maja 21, 2026

"Landsberg. Miasto z mgły" Maciej J. Dudziak

Autor: Maciej J. Dudziak
Tytuł: Landsberg. Miasto z mgły
Data premiery: 13.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna / kryminał retro
 
Maciej J. Dudziak to antropolog i kulturoznawca, który swoją karierę zawodową związał z działalnością akademicką. Na rynku literackim pojawia się okazyjnie - debiutował w 2019 roku kryminałem wydanym w niewielkim nakładzie (może nawet własnym nakładem autora?), który miał być początkiem trylogii. Po dwóch latach jego nazwisko pojawiło się na nowym tomie przygód Tomka Wilmowskiego, by powrócić dopiero teraz z powieścią, która jest kryminałem tylko pozornym. Bo w “Landsbergu. Mieście z mgły” autor wykorzystuje zbrodnię, by opowiedzieć o czasach, gdy zło na świecie wyraźnie zaczynało rosnąć w siłę.
 
Czasy współczesne, Gorzów Wielkopolski. Młoda dziennikarka pomaga starszej pani, która zasłabła na ulicy - odprowadza ją do domu, a ta w podzięce za jej dobroć, oferuje jej historię z dawnych lat. To opowieść z roku 1933, z czasów, gdy Gorzów był Landsbergiem. Czasów niespokojnych, w których wybrzmiewały już pierwsze nuty mrocznej przyszłości. To wtedy naziści rośli w siłę, choć świat jeszcze nie dowierzał, że taka ideologia może przejąć kontrolę nad światem. To właśnie wtedy wraz z rozpoczęciem Wielkiego Tygodnia stało się coś, za co od razu zostali obwinieni Żydzi. Doszło do makabrycznej zbrodni na dziecku, chłopcu, którego ciało zainscenizowane zostało na ukrzyżowanie. Na miasto spadł blady strach potęgowany rozciągającą się znad Warty mgłą, która stała się stałą towarzyszką zbrodni. Zbrodni, którą rozwiązać miał Carl Faber. Śledczy, który do tej pory nie poradził sobie z demonami poprzedniej wojny…
“Każde miasto ma swoje ciemne strony.”
Książka ma coś na kształt dwóch prologów i dwóch epilogów - prolog pierwszy wraz z epilogami tworzą klamrę zamykającą opowieść we współczesności, prolog drugi z kolei cofa się do wydarzeń wcześniejszych, tragicznego zdarzenia z życia zegarmistrza, który swój żal wlał w stworzone przez siebie pozytywki. Pomiędzy zapisana została historia, która jest esencją tej powieści - w trzydziestu rozdziałach, w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Carla, ale nie tylko. Raz po raz pojawia się również perspektywa rodzin ofiar, jak i przez chwilę lekarki Anny, która angażuje się w tę sprawę. Styl powieści jest jednym z jej najważniejszych elementów. Narrator mocno skupia się na oddaniu chwili, nie liczy się dla niego akcja, a to co dookoła - zapachy, dźwięki, nastrój, fasady i wnętrza budynków. To opisami, porównaniami, metaforami stara się budować klimat opowieści, którego mgła ma być odbiciem.
“Wieczór zjawił się szybciej niż zazwyczaj, wciskając się w ciasne uliczki i wąskie zaułki.”
Słowa zdają się nadawać podniosłości chwili, jednak przyznaję, że w mojej ocenie nie do końca sprawnie to wychodzi - autor nie operuje słowem na tyle dobrze, by osiągnąć podniosły efekt, stale powtarzana maniera sprawia, że w tekst wkrada się poczucie sztucznej pompatyczności. Zdania mające oddać emocje, klimat, nieustannie budowane są na zaprzeczeniach - zamiast opisywać właściwe emocje, zapachy, czy cokolwiek na co w danym momencie narrator zwraca uwagę, najpierw zawsze pojawia się zaprzeczenie, a później dopiero to, co właściwe. To motyw powtarzalny przy każdym dłuższym opisie. Zresztą to nie jedyne powtórki, które zdają się w powieść wpisane na siłę - stałą przewijającą się jest też wątek uśpienia czegoś, co właśnie się budzi, czy czegoś, co wisi w powietrzu. To wszystko wskazuje na duszny klimat, jaki autor chce tej historii nadać, jednak przez brak szerszego zakresu przekazu językowego, bardzo trudno w niego się wczuć. A że cała powieść mocno właśnie o klimat się opiera, to styl, sposób przekazu jest jednym z najważniejszych czynników.
“Przez długą chwilę nie był w stanie odwrócić wzroku. Patrzył - nie ma obiekt, ale na jego znaczenie, które rozlewało się wokół, lepkie i ciężkie.”
Cała powieść zdaje się podporządkowana jednemu - ma ukazać miasto osnute duszną mgłą (którą z pewnością można traktować również jako metaforę zła, które z Niemiec nadciąga), które coraz mocniej osiada w mroku, w którym coraz mocniej panoszy się ideologia dla zwyczajnych mieszkańców szkodliwa, która zamiast radości, piękna codzienności, propaguje nienawiść. Wątek historyczny powieści jest wyraźny - autor mocno bazuje na dawnym nazewnictwie, miejscach charakterystycznych, wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce. Jednak to same obrazy są tym, co wiedzie prym - duszne kluby, brudne, śmierdzące klatki schodowe, bogato zdobione kościoły duszące zapachem kadzidła, góra, która roztacza nad miastem mroczną aurę. Landsberg jako miasto zdaje się rozpadać, rozpływać w mgle. Raz po raz ukazują się pęknięcia, na wierzch wychodzi brud i beznadzieja codzienności.
“Mgła rozmywała kontury rzeczywistości. Wszystko wydawało się zawieszone między jawą a snem.”
Brud dosłowny ma też odwzorowanie w społeczności, która przez ówczesną politykę skupia się na jednym wrogu - to Żydzi, których obarcza się winą za wszystko, niezależnie od przewiny. Zbrodnie mają tu na celu podburzenie społeczności, przekształcenie strachu na nienawiść do kogoś, kogo tak łatwo można nienawidzić. Sam autor podkreśla, że zależało mu na podkreśleniu tej kultury zbiorowej nienawiści, która właśnie rośnie w siłę i jest to w powieści wyraźnie wyczuwalne.
“(...) prawdziwy lęk został zastąpiony wygodną nienawiścią, a miasto stało się polem bitwy. Prawda nie miała już żadnego znaczenia.”
Historia jednak lubi się powtarzać i stąd opowieść o przeszłości ubrana jest w klamrę teraźniejszości. To ostrzeżenie, by już nie dać się wpędzić w ślepe podążanie za większością, by dostrzec rzeczywiste zagrożenie w chwili, gdy jeszcze jest szansa, by rosnącemu złu się przeciwstawić.
“Strach potrzebował twarzy, więc stała się nią maska antysemickiej nienawiści.”
Pod wagą tych obrazów, tego przekazu, wszystko inne w powieści traci na znaczeniu i też z mniejszą uwagą jest potraktowane. Intryga jest bardzo prosta i nie jest traktowana jak w typowym kryminale - niewiele w niej faktycznego śledztwa, a wykrycie sprawcy mocno bazuje na przypadkowości i ingerencji z zewnątrz, bez której ani Carl, ani czytelnik nie są w stanie dojść do sedna zagadki. Same zbrodnie są makabryczne, wydają się wręcz przerysowane i niewłaściwe przez to, że ofiarami są dzieci. I tu jednak można dopatrzeć się symboliki niewinnych ofiar, pierwszym, którym dzieje się nieludzka krzywda w zderzeniu ze złem. Żałuję jednak, że autor lepiej nie wykorzystał swoich kryminalnych pomysłów: zarówno czas Wielkiego Postu, pozytywka, która odgrywa w sprawie pewną rolę, jak i przewijające się wspomnienie góry są raczej tylko zasygnalizowane, lekko napoczęte, kiedy mogłyby być tak dobrą bazą dla świetnie skrojonej i ciekawej zagadki kryminalnej. Szkoda, że ten potencjał nie został wykorzystany.
“Coś się działo. I to nie mieściło się już w granicach logiki. Ideologia, którą do niedawna uznawał za brednie fanatyków, rozprzestrzeniała się z przerażającą skutecznością. Przenikała szkoły, redakcje, kawiarnie. Słowa, które jeszcze rok wcześniej uznałby za niedorzeczne, teraz stawały się normą. Nienawiść przybierała formę prawa.”
Postacie pojedynczych bohaterów również giną pod warstwą obrazów miasta i zbiorowej nienawiści. Carl jest mężczyzną obarczonym wojenną przeszłością i traumą, jak z tego powodu w nim narosła, jednak krótkie przebłyski tylko sygnalizują jego problem, nie oddają w pełni stopnia psychologicznego zagmatwania. Anna, lekarka, Żydówka, która szybko się w powieści pojawia i awansuje na towarzyszkę Carla, równie szybko traci na znaczeniu, a jej własne wspomnienia równie łatwo rozmywają się we mgle. Najciekawsze postacie to tylko fragmenty - obrazy ofiar i ich rodzin, urywki codzienności, które przez zaszłe zmiany subtelnie niepokoją.
“(...) w ich świecie moralność nie była już wartością - była luksusem.”
W “Landsbergu. Miascie z mgły” wszystkie elementy fabularne zdają się podporządkowane próbie wykreowania klimatu dusznego, osnutego mgłą nienawiści miasta, które rozpada się pod wpływem zbliżającego się zła. Warstwa symboliczna, jaką autor stara się w powieści zawrzeć (o czym mówi w bardzo fajnie skrojonym posłowiu) dominuje nad historią, zagrabia uwagę narratora, przez to cała fabuła, akcja i postacie potraktowane są mocno powierzchownie. Historia, która ma tendencję do powtarzania się, głośno wybrzmiewa i ostrzega, by człowiek już nigdy nie poszedł tą drogą. Szkoda tylko, że pozostałe elementy fabularne nie zostały rozwinięte na miarę potencjału, jaki sobą niosą, bo choć wtedy powieść zyskałaby na objętości, to mogłaby stać się dobrze rezonującą w emocje czytelnika całością. Dla mnie, osoby wrażliwej na słowo, język, jakim książka jest pisana, właśnie warstwa stylistyczna była największą przeszkodą w odbiorze lektury - stała maniera i sztuczna próba nadania podniosłości chwili sprawiły, że nie mogłam w historię się wczuć, a długie, statyczne opisy szybko rozwiewały mają koncentrację. Żałuję, bo książka ma w sobie elementy, które mogłyby mnie zachwycić.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz