Autorka: Marta Bielawska
Tytuł: Rajska wyspa
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 306
Gatunek: powieść obyczajowa
Marta Bielawska to autorka dziewięciu powieści
oscylujących wokół szeroko pojętej literatury obyczajowej i romansu. Na co
dzień zajmuje się zwierzętami jako techniczka weterynarii, wcześniej przez
wiele lat pracowała w przedszkolu. W swoich powieściach wykorzystuje
doświadczenie nabyte jeszcze wcześniej - poza pedagogiką, studiowała również
psychologię. I to w jej najnowszej powieści widać - choć kreacje postaci w
“Rajskiej wyspie” są lekko uproszczone, to jednak zaskakują spójnością i
naturalnością. To jeden z największych atutów tej powieści!
Emilia i Natalia przyjaźnią się od zawsze.
Teraz, gdy obydwie doświadczyły straty, zakończyły pewien etap swojego życia,
udają się razem na wakacje - lecą na Zanzibar, by trochę odpocząć, opróżnić
głowy z toksycznych, niepożądanych emocji, odreagować. A choć wyspa wita ich
inaczej niż oczekiwały (upał przy tak wysokiej wilgotności jest nieznośny!), to
jednak są pełne nadziei na zmianę. Emilia nadal nie potrafi pisać, wrócić do
tworzenia powieści, co tak ją absorbowało przez ostatnie lata, ale powoli zaczyna
się odblokowywać - na razie tylko przez rysunki, ale to zawsze jakiś krok w
twórczą stronę. Natalia z kolei żądna jest przygód - dla siebie, ale też i
swojej przyjaciółki, którą bardzo chce wyrwać z miłosnego dołka, w którym
Emilia kilka miesięcy temu się znalazła. W oko wpada jej menadżer hotelu, Danny
- czyż to nie idealna odskocznia dla jej przyjaciółki? Zaprzątnięte swoimi
sprawami bagatelizują doniesienia z zewnątrz - ktoś wspomina o problemach
finansowych właściciela hotelu, ktoś o dziwnych zaginięciach lokalnych
chłopców. Czy na pewno są to tematy, które powinny ignorować?
„(…) tu, na tej tropikalnej wyspie, czułam się chwilowo zwolniona z podejmowania jakichkolwiek życiowych decyzji. Tu, dla odmiany, czekały na mnie problemy możliwe do rozwiązania. Biorąc pod uwagę bilans minionego roku, jawiło się to niemal jak wybawienie.”
Książka rozpisana jest na prolog, 15
rozdziałów i epilog. Każdy rozdział dzielony jest na kilkustronicowe
podrozdziały (które od czasu do czasu dzielone są na jeszcze krótsze scenki)
zatytułowane imieniem bohaterki, z perspektywy której historię poznajemy -
Natalia i Emilia relacjonują ją czytelnikowi naprzemiennie, dzięki czemu akcja
nie wydaje się mocno statyczna. Narracja obydwu bohaterek prowadzona jest w
pierwszej osobie czasu przeszłego, co sprawia, że to wewnętrzna strona postaci
jest tym, co najmocniej nas absorbuje. W rozdziałach pisanych z perspektywy
Emilii autorka stosuje zabieg książki w książce - czytelnik ma wgląd we
fragmenty powieści, jaką w czasie pobytu na Zanzibarze tworzy bohaterka. Nie
jest to pełnoprawna powieść, raczej kilka scen, kilka fragmentów. Styl powieści
jest lekki, spójny i płynny, książkę czyta (a raczej w moim przypadku słucha)
się bez problemów, choć sam język nie jest celem samym w sobie - to po prostu
nośnik historii. Dialogi prowadzone są naturalnie, od czasu do czasu pojawia
się jakieś wtrącenie w suahili, co nadaje powieści lokalnego kolorytu, ale też
jasno pokazuje barierę językową i potencjalne próby jej przełamania. Moje
wątpliwości jednak wzbudziło słowo “tubylcy”, które autorka namiętnie stosuje,
a to wydaje się nacechowywać je negatywnie. W dzisiejszych czasach, w których przywiązujemy
tak dużą wagę do słów i ich znaczeń, sama wybrałabym bardziej neutralne
odpowiedniki, więc podczas lektury te określenie lekko mnie uwierało.
„Chyba na tym polega cała trudność, że człowiek nigdy nie wie, kiedy robi coś po raz ostatni. Nie może należycie tego przeżyć, zapamiętać ze szczegółami.”
Jako powieść obyczajowa książka dobrze
sprawdzi się w formie wakacyjnej, lekkiej lektury, w której wątki typowo
obyczajowe przeplatają się z bardzo subtelnym wątkiem romantycznym. Tym, co w
powieści najlepsze, to dwie główne bohaterki, kontrast, jaki razem tworzą.
Dzięki temu możemy dostrzec jak wiele w życiu zmienia postrzeganie, nastawienie
i po prostu charakter. Emilia to ta poważniejsza połówka, kobieta twardo
stąpająca po ziemi. Natalia jest lekkoduchem, szybko się do swoich bardziej lub
mniej ekstremalnych pomysłów zapala. Otwarta, rządna przygody, zdaje się nie
dostrzegać potencjalnego niebezpieczeństwa. Emilia z kolei do wszystkiego
podchodzi z nadmierną rozwagą, a zmiana otoczenia jest dla niej dużym
wyzwaniem. Jak tak dwie różne kobiety pozostały w bliskiej przyjaźni przez
dwadzieścia lat? W końcu przeciwieństwa się przyciągają, podejrzewam jednak, że
nie bez znaczenia jest fakt, że ich przyjaźń narodziła się jeszcze w czasach
nastoletnich, a więc dzięki dobrej znajomości własnych charakterów w życiu
dorosłym wiedzą, czego mogą od siebie nawzajem oczekiwać.
Teraz obydwie znalazły się w dość trudnym
momencie życia, obydwie właśnie zakończyły wieloletnie związki. I zgodnie z
mocno odmiennymi charakterami, różnie na to reagują - Natalia nie ma oporów
przed wakacyjnym flirtem, Emilia ma jakąś blokadę. Jednak wyspa wraz z Natalią
mają jednak dla niej swój plan, dzięki czemu (jak i swojej na nowo odkrywanej
twórczości) kobieta podczas tej historii przechodzi ciekawą przemianę. Natalia
zresztą też poznaje siebie od innej strony, bardziej troskliwej, opiekuńczej.
Ich relacja, ich reakcje i sposób, w jaki same je sobie tłumaczą, oddane są w
sposób przekonujący, ich charaktery są spójne, choć oczywiście lekko
uproszczone - w tego typu literaturze obyczajowej jest to jednak jak
najbardziej dopuszczalne.
„Ta godzinka z rana to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mogę pobyć ze sobą sam na sam. Ludzie zbyt często zapominają, jakie to ważne.”
Dzięki postaci Emilii dostałam też wątek,
który bardzo lubię - wątek tworzenia, pisania, wątek snucia opowieści, kreowania
świata fikcyjnego w fikcyjnym przecież już świecie powieści. Emilia zmaga się z
blokadą twórczą, wykorzystuje też twórczość, by odreagować, przemielić swoje
emocje - tego właśnie z nią tu doświadczamy. I znowu - nie jest to mocno
pogłębiony psychologicznie wątek, ale wystarczająco na lekką powieść
obyczajową.
Akcja toczy się leniwie - uwaga czytelnika
raczej skupia się na wnętrzu postaci. Niemniej jednak coś w tej historii musi
się dziać, a poza subtelnym wątkiem romantycznym, pojawia się też kryminalny,
który jest swoistą klamrą - otwiera i zamyka powieść, jednocześnie
pozostawiając otwartą furtkę dla kontynuacji. Wątek kryminalny nie jest
zakończony, a zdarzenia, które zostały pod tym kątem opisane, na razie nie są
specjalnie umotywowane. Ciekawe jest w nim to, że autorka łączy go z lokalnymi
wierzeniami, za to rozczarowało mnie zakończenie, które w tym wątku tak
naprawdę nic nie wyjaśnia.
Uwagę przyciąga też miejsce akcji, które
zbudowane jest na zasadzie kontrastów: ośrodek, w którym mieszkają bohaterki,
jest typowo turystyczny - pokazy lokalnych tradycji, jedzenie, kontakt z
mieszkańcami wyspy ewidentnie tworzone są od turystów, z których spora część to
właśnie Polacy mieszkający w hotelu prowadzonym przez rodaka. To turystyczna
bańka, bo życie na Zanzibarze wygląda inaczej - nieopodal położona jest
niewielka wioska, którą wraz z postaciami odwiedzamy. I tu doświadczamy
lokalności, poznajemy jak wygląda prawdziwe życie na wyspie - jakie są podziały
ról, z czego mieszkańcy tej wioski się utrzymują, jak wyglądają ich relacje.
Nie mnie oceniać ile w tym prawdy, obraz jednak jest spójny i pasuje do
ogólnego obrazka, jaki autorka w tej powieści rysuje.
Oczywiście Zanzibar to nie tylko jego
mieszkańcy, ale też i przyroda - piękne, białe plaże, tropikalna roślinność,
inne temperatury i ich odczuwanie tak różne od tego, czego doświadczamy w
Polsce. To wszystko tworzy przyjemny, wakacyjny klimat, który można poczuć nie
ruszając się z domu.
„– Przecież to jeden z nich! A co, jeśli potrzebuje pomocy? Naprawdę nie mają…– Nie próbuj oceniać ludzi, których nie znasz. (…) Przyjezdni mają do tego zadziwiającą tendencję. Włażą do świata, którego nie rozumieją, i usiłują urządzać go po swojemu.”
“Rajska wyspa” to niezobowiązująca, lekka
powieść obyczajowa, której akcja nie jest specjalnie dynamiczna czy usiana
wielkimi fabularnymi twistami. Ba! Niektóre jej wątki nawet nie zostają
rozwiązane, co przyznam, że przez chwilę mnie zasmuciło. Niemniej jednak w
chwili, kiedy potrzebowałam momentu przerwy od kryminału i ciemnych stron
ludzkiego umysłu, ten tytuł okazał się dla mnie dobrym wyborem - słuchając
refleksji obydwu bohaterek, towarzysząc im w tak różnym, kontrastowym
odkrywaniu wyspy, doświadczając ich przyjaźni, w której zrozumienie i akceptacja
jest podstawą, bawiłam się dobrze. Co samą mnie zaskoczyło, bo do tej powieści
podchodziłam bardzo ostrożnie.
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Chmury.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz