maja 06, 2026

"Tam, gdzie zmrok zapada szybciej" Wojciech Chmielarz

Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Tam, gdzie zmrok zapada szybciej
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 632
Gatunek: powieść grozy
 
Wojciech Chmielarz już od dobrych kilku lat jest jednym z najpopularniejszych autorów polskiej literatury kryminalnej. Zdobył wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody, doczekał się trzech ekranizacji z gwiazdorską obsadą oraz superprodukcji audio, jego książki tłumaczone są na inne języki (najwięcej pojawia się na rynku francuskim). Na koncie ma ponad dwadzieścia solowych powieści, trzy pisane w duecie, nie brakuje też opowiadań wydawanych w polskich antologiach. Swoją karierę rozpoczynał gatunkiem rasowego kryminału, by z czasem poszerzyć repertuar o thrillery i powieści sensacyjne. Z tego jest znany, w tych gatunkach sprawdza się znakomicie. Ale czasem pojawiają mu się w głowie historie, które potrzebują innej oprawy… Tak było w 2014 roku z postapokaliptyczną “Królową głodu”, i tak jest teraz z “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” - powieścią, która przypisana została do gatunku horroru, najobszerniejszą książką w jego kilkunastoletniej twórczości.
 
Podkarpacie. Niedaleko granicy z Ukrainą, w punkcie przecięcia się dwóch górskich dolin położone jest małe miasteczko Pasło, które w swojej historii ma kilka głośnych wzlotów i kilka bolesnych upadków. Właśnie nadciąga listopad, ale w tym roku niesie on nie tylko szybko zapadające wieczory i chłód. Nadchodzi coś, czego nie sposób będzie kontrolować, coś, co bardzo umiejętnie zacznie wyciągać z ludzi to, co w nich najgorsze…
Na razie jednak mieszkańcy zaprzątnięci są swoimi małymi, codziennymi dramatami. Jak Szwed, przyjezdny sprzed kilku lat, który szybko się ożenił i żonę stracił, a teraz traci też nadzieję, że kiedykolwiek uda mu się dojść do porozumienia z jej osiemnastoletnią córką. Jak Tamara, która mieszka z mężem matki, do którego czuje tylko gorycz, a czasem wręcz nienawiść. Jak Sylwia, która szuka na dnie butelki wyjaśnienia, dlaczego jej własny syn nie chce utrzymywać z nią kontaktu. Czy każdy z mieszkańców Pasła ma w zanadrzu takie prywatne tragedie? Czy to przez nie do wioski nadciągnęło skoncentrowane zło?
“Żyjesz jej życiem, nie swoim. Albo raczej jakąś atrapą jej życia.”
Książka rozpisana jest na cztery części i epilog. Każda z części dzielona jest na osobno numerowane, krótkie, najczęściej kilkustronicowe rozdziały, w których jest miejsce zarówno na dialogi, jak i opisy wewnętrznych rozterek postaci. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, co z początku wymaga od czytelnika pewnej uwagi (każdy z kilku pierwszych rozdziałów dotyczy innej osoby), z czasem jednak narracja się stabilizuje, a na przód wysuwają się dwie główne, podstawowe postacie. Historia toczy się w dwóch planach czasowych, teraz w listopadzie, w Paśle i w przeszłości, w większości w Warszawie, dzięki czemu czytelnik poznaje pełną historię jednej z głównych postaci. Czasy są jasno rozdzielone, rozpisane naprzemiennie na części. Styl powieści jest charakterystyczny dla ego autora, czuć w nim dużą swobodę językową i elastyczność, dzięki której każda scena jest odpowiednio poprowadzona - sceny z zabarwieniem gangsterskim są dynamiczne, sceny grozy wprowadzają napięcie, a przeważające w powieści momenty osobistych dramatów buzują od trudnych emocji. Dialogi prowadzone są naturalnie, słownictwo jest codzienne, dopasowane do sytuacji, raczej niewiele jest przekleństw. Książkę czyta się płynnie, bez jakichkolwiek językowych potknięć czy chwil zawahania.
“Wiedziała, że źle robi, ale z każdym wypowiedzianym słowem nakręcała się coraz bardziej, nie potrafiła przestać. (...) Miała po prostu taki dzień, kiedy potrzebowała kogoś skrzywdzić, a ona zwyczajnie jej się nawinęła.”
Bez względu na gatunek, w którym akurat pisze Wojciech Chmielarz, jeszcze jedno (poza samym stylem) jest zawsze stałe: psychologiczna strona powieści, głębokie i niejednoznaczne kreacje postaci. Nie brakuje więc tego i w “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”, gdzie nie ma bohaterów jednoznacznie dobrych i złych, bo każdy składa się z wieku skumulowanych przez lata elementów. Elementów znajomych, emocji, potknięć i bólu, który w jakimś stopniu w swoim życiu odczuwał każdy z nas. Każda z postaci rozgrywa swój własny dramat, buduje wieżę krzywd, która z każdą dołożoną cegiełką staje się coraz mocniejsza. I tak umacniają się w swoim bólu, nie dają mu ujścia, jednocześnie tworząc wokół siebie mur, który dla innych jest coraz trudniejszy do przebicia. To historia ludzi skrzywdzonych i krzywdzących, którzy z biegiem lat coraz mocniej gubią się w labiryncie przemilczeń, rozczarowań i kłamstw. Ach, ile razy w trakcie lektury miałam ochotę złapać postacie za ramiona, spojrzeć w oczy i powiedzieć: mów, co leży ci na sercu! Ale czy nie tacy wszyscy jesteśmy? Zamiast rozwiązywać codzienne małe niesnaski, wolimy odpuścić, po czym nagle okazuje się, że nagromadziło się już ich tyle, że droga do porozumienia wydaje się już po prostu za długa, za kręta, za trudna do przebycia? To prowadzi do kumulacji, do narastających złych emocji, które na potrzeby intrygi wykorzystuje autor. Tu narosłe krzywdy przeradzają się w nienawiść, a to sprawia, że wystarczy jedno popchnięcie, jeden szept, by doszło do tego, co najgorsze…
“Z doświadczenia wiedział, że nie ma co tracić czasu na gadanie, kiedy wszystko, co było do powiedzenia, zostało już powiedziane.”
I właśnie na takim subtelnym pchnięciu bazuje znaczna część intrygi fabularnej. Tak zaznacza się w tu groza - jej elementy, nieśmiałe głosy przewijają się tak naprawdę od samego początku powieści, jednak przede wszystkim są pretekstem do tego, by pogadać o tej brzydkiej, ale bardzo ludzkiej stronie uczuć i emocji. Raz po raz gdzieś przemyka jakiś cień, jakiś szept, jakaś twarz, by za chwilę ponownie skryć się w cieniu uwypuklając ludzkie postacie. Z czasem groza spina się powoli w całość - z krótkich, pozornie nieznaczących wielu informacji, ale rozłożonych z przemyślaną starannością, by w finale przejąć dowodzenie. To wtedy wychodzi na wierzch, wątki o zabarwieniu paranormalnym stają się alegorią, do rozwiązania emocji postaci kumulowanych przez całą opowieść. Te ostatnie sto stron, poprzez zmianę nacisku z subtelnej na dosłowną grozę, trochę wybijają się z rytmu całej opowieści, przybierają raczej nie groźne, a sensacyjne nuty, w których znane elementy gatunkowe wydają się dość powierzchowne, ale mimo wszystko ze sobą spójne i zgodne z lokalnymi legendami, krążącymi w tym rejonie, w którym toczy się akcja powieści.
“Pozostał przepełniony goryczą mężczyzna, wysuszony i ponury. Jeden z tych, którzy idą przez życie, kalecząc wszystko wokoło, i nawet tego nie zauważają, bo są zbyt skupieni na sobie. A całe zło, które wyrządzają, osadza się na ich skórze i wypala ją jak krople kwasu.”
Bo tak naprawdę wszystko właśnie od miejsca się zaczyna. Fikcyjne Pasło położone jest w jaki najbardziej realnym Podkarpaciu, w miejscowości, jakich wiele. Małomiasteczkowy klimat od pierwszych stron jest wyraźnie wyczuwalny, to miejsce z jednej strony spokojne, gdzie wszyscy dobrze się znają, z drugiej funkcjonujące w wypracowanych, ale nie do końca moralnie właściwych trybach. Tu jedni mieszkańcy stoją wyżej od innych, mogą pozwolić sobie na dużo więcej wiedząc, że bardzo łatwo ujdzie im to na sucho, bo nikt nie jest na tyle odważny, by się temu sprzeciwić. Tuż obok ludzi jest natura, ciemne lasy, puste łąki, po których w nocy hula nie tylko wiatr... To bardzo klimatyczne połączenie!
“Czasami, jak sobie o tym wszystkim myślę… O wierzeniach Bojków i tych upiorach, propastnykach, didkach. O opowieściach Łemków i ich baczach, którzy walczyli ze złymi duchami. O tym, ile tutaj przez lata krwi przelano. Bo to przecież było pogranicze, różne strasznie rzeczy się działy. U nas, na Podkarpaciu, może być tak, że ta granica jest cieńsza i stąd tyle tych dziwnych wydarzeń.”
“Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciecha Chmielarza to nie typowy horror, którego zadaniem jest przestraszyć. To opowieść, w którym groza budowana jest przede wszystkim w ludzkich kreacjach postaci, które same siebie doprowadziły do miejsca, gdzie wystarczy jeden podszept diabełka na ramieniu (który objawia się tutaj fizycznie), by stoczyć się w przepaść, z której nie ma już powrotu. Tu intencje są rozpatrywane opacznie, bo zabrakło rozmowy. Tu łatwiej jest milczeć, znosić frustrację i ból w milczeniu, niż spróbować go rozpracować, podzielić z kimś, kto może zrozumieć. To powieść złożona z dramatów rodzinnych, dobrze rozpisanych wątków obyczajowych i psychologicznych, w których od czasu do czasu do głosu dochodzą elementy gangsterskie i ubrana w sensację groza. Bogaty, ale przemyślany miks, w którego centrum stoi zwyczajny, zagubiony człowiek. To książka, która dostarcza przyjemności z lektury, ale równocześnie skłaniająca do przemyśleń, jak każdy z nas odbiera rzeczywistość - czy na pewno w naszym życiu jest miejsce na obwinianie innych? Czy warto uciekać się do przemilczeń czy obietnic wypowiedzianych pod wpływem chwili, zamiast po prostu szczerze porozmawiać?
“Pomyślał, że całe życie nienawidził świata wokół, nie rozumiejąc, że tak naprawdę nienawidzi siebie.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Okładka miękka ze skrzydełkami:

Okładka twarda z barwionymi brzegami:



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz