czerwca 12, 2026

"Miss Bee i duch ambasady" Alessia Gazzola

Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i duch ambasady
Cykl: Miss Bee, tom 3
Tłumaczenie: Joanna Kluza
Data premiery: 27.05.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść obyczajowa / historyczna / cozy mystery
 
Alessia Gazzola to znana włoska autorka literatury kobiecej, która tworzy już od piętnastu lat, od niecałej dekady zajmuje się tym w pełni zawodowo. Na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, a jej debiutancka seria o medyczce sądowej (z którą dzieli wyuczony i przez kilka lat praktykowany zawód) doczekała się serialowej adaptacji. Sukces krajowy zagwarantował jej również zainteresowanie za granicą, choć w Polsce długo była autorką mało znaną. Dopiero pod koniec roku 2025 Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się publikacji jej najnowszej serii z Miss Bee (recenzje - klik!), która trochę z jej twórczości się wyróżnia - to nie typowy chick lit, raczej powieść, w której wątki historyczne, obyczajowe i kryminalne splatają się w jedno. Aktualnie seria na polskim rynku liczy trzy tomy, na rynku włoskim cztery, premiera piątego zapowiedziana jest na jesień tego roku. Warto też wspomnieć, że Alessia Gazzola w tym roku odwiedziła Polskę - pojawiła się wiosną na Targach Książki w Poznaniu.
 
Londyn, marzec 1925 rok. Dwudziestokilkuletnia Włoszka Beatrice Bernabò po rozczarowaniu miłosnym, jakiego doświadczyła zimą, podjęła pracę we włoskiej ambasadzie. Nie jest to coś, co mogłoby ją uszczęśliwić, jednak dzień w dzień zjawia się za swoim biurkiem - dzięki temu jej ojciec jest spokojniejszy, a ich życie finansowe łatwiejsze. Po kilku miesiącach od zatrudnienia w końcu zaczyna się coś dziać! Przyjeżdża kilku gości z Włoch, w tym syn ambasadora z narzeczoną i dyrektor florenckiej galerii w poszukiwaniu zaginionej rzeźby. Jednak to nie ich wizyta wzbudza sensację, a dziwne zjawiska, które w tym czasie zaczynają niepokoić gości… Czyżby legenda o duchach w ambasadzie była prawdziwa? Beatrice w to nie wierzy, więc w sprawę angażuje znajomego komisarza Archera Blackburna, które wydaje się jej coraz bliższy. Ona jednak nadal nie potrafi zapomnieć o hrabim Warthmore, choć on dał jej jasno do zrozumienia, że nigdy nic ich nie połączy.
 
Książkę otwiera cytat z “Pani Bovary” i spis postaci w powieści występujących. Historia rozpisana jest na 27 tytułowanych rozdziałów i epilog, wszystkie pisane są w narracji trzeciosobowej czasu przeszłego, a perspektywą wiodącą jest ta przedstawiona oczami Beatrice. Język powieści jest delikatnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co przejawia się nie tylko w specyficznych słówkach (w pełni jednak do współczesnego czytelnika zrozumiałych), ale też w dialogach, sposobie, w jaki zwracają się do siebie postacie, jak choćby równolatki rozmawiające na pan/pani i podkreślające właściwe funkcje czy tytuły szlacheckie. Autorka ma specyficzny styl budowy zdań, do czego trzeba przywyknąć, wpaść w rytm lektury, by ta mogła toczy się sprawnie. Kiedy już się to stanie, lektura okazuje się lekka i przyjemna.
“- (...) Ale nawet sobie nie wyobrażasz, co się wydarzyło w ambasadzie.
- Moja wyobraźnia tu nie wystarczy, twoje życie to jak powieść przygodowa.”
Każdy tom serii, choć połączony postaciami i ich nieustannie zmieniającymi się relacjami, stanowi historię odrębną - przede wszystkim w kontekście kryminalnym, przez co czytelnik do lektury serii może dołączyć w wybranym przez siebie momencie. Tom trzeci “Miss Bee i duch ambasady” zdaje się wracać do proporcji fabularnych, jakie prezentował tom pierwszy - przeważają wątki obyczajowe, romansowe i historyczne nad kryminałem. Ten ostatni pojawia się w historii dość późno, stanowi raczej motyw poboczny, który spina historię w jedną, zamkniętą całość. Mimo to zagadka prowadzona jest sprawnie i ciekawie, autorka dobrze osadza ją w czasach, w których toczy się akcja, ale też sprawnie manipuluje granicą pomiędzy tym, co realne, a tym, co pozostaje w strefie nadprzyrodzonej.
“Na własnej skórze doświadczała, że śledzenie jest nawet bardziej skomplikowane i pełne napięcia niż w powieściach kryminalnych.”
Wraz z kryminałem, na uwagę zasługują wątki historyczne i obyczajowe, które mocno bazują na podziałach, jakimi wtedy rządziło się społeczeństwo. Nierówności i dyskryminacje są tutaj spotykane na każdym kroku i nie oszczędzają tak naprawdę nikogo: dotyczą płci, obywatelstwa, majątku i statusu społecznego. Nie inaczej jest z wątkiem historycznym, dla którego nie bez znaczenie jest narodowość Beatrice i jej rodziny. Bo choć historia toczy się w jeszcze ciągle bezpiecznej Anglii, to w ich kraju pochodzenia czuć już ten coraz wyraźniej do głosu dochodzący polityczny niepokój. Rodzina Beatrice może mieszkać w Anglii tylko dlatego, że jej ojciec został oddelegowany na angielską uczelnię, problem w tym, że właśnie teraz kończy mu się kontrakt. I to on dobrze wie, że sytuacja jest poważna, nieustannie staje przed moralnymi dylematami - czy udawać, że przystaje na faszystowską politykę swojego kraju, czy jednak żyć w zgodzie z sobą, ale tym samym może narazić się na karny powrót do kraju? Beatrice i jej siostry mają w tym czasie na głowie inne problemy, ciągle wydaje się, że groza sytuacji politycznej jeszcze do nich tak do końca nie dotarła.
“Dla niego Anglia była więcej niż snem, była miejscem, które zaspokajało wszelkie wymagania intelektualne i osobiste.”
Bo siostry Bernabò zajęte są własnymi problemami. Starsza siostra Beatrice przechodzi okres załamania po tym, jak o włos uniknęła śmierci. Na jej przykładzie obserwujemy z czym w ówczesnych czasach zmagały się kobiety, jaki wstyd musiały w sobie nosić, choć tak naprawdę nie były niczemu winne. Beatrice z kolei zmaga się z rozczarowaniem miłosnym, w którym powinności klasowe zwyciężyły nad uczuciem. Bee to kobieta silna i wolna, zdająca się wyprzedzać swoje czasy, która jednak nie jest nieczuła na męskie zainteresowanie…
“Jakież błędy czasem się popełnia, gdy człowieka zaślepią przekonania, których świadomie nie chce podważać.”
I tak przechodzimy do wątku romansowego, który w tym tomie jest wyjątkowo wyraźny, tak naprawdę niewiele jest tu scen, który wydają się go pozbawione. Choć romanse nie są ostentacyjne (przynajmniej w większości), to jednak są stale wyczuwalne w gestach, spojrzeniach, krążącej pomiędzy dwójką ludzi energii. Beatrice to w końcu młoda kobieta, która ciągle jeszcze nie doświadczyła wielkiej miłości, a choć dobrze wie, że nie ma co liczyć na romans jak z książek Jane Austen (których, swoją drogą, nie cierpi), to jednak ciągle tli się w niej nadzieja, że uczucie potrafi zwyciężyć wszystko.
“To nie jest trudne: dokonujesz wyboru i się go trzymasz. I usiłujesz nie dręczyć osoby, która musiała ów wybór zaakceptować.”
“Miss Bee i duch ambasady” to powieść, z którą miło spędzi się niezobowiązujący wieczór, pozycja, którą przyjemnie jest poczytać w przerwie na kawę - nie trzeba się przy niej nadmiernie skupiać, nie trzeba śledzić z uwagą każdego detalu fabularnego, by wyciągnąć z niej zwyczajną przyjemność lektury. Pod tym kątem powieść dobrze wpisuje się w gatunek, w którym autorka czuje się najlepiej - lekką powieść kobiecą, w której warstwa obyczajowa i romansowa absorbują uwagę czytelnika. Jednak mimo to nie da się nie zauważyć, że głębiej kryje się coś jeszcze - dobry wątek kryminalny i historyczny, który mimo lekkiego wydźwięku całości, jasno obrazuje grozę sytuacji politycznej, społecznej, jaka w 1925 roku w środowisku włoskich emigrantów była już bardzo wyraźnie wyczuwalna. Prywatnie trochę żałuję, że w tym tomie wygrał romans nad kryminałem, mimo to doceniam zaangażowanie, z jakim autorka odwzorowuje cały ten międzywojenny świat. A teraz czekam, gdzie z Miss Bee spotkamy się w tomie czwartym jej przygód!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz