Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Tam, gdzie zmrok zapada szybciej
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 632
Gatunek: powieść grozy
Wojciech Chmielarz już od dobrych kilku lat
jest jednym z najpopularniejszych autorów polskiej literatury kryminalnej.
Zdobył wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody, doczekał się trzech
ekranizacji z gwiazdorską obsadą oraz superprodukcji audio, jego książki
tłumaczone są na inne języki (najwięcej pojawia się na rynku francuskim). Na
koncie ma ponad dwadzieścia solowych powieści, trzy pisane w duecie, nie
brakuje też opowiadań wydawanych w polskich antologiach. Swoją karierę
rozpoczynał gatunkiem rasowego kryminału, by z czasem poszerzyć repertuar o
thrillery i powieści sensacyjne. Z tego jest znany, w tych gatunkach sprawdza
się znakomicie. Ale czasem pojawiają mu się w głowie historie, które potrzebują
innej oprawy… Tak było w 2014 roku z postapokaliptyczną “Królową głodu”, i tak
jest teraz z “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” - powieścią, która przypisana
została do gatunku horroru, najobszerniejszą książką w jego kilkunastoletniej
twórczości.
Podkarpacie. Niedaleko granicy z Ukrainą, w
punkcie przecięcia się dwóch górskich dolin położone jest małe miasteczko
Pasło, które w swojej historii ma kilka głośnych wzlotów i kilka bolesnych
upadków. Właśnie nadciąga listopad, ale w tym roku niesie on nie tylko szybko
zapadające wieczory i chłód. Nadchodzi coś, czego nie sposób będzie
kontrolować, coś, co bardzo umiejętnie zacznie wyciągać z ludzi to, co w nich
najgorsze…
Na razie jednak mieszkańcy zaprzątnięci są
swoimi małymi, codziennymi dramatami. Jak Szwed, przyjezdny sprzed kilku lat,
który szybko się ożenił i żonę stracił, a teraz traci też nadzieję, że
kiedykolwiek uda mu się dojść do porozumienia z jej osiemnastoletnią córką. Jak
Tamara, która mieszka z mężem matki, do którego czuje tylko gorycz, a czasem
wręcz nienawiść. Jak Sylwia, która szuka na dnie butelki wyjaśnienia, dlaczego
jej własny syn nie chce utrzymywać z nią kontaktu. Czy każdy z mieszkańców
Pasła ma w zanadrzu takie prywatne tragedie? Czy to przez nie do wioski nadciągnęło
skoncentrowane zło?
“Żyjesz jej życiem, nie swoim. Albo raczej jakąś atrapą jej życia.”
Książka rozpisana jest na cztery części i
epilog. Każda z części dzielona jest na osobno numerowane, krótkie, najczęściej
kilkustronicowe rozdziały, w których jest miejsce zarówno na dialogi, jak i
opisy wewnętrznych rozterek postaci. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie
czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, co z początku wymaga od czytelnika
pewnej uwagi (każdy z kilku pierwszych rozdziałów dotyczy innej osoby), z
czasem jednak narracja się stabilizuje, a na przód wysuwają się dwie główne,
podstawowe postacie. Historia toczy się w dwóch planach czasowych, teraz w
listopadzie, w Paśle i w przeszłości, w większości w Warszawie, dzięki czemu
czytelnik poznaje pełną historię jednej z głównych postaci. Czasy są jasno
rozdzielone, rozpisane naprzemiennie na części. Styl powieści jest
charakterystyczny dla ego autora, czuć w nim dużą swobodę językową i
elastyczność, dzięki której każda scena jest odpowiednio poprowadzona - sceny z
zabarwieniem gangsterskim są dynamiczne, sceny grozy wprowadzają napięcie, a
przeważające w powieści momenty osobistych dramatów buzują od trudnych emocji.
Dialogi prowadzone są naturalnie, słownictwo jest codzienne, dopasowane do
sytuacji, raczej niewiele jest przekleństw. Książkę czyta się płynnie, bez
jakichkolwiek językowych potknięć czy chwil zawahania.
“Wiedziała, że źle robi, ale z każdym wypowiedzianym słowem nakręcała się coraz bardziej, nie potrafiła przestać. (...) Miała po prostu taki dzień, kiedy potrzebowała kogoś skrzywdzić, a ona zwyczajnie jej się nawinęła.”
Bez względu na gatunek, w którym akurat pisze
Wojciech Chmielarz, jeszcze jedno (poza samym stylem) jest zawsze stałe:
psychologiczna strona powieści, głębokie i niejednoznaczne kreacje postaci. Nie
brakuje więc tego i w “Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”, gdzie nie ma
bohaterów jednoznacznie dobrych i złych, bo każdy składa się z wieku
skumulowanych przez lata elementów. Elementów znajomych, emocji, potknięć i
bólu, który w jakimś stopniu w swoim życiu odczuwał każdy z nas. Każda z
postaci rozgrywa swój własny dramat, buduje wieżę krzywd, która z każdą
dołożoną cegiełką staje się coraz mocniejsza. I tak umacniają się w swoim bólu,
nie dają mu ujścia, jednocześnie tworząc wokół siebie mur, który dla innych
jest coraz trudniejszy do przebicia. To historia ludzi skrzywdzonych i
krzywdzących, którzy z biegiem lat coraz mocniej gubią się w labiryncie
przemilczeń, rozczarowań i kłamstw. Ach, ile razy w trakcie lektury miałam
ochotę złapać postacie za ramiona, spojrzeć w oczy i powiedzieć: mów, co leży
ci na sercu! Ale czy nie tacy wszyscy jesteśmy? Zamiast rozwiązywać codzienne
małe niesnaski, wolimy odpuścić, po czym nagle okazuje się, że nagromadziło się
już ich tyle, że droga do porozumienia wydaje się już po prostu za długa, za
kręta, za trudna do przebycia? To prowadzi do kumulacji, do narastających złych
emocji, które na potrzeby intrygi wykorzystuje autor. Tu narosłe krzywdy
przeradzają się w nienawiść, a to sprawia, że wystarczy jedno popchnięcie,
jeden szept, by doszło do tego, co najgorsze…
“Z doświadczenia wiedział, że nie ma co tracić czasu na gadanie, kiedy wszystko, co było do powiedzenia, zostało już powiedziane.”
I właśnie na takim subtelnym pchnięciu bazuje
znaczna część intrygi fabularnej. Tak zaznacza się w tu groza - jej elementy,
nieśmiałe głosy przewijają się tak naprawdę od samego początku powieści, jednak
przede wszystkim są pretekstem do tego, by pogadać o tej brzydkiej, ale bardzo
ludzkiej stronie uczuć i emocji. Raz po raz gdzieś przemyka jakiś cień, jakiś
szept, jakaś twarz, by za chwilę ponownie skryć się w cieniu uwypuklając
ludzkie postacie. Z czasem groza spina się powoli w całość - z krótkich,
pozornie nieznaczących wielu informacji, ale rozłożonych z przemyślaną
starannością, by w finale przejąć dowodzenie. To wtedy wychodzi na wierzch,
wątki o zabarwieniu paranormalnym stają się alegorią, do rozwiązania emocji
postaci kumulowanych przez całą opowieść. Te ostatnie sto stron, poprzez zmianę
nacisku z subtelnej na dosłowną grozę, trochę wybijają się z rytmu całej opowieści,
przybierają raczej nie groźne, a sensacyjne nuty, w których znane elementy
gatunkowe wydają się dość powierzchowne, ale mimo wszystko ze sobą spójne i
zgodne z lokalnymi legendami, krążącymi w tym rejonie, w którym toczy się akcja
powieści.
“Pozostał przepełniony goryczą mężczyzna, wysuszony i ponury. Jeden z tych, którzy idą przez życie, kalecząc wszystko wokoło, i nawet tego nie zauważają, bo są zbyt skupieni na sobie. A całe zło, które wyrządzają, osadza się na ich skórze i wypala ją jak krople kwasu.”
Bo tak naprawdę wszystko właśnie od miejsca
się zaczyna. Fikcyjne Pasło położone jest w jaki najbardziej realnym
Podkarpaciu, w miejscowości, jakich wiele. Małomiasteczkowy klimat od
pierwszych stron jest wyraźnie wyczuwalny, to miejsce z jednej strony spokojne,
gdzie wszyscy dobrze się znają, z drugiej funkcjonujące w wypracowanych, ale
nie do końca moralnie właściwych trybach. Tu jedni mieszkańcy stoją wyżej od
innych, mogą pozwolić sobie na dużo więcej wiedząc, że bardzo łatwo ujdzie im
to na sucho, bo nikt nie jest na tyle odważny, by się temu sprzeciwić. Tuż obok
ludzi jest natura, ciemne lasy, puste łąki, po których w nocy hula nie tylko
wiatr... To bardzo klimatyczne połączenie!
“Czasami, jak sobie o tym wszystkim myślę… O wierzeniach Bojków i tych upiorach, propastnykach, didkach. O opowieściach Łemków i ich baczach, którzy walczyli ze złymi duchami. O tym, ile tutaj przez lata krwi przelano. Bo to przecież było pogranicze, różne strasznie rzeczy się działy. U nas, na Podkarpaciu, może być tak, że ta granica jest cieńsza i stąd tyle tych dziwnych wydarzeń.”
“Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciecha
Chmielarza to nie typowy horror, którego zadaniem jest przestraszyć. To
opowieść, w którym groza budowana jest przede wszystkim w ludzkich kreacjach
postaci, które same siebie doprowadziły do miejsca, gdzie wystarczy jeden
podszept diabełka na ramieniu (który objawia się tutaj fizycznie), by stoczyć
się w przepaść, z której nie ma już powrotu. Tu intencje są rozpatrywane
opacznie, bo zabrakło rozmowy. Tu łatwiej jest milczeć, znosić frustrację i ból
w milczeniu, niż spróbować go rozpracować, podzielić z kimś, kto może
zrozumieć. To powieść złożona z dramatów rodzinnych, dobrze rozpisanych wątków
obyczajowych i psychologicznych, w których od czasu do czasu do głosu dochodzą
elementy gangsterskie i ubrana w sensację groza. Bogaty, ale przemyślany miks,
w którego centrum stoi zwyczajny, zagubiony człowiek. To książka, która
dostarcza przyjemności z lektury, ale równocześnie skłaniająca do przemyśleń,
jak każdy z nas odbiera rzeczywistość - czy na pewno w naszym życiu jest
miejsce na obwinianie innych? Czy warto uciekać się do przemilczeń czy obietnic
wypowiedzianych pod wpływem chwili, zamiast po prostu szczerze porozmawiać?
“Pomyślał, że całe życie nienawidził świata wokół, nie rozumiejąc, że tak naprawdę nienawidzi siebie.”
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Marginesy.
Okładka miękka ze skrzydełkami:
Okładka twarda z barwionymi brzegami:
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz