lipca 13, 2026

"Rajska wyspa" Marta Bielawska

Autorka: Marta Bielawska
Tytuł: Rajska wyspa
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 306
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Marta Bielawska to autorka dziewięciu powieści oscylujących wokół szeroko pojętej literatury obyczajowej i romansu. Na co dzień zajmuje się zwierzętami jako techniczka weterynarii, wcześniej przez wiele lat pracowała w przedszkolu. W swoich powieściach wykorzystuje doświadczenie nabyte jeszcze wcześniej - poza pedagogiką, studiowała również psychologię. I to w jej najnowszej powieści widać - choć kreacje postaci w “Rajskiej wyspie” są lekko uproszczone, to jednak zaskakują spójnością i naturalnością. To jeden z największych atutów tej powieści!
 
Emilia i Natalia przyjaźnią się od zawsze. Teraz, gdy obydwie doświadczyły straty, zakończyły pewien etap swojego życia, udają się razem na wakacje - lecą na Zanzibar, by trochę odpocząć, opróżnić głowy z toksycznych, niepożądanych emocji, odreagować. A choć wyspa wita ich inaczej niż oczekiwały (upał przy tak wysokiej wilgotności jest nieznośny!), to jednak są pełne nadziei na zmianę. Emilia nadal nie potrafi pisać, wrócić do tworzenia powieści, co tak ją absorbowało przez ostatnie lata, ale powoli zaczyna się odblokowywać - na razie tylko przez rysunki, ale to zawsze jakiś krok w twórczą stronę. Natalia z kolei żądna jest przygód - dla siebie, ale też i swojej przyjaciółki, którą bardzo chce wyrwać z miłosnego dołka, w którym Emilia kilka miesięcy temu się znalazła. W oko wpada jej menadżer hotelu, Danny - czyż to nie idealna odskocznia dla jej przyjaciółki? Zaprzątnięte swoimi sprawami bagatelizują doniesienia z zewnątrz - ktoś wspomina o problemach finansowych właściciela hotelu, ktoś o dziwnych zaginięciach lokalnych chłopców. Czy na pewno są to tematy, które powinny ignorować?
„(…) tu, na tej tropikalnej wyspie, czułam się chwilowo zwolniona z podejmowania jakichkolwiek życiowych decyzji. Tu, dla odmiany, czekały na mnie problemy możliwe do rozwiązania. Biorąc pod uwagę bilans minionego roku, jawiło się to niemal jak wybawienie.”
Książka rozpisana jest na prolog, 15 rozdziałów i epilog. Każdy rozdział dzielony jest na kilkustronicowe podrozdziały (które od czasu do czasu dzielone są na jeszcze krótsze scenki) zatytułowane imieniem bohaterki, z perspektywy której historię poznajemy - Natalia i Emilia relacjonują ją czytelnikowi naprzemiennie, dzięki czemu akcja nie wydaje się mocno statyczna. Narracja obydwu bohaterek prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, co sprawia, że to wewnętrzna strona postaci jest tym, co najmocniej nas absorbuje. W rozdziałach pisanych z perspektywy Emilii autorka stosuje zabieg książki w książce - czytelnik ma wgląd we fragmenty powieści, jaką w czasie pobytu na Zanzibarze tworzy bohaterka. Nie jest to pełnoprawna powieść, raczej kilka scen, kilka fragmentów. Styl powieści jest lekki, spójny i płynny, książkę czyta (a raczej w moim przypadku słucha) się bez problemów, choć sam język nie jest celem samym w sobie - to po prostu nośnik historii. Dialogi prowadzone są naturalnie, od czasu do czasu pojawia się jakieś wtrącenie w suahili, co nadaje powieści lokalnego kolorytu, ale też jasno pokazuje barierę językową i potencjalne próby jej przełamania. Moje wątpliwości jednak wzbudziło słowo “tubylcy”, które autorka namiętnie stosuje, a to wydaje się nacechowywać je negatywnie. W dzisiejszych czasach, w których przywiązujemy tak dużą wagę do słów i ich znaczeń, sama wybrałabym bardziej neutralne odpowiedniki, więc podczas lektury te określenie lekko mnie uwierało.
„Chyba na tym polega cała trudność, że człowiek nigdy nie wie, kiedy robi coś po raz ostatni. Nie może należycie tego przeżyć, zapamiętać ze szczegółami.”
Jako powieść obyczajowa książka dobrze sprawdzi się w formie wakacyjnej, lekkiej lektury, w której wątki typowo obyczajowe przeplatają się z bardzo subtelnym wątkiem romantycznym. Tym, co w powieści najlepsze, to dwie główne bohaterki, kontrast, jaki razem tworzą. Dzięki temu możemy dostrzec jak wiele w życiu zmienia postrzeganie, nastawienie i po prostu charakter. Emilia to ta poważniejsza połówka, kobieta twardo stąpająca po ziemi. Natalia jest lekkoduchem, szybko się do swoich bardziej lub mniej ekstremalnych pomysłów zapala. Otwarta, rządna przygody, zdaje się nie dostrzegać potencjalnego niebezpieczeństwa. Emilia z kolei do wszystkiego podchodzi z nadmierną rozwagą, a zmiana otoczenia jest dla niej dużym wyzwaniem. Jak tak dwie różne kobiety pozostały w bliskiej przyjaźni przez dwadzieścia lat? W końcu przeciwieństwa się przyciągają, podejrzewam jednak, że nie bez znaczenia jest fakt, że ich przyjaźń narodziła się jeszcze w czasach nastoletnich, a więc dzięki dobrej znajomości własnych charakterów w życiu dorosłym wiedzą, czego mogą od siebie nawzajem oczekiwać.
Teraz obydwie znalazły się w dość trudnym momencie życia, obydwie właśnie zakończyły wieloletnie związki. I zgodnie z mocno odmiennymi charakterami, różnie na to reagują - Natalia nie ma oporów przed wakacyjnym flirtem, Emilia ma jakąś blokadę. Jednak wyspa wraz z Natalią mają jednak dla niej swój plan, dzięki czemu (jak i swojej na nowo odkrywanej twórczości) kobieta podczas tej historii przechodzi ciekawą przemianę. Natalia zresztą też poznaje siebie od innej strony, bardziej troskliwej, opiekuńczej. Ich relacja, ich reakcje i sposób, w jaki same je sobie tłumaczą, oddane są w sposób przekonujący, ich charaktery są spójne, choć oczywiście lekko uproszczone - w tego typu literaturze obyczajowej jest to jednak jak najbardziej dopuszczalne.
„Ta godzinka z rana to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mogę pobyć ze sobą sam na sam. Ludzie zbyt często zapominają, jakie to ważne.”
Dzięki postaci Emilii dostałam też wątek, który bardzo lubię - wątek tworzenia, pisania, wątek snucia opowieści, kreowania świata fikcyjnego w fikcyjnym przecież już świecie powieści. Emilia zmaga się z blokadą twórczą, wykorzystuje też twórczość, by odreagować, przemielić swoje emocje - tego właśnie z nią tu doświadczamy. I znowu - nie jest to mocno pogłębiony psychologicznie wątek, ale wystarczająco na lekką powieść obyczajową.
 
Akcja toczy się leniwie - uwaga czytelnika raczej skupia się na wnętrzu postaci. Niemniej jednak coś w tej historii musi się dziać, a poza subtelnym wątkiem romantycznym, pojawia się też kryminalny, który jest swoistą klamrą - otwiera i zamyka powieść, jednocześnie pozostawiając otwartą furtkę dla kontynuacji. Wątek kryminalny nie jest zakończony, a zdarzenia, które zostały pod tym kątem opisane, na razie nie są specjalnie umotywowane. Ciekawe jest w nim to, że autorka łączy go z lokalnymi wierzeniami, za to rozczarowało mnie zakończenie, które w tym wątku tak naprawdę nic nie wyjaśnia.
 
Uwagę przyciąga też miejsce akcji, które zbudowane jest na zasadzie kontrastów: ośrodek, w którym mieszkają bohaterki, jest typowo turystyczny - pokazy lokalnych tradycji, jedzenie, kontakt z mieszkańcami wyspy ewidentnie tworzone są od turystów, z których spora część to właśnie Polacy mieszkający w hotelu prowadzonym przez rodaka. To turystyczna bańka, bo życie na Zanzibarze wygląda inaczej - nieopodal położona jest niewielka wioska, którą wraz z postaciami odwiedzamy. I tu doświadczamy lokalności, poznajemy jak wygląda prawdziwe życie na wyspie - jakie są podziały ról, z czego mieszkańcy tej wioski się utrzymują, jak wyglądają ich relacje. Nie mnie oceniać ile w tym prawdy, obraz jednak jest spójny i pasuje do ogólnego obrazka, jaki autorka w tej powieści rysuje.
Oczywiście Zanzibar to nie tylko jego mieszkańcy, ale też i przyroda - piękne, białe plaże, tropikalna roślinność, inne temperatury i ich odczuwanie tak różne od tego, czego doświadczamy w Polsce. To wszystko tworzy przyjemny, wakacyjny klimat, który można poczuć nie ruszając się z domu.
„– Przecież to jeden z nich! A co, jeśli potrzebuje pomocy? Naprawdę nie mają…
– Nie próbuj oceniać ludzi, których nie znasz. (…) Przyjezdni mają do tego zadziwiającą tendencję. Włażą do świata, którego nie rozumieją, i usiłują urządzać go po swojemu.”
“Rajska wyspa” to niezobowiązująca, lekka powieść obyczajowa, której akcja nie jest specjalnie dynamiczna czy usiana wielkimi fabularnymi twistami. Ba! Niektóre jej wątki nawet nie zostają rozwiązane, co przyznam, że przez chwilę mnie zasmuciło. Niemniej jednak w chwili, kiedy potrzebowałam momentu przerwy od kryminału i ciemnych stron ludzkiego umysłu, ten tytuł okazał się dla mnie dobrym wyborem - słuchając refleksji obydwu bohaterek, towarzysząc im w tak różnym, kontrastowym odkrywaniu wyspy, doświadczając ich przyjaźni, w której zrozumienie i akceptacja jest podstawą, bawiłam się dobrze. Co samą mnie zaskoczyło, bo do tej powieści podchodziłam bardzo ostrożnie.
 
Moja ocena: 7/10


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Chmury.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz