Autor: Harlan Coben
Tytuł: Nie ma głupich
Cykl: Sami Kierce, tom 2
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 20.05.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller / kryminał
Harlan Coben należy do czołówki światowych
autorów powieści kryminalnych i sensacyjnych. Jego książki wydawane są w 46
językach, doczekały się licznych ekranizacji, kiedyś filmowych, teraz
serialowych, które ukazują się systematycznie od kilku lat na Netflixie i Prime
Video. Nakład sprzedanych książek przekroczył już sto milionów egzemplarzy, a
poza stałą obecnością na listach bestsellerów, autor zebrał też pokaźną liczbę
nagród i tytułów przyznawanych nie tylko na rynku amerykańskim, ale i
zagranicznym. Książki Cobena równie popularne są w Polsce, a w roku poprzednim
polscy czytelnicy w końcu po raz pierwszy mogli spotkać autora na żywo - w
lutym 2025 przyjechał do Warszawy z okazji premiery trzeciej polskiej adaptacji
jego książki na Netflixie.
Chwilę po wizycie w Polsce na rynku
anglojęzycznym pojawiła się jego 37 powieść dla dorosłego czytelnika pt. “Nie
ma głupich”, która po roku oczekiwania ukazała się również w Polsce. To drugi
tom serii z detektywem Kierce’em, który w pewien sposób powiązany jest z
serialem. Tom pierwszy pt. “Już mnie nie oszukasz” wydany został bowiem w 2016
roku (w Polsce w 2017) i przez kolejne dziewięć lat był powieścią z żadnym
cyklem niezwiązaną. W 2024 roku jednak ukazała się jej adaptacja, w której
postać Kierce’a została lekko zmieniona - to ewidentnie spodobało się autorowi
tak bardzo, że i w świecie literackim zaakceptował te zmiany uwzględniając jest
w kontynuacji przygód tej postaci w “Nie ma głupich”. I chyba na tym nie
skończy, co sugeruje zakończenie historii otwierające furtkę dla tomu
trzeciego.
Nowy Jork, 2025 rok. Po tragicznych wypadkach,
jakimi zakończyło się ostatnie śledztwo, Sami Kierce nie pracuje już w policji.
Teraz chwyta się prac dorywczych - raz jest prywatnym detektywem, by za chwilę
prowadzić kurs dla amatorów śledztw kryminalnych. I właśnie podczas jednej
takiej lekcji do sali wchodzi kobieta, której nie widział od dwudziestu dwóch
lat. Jako to możliwe, że poznał ją od razu? Bo tak naprawdę jej wspomnienie
nigdy go nie opuściło - poznał ją w podróży po Europie, w Hiszpanii, a po kilku
gorących dniach w jej towarzystwie, obudził się skąpany w jej krwi. Ta historia
rzuciła się cieniem na jego życiu, zmieniła plany i psychikę. A teraz okazuje
się, że dziewczyna żyje? Jak to się stało, co zaszło wtedy w Hiszpanii, kim tak
naprawdę jest i dlaczego przyszła, a za moment uciekła z jego zajęć? To ten
temat zaprząta mu głowę w chwili, gdy dowiaduje się, że morderca jego dawnej
życiowej i zawodowej partnerki wskutek błędów, jakie sam popełnił w swoim
ostatnim śledztwie, wychodzi na wolność… To odpowiedni moment, by zacząć bać
się o bezpieczeństwo swojej nowej rodziny.
“My, ludzie, jesteśmy zdumiewająco narcystyczni.”
Książka rozpisana jest na prolog, 32 rozdziały
i epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego
przez Samiego, a więc styl powieści nacechowany jest kreacją tej postaci.
Narrator przedstawia świat jego oczami przybierając formą ironiczną najczęściej
w stosunku do samego siebie, w której można wyczuć cwaniactwo - a jednak od
razu jasne jest, że to tylko osłona przed światem, poza, jaką bohater
przybiera, by nie musieć brać całego życia i śledztwa, które tak prywatnie go
dotyczy, całkiem na poważnie. Nieraz w swojej opowieści zwraca się do
czytelników bezpośrednio, a język, jakim się posługuje, daje bardzo naturalne
wrażenie, jest codzienny, swobodny, a jednak widać w nim dbałość o poprawność
gramatyczną i elokwencję w doborze słów, jakich używa. Dialogi nieraz
zabarwione są humorem, co jest cechą charakterystyczną w twórczości tego
autora. Dzięki temu, mimo zagmatwanej zagadki kryminalnej, tekst wypada lekko,
jest przyjemnie rozrywkowy.
“Obaj są wysokimi mężczyznami i kiedy stoję między nimi, wyglądamy jak wykres słupkowy przedstawiający nagłe tąpnięcie w gospodarce.”
Harlan Coben znany jest z tego, że akcję
prowadzi szybko i raz po raz czytelnika zaskakuje. Nie inaczej jest w tej
książce, mam jednak wrażenie, że każdy jej element jest wyjątkowo dobrze
wyważony. Akcja toczy się dynamicznie, ale nie do przesady, nie dominuje nad
innymi składnikami powieści. Może to dlatego, że w sposób rozwiązywania zagadki
zaangażowany jest sam duch Sherlocka Holmesa? To na tej postaci Kierce opiera
swój kurs dla detektywów-amatorów, z których pomocy w swoim śledztwie korzysta.
A te toczy się dwutorowo, choć obydwie sprawy są mocno z prywatnymi wątkami
Kierce’a związane. Podstawową zagadką jest ta dotycząca dziewczyny poznanej (i
zamordowanej?) dwadzieścia dwa lata temu. Jednak nie bez powodu w tle przewija
się też sprawa morderstwa byłej partnerki Kierce’a, dzięki której możemy rzucić
okiem na małą część amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Obydwie zagadki
poza typowo rozrywkową stroną mają też swój cel, przynoszą trafne pytania i
refleksje, w których dobro rodziny stoi na pierwszym miejscu. W końcu teraz
Kierce ma rocznego synka, kochającą żonę, więc jego decyzje już nie tylko
dotyczą jego samego, ale też ich. Czy zatem prywatny kodeks moralny w zderzeniu
z bezpieczeństwem rodziny zmienia się w stosunku do tego, jakim był, gdy żyło
się w pojedynkę?
“Spotkało mnie już w życiu sporo tragedii i prawda jest taka, że każdą kolejną przeżywa się trochę łatwiej. Pierwsza wydaje się najbardziej bolesna. Opłakuje się ją tak głęboko, że kiedy rana w końcu się goi i tkanka bliznowacieje, jest tak gruba, że trudno ją ponownie naruszyć do samego spodu.”
Mimo skupienia na rodzinie, ważne są też
prywatne przeżycia postaci - w końcu Kierce to postać tragediami napakowana. A
jednak udało mi się na ich szkielecie zbudować szczęśliwe życie, które teraz
może i podmywane jest finansowymi problemami, stanowi jednak jego ostoję,
bezpieczny port. To pozwala pogodzić się z traumami przeszłości - bo przecież,
gdyby nie tamte tragedie, Kierce nie byłby w tym miejscu, w którym jest teraz.
Każdy z nas składa się z dobrych i złych doświadczeń, a choć tych drugich
wolelibyśmy nie doświadczać, to jednak stanowią one lekcje, uodparniają na
przyszłość. To dobra lekcja stoicyzmu i akceptacji rzeczywistości takiej, jaką
jest.
“Kiedy człowiek przejdzie przez coś tak strasznego, bardziej docenia to, co naprawdę się liczy. Tak wpływa na ludzi tragedia. Jest straszna, ale uczy wielu rzeczy.”
Przez historię wyraźnie przewija się też wątek
pieniędzy. Kierce podążając za zagadką, trafia do świata bogaczy, których życie
wygląda inaczej niż zwykłego, szarego człowieka. Bo choć mówi się, że wszyscy
jesteśmy równi, że zasobność portfela nie ma tak naprawdę znaczenia, to jednak
rzeczywistość dowodzi czegoś innego. Pieniędzmi nie martwią się ci, którzy je
mają, którzy mają luksus życia na poziomie. Pieniądze dają też władzę, potrafią
rozplątać, ale i zawiązać języki. Gdzie zatem ta równość?
“To mnie rozwściecza. Wystarczająco złe jest to, że bogacze patrzą na ciebie z góry. Ale dlaczego ludzie, których zatrudniają… i którzy nie są wcale bogatsi od ciebie… traktują cię jeszcze gorzej?”
Coben z łatwością wplata w swoją opowieść
amerykańską codzienność, jednak pozwala sobie też na pewne przekoloryzowania,
tak by nadać powieści odpowiedni kierunek. Widać to oczywiście w samej intrydze
kryminalnej, ale też w postaciach, przede wszystkim tych drugoplanowych, tych
wchodzących w skład grupy detektywów-amatorów. To barwna grupa indywidualności,
w której autor trochę bawi się schematami ubierając je tak, by były atrakcyjne
pod względem rozrywki czytelnika, a później i przyszłego widza.
“(...) pod tym, co od razu widać, skrywa się ludzka istota z nadziejami i marzeniami. To prosta myśl. Nadzieje i marzenia. Może nadzieje i marzenia tego kogoś o niewyróżniającej się aparycji zostały w pewnym momencie zdruzgotane. To nie ma znaczenia. Nadzieje i marzenia nigdy do końca nie umierają. Być może pozostają w stanie uśpienia, ale zawsze do się do nich wrócić.”
Coben dobrze wie, czego czytelnikowi potrzeba.
Charakterne kreacje postaci, zagadka, która uderza w bohatera prywatnie, a
zarazem jest dynamiczna i absorbująca, osadzona w znanym nam świecie, a jednak
na tyle oderwana od rzeczywistości, by mimo pojawiających się w niej ciekawych
wątków do refleksji, po prostu się przy niej dobrze bawić. “Nie ma głupich” nie
udaje powieści nie wiadomo jaki głębokiej, to po prostu solidna dawka fajnej
rozrywki, której elementy są tak wyważone, by razem tworzyły angażującą całość.
I to mi się w niej podoba!
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Albatros.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz