Autor: Robert Bryndza
Tytuł: Martwy świadek
Cykl: Erika Foster, tom 7
Tłumaczenie: Łukasz Hajdrych
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
O angielskim autorze Robercie Bryndzie cały
świat usłyszał dzięki serii kryminalnej z inspektorką policji Eriką Foster.
Pierwszy tom jej przygód, a zarazem pierwsza próba autora w gatunku
kryminalnym, wydany został w roku 2016 zarówno na rynkach anglojęzycznych, jak
i w Polsce, i okazał się sukcesem międzynarodowym - w przeciągu kilku
pierwszych miesięcy sprzedaż książki przekroczyła milion egzemplarzy. Teraz
seria liczy już dziewięć tomów w języku angielskim, w polskim właśnie ukazał
się tom siódmy, a przy okazji wznowienie wszystkich poprzednich sześciu części.
To jednak nie jedyne tytuły tego autora.
Debiutował w 2012 roku komedią romantyczną wydaną w ramach self-publishingu i
przez kilka pierwszych lat właśnie w tym gatunku tworzył. Po nastaniu ery
kryminałów i Eriki Foster, pojawiły się też inne serie: z Kate Marshall (dwa
pierwsze tomy w tym roku zostały wydane również w języku polskim) i z Jamiem
Day oraz kilka powieści pojedynczych. Aktualnie nakład sprzedaży jego książek
przekroczył już siedem milionów, tłumaczony jest na ponad 30 języków, a
ostatnio wrócił do korzeni - założył swoje własne wydawnictwo, które prowadzi
ze Słowacji wraz z mężem.
Londyn, druga połowa października 2018 roku.
Erika Foster właśnie wprowadziła się do swojego nowego domu w dzielnicy
Blackheath. Brak mebli i ogrzewania, wszędzie kartony i uporczywa siostra
domagającej się telefonicznie rozmowy wideo to trochę dla niej za dużo - by
chwilę odetchnąć rusza do baru na rybę z frytkami. Pokrzepiona posiłkiem w
drodze powrotnej słyszy krzyk. To kobieta, która właśnie w mieszkaniu odkryła
zwłoki swojej zamordowanej siostry. Erika działa szybko - wzywa policję i
karetkę, a po przekazaniu kobiety w ręce sanitariuszy rusza sprawdzić z czym
mają do czynienia. To brutalne morderstwo popełnione ewidentnie w dużym
emocjach, a ofiara to zbliżająca się do trzydziestki kobieta, aspirująca
aktorka, która w wolnych chwilach pracowała w restauracji u siostry i nagrywała
podcast. Śledczy na klatce schodowej natykają się na jej sąsiada - mężczyzna
zachowuje się dziwnie, w ręce trzyma worek na śmierci, ale maniakalnie odmawia
przekazania go policji. Czyżby tak łatwo udało im wpaść na pierwszy trop
prowadzący do rozwiązania zagadki tej zbrodni?
Książka rozpisana jest na prolog, 63 rozdziały
i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przede
wszystkim z perspektywy Eriki, jednak od czasu do czasu uwagę narratora
przejmują inne, drugoplanowe postacie. Język, w jakim pisana jest powieść, jest
bardzo prosty, zdania krótkie, są po prostu nośnikiem, a nie elementem historii
samym w sobie. Pozornie stylistyka jest poprawna, a jednak miałam wrażenie, że
nie czyta mi się tej książki tak do końca płynnie, choć nie jestem w stanie stwierdzić
z czego tak naprawdę to wynikało. Może chodzi o skoncentrowanie uwagi po prostu
na zdarzeniach bez głębszego zajrzenia w aspekty psychologiczne postaci i ich
zachowań?
„– Pralnia, z której korzystałam, gdy mieszkałam jeszcze w Forest Hill, zawsze była zamykana, gdy umierała któraś z pracujących tam starszych pań.– Może po prostu chodzi o to, że starsze pokolenie bardziej szanuje i ceni życie.”
Choć to nie postacie są na planie pierwszym,
to jednak w ich kreacjach jest duża siła powieści. Książkę rozpatruję w
kategoriach czystej rozrywki, a więc uproszczenia w budowie charakterów mi nie
przeszkadzają, wystarczy, że wywołują odpowiednie emocje. Erika to postać
sympatyczna, jak na tom siódmy przystało, jest już po niezłych przejściach.
Teraz zdaje się zaczynać swoje prywatne życie na nowo, nowy dom przynosi jej
dużo wyzwań, na które nie ma czasu przez absorbujące śledztwo. A mimo to
okruchy prywatności przez historię się przebijają, dzięki czemu bohaterka staje
się czytelnikowi bliższa. Jej zażyłość ze współpracownikami również wywołuje
pozytywne emocje, a bezkompromisowość w pracy zapewnia, że czytelnik może jej
ufać. Oczywiście nie byłaby człowiekiem, gdyby nie popełniała błędów, a te
częściowo napędzają fabułę powieści.
A fabuła oparta jest o ciekawe tematy -
aktorstwo, podcast true crime i zbrodnie z przeszłości. Historia zaczyna się
mocną sceną brutalnego zabójstwa, w trakcie powieści pojawia się jeszcze kilka
niesmacznych opisów, a jednak samo śledztwo prowadzone jest fajnym,
umiarkowanym rytmem ze skupieniem na tym, co nakazuje klasyka powieści
detektywistycznej - na rozmowach ze świadkami, na przegrzebywaniu się przez
dokumenty i dedukcję. Nie wydaje mi się jednak, by możliwe było znalezienia
rozwiązania bez pomocy autora, za mało tropów podrzuca, by czytelnik miał
szansę z zagadką samodzielnie się zmierzyć. Zakończenie zatem, chcąc nie chcąc,
jest zaskakujące. Napięcie w czasie lektury nie jest mocno wyczuwalne, ale
utrzymane jest na stałym poziomie.
„I to jest właśnie problem z ucieczką na koniec świata. Nie ma już gdzie uciekać (…)."
Tym, co przyciąga uwagę, jest samo miejsce
akcji. Historia toczy się w Londynie, którego jesienny klimat dobrze da się
wyczuć. Angielskie puby, restauracje, ciemne uliczki, nieopodal wrzosowiska -
to wszystko dobrze buduje lekko zamglony nastrój.
„– Wspominała może o jakichś podejrzanych osobach kręcących się w okolicy? – zapytała Moss.– To Londyn. Dziwnych ludzi jest tu tak samo dużo jak miłych, trzeba przywyknąć.”
Robert Bryndza wie, jak czytelnika zabawić.
Bierze garść rysowanych mocną, momentami lekko komiksową kreską postaci, wikła
je w brutalną zbrodnię, w której użycie przemocy szokuje (może dlatego, że
psychologiczne aspekty czynów i decyzji postaci nie do końca autora
zaprzątają), ale rozwiązuje ją bez dzikich pościgów, czy innych rodem z filmów
akcji scen, a spokojnie, po cichu, poprzez rozmowy i dedukcję. Przyjemne
angielskie tło zdarzeń z dobrze zaznaczoną wielokulturowością, szczypta
prywatności głównej bohaterki, wystarczająca, by czytelnika przywiązać, trochę
mocnych kolorów, zaskoczeń może i nie do końca prawdopodobnych, a jednak do
całego tonu powieści pasujących, i proszę bardzo - mamy powieść kryminalną,
którą można traktować jako czystą, niezobowiązującą rozrywkę. I tak właśnie
odebrałam “Martwego świadka” - to po prostu dobre, kryminalne czytadło.
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem
Chmury.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz