rozpada się pod wpływem
zbliżającego się zła. Warstwa symboliczna, jaką autor stara się w powieści
zawrzeć (o czym mówi w bardzo fajnie skrojonym posłowiu) dominuje nad historią,
zagrabia uwagę narratora, przez to cała fabuła, akcja i postacie potraktowane
są mocno powierzchownie. Historia, która ma tendencję do powtarzania się,
głośno wybrzmiewa i ostrzega, by człowiek już nigdy nie poszedł tą drogą.
Szkoda tylko, że pozostałe elementy fabularne nie zostały rozwinięte na miarę
potencjału, jaki sobą niosą, bo choć wtedy powieść zyskałaby na objętości, to
mogłaby stać się dobrze rezonującą w emocje czytelnika całością. Dla mnie,
osoby wrażliwej na słowo, język, jakim książka jest pisana, właśnie warstwa
stylistyczna była największą przeszkodą w odbiorze lektury - stała maniera i
sztuczna próba nadania podniosłości chwili sprawiły, że nie mogłam w historię
się wczuć, a długie, statyczne opisy szybko rozwiewały mają koncentrację.
Żałuję, bo książka ma w sobie elementy, które mogłyby mnie zachwycić.
Moja ocena: 6/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Muza.
Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz